Słowianie – dzieci Matki Ziemi…

.

.

Współczesny człowiek, przyzwyczajony do wynalazków cywilizacji, nie potrafi nawet wyobrazić sobie życia bez elektryczności, bieżącej wody w kranie, sklepów, ulic, telefonów czy pieniędzy. Nie powiem, ułatwiają one życie, choć jednocześnie, często niewolniczo, uzależniają człowieka od nich – jego własnych wytworów. O ile prościej jest rano, gdy jeszcze jest ciemno, po prostu jednym palcem nacisnąć kontakt i włączyć światło, bez konieczności mozolnego po ciemku krzesania ognia. A w zimie dzięki centralnemu ogrzewaniu nie troszczyć się o to, że w nocy ogień na palenisku czy w piecu wygaśnie i rano będzie zimno. O ileż też łatwiej i wygodniej jest wyjść do pobliskiego sklepu i kupić coś do jedzenia, niż np. musieć iść na polowanie, czy na pole. Ale cały ten postęp techniczny ma niedostrzegane przez większość negatywne strony. Człowiek stał się po prostu niewolnikiem techniki i jej gadżetów. Wyłączenie np. prądu w jakimkolwiek mieście na całą dobę sparaliżowałoby całkowiecie jego funkcjonowanie. A im większe miasto – tym byłoby gorzej. W wileomilionowych molochach pozbawionych prądu elektrycznego nie funkcjonowałoby nic – oświetlenie ulic i mieszkań, woodociągi, sklepy, zakłady produkcyjne, sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniach, metro, windy, stacje paliw. To byłaby rzeczywiście katastrofa. U Słowian w czasach pogańskich, przedcywilizacyjnych, podobne uzależnienie od wytworów ludzkich rąk było nie do pomyślenia.
.

Destrukcyjnie działają cywilizacyjne gadżety także na stosunki międzyludzkie. Znam to z własnego doświadczenia z wczesnego dzieciństwa. Jako dziecko mieszkałem w małym miasteczku (Kluczbork) na ulicy Damrota. Od strony podwórza była tam kasztanowa alejka z ławkami. I od wiosny do jesieni, gdy tylko pozwalała na to pogoda, od popołudnia aż do zmroku na ławkach spotykali się mieszkańcy z kilku sąsiednich kamienic. Dorośli rozmawiali, a dzieci bawiły się razem. Wtedy, a był to początek lat 60-tych XX wieku, w sklepach pojawiało się coraz więcej coraz tańszych telewizorów. I był taki moment, że kilku mieszkańców ulicy Damrota kupiło sobie telewizory. Spotkania na ławkach skończyły się. Przez kilka następnych lat mieszkańcy spotykali się wieczorem w mieszkaniach owych „szczęśliwców”. Ale nie na rozmowy. Przynosili swoje krzesła i wspólnie oglądali to, co serwował im szklany ekran. Przy czym z roku na rok zmiejszała się ilość telewizyjnych gości u sąsiadów, gdyż coraz więcej rodzin kupowało własne telewizory. I oglądały telewizję już u siebie. Na przestrzeni zaledwie kilku lat telewizja doprowadziła do ogromnej i niestety niekorzystnej zmiany stosunków międzyludzkich mieszkańców ulicy Damrota w Kluczborku. Całkowicie zanikły wieczorne sąsiedzkie spotkania na alejkowych ławkach pod kasztanami, ponieważ każda rodzina wieczory spędzała przed własnym telewizorem.
.

Obecnie jest jeszcze gorzej. Odpowiedzialność ponoszą za to kolejne techniczne gadżety – komputery i smartfony. Często widuję grupki młodych ludzi idących ulicą. Nie rozmawiają jednak ze sobą, gdyż każdy wpatrzony jest w smartfon i coś tam „klika”. Widuję nawet parki – dziewczynę z chłopakiem. Trzymają się za ręce, ale każde z nich w wolnej ręce trzyma włączonego smartfona. I zamiast ze sobą rozmawiać „klikają”. A już najgorzej jest z najmłodszą generacją – z dziećmi od maleńkości „wychowywanymi” przez komputer i smartfony. Nie potrafią nawiązywać koleżeńskich więzi z rówieśnikami. Nie potrafią spędzać wolnego czasu bez komputera i smartfonu. Z innymi komunikują się praktycznie wyłącznie za pośrednictwem tych gadżetów. Nawet z rodzeństwem nie potrafią wspólnie spędzać czasu czy bawić się. Ich jedyną rzeczywistością, w której dobrze się czują, jest wirtualny świat na monitorze komputera i displayu smartfonu. Cywilizacja techniczna hoduje sobie obecnie samotników nie odczuwających potrzeby jakichkolwiek, a tym bardziej bliskich więzi międzyludzkich. Rodzinę, kolegów, środowisko społeczne zastępują im techniczne gadżety. W stosunku do tych nieszczęśników jakże trafnie i ponuro pasuje określenie – samotny wśród tłumów. Nadciąga – i nie jest to groźba a fakt – totalna atomizacja społeczeństw. O tym, że jest to na rękę władcom pieniądza – globalistom prącym do światowej dyktatury – nikogo rozsądnego przekonywać nie potrzeba.
.

W tm miejscu zaznaczam, że krytykując cywilizację i jej gadżety nie nawołuję do powrotu do życia w ziemiankach, bez prądu i bieżącej wody. Nic z tych rzeczy. Słowianie np. także ulepszali swoje rzemiosło i wymyślali nowe technologie. Znali nieznane w Naturze metalurgię czy cermikę. Ulepszali też technologie wyrobu narzędzi, odzieży, sprzętu domowego, rolniczego i myśliwskiego/wojennego, metody uprawy ziemi, hodowli zwierząt itp. Tyle, że nigdy by im na myśl nie przyszło wdrażanie technologii niszczących i zatruwających środowisko naturalne, których szkodliwość dla środowiska większa jest niż ich pożyteczność. Nie pozwoliłby im na to ich stosunek wobec Przyrody i Matki Ziemi. Czuli się częścią Przyrody a nie jej panami i właścicielami, siłom Przyrody przypisywali boskie pochodzenie, a Matce Ziemi oddawali boską cześć. I to właśnie skutecznie blokowało wandalizm ekologiczny i niszczenie środowiska naturalnego u Słowian także wtedy, gdy cywilizowane ludy ościenne taki wandalizm już uprawiały. Słowianie nigdy by nie poszli tą drogą, gdyby nie narzucono im nadjordańskiej mentalości. Choć wiele cywilizacyjnych technologii i wynalazków technicznych zapewne sami by w zmodyfikowanej formie, nie niszczącej i trującej otoczenia, zaadoptowali. Nawet np. wytwarzanie prądu elektrycznego. Do tego nie potrzeba wielkich kopcących elektrowni konwencjonalnych…

.
.
wielkich zapór wodnych na rzekach niszczących naturalny ekosystem tych rzek…
.
.
czy elektrowni atomowych i związanych z nimi problemami narastającej ilości śmiercionośnych odpadów radioaktywnych (o katastrofach takich elektrowni nawet nie wspominam).
.
.
Słowianie zabraliby się do tego całkiem inaczej. Wystarczyłoby np. skonstruować niewielkie turbinki wodne i mocować je w rzekach pod wodą tak, aby na okrągło, także i w zimie, gdy powierzchnia rzeki jest zamarznięta, wytwarzały prąd. Kilka czy kilkanaście takich turbinek wystarczyłoby dla dużej wsi czy małego miasteczka. A kilkadziesiąt/kilkaset dla nawet dużych miast. Przy czym miejskich molochów Słowianie i tak nigdy by nie budowali. Innym rozwiązaniem byłaby gęsta sieć klasycznych wiatraków z zainstalowanymi w nich prądnicami…
.
.
…znacznie mniej psujących krajobraz niż ich nowoczesne współczesne wersje.
.
.
.
Aby współczesny świat był normalny, ludzki, nawet przy dalszym używaniu przydatnych i ułatwiających życie cywilizacyjnych technologii i gadżetów, zachowane musiałyby być w nim wszystkie pozytywne cechy i wartości przedcywilizacyjnych kultur, właśnie takich jak kultura Słowian.
.
Przede wszystkim konieczne byłoby wyrzucenie ze świadomości i mentalności ludzi ich żydo-krystowierczego przekonania, że są panami Przyrody  (panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi” – 1 Moj 1, 28), że Przyroda jest ich własnością, i że mogą z nią robić co tylko im się podoba. I że mają czynić, jak to nakazuje żydo-biblia, Ziemię sobie poddaną. Te dwa warunki są podstawowe, wręcz fundamentalne, aby świat człowieka był normalny, ludzki. I taki właśnie świat, świat ludzi żyjących w takiej kulturze, w cieniu świętych dębów, a nie w cieniu rzymskich szubienic, gwiazd Dawida, kopcących kominów, w kapitalistycznym wyścigu szczurów, jestem w stanie sobie wyobrazić.
.
Taki świat, w cieniu świętych dębów, pod wieloma względami całkowicie różniłby się od współczesnego zwyrodniałego cywilizowanego świata. Różny byłby i od starożytnych cywilizacji. Wszak już w cywilizacjach starożytnych, także tych pogańskich, widać było różne przejawy zwyrodnienia i wynaturzenia rodu ludzkiego, będących efektem życia w miastach, w oderwaniu od Natury.
.
Pierwszą istotną różnicą w stosunku do współczesnego modelu cywilizacyjnego byłaby rzeczywista wolność w wymiarze jednostkowym jak i wspólnotowym.
.
„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
(Pseudo-Maurycjusz VI-VII w. – pisarz bizantyjski)
.

W wymiarze jednostkowym oznaczałoby to, że nikt nie miałby prawa panować nad drugim człowiekiem czy zmuszać kogokolwiek do np. przymusowych szczepień. Ani do ciężkiej pracy najemnej (wymuszenie biedą czy groźbą utraty mieszkania) za darmo jak wcześniej u pana lub biskupa czy za grosze współcześnie u kapitalisty. W wymiarze wspólnotowym zaś oznaczałoby to, że każda lokalna wspólnota sama by decydowała o wszystkich sprawach dotyczących jej życia codziennego. Jak to odnotował Prokopiusz z Cezarei (VI w.):

.

„… te plemiona, Sklawinowie [plemiona naddunajskie] i Antowie [plemiona osiadłe między Dniestrem a Dnieprem], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”

.
Identycznie było u wszystkich plemion słowiańskich, także tych mieszkających nad Bugiem, Wisłą, Wartą, Odrą i Łabą.
.
Wiem, wiem, ale mamy przecież w Polsce instytucję samorządów – powie ktoś. Tyle że są one parodią i karykaturą rzeczywistej samorządności. Bo:
– samorządom zostawiono do decyzji sprawy drugo- i trzeciorzędne,
– pozbawiono je możliwości pełnej kontroli i rozdziału wytwarzanych na ich terenie dóbr i pieniędzy,
– funkcjonowanie ich regulują odgórnie ustawami inni,
– w każdym momencie samorządom władza centralna uchwałą w knessejmie może odebrać część ich i tak niewielkich kompetencji a dorzucić w zamian obowiązków,
– równolegle do nich funkcjonuje wyposażony w większe kompetencje wielopiętrowy aparat państwowy, a nad nim jeszcze ponadpaństwowy (jewrounijna Bruksela, Grupa Bilderberga i jej decydenci – Rothschild, Rockefeller & spółka). I to w gabinetach władców pieniądza zapadają najważniejsze decyzje. Sposoby ich wdrażania omawiane są podczas zlotów Grupy Bilderberga, a następnie via Bruksela i Warszawa są narzucane mieszkańcom Polski. I samorządy nie mają w tych sprawach nic do gadania.
.
Wprowadzenie rzeczywistej samorządności lokalnych wspólnot byłoby odrzuceniem cywilizacyjnego podziału na elitę i motłoch, rządzących i rządzonych, bogatych i biednych, rozbudowanego w ramach zachodniej tzw. „demokracji parlamentarnej” do wielopoziomowej piramidy włady z niewolniczą zależnością całych państw i narodów od władców pieniądza.
.
Wiem, że całkowita wolność jest niemożliwa. Gdyby np. w ruchu drogowym wycofano wszystkie przepisy, znaki drogowe, sygnalizację świetlną, zakazy i nakazy, zrobiłby się taki korek, że żadne auto nigdzie by nie dojechało. A i piesi narażeni byliby na chodnikach, gdyby przepisy nie zabraniały kierowcom jeżdżenia po nich. W życiu wspólnotowym, podobnie jak w ruchu drogowym, pewna ilość obowiązujących zasad jest konieczna. Ale musi być utrzymana w granicach rozsądku, tak aby ułatwiały one życie a nie stanowiły kajdan. Moja wolność nie może krępować wolności drugiego człowieka. I tak było właśnie u Słowian. Istniało niepisane proste i zwięzłe prawo zwyczajowe, które regulowało życie każdej lokalnej wspólnoty, prawa i obowiązki jej członków, gwarantujące jej harmonijne funkcjonowanie przy zastosowaniu zasady, aby zakazów i nakazów było możliwie jak najmniej. Najważniejsze jednak było to, że w życiu wspólnotowym wolność u Słowian oznaczała, że lokalnej wspólnocie nikt z zewnątrz nie mógł i nie miał prawa narzucać niczego. O jej codziennym życiu suwerennie decydowała każda lokalna wspólnota samodzielnie.
.
Kolejną istotną różnicą w porównaniu do współczesnego antyspołecznego nieludzkiego kapitalizmu i wyścigu szczurów, jaki nam cywilizacja zafundowała, byłby też brak ogromnej dysproporcji w posiadaniu tzw. „dóbr materialnych”. U Słowian każda lokalna wspólnota troszczyła się o wszystkich jej członków. Nie znano u Słowian żebraków, nie było rzesz biedoty obok garstki bogaczy i posiadaczy. Jak odnotował Helmold:
.
„…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”
.
Ten typowy dla Słowian ekonomiczny/materialny egalitaryzm potwierdzają wykopaliska. Archeolodzy odnaleźli już wiele grodzisk słowiańskich typu biskupińskiego. Ich wspólną cechą jest to, że ani jedno domostwo w grodzie nie jest wyróżniające się wielkością ani okazałością od innych. Wszystkie domostwa w tych grodach były mniej więcej takie same.
.
.
A to oznacza, że wspólnoty te nie posiadały elity bogatszej od pozostałych członków wspólnoty. Ten egalitaryzm u Słowian widoczny w wykopaliskach potwierdza właśnie zapisek Helmolda. Przypomnę jeszcze, że najstarszy gród typu biskupińskiego odnaleziono na terenie Niemiec w miejscowości Kemberg, w pobliżu Wittenbergi (Saksonia-Anhalt). Patrząc z Polski Kemberg leży za Łabą, co pokazuje, że Słowianie zasiedlali ziemie nie tylko do Łaby ale i dalej. Odnaleziony gród w Kembergu datowany jest na okres ok. 1000-800 lat p.n.e. Helmold pisał o ostatnich wolnych Słowianach i braku biedy u nich w 12 wieku naszej ery. Stąd wniosek, że egalitaryzm Słowian miał tradycję trwającą co najmniej 2 tysiące lat.
.
We wszystkich wspólnotach Słowian wszyscy, w miarę ich możliwości, pracowali dla wspólnego dobra. Nie znano tego, że większość, najczęściej biedni, ciężko harowali dla drugich – garstkę bogatych. To rozwarstwienie pojawiło się dopiero w pierwszych cywilizacjach i trwa do dzisiaj. Z tym, że nigdy wcześniej przepaść pomiędzy garstką najbogatszych multibilionerów a narastającymi milionowymi rzeszami biedoty nie była tak ogromna jak dzisiaj. I co gorsza – narasta ona nadal, nie tylko w Polsce. Widać to gołym okiem  na całym tzw. „bogatym” zachodzie z USraelem, Niemcami, UK i Szwajcarią włącznie. Odpowiedzialność za to ponoszą dwa nowożytne „wynalazki” cywilizacji zachodu:
.
1) Bandycki, rothschildowski, ograbiający państwa i narody, system bankowy dający banksterom prawo  kreacji pieniądza z powietrza, puszczanego w obieg jako „kredyty” czyli  w postaci długu. Opisałem to szczegółowo parokrotnie:
Tu jeszcze przypomnę, że w internetowej broszurze Bundesbanku na stronie 88 – co widziałem na własne oczy i osobiście przed laty czytałem – był, następnie usunięty, zapis mówiący:
.
„Im Eurosystem entsteht Geld vor allem durch die Vergabe von Krediten…”
W tłumaczeniu dosłownym – „W systemie euro pieniądz powstaje przede wszystkim poprzez przydzielanie kredytów”.
.
Kiedy jednak w niemieckojęzycznym internecie zrobił się szum na wielu niezależnych stronach z powodu tej właśnie informacji, Bundesbank usunął ową broszurę. Po co niewolników finansowych drażnić i dawać im podstawę do buntu przeciwko władcom pieniądza i ich marionetkom politycznym.
.
2) Złodziejska prywatyzacja, będąca w rzeczywistości wywłaszczaniem całych państw i narodów z ich majątków narodowych. I niech nikt nie mówi mi, że prywatna firma funkcjonuje ekonomiczniej i przynosi wyższe zyski niż taka sama firma państwowa. To jest najczęściej prawdą i wiem o tym – tyle że zyski uzyskiwane w sprywatyzowanych firmach lądują w kieszeniach wybrańców, a nie w budżecie komunalnym czy państwowym. Za to już utrzymanie wyrzucanych przy okazji prywatyzacji z pracy ludzi (i ich rodzin) spada na państwo (zasilek dla bezrobotnych), które nie ma na to pieniędzy, bo zyski ze sprzedanych państwowych firm nie trafiają już do budżetu państwowego czy komunalnego, a do kieszeni spekulanta-kapitalisty i akcjonariuszy. Którzy mają już najczęściej miliardy, ale wciąż im mało.
.
Ostatecznym celem bandyckiego systemu bankowego i prywatyzacji jest przejęcie (najchętniej za długi) przez władców pieniądza na prywatną własność całej planety z ziemią, wodą, powietrzem i żywym inwentarzem – ludzkim bydłem roboczym – niedobitkami, które przeżyją depopulację.
.
U Słowian żyjących w kulturze przedcywilizacyjnej podobny bandycki i niesprawiedliwy system jak współczesny (cywilizacyjny) kapitalizm nie miałby szans powstać. Owo rozwarstwienie na biednych i bogatych oraz podział na rządzących i rządzonych jest wytworem cywilizacji i znany był już w cywilizacjach starożytnych. U Słowian nie był jednak możliwy. Dlaczego? Rzecz w tym, że oni naprawdę czuli się dziećmi Matki Ziemi i dlatego we wspólnotach łączyły ich związki przypominające stosunki między rodzeństwem w harmonijnej rodzinie, w której matka dba o to, aby wszystkie dzieci  były traktowane sprawiedliwie i tak samo. I oni, czując się dziećmi wspólnej Matki Ziemi, traktowali całą ich wspólnotę jak dużą rodzinę. I dlatego dbali o to, aby wszystkim członkom wspólnoty żyło się podobnie.
.
Tu jeszcze pewna ważna dygresja – jakkolwiek grody Słowian typu biskupińskiego przypominają budową średniowieczne miasta, miastami nie były. Od miast różniły się tym że:
– od wiosny do jesieni mieszkańcy całe dnie spędzali poza grodami, które służyły za schronienie w wypadku zagrożenia z zewnątrz, podczas niepogody i mrozów,
– cała ich ludność brała udział w pracach polowych, zwłaszcza przy żniwach, kiedy to nawet na noc nie zawsze wracano do grodu, śpiąc w skleconych szałasach czy chałupach pośród pól,
– nie było w nich tak typowych dla miast kramów, straganów, sklepów, a nawet placu targowego,
– nie posiadały „zawodowej”, utrzymywanej do obrony grodu zbrojnej drużyny, a w wypadku zagrożenia grodu bronili wszyscy zdatni do walki mieszkańcy.
.
Egalitarne stosunki międzyludzkie w wspólnotach słowiańskich znajdują odzwierciedlenie w ich panteonie, w którym nie było najwyższego/naczelnego boga i bogów mu podporządkowanych. Wszystkie dyskusje i spory, także wśród rodzimowierców o to, który bóg u Słowian był najważniejszy są bezprzedmiotowe. Panteon słowiański był egalitarny, tak jak egalitarne stosunki panowały w ich wspólnotach. U Słowian każdy bóg i każda bogini mieli swoją „działkę” i nad nią sprawowali pieczę, nie wtrącając się do kompetencji innych bogów. Mokosz zajmowała się Ziemią, Swarożyc Słońcem, Perun burzami i piorunami a Weles Nawią. I w ten sposób bogowie nawzajem się uzupełniali tworząc całą Rzeczywistość. U Słowian zresztą też istniał podział „działek” w zależności od indywidualnych uzdolnień – jedni byli garncarzami, inni wyrabiali odzież, obuwie, beczki, narzędzia. Po czy wymieniali to pomiędzy sobą. Był też naturalny podział zajęć odpowiedni do płci –  kobiety zajmowały się np. domem i małymi dziećmi (tylko one mogły karmić piersią) a mężczyźni łowami. Choć były też prace wykonywane przez wszystkich wspólnie – np. prace polowe. I to miało sens – zacieśniało więzi wspólnotowe i podkreślało równość wszystkich członków wspólnoty. No i przede wszystkim wspólnie świętowano, tańczono i śpiewano przy ogniskach, co jeszcze bardziej zacieśniało wspólnotowe więzi i było gwarantem harmonijnego współżycia.
.
Inną drogą poszła cywilizacja. Jej „grzechem pierworodnym” było oderwanie ludzi od codziennego bezpośredniego kontaktu z Przyrodą, co zaowocowało zmianą stosunku do Matki Ziemi. Nie jest przypadkiem, że wszystkie ludy dzikie i kultury przedcywilizacyjne czciły Matkę Ziemię. Bo czy byli zbieraczami czy rolnikami, traktowali wykopywane korzenie i bulwy czy zbierane zboża, warzywa i owoce jako dary Matki Ziemi. Przez co – i słusznie – postrzegali ją jako żywicielkę. Bo jest oczywistym faktem, że Ziemia jest naszą żywicielką. Niemniej, aby o tym pamiętać, trzeba samemu, nawet w pocie czoła, własnoręcznie zbierać na polach, łąkach, stepach czy w lasach jej dary – żywność. Słowianie to właśnie robili i dlatego Matkę Ziemię tak czcili. Ich panteon był wprawdzie egalitarny i Matka Ziemia nie była najwyższą boginią, ale była najbardziej czczoną. Dlatego, że była żywicielką. W miastach natomiast, w miarę ich wzrostu, coraz więcej ludzi nie brało bezpośredniego udziału w zbieraniu na polach darów Matki Ziemi. Kupowali żywność na straganach, przez co przestała być ona dla nich darem Matki Ziemi, a stała się towarem, kupowanym za pieniądze. W ten sposób mieszkańcom miast Matkę Ziemię zastąpiły i zasłoniły handel, stragany i sakiewka z pieniędzmi. Równolegle do tej zmiany w pierwszych już cywilizacjach pojawiło się rozwarstwienie i nierówności społeczne. Przyczyny był różne. Jedną z nich było to, że w rosnących miastach niemożliwe było osobiście i blisko znać wszystkich. Ponadto ciasne upchanie w granicach miast coraz większej ilości najczęściej obcych sobie ludzi rodziło konflikty pomiędzy nimi, wywołując nieznany w małych zgranych wspólnotach stres miejski, wywołany ciasnotą, tłokiem, hałasem, typową dla miast przestępczością, zwłaszcza kradzieżami, konkurencją i lękiem przed utratą majątku. Konieczne okazały się nowe regulacje porządku i ludzie nim zawiadujący. I tak pojawiła się elita, która dla utrzymania porządku potrzebowała zbrojnych pachołków – prototyp żołnierza/policjanta. Równocześnie pojawiły się w miastach nowe, typowo miejskie zawody i rzemiosła, dalej odrywając ludzi od Przyrody. Przy czym jedne zawody były lepiej, inne gorzej płatne, co pogłębiało nierównowagę materialną. I tak zaczął się zwycięski pochód cywilizacji. Jego współczesne efekty znamy – nędza obok bogactwa, zatruta ziemia, woda, powietrze, kolejne katastrofy ekologiczne i tysiące głowic atomowych mogących wielokrotnie wybić całą ludzkość.
.

.
Co jest ciekawe, równolegle do hierarchizacji struktury społecznej mieszkańców miast pojawiła się w ośrodkach cywilizacyjnych hierarchizacja wcześniej egalitarnych panteonów. Czy to Indie, Sumer, Egipt, Grecja, czy Rzym – we wszystkich tych cywilizacjach nagle pojawia się w ich panteonach „najwyższy” bóg, który często panowanie nad pozostałymi bogami zdobywał w walce. Widać to jak na dłoni np. w mitologii greckiej:
.
Widać też przy tej okazji wyraziście, że w warunkach cywilizacji nastąpiła nie tylko antropomorfizacja samych bogów (wymyślanie ich na podobieństwo człowieka) ale i antropomorfizacja stosunków pomiędzy nimi na podobieństwo cywilizacji – egalitarne panteony zastąpione zostały panteonami hierarchicznymi, a bogowie, jak ludzie w miastach, walczyli między sobą o władzę i wpływy. Hierarchiczny panteon naturalnie miał w starożytnych cywilizacjach wypełniać konkretne zadanie – miał niejako uprawomocnić hierarchiczną strukturę społeczną zaistniałą w tychże cywilizacjach i legitymować miał podział na rządzących i rządzonych (bogatych i biednych) w myśl zasady – jako w niebie tak i na ziemi. Choć w rzeczywistości było odwrotnie – zaistniałe w cywilizacjach stosunki panujące w miastach projektowano na te „w niebie” (czy na Olimpie u Greków – co na jedno wychodzi, gdyż Olimp niedostępny był śmiertelnikom).
.
Kolejną cechą charakterystyczną u Słowian była wspólnota majątkowa – ziemia, pola, łąki i zwierzęta hodowlane były wspólną własnością każdej lokalnej wspólnoty. W połączeniu z egalitaryzmem wspólnota majątkowa sprawiała, że u Słowian złodziejstwo i nieuczciwość były nieznane. Jak pisał Helmold:.
.
„Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że całkiem nie znajdziesz między nimi złodziei lub oszustów.”

.

Potwierdza to kronikarz biskupa Mistelbacha
.
“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
.
Złodziejstwo i nieuczciwość to także zjawiska, które pojawiły się wraz z cywilizacją. Miały konkretne przyczyny – nierówność społeczną i materialną oraz wymyślenie w miastach własności prywatnej, która decydowała o miejscu w piramidzie społecznej. Kradli i oszukiwali najbiedniejsi – aby przeżyć. Kradli i oszukiwali bogaci aby być jeszcze bogatszymi. Bo to gwarantowało szansę na najwyższe miejsce w piramidzie władzy. U Słowian przy wspólnocie majątkowej i panującym egalitaryzmie kradzież byłaby nonsensem. Ale gdyby nawet zaistniała, złapany na niej człowiek narażony był na utratę twarzy i pogardę ze strony całej wspólnoty. A nawet na wykluczenie z niej. Przez co złodziejstwo i nieuczciwość u Słowian po prostu nie opłacały się. Zresztą, aby cieszyć się mirem i szacunkiem u Słowian nieważne było, czy ktoś ma trochę więcej świecidełek niż inni. Mirem i szacunkiem cieszyli się ci, którzy najlepiej służyli wspólnemu dobru. I to było najlepszym gwarantem tego, że uczciwość była ceniona, a nieuczciwość i złodziejstwo prowadziły do nikąd. A już na pewno nie podnosiły prestiżu i pozycji złodzieja we wspólnocie.
.
Jak widać z powyższego szkicu, życie u Słowian, mimo znojnej fizycznej pracy, było ze społecznego i ludzkiego punktu widzenia pod każdym względem lepsze niż życie na łowie cywilizacji. Nie było u nich niepohamowanego niszczenia Przyrody, panowała rzeczywista wolność, równość i wspólnotowa solidarność oraz współodpowiedzialność za dobro całej lokalnej społeczności. Całkowicie nieznane były u nich chciwość, ucisk, wyzsk, niesprawiedliwość i wykorzystywanie większości przez uprzywilejowane elity. Nie było rzesz biedoty i pozbawionych praw poddanych obok garstki bogaczy i uprzwilejowanej elity. A wszystko dlatego, że Słowianie czuli się dziećmi Matki Ziemi.
.
I ten właśnie model społeczny, gdyby został odtworzony, byłby lekarstwem na wszystkie najbardziej dotkliwe bolączki współczesnej cywilizacji, a zwłaszcza byłby złotym środkiem do likwidacji biedy, bezrobocia i bezdomności. Przecież obecnie na zachodzie produkowanych jest od dziesiątek lat, rok w rok, tyle dóbr, że gdyby je sprawiedliwie podzielić, nie byłoby ani jednego biedaka, żebraka i bezdomnego. Więcej – gdyby budżety rozwiniętych państw oraz ich obywatele nie byli ograbiani „kredytami”, pieniędzy i wytwarzanych dóbr starczyłoby, aby w ciągu kilku lat na całym świecie nie było nigdzie głodu i biedy. Poza przywróceniem sprawiedliwości społecznej i równości wszystkich ludzi miałoby to jeszcze jeden pozytywny skutek. Jak wiemy, w okresie prosperity zachodu po II wojnie św., jeszcze przed zmasowaną złodziejską prywatyzacją ostatnich dziesięcioleci, gdy w krajach „kapitalistycznych” całe gałęzie gospodarki były jeszcze państwowe, bezrobocie było znikome, poziom życia rzeczywiście się podnosił, mimo że już wtedy państwa te były okradane przez banksterów. Ale dzięki państwowym firmom bezrobocie było znikome, a budżet zasilany zyskami z państwowych gałęzi gospodarki oraz podatkami nie świecił pustkami. Rozbudowane były dzięki temu świadczenia socjalne, obecnie brutalnie obcinane. I właśnie wtedy, w okresie prosperity zachodu, w najbogatsszych krajach zachodnich pojawiło się zjawisko ujemnego przyrostu naturalnego. Dobrobyt i państwowe zabezpieczenia socjalne na wypadek choroby, bezrobocia, inwalidztwa i na starość sprawiły, że coraz więcej ludzi rezygnowało z uciążliwego w sumie wychowywania większej ilości dzieci. Ludzie woleli korzystać „z życia” i dobrobytu, woleli  jeździć na urlopy, chodzić do kin czy teatrów zamiast męczyć się z kolejnymi dziećmi. Nikt nie nawoływał do modelu rodziny 2+1 (dwoje rodziców i jedno dziecko) a mimo to ten model stawał się coraz bardziej popularny. Przez co liczba ludności malała. Ten sam model rodziny (2+1) w Chinach wprowadzono dekretem, ale przymus ten zakończył się fiaskiem. Biedota rodziła nadal kolejne dzieci, tyle że „nielegalnie”. Natomiast obecnie w warstwie średniej (zamożnej) w Chinach, mimo że władze odwołały już program 2+1, ten właśnie model zaczyna być coraz bardziej popularny. Dobrobyt ma bowiem to do siebie, że tak ludzi – nazwijmy to – rozleniwia, uczy wygodnictwa, że nie chcą oni trudzić się wychowywaniem kolejnych dzieci. Wystarcza im często jedno.
.
No i właśnie – gdyby świat nie był ograbiany przez bankstrów, gdyby zaprowadzić na nim egalitaryzm, a przez to dobrobyt, problem przeludnienia sam by się rozwiązał  – i to w ciągu niewielu generacji. W każdej kolejnej generacji ludzi byłoby bowiem  mniej. A przez to miejsca na Ziemi starczyłoby i dla ludzi i dla dzikiej Przyrody i zwierząt. Także malałaby z generacji na generację emisja trucizn przemysłowych, dzięki czemu Przyroda mogłaby się regenerować.
.
Słowiański model społeczny, będący integralną częścią przedcywilizacyjnej słowiańskiej kultury, zasługuje rzeczywiście na uwagę. Wprowadzenie go byłoby uzdrowieniem ludzkości i uwolnienim jej od cywilizacyjnych zwyrodnień i bolączek. Pierwszym i najważniejszym krokiem w tym kierunku byłoby przywrócenie czci Ziemi jako naszej Matce.
.

.

Ziemio ma Ziemio
Matko wszelkiego stworzenia
Odkryj przed nami
Historię swego istnienia
Nieś ją wietrze nieś wszystkim ludziom
Niech ich serca wreszcie się zbudzą
Nieś ją wietrze nieś wszystkim ludziom
Niech ich serca wreszcie się zbudzą

Ziemio ma Ziemio
Praojcowie nasi tu żyli
W zgodzie z Przyrodą
Rytmen Słońca i Księżyca żyli
W gwiezdne noce z ogniem tańczyli
Mądrość Bogów Słowian dzierżyli
W gwiezdne noce z ogniem tańczyli
Mądrość Bogów Słowian dzierżyli

Ziemio ma Ziemio
Krew moja z Twoją się splata
Płynie wciąż płynie
Od źródła po krańce świata
Nieś mnie Ziemio nieś poprzez życie
Znacz mi drogę serca swego biciem
Nieś mnie Ziemio nieś poprzez życie
Znacz mi drogę serca swego biciem
Nieś mnie Ziemio nieś poprzez życie
Znacz mi drogę serca swego biciem
Nieś mnie Ziemio nieś poprzez życie
Znacz mi drogę serca swego biciem

Ziemio ma Ziemio
Matko wszelkiego stworzenia

(Słowa, muzyka i wykonanie Modlitwy Słowiańskiej – Sati Sauri).
.
Pomarzyć można…
.
Wiem, że póki co, jest to nierealne. Ludzkość jest zbyt zdegenerowana i ogłupiona przez cywilizację, w tym przez żydogenne dogmatyczne ideologie religijne, aby była zdolna do takiej zmiany. Ale gdy cywilizacja się załamie – a to jest nieuniknione – może ci co przeżyją, pójdą po rozum do głowy?
.
Oby…
.
.
opolczyk
.
.
.
.
Reklamy

1 komentarz do “Słowianie – dzieci Matki Ziemi…

  1. Pingback: Pułapka z konstytucją sanacyjną « Grypa666's Blog

Możliwość komentowania jest wyłączona.