Joszue-Jezus z Nazaretu, „syn boży”, „mesjasz” i „zbawiciel” – prawda czy fałsz, bóg czy humbug…

.
.
.
.
.
Nie ma w okcydentalnej kulturze czy raczej antykulturze drugiej takiej postaci, bez względu na to, czy był Joszue/Jezus postacią historyczną, czy też zmyśloną, o której tyle by napisano ksiąg, rozpraw i traktatów. I wokół której od prawie dwóch tysięcy lat toczonych było i nadal jest tyle dysput i sporów, co właśnie wokół postaci jewangelicznego Joszue/Jezusa (używam zwrotów „jewangelia” czy „jewangeliczny” celowo i świadomie w celu wyraźnego wskazania nacji bohaterów i autorów tych „świętych” ksiąg – są oni narodowości żydowskiej-jewish i dlatego piszę „jewangelie”.
http://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/jewish
.
Zacząć należy naturalnie od pytania – czy Joszue/Jezus to postać historyczna czy też zmyślona, fikcyjna. A jeśli historyczna, to ile o niej wiemy. I ile prawdy jest w jewangeliach. Bo że jewangelie z punktu widzenia nauki zwanej historią mają zerową wartość dowodową nikogo rozsądnego przekonywać nie potrzeba. Są to nowotestamentowe haggady religijne, w które będąc krystowiercom koniecznie pod groźbą wiekuistego potępienia należy ślepo wierzyć.
.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Hagada
.
Wymyślone zostały w konkretnym celu – miały wykreować gojom Joszue na posłańca Jahwe, mesjasza i zbawiciela.
.
.
Historyczność Joszue/Jezusa – starożytne źródła rzymskie
.
.
Ludzi, którzy negują historyczność Joszue nie brakuje, choć stanowią zdecydowaną mniejszość. Jeden z ich głównych argumentów, że nie wspominają o Joszue współcześni mu historycy rzymscy, nie jest jednak rozstrzygający. Imperium rzymskie było ogromne, działo się w nim ciągle wiele ciekawych i ważnych dla imperium rzeczy. Natomiast Joszue (zakładając, że był postacią historyczną), żyjący na peryferiach imperium w małej Galilei, za życia był postacią tak znikomą i nieważną, że byłoby wręcz dziwne, gdyby współcześni mu historycy rzymscy o nim słyszeli i pisali. Dopiero gdy patriotyczny Izraelita Saul/Szaweł/Paweł wykreował nieżyjącego już Joszue na zbawiciela dla nieobrzezanych gojów i przerobioną przez niego sektę Joszue na judaizm dla gojów – bo tym jest krystowierstwo – podrzucił Rzymowi, postacią Joszue, a jeszcze bardziej ową nową sektą historycy rzymscy zaczęli się interesować. Choć początkowo pisali o nowej sekcie i o Joszue, nazwijmy to ostrożnie, niepochlebnie. Dodać należy, że początkowo uważali sektę wyznawców Joszue za kolejną żydowską sektę, a nie za nową religię. Dopiero w II wieku n.e zaczęli odróżniać krystowierców od wyznawców judaizmu. I dopiero gdy krystowierstwo stało się jedyną religią cesarstwa, wszyscy rzymscy historycy uznali historyczność Joszue i zaczęli go wychwalać. Co nie dziwi, gdyż w międzyczasie sami już stali się krystowiercami. Niestety pisma historyków rzymskich wspominających o Joszue nie mają żadnej wartości dowodowej na historyczność Joszue, gdyż ani jeden z nich na własne oczy go nie widział. Nie można więc odrzucić hipotezy, że pisali o postaci wcześniej wymyślonej. Należy więc stwierdzić, że bazując na źródłach rzymskich nie jesteśmy w stanie ustalić czy Joszue był postacią historyczną czy nie. Odpowiedzi na to pytanie musimy szukać więc w innych źródłach. I tu pozostają tylko źródła żydowskie.
.
Starożytne źródła żydowskie
.

Ciekawostką jest to, że nie wspomniał o Joszue współczesny mu żydowski podróżnik i pisarz, Filon z Aleksandrii, podróżujący po Judei i Galilei w czasach domniemanej działalności Joszue. Opisał on różne judaistyczne sekty, ale o sekcie Joszue i nim samym  nie wspomniał ani słowem. Niemniej i to nie dowodzi nieistnienia Joszue. Pokazuje tylko, jak mało znany za życia był Joszue i jego sekta (o tym szerzej później). A Flawiusz, żydowski historyk (i obywatel Rzymu) choć wspomniał zdawkowo o Joszue, więcej pisał o Janie nazwanym „krzcicielem” czy o starszym bracie Joszue, Jakubie, jednym z przywódców sekty. Samego Joszue jedynie wymienił z imienia nie podając o nim żadnych faktów. Natomiast znalezione w kopii jego dzieł tzw. „Testimonium Flavianum” to oczywista fałszywka. Rzecz w tym, że krystowierczy apologeci z II i III wieku, znający pisma Flawiusza nic o owym Testimonium nie wspominają. Teofil Antiocheński, Justan, Minucjusz Feliks, Klemens Aleksandryjski, Tertulian czy Orygenes (zmarły w 254 roku), choć znali dzieło Flawiusza, nigdy nie zauważyli w nim owej wstawki o „krystusie” Joszue. Ten ostatni (Orygenes) przytaczał nawet Flawiusza i jego wypowiedzi o Janie Krzcicielu i Jakubie, czyniąc jednocześnie Flawiuszowi zarzuty, że nie uznawał mesjańskiego charakteru Joszue. I dopiero historyk (a raczej fałszerz historii) kościoła Euzebiusz (zmarły w 339 roku) jako pierwszy krystowierca nagle, niespodziewanie i cudownie znalazł w pismach Flawiusza owo Testimonium Flavianum – wstawkę o „krystusie” Joszue („I był w tym czasie Jezus, człowiek mądry, jeśli godzi się nazywać go człowiekiem, działał on bowiem cuda i nauczał wśród tych, którzy z radością przyjmowali prawdę. Przyciągnął on do siebie wielu spośród Źydów i wielu spośród pogan. On to był Chrystusem. A kiedy Piłat, za namową pierwszych wśród nas mężów, skazał go na krzyż, ci którzy go miłowali nie opuścili go; ukazał się im on bowiem żyw ponownie na trzeci dzień, tak jak to boscy prorocy ten i dziesięć tysięcy innych cudów o nim zapowiedzieli. A plemię chrystian, od niego się zwących, nie zaginęło aż po dziś dzień.”). Co ogłosił i uznał jako dowód i na historyczność i na krystusowy charakter Joszue. Choć jest oczywiste, że owa wstawka to zwykłe krystowiercze fałszerstwo.

.
Na czym więc zwolennicy historyczności Joszue, odrzucający jednak jego „mesjanizm” a jewangelie jako bajki, opierają się twierdząc że istniał?
.
Dla mnie najważniejszymi źródłami potwierdzającymi jego istnienie są właśnie pisane, choć mało znane źródła żydowskie. Tyle, że i piśmiennictwo żydowskie zainteresowało się intensywniej postacią Joszue dopiero kilkadziesiąt lat po jego śmierci. A ściślej mówiąc dopiero po tym, gdy Szaweł stworzył krystowierstwo – judaizm dla gojów – i podrzucił je Rzymowi poprzez przeforsowanie przyjmowania do sekty nieobrzezanych gojów – pogan. Nowa sekta szawłowa zwalczyła ideologicznie nie tylko pogaństwo rzymskie, ale i judaizm, z którego się zrodziła  – wszak Joszue był wyznawcą judaizmu, tyle że „heretyckim”, a jego sekta była sektą „zreformowanego” judaizmu. Głównym zarzutem szawłowej sekty krystowierców wobec judaizmu było właśnie nieuznanie przez judaistów Joszue jako „mesjasza”. Był to zarzut oczywiście bzdurny – elita judaistyczna wiedziała wszak, że Joszue mesjaszem nie był, a jedynie został przez Szawła i jego klikę jewangelistów wykreowany na mesjasza. Mesjasza dla gojów. Tego jednak goje z szawłowej sekty nie wiedzieli. Uwierzyli w spreparowane jewangeliczne fałszywki o „mesjaszu” Joszue, po czym atakowali ideologicznie nie tylko pogaństwo ale i judaizm. I gdy judaiści stali się obiektem ideologicznych ataków ze strony krystowierców, zainteresowali się szerzej postacią ich idola – Joszue – który wg jewangelii był galilejskim cieślą, zanim objawił się uczniom jako mesjasz. Zobaczyć więc postać Joszue można np. w Talmudzie. W zbiorowej pracy pt. „Zarys dziejów religii” (wydanej w 1986 roku) na stroniach 583/584 czytamy:
.
„Wśród źródeł żydowskich (…) o chrześcijanach wspominają pisma talmudyczne. Wprawdzie spisanie tradycji ustnej, która stanowi treść Talmudu, nastąpiło dopiero w V i VI wieku n.e., ale niektóre fragmenty talmudyczne pochodzą już z I wieku n.e. W zrekonstruowanym przez J. Klausnera fragmencie zwanym “Tanaim Jeszuah” Jezus występuje jako człowiek niepoważny, uprawiający magię i oszukujący lud, za co słusznie został stracony jako odstępca religijny i uwodziciel ludu. Inny fragment pod tytulem “Baraita” babilońskiej wersji Talmudu podaje szczegółowy opis śmierci Jezusa. Najgłośniejszy jednak jest fragment traktatu “Aboda Zara”, gdyż na podstawie jego relacji stworzono pogląd, że Jezus był nieślubnym dzieckiem Marii (Miriam) i żołnierza rzymskiego Pandara lub Pantery. Wymienione fragmenty posłużyły jako źródło do opracowania dziełka pod tytułem “Życiorys Jezusa” (Toledoth Jeszuah), które powstało między VII i IX wiekiem i było rozpowszechnione w środowiskach żydowskich w okresie średniowiecza. Umieszczono w nim wiele legend złośliwych o Jezusie i jego uczniach.”
.
W tym miejscu uczciwie należy zaznaczyć, że większość „informacji” dotyczących Joszue (i jego sekty) zawartych w Talmudzie także ma wątpliwą wartość historyczną. Pisano je, aby atakującą judaizm sektę krystowierców ośmieszać, a nie aby o Joszue obiektywnie informować. Niemniej wzmianki o nim w Talmudzie potwierdzają  sam fakt historyczności Joszue, którego Talmud próbował ośmieszyć. Gdyby Joszue został wymyślony przez Szawła i jewangelistów, rabini po prostu w Talmudzie o tym by napisali – że idol krystowierców, Joszue z Nazaretu, nie istniał, a jedynie został przez Szaweła i jewangelistów wymyślony.
.
O postaci Joszue znaleziono także wzmiankę w odkrytych w Qumran rękopisach esseńczyków – jednego z odłamów judaizmu. Jest wysoce prawdopodobne, że Joszue utrzymywał z esseńczykami kontakty i stąd oni go znali.
.
Radość wielka zapanowała początkowo po odkryciu  w Qumran wśród krystowierców – mamy oto dowód niebiblijny na istnienie naszego „zbawiciela”. Ale zaraz potem radość wielka ucichła i o rękopisie wzmiankującym o Joszue żaden krystowierczy agitator nie wspominał już ani słowem. Dlaczego? Po prostu dlatego, że wg tego starożytnego, współczesnego Joszue/Jezusowi rękopisu, Joszue/Jezus miał starsze rodzeństwo. A z tego wynika, że jego matka będąc z nim w ciąży, już dawno nie była ani panną, ani tym bardziej niepokalaną dziewicą. Rękopis z Qumran okazał się więc mieczem obosiecznym – potwierdził historyczność Joszue, ale zdemaskował jewangeliczne wymysły o dziewictwie jego matki w momencie poczęcia Joszue. I choć ten rękopis rzeczywiście istnieje, to jednak żaden krystowierczy fundamentalista (obojętnie jakiego odprysku) na niego nie powołuje się. Ale wiemy już, dlaczego…
.
Tak więc historyczność postaci Joszue nie podlega moim zdaniem żadnej wątpliwości. Natomiast nasza wiedza o nim, pewna, sprawdzona i udokumentowana jest praktycznie zerowa. Jedyne co o nim wiemy pewnego, to to, że rzeczywiście istniał. Reszta to już domysły i spekulacje. Choć sporo o nim, o jego życiu i działalności można z wysokim stopniem prawdopodobieństwa wywnioskować z zapisków żydowskich.
.
Czego nie wiemy o Joszue
.
Nie wiemy o nim prawie niczego pewnego. Nie jest znana już choćby data jego urodzin. Nie tylko dzień i miesiąc, ale nawet rok jego urodzin jest nieznany. Tak więc data świąt „bożego narodzenia” jest nie tylko wzięta z sufitu, ale celowo dobrana tak, aby zdublowała pogańskie solarne święto zimowego przesilenia. Bazując na jewangeliach w sprawie daty urodzin Joszue mamy rozrzut 10 lat. Wg jednej z nich Joszue urodził się jeszcze za życia Heroda Wielkiego (zmarłego 4 lata p.n.e), czyli najpóźniej w roku 4 p.n.e. (żartobliwie można by powiedzieć, że wg jewangelii anonima nazwanego Mateuszem krystus Joszue urodził się 4 lata przed krystusem. Bazując zaś na jewangelii anonima nazwanego Łukaszem krystus Joszue urodził się na przełomie roku 6 i 7 po krystusie.
.
Dalej…
.
Nie wiemy, gdzie się urodził. Jewangeliczne urodziny Joszue w Betlejem wymyślili jewangeliści, aby dopasować życiorys Joszue do starotestamentowych tzw. „proroctw” (o tym obszerniej za chwilę). Nie wiemy co głosił i czego nauczał, o ile to faktycznie robił. Nie wiemy w jakim wieku stał się wędrownym kaznodzieją i czym nim był rzeczywiście. A jeśli nim był, ile lat prowadził tę działalność. Nie wiemy, w którym roku zmarł, ani gdzie został pochowany. Jego rzekome „zmartwychwstanie” i „wniebowstąpienie” to oczywiste wymysły zerżnięte ze starożytnych pogańskich (o tym obszerniej później) mitologii. Nie wiemy nawet jaki kształt miała rzymska szubienica, na jakiej prawdopodobnie zakończył życie – czy był to krzyż w jego powszechnie kolportowanej formie:
.
.
Czy też był to pionowy słup bez poprzeczki:
.
.
Lub czy była to szubienica w kształcie litery T:
.
.
Lub litery X:
.
.
Nie wiadomo też do dzisiaj, które wzgórze w Jerozolimie jest jewangeliczną Golgotą, ani czy to na niej dokonano egzekucji:
.
„Współcześnie toczą się spory pomiędzy historykami o to, gdzie w rzeczywistości znajdowała się Golgota: czy na terenie obecnej Bazyliki Grobu Świętego, czy na którymś ze wzgórz pod Jerozolimą.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Golgota
.
.
Co wiemy więc o historycznym Joszue
.
.
A więc wiemy, że zapewne istniał. Wiemy, że nie był pierworodnym synem Miriam (wobec czego ona nie była niepokalaną dziewicą podczas zajścia z Joszue w ciążę). Wiemy, że zmarł w wyniku egzekucji na podstawie wyroku wydanego przez rzymskiego zarządcę Judei Piłata. Z daleko idącym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że popadł w konflikt z elitą judaistyczną (kapłanami reprezentującymi świątynię i faryzeuszami, uczonymi w piśmie). Prawdopodobnie miał małą garstkę wiernych mu słuchaczy, z którymi prawdopodobnie włóczył się w Galilei zaglądając z okazji żydowskich świąt do Jerozolimy w Judei. I to już wszystko, co pewnego lub prawdopodobnego wiemy o historycznym Joszue.
.
Co jest prawdą w jewangeliach
.
Bardzo niewiele. Większość wydarzeń, cuda, ale i dialogi i nauki Joszue są literacką fikcją wymyśloną przez jewangelistów w celu wykreowania gojom Joszue na krysta i odkupiciela. Choć przyznać należy, że przedstawiany w jewangeliach konflikt Joszue z faryzeuszami i kapłanami jest zapewne autentyczny – wspominają o nim niebiblijne źródła żydowskie. Niemniej wszystkie rozmowy i starcia Joszue z faryzeuszami opisane w jewangeliach jedynie obrazują ten konflik, choć jewangeliczna ich treść może być już wymyślona a przynajmniej mocno zniekształcona. Jewangeliści zaczęli wszak pisać jewangelie kilkadziesiąt lat po śmierci Joszue. Sami na oczy go nie widzieli. Dysponowali o nim informacjami ustnymi z drugiej, trzeciej czy czwartej ręki. Naoczni świadkowie starć Joszue z faryzeuszami spośród garstki jego wyznawców nie potrafili pisać. Ich przekaz ustny podlegał zniekształceniom. Choć więc konflikt Joszue z faryzeuszami opisany w jewangeliach zapewne odpowiada rzeczywistości, ale już ani jedna wypowiedź przypisywana Joszue w jewangeliach niekoniecznie jest oryginalna i niekoniecznie należy do niego. Podobnie, jeśli Joszue nauczał w formie różnych przypowieści, także i one zostały w przekazie ustnym zniekształcone w takim stopniu, że każda nauka czy przypowieść jewangeliczna z największym prawdopodobieństwem odbiegła od ewentualnych rzeczywistych nauk i przypowieści Joszue.
.
.
Co jest nieprawdą w jewangeliach
.
.
Prawie wszystko. Przede wszystkim całkowicie zmyślone są wszystkie opisywane cudowności związane z jego przyjściem na świat i po jego śmierci („zwiastowanie”, „niepokalane poczęcie”, „Gwiazda Betlejemska”,  „zmartwychwstanie”, „wniebowstąpienie”). Zmyślone są też wszystkie rzekome cuda dokonywane przez niego samego. Przy czym jewangeliści nie musieli tego wszystkiego sami wymyślać. Kreując postać Joszue na zbawiciela gojów korzystali z pogańskich mitologii i żydowskiego „pisma świętego”  – Tanach – podrzuconego gojom jako „Stary Testament” i fundament testamentu „Nowego”.
.
Metody kreowania Joszue na „zbawiciela” i posłańca Jahwe
.
W pierwszej linii są to „zapożyczenia”, czyli po prostu przywłaszczenia z cudzych, pogańskich mitologii. Informacji o tym jest dużo. Choćby tu:
.
„Narodziny Kriszny (przez dziewicę zresztą) zapowiedziała pojawiająca się na wschodzie gwiazda – sam Kriszna za życia czynił cuda, a po śmierci zmartwychwstał. Dionizos też był czyniącym cuda synem dziewicy, na dodatek urodzonym 25 grudnia. Perski Mithra, również urodzony 25 grudnia syn dziewicy, miał dwunastu uczniów i zmartwychwstał po trzech dniach. Egipski Horus narodził się z niepokalanego poczęcia. Brzmi znajomo?”
https://refleksjeniesymetryczne.com/2017/07/20/swiete-absurdy/
.
Jeszcze obszerniej przedstawia te przywłaszczenia pierwsza część poniższego filmu (od minuty 9 do 40) poświęcona właśnie kreacji postaci Joszue na jewangelicznego „zbawiciela” przy pomocy przywłaszczeń z pogańskich mitologii.
.

.
Tu jedna uwaga odnośnie powyższego filmu – jakkolwiek we wszystkich jego trzech częściach znaleźć można kilka dezinformacji i jeszcze więcej nieścisłości, cały film zasługuje jednak na obejrzenie.
.
Drugą ważną metodą kreowania Joszue na mesjasza i posłańca psychopatycznego Jahwe było dopasowywanie jego „życiorysu”, dokonywanych rzekomo przez niego cudów oraz jego rzekomych nauk do wyssanych z palca starotestamentowych „proroctw”. Widzimy to już przy jego urodzinach rzekomo w Betlejem. Jewangeliści na urodziny Joszue wybrali to miejsce dlatego, bo tak głosiło starotestamentowe „proroctwo” (Micheasza):
.
Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok:
A ty, Betlejem, ziemio Judy,
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy,
albowiem z ciebie wyjdzie władca,
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”
(Mt 2, 3-6)
.
I dlatergo jewangeliści na miejsce urodzin Joszue wybrali Betlejem (na marginesie dodam, że owo „proroctwo” było totalnym „pudłem” – Joszue nigdy nie był władcą, pasterzem ludu Izraela. Za to jego zmitologizowana postać zawładnęła umysłami miliardów gojów). Ucieczka „świętej rodziny” z Beltejem do Egiptu opisana u „Mateusza” także miała wypełnić starotestamentowe „proroctwo”:
.
„On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego.”
(Mt 2, 14-15)
.
Ciekawe, dlaczego w innych jewangeliach nie pisze ani słówkiem o ucieczce „świętej rodziny” do Egiptu? U „Łukasza”  Miriam, Józef i Joszue z Betlejem przez Jerozolimę, gdzie Joszue obrzezano w świątyni, a Miriam w niej „oczyszczono”, wracają oni prosto do Nazaretu: „A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret” (Łk 2, 39). Przy okazji ten werset ukazuje „rodzinę świętą” jako ludzi gorliwie przestrzegających judaistycznego prawa mojżeszowego – Miriam i Józef byli w świetle jewangelii ortodoksyjnymi wyznawcami judaizmu.
A tu mamy kolejne starotestamentowe proroctwo spełnione rzekomo przez Joszue:
.
„Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:
Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego.
Droga morska, Zajordanie,
Galilea pogan!
Lud, który siedział w ciemności,
ujrzał światło wielkie,
i mieszkańcom cienistej krainy śmierci
światło wzeszło.”
(Mt 4, 13-16)
.
Odwoływanie się do starotestamentowych proroctw jewangeliści wkładali w usta nawet samemu Joszue. Gdy przyszli do niego rzekomo uczniowie Jana krzciciela chcąc się upewnić o jego posłannictwie od Jahwe, Joszue odrzekł im (rzekomo):
.
Odpowiedział im więc: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię.”
(Mt 7, 22).
.
Owa odpowiedź była parafrazą starotestamentowego „proroctwa” Izajasza:
.
Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie”
(Iz 35, 4-6)
.
Dodatkowo przy tej okazji widzimy, że domniemane cuda, zwłaszcza cudowne uzdrowienia dokonywane rzekomo przez Joszue wymyślono właśnie po to, aby ukazać go jako zapowiedzianego przez starotestamentowych „proroków” posłanego przez Jahwe mesjasza-zbawiciela-cudotwórcę.
.
Kolejną metodą kreowania Joszue na zbawiciela i posłańca Jahwe było wymyślanie wspaniałych, choć fikcyjnych zdarzeń, takich jak jego domniemane „przemienienie pańskie”, gdzie trzem wybranym uczniom (znów to typowo żydowskie wybraństwo) przemieniony rzekomo Joszue ukazał się w towarzystwie fikcyjnych postaci, największych starotestamentowych proroków – Mojżesza i Eliasza.
.
.
„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli” [I tu jak widzimy strach jest fundamentem wiary – przyp. opolczyk]
(Mt 17, 1-6)
.
W tym miejscu, aby nie było wątpliwości, że Mojżesz i Eliasz to postacie fikcyjne, przypomnę wypowiedzi izraelskich naukowców odnośnie żydowskiej biblii Tanach – krystowierczego Starego Testamentu:
.
„Archeolodzy podważają same podstawy Biblii. Pan Bóg nie przekazał Mojżeszowi Dekalogu, naród Izraela nigdy nie był w egipskiej niewoli, mury Jerycha nie rozpadły się na dźwięk trąb, bo Jerycho było miastem nieobwarowanym, pierwsza monoteistyczna religia nie ma swoich korzeni na Górze Synaj, a wielkie królestwa Dawida i Salomona to legenda dostosowana do potrzeb teologii.
.
Telawiwski dziennik „Ha´aretz” opublikował poważny artykuł znanego archeologa, autora dzieł o historii starożytnego Bliskiego Wschodu, prof. Zeeva Herzoga, który twierdzi, że sto lat badań archeologicznych w Palestynie, Syrii, Egipcie i Mezopotamii nie potwierdza biblijnego opisu wydarzeń. Poważne autorytety z tej dziedziny, archeolodzy i historycy, powiadają niemal jednogłośnie, że w kołach naukowych od dawna dyskutowane są rozbieżności między archeologicznymi wykopaliskami a tekstem Księgi nad Księgami. – Niestety, wokół wniosków, które należałoby wysnuć, panuje ogólna zmowa milczenia – twierdzi prof. Israel Finkelstein z uniwersytetu w Tel Awiwie. – Społeczeństwu trudno jest rozstać się z mitami, które przez liczne pokolenia kształtowały jego światopogląd (…).”
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/
.
Widzimy więc, że nie było wielu jakże ważnych, starotestamentowych „wydarzeń” – w tym niewoli egipskiej, wędrówki po Synaju i wręczenia Mojżeszowi dekalogu na Synaju. Sam dekalog to wymysł autorów biblii (upstrzony przywłaszczeniami z pogańskich kultur), a nie „przykazania boże”. Nie było także starotestamentowego „prawodawcy” Mojżesza. To postać fikcyjna, wymyślona – cytując „Ha´aretz” – na potrzeby teologii. Podobnie fikcyjny jest Eliasz – rzekomo wzięty do nieba ognistym pojazdem („Podczas gdy oni szli i rozmawiali, oto [zjawił się] wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch: a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios.” 2Krl 2, 11). Jak więc jewangeliczny Joszue mógł przemieniony ukazać się uczniom w towarzystwie fikcyjnych postaci? Jest to oczywisty wymysł jewangelistów mający za zadanie wykazać wielkość i posłannictwo Joszue, ukazującego się w towarzystwie dwóch największych starotestamentowychproroków”. To ich towarzystwo podnieść miało rangę  i znaczenie Joszue i ukazać go gojom jako posłańca Jahwe.
.
Jeszcze pewna uwaga odnośnie jewangelicznych rzekomych cudów Joszue nasuwa sią w tym miejscu. Wyobraźmy sobie, że dzisiaj pojawia się gdzieś człowiek, który wskrzesza umarłych, leczy natychmiast wszelkie choroby, przywraca wzrok, słuch, usuwa paraliż, cudownie rozmnaża jedzenie, chodzi po wodzie, ucisza burze. I robi to wszystko na oczach wielu świadków. Jest oczywiste, że taki cudotwórca non stop otoczony byłby nieprzebranymi rzeszami fanatycznych wielbicieli, żądnych widoków nowych cudów i gotowych bronić cudotwórcy przed każdym zagrożeniem z zewnątrz. Jewangeliczny Joszue, gdyby rzeczywiście był takim cudotwórcą, jak to opisują jewangelie, także byłby non stop otoczony rzeszami fanatycznych wielbicieli. I choć parokrotnie jewangelie opisują kilkutysięczne tłumy słuchające jego nauk, zazwyczaj jednak pokazują Joszue w towarzystwie zaledwie garstki galilejskiej biedoty. Co jednoznacznie wskazuje na to, że wszystkie opisywane cuda były wymysłem. Inaczej Joszue ciągle otoczony byłby nieprzebraną rzeszą wielbicieli czekających na kolejne cuda. I owa rzesza wielbicieli odbiłaby go z rąk sług arcykapłana, gdy Joszue został uwięziony. A tak się nie stało.
.
.
Nauki jewangeliczne Joszue – prawda czy wymysł
.
Jak już wspomniałem, jewangelie powstały kilkadziesiąt lat po śmierci Joszue na podstawie ustnych przekazów z drugiej, trzeciej czy czwartej ręki. Ani jeden jewangelista na oczy Joszue nie widział i jego nauk (jeśli takowe były) osobiście nie słyszał. Wprawdzie nie można wykluczyć, że przynajmniej część jewangelicznych, przypisywanych Joszue nauk, przypowieści i wypowiedzi może w treści (choć nie dosłownie) odpowiadać wypowiedziom historycznego Joszue, ale nie jesteśmy w stanie ustalić, które jewangeliczne przypisywane jemu wypowiedzi są  jego, choćby w zbliżonej treści, a które są po prostu kompletnie zmyślone. Mówiąc zwięźle – nie jesteśmy w stanie ustalić, czego naprawdę nauczał (jeśli to w ogóle robił) Joszue. Nie można wykluczyć, że jedynie echa jego zatargów, choć niedosłownie opisane, są jego jedynymi „naukami”.
.
.
Etyczna i moralna wartość jewangelicznych nauk przypisywanych Joszue
.
.
Dla ślepo wierzących krystowierców wszystkie jewangeliczne nauki przypisywane Joszue to prawda objawiona i słowo boże. I wszystkie są wspaniałe, wzniosłe, święte i jedyne w swoim rodzaju, po prostu boskie. Przy czym cytują oni zazwyczaj kilka owych domniemanych nauk Joszue stawiających go w pozytywnym świetle, natomiast jak diabeł święconej wody unikają cytatów stawiających Joszue w świetle już niekoniecznie pozytywnym. A jeśli nawet owe kontrowersyjne cytaty przytaczają, to natychmiast przy pomocy pokrętnej erystyki próbują przedstawić je w pozytywnym świetle. W poniższym linku widać konkretny przykład takiej załganej, pokrętnej erystyki odnoście szowinistycznych czy wręcz rasistowskich cytatów jewangelicznego Joszue:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/pytania_nieobojetne/jezus_zydzi.html
.
Rasistowski zwłaszcza jest ten: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucać psom”. Z kontekstu rozmowy Joszue z poganką wynika, że owe „dzieci” to dla Joszue „owce z domu Izraela” czyli jego pobratymcy. A „psy” to poganie – nieżydzi. Podobnych kontrowersyjnych „nauk” jest w jewangeliach więcej.
.
Tu przypominam, że istnieją też odpryski krystowierców nie całkiem zaślepionych, nie uznających – słusznie zresztą – Joszue za boga, a jedynie co najwyżej za syna bożego czy wręcz tylko za człowieka, tyle że mesjasza zesłanego przez Jahwe do ludzi. Ale i dla nich wszystko co stoi w jewangeliach to prawda objawiona a domniemane nauki Joszue są jedyne w swoim rodzaju. Joszue/Jezus zaś jest dla nich największym i najlepszym nauczycielem ludzkości.
Co gorsza, wielu ludzi nie będących krystowiercami uważa jewangelicznego Joszue jeśli nawet nie za największego, to za jednego z największych nauczycieli ludzkości. No i właśnie – czy Joszue, oceniając go po WSZYSTKICH jego domniemanych jewangelicznych naukach, zasługuje na takie uznanie? Czy rzeczywiście należy zaliczyć go do największych nauczycieli ludzkości?
.
.
Czy jewangelicznego Joszue/Jezus należy zaliczyć do największtych nauczycieli ludzkości
.
.
Zacznijmy od tego, że w jewangelicznych, przypisywanych mu naukach, zbyt wiele jest sprzeczności i wypowiedzi wykluczających się nawzajem. W jednym miejscu mówi jewangeliczny Joszue  – „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. A w innych – „Jestem posłany tylko do owiec, które zginęły z domu Izraela” oraz „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego”. Raz mówi: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” oraz „Miłujcie waszych nieprzyjaciół”. A innym razem mówi: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. Raz mówi: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. A innym razem powiada: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.” Raz mówi: „Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!” A innym razem zaleca: „…a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz!”
.
Sprzedaj płaszcz i kup miecz! Tylko –  po co? Wszak masz nastawiać drugi policzek, jeśli ktoś da ci w gębę. No i błogosławieni są pokój czyniący a nie miecze kupujący. I bądź tu mądry i pisz wiersze…
.
Myli się ten, kto sądzi, że to są już wszystkie sprzeczności w wypowiedziach Joszue. Raz mówi: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.” Niby słusznie i szlachetnie. Tylko gdzie zostaną oni nasyceni sprawiedliwością, skoro w przypowieści o talentach sam jewangeliczny bóg ojciec przedstawiony jako pan, który sługom rozdał majątek, postępuje w sposób karygodnie niesprawiedliwy? Nie dość, że podzielił majątek niesprawiedliwie, bo zamiast wszystkim sługom dać po trzy talenty, jednemu dał pięć, drugiemu trzy a trzeciemu tylko jeden talent. Co jeszcze gorsze – na koniec najbiedniejszemu kazał odebrać talent i dać go najbogatszemu, po czym zapowiedział: „Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.” Gdzie tu jest sprawiedliwość? Toż to wypisz wymaluj czysty dziki bezwzględny wolnorynkowy kapitalizm – bogaty się bogaci a biedny biednieje. I jeszcze na dodatek jest w tyłek kopany. Bo w przypowieści Joszue ten najbiedniejszy wylądował ostatecznie tam, gdzie – cytuję za jewangelią – „będzie płacz i zgrzytanie zębów”.
.
No i właśnie – nawet spora ilość niekrystowierców uważa Joszue za postać szlachetną, pełną miłości do ludzi, pełną dobra, współczucia. Widzą oni w nim wielkiego nauczyciela ludzkości i wzorzec do naśladowania. I głosiciela dobrej nowiny. A ja z tym zawsze miałem problemy, nawet gdy jako szczeniak gorliwie w niego i jego „zbawienne” posłannictwo wierzyłem. Gdy pierwszy raz czytałem jewangelie, owa „dobra nowina”, zamiast mnie uradować, wywarła na mnie przygnębiające wrażenie. I to z wielu powodów. Dlaczego – zastanawiałem się – skoro ten jewangeliczny bóg ojciec jest taki dobry i taki miłosierny, dlaczego nie chciał wybaczyć ludziom grzechów bez krwawej jatki Joszue na krzyżu? I dlaczego urządził to wszystko tak, że tylko nieliczni pójdą do nieba. Bo tak głosi dobra nowiena: „Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 22, 14). Mówi też dobra nowina, co czeka niewybranych – zostaną wyrzuceni, cytuję: „… na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Dlaczego dobry bóg ojciec nie wybrał wszystkich? Ponadto zastanawiałem się, dlaczego dobry bóg i dobry Joszue uzyskanie „zbawienia” uczynili tak trudnym? Do tego stopnia, że dobry Joszue zalecał nawet wydłubywanie sobie oczu i obcinanie rąk, jeśli wodzą na pokuszenie – aby nie wylądować w piekle:
.
„Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.”
.
A ja jako szczeniak lubiłem np. na kąpielisku miejskim podglądać dziewuchy przebierające się w szatni. Czyżbym musiał sobie wydłubać oczy, aby nie iść do piekła? To straszenie piekłem przy każdej okazji i w każdej praktycznie jewangelicznej przypowieści sprawiło właśnie, że owa dobra nowina napełniała mnie strachem i grozą (dopiero po latach zrozumiałem, że o to właśnie w dobrej nowinie chodzi – straszyć należy owieczki piekłem, aby zmusić je do uległości i posłuszeństwa). I dlaczego – zastanawiałem się – warunkiem wejścia do królestwa niebieskiego jest ślepe posłuszeństwo i ślepa wiara? Bo w jewangeliach Joszue wielokrotnie powtarzał, że warunkiem wejścia do królestwa niebieskiego jest posłuszne pełnienie woli jego ojca. Nawet w tzw. „modlitwie pańskiej” jest: „bądź wola twoja” (ojcze nasz…) ! Konieczna także jest ślepa wiara w Joszue: „Kto <we Mnie> wierzy, ma życie wieczne” (J 6, 47) i jego domniemanego ojca: „Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne” (J 5, 24). Problem u mnie był ten, że już jako dzieciak byłem krnąbrny, lubiłem chodzić własnymi ścieżkami i nie cierpiałem autorytetów. Już w podstawówce kilkakrotnie wiodłem w szkole  spory z nauczycielami odnośnie tego, czego uczyli. Lubiłem myśleć po swojemu i robić po swojemu. A tu dobra nowina nakazuje ślepe posłuszeństwo i ślepą wiarę. Jaka to więc jest dobra nowina i jaki to dobry i miłosierny ten bóg i ten Joszue zbawiciel, skoro nie wolno mi nawet zadawać takich pytań? Bo oznaczają one brak wiary, brak posłuszeństwa i w efekcie, mimo grzechów odkupienia, wylądowanie w piekle. Gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Ot i dobra nowina
.
Moje przygnębienie spowodowane czytaniem dobrej nowiny pogłębiało jeszcze i to, że już jako szczeniak zastanawiałem się – jak mam spełniać wolę boga ojca, co dobry Joszue stawiał jako warunek zbawienia, jeśli nie wiem i nie jestem pewien co rzeczywiście jest jego wolą? Wszak on nigdy mi osobiście jego woli nie przekazał. A z jego domniemanych posłanników każdy gadał inaczej. U Mojżesza było – oko za oko, ząb za ząb. U Joszue zaś raz tak, a raz inaczej. Mam kochać bliźniego swego jak siebie samego, a równocześnie mam nienawidzieć ojca, matki, rodzeństwa – aby być jego uczniem. Albo mam nadstawić drugi policzek i czynić pokój a równocześnie mam sprzedać suknię (ubranie) i kupić miecz. Kiedy więc pełnię wolę ojca – gdy kocham bliźniego czy gdy nienawidzę rodzinę? Gdy nadstawiam drugi policzek czy gdy kupuję miecz?
.
Jak widzimy, ta dobra nowina wcale nie jest tak do końca taka dobra. Dobra jest – jeśli już – to tylko dla niewielu „wybranych”, tych  ślepo posłusznych i ślepo wierzących. Nie dostrzegających nawet sprzeczności zawartych w jewangelicznych naukach Joszue i ich często niemiłosiernego charakteru – jak nakazu samookaleczenia w celu uniknięcia piekła. Przygnębiało mnie i to, że królestwo niebieskie jest tylko dla wybranych (Wielu jest powołanych lecz mało wybranych). Bo jeśli dobry ojciec w niebiesiech mnie akurat nie wybrał, to jestem zgubiony. Mogę pościć całe życie, umartwiać się, latać do spowiedzi trzy razy dziennie, mogę sobie nawet oczy wydłubać aby nie grzeszyć podglądaniem przebierających się dziewcząt na kąpielisku – ale i tak pójdę do piekła. Bo być może nie jestem wybrany. I pytałem siebie – czy jest to sprawiedliwe?
.
Jak więc w obliczu tylu sprzecznych i często niemiłosiernych i niesprawiedliwych nauk, można uważać Joszue za osobę szlachetną, dobrą, mądrą, kochającą, za wielkiego nauczyciela ludzkości? Taki Budda ani razu nie straszył piekłem. I nie nakazywał samookaleczeń. A zabraniał wręcz ślepej wiary w autorytety i „święte pisma”:
.
„Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym.”
.
Pod tą jego wypowiedzią podpisuję się obiema rękami. Siddhartha Gautama to rzeczywiście wielki nauczyciel ludzkości. Czego o jewangelicznym Joszue niestety powiedzieć się nie da. Promował i głosił autorytaryzm – ślepe posłuszeństwo i ślepą wiarę. I ponure dla niewybranych „zbawienie” tylko dla niewielu „wybranych”. A dla reszty, dla większości,  płacz i zgrzytanie ząbów. W buddyzmie, dla porównania, nie ma ani śladu „wybraństwa” – każdy odpowiada osobiście i indywidualnie za siebie i swoją karmę. I każdy może osiągnąć nirwanę. Tyle, że musi to zrobić sam, bo nikt za niego nie umrze na krzyżu. U Słowian także bzdurne wybraństwo było nieznane – Nawia zaś była dla wszystkich. A piekła nie znano i nim nie straszono.
.
Przy czym podkreślam, że nie uznając Joszue za godnego wzmianki nauczyciela ludzkości, a tym bardziej za nauczyciela wielkiego (jego boskość, mesjanizm i zbawicielstwo jako ewidentne wymysły i bzdury odrzucam całkowicie) mam na myśli jewangeliczną wersję jego postaci, wymyśloną przez jewangelistów. Ta jewangeliczna postać ze wzglądu na sprzeczne i często niemiłosierne nauki nie zasługuje na jakiekolwiek uznanie i podziw. Natomiast co się tyczy Joszue historycznego – nic o jego naukach nie wiemy, więc oceniać go nie ma sensu ani możliwości. Najlepiej zresztą byłoby dla świata, gdyby pamięć o nim zaginęła w niepamięci wieków już 2 tys. lat temu. Oszczędzone byłyby ludzkości długie wieki fanatyzmu, nietolerancji, prześladowań i wojen religijnych prowadzonych ku chwale Joszue i rzymskiej szubienicy.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Można byłoby jeszcze spróbować ocenić wartość jewangelicznego Joszue jako nauczyciela po owocach, jakie jego nauki dały światu rękami jego wyznawców przez ostatnie prawie dwa tysiące lat (patrz – fotki powyżej). A te owoce znamy – od momentu, gdy krystowiercy w IV wieku zadomowili się w pałacach nastał trwający prawie 1,5 tys lat religijny terror, prześladowania, zwalczanie pogan, innowierców, heretyków, niedowiarków, bezbożników, czarownic. Całe wieki trwało niszczenie pięknych pogańskich kultur. Panował fanatyzm religijny i nietolerancja, towarzyszyły im ucisk i wyzysk, tortury i okaleczanie ludzi, wiekami ciągnęły się krwawe fanatyczne wojny religijne, krucjaty, przez wieki szalała inkwizycja i cenzura, panował  totalitarny religijny zamordyzm. Nikt nie jest w stanie policzyć wszystkich ofiar wymordowanych przez głosicieli dobrej nowiny. Idą w dziesiątki, jeśli nie setki milionów. Niemniej nigdy w historii ludzkości nie wylano tyle krwi i łez i nigdy i nigdzie tak długo nie panował na świecie fanatyczny religijny amok i totalitaryzm, jak miało to miejsce właśnie za sprawą jewangelicznych nauk Joszue w zachodniej krystowierczej antykulturze.
.
Powie ktoś w tym miejscu – ale przecież nie można oceniać religii po jej wyznawcach. A ja zapytam – to po czym należy oceniać religie? Zresztą – przecież sam jewangeliczny Joszue powiedział: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.”
.
I jak pokazała historia krystowierstwa, ta akurat nauka/zapowiedź jewangelicznego Joszue spełniła się co do joty.
.
Oceniając więc Joszue jako nauczyciela na podstawie owoców, jakie jego nauki dały światu rękami jego wyznawców, należy jasno stwierdzić, że jewangeliczny Joszue był najgorszym nauczycielem ludzkości. Nauki nikogo innego nie przyniosły ludzkości tylu ofiar, cierpień, strachu, prześladowań, przelanej krwi i wylanych łez. A terror uprawiany na ich podstawie nie trwał aż tyle wieków.
.
Reasumując – Joszue/Jezus to postać historyczna, choć prawie nic o nim nie wiemy. Joszue z jewangelii to postać w jakichś 95 procentach wymyślona. Wyssana z palca jest cała cudowna jego otoczka („niepokalane poczęcie”, „zmartwychwstanie”, „wniebowstąpienie”) wyssane z palca są dokonywane rzekomo przez niego cuda. Wymyślona jest większość jego nauk. Jedyne co pewne, to to, że istniał – i że za jego życia jego sekta była niewielkim liczącym garstkę biedoty odpryskiem judaizmu. Popadł w konflikt z elitą żydowską, co przypłacił życiem.
.
Tyle wiemy o Joszue/Jezusie, „bogu/synu bożym” krystowierców. Reszta to wymysły żydowskich oszustów – autorów jewangelii.
.
Pozostaje jeszcze próba wyjaśnienia, dlaczego faryzeusz Saul-Szaweł-Paweł już po śmierci Joszue udał „nawrócenie się”, po czym przystąpił do sekty, przerobił ją na judaizm dla nieobrzezanych gojów i podrzucił ją Rzymowi. Nie ulega wątpliwości, że był to świadomy podstęp i że stworzone przez Saula krystowierstwo było bronią ideologiczną wymierzoną w Rzym. Zapewne, o czym pisałem, mógł być to atak skierowany w fundamenty Rzymu – w rodzinę:
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/03/chrzescijanstwo-zydowskie-oszustwo-atak-na-fundamenty-rzymu-na-rodzine/
.
Jeśli ktokolwiek uważnie przeczyta jewangelie, nie może nie zauważyć wybitnie antyrodzinnej postawy i nauk jewangelicznego Joszue. Porzucił sam rodzinę, uczniów oderwał od rodzin, wyparł się matki i braci, gdy chcieli z nim rozmawiać, nakazywał rodzinę nienawidzieć. A w pogańskim Rzymie rodzina była fundamentem scalającym imperium. Legioniści, senatorowie, Rzymianie – wszycy oni wyrastali i wychowywani byli w rodzinach. Upadek rodzin, gdyby krystowierstwo zatriumfowało i wprowadziło antyrodzinny model sekty Joszue, mógłby Rzym rzeczywiście powalić na ziemię. Ale być może w podstępie Saula były i inne rachuby. Może rację mają ci, którzy uważają, że Saul-Szaweł-Paweł, oszust okrzyknięty „apostołem pogan” zarazić chciał Rzymian, a zwłaszcza legiony, pacyfizmem sekty Joszue (choć obok pacyfizmu w jego naukach widzimy i militaryzm  – Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz”). Być może też, pisząc w liście do Rzymian, że „prawdziwym Żydem jest ten, kto jest nim wewnątrz, a prawdziwym obrzezaniem jest obrzezanie serca, duchowe, a nie według litery” chciał Rzymian przerobić na duchowych Żydów po to, aby głupio było im okupować Palestynę – kraj żydów/Żydów. Wreszcie, być może chciał osiągnąć i to, aby w świadomości Rzymian zafunkcjonowało przekonanie, że Żydzi to naród rzekomo wybrany. Po to właśnie jewangeliści z szajki Saula kreując Joszue na mesjasza i zbawiciela tak często odwoływali się do żydowskiej biblii Tanach ustanowionej krystowierczym pismem świętym „Starego Testamentu”. Podrzucając Rzymowi krystowierstwo podrzucał Saul mu przy tej okazji także rasistowską i zbrodniczą żydowską biblię Tanach jako krystowierczy Stary Testament, którego głównym, aby nie rzec – jedynym wątkiem – jest domniemane wybraństwo Izraelitów przez mściwego, wyssanego z palca Jahwe, wykreowanego na osobowego boga Izraela i trwająca przez praktycznie cały Stary Testament od postaci Abrama/Abrahama wyssana z palca i zmitologizowana historia owego narodu rzekomo „wybranego”.
https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-ksiega-zbrodni-2/
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/08/06/biblijne-korzenie-zydowskiego-rasizmu/
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/12/18/biblia-czym-jest-rzeczywiscie/

Trudno jest ocenić, czy plany Saula zostały zrealizowane. Nie wiemy bowiem na pewno, co konkretnie chciał tą ideoligiczną dywersją osiągnąć. Krystowierstwo w Rzymie długo nie potrafiło wybić się na religię panującą. Na zalegalizowanie go przez Konstantyna jako jednej z legalnych obok pogaństwa religii czekało prawie trzy wieki. Na uznanie go jedyną legalną religią (za panowania Teodozjusza w roku 380) czekało ponad trzy wieki. Trudno ocenić, czy i w jakim stopniu krystowierstwo przyczyniło się do upadku Rzymu. Wszak już w III wieku, w czasach, gdy krystowiercy jeszcze ukrywali się w katakumbach, doszło do ogromnego kryzysu cesarstwa spowodowanego zarówno degeneracją elit jak i imperializmem oraz bazowaniem na niewolnictwie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kryzys_wieku_III

.

Wprawdzie Rzym jako tako pozbierał się z tego kryzysu, ale wyszedł z niego osłabiony, a jego upadek, bez względu na panującą w nim religię był nieuchronny. Nie może trwać wiecznie żadne imperium bazujące na podbojach, imperializmie i niewolnictwie. Zapewne jednak to, że Rzym ostatecznie przyjął krystowierstwo jako jedyną legalną religię państwową było ostatecznie zasługą Saula, żydowskiego dywersanta ideologicznego, który ten judaizm dla gojów wymyślił. I niestety ten fakt miał katastrofalne skutki dla miliardów ludzi na całym świecie. Odczuwamy je do dzisiaj. W tym miejscu oddaję głos biografowi Rothschildów, Marcusowi Ravage (fragment w tłumaczeniu Wojciecha Włazińskiego):
.
„(…)Wy nawet nie zaczęliście oceniać głębi naszej winy.  Jesteśmy intruzami. Jesteśmy burzycielami. Jesteśmy wywrotowcami. Opanowaliśmy wasz naturalny świat, wasze ideały, wasze cele i spowodowaliśmy w tym spustoszenie. Byliśmy u źródła nie tylko Wielkiej Wojny (I W.S. przyp.WW) ale u źródła prawie wszystkich waszych wojen. Nie tylko rewolucji rosyjskiej ale prawie każdej z głównych rewolucji w waszej historii. Wnieśliśmy niezgodę,  zamieszanie i frustracje w wasze personalne i publiczne życie. W dalszym ciągu to czynimy. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jak jeszcze długo będziemy to czynić.

Popatrzcie trochę wstecz i zobaczcie co się stało. 19 setek lat temu byliście niewinna bezproblemowa rasą. Modliliście się do niezliczonej ilości bogów i bogiń, (…) rozważaliście misterium życia i stworzyliście podstawy naturalnej nauki i filozofii. Wasza była szlachetna, zmysłowa kultura nie naszpikowana socjalna świadomością i bez żadnego sentymentalnego kwestionowania i różnicowania ludzkiej wartości. Któż wie do jakiego wielkiego i wspaniałego osiągnięcia moglibyście dojść jeśli pozostawilibyśmy was samym sobie.

Lecz nie zostawiliśmy was w spokoju. My wzięliśmy was w ręce i ściągnęliśmy z was piękna i wspaniała tkankę którą stworzyliście i zmieniliśmy cały kierunek waszej historii. Podbiliśmy was jak zadne z waszych imperiów nie było w stanie podporządkować sobie Afryki lub Azji. Zrobiliśmy to bez pocisków, bez krwi, bez wrzawy, bez jakiejkolwiek siły. Zrobiliśmy to wyłącznie dzięki potędze naszego ducha, idei i przy pomocy propagandy.

Zrobiliśmy z was ochoczych, nieświadomych nosicieli naszej misji dla całego świata, całego dzikiego świata i do niezliczonych jeszcze nie narodzonych przyszłych pokoleń. Niezupełnie rozumiejąc co my wam czynimy, staliście się powszechnymi agentami naszej rasowej tradycji, niosąc nasza ewangelie do niezbadanych jeszcze zakątków ziemi. Nasze plemienne prawa dały wam podstawy do wszystkich waszych świętych konstytucji i systemu prawnemu. Nasze legendy i ludowe opowiadania są świętą tradycją, kołysanką dla waszych dzieci. Nasi poeci wypełnili wasze hymny i modlitewniki. Nasza narodowa historia stała się niezbędna częścią nauk dla waszych pastorów, księży i naukowców. Nasi królowie, nasi mężowie stanu, nasi prorocy, nasi rycerze są waszymi bohaterami. Nasz starożytny mały kraj jest wasza Ziemia Świętą. Nasza naturalna literatura jest wasza Świętą Biblią. To co nasi ludzie myśleli i nauczali stało się nierozerwalną kanwą wplecioną w każde wasze przemówienie i tradycje tak ze nikt nie może być nazwanym wykształconym jeśli nie zna naszej rasowej spuścizny.

Żydowscy rzemieślnicy, żydowscy rybacy są waszymi nauczycielami i waszymi świętymi z niezliczonymi wyrzeźbionymi postaciami  w niezliczonych katedrach wzniesionych dla ich pamięci. Żydowska panna jest waszym ideałem macierzyństwa i kobiecości. Żydowski zbuntowany prorok jest centralna figura w waszych religijnych modlitwach. My zlikwidowaliśmy waszych idoli, odstawiliśmy wasza rasowa spuściznę i zastąpiliśmy ja naszym bogiem i naszymi tradycjami. Żaden podbój w historii nie może by nawet porównywalnym z  tym czystym i sprawnym opanowaniem was!

Jak to uczyniliśmy? Nieomal przez przypadek. Prawie dwa tysiące lat temu daleko w Palestynie nasza religia zaczęła popadać w rozkład i materializm. Handlarze zawładnęli Świątynią. Zdegenerowani, samolubni kapłani skorumpowali naszych ludzi i obrastali w majątek. Potem wyłonił się młody patriota-idealista, który obiegał teren nawołując do odnowienia wiary. Nie miał on zamiaru ustanowienia nowego kościoła. Tak jak inni prorocy przed nim, jedynym jego celem było oczyścić i  rewitalizować starą wiarę. Zaatakował kapłanów i wyrzucił handlarzy z świątyni. To spowodowało konflikt z panującymi stosunkami i jego filarami, które podtrzymywały ten stan. Władze rzymskie, które okupowały państwo, obawiając się rewolucyjnej agitacji jako politycznej akcji zamierzającej do pozbycia się ich, zaaresztowały go, przeprowadziły sąd i skazały go na śmierć przez ukrzyżowanie, co było normalna forma egzekucji w tych czasach.  Zwolennicy Jezusa z Nazaretu, głównie niewolnicy i biedni robotnicy w swoim smutku i zawiedzeniu, odwrócili się od świata i stworzyli braterstwo biernych pacyfistów. Dzielili pamięć swojego ukrzyżowanego lidera i żyjąc w komunie. Byli oni po prostu nowa sekta w Judei, bez siły i przyszłości, nie pierwszą i nie ostatnią.

Dopiero po zniszczeniu Jerozolimy przez Rzymian ta nowa sekta stała się widoczna. Patriotyczny Żyd imieniem Paul lub Saul zrodził ideę powalenia rzymskich mocy przez zniszczenie dotychczasowych morale rzymskich żołnierzy przez doktrynę miłości i nie stawiania oporu, która to głosiła mała sekta żydowskich chrześcijan. Stał się on apostołem Gentiles ( Gentile – nie obraźliwa nazwa nie-Żydów w przeciwieństwie do „goim”. przyp.- ww.) który to dotychczas był jednym z najbardziej aktywnych i prześladowanym członkiem grupy. Wykonał swoja prace tak dobrze, ze w ciągu 4 wieków wielkie imperium, które podporządkowało sobie Palestynę razem z połową świata, stało się ruiną i prawo które wyszło z Syjonu stało się oficjalną religią Rzymu.
To był początek naszej dominacji w świecie,  tylko początek.(…)
Koniec  jest jeszcze bardzo daleko. W dalszym ciągu panujemy nad wami. (…)

Czy można się dziwić że jesteście oburzeni?  Położyliśmy zaporę na wasz postęp. Narzuciliśmy wam obce księgi i obca religię której nie możecie przełknąć i strawić, które są w poprzek waszemu duchowi, które trzymają was w wiecznym chorym wahaniu i których wasz brak ducha nie potrafi odrzucić lub przyjąć w pełni.  W pełni oczywiście wy nigdy nie przyjęliście naszego chrześcijaństwa. W waszych sercach jesteście dalej poganami. W dalszym ciągu lubicie wojny i rzeźbione sceny wojenne. Widzicie chwałę w ludzkiej nagości i jesteście dalej dumni z niej..

Wasza socjalna świadomość, mimo całej demokracji i wszystkich waszych socjalnych rewolucji jest w dalszym ciągu żenująco niedoskonała. My jedynie podzieliliśmy wasza dusze, poplątaliśmy wasze impulsy i sparaliżowaliśmy wasze pragnienia. W środku bitwy jesteście zobowiązani klęknąć przed tym, który nakazał wam nadstawić drugi policzek i który powiedział „Nie opieraj się złu” i „Niech będą błogosławieni czyniący pokój.”

W waszym pragnieniu zysków, nagle stajecie się zaniepokojeni przypomnieniem sobie niedzielnej szkoły i nauki nie zwracania uwagi na doczesność przyszłych dni. W waszych przemysłowych zmaganiach w których moglibyście zmiażdżyć strajk bez skrupułów  przypomina się wam nagle, że biedni są błogosławieni i że ludzie są bliźnimi w  Braterstwie Boga. Kiedy już prawie macie poddać się pokusie wasz żydowski  trening kładzie odstraszającą rękę na waszym ramieniu i odsuwa filiżankę z gorącym płynem od waszych ust.

Wy Chrześcijanie nigdy nie staliście się schrystianizowani. W tym względzie zawiedliśmy was. Zepsuliśmy jednak wam na zawsze przyjemność poganizmu.(…)”

.
.
Myślę, że powyższa wypowiedź nie wymaga długiego komentarza ani wyjaśnień. Dzięki Szawłowi/Pawłowi kult żydowskiego Jahwe i żyda Joszue, kult jego matki Miriam, kult żydowskiego „pisma świętego” zapanowały na większości globu ziemskiego. Zżydzona została nim kultura, świadomość i mentalność miliardów ludzi. Oduczono myśleć, a nauczono ślepo wierzyć w żydowskie wymysły i żydowskich idoli miliardy ludzi. Krystowierstwo przyniosło ze sobą fanatyzm, nietolerację, wielowiekowe prześladowania, rzezie, ucisk i wyzysk. I fanatyczne wojny religijne. I nie mniej fanatyczne wyprawy krzyżowe i krucjaty, także przeciwko Słowianom. I przede wszystkim wściekłe tępienie setek pięknych kultur pogańskich, także kultury Słowian. A wszystko to za sprawką „apostoła pogan” – oszusta Saula-Szawła-Pawła i jego kliki jewangelistów. To oni wykreowali galilejskiego nieudacznika Joszue (za życia zdobył uznanie ledwo garstki gelilejskiej biedoty) na idola, wrącz boga, dla miliardów gojów. Odrzucenie tego kultu, odrzucenie ślepej wiary w żydowskich idoli i w żydowskie wymysły jest fundamentalnym warunkiem powrotu świata do normalności. Tyle, że obok krystowierstwa należy odrzucić i inne wymysły żydowskie – polityczną poprawność, globalizm, bandycki system bankowy i kapitalizm. Odbudować za to należy stary, przedżydowski porządek świata. Taki jaki panował np. u Słowian nie znających fanatyzmu, nietolerancji, ucisku i wyzysku, rzesz biedoty obok garstki bogaczy, szanujących Naturę i czczących Matkę Ziemię.
.
.
opolczyk
.
.
.
.
Reklamy