Katolicyzm a polskość…

.

.

(Zamieszczam tekst opublikowany na stronie WPS pt. „Katolicyzm i polskość”)

.

Katolicyzm i polskość

„Potęga polityczna, umysłowa i moralna Polski w okresie 1460-1565 znajduje się w ścisłym związku z upadkiem katolicyzmu w Polsce” – J.K.Kurnatowski

Prezentujemy PT Czytelnikom tekst Jerzego Karola Kurnatowskiego. Tekst opublikowany został w listopadzie 1906r. w miesięczniku „Myśl Niepodległa”. Pismo to pod redakcją A.Niemojewskiego ukazywało się w latach 1906-31, prezentowało polskie narodowe poglądy polityczne.

Jerzy Karol Kurnatowski (ur. 1874 – zm. 1934) – polski prawnik, ekonomista i publicysta, działacz społeczności ewangelicko-reformowanej w RP, wolnomularz. W latach 1919-34 był profesorem Szkoły Nauk Politycznych, kierował katedrą historii społeczno-gospodarczej. W latach 1929-34 wykładał politykę gospodarczą oraz historię przemysłu i handlu, będąc także profesorem Instytutu Studiów Handlowych i Orientalistycznych.

 

Katolicyzm i polskość (cz.1)

za: http://retropress.pl/mysl-niepodlegla/katolicyzm-i-polskosc-cz-1/

1. Od Grunwaldu do Warny.

XI 1906r.
Kościół katolicki zwyciężył w Polsce, kościół zyskał Wołyń i Podole, serce Rusi, które z całą bezwzględnością począł nawracać z obrządku greckiego na rzymski. Państwo polskie przegrało. Zamiast połączenia z wysoce cywilizowanymi i mówiącymi tym samym językiem Czechami, którzy sami pragnęli wejść w stosunki z Polską, zamiast wdarcia się w serce Europy i zaważenia na szali europejskich losów, Polsce dostała się wrogo usposobiona Ruś jako zdobycz, jako pole do szerzenia wiary katolickiej i jako zarzewie przyszłych buntów kozackich, tem szerzeniem wywołanych.

Kościół katolicki w Polsce odrazu zaznaczył się jako instytucja rzymska, jako rzecznik i wykonawca wyłącznych interesów katolicyzmu. Potrzeby państwa polskiego i kultury polskiej, o ile nie zgadzały się z interesem katolicyzmu, były bezlitośnie zwalczane, zato kościół nie wahał się stawić na kartę posłusznej sobie państwowości polskiej, gdy jej potrzebował, choćby przedsięwzięcie miało być zbrodnią lub szaleństwem.

Po śmierci Władysława Jagiełły wstąpił na tron Władysław III, któremu niebawem Węgrzy ofiarowali swoją koronę. Węgrzy szukali w Polsce sprzymierzeńca przeciwko nowemu wrogowi, który przybył do Europy, przeciwko Turkom. Władysław III koronę węgierską przyjął, Turków z granic Węgier wypędził i zawarł w 1443-im roku wieczny pokój, stwierdzony przysięgą z sułtanem tureckim Amuratem. Polska i Węgry mogły przez jakiś czas poświęcić się wewnętrznej konsolidacji i reformom.

Jednak kościół katolicki obawiał się wszelkiej wewnętrznej kulturalnej pracy, gdyż ta mogła osłabić jego powagę, fale reformacji mogły się łatwiej w czasie pokoju wedrzeć do Polski. Dlatego papież, za staraniem Zbigniewa Oleśnickiego, zwalnia Władysława III go od danej Amuratowi przysięgi, i słaby król, narzędzie hierarchji duchownej, zapuszcza się na czele polskich i węgierskich hufców aż za Dunaj, gdzie ani Polska, ani Węgry żadnego interesu nie miały, i w 1444-ym roku znajduje klęskę i śmierć pod Warną. Zbrodnia wiarołomstwa w połączeniu z szaleństwem politycznem, podyktowane przez kościół, srodze pomściły się na państwowości polskiej. Tak zakończył się pierwszy akt walki pomiędzy państwem i kościołem w Polsce.

Pod Grunwaldem interes kościoła był jeszcze podporządkowany interesowi państwa. Z punktu widzenia katolickiego obojętnem bowiem było, kto nawróci Litwinów na katolicyzm: Polacy, czy Zakon; obojętnem też było, czy katolicka Polska i Litwa same sobą będą rządziły, czy też rządzić nimi będzie katolicki Zakon Krzyżowy; choć z drugiej strony kościół katolicki zrozumiał, że łatwiej Litwę nawróci Polska, niż Zakon, dlatego pozwolił się użyć jako narzędzie połączenia Litwy z Polską. Uczyniwszy to jednak, odrazu chciał wyzyskać wszystko, co tylko mógł. Rzucił Czechy na pastwę Niemcom, zgniótł Husytów, zabrał sobie grecką Ruś i chciał sobie zabrać -ciągle polskiemi rękoma – muzułmańsko- grecki półwysep bałkański. Te wszystkie plany przeprowadzał, nie licząc się najzupełniej ani z siłami, ani z potrzebami, ani z sympatjami i antypatiami narodu. Do zupełnego podboju Zakonu, który siedział na ziemiach rdzennie polskich i litewskich, czego zarówno, jak i Unji z Czechami, pragnął cały naród – kościół katolicki nie dopuścił; za to posłał nas pod Warnę, abyśmy, sami przezeń zniewoleni, nowych mu niewolników dostarczyli.

 

2. Zwycięstwo państwa nad kościołem w Polsce.

 

Historja wolnej Polski w czasach nowożytnych zawiera dwa wielkie okresy: Okres Odrodzenia i Okres Oświecenia. Okres Oświecenia przypadł na schyłku naszego istnienia politycznego, nie zdołał już uratować zbutwiałej państwowości polskiej, lecz uratował kulturę polską, kładąc w życie narodowe zarodki przyszłego rozwoju. Okres ten rozpoczyna się od zamknięcia Zakonu Jezuitów w 1773-im roku. Przez podobne osłabienie potęgi kościoła i dzięki niemu rozpoczyna się największy i najwspanialszy okres dziejów Polski: Okres Odrodzenia, inaczej Złotym Wiekiem zwany.

Przez drugą połowę długiego panowania Władysława Jagiełły i przez całe panowanie Władysława Warneńczyka właściwie rządziła Polską hierarchja katolicka z Zbigniewem Oleśnickim na czele; państwo polskie stało się potulnem narzędziem w ręku duchowieństwa rzymskiego. Te rządy teokratyczne spowodowały nie dojście do skutku unji Polski z Czechami, zaniechanie ostatecznego podboju Zakonu, prześladowania Husytów w Polsce i klęskę pod Warną.

To też, gdy wstąpił na tron monarcha, pod którego panowaniem Polska doszła do szczytu potęgi politycznej, sprawa obalenia władzy kościelnej stała się koniecznością zarówno dla króla, który nie chciał być poddanym Rzymu, jak i dla narodu, który łaknął odwetu za zdeptanie przez duchowieństwo najdroższych swoich zamiarów. Kazimierz Jagielończyk sprawę tę rozwiązał i stworzył w ten sposób epokę potęgi politycznej i moralnej Polski. Dotąd kapituły wybierały biskupów, papież ich zatwierdzał, a król tak wybranych biskupów musiał przyjmować do swojej rady. W ten sposób papież i duchowieństwo zdobywali sobie wpływ na politykę kraju.

Kazimierz Jagielończyk, otoczony tego rodzaju ludźmi, jak Jan Ostroróg, Rytwiański i inni, którzy wykształciwszy się na wzorach zagranicznych rozumieli, że średniowieczne feodalno-stanowe państwo musi się przetworzyć w nowożytną absolutną monarchję, postanowił usunąć przemożny wpływ duchowieństwa. To też w 1460-ym roku Kazimierz Jagielończyk nakazuje wybrać kapitule Krakowskiej na biskupa Jana Gruszczyńskiego, a gdy kapituła w porozumieniu z papieżem Mikołajem V-ym wybiera Siemieńskiego, król wydaje mandat, grożący gardłem każdemu, ktoby Siemieńskiego poważył się popierać, starostom zaś rozkazuje odebrać Siemieńskiemu dobra biskupie, które ten zagarnął, i zwrócić Gruszczyńskiemu. Rozkazy królewskie zostają wykonane i odtąd królowie polscy sami biskupów mianować będą. Od tej chwili datuje się zwycięstwo państwa nad kościołem w Polsce i początek politycznej potęgi Polski.

Przez wiek cały kościół katolicki będzie zbyt słabym, aby robić sobie z Polski narzędzie do własnych celów, z celami Polski całkiem niezgodnych, i wiek ten będzie okresem największego rozkwitu narodu i państwa. Daremnie kościół, okiełzany przez władzę królewską, zechce apelować do narodu. Naród, który w początku XV-go wieku skłaniał się do nauki husyckiej, w XVI-ym wieku naoścież otworzy wrota reformacji.

W XV-ym wieku najwięcej kulturalną warstwą narodu było możnowładztwo; ono wydawało takich ludzi jak Ostroróg, którzy wbrew klasowemu interesowi swego stanu, w imię interesów ogółu, dążyli do utrwalenia absolutnej monarchji. W XVl-ym wieku możnowładztwo bardzo szybko degeneruje się a najkulturalniejszą warstwą społeczeństwa staje się szlachta. Do tej też warstwy przedostaje się szerokim strumieniem reformacja, budząc jednocześnie polskie piśmiennictwo, oraz szeroki program społeczno-religijnej „naprawy rzeczy-pospolitej”. Szlachta, jako stan, zaczyna się przeciwstawiać możnowładztwu i szuka oparcia w królu.

Ze szlachty przejętej idejami reformacji wychodzi Rey, pierwszy pisarz polski, ona wydaje znakomitych „statystów”, jak wówczas mawiano, Przyłuskiego i Frycza Modrzewskiego. Program polityczny szlachty dążył wówczas do stworzenia dobrze zorganizowanego narodu. Monarchja absolutna trwała u nas tylko w przeciągu rządów Kazimierza Jagielończyka i Jana Olbrachta. Podczas panowania Aleksandra, Zygmunta Starego i Zygmunta Augusta, monarchów bez inicjatywy i energji, prawo państwowe zaczęło się opierać na różnych zwyczajach nie skodyfikowanych. Sejm ogólnokrajowy nie miał przewagi nad sejmikami lokalnymi. Prawo przyjęte przez sejm ogólnokrajowy mogło być odrzucone przez sejmiki. Znaczenie sejmików dawało obszerne pole anarchicznej agitacji możnowładców, w dodatku zasada przyjmowania wniosków większością głosów nie była wyraźnie przyjęta, ani na sejmie, ani na sejmikach. Otóż szlachta żądała, aby sejm ogólnokrajowy, stale zasiadający, na parę lat wybrany i decydujący większością głosów – miał prawo wydawania postanowień, które stawałyby się obowiązującemi, gdy zatwierdził je król, bez odwoływania się do sejmików.

Ta reforma, opisana w wiekopomnem dziele Frycza Modrzewskiego „De emendanda Republica”, wprowadzała doskonale zorganizowany system monarchji konstytucyjnej, odbierała magnatom możność kupowania sobie głosów pieniędzmi czy winem na sejmikach wśród ciemnych tłumów szlacheckich, słowem tworzyła klasową wprawdzie, lecz prawidłową i stałą instytucję prawodawczą. Reforma jednak wychodziła z łona heretyckiej szlachty, to wystarczało, aby duchowieństwo stanęło po stronie magnatów i udaremniło ją, utrwalając, wpływ zdegenerwowanego możnowładztwa. Słynne małżeństwo Zygmunta Augusta z córką magnata Barbarą Radziwiłłówną, było właśnie zwycięztwem anarchicznej klerykalno-magnackiej koterji.

Pod względem religijnym szlachta początkowo dążyła do Kościoła Narodowego, który miał się niewiele różnić od katolicyzmu, lecz miał być zupełnie niezależnym od Rzymu. Zygmunt August pod wpływem jezuity Commendoni’ego, magnatów i biskupów, stanowczo sprzeciwił się Kościołowi Narodowemu; wówczas część szlachty przeszła na kalwinizm i arjanizm. Wszakże pod wpływem ruchu reformacyjnego przeszła ustawa z r. 1565, zakazująca egzekucji wyroków kościelnych przez władze świeckie i zaprowadzająca tolerancję wyznań.

Ta tolerancja wyznań w XVI-ym wieku, którą zawdzięczamy reformacji, pozostanie na zawsze chlubą imienia polskiego. Otóż ten wiek, którego słupami granicznymi jest rok 1460, nominacje biskupów przez Króla, i rok 1565 – tolerancja religijna, wiek w którym społeczeństwo przeszło wszystkie fazy buntu przeciwko papiestwu: Husytyzm, Kościół Narodowy, Kalwinizm, Luteranizm, Arjanizm, Tolerancję dla innych wyznań, jest wiekiem najwyższego rozwoju Polski pod wszystkiemi względami.

Kościół katolicki i jego hierarchię znajdujemy w tym wieku zawsze po stronie wsteczników, którzy starają się utrwalić przeżyte formy i nie dopuścić do powstania nowych. W XV-ym wieku za Kazimierza Jagielończyka kościół chce nadal utrzymać Polskę w zależności od Rzymu. W XVI-ym wieku, zbyt słaby, aby działać otwarcie, kościół katolicki chowa się za plecy zdegenerowanego możnowładctwa i niedołężnego Zygmunta Augusta, a z pomocą tych wstecznych żywiołów udaje mu się zniweczyć program monarchji konstytucyjnej i kościoła narodowego, to jest niezależności narodowej.

Natomiast wszystko, co współdziałało postępowi Polski, co stanowiło jej wielkość w tej epoce, powstało wbrew kościołowi, dzięki zwalczeniu go. Wbrew kościołowi w XV-ym wieku powstała potężna i najlepiej do opoki przystosowana absolutna monarchja Kazimierza Jagielończyka, który odebrawszy Krzyżakom dwie trzecie ich posiadłości zrobił z Zakonu wasala Polski i który na tronach Czech i Węgier posadził swoich synów. Wbrew kościołowi w XVI-ym wieku powstał szeroki reformacyjny prąd, który wydał wspaniałe naukowe i literackie piśmiennictwo polskie, z Kopernikiem, Reyem i Modrzewskim na czele, i który pobudził w masach krytyczną myśl tak dalece, że Polska jest jedynym krajem w Europie, uznającym tolerancję już w zaraniu nowych wieków.

Potęga polityczna, umysłowa i moralna Polski w okresie 1460-1565 znajduje się w ścisłym związku z upadkiem katolicyzmu w Polsce w tym czasie; ma się do niego w tym stosunku, jak skutek do przyczyny.

(d. n.)

____________________

wytłuszczenia w tekście: D.Kosiur

.

************************************************************

.
.

Powyższy tekst w sumie jest dobry, choć ma mankamenty. Największym mankamentem jest jednak to, że autor to protestant i wolnomularz, przez co katolactfo okrzyczy artykuł załganą protestancko-masońską propagandą antykościelną.
.
Rozkwit Unii Litewsko-Polskiej za panowania Kazimierza Jagielończyka to bezsporny fakt. Był z państwowego punktu widzenia najlepszym władcą całego krystowierczego „milenium”. I choć za jego życia działał  na dworze fałszerz historii Jan Długosz, Kazimierz nie dał mu się ogłupić. Spacyfikował zakon krzyżacki wasalizując go oraz podporządkował biskupów władzy państwowej, mimo klątwy rzuconej na niego przez herszta Watykanu papieża Mikołaja V.
.
Pierwszym mankamentem artykułu Kurnatowskiego jest to, że pisze on o „Polsce” („Potęga polityczna, umysłowa i moralna Polski w okresie 1460-1565 znajduje się w ścisłym związku z upadkiem katolicyzmu w Polsce”) a nie o Unii Litewsko-Polskiej. Ziemie etnicznie polskie były wielokrotnie mniejsze od ziem litewsko-ruskich a i ludność etnicznie polska były „mniejszością” narodową w tym unijnym państwie. Rusinów i Litwinów było więcej. Sama Polska, bez Jagiellonów i unii z Wielkim Księstwem Litewskim takiej potągi nigdy by nie osiągnęła. Należy więc pisać o potędze politycznej (co do umysłowej i moralnej – mam wątpilwości) nie Polski a Unii Litewsko-Polskiej.
.
Jeszcze większym mankamentem są te stwierdzenia, w których Kurnatowski pisze o „narodzie”:
.
„Do zupełnego podboju Zakonu, który siedział na ziemiach rdzennie polskich i litewskich, czego zarówno, jak i Unji z Czechami, pragnął cały naród – kościół katolicki nie dopuścił…”
.
„…sprawa obalenia władzy kościelnej stała się koniecznością zarówno dla króla, który nie chciał być poddanym Rzymu, jak i dla narodu, który łaknął odwetu za zdeptanie przez duchowieństwo najdroższych swoich zamiarów.”
.
„Naród, który w początku XV-go wieku skłaniał się do nauki husyckiej, w XVI-ym wieku naoścież otworzy wrota reformacji.”
.
Kurnatowski, sam będąc krystowiercą kompletnie ignoruje to, że w XV wieku wieś (czyli zdecydowana większość mieszkańców polsko-litewskiego państwa) była nadal nieomal czysto pogańska i nie chciała ani żydogennego katolicyzmu, ani żydogennego husytyzmu, ani żydogennej reformacji. To w XV wieku synod biskupów w Poznaniu potępił pogaństwo nadal żywotne na polskiej wsi (litewskie wsie były wtedy jeszcze bardziej pogańskie). I to w XV wieku rówieśnik Kazimierza Jagiellończyka Długosz potępiał nadal powszechnie obchodzone na wsiach obrzędy Kupalnocki. Mimo kilku wieków katoliczenia polskiej wsi przez Piastów nadal była ona pogańska. I długo jeszcze nie została  skatoliczona. Oto co pisał o pewnej podkaliskiej wsi w roku 1720 katolicki duszpastuch:
.
“…nastawszy do kościoła godzieskiego (koło Kalisza) zastałem ludzi tak bezbożnych jak w Sodomie i Gomorze (ledwo) się tak wieś z nimi nie zapadła. Nie spowiadali się po lat dziesięciu, dwudziestu. O pacierzu trudno było pytać i o przykazaniu boskim, bo go nie umieli…”
.
A tu mamy cytat z roku 1793 z lustracji biskupiej w Kałdusie, ważnym ośrodku wczesnopiastowskim, katoliczonym przez Piastów, następnie przez krzyżaków, a na koniec przez jezuitów:
.
„…nieliczni mają zwyczaj uczestniczyć w […] nabożeństwie, cały zaś lud, w tych najwięcej prawowierną religię obrażających czasach, częściowo składa ofiary Bachusowi w dolinie wsi Kałdus, a częściowo Wenerze w sąsiednim gaju. Dlatego z takiego też powodu, jak i zniszczenia niniejszej kaplicy, musiał kult zostać przeniesiony do chełmińskiego kościoła parafialnego.”
.
A jeszcze w pierwszych dekadach XIX wieku tak o polskiej, oraz litewskiej i ruskiej wsi pisał Zorian Dołęga Chodakowski:
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
.
Nie lepiej wyglądała litewska wieś – oto fragment listu biskupa żmudzkiego, księcia Michała Giedroyća  do generała jezuitów napisany w 1587 roku – równo dwieście lat po „krzcie” Litwy:
.
„W wielkiej bardzo części mego biskupstwa nie ma nikogo, kto by się raz w życiu spowiadał, nikogo, kto by się raz komunikował, nikogo, kto byumiał pacierz lub znak krzyża św., nikogo, kto by miał jakąkolwiek wiadomość o tajemnicach wiary.”
.
Pisząc o „narodzie” Kurnatowski pisze w rzeczywistości tylko o stanie rycerskim-szlacheckim stanowiącym ledwo kilka procent mieszkańców Korony. Choć ma rację w tym, że katolicyzm był w XV wieku nawet wśród polskiego/koronnego rycerstwa/szlachty słabo zakorzeniony, przez co popularne były wśród nich „heretyckie” nowinki. A były momenty, że na protestantyzm szlachta przechodziła nieomal masowo, co wywoływało wściekłość katolickiego kleru. I co zadaje kłam propagandzie katolickiej, że Polacy od 966 roku to gorliwi katolicy.
.
Niemniej zdecydowana większość mieszkańców polskiej wsi (czyli większość ludności Korony) w XV i XVI wieku znacznie bardziej tęskniła za Mokoszą, Swarożycem, Perunem i Świętowitem niż za husytyzmem czy kalwinizmem.
.
Ma też rację Kornatowski pisząc o tym, że tolerancja panująca okresowo w Unii Litewsko-Polskiej to zasługa protestantów a nie katolików. Tu widać szczególnie załganie katolików – ciągle chwalą się tolerancją panującą w Rzeczypospolitej. Ale nigdy nie mówią o tym, że katolizyzm tę tolerancję zwalczał i potępiał, i że była ona zasługą „heretyków” a nie katolików.
.
A już szczytem krystowierczej naiwności Kurnatowskiego (a także różnych „narodowych” katolików) jest to:
.
„Pod względem religijnym szlachta początkowo dążyła do Kościoła Narodowego, który miał się niewiele różnić od katolicyzmu, lecz miał być zupełnie niezależnym od Rzymu (…); wówczas część szlachty przeszła na kalwinizm i arjanizm.”
.
Nigdy nie powstanie, bo nie może powstać na bazie krystowierstwa, obojętnie jakiego odprysku, kościół „narodowy”. Bo całe krystowierstwo jest żydogenne, kosmopolityczne i antynarodowe. I cóż z tego, że taki „narodowy” kościół nie podlegałby pod Rzym? Ale nadal czciłby żydowską biblię, żydowskiego Jahwe, obrzezanego cieślę (jako „zbawiciela”), jego mamuśkę, żydowskich jewangelistów i „apostołów”. Nadal byłby to ogłupiający wyznawców kult żydzizmu nie mający nic wspólnego z polskością. Wyznawcy nadal byliby duchowymi Żydami.
.
Terlikowski: “Ja jako Żyd (duchowy)”
http://www.fronda.pl/a/terlikowski-ja-jako-zyd-duchowy,25468.html
.
Mirosław Salwowski: “Ja też jestem Żydem (duchowym)”
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9128/ja-tez-jestem-zydem-duchowym
.
Aleksandra Kowal: “W sensie duchowym jesteśmy Żydami.”
http://www.katolik.pl/czy-jestesmy-zydami-,834,416,cz.html
.
To jaki to byłby ten kościół „narodowy” wychowujący na duchowych Żydów? Pewnie, że nie podlegając pod Rzym mniej by szkodził. Ale nadal by ogłupiał ludzi nadjordańskimi bredniami i gusłami. Dlatego je należy odrzucić i powrócić do korzeni, kultury i tożsamości słowiańskiej.
.
.

opolczyk

.

.

.

.

Reklamy