Dlaczego nie pisałem o bitwie pod Grunwaldem – pogrunwaldzkie refleksje..

.

Bitwa pod Grunwaldem – obraz Tadeusza Popiela i Zygmunta Rozwadowskiego

.

Bitwa pod Grunwaldem – obraz Wojciecha Kossaka

.

Bitwa pod Grunwaldem – obraz  Stefana Garwatowskiego

.

.
Już po kolejnej rocznicy grunwaldzkiej bitwy zapytał mnie pewien znajomy, dlaczego o niej nie napisałem ani teraz, ani w latach poprzednich. Rzeczywiście o niej w oddzielnym tekście nie pisałem ani razu na blogu, choć wspominałem o niej w różnych tekstach, na przykład przy okazji „Grunwaldu” Wieletów – bitwie pod Przecławą.
.
„Bliższych informacji o samej bitwie praktycznie nie ma. Kronikarze jahwistyczni bardzo niechętnie, zwięźle i zdawkowo o niej wspominali:
.
„Barbarzyńcy, których zwą Lutykami, zadali wielką klęskę chrześcija­nom [Niemcom], z których jedni polegli od miecza, inni w ucieczce potonęli. Między nimi zginął Wilhelm, margrabia Marchii Północnej, w pobliżu grodu, który zwą Przecława, położonego nad brzegiem Łaby w miejscu, gdzie wpada do niej rzeka Hawela (Hobola)…” {Annales Sax. r. 1056).
.
Nie wiemy, kto dowodził wojownikami Związku Wieletów. Nie wiemy, jak liczną wystawili armię. Znalazłem jedynie, choć nie wiem na ile wiarygodną, liczebność totalnie rozgromionej armii saskiej – ok. 34 000 ludzi. Czyli więcej, niż liczyła armia krzyżacka pod Grunwaldem.
.
„der größte teil des gesamten sächsischen heers wurde mit etwa 34.000 soldaten aufgerieben und mit selber  nachricht  verstarb heinrich der II an herzversagen.”
.
http://dussak.de.tl/-Geschichte-,-Urspr.ue.nge,-Vorfahren–von-mir–.–.–.–.–.–.–.-.htm
.
Wiemy też, że żydłacki cesarz niemiecki Heinrich III na wieść o rozmiarach klęski zmarł, prawdopodobnie na serce. Podobnie jak zmarł wcześniej inny żydłacki cesarz niemiecki, Otto II na wieść o powstaniu Słowian.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/10/bitwa-pod-przeclawa-chwala-i-kleska/
.
Pomiędzy obiema tymi bitwami istnieją podobieństwa, ale i ogromne różnice.
.
Podobieństwa:
.
– W obu bitwach niemieckie (pod Przecławą cesarskie, pod Grunwaldem krzyżackie) siły zostały rozgromione.
.
– W obu bitwach zwycięstwo przypadło sojuszowi różnych plemin czy państw (i grup etnicznych). Pod Przecławą był to sojusz Związku Wieleckiego złożony z kilku plemion Słowian Połabskich. Pod Grunwaldem był to sojusz Litewsko-Polski, ale po stronie tego sojuszu walczyli i Rusini, Czesi, Mołdawianie, a nawet Tatarzy.
.
Różnice:
.
– W bitwie pod Przecławą strona niemiecka była katolicka, strona słowiańska zaś czysto pogańska. Natomiast w bitwie pod Grunwaldem obie strony były de facto katolickie. Była to wojna między ultrakatolickim państwem zakonnym wspieranym przez cesarstwo i papiestwo a katolicką Unią litewsko-polską, choć po stronie litewsko-polskiej walczyli też prawosławni i poganie.
.
– Ogromny sukces pod Przecławą został przez Wieletów zaprzepaszczony nieomal natychmiast po rozgromieniu armii cesarskiej. Zwycięstwo zamiast scementować Związek Wielecki rozbiło go. W efekcie końcowym, mimo tego wielkiego sukcesu militarnego, na przeciągu następnych kilkudziesięciu lat ziemie Wieletów zostały ostatecznie przez pokonane pod Przecławą cesarstwo podbite. Wieletom zabrakło wówczas wieleckiego Jagiełły. Niekoniecznie w roli króla. Wystarczyłby cieszący się mirem u wszystkich plemion wieleckich wódz. Natomiast państwo powstałe w wyniku sojuszu Litwy i Polski upadło dopiero kilka wieków później, pokrojone jak tort przez trzech Niemców – pruskiego Hohenzollerna, carycę Rosji, Niemkę, Sophię Augustę Friederikę von Anhalt-Zerbst, ksywa Katarzyna i arcykatolicką Habsburżankę (jako swoiste „bóg zapłać” za wiedeńską odsiecz).
.
Zapyta ktoś – dlaczego nazywam tamten sojusz litewsko-polski a nie polsko-litewski. Zrobiłem to świadomie, choć nie z braku patriotyzmu, a z kilku przyczyn:
.
– królem Polski oraz całej Unii Litewsko-Polskiej był wówczas Litwin, Jagiełło. Pod Grunwaldem to on był głównodowodzącym wojskami całego antykrzyżackiego sojuszu. A jego prawą ręką w bitwie był Witold. Także Litwin.
.
– Wielkie Księstwo Litewskie było znacznie większe od Królestwa Polskiego (widać to na mapie).
.
.
I już choćby dlatego należałoby moim zdaniem stawiać Litwę przed Polską.
.
– A ponadto nie chcę za tabunami publicystów i pseudohistoryków karmić fałszywej dumy a nawet pychy Polaków pisząc o zwycięstwie „polskiego oręża” czy o „polskim zwycięstwie” pod Grunwaldem (a takich wypowiedzi jest tysiące). I o Polsce zamiast o Unii Litewsko-Polskiej, gromiącej krzyżactwo. Nie zamierzam zaś tego robić m.in. dlatego, że rozpływanie się się nad ówczesnym  zwycięstwem pod Grunwaldem (zwłaszcza gdy nazywane jest „polskim zwycięstwem”) może przysłaniać obecne zniewolenie Polski i katastrofalny jej stan. W kraju zniewolonym nie świętuje się minionych chwil chwały, a walczy o wolność.
.
Zwycięstwo pod Grunwaldem nie było tylko „polskie”, ani nawet nie tylko „słowiańskie” – Litwini byli Bałtami a nie Słowianami, a ponadto po stronie Unii walczyli i Tatarzy. Owszem, wkład polskiego rycerstwa był w nie duży (a rycerstwa słowiańskiego – choć niestety skatoliczonego czy sprawosławionego – jeszcze większy), ale gdyby pod Grunwaldem walczyło tylko rzeczywiście polskie rycerstwo, bitwa mogła zakończyć się zgoła inaczej.
.
Dobrze – powie ktoś – ale czy nie należy pisać ku pokrzepieniu serc? Czemu nie – odpowiadam. Można i należy. Ale należy to robić obiektywnie. Oraz należy też przy okazji przeanalizować przyczyny, które sprawiły, że zwycięstwo grunwaldzkie z 1410 roku zostało zaprzepaszczone w końcówce XVIII wieku, kiedy to w trzech ratach (1772, 1793, 1795) Rzeczypospolitą (a nie „Polskę”, jak bywa bezmyślnie a wręcz szowinistycznie wielonarodowa Rzeczypospolita nazywana) sąsiedzi pokroili jak tort. I dlaczego Polska obecnie jest zniewolona, zgojona, rozszabrowana i rządzona przez agenturę służącą obcym, antypolskim interesom. Jak Polska, jeden ze zwycięzców spod Grunwaldu, mogła upaść tak nisko.
.
Wokół Grunwaldu narosło wiele, niekiedy wręcz szowinistycznych mitów. A więc w pierwszym rzędzie pisze się o zwycięstwie polskiego oręża czy polskich wojsk. I w tym miejscu należałoby zapytać – ilu polskich rycerzy, a więc rycerzy uważających się za Polaków, rzeczywiście walczyło pod Grunwaldem? Tu przypomnę tylko, że państwo Piastowskie nie było jeszcze Polską i nawet tak się przez pierwsze wieki nie nazywało – terminy Polska i Polak wtedy jeszcze nie istniały. A u mieszkańców tego państwa – podbitych najczęściej siłowo przez Mieszkowiców – przez pierwsze wieki istnienia państwa piastowskiego nadal dominowała tożsamość plemienna i regionalna. Dopiero gdzieś w XIV (na fali jednoczenia dzielnic) i początku XV wieku u możnowładców i rycerstwa pojawiać zaczęła się ponadplemienna, ponadregionalna,  ogólnopaństwowa tożsamość i pojawiły się nazwy Polska i Polacy.
W tym miejscu, tak na marginesie, podam pewną ciekawostkę językową. Jak wiemy jednym z regionów Polski (i województwem) jest Wielkopolska. Ale dlaczego mieszkańców Wielkopolski nie nazywamy Wielkopolakami a Wielkopolanami? Ano dlatego, że drugi człon nazwy Wielkopolan pochodzi nie od Polaków a od Polan.
.
No i właśnie – ilu polskich rycerzy, uważających się za Polaków, bądź których można uznać za Polaków, a więc rycerzy z ziem znajdujących się od wieków trwale w piastowskich rękach, walczyło pod Grunwaldem? Tu zacytuję wikipedię, która w ramce po prawej stronie podaje:
.
„50 chorągwi polskich (z królestwa, Mazowsza, Płocka, Bełzu, Podola, Mołdawii oraz najemnicy czescy), 40 chorągwi litewskich (Litwini i Rusini z Wielkiego Księstwa, Tatarzy Dżalal ad-Dina, prywatna chorągiew Lingwena Semena z Nowogrodu Wielkiego); ok. 29 tys. żołnierzy (2/3 z nich to rycerze polscy).”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Grunwaldem
.
Wytłuściłem końcówkę z nawiasu – 2/3 z nich to rycerze polscy. W rzeczywistości rycerze polscy stanowili co najwyżej 2/3 rycerstwa z „królestwa” (w domyśle „polskiego”) – bez Litwy. Resztę rycerstwa królestwa stanowili nie-Polacy. Bo kłopot mamy już np. z Mazowszanami. Mazowsze podbite siłowo przez Mieszka I wykorzystało bunt antykościelny z lat 1034-38 i oderwało się od reszty państwa. Ponownie podbite przez mnicha niemcopiasta Kazimierza w 1047 roku, skorzystało następnie z rozbicia dzielnicowego, aby powrócić do „samodzielności”. Było wyraźnie niechętne idei zjednoczenia rozbitych dzielnic i choć dało sobie narzucić zwierzchność królów Polski, do XVI wieku nadal broniło swojej odrębności i częściowej przynajmniej samodzielności jako odrębne księstwo. Mazowszanie brali udział w bitwie pod Grunwaldem, ale rycerstwo mazowieckie nie czuło się wtedy jeszcze Polakami. Byli Mazowszanami.
Ale dobrze, nie będę się spierał – potomkowie Mazowszan spod Grunwaldu stali się i poczuli się później Polakami, więc uznajmy nimi grunwaldzkich rycerzy mazowieckich. Ale co z chorągwiami z Bełzu, Podola i Mołdawii? I co z chorągwiami z ziem Rusi Halickiej? Wszak ją podbito dopiero w XIV wieku na przestrzeni wielu wojen w latach 1340-1392. Wtedy też i Podole stało się lennem Polski, ale dopiero Jagiełło kilkanaście lat przed bitwą pod Grunwaldem na trwałe z lennika uczynił Podole częścią Królestwa Polskiego. Ilu mieszkało tam Polaków?
Popatrzmy zresztą na mapę zjednoczonych ziem Polski u kresu panowania Łokietka.
.

.
Nawet Przemyśl czy Sanok były wtedy w ruskich rękach. I choć możemy założyć, że ludność np. sanoczczyzny, pamiętająca okres przynależności tych ziem do państwa Piastów była w większości raczej piastowska, lechicka czy polska (obojętnie jak to nazwiemy), o tyle im dalej pójdziemy na wschód i południe, tym mniej znajdziemy  Polaków a więcej Rusinów. W takim Haliczu wtedy Polaków można było już szukać ze świecą. A tym bardziej na Podolu, a jeszcze bardziej w Mołdawii. Tak więc stwierdzenie z wiki, że 2/3 stanowiło rycerstwo polskie, odnosić może się co najwyżej do wojsk Królestwa Polskiego, a nie do całego wojska Unii walczącego pod Grunwaldem. I jeśli do pozostałej 1/3 niepolskiego rycerstwa wojsk Królestwa Polskiego dodamy 40 chorągwi litewskich, to w efekcie końcowym okaże się, że rycerstwo polskie stanowiło mniej niż połowę wojsk Unii pod Grunwaldem.
.
Dobrze, powie ktoś w tym miejscu – ale rycerstwo polskie było lepiej uzbrojone, miało zbroje rycerskie jak krzyżacy i dlatego było w bitwie ważniejsze. Wszak Litwa pod naciskiem zakutych w zbroje krzyżaków pierzchła w pewnym momencie z pola bitwy. Zgadza się – w pierwszym okresie bitwy zbroje dawały krzyżakom przewagę nad Litwą odzianą głównie w skórzane kaftany. Ale nie w kolejnej fazie bitwy, gdy Litwa do niej ponownie wróciła. Jagiełło nie bez przyczyny zwlekał z rozpoczęciem bitwy. Rycerstwo litewskie i polskie ukryte w cieniu drzew nie odczuwało tak spiekoty lipcowego dnia, jak krzyżacy stojący w bojowym szyku, na otwartym polu w promieniach palącego Słońca. I choć w pierwszym okresie bitwy krzyżacy, mimo przegrzania w rozpalonych zbrojach, rozbili Litwę, to gdy ona ponownie wróciła i uderzyła ponownie na krzyżaków, wyczerpanych już i bitwą, i rozpalonymi od Słońca zbrojami, brak zbroi okazał się dla Litwy korzystniejszy. Litwini nie byli tak przegrzani jak krzyżacy, zbroje nie krępowały im ruchów i łatwiej im było bić umęczonych walką i upałem Niemców. Inna rzecz, że polskie rycerstwo, zakute w zbroje jak krzyżacy, też było już wyczerpane walką i upałem. I wtedy powrót wojsk liteswkich przechylił ostatecznie losy bitwy.
Tak więc o ile w pierwszym okresie bitwy rola lepiej zbrojnego polskiego rycerstwa, była dominująca – nie dali się krzyżakom rozbić jak Litwa, o tyle w drugiej fazie bitwy, gdy Litwa do niej powróciła, jej rycerstwo było mniej wyczerpane noszeniem ciężkiej przegrzanej zbroi i m.in. dzięki temu krzyżactwo poniosło tak ogromną klęskę. Obie więc strony – zbrojne rycerstwo polskie i wojsko litewskie bez zbroi okazały się w bitwie przydatne.
.
Zaznaczam w tym miejscu od razu, że nie zamierzam umiejszać roli polskich rycerzy pod Grunwaldem – była ona ważna. Ale obce jest mi przywłaszczanie zasług rycerstwa niepolskiego z chorągwi królewskich i przypisywanie ich Polakom. Oraz obce jest mi pomiejszanie roli Litwy, zwłaszcza w końcowej fazie bitwy. Bo rycerstwo niepolskie – zwłaszcza litewskie i ruskie (ale i mołdawskie, czeskie i tatarskie) – także miało pod Grunwaldem swój ważny wkład w rozbicie wojsk Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Bez ich udziału rozgromienie krzyżaków siłami samych tylko Polaków byłoby po prostu niemożliwe.
.
Tak więc podzielmy się tym wiekopomnym zwycięstwem z niepolskim rycerstwem walczącym pod polskimi i litewskimi chorągwiami. Nie przypisujmy go tylko sobie.
.
W związku z Grunwaldem spotykać się też można z określeniami, że Jagiełło był polskim królem. Jest to błędne określenie – on był litewskim królem Polski (zresztą prawdopodobnie Jagiellonowie wywodzili się nie od litewskich Bałtów a od Ugrofinów).
.
Spotkać można także powszechnie opinię, że zwycięstwo pod Grunwaldem nie zostało należycie wykorzystane. Chodzi o możliwość zdobycia Malborka i całkowite unicestwienie zakonu. Nie wierzę w to, że tylko pod naciskiem papiestwa i cesarza niemieckiego Jagiełło nie zdecydował się na całkowitą likwidację zakonu. Uważam, że celowo opieszale oblegał Malbork, nie chcąc go zdobyć. Jagiełło był sprytnym i przewidującym politykiem, a nie tylko wodzem. Już wtedy rozmyślał o tym, jak przerobić mógłby litewsko-polską unię personalną w państwo dynastyczne – z Jagiellonami jako dynastią panującą. Po stronie polskiej te dynastyczne rozważania Jagiełły wywoływały w większości opór. Jagiełło wiedział więc, że jeśli chce widzieć na tronie Polski następnych Jagiellonów (nawet jeśli w 1410 roku nie miał jeszcze męskiego potomka), to nie może zakonu krzyżackiego zlikwidować. Gdyż wtedy polskim panom nie będzie do niczego potrzebny Litwin na tronie Polski. Likwidacja zakonu rzeczywiście doprowadzić by mogła do rozpadu Unii. I wtedy Polska i Litwa nadal toczyłyby pomiędzy sobą, jak wcześniej, wyniszczające wojny graniczne i najazdy łupieżcze połączone z łowami niewolników u przeciwnika. W naszej historii zabrakłoby wtedy okresu politycznej wielkości i świetności Unii Litewsko-Polskiej okresu jagiellońskiego (ominęła ta świetność jedynie nadal zaciekle zwalczaną przez kler kulturę słowiańską i masy chłopskie, coraz bardziej uciskane jarzmem pańszczyzny). Mielibyśmy śmiertelnego wroga na zachodzie (cesarstwo niemieckie i jego marchie) oraz śmiertelnego wroga na Wschodzie – Litwę. Czy nikomu taki układ niczego nie przypomina? Polska wzięta w dwa ognie!
Kto wie, jak potoczyłyby się wtedy losy Polski, gdyby po rozpadzie Unii Litwa dodatkowo zawiązała sojusz z niemieckim cesarstwem. Niejednokrotnie litewscy kniaziowie już wcześniej szukali wsparcia o Niemców. Nawet sam Witold, czy brat Jagiełły – Świdrygiełło. Witold po śmierci kniazia Olgierda w walce o władzę z Jagiełłą sprzymierzył się z krzyżakami, a pod koniec życia, już po Grunwaldzie nawet dał się skusić na podstęp cesarza i chciał przyjąć od niego koronę króla Litwy, co rozbiłoby Unię Litewsko-Polską. Dzielnice jak Mazowsze wobec rozpadu Unii mogłyby stanąć po stronie Litwinów. Już wcześniej Mazowszanie przepuszczali przez swój teren łupieżcze oddziały litewskie idące po łup w innych księstwach piastowskich, a niekiedy przyłączali się do nich. Odpaść i to łatwo mogłaby Ruś Halicka podbita przez Kazimierza III, zamieszkała w większości przez niepolską ludność. W Księstwie Litewskim Rusini przeciwko zwierzchniej władzy Litwy nie występowali zbyt często i zbyt zdecydowanie. Genialnym posunięciem Litwinów po podboju dużych obszarów ziem ruskich było ustanowienie ruskiego języka językiem urzędowym Litwy. To maskowało stan faktyczny – podbój ziem ruskich przez Litwę. Rusinami obsadzali Litwini różne urzędy, a i po okrzczeniu się w odprysku katolickim przez Jagiełłę prawosławia panującegio u Rusinów Litwini nie szykanowali. Inaczej było na ziemiach ruskich podbitych przez Kazimierza III. Tam językiem urzędowym był polski, pchały się ponadto na te ziemie i kościół katolicki i polscy panowie, co wywoływało niechęć ludności niepolskiej i niekatolickiej. Tak więc losy Polski po ewentualnym rozpadzie Unii mogły być rzeczywiście niewesołe.
.
Ale losy Litwy też nie byłyby dużo lepsze – na Wschodzie potężniała Rosja, na południu granice szarpali Tatarzy, na północy Szwedzi. A długa granica z Polską (gdyby Litwa wspólnie z Niemcami Polski nie rozbiła) byłaby w ogniu. W wypadku rozbicia Polski też. Bo cesarstwo parłoby dalej nach Ost. I Litwa tego by długo nie przetrzymała.
.
Tak więc oszczędzenie państwa krzyżackiego przez Jagiełłę i doprowadzenie do trwałej dynastycznej jagiellońskiej Unii Litewsko-Polskiej dało nam i Litwie dwa wieki państwowej wielkości. Oraz odroczyło upadek Unii, do którego w końcu doszło, ale dopiero pod koniec XVIII wieku.
.
W wielu, bardzo wielu wypowiedziach w sieci, spotkać można w sumie mitomańskie stwierdzenia, że bitwa pod Grunwaldem była największą i najważniejszą bitwą średniowiecznej Europy. Na szczęście spotkać można bardziej wyważone i odpowiadające rzeczywistości wypowiedzi, określające ją co najwyżej jako jedną z największych i najważniejszych bitew. W bitwach na Kosowym Polu czy pod Warną liczebość armii obu walczących stron co najmniej dorównywała liczebności wojsk obu stron pod Grunwaldem. A w bitwie pod Przecławą wojsk było jeszcze więcej. Natomiast podczas oblężenia Konstantynopola w latach 717-718 (oblężenie to też forma bitwy) samych tylko wojsk arabskich było ok. 200 tysięcy.
.
Dla Królestwa Polskiego i dla Litwy, a tym bardziej dla krzyżaków Grunwald był zapewne bitwą niezwykle ważną. Gdyby zwyciężyli Krzyżacy, nastąpiłaby dalsza przyspieszona ekspansja krzyżacka na ziemie polskie i litewskie. Zapewne Polacy i Litwini nadal stawialiby opór, ale nad głowami Polski i Litwy krzyżacki topór wisiałby nadal. Kto wie, może dopiero rosnące w siłę w owym czasie Wielkie Księstwo Moskiewskie powstrzymałoby dalsze parcie krzyżaków na Wschód (tak jak to zrobił Aleksander Newski w bitwie na lodzie w roku 1242). Bitwa grunwaldzka złamała potęgę krzyżacką, choć państwo zakonne istniało po niej jeszcze 115 lat (do czasu jego sekularyzacji w 1525 roku, na fali znienawidzonej przez katolików, także polskich, reformacji). Ale śmiertelnym zagrożeniem dla Polski i Litwy po Grunwaldzie państwo krzyżackie już nie było.
.
Przyjrzyjmy się teraz w błyskawicznym skrócie losom Polski, Litwy i niemieckiego zakonu po Grunwaldzie. Oraz temu, co Polakom z niego – z wielkiego zwycięstwa nad krzyżakami i wspierającym ich zachodem (z Watykanem na czele) – do dzisiaj zostało.
.
Po okresie świetności królestwa Polskiego w łamach Unii w epoce Jagiellonów, gdy w Rzeczypospolitej politykę i życie publiczne zdominowała skatoliczona i sfanatyzowana przez kler i jezuitów szlachta polska, nastąpiły dwa wieki staczania się państwa ku całkowitemu upadkowi. Polska i Litwa zniknęły ostatecznie z mapy Europy w 1795 roku. Różne tworzone później przez carat królestwa polskie czy księstwa warszawskie były jedynie tworami kadłubowymi. Choć przyznać należy, że gdyby nie szkodliwe, antypolskie powstania (listopadowe i styczniowe)…
.
owo kadłubowe „państwo” w znacznie lepszej kondycji doczekałoby roku 1918. I wtedy odrodzona Polska startowałaby ze znacznie wyższego pułapu. Potem przyszedł fatalny dla Polski okres sanacji, tragedia II wojny i okupacji, a następnie PRL. Poza okresem żydo-komuny, której zbrodnie i represje należy potępiać, PRL w czasach Gomułki czy Gierka była w sumie państwem, w którym dało się żyć. Siermiężnie ale w poczuciu socjalnego bezpieczeństwa, bez widma bezrobocia, bankrutujących szpitali, z bezpłatną oświatą i lecznictwem. Obecnie, po 1989 roku Polska jest krajem okupowanym, zniewolonym, zgnojonym, majątek narodowy rozszabrowano a Polakami rządzą marionetki polityczne Izraela i żydo-banksterów będące agenturą okupanta. Polska jest jewrounijnym barakiem i wasalem bandyckiego NATO.
.
Litwę spotkał jeszcze ciut gorszy los. Tuż przed unią z Polską była największym państwem Europy. W czasach jagiellońskich, jakkolwiek oni sami spolszczyli się, dbali jednak o równowagę żywiołu polskiego i litewskiego w Unii, na czym korztystała i Litwa. W czasach wolnej (od rozsądku i porządku) elekcji, gdy kupczono koroną, żywioł litewski zaczęto spychać na margines. Najpierw Litwa utraciła na rzecz Korony Ukrainę, a konstytucja 3 maja likwidowała wręcz Litwę przemieniając Rzeczypospolitą Obojga Narodów w Królestwo Polskie. Litwini mieli być Polakami. Pod zaborami nikt nie tworzył kadłubowej Litwy. Po I wojnie powstało niezależne państewko litewskie, choć było ono karłem. Nawet nie odzyskało swej historycznej stolicy, Wilna, które jeszcze przed rozbiorami zostało totalnie spolszczone i z punktu widzenia Litwinów po 1918 roku znajdowało się pod polską okupacją. Po wybuchu II wojny Litwę zaanektował Stalin przerabiając ją na republikę radziecką. I dopiero po upadku ZSRR Litwa znów wybiła się na niezależność, tyle że pozorną i fałszywą, gdyż  sama wydała się w łapska jewrounii i bandyckiego NATO. Obecnie jak Polska jest wasalem NATO, jewrounijnym barakiem i elementem żydo-banksterskiego wojennego szańca sypanego wokół Rosji.
.
A co z państwem krzyżackim? Przetrwało Grunwald, ale utraciło duży obszar ziem w efekcie inkorporacji Prus Królewskich (z woli mieszkańców tej dzielnicy) do Korony. Zakon dobiła reformacja, tak strasznie nielubiana przez katolików. Na ziemiach pozakonnych, pokrzyżackich powstały jako lenno Korony  Prusy Książęce Hohenzollernów. Wykorzystały one szwedzki potop, aby zerwać się z lenna. Przerobione następnie na Królestwo Prus były najgorliwszym podżegaczem do rozbiorów Rzeczypospolitej. Prusactwo zagarnęło nie tylko kolebkę państwa Piastów – Wielkopolskę, ale całe Pomorze i (w wojnach z Habsburgami) cały Śląsk. Królestwo Prus było też państwem wiodącym restaurowanego przez Bismarcka w 1871 roku cesarstwa niemieckiego (II Rzeszy). Do jego tradycji odoływała się także III Rzesza. Ostatecznie to dobiero niejaki Dżugaszwili, ksywa Stalin, niejako operacyjnie usunął z ziem niegdyś Bałtów i częściowo przynajmniej Słowian ten niemiecki nowotwór i odrzucił go za Odrę, wymuszając na aliantach zgodę na przesunięcia granic i masowe przesiedlenia ludności. Polska i Polacy powrócili na ziemie Mieszka I i Bolesława Krzywoustego. Niemców popędzono za Odrę, a nawet za łabę.

A wszystko to zaczęło się od sprowadzenia krzyżaków w roku 1226 przez gorliwego krystowiercę Konrada Mazowieckiego na Ziemię Chełmińską.
.
Tu jeszcze uzupełnię – dzisiaj Niemcy, pozbawione obszarów na wschód od Odry, są jak Polska i Litwa wasalem bandyckiego NATO i jewrounijnym barakiem. I jak Polska i Litwa są pod okupacją agentury żydo-banksterów i Izraela. Tak to niegdysiejszych śmiertelnych ale suwerennych wrogów połączył niewolniczy los – wszystkie te państwa przykute są kajdanami bandyckiego systemu bankowego i złodziejskiego kapitalizmu do rydwanu światowej lichwy. I wszystkie gorliwie im służą.

Acha – jedyny kawałek byłego państwa krzyżackiego, później pruskiego (z dwuwiekową przerwą jako lenno  Korony) – obwód Kaliningradzki – nie jest w łapskach okupanta zachodu. Należy do Rosji.

.
Zastanówmy się jeszcze nad tym, czy bitwa pod Grunwaldem dla losów Europy była najważniejsza czy choćby tylko niezwykle ważna. Otóż wydaje się, że dla takiej np. Hiszpanii toczącej wówczas walki z Arabami w ramach rekonkwisty Grunwald, bez względu na jego wynik, nie był zbyt ważny. Istotny był dla Europy środkowo-wschodniej, dla Polski, Litwy i krzyżaków. Ale dla odległych regionów Europy już nie. Natomiast wspomniane już wcześniej przeze mnie oblężenie Konstantynopola (717-718) miało znaczenie i to ogromne dla losów Europy a nawet świata. Załóżmy w tym miejscu, że Arabom udałoby się zdobyć wtedy Konstantynopol i doprowadzić do upadku krystowierczego Bizancjum. Co mogłoby wydarzyć się później i jakie miałoby to konsekwencje dla reszty Europy? W tym miejscu należy pamiętać o tym, że krótko wcześniej zaczął się, jak wiemy, rzeczywisty i udany arabski podbój Hiszpanii:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Arabski_podb%C3%B3j_Hiszpanii
.
Przy czym Arabowie próbowali nawet przeć poza Pireneje. I gdyby udało się im wtedy zdobyć także i Konstantynopol, można sobie wyobrazić, że chcieliby zająć całe południowe wybrzeże Europy, z półwyspem Apenińskim włącznie. Zresztą próbowali to robić później, nawet nie mając w ręku Konstantynopola – podbili wszak Sycylię, Sardynię i zajęli południowy kawałek Półwyspu Apenińskiego.
Gdyby wtedy dodatkowo Konstantynopol był w ich rękach, uderzyliby na Włochy od wschodu, zachodu i południa. A rozbite na małe państewka pozostałości imperialnego Rzymu nie oparłyby się takiej nawale. Arabowie zdobyliby i Rzym. I wtedy nie byłoby papiestwa ani państwa kościelnego. Bo albo by nie powstało wcale, albo zlikwidowane zostałoby po muzułmańskim podboju Rzymu. Nie byłoby ani krztu Rusi po bizantyjsku (Bizancjum już by nie istniało), ani krztu Polski, bo nie byłoby papiestwa, ani cesarstwa niemieckiego. Bo gdyby nawet Karol Wielki doszedł do władzy jako król francuski, miałby pełne ręce roboty w walce z Arabami z Hiszpanii, Włoch i Bizancjum i nie miałby czasu na podbój pogańskich terenów na wschód od Renu. A to z tych właśnie podbitych przez niego zareńskich terenów, po rozpadzie jego cesarstwa na trzy części, z tej najbardziej wysuniętej na wschód,   powstało później katolickie cesarstwo niemieckie.
.
Nie byłoby też – co jest ważne dla nas – krzyżaków. Wszak zakon powstał podczas wypraw krzyżowych inicjowanych przez papiestwo. A ono by nie istniało – wszak nad Lateranem (ówczesnej siedzibie papieskiej) powiewałby bowiem półksiężyc a nie rzymska szubienica. Być może Arabowie próbowaliby parę razy przeć poza Alpy, na słowiańskie ziemie. Ale synów pustyni zniechęciłyby ogromne lasy przecinane bagnami i surowe zimy. I zdecydowany opór Słowian, którzy już Rzymowi stawili czoło. Przez wieki w Europie trwałyby zapewne wojny między arabskim muzułmańskim południem a krystowiercami z Frankonami na czele, wspieranymi przez hiszpańskich, włoskich i bizantyjskich zbiegów – i być może irlandzkich ochotników. Tereny pogańskie na wschód od Renu i na północ od Alp i Karpat były wtedy odciążone. Jedynie Słowianie południowi mieliby problemy z półksiężycem. Ale za to u Słowian zachodnich i wschodnich nie pojawiłaby się rzymska szubienica – ani łacińska, ani bizantyjska. Półksiężyc też nie. Nie byłoby też państwa Piastów, ani nawet Polski.
Niezwykle trudno jest spekulować, jak potoczyłyby się wtedy losy słowiańskiego żywiołu. Pod wpływem docierających nad Łabę, Odrę, Wisłę i Wołgę odgłosów zażartych religijnych wojen pomiędzy wyznawcami proroka i Galilejczyka być może powstawałyby z biegiem pokoleń i wieków ponadplemienne struktury przypominające współczesne państwa. Docierałyby także różne cywilizacyjne nowinki. Niemniej na naszych ziemiach nie byłoby kościołów z rzymskimi szubienicami, ziemie nie byłyby podzielone na diecezje, nie byłoby feudalizmu, a wiele elementów prastarej kultury słowiańskiej w nienaruszonej formie byłyby obecne do dzisiaj. To wszystko mogłoby mieć miejsce, gdyby wtedy padł Konstantynopol. Nie byłoby też, w razie jego upadku, jeśli idzie o losy świata, epoki krystowiewrczego kolonializmu i rozwleczenia przez białych nadjordańskich guseł na wszystkie kontynenty. Dzisiejszy świat, a nie tylko Europa, byłby z ogromnym prawdopodobieństwem całkiem inny. Byłby – gdyby wtedy padł Konstantynopol. Tamta bitwa, tamto oblężenie, miały zaiste ogromne znaczenia nie tylko dla Bizantyjczyków i Arabów.
.
Aż trudno mi jest powstrzymać się w tym miejscu od westchnienia – ech, dlaczego te patałachy nie rozwalili wtedy tego parszywego Konstantynopola i nie podbili później Rzymu…
.
Pisząc o Grunwaldzie nie umieściłem – i to celowo – obrazu Matejki przedstawiającego tę bitwę. Widnieje na nim bowiem postać zdrajcy biskupa Stanisława unosząca się nad polem bitwy.
.
.
Wciąż zachodzę w głowę, dlaczego Matejko to zrobił – był przecież świetnym historykiem i powinien znać przyczynę konfliktu między królem Bolesławem a fanatycznym i pełnym pychy biskupem. W konflikcie tym szło po prostu o to, czy państwem rządzi ma król czy kościół. I czy król ma być suwerenem, czy świeckim narzędziem kleru. Szczodry oczywiście nie zamierzał być marionetką biskupów. A Stanisław ze Szczepanowa nie zamierzał zrezygnować z podporządkowanie króla kościołowi – i sobie. I stąd szczepanowski biskup znalazł się wśród przywódców spisku przeciwko królowi. I nawet jeśli osobiście nie utrzymywał kontaktów z cesarstwem i Czechami wspierającymi spiskowców, wiedział o tym, że inni spiskowcy to robią. Mimo to nie odciął się od nich. A współpracując ze zdrajcami sam był zdrajcą. Uwiecznienie go nad polem grunwaldzkiej bitwy to największa gafa Matejki. Wszak, gdyby ten fanatyczny katolicki biskup chcący rządzić królem żył w czasach Grunwaldu, potępiłby zapewne Jagiełłę za udział w bitwie po litewsko-polskiej stronie „heretyckich” husytów, prawosławnych i pogan.
.
I już na koniec – czego może grunwaldzkie zwycięstwo nas nauczyć? Na przykład tego, że gdy grozi nam niebezpieczeństwo, szukajmy sprzymierzeńców nie patrząc na ich narodowość i religię. Katolicy świeccy z litewsko-polskiego obozu mimo wściekłych protestów kleru, ściągnąli w swoje szeregi „heretyckich” czeskich husytów, prawosławnych Rusinów, a nawet Tatarów. Przy czym wielu Litwinów mimo „krztu” Litwy było nadal jawnymi poganami. Ale wtedy, w obliczu śmiertelnego zagrożenia, poza wściekłym klerem, nikt na sprawy wyznaniowe czy etniczne nie patrzył. Gdyby w Rzeczypospolitej Obojga Narodów nadal trwał duch Grunwaldu, nigdy by ona nie upadła. Niestety, sfanatyzowana na fali kontrreformacji przez watykańską agenturę – jezuitów i kler – garstka w sumie polskiej szlachty zaczęła szykanować a nawet prześladować i spychać na margines życia politycznego i społecznego protestantów i prawosławnych. Wściekle też polszczyła Ruś i Litwę. I tak rozbiła spójność wieloetnicznej i wielowyznaniowej Rzeczypospolitej. Dodatkowo dała sobie wmówić skatoliczona szlachta, że obrona wiary – czytaj – supremacja katolicyzmu – jest racją stanu Rzeczypospolitej. I rzeczywiście walka o zdobycie, a następnie utrzymanie supremacji katolicyzmu, była polityczną i społeczną dominantą ostatnich dwóch wieku istnienia Rzeczypospolitej. Biedniała ona i słabła w tym okresie, za to kościół bogacił się i rósł w potęgę. Był nowotworem złośliwym, który wysysał z organizmu państwa coraz więcej życiodajnych soków. Jak zakończyła się dla Rzeczypospolitej „obrona wiary” przez skatoliczoną szlachtę – wiemy dobrze z historii. Gdyby głupcy potrafili zrozumieć, na czym polegało zwycięstwo pod Grunwaldem, gdyby stosowali tamtą zasadę  – obojętnie czy katolik, „hertetyk” czy prawosławny, obojętne czy Polak, Litwin, czy Rusin – tylko jednością i zgodą będziemy silni. O tym durna skatoliczona szlachta zapomniała.
.
Kolejna nauka z tamtej bitwy – wobec zagrożenia idącego z zachodu (choć dzisiaj nie są to zniewolone Niemcy ani krzyżacy a okupant zachodu – żydo-banksterzy) czy nie czas zawiązać sojusz z najsilniejszym wschodnim sąsiadem? Tak wtedy zrobili polscy panowie – Litwa wtedy była najsilniejszym wschodnim sąsiadem. I mimo wielu wcześniejszych konfliktów i wojen z Litwą, weszli z nią w sojusz, co pozwoliło im wspólnymi siłami powstrzymać zachodniego agresora. Obecnie Litwa, karłowaty zniewolony jewrounijny barak naturalnie nie wchodzi w rachubę. Ale jest na Wschodzie potężna Rosja. Czy nie w niej należy szukać sojusznika? I choć wielokrotnie wyzywany byłem od ruskich kurw i szmat powtórzę – tylko w sojuszu z Rosją Polska może być wolnym, suwerennym i dobrze prosperującym państwem, wolnym od agentury Izraela i żydo-banksterów, służącym swoim obywatelom.
.
Pozostaje jeszcze sprawa żydo-katolicyzmu. Przez niego Polska przykuta jest łańcuchem do Watykanu, będącego trwałym elementem zachodu i zachodniej anty-kultury. Bez zerwania tego łańcucha Polska nie może marzyć o rzeczywistej wolności. Mamy wybór – albo Polska wolna, albo żydo-katolicka – czyli prowincja kościelna żydogennego kosmopolitycznego kk.
.
Czy dojdzie jeszcze kiedykolwiek do kolejnego sojuszu, jak ten spod Grunwaldu, w którym Polska będzie w jednym szeregu z tymi, którzy bronią się przed zakusami zachodniego okupanta?
.
.
Napisy na poważszej grafice to oczywiste szyderstwo. To nie Rosja chce wojny i nie ona osacza NATO. To ona jest osaczana. Czy nasze miejsce nie jest w jednym z nią szeregu w trwającej nowej odsłonie kolejnej, na razie politycznej, propagandowej i gospodarczej bitwie przypominającej grunwaldzką – będącej kolejnym starciem broniącego się Wschodu z nacierającym zachodnim agresorem? Będziemy po stronie Rosji czy też chcemy być jedną z podrzędnych, zachodnich, „krzyżackich” chorągwi?
.
Czas pokaże…
.
.
opolczyk
.
.
.
.
Reklamy