Krystowiercza bezczelność i uzurpacja nie znają granic…

.

.

Wydawało mi się, że krystowiercy niczym mnie już nie zaskoczą. Ich wściekłe ataki na pogaństwo, mające już prawie 2 tysiące lat tradycji stały się po prostu nudne. Ciągle to samo – a to, że poganie to bałwochwalcy, czciciele bożków, a to że składali ofiary z ludzi (u Słowian nieznane), choć krystowierstwo zainicjowane zostało przez domniemaną ofiarę z Joszue (człowieka – „boga”), jaką nieskończenie miłosierny złożył samemu sobie, bo inaczej za Chiny nie chciał – on – nieskończenie miłosierny i dobry – odpuścić ludziom ich win. Ofiara chybiona o tyle, że mimo rzekomego grzechu odkupienia piekło istnieje u krystowierców nadal i ludzie niepoprawni, grzesznicy, tudzież heretycy, bezbożnicy, ateiści, seksiści, geje – i oczywiście poganie – nadal w nim lądują. Przypomnę w tym miejscu, że krystowierczy tzw. „Stary Testament” (czyli Tanach – biblia judaizmu) także dopuszczał a nawet nakazywał z woli Jahwe ofiary z ludzi. Tzw. III Księga Mojżeszowa wyraźnie to stwierdza:
.
„Żaden człowiek, który jest poświęcony dla Pana jako „cherem”, nie może być wykupiony. Musi on być zabity.”
Kpł 27, 29
http://www.nonpossumus.pl/ps/Kpl/27.php
.
Konkretnie podaje też tzw. „Stary Testament” ofiarę z własnej córki, jaką Jefte złożył nieskończenie miłosiernemu. Otóż ślubował on jemu co następuje:
.
„(…)Jeżeli sprawisz, że Ammonici wpadną w moje ręce, wówczas ten, kto [pierwszy] wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju będę wracał z pola walki z Ammonitami, będzie należał do Pana i złożę z niego ofiarę całopalną (…).”
Sdz. 11, 30-31
.
Niestety miał pecha – na spotkanie wyszła jako pierwsza jedyna jego córka. Nieskończenie miłosierny nie zwolnil Jeftego z obietnicy. Przez co córka została złożona mu w ofierze…
.
„Minęły dwa miesiące i wróciła do swego ojca, który wypełnił na niej swój ślub i tak nie poznała pożycia z mężem”
Sdz. 11, 39
http://www.nonpossumus.pl/ps/Sdz/11.php
.
Rzucające się w oczy podobieństwo losu (spalenia) córki Jefte (choć jest to historyjka wyssana za palca, jak cały tzw. „Stary Testament”) do palenia na stosach żywcem lub zabitych „łaskawie” wcześniej zwłok „heretyków”, „kacerzy”, „czarownic” i „bezbożników” znane z historii krystowierstwa nie jest tylko zbiegiem okoliczności – to była de facto kontynuacja całopalnych ofiar z ludzi składanych nieskończenie miłosiernemu. Krystowiercy żarliwie temu naturalnie zaprzeczą i powiedzę, że tępienie, mordowanie i palenie heretyków, bezbożników, czarownic itp. to nie to samo co ofiary składane z ludzi pogańskim bogom. A ja twierdzę jednak, że jest to to samo, mimo pokrętnej krystowierczej erystyki temu żarliwie przeczącej. I zapytam – jaka jest różnica między zabijaniem ludzi składanym bogom w ofierze a zabijaniem ludzi aby boga rozradować. A mordowanie (samemu lub nakazywanie innym mordów) było jego jednym z najbardziej ulubionych zajęć, jak pokazuje to tzw. „Stary Testamnent” – Księga Zbrodni:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/
.
I skoro biblijny nieskończenie miłosierny za nieposłuszeństwo groził Izraelitom sadystycznymi karami i plagami, które wywoływały jego radość:
.
„A jak Pan radował się, wyświadczając wam dobro i rozmnażając was, tak radować się będzie, gubiąc was i tępiąc…”
Pwt 28:63
http://www.betania.katowice.pl/fragment-na-dzis/piata-ksiega-mojzeszowa-26-28-3/
.
…można przyjąć za pewnik, że gdyby ten sadystyczny demon rzeczywiście istniał, to cieszyłaby go każda krwawa jatka dokonywana dla niego lub w jego imieniu. Papież Marcin V nie mylił się, gdy pisał do Jagielly:
.
„gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu (…) niż eksterminacja Husytów.”
.
Temu wymyślonemu przez oszustów – autorów żydowskiej Tanach – krawemu zwyrodniałemu potworowi rzeczywiście nic nie było milsze, niż wylewana ku jego radości ludzka krew. I było całkowicie obojętne, czy byli to husyci, katarowie, hugenoci czy inni heretycy i kacerze, bezbożnicy, czarownice czy poganie. Eksterminacja nieposłusznych, niepewnych, wątpiących, była jego ulubionym zajęciem. I stąd nie ma różnicy pomiędzy składaniem ofiar z ludzi pogańskim bogom, a mordowaniem ludzi ku radości biblijnego potwora Jahwe. Oni są też jego ofiarami zabijanymi ku jego czci, chwale, radości i zadowoleniu.
.
Tu jeszcze jedna uwaga – wszystkie ofiary (wyssanego z palca) starotestamentowego podboju Kanaanu (wymordowana doszczętnie ludność dziesiątek królestw i miast tak naprawdę też była ofiarami z ludzi składanymi nieskończenie miłosiernemu – z jego własnej woli. Tłumaczenie żydo-biblii odnoście tych rzezi (pisanie o nich per: „obłożenie klątwą”) jest świadomie błędne. W rzeczywistości były to ofiary (cherem) jakie nieskończenie miłosierny żądał dla siebie za pomoc w podboju Kanaanu. Pisze o tym Krzysztof Sykta na stronie „Racjonalisty”:
.
„Całkowite poświęcenie”, hebr. charam, tłumaczone w BW jako „klątwa” oznacza uświęcenie poprzez całkowite zniszczenie lub oddanie na własność. To samo słowo oznacza zarówno uświęcenie, dedykowanie, jak i – głównie — zamordowanie, zaszlachtowanie, eksterminację i nie jest to zbieżność przypadkowa [ 7 ]. Przy normalnej ofierze dla Boga stosowane jest słowo „zebach” [ 8 ] W większości przypadków oznacza eksterminację, mordowanie i rzeź, tak jak w V Mojż 3:6 i wielu innych wersetach opisujących mordy wojsk izraelskich. Tłumacze stosują tutaj różne pobożne sztuczki, zamiast „wymordować” pisząc o „bożym sądzie” „świętej destrukcji” czy „klątwie”. Niektórzy piszą w miarę wprost, tak jak w przekładzie NASB „o całkowitym zniszczeniu”, NET używa słów „poddać pod boski sąd”, Biblia Warszawska stosuje następujący wybieg:

3:6 Obłożyliśmy je klątwą [cherem], podobnie jak uczyniliśmy z Sychonem, królem Cheszbonu, wykonując klątwę [cherem] nad każdym miastem, mężczyznami, kobietami i dziećmi.

Biblia Tysiąclecia po raz kolejny ma przekład identyczny (lub na odwrót, nie będę dociekał, kto od kogo kopiował udając tłumaczenie):

06 Obłożyliśmy je klątwą, jak uczyniliśmy Sichonowi, królowi Cheszbonu; klątwie podlegało miasto, mężczyźni, kobiety i dzieci.

07 A wszystkie zwierzęta i łup z miasta zostawiliśmy dla siebie.

Przekład dosłowny powinien brzmieć:

Wyrżnęliśmy [ich], tak jak zrobiliśmy to z Sychonem, królem Cheszbonu, wyrżnęliśmy [ich] mężczyzn, osiedla, kobiety i małe dzieci. Ale wszystkie stada i to, co udało się splądrować w miastach zostawiliśmy sobie.

Podobnie w V Mojż. 20.16-17 czytamy w oryginale:

Nie zachowasz przy życiu żadnej żywej istoty. Zamiast tego wymordujesz [wyrżniesz] wszystkich Hyttytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Hywytów i Jebuzytów – tak jak ci rozkazał JHWH Elohim.

W polskich przekładach mowa jest oczywiście o „nałożeniu klątwy”. Piękny eufemizm. Ile jeszcze takich kwiatków możemy znaleźć w Biblii? Dziesiątki. Jedynie przekład Świadków Jehowy pisze zgodnie z prawdą: bezwarunkowo masz ich przeznaczyć na zagładę.

I teraz to samo słowo, które stosowane jest niemal zawsze jako opis (uświęconego?) mordu i zarzynania odniesione zostaje do niewolnika podarowanego Świątyni. Niewolnik przeznaczony „na zniszczenie” nie może być odkupiony, podobnie jak zwierzęta. „Taka osoba musi zostać zabita”:

Każdy człowiek, który zostanie poświęcony przez obłożenie klątwą, nie może być wykupiony, lecz poniesie śmierć. [ 9 ]

I po raz kolejny spójrzmy na tekst oryginalny:

Każdy „przeznaczony do zgładzenia” [cherem], który ma być zgładzony [cherem] spośród ludzi, nie może zostać wykupiony — bezwarunkowo zginie.

Każdy niewolnik przeznaczony na mord rytualny nie zostanie odkupiony – bezwarunkowo zginie.

Powyższe wersety mówią więc wyraźnie nie tylko o handlu ludźmi, ale również o usankcjonowanym przez Boga składaniu ofiar z ludzi.

.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6009/k,2
.
Przy tej ilości ofiar z ludzi,  jakie nieskończenie miłosierny składał sobie samemu, tyle że rękami Izraelitów, to nawet ogromnie przesadzona przez krystowierczą propagandę ilość ofiar z ludzi u Azteków to pinat.
.
Ale wracam do tematu – myślałem więc, że krystowiercy niczym już mnie nie zaskoczą. A jednak…
Adam Danek, krystowierczy propagandysta i demagog, którego bzdurną propagandę już raz demaskowałem:
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/04/25/czyzby-rzeczywiscie-prawda-bylo-ze-polak-to-katolik/
.
spłodził kolejny załgany tekst pt: „Pogaństwo prawdziwe i fałszywe”.
http://xportal.pl/?p=13276.
.
Już sam tytuł z jednej strony rozśmieszył mnie, a z drugiej zbulwersował. Krystowierca ślepo wierzący w żydowskie bzdury rzekomo „objawione”, nagle chce uchodzić za znawcę pogaństwa i uzurpuje sobie prawo orzekania, które pogaństwo jest „prawdziwe”, a które „fałszywe”. Podobną bezczelnością popisał się też admin Xportalu pisząc w komentarzu:
.
„Napewni” kłanianie się bałwanom nie ma nic wspólnego z prawdziwym pogaństwem (!), a jest zwykłym tellurycznym i wsobnym zabobonem.

Zgadzają się w tym zarówno tradycjonaliści chrześcijańscy (http://xportal.pl/?p=13276) jak i niechrześcijańscy (https://tradycjonalizm.net/juliusevola/przeciw.htm).”

http://xportal.pl/?p=29767#comment-35739
.
Jak widzimy – kolejny żydowierczy znawca „prawdziwego pogaństwa” się znalazł. A jako autorytet posłużył mu m.in. włoski faszysta Julius Evola, także „znawca pogaństwa”, z wychowania katolik. Ciekawe rzeczy o nim pisze wiki:
.
„Po obaleniu Mussoliniego przyjęty został przez Adolfa Hitlera i znalazł się w gronie osób witających (uwolnionego przez płk. O. Skorzennego) Duce w kwaterze głównej w Kętrzynie…”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Julius_Evola
.
Na ciekawe autorytety powołuje się admin, X-portalu. Nie ma co – katolicy ramię w ramię z włoskim faszystą „demaskują” pogaństwo i orzekają, które jest „prawdziwe” a które nie.
.
Przy czym – w odniesieniu do bezczelnych bredni admina X-portalu – przypominam i powtarzam: posągi pogańskich bogów to nie bałwany a posągi pogańskich bogów. Bałwanami natomiast śmiało można nazywać oszukańczych żydowskich bożków i idoli (Jahwe, Joszue, Miriam). A jeszcze bardziej pasuje to określenie do ich wyznawców. Wszak w jednym z potocznych znaczeń bałwan to po prostu głupiec.
.
W tym miejscu konieczne jest pewne ogólne wyjaśnienie. Pogaństwo na przestrzeni wielu tysiącleci ewoluowało i zmieniało się, aby nie powiedzieć, że się psuło czy wynaturzało. Pogaństwo pierwotne, animalistyczne, naturalistyczne, faktycznie nie znało posągów bogów. Ani świątyń. Posągi i świątynie pojawiły się u pogan dopiero w miastach, gdy zaczęły one powstawać jako pierwsze zalążki cywilizacyjne. Przedcywilizacyjne, przedurbanistyczne pogaństwo nie znało więc posągów bogów i ich zresztą nie potrzebowało. Miało zamiast nich święte góry, źródła, jeziora, rzeki, lasy, drzewa, a nawet głazy. Zresztą, sama Ziemia jako całość była święta, była jedną naturalną wielką „świątynią”. Pogaństwo w powstających miastach, gdzie ludność oderwana została od ciągłego, codziennego i bezpośredniego kontaktu z Naturą, aby zaspokoić mieszkańcom potrzebę kontaktu z sacrum wymyśliło świątynie, a razem z nimi posągi bogów. To tam wytworzyła się „kasta” kapłanów, oszukujących i wykorzystujących poddanych. Bo mieszkańców miast podzielono na rządzących i poddanych. Kapłani należeli do uprzywilejowanej warstwy rządzącej. W Indiach czy Egipcie byli obok władców najpotężniejszą i najbardziej wpływową (oraz zamożną) „kastą”. A u Sumerów świątynie były umieszczane na szczytach zikkuratów, sztucznych „gór”. Było to nawiązaniem do wcześniejszych, przedcywilizacyjnych świętych pogańskich gór.
.

Znalezione obrazy dla zapytania zikkurat
.
Oddawanie czci posągom bogów znane było więc u pogan „miejskich” lekko licząc już jakieś 3 tysiące lat przed powstaniem krystowierstwa. I choć było to już pogaństwo, nazwijmy je, „modernistyczne”, „cywilizacyjne”, oderwane od Natury (wynaturzone), nadal jednak było to „pogaństwo prawdziwe”.
Tu dodam, że u Słowian u schyłku wolnej Słowiańszczyzny istniały obie te formy pogaństwa. Na obrzeżach żywiołu słowiańskiego, pod wpływem obcych prądów, budowano świątynie i tworzono posągi bogów. W głębi ziem słowiańskich (np. na wielu terenach obecnie polskich) pogańskich świątyń było wtedy niewiele lub wcale. Dominowały nadal przedcywilizacyjne święte gaje, źródełka, jeziora i góry. Tu o tam istniała też forma mieszana – w świętych gajach czy na szczytach świętych gór ustawiano pod gołym niebem posągi bogów, ale nie budowano tam świątyń.
.
Tak więc bredzi i kłamie admin X-portalu twierdząc, że poganie nie oddawali czci posągom bogów. Robili to, choć było to już przejawem cywilizacyjnego psucia się, zwyrodnienia pogaństwa – i ludzkości.
.
Dalej…
.
Choć nie będzie to w smak krystowierczym demagogom, należy obiektywnie stwierdzić że judaizm (fundament krystowierstwa) odżegnujący się od pogaństwa, od miejskich, cywilizacyjnych kultur pogańskich przejął instytucję świątyni (żydowska świątynia w Jerozolimie), choć odrzucił związany ze świątyniami pogańskimi pogański zwyczaj tworzenia posągów bogów. Jest to zakazane nawet w żydowskim „dekalogu”. I akurat jest to jedyne przykazanie skasowane i odrzucone przez krystowierców (choć nie wszystkich) – w pierwszym rzędzie przez katolików i prawosławnych:
.
„Nie uczynisz sobie rzeźby ani podobizny wszystkich rzeczy, które są na niebie w górze i które na ziemi nisko, i które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i służył. Bom ja jest Pan, Bóg twój, Bóg zawistny, który dochodzę nieprawości ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a czynię miłosierdzie na wiele tysięcy miłującym mię i strzegącym przykazań moich”.
.
Aby „dekalog” był kompletny, ostatnie przykazanie (Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego, ani będziesz pragnął żony jego, ani sługi, ani służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnej rzeczy, która jego jest) krystowiercy „skrócili” i rozbili na dwa oddzielne „przykazania”:
.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog#Tekst_biblijny_i_spos.C3.B3b_podzia.C5.82u
.
I w ten sposób po skasowaniu niewygodnego dla nich „przykazania” manipulacyjnie uratowali „dekalog” – nadal mają dziesięć a nie tylko dziewięć „przykazań”. Zakazu czynienia podobizn i czczenia ich trzymają się także muzułmanie, choć i oni przejęli od judaizmu pogański zwyczaj budowy świątyń (meczetów). Krystowiercy natomiast przejęli od judaizmu i pogańskie (pogaństwo miejskie wynaturzone) świątynie – a więc kościoły, bazyliki, katedry, sanktuaria i kaplice, a ponadto od pogan (miejskich, wynaturzonych) zwyczaj tworzenia posągów (i obrazów) wyobrażających ich żydowskiech bożków i bałwanów – głównie Joszue i Miriam. Choć na całym świecie istnieją  miliony obrazków i figur/figurek różnych pomniejszych „świętych”. I przed tymi obrazami i figurami modlą się aż huczy.
W sumie owo krystowiercze modlenie się przed obrazami i figurami (rzeźbami) Miriam, Joszue, „świętych”, czy przed rzymską szubienicą (obojętnie czy z Joszue na niej czy bez niego) jest czysto pogańskie! Tyle, że pochodzi nie od pogaństwa pierwotnego, naturalistycznego, a od pogaństwa miejskiego, cywilizacyjnego, wynaturzonego. I robią to, choć jest to wyraźnie zakazane nawet w ichnim nieprzerobionym dekalogu w ichnim „ojawionym słowie bożym” czyli w tzw. „Starym Testamencie”. I nie zostało to odwołane w tzw. „Nowym Testamencie”. Ale katolactfo nic sobie z tego nie robi. Sami określają, co z „prawdy objawionej” ich obowiązuje, a co nie.
.
W tym miejscu powracam do tekstu Adama Danka. Najbardziej niewyobrażalną brednią, jaką napisał jest sama końcówka:
.
„Pogaństwo i chrześcijaństwo to jeden obóz, neopogaństwo i nowoczesny protestantyzm – drugi. Obóz Tradycji i obóz moderny.”
http://xportal.pl/?p=13276
.
Tylko zaślepiony krystowierca może być tak przewrotny, załgany i bezczelny, aby pogaństwo i krystowierstwo stawiać obok siebie w jednym „obozie”. I to w obozie „Tradycji”. Wszak nic nie zwalczało pogańskiej (także naszej – słowiańskiej) tradycji tak długo, zaciekle i morderczo jak właśnie krystowierstwo. A czego nie było w stanie wytępić i zwalczyć, przywłaszczało sobie nadając przywłaszczonym tradycjom (świętom i zwyczajom) pogańskim czysto krystowierczą, żydogenną interpretację, zacierającą całkowicie prastare pogańskie treści. Stawianie pogaństwa obok krystowierstwa w jednym „obozie Tradycji” to tak jak stawianie mordercy obok ofiary, gnębiciela obok gnębionego i prześladowcy obok prześladowanego. Ponadto obozem tradycji było i jest tylko pogaństwo. Krystowierstwo było obozem narzucania siłą i przymusem poganom, także naszym przodkom, wyssanych z palca nad Jordanem żydowskich guseł i bzdur.
Dalej – pogaństwo było tworem własnym, rozwijanym przez naszych przodków, praprzodków i ich praprzodków przez dziesiątki tysięcy lat od zera, od prapoczątków – od czasów kiedy człowiek z hominida stawał się człowiekiem, zaczynał myśleć i obserwować Naturę w celu zrozumienia panujących w niej Praw. Natomiast judaizm i jego bękarty – krystowierstwo i islam to wymyślone ad hoc stosunkowo niedawno przez oszustów ideologie udrapowane w system religijny z wyssanym z palca „bogiem” Jahwe, u muzułmanów nazywanego Allahem a u krystowierców „Bogiem-Ojcem” i dodatkowo  u krystowierców z wykreowanym przez oszusta Szawła/Pawła na „Krysta” „bogiem” Joszue, galilejskim włóczykijem.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/
.
Pogaństwo ponadto było oparte o obserwację Natury i przestrzeganie jej Praw. Natomiast judaizm, krystowierstwo i islam wzięte zostały z sufitu i były od zera wymyślone przez oszustów. Powstały w trzech aktach:
Akt pierwszy – wymyślenie przez kapłanów Jahwe żydowskiej biblii „Tanach” (krystowierczego tzw. „Starego Testamentu”), dającej im rząd dusz i uprzywilejowaną pozycję w wymyślonym „narodzie wybranym”.
Akt drugi – wymyślenie przez Szawła/Pawła i jego kliki jewangelistów tzw. „Nowego Testamentu” i podrzucenie go Rzymowi jako broni ideologicznej mającej Rzym zniszczyć.
Akt trzeci – podrzucenie Mahometowi Koranu w celu zahamowania ekspansji krystowierstwa.
.
Po czym wszystkie te żydowskie oszustwa nazwano „Objawieniami” (religiami „objawionymi”).
.
Tu dodam, że obecnie nawet w samym Izraelu istnieją już i rozwijają się grupki izraelskich pogan – rodzimowierców, odwołujące się do przedjudaistycznych pogańskich tradycji Kanaanu. Jedną z reaktywowanych przez nie tradycji jest oddawanie czci prastarym semickim bogom skasowanym i wytępionym przez judaizm. Jak widać, nawet w samym mateczniku tej żydowskiej i żydogennej zarazy jakimi są judaizm, krystowierstwo i islam, pojawili się ludzie mający już dość tych fanatycznych bredni.

.

Religie „abrahamowe” skazane są na wymarcie. Ludzi można długo, bardzo długo zwodzić, oszukiwać i okłamywać. Ale kiedyś oczy muszą się następnym pokoleniom otworzyć. I to będzie koniec fanatycznych i ogłupiających religii „abrahamowych”.
.
Aha – i jeszcze jedno – z „nowoczesnym” protestantyzmem też nic nas, pogan, nie łączy. Bo i on, nowoczesny czy nie, jest jak katolicyzm obcą, nadjordańską antykulturą nie mającą nic wspólnego ze słowiańską tradycją.
.
Wszystkich bredni Danka nie ma sensu demaskować, ale kilka najważniejszych – i owszem.
.
A więc współczesne pogaństwo to nie „neopogaństwo”. „Neo” to jest on – neojudaista czyli krystowierca. Wszak krystowierstwo jest tak naprawdę judaizmem zaadoptowanym przez Szawła/Pawła i jewangelistów dla nieobrzezanych gojów. Ponownie zaprzecza też Danek temu, że krystowierstwo jest obce i narzucone, pisząc:
.
„W neopogaństwie wyrażać się ma nawrót do tego, co obecne pierwotnie, pradawne, rdzenne, a nawet tradycyjne, i tym samym bunt przeciw temu, co późniejsze, nowo wymyślone, obce, narzucone – jak jego adherenci postrzegają chrześcijaństwo.”
.
Już wcześniej twierdził Danek to samo:
.
„W skrajnych przypadkach przybierają one postać twierdzeń, iż Polacy powinni odrzucić religię chrześcijańską jako „obcą” i „narzuconą”, a zamiast niej przyjąć wierzenia „rodzime”, to znaczy przedchrześcijańskie.”
http://bdp.xportal.pl/publicystyka/adam-danek-nedza-narodowej-monolatrii/
.
Ale przecież tylko skrajny ignorant może zaprzeczać temu że:
.
1) Krystowierstwo powstało nad Jordanem a nie nad Wartą czy Wisłą,
2) Na nasze ziemie dotarło okrężną drogą przez Rzym, Pragę i niemieckie klasztory (większość kleru u wczesnych Piastów była niemiecka).
3) W państwie wczesnopiastowkim miały miejsce kilka razy bunty antykościelne i antyfeudalne (feudalizm zawsze szedł wtedy w parze z krystowierstwem):
– rok 1005 – antypiastowski i antykościelny bunt Pomorzan,
– rok 1022 – antykościelny i antyfeudalny bunt poddanych Chrobrego,
– rok 1025 – antykościelny i antyfeudalny bunt ludu wybuchły tuż po śmieci Chrobrego,
– lata 1030-1032 – antykościelny i antyfeudalny bunt ludu w czasach Mieszka II,
– lata 1034-1038 – antykościelny i antyfeudalny bunt pod wodzą Bolesława II, „Zapomnianego”, wymazanego za to za karę z naszej historii przez biskupów (vide – „Kronika Wielkopolska”).
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/02/08/boleslaw-ii-poganski-czyli-o-tym-jak-turbo-katolik-artur-w-z-kola-naukowego-historykow-uniwersytetu-judeojagielonskiego-robi-za-koscielnego-falszerza-historii-panstwa-piastow/
.
Kulminacja tego ostatniego buntu miała miejsce w roku 1038, już po śmierci króla Bolesława. Bunt ten został krwawo stłumiony. Najpierw nasłano na zbuntowany przeciwko rzymskiej szubienicy kraj skatoliczonych Czechów. Następnie na czele ciężkozbrojnych niemieckich wojów do kraju wyniszczonego buntem, wojną domową ludu z kościołem i możnowładcami a następnie najazdem Czechów wkroczył niemco-piast mnich Kazimierz (jego matką była Niemka), dobijając niemieckimi wojami resztki oporu. Mazowsze dobił korzystając z pomocy Rusinów. Zdeptanemu ludowi siłą narzucono wypędzoną przez nich znienawidzoną rzymską szubienicę zaciekle niszcząc przy tej okazji wszystkie materialne wytwory noszące jakąkolwiek słowiańską pogańską symbolikę czy słowiańskie runy. Przez następne wieki karami zapędzano lud do kościołów, zakazywano pogańskich obrzędów i zwyczajów. Ale mimo całej tej krystowierczej zawziętości i mściwości, mimo kar i zakazów, tradycji słowiańskiej nie udało się krystowiercom całkowicie wytępić i wymazać z naszej pamięci. A dzisiaj ona, korzystając z faktu, że kościół nie jest politycznym dysponentem kraju, odraza się i to dosyć żywiołowo. Co wprawia w przerażenie krystowierców próbujących, jak Adam Danek, odradzające się pogaństwo ośmieszać, dyskredytować i oczerniać. Możecie nas wyzywać od neopogan, od dziwaków, dzikusów i co tam jeszcze macie w zanadrzu, możecie stawiać nas w jednym rzędzie z hitlerowcami czy bolszewikami (bo i takie oszczerstwa produkuje krystowiercza propaganda) – jednego nie zdziałacie – nie zniechęcicie nas przed dalszym kultywowaniem naszej słowiańskiej tradycji i nie przekonacie nas do czczenia rzymskiej szubienicy. Odrzucamy całkowicie krystowierstwo (a przynajmniej robią to ci z nas, uważający się za zadeklarowanych Słowian) jako obcą, mściwą, zbrodniczą nadjordańską ideologię i anty-kulturę.
.
Adam Danek naturalnie ma rację pisząc, że szukając swojej (intelektualnej) tożsamości (dodam od siebie – i duchowej) my, poganie, odwołujemy się do tradycji słowiańskiej. I to przede wszystkim dlatego, że jest nasza, własna, swojska, a nie przywleczona znad Jordanu. Ponadto pod każdym względem – naturalnie tylko w pozytywnych aspektach – kultura Słowian w czasach przedjahwistycznych niepomiernie górowała nad krystowierstwem:
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/10/20/wartosci-poganskie-i-wartosci-chrzescijanskie/
.
Jedynie w negatywnych aspektach (wyzysk ludu, ucisk, nierówności społeczne, fanatyzm, nietolerancja, prześladowania, tortury, okaleczanie, eksterminacja opornych, złodziejstwo, oszustwa, brud, kołtuństwo, ślepa wiara w obce brednie) – w tym wszystkim krystowierstwo niepomiernie górowało nad tradycją Słowian.
.
W tym miejscu nie będę ukrywał, że najbardziej rozpowszechnioną formą pogaństwa propagowaną przez środowiska pogańskie, rodzimowiercze i słowianofilskie jest pogaństwo „schyłkowe”, skażone już kultem posągów bogów i świątyniami pogańskimi. Ale nawet w tej zwyrodniałej, cywilizacyjnie formie pogaństwo słowiańskie nadal niepomiernie górowało 10 wieków temu i nadal góruje obecnie w pozytywnych aspektach nad krystowierstwem. I dlatego cieszy się rosnącą popularnością. Jest też dla mnie sprawą oczywistą, że nie zawrócimy rzeki historii i nie będziemy w stanie patrzeć na świat tak, jak go widzieli nasi pogańscy przodkowie. Nasze umysły i mentalność po prostu zbyt przesiąknięte są cywilizacyjnymi naleciałościami (a raczej śmiećmi). Jesteśmy po prostu zbyt wynaturzeni. I przez to nie wrócimy do stylu życia praprzodków, nie osiągniemy (przynajmniej nie na obecnym etapie) ich duchowości i ich wiedzy. Ale jedno co możemy obecnie zrobić, to właśnie odrzucić obcą, fanatyczną, mściwą nadjordańską antykulturę i powrócić, choćby tylko werbalnie i powierzchownie, do tradycji i kultury Słowian. Nie od razu wszak Kraków zbudowano.
.
I w tym sensie, okaleczeni wprawdzie na duchu cywilizacją (i jednym z jej najgorszych wytworów – krystowierstwem), jesteśmy mimo wszystko poganami. Ułomnymi, ale jednak poganami.
.
Tu dodam osobisty wątek – z faktu, że własnymi siłami wyrwałem się z kajdan nadjordańskiej dżumy i że pomogłem w tym już wielu innym ludziom, czerpię dużo satysfakcji. A gdy pod wpływem jednego zdania znalezionego w Dziupli Błotniaka:
.
„Pod prasłowiańskim zaś dębem, w bezimiennej mogile, spoczywa zapomniany Swarożyc.”
http://dziupla-blotniaka.blogspot.de/2011/09/pielgrzymowac-do-polski.html
.
uświadomiłem sobie własną tożsamość, stałem się świadomym poganinem!
https://opolczykpl.wordpress.com/jestem-poganinem/
.
I gwiżdżę na to, że w propagandzie krystowierców słowo to ma znaczenie wybitnie pejoratywne. Dla mnie ma znaczenie wybitnie pozytywne: dla mnie poganin to ktoś kto albo nie dał się duchowo zniewolić nadjordańskim bredniom, lub ktoś, kto swój umysł, świadomość i Ducha uwolnił z kajdan jahwizmu – obojętnie jakiego odprysku. To ktoś, kto świadomie powrócił do Wiary/Wiedzy Przyrody, a przynajmniej do kultury i tożsamości naszych praojców.
.
Za jedno zdanie muszę pochwalić Danka. Napisał o pogańskiej mądrości:
.
„Pogańska mądrość nakazywała człowiekowi odnalezienie owego porządku, rozpoznanie jego treści i poddanie się jego zasadom jak część całości – odznaczała się holizmem w pojmowaniu świata.”
.
Ale zaraz potem zapędził się i jako mędrców pogańskich przedstawił starożytnych filozofów. Tymczasem mądrość posiadali poganie nie piszący traktatów filozoficznych, żyjący w codziennym stałym i bezpośrednim  kontakcie z Naturą. I znający język Księgi Natury oraz przestrzegający Praw Natury. A nie oderwani od Natury, żyjący w miastach, degenerowani cywilizacją filozofowie, którzy na piedestale ustawili ludzki rozum. Nie człowieka jako takiego – a ludzki, zwłaszcza ich własny, rozum (a raczej ich przyrodzony i ograniczony rozumek). Owszem – niepiśmiennego Sokratesa można jeszcze nazwać mędrcem – ostatnim mędrcem greckim znanym z imienia. Niektórym greckim filozofom udało się niekiedy wypowiedzieć krótką mądrą myśl. Jak Heraklitowi, że panta rhei, że wszystko płynie, czyli że wszystko się zmienia, gdyż świat nie jest niezmienny ani statyczny. Niemniej większość pozostałych jego koncepcji mądością już nie grzeszyła. Były to zwykłe oderwane od życia i Księgi Natury myślowe spekulacje i dywagacje. I tym była cała filozofia starożytna – gdybaniem, spekulacjami  – i dialektyką (a częściej jeszcze erystyką czy wręcz sofistyką). Później, gdy krystowiercy polikwidowali wszystkie pogańskie szkoły filozoficzne i wypędzili naukę i filozofię na banicję, miejsce filozofów zajęli „teologowie”. Sam termin jest bzdurny – teo-logia – nauka o bogu. Ale przecież, zgodnie z jednym z fundamentalnych dogmatów, krystowierczy (żydowski) bóg  nr 1 – „Bóg-Ojciec” jest niepojęty i nieogarniony. Fundamentalna więc logika nakazuje stwierdzić, że skoro jest niepojęty i nieogarniony, to w sumie nic o nim nie możemy ani wiedzieć, ani powiedzieć – no bo przecież jest niepojęty i nieogarniony. A tymczasem, mimo że jest on niepojęty i nieodgadniony, wymyślono teo-logię – naukę o (niepojętym i nieogarnionym) bogu. I nagle okazało się teologowie, wiedzą o nim  wszystko. Choć jest niepojęty i nieogarniony. Rozebrali go wręcz na czynniki pierwsze. Wiedzą np. czego chce (m.in abyśmy nie grzeszyli, byli mu posłuszni i przestrzegali dekalogu i prawa bożego-mojżeszowego-jezusowo-jewangelicznego. Wiedzą, po co stworzył świat (aby pokazać – ciekawe komu – swą moc i potęgę i aby miał gdzie mieszkać człowiek). Wiedzą po co stworzył człowieka (aby człowiek mu służył i ślepo w niego wierzył). Wiedzą jaki jest (niepojęty, nieogarniony, wieczny, nieskończony, nieskończenie dobry, sprawiedliwy, miłosierny i nieskończenie kochający ludzi – z wyłączeniem tych których nienawidzi i każe eksterminować, oraz tych którym nie udzielił łaski „wiary”. Bo wiara nie zależy od woli człowieka – jest łaską bożą. Tak twierdzi teologia! I kto jej od nieskończenie miłosiernego, kochającego i sprawiedliwego nie otrzyma – piekło. Nieposłusznych też ono oczywiście czeka, mimo grzechów odkupienia i nieskończonego boskiego miłosierdzia.
Tak więc teo-logia to tylko wyższa szkoła jazdy na bazie filozofii – gdybanie, dywagacje i pokrętne sofizmaty.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sofizmat
.
Kolejne brednie Danka  w skrócie:
.
„Antyczne pogaństwo cechował kosmocentryzm”
.
Kosmocentryzm był wytworem zdegenerowanej filozofii a nie pogaństwa. Dla pogan świat fizyczny, widzialny, namacalny (kosmos) był tylko częścią i to nie najważniejszą Całości obejmującej ponadto zaświaty (Nawię) i wymiar niematerialnych bytów/bogów (Prawię).
.
„Porównane z tym, co wiadomo o prawdziwym, historycznym pogaństwie [hehehe – znafca „prawdziwego pogaństwa” się znalazł], neopogaństwo ujawnia zupełnie odmienny charakter [bzdura]. W swej istocie sprowadza się ono do oddawania przez człowieka czci samemu sobie, upostaciowionemu w przodkach, plemieniu i jego krwi.”
.
Ideologię więzów krwi, zwłaszcza krwi „białej”, a jeszcze lepiej – „aryjskiej”, prezentuje szowinistyczny i rasistowski wręcz margines politycznego planktonu podszywający się pod pogaństwo, choć z nim nie mający nic wspólnego. Kultura Słowian była przeciwieństwem, „antytezą” szowinizmu i rasizmu. I kultu więzów krwi. Stąd Słowianie pozwalali, pod warunkiem szanowania lokalnej kultury, osiedlać się na ich ziemiach obcym (także nie-Słowianom) i często wchodzili z nimi w związki małżeńskie. Bo już wtedy wiedzieli, że zawieranie małżeństw w obrębie małej lokalnej populacji może być przyczyną wielu chorób i defektów nazywanych obecnie defektami genetycznymi. I stąd cieszyła ich porcja „obcej krwi”. Choć kult związków krwi i kult rodów pojawił się u Słowian – razem z przywleczonym krystowierstwem i feualizmem. Był typowy dla beneficjentów nowego systemu – nielicznej kasty możnowładców. Odcinała się ona od prostego ludu, a ponadto poszczególne rody rywalizowały ze sobą w walce o dostojeństwa, zaszczyty, stanowiska i majętności. W tej zaciekłej konkurencji (i w odcinaniu się od prostego ludu i uciskaniu go) możnowładcy odwoływali się właśnie do związków krwi i do interesów ich rodów (nie zaś plemienia).
.
Oddzielną natomiast i całkiem inną sprawą była u Słowian cześć oddawana przodkomi. Nie było w tym ani odrobiny oddawania czci samemu sobie. Był to wręcz jeden z najważnych elemantów gwarantujących trwałość TRADYCJI, o której wspominał Adam Danek i którą zachwalał i reklamował. Jest oczywiste, że jeśli czci się przodków, to będzie się wiernym wiedzy, obrzędom i zwyczajom – czyli tradycji – jaką po nich dziedziczymy. Gdy przestajemy czcić przodków, znacznie łatwiej odrzucimy czy po prostu zapomnimy przkazywaną przez nich z pokolenia na pokolenie tradycję. Tę typową dla wszystkich pogan cześć oddawaną przodkom odnaleźć można nawet w żydowskim dekalogu w przykazaniu czcij ojca swego i matką swoją. Kto to robi (czci rodziców), nie może lekceważyć także ich ojców i matek – i tak dalej. I tak powstaje przekazywana z pokolenia na pokolenie  tradycja. Można bez wahania stwierdzić, że akurat to przykazanie judaizm żywcem przejął od pogan. Inną sprawą jest natomiast fakt, że domniemany krystowierczy syn boży – Joszue/Jezus akurat to przykazanie permamentnie na łamach jewangelii łamał. I tak, porzucił matkę nie interesując się jej losem. Wyparł się też jej (i rodzeństwa) gdy chcieli z nim porozmawiać:
.
„Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi? I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”
(Mt 12:46-50)
.
Zabronił też uczniowi udziału w pogrzebie jego ojca, choć udział w pogrzebie rodzica jest tradycyjną formą oddania mu czci:
.
„Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!”. Lecz Jezus mu odpowiedział: „Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!”
(Mt 8, 21-22)
.
Na koniec tego tematu zacytuję jeszcze dwie jego nauki łamiące dekalogowe „przykazanie boże” nakazujące oddawanie czci ojcu i matce:
.
„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, vsynową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.”
(Mt 10, 34-36)
.
„Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.”
(Łk 14,26)
.
Takim antyrodzinnym, antyrodzicielskim antytradycjonalistą był jewangeliczny „zbawiciel”, zbawiający z rozumu.
.
Wracam do cytatów Danka…
.
„czy też w bożkach, które z rozmysłem sam dla siebie tworzy”
.
Już o tym wspominałem. Z rozmysłem bożki tworzonio w judaizmie (Jahwe), w krystowierstwie (obok bożka Jahwe bożek Joszue czy bożek Miriam) i w isłamie (przejęty jako bożek Allah bożek Jahwe). A taka np. Matka Ziemia – Mokosz – nie jst bożkiem i nie została ani przez pogan, ani przez „neopogan” z rozmysłem dla siebie stworzona. Ona po prostu JEST! To samo dotyczy i Swarożyca – boskiego Słońca. Ono JEST. Czego o bożku Jahwe z podobną pewnością powiedzieć nie można.
.
„Miejsce kosmocentryzmu zajmuje w nim [w neopogaństwie” – przyp. opolczyk] antropocentryzm.
.
Jak to jest z domniemanym antropocentryzmem u pseudopogańskich szowinistów, po prostu nie wiem. Nie interesuje mnie ich chora, zboczona ideologia. U rzeczywistych pogan w przeszłości i obecnie nie ma go praktycznie wcale. Bo z natury rzeczy antropocentryzm był i jest poganom obcy. U nas w centrum uwagi znajduje się Przyroda, Natura. Ona jest „pępkiem świata”, a my jej podrzędną częścią. Natomias bez wątpienia nie ma bardziej antropocentrycznej ideologii niż judaizm i jego bękart – krystowierstwo. Popatrzmy – dla pogan (nie wliczam do nich filozofów antycznych) człowiek był i jest po prostu częścią Przyrody – i niczym więcej. I miał przestrzegać jej Praw. Sam ich nie stanowił. Natomiast wyjątkowym antropcentryzmem jest właśnie judaizm i krystowierstwo. Wszak wg żydo-biblii człowiek jest stworzony na podobieństwo Elohim.
.
„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył”.
.
W rzeczywistości to autorzy biblii wymyślili Jahwe na obraz i podobieństwo swoje. Tyle że nie podobieństwo fizyczne a charakteriologiczne. Przez to starotestamentowy Jahwe był zawistny, mściwy, podejrzliwy, wciąż się upewniał czy ludzie gorliwie w niego wierzą, wystawiał na próby ich posłuszeństwo, domagał się ślepego posłuszeństwa i służenia sobie – czytaj kapłanom! Tym, którzy tego zwyrodniałego potwora wymyślili i wykreowanego na „boga”.
Dalej – człowiek u judaistów i krystowierców postawiony został nad Przyrodą i nad Ziemią („Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!”). Ziemię, u pogan Boską Matkę Ziemię  miał czynić człowiek sobie poddaną (Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”).
Przy czym krystowierstwo jest jeszcze bardziej obłędnie antropocentryczne niż judaizm. Wg krystowierczej dogmatyki tylko człowiek posiada „duszę” – zwierzęta już nie. Choć w ichnim tzw. „Starym testamencie” oraz w tzw. „Objawiniu” (apokalipsie) w tzw. Nowym Testamencie” stoi inaczej – Jahwe dlatego zabronił (ST) spożywać krwi zabitych zwierząt, gdyż jest ona siedzibą zwierzęcych dusz. Natomiast w apokalipsie poinformował, że podczas jednej z plag zesłanych przez nieskończenie miłosiernego „trzecia część morza stała się krwią i wyginęła w morzu trzecia część stworzeń – te, które mają dusze.”
.
W sumie wg judaizmu i krystowierstwa świat został po to stworzony, aby na końcu Elohim/Jahwe stworzyli/stworzył człowieka panującego nad światem i nad wszystkim pozostałym stworzeniem. Cały wszechświat tylko dlatego istnieje, aby na Ziemi mógł żyć człowiek. Dla niego jest Ziemia, Słońce (aby miał ciepło i jasno), Księżyc i gwiazdy (aby i w nocy cokolwiek widział). I zwierzęta. Ponadto w co wierzą nadal gorliwi katolicy i judaiści, Ziemia, poddana człowiekowi, jest pępkiem wszechświata, a człowiek koroną stworzenia. Jedynym mankamentem tego judaistyczno-krystowierczego antropocentryzmu jest to, że człowiek ma służyć demonowi Jahwe i być mu posłuszny. Ale za to jest na jego podobieństwo i cały świat został oddany jemu w poddaństwo i ma człowiekowi służyć.
.
Jeszcze bardziej megalomański antropocentryzm znajdziemy u krystowierców w doktrynie odkupienia. Mówi ona, że Jahwe tak ukochał człowieka, że zesłał na Ziemię syna swego jednorodzonego, który stał się człowiekiem i umarł dla naszego zbawienia (bez tej krwawej jatki złożonej samemu sobie nieskończenie miłosierny nie chciał człowiekowi odpuścić za Chiny jego grzechów).
W międzyczasie dzięki astronomii i gigantycznym teleskopom wiemy, że widzialną część kosmosu  zapełniają setki miliardów galaktyk, miliardy bilionów gwiazd/Słońc i zapewne kwintyliony odkrywanych dopiero od niedawna egzoplanet. Tylko ktoś zaślepiony może twierdzić wobec ogromu kosmosu, Praw Natury obowiązujących w nim całym, oraz widocznej gołym okiem na „naszej” planecie plenności Życia, że tylko na Ziemi istnieje życie, także to „rozumne” (z dużym wahaniem określam tak gatunek ludzki). I  to wszystko, ten przeogromny kosmos, na jego boskiej głowie ma Jahwe. I mimo to najważniejszą dla niego rzeczą było zbawienie człowieka. Tak jakby nie miał w przeogromnym kosmosie innych równie ważnych, czy nawet ważniejszych spraw i problemów do upilnowania.
.
Kto gdziekolwiek widział równie megalomański, wręcz zwyrodniały antropocentryzm?
.
A przecież kosmos mogą zamieszkiwać miliardy pozaziemskich cywilizacji. I je też Jahwe musiałby mieć na głowie – i na oku. Czy aby wstrętne kosmity np nie cudzołożą. Albo czy nie kłaniają się wstrętnym kosmicznym zielonym „bałwanom” z wyłupiastymi ślepiami i spiczastymi uszami – zamiast jemu. Nawet obecny herszt Watykanu nie wyklucza istnienia kosmitów i zapowiedział, że gotów byłby kosmitę okrzcić:
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/papiez-chce-ochrzcic-kosmitow/qt318b8
.
Ale mimo tej gotowości i dla niego „zbawienie człowieka” jest centralnym wydarzeniem historii wszechświata, a nie tylko  ludzkości. A i tylko człowiek jest stworzony na obraz Jawwe. A nie zielone ludziki z Marsa czy innej Andromedy.
.
Tu pozwolę sobie na pewną dygresję. Załóżmy, że kreacjoniści mają rację i wszechświat powstał w akcie świadomego jednorazowego stworzenia i jest dziełem stwórcy. Czy wobec tego życie „rozumne” stwórca stworzyłby tylko na Ziemi? Wszak, gdyby chciał stworzyć życie tylko na Ziemi, wystarczyłoby mu stworzyć Ziemię, Słońce, Księżyc i jeszcze co najwyżej te parę tysiący gwiazd widocznych w nocy gołym okiem. Dla życia stworzonego przez niego TYLKO na Ziemi to by wystarczyło. Po co więc stwórca stworzył setki miliardów galaktyk, miliardy bilionów Słońc i kwintyliony planet, skoro chciał, aby życie było tylko na Ziemi? Czy ta rozrzutność stwórcy nie zadziwia? To tak jakby na przeogromnej pustyni stworzył miliardy bilionów oaz po to, aby tylko przy jednej z nich zasadzić jedno źdźbło trawy.
.
Hipotetyczny stwórca nie byłby zapewne taki głupi i „rozrzutny” – nie stworzyłby tylu bilionów Słońc i kwintylionów planet, aby tylko na jednej planecie stworzyć życie. Natura też nie jest głupia. Skoro życie powstało na Ziemi, z konieczności istnieje wszędzie tam, gdzie istnieją ku temu odpowiednie warunki.
.
I jeszcze słówko odnośnie „zbawienia”, aby schłodzić rozpalone głowy – krystowierczy dogmat o zbawieniu człowieka dzięki ofierze „zbawiciela” nie oznacza zbawienia wszystkich ludzi. Co to to nie. Wprawdzie nieskończenie miłosierny jest, jak głosi żydokatolicyzm, nieskończenie miłosierny, ale zbawienia dostąpią tylko wybrańcy obdarzeni przez niego łaską wiary. I to pod warunkiem, że będą ponadto ślepo wierzący, ślepo posłuszni i że, jeśli mimo wszystko popełnili grzech śmiertelny (a np. mimowolne zbereźne myśli, czy nawet sny, których nie potrafimy kontrolować to właśnie grzechy śmiertelne), zdążą się przed śmiercią wyspowiadać. I otrzymają rozgrzeszenie. Bo jak nie, to piekło – na całą niekończącą się wieczność. Nieskończone miłosierdzie nieskończenie miłosiernego ma jednak granice…
.
Wracając już, na zakończenie, do wymysłów Adama Danka i komentarza admina X-portalu o pogaństwie, jeszcze raz wyraźnie i jednoznacznie stwierdzam: bezczelność krystowierców rzeczywiście jest bezgraniczna. Uzurpują sobie prawo do orzekania co jest pogaństwem „prawdziwym”, a co „fałszywym”. Umysły mają zaczadzone nadjordańskimi bredniami, o pogaństwie, poza pogardą dla niego, nie mają zielonego pojęcia. A jednak pyszczą o tym tak, jakby byli wszechwiedzącymi. A jeszcze większą niewyobrażalną bezczelnością i brednią jest stawianie przez Danka w jednym „obozie” pogaństwa i krystowierstwa. Przy czym w przekonaniu Danka jest to zapewne, mocno zresztą podejrzana, „nobilitacja” i „rehabilitacja” pogaństwa. Dla mnie jest to zniewagą i obrazą. Jak można ludobójcze krystowierstwo mające na łapskach po pachy krew milionów pogan, a na sumieniu wytępienie i zniszczenie setek kultur pogańskich, jak można wobec tych faktów stawiać pogaństwo i krystowierstwo w jednym obozie. Obozie na dodatek Tradycji. Wszak krystowierstwo robiło co mogło i to już od czwartego wieku, aby tradycję pogańską doszczętnie wytępić. Razem z poganami, jeśli nie chcieli dać się „nawrócić” i okrzcić…
.
No, chyba że Danek na równi stawia pogańskie trwanie przy własnej tradycji i krystowierczą tradycję bezwzględnego tępienia wszystkich tradycji pogańskich. Tyle, że taka krystowiercza „tradycja” jest zbyt zbrodnicza i niszczycielska, aby równać ją z tradycją Słowian. A że jest dodatkowo obca, bzdurna i narzucona siłą, tym bardziej dyskwalifikuje ją to jako ewentualną podstawę do budowy krystowierczej „intelektualnej tożsamości”. Wymagającej wyłączenia intelektu i zastąpienia go ślepą, tępą i bezkrytyczną wiarą w żydowskie wymysły.
.
.
opolczyk

.

.

.

.

Reklamy