Im zawdzięczamy, że wiemy kim jesteśmy…

.

.
(Niniejszy wpis jest ostatnim przed 5-miesięczną przerwą, do jakiej zmuszają mnie sprawy zawodowe. Być może uda mi się wrzucić w czerwcu krótkie notki ku czci obrońców Arkony i z okazji Kupalnocki. Do końca września publikacje zostają zawieszone – opolczyk)
.
W hołdzie tym, którym zawdzięczamy naszą tożsamość!
.
Gdyby wszystko poszło po myśli krystowierców, to nigdy byśmy nie wiedzieli kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Krystowiercy, gdyby mogli, wymazaliby z pamięci wszystko co było pogańskie, słowiańskie, przedkrystowiercze. Dał temu wyraz choćby Gall Anonim pisząc:
.
„Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa…”
.
Jak to się więc stało, że mimo iż krystowiercy chcieli, aby o naszych pogańskich przodkach, ich życiu i kulturze wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków, ono wszak nie zaginęło?
.
– Zawdzięczamy to tym Słowianiom, tym plemionom, które przez ponad pół tysiąca lat walczyły z hordami rzymskich szubieniczników broniąc swojej wolności, tożsamości i kultury. Licząc choćby od pierwszych walk państwa Samona z ultrakatolickim frankijskim Dagobertem I do upadku Arkony na walkach upłynęło Słowianim 540 lat. Kronikarze rzymskiej szubienicy nie mogli więc przez ponad 500 lat przemilczeć Słowian, ich mnogich plemion stawiających im zaciekły opór. Gdyby Słowianie nie bronili się przez tyle wieków zbrojnie, pamięć o nich zaginęłaby w niepamięci wieków. Najdłużej i najbardziej zagorzale opór stawiali Połabianie. Związek Wielecki zadał najeźdźcom niejedną klęskę – choćby w wieleckim Grunwaldzie pod Przecławą w 1056 roku.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/10/bitwa-pod-przeclawa-chwala-i-kleska/
.
Obodryci obronili się przed fanatyczną krucjatą połabską w roku 1147 (u Piastów był to już okres rozbicia dzielnicowego).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata_po%C5%82abska
.
Jako ostatnia padła w roku 1168 Arkona...
.
Nie było drugiego ludu w Europie, który tak długo i zażarcie bronił zbrojnie swojej wolności, tożsamości i kultury jak Słowianie Połabscy. Jedynie Indianie wielkich prerii w Ameryce Północnej i plemiona Mapuczy w Ameryce Południowej (Mapucze na 300 lat zatrzymali u ich granic fanatyczną konkwistę) ich uporem dorównywali Słowianom z Połabia.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/01/mapucze-w-kleszczach-zachodniej-antycywilizacji-2/
.
Ale i tam, gdzie już zapanowała na ziemiach słowiańskich rzymska szubienica, czy to narzucona przez obcych, czy przez własnych renegatów, Słowianie wielokrotnie zrywali się przeciw niej do buntów. Były one znane na Połabiu, u Serbołużyczan, na Morawach, u Czechów, w państwie Piastów, na Węgrzech, na Rusi. Po prostu wszędzie. Nigdzie Słowianie nie pogodzili się bez walki z narzucaną im obcą antykulturą, kultem wisielca, przymusowymi postami, przymusem umartwiania się i przymusem utrzymywaniem pasożytniczych, chciwych, żądnych bogactw i władzy duszpastuchów z krzyżami na piersiach i mieczami w łapskach. Głoszących miłość bliźniego i bezlitośnie bliźnich okaleczających, torturujących i mordujących.
Dlaczego Słowianie zrywali się do tych buntów, choć z wiarygodnych przekazów wiemy, że byli ludem niezwykle tolerancyjnym? Nie znali przecież wojen religijnych i nigdy nikogo nie zmuszali do wiary w słowiańskich bogów. Pozwalali nawet obcym osiedlać się na ich ziemiach i budować własne chramy i świątynie. Nawet krystowiercom na to zezwalali. Ich tolerancja miała wszak jedną nieprzekraczalną granicę – czerwoną linię – po przekroczeniu której koniec był z ich tolerancją. Gdy obcy podnosili łapska na ich święte gaje, święte dęby, gdy burzyli chramy i świątynie, gdy palili posągi wyobrażające słowiańskich bogów – a tak czynili zawsze i wszędzie  wyznawcy nadjordańskich guseł spod znaku rzymskiej szubienicy – wtedy kończyła się słowiańska tolerancja. Wtedy łapali za miecze i topory, za włócznie i łuki i walczyli w obronie własnych bogów, własnych świętych miejsc, własnej kultury i własnej tożsamości. Nie raz ziemia słowiańska spływała krwią ciemiężycieli i najeźdźców. Ale i nie raz płynęła rzekami krew brutalnie pacyfikowanych naszych przodków. Wspominali o tym kronikarze rzymskiej szubienicy, choć niechętnie. Nie lubili przyznawać, że Słowianie zdecydowanie odrzucają ich nadjordańskie gusła.
.
Ale i gdy ustały już otwarte bunty, nadal trwał przez długie, długie wieki opór bierny i uparte naszych przodków trwanie przy własnych bogach i przy własnej kulturze i tożsamości. I to wiemy dzięki kronikarzom oraz różnym oficjalnym dokumentom pisanym przez duszpastuchów. Bulle papieskie (XIII), synody biskupie (XV wiek) oraz biskupie lustracje (XVIII wiek) potępiały nadal utrzymujące się nad Wartą i Wisłą pogaństwo. Prosty lud zmuszano nawet grzywnami pieniężnymi do uczestnictwa w kościelnych gusłach. A mimo to jeszcze w XVIII i XIX wieku całe polskie wsie były pogańskie. Jako ciekawostkę podam, że w Rosji czyste pogaństwo, choć nie słowiańskie a ugrofińskie, wśród Czeremisów przetrwało nawet do dzisiaj.
https://slowianowierstwo.wordpress.com/2017/04/14/ostatni-poganie-europy-w-tej-krainie-wyznawcy-tradycyjnych-kultow-przetrwali-tysiaclecia-az-do-dzisiaj/
.
Wbrew propagandzie krystowierców, a także wbrew poglądom wielu tzw. „naukowców” o kulturze i Wierze/Wiedzy Słowian wiemy bardzo dużo. O tym jak żyli i  jacy byli Słowianie w czasach pogańskich wiemy choćby z niewielu fragmentów wiarygodnych kronik średniowiecznych. Ale są one wystarczające do odtworzenia wielu aspektów życia i kultury Słowian. Nie znali oni despotycznej władzy królów czy cesarzy:
.
„… te plemiona, Sklawinowie [plemiona naddunajskie] i Antowie [plemiona osiadłe między Dniestrem a Dnieprem], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”
.
Podobny system panował u wszystkich plemion słowiańskich, nawet u tych, gdzie znana była instytucja kniazia. Kniaź nie był władcą a reprezentantem starszyzny i można go było na wiecu w dowolnym momencie odwołać obierając innego. Nie znali Słowianie niewolnictwa i panowania jednego człowieka nad innym:
.
„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
.
Byli ludem wysoce etycznym i uczciwym – i to bez „dekalogu”:
.
“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
.
Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że całkiem nie znajdziesz między nimi złodziei lub oszustów.”
.
Oszustwa i złodziejstwa nauczyli się dopiero po tym, gdy ich przymusowo „nawrócono”. Nie znali biedy istniejącej obok bogactwa:
.
„…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”
.
Ten egalitaryzm Słowian potwierdzają także wykopaliska archeologiczne w wielu grodach typu biskupińskiego, w których ani jedno domostwo nie wyróżniało się wielkością i okazałością od pozostałych.
.

.
W tych grodach wszyscy byli sobie równi. Nie uprawiali też Słowianie krwawych ofiar, a tym bardziej z ludzi, o czym łgali krystowierczy kronikarze.
.
„Albowiem Słowianie okazują taką cześć swoim miejscom świętym, że obejścia świątyni nie pozwalają splamić nawet krwią wroga.”
.
Jakże by więc przed posągami bogów w swoich świętych miejscach mogli składać ofiary z ludzi, skoro nie mogli plamić tych świętych miejsce nawet krwią wrogów?
.
Najmniej i zawsze prawie fałszywie pisali kronikarze o panteonie, bogach i Wierze/Wiedzy Słowian, kompletnie jej nie rozumiejąc, a zawzięcie ją tępiąc. Na szczęście po upadku Rzeczypospolitej, gdy wieś jeszcze była pogańska, pojawili się badacze, którzy widząc upadek państwa z powodu degeneracji elit zainteresowali się ludem. I tam odnaleźli i opisali zwyczaje, obrzędy, wierzenia, imiona bogów i inne niematerialne istoty i duchy słowiańskiej kosmogonii. Nie wszyscy mieli odwagę jak Adam Czarnocki (Zorian Dołęga-Chodakowski) jawnie wychwalać pogaństwo przodków i obwiniać krystowierstwo za wyrządzone przezeń szkody („Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi”). Nie chcąc zadzierać z kat. kościołem i z jego fanatykami wymyślili eufemizmy – „tradycja ludowa”, „zwyczaje ludowe” i „wierzenia ludowe”. I pod tymi etykietkami gruntownie opisali całokształt słowiańskich, pogańskich wierzeń, zwyczajów i obrzędów. I stąd znamy całokształt kultury naszych przodków – naszej  kultury. Zresztą badania te ujawniły też, ile zwyczajów i tradycji rzekomo katolickich były przywłaszczonymi zwyczajami i tradycjami pogańskimi. Po zdrapaniu z nich nadjordańskiego pokostu ubogacają one naszą wiedzę o kulturze Słowian.
.
Im wszystkim – wojownikom, buntownikom, ludowi uparcie stojącemu przy własnych bogach i własnej kulturze, badaczom i nielicznym wcześniejszym średniowiecznym kronikarzom ujawniającym obiektywnie prawdziwe oblicze Słowiańszczyzny zawdzięczamy to, że wiedza o kulturze, o świecie Słowian przetrwała do dzisiaj. I co tu ukrywać – ich egalitarny i sprawiedliwy system społeczny, wolność i równość panujące u nich, brak biedaków obok bogaczy i wspólna troska o wspólne dobro należałoby wprowadzić jako system obowiązujący w Polsce. W miejsce coraz bardziej zamorystycznej parodii demokracji – demokratury parlamentarnej – i wszechobecnego wyścigu szczurów z jego dominującą cechą – garstką bogaczy oraz milionowymi rzeszami biedoty walczącej o biologiczny byt i przeżycie.
.
Słowian cechowała nie tylko tolerancja (z wyjątkiem przekroczenia ich czerwonej linii), sprawiedliwy ustrój społeczny, pełna autonomia lokalnych wspólnot, ale i szacunek wobec Przyrody. Słowianie nigdy by nie doprowadzili do katastrof ekologicznych typowych dla współczesnej, zachodniej, chciwej i żądnej zysków cywilizacji. Ponadto kulturę Słowian cechowała afirmacja życia a nie kult wisielca, cierpiętnictwo i umartwianie się mściwemu nadjordańskiemu bożkowi ku upodobaniu.
.
Powróćmy do kultury i systemu społecznego naszych przodków.
.
Pewnie, że cywilizacyjnie Słowianie stali niżej niż cywilizacje starożytne czy średniowieczne. Ale obce były im wszystkie zwyrodnienia, jakie niesie ze sobą każda cywilizacja. Bo choć sam termin „cywilizacja” ma zabarwienie  wybitnie pozytywne, a tzw. „postęp cywilizacyjny” uważany jest za coś dobrego, pożytecznego i pożądanego, to zagładzie ludzkości grozi obecnie najbardziej właśnie jej własny wytwór – cywilizacja – i jej wynalazki.
Cywilizacyjnie stali więc Słowianie niżej niż ludy tzw. „cywilizowane”, co w sumie świadczy na  korzyść Słowian. Tworzyli oni kulturę przedcywilizacyjną. I nią, kulturą, górowali niewyobrażalnie nad światem „cywilizowanenym”, pełnym chciwości, nierówności społecznej, niewolników, wyzysku, ucisku i niesprawiedliwości. Oni żyli w starym przedcywilizacyjnym porządku świata –  o wiele lepszym od wszystkich cywilizacyjnych „wspaniałości”. A już na pewno ich pogański porządek był niewyobrażalnie lepszy od wszystkich wytworów nadjordańskiej cywilizacji, nadjordańskiej anty-kultury z krystowierstwem i żydo-banksteryzmem włącznie.
.
Zamieszczam jeszcze Hołd Słowianom w wykonaniu Kaza Dziamki:
.

.
.
.
.
opolczyk
.
.
PS
W tym miejscu jeszcze raz poruszę sprawę świrów turbolechitów, lechiowierców. Ostatnio na WPS popis dała niepoważna „Matka Polka” (choć nie ona jedna szaleje w internecie wystawiając Słowiańszczyznę na pośmiewisko) wrzucając w kilku kolejnych komentarzach wszystkie te ich lechiowiercze, turbolechickie brednie, łącznie z ich odpowiednikiem „pisma świętego starego lechickiego testamentu” czyli z tzw. „kroniką Prokosza”, rzekomego arcybiskupa.
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/04/28/zydo-media-o-historii-slowian/#comment-29410
.
Jest pewna wspólna cecha łącząca krystowierców i turbolechitów lechiowierców – jest to ślepa, bezrefleksyjna i tępa wiara w lechickie „prawdy objawione”, w lechicką „biblię” i lechickich „proroków”. Ich biblią – „pismem świętym starego lechickiego testamentu” jest właśnie owa „kronika Prokosza”. A on sam jest ich Abrahamem i Mojżeszem. Tyle, że jest to taka sama fałszywka jak żydowski stary testament:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/
.
Gdyby lechiowiercy potrafili jako tako logicznie myśleć, to musieliby postawić sobie powyższe  pytania:
.
– Jak to się stało, że ani jeden kronikarz, ani jeden historyk, nigdy, ani razu, od wieku X do XIX nie powołał się, nie słyszał i nie spotkał się z ową biblią lechiowierców i jej prorokiem – domniemanym jej autorem. Nie przytacza ani jego imienia, ani jego kroniki ani jeden inny kronikarz, ani jeden historyk i nikt nigdy nie słyszał przez 9 wieków ani o Prokoszu, ani o jego „kronice” – aż do roku 1825, gdy „odnaleziona” została owa „kronika” na żydowskim straganie w Lublinie.
.
– Dlaczego Prokosz nie jest wymieniony w spisie ani rzymskich ani bizantyjskich biskupów i arcybiskupów, jeśli był – jak tego chcą lechiowiery – arcybiskupem (a to była w X wieku arcy-ważna funkcja). Jego imię i urząd arcybiskupa musiałyby gdzieś w kronikach figurować – a nie ma o nim nigdzie najmniejszej wzmianki.
.
–  Jak to się stało, że język „oryginalnego rękopisu” owej „kroniki” to nie X-wieczna staropolszczyzna pisana łaciną lub cyrylicą, a polszczyzna XVIII-wieczna, wyrobiona literacko, której w X wieku nikt nie znał, bo jeszcze nie istniała. Ponadto i przede wszystkim w X wieku, kiedy utopijny Prokosz rzekomo pisał ową biblię lechiowierców, nie istniał jeszcze zupełnie polski język pisany. Najstarsze, pierwsze zdanie napisane po staropolsku w roku 1265 w księdze henrykowskiej (cała reszta była po łacinie) autorstwa opata z Henrykowa na Śląsku brzmiało: „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai”. Było to 300 lat po owej rzekomej „kronice”, napisanej rzekomo w X wieku. Nie znana była nawet wtedy litera „j”. No i właśnie – jak to jest – nieznany nikomu, nigdzie nie odnotowany arcybiskup Prokosz, z niczego, od zaraz i w pojedynkę stworzył na bazie alfabetu łacińskiego kompletny alfabet polski, z „polskimi” literami ą, ę, ć, ź.ś.ń, ł, ż, napisał następnie literacko wyrobioną XVIII-wieczą polszczyzną kronikę – i nikt nie przejął od niego tego polskiego alfabetu i polskiego piśmiennictwa? NIKT. Jego wiekopomny wynalazek – polski język pisany zaginął wraz z nim, jego imieniem i jego kroniką na 9 wieków. Ani jeden z jemu poddanych kanoników, proboszczy i hordy mnichów nie przejął od szefa arcybiskupa pisanego języka polskiego! Dlaczego? Dlaczego pisany język polski tworzono pomału, mozolnie, przez cały wiek, ale począwszy dopiero od drugiej połowy wieku XIII, skoro już w X wieku rzekomo istniał i to w wyrobionej literacko formie?
.
Na te pytania powinni odpowiedzieć ślepowiercy, lechiowiercy, wyznawcy proroka Prokosza i jego pisma świętego starego lechickiego testamentu, gdyby potrafili zachować minimum uczciwości intelektualnej (do której niestety jako ślepowiercy nie są zdolni). Ale nie odpowiedzą. Bo nie potrafią logicznie myśleć. A gdyby nawet potrafili to i tak się wykręcą z odpowiedzią, bo musieliby przyznać, że coś z tą kroniką rzeczywiście nie gra. Dlatego jako ślepowiercy będą iść w zaparte – podobnie jak krystowiercy, którzy ślepo i bezrefleksyjne wierzą w jewangelie i boskość ich idola. I wściekle atakują każdego, kto te ich brednie demaskuje.
Pod względem ślepej wiary lechiowiercy ich zaślepieniem i odmóżdżeniem w niczym nie ustępują krystowiercom. I niestety wystawiają Słowiańszczyznę na pośmiewisko, gdyż jak najbardziej uprawnione jest nazywanie ich adekwatnie do katodebili lechiodebilami.
.
.
.
.
Advertisements