Rzecz o tolerancji…

.

…jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…

.

Nie będzie to tekst o tolerancji jako takiej, a o mojej domniemanej nietolerancji. Od kiedy prowadzę niniejszy blog, z jednej strony propaguję słowiańską kulturę, a z drugiej demaskuję zbrodniczość, załganie, hipokryzję oraz wyjątkową szkodliwość żydo-katolicyzmu:
– w aspekcie ludzkim (ogłupianie i duchowe zniewalanie ludzi oraz żerowanie na nich),
– polityczno-państwowym (żerowanie na państwie oraz szkodzenie polskiej racji stanu),
– i kulturowym (niszczenie słowiańskiej kultury zastępowanej nadjordańską anty-kulturą),
.
… z wielu stron padają pod moim adresem oskarżenia o skrajną nietolerancję, fanatyzm, sianie nienawiści wobec katolików a nawet o „opluwanie” katolików i żydo-katolicyzmu. Wszystkie te zarzuty są całkowicie bezpodstwne.
.
Nie zamierzam naturalnie tłumaczyć się, bo tylko winny się tłumaczy. Wykazać chcę jedynie śmieszność, absurdalność, a nawet załganie tych stawianych mi zarzutów.
Co najśmieszniejsze, najliczniejszą grupą zarzucającą mi brak tolerancji są katolicy. Oni jak zwykle nie pamiętają, w jaki to tolerancyjny sposób narzucano światu krystowierstwo i ile dziesiątek milionów ofiar na wszystkich kontynentach ma na sumieniu krystowiercza tolerancja. O prześladowaniach i mordowaniu pogan, innowierców, „heretyków”, „bluźnierców” i „bezbożników”, o cenzurze, inkwizycji, stosach wydają się katolicy nie pamiętać, lub je „usprawiedliwiają”  – że niby były konieczne w obronie ich bzdurnych nadjordańskich wymysłów. Odwołują się też do „tradycji polskiej tolerancji”, której nigdy nie było. Bo już za Chrobrego za złamanie postu wybijano opornym zęby, a w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów kler i fanatycy katoliccy mieli za krótkie łapy, aby jawnie i otwarcie prześladować, a tym bardziej eksterminować protestanckich i prawosławnych magnatów i szlachtę. To tylko dzięki wyjątkowemu systemowi politycznemu Rz’plitej, który czynił szlachtę bez wzglądu na wyznanie suwerenem politycznym i gwarantował jej „wolność szlachecką” – także religijną,  Rz’plita była państwem względnie i tylko  POZORNIE tolerancyjnym. Pozornie, bo chłopstwo było do kościołów zapędzane przymusowo, często pod groźbą kar pieniężnych, a innowiercze mieszczaństwo gnębione było bezkarnymi tumultami religijnymi inspirowanymi przez kler i zakonników, zwłaszcza jezuitów. Jedynie z niekatolicką szlachtą chronioną przywilejami fanatyczni katolicy mieli problemy. Szlachcica nie można było po prostu pobić, spalić lub siłą zapędzić do katolickiej kruchty. Ale i na niekatolicką szlachtę znaleziono metodę – kroczek po kroczku rugowano protestantów i prawosławnych ze wszystkich funkcji i urzędów państwowych, łącznie z Sejmem i Senatem Rzeczypospolitej. Jeśli więc Rz’plita była państwem pozornie tolerancyjnym, w którym nie prześladowano innowierczej szlachty, to nie było to zasługą fanatyzmu katolickiego, a wręcz odwrotnie – było to wbrew woli kleru, jezuitów i sfanatyzowanych katolików. Była to wymuszona ich bezsilnością wobec złotej wolności szlacheckiej „tolerancja”. Gdyby tylko mogli, wszystkich innowierców wybiliby do nogi. A dzisiaj chwalą się „polską tolerancją”, jaką wymusili na katolactwie protestanccy i prawosławni szlachcice i magnaci.
.
Podobną bzdurą jest to, że rzekomo „opluwam” katolików. Jedyne co robię to demaskuję oszustwo żydo-katolicyzmu, jego wielowiekową zbrodniczość, hipokryzję i załganie. I jego szkodliwość – także dla Polski. Demaskuję też załganą mitologię i propagandowe kłamstwa żydo-katolicyzmu. No i właśnie – od kiedy demaskowanie czegokolwiek jest „opluwaniem”? Jeśli ktoś opisuje np. zbrodnie okresu stalinizmu, to czy on „opluwa” stalinizm, czy tylko opisuje jego zbrodniczość? Tu dodam – wielu katolików specjalizuje się właśnie w wyliczaniu, a nawet w zawyżaniu zbrodni stalinowskich (lub ich przeinaczaniu i przypisywaniu ich np. Rosjanom)? Dlaczego im nikt nie zarzuca tego, że „opluwają” stalinizm? A gdy ja opisuję zbrodniczość katolicyzmu to nagle jest to „opluwaniem” katolików? Dlaczego? Dlaczego nie stosuje się tych samych kryteriów wobec katolików demaskujących zbrodnie stalinizmu i mnie demaskującego zbrodnie katolicyzmu? Dlaczego jedne zbrodnie można i należy demaskować, a demaskowanie innych, tylko dlatego że są katolickie, ma być „opluwaniem” katolików?
.
Jeszcze większe zdziwienie powinno wywołać to, że równie gorliwie o „sianie nienawiści” i brak „tolerancji” oskarżany jestem przez różnych rodzimowierców i „pseudo-rodzimowierców”. I to z różnych rodzimowierczych związków i organizacji. Tu chcę najpierw wyjaśnić, dlaczego użyłem terminu „pseudo-rodzimowiercy”. Rzecz jest w tym, że do całego szeregu rodzimowierczych grup i związków przyjmowani są także praktykujący katolicy. Tak więc istnieje rzeczywiście grupa katolików – „pseudo-rodzimowierców”, rozsianych po różnych związkach, które nie domagają się od katolickich członków apostazji. Naturalnie, może to na pierwszy rzut oka wyglądać na przepiękny przykład słowiańskiej tolerancji, tyle że nie ma z nią absolutnie nic wspólnego, za to niesie ze sobie różne zagrożenia. Nie przeczę w tym miejscu, że mogą zdarzyć się „niedzielni” katolicy, b. słabo związani z kk, których rzeczywiście interesuje kultura i tradycja słowiańska, i którzy szczerze chcą ją poznać i w niej uczestniczyć. Tego naprawdę nie wykluczam. Ale nie ma pewności, że dotyczy to wszystkich katolików – „pseudo-rodzimowierców”. Niejeden z nich może być po prostu nasłaną wtyką. I niejeden z nich systematycznie lata do konfesjonału najpierw wyspowiadać się duszpastuchowi z ciężkiego grzechu udziału w gusłach ku czci pogańskich „bałwanów”, a po uzyskaniu rozgrzeszenia melduje duszpastuchowi, co w pogańskiej trawie piszczy i na koniec otrzymuje nowe instrukcje. Mogą one dotyczyć np. powolnego przejmowania przez katolików – „pseudo-rodzimowierców” inicjatywy, a następnie kierownictwa w związkach rodzimowierczych, oraz powolnego katoliczenia obrzędów i panteonu. Nie zdziwię się gdy wśród rodzimowierców podczas obrzędów obok Swarożycy pojawi się rzymska szubienica, a obok posągu Mokoszy obraz „matki boskiej cząstochowskiej”. Jeśli którykolwiek z zrzeczywistych rodzimowierców uważa, że kk i fundamentaliści katoliccy pogodzili się z odradzającym się w Polsce pogaństwem to są naiwni jak małe dzieci. Powinni wiedzieć, że wszędzie tam, gdzie żydo-katolicyzm postawił jego buciora i się zakorzenił, będzie bronił żydo-katolicyzmu do ostatniego poganina. A w razie konieczności nawet do ostatniego katolikopolaka.
.
Naturalnie – tolerancja rodzimowierców okazywana katolikom byłaby godna pochwały, ale tylko w tym przypadku, gdyby mogli liczyć na ich wzajemność. W przeciwnym przypadku nie jest ich postępowanie tolerancją a kunktatorstwem i kapitulanctwem. Owszem, wiem – i to doskonale – że Słowianie byli tolerancyjni. Nie prowadzili nigdy wojen religijnych, nie nawracali na siłę nikogo. Pozwalali nawet obcym, w tym i krystowiercom, osiedlać się na ich ziemiach i budować krystowiercze kościoły. Ale i ich tolerancja miała ściśle wyznaczoną granicę – czerwoną linię – której przekroczenie skutkowało łapaniem ze miecze i topory. Gdy obcy ją przekroczyli, koniec był ze słowiańską tolerancją. Wielokrotnie przekonywali się o tym krystowierczy inwazorzy i zaborcy. Znamy z historii takich Słowian, którzy woleli zginąć, niż ugiąć się przed rzymską szubienicą i zdradzić własnych bogów.
.
Jeśli więc różni rodzimowiercy zarzucają mi „sianie nienawiści” i brak „tolerancji”, to to samo powinni zarzucać naszym przodkom, szczególnie zaś tym którzy:
.
– w państwie pierszych Piastów na tyle byli zaślepieni nienawiścią i nietolerancją, że wielokrotnie wzniecali bunty antykościelne, zamiast okazać braterską miłość i tolerancję i pozwolić krystowiercom dać się pokornie skatoliczyć;
.
– na Mazowszu pod wodzą Masława, kierowani nienawiścią i nietolerancją bronili Mazowsza przed hordami krystowierców pod wodzą mnicha Kazimierza Odszczepieńca, zamiast okazać braterską miłość i tolerancję, poddać się bez walki  i pozwolić im dać się pokornie skatoliczyć;
.
– zaślepieni nienawiścią i nietolerancją bronili Arkony przez cztery tygodnie przed hordami rzymskich szbieniczników, zamiast poddać się bez walki, oddać krystowiercom Arkonę, pozwolić im spalić świątynię i posąg Świętowita oraz pozwolić im dać się pokornie skatoliczyć;
.
– zaślepieni nienawiścią i nietolerancją stawili zbrojny opór pełnej miłości bliźniego krucjacie połabskiej, zamiast okazując miłość braterską i tolerancję poddać się, wydać ich ziemie rzymskim szubienicznikom  i pozwolić im dać się pokornie skatoliczyć.
.
Podobnych przykładów mógłbym podać setki. W tym miejscu zarzuci mi ktoś – przecież to demagogia. To historia sprzed 8-10 wieków. Zgoda. To już historia. Tyle że czas nie gra tu żadnej roli. Fundamentalizm katolicki nie zmienił się w tym czasie oni o jotę. Ich pełen pogardy i nienawiści do pogaństwa stosunek także jest dokładnie taki sam jak wtedy – 8-10 wieków temu. Zmieniło się w międzyczasie jedynie to, że katolicy nie posiadają takiej władzy politycznej i stojącej na jej usługi siły militarnej, jaką mieli wówczas. Niemniej, gdyby tylko mogli, tępiliby pogaństwo z takim samym fanatyzmem jak wtedy. Oczywiście nie wszyscy – większość katolików w Polsce to tzw. „niedzielni katolicy”, „wierzący-niepraktykujący” i „praktykujący-niewierzący”, którym katolicyzm tak naprawdę po prostu wisi. Ale nadal jest licząca ze 2-4 miliony owieczek rzesza fundamentalistów – plus kler. I oni nigdy pogaństwa w Polsce nie zaakceptują. Walka z nimi, nie z naszej i nie z moje winy i woli, a z powodu ich fanatyzmu, jest i nadal będzie równie zażarta jak tamta – 8-10 wieków temu. Choć prowadzona będzie innymi metodami. I nie dlatego, że to my, czy że ja jestem fanatykiem, a dlatego że to oni nie zamierzają tolerować pogaństwa na okupowanej przez ich ukochaną rzymską szubienicę słowiańskiej ziemi. Czy chcemy czy nie, oni zmuszą prędzej czy później pogan-rodzimowierców do walki (już to zresztą robią). Bo oni sami nie ustąpią i nie zaakceptują pogaństwa w Polsce. Nasi przodkowie wiedzieli, dlaczego, choć sami byli tolerancyjni, musieli walczyć z krystowiercami. Oni znali skrajną nietolerancję rzymskiej szubienicy, którą boleśnie doświadczyli na własnej skórze, i która nigdy nie zaakceptuje współistnienia obok siebie „bałwochwalców” – jak nas pogardliwie krystowiercy nazywają. Choć sami czczą żydowskie kukły i bałwany.
.
Przypomnę owym tolerastom rodzimowierczym skandaliczne wymuszenie na schronisku PTTK na Ślęży usunięcia posągu Świętowita, bo kłuł w ślepia katolactfo i duszpastucha z Sulistrowic. Nie pomógł nawet napisany przez oszołomstwo i podpisany przez ponad 1300 osób list protestacyjny do herszta Watykanu Franka i wrocławskiego arcypastucha. Przypomnę też  niedawne groźby spalenia planowanej przez Watrę świątyni we Wrocławiu:
.
OD REDAKCJI TENETE TRADITIONES: Wszystko co pogańskie należy unicestwić! Tylko jedna, prawdziwa, Święta Wiara Rzymsko-Katolicka może przynieść tej ziemi pokój, a nasze dusze doprowadzić do wiecznego zbawienia. DEUS VULT !!!

 
Jak tylko powstanie – spalić!!!

http://kin-rchristusrex.blogspot.de/2016/12/skandal-we-wrocawiu-powstanie-pierwsza.html

Nie tylko grożono jej spaleniem – wrocławskie fanatyczne katolactfo chce w ogóle zablokować budowę tej świątyni i w ogóle nie dopuścić do niej. Przypomnę też różne nadal mające miejsca w Polsce próby katoliczenia lub re-katoliczenia świętych pogańskich miejsc, zwłaszcza świętych gór i wzgórzy. A tymczasem kapitulanncy rodzimowiercy licytują się między sobą o to, kto z nich jest bardziej wobec katolactfa tolerancyjny. I umizgują się katolactfu chcąc zasłużyć na pochwałę. Naiwni łudzą się pewnie, że fundamentalistyczni katolicy odpłacą im taką samą tolerancją.
.

Tak jak nie pogodzi się ognia z wodą, tak nie będzie nigdy zgody i pokoju między pogaństwem a katolicyzmem. I to nie z winy pogaństwa. To katolicy nigdy nie zaakceptują pogaństwa obok siebie. I będą je tępić. A jako że obecnie krajem rządzi katolicki PiSrael, a największymi ałtorytetami moralnymi są były herszt Watykanu, koleś globalisty Brzezińskiego, JP nr 2 i rebe Rydzyk, można się spodziewać stopniowego przykręcania katolickiej śruby, co nie ominie i rodzimowierców. Oby nie obudzili się z ich tolerancją z ręką, albo i głową w katolickim nocniku.
.

Gdybym posiadał szmat ziemi i miał na nim własny święty pogański gaj, bez wahania pozwoliłbym w pobliżu posadzić własny święty gaj, lub postawić pogańską świątynię poganom ze Skandynawii, Islandi, Anglii, Niemiec, Grecji, Rosji, Ukrainy, Ameryki, Indii, Chin, a nawet z Izraela – gdyż i tam istnieją grupki pogan kultywujących wolne od szowinizmu przedjudaistyczne semickie pogańskie tradycje. Tolerancja Słowian i ogólniej pogan polegała na tym, że każda grupa etniczna, każde wręcz plemię posiadało własnych bogów, ale w pełni akceptowali oni to, że inni pogania mają innych, własnych bogów. Co więcej – poganie uważali obcych bogów za równie realnych i prawdziwych jak swoich własnych. I wychodzili z prostego założenia – my mamy naszych bogów – wy waszych. My czcimy naszych – wy waszych. My wam nie narzucamy naszych – wy nam nie narzucacie waszych. I tak trwało to całe tysiąclecia. I stąd wiem, że jeśli obcym poganom pozwolę się osiedlić obok mojego świętego gaju, okażą mu należny szacunek i nie podniosą na niego ręki.  Natomiast nigdy nie pozwoliłbym osiedlić się na mojej ziemi rzymskim szubienicznikom.Bo zbyt dobrze z historii wiem, jak by to się skończyło. Ledwo by wkopali w ziemię ich rzymską szubienicę, natychmiast domagaliby się zrąbania moich świętych drzew i zakazania mi kultu pogańskich „bałwanów”. Tak postępowali ci fanatycy zawsze i wszędzie. Tolerancja u pogan, także u Słowian, miała wiele tysięcy lat tradycji. Skończyła się, gdy  nadciągnęła nad ich granice fanatyczna i nietolerancyjna rzymska szubienica. Która jedynie żydowskie bałwany uznawała za jedynych prawdziwych bogów, a wszystko co niekrystowiercze, nienadjordańskie, zawzięcie tępiła. I nadal chce to robić, tyle że na nasze szczęście nie ma obecnie (obym źle nie wykrakał) wystarczającej władzy politycznej.
.
Zgody pomiędzy krystowierstwem a pogańską kulturą słowiańską nigdy nie będzie. I to nie z winy mojej czy ogólniej mówiąc pogańskiej. Jak już powyżej stwierdziłem – każdemu poganinowi pozwoliłbym obok mojego świętego gaju postawić jego pogańską świątynię. I z żadnym nie wiódłbym sporów. On czciły swych bogów, a ja naszych, słowiańskich. Więcej nawet – ja szanowałbym jego bogów jak i on moich. Pod tym względem w niczym nie różnię się od naszych przodków. Ale też nie różnię się od nich moim stosunkiem do rzymskiej szubienicy. Wiem, że jest śmiertelnym wrogiem naszej słowiańskiej pogańskiej kultury. Wiem, że chce ją zniszczyć, zetrzeć z powierzchni ziemi i zastąpić ją nadjorańskimi bałwanami, gusłami, wymysłami i żydogenną anty-kulturą. I stąd nigdy nie przyjdzie mi do głowy, aby szukać z nią porozumienia. Dlatego, że z nią nie jest możliwe porozumienie, układ ani jakikolwiek modus vivendi. Bo w jej oczach takich jak my bezwzględnie należy wytępić jak dzikie szkodliwe zwierzęta.
.

Naiwni  rodzimowiercy widzą to inaczej. Mają do tego zresztą pełne prawo. Ale nigdy nie skłonią mnie do bratania się z nadjordańską dżumą, chcącą nas po prostu „nawrócić”, wybić lub w jakikolwiek inny sposób unicestwić. Nie dam się nabrać na naiwne i bezmyślne toleranctwo bez szans na rzeczywistą wzajemność. Zbyt dobrze znam zaciętość, nieustępliwość, mściwość, fanatyzm i nienawiść fundamentalizmu katolickiego do wszystkiego co niekatolickie, a zwłaszcza do wszystkiego co pogańskie, aby mieć jakiekolwiek wątpliwości co do ich zamiarów wobec odradzającego się pogaństwa. I dlatego na naiwne i skazane na porażkę toleranctfo rodzimowierców nie dam się nakłonić. Zbyt cenię bohaterstwo tych, którzy bronili Arkony…
.
Na koniec pozwolę sobie na kolejną porcję „nienawiści”, „nietolerancji” i „opluwania” katolików. Zamieszczam niniejszym grafikę, jaką w jedej z dyskusji u niego na blogu umieścił Przemex:
.
.
Umieściłem pod nią własny komentarz:
.
Tzw. „krystianizacja” obu Ameryk czyli ich podbój i zniewolenie okupione zostało dziesiątkami milionów indiańskich ofiar barbarzyństwa krystowierców. Opornych Indian mordowano, a z reszty robiono niewolników – lub jak w usraelu zapędzano na powolną agonię do tzw. „rezerwatów”. Eksterminację Indian zwiększały jeszcze bardziej przywleczone choroby, głód i mordercze warunki niewolniczej pracy, do jakiej Indian, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej – skatoliczonej pod patronatem papiestwa, zapędzano. Z konieczności ubytki wśród eksterminowanej ludności indiańskiej uzupełniano dowożonymi z Afryki czarnymi niewolnikami. Tak więc to gigantyczne krystowiercze ludobójstwo trwające kilka wieków dotknęło nie tylko Indian, ale i Afrykańczyków.

I pomyśleć, że ten biały krystowierczy motłoch głosił przez cały ten czas hasła miłości bliźniego.

A już szczytem krystowierczego cynizmu i załgania było świętowanie przez rzymską szubienicę roku 1992 jako wielkiej rocznicy „500 lat krystianizacji Ameryki”. O dziesiątkach milionów jej ofiar, o babrarzyństwie rzymskich szubieniczników, o eksterminacji Indian i Czarnych, o wielowiekowym zniewoleniu, o zniszczeniu wielu pogańskich kultur – o tym naturalnie rzekomo głoszący i kochający prawdę obłudnicy krystowiercy nie wspomnieli ani słowem. A ówczesny herszt Watykanu, santo subito JP nr 2, odbył nawet specjalną „pielgrzymkę ” do Dominikany dla uczczenia tego gigantycznego krystowierczego ludobójstwa nazywanego „krystianizacją”. A jeszcze wcześniej, w 1980 roku ludobójcę jezuitę José de Anchietę oficjanie ustanowił „apostołem Brazylii” i go beatyfikował (a jeszcze później jezuita Franciszek go kanonizował). W ten sposób za sprawą katolickiej hipokryzji i załgania potomkowie mordowanych i zniewalanych Indian brazylijskich modlą się do oprawcy ich przodków, uważając go za „patrona”.

Czyż można sobie wyobrazić jeszcze większe załganie i hipokryzję?”

.

Oczywiście, wiem i o tym, że za największą ilość ofiar wśród Indian winę ponoszą epidemie. Tyle że niekiedy były one wywoływane celowo. Były świadomie stosowaną bronią biologiczną, zwłaszcza w usraelu. Choć nie tylko tam. Ponadto, gdyby nie głód i wycieńczenie niewolniczą pracą, same epidemie nie byłyby aż tak katastrofalne. Ale niewolników wycieńczonych głodem i ciężką harówką nawet niegroźne w normalnych warunkach choroby po prostu masowo zabijały. A ich poganiacze i właściciele, głoszący miłość bliźniego, zamiast poprawić ich byt i wyżywienie, kupowali nowych niewolników. Bo było to tańsze.

.

I teraz mam pytanie do moich krytyków, tych wszystkich nienawistników, także tych z grup rodzimowierców – czy powyższa grafika i mój komentarz jest demaskowaniem zbrodniczości krystowierstwa czy też „sianiem nienawiści”, „nietolerancją” i „opluwaniem” żydo-katolików?

.

.

.

opolczyk

.

.

.

.

Advertisements