Wielkanocna opowieść – spisek „zmartwychwstania”…

.

.
W roku 3961 żydowskiego kalendarza (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kalendarz_%C5%BCydowski#Rachuba_lat), w jakiś czas po śmierci ostatniego jewangelisty Judy syna Izraela, nazwanego na użytek gojów Janem, w przeznaczonej dla zasłużonych sług judaizmu ekskluzywnej części szeolu (https://pl.wikipedia.org/wiki/Szeol), żydowskiego sektora zaświatów błędnie utożsamianego z piekłem, znajdującego się w jednym z najniższych zaświatowych pierścieni, spotkali się przywódca spiskowców, podstępny faryzeusz Saul znany bardziej jako „św. Paweł”, oraz cała czwórka jego podkomendnych –  autorów jewangelii kanonicznych: Mordechaj ben Izaak (syn Izaaka) nazwany jewangelistą Markiem, Mojżesz ben Dawid nazwany jewangelistą Mateuszem, Lewi ben Abraham nazwany jewangelistą Łukaszem i wspomniany już wcześniej, ostatni jewangelista – Juda ben Izrael. Miejscem spotkania była (będąca jak prawie wszystko w zaświatach myślotworem sprawiającym wrażenie rzeczywistości) weranda wygodnej willi faryzeusza Saula-Szawła-Pawła, którego po śmierci wyznaczeni przez niego następcy okrzyknęli Apostołem Narodów. I to on podniesionym głosem i ostrymi wyrzutami rozpoczął spotkanie.
– Czyście ludzie poszaleli? To po to narażałem się, udałem oślepienie mnie z nieba przez tego galilejskiego włóczykija, po to udawałem krystowiercę i pozwalałem spoufalać się z sobą motłochowi z przeklętej sekty galilejczyka, po to podróżowałem po świecie i agitowałem wśród rzymskich nieczystych nieobrzezanych wieprzy za tym, aby galilejczyka uznali messiasem, krystem i synem Najwyższego i po to naraziłem się na więzienie, procesy przed czcigodnym Sanhedrynem i rzymskim nieobrzezanym wieprzem prokuratorem, abyście wy sknocili zlecone wam zadanie?
Rozdrażniony Saul zamilkł, milczeli też jego podkomendni.
– Tyle razy was pouczałem – kontynuował Saul po chwili milczenia – że jewangelie muszą być spreparowane sprytnie, podstępnie i dobrze; tak aby nieczyte nieobrzezane goje nie domyślili się w nich naszego oszustwa. Nasz lud wybrany kapłani Najwyższego uprzedzili naturalnie, że to lipa i nasi nie dadzą się nabrać. Ale goje muszą w jewangelie uwierzyć, gdyż inaczej nigdy nad nimi nie zdobędziemy dominacji. A jak mogą goje uwierzyć w jewangelie, skoro wszystko spartaczyliście. Tylko głupi i ślepy nie dostrzeże w waszych jewangeliach tych wszystkich sprzeczności i niedorzeczności. Po co pisaliście, że galilejczyk zabronił iść jego hołocie do nieczystych pogan (Nie idźcie do pogan”… – Mt 10, 5)? Po co pisaliście, że Joszue przyszedł tylko do owiec z domu Izraela (Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” – Mt 15, 24)? Przecież jewangelie są dla pogan, nieczystych gojów. Ich należy oszukać. I dlatego w jewangeliach miało być napisane, że przyszedł on właśnie do nich, aby ich „zbawić”
– Z rozumu… – wyrwało się Mordechajowi, milczącemu dotychczas, podobnie jak pozostali jewangeliści, ze strachu przed gniewem dowódcy. Mimo napięcia wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem i rechotali tak dłuższą chwilę trzymając się za brzuchy.
– Oczywiście że z rozumu, bo jak inaczej moglibyśmy nad nimi zapanować – potwierdził poważnie Saul – jewangelie czyli żydowska dobra nowina mają oduczyć ich samodzielnego myślenia; mają ślepo wierzyć we wszystko, co nasi liderzy udający wyznawców krysta podsuną im jako prawdę objawioną. Zniewolić musimy ich umysły i ich ducha – inaczej nie zapanujemy nad nimi na całej Ziemi. Ale wracając do sprawy – jak mogliście tak sknocić opisy owego – Saul w tym momencie sam zaśmiał się na głos – „zmartwychwstania”. Przecież to kluczowy element wykreowania nieobrzezanym gojom tego galilejskiego włóczykija i nieudacznika na krysta i syna Najwyższego.
Saul zamilkł a po chwili odezwał się Mordechaj ben Izaak (jew. Marek), najstarszy z jego podkomendnych jewangelistów:
– Niezwykle czcigodny faryzeuszu Saulu. Jak sam wiesz, gdy wezwałeś nas do stawienia się przed twoim czcigodnym obliczem, my wszyscy, jako wierni wyznawcy Najwyższego, byliśmy wtedy od dziesięciu lat ślubowaniem nazirejskim (https://pl.wikipedia.org/wiki/Nazireat) zobowiązani do powstrzymywania się od spożywania wina. Na twoje polecenie, aby nie odróżniać się od garstki galilejskiego motłochu z sekty Joszue, którzy żłopali wińsko na okrągło, będąc przekoni, że to jego krew, także i my podczas naszego spotkania z tobą piliśmy wino. Ale że od niego przez tyle lat odwykliśmy, dlatego z twoich mądrych instrukcji nie wszystko zapamiętaliśmy tak, jak nam to przykazałeś. Po prostu za mocno podczas rozmowy z tobą zaszumiało nam w głowach…
– Zaszumiało wam w głowach – ryknął Saul! – Wam się filmy pourywały, pętaki, patałachy, durnie. Co wam mówiłem, jak mieliście opisać „zmartwychwstanie”? Tylko Mojżesz ben Dawid na samym początku napisał choć odrobinę z tego, co wam nakazałem, ale i on całą resztę sknocił. Mówiłem wam – „zmartwychwstanie”, hehehe, galilejczyka – musi ukazać potęgę Najwyższego, musi być mrożące krew w żyłach. Tylko wzbudzeniem śmiertelnego strachu przed potęgą Najwyższego można motłoch trzymać w ryzach i posłuszeństwie. Motłoch nie musi Najwyższego kochać – ale musi się go bać. Wtedy nam jako jego przedstawicielom będzie posłuszny. Z nieobrzezanymi gojami ma być tak samo. Najpierw należy przerazić ich wizją okropnego piekła – i to w jewangeliach zrobiliście jako tako pisząc w wymyślonych przypowieściach galilejskiego włóczykija o piekielnym ogniu nieugaszonym, w którym na wieczność wylądują nieposłuszni. Potem należało im opisać wspaniałości nieba, co zgodnie z moimi instrukcjami zrobiliście, choć i to nie najlepiej. Miało być więcej opisów grozy piekła i wspaniałości i szczęśliwości nieba. To jest jedyna droga do panowania nad motłochem, obojętnie czy naszym własnym, czy nieobrzezanymi gojami – wzbudzić należy przerażenie i strach przed piekłem i obiecać im za posłuszeństwo niebo. A przy opisie – tu Saul ponownie zachichotał – „zmartwychwstania” – należało pokazać przede wszystkim potęgą Najwyższego. Jak wam mówiłem: najpierw miało być wielkie trzesienie ziemi i wielka wichura i burza. Ziemia miała pękać a niebo drżeć. Potem miał być ogień idący z nieba, potężne głosy anielskich trąb i wszyscy archaniołowie zgromadzeni być mieli przy grobie na powitanie – tu znów parsknął śmiechem – „zmartwychwstałego zbawiciela” nieobrzezanych pogańskich wieprzy. A straż rzymska miała oniemieć ze strachu widząc cuda i potęgę Najwyższego. I do grobu miała przyjść cała sekta tego galilejskiego obszarpańca – wszyscy jedenastu. Baby zaś miały być tylko dwie – jego matka Miriam i kochanka Magdalena. I miały iść co najmniej 7 kroków za mężczyznami, aby ich nie zanieczyścić. Szły niby tylko po to, aby jako służebnice namaścić zwłoki galilejczyka, pod nadzorem mężczyzn. Co jednak wobec jego – tu kolejny raz zachichotał – „zmartwychwstania” – miało okazać się ostatecznie zbyteczne. I na tym rola bab miała być skończona. A wy tak wszystko sknociliście, że aż mnie złość bierze. W tych waszych opisach – mimo złości znów zachichotał – „zmartwychwstania”, baby są ważniejsze niż mężczyźni. A przecież sektą krystowierców mają rządzić wyłącznie mężczyźni, bo baby wszystko by spieprzyły. Sami wiecie, są za miękkie, płaczliwe i litościwe. Sektę zaś trzeba trzymać za pysk twardą ręką i strachem przed gniewem Najwyższego. I co, że gojom wmawiamy, że jest nieskończenie dobry i miłosierny? Niech w to wierzą. Ale bać się go muszą, bo inaczej nad nimi nie zapanujemy. Tylko strachem utrzymać można motłoch w ryzach. Dlatego w dziejach apostolskich kazałem umieścić uśmiercenie Ananiasza i Safiry za to, że nie oddali kierownictwu sekty wszyskich pieniędzy za sprzedaż majątku, za co niby Najwyższy pokarał ich natychmiastową śmiercią. I zakończyłem tę bajkę słowami: „Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli” (http://www.nonpossumus.pl/ps/Dz/5.php). A zrobiłem to tylko dlatego, bo tylko strachem można motłoch trzymać w ślepym posłuszeństwie. Gdy później odwiedziłem Ananiasza i Safirę, którzy pod zmienionymi imionami zamieszkali po ich domniemanej „śmierci” w luksusowej willi na Sycylii, mieliśmy ubaw po pachy. Oni na zawsze znajdą się w piśmie świętym dla gojów jako ofiary gniewu Jahwe-Boga-Ojca, a strach przed jego gniewem rzeczywiście zadziałał – od tamtej zmyły wszyscy w sekcie co do ostatniego szekla oddawali nam – kierownictwu sekty – pieniądze.
.
Słuchając końcówki opowieści Saula o oszustwie z Ananiaszem i Safirą jewangeliści roześmiali się, ale po chwili zapanowało ponownie milczenie. Przerwał je wreszcie faryzeusz Saul mówiąc:
.
– O trzęsieniu ziemi przy – hehehe – „zmartwychwstaniu” – pamiętał tylko Mojżesz ben Dawid. Choć opisał je za mało groźnie, nie ukazując ani całej potęgi Najwyższego, ani znaczenia tego – hehehe – „zmartwychwstania”. I tylko on wspomniał o rzymskich strażnikach sparaliżowanych strachem przed dziejącymi się na ich oczach cudami. Reszta was, patałachy, zapomniała i o trzęsieniu ziemi, i o znakach z nieba, i o strażnikach. A i Mojżesz całą resztę tego nieszczęsnego „zmartwychwstania” spartaczył. Po co pisał, że babom ukazał się Anioł Pański i z nimi rozmawiał? On miał rozmawiać tylko z mężczyznami z sekty galilejczyka, a nie z babami. One miały stać z tyłu i pokornie słuchać. Wam tylko baby w głowach. Wszystko spieprzyliście. Przecież jak goje zaczną czytać te wasze opisy „zmartwychwstania” (pierwszy raz mocno rozgniewany Saul nie zaśmiał się przy tym słowie), to pomyślą, że każdy z was opisywał „zmartwychwstanie” innego krysta. Albo że on „zmartwychwstał” cztery razy pod rząd, za każdym razem inaczej. Te wasze opisy kupy się nie trzymają. A ja tyle czasu pracowałem nad podstępem ze „zmartwychwstaniem”, mającym kluczowe znaczenie dla naszego spisku. I wy to spartaczyliście! Patrzcie: o trzęsieniu ziemi i o strażnikach pisze tylko Mojżesz. Reszta o tym nie wspomina. I zaczynają wszyscy od bab, ale każdy inaczej:
.
– Mojżesz ben Dawid (jew. Mateusz) pisze, że poszły tam Maria Magdalena i druga Maria.
http://www.nonpossumus.pl/ps/Mt/28.php
– Mordechaj ben Izaak (jew. Marek) pisze, że do grobu poszły Maria Magdalena, Maria – matka Jakuba i Salome;
http://www.nonpossumus.pl/ps/Mk/16.php
– Lewi ben Abraham (jew. Łukasz) pisze, że były to Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi.
http://www.nonpossumus.pl/ps/Lk/24.php
– A Juda ben Izrael (jew. Jan) pisze, że do grobu poszła samotnie tylko Magda Magdalena.
http://www.nonpossumus.pl/ps/J/20.php
.
A potem pleciecie jeszcze większe głupoty i dalej każdy inaczej:
.
– Mojżesz pisze, że dwóm Mariom ukazał się przy pustym grobie Anioł Pański.
– Mordechaj pisze, że Magdalena, Maria i Salome przy pustym grobie ujrzały jednego młodzieńca.
– Lewi pisze, że dwóm Mariom, Joannie i innym kobietom przy grobie ukazało się dwóch mężczyzn w lśniących szatach.
– A Juda pisze, że Magdalena nie ujrzała nikogo przy pustym gróbie i pobiegła do strachajły Szymona i jakiegoś drugiego kolesia z sekty Joszue. A potem dalej wypisywaliście kolejne bzdury i dalej każdy inne.
.
– Mojżesz pisze, że dwie Marie poinformowane przez Anioła o „zmartwychwstaniu” pobiegły oznajmić to uczniom Joszue, którzy w ich relację uwierzyli. Ponadto przekazały im polecenie Joszue, aby wrócili do Galilei, gdzie się spotkają.
– Mordechaj pisze, że przestraszone Magdalena, Maria i Salome wróciły i ukryły się w domu i nikomu o niczym nie powiedziały, choć młodzieniec przy grobie kazał im powiadomić o hehehe – „zmartwychwstaniu”–  sektę galilejczyka.
– Lewi pisze, że wiele kobiet spod grobu poszło do uczniów i przekazało im wieść otrzymaną od  dwóch mężczyzn w lśniących szatach o „zmartwychwstaniu”, ale uczniowie w to nie uwierzyli uważając relacje bab za czczą gadaninę. I że jedynie nadgoliwy teraz strachajło Szymon/Piotr poleciał do grobu sprawdzić, czy jest rzeczywiście pusty.
– A Juda pisze, że po informacji Marii Magdaleny, która przy pustym grobie nikogo nie widziała, pobiegli do grobu strachajło Szymon/Piotr i drugi uczeń (nie wymieniony z imienia). I tam stwierdzili tylko że grób jest rzeczywiście pusty.
.
Tu umilkł Saul i sapiąc z gniewu wściekłym wzrokiem powiódł po siedzących wokół stołu przestraszonych podkomendnych. Wreszcie zagrzmiał po dłuższej chwili ponownie:
.
– Ludzie, ile razy pod rząd, wtedy, w karczmie w Betlejem, jeszcze na Ziemi, tłumaczyłem wam jak i dlaczego to ma być tak a nie inaczej napisane?! A wy coście powypisywali? Przecież nawet najdurniejsze goje nie dadzą się tymi opisami „zmartwychwstania” oszukać. Nie zrobią one na nich żadnego wrażenia. Bo napisaliście je tak, jakby „zmartwychwstanie” były czymś nieomal normalnym, czymś co zdarza się byle komu i co tydzień. Albo, co gorsza, pomyślą, że każda jewangelia opisuje inne „zmartwychwstanie”. A ono miało być jedyne, wielkie, miało być przedstawione jako najważniejsze wydarzenie w historii świata. Po to pisałem w liście do Koryntian: „Jeśli Kryst nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 List do Koryntian 15,14). I dlatego galilejczyk „zmartwychwstać” miał z wielkim hukiem i przy wielu cudach! A wy coście z tego zrobili? Cztery różne i byle jakie „zmartwychwstania”.
.
Krzycząc to Saul aż dyszał ze złości, następnie złapał się gestem rozpaczy za głowę i po dłuższym milczeniu ciągnął dalej, ale już nie tyle wściekłym, co przygnębionym głosem:
.
–  Co wyście narobili? Taki świetny plan ułożyłem i wszystko sknociliście. A przecież mówiłem, że mają być znaki z nieba, archaniołowie, trąby miały grzmieć, trzęsienie ziemi i wicher miały być. I cała sekta przy grobie. A potem tysiące wiwatujących i triumfalny marsz do Galilei. A wy co? I żebyście tylko to sknocili. Byłoby z tym może pół biedy. Ale po co, do kroćcet Lucyferów,  – faryzeusz znów wpadł w wściekłość – po co pisaliście o tych niedowiarkach i że galilejczyka nikt najpierw nie rozpoznawał? Po co?
– Po co Lewi pisał, że galilejczyk ukazał się dwóm uczniom w drodze do Emaus, i że ci go początkowo nie rozpoznali? Jeszcze goje pomyślą, że był to  tylko jego nieudolny sobowtór udający galilejczyka?
– I po co Mordechaj pisał, że sekta nie uwierzyła w „zmartwychwstanie” ani Magdalenie, której galilejczyk się niby objawił, ani dwóm uczniom, którym też się niby później pokazał? Jak można było siać w jewangeliach niewiarę w to „zmartwychwstanie”? Toż goje także powiedzą, że też w te bajki nie wierzą.
– I po co Mojżesz pisał, że gdy galilejczyk objawił się całej sekcie, całej jedenastce, już w Galilei, to niektórzy z nich nadal wątpili. Jak to wątpili? Do czorta! Trzy lata z nim włóczyli się i go nie rozpoznali? I „wątpili”. To jak nieczyste pogańskie wieprze mają w to nie wątpić?
– A już najgorzej naknocił Juda! Po co pisał, że Magdalena poszła do grobu drugi raz i nie poznała galilejczyka, który się jej dopiero wtedy objawił, bo myślała, że to ogrodnik? Kochanka i go nie poznała? Myślała że to ogrodnik!!! Goje naprawdę pomyślą, że mógł być to tylko nieudolny sobowtór niezbyt podobny do galilejczyka, a nie on sam. Jak więc goje czytając te wasze głupoty mają w to zafajdane „zmartwychwstanie” uwierzyć?
.
Saul umilkł, ponownie sapiąc ze złości. Po dłuższej chwili milczenia niepewnym głosem odezwał się Juda ben Izrael (jew. Jan).
.
–  Czcigodny faryzeuszu. Magdalena mogła go nie rozpoznać, bo śmierć i zmartwychwstanie mogły galilejczyka zmienić. Ponadto w jewangeliach zgodnie z twoim nakazem nie wspominaliśmy o tym, że Magdalena była jego kochanką. Sam nam przykazałeś, aby ukazać go jako wroga rodziny. Dlatego pisaliśmy, że nie martwił się losem rodziców jego uczniów opuszczonych przez nich, dlatego nie chciał widzieć matki ani rodzeństwa pokazując, że sekta jest dla niego ważniejsza i że jest dla niego nową rodziną, dlatego zakazał jednemu z sekty udziału w pogrzebie ojca i dlatego zapowiadał, że skłóci ze sobą wszystkich członków każdej rodziny. I dlatego kazał własną rodzinę nienawidzieć, aby móc być jego uczniem. Nawet święta paschy z rodziną nie świętował, a z sektą. Była z nim wprawdzie wtedy jego kochanka, ale przebrana za ucznia. W jewangeliach pokazaliśmy, jak nam przykazałeś, że związki rodzinne są dla galilejczyka kompletnie nieistotne i nieważne, a nawet że przeszkadzają w naśladowaniu go. To zrobiliśmy zgodnie z twoimi instrukcjami…
– Bo jeszcze nie zdążyliście upić się – przerwał mu gniewnie Saul.  – A dlaczego akurat ty napisałeś – ciągnął dalej – że jeden z jego sekty, już po zmartwychwstaniu, który go  wcześniej nie widział, powiedział, że nie uwierzy, dokąd sam nie zobaczy i nie dotknie jego ran? Teraz każdy goj może to samo powtarzać – nie uwierzę, póki na własne oczy nie zobaczę. Jewangelie zaś miały być tak napisane, aby każdy jeden goj, każdy jeden nieobrzezany wieprz nieczysty, bez chwili zastanowienia uwierzył w to przeklęte „zmartwychwstanie”. A jak mają wierzyć, skoro w tych waszych opisach więcej jest wątpiących niż wierzących w samej jego sekcie. Nawet naoczni świadkowie, zbieranina z jego sekty, znająca go od lat, ujrzawszy go już po tym nieszczęsnym „zmartwychwstaniu” po powrocie do Galilei powątpiewa czy to on. To jak mają w to uwierzyć goje?
.
Kipiąc ze złości Saul kolejny raz umilkł nagle po tym wybuchu gniewu. Wiercił się jednak z rozdrażnienia w fotelu, bębniąc nerwowo palcami po stole. Trwało dłuższą chwilę, nim ponownie, już spokojniej, choć nadal jeszcze zagniewanym tonem odezwał się:
.
„Wniebowstąpienie” zaś – wymawiając to słowo rozchmurzył się na ułamek sekundy, gdyż bawił go i ten jego pomysł, dopisany galilejczykowi obok „zmartwychwstania” do życiorysu, ale natychmiast ponownie spochmurniał  – też schrzaniliście. Co wam mówiłem – miało być 10 razy bardziej pompatyczne niż „wniebowzięcie” Eliasza. Pamiętacie je?
.
– Naturalnie najczcigodniejszy faryzeuszu – gorliwie chórem odparli czterej przestraszeni gniewem przywódcy jewangeliści i jak na komendę zacytowali z Księgi Królewskiej: „oto zjawił się wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch: a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios.” Po tych słowach jak na komendę umilkli i znów zapanowało milczenie. Przerwał je Saul:
.
– Szlachetni kapłani, autorzy naszej biblii, wymyślając wniebowstąpienie Eliasza – udobruchany nieco pokorą jewangelistów Saul ciągnął już bez gniewu –  wiedzieli co robią. Grobu tak wielkiego proroka szukaliby wszyscy i dziwowaliby się, że nie można go znaleźć. A tak kapłani wysłali go do niebios, przez co brak jego grobu nikogo nie dziwił. Dlatego i galilejczyk miał „wniebowstąpić”, aby nikt nie szukał jego grobu. Jak sami wiecie Rzymianie w czasie sabatu przenieśli jego zwłoki w całkiem inne miejsce i pochowali je anonimowo. A z jego obdartusów szukających zwłok galilejczyka w niedzielę przy pustym grobie jaja sobie robili  i śmiali się do rozpuku – „przecież sam mówił, że zmartwychwstanie; no więc widocznie zmartwychwstał i poszedł prosto do waszego nieba. Tam go szukajcie”. Ale te nieobrzezane wieprze, naśmiewając się z obdartusów z sekty galilejczyka,  same nie wiedząc o tym, pomogły nam. Bo łatwiej dzięki tym ich kpinom było nam wmówić później sekcie „zmartwychwstanie” galilejczyka. Tyle, że konieczne okazało się wtedy i „wniebowstąpienie”. Bo inaczej musiałby żyć i ukazywać się ludziom nadal, do teraz; albo musiałby ponownie umrzeć, ale już bez zmartwychwstania. I wtedy potrzebny byłby jego grób. „Wniebowstąpienie” te problemy usuwało. Tyle że galilejczyk znacznie ważniejszy ma być dla gojów niż Eliasz jest dla nas. Eliasz był tylko prorokiem. A galilejczyk ma być dla gojów synem Najwyższego, zbawicielem, odkupicielem, krystem. I dlatego jego „wniebowstąpienie” miało z założenia wyglądać o wiele bardziej okazałe. Jak wam mówiłem – z nieba miało przylecieć wśród ryku wichury i potężnych grzmotów 12 ognistych rydwanów. Ten przeznaczony dla niego miał być szczerozłoty, zaprzężony w 12 ognistych rumaków i kierowany przez trzech archaniołów. Reszta rydwanów miała być eskortą. A przy odlocie do nieba miało być wielkie trzęsienie ziemi, wicher, ogień idący z nieba, niebo miało się rozstąpić i cały orszak miał w niebie zniknąć przy dźwiękach niebiańskich trąb. Miał to być kolejny pokaz potęgi Najwyższego. A wy co wymyśliliście? Saul znów wściekłm głosem zaczął nieomal krzyczeć:- Mordechaj napisał: „Po rozmowie z nimi pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga.”
– Lewi napisał: „A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.” I to już wszystko! Koniec, kropka! A gdzie ogniste rydwany, gdzie znaki z nieba, gdzie moc i potęga Najwyższego! Przecież jego syn ważniejszy jest od Eliasza i dlatego jego wniebowstąpienie miało być o wiele bardziej cudowne i patetyczne. A wy co z tego cudu zrobiliście?
Nic! Po prostu wstąpil do nieba! Po cichu, bez grzmotów, bez rydwanów! Tak jakby do komórki na poddaszu wstąpił. A nie do nieba.

.
Zapadła cisza. Przerwał ją krzyk faryzeusza:
– A wy?
I tu rozgniewany Saul obrzucił gniewnym spojrzeniem dwóch pozostałych jewangelistów i ryknął na nich:
– A wy co? Ani słowem nie wspomnieliście o „wniebowstąpieniu” galilejczyka? A przecież wam to wyraźnie nakazałem.
Zamilkł, ale nadal gniewnie i pytająco patrzył na milczących jewangelistów. Dopiero po dłuższej chwili odezwał się Mojżesz ben Dawid (jew. Mateusz):
.
– Czccigodny faryzeuszu, ja… ja umieściłem w jewangelii opis wniebowstąpienia, choć bez tych wszystkich znaków z nieba, o których mówiłeś… Ale…ale Mordechaj i Lewi kazali mi go usunąć, bo…
Nim Saul zdążyć zapytać dlaczego to zrobili, zerwał się z krzesła na równe nogi Mordechaj i zaczął krzyczeć:
– Bo głupoty wymyśliłeś Mojżeszu. Galilejczyk siedzący okrakiem na leżącym krzyżu z rękami opartymi o poprzeczną belkę unosi się do nieba jakby płynąc po niewidzialnej rzece. Z daleka wyglądałby jak czarownica na sztylu od miotły. I dlatego kazaliśmy ci to usunąć.
– Czy tak było? – groźnym głosem zapytał Mojżesza Saul?
– Ta-ak by-yło-o – drżącym ze strachu głosem odpowiedział zapytany. A po chwili już pewniejszym głosem ciągnął:
– Tak było czcigodny faryzeuszu. Ale gdy usunąłem to o lataniu na krzyżu, nic innego nie przyszło mi więcej do głowy i dlatego „wniebowstąpienie” całkiem pominąłem. Wolałem nie napisać nic niż napisać źle…
.
– A ty – Saul nie odpowiadając Mojżeszowi spojrzał na Judę. Ten milczał dłuższą chwilę po czym cicho odpowiedział:
– Słyszałem jak Mordechaj i Lewi naśmiewali się z pomysłu Mojżesza i jak na niego krzyczeli. Nie chciałem, żeby ze mną było tak samo i dlatego o „wniebowstąpieniu” też nie wspomniałem. Bo i ja niestety nie pamiętałem, czcigodny faryzeuszu, twoich instrukcji. Zawsze miałem słabą głowę. Gdybyś te najważniejsze opowiedział nam wtedy w karczmie na początku a nie na końcu, byłoby inaczej. Ale – widząc wściekłość w oczach przełożonego szybko dorzucił – to nic nie szkodzi wielce czcigodny Saulu! Pozwól łaskawie mi dokończyć… Jak wiesz, ja jako ostatni opuściłem ziemski padół łez i rozpaczy. Oglądałem działania twoich następców, przywódców sekty, których sam wyznaczyłeś (a którzy ciebie nazywają Pawłem i Apostołem Narodów) i wiem, że mimo naszej nieudolności i błędów przy pisaniu jewangelii coraz więcej gojów daje się na nie nabierać. Sam zresztą niejednego nieczystego wieprza przekonałem. Stąd wiem, że oni gorliwie wierzą w to, że ten galilejski nieudacznik był cudotwórcą, że rzeczywiście „zmartwychwstał”, „wniebowstąpił”, że był „krystem”, „zbawicielem”, „odkupicielem” i „synem Najwyższego”. Dzieło, które rozpocząłeś i w którym i my tak nieudolnie braliśmy udział jest na dobrej drodze. Już tobie udało się przekonać garść nieobrzezanych wieprzy do galilejczyka. Twoi następcy robią to równie dobrze. A dzięki nowo opracoowanym taktykom mają coraz lepsze osiągnięcia. Już po twoim odejściu do szeolu zauważyliśmy, że zamożni Rzymianie nie chcą nas należycie słuchać. Zaczęliśmy więc od niewolników i biedoty – a tych jest w Rzymie najwięcej. Nieraz myślałem, że pęknę ze śmiechu. Opowiadam niewolnikom o grozie piekła i o wspaniałościach nieba. I mówię im – wasi właściciele za to, że są źli i wierzą w pogańskie bożki, pójdą do piekła. A wy, jeśli posłuszni będziecie zakonowi krysta z Galilei i przełożonym sekty, będziecie w niebie wolni, bogaci, szczęśliwi i otoczeni pięknymi anielicami. I będziecie z góry widzieli, jak wasi byli właściciele i poganiacze smażą się w piekielnej smole, jak jęczą, stękają, ryczą z bólu i jak błagają o litość. I te niemyte wieprze to kupowali. Aż ślinili się na myśl, że będą z góry patrzeć na nieszczęście ich ziemskich ciemiężycieli. Tak chcieli iść do nieba, że aż ślepia im się jarzyły jak pochodnie. Podobnie jest z biedotą – za obietnice uniknięcia piekła i oglądania z nieba mąk gardzących biedotą bogaczy i patrycjuszy z chęcią stają się krystowiercami. Tak, że sekta zaślepionych krystowierców rośnie. Wyszkoliliśmy także pierwszych krystowierczych apologetów. Ci głośno i publicznie potwierdzają cudowność i boskie synostwo galilejskiego włóczykija oraz zwalczają głosy krytyki. Był jeden problem, ale wyszło wszystko na dobre. Otóż niejeden niewolnik tak bardzo chciał iść do tego wymyślonego krystowierczego nieba, że prowokował Rzymian, aby go zabili. Bo nieopatrznie jeden z naszych apologetów rozpuścił wieść, że męczennicy za wiarę idą prosto i natychmiast do nieba. No i te nieumyte wieprze rzeczywiście całymi kupami pchały się na śmierć. Nas to początkowo martwiło, bo w sumie sekta nadal jest niestety, w porównaniu z ilością pogan, niezbyt liczna i szkoda było nam każdego głupka, który pchał się pod nóż. Aliści okazało się, że dzięki tym durniom ginącym za nasze oszustwo, znacznie szybciej rośnie zainteresowanie sektą nie tylko wśród biedoty, ale także w wyższych warstwach rzymskich. Niejeden Rzymianin widząc tamtych ginących z radością na twarzy zaczyna myśleć, że coś w tym krystowierstwie musi być jednak na rzeczy, skoro tylu ochotników gotowych jest za krysta ginąć. I sami zaczynają swoich niewolników i biedotę wypytywać. Ja sam widziałem już i poznałem takich, którzy po cichu zaczynają pościć, nie biją już niewolników i niechętnie składają ofiary rzymskim bożkom. A nawet rozsyłają służbę z poleceniem kupowania pism kolportowanych przez naszych apologetów. Lubią czytać twoje listy czcigodny Saulu. A także te, które podrobiłeś i podpisałeś imieniem pyszałkowatego galilejskiego wieśniaka, Szymona/Piotra. Oni nie wiedzą, że tamten tępak nawet podpisać się nie umiał, choć go próbowałeś tego nauczyć.
– To był wyjątkowy tępak – zaśmiał się Saul – przez rok uczyłem go czytać i pisać. I tylko niepotrzebnie straciłem czas. Po roku umiał zaledwie napisać jedno słowo po grecku – swoje imię – i to z błędem. Wtedy zrezygnowałem z dalszych z nim lekcji.
.
Juda z szacunkiem odczekał, aż faryzeusz skończy, po czym kontynuował:
– Kupują i czytają także nasze jewangelie. Martwiło mnie to początkowo, bo faktycznie tylko ślepy nie zauważy, że z tym „zmartwychwstaniem” to zwykła lipa i bałem się, że oni to natychmiast dostrzegą. Faktycznie, kilku niezbyt przekonanych do sekty zauważyło to oszustwo. Ale są i tacy, którzy uwierzyli w opowieści innych o „zmartwychwstaniu” galilejczyka, zanim jeszcze zaczęli czytać jewangelie. I będąc przekonanymi o jego prawdziwości kompletnie nie dostrzegają sprzeczności w jewangeliach. Im jest całkowicie obojętne, czy było trzęsienie ziemi czy nie, czy do grobu poszła jedna, dwie, trzy czy jeszcze więcej bab i  czy ujrzały jednego młodzieńca, dwóch, anioła czy nikogo. Oni na to po prostu nie patrzą. Interesuje ich tylko to, że galilejczyk w ewangeliach „zmartwychwstał”. I wierzą w to ślepo. A reszta, te wszystkie okoliczności, ta cała otoczka, to jest im całkowicie obojętne. Sam wiesz czcigodny faryzeuszu, że wiara czyni ślepym i bezmyślnym…
.
Tu zamilkł Juda ben Izrael i zapanowało długie milczenie. Pozostali jewangeliści z wdzięczością patrzyli na niego. Zauważyli bowiem, że pod wpływem jego opowieści z oblicza faryzeusza Saula zniknął gniew. Po długim milczeniu Juda odezwał się ponownie:
.
– Zapewne wiesz czcigodny faryzeuszu, że jest w szeolu Księga Wieczności. Spisane są w niej wszystkie przeszłe i przyszłe wydarzenia. Nie wszyscy mają do niej dostęp, ale mnie udało się zdobyć pozwolenie na jej studiowanie, choć w szeolu jestem od niedawna. Zdążyłem na razie doczytać się do tego, że za dwa wieki w Rzymie nasz Najwyższy, nazwany przez sektę krysta Bogiem-Ojcem, będzie panującym bogiem Rzymian. Wprawdzie sekta galilejczyka i jego ogłosi bogiem, ale tylko drugą osobą boską. Nasz Najwyższy będzie Osobą Boską Pierwszą. Nasz święte księgi będą ich pismem świętym. A biedota galilejska będzie ich idolami. Będą się do galilejczyka i jego matki modlić i ich czcić. Ale na pierwszym miejscu będą czcić naszego Najwyższego. To dzięki tobie, dzięki twojej mądrości i twoim pomysłom, o najczcigodniejszy Saulu,  kolana tych nieobrzezanych nieczystych pogańskich wieprzy zginać się będą przed bogiem Izraela
.
Juda ben Izrael umilkł ponownie, a oblicze Saula rozjaśniło się jakby opromienione Słońcem. Z widocznym na twarzy wzruszeniem zapytał Judę:
– Powiedz mi czcigodny – pierwszy raz tak grzecznie nazwał faryzeusz jewangelistę – czy to ty napisałeś Apokalipsę, czy był to twój pomysł i dlaczego to zrobiłeś?
.
– Nie mylisz się najczcigodniejszy Saulu – odparł zapytany – to ja obok jewangelii napisałem Apokalipsę. Wiem jak ważne jest zastraszenie gojów gniewem Najwyższego. W jewangeliach było tego za mało; zresztą w nich Najwyższy miał wyglądać na nieskończenie obrego ojca w niebiesiech. Więc i zbyt mocne straszenie jego gniewem za bardzo w jewangeliach nie pasowało. I wtedy wpadłem na pomysł napisania Apokalipsy, aby krystowiercy drżeli ze strachu przed jego gniewem. I muszę się pochwalić, że to zadziałało. Wielokrotnie grupkom słuchających mnie nieczystych wieprzy czytałem Apokalipsę. Oni naturalnie nie wiedzieli, że to ja ten horror wymyśliłem. Ale miałem przy tym ubaw… Ileż to razy krzywiłem twarz, aby nie parsknąć śmiechem podczas czytania im moich wymysłów. A oni myśleli, że to przerażenie mnie ogarnia od tego co czytam. I sami słuchali z przerażeniem. Niejeden do końca nie dosłuchał, bo ze strachu biegunki dostawał. Niektórzy nawet do latryny dolecieć na czas nie zdążyli i zafajdywali sobie łachmany. A ja dusiłem się, aby nie ryknąć śmiechem. Zawsze po wysłuchaniu Apokalipsy gorliwość tych nieczystych wieprzy wzrastała. Wszyscy chcieli należeć do tych, którzy wejdą do Nowego Jeruzalem. Głupcy nie wiedzą, że ono jest zarezerwowane tylko dla nas – dla obrzezanych.
.
Gdy Juda ben Izrael kończył te słowa, siedzących przy stole doleciał odgłos szamotaniny i kłótni. Zaciekawieni spojrzeli w stronę, skąd te odgłosy dochodziły. Zauważyli, że w oddali, gdzie stał kordon straży odgradzającej strefę dla motłochu od ekskluzywnej strefy dla elity, w której oni mieszkali, ktoś szarpie się ze strażami chcąc przedrzeć się do nich. Z ciekawości cała piątka poderwała się na równe nogi. Saul jednak gestem ręki nakazał podwładnym pozostać na miejscu i ruszył w stronę kordonu. Gdy podszedł bliżej, rozpoznał szarpiącego się ze strażnikami człowieka. Był to wykreowany dla gojów przez niego na zbawiciela i krysta galilejski włóczykij Joszue. Saul głośno zaklaskał w dłonie i rozkazał strażnikom przepuścić galilejczyka, co strażnicy posłusznie wykonali. Joszue, zaniebany, byle jak przyodziany, podszedł do niego. Miał zaciśnięte pięści i twarz wykrzywioną złością. Znał Saula z widzenia, bo któż zresztą tego słynnego faryzeusza nie znał w szeolu. Już chciał ryknąć coś do Saula, ale ten go uprzedził:
.
– Widzę, że nadal jesteś abnegatem – rzucił mu na powitanie. – I czemuż to nie siedzisz w niebie na tronie po prawica ojca – w głosie faryzeusza wyraźnie słychać było szyderstwo i pogardę.
– Ty oszuście…   – sapiąc jeszcze po niedawnej szarpaninie ze strażą Joszue ledwo łapał oddech.
– Oszuście? – faryzeusz udał zdziwionego. – A ty sam nie oszukiwałeś naiwniaków? Kto był jarmarcznym kuglarzem, kto opowiadał po jarmarkach przeróżne bajki i pokazywał różne sztuczki? Kto naciągał nimi naiwniaków? Ja czy ty? Wiem nawet dlaczego to robiłeś, próżniaku. Magdalena ci rzekła, że za biedaka, za ledwo wiążącego koniec z końcem cieślę nie wyjdzie. I wtedy zacząłeś ludzi na jarmarkach naciągać i oszukiwać. I żeby zdobyć sobie jeszcze większy rozgłos motłochu, ośmieszać zacząłeś szlachetnych faryzeuszy i rabinów. A motłoch aż do góry skakał z uciechy. Magdalenie też to imponowało. Już nie byłeś anonimowym wieśniakiem, a kimś znanym i podziwianym. Ale tylko przez galilejską biedotę. A dzięki nam, dzięki mnie będziesz nie przez garstkę galilejskiego motłochu, a przez całe całe rzesze nieczystych gojów czczony jako zbawiciel, kryst i syn Najwyższego. Powinieneś więc być mi wdzięczny kuglarzu, a nie wyzywać mnie od oszustów…
– Jesteś oszustem i tyle – Joszue już nie sapał, ale w jego głosie nadal brzmiała wściekłość  – i co z tego, że trochę ludzi na jarmarkach cyganiłem – dawałem ich za to uciechę. A ty co im dajesz? Wymyśliłeś jakieś niebo, jakieś piekło, ze mnie zrobiłeś krysta i zbawiciela i zwodzisz nieczystych wieprzy, tak jak zwodziłeś za życia i nasz prosty lud.
– Może i zwodzę, ale oni chcą iść do nieba…
– Które ty oszuście wymyśliłeś. Byłem w tym regionie szeolu, co to zrobiliście w nim to niby krystowiercze niebo, ozdobionym myślotworami na niebiesko z gwiazdkami. I widziałem tego łotra na tronie udającego boga-ojca. I tych oszukiwanych nieszczęśników, co przed jego tronem klęczą i śpiewać na okrągło muszą ku jego czci. A on tylko ślepiami łypie i patrzy, kogo ukarać za niezbyt radosny głos. Dlatego to tam, gdy tylko pytają, kto chce wracać na Ziemię na poprawkę, aż tylu chętnych jest. Bo tej niebiańskiej szczęśliwości, jaką im fundujesz, mają powyżej uszu. Albo wolą przenieść się do tego regionu, w którym to krystowiercze niby piekło jest, co je tam urządziliście. Tylko, że nie ma tam ognia, siarki, diabłów, bo to wszystko to wasze oszukańcze wymysły wymalowane na ścianach na zewnątrz. A w środku na okrągło trwa  popijawa, biesiady i swawole. Przez co, gdy czasem zaglądnie tam werbownik i pyta, kto do nieba chce iść, bo w niebiańskich chórach za mało aniołów jest, to go kamieniami przeganiają.
– Widzę, że jesteś dobrze zorientowany w sytuacji – odpowiedział Saul – nigdy nie pomyślałbym, że taki jesteś rozgarnięty. Zawsze miałem ciebie za ostatniego durnia.
– Durny byłem na Ziemi. Bo sam wierzyłem w biblijnego Jahwe. A teraz wiem, że nie tylko ty jesteś oszustwm. Oszustwem jest Tora, oszustwem są księgi proroków, oszustwem są wszystkie te wasze, te nasze niby święte księgi. Wszystko to jest wyssane z palca.
– Ale spełnia ważną rolę – dzięki nim panuje porządek, motłoch jest posłuszny…
– I jest ogłupiany.  I okłamywany. I okradany…
– Takie jest życie Joszue, sam wiesz. Sprytniejszy, mądrzejszy, przebieglejszy nawet nad silniejszym zapanuje. A garstka mądrych nad rzeszami durniów.
– Garstka oszustów…
– Nie kłóćmy się o nazewnictwo. Sam ogłupiłeś i podporządkowałeś sobie tuzin osiłków. Przecież ten durny twój niby następca, ten prostak, ten galilejski rybak, to by ciebie jednym palcem połamał w kilku miejscach. A słuchał ciebie jak małe dziecko srogiego ojca. Dziwi mnie, Joszue, że już nie zależy tobie na popularności i rozgłosie, jak za życia na Ziemi. Obaj wiemy, że przejście do szeolu nie zmienia zbyt radykalnie charakteru człowieka..
– Pewnie, że nie zmieniłem, ale ciebie nienawidzę i dobrze wiesz dlaczego…
– Po prostu mi zazdrościsz, bo ja mieszkam tu, za kordonem, w najlepszym okręgu szeolu, a ty musisz żyć po drugiej stronie razem z motłochem, którym sam zresztą gardzisz.
– No właśnie, tylko dlaczego tak jest? Ty wykorzystałeś moje imię do największego oszustwa w historii ludzkości, ale choć zrobiłeś mnie krystem i synem bożym, to ja mieszkam z motłochem w okręgu dla biedoty i nawet Magdalena zamyśla mnie porzucić, a ty, choć sam udałeś, żeś krystowierca, żyjesz tu, w okręgu dla żydowskiej elity. Do którego ja, rzekomo syn Najwyższego nie mam wstąpu. Czy to jest normalne?
– A właśnie Joszue, bo zapomniałem zapytać – dalej jesteś z Magdaleną – Saul zmienił temat rozmowy.
– Dalej, dalej, tylko cholera nie wiem jak długo jeszcze. Ona zawsze miała o sobie wysokie mniemanie i życie wśród tego motłochu wyraźnie jej nie odpowiada. Jeszcze trochę i poszuka sobie kogoś w waszym okręgu. A mnie ciągnie do niej jak diabli…
– No widzisz? Trzeba było tak od razu gadać, a nie gieroja grać. Widzę, że się dogadamy. Posłuchaj Joszue! Załatwię ci to, dzisiaj jeszcze, od zaraz, że zamieszkasz tu, po naszej stronie kordonu. Dostaniesz dużą działkę mieszkalną na zawsze. Pozwolimy nawet Magdalenie zamieszkać z tobą, arcykapłan da wam bez problemu ślub, bo niezamężne baby, za wyjątkiem sprzątaczek i służących mają tu zakaz wstępu. Tylko musisz zmienić wygląd, musisz przestać udawać abnegata. Porządna szata, porządna fryzura to u nas mus. Jesteśmy elitą a nie motłochem. A jeśli zgodzisz się jeszcze na to, aby od czasu do czasu pokazać się w tym urządzonym przez nas niby niebie i posiedzisz chwilkę na drugim tronie obok tamtego łotra udającego boga-ojca, to pomożemy ci od czasu do czasu urwać się do tego niby piekła co je dla jaj też urządziliśmy. Pohulasz sobie tam, ile dusza zapragnie, a my w tym czasie Magdalenę zajmiemy pokazem mody czy czymś w tym stylu. Ona zawsze lubiła fatałaszki i świecidełka. No i zrobimy tobie reklamę, będzie chodził za kordon do nowopowstałej strefy krystowierców, będziesz tam nauczał, błogosławił  i robił cuda. Znów będziesz sławny i podziwiany. I to znacznie bardziej niż za życia na Ziemi na jarmarkach. Co myślisz o tym Joszue?  Co ty na to? Zgoda?
– Zgoda – bez chwili wahania galilejczyk zgodził się na warunki Saula. Bidowania po drugiej stronie kordonu miał już po prostu dość. A wizja utraty Magdaleny była dla niego udręką.
.
Od tego dnia dla Joszue życie w szeolu stało się o wiele przyjemniejsze. Zaliczony został do żydowskiej elity i zamieszkał wśród niej. Nie zamierzał już wracać na powtórkę na Ziemię. Nie przejmował się też tym, że jego imię wykorzystywane jest do oszukiwania ogromnych rzesz ludzkich. Nawet zmarłych, którzy lądowali w graniczącym z szeolem sektorem krystowierczym pomagał oszukiwać, udając krysta w sztucznym niebie. Chętnie też krążył pomiędzy zmarłymi krystowiercami, którzy padali przed nim na kolana i modlili się do niego. Najchętniej jednak, gdy Saul i jego żona zabierali Magdalenę na pokaz mody, rewię czy wystawę klejnotów, pod pretekstem obowiązków służbowych w niebie urywał się do piekła, aby sobie tam pohulać.
Zwłaszcza  aby  nie myśleć o tym, jakim jest szują.
.

******************************

.
Człowiek współczesny sam siebie szumnie i dumnie nazywa homo sapiensem – człowiekiem rozumnym. Ale gdy patrzę na to cywilizacyjne bagno, jakie ludzie, także religiami abrahamowymi, sami sobie zgotowali, to nie potrafię odpędzić od siebie myśli, że większość ludzi żyjących obecnie na świecie nie są homo sapiensami.
.
Są brakującym ogniwem teorii Dawrwina.
.
.
opolczyk
.
.
.
.
Reklamy