Świat Słowian (cz. VII)

.

.

Instytucja kościoła a państwo

.
Katolicka propaganda usilnie próbuje wmawiać społeczeństwu, że kościół jako instytucja niezbędny był do budowy państwa Piastów, które bez tego wsparcia nie mogłoby zaistnieć ani się utrzymać. Jest to oczywista nieprawda. Starożytny Rzym powstał i trwał kilka wieków bez instytucji kościoła. Pogańskie Wielkie Księstwo Litewskie, tuż przed unią z Koroną było największym państwem ówczesnej Europy i funkcjonowało dobrze bez kościoła. Jedynym prawdziwym zagrożeniem dla niego był katolicki zakon krzyżaków. Nie jest więc prawdą, że bez instytucji kościoła utworzenie dużego, silnego i dobrze funkcjonującego państwa było niemożliwe. Inna rzecz, w tamtych czasach zdominowanych przez skłócone wewnętrznie krystowierstwo państwa znajdujące się pod wpływami cesarstw zachodniego i wschodniego nie uznawały za państwa istniejących państw pogańskich, uważając je za ziemie niczyje. Tak więc było to tylko sprawą umowną i zwyczajową, narzuconą przez krystowierstwo, że jedne państwa (te z rzymską szubienicą) za takie były przez krystowierców uznane, a inne, pogańskie, nie.
.

Kolejnym propagandowym wymysłem katolickiem jest ten, że dynastia Piastów zbudowała „polski” kościół „niezależny” – w domyśle – od Niemiec. Owszem, Chrobry osiągnął zgodę na własne arcybiskupstwo i Gniezno nie podlegało oficjalnie pod magbeburskiego arcybiskupa (roszczącego sobie prawo zwierzchnictwa kościelnego nad krajami słowiańskimi), ale przez pierwsze wieki krystowierstwa w państwie Piastów większość kleru i zakonników pochodziła z Niemiec i służyła przynajmniej po cichu niemieckim interesom. Takim biskupem był Unger, drugi po Jordanie biskup u Piastów. Dokąd miał nadzieję na stanowisko arcybiskupa gnieźnieńskiego wspierał Chrobrego. Gdy arcybiskupem został Gaudenty, Unger doprowadził do rozbicia kościoła, nie podporządkował się Gnieznowi i wymusił na Chrobrym akceptację niezależnego od Gniezna biskupstwa poznańskiego, co było jawnym rozbiciem przez niemieckiego biskupa kościoła już u zarania jego istnienia w państwie Piastów. Było też aktem samowoli biskupa, który działał wbrew planom władcy, rzucając mu kłody pod nogi. Na koniec Unger uznał się sufraganem arcybiskupa magdeburskiego, przez co Magdeburg długo jeszcze uważał się za zwierzchnika „piastowskiego” kościoła.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Unger
.

Nie tylko zresztą niemiecki kler służył niemieckim interesom – i nie tylko w piastowskich czasach. Na soborze w Konstancji abp gnieźnieński Mikołaj Trąba, przewodniczący delegacji króla Jagiełły, skuszony szansą na papieską tiarę, zdradził interesy państwa, zdradził króla i przystąpił do stronnictwa pro-krzyżackiego. Tiary nie otrzymał, po powrocie do kraju dopuścił się krzywoprzysięstwa, bo pod przesięgą zełgał, że nie zdradził państwa ani króla, co było oczywistym kłamstwem. W nagrodę papież (bękart kardynała Colonny) ustanowił go prymasem (wcześniej tej funkcji w „polskiej” prowincji kościoła rzymskiego nie było).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Miko%C5%82aj_Tr%C4%85ba
.
Tak więc pierwszy prymas Polski Mikołaj Trąba był zdrajcą służącym na soborze w Konstancji interesom krzyżackim, no i oczywiście papieskim. Propagandowe bajki o „niezależności” od Niemiec kościoła w państwie Piastów mijają się więc z prawdą. Wprawdzie oficjalnie „polski” kościół nie podlegał pod Niemcy, ale od niemieckich agentów aż roiło się wśród jego hierarchów. Przypomnę choćby zdrajcę Muskatę, biskupa krakowskiego odpowiedzialnego za bunt niemieckiego mieszczaństwa krakowskiego przeciwko Łokietkowi, przypomnę biskupa Zbigniewa Oleśnickiego wściekle sprzeciwiającego się militarnemu sojuszowi Jagiełły z husytami przeciwko krzyżakom, przypomnę wreszcie biskupów gardłujących za elekcją niemieckich Sasów na tron Rzeczypospolitej. Ignoruje się ponadto to, że „polski” kościół był całkowicie zależny od papiestwa, był papieską agendą czy raczej agenturą. I służył w pierwszej kolejności interesom papiestwa, interesom instytucji kosmopolitycznego kościoła, którego częścią był, nie zaś interesom państwa. A że interesy papiestwa i kościoła praktycznie nigdy nie były zbieżne z interesami państwa Piastów, a później Unii Polsko-Litewskiej, najczęściej zaś były sprzeczne, przez co kościół podległy papiestwu szkodził interesom państwa, a nie im służył.
.

Działania kościoła na przestrzeni wszystkich wieków na naszych ziemiach podporządkowane były kilku głównym celom:
– wytępienie pogaństwa i słowiańskiej kultury i narzucenie mieszkańcom w jej miejsce nadjordańskiej antykultury,
– zdominowanie państwa i uczynienie go swoim „świeckim ramieniem” służącym interesom kościoła,
– zdobycie maksimum, wpływów, władzy, majętności i bogactw gwaratujących kościołowi pozycję suwerena w kraju.
.

Od samego początku, gdy tylko pierwszy biskup pojawił się u Piastów, pasożytując na państwie, kościół zabiegał praktycznie wyłącznie o własne interesy i o własną pozycję – kosztem interesów państwa. Najpóźniej od czasów, gdy czeski przybłęda, pociotek niemieckich Ludolfingów, pierwszy gnieźnieński arcybiskup Gaudenty, brat „świętego” Vojtěcha (Wojciecha) wykreowanego na „patrona Polski” obrzucił klątwą państwo Chrobrego…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Radzim_Gaudenty
.
…co w praktyce oznaczało klątwę rzconą  zwłaszcza na władcę, widać było gołym okiem, że kościół nie wspiera państwa, a chce je sobie podporządkować. Gall Anonim wspomniał o tej klątwie niezwykle zdawkowo i nie znana jest jej przyczyna. Wszak Chrobry gorliwie katoliczył kraj, zwalczał pogaństwo i obdarzał kler i zakony ogromnymi nadaniami. Istnieją domysły, że klątwa była rzucona na Chrobrego za przywiezienie sobie z Kijowa jako nałożnicy, zgwałconej w Kijowie przez Chrobrego córki Włodzimierza I kijowskiego. Tyle że w tamtych czasach niejedne biskup miał własne nałożnice i takie sprawy wówczas nikogo nie szokowały. Najbardziej prawdobodobne wydaje mi się to, że Gaudenty, czując się kościelnym ważniakiem, bratem „świętego” będącego na dodatek „patronem” państwa Piastów, po prostu chciał Chrobremu pokazać, kto tu rządzi! Chrobry naturalnie musiał się przed Gaudentym ukorzyć, odbyć pokutę, okupić zdjęcie klątwy jeszcze większymi nadaniami na rzecz zachłannych biskupów, opatów i księży. Tym jednym perfidnym pociągnięciem kościół wywalczył sobie natychmiast uprzywilejowaną pozycję w państwie stawiającą go ponad władcą, który zmuszony został do posłuszeństwa i uległości. Od tego czasu kościół „polski” nigdy nie ukrywał, że uważa państwo i władców za swoje świeckie ramię i że państwo ma obowiązek przestrzegać praw stanowionych przez kościół, oraz że służyć ma interesom kościoła – a nie odwrotnie, jak to głosi katolicka propaganda, a za nią wielu historyków. W rzeczywistości świetną analogię stosunku kościoła do państwa pokazuje pasożytnicza roślina – figa dusicielka:

.

.

.

Dla niej oplatane przez nią drzewo jest, jak dla kościoła oplatane przezeń państwo, konieczną podporą. Drzewo jej nie potrzebuje i bez nie będzie rosło. Ona bez drzewa nie. Potrzebuje go aby mieć podporę. I jeśli tylko jedno jej nasiono zagnieździ się gdzieś na drzewie i wypuści pęd, który dosięgnie ziemi i się zakorzeni, figa zaczyna rozrastać się, oplatać drzewo, dusić je i wypijać jego życiodajne soki spod jego korzeni. A liściom w koronie drzewa rabuje promienie słoneczne. Jeśli się pnączy nie poprzecina, drzewo będzie zgubione. Uschnie, ale jako zasuszony martwy kilkut nadal jeszcze długo może być podporą dla pasożytniczej figi.
.

Na przestrzeni wieków od pierwszego do ostatniego króla – od Bolesława Chrobrego do Stanisława Poniatowskiego tylko nieliczni władcy wyjątkowo gorliwie i bez sprzeciwu służący biskupom i kościołowi nie popadali w konflikt z hierarchami. Zdecydowana większość władców (zwłaszcza w okresie rozbicia dzielnicowego), jeśli tylko próbowali prowadzić własną politykę bez oglądania się na interesy kościoła, popadali w ostre konflikty z biskupami. Biskupi rzucali kłody pod nogi większości władców, chcąc nagiąć ich do służby interesom kościoła i bezwstydnie mieszali się do spraw państwowych, polityki, ale i do życia prywatnego władców i ludności.
.

Dobrym przykładem skrajnego załgania katolickiej propagandy o rzekomym wspieraniu państwa przez kościół jest sprawa biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa. Nie znamy do końca wszystkich przyczyn konfliktu pomiędzy królem Bolesławem III (II w oficjalnej wersji historii) Szczodrym a ambitnym biskupem. Szczodry miał duże zasługi dla kościoła – odnowił arcybiskupstwo gnieźnieńskie i biskupstwo poznańskie, założył nową diecezję w Płocku, ściągał zakonników (głównie jak zwyle z Niemiec), ufundował benedyktyńskie opactwa w Lubiniu, Płocku i Wrocławiu. Wspierał też tynieckie opactwo podległe Stanisławowi. Niemniej biskupowi wszystko to było za mało – chciał dominować nad rosnącym w potęgę królem. Gall Anonim nie mógł 30 lat później o wszystkich przyczynach konfliktu biskupa z królem pisać, gdyż żył w czasach panowania Krzywoustego, syna Władysława Hermana, który należał do antykrólewskigo spisku. Niemniej Gall potępił postępowanie biskupa i nazwał go zdrajcą. Wiadome jest, że w kraju utworzyła się antykrólewska opozycja z młodszym bratem króla Władysławem, palatynem Sieciechem  i właśnie biskupem Stanisławem na czele. Opozycja ta utrzymywała kontakty z wrogimi Szczodremu Czechami i cesarstwem niemieckim. Stanisław, zadufany w sobie hierarcha, chciał zapewne przede wszystkim uzyskać nad rosnącym w siłę Bolesławem psychologiczną dominację podobną do tej, jaką zdobył czeski przybłęda Gaudenty nad Chrobrym. I dlatego z byle powodu obrzucił go klątwą. Ona zaś była sygnałem do otwartego buntu przeciwko królowi, gdyż zwalniała poddanych z obowiązku posłuszeństwa wobec niego. Efektem zdrady króla i interesów państwa przez biskupa Stanisława była wojna domowa zakończona ucieczką króla, poddanie się Władysława Hermana pod niemieckie lenno (zrzucone wcześniej przez Szczodrego), którego symbolem była rezygnacja przez niego z korony królewskiej (pozostał tylko księciem), późniejsze wojny domowe jego synów z palatynem Sieciechem, a na koniec wojna domowa Krzywoustego z przyrodnim Zbigniewem. Klątwa Stanisława rzucona na króla przyniosła więc w efekcie państwu utratę silnego władcy, ponowną lenniczą zależność od cesarstwa i zniszczenia kraju spowodowane kilkoma wojnami domowymi. I tego buntownika i zdrajcę, arcyszkodnika z przerostem ambicji, chcącego dominować nad królem, kościół wykreował na jednego z głównych patronów Polski. I taki właśnie jest ten kolejny katolicki „patron” Polski – zdrajca, buntownik, zabiegający o zdobycie dominacji nad królem, którego obchodziła wyłącznie dominacja kościoła nad władzą świecką, który zdradził króla i państwo i który przyniósł państwu zniszczenia i lenną zależność od cesarstwa. Za takie „zasługi” dla państwa, kościół narzucił tego zdrajcę katolikom na patrona Polski. Czyż można być bardziej załganym? Czy można ze zdrajcy robić „patrona” Polski?
.
Niestety Stanisław nie jest ostatnim i najgorszym biskupem w sztafecie kościelnych szkodników w infułach. Kolejny Bolesław – Krzywousty – także obłożony został klątwą. Krzywousty jak i Szczodry wzmocnił państwo, zrzucił zależność od cesarstwa, powiększył państwo o Pomorze Gdańskie i Zachodnie, a na zjeździe w Meresburgu otwarcie postawił się cesarzowi Lotharowi Supplinburgowi twierdząc, że jest władcą niezależnym a nie cesarskim lennikiem. Początek jego panowania był trudny, gdyż kraj był podzielony na dwie części i Bolesław uwikłany był w wojnę o zjednoczenie kraju z przyrodnim bratem Zbigniewem wspieranym przez Niemców i część kleru. Pokonany przez Bolesława ściągnął Zbigniew na kraj najazd cesarskich wojsk (pamiętna obrona Głogowa i bitwa na Psim Polu pod Wrocławiem). Gdy wreszcie wpadł w ręce Bolesława, został oślepiony. Była to „zwyczajowa” kara dla zdrajców na przestrzeni wielu wieków, a Zbigniew był zdrajcą ewidentnym – to on naszczuł cesarza Heinricha V do najazdu na państwo Bolesława z nadzieją zdobycia przy niemieckiej pomocy włady. I gdy Bolesław dostał wreszcie zdrajcę w swoje ręce i go oślepił (zdrajca zmarł krótko później, być może z powodu oślepienia go), został przez stronnika zdrajcy, gnieźnieńskiego arcybiskupa Marcina obłożony klątwą. Za ukaranie zdrajcy. Bezczelność arcybiskupa Marcina jest niewyobrażalna – zdrajców należało karać i to jak najsurowiej. I tak robiono wszędzie, nie tylko u Piastów, bo oślepienie było tradycyjną i zwyczajową karą w okresie średniowiecznego feudalizmu. Stosowaną zresztą także przez biskupów wobec domniemanych i rzeczywistych „wrogów” kościoła i wiary. Kościół w tym samym czasie nagminie i nieomal masowo wobec opornych i podejrzewanych o wrogość wobec siebie stosował barbarzyńskie tortury, okaleczenia i kary śmierci – wydłubywał oczy, obcinał uszy, nosy, języki, ręce, ćwiartował, rozrywał końmi czy palił żywcem na stosach. I uważał, że miał do tego prawo. Gdy natomiast władca świecki Bolesław dorwał zdrajcę i go oślepił, ale stronnikiem zdrajcy był kościelny hierarcha arcybiskup, to władcę za „okrucieństwo” obrzucił klątwą. Oczywiście że i w tym przypadku kościelnemu dostojnikowi Marcinowi chodziło tylko i wyłącznie o przygięcie Bolesława do ziemi i uznanie nad sobą dominacji i władzy kościoła. Manewr udał się, i Krzywousty przez wszystkie następne lata prowadził politykę gorliwego katoliczenia kraju i podbitego Pomorza. Był też niezwykle szczodrym fundatorem na rzecz kościoła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_III_Krzywousty#Donacje_ksi.C4.85.C5.BC.C4.99ce_na_rzecz_Ko.C5.9Bcio.C5.82a
.
Na szczególną uwagę zasługuje ufundowane przez niego opactwo benedyktynów na Łysej Górze, czym splugawił święty pogański Łysiec przemianowany na „święty krzyż”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_na_%C5%9Awi%C4%99tym_Krzy%C5%BCu
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/07/slowianskie-zapomniane-sanktuarium/
.

Przypomną na marginesie, że o świętym Łyśćcu zrobiło się kilka lat temu trochę głośniej za sprawą katolickich wandali, którzy wycięli tam, mimo że jest to Rezerwat Przyrody, kilkanaście drzew – bo zasłaniały rzymską szubienicę.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/19/katolicki-wandalizm-i-pogarda-wobec-matki-natury/
.
W czasach piastowskich było wręcz regułą, że każdego wojowniczego władcę powiększającego siłę i samodzielność państwa wobec Niemiec, hierarchowie przy pomocy klątw próbowali rzucić na kolana przed kościołem. Tym, którzy ulegli (Chrobry, Krzywousty) i ukorzyli się przed kościołem, pozwalano dalej „panować”, by dalej wzmacniali potęgę kościoła nowymi nadaniami. Ci, którzy się nie ugięli (jak Szczodry), musieli uciekać z kraju. Władcy Piastowscy stali przed prawdziwym dylematem – ściągnięty do kraju kler, rzekomo w celu wzmocnienia państwa, jawnie przejął nad państwem dominację. Próby ukrócenia jej, lub tylko postępowanie nie liczące się ze zdaniem hierarchów, spotykało się z ich wściekłą reakcją. Kolejnym władcom pozostawało do wyboru albo nie liczyć się z kościołem, co groziło buntem i utratą władzy, albo pokornie służyć jego interesom, co jeszcze bardziej wzmacniało kościół i uzależniało od niego państwo i władcę. Piastowie wpadli w pułapkę, jaką przez własny pęd do nieograniczonej feudalnej władzy sami na siebie zastawili – ściągnęli nad Wartę instytucję, która miała rzekomo wzmocnić ich władzę, a która uczyniła z nich swoich pokornych służących i której interesom to oni służyli.

.

Ale nie tylko miejscowy kler szarogęsił się na piastowskich ziemiach. Zdarzało się, że w bezpośredni sposób nad Wartą ingerowali w sprawy państwowe papiescy legaci. Gdy po śmierci i katastrofalnym testamencie Krzywoustego (wprowadzającym rozbicie dzielnicowe) jego najstarszy syn i książę senioralny Władysław II (nazwany trafnie „Wygnańcem”) chciał wbrew testamentowi utrzymać jednolite państwo odbierając dzielnice przyznane przyrodnim młodszym braciom testamentem, juniorów poparł arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina. I to w sytuacji, gdy Władysław praktycznie już pokonał juniorów i miał duże szanse na utrzymanie całości państwa. Klątwa rzucona na Władysława wywołała bunt przeciwko niemu, zmuszając księcia seniora do ucieczki za granicę. Zmarł na wygnaniu. To ta klątwa przypieczętowała katastrofalne dla państwa Piastów dwuwiekowe rozbicie dzielnicowe i ciągłe wojny pomiędzy narastającą z pokolenia na pokolenie ilością książątek dzielnicowych:
.
„W 1146 rzucił klątwę na najstarszego syna Bolesława – Władysława (zwanego Wygnańcem), przyczyniając się do rozdrobnienia dzielnicowego Polski.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_ze_%C5%BBnina
.

Jakub naturalnie udawał, że broni jedynie testamentu Krzywoustego. W rzeczywistości zależało mu na utrzymaniu rozbicia państwa Piastów na kilka dzielnic, gdyż każde książątko dzielnicowe, nawet senior zasiadający na książęcym tronie w Krakowie, byliby zbyt słabi, aby kościołowi się sprzeciwiać. A w razie czego zawsze można było naszczuć na niego lub na siebie nawzajem wszytkie dzielnicowe książątka. O mało planów tych nie pokrzyżowało mu papiestwo. Otóż początkowo zaakceptowało ono klątwę rzuconą na Władysława Wygnańca. Na skutek kłopotów papiestwa (Eugeniusz III kilkakrotnie zmuszony był uciekać przed buntami ludności z Rzymu i szukać wsparcia u cesarza) nagle papiestwo zmieniło front i legat papieski Gwidon po przybyciu do Krakowa cofnął klątwę z Władysława obrzucając nią wszystkich juniorów (Bolesława Kędzierzawego, Mieszka Starego i Henryka Sandomierskiego), a kraj obłożył interdyktem (zakaz odprawiania guseł zwanych „mszami świętymi”) – zapewne ku uciesze wielu poddanych karami zapędzanymi na te gusła do kościołów. I tu, co zdarzało się niezwykle rzadko w historii, hierarchowie „polskiego” kościoła nie podporządkowali się woli papiestwa (wykorzystywali słabość papieża kolejny raz wypędzonego z Rzymu). Im na rękę było państwo rozbite na kilka części. Ten upór opłacił się im. Kilka lat później papież Eugeniusz III zmarł a jego następca zaakceptował decyzje hierarchów piastowskiej prowincji kościelnej. Papiestwo wielokrotnie jeszcze bezpośrednio i jawnie  ingerowało w sprawy państwowe nad Wartą i Wisłą. U samego schyłku Rzeczypospolitej Obojga Narodów legaci papiescy instruowali (niepotrzebnie zresztą) biskupów „polskich”, że są oni w pierwszym rzędzie katolikami, a dopiero potem Polakami i dlatego mają w sejmie dbać przede wszystkim o interesy katolicyzmu, kościoła i papiestwa kosztem interesów państwa. Owo pouczanie ich było niepotrzebne – biskupi katoliccy od samego początku, od biskupów Jordana, Ungera i Gaudentego interesy kościoła stawiali ZAWSZE nad interesem państwa, na którym żerowali.
.
W okresie rozbicia dzielnicowego większość dzielnicowych książątek obrzucanych było klątwami, a na czele buntów przeciwko nim stawali kościelni dostojnicy. I tak na czele buntu przeciwko Mieszkowi III stał krakowski biskup Gedko („godny” następca zdrajcy i buntownika Stanisława).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gedko
.
Kolejnym buntownikiem, tym razem przeciwko Leszkowi Czarnemu (a następnie Henrykowi IV Probusowi) dbającym o interesy kościoła i przywileje dla kleru kosztem państwa był kolejny biskup krakowski, Paweł z Przemankowa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_z_Przemankowa
.

Znany był też z niezwykle bujnego życia seksualnego. Utrzymywał cały harem, w tym i porwaną z klasztoru zakonnicę. I żaden kumpel po fachu w infule nie obrzucił go klątwą. Władców świeckich zapędzali biskupi groźbą klątw do życia zgodnie z „moralnością krześcijańską” a sami pławili się w rozpuście. Henryk Probus, co należy uzupełnić, miał przeciwnika nie tylko w biskupie Pawłe z Przemankowa. Toczył wieloletni spór o majątki ziemskie zagarnięte samowolnie przez kościół po najeździe tatarskim z 1241 roku. Henryk zaboru tych ziem przez kościół  nie uznał, a biskup wrocławski Tomasz II Zaremba nie zamierzał ich zwrócić księciu. Marzył zresztą o całkowitej suwerenności instytucji kościoła od władzy książęcej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_II_Zaremba

.
Wyklęty został też Konrad Mazowiecki mimo jego ogromnych zasług dla nadjordańskiej dżumy. Był aktywnym uczestnikiem krucjat przeciwko ludom pruskim i Jaćwingom, fundował kościoły i klasztory. Ale gdy uwięził i skazał na śmierć scholastyka Jana Czaplę (spory majątkowe) został wyklęty, a Mazowsze obłożone zostało interdyktem przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Pełkę, który także dążył do całkowitego uniezależnienia kościoła „polskiego” od władzy świeckiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pe%C5%82ka_(arcybiskup_gnie%C5%BAnie%C5%84ski)
.
„Winę” Konradowi Pełka wybaczył za cenę ogromnych nadań dla kościoła.
Jeszcze większym od biskupa Gedka arcyzdrajcą w infule (wspominałem o nim w poprzednich wpisach) był kolejny krakowski biskup (kolejny „godny” następca zdrajcy buntownika Stanisława – „patrona” Polski) – Muskata. Kraków dziwnie jakoś obfitował w zdrajców, buntowników i antypaństwowych szkodników w infułach.
http://ryuuk.salon24.pl/397627,biskup-germanizator-czyli-krwawy-wilk-z-pastoralem
.
Przy tej okazji niezbyt ciekawie wypada postać ówczesnego arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnki, przez wiki (tekst napisany pewnie przez gorliwego katolikopolaka) nazwanego jednym z  z wybitniejszych polityków średniowiecznej Polski, zwolennika zjednoczenia państwa piastowskiego.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_%C5%9Awinka
.
Nie zgadzam się z tą oceną. Owszem, Świnka był politykiem, ingerował w politykę pilnując jednak przede wszystkim interesów kościoła. Niby zabiegał o zjednoczenie, ale w przypadku dobrowolnej koronacji czeskiego, totalnie zgermanizowanego Wacława II, gorliwego stronnika i protegowanego Habsburgów, po prostu zdradził propiastowską linię postępowania jaka jest jemu przypisywana. A przecież będąc politykiem świadomym musiał być stopniu zgermanizowania Wacława i nigdy nie powinien na jego koronację się zgodzić.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_II#Samodzielne_rz.C4.85dy_Wac.C5.82awa_II.2C_wsp.C3.B3.C5.82praca_z_Habsburgami
.
Ta koronacja była otwarciem drzwi Habsburgom i milowym krokiem ku przyspieszonej germanizacji kraju na wzór ówczesnej germanizacji Czech:
.
„Niechęć budziła tylko polityka personalna – opieranie rządów na niemieckich przybyszach (podobną zasadę stosował Wacław również w Czechach).”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_II#Metody_rz.C4.85d.C3.B3w_w_Polsce
.

Także w sprawie Muskaty Świnka nie stanął na wysokości zadania. Już na ostentacyjne zbojkotowanie przez niego koronacji Przemysła II w 1295 roku powinien zdecydowanie zareagować. Nie zareagował też na udział Muskaty w wyprawie wojennej (rok 1300) przeciwko Łokietkowi, w wyniku której Łokietek uciekać musiał na wygnanie. A gdy pierwszy raz Muskata dostał się do niewoli w ręce Łokietka, sam Świnka wymusił na Łokietku wypuszczenie biskupa. Uważał bowiem, że nawet księciu nie przysługuje prawo więzienia, a tym bardziej sądzenia biskupa. Był bowiem arcybiskup zdecydowanym obrońcą całkowietego wyłączenia kleru spod świeckiej jurysdykcji. I on chciał, aby kościół dominował nad władzą świecką. I aby ona służyła kościelnym interesom. Za pierwszym razem Łokietek ustąpił. Gdy pojmał Muskatę ponownie, będąc już, po stłumieniu buntu niemieckich mieszczan, władcą na Wawelu, nie ustąpił Śwince i trzymał Muskatę w więzieniu aż do jego kapitulacji. Arcybiskup miał tyle dowodów zdrad i zbrodni Muskaty, że powinien odebrać mu infułę i wykląć. A on jedynie „zawieszał” tego zbira i zdrajcę w czynnościach biskupa. Było to powodowane interesem kościelnym – Świnka obawiał się, że zdecydowane kroki przeciwko Muskacie  – a więc pozbawienie go urzędu i święceń biskupich podważą autorytet samej instytucji biskupa, a także i „autorytet” całego kościoła. I dlatego prowadził przeciwko niemu procesy kanoniczne nieudolnie, opieszale, po czym szybciutko godził się na ustępstwa i cofanie nakładanych na Muskatę kar i ograniczeń – aby nie szkodzić „autorytetowi” kościoła. Tak więc ponosił on współodpowiedzialność za to, że Muskata tak długo mógł bruździć Łokietkowi i uprawiać proniemiecką, antypiastowską i antypaństwową politykę.
.
W czasach rozbicia dzielnicowego usłużny wobec kościoła Leszek Biały pod wpływem arcybiskupa Henryka Kietlicza jako książę zwierzchni oddał w roku 1207 w ręce papiestwa  państwo piastowskie odbierając je już jako papieskie lenno. 3 lata później Biały wespół z Konradem Mazowieckim całkowicie zwolnili kler spod świeckiej jurysdykcji, oraz zrezygnowali z prawa udziału władz świeckich w wyborze biskupów. Potulnie zgodzili się na żądania arcybiskupa gnieźnieńskiego Kietlicza, który bezczelnie realizował wprowadzenie papieskiego planu mającego niezależnić kościół od państwa:
.
„…uwolnienie kościoła spod władzy świeckiej (nadanie immunitetu), wyłączenie duchownych spod kompetencji sądów świeckich oraz zaprowadzenie kapitulnego wyboru biskupów.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Kietlicz
.
Trzeba być ślepym i głuchym, a przede wszystkim durnym, aby wierzyć, że kościół kiedykolwiek służył państwu i jego interesom.
.
Kolejna  postać kościelnego dygnitarza, który zasługuje na uwagę, to biskup, później kardynał Zbigniew Oleśnicki. Wściekle protestował przeciwko wsparciu przez Jagiełłę i księcia Witolda husytów w 1422 roku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/III_krucjata_antyhusycka#Geneza_III_krucjaty_antyhusyckiej
.
Jedyne co osiągnął to wymuszenie na Jagielle wycofania się z jawnego wspierania husytów i ogłoszenie edyktu wieluńskiego zakazującego Polakom służby w czeskim wojsku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Edykt_wielu%C5%84ski
.
Nigdy natomiast nie udało mu się nakłonić Jagiełły do udziału w następnych krucjatach antyhusyckich (1427 i 1431). Jagiełło nie ugiął się także przed bezpośrednim naciskiem papieża Marcina V, chcącego zapędzić go do kolejnej krucjaty:
.
„Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/20/koszmarna-morda-katolicyzmu-2/
.
Wściekłość Oleśnickiego wywołał militarny sojusz Jagiełły z husytami i wspólny odwetowy najazd na państwo krzyżackie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-krzy%C5%BCacka_w_latach_1431-1435#Polsko-czeska_wyprawa_odwetowa_w_1433
.
Dwukrotnie Oleśnicki na złość królowi podczas wizyt husytów w Krakowie ogłaszał interdykt (zakaz odprawiania katolickich guseł w kościołach). Nie odważył się jedynie obrzucić króla klątwą. Jagiełło zresztą był na klątwy odporny. Po Grunwaldzie został przecież wyklęty za udział po stronie polsko-litewskiej wojsk heretyckich (husytów), muzułmańskich i pogańskich w bitwie przeciwko katolickiemu zakonowi. Nie przejmował się nią i klątwa została po cichu unieważniona – kolejny papież nadal potrzebował Jagiełły.
Po śmierci Jagiełły Oleśnicki w czasach sprawowania faktycznej regencji nad małoletnim Władysławem III (Warneńczykiem) zwołał antypaństwową konfederację do walki ze zwolennikami husytyzmu. Było to samowolną próbą uczynienia państwa obrońcą katolicyzmu.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_Zbigniewa_Ole%C5%9Bnickiego
.
W odpowiedzi na to Spytko z Melszyna powołał kontr-konfederację chcącą ukrócić samowolę Oleśnickiego i jego kościelnej oligarchii.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_Spytka_z_Melsztyna
.
Niestety dwór przestraszył się konfrontacji z Oleśnickim, nie wsparł  jego przeciwników, wobec czego wojska pod wodzą Oleśnickiego rozbiły doszczętnie kontr-konfederację w bitwie pod Grotnikami. Honor królestwa uratował młody król, który skasował haniebny wyrok Oleśnickiego wydany nad nagim ciałem Spytka, uznający go za zdrajcę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Grotnikami
.
Największym aktem zdrady państwa był protest Oleśnickiego przeciwko planom inkorporacji dużej części zakonnego państwa do Korony. Zbuntowane przeciwko krzyżakom za ucisk i bezprawie Stany Pruskie zwróciły się do Kazimierza IV Jagiellończyka o przyłączenie ich prowincji do Korony. Oleśnicki zaprotestował przeciwko wspieraniu przez króla ich antykrzyyżackiego buntu i przeciwko udziałowi Korony w wojnie z krzyżakami po stronie zbuntowanych Stanów Pruskich. Króla okrzyczał zdrajcą, choć to on nim był. Wojna trzynastoletnia ostatecznie złamała potęgę krzyżaków i to znacznie bardziej niż bitwa pod Grunwaldem. Do Korony powróciło Pomorze Gdańskie i Ziemia Chełmińska z Toruniem. Korona zdobyła też Warmię, Malbork, Elbląg i kilka innych ważnych miast krzyżackich, przejmując połowę ziem pruskich zakonu. Co najważniejsze, reszta ziem zakonnych stała się lennem Korony, a wielcy mistrzowie zobowiązani byli do składania hołdów władcom Unii Polsko-Litewskiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_trzynastoletnia#Zako.C5.84czenie_wojny_i_II_pok.C3.B3j_toru.C5.84ski
.
Dzięki dalekowzroczności Kazimierza Jagiellończyka katowski topór krzyżacki przestał wisieć nad Polską i Litwą. A obrońca krzyżackiego państwa, zdrajca Oleśnicki dzięki nieustępliwej postawie młodego króla na zawsze utracił swoje wcześniejsze wpływy na politykę państwa. Jego wielka zdradziecka i arcyszkodliwa kariera polityczna dobiegła końca. Kazimierza Jagiellończyka natomiast nuncjusz papieski Baltazar de Priscia obrzucił klątwą w roku 1477. Powodem był spór o obsadzenie biskupstwa warmińskiego kandydatem prokrzyżackim, którego nie chciał zaakceptować Kazimierz. Był on w sumie władcą wyjątkowym, choć niewiele brakowało, a królem wcale by nie został. Gdy po śmierci Warneńczyka w 1444 roku zaproponowano mu koronę polską, odmówił przyjęcia jej na warunkach niekorzystnych dla Litwy, stawianych mu przez Oleśnickiego i polskich możnowładców. Miał wtedy zaledwie 17 lat, ale myślał już jak dalekowzroczny mąż stanu.
.
W tym miejscu konieczne jest jeszcze pewne wyjaśnienie. Władysław Jagiełło zawarł będąc w przymusowej sytuacji bardzo niekorzystną dla Litwy unię z Polską w Krewie (1385). Krzyżacy wściekle atakowali Litwę dążąc do podboju Żmudzi i połączenia terytorium państwa krzyżackiego z ziemiami zakonu inflanckiego, co było ogromnym zagrożeniem dla Litwy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kawalerowie_mieczowi#Inflancka_ga.C5.82.C4.85.C5.BA_zakonu_krzy.C5.BCackiego
.
Będąc w tak trudnej sytuacji Jagiełło zawarł unię włączającą Litwę do Korony, czyniąc ją całkowicie podporządkowaną Koronie i dającą prymat polskim możnowładcom nad Litwinami. W obliczu poprawiającej się sytuacji Litwy dążył następnie Jagiełło w kolejnych, pertraktowanych z możnowładcami polskimi zapisach unii (unia wileńsko-radomska 1401, unia horodelska 1413, unia grodzieńska 1432-34) do poprawy i wzmocnienia pozycji Litwy w Unii. Częściowo mu się to udało. Unia horodelska wprowadziła instytucję oddzielnego wielkiego księcia litewskiego, oraz zrównała w prawach katolicką szlachtę litewską z rodami polskimi. Niemniej nadal Litwa była podrzędna wobec Korony, mimo iż była o wiele większa od niej. Wareńczyk zaakceptował ten stan rzeczy, po czym zginął całkowicie niepotrzebnie z podpuszczenia legata papieskiego, Juliana Cesariniego. Za jego namową zerwał rozejm z Turkami, ruszył pod Warnę i tam dopadła go śmierć – obiecana przez legata papieskiego pomoc była obietnicą bez pokrycia i Warneńczyk pomocy nie otrzymał. Jego następca Kazimierz odrzucił proponowaną mu koronę na warunkach niekorzystnych dla Litwy. Oleśnicki szantażem próbował zmusić go do ustępstw proponując jako kontrkandydata na tron Fryderyka Hohenzollerna. Kazimierz nie ugiął się, postawił twardo własne warunki i czekał. Ostatecznie możnowładcy polscy, widząc konieczność utrzymania polsko-litewskiej unii, przyjęli je. Kazimierza ukoronowano w 1447 roku (miał 20 lat). Litwa i Korona stanowiły dzięki niemu od momentu jego koronacji dwa równorzędne organizmy państwowe, szlachta litewska (także ruska-prawosławna) została zrównana ze szlachtą polską, a terytorium Litwy otrzymało gwarancję nienaruszalności terytorialnej ze strony Korony. Wszystkie urzędy na Litwie (w jej skład wchodziły ogromne obszary ziem ruskich) obsadzane miały być tylko Litwinami i naturalnie Rusinami. Dzięki takim postanowieniom nowej Unii na następnych 120 lat zagwarantował Kazimierz równowagę żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego w potężnym państwie, a także równouprawnienie na Litwie dla prawosławnych szlachciców i możnowładców. Dzięki niemu Unii Polsko-Litewskiej nie wstrząsały ani konflikty etniczne, ani religijne, choć polskojęzyczny kler w Koronie wielokrotnie nawoływał do konieczności walki z prawosławiem i obowiązku nawracania „bizantyjskich odszczepieńców”. Władza polskojęzycznego kleru nie sięgała wtedy na szczęście na ruskie tereny Litwy.
.
Kolejnym genialnym posunięciem Kazimierza Jagiellończyka było wykorzystanie sporu dwóch urzędujących równocześnie papieży (Feliksa V i Mikołaja V) o papieski tron. Król chciał przede wszystkim ograniczyć wpływy Oleśnickiego, który już od początku panowania Kazimierza na tronie polskim podburzał do buntu przeciwko niemu zarówno polską, jak i litewską szlachtę. Doprowadził na Litwie nawet do buntu pod wodzą Michajłuszki, stłumionego jednak szybko przez króla. W konflikcie o władzę między dwoma papieżami Kazimierz poparł Mikołaja, ale za cenę przyznania mu prawa obsadzania przez siebie swoimi kandydatami najwyższych stanowisk kościelnych. Papież Mikołaj, będąc w przymusowej sytuacji, zgodził się na prawo obsadzania przez króla 20 stanowisk kościelnych. I choć później, gdy pokonał rywala (Feliksa V), przywilej dany Kazimierzowi odwołał, król jednak z niego nie zrezygnował i z uporem odrzucał kandydatów na nowych biskupów wysuwanych przez Oleśnickiego, kapituły i papiestwo. I za to obłożony został klątwą. Zignorował ją jednak i dalej obsadzał biskupstwa swoimi kandydatami.
Oleśnicki naturalnie był wściekły – już na początku XIII wieku kościół wywalczył sobie całkowitą niezależność od władz świeckich, które nie miały od tego czasu prawa ingerowania w obsadzanie kościelnych stanowisk. Zdrajca liczył zapewne na to, że wszystkie najważniejsze stanowiska kościelne obsadzi swoimi stronnikami i dzięki temu uzyska przewagę nad królem. Tymczasem Kazimierz zaczął obsadzać stanowiska kościelne swoimi zwolennikami, wytrącając Oleśnickiemu nawet pełną kontrolę nad biskupami. W roku 1452 o mało nie doszło do wojny domowej pomiędzy królem a kardynałem Oleśnickim nadal walczącym o zdobycie dominacji nad władcą. Król jednak pozostał nieugięty i odsunął Oleśnickiego od wpływów na politykę państwa. Zdrajca i buntownik w infule, przez ćwierć wieku trząsący państwem, zmarł 3 lata później w swoim zamku w Pińczowie.
.
Kazimiez IV Jagielończyk był królem przez 45 lat. Zdobył w tym czasie kontrolę nad kościołem, obsadzał posłusznymi sobie ludźmi stanowiska biskupów, nie ugiął się wobec papieskiej klątwy, złamał potęgę zakonu, odzyskał Pomorze Gdańskie. Był jednym z nielicznych władców, którzy na przestrzeni ośmiu wieków zasługiwali na tron (także Jagiełło był godnym tej nazwy królem). Niestety ani jeden z następców nie dorównywał już jemu. Wprawdzie Jan Olbracht podobnie jak Kazimierz ograniczał samowolę i wpływy kościoła, ale katastrofalną wyprawą do Mołdawii i całkowitym rozbiciem jego wojsk sprowokował ataki na Unię przez Rosję, cesarstwo niemieckie, Turcję, Węgry i Wołochów. Nawet krzyżactwo podniosło za jego panowania ponownie łeb odmawiając lennego hołdu. Zmarł po 9 latach od koronacji. Jego następcą był jego młodszy brat Aleksander. Nie potrafił zmusić biskupów do koronacji swej żony, rosyjskiej księżniczki Heleny Moskiewskiej. Odmówili, bo była prawosławną a katolickiego krztu nie chciała przyjąć, uważając tę propozycją za obrazę. Był ostatnim Jagiellonem mówiącym po litewsku. Zmarł nagle po niespełna pięciu latach panowania. Natępca, Zygmunt Stary był typowym tępogłowym katolikiem i marionetką biskupów. Czynnie zwalczał zwolenników Marcina Lutra, zakazał publikacji pism protestanckich, wydał wiele wyroków śmierci na „odstępców” od wiary. Za jego czasów intensywiej zapłonęły stosy z „heretykami”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_I_Stary#Sprawy_wyznaniowe
.
Choć płonęły one już dużo wcześniej. Pierwsze udokumentowane ofiary inkwizycji biskupiej na Śląsku to ok. 50 osób (waldensów) spalonych na stosie w 1315 roku. Później palono także biczowników, różnych kacerzy, „odstępców” od wiary i  czarownice. Represje Zygmunta Starego dosięgnęły jednak tylko mieszczan. Wobec szlachty był ten fanatyk bezsilny – nie posiadał uprawnień pozwalających mu na palenie na stosach szlacheckich „odstępców”. Zmarł po 41 latach fanatycznych rządów. Jego syn na szczęście fanatykiem nie był, a wręcz przeciwnie. Prześladowania „hertetyków” całkowicie zanikły. Protestanccy „heretycy” pojawili się nawet na jego królewskim dworze. Za to ratyfikowanym przez niego (gdy już wiedzieł, że umrze bezpotomnie) aktem Unii Lubelskiej zdradził postanowienia Kazimierza IV Jagiellończyka o nienaruszalności terytorium Litwy i o rónorzędności organizmów państwowych Litwy i Polski. Unia lubelska łączyła Litwę i Polskę w jeden organizm państwowy nazwany Rzeczypospolitą Obojga Narodów. Najbardziej katastrofalnymi zapisami dla Litwy i dla całej Rzeczypospolitej, a w końcowym efekcie i dla samej Korony/Polski było oddanie Koronie ogromych obszarów południowego Wielkiego Księstwa Litewskiego (praktycznie całej Ukrainy) oraz zniesienie zakazu zakupu ziem przez polską szlachtę na Litwie.
Za panowania dwóch ostatnich Jagiellonów Litwa utraciła duże obszary na rzecz Księstwa Moskiewskiego/carskiej Rosji. Niepotrzebnie wdali się oni z nią w kolejne wojny. Kto  wie, czy kamyczkiem, który poruszył rosyjską lawinę nie była odmowa koronacji przez polskich biskupów Heleny Moskiewskiej, córki Iwana III zwanego Srogim. Odmowa ta była zniewagą dla samej Heleny oraz dla jej ojca i całej Rosji. Ale jeszcze większy obszar utraciła Litwa za sprawą unii lubelskiej na rzecz Korony. Tutaj jest mapa Unii Polsko-Litewskiej sprzed unii lubelskiej:
.

.
A tutaj mapa Rzeczypospoltej Obojga narodów z Ukrainą przejętą już przez Koronę.
.

.
Przejęcie to nastąpiło w roku 1569. W 1574 roku na Rusi ufundowane zostało pierwsze jezuickie kolegium w celu katoliczenia Ukrainy. Pierwsze większe powstanie kozackie wybuchło w roku 1591. Zbieżność powyższych dat nie jest sprawą przypadku. We wszystkich powstaniach kozackich można dostrzec nasilający się z powstania na powstanie wątek oporu przeciwko polszczeniu i katoliczeniu Ukrainy, poddanej po unii lubelskiej coraz większemu panoszeniu się na niej polskich możnowładców, szlachty, jezuitów i katolickich biskupów. Epoka Jagiellonów i równowaga żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego, oraz ochrona granic litewskiej Rusi przed Polakami i katolikami dobiegła za sprawą unii lubelskiej końca. Zaczęło się polszczenie Litwy (do dzisiaj Litwini nie cierpią Polaków za przywłaszenie sobie przez nich Wilna i przerobienia go na miasto polskie) oraz katoliczenie i polszczenie Ukrainy. Tak właśnie zaczął się powolny upadek Rzeczypospolitej trwający dwa wieki.
.
Na początku epoki elekcyjnej nadciągającą agonię Rzeczypospolitej trudno było zauważyć. Batory wybrany na króla przez szlachtę zreformował armię, wygrał kolejne wojny z Rosją odzyskując część utraconych terenów. Niemniej już na początku nieomal nie musił stoczyć wojny domowej przeciwko zwolennikom Maksymiliana II Habsburga wybranego królem przez senat pod naciskiem nuncjusza papieskiego i interrexa prymasa Jakuba Uchańskiego. Szlachta nie uznała tej elekcji i wybrała Annę Jagiellonkę  i Batorego jako jej przyszłego męża. Przy wszystkich zasługach węgierskiego króla jego gorliwe wspieranie jezuitów było dalszym podkopywaniem fundamentów państwa. Zwłaszcza uczynienie kolegium jezuickiego w Wilnie Akademią było początkiem przechwycenia przez tę papieską policję ideologiczną kontroli nad oświatą. To za Batorego zabłysnął największy chyba arcy-szkodnik w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów – jezuita Piotr Skarga, który został pierwszym rektorem jezuickiej „akademii” wileńskiej.
.
Jeszcze bardziej pod wpływem Skargi znalazł się pierwszy z Wazów, fanatyczny katolik, członek III świeckiego zakonu jezuitów, Zygmunt III Waza. Wypędzonych ze Szwecji katolickich Wazów wspierało przede wszystkim papiestwo, licząc na to, że Rzeczypospolita będzie dla nich trampoliną i narzędziem do odzyskania tronu Szwecji w celu jej ponownego skatoliczenia i poddania władzy papieskiej. Już za pierwszego Wazy miały miejsce 4 większe bunty kozackie, zapłonęły ponownie stosy, a po kraju rozlały się inspirowane głównie przez jezuitów tumulty religijne przeciwko protestantom. Spójna i spokojna wcześniej wewnętrznie Unia Polsko-Litewska Kazimierza IV Jagiellończyka od panowania Wazów stała się miejscem permamentnej, pełzającej domowej wojny religijnej katolicy kontra reszta. Walczono z „heretykami” nie tylko przy pomocy tumultów. Pod naporem katolików krok po kroku usuwano z urzędów państwowych nie-katolików. Na dworze zaś i w Sejmie szalał Skarga. W jego kazaniach sejmowych udało się temu papieskiemu agentowi (nazywanemu w Sejmie głównym wichrzycielem Rzeczypospolitej – praecipuus turbator Reipublicae) przekonać monarchę i katolicką szlachtę, że ważniejsze dla instytucji państwowych jest zabieganie o zbawienie dusz mieszkańców kraju niż o interesy państwa, nawet kosztem jego upadku: Pierwej wiecznej ojczyzny nabywać niż doczesnej … jeśli zginie doczesna, przy wiecznej się ostoim.”
.
Jeśli zginie doczesna…
.
To był już jawny zwiastun przyszłego upadku państwa. Tylko ślepy by tego nie dostrzegł.
.
Dziełem Skargi było zerwanie Sejmu mającego uchwalić „prawo o tumultach”. Miało ono surowo karać uczestników i inspiratorów tumultów religijnych. Skarga nie mógł do tego dopuścić – wszak tumultami „nawracano” protestantów. Zerwany sejm zaowocował wyniszczającą kraj wojną domową – rokoszem Zebrzydowskiego. A tumulty religijne trwały do schyłku Rzeczypospolitej.
.
W tym miejscu jeszcze dygresja – prawo o tumultach miało być prawnym ukoronowaniem uchwalonej przez Sejm z inicjatywy protestantów i prawosławnych w roku 1573 (rok po śmierci ostatniego Jagiellończyka) konfederacji warszawskiej, gwarantującej wolność wyznania i równouprawnienie dla wszystkich odprysków nadjordańskiej dżumy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_warszawska_(1573)
.
Klerowi nie udało się jej zawetować, gdyż Sejm zwołano na warunkach konfederacji wykluczającej prawo weta i przyjmującej uchwały zwykłą większością głosów (50%+1 głos). Niemniej kościół nie zamierzał ani przez sekundę respektować równouprawnienia religijnego. Biskupi obrzucili konfederację warszawską i jej uchwały klątwą. A gdy następnie za III Wazy rozsądniejsza część szlachty, w tym nawet wolni od fanatyzmu katolicy, chcieli w Sejmie uchwalić prawo o karach za tumulty religijne, które szarpały Rzeczypospolitą, zablokowali to z inicjatywy Skargi biskupi. Także samego króla Skarga przekonał o „szkodliwości” dla katolicyzmu ewentualnego uchwalenia kar za tumulty. Sejm został zerwany a tumulty szarpały  Rzeczypospolitą aż do jej upadku.
.
Równie katastrofalnym – tyle że dla stosunków polsko-rosyjskich – było wmieszanie się Zygmunta III Wazy w wewnętrzny zamęt w Rosji nazwany wielką smutą. Z podpuszczenia papiestwa i jezuitów, w nadziei na skatoliczenie Rosji, Zygmunt III wspierał dwóch kolejnych samozwańców, następnie najechał pogrążoną w chaosie wojny domowej Rosję, zdobył Moskwę i dwa lata okupował Kreml. Odrzucił propozycję ogłoszenia jego syna carem, gdyż strona rosyjska jako warunek koronacji postawiła przejście przyszłego cara na prawosławie. Waza zaś chciał Rosję skatoliczyć. W końcu okupacja tak dała się Rosjanom we znaki, zwłaszcza rozboje, grabieże i gwałty popełniane przez grasantów zwanych lisowczykami, że wybuchło powstanie przeciwko okupantowi, którego wypędzono z Rosji. Okupacja Kremla na wieki zaciążyła na stosunkach rosyjsko-polskich.
Wcześniejsze wojny pomiędzy Rosją a Unią Litewsko-Polską, traktowane przez obie strony jako zwykłe w tamtych czasach wojny graniczne, nie zaowocowały wielowiekową nienawiścią. Dopiero okupacja Kremla, grabieże i gwałty na bezbronnej ludności oraj jawna chęć skatoliczenia Rosji nienawiść ową u Rosjan rozbudziły. Kilka lat później Waza ponownie z podpuszczenia biskupów, jezuitów i papiestwa próbował, choć bezskutecznie, zbrojnie podbić Rosję, jeszcze bardziej poogłębiając wrogość Rosjan wobec Rzeczypospolitej:
.
„Jeszcze raz próbowali zdobyć stolicę Rosji w 1618, o co bardzo zabiegali biskupi i kler katolicki, zwłaszcza jezuici, pragnący podporządkowania prawosławnej Moskwy papieżowi. Po nieudanej próbie opanowania miasta, zawarty został w 1619 rozejm w Dywilinie, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskała Smoleńsk oraz ziemie czernihowską i siewierską.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_III_Waza#Wojna_z_Rosj.C4.85
.
Wazowie oficjalnie nie przystąpili do trwającej w Niemczech (1618-1648) fanatycznej religijnej wojny trzydziestoletniej katolików z protestantami. Ale brały w niej udział bandy katolickich grasantów – lisowczyków. Siali oni śmierć pod Wiedniem, w Czechach i Lotaryngii. Na terenach Niemiec, gdzie grasowali, jeszcze przez następne dwa wieki matki straszyły nimi nieposłuszne dzieci. Lisowczycy przy całym ich zwyrodnialstwie mieli własnego kapelana, który ich zbrodnie wojenne wybielał – gwałcicieli, grabieżców i podpalaczy nazywał wojownikami bożymi.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/13/zlota-baba-lisowczycy-i-katolicka-milosc-blizniego/
.
Jeszcze o jednej „zasłudzie” III Wazy nie zapomnijmy. Z podpuszczenia biskupów i jezuitów gorliwie „nawracających” na żydogenny katolicyzm kogo tylko i jak tylko się dało wprowadził w roku 1588 prawo mówiące: „Jeśliby Żyd który, albo Żydówka do wiary chrześcijańskiej przystąpili, tedy każda osoba i potomstwo ich za szlachcica poczytywani być mają”. W ten sposób za sprawą fanatycznego popędu kleru do nawracania, choćby i przekupstwem wszystkich nie-katolików – w tym przypadku Żydów – zaczęło się biologiczne zażydzanie stanu szlacheckiego. Równolegle fanatycznym katoliczeniem szlachty zażydzano ją duchowo.
.
Powstania kozackie trwały za panowania kolejnych Wazów. Wymowne są niektóre żądania Kozaków wymienione w niestety nigdy nie zrealizowanej ugodzie zborowskiej:
.
– zwiększenie rejestru kozackiego z 6 do 40 tysięcy żołnierzy (Rzeczypospolita miała szansę na dysponowanie stałym, 40-tysięcznym bitnym wojskiem kozackim. Niestety do ugody nie doszło, prawobrzeżna Ukraina wpadła w ręce Rosji i to Rosja dostała wojska kozackie jako wojenny kastet w rękach carów),
– w 3 województwach ruskich: kijowskim, bracławskim i czernihowskim urzędy miała pełnić tylko szlachta prawosławna (było to oczywistą obroną przed katoliczeniem i polszczeniem Ukrainy i spychaniem na margines prawosławnych Rusinów),
– wojska koronne oraz Żydzi nie miały mieć wstępu do miast, gdzie stacjonowały kozackie pułki rejestrowe (wszędzie gdzie pojawiały się wojska koronne, uważane za okupanta oraz polska szlachta, towarzyszyli im Żydzi monopolizujący handel i wysługujący się polskiej szlachcie, czego Rusini po prostu nie chcieli),
– zgodzono się przyznać miejsce w Senacie prawosławnemu metropolicie kijowskiemu (biskupi katoliccy z urzędu byli senatorami, natomiast równe katolicyzmowi liczebnie prawosławie nie posiadało w Sejmie i Senacie ani jednego biskupa mogącego bronić interesów prawosławia i dlatego prawosławni postawili ten warunek),
– zabroniono powrotu duchowieństwa unickiego na ruskie ziemie województwa czernihowskiego, kijowskiego i bracławskiego (unitów będących wynikiem intrygi jezuickiej pod wodzą Skargi prawosławni uważali za zdrajców i renegatów, którzy poszli na kolaborację z papiestwem),
– jezuici oraz Żydzi mieli zostać usunięci z województw: bracławskiego, kijowskiego i czernihowskiego (nienawiść do jezuitów wściekle katoliczących Ukrainę była na niej powszechna. I do towarzyszących im jak cień żydowskich starszych braci w wierze, wysługujących się także klerowi).
.
Ugodę zablokowali w Senacie katoliccy biskupi – senatorowie Rzeczypospolitej. Wobec czego Chmielnicki mając dość katolickiego i polskiego szarogęsienia się na Ukrainie zawarł w 1654 roku w Perejesławiu ugodę z Rosją, prosząc cara o przejęcie lewobrzeżnej Ukrainy w posiadanie. Rosja chętnie na to przystała, obiecała zwiększenie wojsk kozackich (regestu) do 60 tys., a starszyźnie kozackiej (którą polska szlachta chciała przerobić na chłopów) obiecała utrzymanie majątków ziemskich. Wybuchła wojna pomiędzy Rosją a Rzeczypospolitą w wyniku której Rzeczypospolita na zawsze już utraciła Zadnieprze oraz inne tereny na całej granicy z Rosją, zwłaszcza Ziemię Smoleńską.
.

.
Tyle „korzyści” dało Rzeczypospolitej nachalne katoliczenie i polszczenie Ukrainy.
Na poważszej mapie widać ziemie utracone w wyniku powstania Chmielnickiego zakończonego wojną z Rosją. Wojnę zakończył rozejm w Andruszowie korzystny dla Rosji. Rosja zdobyła nie tylko duże obszary Rzeczypospolitej, ale i kozackie wojska, które niejednokrotnie przyczyniały się do kolejnych rosyjskich zwycięstw. Na początku XX wieku wojska kozackie liczyły w Rosji 162 pułki jazdy, 171 wolnych sotni i 24 bataliony piechoty.
.
Jedną z największych katastrof epoki Wazów był szwedzki potop. Był on elementem szerszej II wojny północnej. Szwecja wcześniej gotowa była wesprzeć Rzeczypospolitą w prowadzonej przez nią akurat wojnie z Rosją (tej związanej z powstaniem Chmielnickiego). Jednym z warunków pomocy było zrzeczenie się przez Jana Kazimierza jego roszczeń do szwedzkiej korony. Roszczenia te gorliwie popierało papiestwo. Warunek został odrzucony i Karol Gustaw postanowił najechać Rzeczypospolitą w celu jego wymuszenia. Karol Gustaw nie dopadł Wazy, ale Waza i tak nie odzyskał tronu Szewcji. Wbrew planom papieskim wiązanym z Wazami Szwecja pozostała protestancka. Zniszczenia Rzeczypospolitej doznane podczas potopu szwedzkiego porywnywalne są ze zniszczeniami Polski z okresu II wojny światowej. W efekcie zniszczeń „potopu” podupadły miasta i gospodarka rolna. Co gorsza, Prusy książęce (pozostałość zsekularyzowanego państwa krzyżackiego), będące lennikiem Rzeczypospolitej, wykorzystały potop do zrzucenia lenna. Na północnych rubieżach pojawiło się gangsterskie państwo pruskie, najbardziej z wszystkich sąsiadów prące do rozbiorów Rzeczypospolitej.
.
Z upadku gospodarczego wywołanego potopem Rzeczypospolita już się nie podniosła. Politycznie na potopie skorzystał jedynie kościół.  Zainicjował wściekłą nagonkę na protestantów oskarżanych o kolaborację ze Szwedami. Ignorował fakt, że ilość katolickich kolaborantów wcale nie była mniejsza. Kilka lat po potopie na fali nagonki na „heretyków” Sejm uchwalił pod naciskiem biskupów karę śmierci za odstępstwo od katolicyzmu. Protestanci nadal byli usuwani z urzędów państwowych. Nadal trwały też katolickie tumulty wymierzone w „heretyków”.
.
Epoka Wazów (81 lat) realizujących politykę papieską (próba skatoliczenia Rosji i zrekatoliczenia Szwecji) przy trwających wewnątrz kraju z podpuszczenia jezuitów i reszty kleru tumultach i prowokowanych przez postępowanie kleru, jezuitów i polskiej szlachty powstaniach kozackich była katastrofą dla Rzeczypospolitej. Utraciła ona duże tereny na wschodzie, gospodarczo upadła, a wewnętrznie została totalnie skłócona i rozbita. Zyskała też agresywnego sąsiada – Prusy, które nie ukrywały, że mają ochotę przynajmniej na odzyskanie wszystkich byłych terenów państwa krzyżackiego włączonych przez Kazimierza IV Jagiellończyka do Korony. To właśnie Prusy najbardziej gorliwie parły do rozbiorów Rzeczypospolitej, czemu długo opierała się Rosja.
.
Dużą szansę na poprawę zewnętrznego bezpieczeństwa, przynajmniej ze strony Prus miał, ale zmarnował ją, Sobieski. Z różnych dokumentów z jego czasów wiemy, że planował militarną wyprawę na Prusy, aby je rozbić i ponownie narzucić im lenniczą zależność od Rzeczypospolitej. W ten sposób pozbyłby się jednego z trzech przyszłych zaborców. Niestety z podpuszczenia kleru i papiestwa ruszył pod Wiedeń. Politycznie wyprawa wiedeńska nie przyniosła Rzeczypospolitej żadnych korzyści. Cesarz austriacki nawet Sobieskiemu nie podziękował, potraktował go obojętnie i z góry, a wojska Rzeczypospolitej traktowano po bitwie z pogardą. Strzelano nawet do tych, którzy chcieli wejść do uwolnionego przez nich miasta.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Wiedniem#Spotkanie_z_cesarzem
.
Gdyby zamiast pod Wiedeń pociągnął Sobieski na Prusy i je rozbił, za jednym zamachem unieszkodliwiłby dwóch przyszłych zaborców, bo Wiedeń bez tej odsieczy by padł.  A tak Prusy nadal rosły w siłę szykując się do aneksji terenów Rzeczypospolitej, a Wiedeń odwdzięczył się 89 lat później przystąpieniem do I rozbioru. To było jego spóźnione katolickie bóg zapłać za odsiecz wiedeńską. Sobieski zbyt był marionetką kleru i papiestwa, aby służyć interesom państwa.
.
Epoka saskich Wettynów (z małymi przerwami na Leszczyńskiego) od 1697 do 1763 charakteryzowała się uprzedmiotowieniem Rzeczypospolitej przez siły zewnętrzne. Elekcję Augusta II Mocnego popierał ultrakatolicki Wiedeń i stojące za nim papiestwo. Było to czyste wyrachowanie – Saksonia była protestancka, Augusta zaś kupiono koroną za cenę konwersji na katolicyzm. Liczono po prostu na rekatolizację Saksonii. Rachuby te okazały się płonne – w Saksonii Wettynowie podtrzymywali protestantyzm, a jako królowie Rzeczypospolitej udawali katolików. Także Rosja popierała Saksończyków. Nie graniczyła z Saksonią bezpośrednio, Saksonia brała udział w wojnach m.in przeciwko Szwecji, z którą i Rosja prowadziła długotrwałe wojny. A że Saksończycy Rzeczypospolitą traktowali instrumentalnie, nie dbając o jej interesy, byli dla Rosji wygodnymi kandydatami na tron nad Wisłą. Już na początku panowania Augusta II dochodziło do absurdalnych sytuacji – jako saski Elektor prowadził ze Szwecją wojnę, a jako król Polski był w w tym samym czasie neutralny. Wykorzystał jednak Rzeczypospolitą do przemarszu przez jej teren saskich wojsk, a działania wojenne prowadził także na jej terenie, mimo, że nie była ona (przynajmniej początkowo) stroną konfliktu. To wywołało protesty, wojnę domową (1704-1706) i koronację Leszczyńskiego. Jednak po 5 latach Leszczyński sam musiał uciekać z kraju przed stronnikami Saksończyka. W roku 1715 nastąpiła kolejna odsłona wojny domowiej pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami niemieckiego Augusta II. Miała tego dość Rosja, która toczyła wojny na północy ze Szwecją, na południu z Turcją i na rękę była jej Rzeczypospolita słaba, bez wojsk, pogrążona w marazmie i letargu, rządzona przez nie interesujących się jej losem Niemców. Bo dzięki temu miałaby Rosja długą spokojną zachodnię granicę z Rzeczypospolitą. Aby przerwać wojnę domową w Rzeczypospolitej i aby zabezpieczyć się od dalszych niespodzianek Rosja wprowadziła do kraju silne wojsko, spacyfikowała Sejm nazwany Niemym (1717 rok) narzucając mu swoją wolę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sejm_niemy
.
Od tego czasu Rzeczypospolita, mimo że rządzona przez Wettynów, była de facto rosyjskim protektoratem. Rosja zabiegała i spokój na granicy z Rzeczypospolitą i o daleko idące ograniczenie liczebności wojsk Rzeczypospolitej.
.
W tym samym czasie kościół nie próżnował – nadal trwały religijne tumulty, z najgłośniejszym z nich – tumultem toruńskim. Sprowokowali go katolicy, a na koniec 10 protestantom ścięto głowy. Po pacyfikacji protestantów najsurowszych kar domagali się jezuici.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tumult_toru%C5%84ski
.
Także w tym samym czasie nadal z podpuszczenia kleru i jezuitów rugowano protestantów z urzędów i funkcji państwowych. Z Senatu wyrzucono ich w roku 1712, z Sejmu w 1734. A wcześniej jeszcze (w 1702 roku) na Ukrainie wybuchło kolejne powstanie. Brutalnie stłumiono je – 70 tys. chłopów ukaranych zostało przez obcięcie im lewego ucha. Oszczędzono ich z jednego powodu – na Ukrainie brak było taniej siły roboczej w polskich i kościelnych majątkach ziemskich.
.
W czasach saskich Rzeczypospolita chyliła się już wyraźnie ku upadkowi. Rzeszpospolitą wstrząsnęły kilkakrotnie wojny domowe (walki o tron). Przez kraj parokrotnie maszerowały obce wojska – saskie lub rosyjskie. Gospodarka była w katastrofalnym stanie. Wyzyskiwani narastającym obciążeniem pańszczyźnianym i daninami chłopi masowo stosowali opór bierny polegający na opieszałej i niedbałej pracy. I to nie tylko na pańskiej czy biskupiej, ale i na kawałku „swojej” ziemi. Po co mieli harować, skoro i tak prawie wszystko im odbierano. Ubożała przez to szlachta ziemska, przybywało też dużo szlacheckiej „gołoty” pozbawionej jakiegokolwiek majątku. Nadal biedniały miasta, w których dochodziło do tumultów religijnych ale i do konfliktów między mieszczanami a szlachtą i możnowładcami, którzy posiadali w obrębie miast królewskich wbrew prawom miejskim własne „Jurydyki” – kamienice czy nawet pałace i którzy ignorowali a nawet łamali prawa miejskie. Handel za sprawą szlachty całkowicie zmonopolizowany był przez Żydów. Szlachta celowo oddała im w ręce handel bojąc się wzrostu zamożności polskiego mieszczaństwa, gdyby to ono wzięło handel w swoje ręce, bo mogłoby wzmocnić to jego polityczne znaczenie w Rzeczypospolitej. Żydom oddawała szlachta (wśród szlachty było dużo żydowskich przechrztów) także w arendę młyny, karczmy, a niekiedy nawet upadające majątki ziermskie. Zdarzało się też, że zubożały szlachcic wydawał syna za córkę bogatego żydowskiego arendarza. On przestawał być biedakiem a żydowska żona stawał się polską szlachcianką.
.
Obrotnym Żydom dzięki patronatowi szlachty powodziło się coraz lepiej. Za to skarb państwa był permamentnie pusty, szlachta nie zgadzała się na zwiększanie podatków, a największy posiadacz ziemski – kościół – był z nich całkowicie zwolniony. Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie, jaki procent powierzchni kraju był u schyłku Rzeczypospolitej własnością kościoła. Wiadome natomiast jest, że posiadłości biskupów nie ustępowały ogromem posiadłościom największych rodów magnackich. Każdy biskup był posiadaczem ogromnych majątków. Arcybiskup gnieźnieński np. posiadał 360 wsi i miast, biskup krakowski ponad 300 wsi i miast. W Wielkopolsce i Małopolsce liczba wsi będących własnością kościoła przewyższała liczbę wsi królewskich, a na Mazowszu kościół miał dwukrotnie większe posiadłości niż skarb koronny. Instytucja, która 8 wieków wcześniej zdana była na łaskę Mieszka I i Chrobrego w międzyczasie na ziemiach polskich (na Rusi katoliczonej dopiero od unii lubelskiej kościół posiadał stosunkowo mniejsze posiadłości) stała się właścicielem co najmniej 1/3 ziem. A w niektórych regionach kraju ponad połowy ziem. Od wieków kościół pasożytował na państwie, zmuszał je do służby swoim interesom, wysługiwał się nim do realizacji polityki własnej i papieskiej, wyłudzał kolejne nadania i przywileje. Pasożytował na władcach, na możnowładcach, na mieszczanach, a zwłaszcza na prostym ludzie – i nie płacił ani grosza podatków. Wywalczył sobie całkowity immunitet – władca nie miał prawa ingerować w sprawy kościelne, obsadę urzędów, nie miał prawa sądów nad klerem nawet za zdradę państwa. Za to kościół zmuszał państwo do ścigania i karania wrogów kościoła, wywalczył sobie prawo karania śmiercią podległych mu chłopów za stawianie oporu i za zbiegostwo. Sam państwu ani jego mieszkańcom nie dawał nic, za to za każdą „usługę” (krzty, komunie, śluby, pogrzeby) kazał sobie słono płacić. Kler nieomal zmonopolizował oświatę, na której także zarabiał, a ponadto to on układał programy „nauczania”, będącego przede wszystkim katolicką indoktrynacją. W Senacie biskupi blokowali wszystkie uchwały, które mogłyby zagrozić wpływom i dochodom kościoła. Los upadającego państwa, pozbawionego pieniędzy na utrzymanie jako tako silnego wojska, był kościołowi kompletnie obojętny. U schyłku Rzeczypospolitej więcej w niej było spasionego kleru i zakonników niż wojska koronnego. Zażarcie torpedował też kościół wszelkie próby nałożenia na niego choćby minimalnego podatku na rzecz państwa, choć gołym okiem było widać, że bez opodatkowania tego największego posiadacza ziemskiego próba uratowania państwa jest praktycznie niemożliwa. Przy czym wyraźnie zaznaczyć należy, że dużą część majątków kościół jeszcze w średniowieczu zdobył przy pomocy zwykłych fałszerstw dokumentów. Wprawdzie władcy piastowscy byli niezwykle hojni wobec kościoła i nie szczędzili jemu nadań, ale chciwemu klerowi było ich zawsze za mało. Wykorzystywali więc to, że większość Piastów była analfabetami i fałszowali przy każdej nadarzającej się okazji dokumenty z nadaniami dla siebie. Przychodziło im to o tyle łatwo, gdyż to oni pełnili  funkcje sekretarzy dworskich. I gdy np. spisywali testament zmarłego akurat władcy, korzystali z analfabetyzmu następcy i umieszczali w testamencie zawyżone na swoją korzyść nadania zmarłego. Po czym powoływali się na sfałszowany testement i wyłudzali więcej, niż zmarły im darował. Nagminnie też z byle powodu, albo i bez powodu obrzucali władców (i możnowładców – bo na nich też żerowali) klątwami, aby następnie za zdjęcie klątwy i dodatkowo w ramach „pokuty” wyłudzić kolejne nadania. Za każde zdjęcie klątwy żądali ufundowania/budowy przynajmniej jednego nowego kościoła, klasztoru czy opactwa – z uposażenim go należytym majątkiem ziemskim. W ten sposób z garstki kilku klechów i jednego biskupa Jordana – obcych przybłędów w orszaku Dobrawy czeskiej – nie posiadających absolutnie nic, na przestrzeni ośmiu wieków kościół wyrósł na największego ziemskiego i majątkowego potentata, zwolnionego na dodatek z jakichkolwiek powinności wobec państwa, na którym żerował. Im państwo bardziej biedniało i słabło, tym kościół bardziej obrastał w siłę, majątki ziemskie i złoto, a biskupi w znaczenie polityczne i w pychę. Obnosili się jak najwyżsi dostojnicy państwowi i byli nimi rzeczywiście. Publicznie poruszali się zawsze w asyście  orszaków, równych orszakom udzielnych książąt. Ich rezydencje – pałace i zamki – przepychem nie ustępowały pałacom i zamkom arystoracji i udzielnych książąt. Przy czym za biedaka uchodził biskup posiadający tylko jeden pałac czy zamek. Biskupi krakowscy np. posiadali ich po kilka na raz.
Kościelna figa dusicielka w czasach od Wazów do Sasów oplotła pień polskiego drzewa całkowicie.
.
Gdy umierał (1763 rok) przedostatni król Rzeczypospolitej, Niemiec August III Sas, państwo było w katastrofalnej sytuacji. Ale potencjalnie nadal było w stanie podnieść się z upadku. Gdyby nałożono podatek na kościół, zmniejszono ucisk pańszczyźniany zachęcający chłopów do wydajniejszej pracy, a handel i dzierżawy odebrano by Żydom, zapełnienie skarbca nie byłoby problemem. Ważniejszą jednak sprawą było zakończenie wewnętrznego rozdarcia i przywrócenie równowagi pomiędzy żywiołami polskim, ruskim/ukraińskim i litewskim. Jeszcze ważniejszym było zakończenie szykan i rugowania na margines społeczny prawosławnych i protestantów. Rzeczypospolita była wtedy nadal jeszcze wystarczająco ludna i potencjalnie silna, aby stworzyć potężną armię mogącą rozgromić Prusy, zrzucić rosyjski protektorat i ustalić trwałą granicę z Rosją oraz prowadzić własną suwerenną politykę wewnętrzną i zagraniczną. Ale aby odbudowć potęgę państwa, należało zgromadzić pod wspólnym sztandarem Polaków, Rusinów, Litwinów, katolików, prawosławnych, protestantów. Połączonymi siłami byliby w stanie odbudować potęgę, jaką była Unia Polsko-Litewska w czasach Kazimierza IV Jagiellończyka. Równie ważną sprawą było wyrwanie państwa spod wpływów kościoła i papiestwa. Państwo musiałoby kierować się własną racją stanu, a nie być świeckim ramieniem kościoła i jego narzędziem służącym interesom kościoła i papiestwa. Była nawet próba takich działań, storpedowana została jednak przez kler i część sfanatyzowanej, katolickiej szlachty. Zaczęła się agonia państwa.
.
Katolicy zarzucą mi w tym miejscu, że pozytywnie odniosę się do próby reform podjętych przez Stanisława Poniatowskiego podjętych  na samym początku jego kadencji na królewskim tronie. Wiem, że królem został tylko dzięki poparciu Rosji i rosyjskim bagnetom. Ale Rzeczypospolita była wtedy tak słaba i tak wewnętrznie skłócona, że bez zewnętrznego przymusu nie była w stanie jako tako normalnie funkcjonować. Poniatowski chciał monarchi konstytucyjnej, likwidacji liberum veto, reformy monetarnej, gospodarczej i oświatowej. Chciał też spokoju wewnętrznego, a zwłaszcza zakończenia tumultów religijnych wszczynanych przez sfanatyzowany katolicki motłoch. To ostatnie korelowało z planami Rosji wobec Rzeczypospolitej. M.in. ze względu na skargi prawosławnych Rosja postanowiła narzucić Rzeczypospolitej prawo o równouprawnieniu religijnym, który to pomysł popierał i Poniatowski. Zapewne rozumiał, że bez zakończenia wewnętrznych konfliktów na tle religijnym jakiekolwiek próby reformowania i ratowania państwa są skazane na porażkę. Prusy także chciały zabezpieczyć prawa dla protestantów i wsparły pomysł wprowadzenia  w Rzeczypospolitej równouprawnienia religijnego. Powie ktoś – była to ingerencja obcych państw w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej. Zgadza się, ale w sumie były to niezwykle korzystne dla niej samej pomysły i mogły mimo obcej inspiracji w końcowym efekcie odbudować potęgę państwa i osiągnięcie przez nie całkowitej suwerenności. W Rosji np. katolicy byli prześladowani. Ale stanowili oni znikomy promil mieszkańców i nie byli w stanie buntami zagrozić integralności państwa. W Rzeczypospolitej prawosławni liczebnie dorównywali katolikom i byli w stanie wywoływać ogromne, wyniszczające państwo bunty. Przez co rónouprawnienie dla nich było po prostu konieczne. Gdyby katolicy byli w stanie to zrozumieć i zaakceptowaliby nawet te narzucone z zewnątrz równouprawnienie dla prawosławnych i protestantów, droga do skupienia ich wszystkich pod jednym sztandarem byłaby otwarta. Niestety akurat przeciwko temu najważniejszemu warunkowi przywrócenia spokoju w państwie, a więc wprowadzeniu równouprawnienia religijnego gwałtownie zaprotestował kościół. Wściekle odrzucał jakąkolwiek wzmiankę o równouprawnieniu religijnym, a na Sejmie w roku 1766 naciskiem biskupów katolickich wymusił potwierdzenie dla siebie uprzywilejowanej pozycji kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej. Poniatowski nie przejął się tym i pod osłoną i przy pomocy Rosji dwa lata później wymusił w Sejmie umieszczenie wśród Praw Kardynalnych prawa o równouprawnieniu religijnym dla prawosławnych i protestantów. Aby nie dopuścić do zakłócenia przez fanatycznych katolickich wichrzycieli obrad tego Sejmu, na polecenie Nikołaja Repnina, carskiego posła, uprowadzono i uwięziono kilku senatorów, przywódców konfederacji radomskiej, wśród nich biskupów krakowskiego Sołtyka i kijowskiego Załuskiego. Do jakiego stopnia nawet polityka wewnętrzna Rzeczypospolitej była wówczas igraszką w rękach Rosji najlepiej świadczy fakt, że namiestnik carycy na Rzeczypospolitą – Repnin – zainicjował najpierw „heretyckie” konfederacje słucką i toruńską, a następnie wymierzone w nie ultrakatolicką konfederację radomską.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Niko%C5%82aj_Repnin#1764-1769
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_radomska
.
Repnin manipulował zaślepionymi katolikami z dziecinną łatwością. Aby jednak przeforsować równouprawnienie dla innowierców w Sejmie musiał uwięzić przywódców zawiązanej przy jego wydatnej pomocy katolickiej konfederacji radomskiej. Uchwalenie przez Sejm równouprawnienia wywołało wściekłość całego kleru, który natychmiast zaczął podburzać skatoliczoną część szlachty do stawienia oporu. W efekcie tego podburzania zawiązana została konfederacja barska. Dzień jej zawiązania – 29 luty 1768  – był jedną z najczarniejszych dat w historii szlacheckiej Rzeczypospolitej. Tego dnia zaczęła się jej agonia, a raczej zaczęło się dobijanie Rzeczypospolitej rękami sfanatyzowanych katolików.

Agonia…

Jednym z inicjatorów konfederacji barskiej był biskup kamieniecki Adam Krasiński, a najgorszym „duchowym” wichrzycielem konfederacji był karmelita Marek Jandołowicz. Propaganda katolicka próbuje przedstwiać ten religijny, fanatyczny, antypaństwowy tumult religijny jako „powstanie narodowe”. Tymczasem konfederacja ta była w rzeczywistości wyniszczającym kraj katolickim giga-tumultem religijnym. Głównym hasłem konfederatów była „obrona wiary” (w rzeczywistości obrona supremacji katolicyzmu i dominacji kościoła w państwie) a głównym postulatem było odrzucenie równouprawnienia religijnego dla innowierców. Uniwersał skierowany do katolików nawoływał:„…by wzięli pod siebie to przekonanie, że lepiej przestać żyć, aniżeli patrzeć na nadwerężenie wiary świętej katolickiej…”.  Fanatyczni katolicy z podpuszczenia kleru wywołali katastrofalną czteroletnią wojnę domową (1768-1772), zakończoną interwencją zbrojną Rosji i pierwszym rozbiorem Rzeczypospolitej. Głównym wrogiem konfederatów był król Stanisław Poniatowski. W roku 1771 konfederaci dokonali nieudanej próby porwania króla i wzięcia go jako zakładnika, aby wymusić na nim swoje żądania. Podczas próby porwania król został ranny. Jednym z organizatorów i uczestników próby porwania króla był nuncjusz papieski Angelo Durini. Konfederaci zarzucali Poniatowskiemu, że jest sługusem Rosji. Tego, że sami byli sługusami papiestwa, nie dostrzegali. W ich nienawiści do króla i mieszkających w Rzeczypospolitej „innowierców”, aby zwiększyć szanse na zwycięstwo ich giga-tumultu, zawarli nawet sojusz z muzułmańskimi Turkami i Tatarami, którzy mieli wiązać siły rosyjskie uniemożliwiając im w ten sposób wspieranie króla i wojsk koronnych. Ten szaleńczy religijny giga-tumult trwał cztery lata, stoczono podczas niego ok. 500 bitew i potyczek, wylano całkowicie niepotrzebnie rzeki krwi. Rzeczypospolita poniosła ogromne straty w ludziach.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_barska#Skutki.
.

Zniszczeniu uległy duże obszary kraju, co przy jego fatalnym stanie gospodarki było prawdziwą katastrofą. Najgorszą reperkusją tego fanatycznego zrywu ultrakatolików był I rozbiór. Załgana katolicka propaganda twierdzi, że tak nie było, że rozbiór postanowiono już w 1771. Ale przecież konfederacja rozpoczęła szaleńczą wojnę domową w obronie supremacji żydo-katolicyzmu już w 1768 roku. Widząc fanatyzm walczących, oraz konieczność zaangażowania dużej ilości wojsk do stłumienia tego religijnego gigatumultu caryca Katarzyna (z urodzenia Niemka Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbst-Dornburg) uległa po wielu latach oporu, naciskom Prus, oraz nagle popierającego je arcykatolickiego Wiednia i wyraziła zgodę na I rozbiór Rzeczypospolitej. Dokonano go natychmiast po stłumieniu barskiego giga-tumultu.
Fanatyczni katolicy, którzy z podpuszczenia kleru wywołali  ten nieszczęsny giga-tumult nie uzyskali nic. Ich fanatyzmowi zawdzięczać należy rzeki wylanej krwi, zniszczenie kraju i utratę przez Polskę i Litwę 211 tys. km² i 4,5 miliona ludności. Wyniszczony ich fanatycznym tumultem kraj nie był w stanie przeciwstawić się woli trzech zaborców.
.
.
Niedawni szaleńcy pokornie zmuszeni byli przyjąć wolę państw rozbiorowych. Przy okazji szaleńczej, szkodliwaj, antypaństwowej konfederacji barskiej przypomnieć chciałbym jeszcze dwa związane z nią wydarzenia. Pierwszym jest niezwykle krwawy bunt chłopstwa na ukrainie, nazwany koliszczyzną.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Koliszczyzna
.
Ludność Rusi/Ukrainy nie kryła swej nienawiści do katolików i Polaków, uważając ich za okupantów. Widząc szaleńczą wojną domową, w której katolicka polska szlachta walczyła z królem i wojskami koronnymi, Ukraińcy wykorzystali okazję rozniecając krwawy bunt, podczas którego dokonali wielu masowych rzezi na znienawidzonych Polakach i ciągnących za nimi jak cienie Żydach. Mordowano zwłaszcza znienawidzony katolicki i unicki kler. Nie ulega przy tym najmniejszej wątpliwości, że gdyby nie wybuchła konfederacja barska, nie byłoby i koliszczyzny. Jej ofiary idą ostatecznie także na konto szaleństwa religijnego konfederatów.
Drugim wydarzeniem było zdobycie przez wojska koronne i rosyjskie „Jasnej Góry” w sierpniu 1772 roku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Obrona_Jasnej_G%C3%B3ry_(1770%E2%80%931772)
.
Jakoś dziwnie cicho jest w katolickich pseudopatriotycznych środowiskach o tym wydarzeniu. Mitologia obrony „Jasnej Góry” podczas szwedzkiego potopu, rzekomo dzięki cudom i opiece żydowskiej „matki boskiej” rozdmuchiwana jest do dzisiaj przez katolicką propagandę, choć Szwedzi podczas oblężenia klasztoru nie przeprowadzili ani jednego szturmu.  Należałoby więc katolików zapytać – dlaczego żydowska „matka boska”, która rzekomo cudami ochroniła „Jasną Górę” przed Szwedami, nie uchroniła cudami jej „sanktuarium” nieco ponad sto lat później przed wrogami ultrakatolickich konfederatów? Czyżby nagle utaciła jej cudowną moc? A może była wtedy na urlopie?
.
Po stłumieniu fanatycznej konfederacji i po I rozbiorze katolicy nie złożyli broni. Biskupi nadal w Sejmie blokowali wszelkie niekorzystne dla kościoła reformy. Nadal knuli przeciwko innowiercom i nadal zamierzali odzyskać supremację nad państwem. Powstało wiele ośrodków „reformatorskich”, przewagę nad innymi zdobył  ostatecznie obóz katolickich „reformatorów”, którzy doprowadzili do sejmu czteroletniego i uchwalenia katastrofalnej konstytucji 3 maja.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/05/03/konstytucja-3-maja-jaka-powinna-byc-aby-miec-szanse-uratowania-ginacej-rzeczypospolitej/
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/03/co-nam-dala-konstytucja-3-maja/
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/03/3-maja-swieto-dla-katolikow-niemcow-i-zydow/
.
Jedną z czołowych postaci tego obozu był biskup kamieniecki Adam Krasiński, wcześniejszy przywódca katastrofalnej konfederacji barskiej. W zamyśle owych „reformatorów” konstytucja miała  uratować Rzeczypospolitą, w rzeczywistości była gwoździem do jej trumny. Szaleństwo owych „reformatorów” polegało na tym, że zamiast przeanalizować przyczyny katastrofalnego osłabienia państwa na przestrzeni ostatnich dwóch wieków, a następnie je usunąć, ich „reformy” nie tylko nie usunęły owych przyczyn, ale wprowadziły je do konstytucji jako dwa filary nowego porządku. Przyczyny te to supremacja katolicyzmu i całkowite podporządkowanie racji stanu państwa interesom kościoła, połączone ze spychaniem na margines społeczny i polityczny prawosławnych i protestantów co wywoływało ich opór, oraz nachalne polszczenie Litwy i Rusi/Ukrainy, co wywoływało wrogość do Polaków u Litwinów i Rusinów. Prawdziwa reforma Rzeczypospolitej musiałaby przywrócić równowagę żywiołów polskiego, ruskiego i litewskiego, a na płaszczyźnie religijnej równouprawnienie dla prawosławnych i protestantów. Tylko wtedy mogliby Litwini, Rusini, prawosławni i protestanci poczuć się równoprawnymi współobywatelami i tylko wtedy byliby gotowi pod jednym sztandarem z Polakami i katolikami walczyć o Rzeczypospolitą. Niestety „reformatorzy” kierowali się fanatycznym katolicyzmem czyniąc Rzeczypospolitą państwem wyznaniowym, katolickim, co spychało na margines „innowierców”, a ponadto Rzeczypospolitą Obojga Narodów przerobili, kierując się polskim szowinizmem, na unitarne „Królestwo Polskie” nie pytając Rusinów i Litwinów, czy chcą być „obywatelami królestwa polskiego”. Na efekty nie trzeba było długo czekać – Litwini i Rusini zawiązali konfederację targowicką pragnącą obalić nielegalną w sumie konstytucję 3 maja. W projekcie mieli stworzenie Rzeczypospolitej złożonej z trzech równoprawnych „prowincji” – Polski, Litwy i Rusi/Ukrainy. Targowiczan poparła Rosja. Doszło do wojny stronników konstytucji z Rosją zakończonej II rozbiorem. Przy tej okazji zobaczyć można naiwność „reformatorów”, autorów konstytucji i perfidię Prusaków. Otóż „reformatorzy” szukając sprzymierzeńców przeciwko Rosji zawarli przymierze z Prusakami (to że Prusy były jednym z zaborców w 1772 roku „reformatorom” widocznie nie przeszkadzało). Obie strony zagwarantowały nienaruszalność granic oraz przyrzekły sobie nawzajem militarną pomoc na wypadek wojny z państwem trzecim (chodziło przede wszystkim o Rosję).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Przymierze_polsko-pruskie_1790#Postanowienia
.
Ale gdy doszło do wojny „reformatorów” z Rosją, Prusy wystawiły ich do wiatru. Złamały też gwarancję integralności terytorialnej i przystąpiły do II rozbioru. Państwo utraciło w nim ponad 300 tys. km². Przy czym straty terytorialne na wschodzie, na rzecz Rosji, choć wielokrotnie większe (250 tys.km²) były tak naprawdę mniej bolesne. Rosja oderwała od Rzeczypospolitej ziemie zamieszkałe w ogromnej większości przez prawosławnych Rusinów nienawidzących katolików i Polaków. Natomiast Prusy zagarnęły kolebkę państwa Piastów, ziemie etnicznie polskie – Wielkopolskę.
.

.
Ostatnim podrygiem umierającego państwa była sterowana z Saksonii insurekcja kościuszkowska. Saksonia oficjalnie nie wspierała szalonej insurekcji nie chcąc narazić się na wojnę z Rosją i Prusami. Ale umożliwiła spiskowcom organizowanie się w Lipsku i Dreźnie. Insurekcja chciała przywrócić nielegalną, szkodliwą konstytucję 3 maja, co było niemieckim Wettynom na rękę – wszak konstytucja im oddawała po śmierci Poniatowskiego tron Rzeczypospolitej w dziedziczne władanie. Do tego wzmocniony zniesieniem liberum veto. Insurekcja była szaleństwem. Okrojone terytorialnie, wykrwawione konfederacją barską i niedawną wojną z Rosją państwo, znajdujące sią w katastrofalnej sytuacji gospodarczej, podjęło wojnę nie tylko z Rosją, ale i z Prusami, niedawnym oszukańczym „sojusznikiem” autorów konstytucji. Insurekcja została krwawo stłumiona, a Rzeczypospolita Obojga Naródów, a raczej to co z niej jeszcze po II rozbiorze pozostało, pokrojona została po raz trzeci jak tort, tym razem do końca i ponownie z udziałem arcykatolickiego Wiednia, znikając z mapy Europy na zawsze. Odrodzona w 1918 roku II Rzeczypospolita była już całkiem innym państwem.
.
W tym miejscu jeszcze pewna uwaga – gdyby przedrozbiorowa Rzeczypospolita była państwem znacznie bardziej jednorodnym etnicznie i religijnie, tzn., gdyby np, Polacy (ew. Liwini czy Rusini) stanowili w niej co najmniej 80-85 %  (a jeszcze lepiej 90-95 %) mieszkańców i tyle samo byłoby w niej katolików (ew. prawosławnych czy protestantów), do rozbiorów i upadku państwa pod koniec XVIII wieku z ogromnym prawdopodobieństwem by nie doszło. Niestety była ona zbyt zróżnicowana etnicznie i religijnie, a największym jej nieszczęściem było to, że garstka w sumie polskiej, katolickiej szlachty, manipulowana przez kler i jezuitów, służąca interesom kościoła, zdobyła supremację polityczną wywolując wrogość wobec siebie i wobec państwa pozostałych liczących się grup etnicznych i religijnych. Katolicka szlachta polska stanowiła zaledwie kilka procent mieszkańców, ale wszystkim chciała narzucić swoją (a raczej kościelną) wolę, wszystkich chciała skatoliczyć i spolszczyć. To spowodowało całkowite rozbicie spójności państwa i jego upadek. Państwa rozbiorowe wykorzystały jedynie okazję i pokroiły w trzech turach jak tort rozbitą wewnętrznie Rzeczypospolitą. Rozbitą wywołanym agitacją jezuitów i kleru fanatyzmem polskiej szlachty i jej szowinizmem.
.
Upadek Rzeczypospolitej Obojga Narodów był bezpośrednio związany z antypaństwową działalnością kleru oraz ogłupionej przezeń i przez jezuitów katolickiej części polskiej szlachty.
Kościół miał decydujący wpływ na większość szkodliwych elekcji i na blokowanie w Sejmie wszelkich korzystnych dla państwa a niekorzystnych dla kościoła uchwał. Miał też ogromny wpływ na decyzje wszystkich iltrakatolickich monarchów. A jezuitom ze Skargą na czele udało się wmówić katolickiej szlachcie, że obrona wiary – czytaj – zdobycie a następnie obrona supremacji katolicyzmu oraz służenie interesom kościoła i papiestwa jest najważniejszą „racją stanu” Rzeczypospolitej. Wmówiono sfanatyzowanej szlachcie że jest „przedmurzem krześcijaństwa” i że musi walczyć w jego interesie. I odurniona katolicka szlachta tak się rzeczywiście postrzegała i jeszcze była z tego dumna. Biskupi traktowali państwo, władców i durną skatoliczoną część szlachty instrumentalnie jako narzędzia do realizacji własnych celów i obrony własnych interesów. Dbanie o interesy i dobro państwa było kościołowi absolutnie obce. Jeśli niekiedy co niektórzy biskupi sprawiali wrażenie, że dobro państwa ich interesuje, to tylko dlatego, że wiedzieli oni, iż kościelna figa dusicielka potrzebuje państwa, choćby był to już tylko martwy wysuszony pień, wokół którego może się opleść.  Bo wie, że jak pień runie, ona runie razem z nim. Dbali o państwo jako o usłużną i konieczną podpórkę. A nie dlatego, że dobro państwa leżało im na sercu. Natomiast w interesie państwa/drzewa było całkowite uwolnienie się od kościelnej figi dusicielki. Niestety nie uwolniło się od niej – przegrało z kościelnym pasożytem.
.
Pod zaborami kościół utracił dużą część majątków, pozycję suwerena i wpływy polityczne, ale kolaborując z zaborcami, przetrwał. Do szależczych powstań miał stosunek ambiwalentny – część kleru walczyła w powstaniach, część je potępiała i nadal służyła zaborcom. Do odrodzonego, a raczej do powstałego w 1918 nowego już państwa polskiego, innego niż przedrozbiorowa Rzeczypospolita szlachecka także miał kościół stosunek ambiwalentny. Pragnął uzyskać pozycję suwerena, co mu się nie udało, choć posiadał spore wpływy polityczne i całkiem spore majątki. Ale do wolnej, odrodzonej Polski wcale nie było mu spieszno. Jak to napisał w książce dla harcerzy, uważany za patriotę ksiądz Lutosławski, autor preambuły do konstytucji z 1921 roku: “Cóżby ci przyszło z wolnej ojczyzny, gdyby Kościół miał na tym stracić”. Ta wypowiedź „patriotycznego” księdza jest jednoznaczna – dla tego „patrioty” interes kościoła był ważniejszy niż wolność Polski. W II RP kościół pchał się do polityki, bezpośrednio i pośrednio, za pomocą katolickich posłów i ministrów, sprzeciwił się reformie rolnej i nadal pragnął pasożytować na państwie, co w dużym stopniu mu się udawało. Choć nie był już duszącą państwo figą dusicielką. Przypominał raczej jemiołę. II wojnę przetrwał w lepszej kondycji niż państwo.
.
Okres PRL był dla „polskiego” kościoła, pomijając okres buntów pogańskich w I połowie XI wieku, najgorszym w historii, choć w czasach żydo-komuny mimo prześladowań nieposłusznych przedstawicieli kleru sam Bierut nie odważył się wywłaszczyć kleru całkowicie ani wyrzucić tzw. „lekcji religii” ze szkół. To dopiero Władysław Gomułka polikwidował ostatnie majątki kościelne, usunął „lekcje religii” ze szkół, zlikwidował też katolickie przedszkola prowadzone przez zakonnice. I zapędził kler do kościelnych krucht oczyszczając z nich przestrzeń publiczną. Nie jest przypadkiem, że w naszej ponad tysiącletniej historii, akurat w czasach PRL, gdy kler pozbawiony był jakichkolwiek wpływów politycznych, szaremu zwykłemu Polakowi żyło i powodziło się najlepiej i posiadał poczucie bezpieczeństwa socjalnego jakiego nie miał nigdy wcześniej i nigdy później. Nie jest też przypadkiem, że tuż przed rozbiorami ponad 90 % mieszkańców Rzeczypospolitej było analfabetami (choć propaganda katolicka twierdzi, że kościół przyniósł Polakom oświatę), a „zła” komuna zlikwidowała analfabetyzm w ciągu pierwszych powojennych 10 lat istnienia PRL (u schyłku sanacji analfabetyzm sięgał jeszcze 30-50 %).
Sytuacja kościoła poprawiła się na fali tzw. „transformacji” czyli rozgrabienia majątku narodowego przez agenturę żydo-banksterów w masowym szabrze nazwanym prywatyzacją, w którym i złodziejski kler za pośrednictwem tzw. „komisji majątkowej” także szabrował majątek narodowy wypracowany wcześniej przez „złą” komunę. Ponownie kościół zaczął pasożytować na państwie, pasożytując nadal na owieczkach. Wypełznął z krucht, pcha się na chama do przestrzeni publicznej, ingeruje w politykę antypolskich od 1989 roku rządów, za pośrednictwem katolików w knessejmie i kolejnych rządach próbuje narzucać rozwiązania prawne zgodne z jego załganą dogmatyką. Choć supremacji, jaką posiadał u schyłku przedrozbiorowej Rzeczypospolitej nie odzyskał i już nie odzyska NIGDY.
.
Optymistyczne jest to, że coraz  więcej Polaków zaczyna sobie uświadamiać jego arcyszkodliwą rolę na przestrzeni ostatniego tysiąclecia. I coraz więcej rodaków rozumie, że katolicyzm nie ma z patriotyzmem nic wspólnego, a wręcz przeciwnie, że jest szkodliwym i antypolskim żydogennym zabobonem.
.
.
opolczyk
.
.
.
.
Reklamy