Świat Słowian (cz. V)

.

.

.

Słowiańszczyzna nad Wartą, Odrą i Wisłą pod ciężarem rzymskiej szubienicy…
.
W tym odcinku zamierzam opisać losy kultury słowiańskiej w państwie tworzonym na terenie dzisiejszej Polski od pierwszych Piastów. Będzie to zaledwie bardzo skrótowy szkic nie roszczący sobie pretensji do opracowania szczegółowego. Najwięcej trudności związanych z początkami państwa Mieszka związanych jest z tym, że nie ma absolutnie żadnych jako tako wiarygodnych dokumentów i relacji z tego okresu. Dodatkową trudnością jest umieszczenie wydarzeń u Piastów w kontekście europejskim, zwłaszcza w kontekście niemieckiego cesarstwa i papiestwa.
.
Aby zrozumieć z jakimi trudnościami borykało się cesarstwo wystarczy przeczytać biogram Heinricha II Kłótnika (świetnie dobrany przydomek) który wielokrotnie wywoływał antycesarskie bunty a nawet wojny domowe:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_II_K%C5%82%C3%B3tnik
.
Jak widzimy, knuł on przeciwko cesarzowi nawet ze słowiańskimi kniaziami. Podobnych wichrzycieli, nie tylko świeckich ale i „duchownych”, sprzeciwiających się cesarzom, historia cesarstwa niemieckiego zna więcej. Nie tylko w Niemczech. Ottona III (tego od zjazdu gnieźnieńskiego) razem z mianowanym przez niego papieżem Sylwestrem II wypędził z Rzymu wściekły na nich rzymski lud. Otto zmarł w trakcie próby ponownego zdobycia Rzymu. Pozycja cesarzy nie była więc pewna i niepodważalna.
.
Drugim ważnym ośrodkiem politycznym było papiestwo. Akurat u zarania państwa Piastów wychodziło ono z głębokiego kryzyzu nazywanego pornokracją  (już sama nazwa jest dla tego okresu znamienna):
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pornokracja
.
Ale i koniec pornokracji nie był końcem kryzysu kościoła. O ówczesnych stosunkach w papieskim Rzymie tak mówił w roku 991 na soborze w Reims biskup Arnulf:
.
„O Rzymie, pożałowania godny, który naszym przodkom ukazałeś jaśniejących chwałą ojców, nasze zaś czasy napełniłeś strasznymi ciemnościamihańbiącymi nas po wieki!… Czegóż bowiem nie widzieliśmy w tych czasach? Widzieliśmy, jak Jan z przydomkiem Oktawian, żył w bagnie rozpusty;on też uknuł spisek przeciwko temu Ottonowi, którego przedtem koronował na cesarza. Gdy Jan został wypędzony, wybrano papieżem Leona Neofitę. Lecz kiedy cesarz Otto opuścił Rzym, Oktawian wrócił do miasta, zmusił do ucieczki Leona, Janowi Diakonowi  ociął nos, palce prawej ręki i język i dokonawszy w mieście rzezi wielu wybitnych ludzi wkrótce zmarł. Na jego miejsce wybrali Rzymianie Bebedykta Diakona z przydomkiem Gramatyk. Na niego też wkrótce uderzył Leon Neofita ze swoim cesarzem, obległ, pojmał, złożył z urzędu i skazał na dożywotnie wygnanie do Niemiec. Po cesarzu Ottonie I nastąpił Otto II, przewyższający wszystkich władców naszych czasów siłą oręża, rozumem i wiedzą. W Rzymie na stolicy papieskiej zasiadł zaś straszliwy potwór, Bonifacy, najbardziej nikczemny ze wszystkich ludzi, splamionyrównież  krwią poprzedniego papieża. Lecz i ten, jakkolwiek wygnany i potępiony na wielkim synodzie, wrócił po śmierci świątobliwego Ottona do Rzymu. Piotra, znakomitego męża apostolskiego, który był przedtem biskupem padwii, przysięgą zapewniwszy mu bezpieczeństwo, usunął z zamku rzymskiego, złożył z urządu i pohańbionego ohydą więzienia zabił. Czy istnieje nakaz, aby takim potworom ludzkim, pełnym hańby, pozbawionym wiedzy o rzeczach boskich i ludzkich, podlegał nieprzeliczony zastęp kapłanów Boga znanych na świecie z nauki i życie pełnego zasług?”
.
Jan „Oktawian” – Jan XII. Papieżem został mając 17 lat. Urzędował w latach 955-964 Pozbawiono go urzędu za morderstwa, kradzieże i świętokradztwo.
Leon „Neofita” – Leon VII (963-965). Pupil Ottona I.
Benedykt „Diakon” – Benedykt V (964-956). Zdetronizowany i zesłany do Niemiec przez Ottona I.
Bonifacy VII – wybrany 974 rok. Potem wygnany. Ponownie papieżem w latach 984-985. Mordował przeciwników. Zamorzony głodem.
Piotr („znakomity mąż apostolski”) –  zamordowany w więzieniu Benedykt VI.
.
Określenie „znakomity mąż apostolski” niech nikogo nie zmyli – znakomitym był zdaniem biskupa. W porównaniu z mordercami jak Bonifacy VII wypadał rzeczywiście korzystniej, brał jednak udział w walkach o papieski tron. Tyle, że nie mordował przeciwników.
.
Walki o papieski stron, połączone z morderstwami, przekupstwem i buntami trwały długo. Jednych papieży obwoływał lud, innych arystrokratyczne rody rzymskie, m.in Krescensjusze:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krescencjusze
.
A jeszcze innych cesarze. Co istotne – konklawe było wówczas nieznane a urząd papieski nie był dożywotni. Papieży obierano i odwoływano, a często obalano i wypędzano. Niektórych mordowano, aby nie mogli ponownie ubiegać się o urząd. Niejeden z nich zasiadał na tronie dwukrotnie. Rekordzistą jest Benedykt IX, który był papieżem trzykrotnie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Benedykt_IX
.
I niejeden papież miał na rękach krew poprzednika czy konkurenta. Ale i przed pornokracją stosunki panujące na papieskim dworze (wówczas na Lateranie) nie były dużo lepsze. Pokazuje to tzw. „Synod Trupi”…
.
.
…podczas którego panujący papież Stefan VI wygrzebał z grobu zwłoki jednego z poprzedników, odział je w szaty pontyfikalne, posadził na papieskim tronie, po czym trupa osądził, obdarł z szat, obciął mu trzy palce (te do „błogosławienia” owieczek), ciało poćwiartował i wrzucił do Tybru:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Synod_trupi
.
Sam Stefan VI przypłacil to życiem – ubito go kilka miesięcy później. Po czym nastąpiła swoista „karuzela” – kolejni papieże unieważniali lub ponownie zatwierdzali decyzje to pokrojonego na kawałki papieża Formozusa to Stefana. Takie stosunki panowały w Rzymie, gdy na nasze ziemie Piastowie ściągnęli rzymską szubienicę. Dla dopełnienia obrazu papiestwa należy jeszcze dodać jego ówczesną rywalizację z Konstantynopolem, która w połowie XI (1054 r.) wieku doprowadziła do trwałej „wielkiej schizmy wschodniej” i rozpadu krystowierstwa na łacińskie i bizantyjskie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_schizma_wschodnia
.

Aby całkiem dopełnić obraz panującego wówczas chaosu należy jeszcze zaznaczyć, że wielokrotnie funkcjonowało wówczas po dwóch, a niekiedy i po trzech papieży równocześnie. Na synod w Sutri w 1046 zwołany przez cesarza Heinricha III roku stawić się miało trzech papieży równocześnie – Benedykt IX, Sylwester III i Grzegorz VI (ponownie trzech papieży naraz zaistniało w XV wieku – sobór w konstancji wszystkich odwołał a papieżem ogłosił bękarta kardynała Agapito Collony – Oddona jako Marcina V). Oficjalna wersja historii kk jednych uznaje za „prawowitych” papieży a innych za anty-papieży. Ale wtedy nie było to takie proste – każdy uznawał za prawowitego tego papieża który mu bardziej pasował. Na tym tle dochodziło do rozłamu i sporów w samym kościele (jedni biskupi uznawali tego, a inni innego papieża prawowitym), wśród władców (królów, książąt i grafów takoż uznających tego lub innego papieża za prawowitego), oraz do rozłamu między władzami świeckimi a biskupami w danym państwie – każdy z tych pionów władzy niejednokrotnie uznawał innego papieża.
.
W wiekach późniejszych kuria rzymska nadal szarpana była walkami o tiarę, kapelusze kardynalskie i kościelne dostojeństwa. Niejednokrotnie otrzymywał je ten, kto więcej zapłacił. A i obyczajowość „stolicy apostolskiej” przez wieki pozostawiała wiele do życzenia.
https://slowianin.wordpress.com/2012/07/20/kurewski-kosciol/
.
Pamiętać też powinniśmy (o czym pisałem w poprzednich odcinkach) o ciągłych wojnach w świecie łacińskim – nie było roku, aby ktoś z kimś nie walczył – centrum walk stanowiły Niemcy. Walczyli pomiędzy sobą oraz z Duńczykami, Frankami/Karolingami, Rzymianami, Konstantynopolem, saracenami, Słowianami (nawet tymi skrystianizowanymi). Cesarstwo rywalizowało z papiestwem o dominację nad „światem” (zachodnią Europą), biskupi rywalizowali z książętami i grafami o wpływy, dostojeństwa, bogactwa i władzę. Jak w kalejdoskopie zmieniały się sojusze, granice i zasięg wpływów świeckich i „duchownych” możnowładców. Nigdy wcześniej w Europie nie panował taki zamęt i mętlik, nie było tylu wojen, najazdów i buntów, tylu krwawych walk o trony świeckie (kościelne zresztą też), połączonych nawet z mordowaniem najbliższych (braci i ojców), a tym bardziej dalszych krewnych, co w epoce umacniania się w środkowym średniowieczu papiestwa i cesarstwa. Jeśli ktokolwiek twierdzi, że krystowierstwo przyniosło Europie ład, porządek i pokój to albo przez niewiedzę bredzi, albo po prostu łże.
.
I w takim momencie historii Europy nad Wartę sprowadzono rzymską szubienicę. Kiedy i jak – nie wiemy tego na pewno – niknie to w mrokach średniowiecza. Kursują poglądy, jakoby wcześniej już w kraju Ślężan i Wiślan pojawiła się rzymska szubienica obrządku cyrylo-metodowego i że Piastowie byli krystowiercami „prawosławnymi”.
http://www.taraka.pl/nie_bylo_chrztu_polski
.
Problem jest w tym, że nie ma niepodważalnych dokumentów potwierdzających przynależność Ślężan i Wiślan do państwa wielkomorawskiego i to akurat wtedy, gdy przez dwadzieścia z górą lat (863-887) dominował w nim (wypędzony następnie przez niemieckich łacinników) obrządek bizantyjski cyrylo-metodowy. Nie jest też prawdą, że krystowierstwo bizantyjskie było dużo mniej zachłanne i zbrodnicze niż papiestwo. Prawosławni też mordowali pogan, a wołchwów na Rusi Kijowskiej palili na stosach. Nie wykluczam, że zagrożeni najazdem wielkomorawian Ślężanie i Wiślanie pozwolili u siebie „misjonować” bizantyjczykom, a nawet, że budowali dla świętego spokoju cerkwie. Ale nie wierzę w to, że dali się przekonać do krystowierstwa tylko dlatego, że bajki o żydowskim „zbawicielu” opowiadano im po słowiańsku. Przywiązanie do własnych bogów, własnej tradycji było u Słowian zbyt silne, aby dobrowolnie dali się nabrać na nadjordańskie bzdury. A „Znaleziony na Ostrowie lednickim „krzyż bizantyjski ze szczapami z drewna krzyża Jezusowego”
http://www.taraka.pl/nie_bylo_chrztu_polski
.
… niekoniecznie musi świadczyć o bizantyjskości Piastów. Mógł być trofeum wojennym zdobytym podczas najazdów na Bizancjum przez przodków Mieszka, zanim przypałętali się na Wartę. Mógł też być po prostu „cennym” prezentem emisariuszy bizyntyjskich werbujących na Wartą kolejną ofiarę ich żydowskiego zabobonu. Bo tacy zapewne pojawiali się na ziemiach Piastów. Ale nie świadczy to jeszcze o niczym, a zwłaszcza o tym, że poprzednicy Mieszka byli z przekonania prawosławnymi. Z niedowierzaniem czytam na Tarace:
.
„Jednak kościół słowiański, funkcjonujący obok lokalnych pogańskich kultów, był przede wszystkim wierny Słowianom”
.
Kompletne nieporozumienie i niezrozumienie sprawy. Nie był to kościół „słowiański” a nadjordański, żydogenny, po prostu żydowski, uprawiający kult żydowskich idoli, bożków i żydo-biblii, tyle że używający podstępnie języka słowiańskiego. I był kościołem renegatów. Wierny był nadjordańskim idolom i żydo-biblijnym bredniom o „zbawicielu”, zdradzał słowiańskich bogów. Bo obok Joszue i Jahwe nie ma miejsca dla żadnego pogańskiego boga. Owszem, Piotr Wojnar ma rację – nie było krztu Mieszka, a Dagome ludex jest fałszywką, ale nie było też znaczącego krystowierstwa cyrylowego na naszych ziemiach. To mitologia prawosławia, konkurującego z łacinnikami. Nawet odkopywane pozostałości domniermanych „świątyń” prawosławnych jeszcze z IX czy początków X wieku w Cieszynie, Wiślicy, Krakowie, Grzybowie, Gieczu i na ostrowie lednickim o niczym jeszcze nie świadczy. Ktoś z różnych powodów je postawił – temu nie przeczę. Ale stały puste. Bo Słowianie woleli święte gaje. Krystowierstwo w wersji bizantyjskiej spotykało się z taką samą wrogością mieszkańców jak to w wersji łacińskiej. Przypomnę choćby wielokrotne bunty pogańskie na prawosławnej Rusi Kijowskiej. Nie pomogły prawosławiu na Rusi ani cyrylica, ani tzw. „obrządek słowiański”. Lud słowiański obcej nadjordańskiej dżumy po prostu nie chciał i wielokrotnie przeciwko niej się buntował, mimo że była ona głoszona „po słowiańsku”. Tylko więc ktoś naiwny może twierdzić, że cyrylowe żydo-prawosławie jest „słowiańskie” i że Słowianie bez oporu i buntów je zaakceptowali.
.
.
Wymysły katolickiej propagandy
.
.
1) Demaskowanie katolickiej mitologii – krzest Polski/krzest Mieszka
.
Domniemany krzest Mieszka, ten w wersji oficjalnej, jest oczywistym wymysłem katolickiej propagandy. Pisałem już o tym:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/18/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemany-chrzest-polski/
.
Teraz jedynie kilka słów uzupełnień. Gdy czeski Bolesław I dawał mu córkę Dobrawę za żonę, Mieszko musiał być już znaczącym kniaziem. Inaczej by jej nie dostał. Kniazikowi mającemu dwa małe grody, który na koniu w pół dnia objeżdża swoje księstwo Bolesław Srogi córy by nie dał. Ale nie dałby jej też wyznawcy krystowierstwa bizantyjskiego zwalczanego przez łacinników. Chyba że Mieszko zgodziłby się oficjalnie na przyjęcie krztu w wersji łacińskiej. Ale takiego krztu właśnie nie było. Sam Mieszko potrzebował załagodzenia sytuacji na południu, na granicy z Czechami (spory o ziemie Ślężan i Wiślan, na które Piaści mieli chrapkę) tocząc walki na północy z Pomorzanami i Wieletami. I dlatego wypertraktował z Pragą ślub z Dobrawą. Wraz z żoną przywędrował do jego państwa kler, gdyż raczej jest pewne, że warunkiem otrzymania Dobrawy za żonę było przyjęcie krystowierstwa łacińskiego i sam krzest Mieszka. I tutaj Mieszko tylko połowicznie wywiązał się z tych zobowiązań. O ile pozwalał przywleczonemu w orszaku Dobrawy klerowi na katoliczenie kraju – czytaj – na budowanie kościołów, a to w miejscu pogańskich świątyń, a to świętych gajów, a to ewentualnie na fundamentach pustych i nikomu niepotrzebnych cerkwi, o tyle sam się nie okrzcił. Gdyby jego krzest faktycznie miał miejsce, zachowałaby się o tym wiarygodna relacja podająca przynajmniej dokładnie datę i miejsce owego ważnego dla łacinników wydarzenia. A tymczasem domniemanych, ale tylko domniemanych dat i miejsc owego krztu jest bez liku. A przecież musieli uczestniczyć w tym domniemanym krzcie biskupi, ich orszaki, a ponadto stado sprowadzonych z Dobrawką klechów. I musieliby oni gdziekolwiek spisać jednolitą relację z datą i miejscem owego krztu. A takiej po prostu nie ma. Dobrawa zapewne nalegała na Mieszka, aby się okrzcił. Ale on zadowolił się jedynie rozpuszczeniem plotki, że to zrobił. I stąd na sarkofagu jego syna Chrobrego nazwany został „perfidnym” w przeciwieństwie do „wierzącej” Dobrawy. Natomiast bez wątpienia gorliwym okrzczonym już jako dziecko krystowiercą był jego syn Bolesław nazwany Chrobrym. W różnych powieściach (np. u Karola Bunscha) przedstawiany jest jako władca kochany przez lud. Fakt buntu pogańskiego w czasach Chrobrego (1022 r.) Bunsch przemilczał. A więc do końca aż tak kochany przez lud Chrobry nie był, bo mu się zbuntował. A zwłaszcza znienawidzone było ludowi narzucane siłowo przez Chrobrego krystowierstwo połączone z aktywnym bezlitosnym i brutalnym zwalczaniem pogaństwa. Lud przez długie wieki nienawidził kleru, wielokrotnie dochodziło do lokalnych buntów, krwawo tłumionych siłami zarówno państwowymi jak i kościelnymi. Jednym z bardziej znanych późniejszych buntów chłopskich było powstanie przeciwko cystersom w Lądzie w 1651 roku:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_ch%C5%82opskie_w_l%C4%85dzkich_dobrach_cysters%C3%B3w_(1651)
.

Mniejszych, nigdzie nie odnotowanych buntów, było na przestrzeni wielu wieków zapewne znacznie więcej. A zaczęły się już w czasach pierwszych Piastów. Chrobry nie był kochany. Znany był ze skłonności do okrucieństwa i jedynie strachem i okrutnymi karami trzymał poddanych w posłuszeństwie.
.
.
2) Demaskowanie katolickiej mitologii Polacy od dnia krztu byli gorliwymi katolikami
.
.
Jakże często słyszymy to z ust „duchownych” i dostojników kk, z ust gorliwych krystowierców i w katolickich mediach  – Polacy od krztu Mieszka (którego zresztą nie było) mieliby być gorliwymi katolikami przywiązanymi do wiary i kościoła. Są to oczywiste brednie. Prawda wygląda dokładnie odwrotnie. W ciągu pierwszych kilkudziesieęciu lat państwa Piastów było kilka większych buntów pogańskich. Za czasów samego Mieszka I większego buntu nie odnotowano, ale z tego tylko powodu, że jakkolwiek od ślubu z Dobrawą karał on za ataki na kler i kościoły, ale czynnie pogaństwa nie zwalczał. Wiele świętych gajów w jego czasach miało się dobrze, choćby z tego powodu, że kleru było za mało, aby wszystkie powycinać. Budowano wprawdzie kościoły, ale stały one długo, długo, prawie puste, bo lud czcił swoich starych bogów po swojemu. Dopiero za Chrobrego zaczęło się przymusowe katoliczenie kraju. Obowiązkiem wszystkich urzędników dworskich, wojewodów, możnowładców, komesów-żupanów i drużyny był udział w kościelnych gusłach. Z ludu ściągano obok danin na dwory i drużynę przymusowe dziesięciny na kler oraz tzw. „świętopietrze”. Wściekle wycinano święte gaje. Za stawiany opór karano w zależnośóci od „winy” brutalnymi okaleczeniami (najczęściekj oślepiano), śmiercią, przepadkiem mienia czy popadnięciem w stan niewolnika na kościelnych lub pańskich dobrach. Chrobry wprowadził też okrutne kary za łamanie kościelnych przepisów (np. za złamanie postu wybijano zęby). Długo tymi barbarzyńskimi karami trzymał Chrobry lud w strachu. Ale już za jego rządów wybuchły pierwsze pogańskie bunty. Pierwszym było oderwanie się od jego państwa podbitego wcześniej przez Mieszka Pomorza połączone z wypędzeniem kleru i jawnym powrotem do pogaństwa (1005 rok). Następne było w roku 1022, krwawo stłumione przez Chrobrego. Kolejne miały miejsca w roku śmierci Chrobrego (1025), a następnie (1030-1032) za panowania jego synów Mieszka II i Bezpryma (który Mieszka II przy obcej pomocy wypędził z kraju). Największym buntem pogańskim był ten z czasów Bolesława II Pogańskiego (Zapomnianego), decyzją biskupów wymazanego z naszej historii.
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/02/08/boleslaw-ii-poganski-czyli-o-tym-jak-turbo-katolik-artur-w-z-kola-naukowego-historykow-uniwersytetu-judeojagielonskiego-robi-za-koscielnego-falszerza-historii-panstwa-piastow/
.
Ten bunt, podczas którego zniszczono i spalono wszystkie kościoły a kler wybito lub wypędzono, po śmierci Bolesława II, najprawdopodobniej zamordowanego przez siepaczy nasłanych przez macochę Rychezę, został niezwykle brutalnie i krwawo stłumiony. Najpierw na kraj ogarnięty nadal jeszcze walkami ludu z garstką wspierających kler i feudalizm możnowładców, spuszczono ze smyczy Czechy. Po ich odejściu na czele niemieckich ciężkozbrojnych żołdaków wkroczył syn Rychezy (i Mieszka II), Kazimierz Odszczepieniec. Dobił ostatnie ogniska oporu, których nie rozbili Czesi (poza pogańskim Mazowszem), po czym przemianował państwo Piastów w niemieckie lenno i rządził nim z ramienia cesarza i kleru. Gdy utrwalił swoją wasalską władzę, wspólnie z Rusinami zaatakował Mazowsze. Ten sojusz katolika Kazimierza z bizyntyjską Rusią nie powinien nikogo dziwić. Ruś pomogła nie tylko dlatego, że Kazimierz pojął za żonę ruską księżniczkę Dobroniegę (musiała się przed ślubem okrzcić w wersji łacińskiej, bo bizantyjskiego krztu katolicki kler nie uznawał za ważny). Choć było to jeszcze przed oficjalną schizmą wschodnią rywalizacja i wrogość łacinników i prawosławnych była wówczas widoczna gołym okiem. Niemniej Ruś sama obawiała się buntów pogańskich u siebie i dlatego pomogła konkurencyjnemu katolicyzmowi podbić Mazowsze, aby złe pogańskie wzorce nie płynęły z Mazowsza na Ruś. Na Mazowszu zaś do buntu pogańskiego nie doszło tylko z tej prostej przyczyny, że rządził nim Masław, który otwarcie powrócił do pogaństwa. Początkowo rządził z ramienia Mieszka II, a widząc nadchodzący upadek państwa Piastów, za zgodą starszyzny mazowieckiej ogłosił się samodzielnym kniaziem. Ostatecznie Mazowsze podbite zostało przez szubieniczników w roku 1047, a Masław, ostatni pogański kniaź na terenie Mazowsza, zginął podczas bitwy. Mazowsze pod rządami Kazimierza poddano nachalnemu katoliczeniu.
.
Po niezwykle krwawym stłumieniu buntu z 1034-38 (Kraj Polan stał się jedna wielką pustynią, bezlud­nym opuszczonym pustkowiem, cmentarzyskiem ruin i zgliszcz” – Gall Anonim) Słowianie żyjący w państwie Piastów zmienili taktykę. Widzieli, że otwarty bunt kończył się każdorazowo krwawą pacyfikacją. Przez co po prostu „zeszli do podziemia”. Na zewnątrz udawali pogodzonych z rzymską szubienicą. W domach natomiast  i w ukrytych w pobliskich lasach świętych gajach nadal byli sobą.  Jeśli stawiali opór to już przeważnie bierny. Np. nie chodzili do kościołów na co niedzielne gusła. Rozwścieczało to z kolei kler który wielokrotnie nakładał na mieszkańców kary pieniężne za absencję w kościołach. Tak więc ostatecznie, jeśli nawet pod przymusem chodzili do kościołów, to i tak po wyjściu pędzili do świętych gajów odczynić kościelne gusła. O stopniu oporu ludności wiejskiej przeciwko rzymskiej szubienicy i jej przywiązaniu do pradawnych bogów i kultury świadczy najlepiej to, że jeszcze przez wieki kościół potępiał panujące w kraju pogaństwo. Pogaństwo potępił synod biskupów w Poznaniu w roku 1420, potępiał je fałszerz historii Długosz, potępiła lustracja biskupia w Kałdusie w roku 1793. Tu wyjaśnienie: Kałdus za Mieszka i Chrobrego był ważnym ośrodkiem politycznym:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ka%C5%82dus
.
Zaczęto w nim nawet za Chrobrego budowę kamiennej trójnawowej bazyliki, nigdy nie ukończonej z powodu buntu pogańskiego. Później na dwa wieki Kałdus znalazł się w krzyżackich rękach, dzięki inkorporacji Prus Królewskich powrócił do państwa Polan, w międzyczasie rządzonego już przez Jagiellonów. Mieszkańcy Kałdusu byli więc przez 8 wieków katoliczeni, najpierw przez Piastów, potem krzyżaków, następnie przez Jagiellonów, na koniec przez jezuitów. A mimo to – jak czytamy w biskupiej lustracji z 1793 roku (jak widać, w roku w którym dokonano II rozbioru Rzeczypospolitej, biskup nie miał na głowie ważniejszych spraw niż sprawdzanie, jak wierzą wierzący; upadające państwo go nie obchodziło):
.
“…nieliczni mają zwyczaj uczestniczyć w […] nabożeństwie, cały zaś lud, w tych najwięcej prawowierną religię obrażających czasach, częściowo składa ofiary Bachusowi w dolinie wsi Kałdus, a częściowo Wenerze w sąsiednim gaju. Dlatego z takiego też powodu, jak i zniszczenia niniejszej kaplicy, musiał kult zostać przeniesiony do chełmińskiego kościoła parafialnego.”
.
Oczywiście w Kałducie nie czczono Bachusa czy Wenery. Słowianie mieli własnych bogów, tyle że biskup albo nie znał ich imion, albo nie chciał ich wymieniać. Niemniej fakt pozostaje faktem – po ośmiu wiekach katoliczenia cały prawie Kałdus był pogański. I nie był on wyjątkiem. Gdyby dobrze przetrzepać wszystkie tajne/ukrywane przed opinią publiczną kroniki kościelne znaleźlibyśmy zapewne znacznie więcej podobnych zapisków. Zresztą, Adam Czarnocki znalazł wiele wsi (polskich, ruskich i czeskich) kultywujących słowiańską kulturę jeszcze w pierwszych dekadach XIX wieku:
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zorian_Do%C5%82%C4%99ga-Chodakowski
.
Wieś najdłużej stawiała opór nadjordańskim gusłom i najdłużej trwała w oporze przeciwko rzymskiej szubienicy. Rzeczywiste jej skatoliczenie nastąpiło, choć może to zabrzmieć paradoksalnie, dopiero w czasach PRL, gdy kler zapędzony został do kruchty. Pomogła kościołowi w tym bezmyślność władz. O ile chłopów ucieszyła przeprowadzona zaraz po wojnie reforma rolna i likwidacja obszarnictwa, o tyle podejmowane później próby kolektywizacji wsi poprzez naciski na tworzenie spółdzielni rolniczych i przystępowanie do PGR-ów tęskniących przez wieki do własnej ziemi chłopów przerażało. Dopiero co ją otrzymali i już chce się im ją odbierać. Sprytnie wykorzystał to wściekły na władze PRL kk, za to m.in., że sam też został wywłaszczony. I choć sam przez poprzednie tysiąc lat był krwiopijcą i wyzyskiwaczem chłopów, uciskał ich i zniewalał, w nowej, powojennej rzeczywistości zaczął stroić się w szaty obrońcy uciskanego ludu. Podstęp udał się, chłopi nabierali zaufania do rzekomo stojącego po jego stronie kleru, który to zaufanie wykorzystał do gorliwego katoliczenia wsi. Choć nadal utrzymywały się na niej obrzydłe klerowi prastare pogańskie zwyczaje, jak choćby topienie Marzanny na Jare Gody.
.
Obecnie wieś ginie dobijana przede wszystkim ekonomicznie. Modły do żydowskiego Jahwe, czy do żydówki Miriam jej nie uratują.
.
Inaczej wyglądało to w tworzonych już za Piastów miastach (nie mylić z obronnymi grodami), choć i w nich pogaństwo utrzymywało się jeszcze długo. XIII-wieczna bulla papieska potępiała np. pogańskie praktyki w stołecznym Krakowie. A pogańska Rękawka utrzymała się w nim do końca XIX wieku. Zakazana została przez austriackiego zaborcę w 1897 roku.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/04/18/swieto-rekawki-przy-kopcu-krakusa-w-krakowie/
.
Przy Rękawce zwracam uwagę na perfidię kk. W pobliżu Kopca Krakusa na którym obchodzono Rękawkę, już ok. roku 1000 wybudowano kościół „św.Benedykta”…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Bw._Benedykta_w_Krakowie
.
…mający stanowić konkurencję i przeciwwagę dla pogańskiej Rękawki. Zamiarem kleru było, aby mieszkańcy zamiast na Rękawkę na Kopcu chodzili do ichniego kościoła. I ten podstęp się nie powiódł. Rękawka przetrwała. Kościół niestety też. Obecnie kościół otwierany jest dwa razy do roku – w dniu imienin „św Benedykta” wypadających akurat na Jare Gody (21 marca) oraz we wtorek „wielkanocny” czyli podczas Rękawki. Krakowski kler nadal walczy z Rękawką. W dniu obchodów Rękawki organizuje przy kościele coś w rodzaju jarmarku-odpustu, chcąc w ten sposób odciągnąć mieszkańców od Kopca. Z niezbyt udanym skutkiem. Tu jest zdjęcie z konkurencyjnego z Rękawką „odpustu” z 2012 roku:
.

.
A tu z Rękawki z tego samego 2012 roku:
.

.
Jak widać, Rękawka ma więcej zwolenników niż odpust u „św. Benedykta”. Którego kościół zresztą, choć ostatnio wyremontowany (widok z przodu)…
.
.
przez długi czas był ponurą ruderą…
.
.
…do której pies z kulawą nogą nie chodził. Odremontowano go tylko dlatego, aby w obliczu rosnącej popularności Rękawki nie odstraszał owieczek podczas organizowanych przy nim owych konkurencyjnych „odpustów”.  Niemniej miasta uległy szybszemu skatoliczeniu niż wieś. Powodów było kilka. Jak choćby to, że ściągano do nich już skatoliczonych niemieckich osadników, kupców i rzemieślników, którzy zawsze stawiali sobie własne kościoły. Władze miejsckie obowiązkowo musiały być krystowiercze, to samo dotyczyło wszystkich cechów. A biedotę kupowano/nawracano jałmużnami i darmowym żarciem rozdawanym jej niekiedy przez kościoły i klasztory. Ponadto oderwanie od codziennego kontaktu z Naturą wynaturzało mieszkańców miast, przez co byli bardziej podatni na kościelną propagandę i wyssane z palca nadjordańskie gusła. Ale jeszcze przez kilka wieków w miastach ukrywało się w zaciszach domów czyste pogaństwo. Wierzącymi mieszczanie przez wieki byli tylko na zewnątrz. Dopiero w okresie walki ideologicznej katolicyzmu i protestantyzmu miasta zostały w dużej mierze skrystianizowane za sprawą rozbudzonych religijnych fanatyzmów.
.
Najbardziej skatoliczoną warstwą u schyłku Rzeczypospolitej szlacheckiej była sama szlachta, choć i protestantów wśród szlachty i arystokracji nie brakowało (o tym później). Ale jeszcze na początku XV wieku rycerstwo (późniejsza szlachta) ślubowało na przemian, raz na żydowskich idoli a raz na Słońce. Ta pogańska tradycja przetrwała u rycerstwa pięć wieku panowania rzymskiej szubienicy. Nawet wśród herbów szlacheckich znajdziemy niejeden pogański motyw. Powstały na przełomie XIV i XV wieku herb rodu Boreyko posiadał umieszczony na tarczy symbol czysto pogański:
.

.
Już to pokazuje przywiązanie do słowiańskiej symboliki spotykane wśród rycerstwa/szlachty. Gdyby byli gorliwymi katolikami, zapewne pogańskimi symbolami nie ozdabialiby swych herbów.
.
O tym, jak słabo katolicyzm zakorzeniony był jeszce w XVI i XVII wieku nawet wśród najbardziej skatoliczonej warstwy, jaką była szlachta, najlepiej świadczy ilość szlacheckich „odstępców od wiary”, którzy przeszli na luteranizm czy kalwinizm. Nawet wśród polskiej magnaterii, zawdzięczającej swój wzlot katolicyzmowi, znajdziemy niejednego „heretyka”, który porzucił katolicyzm. Obok luteranów i kalwinów znajdziemy też polską szlachtę wśród arian – braci polskich.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bracia_polscy
.
Kler widział oczywiście, jak słabo katolicyzm jest zakorzeniony nawet wśród szlachty. Nie był w stanie zablokować konfederacji warszawskiej (1573 r), która uchwaliła religijną tolerancję i równość wobec prawa wszystkich „wolnych” bez względu na ich wyznanie:
.
„c) szlachcie, mieszczanom królewskim i innym ludziom wolnym zagwarantowano pełne równouprawnienie, niezależnie od wyznania w prawie publicznym i prywatnym.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_warszawska_(1573)#Od_zgody_sandomierskiej_do_konfederacji_warszawskiej
.
Władze kościoła obrzuciły konfederację warszawską klątwą, nie zamierzały jej przestrzegać, a wręcz przeciwnie, wzniecanymi przez kler i ściągniętych do kraju watykańskich agentów – jezuitów – tumultami religijnymi przeciwko „innowiercom” torpedowały jej uchwały. Odstępstwa od katolicyzmu rzekomo gorliwie wierzących od 966 roku Polaków przybrały takie rozmiary, że ostatecznie pod naciskiem kleru w roku 1668 sejm uchwalił karę śmierci za porzucenie łacińskiego odprysku „wiary ojców”. Wykorzystano do tego nagonkę na protestantów rozpętaną tuż po potopie szwedzkim. Oskarżano ich o zdradę i kolaborację z najeźdźcą, ignorując oczywisty fakt, że katolików, którzy zdradzili Jana Kazimierza i przystąpili do obozu szwedzkiego było nie mniej niż protestantów. Najbardziej znanym był późniejszy król Jan III Sobieski.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_III_Sobieski#Wojna_polsko-rosyjska_i_potop_szwedzki
.
Jego nie ukarano, nie wygnano z kraju. A wręcz przeciwnie – wybrano później królem. Innym znanym zdrajcą był „Hektor” jasnogórski przeor Kordecki:
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/10/01/czestochowa-demaskowanie-katolickiej-mitologii/
.
Wszystko powyższe jednoznacznie pokazuje, że twierdzenie, jakoby Polacy od 966 roku byli gorliwymi katolikami to zwykłe propagandowe oszustwo i załgana katolicka mitologia.
.
.
Podstępne metody nadjordańskiej dżumy
.

Walcząc z kulturą i tradycją słowiańską, a widząc niezłomny wielowiekowy opór ludu, a także przynajmniej części mieszczan i rycerstwa, kościół zastosował taktykę praktykowaną przez krystowierców już w starożytnym Rzymie – w celu uatrakcyjnienia znienawidzonego krystowierstwa zaczął przywłaszczać sobie zwyczaje, obrzędy i święta pogańskie, w tym przypadku słowiańskie, nadając im nadjordańską interpretację. I tak, prawie wszystkie współczesne, uważane za „katolickie” zwyczaje związane z krystowierczymi „wigilią” (wieczerza godowa, 12 potraw, siano pod obrusem, kolęda) czy „wielkanocą” (pisanki, śmigus dyngus) to zwyczaje pogańskie. Dożynki, obchodzone obecnie uroczyście na „Jasnej Górze” to obrzęd czysto pogański. „Wszystkich świętych” to jesienne pogańskie Dziady, „matki boskiej gromnicznej” to pogańskie święto Perperuny, „Noc świętojańska” to pogańska Kupalnocka. Przykłady te można by mnożyć. Zresztą samo „boże narodzenie” to Szczodre, a „wielkanoc” to Jare Gody. Nawet kult „świętych” ma korzenie pogańskie – „święci ” zastąpili – nazwijmy ich tak – „pomniejszych” bogów pogańskich. W sumie ogromna większość tzw. „katolickiej tradycji” to przywłaszczone pogaństwo z dodaną mu nadjordańską interpretacją. Gdyby krystowierstwo odrzuciło wszystko co pogańskie, to niewiele by miało własnych „tradycji”, bo nawet krzest wzoruje się na pogańskim rytualnym obmywaniu się w świętych rzekach czy jeziorach. Krystowiercom pozostałby symboliczny kanibalizm (tzw. „komunia święta” czyli „spożywanie ciała” Joszue), drogi krzyżowe i przymusowe posty. I żebranie na kolanach od urodzenia do śmierci u żydowskich nieskończenie miłosiernych idoli o miłosierdzie. I strach przed wyssanym z palca piekłem.
.

Istniały też zwyczaje pogańskie, których nijak nie szło zaadoptować do krystowierstwa. Najbardziej znanym było topienie Marzanny. Nie pomogły ponawiane wielokrotnie zakazy, nie pomogła próba zastąpienia topienia Marzanny zrzucaniem kukły Judasza z kościelnych wież 21 marca, propagowana przez kk w XVI i XVII wieku. Lud z uporem rok w rok początek wiosny witał tym prastarym słowiańskim obrzędem. Jedyne co się udało pod naciskiem kk, to wprowadzenie do słownictwa w kontekście pogańskich obrzędów eufemistycznego terminu  „tradycja ludowa”, mającego ukryć pogańskie, słowiańskie korzenie topienia Marzanny i innych „tradycji ludowych”, czyli pogańskich.
.

Bez cienia przesady można stwierdzić, że na „polski” katolicyzm składa się ponad 90 % zawłaszczonego pogaństwa – tradycji, zwyczajów i świąt słowiańskich przerobionych na „katolickie” i kilka procent czystej, nadjordańskiej antykultury. Innymi słowy, „polski” katolicyzm to pogańskie, słowiańskie drzewo pociągnięte z wierzchu nadjordańskim pokostem. Wystarczy go zdrapać, aby pozostał czysty, nieskażony żydowskimi gusłami słowiański pień..
.
Zdrapmy więc ten żydogenny pokost. Kultura słowiańska, polska, nic na tym nie straci. A wręcz przeciwnie – zyska. A my odzyskamy naszą tożsamość.
.
O tym, jak ma się dzisiaj kultura słowiańska nad Wartą, Odrą i Wisłą będzie w jednym z kolejnych odcinków.

.
.

opolczyk
.
.
.
.
Reklamy