Świat Słowian (cz IV)

.

upadek-arkony

Upadek Arkony

.
Słowianie Połabscy – Chwała, chluba i upadek…
.
Do północnych plemion Słowian Połabskich czuję szczególny sentyment. Nie tylko dla tego, że po mieczu pochodzę właśnie od nich – brutalnie podbitych i zgermanizowanych Połabian. Także dlatego, że najdłużej ze wszystkich Słowian bronili własnej wolności, kultury i tożsamości. Wśród nich znajdziemy najwięcej bohaterów Słowiańszczyzny stawiających niezłomny opór obcym najeźdźcom i równie obcej nadjordańskiej antykulturze. Jest to tym istotniejsze, że Połabianie (tej nazwy używam w tym wpisie głównie w odniesieniu do północnych Połabian) byli znacznie bardziej narażeni na niemiecki podbój, niż plemiona żyjące na terenie współczesnej Polski. Te były od niemieckiego żywiołu odgrodzone właśnie Połabiem. Dojść do nich Niemcy mogli tylko po trupie Połabia. Po podboju przez Gerona południowego Połabia i wobec skatoliczenia państwa Piastów północne Połabie było otoczone ze wszystkich stron – od zachodu i południa parło na nie katolickie cesarstwo niemieckie i niemieccy grafowie, od wschodu zza Odry skatoliczeni Piastowie, a od północy skatoliczone w międzyczasie najpierw Dania, o później Skandynawia (Norwegia i Szwecja). Połabie znalazło się w katolickim „kotle”. I w nim broniło się przez kilka długich pokoleń. Była to, niestety bezskuteczna jak się w XII wieku okazało, niiemniej niezłomna walka o prawo do własnej wolności, kultury i tożsamości.
.
W tym miejscu jeszcze jedna uwaga – miłośnicy państwa Piastów z jednej strony twierdzą, że Mieszko musiał przyjąć chrzest wobec zagrożenia ze strony cesarstwa niemieckiego:
http://www.polskieradio.pl/39/246/Artykul/823062,Chrzest-Polski-Mieszko-I-nie-mial-wyjscia

Z drugiej strony, że kościół był spoiwem, koniecznym do stworzenia odpowiedniej państwowej struktury. Są to oczywiste propagandowe wymysły nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Gdyby plemiona – nazwijmy je – „polskie”, żyjące między Odrą a Bugiem pozostały pogańskie, to w sojuszu z Połabianami byłyby w stanie rozbić i unicestwić cesarstwo niemieckie. Bo tak naprawdę owo cesarstwo było olbrzymem na glinianych nogach, a niemiecki cesarz w niczym nie przypominał cesarza rzymskiego. Cesarstwo niemieckie powołano w roku 962, mimo protestów Franków/Karolingów uważających siebie za spadkobierców cesarza Karola „Wielkiego”. Było zbieraniną wielu ludów i plemion. Sięgało na północy po granicę z Danią a na południu po połowę Półwyspu Apenińskiego (poniższa mapa odzwierciedla mniej więcej granice cesarstwa ok. roku 1000):
.

cesarstwo-niemieckie
.
Od początku toczyło wojny graniczne z Frankami na zachodzie, z Danią na północy, z Bizancjum na Półwyspie Apenińskim oraz z lokalnymi grafami i lennikami chcącymi wyłamać się spod kurateli cesarza. No i ze Słowianami na zachodzie. Cesarz rzymski wcześniej nie miał jako konkurenta papiestwa, nie miał wielu niepewnych lenników, jego władza była praktycznie absolutna, a przede wszystkim przez okrągły rok miał do dyspozycji ok. 30 legionów ślepo jemu posłusznych. Niemiecki cesarz natomiast nawet w Niemczech nie był niepodważalnym autorytetem, bunty lenników i wasali przeciwko cesarzom były na porządku dziennym, niejednokrotnie nim ktoś ogłoszony został cesarzem musiał w wojnach wewnętrznych wywalczyć sobie nominację na króla Niemiec, co dopiero otwierało drogę do korony cesarskiej. Samo cesarstwo szarpane było wojnami domowymi, a siły zbrojne samego cesarza, bez wsparcia lenników nie stanowiły dla samych tylko choćby Połabian większego niebezpieczeństwa. Lennicy mieli niby obowiązek dostarczać cesarzowi określoną liczbę wojów na określoną liczbę dni w roku, ale robili co mogli, aby wymówić się z tego obowiązku. Często inscenizowali zamieszki na własnym pograniczu odmawiając cesarzowi wysłania wojów pod pretekstem konieczności pilnowania własnych granic. Bądź w konflikcie na linii cesarstwo-papiestwo opowiadali się po stronie papiestwa, które w podziękowaniu zwalniało takiego „lennika” z jego lennych wobec cesarza powinności. Z tych powodów cesarze niemieccy przegrywali wiele bitew i kampanii wojennych – dysponowali po prostu często zbyt szczupłymi siłami, gdyż nigdy nie mogli liczyć na posłuszeństwo wszystkich lenników, a często byli zmuszeni do marnotrawienia własnych sił w wyprawach wojennych przeciwko zbuntowanym grafom. Tak więc domniemane zagrożenie ze strony cesarstwa niemieckiego to propagandowy katolicki wymysł mający dać Piastom alibi za przyjęcie przez nich rzymskiej szubienicy. Zresztą, o czym już wspominałem w innych wpisach, cesarstwo wielokrotnie najeżdżało tereny państwa katolickich Piastów, co dobitnie pokazuje, że przyjęcie katolicyzmu nie uchroniło Piastów przed niemieckimi najazdami. A na koniec, w czasie rozbicia dzielnicowego niemieccy grafowie i stojące za nimi cesarstwo podbiły Pomorze Zachodnie i cały pas wzdłuż Odry po jej  „polskiej” stronie. Także Śląsk ostatecznie dostał się w niemieckie łapska. Nie uchroniło tych ziem przed dostaniem się w niemieckie łapska ani skatoliczenie Piastów, ani wspierająca rzekomo państwo Piastów organizacja kościelna.
.
Co do przydatności instytucji kościoła do organizacji państwa – także już i o tym wspomniałem w poprzednim wpisie i opiszę to dokładniej w jednym z kolejnych wpisów – tak naprawdę kościół od samego początku był V kolumną – był państwem w państwie; dbał przede wszystkm o własny interes i o własną potęgę i bogactwo – także kosztem państwa, które rzekomo miał wspierać. Ostatecznie to właśnie kościół, gdy zdobył supremację nad państwem, gdy skatoliczonej szlachcie wmówił, że „obrona wiary” czyli obrona supremacji katolicyzmu zdobytej na fali kontrreformacji jest racją stanu państwa, doprowadził pod koniec XVIII wieku do upadku Rzeczypospolitej. Używając jeszcze innej metafory powiem tak – kościół w państwie Piastów a później Jagiellonów i władców elekcyjnych był komórką nowotworową, rakiem złośliwym. Rak rozrastał się, dawał przerzuty na coraz więcej tkanek i organów, wysysał coraz więcej żywotnych sił, zatruwał coraz bardziej organizm własnymi miazmatami i na koniec po ośmiu wiekach pasożytowania na żywym organizmie państwa doprowadził do jego śmierci.
.
Obrońcy piastowskiej katolickiej Polski zarzucą mi też pewnie i to, że tak gloryfikuję Połabian, a tymczasem oni parokrotnie  wspólnie z Niemcami najeżdżali (co jest faktem) państwo Piastów. Tak więc sami nie byli lepsi od Piastów i kolaborowali z cesarstwem. W rzeczywistości sprawa ta wygląda z gruntu inaczej. A więc Piastowie także wyciągali łapska po tereny Połabian. Już Mieszko przeszedł linię Odry w dwóch miejscach: u jej ujścia z zamiarami dalszego podboju Pomorza po zachodniej, połabskiej jej stronie, a także na terenach podbitego plemienia Lubuszan przejmując gród Lubusz na zachodnim brzegu Odry po stronie Połabian, graniczący z terenami plemion Związku Wieleckiego.
.


.

I z niego parokrotnie Piastowie wspierający wyprawy cesarskie przeciwko Wieletom i Obodrytom wyruszali na niemiecko-piastowski podbój Połabia. Inna rzecz – dla Połabian katoliccy feudalni Piastowie byli takim samym wrogiem jak cesarstwo. Jeśli więc wspierali jednego wroga, aby osłabić drugiego, co było w tym złego? Gotowi byliby  zresztą razem z Piastami atakować cesarstwo. Tyle, że Piaści jako neofici unikali takiego sojuszu z powodów propagandowych – nie chcieli prowokować zarzutów pod swoim adresem, że z poganami atakują „święte katolickie cesarstwo niemieckie” (choć Mieszko II Lambert zawarł z Wieletami sojusz w celu odparcia najazdu cesarza Konrada II). Połabianie mieli naturalnie świadomość tego, że w sumie cesarstwo prące na nich od zachodu i południa jest dla nich zagrożeniem większym niż państwo Piastów. Pragnęli więc w zapasach z cesarstwem mieć bezpieczne „tyły”. Nie chcieli po prostu podczas tych walk otrzymać od Piastów ciosu nożem w plecy. I dlatego w ich interesie było osłabienie państwa Piastów, aby nie stanowiło dla nich zagrożenia podczas śmiertelnych zmagań z niemieckim cesarstwem. Idealną dla nich sytuacją byłoby istnienie pogańskich plemion po wschodniej stronie Odry, wspierających ich ewentualnie w walkach w obronie wolnej Słowiańszczyzny. Katolickie państwo Piastów było dla nich niestety zagrożeniem. I dlatego gdy mogli, działali na rzecz jego osłabienia. Za to niby logiczne wydaje się wspieranie przez Piastów najazdów niemieckich na Połabie. W sumie jedni i drudzy byli katolikami z ustrojem feudalnym i walczyli z pogaństwem. Niemniej z politycznego i strategicznego punktu widzenia było to głupotą. Wszak było oczywiste, że jeśli cesarstwo podbije północne Połabie, to państwo Piastów narazi się na niemieckie ataki nie tylko z Połabia południowego, ale i z północnego. Co później rzeczywiście stało się faktem.
.
Zanim zajmę się wojną obronną północnegoPołabia zamkniętego w katolickim kotle, przypomnę na wszelki wypadek, że Połabie zamieszkiwali Słowianie od tysiącleci. Niemieckim szowinistycznym wymysłem propagandowym jest mówienie o zajęciu przez Słowian w VI wieku n.e Połabia opuszczonego dobrowolnie wcześniej przez Niemców/”Germanów” . Takie właśnie brednie pisał w 2007 roku niemiecki Der Spiegel:
.
„A ta zaczęła się chyba w VI wieku. „Poniekąd z ciemności historii” – tak pisał jeden z historyków, przywędrowały ludy słowiańskie w okolice, które zostały, często dużo wcześniej, opuszczone przez ludy germańskie. Tak przywędrowali Słowianie poprzez Czechy do środkowych Niemiec. Szli wzdłuż Łaby aż do Magdeburga i rozlały się po Havellandzie. Inni osiedlili się między Soławą a Muldą albo powędrowali na północ.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/
.
Jeszcze większe idiotyzmy pióra Adama Segenbusza opublikował The Poland Times:
.
„…a obszary na zachód i północny-zachód od Bugu dzierżyły z kolei plemiona w przeważanej mierze germańskie”
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/05/26/propagandowe-klamstwa-o-slowianach-rodem-z-niemiec-w-the-poland-times/
.
Domieszał do tego jeszcze załganą katolicką propagandę, jakoby Słowianie byli prymitywną dziczą, bez „kultury materialnej”:
.
„- bardzo niski poziom wczesnosłowiańskiej kultury materialnej, który w przypadku przyjęcia tejże lokalizacji jawi się jako trudny do zrozumienia lub wręcz niewytłumaczalny”
.
To już nawet niemiecki Spiegel takich bredni nie pisał – wręcz przeciwnie. Zachwalał słowiańskie rzemiosło, przyznając, że nawet Niemcy podglądali rzemiosło u Słowian:
.
„Niemieccy rzemieślnicy z kolei podglądali u Słowian technikę i sztukę. W znaleziskach ceramicznych z wczesnego średniowiecza w górnej Frankonii widać wyraźnie wpływy słowiańskie na kształty i ozdoby niemieckich wyrobów ceramicznych. Biżuteria, kolczyki ze srebra, korale ze szklanych paciorków, szklane pierścionki, bransolety ze srebra, diademy zdobione charakterystycznymi pętlami w kształcie litery S pokazują, że Słowianie byli obeznani w produkcji i używaniu biżuterii i ozdób w średniowieczu i nadawali ton modzie.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/
.
Niemiecka propaganda pisząc o Gemanach po Wisłę czy nawet po Bug bazuje na fałszywce Tacyta pt. „Germania” – a ściślej mówiąc na jedynym rzekomo zachowanym egzemplarzu tego dzieła cudownie odnalezionym w XV w. w niemieckim opactwie. Kronika ta podaje zasięg „Germanów” aż po Wisłę, a nawet po Bug, a propaganda niemiecka utożsamia owych Germanów z Niemcami ignorując fakt, że były to plemiona słowiańskie. Germanofilską propagandę obaliły ostatecznie współczesna badania genetyczne.
.
Ciekawym znaleziskiem archeologicznym na terenie dzisiejszych Niemiec, co ciekawsze, po lewej stronie Łaby, a więc na Załabiu, jest odkryty w Kembergu gród typu biskupińskiego. Nie było w nim żadnego wyróżniającego się okazałością domostwa, co wskazuje na całkowity egalitaryzm jego mieszkańców. A z wielu wiarygodnych fragmentów kronik wczesnośredniowiecznych wiemy, że egalitaryzm cechował stosunki społeczne właśnie u Słowian. Gród w Kembergu jest stary – powstał w latach 1000-800 lat p.n.e. Przetrwał do VI wieku p.n.e.
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,404204,archeolodzy-przebadali-relikty-grodu-typu-biskupinskiego-w-niemczech.html
.
Jak więc widzimy, osadnictwo słowiańskie sięgało nie tylko do Łaby ale i za nią – i to już 3 tys. lat temu. Ale wracamy do obrony Połabia przed rzymską szubienicą…

.
Przyznam się w tym miejscu, że szukam już od lat jakiegoś sensownego i logicznego wyjaśnienia, dlaczego Połabie południowe (Serbołużyce) padły pod niemieckim naporem w sumie tak szybko, a Połabie północne broniło się, często odnosząc spektakularne sukcesy militarne, o dwa stulecia dłużej. I jak do tej pory nie znajduję żadnego logicznego wyjaśnienia. Jedynie jako pośrednie wyjaśnienie przychodzi mi do głowy wpływ wikingów na zwiększenie wojowniczości północnych Połabian. Przecież żyli oni w bezpośredniej bliskości wikingów i zapewne wielokrotnie bronili się przed ich łupieżczymi wyprawami. Z tego powodu od małego ćwiczono u nich chłopców przede wszystkim do walki. Być może też nie jeden młody Połabianin, szukając przygód przystawał na jakiś czas do wikingów i uczył się od nich wojennego rzemiosła. Po powrocie do swoich przekazywał zdobytą wiedzę. Połabianie z północy, zwłaszcza ci żyjący na morskim wybrzerzu, sami w końcu stali się świetnymi żeglarzami i wojownikami, odpłacając wikingom pięknym za nadobne. I to być może właśnie długotrwałe kontakty z wikingami oraz konieczność walczenia z nimi sprawiły, że na północy Połabie było znacznie lepiej militarnie przygotowane do wojen z cesarstwem, niż Serbołużyczanie.
.
O Serbołużyczanach pisałem obszerniej w części III Świata Słowian. Pierwsze walki przeciwko katolickim najeźdźcom toczyli już jako sojusznicy państwa Samona w I połowie VII wieku. Później zrzucili nawet niemieckie zwierzrznictwo narzucone im przez niemieckiego króla Heinricha I. Ponownie podbijać ich musiał bandyta truciciel Geron. Nawet po otruciu ich 30 wodzów w roku 939 nadal jeszcze walczyli i podbici zostali ostatecznie w 963 roku – rok po utworzeniu cesarstwa niemieckiego. Zadziwiające w historii Połabia jest to, że Serbołużyczanie, którzy jako pierwsi zostali podbici, do dzisiaj zachowali swój słowiański język. Choć nie przyszło im to łatwo. Wielokrotnie niemiecki okupant dekretami zakazywał im mówienia w rodzimym języku. Znane są np. dokumenty z roku 1327 zakazujące używania języka łużyckiego w Lipsku, Zwickau i Altenburgu. Prześladowani i germanizowani byli przez całe wieki przez Luksemburczyków, Brandenburczyków, Prusaków. Nienawidził ich jak zarazy reformator Luter. Podczas fanatycznej religijnej wojny trzydziestoletniej katolików z protestantami  połowa Serbołużyczan wyginęła. Szczególnemu terrorowi poddani byli przez władze III Rzeszy. Z jednej strony propaganda hitlerowska twierdziła, że Łużyczanie są plemieniem germańskim, z drugiej strony Himmler planował wysiedlenie wszystkich Łużyczan poza granice III Rzeszy. Mordowano ich na miejscu w Niemczech (ok. 20 tys. ofiar), wysyłano do obozów koncentracyjnych, a z drugiej strony zdolnych do służby wojskowej wysyłano na front. I tam też ginęli. Nie było im łatwo w czasach DDR. Oficjalnie traktowano ich jako słowiańską mniejszość narodową i jezyka łużyckiego nie zakazywano, ale szykanowano ich za ich – niestety – gorliwy katolicyzm, a także za stawianie oporu podczas upaństwawiania rolnictwa. Nie lepiej traktowani są od „zjednoczenia Niemiec” w niemieckim jewrobaraku. Szkoły z językiem łużyckim są w „wolnych” Niemczech zamykane, często  rzekomo z powodów finansowych, a wioski łużyckie burzy się pod kopalnie węgla brunatnego.
.
Serbołużyczanie walczą nadal o swój język. Choć bieda w ich regionie sprawia, że wielu opuszcza Łużyce przenosząc się do zachodnich landów czy całkiem poza granice Niemiec. Niemniej ich walka przynajmniej o własny słowiański język w oceanie niemieckości trwająca już ponad tysiąc lat zasługuje na najwyższe uznanie.
.
Inaczej sprawa języka słowiańskiego wyglądała na północnym Połabiu. Do dzisiaj nie przetrwał on nigdzie. Choć np. język plemienia Drzewian (byli członkami związku Obodryckiego) żyjących wcześniej w dolnym biegu Łaby, także na zachód od niej, był w użyciu ludności wiejskiej jeszcze długie wieki. I choć Drzewianie stali się jak Łużyczanie wyznawcami rzymskiej szubienicy, to podobnie jak Łużyczanie trwali przy własnym języku. Jeszcze w połowie XVII wieki (ok. 1650 roku) na wsiach młodzież podczas tzw. „wielkanocy” chodziła od domu do domu śpiewając po drzewiańsku różne pieśni, za co obdarowywana była jajkami i kiełbasą. Potem władze niemieckie nasiliły germanizację. W jej efekcie ostatnią osobą mówiącą po drzewiańsku była kobieta, która zmarła w 1756.
.
Najbardziej natomiast tępiono język Ranów – zapewne za to, że stawiali najdłużej opór. Ostatnia osoba mówiąca w języku Ranów zmarła w roku 1404.
.
Dominującą formą obrony stosowaną przez północnych Połabian były tworzone ponadplemienne związki. Znamy dobrze dwa z nich – Związek Wielecki i Związek Obodrycki.
.
Historia Związku Wieleckiego to na przemian wzloty i upadki. Nie bylo ani jednego roku bez wojen na ich granicach. najczęściej walczyli z niemieckimi grafami. Ale i z Piastami W latach 963-967 dokonali np. z Wolinianami trzech ataków na państwo Piastów. Dwa pierwsze zakończyły się sukcesem. Trzeci zakończył się klęską. Obok małych granicznych najazdów toczyli Wieleci i większe wojny obronne i zaczepne. Podam kilka przykładów: w roku 985 lub 986 cesarstwo i Mieszko zwycięsko najeżdżają Wieletów. W roku 995 cesarstwo i Chrobry najedżają zwycięsko Wieletów. W roku 1033 Wieleci gromią Saksończyków pod Wierzbnem nad Łabą. W 1045 wyprawa Wieletów na Niemców kończy się porażką. W 1055 w kolejnej dużej wyprawie przeciwko Niemcom Wieleci przekraczają Łabę, wybijają niemieckie załogi wielu grodów, pustoszą kraj i uprowadzają jeńców. W odwecie cesarstwo organizuje wielką armię (wg niemieckich źródeł liczyła ona ok 34 tys. wojów) która miała zniszczyć Wieletów za poprzedni atak. Niemieckie wojska przekraczają Łabę. 10 września 1056 roku dochodzi do wielkiej bitwy pod Przecławą. Tak pisze o niej w niemieckiej kronice Annales Sax. z roku 1056:
.
„Barbarzyńcy, których zwą Lutykami, zadali wielką klęskę chrześcija­nom [Niemcom], z których jedni polegli od miecza, inni w ucieczce potonęli. Między nimi zginął Wilhelm, margrabia Marchii Północnej, w pobliżu grodu, który zwą Przecława, położonego nad brzegiem Łaby w miejscu, gdzie wpada do niej rzeka Hawela (Hobola)…”
.
A w innej znajdziemy liczebność niemieckich wojsk:
.
„Schlacht von 1056 , an der Feste Pritzlawa—
der größte teil des gesamten sächsischen heers wurde mit etwa 34.000 soldaten aufgerieben und mit selber  nachricht verstarb heinrich der II an herzversagen.”
.
Podaje ona też, że na wieść o tej totalnej klęsce cesarz zmarł na serce. Niestety ta bitwa okazała się łabędzim śpiewem Wieletów. Rok po tym zwycięstwie Związek nie tylko się rozpada, ale na dodatek dochodzi do bratobójczych walk pomiędzy plemionami go tworzącymi. Osłabiło je to tak bardzo, że w pojedynkę nie były w stanie bronić się tak skutecznie jak wcześniej. Najsilniejsze plemię Związku Wieleckiego – Radarowie broniło się jeszcze kilkadziesiąt lat. Ostatecznie podbite zostało w roku 1125 przez Lothara III. Zniszczeniu uległa jedna z najbardziej znanych świątyń słowiańskich. Tak opisywał ją Thietmar:
.
„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”
.
Przykład Związku Wieleckiego pokazuje, że mimo porażek potrafił także odnosić wspaniałe zwycięstwa i był w stanie unicestwić wielką cesarską armię. Gdyby nie ironia losu i rozbicie Związku gdy stał u szczytu potęgi, Niemcom nie udałoby się Wieletów ostatecznie pokonać nigdy. To oni pokonali sami siebie. Niestety…
.
Po upadku Wieletów sytuacja Związku Obodryckiego uległa gwałtownemu pogorszeniu. Jego historia również pełna była upadków i wzlotów. I tak w bitwie nad Reknicą w roku 955 Obodryci dowodzeni przez kniazia Stoigniewa doznali druzgocącej klęski. Z 9 000 wojowników śmierć poniosło ok. 5200 (w tej liczbie jest 700 jeńców straconych po bitwie), a rannych zostało ok. 2000. Bez szwanku wyszło z bitwy tylko ok. 1800 wojowników. Obodryci musieli uznać zwierzchność Ottona I (7 lat później został pierwszym cesarzem niemieckim) i płacić mu trybut. Odegrali się niecałe 30 lat później, gdy wspólnie z Wieletami wyruszyli z ekspedycją karną nazwaną „powstaniem Słowian”. Tak pisał o tamtych wydarzeniach Der Spiegel:
.
„Jest rok 983, kiedy to cesarstwo rzymskie na niemieckich ziemiach w taki właśnie sposób zatrzęsło się w posadach. 29 czerwca płonie siedziba biskupa w Havelbergu w pobliżu Łaby, 1 lipca w płonie (siedziba biskupa) w Brandenburgii.
.
„Barbarzyńcy” ze wschodu przekraczają nawet Łabę, plądrują klasztor Kalbe nad rzeką Milde w pobliżu dzisiejszego Salzwedel w Saksonii-Anhalt i niszczą wiele wiosek. Plądrują Hamburg, a biskupstwo  Aldenburg w Ostholstein położone naprzeciwko Fehmarn zostało wgniecione w ziemię/zrównane z ziemią. Jedynie dzięki ucieczce na łeb na szyję w kierunku na zachód uratowali swoje życie dostojnicy kościelni i polityczna elita.
.
Atak Słowian ze wschodu wywołał takie zaskoczenie, że ówcześni kronikarze jeszcze lata później filozofowali/zastanawiali się – kim są ci atakujący i skąd się oni wzięli – jak to sformułował na początku następnego stulecia biskup Thietmar z Merseburga, kronikarz z tamtych czasów.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/
.

Jako ciekawostkę podam, że wojskami Obodrytów podczas tej ekspedycji karnej dowodził okrzczony wcześniej kniaź Mściwoj (palił klasztory, kościoły, spalił Hamburg), co jeszcze bardziej rozwścieczyło Niemców. Przez następnych ponad sto lat wielokrotnie dochodziło do rozpadu Związku Obodryckiego na dwie lub więcej części. Pojawiali się wśród książąt renegaci, którzy usiłowali Obodrytów krystianizować. Owocowało to kolejnymi buntami pogańskimi i wypędzeniem księcia. Do upadku Związku Obodryckiego omało nie doszło ok roku 1100. Do władzy podstępnie doszedł krystowierca wspierany przez Duńczyków i Saksończyków – Henryk Gotszalkowic. Wywołało to wojnę domową. Część Obodrytów popierających Henryka wsparta wojskami saksońskimi starła się z Obodrytami przeciwnymi Henrykowi. Data bitwy pod Śmiłowem nie jest dokładnie znana. Nie są też znane straty po obu stronach, choć były b. duże (wojny domowe są zazwyczaj niezwykle zacięte). Ostatecznie zwyciężył Henryk wspierany Saksończykami, czyniąc z państwa Obodrytów lenno cesarskie. Jedną rzeczą, którą mu można zapisać na plus było to, że nie zwalczał pogaństwa, choć sam był krystowiercą. Był cwanym lisem i nie chciał dopuścić do kolejnego pogańskiego buntu. Po jego śmierci (został zamordowany) nastały dla Obodrytów jeszcze gorsze czasy – doszło do bratobójczej walki o władzę między jego synami, obaj ponieśli w nich śmierć, a państwo Obodrytów zajął w 1129 roku duński książę, późniejszy święty katolicki, Kanut Lavart. Władał Obodrytami tylko dwa lata, zamordowany został w walkach o tron Danii przez kuzynów (naturalnie katolików). Po śmierci Kanuta, więziony przez niego Niklot, wybrany już wcześniej przez wiec księciem, wychodzi na wolność i przejmuje władzę w 1131 roku. Przywraca świetność Obodrytom. Był genialnym wodzem i strategiem. Obronił Obodrytów przed fanatyczną krucjatą połabską z roku 1147. Wiedząc, że w bezpośredniej bitwie nie ma szans, obwarował grody, zastawiał na krzyżowców zasadzki, zaatakował nawet tereny wroga, aby odciągnąć część sił krzyżowców, po czym sam zamknął się w świetnie ufortyfikowanym Dubinie, odpierając wszystkie ataki krzyżowców. W końcu oni sami zaproponowali rozejm i odeszli do domów z niczym. W tym samym czasie inna armia krzyżowców zaatakowała Pomorze. Krzyżowcy podzieleni byli od początku na dwie grupy. Wojska pod dowództwem saksońskiego Henryka Lwa ruszyły na Niklota. Natomiast wojska pod wodzą Albrechta Niedźwiedzia (ustanowionego wieki później przez Hitlera patronem NSDAP) ruszyły dalej na wschód, na Pomorze, gdzie spotkała ich porażka przy oblężeniu krześcijańskiego już w tym momencie Szczecina. Niemcy ponieśli pod Szczecinem duże straty, po czym zawarli z księciem Raciborem I rozejm i też odmaszerowali do domów. W krucjacie skierowanej przeciwko Pomorzanom jako krzyżowiec udział brał Mieszko III Stary. Ten sam, który oddał w ręce żydowskim mincerzom mennicę książęcą i razem z nimi począł „psucie pieniądza” i obdzieranie poddanych do gołej skóry. Piastowscy renegaci nie znali granic upadku.
http://www.zambrzycki.eu/smedia/ftp/teksty_rozproszone/naokolo_swiata/pierwsza_inf/zam_pierw_inf.pdf
.
Po odparciu krucjaty wielokrotnie cesarstwo próbowało wymusić na Niklocie przyjęcie krystowierstwa. Odmawiał zdecydowanie. Tyle, że zezwolił ochotnikom na prowadzenie misjonowania u Obodrytów. Ale chętnych do misjonowania u Obodrytów nieniawidzących rzymskiej szubienicy, bez czynnego wsparcia Niklota, nie było. Wiedzieli czym to grozi.
.
Panowanie Niklota trwało prawie 30 lat – do roku 1160. Ziemie Obodrytów najechała wtedy koalicja niemiecko-duńska zdecydowana wymusić na Niklocie krystianizację kraju. Niklot nie zamierzał się poddać. Podjął walkę. Niestety zginął w bitwie pod Orłem w sierpniu 1160 roku.
.

niklots_tod

Śmierć Niklota

.

Wielkość Niklota uznali po wielu wiekach nawet Niemcy. Rzeźbę przedstawiającą go na koniu podczas kolejnej przebudowy pałacu w XIX wieku w Schwerinie umieścili w eksponowanym miejscu.
.

Niklot
.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/06/bohaterowie-slowianszczyzny-niklot/
.
A tutaj z daleka widok frontowej strony pałacu i rzeźby Niklota :
.

schloss_bg
.
Synowie jego nie byli w stanie go zastąpić. Jednego z nich Niemcy powiesili w 1064, drugiego pobili w tym samym roku, co go załamało. Przyjął krzest, stał się gorliwym krystowiercą i wasalem cesarza.
.
Po upadku Obodrytów na polu walki pozostali tylko rugijscy Ranowie. Najważniejszym miejscem na Rugii była Arkona i atak krystowierczych hord był wymierzony przede wszystkim w nią. Na poniższej rycinie widać rekonstrukcję grodu:
.

jaromarsburg
.
Oblężenie Arkony trwało prawdopodobnie 4 tygodnie. Obrońcy zniszczyli wiele machin oblężniczych. Dwukrotnie dowodzący wojskami agresora biskup Absalon wysyłał duńską flotę po drewno na nowe machiny oblężnicze. Decydujące znaczenie dla obrony miał pierwszy, znacznie wyższy (przypuszczalnie ok. 25 metrów wysokości) i lepiej ufortyfikowany wał uwieńczony palisadą, z głębokimi suchymi fosami na zewnątrz i wewnątrz wzdłuż wału. I kto wie, czy agresor nie musiałby odejść ze wstydem, gdyby nie pożar składowanego pod pomostem dla wojów torfu, od którego zajęły się pomost, brama i palisada. Pozbawiony tych umocnień wał nie stanowił już dla najeźdźców żadnej przeszkody. Także i drugi wał, znacznie niższy i gorzej ufortyfikowany, wojsk biskupa Absalona nie powstrzymał. Arkona padła 12 czerwca 1168 roku. Pierwszą rzeczą jaką agresorzy zrobili było wywrócenie, wyciągnięcie na zewnątrz i spalenie posągu Świętowita. Następnie spalono świątynię i wszystkie zabudowania, zrabowawszy wcześniej świątynny skarbiec. W oblężeniu a następnie zniszczeniu Arkony udział brały wojska duńskie wspomagane niestety i słowiańskimi renegatami – skatoliczonymi i podbitymi wcześniej przez Krzywoustego Pomorzanami. Wojskiem Pomorzan dowodzili Bogusław I i Kazimierz I – podczas udziału w agresji na Arkonę obaj byli lennikami Piastów (księciem zwierzchnim był wtedy Bolesław Kędzierzawy).
Udział w wyprawie brał też niestety załamany syn Niklota, Przybysław. Po upadku Arkony duch oporu Ranów upadł. Pozostałe grody na Rugii poddały się praktycznie bez walki.

.
Aby jeszcze bardziej upokorzyć obrońców Arkony, kilka kilometrów od zburzonego grodu rzymscy szubienicznicy w zbudowanym zaraz potem kościele w wewnętrzny mur kruchty przy schodach do zakrystii wmurowali kamień z wyrytą na nim płaskorzeźbą Świętowita, zrabowany w spalonej świątyni w Arkonie:
.

gard1_altenkirchen1
.
A tu jest widok na kamień z kilku kroków:
.

altenk2
.
Aby jeszcze bardziej upokorzyć słowiańskiego boga i Ranów, celowo wmurowano kamień w pozycji leżącej, mającej symbolizować upadek Świętowita i całego słowiańskiego świata. Mam nadzieję, że płytę kamienną Świętowita kiedyś odzyskamy…

Co natomiast na dobre zapisać możemy współczesnym Niemcom – w pobliżu resztek zewnętrznego wału obronnego Niemcy postawili drewnianą figurę Świętowita.
.

arkona21
.
I nigdy nie było z nią problemów. Nikt nie domagał się jej usunięcia. A w Polsce posąg Świętowita w schronisku na Ślęży został pod naciskiem fanatycznego katolactfa usunięty.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/26/zydlacki-fanatyk-ks-ryszard-staszak-tepi-slowianskie-symbole-na-slezy/
.
Jak widać symbole słowiańskiej kultury bardziej szanowane są obecnie w Niemczech niż w skatoliczonej Polsce.
.

Mimo upływu tylu wieków pamięć o Arkonie, ostatnim bastionie wolnej Słowiańszczyzny nie zaginęła.
.

.

.
To co rzymscy szubienicznicy zrobili ze światem Słowian można podsumować tak:
.

Na piersiach nosili krzyże
A w sercach nienawiść, mściwość, żądzę krwi, władzy, bogactw
Głosili miłość bliźniego i wybaczanie win
A zabijali, torturowali, okaleczali, grabili, podbijali, zniewalali i uciskali
.
Fanatycznie niszczyli wszystko co nie krystowiercze
A ich nadjordańskimi gusłami wszystko zadżumiali
.
Najbardziej nienawidzili Słowiańszczyzny
Bo była szlachetna, wolna, pogańska
Gdzie ludzie żyli w solidarnych wspólnotach
Wolnych od biedy, głodu, ucisku, niewolnictwa
Czcili Matkę Naturę, czczili własnych odwieczych Bogów
Pracowali, wspierali się nawzajem, tańczyli, śpiewali
Kochali życie, byli afirmacją życia
.
Nie podobało się to zachłannym wyznawcom rzymskiej szubienicy
Czczącym obrzezanego trupa na krzyżu
Chcieli podbić cały świat narzucając mu ich gusła
Oraz symboliczny kanibalizm – picie krwi i jedzenia ciała ich żydowskiego idola
.
Który rzekomo „zbawił” świat
A jedynie pozbawił go rozumu i wszystkim zrabował wolność i tożsamość.
.
Ale choć Arkonę mściwy buldożer rzymskiej szubienicy zmiażdżył i rozdeptał
Pamięć o niej przetrwała do dzisiaj
Jej Duch walki o słowiańską wiarę, wolność, kulturę i  tożsamość
Nadal w nas żyje.
.
Każdy kto kiedykolwiek analizował wydarzenia z okresu walki zachodniej Słowiańszczyzny z rzymską szubienicą o prawo do samostanowienia zauważyć musi, że znacznie mniejszym zagrożeniem były najazdy krystowierczych hord z zewnątrz. Z biegiem czasu np. Słowianie na północnym Połabiu tak się z nimi oswoili, że nie tylko często je odpierali zadając agresorom ogromne straty, ale i sami najeżdżali ich pogranicze. Tak naprawdę zabójcą Słowiańszczyzny była garstka renegatów, którym imponowała feudalna nieograniczona władza i dynastyczne panowanie, znane im z cesarstw bizantyjskiego i zachodniego. Zdradzając kulturę, tradycje, zwyczaje i prawa plemienne, od wewnątrz zniszczyli krok po kroku słowiański świat. Napadali sąsiadów, narzucali im daniny, terroryzowali oddziałami zbójów zwanych drużyną książęcą. W ten sposób powstało kilka feudalnych państw, w których prędzej czy później dla umocnienia swej władzy renegaci sami sprowadzali mściwą rzymską szubienicę. To oni zabili słowiański świat – Mojmirowicze, Przemyślidzi, Piaści, Rurykowicze, Arpadzi, Krumowie. Na taki obrót sprawy, na taką V kolumnę Słowianie niestety nie byli przygotowani. I nie jest przypadkiem to, że u luźnych plemion słowiańskich północnego Połabia mimo niemieckiego naporu wolny słowiański świat trwał  o wiele pokoleń dłużej, niż na terenach zniewolonych przez feudalne dynastkie renegatów z Moraw, Czech, Polanii, Rusi, Węgier czy Bułgarii. To one zniewalały najpierw swoich, a zaraz potem sąsiednie plemiona Słowian, narzucając im w końcu jarzmo krzyża. I to one ponoszą główną i największą odpowiedzialność za nastanie na słowiańskich ziemiach trwającej do dzisiaj Nocy Swaroga. Choć jest nadzieja na to, że zbliża się ona do końca.
.
.
opolczyk

.

.

precz z jahwizmem

.

.

Ręce Boga

Reklamy