Świat Słowian (cz. II)

tumblr_m6ccljZ5Mk1rz93oio1_500.

Świat Słowian (cz. II)
.

Zasiedlenie terenów współczesnej Polski

.
Nie wiemy i chyba nigdy nie dowiemy się, kiedy pierwsi Słowianie (czy też pra-Słowianie) pojawili się nad Wisłą. Choć dzięki genetykom wiemy, ży było to tysiące lat temu. Gdy Słowianie zasiedlali te ziemie, nie były one całkiem niezamieszkałe. Wszask żyły tu małe grupki tzw. Staroeuropejczyków, których przodkowie przywędrowali do Europy 40-45 tys. lat temu. Staroeuropejczycy nosili w sobie małą domieszę Neandertalczyków. Słowianie nie byli ludem krwawych zaborców. Nie wytępili Staroeuropejczyków a wchłonęli ich do swych wspólnot. Dzięki temu współcześnie haplogrupę Staroeuropejczyków posiada gdzieś ok. 15 % Polaków. A za pośrednictwem Staroeuropejczyków wszyscy Polacy mają małą genetyczną domieszkę (ok 2 %) Neandertalczyków. Oprócz Słowian na nasze ziemie docierały w różnych okresach małe grupki nie-Słowian, należące najczęściej do ludów indo-europejskich. Nigdy jednak nie zdominowały one Słowian, a jedynie wtopiły się w ich wspólnoty. Stąd dużą domieszkę genetyczną (10-20 %) u współczesnych Polaków stanowi gen tzw. „zachodnioeuropejski” czy „celtycki”. Oprócz tego znajdziemy u Polaków domieszki genów „tundrowych”, „kaukazkich”, a nawet  „afrykańsko-bliskowschodnich”. Choć dominuje w Polsce u mężczyzn naturalnie słowiańska haplogrupa R1a (ok 55%). Wyższa jest jedynie na terenie Niemiec Wschodnich zamieszkałych przez Serbołużyczan (65%).
Ciekawie i niestety źle interpretowany jest rozkład „słowiańskiego” genu w Europie prezentowany na dziesiątkach mapek kolportowanych w sieci.
.
r1a1
.
Oglądając je można odnieść wrażenie, że w Europie Polska jest krajem najbardziej słowiańskim. Stąd też turbo-lechici wysuwają wnioski że w przeszłości ziemie współczesnej Polski musiały być zapewne samym centrum Słowiańszczyzny, jej niejako „stolicą”. Wniosek taki jest niesłuszny z oczywistych powodów: dzisiejsze ziemie polskie odgrodzone były w przeszłości  od zachodu, południa i wschodu innymi plemionami słowiańskimi, które stanowiły naturalną barierę przed zalewem ludności niesłowiańskiej. Większość niesłowiańskiej ludności osiadała po drodze wśród osłaniających nasze ziemie plemion nie docierając nad Wisłę. Stąd na obrzeżach żywiołu słowiańskiego domieszki niesłowiańskich genów są większe niu w Polsce. Niemniej i plemiona graniczące z niesłowiańskim żywiołem były równie słowiańskie jak te mieszkające nad Wisłą. Obca ludność po prostu powoli wchłaniana była przez słowiański żywioł stając się kulturowo słowiańska. Choć niestety przynosiła ona także i niesłowiańskie elementy kulturowe, powoli zniekształcające kulturę Słowian (o tym szerzej nieco później).

Istotną sprawą związaną z tym genetycznym tyglem jest to, że kultury słowiańskiej oraz tożsamości ludzi mieszkających na naszych ziemiach w czasach pogańskich nie można utożsamiać z genami, gdyż słowiańska kultura i tożsamość z nimi nie ma absolutnie nic do czynienia. Staroeuropejczycy tak mocno wtopili się w ludność słowiańską, że bez względu na ich geny kulturowo i duchowo byli „czystymi” Słowianami. To samo dotyczy wszystkich obcych, nie-Słowian, którzy wchłonięci zostali przez słowiański żywioł i przyjęli jego kulturę i tożsamość. Bez względu na geny, żyjąc wśród Słowian duchowo i kulturowo i oni stali się Słowianami. To dopiero rzymska szubienica zaczęła programowo i systematycznie niszczyć i zwalczać kulturę i tożsamość słowiańską zastępując je antykulturą nadjordańską i tworząc z upływem wieków tożsamość Polaka – najczęściej katolika, czyli duchowego Żyda.
.
Terlikowski: “Ja jako Żyd (duchowy)”
http://www.fronda.pl/a/terlikowski-ja-jako-zyd-duchowy,25468.html
.
Mirosław Salwowski: “Ja też jestem Żydem (duchowym)”
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9128/ja-tez-jestem-zydem-duchowym
.
Aleksandra Kowal: “W sensie duchowym jesteśmy Żydami.”
http://www.katolik.pl/czy-jestesmy-zydami-,834,416,cz.html

Słowiańskie wierzenia-wiedza – postrzeganie świata i siebie
.
Odtworzone przez etnologów wierzenia oraz panteon słowiański dotyczą późnego okresu kultury słowiańskiej, skażonej już zresztą powierzchownie obcymi wpływami. Tego, jak one wyglądały tysiące lat temu możemy jedynie się domyślać poprzez obserwację współczesnych, ostatnich wolno żyjących niedobitków kultur pierwotnych. U Słowian było z największym prawdopodobieżstwem podobnie. A więc przez tysiące lat nasi przodkowie postrzegali otaczającą ich Przyrodę animistycznie – dla nich nie było różnicy między światem fizycznym (materialnym) a duchowym. A „duszę” czy ducha posiadali nie tylko ludzie, ale i zwierząta, rośliny a nawet „przedmioty nieożywione” jak głazy, jeziora, źródełka itp. Zresztą cała Ziemia była dla nich boginią – Matką – posiadającą własną świadomość. Ich spojrzenie na otaczający ich świat było połączeniem panteizmu i politeizmu, świat duchów i bogów był dla nich równie rzeczywisty jak świat fizyczny. I oba te światy – duchowy i fizyczny tworzyły jedną integralną całość. Przez tysiąclecia Słowianie nie budowali żadnych świątyń, ani nie sporządzali rzeźb czy innych wyobrażeń swoich bogów. Ich „świątynią” była cała otaczająca ich Przyroda. Choć szczególnym szacunkiem darzyli stare drzewa, zwłaszcza potężne dęby, ale i inne drzewa też. A także góry, jeziora oraz źródełka z krystalicznie czystą wodą. Wszystkie ich obrzędy odprawiali na łonie Przyrody. Świątynie ku czci konkretnych bogów oraz posągi bogów (drewniane czy kamienne) znane z historii okresu schyłkowego pogańskich Słowian były wpływem obcych pogańskich kultur sąsiadujących z żywiołem słowiańskim. Pojawiły się one tam jako cywilizacyjny „skutek uboczny” w powstających wielkich miastach. Wszędzie, gdzie powstawały miasta (Sumer, Egipt, Mohendżo-Daro, Chiny, Majowie, Inkowie, Hellada, Rzym) pojawiały się sztuczne, budowane rękami ludzi świątynie, towarzyszące im posągi bogów oraz kasta kapłanów (często nierobów pasożytujących na wyznawcach). W sumie było to zrozumiałe – mieszkańcy wielkich kamiennych miast tracili bezpośredni kontakt z uważaną za boską Przyrodą, przez co powstałą w ich życiu pustkę „sacrum” zapełniano właśnie świątyniami i posągami bogów. Nie jest też przypadkiem, że hierarchiczne panteony pogańskie z naczelnym bogiem rządzącym niższymi bogami pojawiały się właśnie równocześnie z miastami – właśnie w nich. I odpowiadały nowej strukturze społecznej – również hierarchicznej. Jako na Ziemi tako i w Niebie – chciało by się rzec. Hierarchiczne panteony miały uzasadniać hierarchiczny system społeczny z elitą rządzącą na czele.
Tu na marginesie zaznaczę, że najbardziej zwyrodniałą formą religii był i jest judaizm i jego pochodne – krystowierstwo i islam. Wymyślono w nich mściwego i rządnego ślepego posłuszeństwa abstrakcyjnego „boga”, któremu należy ślepo służyć, słuchać jego nakazów i zakazów i drżeć przed jego karami, gniewem i piekłem. Religie abrahamowe przejęły od pogan budowę świątyń i kastę kapłanów. A krystowierstwo dodatkowo oddawanie czci rzeźbom, obrazom i symbolom religijnym, takim jak choćby rzymska szubienica.
.
Nie wiemy i  nigdy nie dowiemy się, kiedy u Słowian pojawiła się pierwsza świątynia, pierwsze posągi przedstawiające bogów i na koniec i kapłani (choć u Słowian na szczęście jeszcze nie pasażytowali oni na reszcie plemienia). Owa „moda” przyszła zapewne z południa – z Hellady i Rzymu. Choć im bardziej w głąb ziem słowiańskich, tym mniej była popularna. W czasach już historycznych, gdy o Słowianach zaczęto pisać w kronikach, widoczne były u Słowian obie formy pogaństwa – pierwsza, całkowicie naturalistyczna, bez świątyń, posągów bogów i kapłanów oraz druga forma – ta właśnie z cywilizacyjnymi domieszkami. Znana była też forma mieszana – a więc posągi bogów ustawiane w świętych gajach. Przy czym, co jest istotne, formy cywilizacyjnej pogaństwa nie należy wiązać z grodami Słowian. W dużym grodzisku w Biskupinie nie znaleziono np. ani śladu świątyni, mimo iż mieszkało w nim jak się szacuje 800 – 1000 osób. Z tego można wnioskować, że do niego, choć istniał w wiekach VIII i IX, pogaństwo cywilizacyjne jeszcze nie dotarło. Przez tysiąclecia nie istniała też u Słowian instytucja kapłanów. Pojawili się wraz ze świątyniami. Wcześniej ich miejsce zajmowali szamani, żercy i wiedźmy. Współcześnie mówiąc o pogaństwie najczęściej ma się na myśli jego późniejszą, napływową, cywilizacyjną formę ze świątyniami i posągami bogów. Dobrze jest pamiętać o tym, że np. na naszych ziemiach w momencie najazdu rzymskich szubieniczników nie była ona dominująca – dominowały nadal święte gaje. Osobiście nie mam nic przeciwko posągom słowiańskich pogańskich bogów. Sam lubię wrzucać w tekstach ryciny z nimi. W obiegowym znaczeniu lepiej chyba nawet symbolizują one pogaństwo i przywiązanie do słowiańskiej kultury – co jest jednoznaczne z całkowitym odrzuceniem krystowierstwa. Choć przez tysiąclecia żwiązynie, posągi bogów i kapłani nie byli znani naszym praprzodkom.
.
Kolejną ważną cechą słowiańskiej kultury była pełna autonomia każdej lokalnej wspólnoty i osady. Wykształciła się ona już wiele tysięcy lat temu, gdy nasze ziemie były rzadko zaludnione, przez co każda lokalna wspólnota była praktycznie zdana na samą siebie. I ta tradycja przetrwała do czasów historycznych. Oczywiście, że z upływem tysiącleci ludności przybywało a pojedyncze, małe wspólnoty poprzez związaki krwi i małżeństwa wiązały się ze wspólnotami sąsiednimi tworząc coraz większe wspólnoty- plemiona. Ale i wtedy każda osada, każde opole było nadal całkowicie autonomiczne. I nikt z zewnątrz nie narzucał mu swej woli.
U Słowian istniały początkowo tylko wspólnoty rządzone przez starszyznę. Nie znano przez tysiąclecia instytucji kniazia/księcia. Był to najprawdopodobniej także obcy wzorzec. Na codzień u Słowian decydowała o wszystkim ciesząca się szacunkiem starszyzna, a najważniejsze decyzje podejmowały wiece. Jedynie wobec zagrożenia z zewnątrz wybierano na wiecu wodza, który na czas wojny posiadał dyktatorskie uprawnienia. Gdy plemiona rozrosły się, zaistniały u Słowian dwie ich formy – jedne wprowadziły instytucję kniazia/księcia, inne pozostały bez niego. Przy czym instytucja kniazia w niczym nie przypominała późniejszej jego formy. Był wybierany przez wiec. Ale jeśli się nie sprawdził, wiec go odwoływał. Nie posiadał on żadnej realnej władzy, był raczej pośrednikiem i ewentualnym rozjemcą w sporach pomiędzy rodami i osadami tworzącymi plemię. Na okres wojny mógł pełnić również funkcję wodza, choć nie było zasadą. Na kniazia wybierano raczej człowieka „pokojowego”, cieszącego się powszechnym mirem, a na wodza wybierano doświadczonego wojownika.
.
Niezwykle ważną cechą życia społecznego Słowian był egalitaryzm. Doskonale widać go we wzmiankowanym już wcześniej Biskupinie. Rekonstrukcja tego grodu pokazuje, że wszystkie domy mieszkalne były tej samej wielkości, nieomal identyczne. Ani jedno domostwo nie wyróżniało się wielkością czy okazałością. Przy czym grodzisko to wyraźnie różni sią od budowanych później u Słowian miast. Domy mieszkalne wypełniały prawie cały teren grodziska. Pomiędzy nimi widać tylko wąskie uliczki. Wnioskować można z tego, że do grodu chowali się mieszkańcy przede wszystkim w razie niebezpieczeństwa, zapewne też w czasie zimy. Natomiast wiosną i latem nawet noce spędzali prawdopodobnie w domach lub szałasach w pobliżu pól, łąk i pastwisk. Byli więc nadal mimo dużego grodziska kulturą wiejską.

Egalitaryzm Słowian potwierdzają nieliczne wiarygodne fragmenty „kronik” będących w sumie antysłowiańską propagandą. Z nich dowiadujemy się, że u Słowian nie było biedaków ani żebraków obok bogaczy i możnowładców, że nie znana była u nich instytucja absolutnego władcy, a wszystkie ważne decyzje podejmowały wiece. Wiemxy też z nich, że mimo iż nie znali biedy, nie znali też chciwości, zachłanności ani żądzy bogactw, a do tzw. „dóbr materialnych” nie przywiązywali specjalnej wagi. Nie znali złodziejstwa, nie trzymali dobytku pod zamknięciem. Nie znali też instytucji więzień, lochów i torturowania więźniów.

U Słowian nieznana była także prywatna własność ziemi. Ziemie uprawne, łąki, pastwiska i zwierząta hodowlane były wspólną własnością każdej lokalnej wspólnoty. Pracowano na roli wspólnie i dzielono żywność pomiędzy sobą. A gdy w zimie był okres polowań, także mięso, skóry i futra upolowanych zwierząt dzielono sprawiedliwie pomiędzy wszystkimi rodzinami. Wspólna własność ziemi łączyła się z kolejną niezwykle ważną cechą kultury słowiańskiej – z wpajanym Słowianom od urodzenia solidaryzmem wspólnotowym. Każdy Słowianin wychowywany był w duchu poczucia odpowiedzialności za dobro całej wspólnoty i w duchu pracy dla niej. Było to w sumie zrozumiałe – jeśli na polowaniu lub podczas wojny łowca lub wojownik został ciężko ranny, doznał trwałego ciężkiego kalectwa czy nawet zginął, jego rodzina pozbawiona żywiciela, bez wspólnotowego wsparcia zagrożona byłaby śmiercią głodową. Ale każdy wiedział, że każdemu może się to przytrafić. I dlatego wszyscy pozostali dbali o rodzinę poszkodowanego. Inna rzecz, że w podstawowych wspólnotach słowiańskich skupionych w opolach czy grodach wszyscy członkowie tych wspólnot byli bliżej czy dalej spokrewnieni lub przynajmniej spowinowaceni, znali się od urodzenia, wspólnie pracowali, świętowali, polowali i walczyli. To wszystko wytwarzało silne więzi pomiędzy nimi i było fundamentem wspólnotowego solidaryzmu. Nikt, ranny, chory, kaleka, sierota czy starzec nie był pozostawiony na łasce losu – opieka wspólnotowa obejmowała wszystkich. Wspominali o tym nawet krystowierczy kronikarze – jak choćby Helmold.
.

Słowianie byli ludźmi niezwykle wszechstronnymi – każdy z nich potrafił być rolnikiem, rzemieślnikiem, cieślą, stolarzem, myśliwym, rybakiem i wojownikiem w jednej osobie. Naturalnie, że poszczególni Słowianie specjalizowali się szczególnie w jednej czy dwóch dziedzinach – ale wszyscy potrafili robić wszystko, co było potrzebne do przeżycia. Na b. wysokim poziomie było u nich rzemiosło. Wytwarzali wszystkie potrzebne do życia i pracy narzędzia i przedmioty, ale i dużą ilość ozdób i przedmiotów „zbytku”. Rzemiosłem trudnili się zwłaszcza podczas jesiennych słot i w zimie, kiedy wolni byli od prac polowych.
.

Kolejną cechą kultury Słowian była afirmacja życia. Wprawdzie życie bez wszelkich „udogodnień” cywilizacyjnych nie zawsze było łatwe, ale mimo to Słowianie kochali życie, byli ludem pogodnym, kochali tańce, śpiewy i zabawy przy ogniskach. Można wręcz stwierdzić, że każdą chwilę wolną od pracy poświęcali zabawom i świętowaniu. Nawet podczas największego nasilania prac polowych, czy to orki, czy żniw, po skończonej pracy tańczyli i śpiewali. Ich sposób świętowania bardzo różnił się od tego przyniesionego przez krystowierstwo. Nie znali na przykład Słowianie cyklicznego „świętego dnia” (niedzieli) z zakazem pracy. To co należało wykonać, wykonywali dzień w dzień, także podczas największych świąt. Natomiast gdy była ku temu okazja świętowali i po kilka dni z rzędu, choć i wtedy konieczne prace wykonywali sumienie, bez względu na święto. Nie znali też ponurych okresów czy obrzędów, takich jak  „adwent” i „wielki post” (z zakazem zabaw) czy „drogi krzyżowe”. A już pojęcie przymusowych postów było im całkowicie obce. Boga, który by od nich wymagał postów, aby mu się przypodobać, po prostu by odrzucili. Stąd pełne masochizmu krystowierstwo było dla nich tak odpychające i obce ich pełnej radości życia kulturze.

Słowianie nie znali niewolnictwa. Sami kochali wolność i nawet jeńców wojennych nie uważali za niewolników. Ci, którzy nie mogli się wykupić lub nie mieli gdzie wracać, mogli pozostać wśród nich jako wolni i pełnoprawni członkowie wspólnoty. Niewolnictwo zagościło u nich wraz z krystowierstwem. Także biedę i ucisk, żebraków, nieuczciwość, złodziejstwo, tortury, więzienia, poddaństwo, wywłaszczenie z ziemi, przymus utrzymywania księcia/króla, możnowładców, rycerstwa i kleru, przymusowe posty i strach przed gniewem i karami nieskończenie miłosiernego przyniosła im „dobra nowina” znad Jordanu.
.
Tutaj pewna dygresja – miałem kiedyś dyskusję ze znajomym krystowiercą. Przekonywał mnie, że ludzkość nie wymyśliła niczego szlachetniejszego i piękniejszego niż tzw. „kazanie na górze” i „błogosławieństwa” wygłoszone w nim rzekomo przez obrzezango cieślę, że to „kazanie” jest kwintesencją szlachentego i humanitarnego krystowierstwa. Znałem oczywiście obie wersje kazania na górze u anonimowych jewangelistów nazwanych Łukaszem i Mateuszem. Są to obiecanki cacanki – biedni, głodni, uciskani znajdą pocieszenie i sprawiedliwość w „niebie”.
Odpowiedziałem znajomemu mniej więcej tak: owe błogosławieństwa pasowały jak ulał do ówczesnej sytuacji w Galilei, gdzie w czasach Joszue panowały wyzysk, ucisk, bieda i niesprawiedliwość. I tym biedakom uciskanym, wyzyskiwanym Joszue mógł obiecywać gruszki na wierzbie czyli niebo w nargodę za życie w biedzie i ucisku. Natomiast u Słowian owo kazanie na górze byłoby po prostu śmieszne. Nie było u nich biedy, wyzysku, ucisku i niesprawiedliwości. I dlatego krystowierstwo, aby owo kazanie mogło być dla Słowian ponętne, musiało zniszczyć słowiański ład, wprowadziło nędzę, ucisk, wyzysk i niesprawiedliwość. Po czym obrabowanym i uciskanym zaczęło głosić dobrą nowinę znad Jordanu z kazaniem na górze na czele – nie martwcie się – za wszyskoe ziemskie cierpienia znoszone w pokorze nagrodę znajdziecie w żydowskim „niebie”.
.
Styl życia Słowian, obok dużego podobieństwa kilku zasadniczych jego cech w obrębie całego żywiołu słowiańskiego, był mimo to niezwykle różnorodny. Zwyczaje i obrzędy oraz codzienne zajęcia  „pasterskich” plemion żyjących na pogórzach i w górach różniły się od wielu zwyczajów plemin żyjących nad morzem czy nad wielkimi jeziorami i rzekami. Inaczej żyły plemiona rolnicze, inaczej głównie myśliwskie, jeszcze inaczej plemiona rybacko-żeglarskie, a jeszcze inaczej te na obrzeżach Słowiańszczyzny narażonne najbardziej na obce najazdy, a przez to najbardziej „wojownicze”. Inaczej żyły plemiona wielkich stepów wschodniej Europy  a inaczej plemiona wielkich puszcz środkowej Europy. Nie istniał też jeden obowiązujący u wszystkich plemion panteon. Zresztą, gdy u plemion obrzeża żywiołu słowiańskiego pojawiać zaczęły się świątynie i dominacja politeizmu, w głębi świata słowiańskiego nadal świątyniami były święte gaje i dominował animizm i panteizm. Dopiero z opóźnieniem i tam dotarł znany z czasów historycznych politeizm. Tyle że i w nim istniały różnice regionalne. W różnych regionach tym samym bogom przypisywano np. różne atrybuty. A ponadto bok bogów ogónosłowiańskich byli też bogowie regionalni. Do dzisiaj wśród badaczy i antropologów trwają spory o imiona, atrybuty, wzajemne powiązania „rodzinne”, a nawet o płeć niektórych słowiańskich bogów. Spory te mogą mieć dwie przyczyny:
– błędy interpretacyjne badaczy,
– rzeczywiste istniejące w przeszłości regionalne różnice panteonu słowiańskiego.
.

Istniały też duże różnice regionalne słowiańskiego rzemiosła. O ile wyroby codziennego użytku wytwarzane były zazwyczaj na miejscu, o tyle różne regiony miały różne dodatkowe „specjalizacje”. Plemiona „wodne” znały np. szkutnictwo nieznane plemionom rolniczym. Jednym z ciekawszych rzemiosł u Słowian była metalurgia, znana na Mazowszu (okolice Pruszkowa)  i w Górach Świętokrzyskich („dymarki” w Nowej Słupi). Były to poważne centra metalurgii znane nie tylko z wytopu żelaza na skalą nieomal „przemysłową”, ale i z produkcji narzędzi z żelaza, w tym i broni. Wyroby te w drodze wymiany towarowej rozchodziły się nie tylko wśród plemin słowiańskich ale trafiały i poza granice Słowiańszczyzny. Próby przedstawiania Słowian jako dziczy żyjącej na poziomie epoki kamiennej, której dopiero rzymska szubienica przyniosła żelazo i rzemiosło jest zwykłym zaklinaniem rzeczywistości. W czasch historycznych Słowianie nie walczyki kamiennymi maczugami i kamiennymi toporami. Dysponowali żelazem i mieli solidną broń, używaną zarówno do polowań jak i do wojen. Także ceramika słowiańska stała na wysokim poziomie, choć  przeważały u Słowian naczynia drewniane. Było to zresztą uzasadnione. Każdy wytrawny znawca win, piwa czy miodów pitnych wie, że żaden inny materiał nie jest lepszy na beczki niż dębowe drewno. I są one wytrzymalsze niż ceramika. Także rzemiosło artystyczne znane było Słowianom. Ich wyroby ozdobne, zwłaszcza biżuteria dla kobiet, były na najwyższym poziomie. Biżuterię i ozdoby wyrabiano ze złota, srebra, miedzi i jej stopów, bursztynu  i kryształów górskich. Odzież u Słowian była często ozdabiana haftami, naszywkami z kolorowych tkanin bądź malowidłami.

Istnienie tak szerokiego i powszechnego rzemiosła u Słowian nie powinno nikogo dziwić. Przez szereg jesiennych i zimowych miesięcy gdy odpadały prace polowe czy połowy ryb, w długie wieczory mieli wystarczająco dużo czasu na produkcję rzemieślniczą. Rzemiosła uczyli się od rodziców i dziadów Słowianie już od kolebki, udoskonalając je z pokolenia na pokolenie.

W okresie przełomu, gdy słowiański świat zalewać i niszczyć zaczęła rzymska szubienica Słowianie nadal byli ludem głównie wiejskim, na co dzień mającym bezpośredni kontakt z naturą. Ich „światopogląd” był mieszaniną politeizmu i animizmu. Obcy był im fanatyzm religijny typowy dla religii abrahamoiwych (judaizm krystowierstwo i islam). Ich zasadą było – my mamy naszych, wy waszach bogów. I każdy z nas nich czci swoich. Mimo wiejskiego charakteru życia posiadali Słowianie wiele grodów obronnych. Niemniej życie codzienne spędzali poza nimi. Ich grody w niczym nie przypominały miast takich jak Rzym. Nie były (poza kosmopolitycznym Wolinem, pełnym Wikingów, Żydów, Bizantyjczyków, Rzymian, Celtów) miejscem uprawiania handlu. Kult pieniądza, kult zysku był im jeszcze obcy. Ale przez to właśnie kultura Słowian wolna była od wielu degeneracyjnych wynaturzeń typowych dla cywilizacji, czyli kultur miejskich.

Tutaj kolejna dygresja. Miałem kiedyś dyskusję o miastach średniowiecza. Moja interlokutorka zachwalała je uważając je za niepodażalny przykład postępu cywilizacyjnego, jakie Europie przyniosło krystowierstwo. Miasta „z prawdziwego zdarzenia” zaczęto budować na naszych ziemiach już pod patronatem rzymskiej szubienicy. To fakt. Miały one kilka szczególnych cech, takich samych jak wszystkie ówczesne krystowiercze miasta średniowiecznej łacińskiej Europy. Pierwszą z nich było to, że zawsze najwyższymi budynkami, widocznymi z daleka były oblepione żebrakami (żebractwo nieznane było u Słowian) kościoły – miejsca uprawiania nadjordańskich guseł zaciekle zwalczających u nas kulturę słowiańską. Od samego początku w miastach istniało rozwarstwienie na bogaczy i biedotę, na rządzących i rządzonych. Kwitło tam złodziejstwo i prostytucja. No i panował w nich, zwłaszcza latem podczas upałów niewyobrażalny smród. Przez wieki miasta pozbawione były kanalizacji i bieżącej wody, brudy i odchody wylewano często, zwłaszcza w dzielnicach biedoty po prostu z okien na ulice. Bogaci patrycjusze, kiedy tylko mogli wyjeżdżali latem do podmiejskich posiadłości uciejając po prostu przed smrodem. Losem terminatorów harujących u cechowych nistrzów tylko za wyżwienie i odzież przez lata od świtu do zmroku nikogo nie interesował. Podobnie los żebraków i biedoty. Miasta średniowiecza nawiedzane były epidemiami, co nikogo zw obliczu panujących tam wyruków sanitarnych nie powinno dziwić. To w nich śmierć podczas wielkich epidemii zbierała największe żniwo. Jak bardzo życie w tych ciasnych, śmierdzących i pełnych biedy i wyzysku miastach różniło się od życia choćby mieszkańców grodu w Biskupinie?
Nadmienić należy tu ogromny regres cywilizacyjny pod panowaniem rzymskiej szubienicy w odniesieniu do warunków sanitarnych panujących wcześniej w starożytnych miastach pogańskich. Rzym np. w czasach pogańskich był ogromnym miastem. A jednak był o wiele czystszy niż tysiąc lat później, u schyłku średniowiecza, gdy był od setek lat stolicą państwa kościelnego. W pogańskim Rzymie była bieżąca czysta woda, funkcjonowała kanalizacja i miejskie szalety. Po upadku cesarstwa rzymskiego zaniedbano system kanalizacji i wodociągów, przez co pod koniec średniowiecza, przy podobnej liczbie mieszkańców smród w Rzymie latem był nie do wytrzymania. W tym samym czasie stolica państwa Azteków, mimo różnych zwyrodnień cywilizacyjnych, była miastem czystym, posiadającym kanalizację i bieżącą wodę. I to całkiem bez  pomocy rzymskiej szubienicy.
.
conquista-de-tenochtitlan-mexico
.
Niech więc nikt nie daje się nabrać na propagandowe bzdury, jakoby miasta budowane przez krystowierców były czymś dobrym,  postępowym i znacznie wyższym/lepszym kulturowo od wiejskiej kultury Słowian. W rzeczywistości było dokładnie odwrotnie.

O Słowiańszczyźnie wiele by można jeszcze pisać. Jedna rzecz nie ulega wątpliwości – była ona przepiękną kulturą, niepowtarzalną w skali Europy w przeszłości i obecnie, górowała humanitaryzmem i mądrością nad zdegenerowanymi cywilizacyjnie kulturami Hellady i Rzymu, a tym bardziej nad krwiożerczą i mściwą nadjordańską antykulturą zwaną chrześcijaństwem.

O zmaganiach świata Słowian z nią właśnie, z nadjordańską antykulturą i jej godłem – rzymską szubienicą – będzie następny odcinek (część III) cyklu  „Świat Słowian”.
.
.

opolczyk

,

.

precz z jahwizmem

.

.

Ręce Boga

 

Reklamy