Dwa światy Słowian – Słowian słowiańskich i żydo-biblijno-krystowierczo-lechicko-wandalskich „Słowian” jafetowo-noabickich…

.

plony2009_1-slowianska-wiara

Słowianie słowiańscy

.

wandalowie-vandals

„Słowianie” wandalscy

.

Czytanie lechickiej ewangelii według świętego Prokosza:
.
Słowianie to potomkowie Jafeta, syna Noego
.
Oto słowo hehehe boże wyznawców Wielkiej Lechii…
.
Ale się narobiło. Szajba turbo-lechitów nie słabnie, a Szydłowski i Bieszk to tylko szczyt góry lodowej. Czegoż to się ostatnimi czasy nie naczytałem o „Słowianach”. Okazuje się, że byli to grabieżcy, grasanci, zaborcy, burzyciele, niszczyciele, mordercy i rzezimieszki. A co gorsza – są tacy, którzy tymi rzekomo słowiańskimi wyczynami się szczycą i są z nich dumni:
.
„Lechici (Wandale) toczyli zaciekłe walki przez kilkaset lat z Cesarstwem Rzymskim jak i Bizantyjskim, i były momenty gdzie łupili, i władali nie tylko Cesarstwem Rzymskim ale i Afryką. A dokładniej po przełamaniu oporu legionistów na Renie i najechali rzymskie państwo. Złupili Galię (czyli obecną Francję) i Hiszpanię, przeprawili się do Afryki i tam założyli państwo na terenie obecnej Tunezji. Ślady tego rajdu podboju Wandali możemy odnaleźć w samej nazwie Andaluzja, „Wandaluzja”, czyli kraju Wandali, choć sami Wandalowie od dawna już tam nie zamieszkują.
(…)
„Odbył się również katastrofalny dla Bizancjum najazd Słowian na Bałkany w VI w. który był skutkiem kolejnych wojen Justyniana, ze Słowianami czego bez naszej słowiańskiej Lechiady wyjaśnić się nie da i tu nie obyło się bez nich. To że armia Lechitów ZAWALIŁA ŚWIAT RZYMSKI jest kazusem bizantyjskiej cenzury, która zakazała pisania o Wandalach, aby nie wywoływać paniki. Świadczy o tym relacja Prokopa z Cezarei o zdobyciu przez armię słowiańską miasta Toperos nad Morzem Egejskim, miasto było bronione przez regularną armię bizantyjską a Słowianie, po zdobyciu tej twierdzy, wymordowali 25 tysięcy mężczyzn.”
https://slowianowierstwo.wordpress.com/2015/03/11/lechici-lachy-polachy-polacy/?wref=tp
.
Albo tu:
.
„Polaku jesteś potomkiem wspaniałego Ludu słowiańskiego. Bądź DUMNY i NIE daj sobie wmówić drugorzędnej roli w Europie i świecie.
(…)
Na dodatek ostatnie badania genetyczne gdzie zbadano DNA Słowian, pokazały, że zamieszkują oni swoje ziemię od kilku tysięcy lat. Mało tego, okazało się bowiem, że Polacy, Lechici, Wandale zamieszkują swoją ziemię już od ponad 10 tys. lat i posiadają inną podhaplogrupę niż reszta Słowian – Y-DNA R1a1a7. Na podstawie tychże badań naukowców zachodnich okazało się, że Polska posiada przeszło 10 700 lat egzystencji w rejonach Wisły, Zbrucza i Dźwiny.”
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/category/wandalowie/
.
I aby zobrazować, jakim to wspaniałym ludem są Polacy, Słowianie, pokazana jest rycina złupienia Rzymu.
.
wandalowie-vandals
.
Jak widać są zaślepieńcy, którzy są niezmiernie dumni z dokonywanych rzekomo przez Słowian na miarę nieomal biblijną rzezi.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/
.
A przynajmniej porównywalnymi z rzeziami dokonywanymi przez fanatycznych krystowierców na poganach, heretykach i bezbożnikach. Czy z tego ktokolwiek może być rzeczywiście dumny? W dyskusji ze mną Adam Smoliński, przyboczny ordynans piewcy kijowskiej junty banderowskiej, Białczyńskiego, przekonywał mnie do „Wielkiej Lechii” i do wojennych podbojów „Słowian” – Wandali i Hunów.
.
„Ataki Słowian na Rzym też ktoś musiał synchronizować centralnie. Widać to wyraźnie po ruchach armii, które opacznie nazwano „Wędrówkami Ludów” (błąd i nieznajomość obserwatora).”
„Scytom udało się utworzyć wielkie imperia na południu Europy i Azji?”
„Dlaczego usilnie forsuje się, że Hunowie nie byli Słowianami?”
.
Napisał przy tym, że:
.
„Hunowie byli „Biczem bożym”, który zlał dupę pustynnej zarazie i zniknął”
https://skrbh.wordpress.com/2017/02/01/21-lechici-lachy-polachy-polacy-od-lacha-do-polaka-kim-jestesmy/comment-page-1/#comment-170
.
Dupy pustynnej zarazie Hunowie nie zlali, bo rozprzestrzeniała się ona nadal niepowstrzymanie w postaci krystowierstwa. Nawet potomkowie ich i gwałconych przez nich Rzymianek stawali się gorliwymi krystowiercami. I to oni sami stosowali metody pustynnej zarazy opisane w żydo-biblii w zbrodniczych wymysłach o podboju Kanaanu. Jak można w turbo-lechickim zaślepieniu tak odwracać kota ogonem?
.
Albo to:
.
„Królestwo Wandalów (Polaków) w Afryce”
http://aryusslav.livejournal.com/3924.html
.
Czyż można wymyślić bardziej szowinistyczną bzdurę? Pomiędzy pojawieniem się na scenie historii Polaków a wcześniejszym zniknięciem z niej Wandalów leży mniej więcej tysiąc lat. Tożsamość „polska” to w sumie sztuczny wytwór zlepienia się tożsamości plemiennej wielu plemion podbitych przez Piastów w ponadplemienną tożsamość – właśnie w tożsamość polską, Polaka. Ta nowa sztuczna w sumie tożsamość pojawiać zaczęła się gdzieś pod koniec XIV i na początku XV wieku. Wcześniej Polaków nie było. Byli Polanie, Wiślanie, Opolanie, Dziadoszanie, Sandomierzanie i inni Słowianie należący do różnych podbitych plemion, żyjący w ponadplemiennym państwie Piastów. Pisanie że Wandalowie to Polacy to szczyt idiotyzmu. Ponadto nadal mam ogromne wątpliwości, czy ci Wandale, lud bez ziemi, niszczyciele i burzyciele byli faktycznie choć odrobinę spokrewnieni ze Słowianami. Nie wykluczam nawet i tego, że jakiś czas mieszkali oni w obrębie plemion słowiańskich. Ziemi było dużo, zaludnienie niewielkie, Słowianie byli gościnni i pozwalali im mieszkać obok siebie. Tylko że Wandalom żmudna praca na roli nie odpowiadała – skrzyknęli się więc i ruszyli grabić, łupić, palić i gwałcić. Ale Słowianami nie byli. Słowianie takich rzeczy nie robili.
.
Ciągle też turbo-lechici łączą, czy wręcz nazywa Słowian Ariami. Choć za wyczyny Ariów w Indiach wstydzić się powinna dumna biała rasa. Znalazłem nawet wymysły o słowiańskiej Atlantydzie, o tym że Polacy pochodzą z Wyspy Wielkanocnej na Pacyfiku i kolejną wersję, że wszystkie języki świata wywodzą się z języka polskiego. No i oczywiście, że w żydo-biblijnym raju Adam i Ewa mówili po polsku. W związku z czym Szatan – wąż kusiciel – też po polsku musiał ich kusić, bo inaczej by go nie zrozumieli.
.
I ten powielany w wielu artykułach szowinistyczno-rasistowsko-mitomańsko-megalomańsko-lechicko-polski słowotok schlebiający kompleksowi niższości turbo-lechitów kolportowany jest jako publicystyka słowiańska, mająca przynosić chlubę i sławę Słowiańszczyźnie.
.
Najbardziej martwi mnie, a wręcz przeraża to, że publicyści, wydawało by się poważni, na siłę próbują udowadniać, że Słowianie i Wandale to jedno. Jednym z nich jest Adrian Leszczyński:
https://zapomnianalechia.wordpress.com/2017/01/24/dawne-zrodla-historyczne-laczace-wenedow-wandalow-i-slowian/
.
Powołuje się on na cały szereg „kronik” krystowierców, którzy byli przede wszystkim propagandystami, bajkopisarzami i mataczaczami, a często wręcz fałszerzami historii. Wszystkie kroniki krystowiercze mają nieomal zerową wartość historyczną. Autorzy ich nie opisywali rzeczywistości i historii a tworzyli własną – krystowierczą – tworzyli krystowierczy matrix. Tylko wyjątkowo, jeśli opisywali wydarzenia im współczesne i Słowian im współczesnych, mieszkających w pobliżu – można mieć do tych niewielkich fragmentów ich kronik warunkowe zaufanie. Warunkowe, bo nawet pisząc niekiedy zdanie czy dwa pozytywnie o Słowianach natychmiast dodawali, że Słowianie to bałwochwalcy, barbarzyńcy, poganie obrażający prawdziwego boga i wrogowie jedynej jedynie świętej i prawdziwej nadjordańskiej wiary. Można więc mieć zaufanie do żyjącego na przełomie X i XI wieku Thietmara, gdy opisywał on Retrę i świątynię Swarożyca:
.
„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”
.
W jego czasach dochodziła ona do szczytu swej świetości. Znał ją albo z relacji naocznych świadków, a być może i sam w niej był, bo gościnni Słowianie i krystowiercom pozwalali podróżować po swoich krajach. Pisał więc o czasach mu współczesnych i o Słowianach, w których nieomal sąsiedztwie mieszkał. Możemy też mieć zaufanie do Helmolda, piszącego o współczesnych mu Obodrytach:
.
„Wejście na dziedziniec było zakazane wszystkim z wyjątkiem kapłana i tych, którzy zamierzali złożyć ofiary lub którym zagrażało bezpośrednio niebezpieczeństwo śmierci. Takim bowiem nigdy nie odmawiano azylu. Albowiem Słowianie okazują taką cześć swoim miejscom świętym, że obejścia świątyni nie pozwalają splamić nawet krwią wroga.”
.
Wiedział o tym albo z własnych obserwacji, albo z relacji z pierwszej ręki. Mieszkał zresztą w bezpośrednim sąsiedztwie Obodrytów. Ten fragment kroniki Helmolda jest istotny i z tego powodu, gdyż zadaje kłam krystowierczej propagandzie, jakoby Słowianie składali bogom ofiary z ludzi. Wszędzie, gdzie stały posągi słowiańskich bogów, były to dla Słowian święte miejsca i nie można było ich plamić krwią – nawet wrogów. Możemy też zaufać kronikarzowi biskupa Mistelbacha, który pisał o tym co widział na własne oczy u Wolinian i Pomorzan:
.
“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
.
Można mieć zaufanie i do „Geografa Bawarskiego”. Był on szpiegiem Ludwika niemieckiego (wnuka Karola „wielkiego”) planującego inwazję i podbój ziem słowiańskich. Na zamówienie Ludwika Geograf korzystając ze wszystkich możliwych źródeł, także niemieckich szpiegów i kupców, sporządził listę plemion Słowian (przede wszystkim Zachodnich) łącznie z liczbą ich grodów. Miało to ułatwić Ludwikowi podbój Słowiańszczyzny. Jego Zapiska karolińska nie była „kroniką” a raportem szpiegowskim o aktualnej sytuacji u wroga. Tak więc są, najczęściej małe, fragmenty kronik i zapisków krystowierców, do których można mieć warunkowe zaufanie. Bo dotyczyły wydarzeń, faktów i plemion słowiańskich znanych kronikarzom osobiście lub z relacji naocznych świadków. Natomiast nie można mieć ani odrobiny zaufania do ich opisów „wydarzeń” czy ludów sprzed setek lat, dotyczących „plemion”, których nie widzieli na oczy. U Jordanesa np. wygrzebał Leszczyński  opis kraju domniemanych Wenedów:
.
„Wzdłuż lewgo skłonu [Karpatów], który zwraca się w kierunku północnym, od źródeł rzeki Vistuli [Wisły przyp. A.L.] na niezmierzonych przestrzeniach usadowiło się ludne plemię Wenedów, którzy teraz przybierają różne miana od rodów i miejsc, w zasadzie nazywają się Sklawinami i Antami.”
.
Powyższy opis geograficzny ziem nad Vistulą/Wisłą jest prawidłowy – Wisła rzeczywiście wypływa ze zwróconych ku północy stoków Karpat. O tym wiedziano już w starożytności od kupców ze szlaku bursztynowego. Natomiast to co Jordanes pisał o Wenedach to są już tylko i wyłącznie wymysły. Nikt z kronikarzy piszących o „Wenedach” nigdy na ich ziemiach nie był, z mieszkańcami nie rozmawiał, nie pytał ich czy rzeczywiście tak się sami nazywają, czy są jednym plemieniem, czy też dziesiatkami różnych, różnie nazywających się plemion. Nikt tego nigdy naocznie nie sprawdził i nie zweryfikował. I potem jeden kronikarz odpisywał takie wymysły od innych, po czym jeden i drugi dodawali własne wymysły. Np. że Wenedowie to Sklawini i Antowie. I stąd istnieją, ale tylko w kronikach, duże „plemiona” jak Wenedowie, Antowie, Scytowie czy Sarmaci. Nikt nie wie i nie jest dzisiaj w stanie udowodnić, że takie ludy, tak same siebie nazywające, na przypisywanych im ziemiach rzeczywiście istniały i żyły. I tak powstawały „kroniki” – ktoś gdzieś nadał jakimś plemionom jakąś nazwę zbiorczą, odpisywali to inni, po czym wymyślali następne podziały, inne tereny zamieszkania i następne ich nazwy. Co sprawiło, że w nazewnictwie krystowierczym powstało takie zamieszanie i zamęt, że niejednokrotnie różnym plemionom nadawano to miano miano, a tym samym plemionom róże nazwy. I zazwyczaj wielu różnym plemionom nadawano jedną zbiorczą nie znaną tym plemionom nazwę. W zasadzie wszystko co pisali zwłaszcza kronikarze krystowierczy o przeszłych wiekach i ludach na ziemiach Słowian to zwykłe śmieci i wymysły, takie same jak wymysły autorów żydo-biblii. Jest wszak wspólną cechą wszystkich religii abrahamowych tworzenie matrixu – wymyślanie wyssanej z palca rzeczywistości zgodnej z założeniami ideologicznymi.
.
Natomiast to, że krystowierczy „kronikarze” łączyli Słowian z Wandalami w sumie jest zrozumiałe i wręcz logiczne! Wandalowie dali się odczuć już w starorzytności Rzymowi i wielu jego prowincjom. Od ich bezmyślnego niszczycielstwa pochodzi termin – wandalizm. Samo wspomnienie ich wywoływało u krystowierców strach. Łączenie przez krystowierczych kronikarzy Słowian z Wandalami było po prostu tworzeniem antysłowiańskiej czarnej legendy, było propagandą z oczywistym, czytelnym między linijkami podtekstem – na Słowian/Wandalów należy uważać – to niszczyciele! Mogą zrobić ze świętym kościołem powszechnym to, co zrobili z Rzymem. To okrutni barbarzyńcy, niszczyciele i dlatego należy ich „nawrócić” za wszelką cenę i przy pomocy wszelkich możliwych metod. Nawet ogniem i mieczem. Łączenie Słowian i Wandalów dawało też krystowiercom wygodne alibi dla ich brutalnych metod niesienia zniewolenia w postaci dobrej żydowskiej nowiny: oni – Wandalowie – zniszczyli Rzym! To barbarzyńska dzicz i dlatego możemy im odpłacić pięknym za nadobne. I to robili – przez całe wieki…
.
Każdy, kto szuka prawdy w kronikach krystowierców powinien mieć świadomość tego, że były one przede wszystkim krystowiercząpropagandą! Nadjordańską dżumę przedstawiały jako jedyną jedynie prawdziwą prawdę objawioną, a rasistowskie i zbrodnicze wymysły biblijne jako pismo święte i nieomylne słowo boże…
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/
https://opolczykpl.wordpress.com/biblijne-korzenie-zydowskiego-rasizmu/
.
Natomiast ludy pogańskie, w tym i słowiańskie, przedstawiano jako barbarzyńską niszczycielską i złą dzicz i bałwochwalców obrażających żydowskiego pustynnego psychopatę Jahwe, wykreowanego na boga religii abrahamowych. Przez co należało ich za wszelką ceną „nawrócić” lub wytępić. Pamiętajmy o tym, że wtedy nie było jeszcze L’Osservatore Romano, Radio Vaticana, TV Trwam, RM, Radia Rodzina, Naszego dziennika, Niedzieli, Tygodnika katolickiego i innych propagandowych mediów krystowierczych. Wtedy to właśnie „kroniki” spełniały rolę krystowierczej propagandy. I tak należy je traktować!
.
Kto tego nie pojmuje, ten nie powinien zajmować się historią, a tym bardziej interpretacją krystowierczych „kronik”.
.
Leszczyński powołuje się nawet na obłąkanego fałszerza historii Długosza. Przypomnę w tym miejscu mały fragment z jego załganej, wyssanej z brudnego palucha jahwistycznej propagandy o domniemanych okolicznościach domniemanego krztu Mieszka I:
.
„Książę Czeski odpowiedział, że nie pogardzi tak dostojnym i znakomitym zięciem, byle tylko porzucił błędy pogańskie, a przyjął zakon świętej chrześciańskiej wiary; inaczej nie zezwoli na związek małżeński swojej córki z książęciem pogańskim, bałwochwalcą. Dąbrówka księżniczka dała podobną z swej strony odpowiedź posłom i swatom Mieczysława, którzy ją w małżeństwo zapraszali: że nie przystało chrześciance zaślubiać poganina; jeżeli jednak Mieczysław książę Polski odstąpi plugawej czci bałwanów, i przyjąwszy chrzest nowym się żywotem odrodzi, nie odmówi mu wtedy swojej ręki. Gdy posłowie do Polski z takiem wrócili oświadczeniem, książę Mieczysław zwoławszy starszyznę i wielmoże, w licznem ich zebraniu naradzał się, coby mu czynić wypadało. Różnili się w zdaniach panowie: postanowiono więc odłożyć rzecz do dnia następnego. Aliści tej zaraz nocy Bóg opatrzny, ulitowawszy się nad nędza i ślepotą, narodu Polskiego, natchnął we śnie Mieczysława książęcia i większą część jego radców surową przestrogą, i zaleceniem, aby podanej sposobności nie zaniedbywali, a wiedzieć chcieli, się przez przyjęcie nowej wiary państwo ich w czasy potomne wielką pomyślnością zakwitnie. Takiem objawieniem skłoniony książę Polski i starszyzna uchwalili jednomyślnie poddać się świętej wierze Chrystusa.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/18/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemany-chrzest-polski/
.
Czy ktokolwiek na poważnie zajmujący się historią może wierzyć w wymysły Długosza z jeszcze bardziej zamierzchłej przeszłości, skoro wymyślał on takie niestworzone brednie o „krzcie” Mieszka i jego państwa polańskiego? A jednak Leszczyński traktuje brednie Długosza na poważnie.
.
No i pojawia się w tym miejscu pytanie – dlaczego przeróżni rzekomo sympatycy Słowiańszczyzny sami te krystowiercze propagandowe brednie o Słowianach/Wandalach kolportują? Tego naprawdę nie pojmuję. Wszak Słowiańszczyźnie łączenie jej z wandalizmem naprawdę nie służy. I o ile jestem w stanie zrozumieć krystowierczych propagandystów łączących Wandalów i Słowian w jeden lud, o tyle nie pojmuję, jak współcześni niby sympatycy Słowiańszczyzny na te propagandowe brednie i wymysły dają się nabierać. I dlaczego je tak gorliwie i bezmyślnie kolportują
.
I w ten sposób funkcjonują obecnie dwie wizje Słowiańszczyzny. Jedna z nich reprezentowana jest m.in. przez związki rodzimowiercze, niekiedy lekceważone jako związki „odtwórcze” słowiańskich obrzędów. Ale oni przynajmniej nie ośmieszają Słowiańszczyzny uważając się za potomków niszczycielskich Wandalów. Także tacy twórcy jak Sati Sauri jej utworami służą kulturze Słowian:
.

.
Czym była więc kultura Słowian i jaki był ich świat?
.
Były to ludy przywiązane do ziem, na których żyły. Czuły się ich częścią. To nie te ziemie należały do Słowian, a oni do nich. Czuli się też częścią Natury, Przyrody (piszę z dużej litery, bo Przyroda jest fizycznym przejawem boskości). Nigdy nie stawiali się ponad nią. Umieli czytać w najmądrzejszej księdze świata napisanej rękami samych bogów – w Księdze Natury, Księdze Przyrody. Tak mądrej księgi nie napisał i nie napisze nigdy żaden człowiek, a wszystkie jego księgi, nawet najmądrzejsze „Wedy” są przy Księdze Natury zwykłą bezmyślną paplaniną. Ich kultura była afirmacją życia, ich obrzędom zawsze towarzyszyła zabawy, tańce, śpiewy, uczty. Jedną z najważniejszych ich cech był szacunek jakim darzyli Boską Matkę Ziemię. Znani byli z niezwykłej gościnności – gość w dom, bogi w dom. To właśnie była słowiańska kultura.
.
Naprzeciwko tego obrazu Słowiańszczyzny ustawiony jest inny: Słowianie-Ariowie-Wandale-Huni-biała rasa-rasizm-szowiniz-mitomania-Wielka Lechia-Imperium-Lechii-megalomania-podboje-najazdy-grabieże-rzezie-wandalizm. Tak w telegraficznym skrócie wygląda owa konkurencyjna koncepcja „Słowiańszczyzny”.
.
W tym miejscu przyznam, że do tej pory nie zwróciłem uwagi na jedną z wypowiedzi Szydłowskiego – wielkiego propagatora Wielkiej Lechii, na podstawie wymyślonego „Prokosza” i jego domniemanej „kroniki”. O tej fałszywce wspomnę tylko krótko – powstała rzekomo w X wieku, napisana jest XVIII wieczną polszczyzną, przy czym gdy rzekomo powstała, nie było jeszcze polskiego piśmiennictwa. Musiała by być napisana albo po łacinie albo cyrylicą. Ale nigdy nie XVIII-wieczną polszczyzną. „Odnaleziona” została w XIX wieku na żydowskim straganie w Lublinie. Wcześniej nikt nigdy o niej nie słyszał i jej nie wspominał. No i obok listy monarchów od 1800 roku p.n.e. jest tam także prawdziwy kwiatek ośmieszający wszystkich turbo-lechitów. „Kronikarz Prokosz” pisze o tym, że Słowianie pochodzą od biblijnego Jafeta – syna Noego. Te same brednie wcześniej wypisywali inni kościelni „kronikarze” (także Długosz), chcący za wszelką cenę przerzucić pomost pomiędzy Słowiańszczyzną i nadjordańskimi bredniami zwanymi biblią. Przeoczyłem jakoś dotychczas ten właśnie wątek fałszywki – sorry – „kroniki” fikcyjnego Prokosza, ale dzisiaj namolny krystowierca w komentarzu pod „Balladą o drzewach” Sati Sauri mi to przypomniał:
.
„heretyk z ciebie ,przeciez slowianie pochodza od Jafeta syna Noego.pisal o tym polski kronikarz Prokosz.co ty pieprzysz gosciu ,Jezus powiedzial wyraznie ja jestem prawda ,droga i swiatlem. nikt nie trafia do ojca mego bez zemnie .Idzcie na caly swiat i nauczajcie w imieniu moim.Jezus nie byl zydem pochodzil z Nazaretu w Gallilei.”
.
Po tym komentarzu widać, do jakiego stopnia odmóżdżają nadjordańskie brednie. Niemniej ów krystowierca przypomniał mi, co przeoczyłem u Szydłowskiego i Bieszka, że – no właśnie – wg fikcyjnego „Prokosza” Słowianie pochodzą od biblijnego Jafeta, syna Noego.
.
W tym miejscu, bo jest to ważne, kolejny już raz przypominam, że poważni uczeni, historycy i archeolodzy, także izraelscy, jednoznacznie twierdzą, że żydowska biblia Tanach, czyli krystowierczy „Stary Testament” to zwykłe wymysły i bajki.
.
„Archeolodzy podważają same podstawy Biblii. Pan Bóg nie przekazał Mojżeszowi Dekalogu, naród Izraela nigdy nie był w egipskiej niewoli, mury Jerycha nie rozpadły się na dźwięk trąb, bo Jerycho było miastem nieobwarowanym, pierwsza monoteistyczna religia nie ma swoich korzeni na Górze Synaj, a wielkie królestwa Dawida i Salomona to legenda dostosowana do potrzeb teologii.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/
.

Tym bardziej wyssane z palca są postacie sprzed fikcyjnego Mojżesza – Abraham, Noe, Adam i cała ta wydumana „historia biblijna”, której jedynym celem było udrapowanie rasistowskiej ideologii „wybraństwa” Izraelitów w „pismo święte” i „objawione słowo boże”. Tak więc nie istniał ani Adam, ani Abraham, ani Noe i Jafet. A jednak fikcyjny Prokosz, tfurca najbardziej rozbudowanej listy starożytnych władców wyssanej z palucha Lechii pisze w jego fałszywce o pochodzeniu Słowian od biblijnego syna Noego – Jafeta. Od siebie dodam jeszcze w tym miejscu – tzw „Nowy Testament” jest taką samą żydowską fikcją i wymysłem służącym ogłupianiu nieobrzezanych gojów. Przypomnę też, kim jest ów Noe – ulubieniec i pieszczoch psychopaty Jahwe:

.

„Noe jako jedyny spośród ówczesnych zepsutych ludzi znalazł łaskę w oczach Boga Jahwe. Dlatego Bóg sprowadził powszechny potop, mający zgładzić ludzkość, ale oszczędzić Noego wraz z rodziną i zwierzętami. Kazał zatem Noemu zbudować Arkę, umieścić w niej rodzinę i po parze wszystkich niepływających zwierząt, aby przeczekać katastrofę. Gdy Arka została ukończona, Bóg zesłał na Ziemię wielki potop. Nieustanny deszcz podniósł poziom wody tak, że zakryła ona nawet najwyższe góry. Po 40 dniach przestał padać deszcz, a gdy po wielu tygodniach wody opadły, Arka spoczęła w górach Ararat, a Noe zszedł na ląd i złożył Jahwe ofiary z bydła i ptactwa. Bóg obiecał nie sprowadzać więcej potopu z powodu człowieka i na znak przymierza rozciągnął na niebie łuk – tęczę. Przymierze Jahwe z Noem rozciąga się, zdaniem wyznawców judaizmu – w przeciwieństwie do przymierza z Abrahamem – na wszystkich ludzi i obejmuje.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Noe
.
No i teraz widzimy, na czym polega oszustwo fałszywki zwanej „kroniką Prokosza” – na tym samym, co wymysły Długosza, Dzierzwy i innych krystowierczych fałszerzy historii (na których powołuje się naiwnie i Leszczyński) – Słowianie pochodzą od Jafeta – syna Noego. Przez co są braćmi potomków innego syna Noego – Sema – protoplasty Semitów, w tym i oczywiście „narodu wybranego”, żydowskiego. Na tej podstawie można by stwierdzić, że bazując na  bredniach fikcyjnego Prokosza, realnego Długosza i innych „kronikarzy” kościelnych, Polacy to  nie kto inny jak jafetowego pochodzenia Słowianie-Lechici-Polacy…Noabici, bracia Semitów. A Wielka Lechia to wyssane z żydowskiego palca braterskie królestwo wyssanego z palca Wielkiego Izraela Dawida i Salomona.
.
Eh – jakim to głupcem trzeba być, aby wierzyć w ten lechicko-żydo-biblijny mit? Nie dziwię się krystowiercom, którzy na różnych forach wypisują, że nie Lechici a Lewici.
.
„może nie lechici  a LEWICI ???? tak sobie pomyslałam”
.
Albo to:
.
„Autor twierdzi ze najwiecej zblizonej haplogupy Lewitow R1a DNA maja slowianie a najwięcej z nich maja jej Polacy!! Zdumiewające!!!!genetyczny dowod potwierdza wierzenia ze bliali ludzie sa zaginionymi plemionami Izraela.”
.
Albo to:
.
Moim zdaniem potomkami Lewiego możemy być my. Lewici-Lechici.
.
Też tak uważam. Nie tylko odmóżdżeni żydo-biblią krystowiercy ale i i turbo-lechici przynajmniej duchowo są „lewitami” – sługami żydowskiej świątyni Jahwe nazywanej Wielką Lechią, wywodzącą się od Noego. Cała ta koncepcja Wielkiej Lechii od początku mi śmierdziała oszołomstwem, a teraz dodatkowo coraz bardziej cuchnie mi czosnkiem. A jej fundament – fałszywka Prokosza – całkowicie ją zżydza – Lechia potomków Jafeta jest braterskim państwem starożytnego Izraela potomków Sema – Semitów. A łączy je żydo-biblia i Noe.
.
Jeśli przeforsowana zostanie i uznana oficjalnie za prawdę kolportowana przez turbo-lechitów koncepcja „Słowian” i „Wielkiej Lechii” pochodzących od Jafeta, to ja wyrzeknę się takich biblijno-„słowiańskich” korzeni. Ogłoszę, że jestem potomkiem „Staroeuropejczyków” –  Cro-Magnończyków.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Homo_sapiens_fossilis
.
Wolabym nawet być Neandertalczykiem niż noabickim żydo-biblijnym „Słowianinem-Lechitą-Polakiem”- potomkiem Jafeta…
.
A kyż koszmaro nadjordańska – Wielka Lechio – noabicko-jafetowa, żydo-biblijna…
.
A kyż! Wynocha ze Słowiańskiej Ziemi nad Jordan! Tam twoje miejsce!
.
Paszła won…
.
.
opolczyk
.
.

PS

I jeszcze jedna uwaga. Otóż wg kronikarzy jak i turbo-lechitów większe plemiona Słowian rozpadały się na mniejsze. Jordanes pisał:
.
ludne plemię Wenedów, którzy teraz przybierają różne miana od rodów i miejsc
.
U turbo-lechitów jest to samo – najpierw istniała w ich ideologii jedna Wielka Lechia, jedno lechickie plemię, a potem nagle w krótkim czasie rozpadło się nie wiadomo dlaczego na dziesiątki wrogich sobie plemion. W rzeczywistości było dokładnie odwrotnie. Gdy Słowianie pojawili się przed tysiącami lat na naszych obecnych ziemiach nie było ich zbyt wielu  i powoli rozproszyli się na małe, często dosyć odizolowane od siebie grupki, rozrzucone po dużym terenie. Zauważyli jednak szybko, że po kilku pokoleniach małżeństw w łonie niewielkich grupek pojawiać zaczęły się u dzieci objawy zwyrodnieniowe, różne wady i upośledzenia związane ze zbyt bliskim pokrewieństwem. Słowianie zrozumieli te powiązania i zaczęli szukali partnerów do małżeństw poza własną lokalną małą wspólnotą. W ten sposób małe, wcześniej izolowane od siebie odległością i przeszkodami naturalnymi (lasy, bagniska, rzeki) grupki zaczęły tworzyć powoli coraz większe, złączone małżeńskim powinowactwem i pokrewieństwem związki plemienne. W miarę upływu pokoleń i wieków ilość małych lokalnych wspólnot malała więc, a w ich miejsce pojawiły się powoli coraz większe wspólnoty plemienne związane poprzez mieszane małżeństwa. I w takim właśnie momencie, gdy na terenach Słowiańszczyzny istniało kilkadziesiąt większych i mniejszych wspólnot plemiennych, na nasze ziemie zwaliła się rzymska szubienica. A naoczni kronikarze pisali o wielu oddzielnych plemionach – większych i mniejszych. I wtedy też nastąpiło kolejne „przyśpieszenie” – w kilku miejscach zaczęto siłowo podbijać sąsiednie plemiona tworząc państwa wielo- czy ponad-plemienne (państwo wielkomorawskie, później po jego rozpadzie Czechy, na wschodzie Ruś, u nas państwo Piastów).
Tak więc to nie wielkie plemiona rozpadały się na mniejsze. Było na odwrót – mniejsze wspólnoty łączyły się poprzez związki małżeńskie w większe.

.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga
Advertisements