Czy można napisać historię Słowian od prapoczątków?

.

5

.

Jest to najbardziej zagmatwany i najtrudniejszy temat, na jaki może pokusić się piewca kultury Słowian. Najwięcej zła w tej sprawie narobiły nagłaśniane przez kilku oszołomów domniemane imperium Słowian. Kroniki Kadłubka, a tym bardziej fałszerza historii Długosza nie mają żadnej wartości historycznej. Tu przypomnę, że to właśnie żydo-katoliccy kronikarze wymazali z historii wczesnopiastowskiego państwa pogańskiego króla Bolesława nazwanego Zapomnianym za karę za to, że stał na czele powstania anty-kościelnego. O fałszywce zwanej kroniką Prokosza nie ma sensu pisać. Sfabrykowana została gdzieś w okolicach końca XVIII i początku XIX wieku.
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/11/25/czy-istniala-starozytna-slowianska-lechia-lub-polonorum-imperium/
.
Pozostają przeróżne pozakościelne kroniki starożytnych historyków. Problem polega na tym, że chyba żaden z nich nie odwiedził osobiście ziem Słowian, wszyscy pisali o Słowianach na podstawie relacji z którejś tam ręki lub odpisywali bez sprawdzania wiarygodności jeden od drugiego, uzupełniając opisy własną fantazją. Ponadto w różnych kronikach tym samym plemionom nadawali różni kronikarze inne nazwy a różnym płemionom te same nazwy. No i umieszczali opisywane plemiona czy ludy w różnych miejscach w Europie środkowej i wschodniej – każdy tam, gdzie mu pasowało. Dodatkowo jeszcze kronikarze starożytni wielu różnym plemionom nadawali jedno zbiorcze arbitralne miano (przykładowo Piliniusz dziesiątki różnych plemion słowiańskich i celtyckich nazwał „Germanami”).
Tak więc w nazewnictwie i miejscach osiedlenia słowiańskich plemion panuje u starożytnych taki mętlik, że nikt nie jest w stanie na podstawie tych kronik ustalić, jakie plemiona wtedy istniały i gdzie rzeczywiście żyły. A już absolutnie te kroniki nie wymieniają żadnych imion władców (poza imionami wodzów plemion walczących przeciwko rzymskim inwazorom na obrzeżach słowiańsko-celtyckiej „Germanii”), żadnych ważnych wydarzeń w łonie żywiołu słowiańskiego, żadnych nazw stolic słowiańskich państw itp. Owszem, kroniki wymieniają nazwy różnych miejscowości, np. u Klaudiusza Ptolemeusza występuje nazwa Kalisia, choć nie ma stuprocentowej pewności, czy jest to dzisiejszy Kalisz. Tym bardziej, że leżał on na terenie – a jakże – „Wielkiej Germanii”. Tak więc bazując na starożytnych kronikach dojdziemy do nikąd. Jeszcze większym oszołomstwem, wręcz skończonym idiotyzmem jest doszukiwanie się informacji o Słowianach w żydowskim tzw. „starym testamencie”. Z takimi chorobliwymi przypadkami także już się spotykałem – u Szczytyńskiego, Szydłowskiego i u Bieszka. Oni ten wyssany z palca bełkot mający uwiarygodnić rasistowską ideologię „narodu wybranego” traktują z całą powagą jako absolutnie wiarygodne źródło wiedzy historycznej. Pozostają więc archeologia, genetyka i lingwinistyka. Z archeologią jest ten problem, że wykopaliskom nadawane są nazwy nie mówiące nic o żyjących tam wtedy ludziach. Kultura lejkowa, łużycka czy ceramiki sznurowej nie jest przez archeologów wiązana z konkretnym ludem. To historycy dopasowują potem ludy do wykopalisk, kierując się często obowiązującą ideologią. A lingwinistyka ma zastosowanie wyłącznie wtedy, gdy dysponujemy wystarczającą ilością zabytków piśmienniczych, których na ziemiach słowiańskich niestety brakuje. Są wprawdzie znajdywane pojedyncze wyroby ozdobione runami, ale nikt nie potrafi ich w sposób w pełni wiarygodny odczytać. Pozostaje więc genetyka, tyle że ona mówi tylko o biologicznym dziedziczeniu, a nie o kulturze i językach. Choć to właśnie ona jest w sumie kluczowa, bo tam, gdzie występował od tysiącleci jako dominujący gen słowiańskich, zapewne i język ludności był słowiański.
.
W pierwszej kolejności należy rozprawić się ostatecznie z nadal nagłaśnianą koncepcją allochtoniczną, bazującą głównie na wymyślonej przez niemieckich mnichów w XV wieku i nagłaśnianej  przez turbo-pseudo-germanów fałszywki nazywanej kroniką Tacyta. W 2015 demaskowałem takie propagandowe brednie rodem z Niemiec w The Poland Times:
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/05/26/propagandowe-klamstwa-o-slowianach-rodem-z-niemiec-w-the-poland-times/
.
Obecnie podobne brednie, które należy nazwać turbo-pseudo-germańskimi, uprawia strona Sigillum Authenticum. O ile krytyka Bieszka czy Szydłowskiego i ich bredni o domniemanym Imperium Lechii jest jak najbardziej OK, o tyle propagowana przez  Sigillum Authenticum niemiecka, pseudo-germańska wersja historii, wg której Słowianie przybyli na nasze ziemie dopiero na początku średniowiecza (V-VI wiek) jest ewidentnyną bzdurą i pisaniem historii pod dyktando niemieckiego turbo-pseudo-germańskiego szowinizmu.
.
Wspomniałem o tym, że kronika Tacyta to fałszywka. I tak rzeczywiście jest (o tym za chwilę). Nie wiemy co naprawdę pisał Tacyct o Germanach, nazwę zresztą przejął od Piliniusza Starszego. Tacyt jak i Piliniusz nigdy nie byli na terenach nazwanych przez nich Germanią, nie widzieli „Germanów” na oczy, a jednak pisali o nich, tyle że na podstawie relacji z drugiej, trzeciej czy czwartej ręki uzupełniając luki własną fantazją I wielu różnorodnym plemionom nadali nazwę „Germanii”. Dzisiaj, dzięki genetykom możemy jednoznacznie stwierdzić, że owi „Germanie” były to plemiona Słowian, przy czym idąc od Łaby w stronę Renu stopniowo zwiększała się domieszka plemion celtyckich czy „zachodnioeuropejskich”, nadal z dużą domieszką ludności słowiańskiej. Słowiańską etnogenezę w Europie środkowej potwierdzają zarówno badania żeńskich mitochondriów…
.
https://archeowiesci.pl/2013/01/28/genetycy-o-pochodzeniu-slowian/
.

.
…jak i dominujące występowanie na naszych ziemiach męskiej haplogrupy R1a1 czyli tzw. „słowiańskiego genu”.
.
slohaplo_m3c254469
.
Natomiast „germański gen” nie występuje w Polsce zupełnie. Aby było śmieszniej, w samych Niemczech:
.
„Co dziesiąty Niemiec ma żydowskich przodków – wynika z badań szwajcarskiej firmy Igenea. Tylko sześć procent Niemców ma germańskie korzenie. Aż 30 procent Niemców pochodzi od Słowian.”
http://www.dw.com/pl/w-niemczech-niewielu-german%C3%B3w/a-2971289
.
Reszta Niemców ma – dodam od siebie – geny celtyckie. Najbardziej zastanawia ilość mieszkańców z genami żydowskimi. Zgodnie z obowiązującą wersją historii w okresie 12 lat (1933-45) władze III Rzeszy wymordowały kompletnie ludność pochodzenia żydowskiego. Po wojnie masowego żydowskiego osadnictwa w Niemczech nie było. Skąd więc wzięło się te 10 %? Widocznie niezauważone przecisnęły przez sito norymberskich ustaw rasowych.
.
W artykule Wojciecha Pastuszki (link nad filmem) ze strony Archeowieści na uwagę zasługują dwie rzeczy. W komentarzu pisze on:
.
„Nikt przecież nie twierdził, że Słowianie przybyli z Azji, bądź nagle pojawili się znikąd w połowie I tysiąclecia n.e. Takich poglądów nie mają nawet najbardziej skrajni allochtoniści.”
.
I tutaj W. Pastuszka myli się – są turbo-pseudo-germanie, którzy tak właśnie myślą. Jak choćby Adam Sengebusch – autor bredni publikowanych w The Poland Times. Pogląd ten nadal żywy jest w Niemczech. Kiedyś przetłumaczyłem tekst ze Spiegla chwalący wysoką kulturę a zwłaszcza rzemiosła u Słowian. Kolportowano w nim jednak także i ową turbo-pseudo-germańską wizję:
.
„Ten kurs załamał się pod wpływem powstania Słowian. Słowianie zrzucili na 150 lat dominację niemiecką nad ich terenami – co było być może najważniejszą cezurą w ówczesnej wspólnej historii Niemców i Słowian.
.
A ta zaczęła się chyba w VI wieku. „Poniekąd z ciemności historii” – tak pisał jeden z historyków, przywędrowały ludy słowiańskie w okolice, które zostały, często dużo wcześniej, opuszczone przez ludy germańskie. Tak przywędrowali Słowianie poprzez Czechy do środkowych Niemiec. Szli wzdłuż Łaby aż do Magdeburga i rozlały się po Havellandzie. Inni osiedlili się między Soławą a Muldą albo powędrowali na północ.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/
.
Jest to oczywista brednia. Przy rosnącej liczbie ludności w całej Europie, nikt nie opuszcza terenów obfitujących w rzeki i jeziora pełne ryb i lasy pełne dzikich zwierząt, od zajęcy i bobrów poprzez dziki, sarny, jelenie po niedźwiedzie, tury i żubry. Zwłaszcza nie robi tego dobrowolnie. Tym bardziej że Połabie było jakby stworzone do obrony. Przepastne lasy, bagniska i rzeki stanowiły dla miejscowej ludności wymarzony teren do prowadzenia wojny obronnej, podjazdowej i partyzanckiej przeciwko każdemu agresorowi. A o walkach Słowian wypierających Germanów kupcy podążający rok w rok szlakiem bursztynowym powiadomiliby historyków w Konstantynopolu czy Rzymie. Takich informacji jednak nigdzie nie odnotowano. Czyli siłowego wypierania „Germanów” przez Słowian nie było. Zresztą – skoro „Germanie” odparli zakusy Rzymu, to jak mogli ulec Słowianom? A dobrowolne opuszczenie tak zasobnych w żywność ziem, tak korzystnych do obrony, w ogóle nie wchodzi w rachubę. Jest to zwykły wymysł propagandy turbo-pseudo-germańskiej. Kolejna wątpliwa wypowiedź Pastuszki mówi:
.
„Badania genetyczne nie są w stanie obalić też tego, że w połowie I tysiąclecia n.e. na ziemiach polskich znikają liczne istniejące tu wcześniej kultury i następuje radykalny spadek liczby ludzkich osiedli. Znikome zaludnienie ziem na północ od Karpat sugerują zresztą również źródła historyczne. Wedle Prokopiusza germańscy Herulowie mieli pomaszerować znad Dunaju na północ idąc przez opustoszałe ziemie dzisiejszej Polski ku Skandynawii. Przy czym przestrzegałbym przed interpretowaniem tego opustoszenia, czy pojawiającego się w archeologii terminu „pustka osadnicza”, jako twierdzeń, że nie było tu wówczas żadnej ludności. Część dawnych mieszkańców ziem Polski mogła na nich pozostać i uległa wchłonięciu przez ludy, które przyniosły kulturę materialną identyfikowaną przez archeologów ze Słowianami. Ludy te mogły również przynieść słowiańskie języki, gdyż nie mamy żadnych materialnych dowodów na to, że były one wcześniej na naszych ziemiach. A genetyka takich dowodów nie jest w stanie dostarczyć.”
.
W. Pastuszka ignoruje znaną historykom wielką wędrówkę ludów (datowaną różnie – na wieki V-VI a nawet V-XIII). Nadal nie jest ona do końca zbadana, ale za pewnik uchodzi, że na skutek ochłodzenia klimatu pogorszyły się warunki życia na półkuli północnej, także w Europie, a zwłaszcza w Skandynawii i na stepach wschodniej Europy oraz Azji. Przez co głód wymusił wielką migrację. Słowianie na naszych ziemiach w większości nie migrowali, gdyż mimo ochłodzenia klimatu żyli na terenach niezwykle zasobnych w żywność (zwierzyna łowna i ryby). Ubytki w rolnictwie spowodowane klimatem kompensowali więc intensywniej polując i łowiąc ryby. Jednak ze względu na przewalające się przez ich ziemie obce ludy zmuszeni zostali do zmiany trybu życia. Zapewne duża część ludności po prostu ukryła się w bezkresnych lasach. Część zaś przeniosła się do wznoszonych wtedy grodów obronnych, które stały się wówczas po prostu koniecznością. I dopiero gdy wielka migracja zaczęła zanikać, ukrywająca się w lasach ludność wyszła z nich wracając do rolnictwa. Ukrywanie się ludności w lasach znane jest na ziemiach polskich nawet w czasach historycznych, choćby z okresu najazdów tatarskich. I stąd był ów rzekomy spadek ludności ok. połowy I tysiąclecia. A już wymysł Prokopiusza, jakoby ktoś wędrował wtedy na północ w stronę Skandynawii, gdy stamtąd właśnie uciekano, jest niepoważny.
.
No więc jak to było z owymi „Germanami” mieszkającymi rzekomo w środkowej Europie do V wieku n.e.? Cała ta brednia wywodzi się z fałszywki podszywającej się pod dzieło Tacyta. Tu jeszcze zaznaczę, że rzeczywiście plemionom słowiańskim i celtyckim mieszkającym na terenach od Renu na wschód aż chyba po Wisłę Piliniusz i Tacyt dali zbiorcze miano „Germanie”. Tyle że tamci „Germanie” ze współczesnymi Niemcami nie mają nic, ale to kompletnie nic wspólnego. Niemcy po prostu przywłaszczyli sobie to miano, podszywają się pod tamtych „Germanów” i uważają się za ich potomków. Choć – jak wykazały badania Szwajcarów, ledwo 6 % Niemców ma „germańskie geny”. Najciekawsze są okoliczności sfabrykowania kroniki Tacyta. Zastanawia mnie, że chyba nikt nie zwrócił na to dotychczas uwagi. Jak podaje wiki:
.
„Dzieło zachowało się tylko w jednym egzemplarzu znalezionym w opactwie Hersfeld w Niemczech [czy nie jest to iście cudowny przypadek? – przyp. opolczyk] – wówczas na obszarze Świętego Cesarstwa Rzymskiego, i przeniesione zostało do Włoch w roku 1455, gdzie Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II), po raz pierwszy zbadał je i zanalizował, wzbudzając zainteresowanie pośród niemieckich humanistów, takich jak Konrad Celtis, Johannes Aventinus czy Ulrich von Hutten. Po studiach i debatach pismo to zostało uznane za autentyczne źródło obrazu starożytnej Germanii [A co mieli „niemieccy humaniści” i papiestwo zrobić innego, jak uznać mnisią fałszywkę za autentyk – przyp. opolczyk]. Od momentu odkrycia dzieło o kulturze dawnych ludów germańskich jest intensywnie wykorzystywane – szczególnie w zakresie niemieckiej historii, archeologii, filologii, studiów etnologicznych [i po to właśnie ową fałszywkę sfabrykowano w niemieckim klasztorze – przyp. opolczyk], w mniejszym stopniu także w krajach skandynawskich.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Germania_(Tacyt)
.
No i właśnie – jak to się stało, że jedyny rzekomo zachowany egzemplarz dzieła Tacyta odnaleziono w niemieckim opactwie? Rzeczywiste dzieło Tacyta zaginęło pewnie tysiąc lat wcześniej, gdy padał pod ciosami wędrownych ludów Rzym. Potem przez tysiąc lat nikt Germanii Tacyta nie widział. I nagle „odnaleziono” ją cudownie w niemieckim klasztorze. Od siebie dodam – dzisiaj były kościół tego opactwa jest już pozbawioną dachu największą na północ od Alp romańską ruiną, w której nikt więcej fałszywek nie produkuje – co mnie niezwykle cieszy:
.
Die Stiftsruine in Bad Hersfeld ist die Ruine der Stiftskirche der ehemaligen Abtei Hersfeld in Bad Hersfeld. Sie gilt als die größte romanische Basilika nördlich der Alpen und ist heute die größte romanische Kirchenruine der Welt.

Die Stiftsruine in Bad Hersfeld ist die Ruine der Stiftskirche der ehemaligen Abtei Hersfeld in Bad Hersfeld. Sie gilt als die größte romanische Basilika nördlich der Alpen und ist heute die größte romanische Kirchenruine der Welt.

.
O tym, że kler masowo produkował fałszywki, wie każdy znający jako tako historię powszechną. Jedną z najbardziej znanych fałszywek, mających katastrofalne skutki dla Europy i świata była tzw. „Donacja Konstantyna”, dzięki której papiestwo za jednym zamachem stworzyło silne państwo kościelne a biały papa zdobył dominującą pozycję polityczną.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Donacja_Konstantyna
.
Przy czym fałszywka ta pojawiła się w najbardziej dogodnym dla papiestwa momencie – na terenach dzisiejszej Francji pojawił się założyciel dynastii Karolingów, Pepin Krótki, ojciec Karola Wielkiego. Do władzy doszedł w drodze zamachu stanu, przy czym sam wspierał papieży a papieże jego:
.
„Pepin dokonał zamachu stanu, detronizując króla Childeryka III i został konsekrowany na króla Franków przez świętego Bonifacego w październiku 751 roku (lub w marcu 752) jako pierwszy władca z dynastii Karolingów. Wcześniej od papieża Zachariasza otrzymał poparcie w formie rozporządzenia, by tytuły królewskie nadawano tym, którzy realnie sprawują władzę. Jego prawo do władzy pozostawało jednak wciąż dyskusyjne, dlatego zawarł sojusz z papiestwem, zaproponowany przez kolejnego papieża, Stefana II. Zalegalizował on jego władzę przez namaszczenie w dniu 28 lipca 754 roku w bazylice Saint-Denis pod Paryżem, a tym samym zobowiązał go do obrony Rzymu przed Longobardami.
.
Był to akt niezwykłej wagi dla losów państwa papieskiego i stosunków państwo–kościół w następnych wiekach. Kościelne powiązania Karolingów sprzyjały formułowaniu idei o szczególnym posłannictwie Franków jako ludu bożego. Jednocześnie spotkanie Pepina ze Stefanem II dało początek rytualnym formom kontaktów wzajemnych, które z różnym nasileniem obowiązywały w Europie przez resztę średniowiecza”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pepin_Kr%C3%B3tki
.
Tak więc papiestwo wspierało Karolingów, uznało Karola Wielkiego kontynuatorem Cesarstwa Rzymskiego, a Karolingowie zalegalizowali sfabrykowaną akurat wtedy fałszywkę, dzięki której papiestwo stało się potęgą. Tak się ubijało kościelne interesy. Nie inaczej było z fałszywką Tacyta. Została sfabrykowana w niemieckim opactwie w ważnym dla żywiołu polsko-litewskiego i niemieckiego momencie dziejów. Był to jeden z kulminacyjnych okresów zmagań unii polsko-litewskiej z zakonem krzyżackim i cesarstwem. Stawką dla Polski było być albo nie być. Jak wiemy, cesarz niemiecki Zygmunt Luksemburczyk jeszcze pod koniec XIV wieku opracował plan rozbioru Polski i usiłował wciągnąć do pomocy krzyżaków. Jednakże ówczesmy wielki mistrz Konrad Wallenrod odrzucił propozycję cesarza. Warto pamiętać, że pozycja cesarza była wówczas dużo słabsza niż jeszcze w XII wieku. Cesarz coraz bardziej stawał się figurantem zależnym od skłóconych między sobą niemieckich możnowładców. Krzyżacy z kolei uważali się za największą potęgę militarną Europy i sami zamierzali podbić Polskę bez dzielenia zdobyczy z cesarzem. Bitwa pod Grunwaldem przetrąciła kręgosłup krzyżakom, zrozumieli, że z unią polsko-litewską sami nie wygrają i zmienili strategię. Wspólnie z cesarstwem uknuli intrygę mającą doprowadzić do rozpadu unii polsko-litewskiej. Intryga polegała na tym, że cesarz zaproponował Witoldowi koronę królewską. Gdyby Witold ją otrzymał, byłby samodzielnym monarchą, królem, Litwa stałaby się samodzielnym  królestwem (i sojusznikiem zakonu i cesarstwa) a unia personalna polsko-litewska przestałaby istnieć. I wtedy krzyżacy i cesarstwo rzuciliby się z trzech stron na Polskę. Witold nawet zgodził się na tę propozycję, ale Polacy nie przepuścili delegacji niemieckiej z insygniami królewskimi dla niego, przez co do koronacji Witolda i rozpadu unii nie doszło. Sprawę intrygi skomplikowało papiestwo, gdyż to ono dla siebie rezerwowało prawo przyznawania koron. Ponadto papiestwo zabiegało u Jagiełły o pomoc w krucjatach przeciwko Husytom. Oto fragment listu herszta Watykanu, białego papy Marcina V (bękarta kardynała Colonny) do Władysława Jagiełły:
.
„Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo [Watykan do XIX w. akceptował niewolnictwo]; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.

.
Pomoc Jagiełły była konieczna, gdyż Zygmunt Luksemburczyk w kilku kolejnych krucjatach ponosił od husytów sromotne klęski. Tymczasem Jagiełło nie tylko nie wsparł koalicji antyhusyckiej, ale na dodatek na wyprawę odwetową przeciwko krzyżakom ściągnął posiłki właśnie od husytów z którymi zawarł (mimo wściekłych protestów papieskiego agenta biskupa Oleśnickiego) zbrojny sojusz.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-krzy%C5%BCacka_w_latach_1431-1435#Polsko-czeska_wyprawa_odwetowa_w_1433
.
To oczywiście wywołało wściekłość papiestwa i o ile się nie mylę, kolejną klątwę na Polskę. Sytuacja polityczna wygląda więc wtedy tak – krzyżacy i cesarstwo chcą rozbić unię polsko-litewską po to, aby wspólnymi siłami napaść na osamotnioną Polskę, unicestwić ją i podzielić się jej terytorium, a papiestwo zrażone jest na Jagiełłę za sojusz z husytami i Jagiełły ani Polski bronić przed Niemcami nie będzie. I w tym momencie w opactwie Hersfeld w cudowny sposób odnaleziona nagle zostaje kronika Tacyta, wg której „germańskie” ziemie sięgały co najmniej do Wisły, a być może i do Bugu. Poniżej widzimy mapę sporządzoną na podstawie fałszywki Germanii Tacyta przez współczesnych turbo-pseudo-germanów:
.

imperium_romanum_germania
.
A tutaj mamy mapę sporządzoną przez turbo-pseudo-germanów w roku 1645:
.
1024px-blaeu_1645_-_germaniae_veteris_typus
.
Jak widzimy, z upływem wieków zasięg Germanii przesuwa się coraz bardziej na wschód. No i dzięki tej „kronice” niemieckie zapędy wobec Polski przestały być agresją, a stały się uprawnionymi dążeniami do odzyskania utraconych wcześniej ziem, od zawsze „germańskich”, z których to „Germanie” zostali rzekomo wyparci przez Słowian wcześniej – gdzieś w V czy VI wieku. Podobnie więc jak fałszywka donacji Konstantyna, także „Germania” Tacyta pojawiła się w najbardziej odpowiednim momencie – tym razem odpowiednim dla katolickiego cesarstwa niemieckiego i krzyżaków. Miała uzasadniać Drang nach Ost jako odbieranie podstępnym zaborcom Słowianom terenów „germańskich”.
.
Ciekawi mnie też, bo wiki tego nie konkretyzuje – przez kogo „Po studiach i debatach pismo to zostało uznane za autentyczne źródło obrazu starożytnej Germanii”. Przypuszczam że i przez papiestwo wściekłe na unię polsko-litewską  za sojusz z husytami jak i przez „niemieckich humanistów”, gdyż uzasadniało niemiecki Drang nach Ost jako odzyskiwanie terenów utraconych. I na podstawie tej fałszywki spreparowano właśnie brednie o rzekomym wyparciu, czy w innych wersjach, dobrowolnym wycofaniu się „Germanów” z terenów nad Wisłą. I te właśnie brednie kolportują nadal turbo-pseudo-germanie. Owa allochtoniczna koncepcja bazuje na dwóch kłamstwach –  że Germananie to przodkowie współczesnych Niemców i że to właśnie owi „niemieccy” Germanie w czasach Rzymskich zajmowali cały obszar Europy środkowej, co całkowicie podważyli genetycy.
.
Odkrycia genetyków naturalnie nie wyjaśniają, jakim językiem mówili mieszkańcy naszych ziem w starożytności. Kwestię tę poruszał i W. Pastuszka, i turbo-pseudo-germanin Sigillum Authenticum. Zaatakował on artykuł Adriana Leszczyńskiego o powiązaniach językowo-genetycznych:
.
„Autor nie odpowiada w cytowanym fragmencie tekstu na pytanie, jakim językiem posługiwała się ludność z kultury łużyckiej? Bo tego po prostu nie wiemy!
(…)
Nie ma żadnych przesłanek aby łączyć ludność z kultury łużyckiej z prasłowianami. Żadne badania nowoczesnych dziedzin tego nie wykazują.”
http://sigillumauthenticum.blogspot.de/2017/01/krotka-rozprawka-z-genetyczna.html
.
Rzeczony tekst A. Leszczyńskiego opublikowany jest m.in tu:
.
Oczywiście, że nie wiemy, jakim językiem mówiła ludność kultury łużyckiej. Ale na pewno nie po niemiecku. W tym miejscu turbo-pseudo-germanin Sigillum Authenticum po prostu zdecydowanie przegina pałę. Otóż badania genetyków wykazały, że na naszych ziemiach Słowianie żyją od tysiącleci. Natomiast genotypu „germańskiego” czyli w rozumieniu turbo-pseudo-garmanów – niemieckiego – u nas nie wykryto, a w samych Niemczech stanowi on 6 %. Trudno więc zakładać, że ludność w większości słowiańska używała innego języka niż słowiański. Natomiast nie używała j. niemieckiego – sorry – „germańskiego”. Wręcz można całkowicie wykluczyć, że mówiła po niemiecku. Język niemiecki powstał gdzieś między Renem a Łabą z mieszaniny językowej  plemion słowiańskich, celtyckich, „staroeuropejczyków” i języków ludów napływowych podczas wielkiej wędrówki ludów (ludności skandynawskiej i być może azjatyckiej). A potem traf chciał, że po rozpadzie państwa Karola Wielkiego w części wschodniej doszli do władzy używający go lokalni możnowładcy, założyciele późniejszego cesarstwa niemieckiego przez co rozpowszechnił się on na terenie owego cesarstwa jako język obiegowy. Urzędowym była przez długie wieki łacina.
.
Istotne w całej tej historii jest to, że początkowy Drang nach Ost cesarstwo niemieckie maskowało „nawracaniem” i „krzewieniem” krystowierstwa. Od XV wieku doszedł Niemcom dzięki fałszywce Germanii Tacyta propagandowo-ideologiczny „argument” o odzyskiwaniu „ziem utraconych” na Wschodzie. I tak jest do dzisiaj.
.
Osobiście w spory i dywagacje lingwinistyczne nie włączam się z tego powodu, że nie jestem językoznawcą. Dyskusje takie niemniej są prowadzone i to niekiedy zażarte, jak w poniższym linku:
http://www.taraka.pl/jezyki_slowianskie_a_haplogrupa_R1a1
.
Pod tekstem rozgorzała wielowątkowa chaotyczna „dyskusja”, momentami pozbawiona merytoryczności. Ostatecznie, słusznie zresztą, zakończona została zablokowaniem dalszych komentarzy. Bardzo mądrze zrobiła redakcja Taraki blokując od razu komentarze pod artykułem W. Jóźwiaka, gdyż dyskusja przypominałaby tę pod tekstem A. Leszczyńskiego.
http://www.taraka.pl/genetyczna_granica_slowian_germanow
.
Do artykułu Leszczyńskiego można mieć różne zastrzeżenia. np. do odwoływania się do podobieństw językowych. Przypomnę ważny w tej sprawie komentarz W. Jóźwiaka pod tekstem A. Leszczyńskiego:
.
„Podobieństwa między językiem pali a słowiańskimi radziłbym sprawdzić w dobrym słowniku pali. Niektóre wyglądają na fantastyczne. Pisownia też jest dość dowolna.
W ogóle podobieństwa między językami słowiańskimi a indyjskimi nie są większe niż między słowiańskimi a łaciną, greckim lub germańskimi. Nawet zmiany satem nie poszły im tak samo; z gh′ u nas „zima”, u nich „hima-” (Himalaje). Pojedyncze przypadki podobieństw między różnymi podrodzinami IE są niekiedy zdumiewające; prof. I.R. Danka w I tomie „Jezyki indoeuropejskie” 1986 zestawia hetyckie „paprati-” („brudzić się”) z naszym „paprać”
.
Co mnie u A. Leszczyńskiego irytuje to zwłaszcza uparte łączenie Słowian i Ariów. Do czego może prowadzić kompleks aryjskości widzieliśmy na przykładzie „aryjczyka” Hitlera. Zresztą z tego, co Ariowie dokonali w Indiach absolutnie nie mamy powodu do dumy, jeśli byli to rzeczywiście nasi bliscy krewni. Niezorientowanym przypominam, że w Indiach jeszcze przed najazdem Ariów istniała już wysoka, wręcz jedna z najwyższych ówczesnych cywilizacji. Największy rozkwit Mohendżo-Daro miał miejsce jeszcze przed najazdem Ariów. Istniało tam już wtedy jedno z typowych zwyrodnień cywilizacyjnych, czyli podział ludności na trzy stany społeczne:  kapłanów, wojowników i rolników.  Przy czym kapłani i wojownicy tworzyli wspólnie warstwę rządzącą, gdyż spośród wojowników wyłaniano lokalnych władców zwanych radżami i maharadżami. Kapłani żerowali na warstwie najniższej. Wmówili np. Hindusom, że jeśli nie złożą ofiar bogom, to nazajutrz nie wzejdzie Słońce. Ofiary składane bogom, aby wzeszło Słońce, naturalnie musieli znosić rolnicy, bo bramini rąk pracą sobie nie kalal. Za to świetnie prosperowali dzięki znoszonym ofiarom. Na domiar wszystkiego, najlepsze i najbardziej wartościowe pożywienie ludziom niższych warstw i różnych niższych kast było zakazane. Po to, aby nie mieli oleju w głowach i dali się oszukiwać. Haniebnym wynalazkiem Ariów w Indiach było stworzenie stanu społecznego sudrów, czyli służących, a już poza klasyfikacją był haniebny, stworzony przez nich pozastanowy margines „niedotykalnych”, nieczystych  Dalitów.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dalit
.
Zwalono na nich najgorsze i najbrudniejsze roboty, bez których cywilizacja hinduska nie mogła istnieć, a jednocześnie gardzono nimi za to, że te roboty wykonują. Zmuszono żyć ich na marginesie społecznym, nie mogli mieszkać w sąsiedztwie „czystych” Hindusów, zamknięte były dla nich przez tysiąclecia świątynie i szkoły. To haniebne traktowanie najciemniejszej ludności Indii było właśnie dziełem białych Ariów (których karnacja zresztą na skutek intensywniejszego Słońca w Indiach także w międzyczasie sporo już pociemniała). Najprawdopodobniej do takiej duchowej degeneracji Ariów przyczyniło się to, że zbyt szybko z ludu wędrownego, koczowniczego, żyjącego w zgodzie z rytmami przyrody wylądowali nagle na szczycie wysoko rozwiniętej cywilizacji, co spowodowało u nich przyspieszoną cywilizacyjnie degenerację duchową i jeszcze większe zwyrodnienie cywilizacyjne niż to, jaki zastali u powoli i stopniowo cywilizujących się Hindusów.
.
Dodam jeszcze w tym miejscu, że nie wykluczam, iż wymyślając rasistowską ideologię „narodu wybranego” i istniejącą w niej instytucję nieczystych gojów autorzy judaizmu korzystali właśnie z wzorca hinduskich Dalitów – nieczystych, niedotykalnych, wykluczonych ze społeczności podludzi. A i sam pomysł ubrania tej rasistowskiej ideologii w księgi święte mogli zapożyczyć z hinduizmu wzorując się na jego świętych księgach.
.
Tak więc napisanie historii Słowian od samych prapoczątków uważam za niemożliwe, a nawet po prostu za zbyteczne. Wystarczyć nam powinno to, że dzięki genetykom wiemy, że Słowianie w środkowej Europie żyją już od tysiącleci. Owszem, można zajmować się odtwarzaniem rozprzestrzeniania się słowiańskiego genu. Nie mam nic przeciwko temu. Natomiast nie uważam za mądre kolportowanie szowinistycznych i idiotycznych bredni jak te, że:
.
– Polacy są narodem wybranym
http://www.ojczyzna.org/polacy_narodem_wybranym.html
.
Jest to idiotyczne małpowanie rasistowskiego „wybraństwa” biblijnego.
.
Polacy jako nardowość to czasy nowożytne. Wcześniej nie było Polaków, byli Słowianie, a jeszcze wczsśniej pra-Słowianie. Ale i oni nie byli najstarszym ludem Europy. Byli nim Neandertalczycy, których kilka % genów ma każdy z nas. Potem byli przedindoeuropejscy „Staroeuropejczycy”. A dopiero dziesiątki tysięcy lat później na europejskiej arenie dziejowej pojawili się w gronie ludów indoeuropejskich pra-Słowianie. I też nie ma pewności, czy jako pierwsi. Zresztą te spory o „pierszeństwo” przypominają mi mocno spory przedszkolaków: a mój tatuś jest ważniejszy niż twój, ma lepszą pracę i więcej zarabia. I mamy większy dom i droższy samochód.  Takie bzdurne ambicjonalne kompensacje kompleksu niższości nie są dla mnie.
.
I znów to samo – znów musimy być „naj…”. A już tak na marginesie – Polska cywilizacja sięga końca średniowiecza. Wcześniej Polaków nie było. Byli Polanie. I Wiślanie. I Mazowszanie. I Ślężanie. Ale nie Polacy. Co zaś się tyczy cywilizacji – Słowianie stworzyli przepiękną kulturę, ale przedcywilizacyjną, wolną od cywilizacyjnych zwyrodnień. Bo cywilizacja niesie ze sobą postępujące zwyrodnienie rodzaju ludzkiego oderwanego w miastach od Natury, Przyrody – co widać gołym okiem w Usraelum czy jewrounii.
Dodatkowo owa ostatnia „słowiańska strona” propaguje na panelu bocznym za nadjordańczykiem Białczyńskim, że „Obecnie mamy rok 7526 według czasu Świątyni Światła Świata.”
Rok 7526 w tym „słowiańskim” kalendarzu liczony jest od „stworzenia świata” przez Jahwe/Elohim w żydowskiej biblii wyliczony na początku III wieku przez rzymskiego krystowiercę zmarłego w Jerozolimie – Sekstusa Juliusa Afrykańskiego. Ze Słowiańszczyzną ma ten kalendarz tyle wspólnego co ja z judaizmem.
.
No więc co nam pozostaje z pradawnej historii Słowian? Wielkiego imperium, żadnego zresztą, Słowianie nie utworzyli. W okresie gdy zaczęły powstawać państwa słowiańskie na wzór zachodnio-południowy-krystowierczy, wszystkie popadały prędzej czy później w rozdrobnienie dzielnicowe. Głównym składnikiem tej pisanej historii „słowiańskich” krystowierczych państw były krwawe walki o władzę, nieustanne wojny, oraz ucisk ludu przez możnowładców i kler, co chluby tym państwom okresu historycznego nie przynosi.
W prehistorii Słowian, a więc przed najazdem rzymskiej szubienicy na uwagę i pochwałę zasługuje to, że Słowianie stworzyli wysoką kulturę, że mimo wysoko rozwiniętego rzemiosła i istnienia grodów nie utracili ani szacunku do Matki Natury, ani egalitaryzmu – co pokazuje np. wiernie odtworzona makieta grodu pod Biskupinem.
.
biskupin-1966-32
.
Nie było w niej ani jednego domostwa większego i bardziej okazałego od innych – wszyscy mieszkali tak samo. Podobne grody istniały na terenie dzisiejszych Niemiec, czyli zgodnie z turbo-pseudo-germanami, w samym sercu Germanii:
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,404204,archeolodzy-przebadali-relikty-grodu-typu-biskupinskiego-w-niemczech.html
.
Przez tysiące lat Słowianie trwali na ziemi, do której się przywiązali i którą kochali i czcili. Nie wypędziły ich z niej ani zmiany klimatu, ani wędrówki ludów, ani Cesarstwo Rzymskie. Podbiła ich tylko i zniewoliła rzymska  szubienica, której stawiali opór przez długie wieki. Przy czym ten ostatni podbój był tylko powierzchowny. Wbrew Gallowi Anonimowi , który pisał: „Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa…” pamięć o naszych pogańskich przodkach i ich kulturze nie zginęły w niepamięci wieków. Wręcz przeciwnie – lud trwał przy własnej kulturze przez długie wieki panoszenia się rzymskiej szubienicy i duszpastuchów, dzięki czemu etnografowie i badacze Słowiańszczyzny jeszcze w XIX wieku odnajdywali na polskiej wsi słowiańską prastarą kulturę i mogli odtworzyć panteon słowiańskich bogów, słowiańskie święta i obrzędy słowem – słowiańską kulturę. A dzisiaj przeżywa ona odrodzenie.
.
Na zakończenie powiem jeszcze tak – no i cóż z tego, że starożytni Słowianie pozbawieni są historii pisanej jak Rzym, Egipt, czy Sumer, że nie stworzyli wielkiego imperium? Tamte historie pełne są podbojów, krwi i ucisku, tamte imperia padły, a kultura słowiańska – najważniejszy wytwór Słowian, nadal żyje, nadal istnieje.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/10/20/wartosci-poganskie-i-wartosci-chrzescijanskie/
.
I z tego – z niej – możemy być dumni.
.
.
opolczyk
.
.
PS
.
z satysfakcją przeczytałem komentarz W. Jóźwiaka (nr 14):
.
„Brać dane od Białczyńskiego? Przecież on jest programowym pisarzem-fantastą. W dodatku na tyle biegłym, że w tym co pisze i publikuje zręcznie zaciera granice między znanym, prawdopodobnym a zmyślonym.”
.
Dobrze, że są ludzie piszący poważnie o Słowiańszczyźnie, nie dający się nabierać na wymysły tego nadjordańczyka…
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga
Advertisements

One thought on “Czy można napisać historię Słowian od prapoczątków?

  1. Pingback: Andrzej Szubert w kleszczach katodebili i departamentu inkwizycji dintojrii Polin « Grypa666's Blog

Możliwość komentowania jest wyłączona.