Tzw. „objawienia maryjne”…

.

mb-fatimska

Kiczowata wersja objawień w Fatimie

.

Do tego tematu podchodziłem jak do jeża. Łatwo jest się ukłuć. Współczesny fanatyzm fundamentalistów katolickich wzrasta wraz z malejącą ich liczbą. Po prostu malejącą ilość nadrabiają gorliwością i krzykliwością. Jednym z dominujących współcześnie rysów krystowierstwa jest kult Miriam/Maryji i wiara w jej objawienia. Ilość objawień maryjnych (objawiają się i inne święte osoby niebiańskiego personelu) jest największa, choć ogromna większość z nich za prawdziwe nie jest oficjalnie uznana przez Watykan, katolicką centralę naziemnego personelu boga Jahwe i jego przybudówek. Oficjalna wykładnia kk odnośnie sprawy uznawania objawień za prawdziwe lub nie mówi, że sprawdzane są one pod kątem zgodności z jewangeliami. Ciekawe, czy istnienie samego Watykanu pełnego bogactw zgodne jest z nimi:
.
„Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!”
Mk 10, 21
.
Czy widział ktoś papieża, kardynała, biskupa, a nawet szeregowego duszpastucha, który tak postępuje? Albo to:
.
„Idźcie i głoście: „Bliskie już jest królestwo niebieskie”. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest bowiem robotnik swej strawy.”
Mt 10, 7-10
.
Pusty śmiech bierze widząc jak hierarchowie i pomniejsze duszpastuchy kk realizują tę właśnie jewangeliczną naukę. Już widzę jego eminencję biskupa chodzącego w jedynej starej sukni od domu do domu i nauczającego za miskę strawy… No, ale nie bądźmy złośliwi i uwierzmy, że kk rzeczywiście ocenia objawienia wg ich zgodności z jewangeliami – choć sam je ignoruje. Które więc zalecenia jewangeliczne brane są w tym badaniu pod uwagę jest już tajemnicą badaczy z najwyższych pięter kk. Zapewne gdyby w którymkolwiek objawieniu kogokolwiek z żydowskiego presonelu niebiańskiego występującego w owych objawieniach było nawoływanie do życia w nakazanym  w jewangeliach ubóstwie, takie objawienie zapewne uznane by zostało za nieprawdziwe. Szukałem pełnej listy objawień maryjnych, ale jeszcze nikt takiej nie sporządził, bo jest ich po prostu zbyt wiele. Znalazłem za to na stronie Maria z Nazaretu takie coś:
.
„Na przestrzeni tylko XX-go wieku, naliczono prawie 400 ukazań maryjnych  (rzekomych), i 200 w okresie od 1944r. – 1993 r.
Większości z nich towarzyszą znaki i zadziwiające cuda, które są jakby  podpisem  Boga na znak, że dzieła te są autentyczne.
W 7-u z nich, biskup miejscowy uznał oficjalnie, nadprzyrodzony charakter tych faktów :

Fatima  (1917 – Portugalia),
Beauraing  (1932 – Belgia),
Banneux  (1933 – Belgia),
Akita  (1973 – Japonia),
Syracuse  (1953 – Włochy),
Betania  (1976 – Wenezuela),
Kibeho  (1981 – Rwanda).

(…).”
http://pl.mariedenazareth.com/2496.0.html?L=5
.
Tu tylko cichutko podpowiem, że każdy miejscowy pan biskup  na uznanie objawienia za prawdziwe musi naturalnie otrzymać zgodę białego papy – inaczej ogłoszony zostałby schizmatykiem, albo nawet – o zgrozo – heretykiem. Najgorzej na objawieniach z tej listy wyszła Rwanda – 13 lat po nim doszło tam do ludobójstwa (ok. milion ofiar), w którym czarnoskórzy katolicy i protestanci mordowali się nawzajem z gorliwością średniowiecznych krzyżowców. Ciekawe, czy ostrzegła ich w objawieniu matka boska – co im grozi? Przy czym, jak widzimy, z prawie 400, ledwo jedno na niecałe 60 objawień żydowskiej matki boskiej uznawane jest przez kk za prawdziwe, choć jak czytamy „Większości z nich towarzyszą znaki i zadziwiające cuda, które są jakby  podpisem  Boga na znak, że dzieła te są autentyczne”. Bidula matka boska tak się trudzi, objawia się cztery razy na rok, cuda czyni, a watykańskie urzędasy duszpastuchy tak jej wysiłki ignorują.
.
W sumie jednak należy zaznaczyć, że Watykan od początku miał problem z objawieniami i z uznawaniem ich za prawdziwe z powodów czysto ambicjonalnych. Papieże wszak uważają siebie za następców Szymona/Piotra, za zastępców na Ziemi Joszue i po prostu za ziemskch ambasadorów/namiestników żydowskiego Jahwe. I to im przedstawiciele niebiańskiej hierarchii powinni objawiać swą wolę. A nie prostaczkom czy dzieciakom, gdzieś daleko od Watykanu, od wielkich miast, po prostu na zadupiu. Bo wszystkie objawienia zdarzają się właśnie na zadupiach. I zawsze tylko albo pojedynczym nawiedzonym, albo małym grupkom wybranych nawiedzonych. Bo nawet, gdy na miejse zapowiedzianego wcześniej objawienia przychodzą tysiące ciekawskich i żądnych cudu gapiów, głos postaci ojawiającej się słyszy tylko jedna  lub max. kilka osób – tych wybranych. Inni mogą co najwyżej dostrzegać tylko towarzyszące objawieniom cuda. Choć i ich nie zawsze widzą wszyscy uczestnicy zgromadzienia. Najgorzej wypadają naturalnie niedowiarkowie, którzy nie widzą i nie słyszą niczego cudownego towarzyszącego akurat trwającemu live objawieniu.
.
Wierzący naturalnie wierzą w owe objawienia. Na tym polega wszak (ślepa, tępa i bezrefleksyjna) wiara – błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli. Niewierzący albo się z tego śmieją, albo szukają „racjonalniejszych” wyjaśnień. Np. posądzają UFO podszywającemu się pod Miriam, o płatanie w ten sposób figli katolikom:
.
http://innemedium.pl/wideo/cud-slonca-w-fatimie-czy-po-prostu-masowa-obserwacja-ufo
.
http://infra.org.pl/fenomen-ufo/wywiady-z-ufologami/1189-matka-obca-z-fatimy-cud-czy-bliskie-spotkanie-
.
Durny komentarz znalazłem na stronie tajnearchiwumwatykańskie:
.
„To, co widzieli ludzie, mogło być obserwacją UFO. Całość objawień w Fatimie mogła być jakimś sposobem wpłynięcia kulturowego na ludzkość.
Dla niektórych to może brzmieć jak bluźnierstwo, ale czy taką teorię należy z góry odrzucić? Czy proste dzieci ze wsi pasące bydło na łące, widząc świetlistą postać, mogły stwierdzić co innego niż to, że właśnie widzą Maryję?”
https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/11/06/fatima-wielka-sciema/
.
Tajnearchiwum ignoruje fakt, że przecież zgodnie z relacją jednej z dziewczynek zaszczyconych objawieniem owa świetlista postać wyjawiła kim jest – „Chcę ci powiedzieć, żeby zbudowano tu na moją cześć kaplicę. Jestem Matką Boską Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec…”
Ciekawe, jaki cel przyświecać miałby obcym w tym, aby Ziemian umacniać w kulcie żydówki Miriam? Czyżby zależało im na trzymaniu ludzi w durnocie? Otóż bardzo przepraszam, ale ewentualnych obcych przybyszów za tak niepoważnych typków nie uważam. Na tak głupi komentarz może zdobyć się jedynie strona kolportująca idiotyczną mapę nieistniejącego nigdy „Imperium Lechii”.
.
Tutaj jeszcze dygresja na temat UFO. Zajmowałem się tą problematykłą przez wiele lat, zarówno UFO współczesnym jak i peleoastronautyką. Wiele znalezionych artefaktów dotyczących prehistorycznego UFO do dzisiaj nie zostało wyjaśnionych przez tzw. „oficjalną naukę”. Niemniej nie wszystko łykam jak leci. 12-tą planetę Sitchina całkowicie odrzucam – to kompletny absurd. Z dwóch powodów – planeta o tak eliptycznej orbicie przelatująca w peryhelu jej orbity co 3600 lat przez pas planetoid pomiędzy Marsem a Jowiszem jej grawitacją już po kilku przejściach peryhelu rozwaliłaby układ planetarny, wymiotłaby wszystkie planetoidy i księżyce gazowych gigantów, a i ona sama pod wpływem grawitacji Jowisza wystrzelona by została w kosmos jego grawitacyjną procą na zawsze, lub spadłaby na niego lub na Słońce. W najlepszym przypadku zostałaby grawitacyjnie związana na orbicie przypominającej pozostałe orbity naszego układu, a więc prawie koliste. Po drugie, na planecie która przez prawie cały okres orbitalny (3600 lat) pogrążona jest w kompletnej ciemności i kosmicznej lodowni (- 270°C) nie mogło się rozwinąć tak wysoko zorganizowane życie. A gdyby do naszego układu przybyli obcy z planem osiedlenia się tu na stałe, nie wybieraliby najgorszej do tego planety – a najlepszą. Osiedlili by się od razu na Ziemi a nie na hipotetycznej Nibiru, niezdatnej do życia.
.
Jeśli idzie o współczesne UFO – widziałem je na własne oczy. Było to jakieś 9 -10 lat temu, w październiku ok. 21:30. Siedziałem na balkonie i paliłem papierosa. Nagle znad dachu sąsiedniego budynku (od zachodu) zasłaniającego na moim balkonie dolną część nieba do wysokości ok. 40° zauważyłem powoli wylatujące dziwnie wyglądające światełko. Znam dobrze oświetlenie latających nad Pforzheimem samolotów i (niekiedy) helikopterów, bo widuję je ciągle. To światło było inne – czerwone, ciągłe, jasniejsze od gwiazd i dobrze widoczne, ale nie oślepiające jak reflektor. Było matowe. Zastanawiałem się, co to może lecieć, nawet myślałem przez chwilę o fosforyzującym czerwono balonie, gdy zza sąsiedniego dachu wysunęły się dwa następne identyczne światła. Zawołałem żonę i oboje (dorosłych już) dzieci. Synowi nawet poleciłem przynieść lornetkę. Przez nią widziałem wyraźnie każdy z nadlatujących obiektów – było to większe okrągłe czerwone światło otoczone pierścieniem z ok. 10-12 małych światełek tego samego czerwonego matowego koloru. Kształtu samych obiektów (nie musiały być koniecznie koliste) nie było widać – byłem w stanie dostrzec wyłącznie ich światała. Obiekty poruszały się bezszelestnie z prędkością pozorną porównywalną do prędkości samolotów liniowych na pułapie kilkunastu kilometrów. Przy czym jedne obiekty znikały nad dachem naszego budynku lecąc dalej na wschód (co sprawdziła żona) a inne zataczały łagodny łuk kierując się na północ. Znad sąsiedniego dachu kolejne latające światła pojawiały się z różną częstotliwości – niekiedy jedne chwilę po poprzednich, a niekiedy dopiero wtedy, gdy poprzednie już zniknęły nad naszym dachem lub na północy. Pojawiały się pojedynczo, parami lub formacjami trójkowymi. Niesamowita była panująca przy tym cisza. Wieczorem, po zapadnięciu zmroku, słychać jest u mnie na balkonie nawet cichy szmer pojedynczego samolotu lecącego kilkanaście kilometrów nad Ziemią. Tym bardziej słychać warkot helikoptera, nawet jeśli leci wysoko. A te świecące obiekty, nawet gdy leciały po trzy na raz, poruszały się w kompletnej cichy. W sumie całe to zjawisko trwało kilkanaście minut, podczas których przeleciało nad nami co najmniej kilkanaście tych świecących obiektów. Zajęty ich obserwacją nie pomyślałem o tym, by je liczyć, ale mogło być ich w sumie 15-20. Najbardziej niesamowite było to, gdy jeden z obiektów lecących w formacji trójkowej w bezgłośnej, cichej eksplozji wybuchł jak sylwestrowy fajerwerk rozsypując się na kilkanaście świecących punkcików. Syn nawet zawołał do mnie – popatrz, tam jeden wybuchnął. Po chwili jeden ze spadających świecących odłamków przestał spadać, reszta spadających odłamków zgasła, a ten jeden nagle przybrał postać i wielkość obiektu macierzystego (większe okrągłe światełko w środku otoczone pierścieniem mniejszych) i  spokojnie, nadal bezgłośnie, kontynuował kierunek lotu pozostałych obiektów trójkowej formacji. Widziane przez lornetkę obiekty (ich światło razem z pierścieniem małych światełek) miały wielkość mniej więcej monety dziesięciocentowej trzymanej na odległość wyciągniętej ręki. Poniewż brak było punktu odniesienia, nie można było stwierdzić, czy lecą one na wysokości np. 500 metrów i są niewielkie, czy też lecą na wysokości 10 kilometrów i mają wielkość kilkudziesięciu metrów. Gdy wreszcie wszystko się skończyło i nieco ochłonąłem, zadzwoniłem na policję pytając, czy ktoś zgłaszał dziwne latające obiekty nad Pforzheimem. Usłyszałem, że nie, że policja o niczym nie wie. Opowiedziałem więc co widziałem, ale policja nie dała mi wiary. Nazajutrz zadzwoniłem do miejscowej gazety. Tam też nic o dziwnych światłach nie słyszano i przekonywano mnie, że widziałem pewnie światła z dyskoteki odbijające się na niebie. Z rodziną na temat tamtego zjawiska parokrotnie próbowałem później rozmawiać, ale bezskutecznie. Sprawiają wrażenie, jakby chcieli wyprzeć z pamięci co widzieli, gdyż kompletnie nie pasuje im to do ich obrazu świata. Ale niemniej przyznają, że te światła widzieli.
.
Znam różne hipotezy pochodzenia UFO, a więc:
– przybysze z odległych systemów planetarnych naszego fizycznego wszechświata,
– temponauci – czyli przybysze z przyszłości (niekoniecznie ziemskiej),
– przybysze z równoległych światów fizycznych,
– przybysze z wymiarów niefizycznych, którzy w czasoprzestrzeni „materializują” się właśnie jako UFO.
.
Nie zabieram głosu w dyskusjach o pochodzeniu UFO, brak mi po prostu empirycznych i sprawdzonych danych. Niemniej nie wątpię w realność tego zjawiska – sam widziałem je na własne oczy. Zwłaszcza to bezgłośnie eksplodujące UFO, którego jeden odłamek po chwili przybiera poprzedni kształt i leci dalej, pokazuje pozim technologii UFO. I – wracając do sprawy objawień i łączenia ich z UFO – jeszcze raz powtarzam – nie wyobrażam sobie, aby obcy nie mieli nic innego do roboty, jak pokonywać przeogromne przestworza kosmosu, czasu, czy wymiarów po to, aby ludzi robić w konia i udawać jakąś żydowską matkę boską. Która zawsze chce, aby stawiać jej kaplice czy kościoły, aby się modlić, klepać taśmowo różańce, wierzyć w nią, w jej syna i jej konkubenta Jahwe i nie grzeszyć. Często też zdarza się, że domaga się, aby baby nie nosiły spodni. Jak widać i to tym w niebie przeszkadza. Zamieszczam jeden taki właśnie przekaz z jednego z niezliczonych objawień maryjnych:
.
„Pamiętajcie matki, panny i dziewczynki, nie chodźcie nigdy w spodniach, bo to strój dla mężczyzn. Tyle lat mówię o tym, ale lud nie chce słuchać, a kapłani nie zwracają na to uwagi. Kapłani, którzy nie upominają i nie zabraniają kobietom chodzić w spodniach, będą za to cierpieć, bo to jest wielka pycha. Żadna kobieta nie może przyjmować Komunii Świętej w spodniach. Przez to Mojego Syna bardzo znieważacie. Co jest dla kobiet, to dla kobiet, a co dla mężczyzn, to dla mężczyzn…”
.
Zastanawia mnie, dlaczego matka boska nie potępia mężczyzn chodzących w sukienkach…
Ale to nieistotne. Naturalnie nie zamierzam opisywać wszystkich objawień, a nawet któregokolwiek z nich szczegółowo, gdyż zbyt wiele jest sprzecznych relacji o każdym konkretnym objawieniu. Niemniej ciekawi mnie ten fenomen i jego przyczyny. Jak już stwierdziłem wcześniej, wierzący ślepo w ten humbuk wierzą, nie pytając o nic. Jako dowód prawdziwości owych objawień podają np. różne cudowne uzdrowienia zdarzające się w miejscach objawień. Ażeby było śmieszniej – sam nie wykluczam wcale faktu możliwości wystąpowania takich „niewytłumaczalnych” uzdrowień. Ale…
Ich ilość dramatycznie spadła, od kiedy zaczęli badać je łapiduchy w białych kitlach nie związani z kk. O ile wcześniej kolportowano wieści o co najmniej setkach cudownych uzdrowień roczenie w Lourdes czy Fatimie, to obecnie rzadko przydarzają się takie uzdrowienia częściej niż jedno/kilka rocznie lub co kilka lat. Tu jeszcze uwaga – bez względu na ilość niewytłumaczalnych uzdrowień uznanych za takie przez medyków i cudownych uzdrowień uznanych za takie przez oficjalny kk (uznane uzdrowienia medyczne i kościelne nie zawsze się pokrywają) liczba cudownych uzdrowień, kolportowana pocztą pantoflową wśród owieczek, bez względu na zdanie oficjalnej medycyny i hierarchii kk, wielokrotnie przekracza owe oficjalne dane i wiary w nie u owieczek nie osłabia. Pragnienie cudu i współuczestnictwa w nim nadal jest silne.
.
Przy czym należy pamiętać o tym, że cudowne uzdrowienia znane są też w islamie, buddyzmie, hiduizmie, taoizmie, konfucjonizmie czy sintoizmie. Tak więc nie tylko żydowski personel katolickiego nieba może takimi uzdrowieniami się poszczycić. Zresztą oficjalna medycyna też zna przypadki spontanicznych uzdrowień czy samouzdrowień, także u niewierzących, nie pielgrzymujących nigdzie – i sama nie potrafi ich do końca wyjaśnić. Rzecz w tym, że za nimi stoi zawsze głębokie pragnienie chorego (niepogodzonego z diagnozą – choroba nieuleczalna) odzyskania zdrowia i niezłomna, wykrzesana z głębi podświadomości wiara, że zdrowie odzyska. Zewnętrzny obiekt wiary jest w tym przypadku tylko „wyzwalaczem” energii samouzdrawiającej – może to być dowolny pogański bóg, Budda, Konfucjusz, Mahomet, może być Miriam, a nawet myszka Miki. Tak! Jeśli ktoś dogłębnie wierzy, że oglądając ją w filmie Disneya odzyska dzięki niej zdrowie – odzyska je. Bo to nie obiekt wiary, a ona sama (wiara w to, że wyzdrowieję), będąc ogromną energią psychiczną, uzdrawia. Tak więc cudowne uzdrowienia nie są potwierdzeniem prawdziwości objawień. A już – tak na marginesie – skoro matka boska jest taka dobra, tak kocha ludzi, jest ich orędowniczką i pocieszycielką, i ucieczką grzesznych, to dlaczego z milionów nieszczęśników pielgrzymujących rocznie do miejsc objawień i cudownych uzdrowień, uzdrawia tylko pojedyncze osoby, skazując całą resztę na dalsze cierpienie a często i na o wiele przedwczesną śmierć? Czyżby miała ich cierpienia w… nosie? Bo tak naprawdę, to ona nie kocha wszystkich ludzi. Takich na przykład brzydkich muzułmanów wcale nie kocha. Jeśli wierzyć mitologii katolickiej, to na konto matki boskiej idzie śmierć 27 tysięcy Turków w roku 1571:
.
„Zwycięstwo było ogromne. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników; śmierć poniosło 27 tys. Turków, kolejne 5 tys. dostało się do niewoli.”
http://bog-w-moim-balaganie.blog.onet.pl/tag/objawienie-matki-bozej-sw-piusowi-v/
.
Dla niekatolików ta dobra kochająca matka boska w niebie potrafi być demonem śmierci nie gorszym od starotestamentowego Jahwe. Ale wracamy do Fatimy. No i właśnie – co więc wydarzyło się w Fatimie w 1917 roku? Jak można sobie owe objawienia i cuda Słońca wytłumaczyć? W tym miejscu opiszę jeszcze pewne doświadczenie, o jakim czytałem przed laty w jakimś czasopiśmie. W dużym pomieszczeniu pod ścianą stał szereg krzeseł. Przed nimi w odległości kilku metrów stał długi stół z ustawionymi na nim dwoma przedmiotami (powiedzmy – wazonami). Jeden z wazonów był ustawiony znacznie bliżej krzeseł niż drugi i widać to było wyraźnie ze wszystkich krzeseł. Następnie na salę wpuszczano króliki doświadczalne, wśród których wmieszani byli ludzie wtajemniczeni w mającą się odbyć na króliczkach manipulację. Eksperymentatorzy zadbali o to, aby to ci podstawieni jako pierwsi mówili, czy widoczne na stole przedmioty są w takiej samej odległości od krzeseł czy nie. Podstawieni po kolei stwierdzali spokojnie, że tak, że oba wazony stoją w tej samej odległości. Gdy przyszła kolej na rzeczywiście badanych, zdecydowana większość z nich (eksperyment powtarzano wielokrotnie) również stwierdzali, że wazony są w tej samej odległości. Później, gdy indywidualnie weryfikowano z rzeczywiście badanymi, nieświadomymi manipulacji osobami, wyniki eksperymetu, wszyscy oni stwierdzali, że owszem, widzieli, że wazony są w różnej odległości. Ale słysząc tyle wcześniejszych wypowiedzi, że są one w takiej samej odległości, po prostu nie chcieli się „ośmieszyć” czy „wychylić”. Niektórzy stwierdzali wręcz, że byli przerażeni, myśleli że oszaleli, że mają halucynacje i widzą coś, czego nie ma. I dlatego potwierdzali opinię osób podstawionych. Ale – trzeba tu przyznać otwarcie – byli wśród niewtajemniczonych o manipulacji uczestnicy eksperymentu, którzy mimo dziesięciu głosów mówiących przed nimi, że wazony stoją równo mówili – a ja widzę wyraźnie, że wazony stoją w różnej odległości. Ci nie dali się wymanipulować. Choć stanowili w sumie miejszość badanych. To pokazuje, jak można ludźmi choć nie wszystkimi, manipulować – potwierdzają coś wiedząc, że widzą coś innego.
.
No i teraz bierzemy się już rzeczywiście za Fatimę…
Nie wiem i nie mam pojęcia jak wszystko się zacząło. Niemniej opiszę, jak mogło z Fatimą, objawieniem i cudami ze Słońcem być. Być może dzieciaki same sobie wymyśliły pierwsze objawienie, aby się wyróżnić. Nie wykluczam tego, ale mogło być i tak, że to miejscowy duszpastuch podsunął im ten pomysł. Istotne jest to, że głęboko skatoliczona Fatima była biedną prowincją biednej zacofanej Portugalii, a katolicy portugalskojęzyczni pozbawieni byli własnych cudownych świętych znanych miejsc – jak choćby te w sąsiedniej Hiszpanii (Santiago de Compostela):
.
xsantiago-1-1440x570-jpg-pagespeed-ic-salsn5spx5
.
Czy trochę dalej, we Francji (Lourdes):
.
lourdes_basilica_1220x630_1
.
Przede wszystkim brakowało katolickiej Portugalii towarzyszących tamtym świętym miejscom bogactwa przynosznego przez rzesze obcych pielgrzymów. I czegoś namacalnego, wzmacniającego głęboką, fanatyczną, towarzyszą temu wiarę. I rozgłosu na cały świat. Mogło to niejednego portugalskojęzycznego duszpastucha wprawiać w zazdrość i poczucie opuszczenia Portugalii przez siły miebieskie. Tak więc, albo dzieciaki same wymyśliły objawienie, a duszpastuch postanowił to wykorzystać, albo to on sam wszystko wymyślił podpowiadając dzieciakom co mają mówić. I choć rodzice dzieciaków chcieli im zamknąć buzie, bo sami w te objawienie początkowo nie wierzyli, duszpastuch z ambony powiadomił wiernych o cudzie. I zapowiedzał następny – za miesiąc. I tak, nie licząc pierwszego spontanicznego niezapowiedzianego objawienia w maju, od czerwca do października 1917 co miesiąc miały miejsce kolejne zapowiadane wcześniej objawienia. Ich jedynym mankamentem było to, że widziała matkę boską i słyszała ją praktycznie tylko jedna osoba, 12 letnia Łucja, która żyła aż do 2005 roku. Dwoje pozostałych dzieci, czynnych uczestników objawień, rodzeństwo Francisco i Jacinta, jakkolwiek początkowo potwierdzały objawienia, ale nie pozostawiły z nich żadnych spisanych relacji. I bardzo szybko zmarły – Francisco w kwietniu 1919, a jego siostra w lutym 1920. Im, jak widzimy, te objawienia nie dały długiego życia w sławie jak Łucji. Domysły, że rodzeństwo zmarło dlatego, bo przestało potwierdzać prawdziwość objawień, skwitowane zostaną zapewne okrzykami, że są to naturalnie wymysły wrogów kościoła świętego powszechnego katolickiego. A jednak nie mogę tego pojąć – matka boska wybiera trójkę dzieci, objawia się im i poucza je co mają dorosłym mówić. Gdyby wszystkie żyły tak długo jak Łucja – byłoby trzech naocznych świadków potwierdzających jedyną jedynie prawdziwą historię objawień w Fatimie. Przez co fakt zaistnienia objawienia byłby bardziej wiarygodny. A jednak personel niebieski zmienił nagle zdanie, zabrał do nieba dwójkę z trójki naocznych świadków, obdarzonych darem widzenia i słyszenia podczas objawień matki boskiej, nie dając im nawet czasu na spisanie ich relacji z przebiegu objawień. Całą żmudną robotę przekonywania ludzi o prawdziwości objawień niebo zwaliło na trzecią dziewczynkę – Łucję. I rzeczywiście – jedyne spisane relacje jedynego rzeczywistego naocznego świadka objawień (choć zdarzają się i w nich nieścisłości i pomyłki w datach kolejnych objawień) to relacje Łucji, która przez ostatnich 60 lat życia była zakonnicą.
.
Z miesiąca na miesiąc, każdego 13, narastały więc w Fatimie tłumy żądne cudu, ale poza monologami Łucji, Francisca i Jacinty rozmawiających z niewidoczną i niesłyszalną dla pozostałych matką boską, niczego cudownego nie mogły zobaczyć. Miejscowy duszpastuch naturalnie wiedział, że dla uzyskania wystarczającego rozgłosu jakiś cud będzie konieczny i nad nim pracował. Niewykluczone, że wciągną do spisku kupli z cechu duszpastuchów, którzy przebrani po cywilnemu mieli głosić cud. Mogło być też inaczej – przeprowadził on szereg poufnych indywidualnych rozmów z wieloma parafianami. Przekonywał ich, że objawieniaprawdziwe, nawet jeśli oni niczego nie widzą, że będzie na koniec widoczny dla wielu cud, ale że zobaczą go tylko ci, którzy na to zasłużyli głęboką wiarą i będą w tym momencie całkowicie bez grzechu. Następnie mówił im (naturalnie pojedynczo – w cztery oczy) , że dla umocnienia wiary kościół potrzebuje ich pomocy, że w wyznaczonym dniu mają być na miejscu i gdy usłyszą od innych, że cud się już dzieje, mają potwierdzać, że widzą wirujące Słońce i jego dziwne światło. Podkreślił, że taki cud ze Słońcem będzie miał miejsce rzeczywiście, nawet jeśli oni go sami nie zobaczą. Ale, jeśli chcą pomóc kościołowi, matce boskiej i nie chcą iść do piekła, to mają cud głośno na miejscu potwierdzić. Następnie za pośrednictwem poczty pantoflowej rozpuszczono wieści, że w październiku będzie cud ze Słońcem, ale kto będzie w stanie grzechu, kto jest pełen pychy, lub opętany przez Złego, ten cudu nie zobaczy. No i przyszedł wreszcie dzień zapowiadanego cudu – 13 października 2017 roku. Na miejscu były niezliczone tłumy ciekawskich (wg różnych szacunków od 30 000 do 100 000 ludzi). Na umówiony z duszpastuchem znak dany przez Łucję (gdy Słońce trochę przeświecało przez chmury) , która zawołała „patrzcie na Słońce”, wszyscy pouczeni wcześniej przez duszpastucha parafianie zaczęli jeden przez drugiego głośno powtarzać niby do siebie a niektórzy nawet wołać –  cud! Cud! Widzę, widzę, Słońce wiruje! I jak dziwnie świeci?! Cud, cud, ludzie, cud! I proszę sobie teraz wyobrazić myśli rzeszy gorliwie wierzących, czekających od tygodni na cud,  i nagle sromotnie zawstydzonych, zawiedzionych a nawet przerażonych owieczek, które słyszą, że inni widzą, a one same niczego nie dostrzegają.
.
„Matko boska jedyna, dlaczego nic nie widzę? Przecież spowiadałam się przedwczoraj, bo takie kolejki, że trzeba było stać 3 dni do konfesjonału. Ah, to pewnie przez tą starą wiedźmę zgrzeszyłam, co wczoraj mnie zdenerwowała. I teraz przez tą zdzirę nic nie widzę.”
.
” O Jezu kryste, matko boska – dlaczego nic nie widzę? Przecież ten głupi sen to nie był grzech, nie moja wina. Nie mogę się przyznać, że nic nie widzę, bo mi rodzina żony/męża żyć nie da.”
.
„O boże, boże, Jezus Maryja – dlaczego nic nie widzę? Ksiądz mówił z ambony że opętani niczego nie zobaczą. Czyżbym był opętany? Nie, nie to niemożliwe! Coraz więcej ludzi widzi CUD a ja nie! O boże, boże zmiłuj się, co robić… Wiem! A niech tam!”

I kolejna owieczka zaczyna wołać – widzę! Widzę! Cud! Ludzie! Cud! Widzę!! Po czym milknie, pada na kolana i wpatruje się z nabożnym milczeniem w niebo.
.
I tak po kolei kolejne owieczki, nic nie widząc przyłączały się do narastającego tłumu widzących cud Słońca. Skąd my to znamy? Oczywiście – choćby z bajki Andersena. Z tą różnicą jedynie, że w niej dziecko nienauczone jeszcze kłamać i udawać zawołało – król jest nagi, a tutaj niewinne dziecko wywołało amok widzenia cudu. Niemniej na miejscu byli i sceptycy, którzy bezczelnie twierdzili, że nie było nic widać, żadnego cudu, żadnego wirowania Słońca, kompetnie nic – że była to tylko zbiorowa hipnoza, halucynacja i nic więcej. Bo że nie wszyscy zgromadzeni owe cuda widziali, widać na zdjęciach. I tu obejrzyjmy krótką fotorelację z cudu Słońca w Fatimie, pokazującą jednak nie samo Słońce, a obserwujące ten cud tłumy.

Prasa kościoła katolickiego powszechnego świętego kolportowała zdjęcia pokazujące przede wszystkim ludzi klęczących, wpatrzonych nabożnie w niebo:
.

1 T UMAX     PowerLook 3000   V1.8 [4].

milagre_do_sol_blog
.
To drugie zdjęcie jest jednak okrojone. W pełnej wersji wygląda tak:
.
watpiacy.
Widać na nim dookoła grupki klęczącej w środku zdjęcia ludzi stojących, których wyraz twarzy wcale nie zdradza zachwytu dostrzeganym cudem.
.
Są też zdjęcia pokazujące, że tych nie na kolanach, wpatrzonych w niebo, wcale tak mało nie było:
.

1 T UMAX     PowerLook 3000   V1.8 [4]

.
A jeszcze ciekawsze jest to zdjęcie:
.
o-milagre-do-sol-2
.
Z twarzy starszego mężczyzny, z jego sceptycznego grymasu, można wręcz wyczytać zwątpienie, jak gdybyby mówił do towarzysza (być może syna) – Widzisz coś? Bo ja za cholerę niczego cudownego nie widzę.
.
Jak więc widzimy, cud Słońca w Fatimie był nie do końca przekujący dla wszystkich naocznych świadków. Sceptyków było równie wielu, jak tych którzy cud widzieli. Albo tylko mówili, że widzieli. Aby głosy sceptyków antykrystów zagłuszyć, natychmiast po nie do końca udanym cudzie Słońca zaczęto kolportować informacje o cudownych uzdrowieniach w Fatimie. Ten pomysł, jak pokazały następne lata, był strzałem w dziesiątkę. Od tego czasu, nawet przy ostentacyjnym milczeniu Watykanu w sprawie prawdziwości objawień fatimskich, waliły tam coraz większe rzesze pątników szukających wcześniej ratunku w Santiago de Compostela czy w Lourdes. A Watykan znów miał problem – kolejne objawienie i znów bez pośrednictwa namiestnika krysta na Ziemi. Ale stratedzy watykańscy wiedzieli, że w takiej sytuacji należy po prostu kilka/kilkanaśc lat odczekać. Jeśli sytuacja się nie uspokoi i ludzie nie przestaną wierzyć w cudowne miejsce, zawsze będzie czas je uznać i pobłogosławić. I tak też się stało. Ale idźmy po kolei. Rosnącą od 17 października sławę Fatimy dzięki dyskusjom o cudzie Słońca wzmocniło jeszcze wysadzenie w powietrze zbudowanej w okresie kwiecień – czerwiec 1919 obskórnej kapliczki postawionej naprędce w miejscu objawień. Wysadzono ją w marcu 1922, odbudowano jeszcze tego samego roku. Krótko po wysadzeniu kapliczki miejscowy pan biskup wydał dekret o rozpoczęciu badań cudów fatimskich. Ale nim jeszcze badania ukończono, nim kk cuda przyklepał, rozpoczęto już (1926) z powodu natłoku chorych pątników budowę pierwszego domu rekolekcyjnego służącego także jako schronisko dla chorych. Po sześciu latach od rozpoczęcia przez pana biskupa badań cudów fatimskich rozpoczęto budowę bazyliki matki boskiej różańcowej (początkowo nazywanej kościołem, potem bazyliką mniejszą, a na koniec już pełnoprawną bazyliką) co zwiastowało, że Watykan cuda fatimskie uzna za prawdziwe. I rzeczywiście – 13 lat po objawieniach w imieniu rzymskiego szefa – białego papy – miejscowy pan biskup uznał i ogłosił cuda fatimskie za prawdziwe. I zezwolił – hehehe – na uprawianie oficjalnego kultu maryjnego w Fatimie. Owieczki miały to jego zezwolenie naturalnie od lat w głębokim poważaniu i uprawiały kult bez kościelnego błogosławieństwa. Watykan zorientował się, że kult zamiast słabnąć narasta (dzięki sprawnie zorganizowanej oddolnej propagandzie o cudach), nie zamierzał ryzykować buntu owieczek i ewentualnej schizmy – i Fatimę uznał  cudownym świętym miejscem. Ale i to nie był jeszcze koniec nagłaśniania Fatimy. Podczas wojny, gdy o niej z oczywistych powodów zrobiło się ciszej, miejscowy pan biskup przykazał zakonnicy Łucji, jedynej już żyjącej odbiorczyni objawień maryjnych przypomnieć sobie i spisać przekazane jej tajemnice fatimskie. I i II tajemnicę Łucja przypomniała sobie i spisała w 1941 roku. III tajemnicę – tę najważniejszą – przypomniała sobie (i spisała) na przełomie 1943/44 roku. Była ona zastrzeżona do wglądu tylko dla samych papieży. Czy coś może bardziej wpływać na wyobraźnię i ciekawość ludzi, niż tajemnica przekazana przez matkę boską tylko papieżom, za pośrednictwem dziewczynki Łucji? Domysły krążące przez dziesięciolecia wokół III tajemnicy wzmagały tylko popularność Fatimy. Dzisiaj pielgrzymuje do niej znacznie więcej pątników francuskich, niż portugalskich do Lourdes. Fatima Lourdes już dawno przelicytowała.  Tyle że samo ujawnienie III tajemnicy w roku 2000 było w sumie niewypałem. Rzekomo miała ona przepowiadać zamach na białego papę santo subito:

„Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazujesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę. Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: ‚coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim’ Biskupa odzianego w Biel ‚mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty’. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi, Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga”

W tej chorobliwie krwawej wizji mieli zginąć nie tylko biały papa, ale i pany biskupy, zwykłe duszpastuchy, zakonnice, osoby świeckie i pól zniszczonego wielkiego miasta. Mieli ginąć od kul żołnierzy i strzał z łuków, a w sumie santo subito postrzelony został gumowymi kulami przez członka tajnej armii NATO odprysku tureckiego w inscenizacji zamachu. Niemniej nagłaśniana III tajemnica + nagłaśniany nadal cud ze Słońcem + wprawdzie coraz rzadsze ale nadal nagłaśniane cudowne uzdrowienia + kilka kolejnych objawień Łucji, już całkowicie prywatnych, na przestrzeni wielu lat sprawiły, że Fatima przebiła sławą wszystkie inne święte miejsca w Europie. To się nazywa doskonała Public Relations.

.
A teraz jeszcze ta sama historia awansu Fatimy z zadupia w sanktuarium maryjne znane na całym świecie w obrazkach… Tak wyglądały początki owego sanktuarium –  jego pierwsza kapliczka objawień…
.
nr-1
.
Dzisiaj owa kapliczka, starannie wyremontowana znajduje się pod dachem nowoczesnego oszklonego pawilonu/kościoła. Uprawiany jest w nim symboliczny kanibalizm nazywany komunią świętą
.
kapliczka
Na fotografii – pierwsza kapliczka objawień z górnego zdjęcia
przysłonięta częściowo figurką Miriam
.
Opodal zaś znajduje się bazylika…
.
bazylika-matki-boskiej-rozancowej-w-fatimie
.
A na przeciwległym końcu wielkiego placu przed bazyliką w latach 2004 – 2007 postawiono kolejny kościół – tym razem przenajświętszego triumwiratu. Z zewnątrz wprawdzie nieszczególny, wygląda jak gruby owalny omlet o wymiarach 95 x 115 m. Ale ilu za to pątników pomieści…
.
kosciol-trojcy-przenajswietszej-w-fatimie-2
.
I ile zbierze się co łaska… Bo Fatima to tak naprawdę jest koncernem przemysłowo medialnym handlującym głównie cudami i dewocjonaliami. Duszpastuchy wiedzą jak przyciągać owieczki. Inscenizują nawet – tu trzeba im przyznać smak – imprezy na wolnym powietrzu, na placu między bazyliką matki boskiej  a kościołem świętego triumwiratu przy morzu płomieni świec.
.
portugalia-estremadura-ribatejo-fatima-fatima-lizbona-cabo-da-roca26472714sph
.
Taka oprawa niezwykle silnie wpływa na psychikę i podświadomość ludzi. W skład sanktuarium wchodzą jeszcze inne wybudowane w międzyczasie obiekty – kolejny dom rekolekcyjny, rektorat sanktuarium i centrum pastoralne czy specjalna trasa sado-masochistycznych krzyżowych dróg. I w taki to sposób już w kilka lat po objawieniach maryjnych zakończonych cudem ze Słońcem, Fatima stała się najbogatszą i najbardziej znaną parafią Portugalii. A i diecezja, w której leży, też do najbiedniejszych już nie należy. Od tego czasu jej sława i ciągnione zyski z handlu wiarą w cuda nieustanie rosną. Roczne zyski po odliczeniu haraczu Watykanowi i władzom świeckim, uzyskane na samych tylko pątnikach, na czysto, lądujące w skarbonkach miejscowych duszpastuchów i w kieszeniach lokalnej ludności, handlarzy, sklepikarzy, hotelarzy i medalikarzy idą w miliardy. W miasteczku mającym 10 tysięcy mieszkańców jest 39 hoteli. Ale w momentach szczytów pątniczych także miejscowa ludność dorabia wynajmem pokoików czy samych tylko łóżek na noclegi. A i zbyt masowo produkowanych dewocjonaliów jest gwarantowany. Bo jakiż pątnik nie kupi medalika, poświęconej świeczki i świętego obrazka w świętym miejscu?
.

Do Fatimy pielgrzymowali nawet papieże – Paweł VI, czy santo subito. Ten drugi dwukrotnie. To też podnosiło prestiż świętego miejsca. Choć, na zdrowy rozum biorąc, papieskie pielgrzymki były upokorzeniem dla białych papów – to nie Fatima pielgrzymowała do Watykanu a Watykan do Fatimy. Mahomet musiał ugiąć się i sam przybyć do stóp Góry. Ale wpływy z Fatimy do watykańskiego skarbca z nawiązką to upokorzenie wyrównują.

 

Ten ktoś, kto wymyślił Fatimę – objawienia, cuda ze Słońcem i uzdrawianiemtajemnice fatimskie – a następnie przeprowadził jej promocję przy pomocy nagłaśniania owych cudów zasługuje na Nobla z ekonomii. Pokazł, jak zarabiać na niczym poza wymyśloną bajką miliardy. Nosa do robienia interesów na cudach kk miał zawsze – od samego początku. I tego nosa i cudów nigdy nie zapomina wykorzystywać. A już sobie wyobrażam, co będzie się działo w Fatimie każdego 13 od maja do października w tym roku – wszak  będzie to setna rocznica cudownych objawień. Każdego 13 od maja do października miasteczko będzie przeżywać stan oblężenia. To będzie prawdziwe szaleństwo. I prawdziwy biznes…

.
Podsumowanie – Fatima to kokosowy interes i świetny biznes. Roczne dochody idą w miliardy. Mało co sprzedaje się tak świetnie jak cuda, bo choć nie mają żadnej gwarancji, naiwniaków kupujących je nie brakuje nadal. Zastanawia mnie przy tym wszystkim wszak jedna, ignorowana całkowicie przez wierzących i duszpastuchów sprawa. No bo skoro matka boska tak bardzo we wszystkich objawieniach prosi czy wręcz domaga się, aby wszyscy ludzie uwierzyli w nią, jej synalka i jej konkubenta Jahwe, to dlaczego postępuje tak niemądrze? Przecież jest matką boską, z boskim nieomal umysłem. Jeśli więc rzeczywiście chce, aby wszyscy ludzie w nią uwierzyli i nie grzeszyli, to przecież jest na to dziecinnie prosty i niezawodny sposób. Aż dziwię się, że matka boska na niego jeszcze nie wpadła. Co rok biały papa w Watykanie wygłasza orędzie Urbi et Orbi. Na placu przed bazyliką transmitują je setki ekip telewizyjnych z całego świata. Dlaczego tam właśnie, w tym momencie matka boska się tam nie objawi? To byłby największy hit w historii ludzkości – setki kamer transmitują LIVE cudowny taniec Słońca, potem spadające z nieba kwiaty (to też rzekomo było w Fatimie) a wreszcie ukazującą się nad Watykanem postać matki boskiej na niebie i dobiegający z góry jej donośny łagodny głos:

„Jestem matką boską, królową nieba. Chcę, aby wszyscy ludzie uwierzyli we mnie, w mojego syna i w pana Boga. Chcę, aby ludzie się modlili, odmawiali różańce, aby Rosja się nawróciła (to też było w Fatimie) i aby kobiety nie nosiły spodni.”

UUUFFF… Po takim objawieniu transmitowanym live na cały świat, w ciągu jednego dnia nawróciłyby się miliardy ludzi. Łącznie z prezydentem Putinem i rosyjską cerkwią. A  tu nic! Matka boska, królowa nieba gra w ciuciubabkę, w chowanego – i jeśli się objawia, to zawsze gdzieś na zadupiu, kilku dzieciakom lub pojedynczym religijnym histerykom. Ale nigdy nie tam, gdzie lecą transmisje live. Zresztą, na jej objawienie jeszcze lepszym momentem byłaby transmisja otwarcia igrzysk olimpijskich, czy finał mistrzostw świata w piłce nożnej. Miliardy widzów i miliardy nawróconych natychmiast. A ona się tymczasem szwenda po jakichś zadupiach i tam objawia się nieomal konspiracyjnie, marnując czas i szansę na nawrócenie całej ludzkości. Czego tak bardzo sobie przecież życzy. I jeszcze się złości, że ludzie nie wierzą. Postępuje więc tak, jakby wcale jej nie zależało na tym, aby cała ludzkość w nią uwierzyła, się nawróciła i nie grzeszyła. I żeby baby nie łaziły w gaciach. Aż dziw, że matka boska mająca za doradców boskiego syna, wszechwiedzącego konkubenta pana boga Jahwe, archaniołów i tysiące świętych postępuje tak nieroztropnie. No ale właśnie – w religiach abrahamowych najważniejsza jest wiara – błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli
.

Nigdy nie będę błogosławiony…
.
O ileż mądrzejsi są bogowie Słowian. Nie każą nikomu w nich wierzyć. Nie wygłupiają się z jakimiś objawieniami na zadupiach. Nie wymyślają zakazów i nakazów. Nie stawiają żądań. Po prostu są. I pewnie cieszą się, widząc, jak Słowianie cieszą się życiem, tańczą, śpiewają.
.
https://opolczykpl.files.wordpress.com/2015/04/ognisko.jpg?w=660
.
.
I to im wystarcza…
.
Słowianom też…
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga
Advertisements