Kult maryjny i meandry nadjordańskiej wiary…

.

krolowa

.

W zasadzie, biorąc pod uwagę fakt, że Miriam/Maryja, jewangeliczna matka Joszue, była w jewangeliach postacią praktycznie trzeciorzędną, jej tak powszechny kult w kościołach katolickich i prawosławnych powinien dziwić. Dlaczego napisałem w kościołach katolickich i prawosławnych a nie w kościele katolickim i prawosławnym? Otóż tych kościołów namnożyło się co niemiara:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bcio%C5%82y_chrze%C5%9Bcija%C5%84skie#Katolicyzm
.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bcio%C5%82y_chrze%C5%9Bcija%C5%84skie#Ortodoksyjne_Ko.C5.9Bcio.C5.82y_wschodnie
.
Nawet w samej tylko Polsce istnieje kilka odprysków różych kościołów katolickich. Obok tego największego (watykańskiego posoborowego) są różne odpryski katolików tradycyjnych. Co dziwi, gdyż tradycja jest niby jedna a odprysków tradycjonalistów co najmniej kilka. Oprócz odprysków tradycyjnych katolików są także odpryski polskiego kościoła katolickiego narodowego. Ot choćby Katolicki Kościół Narodowy w Polsce…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Katolicki_Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_Narodowy_w_Polsce
.
…czy Polski Narodowy Katolicki Kościół w Rzeczypospolitej Polskiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Polski_Narodowy_Katolicki_Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_w_RP
.
Niby katolicyzm łączy wierzących w Joszue Polaków, a tutaj widzimy, że potrafi ich i dzielić. Ale wracamy do Miriam – matki boskiej
.
W jewangelii anonimowego autora nazwanego Markiem Miriam występuje tylko bodajże jeden raz – wtedy, gdy jej synuś nie chciał z nią rozmawiać i wyrzekł się jej:
.
„Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie”. Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?” I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.”
.
Jak widzimy, już wtedy miało zastosowanie powiedzonko, że z krewnymi dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu. I to tylko wtedy, gdy jest się na zdjęciu pośrodku, bo inaczej odetną. W jewangelii Marka Miriam nie występuje nawet na Golgocie i po zmartwychwstaniu. Czyli była postacią absolutnie incydentalną. Nieco więcej jest o niej w jewangelii anonima nazwanego Mateuszem. Ale pokazana jest wyłącznie jako statystka. I tak w 1 i 2 rozdziale to nie z nią a z Józefem rozmawia anioł informując go, aby nie oddalał od siebie brzemiennej Miriam, bo dziecko pochodzi od ducha (świntucha) świętego. Nieco później anioł ostrzega Józefa, aby z Miriam i dzieckiem uciekł do Egiptu przed Herodem. Jeszcze później, już w Egipcie, objawia się Józefowi i poleca mu powrót z rodzinką do Nazaretu. Miriam jest w tych opisach bierną statystką. Na marginesie dodam – bajkę o trzech głupcach i gwieździe betlejemskiej znajdziemy tylko właśnie u Mateusza.
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/01/06/chrzescijanstwo-zydowski-matrix-czyli-szopka-do-kwadratu/
.
Później pojawia się Miriam u Mateusza jeszcze tylko jeden raz, ponownie jako statystka – wtedy, gdy to synuś nie chciał z nią rozmawiać (to samo było opisane w jewangelii Marka). Ciekawostką jest to, że w rozdziale 13 Mateusz opisuje odwiedziny Joszue w Nazarecie – ale tylko w synagodze. Matki, rodzinki, domu rodzinnego Joszue nie odwiedził. Także pod rzymską szubienicą na Golgocie i po zmartwychwstaniu jewangelista nazwany Mateuszem Miriam nie wymienił już ani razu. Czyli i u Mateusza Miriam była postacią incydentalną i trzecioplanową. Najwięcej o niej pisał anonimowy jewangelista nazwany Łukaszem. W rozdziale 1 obok Anny (matki Jana Krzciciela) i jej męża Zachariasza gra Miriam pierwsze skrzypce: objawia się jej  multiwyznaniowy Archanioł Gabriel i zwiastuje jej cudowne poczęcie Joszue za sprawą ducha (świntucha) świętego. Gabriel to ten sam anioł, który starotestamentowemu prorokowi Danielowi objaśniał sny, nowotestamentowym Miriam i Zachariaszowi zwiastował dzieci – Joszue i Jana Krzciciela. W islamie zaś podyktował Mahometowi Koran i oprowadzał proroka po niebie podczas jego wniebowstąpienia. Bo Mahomet też wniebowstąpił. Jedyna różnica w wniebowstąpieniach Mahometa i Joszue była taka, że Mahomet po wniebowstąpieniu wrócił cieleśnie na Ziemię i opisał co widział. I stąd muzułmanie wiedzą, że w niebie czeka na nich nawet do 72 dziewic na łebka. A Joszue wstąpił do nieba i tyle go widziano. Jedynie wieki później cudownie odnaleziono jego cudownie rozmnożony napletek.
http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-wstydliwa-relikwia,nId,821615
.
Ponadto w tymże rozdziale 1 Anna wita Miriam słowami „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona”, a sama Miriam wygłasza (lub wyśpiewuje) magnificat (wielbi dusza moja pana).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Magnificat
.
W rozdziale 2 jewangelii Łukasza Miriam nadal gra, no może już nie pierwsze skrzypce, ale obok aniołów, pasterzy z Betlejem oraz Symeona i prorokini Anny w Jerozolimie nadal  jedną z głównych ról. Ale od 3 rozdziału, aż do 24 czyli końca jewangelii, znika Miriam z jednym wyjątkiem (gdy synuś się jej wyparł) całkowicie. Nie ma jej, gdy Joszue odwiedza Nazaret, nie ma jej na Golgocie ani przy i po zmartwychwstaniu.
.
Tu jeszcze dygresja o jednym z członków boskiego triumwiratu – trzeciej osobie boskiej  – duchu świętym. Był on nie tylko  świntuchem, sprawcą zapłodnienia na zawsze dziewicy. Dyktował też jewangelistom jewangelie – pisane, jak wie każde dziecko – pod natchnieniem ducha świntucha świętego. Tylko że zbyt często, dyktując jednemu jewangeliście jewangelię zapominał, co dyktował innym. I tak Mateuszowi podyktował, że z Betlejem na polecenia anioła rogacz Józek z rodzinką uciekli do Egiptu. I dopiero po śmierci Heroda, także na polecenia anioła, wrócili do Nazaretu. A Łukaszowi objawione słowo boże podyktował duch świntuch święty inaczej – wg Łukasza prosto z Betlejem, po obrzezaniu Jezuska i po obrzędach oczyszczenia i ofiarowania go w Jerozolimie święta rodzinka spokojnie powróciła do Nazaretu. Bez ucieczki do Egiptu. W świetle powyższego w zasadzie święty katolicki kościół powszechny powinien być w tej sprawie rozbity na dwa święte kościoły katolickie powszechne – jeden uznający ucieczkę świętej rodziny do Egiptu (wg Mateusza):
.
„…oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu”
http://www.nonpossumus.pl/ps/Mt/2.php
.
a drugi (za Łukaszem) – jej nie uznającym:
.
„A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret.”
http://www.nonpossumus.pl/ps/Lk/2.php
.

Ale jak widać ta rozbieżność w prawdzie objawionej nikomu nie przeszkadza. I to choć cały Nowy Testament, jak i każda jewangelia z osobna jest jedyną jedynie prawdziwą prawdą objawioną. A więc prawdą objawioną jest ucieczka świątej rodziny do Egiptu jak i jej brak.

.

A może… aż strach pomyśleć – może były dwie święte rodziny i jedna zwiała do Egiptu, a druga wróciła prosto do Nazaretu? Takie rozwiązanie ratuje wiarygodność obu jewangelicznych prawd objawionych.
.

Zresztą ten problem – różne wersje tych samych wydarzeń opisanych w kolejnych jewangeliach jedynej jedynie prawdziwej prawdy objawionej powinien przyprawić myślącą osobę o ból głowy. Przyjrzyjmy się np. wymyślonemu zmartwychwstaniu Joszue, czyli największemu jego cudowi będącemu fundamentem krystowierstwa. I tak, Łukasz pisze, że w niedzielę wczesnym rankiem do grobu poszły Maria Magdalena i „druga Maria” (ale nie mamuśka Joszue). U Marka są to Maria Magdalena, Maria Jakubowa i Salome. U Łukasza były to Maria Magdalena, Joanna, Maria matka Jakuba i jeszcze inne nie wymienione z imienia kobiety. A według Jana do grobu poszła tylko jedna jedyna Maria Magdalena. Na tym jednak nie koniec sprzecznych informacji. Według Jana Maria Magdalena widząc odwalony kamień u grobu nie wchodząc do środka i nikogo nie widząc, pobiegła do Piotra i do drugiego ucznia (nie wymienionego z imienia) i poinformowała ich o tym fakcie. U Łukasza kobiety (dwie Marie, Joanna i inne z nimi) widząc odwalony kamień weszły do grobu ale Jezusa nie znalazły. Za to objawiło się im dwóch mężów w lśniących szatach mówiąc im o zmartwychwstaniu „Pana”. Kobiety pobiegły spowrotem i poinformowały o tym wszystkich „jedenastu” uczniów ( a nie tylko dwóch jak u Jana). U Marka trzy kobiety (dwie Marie i Salome) widząc odwalony kamień weszły do grobu. Ciała nie znalazły. Za to ujrzały jednego młodzieńca (a nie dwóch jak u Łukasza) w białej szacie, który poinformował je o zmartwychwstaniu. Polecił im on ponadto poinformowanie uczniów Joszue o cudzie. One jednak ze strachu uciekły od grobu i nikomu nic nie powiedziały, bo się bały.
Najbardziej dramatycznie opisuje zmartwychwstanie Joszue Mateusz. U niego mamy silne trzęsienie ziemi oraz dwie Marie idące do grobu, który chwilę wcześniej jeszcze zabarykadowany był kamieniem a dodatkowo stała przy nim rzymska straż:

.
Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób.  A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim.  Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg.  Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli.
Anioł zaś przemówił do niewiast: „Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego.  Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał.  A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem”.  Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom.
A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: „Witajcie!” One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”.

.
Pozostali jewangeliści trzęsienia ziemi i straży u grobu nie zauważyli.
U Mateusza nikt z uczniów nie przybiegł do grobu, aby naocznie sprawdzić wiadomość o zmartwychwstaniu, wszyscy udali się od razu do Galilei. U Łukasza Piotr, na wiadomość od kobiet o pustym grobie, sam do niego popędził upewniając się, że grób był pusty. U Jana do grobu po informacji Marii Magdaleny pędzą Piotr i drugi uczeń (nie wymieniony z imienia). Drugi uczeń dobiegł pierwszy, ale bał się wejść do środka. Dopiero gdy Piotr wszedł do grobu odważył się na to i ten drugi uczeń. Stwierdzili pusty grób ale nikogo nie widzieli – nikt się im nie objawił. Dalej u Jana, już po odejściu Piotra i drugiego ucznia Maria Magdalena ponownie pojawia się przy grobie (sama). Objawiają się jej najpierw dwaj aniołowie, a chwilę po nich jako trzeci nawet sam zmartwychwstały. Tyle że Maria początkowo go nie rozpoznała, myśląc że to ogrodnik. Dopiero gdy wymienił jej imię, rozpoznała w nim mistrza. Co dziwne, Joszue zabronił jej zatrzymywać go, bo – jak powiedział –  jeszcze nie wstąpiłem do Ojca. U Mateusza pozwolił dwóm Mariom (w tym tej samej Marii Magdalenie, której u Jana to zabronił) zatrzymać go, a nawet go dotknąć: objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon.

.
Dobrze że ojcowie kościoła nie dołączyli do kanonu niekanonicznej jewangelii Piotra. Opisuje ona co widzieli rzymscy strażnicy przy grobie: „…zobaczyli znowu trzech mężów wychodzących z grobu: dwu podtrzymywało jednego. Towarzyszył im krzyż. A głowy dwu sięgały aż do nieba, podczas gdy głowa tego, który był przez nich prowadzony, przewyższała niebiosa. (…) Ujrzeli znowu, jak niebo otwarło się i jakiś człowiek zstąpił z nieba i wszedł do grobu.”
.
Ta niekanoniczna jewangelia dopiero by namieszała w łepetynach wierzącym. Ale i te kanoniczne, gdyby owieczki potrafiły myśleć, powinny rozbić święty kościół powszechny na cztery oddzielne. I każdy z nich wyznawałby inną wersję jedynej jedynie prawdziwej prawdy objawionej o zmartwychwstaniu. No bo mamy cztery różne jedynie prawdziwe opisy zmartwychwstania. Ciekawym wyjaśnieniem tych rozbieżności mogłoby być założenie, że każda jewangelia opisuje zmartwychwstanie kogoś innego – jedna Joszue, a pozostałe zmartwychwstanie ukrzyżowanych razem z nim dwóch łotrów oraz samobójcy Judasza. Wtedy te rozbieżności nikogo myślącego nie wprawiałyby w zakłopotanie. Niezły jajcarz musiał być z tego ducha świntucha świętego – każdemu z jewangelistów objawił inną jedyną jedynie prawdziwą wersję zmartwychwstania pańskiego. I jedynie potęga wiary sprawia, że wierzący wierzą w cztery podważające sobie nawzajem wersje zmartwychwstania. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Wiara zaiste jest potęgą i choć nie widziałem ani jednego krystowiercy, który potrafiłby siłą wiary przenieść choćby tylko jedno maleńskie ziernko piasku (a co dopiero górę), ale potrafi sprawić, że cztery sprzeczne ze sobą wersje tak ważnego wydarzenia mogą w głowie wierzącego funkcjonować obok siebie bez wzbudzenia podejrzeń, że ktoś robi go w konia.
.
Powie mi w tym momencie ktoś – człowieku czepiasz się o sprawy nieistotne, przecież wszyscy wiedzą, że jewangelie powstały kilkadziesiąt lat po tych wydarzeniach, jewangeliści korzystali z różnych źródeł i przekazów i stąd są te różnice. Tyle że dla mnie takie tłumaczenie jest z gruntu fałszywe. Po pierwsze – owo zmartwychwstanie było najważniejszym wydarzeniem w jewangeliach. I wszyscy uczestnicy owego zmartwychwstania przez lata dzień w dzień opowiadali o nim sobie i nowowstępującym do sekty. Tyle, że oni przecież wiedzieli, czy do grobu poszła jedna Maria, dwie Marie, czy jeszcze więcej kobiet. I czy powiadomiły one o pustym grobie dwóch uczniów, jedenastu, czy ze strachu żadnego. Wiedzieli też, czy pobiegł sprawdzić wiadomość tylko sam Piotr, czy Piotr z drugim uczniem czy wreszcie żaden z uczniów. I musieli wiedzić, czy ukazał się przy pustym grobie jeden młodzieniec, dwóch czy trzech. I czy była tam straż i trzęsienie ziemi. I ta jedna prawdziwa wersja zmartwychwstania, powtarzana tysiące razy przez naocznych świadków i uczestników przez całe lata powinna dotrzeć do jewangelistów. A dotarły do nich cztery sprzeczne wersje. Po drugie – zgodnie z oficjalną doktryną jewangelie są pismem świętym pisanym przez jewangelistów pod natchnieniem. Oni nie potrzebowali więc żadnych ziemskich źródeł, gdyż bóg/duch święty natchnął ich, co mają pisać. A więc i w tym przypadku jewangeliczne opisy zmartwychwstania musiały by być identyczne. A tak nie jest. Wypływa z tego wniosek, że zmartwychwstanie wymyślono już po śmierci Joszue i ludzi znających go osobiście (aby nie zaprzeczali zmartwychwstaniu), nie pomyślono jedynie o tym, aby wymyślić jedną obowiązkową wersję. Kto chciał, dodawał do niej coś innego i dlatego do jewangelistów dotarly sprzeczne i wykluczające się wersje. A i im nie przyszło do głów (i duch świntuch święty ich nie oświecił), aby je uzgodnić. I dlatego mamy cztery różne zmartwychwstania – do wyboru, do koloru…
.
Ponownie wracamy do Miriam. Pozostała nam jeszcze jedna, ostatnia jewangelia anonima nazwanego Janem.  Jego jewangelia całkowicie różni się od poprzednich, a Miriam pojawia się w niej bodajże dwukrotnie. Jan kompletnie zignorował cuda towarzyszące urodzeniu Joszue – cudowne zwiastowanie i poczęcie, urodziny w Betlejem, gwiazdę betlejemską, trzech głupców idących za nią, obrzezanie w Jerozolimie, Egipt i całe dzieciństwo nadjordańskiego mesjasza. U niego już jako dorosły mężczyzna Joszue pojawia się nad Jordanem, w którym Jan Krzciciel krzcił Judejczyków i Galilejczyków. Ale od razu pojawiają się w tym miejscu, aż chciałoby się rzec – typowe jewangeliczne sprzeczności. U Jana Joszue nie zostaje okrzczony w Jordanie przez Krzciciela, za to dwóch uczniów Krzciciela porzuca dotychczasowego mistrza i idzie za Joszue. Natomiast u Łukasza Joszue zostaje przez Krzciciela okrzczony, ale nie zabiera mu dwóch uczniów. W obu natomiast Joszue nad Jordanem zostaje ogłoszony posłańcem Jahwe czyli mesjaszem. Tyle że u Łukasza oznajmił to głos z nieba a u Jana tylko Krzciciel.
Miriam u Jana pojawia się w rozdziale 2 na weselu w Kanie Galilejskiej. Ciekawostką jest to, że Joszue zwracając się do niej, powiedział niewiasto, a nie mamo czy matko: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?”. Kolejną ciekawostką jest i to, że na tej popijawie Joszue był i z mamusią/niewiastą i z uczniami. W pozostałych jewangeliach Joszue, dopiero gdy poczuł misję i opuścił rodzinę, wybrał sobie z biedoty galilejskiej garstkę uczniów, ale matki nie chciał już od tego momentu znać. A tutaj grzecznie baluje z mamuśką i uczniami, a nawet spełnia, choć niechętnie (Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto) prośbę mamy tytułowanej przez niego niewiastą i przemienia wodę w wino. Tego cudu nie podają pozostałe jewangelie. Aha – i u Jana ma już uczniów, choć jeszcze nie zaczął jego misji („Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?”). W pozostałych jewangeliach uczniów zaczął gromadzić dopiero po tym, gdy przyszła jego godzina. Po Kanie Galilejskiej Miriam u Jana znika i pojawia się dopiero na Golgocie. Pozostali jewangeliści tam jej nie widzieli. U Jana stoi ona pod rzymską szubienicą z nie wymienionym z imienia uczniem (i kilkoma innymi kobietami). I tym razem synuś zwraca się do niej per niewiasto: „Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój” Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”. Wydawać by się mogło, że przynajmniej w ostatniej godzinie Joszue wreszcie zatroszczył się o los porzuconej wcześniej przez niego matki. Ale… Miała ona zgodnie z jewangeliami przecież rodzinę – braci Joszue – Jakuba, Józefa, Judę i Szymona, oraz nie nazwane po imieniu siostry. Nie ma wprawdzie pewności czy było to jego rodzeństwo rodzone, czy stryjeczne, cioteczne lub wujeczne, ale w każdym razie było ono z Miriam blisko spokrewnione. Jakubowi Joszue objawił się nawet po zmartwychwstaniu (matce/niewieście już nie). Czemu więc nie oddał on niewiasty pod opiekę krewnego Jakuba a dał obcemu. A ponadto oddając ją uczniowi nie pomyślał, że ten ma własną rodzoną matkę, którą powinien się zaopiekować. Pomijając już powyższe wątpliwości dziwić powinno to, że skoro wisząc na rzymskiej szubienicy Joszue martwił się losem cierpiącej na jego widok matki, to po zmartwychwstaniu nawet nie raczył objawić się jej i ją pocieszyć. Widocznie miał ważniejsze sprawy na głowie przez całe 40 dni od zmartwychwstania do wniebowstąpienia skoro niewiastę zignorował. W tym miejscu, powiem szczerze, że mnie też ciekawi, co robił on przez te 40 dni, skoro jewangelie poświęcają jego wiekopomnej działalności po zmartwychwstaniu niewiele uwagi: Dwie z nich poświęciły temu ledwo po kilka zdań:
http://www.nonpossumus.pl/ps/Mt/28.php
http://www.nonpossumus.pl/ps/Mk/16.php
.
Nieco bardziej gadatliwy jest w tej sprawie Łukasz, ale i on pisze raczej o pierdołach – połowa rozdziału to historyjka o dwóch uczniach idących do Emaus.  Co robił zmartwychwstały przez pozostałe 40 dni – nie wiadomo:
http://www.nonpossumus.pl/ps/Lk/24.php
.
Jedynie Jan poświęcił okresowi 40 dni między zmartwychwstaniem a wniebowstąpieniem (oba te wydarzenia są naturalnie fikcyjne) dwa (w sumie też krótkie) rozdziały. Tyle, że opisane w nich wydarzenia mógł Joszue załatwić w niecałe dwa dni i nie potrzebował aż czterdziestu. A przecież, na zdrowy rozum, po tak wspaniałym cudzie przez następne 40 dni każdy ruch, każdy gest i każde słowo zmartwychwstałego powinny być szczegółowo, dzień po dniu opisane. Przy czym… Jan o wniebowstąpieniu nie wspomniał ani słowem. Jego jewangelia jest praktycznie bez zakończenia – nie wiemy co się ze zmartwychwstałym obrzezanym cieślą stało. Czy dalej nauczał i czynił cuda, czy zmarł, czy też po cichu bez kibiców wniebowstąpił – nie wiadomo! Jan o tym milczy. Łukasz pisze o wniebowstąpieniu, ale tak, jakby było to coś normalnego, zdarzającego się codziennie: „A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.” I żadnych dodatkowych efektownych cudów, głosu z nieba, trzęsienia ziemi, tańczącego słońca – nic. Oszuści piszący Stary Testament mieli więcej fantazji – wniebowstąpieniu proroka Eliasza na oczach Elizeusza towarzyszył… „wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch: a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios” (2Krl 2, 11). A przy wniebowstąpieniu syna bożego nawet wichru nie było. Nic z tych rzeczy. Po prostu po cichutku poszybował do nieba. Marek opisuje to równie lakonicznie „Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga.” Jedynie w dziejach apostolskich jest kilka szczegółów owego wniebowstąpienia/wniebowzięcia: „Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”. I to już jest wszystko – żadnych adekwatnych godności syna bożego efektów świetlnych i dźwiękowych nie było.
.
Zastanawiająca też jest forma został wzięty do nieba – czyżby nie było to jego wniebowstąpienie a wniebowzięcie? Różnica w sumie istotna – wniebowstąpienie oznacza, że on sam, własnymi siłami, własną mocą wzniósł się do nieba. Natomiast wniebowzięcie oznacza, że bez jego czynnego udziału został uniesiony do nieba. U Mateusza o wniebowstąpieniu nie ma ani słowa (jak u Jana) – zmartwychwstały nakazuje uczniom nauczać i krzcić – i na tym jest koniec bajki o nadjordańskim zbawicielu. Nie wiadomo, czy nadal nauczał i czynił cuda, czy przeszedł na zasłużoną emeryturę, czy zmarł, czy też po cichu bez świadków wniebowstąpił ew. został wniebowzięty. Czy też po prostu rozpłynął się w powietrzu. W każdym bądź razie wszelki ślad po nim zaginął. A święty kościół katolicki powszechny zagrożony jest kolejnym rozłamem – na kościół wniebowstąpieniowy i anty-niebowstąpieniowy.
.
Przy owych wniebowstąpieniach/wniebowzięciach zawsze zastanawiało mnie to, że ktoś w taki bajki na poważnie wierzy. No bo jak można fizycznym, materialnym ciałem wstąpić/zostać wziętym do niefizycznego, niematerialnego nieba? Potęga wiary sprawia jednak, że owieczki takimi błachostkami nie zawracają sobie głowy i po prostu we wszystko ślepo wierzą. Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli
.
Miriam występuje jeszcze jeden jedyny raz w Dziejach Apostolskich w rozdziale 1: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego”. I na tym kończą się jewangeliczne występy Miriam. Gołym okiem widać, że nie grała w nich nawet drugorzędnej roli. Była postacią absolutnie marginalną. Co ważniejsze objawione słowo boże nie nazywa jej ani razu matką boską. Ani razu. Nawet archanioł Gabriel podczas zwiastowanie nie tytułuje jej w ten sposób. Zwraca się do niej grzecznie, ale bez uniżoności i per ty (toż to jest szczyt bezczelności – anioł „tyka” Matkę Boską): „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, <błogosławiona jesteś między niewiastami>”. I nieco dalej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca” .
.
Tu na uwagę zasługuje fakt, że archanioł nic nie mowi przy zwiastowaniu o zbawianiu i odkupianiu grzechów przez zapowiedzianego właśnie przez niego Joszue. Mówi o tronie Dawida dla niego i panowaniu przez niego na wieki nad domem Jakuba – czyli nad Izraelem. Te zapowiedzi archanioła do dzisiaj się nie spełniły – Joszue ani nie jest królem na tronie Dawida, ani nie panuje nad domem Jakuba. Ta jewangeliczna zapowiedź okazała się więc całkowitym pudłem, a ponadto jest czysto polityczna a nie religijna. Na koniec Gabriel powiedział do niej tak: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.”
.
Jak widzimy, nawet archanioł Gabiel, posłaniec Najwyższego nie nazywa żydówki Miriam matką boską. Ciekawa przy tym jest też ta forma jego wypowiedzi: będzie nazwany Synem Najwyższego i będzie nazwane Synem Bożym. Stwierdzenie będzie nazwany  nie jest tożsame ze stwierdzeniem jest. To są dwie różne sprawy. No i właśnie – dlaczego archanioł nie nazwał Miriam matką boską/bożą i dlaczego jej nie powiedział, że mający się z niej narodzić Joszue jest synem najwyższego i że jest synem bożym, a jedynie, że będzie tak nazwany? Jewangelista naturalnie wiedział, że Joszue nie jest ani synem najwyższego ani synem bożym. Zadaniem jewangelistów było wykreowanie go do tej roli. Łukasz nieopatrznie to wypalał, pisząc że Joszue będzie tak i tak nazywany. Na szczęście dla jewangelistów i na nieszczęście dla świata ani apologeci, ani ojcowie kościoła, ani teolodzy (ani tym bardziej owieczki) nie zauważyli tej istotnej różnicy w zwiastowaniu – zamiast jest synem bożym jedynie będzie nazwany synem bożym. Inne jewangeliczne świadectwa o Joszue (jednej i drugiej Anny, Zachariasza, Symeona, Krzciciela, apostółów) mają wartość znikomą, wręcz zerową. Pomijam już fakt, że są to postacie fikcyjne – istotniejesz jest to, że gdyby nawet istnieli,  jako ludzie byli omylni. Natomiast posłaniec samego Najwyższego jeden z najważnieszych archaniołów,  Gabriel, dobrze wiedział co mówi – zamiast do Miriam z uniżonością zwracać się per matko boska, królowo nieba, wali do niej przez ty.  No i zapowiedział tylko misję polityczną Joszue, do dzisiaj chybioną – zdobycie tronu Dawida i panowanie nad domem Jakuba. A o zbawieniu i odkupieniu grzechów ten ważny posłaniec nieba nie wspomniał matce boskiej ani słówkiem. Mimo to jako zbawiciel i odkupiciel Joszue stał się idolem miliardów gojów, którym wiarą w nadjordańskie bzdury obrzezano rozumki.
.
W tym miejscu donoszę jeszcze uprzejmie, że 4 stacja drogi krzyżowej – Joszue spotyka idąc na Golgotę niewiastę Miriam jest wyssana z palca – nie wspomina o tym ani jedna jewangelia.
Kilka innych stacji sado-masochistycznej drogi krzyżowej też jest niejewangelicznych. A więc stacja 3) Pierwszy upadek Joszue; 6) Weronika ociera twarz Joszue; 7) Joszue upada pod krzyżem po raz drugi i 9) Trzeci upadek Joszue. Tego nie ma w ani jednej jewangelii. Są to kościelne upiększenia drogi krzyżowej. Dodatkowo oszukańczo przeinaczona jest stacja 8 czyli Joszue pocieszający płaczące niewiasty. On ich nie pocieszał, on je straszył: „Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły”. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas!  Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?”. Ładne mi to pocieszanie
.
W sumie, na dobrą sprawę, jewangelicznej Miriam nieskończenie miłosierny ludobójca Jahwe wyznaczył rolę jedynie biologicznego narzędzia – chodzącej na dwóch nogach macicy mającej wydać na świat Joszue. Rozumiał to i on sam i dlatego, już jako nauczający i czyniący cuda mesjasz nie chciał jej nawet znać. A mimo to propagandowo wykreowano ją na królową nieba.
.
Trudno jest powiedzieć kiedy u krystowierców zaczął się formować kult maryjny – pierwsze wieki krystowierstwa zdominował spór o naturę Joszue – jedni widzieli w nim tylko człowieka, jakkolwiek posłańca Jahwe, inni widzieli w nim czynnik ludzki i boski, a jeszcze inni przede wszystkim boski. Ale i u nich dominowało nazywanie Joszue jedynie synem bożym, ale nie bogiem, a tym bardziej nie bogiem współistotnym ojcu. Boskość Joszue rozumiana jako współistotność z Jahwe to wymysł Konstantyna, narzucony soborowi nicejskiemu. To on, będąc cesarzem  i nadal poganinam, nakazał biskupom włączyć do nicejskiego wyznania wiary sporne słowo współistotny  – homousios (bogu). Przez to jedno słówko Ariusz i jego zwolennicy (a było ich bardzo dużo), odmawiający Joszue współistotnościstali się heretykami. Ironią historii jest to, że kilkanaście lat później, umierając, przyjął Konstantyn krzest po ariańsku – czyli po heretycku.
.
W nicejskim wyznaniu wiary Miriam nie jest wspomniana ani słowem. Pojawia się dopiero w późniejszym, nazywanym nicejsko-konstantynopolskim, ale też nie jako matka boska a jedynie jako Maryja dziewica: „…I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem…”. Najważniejsze dogmaty dotyczące nadjordańskiej matki boskiej powstały b. późno. Domat, że ona sama, jako jedyny człowiek, poczęta została bez tzw. grzechu pierworodnego ogłosił herszt Watykanu, Pijus IX w grudniu 1854 roku. W tym przypadku duch święty, którym – jak wie każde dziecko – napełniony jest święty kościół katolicki powszechny, miał zapłon spóźniony o ponad 18 wieków. Mógł to wszak objawić już jewangelistom.
.
A tak, przy okazji… Jak wie każde dziecko Jahwe-bóg-ojciec-w-trójcy-świętej-jedyny jest nieskończenie dobry i nieskoczenie miłosierny. Jeśli zapędzał Izraelitów do rzezi i czystek etnicznych, jeśli zsyłał klęski, plagi egipskie, palił siarką i smołą miasta, topił ludzi i zwierzęta globalnym potopem – to nie chciał ale musiał. Ciekawe, dlaczego zastosował, on, nieskończenie dobry i sprawiedliwy, odpowiedzialność zbiorową – i za zjedzenie owocu w raju przez Ewę i Adama tym ich grzechem jako grzechem pierworodnym obarczył wszystkich następnych ludzi – aż do skończenia świata. Tu nieskończenie miłosierny, a tu odpowiedzialność zbiorowa. Czy to moja wina, że Ewka dała się skusić gadającemu wężowi i jeszcze nakusiła Adama? Dlaczego ja mam odpowiadać za ich apetyt na świeży owoc i iść do piekła, jeśli się nie okrzczę? Ale i gdy się okrzczę, piekło ciągle wisi mi nad karkiem. Wystarczy np. w myślach pobaraszkować z obcą młodą żonką, nie zdążyć do spowiedzi – i piekło na całą wieczność. A tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Za pięć minut głupich myśli cała wieczność w du… sorry – w piekle.
.
Zaprawdę dziwnymi drogami chodzi nieskończone boskie miłosierdzie…
.
Kolejnym ważnym dogmatem maryjnym jest ten o jej wniebowzięciu. Ogłoszony został przez kolejnego Pijusa, tym razem XII, w roku 1950 (a więc w sumie współcześnie). W tym przypadku duch święty miał zapłon opóźniony o 19 stuleci. Wygląda na to, że dopiero gdy święty powszechny katolicki kościół zaczął się borykać z powolną utratą politycznych wpływów, zaczął je nadrabiać dogmatami i kultem Miriam – matki boskiej.
.
Na podstawie jewangelii, a zwłaszcza wypowiedzi archanioła Gabriela przysługuje jej co najwyżej tytuł Miriam, matka Joszue, nazywanego synem bożym. I to wszystko. Dlaczego więc wykreowano ją na matkę boską, mimo iż jewangelie za nią jej nie uważają? Ano z powodu nakazu Konstantyna, który wymusił dołączenie do nicejskiego credo jednego słówka: współistotny. Ale i to nie tłumaczy tak powszechnego jej kultu. Owszem urodziła Joszue, ale on sam wyparł się jej i nie chciał jej znać. Wykreowanie jej powszechnego kultu jako matki boskiej, kochającej wszystkich ludzi w nią wierzących, stało się w pewnym momencie historii potrzebą chwili i  miało dwie główne przyczyny.
.
1) U pogan znany był kult wielu bogiń, a nawet matek boskich. Najbardziej powszechny był kult Boskiej Matki Ziemi. Trudno było go zwalczyć i dlatego dokonano podstępnej manipulacji – Boską Matkę Ziemię zastąpiono żydowską matką boską.
.
2) Indoktrynacja krystowiercza utrzymywała owieczki w stanie emocjonalnego i intelektualnego infantylizmu. Przypominały one małe dzieci, potrzebujące matki i ojca i bezgranicznie wierzące w to, co mówią dorośli. Ojców miały owieczki aż za nadto – boga ojca, ojców kościoła, ojca świętego i księży – ojców duchownych czyli duszpastuchów (ksiądz to facet, do której obcy mówią ojcze a własne dzieci wujku). Ale brakowało kościelnej zinstytucjonalizowanej matki. Wprawdzie kler nazywa kościół matką naszą, ale co to za matka, która jest wymagająca jak ojciec – bóg Jahwe, straszący za byle co piekłem, i która niegrzeczne, nieposłuszne dzieci potrafi nawet palić żywcem. Infantylnym owieczkom trzeba było dać matkę z matczynymi cechami. Miriam do tego pasowała – kochająca, cierpliwa, wybaczająca. Nawet po tym, gdy synalek wypiął się na nią i nie chciał jej znać (jewangelie Marka Mateusza i Łukasza) wybacza ona wyrodnemu synowi i pojawia się u jego krzyża (jewangelia Jana). Takiej właśnie matki potrzebowały infantylne owieczki, straszone piekłem, karami boskimi i apokalipsami. I taką im spreparowano – w osobie Miriam, żydowskiej matki boskiej, orędowniczki uciśnionych, pośredniczki, pocieszycielki, po trzykroć prawdziwej, niepokalanej, częstochowskiej, ostrobramskiej, guadelupowskiej, fatimskiej itd. itd…
.
Niestety ostanimi czasy matka boska z matki kochającej staje się coraz bardziej macochą straszącą strasznymi karami. W jej objawieniach mówi o czekających ludzi karach, dopustach i zniszczeniach:
.
„Bóg przygotowuje uderzenie, jakiego jeszcze nie było. Biada mieszkańcom ziemi! Miara gniewu Bożego wyczerpuje się i nikt nie będzie mógł uciec spod tylu nieszczęść, które spadną wszystkie naraz.”
.
Z miłosiernej staje się matka boska niemiłosierną. Ale nie ma się czemu dziwić – wiara milionów owieczek słabnie. A dwa tysiące lat praktyki uczy, że tylko strachem przed apokaliptycznymi wizjami i gniewem nieskończenie miłosiernego ludobójcy Jahwe można jeszcze próbować utrzymać na łańcuchu wiary słabnące w wierze owieczki. Bo każda z nich od czasu do czasu pomyśli – a jeśli to jednak jest prawda? Znam takie myśli z autopsji i dobrze je pamiętam, choć upłynęło już od tamtych czasów jakieś 45 lat.
.
A już całkiem na zakończenie – jeśli matką Joszue jest Miriam, a ojcem Jahwe, ale Miriam i Jahwe nie byli małżeństwem, czy nie jest uprawomocnione stwierdzenie, że Miriam była konkubiną Jahwe, Jahwe był konkubentem Miriam, a Joszue był ich bękartem?
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga