Wielka szachownica, brydż, europejski poker i gry w durnia i wojny oraz Polska jako pionek kolejnych graczy…

.

Słowianie razem

.

Niezwykle ciekawy tekst Konrada Rękasa przedrukowało WPS. Publikuję go w całości.
.

****************************************

.
Regres Polski – od chrześcijaństwa do Unii Europejskiej

 

fatima-e1456679596618O tym jak istotną rolę dla bytu narodu i państwa ogrywa rzetelna wiedza budująca polityczną świadomość i dojrzały, mądry patriotyzm.

 

tekst za stroną: http://chart.nowyekran.pl/post/90282,kto-byl-prawdziwym-wrogiem-polski

Kto był prawdziwym wrogiem Polski?

Wiele osób pyta mnie: co ty ciągle z tą Azją Środkową, czy Zakaukaziem? Jaki to ma związek z Polską, nasza chata z kraja…! Nawet kolega Artur Zawisza (wybitny znawca zagadnień geopolitycznych) śmiał się ze znajomości wyników wyborczych Patriotów Rosji w Osetii Południowej. Tymczasem nie chodzi o „pasję badacza”, zacięcia naukowego nie mam za grosz (co widać po życiorysie) – a po prostu uważam, że baczne obserwowanie sytuacji na obszarze integracji eurazjatyckiej jest Polsce potrzebne. Co więcej, istnieje szereg historycznych przykładów, z których wynika, że ignorowanie pozornie dalekich wydarzeń – miało fatalne skutki jak najbardziej nad Wisłą.

Polskie myślenie o historii i polityce miota się między dwiema skrajnościami – od przesadzonej mocarstwowości, do nadmiernej zaściankowości. Z jednej strony wydaje się nam, że cały świat na nas patrzy, że losy globu zależą od naszych wysiłków (a zwłaszcza deklaracji i deklamacji), że uwaga mocarstw raz po raz ogniskuje się między Tatrami a Bałtykiem. Z drugiej istnieje tendencja przeciwna – trywializowania naszej faktycznej roli i pozycji geopolitycznej, deprecjonowania wszelkich starań o jej poprawę i szerszej aktywności międzynarodowej. Wg tej drugiej szkoły nie mamy żadnego znaczenia, a więc im szybciej wyrzekniemy się wszelkich atrybutów suwerenności cedując je na organizmy międzynarodowe – tym lepiej, także dla naszych narodowych kompleksów.

Obie te szkoły mają na poparcie swych tez argumenty historyczne i aktualne, niektóre nawet prawdziwe. Naszemu położeniu międzynarodowemu należy nadawać właściwą miarę, widząc je w kontekście polityki mocarstw i sąsiadów, globalizacji, regionalnych tendencji integracyjnych – a pośrednio także relacji między głównymi aktorami geopolitycznymi, a innymi podmiotami. Dlatego właśnie zerkanie na Kaukaz, w stronę Kazachstanu, ale także Chin, podmiotów takich jak Unia Celna, Szanghajska Organizacja Współpracy czy Organizacja Traktatu o Bezpieczeństwie Zbiorowym – ma perspektywicznie więcej sensu, niż trzymanie się kurczowo będącej już mocno passe Unii Europejskiej, czy prowadzącego działalność sprzeczną z polską racją stanu NATO, albo analizowanie mitycznego Międzymorza.

Miało być jednak o dowodach historycznych, a nie o współczesnych i przyszłych oczywistościach – bo przecież przenoszenie się ciężaru geopolitycznego świata do Azji i w obszar Pacyfiku jest właśnie oczywistością. Zostańmy więc przy sprawach oczywistych. Oto bodaj najważniejszym doświadczeniem geopolitycznym XIX stulecia była Wielka Gra – czyli rywalizacji Rosji i Wielkiej Brytanii na terytorium azjatyckim, rozpościerającym się na cały Turkiestan, Persję, Afganistan, Tybet, pogranicze chińskie i indyjskie. Do dziś stanowi ona przedmiot badań adeptów dyplomacji i wywiadu na całym świecie, jednak szerzej znana jest raczej miłośnikom literatury podróżniczej i powieści Kiplinga, czy obrazów Wiereszczagina. W Polsce zaś znana jest tylko nielicznym specjalistom od spraw Azji Środkowej, uznawanym – no właśnie – za hobbystów, mocno oderwanych od spraw i interesów krajowych. Co grosza – często faktycznie oni sam tak opisują swoją dziedzinę. W Polsce bowiem jak ktoś jest specjalistą od XIX wieku – to często ledwo ze studiów pamięta, że był jakiś wiek XVIII i słabo dostrzega, że przyszły stulecia kolejne. Jeśli ktoś potrafi z detalami opisać mauzoleum Gur-i Mir – to nie dostrzega żadnego związku między sytuacją Samarkandy a położeniem Polski. Jest to zresztą zjawisko szersze – historyk militariów nie zna się na gospodarce, ekonomista ignoruje czynniki polityczne, politolog – wszystkie pozostałe.

Tymczasem w Polsce, chociaż XIX wiek stanowi wciąż jeszcze bodaj główny okres tak dla badań, jak i odniesień współczesnych – jedne i drugie toną w detalach i patriotycznym sosie. Te pozbawione większego znaczenia potyczki, te pomniki i okolicznościowe przemówienia ku czci – wszystko to zaciemnia obraz. Z jednej strony jego element stanowi mesjanizm, z drugiej utrwalona już w rozsądniejszych środowiskach wiedza o prowokacyjnym charakterze większości wystąpień insurekcyjnych. Zwłaszcza endecka szkoła historyczna – bazując na warsztacie konserwatywnej szkoły krakowskiej – dobrze opracowała wpływy pruskie, jak i oddziaływanie na polskich „patriotów” organizacji tajnych – wolnomularzy, karbonariuszy i innych (by sięgnąć tylko do Kazimierza M. Morawskiego). Jeśli widziane są przejawy działań innych podmiotów, np. mocarstw zachodnich, to dla idealistów tylko jako naszych szlachetnych i bezinteresownych sojuszników – zaś dla endeków jako narzędzi w rękach lóż (i Semitów).

Jednak sytuacja była bardziej złożona. Czynnikiem, który badaczom polskim często umykał – był wpływ na sprawy polskie wielkiego, a z czasem największego mocarstwa światowego, czyli Wielkiej Brytanii. Angielska dyplomacja (jedna z pierwszych, które zasługują na to miano w nowożytnym znaczeniu) zetknęła się – i starła z Polakami już w XV/XVI w basenie morza bałtyckiego, bacznie też obserwowała i ingerowała w polski kryzys wieku XVII (co przekonująco opisywał choćby Jędrzej Giertych). W wieku XVIII wpływ ten stawał się coraz bardziej znaczący, co było widoczne zwłaszcza w dobie konfederacji barskiej i niesławnego „sojuszu pruskiego”. Są to fakty powszechnie znane, choć nie zawsze przykładana jest do nich odpowiednia waga. Jak pisałem już w innym miejscu 1 – bodaj tylko dwa wystąpienia brytyjskie, dokonywane z odsłoniętą przyłbicą i własnymi rękoma przebiły się do szerszej świadomości: inspirowanie niedoszłego na szczęście powstania 1877 r. i skuteczne zrealizowanie prowokacji znanej jako „gwarancje brytyjskie dla Polski” w 1939 r. Wielką zasługę w jasnym nazwaniu tych knowań położył Stanisław CAT-Mackiewicz. Jednak „brytyjscy szatani” byli czynni także przy pozostałych fatalnych dla Polski zdarzeniach, jak przede wszystkim klęskowe powstania. Czemu? A no właśnie ze względu na interesy Londynu w Azji i przebieg Wielkiej Gry. I tu dochodzimy do styku spraw azjatyckich i polskich.

W największym skrócie interes geopolityczny Anglii obejmował: panowanie na oceanach (czyli posiadanie floty co najmniej dwukrotnie silniejszej niż połączone dwie kolejne co do wielkości marynarki wojenne); utrzymywanie rywali z dala od Belgii (aby zablokować główny możliwy kierunek inwazji na Wyspy); ochrona Indii (stanowiących o imperialnym statusie Londynu). Rola powstania listopadowego w uratowaniu rewolucji belgijskiej jest powszechnie znana, słabiej natomiast rozpoznajemy korelację między wybuchami w Polsce, a odciąganiem Rosjan od Wschodu – czyli właśnie od brytyjskiej perły w koronie. Spójrzmy więc na kalendarium Wielkiej Gry. Lata dwudzieste XIX wieku to okres wyścigu rosyjsko-brytyjskiego do Buchary i Chiwy. Oczywiście, jeszcze nie w celu podboju, ale dla uzyskania wpływów handlowych i pozyskania informacji przydatnych dla poszerzenia wpływów politycznych w Azji Środkowej. Dzięki takim osobom jak Mikołaj Murawiew czy Aga Mehdi – Petersburgowi udawało się początkowo zdobywać przewagę dyplomatyczną. Co więcej, aktywność na obszarze zakaspijskim (i kaukaskim) mogła w końcu przekonać decydentów Imperium, że dalsze zajmowanie się problemami europejskiego grajdołka (i pełnienie roli tutejszego żandarma) bynajmniej się Rosjanom nie opłaca. Ba, że nawet uznawany od kilkudziesięciu lat za priorytet kierunek ekspansji na cieśniny tureckie jest wyborem jeśli nawet nie błędnym, to na pewno przecenianym i nie jedynym dla uzyskania podobnych efektów strategicznych – czyli wyjścia na ciepłe oceany (gwarantującego pełną suwerenność) i wyłącznych wpływów na obszarze Serca Lądu (dających bezpieczeństwo). Tymczasem jednak wybucha polskie powstanie i na dwie dekady to Brytyjczycy grają pierwsze skrzypce w Azji. Gdy Petersburg stara się wrócić na tutejsze szlaki – Londyn rękoma Turków i Francuzów rozgrywa wojnę krymską, do której – na szczęście bezskutecznie – chciano też wciągnąć Polaków). Rosja szybko się jednak otrząsa, współpracuje z Persami, efektywnie poszerza wpływy w Szymkencie, Turkiestanie, w końcu Taszkiencie. Odpowiedź jest szybka – kolejne powstanie w Polsce. Wreszcie po jego niesławnym upadku – Rosja już niemal nieodparta prze do Samarkandy, Buchary, Chiwy, Ili. Wtedy właśnie – także dla pognębienia Rosjan walczących z Turkami – odbywa się ostatnia XIX-wieczna próba powstańcza, jawnie już sponsorowana i organizowana przez Anglików i o dziwo i na szczęście niedoszła i to dzięki rzadkiemu w Polsce porywowi zdrowego rozsądku przywódców.

Wielka Gra zakończyła się (w tym składzie graczy) po porażce Petersburga w wojnie, której „nie pozwolono Rosjanom wygrać” toczonej z sojusznikami Anglików, Japończykami. Mimo wysiłków polityków – jak Sergiusz Witte i teoretyków jak Esper Uchtomski – Rosja dała odwrócić się od Azji (czyli Chin, Indii, Tybetu, Afganistanu) rzucając w wir niepotrzebnej europejskiej, kontynentalnej awantury z Niemcami. Jej skutki okazały się wprawdzie korzystne dla odbudowy państwa polskiego, choć dla całego świata dawnych monarchii i wartości tradycyjnych – jak najfatalniejsze, co jednak pozostaje tematem tyleż znanym, co pobocznym dla naszych rozważań.

Co do zasady bowiem – rywalizacja mocarstw w Azji miała dla naszych interesów narodowych skutki dramatycznie negatywne. Nie wynikało to rzecz jasna z jakiejś diaboliczności polityki Londynu (i Petersburga), ale było prostym następstwem faktu, iż „to niebezpieczne dla podlejszych istot wystawiać się na sztychy rozjuszonych, potężnych przeciwników”. Polacy uczestniczyli natomiast w samym rozgrywaniu Wielkiej Gry, bo wspomnieć tylko postaci tak dla niej istotne i emblematyczne, jak Jan Prosper Witkiewicz, czy gen. Bronisław Grąbczewski. Charakterystyczne, że zwłaszcza ta pierwsza postać jest też symbolem zakłamania i tak ułomnej polskiej pamięci o zdarzeniach XIX wieku w Azji. Witkiewicz (stryj malarza Stanisława) odegrał wielką rolą w uświadomieniu petersburskim elitom wagę zagadnienia afgańskiego dla równowagi sił w Eurazji. Zamordowany po powrocie z misji ewidentnie w interesie brytyjskiego wywiadu – Witkiewicz jest w legendzie rodzinnej… ofiarą nieistniejącej jeszcze w chwili jego śmierci (maju 1839 r.) Ochrany, Wallenrodem dyszącym żądzą zemsty na Rosjanach, chcącym sprowokować wojnę ze Zjednoczonym Królestwem – oczywiście wygraną przez Anglików itp. Sami potomkowie jednego z najlepszych carskich wywiadowców – odbierają mu więc prawdziwy tytuł do chwały: fakt, że jak najbardziej w polskim interesie wspierał on naszych rosyjskich pobratymców w dziele podboju Azji. W odwiecznej rywalizacji sił Kontynentu i Oceanu – prawidłowo stał po tej pierwszej stronie, co jest dziedzictwem geopolitycznym aktualnym dla nas i dzisiaj.

Współcześnie oczywiście emanacją sił Oceanu nie jest już Londyn, ale Waszyngton, zasady Wielkiej Gry pozostają jednak te same. Rosnąca aktywność Rosjan powracających do Azji Środkowej, bacznie obserwujących sytuację w Afganistanie i Iranie – prędzej czy później musi spotkać się ze zdecydowaną kontrą ze strony ich amerykańskich rywali. Sprawdzonym narzędziem odwracania uwagi Rosji – jest Polska. Na szczęście dziś – jak się wydaje – instrumenty pozostające w polskich (?) rękach wydają się być mniej skuteczne, niż w wieku XIX i póki co nikt tu powstania, ani wojny z Putinem nie wywoła. Jednak prowokowanie zajść antyrosyjskich, wrogie deklaracje gospodarcze, wieczne uleganie prometejskim mrzonkom i próby szkodzenia Rosji na terenie międzynarodowej (np. na forum Unii Europejskiej i Partnerstwa Wschodniego) – pochodzą z tej samej puli sztuczek, z której tak obficie czerpano już 200 lat temu.

Czy więc jesteśmy mało ważnym pionkiem, czy wręcz alternatywną, mniejszą szachownicą ważnej światowej rozgrywki? I jedno, i drugie, zależy kiedy i w jakim stopniu. Z pewnością są obszary, które bardziej niż Europa Środkowo-Wschodnia absorbują uwagę rządzących tym światem. Nie oznacza to jednak, że zachodzące tam wydarzenia pozostają bez wpływu na Polskę – i odwrotnie. Dlatego więc warto wiedzieć co dzieje się w Kazachstanie, Uzbekistanie, Tadżykistanie, Kirgistanie, Turkmenistanie, a także Azerbejdżanie, Gruzji, Armenii i na Kaukazie. Czy tego chcemy czy nie – jesteśmy częścią Wielkiej Gry. Ważne tylko, by maksymalnie dużo jej elementów dawało wyniki zgodne z interesami Polski.

21 kwietnia 2013

Konrad Rękas

komentarz:

Akurat historycznie wyjaśnione jest to chyba dokładnie – Brytyjczycy wspierali w Polsce powstania, niestabilność społeczną i działania oddalające odzyskanie niepodległości. Z kolei lojalna współpraca z Rosjanami i udział w realizowanym przez nich zagospodarowaniu Azji – nie tylko gwarantowały nam spokój i warunki rozwoju, ale także możliwość bogacenia się, czego ostatecznie części z naszych operatywnych rodaków udało się doświadczyć w dobie po powstaniu styczniowym. Ze strategicznego zaś punktu widzenia – ew. sojusz z Anglią zawsze był dla Polski sojuszem egzotycznym (wg definicji Cata), zaś sojusz z Rosją – strategicznym (oczywiście w zmieniających się warunkach i układzie sił). Pobratymstwo nie ma tu nic do rzeczy i zostało użyte w tekście, żeby N-ty raz nie powtarzać Rosjan.

Konrad Rękas

.

Za: https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/02/28/regres-polski-od-chrzescijanstwa-do-unii-europejskiej/

.

**************************************

.

Największym mankamentem tekstu jest jego tytuł nie mający związku z tekstem. Ten mówi o wielkiej światowej szachownicy i o tym, jak w kontekście tej wielkiej gry Polska robiła za pionka obcych interesów. Nie miało to nic wspólnego z chrześcijaństwem, chyba tylko to, że przez wieki Polska (w ramach wielonarodowej Rzeczypospolitej) była narzędziem papiestwa. Kler przez cały okres istnienia państwa piastowskiego a później Korony w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów był jedną z dominujących sił politycznych, tyle że nigdy nie służył interesom Polski. Zawsze służył interesom swoim i Watykanu. Znacznie lepszym tytułem byłby „Polska jako pionek obcych sił w wielkiej grze”. Także tytuł na stronie katolickich monarchistów jest nieadekwatny – zbyt na wyrost: „Polska wielka gra”.
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9959/polska-wielka-gra#sdfootnote1sym
.
Bardziej pasowałby tytuł „Wielka gra Polską”. Z polskiego punktu widzenia na przełomie X i XI wieku jako jeden z wielu mniej znaczących graczy na arenie europejskiej pojawiło się  państwo Piastów będące protoplastą Polski (ale jeszcze nie Polską). Reprezentowało ono interesy rodu Piastów i kk. Interesy i zdanie mieszkańców nie liczyły się. Cechą pierwszego okresu państwa piastowskiego były siłowe podboje sąsiednich plemion, rywalizacja z cesarstwem niemieckim, Czechami, Rusią Kijowską i zakuwanie mieszkańców przez kler w jarzma „wiary”. W okresie rozbicia dzielnicowego państwo Piastów wypadło z europejskiej gry. Uprawiało jedynie grę w wojnę pomiędzy coraz bardziej rozdrobnionymi dzielnicami. Do gry w pokera i w wojnę na większą skalę dołączyło po zjednoczeniu. Prowadziło wtedy grę w pokera i wojnę z krzyżakami, Litwą i Czechami. W obliczu zagrożenia ze strony krzyżaków zawarło unię z Litwą i w jednej chwili z mało znaczącego Królestwa Polskiego stało się Koroną w ramach wielkiego jak na owe czasy państwa polsko-litewskiego czy litewsko-polskiego. Przez cały ten okres reprezentowało interesy garstki możnowładców i kleru. Dynastia Jagielonów dosyć dobrze dbała o równowagę żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego przez co Rzeczypospolita była rzeczywistą europejską potęgą, zależną jedynie od papiestwa i kleru. Wszak Warneńczyk niepotrzebnie i idiotycznie zginął w papieskiej wojnie pod Warną. W okresie elekcyjnym Rz’plita była cały czas narzędziem do realizacji obcych interesów – papiestwa i obcych monarchów (zwłaszcza Wazów i Sasów) bardziej zainteresowanych własnym interesem dynastycznym, niż sprawami polskimi. Dostrzec można było narastające z czasem wpływy Wiednia, Paryża, później Moskwy, Berlina, Drezna, Londynu. Przy ciągłym dominującym wpływie Watykanu via kler i jezuici.  W tym samym czasie szlachta broniła supremacji katolicyzmu oraz złotej wolności szlacheckiej – czym wpędziła Rz’plitą do grobu. I to bez obcej pomocy. Rz’plita nie upadła dlatego, że obce siły uwzięły się na nią – upadła niejako na własne życzenie przez durnotę i zaślepienie szlachty. Upadła, bo zamiast być samodzielnym graczem dbającym o własny interes stała się popychadłem rozrywających ją od środka i z zewnątrz obcych sił i interesów.
.
Użyte przez autora przyrównanie światowej polityki do partii szachów z dwoma głównymi graczami – Rosją i Anglią (obecnie USraelam) jest dobre, ale z zastrzeżeniami. Dobrze pasuje do obrazu światowej polityki, ale gdzieś od końca XVIII i początku XIX wieku. Wcześniej trwał wielki europejski poker uzupełniany lokalnymi grami w durnia i w wojnę (rywalizacja Anglii i Francji, później Prus i Francji, rywalizacja katolików z protestantami, Habsburgów z Hohenzollernami itp.). W pokerze tym do czasów reformacji głównymi graczami byli – papiestwo i jego psy gończe Hiszpania i Portugalia podbijające i katoliczące Amerykę Płd., słabnące cesarstwo niemieckie, rosnący w siłę Habsburgowie, no i więdnące Bizancjum. Po reformacji dołączyły m.in kolonialne Niederlandy (Holenderskie Indie Wschodnie), na jakiś czas Szwecja i Francja. No i rosnąca potęga tureckich Osmanów. Papiestwo słabło. Na wschodzie powoli rosła potęga Rosji. Na Wyspach potęga Rothschildów. Europa była wtedy głównym graczem światowym, stołem pokerowym, na którym grano o stawki europejskie i zamorskie (kolonie). Gdzieś od XVIII wieku główna rola Europy  jako światowego stołu pokerowego zaczęła maleć. Nadal grano w niej w pokera, durnia i wojny, ale główne gry przeniosły się na inne kontynenty. To wtedy zaczęła się światowa partia szachów – Rothschild kontra Rosja. Banksterzy szybko zrozumieli, że potencjał Anglii wystarczy do królowania na morzach, ale za mały jest, aby pokonać Rosję. Już wtedy wiedzieli, że Anglię (hetmana na szachownicy) należy zastąpić silniejszą figurą – USraelem. Dlatego nie pozwolili na rozpad USraela i secesję Południa. Wiedzieli, że tylko kraj zajmujący całą centralną Amerykę Płn od wybrzeża do wybrzeża będzie w stanie rywalizować z potężną Rosją. Zamiany Anglii na USrael dokonano przy okazji II wojny. Po niej Usrael stał się banksterskim hetmanem na światowej szachownicy. Anglia była już tyko pionkiem.
.
Ważne jest też pamiętać o tym, że przy partii szachów obok szachownicy jest dwóch graczy rozgrywających partię. W tej światowej partii szachów władze Rosji są jednym graczem, a klan Rothschildów drugim. Anglia – dumny Albion – (obecnie USrael) była w XIX wieku tylko figurami na szachownicy – królem na szachownicy był rothschildowski Bank Anglii, korona brytyjska hetmanem a figurami „angielska” marynarka wojenna i handlowa służące głównie interesom króla szachowego czyli bankowi Anglii. Ale graczem po stronie angielskiej był klan Rothschildów. To on przesuwał figury i pionki na szachownicy chcąc zamatować Rosję.
.

Obecnie nadal trwa światowa partia szachów, a raczej rozgrywka brydżowa. Rosja nadal jest głównym przeciwnikiem banksterów, przynajmniej na stoliku europejskim. W Azji pojawił się trzeci ważny gracz – Chiny. Znaczenie Rosji i Chin dzięki wzajemnemu zbliżeniu się i utworzeniu BRICS znacznie wzrosło. W sumie bardziej obecna światowa rozgrywka przypomina właśnie brydża, w którym Rosja i Chiny grają razem przeciwko banksterskiemu zachodowi. Banksterzy w obliczu upadku ZSRR i upadającej w czasach jelcynowskiej smuty Rosji zalicytowali wielkiego szlema. Wszystko wskazywało wtedy na to, że mają szansę na zwycięstwo. Po upadku ZSRR Rosja także padała gospodarczo pod ciosami oligarchów. NATO osaczało ją coraz ciaśniejszą pętlą. Chiny skusiły się na kapitalizm, co dawało banksterom nadzieję na upadek partii komunistycznej i na usraelizację/demokraturyzację na wzór zachodu Państwa Środka. Obie rachuby zawiodły. W Rosji pojawił się Putin, a w Chinach partia komunistyczna nadal twardo trzyma ster polityki w rękach. Wylicytowany przez banksterów wielki szlem okazał się wielkim blefem. „Atuty” w postaci USraela, NATO, jewrounii, MFW, BŚ, ONZ okazały się wobec Putina, Rosji, Chin i BRICS blotkami. Banksterski Wielki Szlem – co już widać gołym okiem – zakończy się wielkim fiaskiem i przegraną banksterów.
.

Konrad Rękas ma oczywiście rację pisząc, że to co dzieje się w azjatyckich byłych republikach czy na zakaukaziu może mieć duże wpływy na losy Polski. Ma też rację twierdząc, że prawie wszystkie polskie „patriotyczne” insurekcje i powstania były inspirowane przez obce, antypolskie siły i prawie zawsze były dla Polski szkodliwe (chlubnym wyjątkiem było Powstanie Wielkopolskie 1918). Mimo to wszystkie te szkodliwe, szkodzące sprawie polskiej powstania są niezwykle czczone przez tzw. „patriotyczny obóz”. Ma też rację pisząc, że Polakami manipulowano nawet wtedy, gdy Polska jako samodzielne państwo nie istniała (cały XIX wiek). Nie wspomniał jedynie o roli Watykanu, który przez długie wieki był naczelnym manipulatorem. No i ma całkowitą rację twierdząc, że w polskim interesie jest trzymać się z Rosją.

.
W skali światowej Polska jest małym i nic nie znaczącym kraikiem. Smutne to – ale niestety prawdziwe. Nawet gdyby była suwerenna, nie byłaby światowym graczem. Za to w skali europejskiej, gdyby była sojusznikiem Rosji, byłaby ważną figurą na europejskiej szachownicy. Już choćby za sprawą geograficznego położenia – w sercu Europy, na styku banksterskiego łacińskiego zachodu i bizantyjskiej Rosji. Będąc jewrobarakiem i wasalem NATO Polska jest tylko niezbyt ważnym pionkiem (Niemcy czy Francja, nie mówiąc o Anglii są od niej dużo ważniejsze). Zachód w realizacji interesów banksterów gotów będzie Polskę poświęcić, wydać na żer, na zniszczenie, jak to już wielokrotnie w przeszłości robił. A w Układzie Warszawskim Polska była po ZSRR drugim w hierarchi ważności państwem. ZSRR była też godnym zaufania gwarantem przynależności do Polski tzw. Ziem Odzyskanych. Banksterski zachód takim gwarantem już nie jest. W sojuszu z Rosją Polska może tę ważną pozycję, przynajmniej częściowo, odzyskać. I wcale nie musiałaby być rosyjskim wasalem. Przykład Białorusi pokazuje, że dzisiejsza Rosja różni się od Rosji carskiej i gotowa jest respektować suwerenność jej sojuszników. Banksterski zachód podobnej suwerenności nigdy respektować nie będzie.
Największą przeszkodą w drodze Polski do sojuszu z Rosją jest…katolicyzm. Polska przypomina trochę schizofrenika o rozdwojonej jaźni. Genetycznie i kulturowo należy do świata słowiańskiego. Natomiast za sprawą łacińskiego katolicyzmu związana jest (zwłaszcza katolicy) z łacińskim zachodem i Watykanem. I stąd to rozdarcie, te zwalczające się stronnictwa – prorosyjskie i prozachodnie. Jeśli to pierwsze w końcu zatriumfuje, Polska będzie silnym, zamożnym i liczącym się politycznie w Europie krajem. Jeśli nie, nadal będzie pionkiem i wasalem, który prędzej czy później zostanie ponownie zdradzony i wydany na żer.
.
W tekście K. Rękasa mam zastrzeżenie do jednej tylko rzeczy – do sprawy Belgii w kontekście „angielskiej” polityki („utrzymywanie rywali z dala od Belgii (aby zablokować główny możliwy kierunek inwazji na Wyspy) (…).  Rola powstania listopadowego w uratowaniu rewolucji belgijskiej”). Zapewne powstanie listopadowe pomogło wymusić na Rosji uznanie przez nią suwerenności Belgii (nie chodziło o ratunek dla rewolucji a właśnie o uznanie przez Rosję suwerenności Belgii), której carat się sprzeciwiał. I wtedy Rothschild zagrał polską kartą – przy wydatnej pomocy tajnych bractw podpuszczono polskich patryjotów do wywołania powstania. W czasie jego trwania Polacy zabiegali w Londynie o pomoc. No i wtedy Londyn zaproponował Moskwie deal – ty uznajsz suwerenną Belgię, a ja uznam tłumienie powstania listopadowego za sprawę wewnątrzrosyjską i nie będę tego potępiał. Sprzeciw Rosji w sprawie suwerenności Belgii miał jednak całkiem inne przyczyny – secesja Belgii od Niderlandów osłabiała te drugie i to znacznie. Na osłabieniu Niderlandów zależało przede wszystkim Londynowi. Chodziło o kolonialną rywalizację na Dalekim Wschodzie. Londyn miał chrapkę na Holenderskie Indie Wschodnie i inne zamorskie holenderskie posiadłości. Rosja widząc rosnącą potęgę kolonialną Anglii zachodzącą Rosję od strony Azji grała przeciwko niej m.in. kartą holenderską – wspierała Niderlandy. I dlatego nie chciała uznać suwerenności Belgii. Aby tę kartę Rosji wytrącić zrobiono powstanie listopadowe. I niestety sztuczka udała się. Nie chodziło natomiast Londynowi o zablokowanie „głównego możliwego kierunku  inwazji na wyspy” Rothschilda – wybrzeże francuskie było dużo dogodniejsze do tego celu.
.
LokacjaBEL
.
Wracam do spraw polskich.
W interesie Polski jest więc sojusz z Rosją. Jest on konieczny choćby z tego powodu, że na istnienie niezależnej, suwerennej Polski bandycki zachód nigdy się nie zgodzi. Zbyt mocno przywykł do uważania Polski za narzędzie, sługę i wasala. Jeżli nie będziemy związani sojuszem z Rosją to bandyci nas po prostu napadną i spacyfikują, gdybyśmy próbowali odzyskać niepodlegołość i osiągnąć neutralność. Do obrony niepodległości przed zakusami zachodu potrzebujemy parasola bezpieczeństwa ze strony Rosji. W interesie Polski jest też postawienie na pierwszym miejscu w hierarchi wartości polskich interesów i polskiej racji stanu. Wyrazem patriotyzmu nie może być hasło „bóg honor ojczyzna”. To właśnie przez stawianie boga (na dodatek żydowskiego) przed ojczyzną Polska upadła i jest gnijącym cuchnącym trupem. Do życia może ją przywrócić nie religia, nie wiara, nie związki z zachodem czy Watykanem, nie „intronizacja” jakiego żydowskiego „mesjasza” a sojusz z Rosją i postawienie na pierwszym miejscu dobra ojczyzny. Katolickiego boga należy całkowicie z patriotycznego słownika wykluczyć. Ktoś, dla kogo ten bóg (żydowski J&J) jest ważniejszy niż ojczyzna jest po prostu zdrajcą.
.
Na zakończenie zacytuję jeszcze Bratislava Zivkovica, komendanta serbskich czetników o Zjednoczonym Imperium Słowiańskim:
.
„Coś się kończy. Era, polityczny czas jaki znamy, dobiega końca. Natomiast my Słowianie- Polacy, Serbowie, Czesi, Rosjanie itd.- jesteśmy największą siłą w Europie. Jesteśmy najpotężniejszym narodem w Europie. Ale jesteśmy podzieleni, skłócono nas religią- katolicy, prawosławni- ale co za różnica? Płynie nas ta sama krew. Tak samo myślimy. Gdybyśmy byli razem to Zachód padałby przed nami na kolana, a nie odwrotnie, jak to się dzieje dzisiaj.Jak to się dzieje, ze Berlin i Paryż, przecież w odniesieniu do Słowiańszczyzny to proch, jak to się dzieje, że oni dyktują nam nasze życia? Ponieważ my jesteśmy podzieleni, skłóceni. Zjednoczone państwo Słowian to niewyobrażalne możliwości, niewyobrażalna siła, ale co z tego jeżeli nikt nie wybijał się wzajemnie w takim stopniu jak właśnie my. Ludzie nami rządzący sprzedają nas, nieustannie nas sprzedają . Ja znam waszą historię- to historia pełna sławy, odwagi i honoru, w was jest skrywana moc, siła. Kiedy tylko Polacy będą z Rosjanami żyli tak jak dzisiaj Serbowie i Rosjanie, to powstanie sojusz silniejszy aniżeli kiedykolwiek Francja i Niemcy mogłyby utworzyć . Tutaj najważniejsze- źródłem tej wspólnej potęgi są Polacy i Rosjanie, ich zgoda jest fundamentem dla przyszłości nas wszystkich. Wam zjednoczonym nikt nigdy nie zagrozi, nikt. Ale nam wrogowie za wszelką cenę nie pozwalają się porozumieć.”
.
Trudno nie zgodzić się z tym Serbem. Połączenie wszystkich Słowian stworzyłoby bastion nie do zdobycia przez nikogo. Nie chodzi tu o utworzenie imperium napadające na innych, narzucające światu swoją wolę. Idzie o bastion, w którym bylibyśmy wolni i kierowali się własnym interesem. Słowiańskim.
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem.
.
Ręce Boga
Reklamy