Kultura Słowian, pogański Duch Słowiańszczyzny…

.

mother_earth_by_digitumdei

.

Pewien znajomy poprosił mnie niedawno o ocenę tekstu ze strony „Bogowie Polscy” pt. „Jasz – niebiański Bóg Polan”.
http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa.html
.
Przyznam się, że niechętnie zabieram głos w podobnych dyskusjach – i to z kilku powodów. Prace nad odtworzeniem panteonu słowiańskiego skazane są z koniczności m.in. na przeróżne „kroniki” katolickie i prawosławne (na wschodzie), a ich wiarygodność jest mniej niż zerowa. Drugim źródłem jest tzw. „kultura ludowa”, ale i w niej mogło dojść do zmiany brzmienia imion i atrybutów pradawnych bogów. Ponadto obok bogów znanych u wszystkich Słowian (przy istniejących ewentualnych lokalnych różnicach w wymowie ich imion i przypisywanych im atrybutów) zapewne spotkać można było bogów regionalnych, a nawet lokalnych. Oznacza to, że nie wszyscy bogowie lokalni znani byli u wszystkich plemion, oraz że u wszystkich bogów istniały, a przynajmniej mogły istnieć regionalne różnice w wymowie ich imion a także w przypisywanych im atrybutach. Do dzisiaj nie ma np. pewności czy bogiem Słońca był Swaróg czy Swarożyc. Osobiście skłaniam się ku przekonaniu, że trafne są obie opinie – u jednych plemion bogiem Słońcem był Swaróg, Swarożyc zaś co najwyżej (jeśli był tam w panteonie)  bogiem ognia, u innych to Swarożyc był  Słońcem i świętym ogniem (oraz patronem kowali) a Swaróg bogiem całego nieba.
.
Każda dyskusja na temat panteonu słowiańskiego jest ważna. Przede wszystkim z tego powodu, że zajmuje się badaniem naszej prastarej kultury. Niemniej podejście do niej najczęściej spotykane uważam za błędne. Nie wiemy i chyba nigdy nie dowiemy się, jak nazywał się ten konkretny bóg – Jassa, Jessa, Jasz, Jasza, Jesza czy jeszcze inaczej (Yassa, Yesse, Ysaya, czy Ajesze).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jesza
.
A może po prostu regionalnie jego imię było różne i wszelkie spory o jego „prawdziwe” imię są bezpodstawne? Martwi mnie jeszcze to, że pomiędzy różnymi związkami rodzimowierczymi toczone są podobne spory. Przypominają mi one spory katolików z protestantami czy chrześcijan z żydami i muzułmanami. A przecież z kulturą słowiańską i Duchem Słowiańszczyzny takie spory nie mają nic wspólnego.
.
Oczywiście, że odtworzenie pełnego panteonu słowiańskiego z uwzględnieniem wszystkich bogów oraz wszystkich różnic regionalnych i lokalnych powitałbym z radością. Byłoby to ogromnym wzbogaceniem naszej „podręcznikowej” wiedzy o jednym z elementów kultury słowiańskiej. Ale sama znajomość pełnego nawet panteonu słowiańskiego nie byłaby jeszcze kulturą słowiańską. Byłaby tylko znajomością jej panteonu.
.
Zauważyłem, że w opublikowanej w internecie jednej z wielu wersji panteonu słowiańskiego Jassa/Jesse/Jasz nie występuje:
http://welesowy-jar.fm.interiowo.pl/panteon_slowianski.htm
.

Ale Zorza też w nim nie występuje; zastąpiła ją Dennica. Nie zamierzam jednak kruszyć kopii o to, które imię jest „prawdziwe”. I choć w tym panteonie brakuje Jassy i Zorzy, właśnie ten panteon opublikowałem u siebie na blogu:
https://opolczykpl.wordpress.com/podreczny-slownik-slowianski/
.

Myślę przy tym, że wcale nie jest zły, ani gorszy od innych wersji dostępnych w internecie, a imiona najważniejszych i najbardziej znanych słowiańskich bogów są w nim ujęte.
.
Warto przy tej okazji zaznaczyć, że bogowie słowiańscy całkowicie różnili się od abstrakcyjnego krwawego bożka religii abrahamowych. Przede wszystkim powiązani byli z siłami i żywiołami Natury. Także natury ludzkiej.  I nigdy nie popędzali Słowian do rzezi i czystek etnicznych.
.
Kulturę duchową Słowian znamionowało kilka podstawowych cech niespotykanych w religiach abrahamowych, we współczesnej chciwej, chorej, samobójczej cywilizacji i w zachodniej antykulturze. Były to: stosunek do przyrody, a zwłaszcza do Matki Ziemi, znajomość Praw Przyrody i respektowanie ich, właściwe postrzeganie miejsca człowieka na Ziemi i w świecie przyrody, oraz stosunki społeczne w życiu plemiennym/wspólnotowym.
.
Nie zamierzam poruszać tematyki kultury materialnej Słowian, a więc ich wszechstronnego rzemiosła, znajomości obróbki metali i ich wysokiej jakości wyrobów ozdobnych. Znacznie istotniejsza jest dla mnie ich kultura duchowa.
.
O stosunku Słowian do Matki Ziemi pisałem wielokrotnie. Czcili ją i szanowali. Wiedzieli, że jest ich Matką, Domem i  Żywicielką. Nigdy by nie wpadło im do głowy biblijne typowe dla religii abrahamowych i zachodniej antykultury czynienie jej sobie poddaną. Wiedzieli, że są jej dziećmi a nie jej właścicielami i posiadaczami. Ich stosunek do przyrody był podobny – przyrodę szanowali, choć oczywiście korzystali z jej płodów i owoców. Postrzegali siebie jako element otaczającej ich przyrody i nigdy nie stawiali się ponad nią. Nigdy też nie marzyli o panowaniu nad przyrodą, o jej ujarzmieniu. I nigdy nie próbowali przyrody „ulepszać”, np. przez „prostowanie” koryt rzek. Dopasowywali się do rytmów przyrody i do jej zjawisk. Nigdy np. nie budowali osad w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki na niskim brzegu co groziło zalaniem podczas powodzi. Wybierali albo miejsca trochę od rzeki oddalone albo w pobliżu rzeki, ale na wzniesieniach, które nigdy za ludzkiej pamięci nie zostały zalane powodzią.
Słowianie polowali na zwierzęta, trzymali też zwierzęta udomowione. Potrzebowali ich nie tylko na mięso. Ze skór wykonywali obuwie, wytrzymałą odzież, furta były potrzebne na ubrania zimowe, a z kości i rogów wykonywali wiele przedmiotów codziennego użytku oraz wyroby ozdobne. Ale nigdy nie zamierzali jakiegokolwiek gatunku zwierząt wytępić. A to zapowiadała żydowska biblia: „…a dzikie zwierzęta wytępię z kraju, tak iż będę mogły [owce] bezpiecznie mieszkać na stepie i spać w lasach.” U Słowian było miejsce i dla dzikich zwierząt, i dla owiec, i dla człowieka. Nie zamierzali też w krajobrazie Ziemi wprowadzać „biblijnych” zmian: „…ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę”; „Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska,  a strome zbocza niziną gładką”. Czcili Ziemię i przyrodę takie, jakie zastali, dopasowując się harmonijnie do nich.
Słowianom nigdy by nie przyszło bezmyślne zatruwanie przyrody – nawet gdyby mieli chemikalia. Na widok człowieka bezmyślnie zatruwającego wodę, glebę i powietrze popukaliby się znacząco palcem w czoło. I przegoniliby takiego na zawsze z ich krainy. Cena postępu technicznego i pogoni za wygodniejszym życiem, tak typowe dla współczesnej cywilizacji jest zbyt wysoka. To szaleństwo musi kiedyś zakończyć się dla ludzkości katastrofą. Wprawdzie obecnie największym bezpośrednim zagrożeniem dla ludzkości jest banksterski globalizm (i jego wytwór – chciwy kapitalizm) ale nadal poważnym zagrożeniem jest właśnie sam „postęp techniczny”. Na przestrzeni w zasadzie dwóch wieków Ziemia z błękitnej planety przeistacza się za sprawą ludzkiej cywilizacji, głupoty, zaślepienia, bezmyślności, łamania Praw Natury i chciwości w globalny śmietnik i zlewisko ścieków. Jeszcze trochę i ludzkość udusi się we własnych śmieciach i odchodach. Nadal największym zagrożeniem dla człowieka jest on sam – a raczej jego głupota.
https://opolczykpl.wordpress.com/2014/04/04/najwieksze-zagrozenie-dla-czlowieka-czlowiek/
.
Nadal też trwa wojna ludzkiej cywilizacji z planetą Ziemią:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/07/09/matka-ziemia-a-wojna-cywilizacji/
https://opolczykpl.wordpress.com/2014/12/24/reset-cywilizacji/
.
W której homo stupidus stupidus (to miano znacznie bardziej pasuje do współczesnego człowieka cywilizowanego) bezmyślnie podcina galąź, na której siedzi.
Cywilizacja w ogóle, a techniczna w szczególności, okazała się nowotworem złośliwym na ciele Matki Ziemi. W jednym aspekcie ta analogia nie jest adekwatna. Matka Ziemia przeżyje. Jej ten nowotwór złośliwy nie zabije. On zabije samego siebie. Ziemia i życie na niej odrodzą się po upadku cywilizacji. Tylko nie wiadomo, czy homo stupidus też przeżyje i odrodzi się…
.
Wracam do kultury Słowian.
Cechowały ją niespotykane dzisiaj poczucie wspólnoty i wychowywanie w duchu troski o wspólne dobro. Słowianie mieli świadomość tego, że jeśli dobrze powodzi się ich wspólnocie, ich wiosce i plemieniu, to i ich byt jest zapewniony. Dbając o wspólne dobro zabezpieczali równocześnie własną pomyślność. U Słowian  nie było znane złodziejstwo, oszustwa, nieuczciwość. Ich kultura i sposób wychowywania sprawiały, że te właśnie negatywne zjawiska (dzisiaj jakże rozpowszechnione) po prostu nie mogły się u nich pojawić.
.
“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
(Kronikarz biskupa Ottona Mistelbacha)
.
Dzisiaj dominują konkurencja, rywalizacja, egoizm zwany indywidualizmem i wszechobecny wyścig szczurów. I walka o indywidualny „sukces”. Towarzyszą im kradzieże, oszustwa, łapownictwo, chciwość i nienasycona zachłanność. I przepaść pomiędzy garstką bogaczy i rzeszami biedoty.
Także współczesne „wspólnoty religijne” w niczym nie przypominają wspólnoty Słowian. W nich mamy do czynienia z liderami („duchownyni” lub przywódcami sekt) pasożytującymi na „wspólnocie” i wymuszającymi od członków takiej „wspólnoty religijnej” ślepego  posłuszeństwa. Przede wszystkim zaś ci liderzy nie zostali wyłonieni przez wspólnoty religijne jako osoby z ich grona cieszące się największym mirem i zaufaniem. I nie pracują oni z członkami wspólnoty dla wspólnego dobra. Oni chcą kierować innymi i raczej wolą być obsługiwani.
.
Kolejną cechą kultury Słowian było samowładztwo lokalnych wspólnot. Przy czym nie należy mylić tego samowładztwa ze współczesną zachodnią „demokracją” czyli pseudodemokratyczną demokraturą parlamentarną będącą parodią demokracji (której też zresztą wcale nie uważam za dobre rozwiązanie), a nawet z „demokracją bezpośrednią” (często spotykam pomysły stworzenia takiej w Polsce). Bo nawet owa zachwalana „demokracja bezpośrednia” nie miałaby nic wspólnego z samowładztwem słowiańskich wspólnot. Najważniejszą różnicą pomiędzy nimi jest to, że demokracja bezpośrednia jest systemem nieodpowiedzialnym, w przeciwieństwie do ludowładztwa u Słowian. Jej największym mankamentem jest to, że prawo wyborcze przysługuje w demokracji każdemu w momencie osiągnięcia określonego wieku, bez względu na stan umysłu i cechy charakteru delikwenta. Można być ostatnim durniem i mieć bierne i czynne prawo wyborcze. Czy można się dziwić wobec tego, że nawet w wypadku bezpośredniej demokracji możemy mieć do czynienia z durniami wybranymi przez durniów? Drugim ważnym mankamentem demokracji bezpośredniej jest głosowanie „w ciemno”. Chodzi o to, że startujących do władz kandydatów nikt (poza najbliższymi ich rodzinami) dobrze nie zna. Głosuje się więc na hasła, programy – a nie na walory osobiste kandydatów. U Słowian wyglądało to całkiem inaczej . Przede wszystkim na codzień kierowała wspólnotami starszyzna, ale do niej nie było „wyborów”. Do starszyzny należeli tylko doświadczeni i cieszący się mirem i uznaniem członkowie wspólnoty. Gdyby los wspólnot oddano pod głosowanie niedoświadczonych choć „pełnoletnich” gołowąsów i żółtodziobów, niejedna wspólnota przypłaciłaby to ogromnymi kłopotami. Ponadto u Słowian wszyscy członkowie każdej wspólnoty znali się na wylot. Pamiętajmy o tym – Słowianie wspólnie pracowali na polu, wspólnie polowali, wspólnie świętowali. Przebywali ze sobą dzień w dzień w różnych sytuacjach i stąd każdy znał charakter pozostałych. I tylko ci rzeczywiście najlepsi, najbardziej doświadczeni i najbardziej zasłużeni dla wspólnoty, cieszący się szacunkiem i poważaniem, stanowili starszyznę. I to oni kierowali wspólnotą. Ludowładztwo czy demokracja Słowian nie miały nic wspólnego z nieodpowiedzialną „demokracją bezpośrednią”, w której głos głupca waży tyle samo co głos mędrca.
Samowładztwo Słowian cechowało się przede wszystkim tym, że nikt z zewnątrz wspólnocie lokalnej nie narzucał swego widzimisię. To było najważniejszą cech samowładztwa Słowian. A drugą po niej była odpowiedzialność, wiedza i doświadczenie starszyzny kierującej wspólnotą. Były u Słowian oczywiście i wiece, na których zapadały najważniejsze decyzje. Ale i na wiecach, choć teoretycznie wszyscy mogli zabieraś głos, odzywali się tylko ci cieszący się największym poważaniem. Młodziki bez doświadczenia nie odzywali się, aby się nie ośmieszyć. Oraz z szacunku dla starszych. No i nie każdy głos na wiecu ważył tyle samo. Na decyzje wiecu największy wpływ mieli ci członkowie wspólnoty, którzy cieszyli się największym poważaniem i szacunkiem. I dzięki temu wspólnoty te przetrwały tysiąclecia.
Dopiero mściwa i zachłanna rzymska szubienica siłą, mieczem i ogniem, położyła im kres…
.
Jedną z najbardziej rzucających się w oczy cech kultury słowiańskiej była jej afirmacja życia. Nieznane było Słowianom zamartwianie się wiekuistym potępieniem w piekle (wyssanym z palca przez oszustów). Nieznane były wymuszone posty, ani umartwianie się karzącemu, gniewnemu bożkowi znad Jordanu ku upodobaniu i wyżebraniu u niego łask, miłosierdzia i zbawienia (takoż wyssanego z palca).
Słowianie kochali życie, w ich kalendarzu było b. dużo świąt, a wszystkim świętom i związanym z nimi obrzędom, łącznie z Dziadami czyli świętami ku czci zmarłych przodków, towarzyszyły uczty, śpiewy i tańce. Nie było ani jednego obrzędu u Słowian ponurością przypominającego choć odrobinę „drogę krzyżową”. I bełkotliwego powtarzania w kółko: „któryś cierpiał za nas rany Jezu chryste zmiłuj się nad nami”. Czy człowiek po tak koszmarnych gusłach może być zdrowy na duchu? Pamiętam do dzisiaj w jakim przygnębieniu i poczuciu winy opuszczałem kościół po każdej „drodze krzyżowej”, na które jako dziecko zaganiała mnie matka. W duszy gryzło mnie, że rzekomo za moje grzechy Joszue cierpiał i umarł na krzyżu.  Jest to koszmarny, bzdurny i kaleczący psychikę chrześcijan dogmat. Z tego koszmarnego poczucia winy najtrudniej było mi się uwolnić. Radość życia odzyskałem dopiero po jego odrzuceniu.
.
Jeśli ktokolwiek twierdzi, że chrześcijaństwo przyniosło postęp ludzkości, ten albo kłamie, albo po prostu nie zna prawdy i bezmyślnie wygaduje propagandowe krystowiercze głupoty. Chrześcijaństwo stanowiło ogromny regres kulturowy i zniszczyło przepiękną kulturę Słowian. Na szczęście nie do końca. Ona przetrwała i jest szansa na jej odrodzenie. Także na cywilizację należy spoglądać nie tylko z perspektywy jej „osiągnięć” (prąd elektryczny, samochody, samoloty, telefony komórkowe, lodówki, loty kosmiczne) ale i od tej drugiej strony – kaleczenia wyścigiem szczurów i pogonią za zyskiem psychiki ludzkiej oraz  niszczenia własnego środowiska naturalnego, zatruwania Matki Ziemi.
.
Mamy w zasadzie dwie drogi wyboru. Taką:
.
mother-earth
.
Albo taką:
.
cywilizacja
.
Wybór należy ostatecznie do nas. Nawet banksterzy nie są w stanie zmusić nas do bycia trucicielami Matki Ziemi.
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga
Reklamy