Wiara w nadjordańskie gusła czyni czubem czyli katodebilizm po polsku…

.

cieletniki_201_d

.

Robert (znajomy) podesłał mi link z tekstem o pielgrzymach obgryzających korę potężnej starej lipy we wsi Cielętniki:

„Nie obyło się bez metalowego płotu. Aby uchronić przed katolickimi pielgrzymami 520-letnie drzewo we wsi Cielętniki, trzeba było posunąć się do takich środków. Pątnicy gryźli je, by zwalczyć ból zębów. Wszystko dlatego, że obok można znaleźć tablicę św. Apolonii, która jest uznawana za patronkę stomatologów. To właśnie do niej modlili się pielgrzymi, by później podgryzać korę.”
http://pikio.pl/520-letnie-drzewo-zagrozone-bo-katoliccy-pielgrzymi-je-gryza-otoczono-plotem/

Wcześniej jeszcze smarowano pień lipy smołą, ale i to gryzących pielgrzymów widać nie powstrzymało:

„Pielgrzymom udaje się sprawnie obchodzić zabezpieczenia, choć jeszcze niedawno pień lipy smarowano smołą.”

Gdy pokazałem ten artykuł żonie, w pierwszej chwili nie chciała w obgryzanie pnia lipy przez katolactfo uwierzyć. Pewnie ktoś to wymyślił aby ośmieszyć katolików – orzekła. Po prostu nie przypuszczała, ża katolactwo może być aż tak bezdennie durne. Taka zresztą jest moja żona zazwyczaj – ostrożna i niczego nie biorąca na wiarę. Ale gdy na katolickiej stronie znalazło się potwierdzenie tej informacji, zrozumiała że to prawda.

„Warto jeszcze wspomnieć o innej ciekawostce związanej z tym drzewem. Tuż obok, zaledwie kilka metrów od pnia lipy, na ścianie świątyni znajduje się obraz przedstawiający św. Apolonię, patronkę od bólu zębów. Przypuszczalnie z tego powodu wśród pątników ciągnących licznie do oddalonego o ok. 40 km klasztoru na Jasnej Górze zrodziło się przekonanie, że kora tego drzewa działa uśmierzająco, a nawet zapobiegawczo na ból zębów. Stąd też nieszczęsne drzewo było przez nich… obgryzane.”
http://www.niedziela.pl/artykul/87294/nd/Lipa-z-parafii-w-Cieletnikach

Informacja o tym katodebilizmie pojawiła się na wielu innych stronach internetowych (podaję kilka z nich):

„W naszych lasach często spotyka się ogrodzone młodniki. Służby leśne chronią w ten sposób młode pędy sadzonek przed ogryzaniem przez zwierzynę. Choć brzmi to niewiarygodnie, podobnie należało zabezpieczyć najstarszą lipę w Polsce. Drzewo odmiany drobnolistnej rośnie przy kościele pw. Przemienienia Pańskiego w Cielętnikach. Ma ok. 520 lat, 10 m w obwodzie i 35 m wysokości. Tekst na tablicy umieszczonej za ogrodzeniem ze stalowej siatki tłumaczy przyczynę, dla której pomnikowy okaz wymagał szczególnej ochrony: „Drzewo jest ogrodzone i zabezpieczone przed ogryzaniem przez pątników…”!!!”
http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/20983,cieletniki-najstarsza-polska-lipa-w-niebezpieczenstwie.html

„Lipa we wsi Cielętniki przetrwała potop szwedzki, wojnę północną oraz dwie wojny światowe. Może jednak dokonać żywota w wyniku pogryzienia przez rzymskokatolickich pątników, którzy regularnie niszczą drzewo ku chwale Św. Apolonii – patronki stomatologów.

Drzewo ma ok. 520 lat, 10 metrów w obwodzie i 35 metrów wysokości. Jest dumą lokalnej społeczności. Od kilku lat majestatyczne drzewo jest ogrodzone metalowym płotem. Zwykle takie rozwiązanie jest stosowane aby ochornić rośliny przed zwierzętami. W tym przypadku środek zapobiegawczy został użyty przeciwko żarłocznym pątnikom, którzy przez cały rok, w drodze do oddalonego o 40 km częstochowskiego sanktuarium, odwiedzają kościół pw. Przemienienia Pańskiego w Cięlętnikach.  Słynne drzwo rośnie tuż przy przybytku, na którego murze znajduje się tablica poświęcona Św. Apolonii, pod której opiekę oddają się cierpiący na bóle zębów.
(…)
Całe nieszczeście pomnika przyrody zaczęło się, kiedy pątnicy uroili sobie, że po modłach do dentystycznej świętej należy podgryźć lipową korę, co według ludowych wierzeń – może pomóc w uśmierzeniu bólu. Miejscowe władze obserwując skalę dewastacji wiekowego drzewa, poprosili o konsultacje zespół dendrologów. Ci orzekli, że lipa umrze, jeśli nie zostanie odpowiednio zabezpieczona przed pątniczymi szczękami.”
http://strajk.eu/zarloczni-pielgrzymi-niszcza-zabytkowe-drzewo/

Z tymi „ludowymi wierzeniami” w ostatnim artykule to nie jest tak do końca. Termin ten jest eufemizmem i najczęściej dotyczy zachowanej na wsi pra-pogańskiej tradycji i wiedzy. Ale Słowianom w pogańskich czasach nigdy by nie przyszło do głów obgryzanie kory starej lipy. To nie „wierzenia ludowe” a bezgraniczna durnota katolactfa odpowiedzialna jest za ten wandalizm. Zresztą owo obgryzanie lipy wcale nie jest takie stare bo kościół przy lipie też zbyt stary nie jest – zbudowano go pod koniec XIX wieku (1891 rok). Zanim go nie postawiono i nie umieszczono na murze obrazu dentystycznej „patronki” nikt lipy nie obgryzał. Nie jest to więc stara tradycja ludowa a wymysł katodebilizmu zrodzony gdzieś w XX wieku.
Gdy czyta się o obgryzaniu pnia lipy z wiarą, że to uzdrowi zęby to chce się człowiekowi i śmiać i płakać. Gdyby to było jeszcze średniowiecze, no to niech tam. Ale że w XXI wieku w czasach komputerów i lotów kosmicznych komuś zaczadzonemu kultem „świętej” Apolonii może wpaść do łepetyny obgryzanie kory rosnącego obok starego drzewa pokazuje, do jakiego ogłupienia prowadzą nadjordańskie gusła. Nazywanie katolactfa  ciemnogrodem jest jak najbardziej uzasadnione i katolactfo nie może się o to obrażać. To jest prawdziwy ciemnogród!

W tym miejscu powrócę jeszcze do tekstu ze strony katolickiej „Niedzieli”. Znajdziemy tam już w pierwszym zdaniu coś takiego:

„Zgodnie z przesłaniem św. Franciszka z Asyżu, Kościół w Polsce popiera i wspomaga ideę ochrony przyrody. W sposób szczególny uwidacznia się to przez opiekę sprawowaną nad sędziwymi, pomnikowymi drzewami…”

Przez wiele wieków kk wycinał, palił i niszczył „pomnikowe” pogańskie święte drzewa a nawet całe święte gaje. Był to przejaw krystowierczego fanatyzmu, wandalizmu i całkowitego braku szacunku wobec „pomnikowych drzew”. Obecnie na fali ruchów ekologicznych kk chce się także załapać na obrońcę Przyrody.  W sumie cieszyć nas powinno, że kk przyjmuje kolejną pogańską tradycję. Choć przez dwa tysiąclecia Przyrodą gardził i traktował ją przedmiotowo. Dziwoląg fanatyk Franciszek z Asyżu był bodajże jedynym chlubnym wyjątkiem w okresie krystowierczego I i II milenium. Kochał Przyrodę prawdziwie po pogańsku, wbrew „naókom” biblijnym i jewangelicznym. Zresztą, niewiele brakowało aby już na początku jego zakonnej kariery został on obłożony klątwą i uznany heretykiem. Papiestwo początkowo odrzuciło jego wniosek o zatwierdzenie reguły franciszkańskiej. Po namyśle została ona jednak zaakceptowana – była propagandowo przydatna dla kk, którego wyższa hierarchia pogrążona w kulcie mamony pławiła się w bogactwach oczekując jednocześnie od obdzieranych ze skóry owieczek życia w ubóstwie. Franciszka wykreowano na wzór do naśladowania – asceza, ubóstwo, posłuszeństwo. A jego dziwactwa z braćmi wilkami po prostu ignorowano. Dzisiaj kk lubi powoływać się na tego o mało że wyklętego „świętego” dziwoląga.

A jak wyglądał stosunek do Przyrody w jewangeliach najlepiej pokazuje chuligański cud obrzezango mesjasza z drzewem figowym:

„Wracając rano do miasta, uczuł głód. A widząc drzewo figowe przy drodze, podszedł ku niemu, lecz nic na nim nie znalazł oprócz liści. I rzekł do niego: «Niechże już nigdy nie rodzi się z ciebie owoc!» I drzewo figowe natychmiast uschło.”
Mt 21,18-19

W „Marka” (autorzy jewangelii tak naprawdę nie są znani – ich imiona wzięto z sufitu) pisze o tym nieco inaczej:

„Nazajutrz, gdy wyszli oni z Betanii, uczuł głód. A widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz przyszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: «Niech nikt nigdy nie je owocu z ciebie!» Słyszeli to Jego uczniowie.”
Mk 11, 12-14

„Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni.”
MK 11, 20
.
Widzimy tutaj ignorancję zbawiciela – szukanie fig w okresie przed ich owocowaniem, oraz jego wandalizm – niszczenie przez niego Przyrody. Przeklęte przez niego drzewo uschło. A przecież, skoro jewangelie opisują tyle jego wspaniałych cudów – dlaczego nie zrobił cudu w odwrotną stronę? Mógł przecież nakazać figowcowi, aby natychmiast wydało owoce. Ta historyjka naturalnie jest wyssana z palca (jak prawie wszystko w jewangeliach) ale dobrze obrazuje stosunek jewangelisty do drzew – jeśli są dla niego w danej chwili nieprzydatne, to są niepotrzebne i można je zniszczyć.

Wracając do  uratowanej lipy – jak widać pielgrzymi katodebile polskojęzyczni ich obgryzaniem lipy, przez co o mało nie uschła, nieomal powtórzyli w niecudowny sposób cud ich nadjordańskiego idola z drzewem figowym. Na szczęście lipa w ostatniej chwili została ogrodzona metalowym płotem. Można byłoby problem lipy rozwiązać w inny jeszcze sposób – wystarczyłoby aby obowiązkowym wyposażeniem pielgrzymów idących przez Cielętniki do Częstochowy były… kagańce. Albo jeszcze lepiej – metodą Chrobrego. Który łamiącym posty poddanym (nasi przodkowie nienawidzili nadjordańskiego zabobonu i nie chcieli poddawać się jego bzdurnym przepisom) nakazywał wybijać zęby. Byłoby to prawdziwie „po chrześcijańsku”…
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem.
.
Ręce Boga
Reklamy