Bajkolandia i Era Bankstera

.

bankster

.

99% populacji to owce przeznaczone do strzyżenia w czasie pokoju i na rzeź w czasie wojny. Politycy i biurokraci to owczarki. Właścicielem farmy jest światowa finansjera
.

Spróbuję w sposób możliwie prosty i obrazowy opisać działanie obecnego bandyckiego systemu finansowo-bankowego oraz tzw. „wolny rynek”. Aby opis był zrozumiały konieczne jest wprowadzenie – opis fikcyjnego dobrze prosperującego państewka.

Wstęp – Bajkolandia

Był sobie maleński kraik. Leżał w trudno przystępnym miejscu, nie posiadał  bogactw naturalnych, nie był położony strategicznie i dlatego sąsiedzi nie interesowali się nim zupełnie. Przed paroma generacjami, gdy liczba ludności wynosiła 500 mieszkańców miejscowi utopiści wymyślili nowy system społeczny i gospodarczy. Wcześniejsza wymiana towarów przysparzała często kłopotów. Szewc np. mający do wymiany tylko buty chciał kupić u piekarza chleb, ale piekarz nie potrzebował butów i szewc nie mógł kupić chleba. Aby wyeliminować podobne kłopoty wprowadzono umowną jednostkę do wymiany towarowej zwaną 1 grosz. Zrobiono to tak. Najzdolniejszy matematyk wyliczył wartość grosza tak, że jeden bochenek chleba kosztował 10 groszy. W cenie tej ujęta była praca rolnika, młynarza, piekarza, sklepowej i transportu pomiędzy nimi. Następnie ustalono, że 100 groszy nazywane będzie talarem. Potem matematyk wyliczył cenę każdego z produktów oddzielnie i obliczył, że wszystko co w Bajkolandii produkowane i wytwarzane jest każdego miesiąca ma wartość ok. 250 000 talarów. Następnie wspólnymi siłami wyprodukowano kolorowe pieniądze o wartości od jednego grosza do stu talarów. Suma wszystkich wyprodukowanych pieniędzy wynosiła 250 000 talarów. Gdy były gotowe podzielono je pomiędzy wszystkich mieszkańców mniej więcej równo. Były małe spory o to, czyja praca jest trudniejsza czy bardziej niebezpieczna, ale ostatecznie różnice w wynagrodzeniu za nią były niewielkie. Ustalono bowiem nie tylko ceny produktów, ale i wysokość wypłat za wszystkie możliwe prace. Duża część stanowisk pracy była w Bajkolandii wspólna, państwowa. Ale były też zakłady „prywatne” (szwec, krawiec, piekarz, młynarz, sklepikarz itp.). Nie było pomiędzy firmami państwowymi i prywatnymi różnic prawnych ani finansowych – pracownicy państwowi zarabiali mniej więcej tyle samo co pracownicy zakładów prywatnych. Natomiast niepracujące dzieci, inwalidzi i kalecy ze skarbu państwa otrzymywali co miesiąc dywidendę. Było to nieco mniej niż miesięczna pensja, ale w sumie  wystarczające do znośnego życia. Owe dywidendy wpływały korzystnie na gospodarkę – dzieci np. też są konsumentami, jedzą, zdzierają ubrania. Dzięki nim zapotrzebowanie na produkcję towarów jest zagwarantowane. A to gwarantuje brak bezrobocia. Starcy otrzymywali emeryturę równą średniej krajowej. Oni też są konsumentami i też nakręcają gospodarkę. Średnio wypłaty, dywidendy i emerytury wynosiły 500 talarów na osobę. Największa rozpiętość w zarobkach wynosiła 2:1.

Nierobów nie było w Bajkolandii. Mieszkańcy kraju od niemowlęcia wychowywani byli w duchu pracy dla wspólnego dobra.

Aby gospodarka funkcjonowała dobrze wprowadzono jeszcze kilka różnych przepisów. Podrabianie pieniędzy było surowo zabronione. Karą za to była banicja bez prawa powrotu. Krajowe pieniądze ważne były tylko w Bajkolandii. Nie groziło więc, że ktoś będzie chciał wywozić je za granicę i gromadzić w bankach w rajach podatkowych, gdyż tam nie miały one żadnej wartości. Były niewymienialne na inne waluty.

Urodzeniu każdego dziecka towarzyszyło jednorazowe wyprodukowanie nowych pieniędzy w wysokości 500 talarów i wręczenie ich rodzicom dziecka jako „becikowe”. Chodziło o to, aby mimo wzrostu liczebności mieszkańców nadal było w obiegu na głowę mieszkańca średnio 500 talarów. Z upływem czasu i wzrostu zamożności Bajkolandii „becikowe” wzrastało i zawsze wynosiło średnią miesięczną wypłatę.Utopiści kierujący krajem, chcąc podniosić poziom życia wszytkich mieszkańców realizowali różne inwestycje. Dla ich realizacji emitowali nowe pieniądze w wysokości kosztów inwestycji. Te nowe pieniądze w postaci wypłat i premii dla pracujących przy nowych inwestycjach wpływały do obiegu pieniądza i już w nim na zawsze pozostawały. Po zakończeniu każdej inwestycji średnią pensję, dywidendę i emeryturę w całej Bajkolandii podnoszono tak, że wyemitowana na inwestycję ilość talarów dzielona była równo na głowę każdego mieszkańca. Przykład – mieszkańców było akurat 600, inwestycja kosztowała 3000 talarów, tyleż talarów wyemitowano, puszczono w obieg i po zakończeniu inwestycji pensje, dywidendy i emerytury wszystkim mieszkańcom podniesiono o 5 talarów, co dawało w sumie nowo wyemitowane 3000. Taka polityka fiskalna sprawiała, że wzrastała zamożność wszystkich mieszkańców. To oczywiście nakręcało produkcję, bo mieszkańcy więcej kupowali. I dzięki temu firmy utrzymywały a nawet zwiększały produkcję.
Wzrastała także liczba ludności. Gdy Bajkolandia miała 700 mieszkańców, mieli oni średnio na głowę 700 talarów. Gdy było ich 800 – mieli po 800 talarów. A ceny nadal były takie jak na początku, gdy zarabiali po 500 talarów.
Przez cały okres rozkwitu gospodarczego władze nieustannie dbały o to, aby konsumpcja równoważyła produkcję i usługi i aby w obiegu pieniędzy było tyle ile jest towarów i usług. Utopiści wiedzieli, że jeśli równowaga pomiędzy ilością towarów i pieniędzy zostanie w którąkolwiek stronę zachwiana wywołać to może kłopoty gospodarcze (inflację lub deflację) i niezadowolenie społeczne.

Jeszcze jedna rzecz powoli, ale systematycznie powodowała wzrost zamożności mieszkańców. Jak wiemy, urodzeniu każdego dziecka towarzyszyło wyemitowanie nowych talarów w ilości średniej miesięcznej i wpuszczenie ich w formie becikowego do obiegu pieniądza. Dzięki temu przyrost ludności nie obniżał ilości pieniądza na głowę mieszkańca. Natomiast gdy ktoś umierał,  jego talary (jego miesięczna pensja czy emerytura) pozostawały nadal w obiegu, przez co na każdego mieszkańca przypadało ciut więcej na głowę.

W Bajkolandii obieg pieniądza był stały i niezmienny. Wszyscy pracownicy otrzymywali co miesiąc wynagrodzenie a niepracujący dywidendy lub emerytury. Otrzymywane talary wydawali oni w sklepach, u rzemieślników, w kawiarni, kinie, księgarni, aptece, u terapety itp. Stamtąd pieniądze wędrowały do budżetu państwa, jako zysk z produkcji, jako utarg, czy jako podatek od rzemieślników, firm usługowych i prywatnych producentów. Rzemieślnicy z ich strony ich zyski wydawali u innych rzemieślników lub w państwowych sklepach. Skąd pieniądze lądowały w budżecie jako utarg. Następnie w postaci kolejnej wypłaty następnego miesiąca pieniądze wracały do portfeli mieszkańców. I tak się to wszystko kręciło bez końca jak finansowe perpetum mobile.

Kiedyś też, wraz ze wzrostem zamożności wprowadzono instytucję nazwaną bankiem. Ekstra dla niego wyprodukowano pieniądze o wartości stu tysięcy talarów. Jednak władze nie mogły wydawać ich jak im się podobało (władze zawsze dbały o równowagę pieniądza i towarów). Bank był państwowy i miał kilka funkcji.
.

– Był „skarbonką” państwa. Niekiedy, np. w wypadku klęski żywiołowej potrzebne były natychmiast pieniądze na akcję ratunkową, a zyski i utarg ze sklepów i państwowych firm jeszcze nie wpłynęły do skarbu państwa. W takich sytuacjach akcę ratunkową finasowano ze skarbonki państwa czyli z banku. Po akcji ratunkowej władze z normalnych wpływów do skarbu państwa zwracały do skarbonki pobrane wcześniej pieniądze. Nie okradało to obiegu pieniądza, gdyż nadal krążyły w nim pieniądze z akcji ratunkowej. Ich suma przed akcją i po jej spłaceniu  nie zmieniała się. W ciągu kilku generacji koszta wszystkich akcji ratunkowych wielokrotnie przekroczyły stan skarbonki, ale nigdy nie nadwyrężyły budżetu państwa. A to dlatego, że te same pieniądze wykorzystywano wielokrotnie.

– Bank prowadził za umiarkowaną opłatą konta mieszkańców. Większość z nich korzystała z tych usług. Było wygodnie nie myśleć o konieczności terminowego uregulowania opłaty za czynsz, prąd, wodę, gaz, telefon itp. Bank robił to za klienta i na tym zarabiał na własny personel.

– Bank udzielał mieszkańcom pożyczek, jeśli ktoś np. zamierzał wybudować sobie dom. Odsetki od pożyczek były nieznane. Bank nie bał się, że pożyczki nie otrzyma spowrotem. W Bajkolandii kryzysy finansowe, gospodarcze i bankructwa były kompletnie nieznane. W wypadkach losowych, gdy pożyczkobiorca zmarł lub uległ inwalidztwu, budowę domu i pożyczkę (oraz jej spłacanie) przejmowała rodzina, krwewni lub znajomi. W ostateczności niespłaconą część pożyczki zwracało bankowi państwo. Ale wybudowany dom pozostawał własnością rodziny zmarłego. Ostatecznie podnosił on zamożność całego kraju, a jego budowa napędzała produkcję materiałów budowlanych i różnych towarzyszących budowie usług.

Era Bankstera
.

I tak Bajkolandia rosła w zamożność i przybywało jej ludności. Aż doszła do liczby tysiąca mieszkańców mających średnio na głowę tysiąc talarów (przy cenach z czasów gdy zarabiali 500 talarów). Wtedy zainteresował się nią obcy banksterer. Nazywano go Czerwoną Tarczą. Był chciwy i postanowił zawładnąć majątkiem mieszkańców Bajkolandii i całym tym krajem. Najpierw spenetrowali ją przebrani za turystów jego emisariusze. Po otrzymaniu raportów opracował on plan ograbienia i finansowego podboju Bajkolandii.

Emisariusze przebrani za turystów zaczęli przywozić do Bajkolandii gazety. Mieszkańcy z zaciekawieniem czytali je. Jeszcze chętniej oglądali przeróżne kolorowe fotografie z najodleglejszych zakątków świata. Gdy emisariusze stwierdzili, że gazety podobają się mieszkańcom bankier Czerwona Tarcza za pośrednictwem podstawionych ludzi otworzył gazetę w Bajkolandii. Zacząła ona wychwalać zachodnią demokraturę parlamentarną, kapitalizm, wolny rynek, giełdy i zachodni system bankowy. Co jakiś czas gazeta publikowała zdjęcia rezydencji/pałaców multimiliarderów, ich jachty, samoloty, luksusowe samochody. I pisała, że każdy mieszkaniec Bajkolandii też może to osiągnąć. Konieczna jest jedna „demokratyzacja” kraju i otwarcie się na zachodni system bankowy. Propagowała w związku z tym gazeta system partyjny i wybory do parlamentu. Do teraz władze Bajkolandii stanowiła starszyzna, do której wchodziły osoby cieszące się największym zaufaniem mieszkańców. Pod wpływem propagandy gazety postanowiono utworzyć parie polityczne i urządzić wybory. Bankier Czerwona Tarcza zadbał o to, aby gazata popierała i wychwalała tych kandydatów, których wytypowali jego emisariusze. Wybrali oni kilku chciwców, którym zamarzyły się pałace, jachty i raje podatkowe na egzotycznych wyspach. Na tajnym spotkaniu tajnej Grupy Bankiera jego emisariusze i kilku chciwych tubylców uzgodniło powołanie dwóch konkurencyjnych partii, które będą spierały się o sprawy drugorzędne, natomiast po cichutku posłusznie wypełniać będą polecenia płynące z gabinetu Czerwonej Tarczy.

I tak wybrano parlament i powstał pierwszy demokraturalny rząd. Na początek stworzył on z polecenia Czerwonej Tarczy nowe prawo bankowe. Lokalne talary stały się wymienialne na inne waluty i można było wywozić je za granicę. Bank mimo nazwy narodowy stał się spółką akcyjną a prawie wszystkie akcje wykupili ludzie Czerwonej Tarczy i naturalnie on sam. Państwo utraciło prawo emitowania nowych pieniędzy. Od teraz prawo emisji talarów posiadał wyłącznie bank. Państwo chcąc je dostać np. na becikowe, nowe inwestycje czy na akcje ratunkowe podczas kataklizmów, musiało pożyczać talary w banku. Pożyczki te były oprocentowane. Aby wywołać wrażenie, że nowy system jest wspaniały demokraturalny rząd pożyczył w banku od razu milion talarów, które bank ot tak sam sobie wydrukował. Umowa mówiła, że spłatę rat zacznie państwo po dwóch miesiącach od otrzymania kredytu i spłacać będzie po 100 tysięcy miesięcznie. Tak więc po roku będzie już wolne od długu. Kredyt był oprocentowany na 5 %. Umowa ponadto zawierała klauzulę, że od zaległego oprocentowania narastać będą także nowe procenty do spłacenia.

Początek eksperymentu był wspaniały. Jak pamiętamy Bajkolandia miała w obiegu przed pożyczką z banku Czerwonej Tarczy milion talarów. Po otrzymaniu miliona talarów pożyczki/kredytu w obiegu znalazło się nagle w sumie dwa miliony talarów. Wszyscy się cieszyli, z kopyta ruszyły różne inwestycje. Wszystkim się wydawało, że są na drodze do potęgi i bogactwa o jakich pisały gazety Czerwonej Tarczy. Gdy od trzeciego miesiąca rząd zaczął spłacać raty pożyczki, inwestycje z miesiąca na miesiąc wraz z topnieniem ilości pieniądza w obiegu zwalniały. Po roku, gdy rząd spłacił całą pożyczkę inwestycje „kredytowe” ustały. Ale wtedy okazało się coś nieoczekiwanego. Wraz z ostanią ratą rząd spłacił także należne odsetki – 50 tysięcy talarów. Ale że bank Czerwonej Tarczy nie wyemitował pieniędzy na nie rząd musiał sięgnąć do własnych pieniędzy Bajkolandii – tych sprzed pożyczki –  które nadal krążyły w obiegu Bajkolandii.

I tutaj uwaga – przed pożyczką Bajkolandia miała w obiegu własne milion talarów. Po otrzymaniu kredytu miała w obiegu dwa miliony talarów. Milion pożyczony zwrócono, ale 50 tys. odsetek musiano oddać z własnych wcześniejszych pieniędzy Bajkolandii. Zostało więc w obiegu 950 tys. talarów. Oznaczało to, że rząd nie mógł od tego momentu jak wcześniej wypłacać na początku nowego miesiąca wszystkim średnio tysiąc talarów na głowę, bo tyle pieniędzy nie było już w całej Bajkolandii. Pierwszy raz w historii tego kraju zabrakło władzom pieniędzy na pełne wypłaty, dywidendy i emerytury. Gorączkowo władze pobrały kolejny kredyt – milion talarów, wypłaciły zaległe pensje i ruszyły z kontynuowaniem przerwanych inwestycji.

Historia powtórzyła się. Pierwsze dwa miesiące były pełne nadziei, inwestycje ponownie szły pełną parą. Wraz ze spłatą kolejnych rat kolejne inwestycje wstrzymywano z powodu zmiejszającej się ilości pieniędzy. Po roku spłacono kredyt i wstrzymano wszystkie inwestycje. Ale musiano spłacić bankowi również odsetki od drugiego kredytu. Czyli kolejne 50 tys. talarów. Sytuacja wyglądała w tym momencie tak – gdy spałcono cały drugi dług bez odsetek w obiegu pozostało już tylko 950 tys. talarów. Teraz musiano z nich oddać bankowi kolejne 50 tys. Czyli po dwóch latach i dwóch spłaconych kredytach ilość pieniędzy w obiegu skurczyła się z pierwotnego miliona do 900 tys. Teraz na głowę przypadało już nie tysiąc talarów a 900.

Po trzeciej pożyczce, gdy po spłaceniu jej wraz z odsetkami Bajkolandii pozostało w obiegu 850 tysięcy talarów (150 tys. mniej niż przed erą banksteraera) bank nagle odmówił kolejnego kredytu. Zaczęły się strajki i manifestacje, a mieszkańcy domagali się wypłat, dywident i emerytur. Wszyscy byli oburzeni Nowym Porządkiem Świadczeń. Rząd próbował wyłgać się złą koniunkturą, światowym kryzysem itd. ale ostatecznie upadł i do władzy doszła dotychczasowa opozycja. Nowe władze (takoż chciwe i w zmowie z Czerwoną Tarczą) pertraktowały gwałtownie z emisariuszami bankiera błagając o kolejny kredyt. Czerwona Tarcza zgodził się nań, ale postawił kilka warunków.

Przede wszystkim uchwalono nowe prawo o własności prywatnej. Miała być ona od teraz najważniejszą, fundamentalną, nienaruszalną i niepodważalną, świętą i chronioną wszystkimi dostępnymi siłami zasadą. Miała być czymś absolutnie fundamentalnym. Tym czym jest Dekalog w żydowskim Starym Testamencie. Ponadto wprowadzono banki komercyjne dla mieszkańców i przedsiębiorstw. Oficjalnym powodem miało być ułatwienie mieszkańcom i przedsiębiorcom Bajkolandii pobierania pożyczek na własne potrzeby. Prawo bankowe przyznało bankom komercyjnym kreację pieniądza w postaci długu. Banki niby udzielały kredytu ale wglądało to tak – przychodzisz do banku i chcesz kredyt powiedzmy 10 tysięcy talarów. Najpierw musisz przedstawić jakieś zabezpieczenie (polisę ubezpieczeniową, dom, sklep itp.) Jeśli bank uzna zabezpieczenie za wystarczające zapisuje ci na koncie 10 tys. Ale z własnego konta nie odpisuje owych niby „pożyczonych” ci pieniędzy. Bank ma nadal na własnym koncie tyle samo, co przed przyznaniem ci  „kredytu”. A więc nie pożyczył ci pieniędzy, nie udzielił „kredytu” a jedynie zapisując ci na koncie 10 tysięcy stworzył, wykreował z niczego nowy pieniądz. Który ty z odsetkami realnie musisz bankowi spłacić. I jeśli to zrobisz, w obiegu pozostanie znów mniej pieniędzy właśnie o sumę owego „kredytu” plus odsetek od niego, gdyż pieniędzy w wysokości tego „kredytu”, ani odsetek od niego nie wydrukowano i nie puszczono w obieg. Banki komercyjne niby udzielając „kredytów” produkują wyłącznie długi do spłacenia i wydatnie przyczyniają się do drenażu ilości pieniądza pozostającego w obiegu, gdyż nie emitują pieniądza realnego, natomiast realne pieniądze ściągają z obiegu w ramach spłaty przez klienta „kredytu” i odsetek.

Kolejną innowacją było wymuszenie na rządzie prywatyzacji wybranych zakładów. Emisariusze Czerwonej Tarczy argumentowali tak – dostaniecie jednorazowo zapłatę za prywatyzowaną firmę, a później jeszcze będziecie otrzymywać co miesiąc wpływy z tytułu podatków. A jako że prywatne firmy funkcjonują zazwyczaj bardziej ekonomicznie i wydajniej niż państwowe, wyjdziecie na tym interesie na czysto. Wymuszono też zgodę na wpuszczenie na rynek Bajkolandii „inwestorów” i koncerny zza granicy. Rząd zgodził się na wszystkie stawiane warunki. Powstały więc banki komercyjne a wytypowane firmy zostały sprywatyzowane. Obce koncerny zaczęły budować własne fabryki i supermarkety. Wtedy dopiero rząd otrzymał kolejny kredyt, z którego od razu wypłacono zaległe pensje. Dywidenty w międzyczasie zlikwidowano a emerytury drastycznie zmiejszono.
Niestyty mimo obietnic poprawy sytuacji w Bajkolandii nadal działy się złe rzeczy. A nawet stawało się coraz gorzej. Spłacanie prywatnych „kredytów” w bankach komercyjnych przyśpieszało drenaż rynku z pieniędzy. Prywatyzacja okazała się szkodliwą. Owszem, prywatne firmy przynosiły większe zyski, głównie dzięki redukcji załóg i obarczeniu reszty pracowników większymi normami. Ale większość zysków lądowała, zamiast jak wcześniej w budżecie państwa, w kieszeniach właścicieli – ludzi Czerwonej Tarczy – i wyciekała z kraju lądując na prywatnych ich kontach w rajach podatkowych. Pojawiło się za to nieznane wcześniej zjawisko bezrobocia – ludzie zwalniani z prywatyzowanych zakładów nie mieli gdzie się zaczepić. Dokąd rząd dysponował jeszcze większą sumą nowego kredytu starał się znajdować im zajęcie. Gdy kredyt się kończył znów brakowało pieniędzy i na pensje i na emerytury, a tym bardziej na miejsca pracy dla bezrobotnych, a nawet na wprowadzone zasiłki dla nich. Także obce fabryki pogorszyły sytuację. Supermarket doprowadził do bankructwa wszystkich okolicznych sklepikarzy. A zmechanizowana fabryka obuwia wywołała plajtę wszystkich szewców. Powiększyli oni grono bezrobotnych. Gdy rząd zapragnął u Czerwonej Tarczy nowego kredytu, jeszcze przed spłatą do końca starego, ten zażądał prywatyzacji kolejnych zakładów. Rząd nie oponował. Bał się buntów i sprywatyzował kolejne zakłady. Gazety (w międzyczasie bankier założył ich więcej, aby bardziej mieszały w głowach i sprawiały wrażenie pluralizmu i wolności słowa) w ogromnej większości nowe posunięcia rządu zachwalały jako słuszne, zgodne z postępem, demokracją, wolnością, wolnym rynkiem itp.
Do buntów jednak doszło. Do władzy doszedł pierwszy demokraturalny rząd obalony poprzednim buntem. Najpierw przekonywał, że konieczne są reformy społeczne i gospodarcze dopasowane do nowej sytuacji. Reformy okazały się cięciami w budżecie i programem „oszczędzania”. Ale oszczędzania tylko na biednych. Bogatych te programy nie dotyczyły. Oni żyli jak pączki w maśle. Obcięto więc emerytury i podniesiono wiek emerytalny, mimo szalejącego bezrobocia. Dywidendy dla dzieci wycofano już wcześniej zostawiając im jedynie szczątkowe „rodzinne” będące mniej niż jałmużną. Obcięto zasiłki dla bezrobotnych. Zmuszano ich do pracy za grosze. Odmowa skutkowała całkowitym odebraniem prawa do zasiłku.

Kilka lat później wszystkie firmy i zakłady w Bajkolandii były już sprywatyzowane. Ludność zubożała. Nękano ją narastającymi podatkami przez co zmuszona była sprzedawać własne domy czy mieszkania własnościowe. Także budżet państwa coraz częściej był na granicy załamania. Aby łatać dziury w nim zaczęto wysprzedawać szpitale, szkoły, wodociągi, a jeszcze później drogi, autostrady, kolej, ziemię, lasy, jeziora. Mieszkańców Bajkolandii ostatecznie wywłaszczono ze wszystkiego. Stali się tanią niewolniczą siłą roboczą w ich niegdyś własnym bogatym kraju. A wszystko zaczęło się od wprowadzenia przez bankiera Czerwoną Tarczę prywatnego banku i monopolu na emisję pieniądza pożyczanego z odsetkami rządowi.

“Pozwólcie mi emitować i kontrolować pieniądze kraju, a ja nie dbam o to, kto tworzy jego prawa.”
Mayer Amschel Rothschild – żydowski bankster.

I tutaj kończy się bajka o Bajkolandii

W realnym świecie ograbienie jakiegokolwiek kraju przez banksterską sitwę trwa naturalnie różnie. W krajach liczących więcej mieszkańców i bogatszych trwa znacznie dłużej niż w krajach mniejszych i mniej zasobnych. Dlatego najpierw w jewrounii bankrutowały małe kraje (Irlandia, Portugalia, Grecja) Bankructwo Hiszpanii czy Włoch ma źródło w tym, że były one mniej zamożne niż np. Niemcy czy Francja. Ale i te ostanie są niewypłacalnymi bankrutami. W Niemczech jeszcze 30 lat temu było całkiem inaczej. Istniał duży sektor gospodarki państwowej (energetyka, poczta, telekomunikacja, kolej itp). Bezrobocie było niewielkie i państwo było w stanie z wpływów z podatków oraz zysków dochodowych państwowych firm utrzymać wysoki poziom świadczeń socjalnych. Wtedy, 30 lat temu bezrobotny w Niemczech żył lepiej i bezpieczniej socjalnie niż dzisiaj miliony harujących w pośredniakach. Sprawiła to prywatyzacja. Wprawdzie sprywatyzowane firmy przynoszą zazwyczaj wyższe zyski, ale te lądują nie w budżecie publicznym a w kieszeniach właścicieli i menadżerów. Wpływy z podatków nie rosną, a często maleją, gdyż prywatyzowane firmy zwalniają pracowników setkami a nawet tysiącami. I ci nie płacą już podatków od zarobku. Za to państwo musi ich utrzymać. A to kosztuje. I mamy sytuację, kiedy wpływy do budżetu maleją, wydatki rosną i pozostaje tylko zadłużanie się i podnoszenie podatków. Co dodatkowo zmiejsza zamożność społeczeństwa, które powoli kupuje coraz mniej. W systemie finansowym i bankowym narzuconym przez banksterów każde, nawet najbogatsze państwo zostanie kiedyś doszczętnie ogołocone i wykupione przez światową lichwę na prywatną własność. Z lasami i ziemią włącznie.

Brednie agitatorów „wolnego rynku” są zwykłym oszustwem. Po pierwsze – rynek nie może być wolny, skoro istnieje na nim uprzywilejowana kasta mająca monopol na bezkarną produkcję pieniędzy z powietrza i puszczanie ich w obieg w postaci długu. Poza tym istnieje złodziejska giełda tzw. „papierów wartościowych” i różnych innych „akcji” manipulująca wartością wszystkiego, z walutami i złotem włącznie. No i istnieją mega koncerny mogące wykończyć niechcianą konkurencję. W tej sytuacjji postulowany „wolny rynek” przypominałby wielkie morskie akwarium z rekinami, do którego  wpuszczono szprotki po to, aby konkurowały z rekinami o żer. Wiadome jest z góry jak to się skończy – wszystkie szprotki zostaną pożarte. A w akwarium – na „wolnym rynku” pozostaną tylko rekiny. Jest to tylko kwestią czasu.
.

Tak oto wygląda banksterski system bankowy, finansowy i kapitalizm. Oraz „wolny rynek”. I po to własność prywatną uczyniono niepodważalną świętością. Aby Czerwona Tarcza i jego pobratymcy banksterzy najpierw wszystkie zniewolone ich systemem bankowym państwa niewypłacalnie zadłużyli, a następnie za długi wykupili wszystko – łącznie z ziemią – na prywatną własność.

O depopulacji nie będę wspominał. Ale i ona nas nie minie. Jeśli nie wyjdziemy na ulice…

W tym miejscu zamieszczam skan dwóch artykułów z lokalnej niemieckiej gazety. One najlepiej potwierdzają opowiadanie o Bajkolandii. Choć w nich mowa jest o „bogatych” Niemczech.

.
Era bankstera
.

Nie będę tłumaczył tekstów w całości. Pierwszy artykuł mówi o tym, że mimo kwitnącej gospodarki w Niemczech pogłębia się przepaść między biedą a bogactwem oraz rośnie „margines” biedy. W latach 1993 -2013 liczba zatrudnionych w Niemczech wzrosła o 4 miliony. W tym samym czasie liczba gospodarstw domowych o niskich dochodach wzrosła z 30 do 35 %. Maleje też „warstwa średnia” (Mittelschicht). 20 lat temu 56% gospodarstw domowych miało średnie (średnia krajowa) dochody; obecnie tylko 48 % (mniej niż połowa). Drugi artykuł jest jeszcze krótszy. Co w nim jest naistotniejsze – 1 % najbogatszych mieszkańców BRD jest właścicielami 1/3 całego majątku Niemiec. Natomiast 50 % najbiedniejszej ludności posiada 2,5 % tegoż majątku.

Ciekawe, kiedy banksterzy wywłaszczą Niemców ze wszystkiego? Dlatego nie powinny dziwić nikogo kolejne bankructwa kolejnych jewrobaraków. Nawet „bogate” Niemcy są de facto bankrutem. Oficjalnie mają 2 biliony długu. W rzeczywistości co najmniej 6 bilionów.

http://www.welt.de/wirtschaft/article6870484/Forscher-setzt-deutsche-Schulden-dreimal-hoeher-an.html

http://www.wiwo.de/politik/deutschland/stiftung-marktwirtschaft-deutsche-schulden-sind-3-7-billionen-euro-hoeher/8552918.html

Być może nawet prawie 8 bilionów €.

Są niewypłacalnym bankrutem. Dzięki bandyckiemu systemowi bankowemu , kapitalizmowi i prywatyzacji.

Na koniec polecam jeszcze bajkę pt. „Wyspa rozbitków”:
http://www.michaeljournal.org/wyspa.htm
.

Oraz z małymi zastrzeżeniam dwa filmy – właśnie o grabieżczym systemie bankowym.

Moje uwagi odnośnie powyższego filmu:
Najpierw pochwały.

Jestem niezmiernie POZYTYWNIE zaskoczony tym, co mówi Janusz Lewicki. Porusza rzeczowo, logicznie i przystępnie niezwykle ważny temat dotyczący bandyckiego systemu bankowego i jego alternatywy. Choć katolik, w tych sprawach jest osobą wiedzącą i myślącą. Cieszy to, że nie ma ciągotek do ewangelizowania. Choć mówił coś o „Apokalipsie” (mylnie bierze ją za „objawienie” a to jest po prostu scenariusz na przyszłość) i o katolickiej nauce społecznej. Wspomniał też o kilku klechach. Ale nie narzucał tematyki religijnej.

Ten film godny jest propagowania.

Krytyka.

Niestety niepotrzebnie, choć na szczęście nie za dużo poruszano tematykę wiary. A ta w polityce i życiu społecznym nie ma co szukać. Wiara jest sprawą osobistą i prywatną.

Zwróciłem uwagę na to, że J. Lewicki przyznał, że „społeczna nauka kk” jest nauką młodą. Jest to tylko pół prawdy. Należałoby stwierdzić też, że wcześniej przez XVIII wieków kk był aspołeczny i antyspołeczny. Był pasożytem uciskakjącym i wyzyskującym pozbawione praw rzesze chłopskie. Co takiego wydarzyło się, że kk nagle z aspołecznego ciemiężyciela i pasożyta stał się „obrońcą uciśnionych”?

Były trzy powody tej zmiany:

– narastające ruchy lewicowe (robotnicze, związkowe, socjalistyczne i komunistyczne) występujące w obronie robotników sprawiały, że biedota robotnicza coraz rzadziej chodziła do kościoła a częściej na masówki i demonstracje. Aby nie tracić owieczek kk zmienił front.

– Likwidacja państwa kościelnego w roku 1870.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%84stwo_Ko%C5%9Bcielne
Wystarczyło hersztom Watykanu odebrać państwo i miliony poddanych i w ciągu 21 lat pasożyt przepoczważył się w obrońcę uciśnionych. Ponieważ po likwidacji państwa kościelnego wpływy do kasy ogromnie zmalały kk zdany był znacznie bardziej na „co łaska”. I dlatego musiał ująć się za biednymi owieczkami ograbianymi przez kapitalistów. Aby mieli z czego dawać na tacę.

– KK sprytnie postawił się w roli mediatora pomiędzy robotnikami a kapitałem i państwem. Stracił władzę polityczną, ale nadal chciał istnieć jako silna instytucja społeczna mająca wpływy na życie społeczne i na ludzi.
„Głównym wątkiem encykliki było przekonanie, że ani Kościół, ani państwo nie są w stanie samodzielnie rozwiązać trudności społecznych. Obydwa organizmy muszą ze sobą współpracować dla wspólnego dobra.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Rerum_novarum

Nawet Zagórski tym razem nie wypadł najgorzej. Choć jest to ewidentny dezinformator.

Mimo powyższej krytyki uważam, że ten film zasługuje na propagowanie go.

A teraz drugi film:

Uwagi do niego są w komentarzu pod nim.
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem.
.
Ręce Boga
Advertisements