Sienkiewicz i Matejko uwieczniają Dzikich – Tomasz Zieliński

Indianka i konie.
Nasi wielcy rodacy też mają wiele wspólnego z Dzikimi Ludźmi. Kto by się tego spodziewał? Zamieszczę kilka luźnych spostrzeżeń na ten temat. Sienkiewicza będę cytował z książki: „Listy z podróży do Ameryki”, był tam około 1877 roku wg kalendarza białego człowieka. Ja mam wydanie z 1986r. Połowa książki zawiera bardzo trafne spostrzeżenia nt. czerwonego kontynentu.

Cywilizacja

Na początek podam, jako tło artykułu, opis cywilizowanych ludzi, zobaczymy na ile się oni zmienili przez te lata: [str.91]  „Z tym wszystkim, z tego, com się dowiedział lub na com własnymi patrzył oczyma, mogę śmiało stwierdzić, że Amerykanie rodowici nie są w ogóle wzorowymi gospodarzami. […] Dlatego jeśli Amerykanin kupuje ziemię, kupuje ją najczęściej nie dla tego, żeby na niej osiąść i zostawić ją dzieciom i wnukom swoim ale zwykle na spekulację. Spekulant nabywa kawał lasu lub dziewiczego stepu, co go bardzo mało, a czasem nic nie kosztuje, ogradza go płotem, buduje dom, pogrzebie trochę ziemię i jako gotową już niby farmę sprzedaje częstokroć z wielkim zyskiem emigrantom lub też miejscowym kapitalistom.

[str. 340] „W miastach kwitnie business (interes) – oparty najczęściej na szalonym kredycie i szachrajstwie. Ludność (zwątlona rozpustą) dość zepsuta, arcymieszana. Ludzi wykształconych w naszym sensie, literatury, sztuk pięknych, jednym słowem życia ateńskiego nie ma wcale albo bardzo mało. Nikt tu nie rozumie np.: różnicy pomiędzy malarzem artystą a pokojowym; gazety są tylko biurami informacyjnymi na wielką skalę. Zamiast religii kwitnie sekciarstwo oparte zresztą na arcyziemskich interesach.

W listach Henryka zabrakło mi pewnej myśli, łączącej te obserwacje. To zacytuję Indianina: usa to korporacja sztucznie stworzona przez zarządców z Anglii, społeczeństwo bez korzeni, bez zasad, które zrobi wszystko dla dolara. Nie jest to państwo, tylko agenda kolonialna dla białych przybyszów. Dzięki temu „Elyty” mogły od początku zaprojektować idealny dla siebie system i przy pomocy propagandy naściągać bardzo wielu ludzi, maszyn i gotowe rozwiązania do „Nowej Ziemi”. Surowce, lasy i zwierzęta były na miejscu w olbrzymich ilościach. Bo Dzicy bardzo dbają o Dziką Przyrodę. Wszystko po to aby owe Elity były jeszcze bogatsze.

[str.279-280] „… pragnie się nieraz powiedzieć „goddam” na ową cywilizację, co dla słabych i ciemnych jest takim przewodnikiem, nauczycielem, jakim byłby wilk dla owiec.” Później Henryk Sienkiewicz opisuje zachowanie ”narodu judaszowego” (swojskiego, z nad Wisły) ich oszustwa i kredyty. Jednak o dziwo nie potępia takich działań.

A oto opis stepu pokrytego słupami telegraficznego, „Terytorium Indiańskiego” krainy wówczas wciąż wolnych ludzi: [str. 107] „Do słupów telegraficznych przybijają tu u góry poprzeczne ramię dla dzwonków, co, jak wspomniałem, słupom nadaje kształt krzyżów. […] Gdzie taki krzyż się pojawi, tam giną ludy, lasy, bizony, ginie dziewiczość ziemi, […] Na grobach Indian uczony profesor wykłada prawo narodów; na legowisku lisa zakłada kancelarię adwokat; […] owa ludzka gonitwa za wszystkim, co wydaje się szczęściem, gonitwa tak skuteczna, jak psa za własnym ogonem.

.

Plemiona Indian przed białasami.

Rezerwaty Indian w USraelu

U.S. Federal and State Indian Reservations

 

Czerwoni Ludzie

Wkrótce dane Mu było spotkać pierwszy raz w życiu Rdzennych Mieszkańców tej ziemi, wybiegł prosto z pociągu im na spotkanie, wcale Mu się nie dziwię:

[str.108] „Sześciu wojowników, niemłodych już, siedziało w kucki koło ogniska ułożonego z suchych wrzosów. […] Siedzieli spokojnie, nieruchomie i milcząco, zupełnie jakby brązowe posągi. Tłumy otaczające ich były w ogóle usposobione nader nieprzyjaźnie; […] Ale właśnie od tej niesforności białych dziwnie odbijał się spokój czerwonych wojowników. Nie patrzyli na nikogo, nie dziwili się niczemu; twarze ich były spokojne, jakby pogrążone w zamyśleniu, wyraz zaś oczu do najwyższego stopnia obojętny, powiem nawet : apatyczny.

Jako naoczny świadek zanotował pewne spostrzeżenia, które poniżej przytoczę, warto (albo szkoda życia) zobaczyć jak powstawał „tygiel narodów”, ojczyzna wolności, jakie są podstawy białej cywilizacji, a dla nas, jak tragicznie mogło wyglądać cywilizowanie Słowian 1000 lat temu:

[str. 110] „Trudno zrozumieć do jakich granic dochodzi nienawiść i pogarda kresowych Amerykanów względem Indian. […] ależ też prawda także, że pograniczni biali zupełnie nie uważają Indian za ludzi, wytępienie zaś ich poczytują za zasługę wobec ludzkości. […] na kresach wre ustawiczna wojna bezlitosna i najokrutniejsza, o jakiej można pomyśleć. […] Z tym wszystkim, gdyby mnie kto spytał, po czyjej stronie leży słuszność, to sądząc według zasady prostej, opartej nie na sofistyce, ale na sercu i sumieniu sprawiedliwości, odpowiedziałbym, że słuszność leży po stronie Indian.

.

Indianie.

Indiańscy wojownicy.

USrael oczami Indianina.

To co tylko oficjalnie najeźdźcy i zdobywcy chcieli wymusić na rdzennej ludności to min. [str.112] Zmiana sposobu życia, stałe osiedlenie i zajęcie się rolą. Nijak nie znalazło to odzwierciedlenia w rzeczywistości, zamiarem kolonizatorów było unicestwienie czerwonych ludzi. Rząd, władze a nawet kolej rozdawały indiańską ziemię za darmo ale tylko i wyłącznie kolonistom. Henryk opisał jakim nieszczęściem było dla Rdzennej Ludności odkrycie bogactw naturalnych na ich terenie. 140 lat temu dla zawładnięcia skarbami ziemi Stany Złajdaczone (zwane Unią) wywoływały wojny. Co do dzisiejszego dnia się zmieniło?

[str.121]  „… w Indian Territory, która to ziemia, oddana czerwonym, zaludnia się teraz mimo zakazów rządowych coraz obficiej białymi osadnikami.

No proszę nierząd kolonialnego państwa istniejącego jedynie wiek „oddał” Rdzennym Mieszkańcom ziemię, na której mieszkali od tysięcy lat. Szczyt obłudy. Na który może być stać jedynie męty polityczne. Tak Im „oddali” czerwoną ziemię, że w krótkim okresie Indianie stracili ponad 90% własnych obszarów. Część Indian naprawdę umiała uprawiać ziemię i chciała sprzedawać płody rolne białym w zamian za towary przemysłowe i pieniądze. Niestety, w rezerwatach, nie wolno im było pracować, nikt od nich niczego nie kupił (ani drewna ani ich własnych wyrobów). Czerwonym biali pracodawcy płacili przeważnie alkoholem. Indianie mogli się tylko modlić aby zostać dobrymi chrześcijanami. Jeśli ktoś się bardzo starał i klecha to zauważył to Czerwony Człowiek mógł dostać motykę i proste narzędzia. Wybitni chrześcijanie mogli liczyć na konia i wóz. Ze względu na to, że zostali zepchnięci na najlichsze ugory i pół pustynie, ich uprawy były bardzo mizerne. Czerwoni ludzie zrobili plakat: Nie ufaj rządowi zapytaj Indianina (chodziło o złamane traktaty). Możemy zapytać swój nie-rząd czy zamierza dotrzymać jakiejś umowy z własnym narodem. Podejrzewam, że nie otrzymamy odpowiedzi bo jest ona powszechnie znana.

Połowa książki Sienkiewicza jest bardzo dobra, przybył On do jezUSA nie znając angielskiego, dokonał wielu trafnych, bystrych, obserwacji, niestety od połowy dzieła zaczynają się dziać jakieś straszne rzeczy. Nagle rozumie angielski, a jeszcze kilka stron wcześniej przyznaje się, że nie wie jak napisać „płaszczka” w tym języku. Zmienia ton, już biali są w porządku, chociaż opisuje wciąż te same Stany Złajdaczone. Zachwyca się jak jedni oszukują i wyzyskują innych, przeważnie kolorowych.  Może pisze z pod lufą fuzji a jakiś nadzorca wydawnictwa pilnuje aby mu głupstwa nie strzelały do głowy. Pewnie wydawca „poprosił” jedynie o ocieplenie wizerunku kolonistów. Tak czy inaczej druga połowa zalatuje z daleka propagandą. Nie przedstawia za wielkiej wartości. Wyraźnie zapomniał albo musiał zapomnieć po której stronie leży słuszność, o której tak dzielnie wspominał. Czasem wypadałoby powiedzieć autorowi bez ogródek, prosto w oczy: „blada twarz kłamie”!

Krzyk wolności:

Henryk Sienkiewicz zacytował wypowiedź Siedzącego Byka (napiszę fonetycznie w języku lakhota :  Thatanka Ajotanka) udzielony jednej z gazet: [str.318] „… poprzysięgam wieczystą zemstę Amerykanom, których języki są dwoiste, którzy łamią traktaty, odbierają dziś co wczoraj przyrzekli, i tępią jak zwierzęta moich braci. Będę za nimi chodził do ostatka dni mych po ścieżkach wojennych, będę brał skalpy z nich, z ich skwaw i dzieci, a ogniem niszczył ich wigwamy.

Nasz drogi rodak nie zauważył, bo nikt do tego się nie chciał przyznać, lecz niewiele lat wcześniej to właśnie rząd usa poprosił o zawieszenie broni plemiona Lakhotów. Po raz pierwszy w historii wojska jankesów zostały pokonane i to, wstyd powiedzieć, przez Dzikich Ludzi. Było to zderzenie Kultury z cywilizacją. Trwająca w XIXw. Wojna Czerwonego Obłoka odbywała się w większości przy użyciu łuków. Była to dobra broń do strzelania przez wzgórza. Indianie różnili się od najeźdźców: rasą , ubraniem, taktyką sposobem życia, wartościami i wieloma innymi cechami. Pierwszy krok został zrobiony. Dopisałem parę słów, których zabrakło w tej książce. Dzicy porównują cywilizację do rozpędzonego powozu gnającego prosto na skraj urwiska, woźnica zamiast zebrać cugle popędza jeszcze konie, wywijając batem i krzycząc: „prędzej, szybciej”. Może korpo-cywilizacja musi jeszcze więcej wycisnąć ze wszystkich składników. Zasoby się kończą, cierpliwość ludzka też. Przyroda odpowie na to po swojemu. Dzicy mają bardzo szeroki spojrzenie – poza horyzont. Biali tylko do czubka swojego nosa. Zobaczymy kogo racja będzie na wierzchu, za jakiś czas.

 

Przyjaźń

[str.257] „Wieczorem tego samego dnia przybyło do osady Plesenta trzech Indian z dzikiego jeszcze pokolenia Cachuilla, zamieszkałego z drugiej strony Santa Ana. Twarze ich koloru ciemnoczerwonego, były podobne do cygańskich. Na głowach nie mieli piór ani warkoczy, ale włosy ich spadały w grubych splotach po obu stronach głowy. Ubrani byli w mokasyny ze skór i pewien rodzaj koszul nie osłaniających piersi. […] U-wa-ka pokazał jak się strzela z łuku i oddaliwszy się na chwilę ze mną między dęby, przeszył strzałami kilka dzięciołów i błękitniaków. Próbowałem potem i ja, ale lubo pokazało się, że potrafię naciągnąć łuk daleko silniej od wygłodzonego Indianina, jednak strzały, które wypuszczałem, przechodziła o kilka  łokci od celu, gdy tymczasem on nie chybiał prawie nigdy.

Henryk Sienkiewicz użył polskiego „ch” w nazwie plemienia, będąc tu na ziemi kalifornijskiej, chciał koniecznie pomieszkać z Dzikimi jeszcze Indianami i taką odpowiedź uzyskał od nich, czy się zgodzą:

„Przyjmą i cieszyć się będą. Biały brat będzie polował razem z czerwonymi w wąwozach, przyjedzie, kiedy zechce, odjedzie, kiedy zechce, będzie zasiadał u ogniska czerwonych, palił z nimi i nikt z pokolenia Cachuilla nie podniesie na niego ręki.

Panteizm

.

dzika przyroda.

preria
.
Nie obce mu było zainteresowanie Światem Duchowym:

[str.115] „Cisza ta jednak i pustosz ma swój głęboki urok. Rzekłbyś: nie tylko wzrok, ale i dusza, i myśl gubi się, w tych stepach, porzuca drogi, którymi chodzić zwykła, zapomina o swoim „ja” zlewa się z otoczeniem i przez chwilę zdaje się żyć nie własnym życiem, ale całą potęgą stepów, w której tak roztapia się jak kropla wody w morzu. Z takich to uczuć i wrażeń, z tej łatwości, z jaką człowiek zlewa się z naturą, powstały wszystkie panteistyczne systemy. Człowiek na łonie i wobec natury nie może oprzeć się poczuciu, że stanowi z nią jedno i toż samo, że w nim i całym otoczeniu jest tylko jedna wielka dusza.

[str. 116] „Jest to powtarzam, pierwotne i niejako wrodzone poczucie; dlatego też i wszystkie bez wyjątku pierwotne religie są tylko różnymi formami panteizmu, […] ale początkowo, czy to weźmiemy mitologię Greków czy słowiańską, czy buddaizm indyjski, dostrzeżem w nich czysty tylko panteizm, który ani bogów nie zwie istotami, ani nie obiecuje życia odrębnego po śmierci. […] A jednak step nęci i wabi. Chciałbyś siąść na koń i puścić się nim, i gonić i gonić; chciałbyś, ot, wykąpać się w nieskończoności i rozłożyć ręce na koniu, i krzyczeć: „Hej! Hej, stepy!” – i zapamiętać się w nich i, i obłąkać, i żyć. […] że tam tylko „jedna wielka dusza”; dlatego step nęci i pociąga. Jest to niby odbrzask Nirwany i wszechżycia, a tęsknota za nim leży w ludzkiej duszy.”

Sienkiewicz jak widać miał wielkie skłonności w stronę Pogaństwa, przez wielkie P. Dzikie prerie uwiecznił ponownie w Trylogii, tak mocno zakorzeniły mu się w pamięci. Rozpaliły w nim zachwyt nad Panteizmem, właśnie tu na czerwonej ziemi przeszyła go inna duchowość nie ta udawana z krzyżykiem lecz prawdziwa, czekająca na każdego człowieka.

MATEJKO

.

bitwa

.

Wracając do naszego ogródka czy my mamy coś wspólnego z Dzikimi Ludźmi? Prawie każdy Polak jest dumny z bitwy pod Grunwaldem, jest ona zakorzeniona głęboko w naszych sercach, nasze największe zwycięstwo militarne. Pięknie oddał je nasz artysta Jan Matejko. Musiałem mieć album z jego dziełami. Patrzę na ten obraz i co widzę?

 Nieco z lewej rozgrywa się dramatyczna scena, między trzema osobami: wielkim mistrzem, katem i Dzikim Człowiekiem. Najdzielniejsi rzucili się aby zabić dowódcę wrogich wojsk, co równałoby się z zakończeniem wojny. Kat ma zgodnie z prawem wykonać wyrok na zbrodniarzu. Wziął już szeroki zamach toporem. Symbolizuje on cywilizowaną Polskę rozprawiającą się z niemieckim zakonem. Wszystkie prawa pisane każą mu wypełnić to zadanie dla dobra swoich ludzi. Jednak to nie on zada pierwszy cios, uprzedzi go Dziki Człowiek uzbrojony w włócznię. Jest on przedstawicielem rdzennej ludności Prusów zamieszkującą te tereny. Człowiek ten nie nosi żadnego pancerza jego piersi nie pokrywa nawet skóra zwierzęcia. Miał on zabić bandytę właśnie jego własną „cywilizowaną” bronią, a była to włócznia św. Maurycego. Jest to narzędzie zniszczenia, które przekazał dawniej cesarz niemiecki, polskiemu władcy aby ten szerzył chrześcijaństwo i spustoszenie na wschodzie Europy.

Śmierć wielkiego mistrza dokonana z rąk Dzikiego Człowieka ma być zemstą za setki lat mordów, gwałtów i zbrodni dokonywanych na rdzennej ludności Prusów. Dziku Prus ma do tego największe prawo moralne. Sprawiedliwość dokona się rękoma młodego człowieka. Dzikiego Człowieka. Zamknął on w ten sposób koło czasu. Na swój sposób zwrócił to narzędzie mordów wrogowi (bo On sam nie potrzebował wcale takich cywilizowanych rzeczy) lecz bardzo skutecznie i wprawnie aby przeciwnik nigdy mu już więcej nie zaszkodził.

Tak to widział Matejko, to już historia. Jednak czy ona nie lubi się powtarzać? Czy kiedyś młodzi dzielni ludzie nie rozprawią się z resztkami wrogiej cywilizacji i powiedzą dosyć?

Refleksja

.

Indianin

.

Ale czy nas to w ogóle obchodzi? Jacyś Dzicy i ich XIXw. Jaką wartość może nieść to opowiadanie dla nas, obecnie żyjących? Trzeba pomyśleć! Może cywilizacja ciągle robi na nas, w tej chwili, swe zbrodnicze eksperymenty? Czy Polak-Szarak ma ziemię, las, nieruchomości, własną firmę rodzinną lub chociażby oszczędności pozwalające mu rok, normalnie żyć? Tak bez poddawaniu się niewolniczej pracy. Zdecydowana większość rodaków nie ma niemal niczego (przeważnie ma kredyt czyli ujemny majątek). Nie różnimy się tak bardzo od cywilizowanych na siłę Indian. W XIXw. Sienkiewicz nie mógł tego wiedzieć lecz wówczas doszło ostatecznie do złamania kręgosłupa ludzkości. Ludzie, czy też przemocą czy z własnej woli, odwrócili się od dawnych prawd, wartości i zwyczajów. Ci co się buntowali – musieli zginąć. Przy proporcji wojska 10:1 i słabszym uzbrojeniu na niekorzyść Dzikich, rozprawienie się z Rdzennymi Ludźmi było tylko kwestią czasu. Nauka, bez duchowość, materializm i wojna odniosła wreszcie masowy sukces. Cywilizacja tysiące lat pracowała nad zniewoleniem wszystkiego i w XIXw. wydała najobficiej swe zatrute owoce. Niemieckie obozy śmierci i liczne wojny anty słowiańskie w XXw. nie zrobiły takiego spustoszenia jak odległy XIXw. Do dzisiaj po nim nie możemy się pozbierać. Cały czas w nim tkwimy. Odwieczne pojęcie „co jest dobre” zastąpiła moralność Darwina: „życie to walka i wygrywają tylko najsilniejsi”, „człowiek pochodzi od małpy” czyli jest rzeczą. Nie chodzi, propagatorom ewolucji, o jakieś uszanowanie zwierząt człekokształtnych. Te dla cywilizacji w ogóle się nie liczą. Od 1900r. do 2000r. ich liczba spadła o ok. 90%. Dodatkowo wieczna wiara w naukę i postęp. Nauka miała dać odpowiedź na każde pytanie. Oczywiście daje, lecz odpowiedzi jej są dalekie od prawdy. Wielki przemysł zepchną rękodzielnictwo na boczny tor, innymi słowy, skazał małe rodzinne firmy na zagładę, a samych pracowitych ludzi na biedę. Teraz obiecują nam, że roboty i maszyny będą wykonywać ciężkie prace a my będziemy wylegiwać się na plaży. Twórcy tej propagandy zapomnieli dodać, że będziemy leżeć na plaży zamienionej na wysypisko śmieci, wśród innych żebraków, zepchniętych na margines. Tylko ci, którzy dobrze ulokowali się w machinie systemu mogą do końca jej dni spać spokojnie. Reszta wegetuje. Jakby to ujął tow. Gomułka jest to moralność alfonsa. Czy przez te zmiany jesteśmy szczęśliwsi lub może dłużej żyjemy? Niestety odpowiedź na te pytanie jest po dwa kroć przecząca.

Nadzieja

.

Nadzieja

.

Jednak coś drgnęło! W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat liczba Indian w Ameryce Północnej wzrosła z 500 tysięcy do 2 milionów. Bez jakiegoś znaczącego przyrostu naturalnego, po prostu ludzie mający choć trochę „czerwonej” krwi (nawet tylko 1/16), poczuli się rdzennymi mieszkańcami tej ziemi. Spadkobiercami ich tradycji i kultury. I na każdym kroku przyznają się do tego. Próbują ożywić „wymarłe” języki. Starzy ludzie uczą młodych plemiennej mowy. Powstają szkoły, w których rozmawia się tylko w języku przodków. Ok. 1900 roku biali ludzie roznoszący cywilizację po świecie stanowili 35% ludzkości. Obecnie już tylko 8%. Czyli jeden niszczycielki czynnik mocno podupadł. Tak jak „cywilizowani” ludzie patrzyli jak umiera dzikość naszej planety w XIXw., pod pięścią białych najeźdźców. Tak samo obecnie potomkowie Rdzennych Ludzi czekają aż przyroda rozprawi się z cywilizacją. Wystarczy trochę poczekać i się tym nie martwić. Niektórzy są nawet skłonni pomóc i przyspieszyć ten nieunikniony proces. Jest to najzwyklejszy powrót do równowagi. Czekam, aż u nas się skończą się złe dni. Noc Swaroga nie może trwać wiecznie.

.

Indianka i wilki

.

TZ

.

***************

.

.

Tomasz Zieliński powrócił do bliskiego jemu i mnie tematu „dzikich ludzi”.
https://opolczykpl.wordpress.com/2014/10/01/w-holdzie-dzikim-ludziom-tomasz-zielinski/

Jest w jego tekście dużo o Indianach. Zaczną więc od nich i przypomnę słowa  Benjamina Franklina:

“Gdy dziecko indiańskie, które zostało wychowane wśród nas, nauczone naszego języka i przyuczone do naszych zwyczajów, uda się w odwiedziny do swoich krewnych i pobędzie nieco z Indianami, to w żaden sposób nie da mu się już wyperswadować, aby powróciło… A gdy osoby białe, obojga płci, pojmane zostaną przez Indian i zamieszkują wśród nich przez pewien czas, to choćby zostały wykupione przez przyjaciół i traktowane przez nich z największą troskliwością, aby skłonić ich do pozostania wśród Anglików, w krótkim czasie zniechęcają się do naszego sposobu życia oraz do wysiłków i starań do tego potrzebnych, i przy pierwszej okazji uciekają do lasów, skąd nie sposób już ich odzyskać.”

Znacznie inne zdanie o Indianach miał demokrata Franklin Roosevelt. Nie wiadomo kto wymyślił hasło „martwy Indianin to dobry Indianin”. Nawiązując do niego Roosevelt w roku 1933 powiedział:

„Nie chcę iść tak daleko, aby twierdzić, że tylko martwy Indianin to dobry Indianin. Ale przy dziewięciu na dziesięć jest to słuszne.”

Aż ciarki przechodzą po plecach, gdy się coś takiego słyszy. Nie dziw, że Indianie byli tak bezpardonowo eksterminowani. Jako ciekawostkę podam w tym miejscu pewną dziwną zbieżność. Urzędowanie Roosevelta w Białym Domu z dokładnością do ok. dwóch miesięcy pokrywa się z urzędowaniem Hitlera jako kanclerza Rzeszy. Hitler był kaclerzem od 30 stycznia 1933 do 30 kwietnia 1945. Roosevelt był prezydętem USraela od 4 marca 1933 do 12 kwietnia 1945. Jego stosunek do Indian tak b. przypominał stosunek Hitlera do Słowian. Tyle, że Hitler chciał wymordować „tylko” słowiańską elitę, a resztę zostawić jako niewolniczą siłę roboczą.

Pisząc powyższy tekst Tomasz Zieliński postawił mnie jednak przed trudnym zadaniem. Akurat Sienkiewicza i Matejkę oceniam krytycznie.

Zacznijmy od Sienkiewicza…

Nie wykluczone, że w obliczu bezkresnych prerii, dzikiej przyrody i dzikich ludzi w Sienkiewiczu obudził się nie do końca katolizyzmem stłamszony duch wolnego człowieka, duch poganina, duch dzikiego. I dlatego w „Listach z podróży…” pisał o panteizmie i jedności człowieka z Przyrodą. Niemniej szybko powrócił on do kultu jahwizmu. Jego najbardziej ociekające katolicyzmem powieści powstały później, już po powrocie ze Stanów Złajdaczonych. I nimi wyrządził on kilku pokoleniom Polaków ogromną krzywdę. Najbardziej znana „Trylogia” aż ocieka od fanatycznego katolicyzmu i pogardy wobec protestantów (np. gromy i obelgi rzucane w Kiejdanach przez Zagłobę na kalwinizm). Ponadto Sienkiewicz w fałszywym świetle przedstawia wielu jej bohaterów. Janusz Radziwiłł to dla niego zdrajca (http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071027/MAGAZYN/774902248), choć Sobieski dłużej służył Szwedom niż Radziwiłł. Ale zdrajcą Sienkiewicz go nie okrzyczał. A”Hektor Częstochowy” Kordecki też zdradził Jana Kazimierza, ale u Sienkiewicza jest nieomal Tytanem. Dodatkowo rozkolportował w Potopie Sienkiewicz idiotyczną katolicką bujdę, jakoby „obrona Częstochowy” była punktem zwrotnym szwedzkiego potopu – a to jest oczywista brednia.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/10/01/czestochowa-demaskowanie-katolickiej-mitologii/
Sienkiewicz wprawdzie dobrze oddał naturę skatoliczonej części szlachty, której głównymi cechami było pijaństwo, sobiepaństwo, zacietrzewienie i fanatyczny katolicyzm, ale przy okazji pijanicę, łgarza i warchoła Zagłobę wykreował na pozytywnego bohatera.
W Krzyżakach przedstawił Sienkiewicz rycerstwo jako gorliwych katolików, choć wtedy, w czasach bitwy pod Grunwaldem rycerstwo częściej ślubowało na Słońce niż na żydowskich idoli i było w ogromnej części nadal pogańskie, ledwo tylko z wierzchu pociągnięte pokostem żydo-katolicyzmu. Kosmiczną bzdurą jest to, jakoby rycerstwo idące do boju z krzyżakami śpiewało „Bogurodzicę”. Wtedy, w 1410 roku ta żydłacka pieść znana była ledwo garstce klechów i zakonników. Tę bujdę wymyślił Długosz (lub bp Oleśnicki) a Sienkiewicz niepoważnie uwiecznił ją w Krzyżakach. Podobnie było w książce „W pustyni i w puszczy”. Nie tylko Sienkiewicz sympatyzował z kolonialną Anglią, nie tylko w obraźliwy sposów przedstawił szamanów murzyńskich jako oszustów, to jeszcze zafundował czytelnikom „nawrócenie” i „chrzest”. Kalego i Mei. Przy okazji wykreował tzw. „moralność Kalego” – jak ktoś Kalemu ukraść krowę to jest zły uczynek, jak Kali komuś ukraść krowę to jest dobry uczynek. A przecież taką moralność prezentował katolicyzm na przestrzeni wielu wieków – jak oni kradli, grabili, mordowali to były to dobre uczynki. Jak ich gdzieś przepędzają czy odbierają im nakradzione – to są to złe uczynki i „prześladowanie” katolików. I jeszcze była w tej książce rasistowska bzdura – Mea była rozczarowana po „chrzcie”, bo nie zrobiła się biała. Tak jakby Murzyni w Afryce o niczym innym nie marzyli, jak tylko o tym, aby stać się białasami.
A już szczytem bzdur i katolickiej propagandy była „Quo vadis”. Sienkiewicz opisuje chrześcijan w czasach Nerona i ich domniemane masowe prześladowania po pożarze Rzymu. Sęk w tym, że w czasach Nerona w Rzymie praktycznie nie było chrześcijan. Wtedy ta sekta judaizmu nadal funkcjonowała głównie w Palestynie i skupiała prawie samych Żydów. I jeśli Szaweł Paweł pisał listy do Rzymian, to niekoniecznie do mieszkających w samym Rzymie. Rzymianie-obywatele rzymscy mieszkali na terenie całego imperium. Sam Szaweł Paweł, mimo że był Żydem – też był „Rzymianinem”. I być może pisał do takich „Rzymian” jak on. Inna rzecz – początkowo Rzymianie długo nie potrafili odróżniać chrześcijan od judaistów. Dla nich chrześcijaństwo było żydowską religią znad Jordanu, jedną z sekt judaizmu. Nie wykluczone, że Neron posądzany o podpalenie Rzymu winę zwalił na obcych wyznawców żydowskich bożków. Tyle że jeśli jakieś prześladowania wtedy były, to więcej oberwali żydzi niż chrześcijanie – bo tych ostatnich w Rzymie praktycznie wtedy jeszcze nie było.

Jedno zdanie Sienkiewicza zasługuje na przytoczenie go:

„Zamiast religii kwitnie sekciarstwo oparte zresztą na arcyziemskich interesach.”

Dla Sienkiewicza „religią” był tylko katolicyzm. W Polsce, nawet pod rozbiorami, otaczali go wyłącznie katolicy i to uważał on za „normalne”. W USraelu katolicy nie są większością, liczebnie domunują nad nimi protestanci rozbici na wiele odprysków.  I to ich krytykował katolik Sienkiewicz. Ale czego on nie dostrzegał – katolicyzm w sumie jest też zwykłą, tyle że dużą sektą. A Watykan i kler od zawsze kierowali się „arcyziemskimi interesami”.

Tak więc całokształt pisarski Sienkiewicza oceniam b. krytycznie – był piewcą żydo-katolicyzmu, który w jego powieściach gloryfikował i prezentował jako synonim polskości i patriotyzmu. Nie był w stanie dostrzec, że to fanatyczny katolicyzm dobił Rzeczypospolitą szlachecką. Sienkiewicz popełnił więc ten sam fatalny błąd, który zobaczymy i u Matejki.

Jan Matejko pod pewnym względem przypomina Alfonsa Muchę, o którym ostatnio wspominałem.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/03/08/epopeja-slowianska/

Mam na myśli rozmiar największych płócien Matejki, jak i ich tematykę związaną z nadjordańską dżumą. Ale są pomiędzy nimi i różnice. Mucha nazwał jego cykl obrazów Epopeją Słowiańską. U Matejki w nazwach obrazów słowa „słowiański” nie znajdziemy. Ponadto pierwszy obraz Muchy dotyczył przedjahwistycznych prapoczątków Słowiańszczyzny, a drugi pogańskiej Rugii i obrzędu ku czci Świętowita. U Matejki czysto pogańskich wątków nie znajdziemy. Jest wprawdziwe obraz Wernyhory, ale u stóp wieszcza siedzi dziecko z ryngrafem „częstochowskiej” żydówki Miriam (widać ją na dużym powiększeniu obrazu).

.

Wernyhora_Jan_Matejko

.
Znany jest cykl obrazów Matejki pod nazwą „Dzieje cywilizacji w Polsce”. Jest to katolicka wersja historii, pełna zakłamań. Zaczyna się od – a jakże – „zaprowadzenia chrześcijaństwa w Polsce”. Na obrazie w oczy kłuje ogromna rzymska szubienica.

.

Dzieje_cyw_01

.

Jak widać dla Matejki okres przed „krzyżem” nie istniał – nie było wcześniej nic co można by było przedstawić na obrazie. O ileż uczciwszy od Matejki był jego rówieśnik Wojciech Gerson, który namalował obraz „Powrót Kazimierza odnowiciela do Polski”. Matejko przemilczał ten jakże nielubiany przez katolików wątek naszej historii, gdy kilkakrotnie w czasach wczesnych Piastów dochodziło do antykościelnych buntów i powrotów do pogaństwa..

.

pogańskie odrodzenie Polski

.

Dla Matejki ważniejsze było „Przyjęcie Żydów”.

.

Przyjęcie żydów

.

Choć z drugiej strony Matejko malował dzieje cywilizacji a nie kultury. Słowiańszczyzna była kulturą, chrześcijaństwo cywilizacją i żydogenną anty-kulturą. Tak więc Słowiańszczyzna do wątku cywilizacji pasowałaby jak goźdźik do kożucha
Haniebny i oszukańczy jest obraz „Chrzest Litwy”.

.

chrzest litwy

.

Sugeruje on, że Litwini sami na ochotnika ochrzcili się i byli od początku gorliwymi katolikami. Tymczasem równo dwa wieki po tym „chrzcie” biskup żmudzki książę Michał Giedroyć tak skarżył się w liście do generała jezuitów:
„W wielkiej bardzo części mego biskupstwa nie ma nikogo, kto by się raz w życiu spowiadał, nikogo, kto by się raz komunikował, nikogo, kto by umiał pacierz lub znak krzyża św., nikogo, kto by miał jakąkolwiek wiadomość o tajemnicach wiary.”

Trzy ostatnie obrazy tego cyklu Matejki są szczególnie zakłamane. Najbardziej zaś obraz „Złoty wiek literatury w XVI wieku – Reformacja – Przewaga katolicyzmu”.
.

Dzieje_cyw_10

.

To od dążenia do zdobycia całkowitej supremacji katolicyzmu na fali kontrreformacji przez sfanatyzowaną garstkę szlachty rozpoczął się upadek Rzeczypospolitej. Tak więc ów „złoty wiek” w rzeczywistości był łabędzim śpiewem Rzeczypospolitej. Kolejny obraz jest o wolnej elekcji.
.

Potega_Rzeczypospolitej_u_zenitu_Zlota_wolnosc_Elekcja_1573

.
Ale…

W okresie wolnej elekcji tronem Rzeczypospolitej kupczono jak na targowisku. Do elekcji mieszały się obce monarchie i Watykan. Mało który król troszczył się rzeczywiście o państwo. Elekcjom towarzyszyła wielka pompa ale Rzeczypospolita chyliła się ku upadkowi.

Ostatni obraz – Konstytucja 3 maja – Sejm Czteroletni – Komisja Edukacyjna.

A konstytucja była głupia, szkodliwa, niepotrzebna.

.

Dzieje_cyw_12

.

https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/03/co-nam-dala-konstytucja-3-maja/
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/03/3-maja-swieto-dla-katolikow-niemcow-i-zydow/

Jeszcze bardziej szkodliwym obrazem Matejki jest „Kazanie Skargi”.

.

Matejko_Jan_Kazanie_Skargi

.

Tego agenta Watykanu katolactfo okrzyknęło wielkim Polakiem i patriotą. Ale w jego czasach nazywany był głównym wichrzycielem Rzeczypospolitej. To on fanatyzował szlachtę i przekonywał ją, że „obrona” katolicyzmu jest ważniejasza od losów Rzeczypospolitej:

Pierwej Kościoła i dusz ludzkich bronić aniźli ojczyzny. Pierwej o chwałę Bożą zastawić się niźli o cześć świecką. Pierwej wiecznej ojczyzny nabywać niż doczesnej…jeśli zginie doczesna, przy wiecznej się ostoim.“

I niestety osiągnął swój cel – dla sfanatyzowanej szlachty interesy katolicyzmu, kk i Watykanu ważniejsze były od racji stanu Rzeczypospolitej.

Najbardziej chyba znany jego obraz to „Bitwa pod Grunwaldem”.

.

Grunwald

.

W tym obrazie razi mnie przede wszystkim unosząca się nad polem bitwy postać zdrajcy bpa. Stanisława, okrzyczanego przez jahwistów „świętym” i „patronem Polski”. Skoro zdrajca służący obcym interesom jest patronem Polski to jej losy nie powinny nikogo dziwić. Irytuje mnie też, że zadający śmiertelny cios mistrzowi krzyżaków prosty wojownik litewski (być może to rzeczywiście Prus, gdyż wielu Prusów chroniło się przed krzyżactwem na Litwie) trzyma włócznię „św Wawrzyńca”. W moim odczuciu ma to symbolizować triumf „dobrego chrześcijaństwa” wojsk polsko-litewskich (choć były one w dużej mierze pogańskie) nad „złym chrześcijaństwem” krzyżackim/niemieckim. Wolabym, aby zabijający mistrza miał w rękach zwykły oszczep, a nawet maczugę. A nie „świętą włócznię”.

Matejko był świetnym malarzem. Jego obraz „Stańczyk” to rzeczywiście arcydzieło (i autoportret).

.

Stanczyk

.

Ale był on piewcą chorego katolickiego pseudopatriotyzmu.

I jeszcze kilka uwag o Darwinie.

Ten wielki uczony nie stwierdził nigdy, że człowiek pochodzi od małpy. Twierdził jedynie, że człowiek i małpy (i wszystkie zwierzęta) są sobie pokrewne. I tak rzeczywiście jest – z szympansami mamy ok. 98 % wspólnych genów. To są naprawdę nasi „kuzyni” stojący nieco niżej na ewolucyjnej spirali. Ponadto badania Darwina nie dotyczyły sfery moralności. On obserwował dziką Przyrodę i wyciągał z obserwacji wnioski. Każdy zresztą uważny obserwator zauważy, że np. większość zwierząt wszystkich gatunków ginie nie dożywając starości. Natura jest bezwzględna. Na dziesięć lwiątek ledwo 1-2 przeżywa „dzieciństwo” i osiąga wiek dorosły. U wielu gatunków przeżywalność młodych jest jeszcze mniejsza. Samice krokodyli składają rok w rok  kilkadziesiąt jaj. Gdyby wszystkie młode przeżyły i zaczęły się bez strat dalej rozmnażać, w ciągu jednej generacji zabrakłoby w rzekach dla krokodyli miejsca. A tak nie jest. Samice żółwi też składają po kilkadziesiąt jaj. Populacja żółwi powinna więc z roku na rok rosnąć o kilkadziesiąt razy. A ona, bez ingerencji człowieka, utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie. Życie na łonie Natury ma to do siebie, że osobniki najlepiej dostosowane do niej, najsilniejsze, najzdrowsze, najsprytniejsze, najszybsze mają większą szansę na przeżycie i rozród. Inne albo giną albo są za słabe w konkurencji o partnera. Wprawdzie przypadek też odgrywa ogromną rolę, nie każdy młody żółwik pędzący plażą w stronę oceanu na swej drodze trafi na drapieżnika, ale w sumie, aby przeżyć i osiągnąć wiek dorosły żółwik musi być sprytny, szybki, często silniejszy od konkurenta – bo wtedy jego szanse rosną. I tak w Przyrodzie rzeczywiście jest – wystarczy pooglądać kilka poważnych filmów o dzikich zwierzątach. Na nieszczęście i nie pytając się Darwina o zdanie oszuści wymyślili tzw. „darwinizm społeczny”, który z pracami naukowymi Darwina nie ma absolutnie nic wspólnego. Ponadto nazwa ta jest oszukańcza i powinna brzmieć „pseudo-darwinizm aspołeczny i antyspołeczny”.
Prace Darwina wstrząsnęły fundamentami jahwizmów – podważyły żydo-biblijny kreacjonizm, wg którego człowiek i wszystkie zwierzęta zostały stworzone ok. 6 tys. lat temu w gotowej i niezmiennej formie. I za to choćby zasługuje Darwin na szacunek.

Mimo krytycznych uwag o Sienkiewiczu i Matejce z pozytywną oceną dzikich i krytyką cywilizacji w ujęciu Tomasza Zielińskiego zgadzam się w pełni. Podobnie jak on uważam, że cywilizacja po prostu zginie. Więcej nawet – ponieważ jest ona sprzeczna z Naturą, prędzej czy później musi zginąć. Od siebie dodam – oby jak najszybciej…

.

.

opolczyk

.

.

precz z jahwizmem

.

.

Ręce Boga

Advertisements