Ślązoki (Ślonzoki) – Tomasz Zieliński

 

Flagi i godła

.

568580_godomy_34.

śląskie flagi

Wielu Słowianofilów wskazuje na górę Ślężę jako na centrum duchowe Słowiańszczyzny, są dumni że pogańskie / rodzimowiercze / słowiańskie obyczaje nie zanikły tu nigdy. Traktują masyw Ślęży jako ośrodek mocy i Świętą Górę. Zapominając jednocześnie, że Ślęża to Ślężanie. Co my Polacy możemy o tych ludziach powiedzieć: to takie plemię słowiańskie. I to by było na tyle. Może warto w końcu Ich poznać?

Ślązacy po dziś dzień zachowali swoją mowę, obyczaje, stroje, żyją na swojej ziemi, posiadają tu swoje firmy i fabryki. Dodatkowo oczywiście: ziemię, lasy, zabytki. Przez setki lat nie przeżyła u nich nasza słowiańska wiara. Chyba tylko ją musieli poświęcić aby przetrwać. Widać blizny po katolickim aparacie bezpieczeństwa. Najgorsze słowo ich to „pieroński”. Tak mieli sponiewierać nasze naczelne Bóstwo krzewiciele nowej wiary. Jednocześnie oczywiście słyszy się na co dzień: „Pierun Wi”. Co mogłoby oznaczać: Bóg Piorun raczy wiedzieć. Ślązacy zachowali natomiast swój plemienny porządek, w nie skażonej, czystej formie.

Matriarchat.

Najbardziej uprzemysłowiona części Polski, a wcześniej niemieckich Prus była czysto Słowiańska. Na dodatek wczesny system „władzy” Matriarchat bardzo się tu sprawdził. Przemysł i nowoczesność nie zepchnęły kobiety w otchłań. Mężczyzna pracował ciężko od rana do wieczora w przemyśle, dlatego wszelkie decyzje domowe i zarządzanie pieniędzmi należało do kobiety. Wg Marka Szołtyska kobieta była domowym ministrem finansów, ale naprawdę miała ona pełną władzę nad rodziną. Czy to było złe? Oto jak rządzi kobieta: Dba aby każdy miał co jeść, był zdrowy i czysty. Aby nie zabrakło żadnemu z domowników ubrań, aby każdy miał swój kąt. Dba aby nauczyć dzieci zachować się w społeczeństwie, kobieta przekazuje wartości itd. itd. Wzór niedościgniony.

Porządność w pracy i domu:

Ślązacy robili porządnie albo wcale, Jak budowali to oszczędnie aby jak najmniej wytworzyć odpadów, nie tylko dlatego, że dawniej wyroby przemysłowe były bardzo drogie. Kazała im to wrodzona oszczędność i gospodarność. Do roboty nie wypadało się spóźniać, aby nie okazywać pogardy innym współpracownikom. Obok fabryki Ślązacy stawiali np. chlewnie aby było co jeść. Zgodnie z ich podejściem miasto lub osada winna być samowystarczalna.

Familoki – to ich mieszkania-kamienice i ośrodki życia rodzinnego, Wszyscy mieszkańcy wspólnie pracowali w jednym zakładzie (i musieli tam na sobie polegać), po pracy wspólnie bawili się, dzieci na podwórku Familoka chodziły do jednej „babci” np. napić się ciepłej herbaty (tyju) i rozgrzać przed powrotem do domu. Było to dobre wytłumaczenie przed rodzicami, na późne powroty:

– Kaj żeś był?
– u Opy,

Na Śląsku rodzina aż do czasów obecnych była najważniejsza, reszta Polski już dawno „przegoniła” cywilizacyjnie Ślązaków i w Polsce od dawna rodzina nie ma wielkiego znaczenia. Bo z nią się wychodzi dobrze tylko na fotografii. Najłatwiej pasożytować na najbliższych, okłamywać ich i naciągać a tu liczyło się jeszcze dobro wspólne. Na Śląsku można było na swoich polegać i u nich szukać wsparcia. Dopiero teraz to zamiera.

Bardzo skrócone dzieje:

Śląsk od tysiąca lat jest łakomym kąskiem dla państw ościennych. Ręce polskie i czeskie sięgały po niego we wczesnym średniowieczu. Później w XVIII agresywni Prusacy zabrali ten kawałek Słowiańszczyzny Austrii. Ślązacy przeprowadzili skutecznie III Powstania Śląskie, poczekali na dobry moment aby nie wykrwawiać się niepotrzebnie. Druga Rzeczpospolita podpisała umowę z Narodem Śląskim. Zaoferowano im korzystne warunki: własną władzę, finanse, zwolnienie z służby wojskowej. Autonomia z Polską była napisana w j. śląskim i Polska dotrzymała tych warunków, tak sądzę. W czasie wojny Ślązaków przymusowo wcielano do Wehrmachtu, jeśli odmówili cała rodzina szła do obozu. Nie tracili jednak ducha! Gdy tylko tacy Ślązacy dostali się do niewoli alianckiej to zostawali oni przekazani natychmiast do polskich jednostek. Przez co wielu Ślązaków w PRL-u nie mogło przyznawać się co robiło między 1939 a 1945r.

Po 1945 po raz kolejny zmienił się tutaj okupant. Polska dostała już nie tylko skrawek Górnego Śląska ale również Śląsk Opolski i Dolny. To jest ważna data w dziejach tego Narodu. Do 1945r. każdy władca był zainteresowany w zabieraniu bogactw tej ziemi i tych ludzi. Służyli oni jako siła robocza w zakładach przemysłowych i kopalniach. Sprawowali się w tym dzielnie i pozostała sfera życia została cały czas w śląskich rękach.

Po IIWŚ. żydo-komuna rozprawiła się bestialsko ze Ślązakami, wielu ludziom postawiono fałszywe zarzuty i skazywano na więzienie lub przymusowe roboty. Wyrugowano język śląski z życia publicznego, kazali im się wyrzec swoich imion. Swołocz z UB i SB „walczyła” z domniemanymi wrogami.  Przez cały okres PRL-u wymuszano na nich opuszczenie własnych ziem. Najwięcej Ślązaków wyjechało do Niemiec. W jedną stronę jechał autobus pełen Ślązaków a do Polski wracał tylko kierowca i pilot wycieczki. Pracowici i zdolni ludzie, znający dobrze j. niemiecki i częściowo utożsamiający się z Niemcami byli przez „zachodnich sąsiadów” traktowani różnie. Musieli tutaj dorabiać się wszystkiego od początku.

Do dzisiaj nie znam szkoły w której uczy się j. śląskiego. Na Śląsku nie ma napisów w ich języku – są za to po polsku i niemiecku. „Śląska Godka” używają tylko „doma”. W pracy tylko polski. Czasem uda mi się  zasłyszeć ich język podczas awarii w kopalni bo nie pilnują się wówczas tak mocno jak zwykle. Jest kilka odmian tego języka, świadczy to tylko o jego bogactwie. Śląska Godka należy od do grupy języków zachodniosłowiańskich. Byłoby niepowetowaną stratą dla nas aby znikła z tej ziemi na zawsze.

Żyję i pracuję z tymi ludźmi. Czuję ich przez skórę, bo są skryci i nie poruszają wielu tematów. W województwie śląskim, na swoich odwiecznych terenach, stanowią jedynie 10% ludności. Ślązaki śmieją się z różnych swoich farbowańców co jak pojadą do Niemiec to już polskiego nie umieją a niemieckiego jeszcze nie umieją. Wielu Ślązaków pracujących na stałe w Niemczech lubi przyjeżdżać na delegacje do Polski. Wtedy okazują swoją wielkość. Ze zwykłymi pracownikami rozmawiają po polsku (i wszystko sensownie wytłumaczą) a z kadrą „menadżerską” tylko po niemiecku lub angielsku (bo kierownictwo zadaje setki pytań z czego wszystkie niepotrzebne – to autentyczny cytat). Tak, że trzeba sobie zasłużyć aby z takim eksportowym Ślązakiem porozmawiać po polsku. Mnie się udało.  Kuchnia Śląska jest raczej ciężka i wysokokaloryczna. Dziewczyny z wdziękiem noszą zbędne kilogramy.  Urocze „kluseczki” dumnie paradują po ulicach, a w pracy zawsze pomogą. Jak idę po części do hurtowni łożysk to słyszę: „Czego sobie życzysz złociutki?”, nie ma tu korporacyjnego bezpłciowego: „W czym mogę pomóc?”. I wszystko tam da się załatwić. W kilku rozgłośniach lecą śląskie „szlagiery”. Są oczywiście różne skrajne ruchy „separacyjne” i „antypolskie”. Mają swoje strony www i gazetki. Wszystkie oczywiście po polsku. Tak zawsze głośno pytam czy to pisał Ślązak, bo jeśli tak to czemu to nie jest po śląsku? Bo tacy prawdziwi Ślązacy to wcale nie są skorzy do buntu.

Dla mnie jest to wspaniała kraina. Jedno z serc Słowiańszczyzny bije właśnie tutaj. Uprzedzę jednak wszystkich badaczy Słowian, którzy chcieliby odkryć to miejsce, że spotka ich zimny prysznic. Ten dzielny Naród, jedno z plemion słowiańskich nie chce mieć nic wspólnego ze Słowianami. Dla nich Słowianin to jakiś Polak albo Ruski. Nie, nie. Ślązak nie czuje się Słowianinem. I teraz powstaje pytanie: „Czy to my za bardzo odeszliśmy od słowiańskich korzeni czy Ślązacy?”. Kto się bardziej pogubił przez wieki? Przez ostanie 60 lat na Śląsk przyjechało bardzo dużo ludzi, nie wszyscy wysokich lotów. Niektórzy przyszli tu aby ukulturalniać, cywilizować lub odbijać sobie krzywdy na „wrogach”. Prof. Jan Miodek znający bardzo dobrze j. śląski uważa go jedynie za gwarę j. polskiego. Bolesny policzek. Jednak słyszane często słowa: „Jestem Ślązakiem” znaczą bardzo wiele. Zawsze można wyjść do tych ludzi z otwartą ręką. Nie trzeba jej na dzień dobry zaciskać, a  z głowy trzeba wyrzucić propagandowe stereotypy.

 

Tomasz Zieliński

.

.

**************

.
.
Tomasz Zieliński poruszył bardzo ciekawy ale i trudny, a nawet bolesny temat. Bolesny dla Ślązaków ze względu na często wręcz pogardliwe traktowanie ich przez Polaków. Większości Polaków nie chce się po prostu mieścić w głowach, że Ślązacy to nie Polacy (choć blisko z nami spokrewnieni) i że mają prawo do tego, aby czuć się przede wszystki Ślązakami – a nie Polakami.

Ślązacy to potomkowie Ślężan i innych plemion zamieszkujących tereny dzisiejszego Śląska. Nie wiemy kto i kiedy nazwę Ślężanie zastąpił Ślązakami. Nie wiemy, kto i kiedy pierwszy raz duży obszar zamieszkały przez kilka innych plemion słowiańskich nazwał Śląskiem. W mrokach dziejów zniknęły plemiona Bobrzan, Trzebowian, Dziadoszan, Gołęszyców czy Głubczyców. Czy stopili się ze Ślężanami w Ślązaków i tak zaniknęła ich dawna nazwa? Jedynie Opolanie, niegdyś samodzielne plemię stało się jak Ślężanie Ślązakami.

Ślęża to jedno z najbardziej znanych świętych pogańskich miejsc na terenie dzisiejszej Polski. Sławą ustępowała wcześniej jedynie Arkonie i chyba Radogoszczy/Retrze. Równie znanym jak Ślęża pogańskim ośrodkiem kultu na naszych ziemiach była Łysa Góra/Łysiec. Niestety została dawno temu brutalnie skatoliczona.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/07/slowianskie-zapomniane-sanktuarium/

Zohydzono to pogańskie sanktuarium rzymską szubienicą, rzekomo „świętą”.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_na_%C5%9Awi%C4%99tym_Krzy%C5%BCu

Do dzisiaj to pogańskie sanktuarium okupowane jest przez wyznawców żydowskich idoli.

Aby Łysieć jeszcze bardziej zohydzić katolactfo wymyśliło  i rozpuszczło pogłoski o złych czarownicach zlatujących się na miotłach na tę pogańską Świętą Górę.

.
czarownica.
http://www.polskatradycja.pl/folklor-regionalny/legendy/legendy-swietokrzyskie/85-sabat-na-lysej-gorze.html
http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=16517

Zaiste ciekawe jest, dlaczego to właśnie Ślęża uważana jest przez polskich pogan/rodzimowierców/Słowian za najważniejsze pogańskie sanktuarium w Polsce. Osobiście przypuszczam, że wpływają na to dwa czynniki. Na Śląsku pogaństwo w czystej formie przetrwało chyba najdłużej. Paweł Jasienica znalazł gdzieś zapiski o tym, że czysto pogańskie obchody Kupalnocki odnotowano na Śląsku, a dokładniej mówiąc na Opolszczyźnie jeszcze w roku 1937. Katoliczenie Ślęży wprawdzie zaczęło się dawno temu. Na szczęście żydłacki zakon augustianów opuścię tę górę i przeniósł się do Wrocławia. Później wybudowano katolicki kościół, który podupadł w czasach pruskiego panowania na Śląsku. Protestanckie państwo pruskie po prostu odepchnęło pasożytniczy kk od państwowego cycka. Tak więc kk nie mógł żerować na państwie i stąd katolicki kościół na szczycie pogańskiej góry popadł w ruinę. Za „komuny” także kk nie mógł żerować na państwie i katolicka ruina na szczycie Ślęży niszczała dalej. Dopiero od niedawna fanatyczny żydłak, ks. Staszak na chama brutalnie katoliczy to pogańskie sanktuarium.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/26/zydlacki-fanatyk-ks-ryszard-staszak-tepi-slowianskie-symbole-na-slezy/

Nie tylko plugawi górę urządzając na niej wrzaskliwe imprezy dla katolickiej dziczy, nie tylko zainstalował tam żydłacką „drogę krzyżową”, nie tylko zamierza odremontować katolicką ruinę na szczycie pogańskiej góry, to jeszcze chce nadać Ślęży nową żydłacką nazwę ku czci jakiejś żydówki.
A przecież nawet jego bardziej rozgarnięte i mądrzejsze od niego owieczki otwarcie mówią, że Ślęża to pogańska góra:

Ta góra zawsze była pogańska – ok. 14 minuty w poniższym filmie:

O tym, że pogańska tradycja na – niestety – skatoliczonym ostatecznie Śląsku nadal jest żywa świadczą różne dowody. Na przykład Ślązacy nazywają tzw. „boże narodzenie” Godami (9 min. 20 sek. poniższego filmu):

U Polaków nazwa „Szczodre Gody” w odniesieniu do słowiańskiego pogańskiego święta zimowego przesilenia już dawno została wytępiona i zapomniana. Dopiero od stosunkowo niedawna dzięki ruchowi pogan/rodzimowierców nazwa ta powoli wraca do świadomości coraz szerszego grona Polaków. Na Śląsku natomiast – choć z pominięciem „Szczodre” – Gody przetrwały w języku. I tak są nazywane – Gody – a nie żydłackie „boże narodzenie”. Także wiele pradawnych pogańskich obrzędów przetrwało na śląskiej wsi. Pamiętam np., jak w Kluczborku co roku uczennice szkół średnich dojeżdżające z okolicznych wiosek do Kluczborka urządzały w pierwszym dniu wiosny topienie Marzanny w Stobrawie w miejskim parku. Ja uważałem to wówczas za „zwykły” obrzęd ludowy nie mając pojęcia o tym, że jest to przepiękny, prastary, słowiański, pogański obrzęd wypędzania zimy i witania wiosny.

Historia Śląska jest długa i w okresie historycznym niezwykle zawiła. Przy czym nieprawdą są kolportowane głównie przez „historyków” niemieckich (i powtarzane przez wielu historykuf „polskich”) brednie o tym, że Słowianie na Śląsk dotarli dopiero w połowie VII wieku. Słowianie przyszli tu za cofającym się lodowcem wiele tysiącleci temu. Na ich tereny przybywali i odchodzili obcy (np. Celtowie). Ale Słowianie trwali na ich ziemiach. Tak było i ze Ślężanami o których z imienia chyba po raz pierwszy pisał Geograf Bawarski.

Pisana historia Śląska niesprawiedliwie mówi głównie o władcach, ich wojnach i podbojach. O prostym ludzie kronikarze nie wspominali zbyt często – chyba że przy ważnych okazjach. I tak wiemy np. że na Śląsku miał miejsce powrót do pogaństwa w latach 1031 – 38. Ślężanie spalili żydłacką katedrę we Wrocławiu /Vratislawie i wybudowali własną pogańską świątynię. Ten powrót do pogaństwa nazwany przez żydo-katolicką propagandę „reakcją pogańską” został brutalnie stłumiony przez połączone siły skatoliczonych Czech, cesartwo niemieckie i zdrajcę Kazimierza renegata nazwanego „odnowicielem”. Do spacyfikowania pogańskiego Mazowsza wciągnięto dodatkowo zjahwizowaną Ruś.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/18/boleslaw-zapomniany-i-tzw-reakcja-poganska/

A jak wyglądała historia Ślężan/Ślązaków widziana oczami prostego ludu?

Przez tysiąclecia żyli oni u siebie. Czasem pojawiali się na ich terenach obcy, ale z czasem najczęściej odchodzili. Ślężanie czcili Matkę Ziemię, Słońce i Żywioły/Siły Przyrody. Na codzień kierowała nimi starszyzna rodowa, szamani i wiedźmy. Ważniejsze decyzje podejmowali wspólnie na wiecu. Tworzyli solidarne wspólnoty troszczące się o wszystkich jej członków. Ich świat zawalił się, gdy na południu Przemyślidzi, a nieco później na północy Piastowie przyjęli obcą, mściwą, okrutną i zachłanną wiarę. Od tego czasu ci z południa i ci z północy ciągle walczyli o ich ziemie i o nich, chcąc ściągać od nich daniny i podatki. Niekiedy włączali się do walk o ich ziemie obcy z zachodu szwargoczący niezrozumiałym językiem. Najdłużej w tym okresie większość ich ziem była pod panowaniem Piastów. Już wtedy ziemie Ślężan/Ślązaków poddano katoliczeniu i germanizowaniu. Władcy piastowscy nie tylko ściągali niemiecki kler, nie tylko lokowali miasta na prawie niemieckim i ściągali do nich niemieckich osadników i rzemieślników, ale często sami szukali dla swojego potomstwa żon i mężów na niemieckich dworach.
O stopniu zgermanizowania Piastów świadczyć może to, że Kazimierz III na wyrost nazwany „Wielkim” był pradziadkiem… cesarza niemieckiego.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Luksemburski
A boczna linia Piastów cieszyńskich nazywała się…Baronowie (Freiherren) von und zu Hohenstein
http://pl.wikipedia.org/wiki/Baronowie_von_und_zu_Hohenstein

Lud oddający po kryjomu cześć pradawnym bogom karano i prześladowano. Kazano mu utrzymywać daninami, podatkami i różnymi powinnościami władców, ich wojsko i pasożytniczy kler nowego mściwego bożka. Życie prostego ludu jeszcze bardziej skomplikowało się po tym, gdy jeden z Piastów podzielił jego państwo  na kilka kawałków dając po jednym każdemu z potomków. Kawałki zaczęły następnie być dzielone na następne kawałki i doszło do tego, że sam tylko Śląsk podzielono na kilkanaście księstw i księstewk. Najgorsze było to, że ich władcy ciągle ze sobą wojowali o poddanych i o ziemie. Które ponadto nadal najeżdżane były przez tych z południa, Wykorzystywali oni rozbicie dzielnicowe konkurentów z północy, aby uszczkąć jak najwięcej Śląska dla siebie. Lud przechodził z rąk do rąk, ciągle rządził nim ktoś inny. Nim się dowiedzieli, kto nimi akurat rządzi, już zmieniała się władza. Bo albo ich ziemie ponownie podzielono na mniejsze kawałki, albo podbił ich ktoś inny, albo też panujący akurat książę poddał się silniejszemu od siebie władcy jako wasal. Wszyskie koszta tych zmian i wojen ponosił prosty ślężański/śląski lud. Kiedyś wreszcie pojawił się Piast, który zaczął jednoczyć rozbite dwa wieki wcześniej państwo. Wojny o Śląsk z Czechami z południa nasiliły się. Jego syn, nie wiadomo dlaczego nazwany „wielkim”, zajęty podbojami na wschodzie sprzedał wreszcie większą część Śląska Czechom w 1348 roku. Tym razem na dłużej Ślązacy dostali się pod wpływy podobnie jak Piastowie mocno zgermanizowanej dynastii w Pradze. Tylko niewielka część Śląska pozostała w orbicie królestwa Piastów, a później Jagielonów. W roku 1526 Ślązacy – poddani Czech – dowiedzieli się, że mają całkiem nowego władcę i że stali się częścią obcego imperium. Pozostający do tego czasu pod władzą Czech Śląsk podstępnie dostał się w łapska Habsburgów. Ożenili oni czeskiego króla z Habsburżanką, cesarz Maksymilian nawet go adoptował. Gdy młody król poległ na wojence jego królestwo stało się częścią ogromnych włości Habsburgów. Kolejny już raz lud śląski, nie pytany o zdanie, znalazł się pod nowym obcym panowaniem.
Następna zmiana, nieco ponad dwa wieki później była dla ludu jeszcze gorsza. Na Śląsk miłościwie panujących Habsburgów najechały trzykrotnie w latach 1740-63 wojska gangsterskiego królestwa Prus. Ostatecznie podbiły one Śląsk Habsburgów i zaczęły dalszą brutalną germanizację ludności nowej „pruskiej” prowincji, dając jej w zamian rozwój gospodarczy w ramach pruskiego Ordnungu. Jednakże Ślązacy woleli własny śląski porządek. W okresie pruskiego/niemieckiego panowania dochodziło na Śląsku do buntów przeciwko pruskim/niemieckim okupantom:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_tkaczy_%C5%9Bl%C4%85skich
Także w okresie tzw. „Wiosny ludów” na Śląsku miały miejsca bunty i wystąpienia ludu śląskiego o zniesienie pańszczyzny (m.in. w okolicach Wrocławia, Bytomia, Opola, Brzegu, Bolkowa).
Pierwsza wojna światowa szczęśliwie ominęła ziemie śląskie. Choć prosty lud na siłę zaciągany był do niemieckiej armii. Po wojnie mieszkańcy Górnego i częściowo Opolskiego Śląska niezadowoleni wynikiem plebiscytu wywołali kolejno trzy powstania. Spory kawałek Śląska został dzięki temu dodatkowo przyłączony do II RP. Zaznaczyć należy w tym miejscu że litewski przybłęda Piłsudski nie wspierał powstańców śląskich, podobnie jak zignorował powstanie wielkopolskie. Gdy trwały walki na Śląsku miał on powiedzieć „Cały ten Śląsk mam w dupie”.
Zaznaczyć należy też, że powstańcy śląscy nie walczyli o „polskość” Górnego Śląska a jedynie o przyłączenie go do Polski jako autonomicznego regionu.

W okresie międzywojennym tereny autonomicznego regionu Śląskiego były miejscem napływu ludności polskiej szukającej tu pracy. Ślązaków powoli rugowano z wielu stanowisk w administracji i gospodarce. Jednego z przywódców III powstania – Wojciecha Korfantego – w roku 1930 aresztowano i uwięziono w twierdzy brzeskiej. Jeszcze później musiał on uciekać za granicę. Nie mógł nawet przyjechać na Śląsk na pogrzeb syna (1938 rok).
Podczas II wojny światowej i niemieckiej okupacji  Ślązacy na ogół byli traktowani jako mniej wartościowi Niemcy. Choć aktywiści i bojownicy powstań śląskich i śląscy działacze antyniemieccy byli brutalnie prześladowani. Ślązaków z „polskiego” Śląska także zaciągano do niemieckiej armii. Zdarzała się niekiedy jednak i tak, że syna jako „Niemca” wcielano do Wehrmachtu, a rodziców jako „Polaków” wysyłano do obozów koncentracyjnych lub na przymusowe roboty.

Po wojnie żydo-komuna traktowała Ślązaków jak okupant – jako nieomal niemiecką V kolumnę. Wielu z nich dotykały represje. Zwłaszczy tych, których przymusowo wcielono do Wehrmachtu. Choć i tutaj zdarzały się wyjątki. Jeśli UB-ek czy aparatczyk był Polakiem, co się zdarzało, często dawał on wiarę, że służba w niemieckiej armii była wymuszona i przymusowa. I z tego względu odstępował od represji. Dopiero od czasów Gomułki represje ustały, choć nadal Ślązaków władze traktowały po macoszemu, jako gorszych obywateli. Władze irytował zwłaszcza śląski język, w którym po wiekach niemieckiego panowania znalazły się pewne niemieckie naleciałości. Choć niemieckie słowa odmieniano po śląsku, słowiańsku, a nie po niemiecku. Np nie mówiono: (byłech) „beim Opa” a „u Opy”.
W postępowaniu władz PRL, zwłaszcza żydo-komuny widać było wyjątkową hipokryzję. Budowano nowe lub odbudowywano postawione jeszcze przed wojną pomniki ku czci powstańców śląskich, ale samych Ślązaków represjonowano, szykanowano i spychano na margines życia publicznego, społecznego, kulturalnego i gospodarczego. Tylko ci, którzy odrzucili śląski język i dali się spolszczyć mieli szansę na awans społeczny i stanowiska w administracji, gospodarce i kulturze.  Pozwalano kręcić filmy o Ślązakach, ale musiały pokazywać one „polskość” Ślązaków. Propaganda władz głosiła, że powstańcy walczyli o „polskość” Śląska. A oni chcieli mieć autonomiczny śląski Śląsk przyłączony do Polski.
W tym miejscu muszę skorygować jedną pomyłkę Tomasza Zielińskiego. Napisał on:

„Przez cały okres PRLu wymuszano na nich opuszczenie własnych ziem.”

W rzeczywistości było wręcz odwrotnie. Wprawdzie z Dolnego Śląska po wojnie razem z Niemcami wyekspediowano za Odrę jako domniemanych Niemców wielu Ślązaków (często rzeczywiście mniej czy bardziej zgermanizowanych), ale na Górnym Śląsku Ślązacy byli potrzebni jako fachowa siła robocza w kopalniach i hutach. Wielu z nich rozgoryczonych postępowaniem nowej władzy wobec nich rzeczywiście chciało wyjechać za granicę, najczęściej do Niemiec. Władza jednak restrykcyjnie reglamentowała liczbę Ślązaków, którym udzielano pozwolenia na wyjazd na stałe. Odmowy wydania paszportów były na porządku dziennym. Wielu chętnym na wyjazd władze wielokrotnie odmawiały wydania paszportu. Niemniej Śląsk przez cały okres PRL opuszczały tysiące autochtonów rocznie. Najbardziej bolesne było to, że do Niemiec wyjeżdżały nawet dzieci powstańców śląskich, zrażone postawą władz i ludności polskiej, która po wojnie zalała Śląsk. Bo nie tylko władze PRL dawały się Ślązakom we wznaki- robiła to także napływająca na Śląsk ludność polska. Nie tylko ta z Kresów Wschodnich. Również Polacy z innych regionów Polski szukający na Śląsku pracy. Traktowali oni Ślązaków najczęściej „z góry”, lekceważąco, nierzadko wręcz z pogardą. Nazywano ich „Hanysami”, wyśmiewano ich język. Drażniło Polaków trwanie Ślązaków przy własnej tożsamości i własnym języku. Uważano ich więc za gorszych „Polaków”. A przecież Ślązacy i owszem, chcieli włączenia ich regionu w granice Polski, ale chcieli śląskiego Śląska. A nie polskiego. Oni nie walczyli w powstaniach o „polskość” Śląska, a o przynależność śląskiego Śląska jako autonomicznego regionu do Polski. I liczyli na to, że ich śląska tożsamość będzie szanowana i akceptowana. Jednak te ich oczekiwania nie spełniły się ani w II RP, mimo pozornej autonomii, ani  tym bardziej w PRL. Proporcja ludności polskiej i śląskiej przez cały okres PRL zmiejszała się na niekorzyść autochtonów. Ślązacy cały czas emigrowali mimo stawianych im przeszkód do Niemiec. Cały też czas trwał napływ Polaków na Śląsk za pracą. Ostatecznie Ślązacy stali się nieliczną w sumie mniejszością etniczną na ich własnej ziemi.
Większość Polaków mieszkających na Śląsku traktowała i najczęściej nadal traktuje Ślązaków jak gorszych obywateli, którzy zamiast cieszyć się z polskości Śląska uparcie trwają przy własnym języku i własnej śląskiej tożsamości. Tomasz Zieliński należy w kwestii traktowania Ślązaków do nielicznych chlubnych wyjątków.

Ślązakom niestety zagraża los jaki spotkał wiele słowiańskich plemion za Odrą. Tyle, że tamte zostały zniemczone, a Ślązaków chce się nieomal na siłę spolszczyć.
A przecież różnorodność regionalna tylko przydaje uroku Polsce. Spójrzmy choćby na przeróżne stroje ludowe w różnych regionach Polski. Jest to feeria barw i wzorów. Także przeróżne odmienne lokalne zwyczaje, potrawy i regionalne gwary są urozmaiceniem i przydają piękna Polsce.
Dlaczego Polacy chcą, aby wszystko w Polsce było od jednej sztampy – takie same, monotonne, niczym się nie różniące?

W normalnych warunkach, gdyby Polska była normalnym, wolnym krajem z całego serca popierałbym autonomię dla Śląska, naturalnie będącego autonomicznym regionem Polski. Ślązacy jako pradawni mieszkańcy ich regionu powinni być w nim gospodarzami. I to oni powinni nadawać ton temu, co na Śląsku się dzieje. Autonomia kulturowa i ochrona ich języka i kultury jest rzeczą obowiązkową nawet obecnie. Wszak ich język to jeden z prastarych  języków słowiańskich. Profesor Miodek jego bzdurami, (jakoby język śląski był „polską” gwarą), potwierdza tylko wypowiedź innego profesora, który stwierdził, że ilość idiotów wśród profesorów jest wyższa od średniej krajowej. Język polski wywodzi się z języka Polan i za sprawą dynastii piastowskiej stał się językiem urzędowym ich państwa, także po wygaśnięciu ich dynastii. Na przestrzeni wieków powoli ewoluował on (język staropolski jest niekiedy trudny do zrozumienia) dając dzisiejszy język polski. Język śląski to pokrewny do polskiego język Ślężan, który podobnie jak język polski przez wieki powoli ewoluował dając współczesną jego formę. Oba języki są równie prastare i żaden z nich nie jest gwarą drugiego. U profesora Miodka widać po prostu namolny polski szowinizm. Na siłę chce prastary język śląski przerobić na podrzędną „polską” gwarę. To właśnie za takie buńczuczne szowinistyczne wypowiedzi Ślązacy tak nie cierpią Polaków. Bo ci odbierają im prawo do róworzędności i do ich własnej tożsamości.

W tym miejscu odcinam się jednak całkowicie od Ruchu Autonomii Śląska i to z różnych powodów. Przede wszystkim ruch ten sterowany jest zza kulis przez okupanta i agenturę żydo-banksterów i zbyt wiele jest w nim farbowanych lisów nie mających nic wspólnego ze Śląskością. Rzeczywistymi zakrytymi celami RAŚ-u są:

– powolne przyzwyczajanie nas do wcielanego w życie w Polsce i w całej jewrounii żydo-banksterskiego planu „Jewropy regionów”.
http://www.dw.de/europa-region%C3%B3w-to-europa-bli%C5%BCej-obywateli/a-3919106
http://portalwiedzy.onet.pl/87675,,,,europa_regionow,haslo.html

Ten podstępny plan ma na celu powolne wyeliminowanie poszczególnych rządów krajowych w unijnych barakach (z Niemcami, Francją i UK włącznie). Ma także jeszcze bardziej rozmyć, zamazać i pozbawić znaczenia granice państwowe i osłabić tożsamości narodowe. Ma po prostu uczynić jewrounię jednolitym tworem pozbawionym państw i zarządzanym dyktatorsko przez mianowanych ponad naszymi głowami jewrokomisarzy. Temu właśnie służy regionalizacja jewrounii. Wyraźnie widać plany likwidacji jewrounijnych państw w wypowiedzi agenta rockefellerowskiej Komisji Trójstronnej J. Palikota:

On chce likwidować Polskę od „góry”, a RAŚ od „dołu”.

– Pomysł RAŚ ma zaciągać Polaków na kolejną fałszywą barykadę – niech walczą o „polskość Śląska”. A w tym czasie Polska  (Śląsk zresztą też)  dalej będzie zniewalana i dalej szabrowana.

Wielu Polaków daje się na tę prowokację niestety nabrać. I walczy propagandowo z RAŚ-em. Ludzie ci nie dostrzegają dwóch zasadniczych rzeczy – Ślązacy rzeczywiście powinni mieć  prawo do poszanowania ich odrębności i do rządzenia się u siebie po swojemu. Podobnie Polacy powinni mieć te same prawa. Tymczasem Polacy są niewolnikami we własnym kraju, zostali ograbieni z majątku narodowego i ubezwłasnowolnieni, ale zamiast w pierwszym rzędzie walczyć o polskość Polski, walczą z agenturalną organizacją o polskość Śląska. Który, nawet jeśli pozostanie w granicach III Rzydopospolitej i tak będzie własnością okupanta a nie Polaków. I wyzyskiwany będzie przez okupanta tak, jak wyzyskiwana jest cała reszta Polski. W tym przypadku okupant kolejny raz stosuje metodę dziel i rządź. Jeśli dorzucimy do całości obrazu agenturalną tzw. „mniejszość niemieckę” to mamy na Śląsku prawdziwy kocioł.

A tak na marginesie…

Tzw. „mniejszość niemiecką” powinno się rozwiązać (W Niemczech władze nie chcą zalegalizować mniejszości polskiej) a wszystkich urodzonych i żyjących na Śląsku „möchtegern” Niemców powinno się odesłać do ich ukochanego Vaterlandu. Część z nich potrzebowałaby wszakże wcześniej jeszcze sprachkursu, aby nauczyć się dobrze ich Muttersprache.
Brednie propagandowe tzw. „mniejszości niemieckiej”, że Śląsk jest niemiecki obrazują mentalność niemiecką – podbili Śląsk siłą, rządzili na nim dwa wieki i ryczą, że był on od zawsze niemiecki, że oni mają do niego prawo.

Ale i polski Śląsk być nie powinien. Niech będzie sobą – śląski – związany z Polską.

A dlaczego z Polską? Otóż, mimo że przeważająca część Śląska przez 6 wieków (od 1348 do 1945) była poza granicami Królestwa Polskiego, a później wielonarodowej Rzeczypospolitej język śląski (mimo niemieckich i czeskich naleciałości) jest najbardziej spokrewniony z językiem polskim. Z czego można wnioskować, że Ślązacy to rzeczywiście nasi najbliźsi słowiańscy bracia. Traktujmy więc ich jak braci we wspólnym rodzinnym domu – pozwólmy im umeblować ich pokój po swojemu.

Pamiętamy dobrze z okresu zaborów opór, jaki nasi przodkowie stawiali germanizacji czy rusyfikacji. Choć w tym drugim przypadku język rosyjski był językiem słowiańskim, jak język polski. A jednak nasi przodkowie bronili przed nim swojego własnego języka. Podobnie czują i postąpują Ślązacy – bronią ich języka.

Od nas zależy, czy słowiański język śląski nie zaginie, jak tyle innych słowiańskich języków.

Jest jeszcze jedna interesująca mnie sprawa – jak to jest, że tylko na Górnym Śląsku i na Opolszczyźnie przetrwały śląski język i śląska tożsamość. Natomiast na Dolnym Śląsku praktycznie ich nie ma. A jeśli są – to w ukryciu. Choć od pewnego czasu i tam coraz więcej potomków napływowych Polaków kultywuje  śląskie tradycje. Ale czynią to po polsku. Są Polakami a nie Ślązakami. Rzecz chyba leży w tym, że z powodu bliskości do Niemiec Dolny Śląsk został bardziej zalany ludnością niemiecką już w okresie piastowskim. Część tamtejszej ludności śląskiej przez wieki uległa germanizacji. Po II wojnie wyproszono ją za Odrę. Autochtonicznej ludności pozostało tam niewiele i rozpuściła się ona w rzeszach napływających kresowiaków. Natomiast Górny Śląsk zalany był mniejszą ilością napływowej ludności niemieckiej, która prowincją rządziła, a Ślązaków wykorzystywała jako tanią siłę roboczą w kopalniach i hutach. Ślązaczy widzieli to i trzymali się razem kultywując śląskie język i kulturę. I tak przetrwali germanizację, żydo-komunę i późniejszy PRL.

Niestety obecnie Ślązacy są powoli wymierającym gatunkiem. Jeśli nie nastąpią jakieś pozytywne zmiany w stosunku Polaków do Ślązaków za kilka pokoleń na Śląsku zaniknie śląski język. Polska, o ile jeszcze będzie wtedy istniała, zostanie zubożona o piękną kulturę i piękny śląski język.

.
.
opolczyk
.
.
PS

Śląsk kiedyś bogaty dzisiaj jak cały kraj jest bankrutem.

„Wtedy trzeba będzie tylko zaciskać pasa, bo Śląskie straci możliwość zaciągania kolejnych kredytów.”

Jak wiemy, bandyckie banki tylko bankrutom nowych „kredytów” nie udzielają. Ale gigantyczne zadłużenie Górnego Śląska nie dotyczy tylko sfery „publicznej”. Także jego mieszkańcy są najbardziej zadłużeni i najbardziej zalegają ze spłatą „długów”:

„Najwyższy poziom zadłużenia w podziale na województwa niezmiennie odnotowuje się w województwie śląskim. Jego mieszkańcy nie płacą w terminie zobowiązań na łączną kwotę ponad 7,8 miliarda złotych, a ich zadłużenie w ciągu ostatnich trzech miesięcy zwiększyło się o blisko 500 milionów złotych.”
https://windykacjabloog.wordpress.com/2014/10/08/dlugi-w-polsce/

Czy zastanawiamy się nad tym, dlaczego bogaty niegdyś Śląsk, przemysłowe serce Polski w czasach PRL jest bankrutem, a jego mieszkańców nie stać na spłatę „pożyczek”? Z czego zresztą mają je spłacać, skoro okupant niszczy nadal śląską gospodarkę, w tym kopalnie:
http://www.prawy.pl/z-kraju/8106-nocna-zmiana-pogrzebala-kopalnie-wegla-kamiennego
.
Plan okupanta jest jednoznaczny – wpędzić Polskę, w tym i bogaty niegdyś Śląsk w bankructwo, po czym nastąpi wyprzedaż wszystkiego – także ziemi – za długi.
A że Polacy i Ślązacy w przeważającej większości bogaczami nie są, Polskę i Śląsk wykupią obcy – pobratymcy władców pieniądza – żydo-banksterów. Przy obecnym systemie bankowo-finansowym żydo-zachodu akurat im pieniędzy na wykup majątków narodowych i ziem gojów nigdy nie zabraknie.
I jeszcze jedna sprawa. Śląsk to nie tylko obecnie niszczony przemysł ciężki – huty, kopalnie, koksownie, dymy, hałdy i szkody górnicze…

.
IF.
KKW Bolesław śmiały.
Koksownia zdzieszowice.
kopalnie węgla.
Praca pod ziemią.
halda03
.
z6837004Q,Teren--uszkodzony-przez-prace-gornicze--przesiakl
To także protestujący mieszkańcy:
.
protest w katowicach
.
protestty.
???????????????????????????????????????????????.
???????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????.
I piękna Przyroda:
.
Jeziorko na dolnym śląsku.
beskid śląski.
Opolszczyzna lasy państwowe.
KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA.
Sudety
Dlatego dbajmy o śląski Śląsk.
.
.
precz z jahwizmem.
.
Ręce Boga
Reklamy