Wesele czy jednak Weles? – Tomasz Zieliński

.

Bogowie natury

.

(Zamieszczam ciekawe spostrzeżenia o „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego pióra Tomasza Zielińskiego, które autor podesłał mi prywatną pocztą – opolczyk).

.

Wernyhora_Jan_Matejko

.

Wesele czy jednak Weles?

Wesele Stanisława Wyspiańskiego oczarowywało mnie od dziecka. Podczas oglądania filmu z niecierpliwością czekałem na chwilę pojawienia się duchów. Zwłaszcza na jednego – Wernyhorę. Jeśli trochę przysnąłem to rodzice szturchali mnie i budzili. Prosiłem ich o to i zawsze spełniali moje życzenie. Książka jest o niebo lepsza od filmu – jednak jako dziecko nie mogłem tego jeszcze wiedzieć. Zwłaszcza że, gdy pierwszy raz karmiłem swe oczy Weselem, nie umiałem wcale czytać. Od lat zastanawiało mnie – jaki przekaz zawarł, dla nas, w swoim dziele genialny Stach?

Weles

Wyspiański oparł swoje dzieło na prawdziwym wydarzeniu, jednak czy Świat Duchowy tam występujący też znał z widzenia? Nie chciał tego ujawnić i jak prawdziwy znawca ważne rzeczy starannie poukrywał aby pospolite oko tak łatwo go nie rozszyfrowało.
Magia na jego kartach jest na porządku dziennym. Przeplata się z rzeczywistością i jest to oczywiste, a jedno nie przeszkadza drugiemu. Bogiem opiekującym się czarami i wszystkimi niezwykłościami jest słowiański Weles. Przestawiając litery w jego imieniu otrzymujemy tytuł sztuki (taki anagram). Jak Wesele, gdzie ludzie mają być i są radośni może być dramatem? Tak nam to często powtarzają w szkole, że nie zwracamy uwagi na takie drobne szczegóły. Czary czarami – nie wszyscy na nie jednak czekają – takie małe dziecko, zaledwie kilkuletnie, Isia nie poddaje się urokowi chwili i przegania istotę nadprzyrodzoną jak pospolitego zwykłego śmiecia. Wyspiański unaocznił pewną prawdę, że dzieci nie mają jeszcze rozwiniętego życia duchowego i nie umieją nawiązać z nim łączności (w sumie to dobrze bo kruche istoty są nie odporne na ataki „demoniczne” a tak to z założenia są zabezpieczone przed nimi). Z wiekiem ludziom przychodzi to znacznie łatwiej, o czym zaraz się przekonamy. Tak wypowiada się Gospodarz – przedstawiciel starszyzny:

„były bogi, będą bogi;
wiara jeszcze jakaś w ludzie”

Wiedział, że wiara słowiańska jest ciągle żywa w Narodzie – pomimo kilkusetletniego jej zwalczania, a wkrótce wszyscy przekonają się jak bardzo.

Wernyhora

Dla mnie kluczową postacią jest wysłannik z odległych kresów – Wernyhora. Jego niespotykane imię kołatało się długo w mojej głowie. W końcu jestem Słowianinem i postanowiłem poszukać jego znaczenia bez słownika. Wernyhora = Wierny Hora = Wierna Góra. Czy tak jest w istocie? Góry są świętymi miejscami, niezbędnym składnikiem wielu wierzeń i religii. Tam zachodzą cuda, tam obcuje się z Bogami albo góry są siedliskami Bogów. Ukrainiec przychodzi jako Duch Narodu, którego? W 1900r nie ma na mapie państwa polskiego ani ukraińskiego. Wernyhora jest Duchem Narodu – Naszego Słowiańskiego.
Jak On zwraca się do Gospodarza? Dokładnie w ten sposób: „Sława”. Jakby brat witał brata. Kto się tak w ogóle wita? (nie rzekł pochwalony ani dobrej nocy). Jest on osią wydarzeń. Osią świata wokół której odbywa się całe widowisko. Przybywa na ognistym białym koniu – świętym zwierzęciu poświęconym cztero-twarzowemu Bogu Bogów, Świętowitowi. Sam wysłannik niebios przyszedł by zadbać o swój Lud.

Zasadniczym celem wszystkich tych działań jest odrodzenia na poziomie duchowym. Zjednoczenie dobrych sił i wykrzesanie mocy w Narodzie. Nie chodzi o tworzenie państwa złożonego z „władców” i „parobków” bo to już było i na dobre żadnemu narodowi nie wyszło. To wszystko miało zniknąć, granice zatrzeć się. Nie chodziło również o zwycięstwo militarne (czyli w na płaszczyźnie czysto materialnej).

Wernyhora jak szaman zaklina siły przyrody – słowem i pieśnią. Umie zapanować nad mocami świata i stopniowo wzmaga je:

„Słyszysz, jak wicher wyje!
Słyszysz, wielki deszcz się pluszcze!
Słyszysz, chrzęszczą wielkie drzewa
I jak trzaskają kuszcze:
to tam moja drużba śpiewa,
tysiąc koni grudy bije
ze złotymi podkowami!”

Powoli z otoczenia wyłaniają się i „materializują się” rzeczywiste oddziały. Wernyhora robi użytek z liry aby rozmawiać przy pomocy muzyki ze Światem Duchowym. Przekazuje w ręce śmiertelnika święte naczynie ofiarne Świętowita – Złoty Róg. Wiele razy pada tam przy nim liczba cztery – jak święty symbol. Sam wspomina, że jest dawnej wiary. Jakiej mógłby być innej niż naszej słowiańskiej? Nigdzie w utworze nie pada słowo Ukrainiec, jest za to „gość z Ukrainy”. Chochoł jest jego drugim wcieleniem. (Chochoł to niestety przezwisko na wspomnianych Słowian wschodnich, a w Weselu to tylko pseudonimem). Aby wszyscy się przekonali że nie są to czcze obietnice jego koń gubi złotą podkowę – namacalny znak jego działań.

Przybycie

Dla mnie pierwszym duchem zjawiającym się na „Weselu” jest Rachela. Niby żywa istota a cały czas zachowująca się odmiennie. Nie pasuje do rzeczywistości. Miota się pomiędzy gośćmi nie mogąc zagrzać nigdzie miejsca. Poeta nawet zauważa, że przypomina ona widziadło. Przez chwilę ktoś ujrzał w końcu jej prawdziwe ja. Jest ona – spojrzeniem z innej perspektywy na nasze własne sprawy. Skoro ona je widzi to my również powinniśmy. Rachela jest żydówką ale w Weselu nigdy nam nieprzyjazną. Nie judzi, bo jest tylko zjawą, która przybrała ludzką postać. Poeta wiele razy opanowuje ją lecz po chwili pozwala swobodnie działać. Umiejętnie kieruje mocą tego żywiołu.

Mądrość i siła rdzennego Ludu Słowiańskiego jest przetrzymywana przez wielu zgromadzonych. Najbardziej widocznym przykładem jest wójt Czepiec. Mądrość kobiecą, lekko nieokrzesaną, posiada Panna Młoda.
Dzielną i odważną kobietą jest Maryna. Zebrała dla nas mądrość Narodu i przekazała ją nam w scenie ósmej:

„mówili o Polsce chłopi
i mówili wcale rozsądnie i szczerze:
że tego, tamtego trzeba bić,
że się nie trzeba dać, że trzeba jakoś żyć,
że dłużej tak nie może trwać”

Widać tu wyraźnie ślad Matriarchatu, gdzie to białogłowy dzierżyły mądrości rodziny, rodu, narodu. Wiele razy potykała się na słowa z Poetą nie dając się mu usidlić (nikt wcześniej nie dał mu rady). Widzi dobro i piękno tam gdzie ono rzeczywiście występuje. Kim ona jest, że ma taką moc? Dla jasności sama nawet delikatnie nam podpowiada krótkim zwrotem: „Ja wróżę”. Tak, jest ona Dobrą Wróżką tego Zgromadzenia. Poświęcę kilka słów odnośnie jasnowidzenia lub przewidywania przyszłości: dawniej nie warto było zaczynać żadnej sprawy bez wróżby, jeśli Bogowie byli nieprzychylni. Wówczas nasze działania były stratą czasu. (obecnie też jest cały zastęp wróżbitów tylko tytułuje się ich inaczej np. główny analityk).
Elementy wrogie: żyd (z narodu kapłańskiego) i ksiądz obcej religii trzymają się razem i próbują wspólnie szkodzić. Pokazani są w tle głównych wydarzeń i nie mają wpływu na zasadniczy ich bieg.
Lud weselił się, przyjął za oczywistość pojawienie się duchów, po nich mieli przyjść Bogowie. We wspomnianej scenie ósmej Poeta już o tym wie a być może też Ich widzi. Z jego ust padają następujące słowa:

„jak majaki spokojnych Słowiańskich Bogów”

Pierwszy bóg Weles czarami przygotował Naród Słowiański na Ich przyjście. Fraza „cały świat zaczarowany” pojawia się wielokrotnie jak fragment życzenia i pieśni modlitewnej do Niego. Tylko te trzy słowa są pieśnią i refrenem jednocześnie. Ludzie zapragnęli takiego zaczarowanego świata.

Po Welesie mieli przyjść Słowiańscy Bogowie: Perun – „tem wezwaniem piorunowem”, Łada Bogarodzica „z ryngrafem Bogarodzicy”, Swaróg „nim wstanie słońce” „zaś nie swarzcie”, Światowid lub Biełobog „Jasny Bóg”. Niestety Słowianie nie przygotowali się do tego należycie i Świat Duchowy zostawił nas, na ziemi, samym sobie. Na razie. Porzucony Złoty Róg został zabrany przez darczyńcę i czeka na nas. Widziała to słomiana postać…

Chochoł

Skoro przez przypadkowe niedbalstwo Jaśka (młodego zucha) nie dało się zakończyć zwycięstwem wskrzeszenia Ducha Narodu to Chochoł (wcielenie Wernyhory) jako wprawny czarownik pomógł powrócić ludowi z odmiennego stanu świadomości – szamańskiego transu – z powrotem na ziemię. Zrobił to w tak umiejętny sposób aby nie unicestwić swego ludu.

„Na czołach im kółka zrób”

Wiele lat temu moja babcia uczyła mnie prostych metod jak zdjąć komuś urok, jednym ze składników jego „odczyniania” – było właśnie wykonanie koła na czole (nie samym palcem). Taką metodą też sam pomagałem różnym ludziom. Chochoł-Wernyhora każe wykonać Jaśkowi też inne rytuały magiczne:

zakreśl butem wielki krąg”

I rozpoczyna pieśń szamańską – jest to forma wynagrodzenia Światu Duchowemu za jego działania i możliwość korzystania z nadprzyrodzonych mocy, często takie pieśni są wykonywane w nieznanych językach lub ich warstwa słowna jest bardzo uboga, lecz nie to jest ważne jedynie tylko własny wkład w tą pieśń np. modulacja głosu aby za każdym razem słowa miały inną treść:

„tęgo gram, tęgo gram”

Biedny Jasiek miotał się pomiędzy weselnikami chcąc wyrwać ich z mocy czarów. Jego proste metody zawiodły. Udało się to tylko dzięki wydatnej pomocy Chochoła. Dzięki niemu nie doszło do zguby zgromadzonych. Zwykli śmiertelnicy sami nie daliby rady, potrzeba było tęgiego czarownika. Jeszcze jako Naród nie byliśmy gotowi na połączenie się tu na Naszej Ziemi ze Światem Duchowym. Przyjdzie jeszcze nasz czas. Może jest on bardzo bliski. Przybywa dzieł o jedności Słowian, wspólnych korzeniach i wspólnym przeznaczeniu. Pod hasłem, sztandarem – „Słowianie dzieci Bogów”. Niesamowita piosenkarka Wielesława (Велеслава) wykonuje pieśń „Podnieś się z kolan Ludzie Rosyjski” (Поднимайтесь С Колен Люди Русские) Chciałbym wykrzyknąć za Nią „Podnieś się z kolan – Ludzie Słowiański”.

Tomasz Zieliński

 

————————————————————

————————————-

 

Dla porządku wrzucam jeszcze pieśń „Поднимайтесь С Колен Люди Русские” (Podnieś się z kolan Ludzie Rosyjski) o której wspomniał Tomasz Zieliński.

 

A od siebie dorzucę jeszcze tę pieśń:

 

 

Przyznam się szczerze, że „Wesela” nie czytałem. Ucieszyło mnie więc, że „czwarty” wieszcz pisał o „spokojnych Słowiańskich Bogach”. Co pokazuje, że na początku XX wieku wiedział o nich. A w jego czasach nie było łatwo pisać o tym pisać. Na ziemiach polskich trwała oprócz działalności politycznej także katolicka agitacja endeków Dmowskiego pod hasłem „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem…”. Wspierał to kk, który pod pretekstem walki o polski język i o polskość katoliczył mieszkańców zaborów. W tej sytuacji pisanie o słowiańskich bogach mogło narazić każdego na okrzyczenie go zdrajcą. Mickiewicz, uważany za największego wieszcza wprawdzie odwoływał się do tzw. „tradycji ludowej” (czyli do Słowiańszczyzny) ale to on pozostawił po sobie owo niechlubne, przykuwające Polskę do rzymskiej szubienicy „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem…” (Polska jest watykańska a Polak żydłakiem). I zatruwał umysły Polaków jego rusofobią. I pewnie z tego powodu przez niektórych promowany jest jako „Strażnik Przyrodzonej Wiary Słowian”. Ale skoro te same osoby promują jako „strażnika” wiary Słowian Jaksę z Kopanicy, uczestnika wyprawy krzyżowej do Jerozolimy, fundatora klasztorów i kościołów – to promowanie katolika Mickiewicza jako kolejnego „strażnika” (przykuwającego Polskę do rzymskiej szubienicy) dziwić nas nie powinno. Kolejny „wieszcz” – Krasiński – w Rzymie bronił w 1948 herszta Watykanu Piusa IX podczas rewolucji. Pozostał jeszcze Słowacki. Pisał on min:

 

„O Polsko! jeśli ty masz zostać młodą
I taką jak ta być, co dzisiaj żyje,
I być ochrzczona tą przeklętą wodą,
Której pies nie chce, wąż nawet nie pije…”

 

Oraz:

 

„Ciebie się żadna trucizna nie imie;
Krzyż twym papieżem jest — twa zguba w Rzymie!”

 

Ale w tej samej zwrotce jest i to:

 

„(…) Jesteś córką Boga
I siostrą jesteś Ukrzyżowanego.”

 

A jeszcze dalej znajdziemy w „Beniowskim”:

 

„Czołem bijący w marmur Chrystusowy…”

 

No więc na dwoje babka wróżyła.

Trudno jest dzisiaj ocenić, na ile różni poeci i pisarze odwoływali się do tzw. „tradycji ludowej” (do Słowiańszczyzny) z rzeczywistego nią zainteresowania, a na ile z wyrachowania, chcąc, aby ich książki „trafiły pod strzechy” i były czytane przez lud (Wyspiańskiego o wyrachowanie nie posądzam). Choć z tymi książkami trafiającymi pod strzechy był jeszcze i taki problem – na wsi panował powszechny nieomal analfabetyzm. Gdy upadała rozbita fanatyzmem garstki katolików Rzeczypospolita Wielu Narodów nawet biedoty szlacheckiej nie stać było na edukację potomstwa (a katolactfo bredzi, że katolicyzm przyniósł Polsce oświatę). Pod zaborami z biegiem czasu oświata na wsi trochę ruszyła. Ale nadal ogrom mieszkańców wsi stanowili analfabeci. Tak więc książki, jeśli już trafiały pod strzechy, to i tak prawie nikt ich nie czytał.

Dzisiaj czasy się zmieniły. Nie ma u nas analfabetyzmu, choć współczesna „oświata” bardziej przypomina indoktrynacją i programowanie/pranie mózgów niż rzeczywistą oświatą czyli oświecanie ludzi. Niemniej czytać potrafimy wszyscy. Widzimy też narastające zainteresowanie coraz większej ilości ludzi naszą własną, słowiańską kulturą i tradycją. Co niezmiernie cieszy. Choć zainteresowaniu Słowiańszczyzną towarzyszą i negatywne zjawiska. Pod Słowiańszczyznę podszywają się polityczne grupki szowinistów-rasistów. Związki rodzimowierców prowadzą spory „dogmatyczne” przypominające spory katolików z protestantami. Odwołujący się do tradycji słowiańskiej idą na kolaborację z tzw. „Ruchem Narodowym”, który jest ruchem nowego żydowskiego narodu wybranego – katolików. No i podstawieni agenci próbują skierować słowiański żywioł w jedynie słuszną stronę. Widać to po tandemie Białczyński – Kopko/”Orlicki”. Białczyński już wcześniej był zaślepionym rusofobem i jako strażników wiary Słowian promował ewidentnych jahwistów. Obecnie żyły z siebie wypruwa broniąc bandytów banderowców i kijowską uzurpatorską zbrodniczą juntę z żydowskim oligarchą Waltzmanem/Poroszenką na czele. Tytułuje ich „wolnymi ludźmi”. I szczuje na Rosję. I płatnego agenta zbrodniczej CIA – Kuklińskiego – promuje na wzorcowego patriotę. I urządza „Słowiańskie msze święte”. A Kopko/”Orlicki” wtóruje mu we wszystkim. I wyraża się o Polakach per „goje” (w ferworze dyskusji zapomniał, że jest pełniącym obowiązki Polaka i z typową żydowską pogardą pisał o Polakach-gojach). Wcześniej wielokrotnie starał się wykazać bliskie związki Słowian z semitami i Słowiańszczyzny z judaizmem i żydo-chrześcijaństwem. Obecnie pisuje nawet (obok Białczyńskiego) w kwartalniku „Słowianić”. Co utwierdza moje podejrzenie, że kwartalnik jest pismem „Słowianić po żydowsku” i na żydowską modłę.

Niemniej myślę, mam nadzieję, że cała masa ludzi prędzej czy później ominie rafy i przeszkody na drodze do rzeczywistej słowiańskiej tożsamości i że Słowiański Duch zagości na naszych ziemiach. Nie będziemy Słowianami znad Jordanu – jak chcieliby tego co niektórzy.

.

.

opolczyk

.

.

precz z jahwizmem

.

.

Ręce Boga

Advertisements

17 thoughts on “Wesele czy jednak Weles? – Tomasz Zieliński

  1. lubię Cię czytać. daje mi to poczucie plemiennej więzi z Bogami, jak w szmańskim rytuale.

    Sława!

    Lubię to

  2. Więc kiedy przyjdzie ten czas
    gdy z ust i serc Słowiańskich mas
    popłynie radosna pieśń
    i będzie sie w przestworza nieść
    skruszyliśmy niewoli kajdany
    nasz godny byt na Ziemi nie będzie zabierany
    czy pomoże nam w tym duchowy Słowiański świat
    teraz a nie za sto lat
    wciąż nie jesteśmy gotowi
    obcy nam nasze dusze łowi
    wciąż jesteśmy na kolanach
    słychać beczenie owcy i barana
    otępieni zniewoleni
    strzyżeni i goleni
    zabrano nam godny Słowiański byt
    chcą oddelegować nas w niebyt
    ciągle i ciągle skłócani
    oszukiwani i omamiani
    dokąd Słowiański człowiecze
    będziesz powtarzał co się odwlecze to nie uciecze
    chcemy teraz godnie żyć
    prawdziwym człowiekiem Słowianinem być
    z dumnie podniesioą głową nie w ukryciu
    z sercem na dłoni tu i teraz w tym życiu.

    Lubię to

  3. Co do JB: Sam byłem początkowo czytelnikiem jego publikacji i dość częstym gościem jego bloga. Po czasie jednak pewne elementy tak misternie przez niego plecionej układanki zaczęły mi niepasować, niektóre wręcz razić, a całkowite ‚przejrzenie na oczy’ nastąpiło w początkach
    konfliktu na Ukrainie. Zdemaskował się ten osobnik całkowicie, ujawniając swoje prawdziwe oblicze. Mam tylko nadzieję, że jest większe grono osób, które poznały się na propagowanej przez JB ‚słowiańszczyźnie’.

    Lubię to

    • Ja również namiętnie czytałem blog tego pana i początkowo mocno byłem pod wrażeniem. Powoli olśnienie zaczynało do mnie przychodzić przy okazji różnych dziwnych publikacji odnośnie PiSu a potem tzw. Ruchu Narodowego. Ostatecznie dałem sobie spokój jak zaczął popierać ten cały syf na majdanie w Kjowie i pluć bez opamiętania na Rosję. Pragnę jeszcze dodać że najśmieszniejsze jest to, że na blog Opolczyka trafiłem właśnie poprzaz Białczyńskiego. Dla mnie to jest jeden z dowodów,że Słowiańscy Bogowie czuwają jednak nad nami

      Lubię to

  4. Przynależność do jednej czy drugiej grupy mającej w swej nazwie słowiańskość nikogo Słowianinem nie uczyni, to trzeba poczuć głęboko we wnętrzu, a jak się poczuje pielęgnować jak najdroższą w świecie roślinę, a wtedy urośnie w nas potężny dąb naszej i naszych ojców wiary. Co różni Słowianina od np. chrześcijanina? Słowianin wie skąd przybył, dokąd zmierza, a dzięki temu wie gdzie się znajduje – chrześcijanin nie ma pojęcia skąd się wziął, ani dokąd zmierza, więc nie ma prawa wiedzieć gdzie jest – jedyną wskazówką jest to, że „królestwo jego pana jest nie z tego świata”, toteż ten świat traktuje jak najeźdżca, jak mu jego pan każe.
    Słowianin wie, że był tu zawsze, jest i zawsze będzie dopóki będzie istniała Matka Ziemia – jego ciało jest, było i będzie częścią Matki Ziemi, a jego dusza zawsze była, jest i będzie częścią jej duszy, dlatego szanuje Matkę Ziemię i traktuje ją z należnym szacunkiem.
    Chrześcijanie to biedni oszukani ludzie, którym kazano wierzyć, że ich dusze są nie z tego świata, co może i jest prawdą, ale dotyczy nielicznej grupy (ich dusze rzeczywiście mogą nie pochodzić z naszego świata – stąd taki stosunek do Matki Ziemi i wszelkiego na niej stworzenia). Pomyślmy jak może się czuć ktoś kogo dusza i ciało przynależą do tej Ziemi, a każe mu się wierzyć, że pochodzi skądinąd i tam też zmierza, jak ktoś taki może się zachowywać w doczesnym życiu i jak traktować wszystko co go otacza – tak jak ktoś w wynajętym mieszkaniu na którym mu nie zależy. Pomyślmy czy nasza Matka Ziemia może przyjąć taką zagubioną duszę do siebie? Taki człowiek jest jak Słowianin ciałem i duszą związany z naszą Matką Ziemią, ale nie ma o tym pojęcia, bo został oszukany przez tych, których dusze nie pochodzą z tego świata. Jakież rozczarowanie czeka każdego chrześcijanina, gdy zorientuje się że w miejscu w które wierzył go nie chcą, a wrócić do miejsca z którego przyszedł raczej już wrócić nie może – współczuję im, bo nie z własnej winy zostali wprowadzeni w błąd. Może nasza Matka Ziemia przyjmie ich do siebie mimo tego, że błądzili i pokaże im prawdę – ja w każdym razie będę ją o to prosił.

    Lubię to

  5. z zaciekawieniem przeczytałem artykuł..to w sumie jest takie oczywiste a umknęło:) najciemniej zawsze pod latarnia:) …..pewnych rzeczy nie zauważamy bo musimy do nich dojrzeć …mój dziadek zamiast ,,boże narodzenie ,, mówił Szczodre Gody…i dopiero gdy zrozumiałem kim tak naprawdę jestem nabrało to dla mnie rzeczywistego znaczenia :)….zwiedziłem w okolicy wszystkie znane mi grodziska i dopiero niedawno mnie olśniło ze sam mieszkam na grodzisku i to bardzo potężnym ….u nas gdy sie ktoś o coś pyta a nie wiemy co odpowiedzieć mówimy ,,a Pieron wie,, i teraz wiem ze to sie odnosi do bytu a nie do zjawiska ,,,

    Lubię to

    • Zdarza się, że stykamy się w życiu z czymś, czego nie rozumiemy. Pamiętam jak w latach 70-tych XX w. w miejscowości w której mieszkałem w pierwszy dzień wiosny (który dla mnie był wtedy wyłącznie dniem wagarowicza) dziewczęta (głównie ze wsi) z średnich szkół chodziły nad rzekę i topiły w niej słomianą Marzannę. Ja traktowałem to wtedy jako „zwykły” stary/ludowy/wiejski zwyczaj – i nic więcej. Nie miałem pojęcia że to prastary, prasłowiański pogański obrzęd przeganiania zimy i witania wiosny. Podejrzewam, że większość z tych dziewcząt także traktowała topienie Marzanny jako „tradycję ludową” bez wiązania jej z pogańską Słowiańszczyzną.

      Lubię to

  6. Dziękuję z przepiękną oprawę tego artykułu.
    Przygotował Pan kunsztowne otoczenie dla niego, trudno sobie wyobrazić lepsze przyjęcie. Jakby drobna perełka została oprawiona w złoto i klejnoty. Jeden z najpiekniejszych dni w moim życiu,

    Z bogatego warkocza wyplotłem ledwie jeden kosmyk. Większość książki i bohaterów pozostawiłem nieruszoną. Coś zostanie dla przyszłych pokoleń.

    Lubię to

    • A ja dziękuję za przesłanie mi Pańskiego tekstu o „Weselu” i o wspomnianych w nim „spokojnych Słowiańskich Bogach”. Już choćby za to tekst zasługiwał na „przepiękną oprawę”.

      Lubię to

  7. Pingback: Wesele czy jednak Weles? – Tomasz Zieliński | Słowianie i Słowianowierstwo

  8. Mitologia Słowiańska pełna jest różnych stworzeń tak duchowych jak i przybierających czasowo postać fizyczną jak i wręcz fizycznych. Wiele z nich mimo współczesnych negatywnych konotacji w czasach dawnych Słowian służyła ludziom, a jeśli szkodziła to tylko złym czy fałszywym, niektóre były obojętne, a negatywne odczucia były skutkiem indywidualnej interpretacji (kamień może upaść na nogę, ale to nie oznacza, że jest zły).
    Przytoczę kilka przykładów:
    Bagiennik – była to postać obojętna, jeśli ludzie mieli z nią do czynienia, to nie dlatego, że on tego chciał, trafiało się na niego przypadkiem i wynik takiego spotkania zależał od nastawienia obu stron. Zamieszkiwał ponoć płytkie bagna i tam można było go spotkać, często wystawiał oczy i nozdrza nad powierzchnię, zaskoczony strzelał z nozdrzy błotnistą mazią, która miała ponoć lecznicze właściwości, mimo iż była parząca można nią było leczyć reumatyzm, bóle krzyża, ciężkie rany, niestrawność, choroby serca a nawet bezpłodność. Mimo groźnego wyglądu i zachowania nie obawiano się go, ponieważ spotkania z nim nie bywały śmiertelne.
    Bobo – (Buba, Buka, Bubbul, Macha, Matoha, Motolica nazywano go także Kasznej lub Kosznej, by w końcu uzyskał nazwę Kościej) Był to „straszliwy kościany mąż”, który towarzyszył czarownicom w czasie spotkań na Łysej Górze, dlatego nazywano go często „dozorcą czarownic”, gdy czarownice chciały skrzywdzić poczciwego człowieka straszył je i przeganiał, ponieważ miały swoimi czarami szkodzić tylko ludziom złym.
    Baba Jaga – Dziś przypisuje jej się szkodzenie ludziom, ale dawniej służyła ludziom dobrą radą i pomagała rozwiązywać ludzkie problemy, jeśli zaszkodziła komuś to tylko temu kto przybył do niej w celu zaszkodzenia komuś innemu.
    Boruta – zwany Leśnym. Władca lasu, opiekun i władca zwierząt leśnych, ukazywał się przeważnie pod postacią wilka lub puchacza, a czasem jako wir powietrzny. Zwodził wędrowców za pomocą krzyków, chichotów i innych dźwięków, ale tylko tych, którzy nie oddali szacunku jego dziedzinie. Za czasów chrześcijańskich uczyniono z niego diabła.
    Darmopych – czynił niegodziwców pyszałkami do tego stopnia by stawali się pośmiewiskiem dla ludzi.
    Domowik – (zwany również Domowojem) duch opiekuńczy domu wg. wierzeń Słowian był to duch jakiegoś zmarłego dawniej mieszkańca domu, był traktowany jak członek rodziny, zawsze trzymano dla niego miejsce przy stole i nakładano mu jadło. Zaniedbany potrafił uprzykrzyć życie strasząc mieszkańców, bądź tłukąc naczynia.
    Dziwożony – (Mamuny, Majmuny) mieszkały w lasach i były porośnięte na całym ciele rudym włosiem. Opiekowały się młodymi leśnych zwierząt a także dziećmi ludzkimi. W czasach chrześcijańskich zmieniono ich właściwości i miały szkodzić położnicom, podkładać zamiast dzieci potomstwo czarownicy itp.
    Raróg – święty sokół, przyboczny samego Swaroga ( czasami pod jego postacią objawiał się sam Swaróg), posiadał ognisty wzrok, który potrafił zmienić ludzi w dziwolągów a nawet zabić.
    Rogalec – podsycał i wzmacniał wiarę w niepoważne zabobony, przesądy i gusła u tych, którzy nie chcieli wierzyć w Słowiańskich Bogów.
    Rusałki – boginki wodne, mieszkały w rzekachi jeziorach miały piekne długie włosy, nosiły wianki z kwiatów i długie powłóczyste szaty choć czasami wolały chodzić nago. Potrafiły pięknie śpiewać i tańczyły w świetle księżyca. Ich świętym drzewem był jawor. Ich święto przypadało na początek maja i wtedy wychodziły na brzeg w dzień i siadywały na jaworowych gałęziach, był to okres w którym można już było się kąpać po zimie. Mężczyzna zwabiony przez Rusałki mógł zostać zatańczony na śmierć.
    Rzędzicha – budził tęsknotę do władzy u ludzi tego niegodnych, co doprowadzało do ośmieszenia delikwenta. Kobiety pragnące rządzić w domu zwano właśnie rzędzichami.
    Skarbnik – (Karzełek) duch zamieszkujący podziemia, strzegący skarbów Ziemi. Ludzi uczciwych i pracowitych nagradzał sowicie zaś leniwych, chciwców i skąpych karał bezlitośnie.
    Smółka – rozkochiwał rozpustnych młodzieńców w starych kobietach, toteż bardzo go lubiły stare panny.

    To tylko kilka postaci z mitologii Słowiańskiej które mnie osobiście się podobają.

    Mitologia Słowian jest przepiękna i bogata. Przy czym zauważ, że choć są w niej i złe siły, złe duchy, nie było ani jednego tak mściwego i ludobójczego jak żydowski Jahwe Ludobójca.
    https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/
    W żydzizmie chrześcijańskim nawet niby „dobry” obrzezany cieśla, głoszący rzekomo miłość bliźniego nawoływał do samookaleczeń strasząc piekłem:
    „Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.” MT 5, 29-30
    I ta mściwa nadjordańska dżuma chce konkurować z pogaństwem.
    opolczyk

    Lubię to

    • Im więcej czytam i dowiaduję się o mitologii Słowiańskiej tym bardziej jestem przekonany, że te złe duchy wcale nie były takie złe, tylko ludzie wchodzili im w drogę w niewłaściwym momencie, bądź nie okazywali im należnego szacunku (nikt nie lubi gdy się go lekceważy), albo po prostu jako uosobienie sił natury posiadały dwoiste charaktery – woda daje życie, ale można w niej utonąć, słońce ogrzewa, ale może też i spalić. Po prostu nasi przodkowie pojmowali naturę i nie tyle się jej bali co ją szanowali. Dziś podczas panowania biblijnej koncepcji życia szacunek jest traktowany zamiennie ze strachem, stąd chrześcijańskie konotacje Słowiańskich duchów i demonów jako wyłącznie złych. Myślę, że najbardziej jaskrawym przykładem będzie tu Baba Jaga, która pewnie w czasach naszych przodków była Wiedunką albo Wied’mą żyjącą w lesie lub jego pobliżu, ze względu na dużą wiedzę dotyczącą w większości medycyny i mądrość związaną z wiekiem i wiedzą ogólną, ludzie chodzili do niej się leczyć, a także zasięgnąć rady w życiowych sprawach – dlatego zapewne była otoczona szacunkiem. Lecz gdy nastało chrześcijaństwo różni pewnie możni ludzie chcieli wykorzystywać ich wiedzę w niecnych celach (przypuszczam że „kapłoni” nowej religii również), ponieważ im się to nie udawało, stworzyli mit złej wiedźmy, która szkodzi bogobojnym chrześcijanom i z czasem szacunek do nich przerodził się w strach przed nimi, a potem było łatwo taką Wied’mę spalić na stosie czy utopić pod lodem, bo ludzie chętnie pozbywają się tego czego się boją. A gdy już praktycznie nie było wied’m pojawili się bracia Grimm i napisali paszkwil o tym jak to biednego Jasia z Małgosią Baba Jaga chciała upiec w piecu i skonsumować, ale to już inna bajka…

      Trochę takich złych duchów by się znalazło:

      Bazyliszek – potwór o postaci podobnej do koguta, z koroną na głowie, wężowym ogonem i żabimi oczami, którymi zabijał
      Bezkosty – upiór pozbawiony kości
      Bies – demon przyrody, nieprzychylny ludziom, kryjący się w lesie, na bagnach, itp., strzeże ukrytych skarbów
      Błędnica – demon leśny, powodujący błądzenie ludzi w lesie, sprowadzający ich na bezdroża
      Chowańce – domowe diaboliczne demony-darmozjady
      Cicha – groźny demon zabijający małe dziewczynki
      Dziwożony – porywają dzieci lub dorosłe dziewczęta
      Mamuny – owłosione kobiety podmieniające dzieci
      Morana (Marzanna) – personifikacja zimy, choroby i śmierci, ogólnego zła
      Morowice – chude kobiety ubrane na biało, rozsiewające zarazę, palące zborze, itp.
      Nocnice – zmory wywołujące płacz niemowląt
      Rusałki – żeńskie demony, które mogą utopić lub „załaskotać” na śmierć młodych mężczyzn (leśne, polne, żytnie, itp.)
      Strzygi – żeńskie demony nocne duszące ludzi i żywiące się ich krwią
      Upiory – dusze samobójców lub czarowników, ożywione po śmierci, straszą ludzi i piją ich krew
      Utopce – dusze ludzi zmarłych poprzez utonięcie, topią pływających
      Zmory – demony duszące ludzi lub zwierzęta podczas snu
      http://welesowy-jar.fm.interia.pl/panteon_slowianski.htm

      opolczyk

      Lubię to

  9. Jest to całkowicie zrozumiałe choćby z tej przyczyny, że nie można docenić dobra jeśli nie ma zła – jedno bez drugiego nie istnieje przynajmniej w ludzkim pojęciu. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że w czasach chrześcijańskich wielu mitycznym postaciom Słowiańskim po prostu „dorobiono” rogi. Osobiście uważam, że pojęcie dobra i zła jest ściśle związane z człowiekiem i jego interpretacją wszystkiego co go otacza. Przyroda sama w sobie nie jest dobra lub zła, to tylko ludzie odbierają ją w ten czy inny sposób. Jeśli ktoś idzie na bagna to jest duże prawdopodobieństwo, że utonie, ale to nie znaczy, że bagno jest złe. Zwodniczy charakter wielu mitologicznych istot wynika z ludzkiej interpretacji. Możemy mówić o wilku, że jest zły bo zjada śliczną sarenkę, ale jeśli wilk jej nie zje to sam umrze z głodu – po prostu taka jest kolej rzeczy, więc czemu nie ma być istot które traktują ludzi podobnie jak wilk sarenkę? – co wcale nie znaczy, że to są istoty z gruntu złe, taka jest ich natura, człowiek tak jak wspomniana sarenka może się chronić przed nimi unikając ich lub miejsc w których przebywają. Np. wspomniane upiory (wąpierze) to dusze ludzi, którzy zostali niewłaściwie pochowani przez rodzinę i zwykle były ściśle z nią powiązane, właśnie z powodu niedopełnienia przez nią obowiązku pochówku (głownie chodziło o spalenie ciała, prawdopodobnie upowszechniła się wiara w wąpierze gdy z nastaniem chrześcijaństwa ciała składano do grobów bez dopełnienia obowiązku ciałopalenia).
    Jestem przekonany, ze jesteśmy zgodni co do tego, że nie wszystkie postacie mityczne były dobre, ale ja wolę te dobre złym mówiąc a kysz!

    Lubię to

  10. koleżanki i koledzy,

    Napisał do mnie p. Czesław Białczyński, że chciałby zamieścić ten artykuł w Słowianiciu.
    Dopisałem jeszcze stronę tekstu i drugie zakończenie. Wprowadziłem więcej postaci ale ciągle nie opisałem poety. Wywrotowe treści z blogu Opolczyka pojawią się wydrukowane.

    Jeśli chociaż jedna osoba przez to odnajdzie swoje zagubione słowiańskie „ja” to już było warto.

    Przyjmę krytykę. Opolczyku jak mnie nie przegonisz z blogu to co jakiś czas będę tu też pisał.

    Lubię to

    • Podjąłeś decyzję i masz takie prawo.
      Ja ze swej strony nie wyrażam zgody na opublikowanie w „Słowianić” moich „wywrotowych treści”. Nie chcę być drukowany w towarzystwie Białczyńskiego i Kopko/”Orlickiego”.
      Co do naszej dalszej współpracy – muszę to jeszcze przemyśleć.

      Życzę powodzenia w triadzie z Białczyńskim i Kopko/”Orlickim”.

      Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.