My, poganie…

.


.

My poganie czcimy Matkę Ziemię
Czcimy i szanujemy naszch Bogów
Czcimy i szanujemy Przyrodę

Nie jesteśmy „neo”
Jesteśmy sobą
Idziemy śladami naszych praprzodków

Cenimy naszą wiarę
Kultywujemy naszą  tożsamość
Naszą! Własną!
Słowiańską! Pogańską!

Kultywujemy naszą kulturę

Wolną od fanatyzmu
od nawracania na siłę
od dogmatów, cudzych ksiąg
gloryfikujących rzezie i czystki etniczne
jako boską sprawiedliwość i mądrość
od obcych guseł i idoli
bez straszenia piekłem
którego nie ma
i gniewem wyssanego z palca
mściwego bożka znad Jordanu

.

opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

 

Reklamy

35 thoughts on “My, poganie…

  1. „Żołnierze wyklęci to mordercy Żydów”.-Miller

    http://ratujmyroja.pl/ to akcja mająca na calu zebranie brakujących pieniędzy i dokończenie filmu o Roju. jednym z bohtaerów podziemia niepodległościowego dla którego wojna nie skończyła się w 45 roku.

    „Byłem na projekcji wersji roboczej i aż dziw bierze że na takie produkcje nie ma pieniędzy i stwarza się ogromne problemy aby go zrobić. film i tak jest dobry, gdy zostanie poprawiony to będzie naprawdę super produkcja. polecam włączyć się do akcji i wspomóc to. i jeśli w Waszej okolice będą jakieś spotkania dotyczące tego filmu to również polecam się wybrać”.

    http://podziemiezbrojne.blox.pl/2007/07/St-sierz-Mieczyslaw-Dziemieszkiewicz-Roj-1925-6.html

    „Bratk dofinansowania państwa na taki film i brak rozgłosu to żal. wszystko o żydach , o złych Polakach to zaraz porozgłaszane a gdy mamy z czego być dumni i pokazać ludzi którzy oddali swoje zycia za Ojczyżne wbrew wszystkiemu to już nie bardzo. chyba komuś na tym zależy aby ludzie nie znali takich postaci”.

    Mezamir:

    “Żołnierze wyklęci to mordercy Żydów”.-Miller”

    Ciekawe ilu Żydów – i za co – zabili żołnierze wyklęci? Z drugiej strony dlaczego Miller nie powie, ile tysiący żołnierzy wyklętych mają na sumieniu Żydzi. Zwłaszczy ilu zakatowali w żydo-UBeckich katowniach i rozwalili strzałem w potylicę.
    opolczyk

    Lubię to

  2. Witajcie. Możecie coś nakreślić kim są Ariowie i gdzie się podziali? Mówi sie tylko o Słowianach, a co się stało z Aryjcami? Mało można znaleźć w necie na ten temat prawdziwych informacji. Wg Wed chyba to w naszym narodzie Aryjcy byli tymi bardziej rozwiniętymi bo już byli uodpornieni na kłamstwo natomiast Słowianie jeszcze nie i to jest nasza lekcja teraz, która się odbywa pod inwazja „kłamczuchów”.

    Lubię to

  3. Arianie to ludzie duchowo rozwinięci,szlachetne dusze,posiadające wiedzę o duchowym wymiarze ,biali tzn jaśni,oświeceni.

    Oświecony czyli Aryjski może być każdy,i Słowianin i mieszkaniec Afryki.

    Lubię to

    • No ale ród Aryjców składał się z Haryjców i Daryjców, no to jak to rozumieć ? Tak jest w Wedach.

      Lubię to

  4. Ja nic na ten temat nie mam Wedach :/
    Chyba ze chodzi o Słowiano-Aryjskie Wedy,w nich jest sporo współczesnych dodatków i manipulacji nie mających z filozofią Wedyjską nic wspólnego.

    Lubię to

  5. No tak Słowiano- Aryjskie Wedy tak piszą. To są jeszcze jakieś inne Wedy nie hinduskie dotyczące Słowian? Czy masz na myśli filozofie wedyjską z wed hinduskich? A czym się różni filozofia z Wed słowiansko-aryjskich od filozofi wedyjskiej?

    Lubię to

    • Wedami nazywa się każdy tekst który nie dobiega od filozofii Wedyjskiej,nawet współczesny.
      Wedy ciągle powstają,ciągle są uzupełniane,ciągle się powiększają.
      Jeśli coś odbiega od filozofii Wedanty,wtedy nie jest częścią Wed nawet jeśli pochodzi z Indii i liczy sobie tysiące lat 🙂

      Ostatnio na temat Wed była mowa na blogu
      http://bialczynski.wordpress.com/2013/05/03/o-slowiano-aryjskich-wedach-inglistow-i-piesniach-jana-kochanowskiego/

      czym się różni filozofia z Wed słowiansko-aryjskich od filozofi wedyjskiej?
      W hinduskich Wedach nie ma nic na temat rasowej czystości a aryjskość oznacza stan duszy i umysłu a nie skóry.

      W Mahabharacie są opisane związki istot różnych ras
      i nie chodzi o to że Słowianie z Australijczykami 😀
      tylko że Ziemianie z mieszkańcami innych światów 🙂
      W ogóle nie ma w Wedach utożsamiania się z rasą ani obywatelstwem
      to wszystko jest tymczasowe,po śmierci tracisz obywatelstwo i rasę 🙂

      Lubię to

  6. I tylko taka jest różnica? Tu mam watpliwości bo wiemy, kto rozdaje karty obecnie i niepokoi mnie silny nacisk na multikulti. No tak, ale jak to wszystko sie wymiesza, to co wtedy bedzie ? Czy wtedy da sie osiągnąć ten aryjski stan duszy i umyslu? Nie wiemy i nie znamy swiatów duchowych Nawi , Sławi, Prawi jak tam to jest z tymi istotami, co tam panuje i jakie sa prawa i zasady. A moze byc tak , ze wtedy nie da sie wcielac dusz, ducha okreslonego rodzaju w cialo??? Z innych swiatow? Chodzi o nawi, slawi, prawi? Czy materialne inne istoty z innych cywilizacji? Z tego co na razie zapoznalem sie z ta wiedza to troche to inaczej pojmuje, no ale jeszcze wszystkiego nie przeczytalem wiec moze mi sie rozjasni poźniej . Z tymi aryjcami to ja troche inaczej zrozumialem. No tak, ale nie moge brać słów tego pana bialczynskiego za wykladnie ostatecznej prawdy nawet go nie znam, a może się mylić przecież. Na wstepie jest zaprzeczenie, ze nikt wed nie widzial, to skad on pełną analize zrobił? „W tym tekście jest też inne słowo: Pogoda – napisane z dużej litery! A dlaczegóż to? Nic nie usprawiedliwia tej Wielkiej Litery poza jednym: nie o zwykłą pogodę tutaj chodzi ani o pogodę ducha. To imię Bogini słowiańskiej, pogańskiej bogini której Kochanowski jest, jak widać, wyznawcą i przekazicielem imienia. A kim jest Pogoda, jak nie boginią Weny, czyli “łagodnego ale i wzniosłego Powietrza”, natchnienia, jak nie panią Ładu Przyrody, ale przede wszystkim Panią Drogi Życiowej Człowieka, tak jak i Podag, jej mąż jest Władcą Dróg i Ścieżek, Opiekunem Podróżnych i Odkrywców.” skąd taka analiza i wnioski od słowa Pogoda??? Troszke to dla mnie niezrozumiale. Musze jeszcz poczytac to wszystko troche.
    A mam jeszcze jdno pytanie? Czemu uzywana jest nazwa poganie? Nie pamietam dobrze, ale chyba w filmie „gry bogow” bylo wyjasnione, ze jet to nazwa 9wywodzaca sie z łaciny) okreslenie nas Słowian przez watykancow z czasow kiedy zamierzali podboje ideologiczno inkwizycyjne na nas.My sami tak siebie nie nazywaliśmy. Więc po co mamy stosować, nazywać siebie ich przezwiskiem na nas??

    Lubię to

    • Chinook:

      Opisy wielopoziomowych zaświatów są znane. Poszukaj w literaturze buddyjskiej czy w literaturze dotyczącej zjawiska OOBE. Znajdziesz też wskazówki w poważnej literaturze dotyczących powrótów ze stanu śmierci klinicznej – choć w tym przypadku „zwiedzanie” zaświatów było krótkie i powierzchowne.
      Literatura wedyjska też b. dużo o tym pisze. Polecam Bhagawadgitę. Polecam też „Tybetańską księgę umarłych”.
      http://mahajana.net/teksty/tybetanska_ksiega_umarlych.html

      Z literatury „świeckiej” polecam książkę „Dalelekie podróże”
      http://www.oobe.pl/ksiazki_online/Dalekie_Podroze_R.A.Monroe/013-16.htm

      Początek może wydawać się monotonny. Akcja rozkręca się w części drugiej, zwłaszcza od rozdziału „Nowy przyjaciel”.

      Co do słowa poganin…
      Wiem doskonale co ono oznacza i że w ustach jahwistów ma zabarwienie wybitnie pejoratywne, wręcz obraźliwe. Ale ja mam to w nosie.
      Dla mnie poganin to człowiek, który albo nie dał się zniewolić nadjordańskiej dżumie, albo z tego zniewolenia się uwolnił, wracając do przedżydowskiej wiary i tożsamości rodzimej. Jestem poganinem i jestem z tego dumny!
      A gdy widzę, jak jahwiści pianę na gębie dostają na dźwięk tego słowa – to tym bardziej kocham te oto stwierdzenie – jestem POGANINEM

      Lubię to

      • Ha 😀 z książek o śmierci,umyśle,życiu umysłu po śmierci ciała itd itp
        mogę polecić sporo :>

        Purusza Atman Tao Sin – praca zbiorowa
        Tybetańska Księga Umarłych – Ireneusz Kania
        Tybetańska Księga Życia i Umierania – Sogjal Rinpocze
        Pieśń Garudy – Śakbar Tsogdruk

        Umysł Poza Śmiercią
        Wyzwalająca inwokacja Samantabhadry – Dzogczen Ponlop Rinpocze

        O Śmierci i Odrodzeniu – Lama Ole

        Kogo To Obchodzi – Balsekar

        W obliczu śmierci – Śri Śrimad

        Najdalsza Podróż – Stanislav Grof

        Mnich i Filozof – Matthieu Ricard, Jean-Francois Revel

        Światło Jogasutr Patańdżalego – B. K.S. Iyengar
        Umysł stworzył materię – Fred Alan Wolf

        Joga Vasisthy Rzeczywistość wyzwolona Traktat
        o naturze rzeczywistości

        Od Nauki do Boga – Peter Russell

        Upaniszady – Marta Kudelska
        Mahabharata

        Mahamudra – Lama Gendyn Rinpocze

        Kosmos Mistyczny – Fajdysz
        *************************************
        Dzogczen
        Narodziny życie i śmierć
        Joga snu i praktyka naturalnego światła
        Kryształ i ścieżka światła – Czogjal Namkhai
        ******************************************************
        Joga snu i śnienia
        Cuda Naturalnego Umysłu – Tenzin Wangyal Rinpocze
        **********************************
        Czarownice i Dakinie – John Myrdhin Reynolds

        Śmierć stan pośredni i odrodzenie w buddyzmie tybetańskim

        Sen, śnienie umieranie-Zgłębianie świadomości z Dalaj Lamą
        http://www.dobreksiazki.pl/b1623-sen-snienie-umieranie-zglebianie-swiadomosci-z-dalaj-lama.htm

        Mezamir:

        Nie tyle na raz! Aby przeczytać wszystko o śmierci jednego życia nie starczy…
        opolczyk

        Lubię to

        • 😀 Dlatego wybrałem te najlepsze lektury,jeśli przeczytasz te z podanej listy to właściwie ciężko będzie znaleźć kolejną książkę na temat śmierci,która by wzbogaciła o coś nowego wiedzę zebraną z wymienionych ksiazek 🙂

          Poza tym,niektóre książki się nie do zdobycia
          no kup se Pan Upaniszady Kudelskiej,powodzenia życzę ;D

          Lubię to

          • Nieskończoność W Jednej Dłoni – Matthieu Ricard
            też dobra książka :>

            Wietnamski astrofizyk, prof. Trinh Xuan Thuan, we Francji znany jest z powodu swoich bestsellerów, w których podjął temat początku Wszechświata oraz tajników świadomości. Jego pięć książek zmaga się z problemami, którym muszą stawić czoła fizycy próbujący pogodzić czasami paradoksalne zachowanie natury z naukową potrzebą eksperymentalnego dowodu.

            Do chwili opublikowania swojej ostatniej książki Thuan nigdy otwarcie nie nazywał siebie buddystą w kontekście swoich zainteresowań naukowych. Jak sam to określił, buddyzm zawsze był „gdzieś tam w tle”. Jednak przypadkowe spotkanie z francuskim mnichem buddyjskim – który również przypadkiem posiada fizyczne wykształcenie a do tego był współautorem poczytnej książki o buddyzmie „Mnich i filozof” – Matthieu Richardem stało się przyczyną zmiany w jego postawie. Podczas wielu długich spacerów u stóp Pirenejów, Thuan z Richardem omawiali sprzeczności i punkty wspólne zachodniej kosmologii i buddyjskiej filozofii. Buddysta urodzony na Zachodzie i naukowiec pochodzący ze Wschodu wpadli na nowatorski pomysł: postanowili rzucić wyzwanie dualistycznemu podziałowi na wschodni i zachodni sposób myślenia, napisali książkę, która stanowi syntezę naukowej ekspertyzy Thuana i buddyjskich poglądów Ricarda. Wynikiem tego spotkania jest książka „Nieskończoność w jednej dłoni”.

            http://www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=335

            S&S: Co ma wspólnego buddyzm z fizyką?

            TXT: Ściana Plancka pokazuje nam, czego jeszcze nie wiemy. Jest to niesłychanie krótki okres: 10 do minus 43 sekundy po Wielkim Wybuchu, kiedy to Wszechświat był trylion trylionów razy mniejszy niż atom wodoru. Poza tą linią znajduje się świat niedostępny dla fizyków. Chociaż próbują oni sforsować tę ścianę przez stworzenie teorii grawitacji kwantowej, która próbuje połączyć dwa filary współczesnej fizyki: mechanikę kwantową i ogólną względność.
            Jedna z buddyjskich koncepcji w szczególności znajduje zastosowanie we współczesnej fizyce: pojęcie współzależności, zrozumienie, że nic nie istnieje samo z siebie, ponieważ wszystko zależy od wszystkiego. Jest taki eksperyment w fizyce kwantowej, który pięknie obrazuję tę współzależność – dwie cząstki światła reagują tak samo nawet jeśli dzieli je ogromna odległość, tworzą wspólną całość. Jedna cząstka natychmiast „wie” co robi druga i zachowuje się w odpowiedni sposób, chociaż w żaden sposób nie komunikują się one między sobą. Naukowcy zbadali tę współzależność fotonów rozdzielonych na odległość 10 kilometrów.
            Ten eksperyment najpierw wprawił zachodnich naukowców w zakłopotanie. Jednak zjawisko to wydaje się dziwne tylko wtedy, jeśli myślimy, że rzeczywistość jest lokalna w przypadku każdej z tych cząstek z osobna. Paradoks znika kiedy uznamy, że rzeczywistość stanowi jedną całość, że nie ma żadnego „tutaj” i „tam.” Wschodnie filozofie od dawna zajmują się koncepcją współzależności, gdzie rzeczywistość nie jest fragmentaryczna, lecz holistyczna. Buddyzm postrzega w ten sposób cały świat.

            S&S: Jaki jest związek Pana buddyjskich poglądów z odkryciami współczesnej fizyki? Czy musiał Pan kiedyś porzucić któryś ze swoich buddyjskich poglądów?

            TXT: Teoria Wielkiego Wybuchu jest wielkim pytaniem o początek Wszechświata. W nauce jest on początkiem, podczas kiedy w buddyzmie nie ma żadnego początku: rzeczy wydarzają się w nieskończoność wprzód i wstecz. Big Bang byłby wyłomem w tym łańcuchu. To jest jedna rzecz, z którą mam trochę problem.

            S&S: Czy Pana filozofia wymaga więc odejścia od naukowych poglądów?

            TXT: Jest pewna tajemnica, której nauka nie jest w stanie wyjaśnić. Wszechświat i wszystko co nas otacza jest określone przez piętnaście fizycznych stałych, takich jak prędkość światła czy stała grawitacji. Przy narodzinach Wszechświata ktoś jak wróżka podarował nam te stałe. Jeśli by były inne nie powstałyby gwiazdy, nie powstałyby ciężkie pierwiastki jak węgiel, wodór czy tlen z których jesteśmy zbudowani. Tak więc bez tych stałych nie powstałoby życie ani świadomość.
            Niektórzy twierdzą, że kombinacja tych stałych jest dziełem przypadku. Nasza kombinacja przypomina wygraną w totolotka. Buddysta powiedziałby raczej, że świadomość i materia warunkują się nawzajem. Buddyjska wersja stworzenia zawiera świadomość od samego początku, dopiero potem pojawia się materia. Dopiero z połączenia tych obu powstaje życie. Nauka nie tłumaczy w jaki sposób materia ożyła, skąd wzięła się świadomość. Uważam, że od samego początku istniała pewna twórcza zasada. Tak sobie zakładam prywatnie, nie jest to buddyjski pogląd. Według buddyzmu nie ma żadnego początku, bo nic nie może powstać samo z siebie. Myślę jednak, że istnieje stwórcza zasada, która przyczyniła się do powstania życia i zawiera ona również świadomość.

            WIELKI WYBUCH, CZYLI NIEOSOBOWY BÓG-STWORZYCIEL MATERIALISTÓW NAUKOWYCH

            Oto jest pytanie. Kto, lub co, stworzyło Wszechświat? Czy był to Wielki Wybuch, czy raczej Bóg-stworzyciel? A może to właśnie Bóg-stworzyciel spowodował Wielki Wybuch ex nihilo?
            Profesor Kenneth G. Denbigh w swojej książce „Świat i czas”, tak przedstawia rozwój nowoczesnej kosmologii w zarysie: „Wstępne założenia są zawsze obecne u korzeni nauki. Emil Meyerson wyraził to tak: Metafizyka przenika cała naukę z tej bardzo prostej przyczyny, że zawiera się w jej punkcie wyjścia. Dlatego wiele z naszych „wierzeń” naukowych nie budzi większych zastrzeżeń; jednym z nich jest pojęcie porządku naturalnego, jako czegoś biernego i bezwładnego. Idea, że świat jest niezdolny do tworzenia samego siebie i musi mieć twórcę — mogła śmiało mieć swój początek w teologicznej doktrynie transcendentnego bóstwa. W każdym razie dawała ona z pewnością bardzo pomocne oparcie szybko rozwijającej się XVII-sto i XVIII-stowiecznej nauce, zwłaszca, gdy przyjęto, że twórca nie interweniował już więcej w swoje dzieło. Można było bowiem założyć, że nieożywiona część Wszechświata podąża deterministycznie swoją drogą, zgodnie ze stałymi „prawami” ułożonymi na początku. Taki światopogląd jest ograniczony ideą, że w początkowym momencie zerowym miało miejsce stworzenie [Big-Bang lub Bóg]. I rzeczywiście, jak to już widzieliśmy, cały ciężar wyjaśnienia nieodwracalnego rozwoju czasowego bywa umieszczany przez ogólnie przyjmowane teorie kosmologiczne w takim właśnie warunku brzegowym — warunku, który ma naturę cudu. […] Aby wyłożyć sprawę prosto i jasno, sądzę, że większość przyjmowanych obecnie w kosmologii teorii zakłada milcząco, iż świat znajdował się w momencie Wielkiego Wybuchu w jakimś osobliwym stanie „nakręcenia” i że wszystko w jego późniejszym rozwoju wynikało z niesłychanych zasobów nieprawdopodobieństwa — możliwości wzrostu entropii i ekspansji [inflacji], zachodzących z niewyjaśnionego powodu bycia „nakręconym”. Oznacza to odrzucenie rozumu i przywołanie cudu.”

            No właśnie! Wielki Wybuch wcale nie wydaje się być mniej cudowny, niż jego główny konkurent, czyli Bóg-stworzyciel, gdyż obaj potrafią zrobić coś z niczego! Wielki Wybuch, to taki nieosobowy Bóg-stworzyciel, w którego wierzą materialiści naukowi.

            http://zbigniew-modrzejewski.webs.com/parmenides_index.html

            Lubię to

    • A moze byc tak , ze wtedy nie da sie wcielac dusz, ducha okreslonego rodzaju w cialo???

      Ciało które masz obecnie jest wynikiem/rezultatem Twoich działań w poprzednim życiu.
      Ciało nie wpływa na duszę,to dusza kształtuje ciało.
      Najpierw jest duch a potem ciało.

      Dusza czyli świadomość,bez ciała jest strasznie niestabilna,porusza się z prędkością myśli więc trzeba być mistrzem koncentracji aby zachować stabilność bez ciała.
      Umiesz nie myśleć o niczym?

      Ciało jest jak kotwica dla umysłu biegającego za myślami.
      W ciele możesz mieć masę myśli ale jesteś zakotwiczony w materii swojego ciała.
      Gdybyś stracił teraz ciało ,Twoja świadomość zaczęłaby być rzucana z miejsca w miejsce,nie miałbyś żadnego oparcia ,Twoje życie wyglądałoby jak sen,obrazy zmieniałyby się jak w kalejdoskopie,z prędkością światła.No chyba że byłbyś mistrzem medytacji i koncentracji 🙂

      Jeśli potrafisz trwać świadomie w stanie bez myśli to ciało jest Ci niepotrzebne,nie potrzebujesz kotwicy która Cię utrzyma w miejscu.

      Istoty wyżej rozwinięte nie potrzebują ciał takich jak my.
      No chyba że taka istota chciałaby mieć dziecko z mieszkańcem Ziemi,wtedy musi się wcielić w Ziemianina ale i tak ciało jest w tym wypadku narzędziem i pojazdem dla duszy.
      Ubraniem które można zrzucić i przebrać się w nowe.

      „Ciało rodzi się, rozwija, trwa, podupada, aż w końcu umiera. Następnie gnije, staje się pożywieniem dla robactwa, a po latach lub przy użyciu klasycznych lub nowoczesnych technik grzewczych nawet kości obracają się w proch.

      Z umysłem jest trochę inaczej. W zasadzie to całkiem nie łatwo jest się go pozbyć. Śmierć fizyczna nie bardzo załatwia sprawę, bo strumień świadomości (który Chrześcijanie nazywają duszą, a Hindusi – atmanem) istnieje nadal i po najczęściej dość szokliwym bezcielesnym stanie pośrednim przyobleka się w kolejne ciało zgodnie z uzbieranymi wcześniej warunkami. Istnieje tutaj dość szeroki wachlarz scenariuszy. Jeśli dysponujemy sprawdzoną wiedzą jak się w tym wachlarzu trochę mniej po omacku odnaleźć, to istnieje olbrzymia możliwość znacznego pomożenia zmarłemu zwierzęciu nawet jeśli tracimy je z widoku naszych fizycznych oczu.

      Szczególnie w przypadku zwierzaków warto byśmy użyli narzędzi, które pozwolą wydobyć strumienie ich jestestwa z niższych obszarów egzystencji. Szczególnie – dlatego, że zwierzęta, ze względu na niewiedzę, którą są owładnięte, same z siebie nie dysponują świadomą możliwością śmignięcia się wyżej. Dopiero człowiek lub inna istota ze sfery wyższych odrodzeń ma możliwość dopomożenia istotom sfer niższych w skróceniu ciągnącego się niemalże w nieskończoność okresu wypalania burej od skutków głupoty, pożądliwości i gniewu karmy. Ludzie są przynajmniej potencjalnie w dużo lepszej sytuacji i mogą sami świadomie coś konkretnego zdziałać.

      Potencjalnie – ponieważ sam fakt bycia człowiekiem, choć jest niesamowity i cenny sam w sobie, to nie gwarantuje, że zostanie należycie uszanowany i użyty. Pomijając istotne i rozległe kwestie skutków rozmaitych czynów i pozostając przy samym zagadnieniu śmierci, to wiele osób z zupełną naturalnością może powiedzieć, że wolą zajmować się życiem i nie myśleć o jakimś tam nieokreślonym przyszłym jego zakończeniu. Niestety taki ślepy hedonizm lub brak czasu na choćby wstępne i praktyczne rozeznanie tematu nie sprawi, że będzie się zwolnionym z konieczności podjęcia rękawicy, gdy nadejdzie chwilowy, cykliczny kres własny lub jakiejś bliskiej istoty.

      Jeśli dysponujemy odpowiednią wiedzą, przekonaniem i technologią, to możemy wpłynąć na przesunięcie w górę istot, które wegetują w trzech niższych sferach. Nie jest to, aż tak trudne, jakby mogło się wydawać, a oprócz powyższych trzech warunków, to wystarczy tylko trochę dobrej woli i praktycznego, roztropnego zadziałania.

      Sfery istot piekielnych w normalnych okolicznościach nie mamy możliwości, ani zobaczyć, ani jakkolwiek inaczej odebrać. Nieszczęsne duchy również, zazwyczaj są poza normalną sferą ludzkich doświadczeń – no chyba, że ktoś ma fart lub niefart zetknąć się z raczej nieczęsto spotykanymi sytuacjami autentycznych nawiedzeń domów, przedmiotów, miejsc, tudzież rozpaczliwych, a zarazem najczęściej szkodzących żywym prób zwrócenia na siebie uwagi jakiegoś pogrążonego w lgnięciu do swego poprzedniego ludzkiego żywotu ducha.

      Wojowniczy bogowie, tzw. pół-bogowie jako odrębna podklasa są w o tyle gorszej sytuacji od swych pobratymców, tzw. „pełnych” bogów, że mimo mierzonej ludzką miarą niesamowitej potęgi, to jednak owładnięci niedającą się ugasić ślepą zaborczością tłuką się między sobą o ten czy tamten skrawek galaktyki jak dzieci o mniej lub bardziej kolorową zabawkę.

      Pełni” bogowie w kasze dmuchać sobie nie dadzą jakimś tam zazdrosnym tytanom i pędzą swe wydawałoby się niemające kresu żywoty w poczuciu coraz to większej wszechmocy, wszechobecności i wszechwiedzy. Psztykać się między sobą o poniższe światy, czy całe galaktyki nie muszą, bo wielu z nich potrafi stwarzać sobie na poczekaniu własne.

      Wielu z nich wyposażonych jest w trudne do pojęcia w swym ogromie miłosierdzie i czują odpowiedzialność, troskę w stosunku do „swego” stworzenia. Jednakże, ponieważ ich wszechmoc jest wciąż iluzją, bo sami stanowią nie w pełni mądrą część doczesności, którą stwarzają, to nie dysponują zręcznością pełnego wygaszenia cierpienia istot, które, jak im się wydaje powołali do życia. Mogą wiele pomóc, np. ludziom, którzy budują im świątynie i się do nich modlą, jednak ma to ograniczony zakres działania i skuteczności.

      Ludzkie odrodzenie jest o tyle lepsze i cenniejsze od pozostałych (nawet boskich, rajskich, niebiańskich), bo zarówno doczesne cierpienie i szczęście są tam dobrze skalibrowane. Cierpienia i brak siły sprawczej – przynajmniej czasami – nie są tak beznadziejne jak w trzech niższych światach: istot piekielnych, nieszczęsnych, błąkających się duchów i zwierząt. Z drugiej strony – szczęście, przyjemność i doczesna moc nie są aż tak duże, a przez to mile otłumaniające i rozleniwiające jak w światach bogów.

      Bezpośrednia pomoc, także zwierzęciu nie kończy się w momencie jego śmierci. Bardzo ważny jest okres, który następuje bezpośredni po niej. W tym czasie istota czuje się mniej więcej tak, jakby została pozbawiona wszystkiego tego, co jakkolwiek dobrze lub źle, to jednak zapewniało jej jakieś oparcie i rozeznanie, co jest czym. Przechodzi przez dość złożony stan, proces, który w naukach buddyjskich określany jest mianem bardo. Doznaje szoku, poczucia utraty gruntu pod nogami i często ogromnego pomieszania oraz zagubienia.”
      http://108mohicans.blogspot.com/2012/12/jak-pomoc-umierajacemu-lub-umaremu.html

      skąd taka analiza i wnioski od słowa Pogoda?
      Proponuję zapytać autora w komentarzu pod tekstem na jego blogu 🙂

      „nazwa wywodzaca sie z łaciny”-Łacina wywodzi sie z sanskrytu 😀
      W sumie to ja o sobie nie mówię „poganin”chyba że w gronie osób które wiedzą o co biega 🙂

      Lubię to

    • http://yogin.pl/wszystko-o-jodze/wedy.html?start=5

      Pytanie: Starzy ludzie twierdzą, że Wedy nie zostały napisane przez człowieka, lecz przez Boga. Jakie jest twoje zdanie?

      Odpowiedź: Uczeni ludzie wszystkich narodów mówią to samo o własnych pismach czy ewangeliach i nie jest to wcale nieprawda. Słowo „Veda” oznacza „mądrość”, która nie jest książką, lecz nieosobową koncepcją, która zjawiła się w ludzkim umyśle, zanim zaistniała w języku i na piśmie. Przez Wedy mądry człowiek rozumie ważność wedyjskich tekstów, a nie same teksty. Gdy ludzkie rozumienie oczyszczone jest z wszelkich wpływów zmysłów i umysłu, jest zwierciadłem tego, co zawsze istniało i co zstępuje periodycznie do naszego planu Stworzenia. Formuła i szczegóły wszystkich tych nieosobowych zjawisk znajdą swe odbicie w oczyszczonej świadomości danej osoby – i nazywamy toWedą, czy też magią Boga. Doświadczają tego tzw. Prorocy Wedyjscy. Wspomnienia tego docierają do planu Buddi i mentalnego, skąd – przetłumaczone na znany język danego stulecia – są wypowiadane. Ponieważ nie ma to charakterystycznych cech owej osoby, musi być bezosobowe.

      Podobnie jak tabliczka mnożenia – zawsze musi być takie samo, niezależnie od tego, kiedy i przez kogo jest otrzymywane. W tym sensie można mówić, że jest to dzieło Boga. Ponadto owi prorocy nie boją się opatrzyć swym imieniem skomponowanych przez siebie hymnów Wedyjskich. Jednocześnie nie przypisują sobie autorstwa Mantr i uważają siebie tylko za wizjonerów przekazu. Kto mógłby się uważać za autora tabliczki mnożenia? Tak też jest z uniwersalnymi prawdami, składającymi się na zawartość Wed.

      Pytanie: Co zawierają Wedy’?

      Odpowiedź: Pojęcia Wedy używa się mówiąc o tekstach wedyjskich. Jest to popularna opinia o Wedach. Faktem jest, że teksty wedyjskie nie są oryginalnymi Wedami, ale zawierają doniosłe treści Wed. W rzeczywistości książka nie zawiera nic innego, jak tylko alfabet ułożony w słowa, zdania, ustępy. Owe ustępy zawierają autora w formie jego ideologii wyrażonej poprzez jego wzorce myślowe – tak, jak obraz Mahatmy Gandhiego ze względów praktycznych nazywamy Gandhim. Obraz odbija w naszym umyśle Gandhiego, chociaż sam wcale nie jest Gandhim. W tym sensie używają określenia teksty wedyjskie przeciętni ludzie, a czasem recytujący uczeni.
      Jak to opisano w naukowych fragmentach hymnów wedyjskich, „Veda” oznacza mądrość naturalną, nie książkową. Natura wytwarza przestrzeń i czas, tak jak osie X i Y na kwadratowym papierze. Reszta stworzenia formuje najpierw współrzędne obu osi i łączy się w wykresie stworzenia. Znajomość technicznych tajników natury produkującej pierwsze czynniki w kreacji nazywa się Wedą w jej pierwotnym sensie. Wedyjscy prorocy otrzymali ją w formie wzorców natury. Otrzymują te wzorce w symboliczny sposób i śledzą, w jaki sposób rozwija się kreacja. Wedyjscy prorocy zaobserwowali i zapisali pięć 2 stanów materii (Pancha Bhutas/, trzy podstawowe własności produkcyjne (Trigunas) i rozwinięcie się kosmicznego umysłu w pięć kosmicznych inteligencji (pięć Tanmantr).
      Zanotowali i zarejestrowali muzyczne własności czasu i geometryczne własności przestrzeni. Zespół własności muzycznych nazywamy Gandharvas, a własności geometrii w przestrzeni to Sadhyas, przyszłe możliwości potencjalne. Rozwijają się w kosmiczne jajo, gdy stają się Siddhas (gotowe do zamanifestowania się). Jajo to ma zawierać kosmiczną osobę jako kurczę. Jego struktura obejmuje 3 typy Dew lub twórczych inteligencji. Są to:
      1. Adityas (inteligencje promieniowania), których jest dwanaście;
      2. Rudras (Bogowie wibracji), których jest jedenastu;
      3. Vasus (Bogowie dotykalnej rzeczywistości), których jest ośmiu.
      Owych 31 inteligencji wraz z Bogiem otwierania i Bogiem zamykania (Aswins) tworzą zespół 33 Dew, zawartość jaja przestrzeni, odpowiedników kurczęcia kosmicznej istoty. Z jaja tego bierze się upał, rozszerzanie się i kurczenie pulsujące w środku do narodzin powietrza i ognia, w rezultacie czego jego iskry zmieniają się w ciała stałe – galaktyki. Każda iskra jest zawiązkiem własnego systemu słonecznego i służy jako jądro całego Słonecznego Atomu. Znamy to jako Słońce i jego planety.

      Dalej znajdujemy opis ziemi i jej ewolucji obejmującej przebudzenie jądrowe i biologiczne. Prześledzony jest rozwój roślin, zwierząt i istot ludzkich. Raz jeszcze w łonie matki powtarza się kosmiczne jajo, aby wyprodukować człowieka, doskonałą, istotę na ziemi. Całą tę historię nazywamy księgą nieosobistą – (Apourusheya), której strony od czasu do czasu są kopiowane przez Człowieka. Tak wygląda koncepcja Wed, widziana oczami literatury wedyjskiej.

      Lubię to

      • Tattwa – zasada, żywioł czy aksjomat bytu; ewolut prakryti lub śakti, pierwiastek rzeczywistości, kategoria ontyczna w filozofii indyjskiej. Każda z tattw jest emisją poprzedniej i przyczyną kolejnej, coraz mniej subtelnej formy. Panća Tattwa z sanskrytu to Pięć Prawd lub Pięć Rzeczywistości, a w filozofii i religiach Indii określenie Pięciu Aspektów Boga, Prawdy Absolutnej w przejawieniu jako pięć pierwiastków rzeczywistości, pięć duchów czy form bóstwa: ziemia, woda, ogień, wiatr i eter (przestrzeń, duch).

        http://yogin.pl/wszystko-o-jodze/wedy/841-panca-tattwa-piec-prawd-rzeczywistosci.html

        Lubię to

      • Z tattw duchowych, w chwili uruchomienia woli, następuje wylew pierwiastków twórczych, pojawia się akasz, waju (ma funkcję ruchu), ogień, woda, ziemia, wiedza jako odbicie rzeczywistości. Dokonuje się wielki wybuch.

        Dzieło stworzenia ma model przestrzenny kulisty, zaś wylew pierwiastków następuje z centrum na zewnątrz. Im bardziej materialne tattwy, tym słabsza moc centrum, tym więcej formy, która wtłoczona jest w materię. Proces materializacji na planecie Ziemia jest ograniczony: przechodzi on (a my wraz z nim) poprzez poziomy: duchowy, psychiczny, mentalny, fizjologiczny i fizyczny i… kończy się możliwość pochłaniania energii, materia oddaje energię: zaczyna się powrót do centrum. Ciało, które zmaterializowało się na czas swego trwania (80-100 lat) zależnie jest od tego, na co została ukierunkowana wola, jakie mają być wykonane działania, co ma być poznane i jaki jest powrót.

        W wylewie pierwiastków twórczych powstaje nieskończona ilość rzeczy, istot a każda z nich jest emanacją i znakiem określonego poziomu grawitacji. Zwierzęta mają swój plan zmysłów, kształt, zadanie: mają uzyskać określoną wiedzę. To samo z roślinami.

        Pierwsza tattwa psychiczna, która wyłania się z duszy indywidualnej, to maya shakti, tworzy ona przesłonę oddzielającą od jedności. Dusza indywidualna zaczyna ograniczać moc Stworzenia. To, co było wszechobecne, zostało ograniczone do części (kala) – ograniczona została nieskończona moc Shiwy.

        Następnie to, co było wszech-poznawalne, zostaje ograniczone do tego, co jest poznawalne. Tutaj działa Maya Shakti. Następnie pojawia się pragnienie, czyli ograniczenie przez przykucie, gromadzenie (wrażenie konieczności posiadania mocy, chwytania). Pragnienia muszą być ograniczone czasem. Wraz z czasem pojawia się przestrzeń, (czasoprzestrzeń), aby powstała możliwość realizowania pragnienia (poznawanie). To, co było ponadczasowe, zostało ściągnięte do konkretnego czasu realizacyjnego.

        Lubię to

  7. Dzieki Panowie za info ! Co do nazwy” pogan”, no jezeli o to chodzi to tak trzymać !! Jeszcze mam pytanie o tych Aryjców bo jestem zmieszany. Zapytałem dlatego, że pod innym tematem toczyliśmy dyskusje, „Duch słowiańszczyzny” post #50 troche mi poźniej to dało do myślenia, „o co chodzi?”. Padły takie słowa chyba Pana Opolczyka i troche mnie zmieszały dlatego pytam o tych Aryjców : „Z Ariami nie mam wiele wspólnego, poza wspólnymi praprzodkami. Ariowie zboczyli na szlak sprzeczny z wiarą Przyrody.” Co to znaczy? Co miał Pan na myśli, że zboczyli z drogi ??Bo nie spotkałem się później co by wyjaśniało co się stało z Aryjcami właśnie, gdzie się podzialI?? Dlatego mnie to ciekawi.

    Lubię to

    • Chinook.:

      „Padły takie słowa chyba Pana Opolczyka i troche mnie zmieszały dlatego pytam o tych Aryjców : Z Ariami nie mam wiele wspólnego, poza wspólnymi praprzodkami. Ariowie zboczyli na szlak sprzeczny z wiarą Przyrody.” Co to znaczy? Co miał Pan na myśli, że zboczyli z drogi ??Bo nie spotkałem się później co by wyjaśniało co się stało z Aryjcami właśnie, gdzie się podzialI?? Dlatego mnie to ciekawi.”

      Z góry zaznaczam, że prezentuję moją własną opinię i nie roszczę sobie pretensji do tego, aby była ona uznana za jedynie słuszną i obowiązującą.
      Z Ariami mamy ten problem, że pod tym terminem różni ludzie widzą różne treści. O tym że aryjski znaczy szlachetny, czysty duchowo, pisał już Mezamir. Od siebie dodam, Ariowie sami pisali tak w Wedach (o sobie) i stąd chyba ich późniejsza nazwa – Ariowie.
      Natomiast historycy dopatrują się w terminie Ariowie treści historycznych a nie duchowych. No i mamy w historiografii Ariów (mających wspólnych praprzodków z nami, Słowianami) którzy zajęli Indie. Prawdopodobnie istniał tam już wcześniej system stanowy, który Ariowie zamiast zlikwidować wzmocnili. I tak na tysiąclecia zapanował w Indiach system, w którym oni zasiedlali warny najwyższe (bramini i kszatrijowie) a najniższe warny zarezerwowali dla ludności autochtonicznej (śudrowie i zwłaszcza „niedotykalni” dalitowie). Jedynie warstwa wajśjów, podzielona zresztą na kasty była wspólna – dla najwyżej stojących w hierarchii społecznej Drawidów i dla najniżej stojących w niej Ariów. Na dalitów zwalono najgorsze zajęcia uznawane za „nieczyste” – które przecież i tak ktoś musi wykonywać. Dalitowie znaleźli się w sytuacji, że z powodu przynależności do tej grupy musieli wykonywać „nieczyste” zajęcia – za co spotykała ich jeszcze pogarda – no bo byli „nieczyści”. Czytałem też o historiach, gdy bramini po prostu oszukiwali ludzi. Mówili, że jeśli nie złożą ofiar bogom, to nazajutrz nie wzejdzie słońce. Ludzie bali się naturalnie tego i znosili braminom dary, aby bramini składali je bogom. No i z tego bramini żyli sobie całkiem wygodnie i z pełnymi brzuchami.
      Bramini wymyślili też koncepcje jedzenia czystego i nieczystego – co jest głupotą. Podział powinien być na żywność zdrową i niezdrową. Nieczyste jedzenie też było zarezerwowane dla najniższych stanów. Którym z kolei zakazywano niektórych potraw przeznaczonych dla braminów i kszatrijów.
      W sumie – zamiast żyć w zgodzie i harmonii z Naturą i autochtonami stworzyli system wierzeń dający im uprzywilejowaną pozycję. Hinduskie „nauki” o zanieczyszczeniach przejęli i rozbudowali do granic absurdu żydowscy kapłani i rabini.
      Najbardziej terminowi „aryjski” (czy „aryjskość”) zaszkodził jednak pewien facet z wąsikiem, który przyjął rasistowską interpretację wyższości rasy aryjskiej nad innymi. Choć trzeba przyznać, że wpływ na taką interpretację dała historia Ariów w Indiach i zepchnięcie przez nich Drawidów do roli pariasów, służących i „nieczystych”.
      Niestety to rasistowskie rozumienie terminu Ariów przebrzmiewa niekiedy i w Polsce, gdy mówi się o rasie Ariów, czy białych Aryjczykach, zaznaczając konieczność obrony „białej cywilizacji” czy „białej rasy”. Którą ja osobiście uważam za najbardziej zdegenerowaną i zgnojoną przez banksterów.
      Na koniec dodam, że nie potrzebujemy dowartościowywać się „aryjskością”. Nasza słowiańska tradycja, mająca wiele tysięcy lat jest wystarczająco piękna i szlachetna, abyśmy na niej budowali naszą tożsamość.

      Lubię to

  8. jak to mówią „nie ma brzydkich kobiet- czasem wódki brak”
    ciało nie wpływa na dusze…..przemyśl to w tym kontekście jeszcze raz Mezamir
    jeśli tak by było okoliczności materialne nie wpływały by na naszą „pogodę ducha”
    a materia niestety na naszą emanacje bezcielesną wpływa…… w zdrowym ciele zdrowy duch….
    Nie obraz się dla mnie to bełkot.
    Dopuszczam kreację i sferę niematerialną – wyłącznie aby nie zwariować…..
    Materia zamknięta w niekończącym się bycie wprawia mnie w panikę…….

    Lubię to

  9. rozdzielnośc ciała i duszy przeczy sensowi istneinia tego pierwszego….
    to powinno być oczywiste….

    Lubię to

    • Dusza to energia a ciało to materia..tylko ze materia w ogóle nie składa się z materii 🙂
      Materia też jest energią,jest światłem w spoczynku,a świadomość to światło w ruchu.

      Ciało dla świadomości jest jak krzesełko,siadasz żeby odpocząć.
      Świadomość też musi czasem zostać osadzona w materii.

      “Ja jestem nieskończoną głębią
      w której mają swój początek wszystkie światy.
      Poza wszelką formą,na zawsze nieporuszony.
      Taki jestem”.-Ashtavamkara Gita

      “Kiedy mówię “Ja Jestem”,nie mam na myśli oddzielnego bytu
      z ciałem będącym jego rdzeniem.
      Mam na myśłi całość istnienia,ocean świadomości
      cały wszechświat,wszystkiego co jest i co wie”- Sri Nisargadatta Maharaj

      “Ci mędrcy którzy widzą że świadomość w każdym z nich
      jest tą samą świadomością która przepełnia wszystkie świadome byty
      osiągną wieczny pokój”-Katha Upanishad

      “Nie możemy znaleźć naszej postrzegającej Jaźni wewnątrz obrazu świata
      ponieważ ona samajest obrazem świata”

      “Czym jest owo”JA”?
      Gdy przyjrzysz się bliżej ,zobaczysz że to co masz na myśli mówiąc”JA”
      jest gruntem na któym gromadzone są doświadczenia i wspomnienia”.- Erwin Schrodinger

      “Wyobraz sobie jądro atomu powiększone do wielkości ziarenka ryżu.
      Caly atom miałby wówczas wielkość stadionu piłkarskiego
      a elektrony byłyby innymi ziarenkami ryżu latającymi wokół trybun.
      Jak to określiłsir Artur Eddington,brytyjski fizyk z początków XX wieku:

      “Materia jest upiornie pustą przestrzenią”.

      Bardziej precyzyjnie możnaby powiedzieć że pustą przestrzenią jest ona w 99,9999999 procentach.
      Jeżeli rzeczywistość fizyczna jest w większości pustą przestrzenią
      dlaczego świat wydje się być tak konkretny i twardy?
      Dlaczego te 99,9…procent pustej przestrzeni mojej dłoni
      zwyczajnie nie przenika przez 99,9…procent pustej przestrzeni stołu na którym leży?

      Ponieważ elektrony krążąc szybko wokół jądra tworzą nieprzeniknioną skorupę
      przez którą inne cząsteczki nie mogą normalnie przejść.
      Wyobraźmy sobie osobę która zawieszonym na na sznurku ciężarkiem wymahuje wokół swojego ciała.
      Nigdy nie podejdziesz dostatecznie blisko by jej dotknąć,bo krążący ciężarek trzyma cię z daleka.
      Analogicznie kiedy spotykają się atomy ich orbity elektronowe powstrzymują je
      przed przechodzeniem przez siebie
      zachowują się więc tak jakby były kulami z ciała stałego.”-Peter Russell

      “Rzeczy nie są tym czym zdają się być,ani też na odwrót”- Lankavatara Sutra

      “Materia nie składa się z materii”- Hans Peter Durr

      Lubię to

  10. Oczywiście że choroby ciała,jakieś uszkodzenia itp,wpływają na stan psychiczny,ale żeby ciało mogło zaistnieć najpierw musi je ożywić dusza.
    Żeby nie komplikować jeszcze bardziej tematu.

    Dusza to nie jest takie coś co nagle powstało z niczego,nie da się zrobić czegoś z niczego.
    Moment świadomości nie jest w stanie powstać bez momentu świadomości poprzedzającego każdy kolejny moment świadomości.
    Teraz jestem świadomy tego że jestem, ponieważ sekundę wcześniej też byłem
    dlatego że dwie sekundy temu również miałem świadomość bycia.

    Świadomość jest zawsze obecna, podobnie jak Słońce na niebie.
    Czasem po prostu zasłaniają ją nasze myśli, tak jak ciemne chmury
    zasłaniają Słońce ale, czy są chmury czy nie, Słonce/świadomość obecne jest zawsze.

    Początek jest nielogiczny. Kontinua materii, energii i indywidualnych umysłów
    są bezpoczątkowe.
    Gdyby miały one początek, to skąd ten początek by się brał? Co było przed początkiem?

    Nasza pogoda ducha wynika z warunków życia,życie obecne i jego warunki
    są rezultatem poprzedniego życia i wyborów jakich dokonaliśmy wcześniej.

    Lubię to

  11. No popatrz..świadomość odeszła..a taki pacjent na OIOMie…nadal mu rosną włosy i paznokcie…..duch (dusza) na wagarach…co do przenikania poczytaj o zjawisku tunelowania…..
    Zważywszy ze nie ma czasu nie ma rownież początku i końca…dlaczegoz by nie?
    Jest tylko zmiana struktury…zmiany ontologii….. tylko skad ta matria…..a jeśli i jej nie ma 🙂

    Lubię to

    • Wasza Świątobliwość, to, co usłyszeliśmy, sprawia zachodnim neurologom nie lada kłopot, ponieważpobrzmiewa nutą dualizmu. Najsłynniejszy dualistyczny postulat sformułował Kartezjusz, kiedy stwierdził, żepunkt styczny między ciałem i duszą znajduje się w szyszynce. Brzmi to nowocześnie, ale od początku spędza sen z powiek zachodnim naukowcom. Jeśli jedna rzecz jest przyłączona do drugiej, znaczy to, że sąone odmiennej natury. Jest to problem dualizmu. Jeśli bowiem umysł ma inną naturę niż ciało, to nie matakiego sposobu, by się spotkały. Jako naukowcy nie jesteśmy zachwyceni taką sytuacją, skoro jedna sferazjawisk – sfera mentalna –nie może wniknąć w sferę zjawisk biologicznych i fizycznych. Toteż czujemy sięnieswojo na dźwięk słów takich jak „rozdzielenie”. Czy Wasza Świątobliwość mógłby nam przedstawić, w jakisposób koncepcja rozdzielenia – albo w odwrotnym porządku, wnikania świadomości w ciało –unika dualistycznych konotacji? Czy w tym procesie rozdzielania lub wnikania istniejąja kieś związki przyczynowe?A jeśli tak, to jaka jest natura owych związków?
      Odpowiedź Dalaj Lamy była tak znakomita i precyzyjna, że Czytelnik dobrze zrobiłby, zastanawiając sięnad nią nieco dłużej. Pogląd w niej zawarty nie jest ani materialistyczny, ani dualistyczny w banalnymrozumieniu. Co więcej, dotyka samego sedna buddyjskich doświadczeń medytacyjnych, wykraczającychpoza kategorie intelektualne. Takie wyjątkowe chwile upewniają nas o doniosłości naszych wysiłków wstwarzaniu płaszczyzny porozumienia między kulturami. Słuchajcie uważnie. To niepowtarzalna okazja.
      – Przyjrzyjmy się temu przez chwilę – rozpoczął Dalaj Lama. –Z całą pewnością istnieją zbieżności między buddyzmem i nauką co do zwykłych, najniższych poziomów świadomości. Buddyści zgodzą się, żeuwarunkowane są one ciałem, i kiedy mózg nie pracuje, te poziomy świadomości nie zostają wzbudzone.Bardzo prosty przykład: jeśli brakuje fizycznej bazy dla widzenia –kory wzrokowej, siatkówki albo nerwu wzrokowego – nie ma percepcji wzrokowej. To nie podlega dyskusji.
      Wiemy, że świadomość jest związana z mózgiem. Jest to związek przyczynowy, ale znów powstajepytanie: „Jakiego rodzaju?”. Czy mózg stanowi substancjalną przyczynę procesów mentalnych, czy teżstanowi wyłącznie warunek współdziałający? Nigdy nie spotkałem się z żadnymi bezpośrednimi rozstrzygnięciami tej sprawy w pismach buddyjskich, lecz uzasadnione wydaje się założenie, żefunkcjonowanie mózgu stwarza warunki dla powstawania procesów mentalnych. Jaka jest jednaksubstancjalna przyczyna podstawowych, wyróżniających cech świadomości, takich jak świetlistość i poznanie? Według sutrajany świetlistość i poznanie wyłaniają się z ukrytych skłonności poprzedniegomentalnego kontinuum. Według wadżrajany – jak już powiedziałem wcześniej – substancjalną przyczyną byłby bardzo subtelny umysł – umysł pierwotny. Rozumiem jednak, że samo sedno twojego pytania brzmi:”Co to jest, co łączy bardzo subtelny umysł z fizycznym ciałem albo ze zwykłymi poziomami umysłu?”.

      Tutaj mamy do czynienia z tzw. bardzo subtelną energią promieniującą pięcioma barwami. Sugeruje to, że ta bardzo subtelna energia zawiera w sobie najwyższy potencjał pięciu elementów (żywiołów): ziemi, wody,ognia, powietrza i przestrzeni. Z tej energii powstaje pięć elementów wewnętrznych*, a z nich wyłania siępięć elementów zewnętrznych.

      Niektóre mentalistyczne szkoły buddyjskie, zwłaszcza zaś jogaczara, zaprzeczają istnieniu światazewnętrznego. Jednym z powodów, dla których zwolennicy tej szkoły postulują istnienie podstawowejświadomości, jest odmawianie istnienia zewnętrznemu światu. Podstawowa świadomość jest im potrzebnajako magazyn śladów, które manifestują się w podwójnej roli: jako podmiot i jako przedmiot. Zgodnie z tympoglądem świat zewnętrzny nie musi być postulowany, ponieważ wszystko powstaje z jednego źródła, które jest mentalne w swej naturze.
      Przejdźmy teraz do szkoły prasangika-madhjamaki, którą uważamy za najwyższy system filozofiibuddyjskiej. Zgodnie z jej poglądem świat zewnętrzny istnieje, włącznie z przedmiotami postrzeganiazmysłowego. Gdzie powstaje ten świat? Skąd pochodzi świat zewnętrzny, fizyczne otoczenie? Źródłemwskazywanym przez prasangika-madhjamakę są cząsteczki pustej przestrzeni. Nie umiejscawia się tegoźródła u prapoczątków czasu, albowiem w buddyzmie nie istnieje pojęcie początku czasu. Źródło znajduje się w kosmicznym cyklu. Mówiąc krótko, można szukać początków całego kosmosu w cząsteczkach pustejprzestrzeni. Nie mówimy tu o pierwotnym źródle wszechświata, lecz o początku jednej kosmicznej ewolucji.Dopiero potem można pytać, co było wcześniej. Cała ewolucja świata naturalnego bierze się z cząsteczekprzestrzeni – i jej przebieg jest niezależny od istnienia świadomości i karmy czujących istot.
      Ten wszechświat zamieszkują czujące istoty, które doświadczają sytuacji i okoliczności przynoszących im albo zgubę, albo szczęście. Między karmą czujących istot a ich naturalnym środowiskiem zachodzistyczność. Karma wpływa na to, w jakim środowisku przebywa czująca istota, jako że doświadcza onawówczas przyjemności lub cierpienia. W tym kontekście możemy mówić, że komuś się poszczęściło lub nie.Gdzie jest źródło dobrej lub złej karmy] Szukamy go w procesach umysłowych lub, dokładniej, w motywacji.Dobra lub zła motywacja to najważniejszy czynnik w tworzeniu dobrej lub złej karmy. Z chwilą, gdy poruszymy problem motywacji, wkraczamy na obszar umysłu. A umysł pozostaje w ścisłym związku zbardzo subtelną energią, energią promieniującą pięcioma barwami. Zawiera ona w sobie potencjał pięciuelementów – z niej powstaje pięć elementów wewnętrznych, z nich zaś pięć elementów zewnętrznych. Nosicielem karmy byłaby zatem ta bardzo subtelna energia, manifestująca się poprzez wewnętrzne izewnętrzne elementy. Między umysłem a fizycznymi elementami istnieje więc dwukierunkowa łączność.

      Czyż to oznacza, że moja świadomość nie jest ukryta, lecz „wbudowana”? Że przenika zwykły poziomumysłu zależny od pracy mózgu?
      – Tak, to prawda. Nie chodzi o to, że istnieją dwa osobne kontinua świadomości – jedno bardzo subtelne, a drugie zwykłe. Albowiem jest raczej tak, że zwykła świadomość wyłania się z bardzo subtelnego umysłu istamtąd czerpie swą moc. Nie jest czymś oddzielnym.
      – Kiedy na przykład ktoś słucha dźwięków, to w mózgu zachodzi wiele złożonych procesów. Czy WaszaŚwiątobliwość sądzi, że dałoby się na podstawie zewnętrznych zapisów takiej aktywności zidentyfikować nietylko te zwykłe, ale także bardzo subtelne poziomy świadomości?
      Dalaj Lama zamyślił się na chwilę, po czym rzekł:
      – Bardzo trudno byłoby to stwierdzić naukowymi metodami. Osoba bardzo zaawansowana w praktycemedytacyjnej, doświadczywszy bezpośrednio bardzo subtelnego poziomu umysłu, nie szuka naukowychdowodów na jego istnienie. Ale też udowodnienie jego istnienia naukowo, bez udziału bezpośredniegodoświadczenia, nie jest możliwe. Jest to sytuacja porównywalna do tej, jaką opisują pisma mahajany przyomawianiu oznak nieodwracalności. Jest to na duchowej ścieżce stadium bardzo specyficzne. Gdy sieje osiągnęło, nie można się już cofnąć; można tylko czynić postępy. Powstaje pytanie, skąd wiemy, że ta osobadoświadczyła takich oznak? Istnieją w tej sprawie dwa rozbieżne stanowiska. Nawet ci, którzy twierdzą, żemożna to udowodnić, nie odwołują się do wnioskowania, lecz do analogii. Podają przykład identyfikowaniabudynku poprzez stwierdzenie, że to dom, na którego dachu usiadł kruk. Jest to dowód pośredni, nie mającynic wspólnego z naturą domu jako takiego, ale pozwalający zidentyfikować ten konkretny dom. Oznaki wskazujące na osiągnięcie stadium nieodwracalności są interpretowane właśnie w ten sposób.
      W celu rozstrzygnięcia, czy najgłębsze subtelne przejrzyste światło istnieje czy nie, możemy postępowaćnastępująco: kiedy obserwujemy umysł, wiemy z doświadczenia, że istnieją trzy podstawowe sposobyreagowania na sytuacje i zdarzenia-niechęć, przywiązanie, obojętność. Spośród tych trzech stanów niechęćwymaga najwięcej energii, przywiązanie już mniej, a obojętność najmniej.

      Sen Śnienie Umieranie,fragment

      Lubię to

  12. Przemieszczanie się świadomości

    – W wypadku bardzo silnie działającej praktyki medytacyjnej dowody jej powodzenia stają sięjednoznaczne. Istnieje praktyka przenoszenia świadomości* (phoła), w której widać wyraźnie, jaki wpływ świadomość wywiera na ciało. Nawet zdrowe ciało odmawia posłuszeństwa, jeśli intensywnie praktykuje sięphoła. Pojawiają się obrzęki na czubku głowy albo wypływ fluidów. Dlatego jednocześnie z phoła wykonujesię praktykę przedłużania życia. Wiem o Tybetańczykach, którzy wykonywali tę praktykę w chińskichwięzieniach w Tybecie.
    – Wydaje się więc – powiedział Pete Engel –że phoła byłaby idealną praktyką do badań, jako żewystępują w niej fizyczne manifestacje subtelnego umysłu.Nie mają tu odniesienia wyrażone wcześniej przez Waszą Świątobliwość zastrzeżenia dotyczące eksperymentowania na osobach umierających. Phołastwarza sprzyjającą okoliczność dla takich badań bez zakłócania procesu umierania zaawansowanegopraktykującego. Czy Wasza Świątobliwość mógłby krótko opisać tę praktykę tym z nas, którzy nie wiedzą, coto takiego?
    – W praktyce phoła wykorzystuje się wizualizację medytacyjną do rozdzielenia subtelnego umysłu ifizycznego ciała (bez szkody dla ciała). Jeśli praktykuje się phoła z niewłaściwą intencją albo zanim pojawią się symptomy zbliżającej się śmierci, istnieje duże niebezpieczeństwo, że niechcący popełni sięsamobójstwo. Jednakże można wykryć oznaki bliskiej śmierci, nawet pozostając w dobrym zdrowiu.Pojawiają się trzy lub cztery miesiące wcześniej. Uzasadnia to praktykę phoła i wcześniejsze zakończenieżycia, jeśli późniejsze wyniszczenie ciała chorobą uniemożliwiłoby odejście w kontrolowany sposób.
    Kiedy medytujący wykonuje praktykę przeniesienia świadomości, abyrozdzielić fizyczne ciało i bardzo subtelny umysł, jest to właściwie doświadczenie śmierci. Wprawdzie kolejne stadia nie trwają tak długo jakpodczas śmierci naturalnej, ale i tu przechodzi się przez nie stopniowo i w prawidłowej kolejności –a ich kulminacją jest doświadczenie śmierci.
    Jest jeszcze inna praktyka, zwana drongdziug*, polegająca na wysłaniu swojej świadomości do innego, wpełni ukształtowanego ciała. Nie jest to ciało żywej osoby, nie „wypycha” się czyjejś świadomości ani nikogonie zabija. Wprowadza się natomiast swoją świadomość w ciało dopiero co zmarłej osoby. Jest toekwiwalent przeszczepu mózgu: ciało to staje się nową osobą. Powiada się, że osoby, które to robią,przenoszą ze sobą wszystko, czego się wcześniej nauczyły. Nie doświadczają jednak śmierci, ponieważ nie przeszły przez osiem stadiów procesu rozpuszczania.

    Lubię to

  13. Spotkanie ze śmiercią a nauki buddyjskie
    – Odpowiedź na pytanie o naturę doświadczeń w stanie śmierci klinicznej w kontekście nauk buddyjskich wymaga wyjaśnienia podziału na trzy sfery: pożądania, formy oraz bezforemnej. W systemie Kalaczakry klasyfikacja obejmuje sześć albo trzydzieści jeden sfer. Ogólnie możemy poprostu powiedzieć, że jest wiele różnych światów, różnych możliwych doświadczeń; ludzkie życie jesttylko jednym z nich. To, co zwyczajowo nazywamy duchami, to po prostu inna forma życia – istoty, które mają inną cielesność i umysłowość. W sferze pożądania, a konkretnie w środowisku zamieszkałym przez istoty ludzkie, istnieje całkiem sporo rozmaitych bytów. Każdy ma własną klasę lub – można tak rzec – nazwę gatunkową, i wszystkie zamieszkują tu wraz z nami. Inne istoty, takie jak dewowie, mogą się znajdować gdzieś indziej w sferze pożądań, ale bardzo wiele różnych istot jest tu, wśród nas. Tak jak istoty ludzkie, niektóre formy życia obdarzone są większym współczuciem, inne zaś mogą działać na naszą szkodę. Mają one swoje własne problemy. Ludzkie interwencje w świat tych istot-duchów są rzadsze niż ich interwencje w świat ludzki.

    Gdy zaprzyjaźnimy się z tymi istotami, mogą się okazać pomocne jako wyrocznie

    W wypadku wyroczni bardzo łatwo o nadużycia, jeśli jednak znajdzie się kompetentną i naprawdę wiarygodną wyrocznię, może ona być czasami bardzo użyteczna. Weźmy na przykład wyrocznię Neczung. Najwcześniejsze doniesienia o tym dewie pochodzą z Indii, gdzie zamanifestował się po raz pierwszy. Pewien człowiek udał się do północnego Amdo, na północno-wschodnich stepach Tybetu, i Neczung Dewa podążył za nim. W VIII wieku, w czasach Padmasambhawy , ta sama istota przybyła z Hor w pomocnym Amdo do centralnego Tybetu,niedaleko Lhasy. Neczung Dewa uważany jest za bóstwo ze sfery pożądania.

    Lubię to

  14. Jest też zjawisko powracania ze świata umarłych (delog*). Przypomnijcie sobie przypadek kobiety,która pouczyła swojego syna, by nie ruszać jej ciała, i przez tydzień pozostawało ono nieruchome. Mógłby to być właśnie fenomen powracania ze świata umarłych. Czy w takim wypadku łącznośćmiędzy ciałem fizycznym a bardzo subtelną energią-umysłem została zerwana? Nie wiadomo. Nie wiemy nawet, czy ta osoba oddychała czy może w tym okresie zachodziły jakieś bardzo subtelneprocesy oddechowe. Ponieważ tego nie wiemy, możliwości jest wiele. Jeśli było to ciało snu, któreprzemieszczało się w oddzieleniu od ciała fizycznego, to wcale nie oznacza, że łączność z bardzo subtelną energią-umysłem została zerwana. Mogłoby być również tak, że bardzo subtelna energia-umysł oddzieliła się od ciała fizycznego, opuściła je, a potem wróciła. Ta ostatnia możliwość jest dośćproblematyczna, ponieważ, jak wiemy, doświadczenie tej kobiety nie wynikało z głębokich praktyk medytacyjnych, lecz stanowiło wyraz jej karmy w połączeniu ze szczególnymi okolicznościami. Bardzotrudno uwierzyć, by bardzo subtelna energia-umysł została oddzielona od ciała fizycznego bez głębokiej praktyki medytacyjnej, ale jest to kwestia otwarta.

    Lubię to

  15. Poznawanie jest nierozerwalnie związane z określonymi stanami energii. Im bardziej subtelny jest stan, tym trudniejszy jest do rozpoznania, ponieważ na co dzień osadzeni jesteśmy na poziomie materii. Jeśli staramy się rozróżnić te stany energetyczne w nas samych, to stwierdzamy, że łatwiej rozpoznać ciało niż uczucia, które są bardziej subtelne.

    Najczęściej ignorujemy nasze narzędzie, własne możliwości. Aby poznawać, najpierw należy rozpoznać własne narzędzie i oczyścić je. Wówczas, cokolwiek zostanie wlane w naczynie, może być rozpoznane w czysty sposób. Jeżeli w naczyniu zalegają resztki pokarmów, to choćby czystą wlać wodę, będzie nieświeża, zatruta.

    Układ tattw jest odwzorowaniem modelu stwarzania świata. W czystych tattwach pojawia się jedność Shiva-Shakti, które są rozróżnialne (jasne i ciemne). Jest to potencjalna możliwość nie przejawionego świata, który pozostaje w równowadze absolutnej. Shiva jest aktywny (jasny, potencjalny), Shakti – bierna (ciemna). Różnica potencjałów powoduje ruch.

    W czystych tattwach trzy z nich wyłaniają się z Shiatki: energia woli, energia wiedzy, energia działania. Jeśli przyjrzeć się, to mamy możliwość przejawiania woli poznania przez działanie. Na tym poziomie Shiva i Shakti (+*, -*) są nieograniczone. W momencie, w którym pojawia się najmniejszy akt woli poznania, dokonuje się – przez nakładanie kolejnych zasłon – dzieło stworzenia przez (dobrowolne) ograniczenie mocy Najwyższego. Energia grawituje w coraz bardziej prymitywne wibracje.

    Aby możliwe było poznanie, musi nastąpić oddzielenie. Pojawia się pierwsza zasłona – indywidualizacja i w tym momencie ujawniają się tattwy psychiczne, które Hindusi uznali za świat mikrokosmiczny i nazwali go Maya (Iluzją). Jest to Maya Shakti, czyli świat stwarzania iluzji – ściąganie niepoznawalnego do poznania. Tak, jakby Bóg chciał zobaczyć sam siebie, więc stworzył świat – samopoznający się Absolut.

    Dzieło stworzenia i prawa stworzenia są tym samym. W procesie poznania dzieło oddziela się od Stwórcy – ale jest to tylko operacja konieczna dla aktu poznawania (oddzielenie pozorne). Wszystkie tattwy (osłony) podlegające Maya Shakti to kolejne plany grawitacji. Moc jest tożsama z miłością, najwyższą inteligencją, Najwyższym, Absolutem.
    http://yogin.pl/wszystko-o-jodze/wedy/841-panca-tattwa-piec-prawd-rzeczywistosci.html?start=1

    Lubię to

  16. tutaj znalzałem ciekawy komentarz odnośnie ciała i ducha w nim, że po cos są te różne ciała. Troche by to potwierdzało moja koncepcję. „struktura DNA odpowiada za rodzaj percepcji i różnice rasowe.
    Ozanacz to, że rodziny i grupy etniczne posiadajace to samo źródło podobnie
    postrzegają świat i podobnie go widzą i interpretują.
    Inne grupy genetyczne lub mieszańcy niestety nigdy nas nie pojmą.

    Nasze słowiańskie DNA jest łącznikiem ze światem duchowym (naturą)
    – analogia do instrumentu-
    patrząc duchowymi oczami na nasze ciało jesteśmy stworzemi z muzyki jaką duch gra na strunach (genetycznych).
    Nasza siła życia harmonicznie jest wpleciona w naturę i przestrzeń, którą możemy poznać
    ponieważ jesteśmy z nią nierozłączni.

    Praktykując Wiedzę Naturalną (podóżując przez orbity naszego jestestwa)
    doszukałem się wielu odpowiedzi na pytania dotyczące naszego wspólnego pochodzenia – Słowian.
    Więcej dowiemy się z nas samych niż źródeł zewnętrznych.
    Łańcuch naszego połączenia z Bogami tylko pozornie został zerwany
    przez wieki judeo-chrześcijańskiej zasłony uszytej z ignorancji.”
    Dlatego, może być tak, że jak nieświadomie lub z naszej nie wiedzy coś tam pomieszamy to melodia może być już nie ta. Oglądałem też ostatnio Sidrova jeden z wykładów coś wspominał, że wierzenia religia wiara tezpotrafi odcisnąc zmiane w genach. Ciekawe co o tym sądzicie?

    Lubię to

    • Chinook:

      Jak w świetle tej koncepcji wytłumaczymy frapujące podobieństwo pomiędzy Słowianami i Indianami z wielkich prerii?
      Podobna struktura społeczna, podobna Przyrodzona Wiara Przyrody. Podobna duchowość i zamiłowanie do wolności?
      https://opolczykpl.wordpress.com/2013/04/07/stary-slowianski-porzadek-swiata/
      A geny-DNA – Indian, naszych duchowych braci i Słowian różniły się. Trudno Indian nazwać Indoeuropejczykami czy Aryjczykami.

      Obawiam się, że uporczywe doszukiwanie się wyjaśnień głównie w genach to ślepa uliczka. W moim przekonaniu Duch, duchowość niewiele ma wspólnego z DNA.

      Lubię to

  17. Bruce Lipton napisał o tym książkę że nasze DNA reaguje na warunki zewnętrzne i dostosowuje ciało do danych warunków.
    Wcale nie jest tak że informacje zapisane w DNA są jak wyrok.

    http://www.swietageometria.info/artykuly/175-bruce-lipton-nowa-biologia-teksty?showall=1

    http://www.swietageometria.darmowefora.pl/?topic=1018.0

    Kolejna sprawa to działanie mózgu.
    Docierają do nas różne bodźce,jest to 100% rzeczywistości.
    My odbieramy tylko 0.003%,reszta jest „wygaszana” gdy tylko się z nią zetkniemy
    nawet nie wiemy że jakaś reszta istnieje
    Z tej resztki 0.003%,widzimy tylko to w co jesteśmy skłoni uwierzyć 🙂
    Tak więc ateiści i nihiliści nigdy nie znajdą dowodu na istnienie boga ponieważ są przekonani że on nie istnieje.
    Nawet jeśli go znajdą to i tak nie zobaczą.


    Meamir:

    „Kolejna sprawa to działanie mózgu.
    Docierają do nas różne bodźce,jest to 100% rzeczywistości.
    My odbieramy tylko 0.003%,reszta jest „wygaszana” gdy tylko się z nią zetkniemy
    nawet nie wiemy że jakaś reszta istnieje
    Z tej resztki 0.003%,widzimy tylko to w co jesteśmy skłoni uwierzyć 🙂
    Tak więc ateiści i nihiliści nigdy nie znajdą dowodu na istnienie boga ponieważ są przekonani że on nie istnieje.
    Nawet jeśli go znajdą to i tak nie zobaczą.”

    Dokładnie tak!

    opolczyk

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.