Stary Słowiański Porządek Świata

.

tumblr_m6c5zeL2SQ1rz93oio1_500

.

Czyli kolejny raz o powrocie do starego, pogańskiego, przedżydowskiego porządku świata.

O upadku zachodniej żydo-anty-cywilizacji nikogo rozsądnego nie trzeba przekonywać. Ta anty-cywilizacja dogorywa, zdycha, dusi się we własnej nienawiści, chciwości, odpadach i śmieciach. No i dobijana jest finansowo przez banksterską sitwę – władców pieniądza, którzy gotują nam niewolnicze NWO.

Dominują w niej obecnie dwa konkurujące najsilniejsze nurty:

– propagowany przez żydo-chrześcijan, w Polsce głównie przez żydo-katolików, powrót do tzw. „chrześcijańskich wartości” czyli tzw. „rechrystianizacja” oraz

– żydo-kapitalistyczna globalizacja.

Mimo pozornych różnic oba nurty są do siebie bliźniaczo podobne i wyrastają z tych samych zatrutych korzeni – z żydowskiej biblii. Katolicka tzw. „chrystianizacja” jest globalistyczną, kosmopolityczną i ponadnarodową ideologią (jeden pasterz, jedna owczarnia) z autorytarnym i despotycznie rządzącym owieczkami klerem. Globaliści bazując na żydo-biblii, która jest programem NWO realizują podobną ideologię – chcą zbudować światowe totalitarne państwo dyktatorsko rządzone przez uzurpatorską finansową elitę.
.

tumblr_m6ccljZ5Mk1rz93oio1_500

.
Dokładnym przeciwieństwem tych uzurpatorskich i antyludzkich ideologii byłby powrót do starego, pogańskiego, porządku świata z czasów przed jego jahwizacją. Naturalnie nie mam na myśli pogaństwa np. rzymskiego i jego ideologii podbojów, oraz „porządku” zbudowanego na niewolnictwie i wyzysku podbitych krajów. Mam na myśli powrót do Starego Porządku Słowiańskiego.

Ciekawą myśl w tej kwestii podsunął w jednym z komentarzy Mezamir. Napisał on:


„Dziś miałem sen, mam nadzieję ze nie proroczy :/

Śnił mi się gnijący trup na ulicy i słyszałem czyjś głos który mówił że aby wybudować nowe, najpierw trzeba zlikwidować stare.
Budowanie na trupie spowoduje że to co nowe zacznie gnić i śmierdzieć razem z trupem.”

Ja sam wielokrotnie już pisałem w tym samym duchu o powrocie do starego przedżydowskiego porządku świata. Obecnie chcę ten temat ponownie rozwinąć.

A więc – uważam, że całą obecną żydo-cywilizację ze wszystkimi jej wytworami należy odrzucić. Mam na myśli wytworzony przez nią model struktury społeczeństwa, oraz propagowane przez nią „wartości”.

.

Słowiańszczyzna

.

Jako wprowadzenie do tematu przytoczę pewną wypowiedź Benjamina Franklina ze strony „Wizja lokalna” :


“Gdy dziecko indiańskie, które zostało wychowane wśród nas, nauczone naszego języka i przyuczone do naszych zwyczajów, uda się w odwiedziny do swoich krewnych i pobędzie nieco z Indianami, to w żaden sposób nie da mu się już wyperswadować, aby powróciło… A gdy osoby białe, obojga płci, pojmane zostaną przez Indian i zamieszkują wśród nich przez pewien czas, to choćby zostały wykupione przez przyjaciół i traktowane przez nich z największą troskliwością, aby skłonić ich do pozostania wśród Anglików, w krótkim czasie zniechęcają się do naszego sposobu życia oraz do wysiłków i starań do tego potrzebnych, i przy pierwszej okazji uciekają do lasów, skąd nie sposób już ich odzyskać.”

Co takiego miało w sobie życie u Indian, że było takie pociągające? Bo nie tylko indiańskie dzieci wychowywane u białych wolały je, gdy tylko je poznały, ale nawet biali, żyjący jakiś czas u Indian „po indiańsku” – i to początkowo niedobrowolnie – wolały to życie, niż powrót do „cywilizacji” białych.

Wyjaśnienie tego fenomenu daje nam profesor Rozbicki, który tak o tym pisał:

“Atrakcyjność życia wśród Indian obejmowała, jak się wydaje, kilka aspektów ich kultury: łagodne i troskliwe traktowanie dzieci (bez kar cielesnych, które były na porządku dziennym wśród białych), oraz kobiet (do małżeństw z reguły nie przymuszano), dalej: kultywowanie  poczucia godności, lojalności, troska o wspólne dobro całej społeczności.”

Jak widzimy, „prymitywni” Indianie potrafili wychowywać dtieci bez kar cielesnych typowych przez długie wieki u „cywilizowanych” białych. Przy czym dzieci te nie były ani rozwydrzone, ani rozpieszczone, a wyrastały na ludzi, których cechowało poczucie godności, lojalności i troska o wspólne dobro. Także kobiet nie zmuszano do małżeństw, co w żydochrześcijańskim świecie było przez wiele wieków niechlubną „tradycją”. Zresztą mężczyzn też często rodzice zmuszali do „małżeństw z rozsądku”. Księża/pastorzy/popi przy ołtarzach wiedzieli o tym doskonale, a jednak udawali, że obrączkowani małżonkowie stają do ślubu dobrowolnie – a nie z przymusu. I grali w tej farsie główną rolę.

Nas w tym miejscu interesują pozostałe aspekty życia Indian – kultywowanie poczucia godności, lojalności oraz troska o wspólne dobro całej społeczności.
.

Swarożyca

.
Zauważmy przy tym, że struktura społeczna Indian Wielkich Prerii podobna była do struktury społecznej Słowian, mimo iż Słowianie wiedli życie osiadłe, a Indianie wędrowali za stadami bizonów. Słowianie i Indianie tworzyli rodowo-plemienne wspólnoty pozbawione – jak to nazywają socjologowie – stratyfikacji społecznej.  Z założenia wszyscy członkowie takiej wspólnoty byli sobie równi. Szczególnym szacunkiem cieszyli się ludzie doświadczeni i zasłużeni dla dobra wspólnoty, posiadający pozytywne cechy charakteru. Poszczególne wioski indiańskie i osady Słowian tworzyły autonomiczne jednostki kierowane przez radę starszych i/lub wybieralnego wodza. Ponad nimi stał wybieralny wódz/książę całego plemienia, któremu podlegały wszystkie wioski/osady tworzące wspólnotę plemienną. Nie posiadał on jednak „władzy” w tym sensie, że nie mógł współplemieńcom autorytarnie narzucać własnej woli. Jedynie w okresie wojen rola wodza wzrastała. Na co dzień ważniejsza była rada starszych i szamani. Ci ostatni byli nie tylko lekarzami. Utrzymywal też łączność z duchami przodków i z bogami. Zarówno u Słowian jak i u Indian typowe było kultywowanie  poczucia godności, lojalności oraz troska o wspólne dobro całej społeczności.

W przeciwieństwie do przedstawionej powyżej struktury społecznej Słowian struktura społeczna tzw. „cywilizacji Zachodu”, wywodząca się ze skatoliczonego Rzymu, wytworzyła najpierw system stanowy, który w wiekach XVIII – XX przerodził się w system klasowy. System stanowy tworzyła uprzywilejowana arystokracja i kler oraz pospólstwo. Najgorsza była sytuacja pozbawionych praw milionowych rzesz chłopów pańszczyźnianych. System ten przeobraził się w wyniku oddolnych nacisków (skanalizowanych i kontrolowanych w ramach realizacji NWO)  w system klasowy  obejmujący (w uproszczeniu) rolników (w zaniku) i robotników, inteligencję (warstwę średnią), rzemiosło i drobnych przedsiębiorców (tych się w najbliższych latach wyeliminuje) i właścicieli firm/fabryk/koncernów. Nad wszystkimi górują banksterzy. Oddzielną klasą społeczną jest aparat administracyjno – biurokratyczny – ze wszystkich instytucji państwowych,  samorządowych i prywatnych korporacji (np. ubezpieczalni). Ale i ta armia gryzipiórków od przybijania pieczątek ulegnie daleko idącej redukcji. Zastąpią ich wszechobecny monitoring i chipy znacznie lepiej kontrolujące pojedynczych ludzi i całe społeczaństwa. Jednie „organa” przymusu – policja, straż miejska, firmy ochroniarskie,  tajne służby i wojsko (po cichu szkolone w pacyfikacji demonstracji ulicznych) będą zawsze potrzebne i im redukcja nie grozi.

.

72911_156092817886051_1059807592_n

.

O życiu indiańskiej wioski czy słowiańskiej osady decydowali sami jej mieszkańcy. Nikt z zewnątrz nie narzucał im czegokolwiek wbrew ich woli. Całkowitym przeciwieństwem takiego słowiańskiego, rzeczywistego „ludowładztwa” była scentralizowana władza tzw. „cywilizacji Zachodu”. Cesarz, król, władca rządził autorytarnie, narzucał poddanym własną wolę i jego dekrety miały bezpośredni wpływ na codzienne życie poddanych. Dochodziły do tego wpływy kleru, który narzucał ze swej strony mieszkańcom żydo-chrześcijańskiego Zachodu życie zgodne z akurat obowiązującą doktryną jahwizmu. Na niższym szczeblu szlachcic-ziemianin dowolnie nieomal dysponową „jego” chłopami. Jakiekolwiek przekroczenie narzucanych przez monarchów i kler przepisów skutkowało represjami. Z torturami i śmiercią włącznie. Najczęściej władze świeckie i kler ręka w rękę zniewalały „pospólstwo”. Choć bywały od tego wyjątki. Filip Piękny zasłynął z tego, że opodatkował kler, przejął sądownictwo nad duchowieństwem, a papieża Bonifacego VIII ogłosił heretykiem. Po  śmierci Bonifacego wykopał jego zwłoki i spalił na stosie. Zarzucał Bonifacemu m. in. zamordowanie poprzednika, Celestyna V. Ponadto ściągnął on papiestwo do Awinionu, aby mieć nad nim kontrolę.

Niemniej Watykanowi udało się narzucić władcom świeckim obowiązek ścigania wszelkiej maści „heretyków”, „bluźnierców” i „bezbożników”. Posłuszni woli Watykanu monarchowie poprzez sądy „świeckie” mieli duży wkład w ściganiu, torturowaniu i dokonywaniu egzekucji na „bezbożnikach”. Zbrodnie te są zbrodniami jahwizmu, mimo iż nie obciążają one bezpośrednio hierarchii kościelnej. Winę za nie ponosi bezpośrednio nadjordańska dżuma.

Ciekawie wygląda porównanie stanowej skatoliczonej euro-Judei (Europy) pod butem rzymskiej szubienicy ze współczesną Jewropą (Unią Jewropejską) doby fasadowej demokracji pod butem globalnej sitwy. O codzienym życiu mieszkańców, o ich obowiązkach i prawach (a raczej ich braku) wcześniej decydowała dekretami centrala mieszcząca się na dworze monarchy. Obecnie centralą są tzw. „parlamenty” i „żondy”, które narzucają mieszkańcom ogrom przepisów, nakazów i zakazów – naturalnie rzekomo za zgodą i wolą rządzonych. Przy czym o ile monarchom w przeszłości narzucało wolę papiestwo i prawo świeckie każdego katoliciego  kraju uwzględniało wolę papiestwa, o tyle współczesnym żondom wolę narzucają komisarze jewropejscy, nad którymi stoi banksterska sitwa. Parlamentom krajowym nie wolno uchwalać przepisów sprzecznych z tzw. „prawem jewropejskim”. Dla przeciętnego mieszkańca zachodniej anty-żydo-cywilizacji niewiele się więc zmieniło w tym, jak się go ubezwłasnowolnia. Jedynie ciemiężyciel i gnębiciel się zmienił. Kosmopolityczne papiestwo zastąpiła kosmopolityczna Kilka Globalnych Banksterów, a monarchów agenturalne wobec banksterów partie zasiedlające parlamenty i tworzące żondy.

Powyższe porównanie struktury społecznej i sposobu sprawowania władzy u Słowian i w tzw. „cywilizacji Zachodu” pokazuje bezwzględnie wyższość Słowiańszczyzny zarówno nad „chrześcijańską” euro-Judeą, jak i nad banksterską Jewropą. Słowianie byli ludźmi wolnymi, nie podlegali samowoli jakiejkowiek władzy zwierzchniej, której centrum znajdowało się daleko od nich i ponad nimi. O swoim codziennym życiu decydowali tylko oni. Nie król-hrabia-szlachcic, nie papież-biskup-ksiądz, nie komisarze bilderbergowskiej Unii; ani nie parlamentarzyści wypromowani przez agenturalne partie i agenturalne media.

A co z tzw. „wartościami” będącymi fundamentem życia nie tylko społecznego, ale i duchowego?
.

mokosz

.
Największa różnica wartości dotyczy stosunku do Ziemi i Przyrody. Dla Słowian (i dla Indian) Ziema, Przyroda były świętościami. Dla naszych przodków Ziemia była Boginią Mokoszą.

„Słowianie zawsze darzyli ziemię nabożnym szacunkiem, wiążąc z nią liczne tabu – niedopuszczalne było spluwanie na nią bądź bicie jej kijem. Przed rytualnym nadejściem wiosny nie wolno było uprawiać orki ani podejmować innych prac wiążących się z kopaniem w ziemi. O głębokiej czci Słowian dla ziemi świadczą również rozmaite obyczaje, m.in. kładzenia na niej noworodka.”

Podobnie było u Indian:

„… głównym źródłem kultury Indian była przyroda. Z natury pochodzą zarówno źródła Indiańskich wierzeń, obyczajów jak i sposobów zdobywania pokarmu. To właśnie w zjawiskach przyrodniczych Indianie znaleźli źródła swoich wierzeń, ponieważ w przeciwieństwie do Europejczyków uważali się za jej część i nie zamierzali jej sobie podporządkowywać. Również ich tryb życia, obyczaje były ściśle związane z rytmem przyrody i z jej bogactwem. Indianie potrafili harmonijnie współżyć z naturą, umiejętnie czerpać z niej bez wyrządzania jej szkody.”

A dzisiaj? Dzisiaj Ziemia jest śmietnikiem, oraz zgodnie z biblijnym nakazem czyńcie ziemię sobie poddaną jest niemiłosiernie eksploatowana. A ponadto coraz większe jej obszary stają się prywatną własnością koczowniczej sitwy. W naszym szabrowanym unijnym baraku obce koncerny mają prawo wywłaszczać z gruntów Polaków, jeśli znajdzie się tam gaz łupkowy.

.

wywłaszczanie z ziemi

.

Nie tylko Ziemię prywatyzuje się. Unia Jewropejska planuje prywatyzację zaopatrzenia w wodę pitną.

A teraz zastanówmy się, jak wygląda dzisiaj i jak wyglądało w czasach dominacji Watykanu typowe dla Słowian kultywowanie poczucia godności, lojalności, troska o wspólne dobro całej społeczności.

.

480987_148185005343499_236853011_n

.

Poczucie godności

Słowianie widzieli siebie jedynie jako część Natury. Nie chcieli nad nią panować, traktowali ją z czcią i szacunkiem. Niemniej byli ludźmi pełnymi godności. Bogów czcili,  składali im dary, ale nie poniżali się przed nimi. Nie płaszczyli się też przed władcami czy możnymi tego świata. Każdy z nich czuł się równoprawnym członkiem własnej społeczności. Każdy czuł współodpowiedzialność za nią. Każdy miał szansę należeć do starszyzny rodowej lub zostać wybieralnym wodzem/księciem. Ponadto każdy z nich miał świadomość tego, że jest człowiekiem wolnym, że nikt nad nim nie „panuje”, nikt nim nie rządzi, nikt z zewnątrz nie narzuca mu praw ani nie dyktuje tego – co  i jak ma on robić – i to dawało każdemu poczucie własnej godności i wartości.

W czasach dominacji jahwizmu wprawdzie „uczono”(i nadal tego się „uczy”), że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo boga, ale życie przeciętnego człowieka toczyło się „na kolanach”. Człowiek musiał klękać przed tronami i ołtarzami, przed obrazkami z idolami jahwizmu, przed dwiema zbitymi dechami, przed hierarchami, przed księdzem podczas spowiedzi. No i musiał powtarzać że jest grzeszny i niegodny : „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie...”. Musiał żebrać u nieskończenie miłosiernego o łaskę, o odpuszczenie grzechów i o „zbawienie”.

Otrzymałem od znajomego maila. Pisze do mnie on, jaka zmiana nastąpiła u pewnego mieszkańca wsi, w przeszłości członka rady parafialnej. Po tym, jak znajomy przeprowadził szereg rozmów z owym człowiekiem oraz przeczytał tamtemu „wyznanie” Marcusa Ravage i kilka moich tekstów, ów człowiek, katolik, powiedział tak:

„Ehhh, człowiek jest stary, a to co czytasz to wszystko prawda. Mam wrażenie ze jesteśmy wychowywani od urodzenia w religii strachu i nienawisci, dodatkowo napisali to przecież żydzi. Uczono nas klęczeć i mówić moja wina i tacy jestesmy… Myślę, ze nasza słowiańska wiara zostala zniszczona bo była naturalna, piękna i niewinna, zniszczyli ja w zarodku jak niszczy się dziecko w łonie matki.”

W dzisiejszych natomiast czasach funkcjonujące „poczucie godności” uzależnione jest od tzw. statusu materialnego. Często, choć niekoniecznie zawsze idącego w parze z tzw. statusem społecznym. Jeśli się wybijesz, robisz karierę, zarabiasz kupę szmalu, jeździsz luksusową bryką – jesteś człowiekiem godnym. Bezrobotni, bezdomni, biedacy to społeczny „odpad” i ludzkie śmieci – „lenie”, „nieuki”, „nieroby”. Człowiek, który z jakiegokolwiek powodu utraci majątek często mówi o sobie – jestem nikim. A to oznacza, że jego „duma” była zbudowana na jego majątku.
Dodatkowo wmawia się nam za pośrednictwem laickiej propagandy, że jeśli nie popierasz poprawności politycznej, jewropejskości i nie zwalczasz „antysemityzmu” – jesteś neofaszystą, rasistą i  podejrzanym typem niegodnym miana „cywilizowanego” i „nowoczesnego” czyli godnego człowieka.

.

551534_156322197863113_1570018763_n-1

.

Lojalność

U naszych przodków obowiązywała lojalność wobec wspólnoty. Osoby nielojalne wobec współplemieńców nigdy nie cieszyły się poważaniem. Nie miały szansy na zajęcie miejsca w radzie starszych, a ich głos na Wiecu praktycznie się nie liczył.
W czasach dominacji rzymskiej szubienicy obowiązywała lojalność wobec dżumy, kleru, pana i monarchy. Inkwizycja chętnie korzystała z donosów na sąsiadów. Szpiclowanie było metodą propagowaną przez kler, a akta inkwizycji pełne są przykładów tego, że sąsiad donosił na sąsiada, przyjaciel na przyjaciela, a członkowie rodziny na siebie nawzajem.

Dzisiaj nie zmieniło się nic – poza adresatem donosów. Do samego tylko urzędu podatkowego wpłynęło w Polsce w jednym roku 30 tys. donosów. Propagowane jest donosicielstwo na łamiących przepisy, na palących w niedozwolonych miejscach, na wyrzucających śmieci bez ich uprzedniej segregacji. Donosicielstwo kwitnie nawet w firmach i zakładach pracy, zwłaszcza zaś wtedy, gdy zapowiadane są większe zwolnienia. Donosami zrozpaczeni ludzie próbują innych skazać na wyrzucenie na ulicę.

Polacy masowo nadal są lojalni albo wobec nadjordańskiej dżumy, albo wobec narzuconej im poprawności politycznej. Miliony ich lojalne są agenturalnym partiom politycznym, klubom sportowym, czy klikom środowiskowym. A przede wszystkim własnemu egoizmowi.

Troska o wspólne dobro całej społeczności

Było to typową cechą u Słowian. Osoby odstające do tego etosu nigdy nie cieszyły się poważaniem i szacunkiem. Dzisiaj typowych społeczników jest już niewielu. Najczęściej zajmują się sprawami cząstkowymi (ochrona przyrody, kultura, pomoc humanitarna potrzebującym). Społecznicy działają bez podważania fundamentów chorego systemu.
Trudność ze znalezieniem ludzi troszczących się o dobro całej społeczności ma dwie przyczyny: rozbicie społeczne i egoizm jednostek.

Wszystkie społeczności, nawet w małej wiosce, są dzisiaj rozbite i w dużej mierze zatomizowane. Nawet sąsiedzi, którzy jako dwie owieczki wspólnie modlą się w kościele do nadjordańskich bożków prywatnie mogą toczyć wieloletnie spory o przysłowiową miedzę. Jednym ze źródeł konkliktów i zawiści jest różnica w wielkości posiadanej ziemi. Mający mniejsze pola zazdroszczą posiadającym większe gospodarstwa. U naszych przodków taka sytuacja była nie do pomyślenia z tej prostej przyczyny, że ziemia uprawna była wspólną własnością całej wspólnoty. Wszyscy „jechali na wspólnym wózku” – i wszyscy siłą rzeczy pracowali „do wspólnego kotła”. Własność prywatna to poczucie wspólnoty zniszczyła. W miejsce wspólnych działań i wspólnej pracy dla wspólnego dobra pojawiła się rywalizacja i zawiść. Dodatkowo wieś konfliktowana jest na linii sympatii politycznych – jedni popierają PSL, inni Samoobronę, a jeszcze inni PiS czy LPR. Dzieli ludzi też stosunek do Unii Jewropejskiej. Jedni chcą tradycyjnego rolnictwa, inni dają się skusić unijnym dotacjom produkując nie to, co jest potrzebne, a to co jest dotowane.

Jeszcze bardziej rozbite jest miasto – obywatele kontra administracja, administracja państwowa kontra administracja „samorządowa”, supermarkety kontra drobny handel detaliczny, właściciele kamienic kontra lokatorzy, „wierzący” kontra „bezbożnicy”, zwolennicy Unii kontra jej przeciwnicy, rodzime rzemiosło kontra „inwestorzy” zagraniczni i ich pracobiorcy, zwolennicy jakiejkolwiek agenturalnej partii kontra „reszta świata” itp.
Znalezienie wspólnego mianownika w tym konglomeracie sprzecznych interesów jest praktycznie niemożliwe – i dlatego niemożliwe są działania kierowane troską o wspólne dobro całej lokalnej społeczności. Gdyż jakiekolwiek takie działania zagrażają  interesom tej czy innej grupki będącej częścią lokalnej społeczności.

Nakłada się na to promowany kult indywidualizmu, a właściwie rozwijanie/wzmacnianie w nas egoizmu. Celowo ośmieszany i dyskredytowany jest „kolektywizm” będący cechą życia naszych przodków. Oni stanowili zgrany i solidarny kolektyw. Kult indywidualizmu, kult indywidualnego sukcesu, promowanie konkurencji każdego z każdym w drodze do indywidualnego „sukcesu” ma naturalnie sprawić, że nie będziemy w stanie wspólnie zjednoczyć się przeciwko wspólnemu wrogowi. Skutki uboczne owego kultu własnej jednostki widoczne są gołym okiem. U żyjących dzisiaj jeszcze tu i ówdzie niedobitek wspólnot pierwotnych zjawiska takie jak poczucie wyalienowania czy osamotnienie są nieznane. Za to w wielkich miastach masa ludzi żyje samotnie w tłumie. Wielu ludzi nie jest w stanie znaleźć sobie partnera życiowego bez pośrednictwa agencji matrymonialnych. Nie należą też do odosobnionych przypadki wybuchu gwałtownych uczuć do osób poznanych via internet. Ludzie szaleńczo zakochują się w kimś, kogo jeszcze nie widzieli „w realu” na oczy. Erich Fromm pisał w „O sztuce miłości”, że „szaleńcze zakochanie się” wskazuje przede wszystkim na samotność, jaka gnębiła osobę nagle zakochaną do szaleństwa.

A w czasach dominacji jahwizmu król/monarcha dbał o swoje, szlachta o swoje, kler o swoje – a wszyscy robili to kosztem poddanych. Ich zmuszano do „solidarnej” biedy i uległości.
.

tumblr_mkdkxvHsn21rf5d9ho1_500

.
Kolejną cechą ogromnie różniącą Słowian od człowieka współczesnego był ich stosunek do tzw. „dóbr materialnych”.

Dobrze charakteryzuje tą różnicę cytat kronikarza biskupa Ottona Mistelbacha

“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”

Opis ten dotyczył mieszkańców bogatego handlowego Wolinu. Pokazuje on,  że nie tylko nie znali Słowianie kradzieży. Zamykanie „na wszelki wypadek” dobytku cechuje ludzi, dla których gromadzone „dobra” są szczególnie ważne w. Ktoś, kto nie przywiązuje do nich zbyt wielkiej wagi, nie będzie ich pilnował jak Cerber.  Większość Słowian na naszym obecnym terenie żyła jako ludy rolnicze. Byli jednak i świetnymi rzemieślnikami. W okresach, gdy na polu nie było zbyt wiele pracy trudnili się rzemiosłem. Wytwarzali we własnym zakresie praktycznie wszystko co było im potrzebne do życia. Ale nie nie było im znane wytwarzanie i gromadzenie nadmiaru „dóbr” tylko z chęci ich posiadania. Nie byli niewolnikami i służącymi własnego dobytku.

Chrześcijaństwo przywlokło ze sobą na nasze ziemie nie tylko fanatyzm i nietolerancję oraz ucisk „pospólstwa” – ale i chciwość. Władcy, rycerstwo, a później szlachta zabiegali o powiększanie własnych majątków. Oraz konkurowali na tym polu pomiędzy sobą. Aby majątki i własne „bogactwa” powiększać – toczono wojny, zajazdy, ale i stopniowo nakładano na prosty lud coraz większe powinności. Kler był aż chory od chciwości. Rezydencje biskupów – książąt kościoła – były pałacami. Majątki biskupie dorównywały majątkom najbogatszych arystokratów. A papieże albo organizowali kolejne łupieżcze krucjaty, albo kupczyli „odpustami” i zbawieniem za pieniądze. Bonifacy VIII wprowadził rok jubileuszowy i tzw. odpust zupełny za pielgrzymkę do domniemanego grobu św. Piotra w Rzymie w 1300 roku. Giovanni Villani odnotował w związku z tym pomysłem papieża, że pątnicy składali tak wiele ofiar, iż dwóch kleryków zbierało je grabiami. Watykan ściągał „świętopietrze” a kler dziesięciny. Oprócz tego chłopi w majątkach kościelnych i zakonnych obkładani byli przeróżnymi powinnościami na rzecz nadjordańskiej dżumy. Karano ich praktycznie za wszystko, nawet za to, że nie chodzą do kościoła czy do spowiedzi. Nękanie ich karami pieniężnymi, więzieniem, torturami a nawet zabijaniem – tylko po to, aby posłusznie harowali na kler i zakony było na porządku dziennym.
A postawę współczesnego kleru wobec spraw materialnych dobrze obrazuje historia kościelnej komisji majątkowej, a zwłaszcza pazerność z jaką kościół walczył przy pomocy machinacji i oszustw o „dobra materialne”.

.

mokosz_figurka_ceramika

.

Dzisiejsze życie żydo-anty-cywilizacji zdominowane jest kultem pieniądza. Drugim bożyszczem jest gospodarka i towarzyszące jej produkcja oraz gromadzenie „dóbr”, z których obromnej większości tak naprawdę nie potrzebujemy.
Pieniądz, złoto, zaślepiło i odebrało rozum całej tej chorej anty-cywilizacji. Dobitnym tego przykładem były wybuchające „gorączki złota” – były to rzeczwiste „gorączki” wpędzające ludzi w maglinę pożądliwości żółtego metalu. Kult złota uprawiany jest w biblii. Już w II rozdziale Genezis przy opisie Edenu znajdziemy stwierdzenie: „A złoto owej krainy jest znakomite”. A przy opisie rzezi Jerycha i wymordowaniu wszystkich jego mieszkańców zgodnie z wolą i z pomocą Jahwe ludobójcy jest napisane: „Całe zaś srebro i złoto, sprzęty z brązu i z żelaza są poświęcone dla Pana i pójdą do skarbca Pańskiego”. Ta typowa dla kapłanów żydowskich żądza bogactwa zaraziła i żydo-chrześcijański kler. Domniemana nauka cieśli, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego zarezerwowana została dla ograbianych owieczek. Kleru ona nie dotyczyła. Ale i owieczki zaraziły się chciwością. Spory o majątek po rodzicach pomiędzy rodzeństwem, także i w katolickich rodzinach w dzisiejszych czasach nikogo nie dziwią. Rodzeństwo dosłownie wydziera sobie nawzajem wszystko co ma jakąkolwiek „wartość” materialną.

Gospodarka powinna służyć ludziom. Póki co to człowiek jest dodatkiem do gospodarki i niewolnikiem gospodarki. Nasi przodkowie żyli rytmem Przyrody. Dzisiejsze społeczeństwo żyje rytmem fabryk, biur, sklepów i notowań giełdowych. Pracujemy, zarabiamy, kupujemy. I tak w kółko Macieju. Gromadzenie ogromnej ilości „dóbr”, nawet kompletnie niepotrzebnych i nieprzydatnych – tylko po to, aby je mnieć – stało się dla milionów ludzi celem ich życia.

Owo chomikowanie „dóbr” ma swoje źródła w psychice ludzkiej:

– spory wpływ na to ma tlący się w podświadomości mężczyzn atawizm z czasów zamierzchłego paleolitu. Wysoka pozycja w małej pierwotnej „przedspołecznej” hordzie gwarantowała pierwszeństwo do jedzenia i do kobiet. Gdy pożywienia brakowało – przeżywali tylko najsilniejsi. Wysoką pozycję zdobywało się wtedy kamienną maczugą, którą dzisiaj zastępuje pieniądz, majątek, pozycja społeczna. Tą mentalnością zarażane są i kobiety, wychowywane obecnie „po męsku”. U kobiet dodatkowo działa atawizm „pierwszej damy haremowej”. U zarania ludzkości w niewielkich hordach panie chciały być „atrakcyjniejsze” aby w hierarchii zająć wyższą pozycję – co też zwiększało szansę na przeżycie.

– Mężczyznom wmawia się, że mając więcej pieniędzy czy „dóbr” materialnych jest/będzie dla kobiet „atrakcyjniejszy”. Inna rzecz, że kobiety  tak są wychowywane/indoktrynowane, aby tak właśnie oceniały „atrakcyjność” ewentualnego kandydata na męża/partnera.

– Przede wszystkim zaś pieniądz i tzw. „dobra” materialne są substytutem czy też „protezą” brakującego poczucia własnej wartości. Człowiek współczesny jest częściej dumny z tego co zgromadził, co ma – a nie z tego – jaki jest. Podświadomie doskwiera mu poczucie braku własnej wartości i kompensuje to sobie gromadzonymi „dobrami” – stanowiącymi jego sztuczne „ja”.

Aby zbudować nowe, rzeczywiście wolne i dobrze funkcjonujące społeczeństwo należy odrzucić całą żydo-anty-cywilizację ze wszystkimi jej wytworami i „wartościami”. A więc:

– Ziemię należy uznać za wartość nadrzędną. Przyroda musi być chroniona przed niszczycielskim wpływem człowieka.

– Centralizację władzy na coraz wyższych szczeblach należy ograniczyć do mimimum. Wpływ instytucji ponadnarodowych (np. Unii Jewropejskiej czy NATO) należy całkowicie wyeliminować. Ideałem byłaby ich likwidacja. Lokalne wspólnoty o ich codziennym życiu mają decydować samodzielnie.

– Kult pieniądza i „dóbr” materialnych należy drogą edukacji i odbudowy poczucia własnej wartości wyeliminować. Wartość człowieka leży w jego osobowości a nie w nagromadzonym przezeń majątku.

– Gospodarka ma służyć człowiekowi, a nie człowiek gospodarce. Ma służyć społeczeństwu a nie być metodą na bogacenie się garstki miliarderów. Powinna też być jedynie „dodatkiem” do życia społecznego, a nie jego podstawową treścią. A przede wszystkim ma być kontrolowana przez lokalne wspólnoty i ich regionalne/krajowe reprezentacje, a nie przez koczowniczą banksterską sitwę. Ma służyć Polsce i Polakom a nie obcym.

Nie ma, a przynajmniej ja nie widzę alternatywy dla słowiańskiego modelu. Pozostawienie jakiegokolwiek elementu żydo-anty-cywilizacji Zachodu prędzej czy później doprowadzi do recydywy tego chorego systemu. On musi zostać całkowicie unicestwiony. W przeciwnym wypadku skończymy jako zdepopulowane i zachipowane ludzkie bydło robocze banksterskiej sitwy. Zgodnie z ich ideologią:
 

“Ziemię do której przybywasz jako przychodzień… dam tobie i twojemu potomstwu na wieczne posiadanie.
Rodzaju 17, 8

“I stawią się obcy, aby paść wasze owce, a cudzodziemcy będą waszymi oraczami i winiarzami, a Wy będziecie nazwani kapłanami Pana, sługami naszego Boga mianować was będą ; zużyjecie bogactwa narodów i w ich sławę odziewać się będziecie.”

Izajasza 61, 5-6

“Tak mówi Pan Bóg: “Oto skinę ręką na pogan i między ludami podniosę mój sztandar. I odniosą twych synów na rękach, a córki twoje na barkach przyniosą I będą królowie twymi żywicielami, a księżniczki ich twoimi mamkami. Twarzą do ziemi pokłon ci będą oddawać i lizać będą kurz z twoich nóg.
Izajasza 49, 22-23

“Przyjdą do Ciebie i będą twoimi; chodzić będą za tobą w kajdanach; na twarz przed tobą będą padać i mówić do ciebie błagalnie.”
Izajasza 45, 14

Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi.
Powtórzonego prawa 7, 2 (I to mówi miłosierny, dobry i sprawiedliwy “bog”).

“Ja wzmocnię cię i rozmnożę cię bardzo. Z ciebie wyjdą królowie i będą rządzić wszędzie, gdzie tylko dojdą ludzkie ślady. Twemu potomstwu dam całą ziemię pod niebem i będą rządzić wszystkimi narodami, tak jak bedą tego pragnęli…”

Jub. 32, 18-19

.
opolczyk
.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

„A wierz sobie nawet i w kozła – byleś mi dziesięcinę płacił”

.

przypadki1

.

Polecam niezwykle obszerny, nieomal monumentalny tekst o historii wyzysku ludności polskiej, zwłaszcza chłopów przez kler w ciągu ostatniego milenium. Usunąłem jedynie końcówkę  aby uniknąć zarzutu kolportowania stalinowskiej antykościelnej propagandy.
Tekst bazuje przede wszystkim na dużej ilości „nie-stalinowskiej” literatury i kościelnych dokumentach – opolczyk
.

Za: http://legaba.6te.net/chlopi_a_biskupi.htm

.

Andrzej Nowicki

Chłopi a Biskupi

 

 

R o z d z i a ł   I

HIERARCHIA KOŚCIELNA PRZECIW MASOM LUDOWYM

Czytamy w starych kronikach, że około roku 1034

 „Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…” 1

 „Rzucili się no swych panów i sięgnęli po wła­dzę… Przeciw biskupom i kapłanom bożym rozpo­częli bunt i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali”2.

Znane nam z imienia klasztory wszystkie bez wyjątku w tym czasie upadły. Z czterech stolic biskupich, to jest arcybiskupstwa w Gnieźnie i biskupstw w Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu, żadne nie przetrzymało tej burzy. W opusto­szałych kościołach dzikie zwierzęta założyły swe legowiska… 3

Co wywołało tę burzę pierwszego w naszych dziejach buntu chłopskiego? Jakie były przyczyny nienawiści chło­pów do biskupów? Źródła historyczne umożliwiają wylicze­nie pięciu głównych przyczyn:

 

1  Kronika ruska Nestora.

2  Kronika Galia Bezimiennego.

3 Stanisław Kętrzyński, „Kazimierz Odnowiciel”, Kraków 1899, str. 15, 59.

 

Po pierwsze, biskupi, jako przedstawiciele nowej wiary, swoim autorytetem popierali i uświęcali przeobraże­nia społeczne 4 polegające na odbieraniu ziemi członkom rodów i nadawaniu jej biskupom, klasztorom i rycerzom. Wolni członkowie rodów, którzy tę ziemię dotąd wspól­nie uprawiali, byli w wyniku tych przeobrażeń bądź wypędzani, bądź przekształcani w chłopów zależnych od bi­skupów, opatów i panów, którym zostali przez księcia „darowani”. Rozbicie pierwotnego ustroju rodowego z inicja­tywy biskupów dokonane zostało z krzywda, olbrzymiej więk­szości społeczeństwa, której narzucono panowanie klasowe garstki obszarników w sutannach, habitach i zbrojach. „Zadzierzgnął się wówczas ostry konflikt między krzywdzo­nym a krzywdzącym, między wyzutym ze swego i wzboga­conym. Walka ta trwać miała przez całe tysiąclecie. Po jednej stronie znalazł się kościół, książę, formalny autor tych przesiedleń, rugów i darowizn ludności oraz ci wszyscy, którzy przez takie darowizny stawali się panami, właścicielami wielkiego majątku ziemskiego; po drugiej stronie stał ogół społeczeństwa, z wyjątkiem właśnie tej grupy uprzywi­lejowanej” 5.

Po drugie, biskupi, uposażani przez księ­cia w ziemię i ludzi, stanowili tę kate­gorię obszarników, która najciężej gnę­biła darowanych sobie chłopów. Aleksan­der Świętochowski trafnie wykrywa przyczynę biskupiego okrucieństwa w stosunku do chłopów.

 „Kler podtrzymywał niewolę i rozszerzał. Za­prawiony do okrucieństwa w przymusowym nawra­caniu pogan nie czuł wcale wyrzutów sumienia z powodu ujarzmiania włościan. Nie cofał się nawet przed fałszowaniem przywilejów, ażeby mocniej wy­zyskiwać swych poddanych” 6.

Po trzecie, biskupi nałożyli na całą lud­ność haracz dziesięcin. Już za Bolesława Chro­brego, w roku 1022, wybuchła w Polsce — mówicie słowami Długosza — „straszliwa zawierucha”, czyli bunt przeciw płaceniu dziesięcin. Przywódców buntu ścięto 7. Przymus płacenia dziesięciny był jedną z głównych przyczyn oporu pogan przeciw przyjmowaniu chrześcijaństwa, jak to wy­raźnie oświadczyli Szczecinianie spowiednikowi księcia pol­skiego Władysława Hermana, Niemcowi, biskupowi Ottono­wi Mistelbachowi:

„U was, chrześcijan, pełno jest łotrów i złodziei; u was ucina się ludziom ręce i nogi, wyłupuje oczy, torturuje w więzieniach; u nas, pogan, tego wszyst­kiego nie ma, toteż nie chcemy takiej religii!

U was księża dziesięciny biorą, nasi kapłani zaś utrzymują się, jak my wszyscy, pracą własnych rąk” 8.

Po czwarte, pierwsi biskupi, opaci, księża byli cudzoziemcami i agentami cesa­rza niemieckiego i prowadzili politykę sprzeczną z interesami ludności pol­skiej. Podobnie dziś duchowieństwo katolickie otoczone jest nienawiścią ludów kolonialnych Azji i Afryki głównie z powodu rozpowszechnionego — i stwierdzanego setkami faktów — przekonania, że co misjonarz, to agent imperialistów.

4  Stanisław Śreniowski, „Dzieje chłopów w Polsce”, Czytelnik 1947, str. 59

5  Śreniowski, j. w.

6 Aleksander Świętochowski, „Historia chłopów polskich”, PIW 1947, str. 59.

7 Długosz, „Dziejów Polski księga II”, rok 1022.

8 Sefrid, „Żywot świętego Ottona”.

Po piąte wreszcie, biskupi  zaprowadzali ogniem i  mieczem religię posłuszeń­stwa nowemu porządkowi społecznemu, opartemu na krzywdzie chłopskiej. Już w roku 980 książę Mieszka wydał prawo konfis­kowania majątków tym wszystkim, którzy trwali w daw­nej religii 9. Bolesław Chrobry kazał wybijać zęby tym, któ­rzy nie przestrzegali przepisów nowej religii 10. Edykt Bole­sława Kędzierzawego (wydany około roku 1 164) zapowiadał Pomorzanom, że winni odmowy przyjęcia nowej wiary będę karani śmiercią.. A tymczasem, jak mogły przyjmować nową religię masy ludowe, skoro czołowi przedstawiciele tej wia­ry nakazywali im posłuszeństwo dla nowych ciemięzców — rycerzy i książąt?

Ustrój krzywdy ludowej utwierdzała hierarchia kościel­na najwyższym autorytetem Boga, strasząc buntowników przerażającymi karami doczesnymi i piekielnymi.

Cóż dziwnego, że wywłaszczani, wypędzani z uprawia­nej przez siebie ziemi, pozbawiani wolności i „nadawani” jak rzecz biskupom, twierdzącym, że posłuszeństwa panom wymaga od chłopów Bóg, „chłopi powstali i pozabijali swoich biskupów… Jednych mieczem, drugich kamieniem”.

Burza nienawiści przeciw hierarchii kościelnej trwała kilkanaście lat i została stłumiona jedynie dzięki obcej interwencji, dzięki sprowadzonym przez arcybiskupa Stefana rycerzom niemieckim.

„Powrotem nowego porządku do Polski zajmują się cesarz niemiecki i papież” 11.

Osadzają oni na tronie polskim mnicha Kazimierza, siostrzeńca arcybiskupa Kolonii, Hermana. Polska stała się na kilkadziesiąt lat lennem Niemiec; lennik cesarza Konra­da II, mnich Kazimierz, płaci co rok obu swoim panom, ce­sarzowi niemieckiemu i papieżowi, wysoki haracz, a tymcza­sem rycerze niemieccy pustoszą Polskę, masakrując zbunto­wanych chłopów.

Pacyfikacja kraju kierował arcybiskup Stefan. W rezul­tacie tej pacyfikacji

„Polska stała się jedna wielką pustynią bezlud­nym opuszczonym pustkowiem, cmentarzyskiem ruin i zgliszcz” 12.

9  Długosz, księga II.

10. Kronika Thietmara: prof. dr Władysław Abraham, „Organiza­cja kościoła w Polsce do połowy wieku XII”, Lwów 1893, str. 282.

11. Joachim Lelewel, „Polska wieków średnich”, Poznań, 1856, tom lI, str. 239.

12 Kronika Galla Bezimiennego.

Rozdział II

BISKUPI WYPĘDZAJĄ l PRZESIEDLAJĄ CHŁOPÓW

Kościół walczył nie tylko o realne nabytki ziemskie, ale także o zmianę podstawy prawnej posiadania ziemskiego, występując „przeciwko rodowym prawom do ziemi jako rze­komo niesłusznym, bo ograniczającym pełną własność indywidualną, ale motywacje etyczne były tutaj tyko wprzągnięte w służbę materialnego interesu instytucji” 13. Jaskrawym przykładem tej walki była działalność Stanisława Szczepanowskiego, biskupa krakowskiego, o którym mówiono, że jest chciwym łupieżcą, a nie pasterzem parafian, że nie biskupuje, lecz obskubuje z majątków, będąc „wszetecznikiem, zbiorcą bogactw i łakomca” 14.

Tenże biskup Stanisław zawarł nielegalna transakcję z niejakim Piotrowinem, który sprzedał biskupowi ziemię stanowiącą nie jego prywatną własność, lecz własność ca­łego rodu. Toteż po śmierci Piotrowina bratankowie i krewni zmarłego udali się przed sad królewski

„twierdząc, iż majętność tę do nich należąca bi­skup Stanisław wdzierstwem nieprawnym zagarnął… Biskup dowodzi, że ja nabył prawem kupna… i na dowód… kazał odkopać trupa butwiejącego już od lat trzech” itd.

13. Śreniowski, j. w., str. 59.

14 Długosz, księga III, rok 1080; to samo w kronice Kadłubka.

W posiadanych z nadania bądź kupna majątkach mieli biskupi przywileje robienia z chłopami, co im się podobało. Stwierdzają to liczne dokumenty średniowieczne np. przywilej Władysława, księcia łęczycko-dobrzyńskiego, w któ­rym czytamy m. in.:

„Zezwalamy panu biskupowi (włocławskiemu) i jego kapitule decydować o wsiach: Komorniki, Żywocin, Gadaszewice, Chorzęcin, Łaznów, Transzew, Strupin, Łódź, Dąbrowa, Niesułków, Siedl­ce, Gnichów, Przanowice, Sobota i Zagórzewice i urządzać, jak samemu panu biskupowi i jego kapitule zdawać się będzie lepiej i u ż y t e c z n i e” 15.

Przywilej taki dawał biskupowi prawo przesiedlania, o nawet wypędzania chłopów z ziemi, która uprawiali z dziada pradziada.

„Jeśli się panu podobało, jeśli grunta na inny przeznaczał użytek, jeśli uważał, że włość jakaś by­ła więcej zaludniona, niż potrzeba uprawy tego wy­magała, rugował chłopów bez prze­szkody” 16

Książęta, nadając ziemie osiadłe biskupom, przykazy­wali często osadnikom wynieść się, a duchowieństwu zezwa­lali na zburzenie chat po wypędzonych chłopach, których można było

„wedle swego upodobania i bez żadnej słusznej przyczyny z posiadanych przez nich dziedzin wy­rzucić i te dziedziny komu innemu nadać, bez obo­wiązku uiszczenia tak obdartemu wieśniakowi jakiegokolwiek wynagrodzenia…

15 A. Steblewski, „Teksty źródłowe do dziejów Łodzi”, Łódź 1934, cyt. wg „Dokumentów chłopskiej doli”. Łódź 1948, str. 11.

16 Stanisław Smołka, „Mieszko Stary”, Warszawa 1881, str. 51.

…Przykład takiego wyrzucenia, wyzucia, daje nam przywilej Bolesława Wstydliwego z roku 1261, wydany dla kapituły katedralnej krakowskiej, w któ­rym książę dziedziny cieśli we wsi Szczytniki poło­żone cieślom tym zabiera… nakazując owym cie­ślom, iżby ze wsi Szczytnik ze swoich dziedzin się wynieśli i budowle swe w tychże dziedzinach istnie­jące usunęli, inaczej kanonicy (krakowscy) będą mieli prawo budowle te rozburzyć. Innych zaś dzie­dzin dla. tak ograbionych wieśniaków książę nie na­znacza… Eliminacja wieśniaków z posiadanych przez nich dziedzin była prawie zawsze ciężką krzywdą, wyrządzona takim eliminowanym wieśnia­kom” 17.

Jedna z przyczyn przesiedlania chłopów przez biskupów i opatów była konieczność separowania poddanych kościel­nych od sąsiedztwa z poddanymi książęcymi, którzy byli mniej uciskani i wyzyskiwani. Historyk prawa średniowiecz­nego, Romuald Hube, podając fakt, że w roku 1254 „przełożony klasztoru staniatkowskiego ludzi swoich przeniósł z jednego miejsca na drugie”, dodaje następujący komentarz:

„Kościoły robiły te przeniesienia w tym celu, aby ludność swa usuwać spod zetknięć, dla nich szkodli­wych, z ludnością poddana innej władzy (która mniej gnębiła i ciemiężyła chłopów, A. N.)… Poka­zuje się więc, że (ziemie   uprawiane przez  chłopów)  w  każdej  chwili mogły być im odjęte przez księcia, a póź­niej i przez panów (świeckich i biskupów), częścią skutkiem ustalającego się nieprawego zwyczaju, częścią skutkiem nadania panów prawem zupełnego władztwa nad ziemia” 18

Ale oczywiście wypadki wypędzania chłopów z ziemi nie były częste, ponieważ hierarchii kościelnej lepiej się opłaca­ło zatrzymywać ich na miejscu i wyzyskiwać ich pracę.

17  Franciszek Piekosiński, „Ludność wieśniacza w Polsce w dobie piastowskiej”, Kraków 1896, str. 108, 110.

18 Romuald Hube, „Prawo polskie w wieku trzynastym” Warsza­wo 1874, str. 43—46.

Rozdział III

„UCISK l NĘKANIE WSZELAKIEGO RODZAJU” W MAJĄTKACH KOŚCIELNYCH

Biskupi, ilekroć pobożny książę darował im na własność chłopów, natychmiast w uroczystych dokumentach spisywali ich imiona na wieczna rzeczy pamiątkę — „ne libertatis sibi assumant presumptionem” — żeby z czasem chłopi ci do wolności nie poważyli się roście sobie prawa. 19

Posiadając niezmiernie rzadką w owych czasach umie­jętność czytania i pisania, wysocy dygnitarze kościelni wy­korzystywali ja w celu pomnażania własnych dóbr docze­snych przez sporządzanie fałszywych dokumentów wylicza­jących daniny i obowiązki swoich poddanych. Istnieje bardzo obszerna bibliografia na temat owych pobożnych fałszerstw.

„Gdzie brakło dowodów na faktycznie wykony­wane uprawnienia, tam uciekano się do fałszowania przywilejów, w czym (na Śląsku) przodowały trzy klasztory: lubiąski cystersów, na Piasku Wrocław­skim kanoników regularnych i św. Wincentego we Wrocławiu” 20

19. Cod. dipl. Pol. l—16; Smolka. j w., str. 49.

20 Tadeusz Silnicki, „Dzieje i ustrój kościoła na Śląsku do końca w. XIV”, Kraków 1939, str. 274.

Piekosiński, przytaczając cały szereg robocizn i powin­ności z falsyfikatu mnichów tynieckich z pierwszej połowy XIV wieku, przedstawianego jako rzekomy przywilej z roku 1105 stwierdza, że

„Było to nadużycie popełnione przez klasztor tyniecki na danej sobie w uposażeniu ludności wie­śniaczej…

Los tych włościan (za pomocą pobożnego fał­szerstwa dokumentu, A. N.) zrównany został z lo­sem niewolników” 21.

Najpowszechniejszą formą chłopskiego protestu prze­ciw niesprawiedliwemu uciskowi biskupów i opatów była w średniowieczu ucieczka. „Dowiadujemy się z dokumentów o częstych ucieczkach ludzi z dóbr kościelnych” 22. W do­kumencie księcia Konrada Mazowieckiego dla klasztoru w Czerwińsku z roku 1222 czytamy o chłopie Miłoszce ze wsi Łomny, „który kilkakrotnie czynił próby uwolnienia się spod władzy klasztoru” 23. Raz uciekł z posiadłości klasztor­nych do księcia Bolesława Kędzierzawego, który go przyjął do siebie na służbę, „ale nie długo mu przyszło cieszyć się tą swobodą, bo o p a t   W i d o n, dbały o majątek klasztoru, rychło wpadł na trop zbiega i dowiódłszy praw swoich” 24, „skrępowanego sprowadził z powrotem” 25. Po śmierci Widona, Miłoszka po raz drugi próbuje szczęścia zbiegając tym razem do księcia Kazimierza Sprawiedliwego i ukrywa­jąc się czas jakiś w Sieklukach pod Radomiem „skąd go ściągnął opat F u l k o l d” 26.

21      Piekosiński, j. w., str. 83.

22     Stanisław Arnold, „Władztwo    biskupie na grodzie Wolborskim w wieku XIII”, 1921, str. 50.

23      Arnold, j. w.

24      Smolka, „Mieszko Stary”, str.  49.

25      Arnold, j. w.

26     Arnold, j. w.

„Przywiązani do ziemi chłopi kościelni korzy­stali z lada jakiej sposobności do ucieczki” 27.

Na początku XIII wieku,

„kiedy biskupem kujawskim był Ogerius, chłopi ka­tedry włocławskiej, Bielejewicami zwani, nie mogąc znieść ucisku i nękania wszelakiego rodzaju (multiformes pressuras) 28, a żadnej ulgi, żadnej nadziei lepszego losu nie mając, umknęli z kasztelanii wolborskiej za Pilicę” 29

i zostali przyjęci do służby łowieckiej księcia Leszka Białe­go. Po dziesięciu latach wytropił ich tam biskup wło­cławski Michał i

„na zjeździe w Gąsawie wobec arcybiskupa gnie­źnieńskiego i innych biskupów polskich zażądał od księcia Leszka zwrotu swych ludzi, na co otrzymał przyrzeczenie, że książę przywróci ich do dawnych obowiązków” 30.

Leszek został jednak zamordowany i sprawa przedłużyła się jeszcze o kilka lat, aż wreszcie w roku 1228 — po kilkunastu latach wolności — cała rodzina Bielejewiców zo­stała zwrócona biskupom, którzy nie na darmo zapisywali imiona swoich chłopów na pergaminach, ażeby chłopi ci do wolności nie poważyli się rościć sobie prawa.

Księcia, który by stanął w obronie zbiegów i odmówił ich ‚wydania biskupom, obłożyliby biskupi klątwa.

„Prześladowani i nękani wiedzieli chłopi, że dla złoczyńców było schronienie w kościele przed ołta­rzami” 31

kiedy jednak chodziło o zbiegłych chłopów, kościół nie był dla nich miejscem azylu. Prawo panów nad chłopami było dla biskupów świętsze od prawa nietykalności kościoła. Kie­dy za Bolesława Krzywoustego siedemnastu chłopów „zbie­gło do kościoła włocławskiego szukając tam azylu” 32, wy­wleczono ich bez żadnych skrupułów z kościoła i skrępowanych dostawiono do majątku, z którego zbiegli.

Zbiegłych chłopów zakuwano w łańcuchy, wrzucano do ciemnych lochów, bito rózgami i torturowano, a

„we wsi klasztornej Kasina za powtórne zbiegostwo groziła chłopu kara śmierci” 33

 Liczne klasztory posiadały przywilej torturowania posia­danych chłopów i skazywania ich na śmierć. Nawet klasztory żeńskie, jak np. klarysek w Gnieźnie i Zawichoście czy cystersek w Ołoboku, posiadały „potestatem iudicandi ad omnes sententias: capitis, sanguinis, mutilationis membrorum” (władzę wydawania wszelkich wyroków włącznie z kara. śmierci, krwi i kaleczenia członków 34. A do klasztoru klary­sek w Zawichoście należało 25 pobliskich wsi 35 i kilkana­ście dalej położonych. Klaryski sądeckie miały 38 wiosek, a cysterski ołobockie 12 wiosek.

Klasztory żeńskie, które nie miały prawa odprawiania sa­dów i skazywania na karę śmierci, posiadały przecież w kla­sztorach lochy i często więziły w nich chłopów, przeważnie za odmowę odrabiania nadmiernej pańszczyzny. Niektóre klasztory nie mogły sobie dać rady z chłopami w zbyt ro­zległych dobrach:

„Zakonnice w Staniątkach i w Sączu wypuszczają dobra mocniejszym sąsiadom dla poskromienia nieposłusznych chłopów” 36.

Kiedy zaś chłopi, gnębieni przez zakonnice w Staniątkach, udawali się na skargę do króla, ten odpowiadał chło­pom, że nie chce się wtrącać w spory między klasztorem a poddanymi klasztornymi 37.

27  Smolka, j. w. str. 50.

28  Cod. dipl. cyt. wg Hubego, j.  w., str. 47.

29  Smółka, j. w.

30  Arnold, j. w., str. 9.

31  Smolka, j. w., str. 50.

32 Piekosiński, j. w., str. 113.

33 Śreniowski, j. w. str. 83.

34 Wg przywileju księcia Bolesława Wstydliwego wydanego kla­ryskom z klasztoru świętej Salomei w Zawichoście.

35 Długosz, Dziejów Polskich księga VII, rok 1258.

36 Tadeusz Jan książę Lubomirski „Jurysdykcja patrymonialna w Polsce”   Warszawo 1861, str 42.

37  Kroi Zygmunt l, cyt. wg Lubomirskiego, j, w., str 48.

 

Rozdział IV

DZIESIĘCINA l INNE ŚWIADCZENIA CHŁOPÓW NA RZECZ DUCHOWIEŃSTWA

Poważne materialne powody do nienawiści mieli nie tylko chłopi bezpośrednio poddani biskupom i klasztorom. Również chłopów poddanych panom świeckim obowiązywa­ły liczne i uciążliwe świadczenia na rzecz duchowieństwa. Głównym ciężarem była dziesięcina pobierana „nie tylko ze zboża, lecz także z owiec, kóz, świń, kur, lnu, se­ra” 38, „z bobrów, źrebiąt, cieląt, gęsi, śledzi itd.” 39

„Ksiądz nie dozwalał sprzątnięcia zboża, póki swej dziesiątej kopy nie powytykał — pisze Brückner — żądając zaś, aby mu ją jeszcze do jego stodoły dostawiono, mógł i zgnoić całe zboże na polu, gdy była słota” 40. O uciążli­wości obowiązku dostarczania dziesięciny do składu wskazanego przez biskupa świadczą następujące dane: chłopi ze wsi Rybnej i Przegini musieli wieźć zboże dziesięcinne do oddalonego około 20 km zamku biskupa krakowskiego w Lipowcu; chłopi ze Stępocina musieli zwozić dziesięcinę do Poznania oddalonego o 33 km; chłopi z Czerlejna do

38  Aleksander Świętochowski, „Historia chłopów polskich”, l, str. 33.

39  Tadeusz Czacki, „Dyssertacya o dziesięcinach”, str. 30.

40 Aleksander Brückner, „Dzieje kultury polskiej”, l, str. 330.

Gniezna oddalonego o 35 km, a chłopi Kaczanowa do Po­znania oddalonego w linii prostej o 45 km  41.

Nic więc dziwnego, że nawet konserwatywni historycy nazywali dziesięcinę „zgubna i rujnująca” 42.

 „Ci, którzy musieli płacić dziesięcinę — pisał Tadeusz Czacki w XVIII wieku — nazywali ją owo­cem ustaw diabelskich”43. Szczególnie dla poboż­nych chłopów była nieszczęściem konieczność zło­rzeczenia temu, którego mieli szanować jako paste­rza 44. Swiętochowski słusznie stwierdza, że

„Dziesięcina stanowiła jedną z najbardziej łu­pieżczych danin i uprzywilejowaną przed wszystkimi innymi” 45,

a zdaniem Kaczmarczyka

„Sprawa dziesięcin była najpoważniejszą płasz­czyzną tarć między kościołem a społeczeństwem w Polsce” 46.

W każdym zaś razie stanowiła ona jeden z głównych po­wodów nienawiści mas chłopskich do biskupów.

Na nieuiszczających dziesięciny, odmawiających dostar­czania jej do spichrzów biskupich, bądź starających się za­mienić dziesięcinę snopowa na pieniężna, biskupi rzucali klątwy. Zdarzało się jednak, że chłopi nie uginali się przed klątwa i „uporem swoim potrafili nawet zmusić biskupa do ustępstw” 47. Kaczmarczyk referuje na­wet jeden taki spór, którego ślad zachował się w aktach kla-

41 Zdzisław Kaczmarczyk, „Monarchia Kazimierza Wielkiego”, II, str. 163.

42 Franciszek Piekosiński, „Ludność wieśniacza”, str. 81,

43 Czacki, j. w., str. 3.

44 Czacki, j. w., str. 3.

45 Świętochowski, j. w., str. 33

46 Kaczmarczyk, j. w., str. 155.

47 Kaczmarczyk, j. w., str. 166.

sztoru tynieckiego. Chłopi wsi należących do opactwa ty­nieckiego wiedli przez dłuższy czas spór z biskupem kra­kowskim Janem Grotem, wzbraniając się płacenia dziesięci­ny snopowej i proponując mu płacenie równowartości w pie­niądzach. Biskup nie godząc się na to obłożył chłopów Rybnej i Przegini ekskomunika. Chłopi nie ulękli się ekskomuniki i spierali się z biskupem dalej, aż wreszcie w końcu grudnia 1345 zawarty został kompro­mis 48.

„Dziesięcina stanowiła nie tylko poważne źródło docho­dów kościelnych, ale urastała do znaku suwerenności ko­ścioła ponad całym społeczeństwem, bo kościół z własnego prawa podnosił dziesięcinne żądania” 49.

W wielu parafiach wprowadzono jeszcze druga dziesię­cinę zwana „tacznem”, „osepem”, „mesznem”, „mszowym”, „stołowym” itp. W ten sposób nie dziesiąta, ale pią­ta część plonów zabierał kler chłopom, „nie gardząc zresztą żadnym środkiem dla ich ograbienia” 50.

„Urodzenie, życie, małżeństwo, śmierć — pisze Świętochowski — wszystko dostarczało duchowień­stwu powodu do obdzierania nieszczęśliwych chło­pów… Istniały opłaty za poświęcanie łoża małżeńskiego, pól, ogrodów, studzien, torb podróżnych, se­ra, mleka, miodu, jajek” 51.

„Do źródeł dochodów kościoła polskiego należały nadto pewne opłaty uiszczane z powodu pełnienia przez kler funkcyj religijnych, jak opłata za asystencję przy sądach bo­żych i tzw. „przysiężne”; dwóch księży prowadziło mają­cego się poddać sądowi bożemu na żelazo rozpalone i od­prawiało mszę świętą do obrzędu zastosowaną; kapłan miał

48 Kaczmarczyk, j. w., str. 166.

49  Tadeusz Silnicki, „Dzieje i ustrój kościoła na Śląsku”, str. 137.

50  Świętochowski, j. w., str. 33.

51 Świętochowski, j. w., str. 33.

również obowiązek żelazo przeżegnać i pokropić święcona, wodą i za to należała się opłata… W razie przysięgi winien był przysięgający od krzyża, na który przysięgał, zapłacić temu, kto trzymał krzyż… Niektórzy biskupi pobierali rów­nież opłaty i przy chrztach dzieci” 52. „Opłatę zwaną kolędą uiszczano plebanom przy wizytacji parafian w okresie świat Bożego Narodzenia”53. Pretekstów do wymagania, aby chłop płacił, nie brakowało. „Kler nie gardził żadnym środkiem dla ograbienia swych poddanych” (parafian) — możemy powtórzyć za Swiętochowskim 54.

52 Władysław Abraham, „Stosunek kościoła do państwa w Polsce”, Lwów 1926—1927 (skrypt uniwersytecki), str. 277.

53 Abraham, j. w., str. 277.

54 Świętochowski, j. w., str. 33.

 

Rozdział V

ŚWIĘTOPIETRZE

Chłopa polskiego łupił nie tylko bliski biskup, ale rów­nież daleki papież. Podatek na rzecz papieża, czyli tak zwane świętopietrze, nie był wprawdzie zbyt wysoki, ale budził i musiał budzić wśród chłopów opór i oburzenie jako najbardziej niesprawiedliwa ze wszystkich danin.

W szczególności świętopietrze musiało budzić sprzeciw z sześciu następujących powodów:

najbogatsze warstwy społeczeństwa (biskupi, szlachta, proboszcze) nie płaciły świętopietrza 55; cały ciężar tej da­niny spadał na chłopów;

niesprawiedliwa była zasada: po denarze od głowy; bo­gaty chłop płacił tyle co biedny;

obarczeni liczną rodziną płacili wielokrotnie więcej od samotnych, chociaż według elementarnego poczucia spra­wiedliwości powinno być akurat na odwrót;

parafie były otaksowane i proboszcz wpłacał poborcy papieskiemu co rok jednakowy ryczałt; jeżeli ilość ludności wzrastała, to różnica między ściągniętym świętopietrzem a płaconym ryczałtem szła do kieszeni proboszcza; co wię­cej, przy obliczaniu dochodowości probostwa włączano tę

55  Ksiądz Tadeusz Gromnicki, „Świętopietrze w Polsce”. Kraków 1908, str. 54—60.

różnicę (między faktycznym wpływem za świętopietrze a wysokością taksy) do źródeł dochodów proboszcza”16;

lwią część świętopietrza (czasem i cztery piąte zebra­nej sumy) potrącał sobie za różne koszta poborca papieski, który oprócz tego zarabiał na wydawaniu pokwitowań za opłatą, na wymianie walut, na wypożyczaniu zebranych sum (na lichwiarski procent), a nierzadko defraudował resztę; po­kwitowań wydanych przez poborców, którzy okazali się malwersantami i defraudantami, następni poborcy papiescy nie honorowali domagając się płacenia świętopietrza po raz dru­gi; zupełnie zaś bezbronni byli ci, którzy nie posiadali żad­nych pokwitowań;

wreszcie dochodziły wiadomości o tym, na co papieże obracają sumy zebrane ze świętopietrza i nawet chłopi wie­dzieli, że wydziera im się ostatni grosz dla dzieci, bratan­ków i kochanek papieskich, na zbytki i rozpustę watykań­skiego Babilonu 57. Rezultatem ściągania świętopietrza było i musiało być budzenie nienawiści szerokich mas chłopskich do papieża. Przyznają to nawet księża katoliccy. Oto, co pi­sze ksiądz Gromnicki:

„Niewielkie kwoty, jakie świętopietrze przyno­siło, nie mogły iść w porównanie ze szkodami mo­ralnymi, Jakie dla stolicy apostolskiej wypływały… Powaga moralna stolicy apostolskiej… wielce cier­piała przez bezwzględne wymuszanie denara” 58. „Niewielkie” dla księdza Gromnickiego kwoty były prze­cie dla chłopów tak wielkim ciężarem, że właśnie z ich po­wodu decydowali się nieraz na opuszczenie zagospodarowa­nej roli i ucieczkę na Wschód, gdzie nie ściągano świętopietrza. Wiedział o tym doskonale sam ksiądz Gromnicki:

56  Ksiądz Gromnicki, j. w., str. 76—79.

57  Patrz „Kłopoty rodzinne papieży” (Książka i Wiedza 1950), napisana przez autora niniejszej pracy.

57 Ksiądz Gromnicki, j. w., str. 100.

„Włościanie, na których przeważnie ciążył obo­wiązek opłaty świętopietrza bądź sporadycznie, bądź nawet gromadnie, opuszczali rolę i przenosili się w strony, gdzie świętopietrza nie wybierano, po największej części na Ruś, tak ze całe osady pusto­szały” 59

Spróbujmy obliczyć w przybliżeniu wartość ściąganego z chłopów świętopietrza. W latach 1000—1318 zebrano kilkadziesiąt milionów denarów systemem podymnym (po denarze od rodziny). Łokietka zmusił papież do podwyższe­nia świętopietrza przez zmianę systemu ściągania z podymnego na pogłówny (po denarze od głowy). Od roku 1319 posiadamy dokładne liczby. Mianowicie, w latach 1319—1321 ściągnięto z chłopów polskich tytułem świętopietrza:

675,5 grzywien srebra i

14   grzywien złota z groszami,

co biskup Gerward wymienił na

2 382 złote floreny z groszami.

W latach 1322—1324 ściągnięto

974 grzywny srebra i

26 grzywien złota.

 W latach 1325—1328

831 grzywien srebra i 15 grzywien złota.

Razem w latach 1319—1328 w przeliczeniu na denary

jeden milion dziewięćset osiem tysięcy denarów, co przy ówczesnej cenie baranów równało się wartości 60 ty­sięcy baranów, bądź 7 do 8 tysięcy krów. Na słabo zalud­niona wówczas Polskę (kilkaset tysięcy mieszkańców) była to suma olbrzymia.

59 Ksiądz Gromnicki, j. w., str. 177.

W latach 1335—1342 ściągnięto 5 278 grzywien srebra i 16 grzywien złota.

Przy ówczesnej cenie chłopskiego życia (5 grzywien sre­bra bądź 1/3 grzywny złota) można było za to kupić lub za­bić bezkarnie przeszło tysiąc sto chłopów. Dla księdza Gromnickiego są to jednak sumy „niewielkie”.

W latach 1343—1357 ściągnięto 8 148 grzywien srebra.

Z następnych lat mamy dane archiwalne zdekompleto­wane i skomplikowane wielka ilością różnych walut. W latach 1476—1485 ściągnięto z chłopów polskich

5 921,5 florenów węgierskich i

2 272,5 florenów zwykłych.

W przeliczeniu na ówczesne grosze wynosiło to 285 894 grosze, za które można było kupić 48 tysięcy korców jagieł, albo dwadzieścia kilka tysięcy garnców masła, albo osiem i pół miliona jajek, albo od tysiąca do 6 tysięcy koni.

W latach 1524—1530 ściągnięto 3 657 grzywien srebrnych.

W latach 1531—1535, po odciągnięciu lwiej części za­garniętej przez poborców papieskich tytułem wynagrodzenia za pracę oraz zwrotu różnych kosztów własnych, przesłano do Rzymu 4 234 floreny, czyli przeszło 120 tysięcy groszy,

za które można było — według ówczesnych cen krakow­skich — kupić 5 tysięcy kożuchów futrzanych, albo 20 ty­sięcy koszul, albo 2 i pól miliona cegieł, albo 500 do tysiąca koni 60.

60 Kwoty ściągnięte z tytułu świętopietrza podaję za cytowana już praca księdza Gromnickiego. Przeliczenia na równowartość w różnych towarach dokonałem na podkowie pracy Juliana Pelca, „Ceny w Krako­wie w latach 1369 – 1600”, Lwów 1935.

Wreszcie w połowie XVI wieku płacenie świętopietrza ustało, na co się skarżą wielokrotnie nuncjusze papiescy. M. in. nuncjusz Commendone pisał do Rzymu 15 paździer­nika 1564 roku:

„Pieniądze świętego Piotra (= świętopietrze) przez pięćset lat płacono bez przerwy z tego kró­lestwa, lecz od niejakiego czasu tak to wyszło ze zwyczaju, że je bardzo nieliczni składają… Odszczepieńcy nie płacą sądząc, że byłby to ciągły i widocz­ny znak zwierzchnictwa Stolicy Apostolskiej nad Królestwem Polskim. Katolicy łatwo dozwalają na umorzenie tego zwyczaju… częściowo dlatego, że się niektórym z nich nie podoba, aby królestwo opłacie podlegało mówiąc, że dostatecznym jest przyznawać Stolicę Apostolska w rzeczach wiary” 61.

Sam nuncjusz podkreślał w liście do Rzymu „ważność utrzymania tego poboru i tego zwierzchnictwa nad Króle­stwem Polskim” 62. Również Jan Ptaśnik i dziesiątki innych historyków stoją na tym samym stanowisku, że „Polska pła­ciła świętopietrze tytułem zależności od Stolicy Apostol­skiej”

Zanim jednak doszło do ustania świętopietrza, społe­czeństwo polskie musiało stoczyć długą — ciągnąca się przez wiele stuleci — walkę przeciw temu niesprawiedliwe­mu podatkowi. Walka ta była tym cięższa, że w egzekwo­waniu świętopietrza duchowieństwo posługiwało się sankcja­mi religijnymi. Częste rzucanie klątw miało i mogło mieć

61  „Pamiętniki o dawnej Polsce z czasów Zygmunta Augusta, obej­mujące listy (nuncjusza) Jana Franciszka Commendoni d3 Karola Borromeusza.”, Wilno 1851, tom l, str. 225.

62  j. w., tom l, str. 227.

63 Jan Ptaśnik, „Dagome iudex, przyczynek krytyczny do dziejów świętopietrza w Polsce”, Kraków 1911, str. 13.

jednak tylko jeden skutek: chłopi przestali się przejmować klątwami. Przyznaje to również ksiądz Gromnicki:

„gorszące spory trwające całe lata i nadużywa­nie cenzur (kar) kościelnych… nie tylko wywoływały egzacerbację (= rozgoryczenie) u wiernego ludu, ale sprawiały, że stępiało się ostrze kar kościelnych i ze stawały się one często bezskutecznymi” 64.

Również Silnicki pisząc o dziejach kościoła na Śląsku stwierdza, że klątwy powszedniały:

„Klątwa i interdykt, zbytnio nadużywane, nie robiły wrażenia” 65.

64 Ksiądz Gromnicki. j. w., str. 100.

65 Tadeusz Silnicki, „Dnieje i ustrój kościoła no Śląsku”, str. 186.

 

Rozdział VI

SYLWETKI BISKUPÓW

Przyjrzyjmy się teraz bliżej niektórym przedstawicielom ówczesnej hierarchii, tym zwłaszcza, którzy nadawali ton i antyludowe ostrze polityce kościelnej. Oto pierwsze z brzegu życiorysy:

„Po Robercie, biskupie krakowskim — pisze Długosz — nastąpił Mateusz, wyniesiony na stolicę (biskupią) kra­kowską przez Innocentego II papieża, za wstawieniem się księcia Władysława, przeto, iż mu tenże Mateusz w potrze­bie usłużył był zasiłkiem pieniężnym. Człek marnotrawny, zbytkownik i obżerca… przesiedział na stolicy lat dwadzie­ścia i trzy (1144—1167)… Ów biskup Mateusz, zatopiony w biesiadach i próżnościach świata… wszystkie dochody bi­skupie przez gardło i żołądek przepuścił” 66.

Biskup krakowski, P a w e ł z Przemankowa, był we­dług świadectwa Długosza panem „nieznośnym dla c h ł o p ó w”. Jednego z nich nawet „w gniewnym uniesie­niu zabił podczas łowów za to, że mu spłoszył zwierza”. Bi­skup ten „zdrożnych, ze stanem i powagą biskupią niezgodnych dopuszczał się nadużyć i poniewierał godność paster­ska” i był „oddany przede wszystkim swa-

66 Długosz, „Dziejów Polskich księga V”, rok 1144 i 1167.

woli i rozpuśc e”. M. in., kiedy jako biskup z urzę­du wizytował klasztor klarysek na Skale, spodobała mu się jedna mniszka i — jak powiada Długosz — „w z i ą ł   ją do siebie za nałożnicę”! stale ją ze sobą woził w kolasie biskupiej. „Kościołem bardzo rzadko się zajmo­wał; miewał natomiast tajemne schadzki z ludźmi przywy­kłymi żyć z wydzierstwa lub kradzieży”, a także z wrogami kraju. Z prawa i wyroków sadowych nic sobie nie robił; or­ganizował stale spiski i bunty przeciw czterem kolejnym książętom polskim, którzy go sadzali do więzienia, a potem pod groza klątwy musieli sowicie wynagradzać. M. in. książę Bolesław Wstydliwy musiał mu zapłacić, tytułem odszkodo­wania za miesiąc wiezienia, 200 grzywien srebra i dołożyć jeszcze posiadłość książęcą Dzięrzążnę. Biskupem krakow­skim był Paweł przez 32 lata.

Ksiądz Karasiewicz poprzedza życiorys arcybiskupa Świnki krótką informacją o dwunastoletnim „osieroceniu” archidiecezji gnieźnieńskiej, które polegało na tym, że wy­brano naraz dwóch arcybiskupów, Jana i Konrada. ” Wobec rozbicia kapituły (na dwa stronnictwa)… obydwaj elekci za­jęli dochody i dobra arcybiskupie i szafowali nimi obficie na rzecz swoich wyborców i krewnych, oczywiście z wielką krzywdą dla majątku arcybiskupiego” 67.

Od biskupów polskich domagali się legaci papiescy w ro­ku 1287 opłat w wysokości 1000 grzywien na utrzymanie świty legatów. Arcybiskup gnieźnieński Świnka za niezapła­cenie sumy na utrzymanie legata Gentilisa został e k s k o m u n i k o w a n y i pozostawał pod klątwą przez pół ro­ku 68.

Jana Muskatę, późniejszego biskupa krakowskiego, po­sądzał biskup wrocławski, Tomasz II, „o sprzeniewierzenie

67 Ksiądz Władysław Karasiewicz, „Jakub II Świnka, arcybiskup gnieźnieński”, Poznań 1948, str. 231.

68 Ksiądz Karasiewicz, j. w. str. 274 l 300.

pieniędzy przeznaczonych na upominki dla kardynałów w Rzymie” 69.

O Jarosławie Bogorii Skotnickim pisze Długosz, że „nie prostą lecz uboczną drogą dostał się na arcybiskupstwo gnieźnieńskie” 70. W każdym razie miał na sumieniu liczne przestępstwa uniemożliwiające — według prawa kanonicz­nego — objęcie tego stanowiska, chyba za specjalną dy­spensą papieską. Jarosław zapłacił jednak „sto czerwonych złotych za całą promocję arcybiskupia” 71 i od razu otrzy­mał dyspensę „od nieregularności ściągniętej na siebie przez palenie, łupiestwo, zabory, pustoszenia i wyludniania” 72, co według przypuszczenia księdza Korytkowskiego, „odnosiło się do pewnych gwałtów popełnionych przy sporach o dobra dziedziczne”73. Druga przeszkoda do nominacji wynikła „z powodu pobierania nagród (= łapówek) pieniężnych przy wizytowaniu z urzędu pewnych kościołów diecezji krakow­skiej, za co go papież Jan XXII suspendował od pobierania dochodów z posiadanych prebend, przekazawszy je na rzecz skarbu papieskiego” 74.

Trzecia przeszkoda polegała na tym, że Jarosław, kan­dydat na stanowisko arcybiskupa, obłożony był e k s k o m u n i k ą, jako żyrant pożyczki z sum zebranych tytułem świętopietrza 75. Źyrowanie i narażenie się na ekskomunikę sowicie się Jarosławowi opłaciło. Jako duchowny wiedział, że ekskomunika nie jest taka straszna i za pieniądze można

69 Ksiądz Karasiewicz, j. w., str. 275.

70 „Dziejów Polski księga X”, rok 1376.

71 Ksiądz J. Korytkowski, „Jarosław Bogorya Skotnicki, arcybiskup gnieźnieński”, roczniki Poznańskiego Tow. Przyjaciół Nauk, Poznań 1881, str. 1 1 0.

72 Ksiądz Korytkowski, j. w” str. 97.

73 Ksiądz Korytkowski, j. w., str. 98.

74 Ksiądz Korytkowski, j. w., str. !01.

75 Ksiądz Korytkowski, j. w., str. 102.

w Rzymie z łatwością uzyskać jej zdjęcie; wiadomo było także, że wdzięczny król wynagrodzi usługi wielokrotnymi nadaniami.

Z całej pracy księdza Korytkowskiego wynika, że arcybiskupowanie Jarosława polegało prze­de wszystkim na skupowaniu majątków, na korzystnych zamianach i procesach majątkowych. W spo­rach majątkowych arcybiskup posługiwał się klątwa 76, a także siłą zbrojną. W wypadku konfliktów majątkowych między biskupami rzucali oni na siebie wzajemnie klątwy oraz napadali na siebie zbrojnie. Na przykład „biskup kamiński” Jan, napadł na czele siły zbrojnej dobra arcy­biskupie, złupił je z całego dobytku tak arcybiskupiego jako poddanych, wszystkie budynki częścią spalił, częścią spu­stoszył, ludzi arcybiskupich pojmał, sponiewierał i poranił, rozmaitych innych dopuściwszy się tam gwałtów” 77. Arcy­biskup nie pozostawał oczywiście dłużnym. Zresztą taki sam wniosek z życiorysu arcybiskupa wyciąga ksiądz Korytkowski: największe zasługi arcybiskup położył nie na polu moralnym i religijnym, ale na polu finansowym.

„Największa, bo niezrównana zjednał sobie ar­cybiskup zasługę pod względem materialnego podniesienia arcybiskupstwa… przez darowizny… przez kupno znacznych obszarów ziemi… a przede wszystkim przez szczęśliwe, rozliczne za­miany” 78.

Pewna wątpliwość wzbudzają liczne zamiany z krewny­mi, które z reguły sprowadzały się do bogacenia rodziny kosztem dóbr kościslnych. Co więcej:

76 Ksiądz Koryrkowski, j. w , str. 226.

77 Ksiądz Korytkowski, j. w., str. 133.

78 Ksiądz Korytkowski, j. w., str. 222

„arcybiskup chciał rozporządzić arcybiskupstwem jakoby dziedziczną własnością na rzecz krew­nych swoich… co mu się w rzeczy samej udało” 79, bo jeszcze za jego życia arcybiskupem gnieźnieńskim został jego siostrzeniec.

Poświęciliśmy mu nieco więcej miejsca niż innym, po­nieważ uważany jest za „jednego z najzasłużeńszych i naj­zacniejszych arcybiskupów” 80.

Jego siostrzeniec, arcybiskup Suchywilk, był człowie­kiem „hołdującym namiętnościom i chuciom cielesnym”, a gdy zakończył życie „skarbiec i wszystek sprzęt domowy arcybiskupa rozerwali natychmiast jego synowcowie, bracia i krewni, w znacznej liczbie na dworze goszczący, którym rzeczony arcybiskup, ze zbytniego ku nim przywiązania, porozdawał w zarząd wiele zamków do kościoła gnieźnień­skiego należących” 81.

Biskup krakowski, Zawisza z Kurozwęk, był człowie­kiem „światowym więcej sprawom niż kościołowi służącym i do cielesnych uciech skłonnym” 82, a zmarł „spadłszy z drabiny”, po której wspinał się nocą do kochanki.

Biskup poznański, Jan z Kępy „w folgowaniu pożadliwościom ciała się lubował” 83. Arcybiskupa gnieźnieńskiego, Mikołaja Kurowskiego, chciał Jagiełło skazać na śmierć za próbę uwiedzenia królowej, ..jako sama królowa zeznała”. Biskup zmarł w drodze na sąd, pozostawiwszy braciom i bra­tankom ogromne skarby w złocie, srebrze, klejnotach, zamkach, wsiach i folwarkach 84.

79 Ksiądz Kory lwowski, j. w., str. 227.

80 Ksiądz Korytkowski, j. w., str. 217.

81 Długosz, Dziejów Polski ksiaga X”. rok 1382.

82 Długosz, księga X, rok 1382.

83 Zapiska w kalendarzu włocławskim (wg „Mroków średniowie­cza” Putka)

84 Długosz, księga XI, rok 1411.

„Śmiercie biskupów robiły rejwach wielki — pisał bi­skup Łętowski — bo szedł jeden po drugim na lepsze, a tak poruszali się wszyscy” 85. „Nie tylko dawało to powód do zbyt częstych gorszących nieraz intryg, ale najsmutniej od­bijało się na stanie duchowieństwa, na zarządzie diecezyj. Doszło do tego, że ułożyła się pewna skala stopniowania według dochodów i honorów” 88. „Biskupi przesuwali się z katedry niższej na wyższa. Był to rodzaj awansu kościel­nego i zarazem politycznego. Najniższe krzesło (senator­skie), biskupstwo kamienieckie było zarazem i najuboższe… W zakresie spraw duchownych godności czyli beneficja by­ły przede wszystkim uposażeniami. Stad też starano się o po­siadanie ich w jak największej ilości. Tak biskupi łączyli nieraz w jednej osobie godność biskupów i opatów. Prałaci posiadali po kilka kanonii, a po kilkanaście parafii” 87.

Pełen entuzjazmu dla biskupów polskiego renesansu prof. Stanisław Łempicki, według którego „tworzą ci bisku­pi na terenie Polski wspaniały szereg, którego nie powsty­dziłyby się nawet Włochy”, musi jednak przyznać, że „na życiu ich widoczna jest często niejedna skaza… może zbyt silnie odbiły się na niektórych z nich przywary wieku i ambi­cja wygórowana, prywata, chęć użycia świata i jego dóbr doczesnych, skłonność do intryg politycznych, czasem i chwiejność sumienia” 88.

O biskupie krakowskim, Janie L a t a l s k i m (1535— 1537), powiadano, że latał za dochodami i sprzy­jał trunkom. Jego koledzy biskupi, na czele z arcybiskupem gnieźnieńskim, Krzyckim, rozpuszczali ubliżające anegdoty o jego chciwości i zbytkach 89.

Ustawa z roku 1451 zawierała klauzulę orzekającą iż „każdy, kto się ubiegać będzie o godność kardynała albo legata papieskiego, albo te godności przyjmie bez wyraźnej i szczególnej zgody króla polskiego, karany będzie konfiskatą. wszystkich swych dóbr czy to duchownych, czy świe­ckich, ruchomych i nieruchomych na rzecz skarbu państwa i bez nadziei zastosowania do niego prawa łaski królew­skiej” 90.

Przodkowie nasi, wydając tę ustawę, doskonale wiedzieli, co czynią. Plaga tak zwanych „romipetów” 91, „kortezanów” 92, „harpii rzymskich” 93, „poważnie zaprzątała poli­tyków ówczesnej Polski wywołując nawet akcję obronna ze strony kościoła polskiego… w stosunku do tych „łowców beneficjów, którzy nawiązywaniem stosunków, służbą u dostojników kościelnych, nierzadko też intrygami i przekup­stwem umieli sobie zjednywać łaski duchowe, a jeszcze wię­cej doczesnej” 94. W szesnastym wieku sprawa ta była szcze­gólnie paląca, ponieważ o wyższych dostojeństwach kościel­nych dla Polaków decydowała przede wszystkim protekcja… cesarza austriackiego. Wiadomo więc było powszechnie, że

85  Biskup Ludwik Łętowski, „Katalog biskupów, prałatów i kanoni­ków krakowskich”, Kraków 1852.

86 Stanisław Tomkowicz, „Galeria portretów biskupów krakow­skich”, str. 21.

87 Adom Szelągowski, „Wzrost państwa pslskiego w XV i XVI w.”. Lwów 1904, str 234 i 237.

88 Stanisław Łempicki, „Biskupi polskiego Renesansu”, Lwów 1938, str. 16.

89  Stanisław Tomkowicz, j. w., str. 21—24.

90 Anna Dembińska, ..Zygmunt l, zarys dziejów wewnetrzno-poli-tvcznych w latach 1540—l 548″, Poznań 1948, str. 307.

91  Dosłownie „rzymo-bieżców”, duchownych udających się do Rzy­mu po beneficja na terenie Polski.

92  „Dworaków”, którzy pochlebstwami i intrygami na dworze pa­pieskim ułatwiali sobie karierę kościelna.

93 i 94 Henryk Barycz, „Polacy na studiach w Rzymie”, Kraków 1938, str. 11.

kto uzyskuje w Rzymie kapelusz kardynalski, ten na terenie Polski jest szpiegiem i agentem habsburskim. Na usługach habsburskich byli kardynał Hozjusz, kardynał Radziwiłł, kardynał Maciejowski i wielu polskich biskupów i arcybisku­pów.

„Samuel Maciejowski (biskup krakowski) był silnie za­angażowany w obozie habsburskim i nawzajem miał popar­cie Wiednia” 95. Starania o kapelusz kardynalski dla niego podejmowali w Rzymie agenci habsburscy i oni to sprawili, że Maciejowski został kardynałem. Wówczas wojewoda kra­kowski, Piotr Kmita, zadał Maciejowskiemu pytanie: „Czy Jego Wielebność nie wie, że jest zakaz, żeby ktokolwiek w królestwie polskim piastował godność kardynalska?” Na słowa Kmity biskup krakowski. Samuel Maciejowski, udzielił następującej historycznej odpowiedzi:

— Jeżeli w Polsce zabroniłą mi być kardynałem, to udam się do Rzymu albo do cesarza austriackie­go… Mnie wszędzie będzie dobrze. Po cóż mi ta nie­wdzięczna ojczyzna? 96.

Taka kosmopolityczna, bezojczyźniana, antypolska po­stawa cechowała zawsze olbrzymią większość najwyższych dostojników kościelnych w Polsce. Warto przy tym zapamię­tać, że słowa wzgardy dla „niewdzięcznej” Ojczyzny wycho­dziły z ust człowieka, który jako biskup krakowski czerpał dochody z ciężkiej pracy wielu tysięcy pańszczyźnianych chłopów 300 albo i większej ilości wsi Było mu w Polsce tak dobrze, jak nikomu innemu i mimo to gotów był w każ­dej chwili ją zdradzić, co więcej, zdradzał ją od samego po­czątku swojej kariery kościelnej jako szpieg i agent Habs­burgów

Biskup krakowski, Andrzej Zebrzydowski (1551— 1560), należał do kategorii tych dostojników kościelnych,

95 Anna Dembińska, j. w., str. 307.

96 Anna Dembińska, j. w., str. 307.

którzy nie wierząc w Boga i drwiąc sobie ze wszystkich do­gmatów religijnych uważali jednocześnie religię za rzecz niezmiernie wygodną i pożyteczną, ponieważ przynosiła im setki tysięcy złotych florenów dochodu. Biskup Zebrzydow­ski był dość tolerancyjny i pozwalał parafianom na kwestio­nowanie wszystkich dogmatów i przykazań prócz jednego, które uważał za najświętsze i w obronie którego gotów był stosować w Polsce wszystkie okrucieństwa inkwizycji, mia­nowicie przykazania głoszącego, że biskupom trzeba płacić dziesięcinę.

„A wierz sobie nawet i w kozła — powiadał bi­skup Zebrzydowski — byleś mi dziesięcinę płacił” 97

Traktując godności kościelne jako źródło dochodów, ku­pił sobie godność biskupa krakowskiego, a kiedy królowa Bona zawołała przy wszystkich na niego: „Ty, ty, któryś biskupstwo kupił!”

Zebrzydowski odpowiedział spokojnie. Jakby chodziło o rzecz najbardziej naturalna: „Bo przedajne było” 98.

Otóż, jak wspomnieliśmy, gdy tylko ktoś zakwestionował” świętość przykazania płacenia dziesięcin, biskup-ateusz sta­wał się natychmiast krwiożerczym inkwizytorem.

„Zebrzydowski przejął się sceptycyzmem na punkcie religii i obyczajów — pisze historyk kato­licki, Tomkowicz — a co było najgorsze i dla nas jest najprzykrzejsze, wprost wstrętne, to że obok te­go lubił występować publicznie bardzo ostro i sta­nowczo w obronie zagrożonej wiary i kościoła, nie wzdrygał się przed mowami gwałtownymi w sejmach

97 i 98 Władysław Wisłocki (za Górnickim i Lubienieckim), przed­mowa do „Korespondencji Andrzeja na Więcborku Zebrzydowskiego, bi­skupa włocławskiego i krakowskiego”, 1878.

i krokami świadczącymi o surowości i bezwzględno­ści, ale tylko wobec drugich”. 99

Najbardziej wsławił się Zebrzydowski procesem przeciw Konradowi Krupce Przecławskiemu w roku 1551. Proces ten był możliwy dzięki wydanemu 12 grudnia 1550 roku edyktowi przeciw rożnowiercom, oddającemu ich pod jurysdykcję sadów duchownych. Rozpoczęła się wówczas seria głośnych procesów o wiarę 100. Być może działalność inkwizytorska bi­skupa Zebrzydowskiego miała jeszcze inne tło, to o którym wspomina Barycz:

„Silny nacisk kapituły oraz episkopatu zmusił biskupa Zebrzydowskiego, w rzeczach wiary naj­zupełniej obojętnego, do podjęcia ostrzejszej akcji. Postanowił tedy pozwać, przed sąd jakiegoś zwolen­nika „nowinek”, by w ten sposób nastraszyć różnowierców, a równocześnie naprawić złe mniemanie o sobie zarówno w Polsce jak w Rzymie i dać nie­chętnej kapitule dowód gorliwości o wiarę… Wysłuchawszy opinii teologów i kanonistów ogłosił biskup Krupkę heretykiem, a majątek jego skonfiskował, przekazując równocześnie wykonanie wyroku miej­scowemu urzędowi grodzkiemu” 101.

Nic więc dziwnego, że jezuita Niesiecki przeszedł do porządku dziennego nad drwinami biskupa Zebrzydowskie­go z religii i za jego działalność inkwizytorska napisał o nim:

„bodajby miał podobnych sobie więcej infułatów polskich, nigdy by była ojczyzna takich koło wiary dyssensji i zawodów nie znała” 102.

99 Tomkowicz, j. w., str. 39—44.

100 Henryk Barycz, „Proces Konrada Krupki Przecławskiego o wia­rę” (Reformacja w Polsce, rocznik 1937—1939), str. 422.

101  Barycz, j. w., str. 425, 428.

102 Wisłocki, j. w.; Tomkowicz, j. w.

Następnym biskupem krakowskim był Filip P a d n i e w s k i (1560—1572). „Historycy milczą o jego zasługach. Piasecki przymawia mu, że dbał głównie o pompę świecką, że utrzymywał przez pychę dwór liczny, a gdy wyruszał w drogę, jeździło zawsze przed nim 200 konnych strojnych w bławaty i łańcuchy złote. Łubieński zarzuca mu gromadzenie dóbr dla krewniaków swoich i bogacenie rodziny nawet kosztem kościołów i klasztorów” 103.

Piotr Myszkowski był biskupem krakowskim od 1577 do 1591 roku.

„Rysem jego znamiennym była miłość pieniędzy gromadzenie bogactw i pomnażanie fortuny do­mowej dla ugruntowania potęgi rodzinnej… z wie­kiem rozwinęły się u niego instynkty ujemne, skłon­ność do intryg i chciwość. Nuncjusz Calligari w ro­ku 1580 smutne… wystawił mu świadectwo nazywa­ją go najbogatszym, najchytrzej«zym i najfałszywszym człowiekiem w Polsce… zarzucał mu, że sprze­daje beneficja, w gniewie bije księży własną ręka, na bankietach ni miary ni przyzwoitości nie prze­strzega. Od zarzutu chciwości nikt go chyba oczyścić nie zdoła… Lubił żyć wspaniale, ale przede wszyst­kim myślał o uświetnieniu i wzbogaceniu rodziny. Bratankom miał zostawić osiem milionów zło­tych” 104.

Jędrzej Lipski był biskupem krakowskim tylko 6 miesięcy (1631). Historyk Piasecki nazywa go twardym, po­pędliwym, wstrętnym i niezmiernie zuchwałym, przyznając mu tylko zręczność karierowiczowską 105. Tomkowicz podkreś!a „skłonności do intrygi” i „chęć bogacenia się, groma-

103 Tomkowicz, j. w., str. 46.

104 Tomkowicz, j. w., str. 52—57; ksiądz Józef Pelczar, „Zarys dziejów kaznodziejstwa”, Kraków 1896, tom II, str. 96.

105 Tomkowicz, j. w., str. 92.

dzenia majątku”. Istotnie „fortunę zebrał bardzo zna­czną” 106.             Jan Albert Waza, syn króla Zygmunta,

„Miał lat dziewięć, kiedy ojciec przeforsował jego nominację na biskupstwo warmińskie opróżnio­ne w roku 1621… Było to nadużyciem z wielu wzglę­dów” 107

Kiedy w roku 1631 umarł biskup krakowski, Lipski, „roz­począł się ten sam taniec o biskupstwo krakowskie, co był o warmińskie” — pisze biskup Łętowski — i dziewiętnasto­letni Jan Albert został także biskupem krakowskim. Na dodatek do tych dwóch biskupstw papież Urban VIII ofiaro­wał mu jeszcze kapelusz kardynalski.

Po abdykacji Jana Kazimierza w roku 1668 władza przeszła w ręce arcybiskupa gnieźnieńskiego, prymasa Mi­kołaja Prażmowskiego.

„Pospólstwo nienawidziło go — pisze o arcybi­skupie Wespazjan Kochowski — i nazywało zdrajca ojczyzny… Stanisław Warszycki, kasztelan krakow­ski, poczciwy staruszek i zacny pan oskarżał go publicznie o życie lubieżne i szpecące stan duchowny… Drudzy twierdzili, że prymas z postronnymi panami ma konszachty… z nikim przyjaźni nie dotrzymuje, chyba z tym, od kogo co może wziąć, stara się wy­nieść i wzbogacić swoja familię; czterech braci przy sobie chowa i co może wyrwać, zbiera i w nich pcha” 108.

106 Tomkowicz, j. w., str. 115—116.

107 Tomkowicz, j. w., str. 102—105.

108 „Historia panowania Jana Kazimierza”, z „Klimakterów” Vespazjana Kochowskiego w skrócie na polski język przełożona, tom III, str. 189

Takie same świadectwu wystawił temu arcybiskupowi głośny pamiętnikarz, Jan Chryzostom Pasek, pisząc m. in.:

„Mam kartkę od ciebie do jednej mężatki pisa­ną tak wszetecznym stylem, że i sodomskie miasta, nie wiem, czy taką praktykowały metodę itd.” 109 Na przełomie XVII i XVIII wieku wybitną rolę odegrał w dziejach Polski „syn złowrogiej pamięci (zdrajcy) Hieroni­ma Radziejowskiego”, arcybiskup gnieźnieński, kardynał Michał Stefan Radziejowski. Historyk Jarochowski, którego szczególnie interesowała postać tego prymasa, cha­rakteryzuje go w następujący sposób:

„Z duma człowieka i powagą dygnitarza łączą się (w nim) wady: fałsz, obłuda, dyssymulacja (uda­wanie) umiejąca ugiąć owa dumę, aż do nizin po­dłości… Dodajmy do tego ciekawy… fatalny stosunek tajemniczej i podejrzanej natury, jaki wiąże pryma­sa… z wojewodziną łęczycką, Konstancją Towiańska… która nie odstępuje nigdy ani na krok osoby prymasa” 110.

Współcześni nazywali wojewodzinę „k a r d y n a ł o w ą” Radziejowską. Za „grubą gotówkę i wspaniałe klejnoty” przeciągnęła ona swego kochanka — arcybiskupa do obozu Augusta II Sasa. W dalszym ciągu Jarochowski zarzuca prymasowi Radziejowskiemu „Chciwość, mściwość i intryganctwo” 111.

W napisanej w roku 1606 broszurze rokoszanina z obo­zu wojewody krakowskiego, Mikołaja Zebrzydowskiego, czy­tamy m. in.:

109 „Pamiętniki” pod data 1665.

110  K. Jarochowski, „Koniec Radziejowskiego”, str. 97—100.

111  Jcrochowski, j. w., str. 171.

„Nienasycone księży łakomstwo tak potężnie wzrosło i do takiego doprowadziło bogactwa, ze wiekszą część tej Korony (to znaczy Polski) posiedli…

Piękna dewocja Rzeczpospolitę odzierać, a pró­żnujące brzuchy natykać, bogacić… Bo a na cóż tak wiele księża posiedli majętności?… Jako wieprze tyl­ko w karmiku żyją, a zbytki i rozpusty płodzą… cudzołóstwa i wszeteczeństwa…

Widzimy na co te nadania przodków naszych wychodzą… Na zgubę tej Korony. Będąc (księże i jezuici) domu rakuskiego (austriackiego) wierni i przysięgli promotores (agenci), tymi zbiory (zebra­nymi bogactwami) wojować nas będą…

Szarańcze te… żmije… ujęły serce królewskie, że nie to, co by chciał, ale co oni każą, król czynić musi…

To (ta broszura) do religii nic nie ma, raczej do polityki należy, a i księża nie religii bronią, ale wła­śnie dochodów swoich i bogactw, w które opływają…

Już się nam to łakomstwo ich uprzykrzyło, wi­dzimy, że nas ze wszystkiego wyzuć chcą i górę mieć nad nami” 112.

W innej broszurze z roku 1606, znanej jako „Rewersał listu szlachcica jednego do drugiego”, czytamy m. in.:

„Wynieśli się księża w górę: jakie szaty, sobole, rysie, galanterie, dwory, barwy, czeladź, wozy, po­jazdy, bankiety! Aż strach patrzeć dobremu katoli­kowi na ich zbytki… Opaci, bezużyteczny ciężar na świecie; toteż po tych nic, bo ani Bogu, ani Rzeczy­pospolitej. Wszak wiesz Waszmość, jako służą w klasztorach Panu Bogu, jakie tam ekscesy, zbyt­ki… Ślubują ubóstwo, a drugiemu brzuch pożółkł od

112 „Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1ó08”, wydał Jan Czubek, tom II, Kraków 1918, str. 102—136.

zbytku jako tłustemu karpiowi!… Łakomstwo ich opa­nowało; żaden się nie święci na kapłaństwo dlatego, aby się Panu Bogu oddał, ale propter beneficja (dla dochodów); symonia (kupczenie świętościami) u nich i obłuda… Jako głodni wilcy czekają na śmierć jeden drugiego dla beneficjów wyższych” 113.

O chciwości biskupów polskich donosili często papieżo­wi nuncjusze. Nuncjusz papieski Commendone pisał na przykład, że

„Biskupi polscy nie chcą od ojca świętego żadnej innej pomocy, tylko zachowania dochodów. O resztę zdają się dbać bardzo mało albo wcale nic… W ogó­le każdy z tych prałatów myśli tylko o sobie, wcale nie dbając o dobro ogólne”114. ” Kiedy kościoły idą w poniewierkę, kiedy upada cześć prawdziwego Bo­ga, wówczas biskupi milczą; ale kiedy chodzi o ka­wałek ziemi, natychmiast rzucają się do broni” 115. „Powszechny odgłos oskarża biskupów, że spierają się tylko o dziesięciny, a wiarę lekceważą” 116. „Po­słowie wyrzucają biskupom, iż o nic więcej nie dba­ją, tylko o dziesięciny i o dochody kościelne” 117. Zresztą nuncjusz wcale tego nie potępiał, radził tylko biskupom w walce o dochody kościelne stosować inna takty­kę, „ażeby nikomu się nie zdawało, że opierają się podat­kom ze względu na własna korzyść, a więc żeby mówili, że „są związani przez sumienie, powagę świętych kanonów i stolicy apostoiskiej” 118. Co więcej, papieże nakładali na nuncjuszów obowiązek bronienia dochodów biskupich.

113 j.w. str. 243—244.

114 Szyfr z 24 stycznia 1564.

115 List z 7 października 1564.

116 List z 19 stycznia 1565.

117 List z 28 marca 1564.

118 j. w.

„Jednym z najważniejszych obowiązków nuncju­sza w Polsce — pisał papież Grzegorz XV dnia 14 grudnia 1622 roku w instrukcji dla nuncjusza Lancelottiego — jest bronić na sejmie swobód (czytaj: majątków) stanu duchownego… ponieważ posłowie nie raz dają się z tym słyszeć, że stan duchowny, opływając we wszystko, prowadzi życie bezczynne, że dobra (kościelne) nie są sprawiedliwie podzielone i że stan duchowny nie mając dosyć dotąd posiada­nych z nienasycona chciwością, coraz większe naby­wa i władzę swoją poza właściwe jej obręby rozciąga.119

119 „Relacje nuncjuszów apostolskich”. Paryż 1864, tom I, str 167

 

Rozdział VII

DZIEDZiCE I DZIEDZICZKI W HABITACH

Najpierw w majątkach kościelnych dzięki przywilejom książęcym, następnie zaś w majątkach szlacheckich, głó­wnie przez skup sołectw, zaprowadzona została jurys­dykcja patrymonialna, czyli system sprawowa­nia władzy sadowej nad chłopami przez tych obszarników, na rzecz których byli zmuszeni odrabiać pańszczyznę. „Dwom celom służyło sadownictwo pańskie: przede wszyst­kim miało ujarzmić chłopów, po drugie było źródłem po­kaźnych dochodów, na które składały się opłaty sądowe i kary pobierane od chłopów… Najczęstszą karą była chło­sta publiczna… poza tym stosowały dwory wobec chłopów zakucie w kajdany… Panowie nie wahali się katować chło­pów i używać przeciwko nim w swoich sadach narzędzi tortur” 120.

„Jurysdykcji patrymonialnej podlegali w Polsce wszyscy włościanie… Najciemniejszą stroną sądownictwa w spra­wach włościańskich było to, że poddany nie mógł na drodze sądowej występować przeciw swojemu panu” 121.

120 Śreniowski, „Dzieje chłopów”, str. 82, 83.

121 Jan Rutkowski, „Poddaństwo włościan w XVIII wieku w Polsce i niektórych innych krajach Europy”, Poznań 1921, str. 106—108.

W majątkach szlacheckich sądził chłopów dziedzic, w majątkach kościelnych biskup, w majątkach klasztornych opat albo ksieni, a w majątkach królewskich król. W prak­tyce okazało się, że sądzenie spraw chłopskich w dobrach królewskich przekracza możliwości króla. Dla „odciążenia króla od skarg i krzyków” chłopów, „aby miał wolniejszą głowę dla spraw państwa” 122, powołano do życia sądy referendarskie dla obrony prawnej chłopów przed dzierżawca­mi dóbr królewskich.

Dobra królewskie dzierżawili zarówno ludzie świeccy jak duchowni, opaci i przełożone klasztorów. Otóż tym dzier­żawcom dóbr królewskich bardzo się nie podobało, że nie są sędziami chłopów w dzierżawionych przez siebie mająt­kach i uprawiali systematyczny sabotaż w stosunku do sa­dów referendarskich. Formy tego sabotażu były rozmaite. Kasztelan krakowski zegnał na przykład chłopów do ko­ścioła i tam kazał im przysięgać, że nie będą się skarżyli na krzywdy, ucisk i wyzysk przed sądem referendarskim 123. „W walce o prawo poddany musiał z reguły przezwyciężyć wielkie trudności, musiał narazić się na niebezpieczeństwa, które… groziły mu okaleczeniem, a nawet mogły na niego sprowadzić utratę życia” 124. „Gdy bada się to zagadnienie (w archiwach sądów referendarskich), to prawie w każdym wyroku, czy upomnieniu królewskim, jest zakaz karania poddanych chodzących ze skargami” 125.

W wydanych przez Kutrzebę „Materiałach do dzie­jów robocizny” spotykamy istotnie, prawie w każdym wyro­ku, wydanym przez Zygmunta Augusta, Henryka Walezego, Stefana Batorego i Zygmunta Wazę, następujący zwrot:

122 Józeł Rafacz, „Sąd referendarski koronny; z dziejów obrony prawnej chłopów w dawnej Polsce”, Poznań 1947, str. 3.

123  Rafacz, j. w. str. 45

124  Rafacz, j. w. str. 49

125  Rafacz, j. w. str. 52

„A tych poddanych naszych, którzy tu do nas na skargę przychodzili, żebyście ich o to nie karali, ani karać kazali żadnym więzieniem ani kaźnią, gdyż to ma być wolno poddanym naszym do nas na skargi chodzić” 126.

„Co istotnie zadziwia — komentuje te upomnienia Ra­facz — to bezskuteczność zaleceń monarszych co do do­puszczenia skarg” 127. Dzierżawcy dóbr królewskich, staro­stowie, opaci, ksienie prawie zawsze mścili się na chłopach chodzących do króla na skargę, bili ich, zakuwali w kajda­ny i więzili w ciemnicy, grozili śmiercią, a nawet zdarzały się wypadki ścięcia chłopa za to, że ten w imieniu groma­dy składał królowi skargę 128. Zabicie chłopa za to, że po­skarżył się na krzywdy gromady przed królem, było karane co najwyżej grzywną pieniężna 129.

Opublikowane wyroki dawnych królów polskich ujawnia­ją chciwość i okrucieństwo duchowieństwa, które się wyróż­niało z ogółu dzierżawców bezwzględnością i nieludzkościa w stosunku do chłopów. Weźmy na przykład takiego opata klasztoru tynieckiego, zwanego „opatem stu wsi”130. W wyroku przesłanym na jego ręce król Zygmunt Stary wyraża z przykrością swoje zdziwienie z powodu często­ści skarg chłopskich na jego ucisk 131. Oto, co pisze król ”5 kwietnia 1531 roku:

 126 Archiwum Komisji Prawniczej, tom IX, Kraków 1913, „Mate­riały do dziejów robocizny w Polsce w XVI wieku”, wydał Stanisław Kutrzeba, str 113, wyrok 101 i inne.

127  Ratacz, i. w., str. 52

128 i 129 Rafacz, j. w., str. 56.

130 Natalia Gąsiorowska, „Historia zakonów w Polsce”, Warszawa 1910, str. 67.

131  Nos miramur et molesto animo ferimus, quod impetimur tam frequentibus querimoniis subditorum tuorum, Kutrzeba, „Materiały”, str. 35, wyrok 27.

„Wielebny Ojcze Andrzeju, opacie klasztoru ty­nieckiego. Skarżyli się nam na ciebie mieszkańcy wsi klasztornych Zagórzany i Kwiatonowice, że ich zmuszasz do robót cięższych, niż to jest słuszne i sprawiedliwe — quod illos ad obeundos tibique praestandos maiores labores, quam iustum et aequum sit, compelleres — zajmując im ich własność w zastaw… Polecamy ci, abyś nie zmuszał mieszkańców wymienionych wsi do częstszych robót, niż jeden dzień w tygodniu z łana, oddaj także rzeczy, które zająłeś chłopom” 132.

Nie należy sobie jednak wcale wyobrażać, że Zygmunt Stary był „obrońcą” chłopów, czy przeciwnikiem poddaństwa i pańszczyzny. Wyrokiem z 5 października 1526 roku, wy­danym „z okazji nieposłuszeństwa i niewykonywania ro­bót”, czyli strajku chłopów z Mogilan, król grozi im wyso­kimi karami pieniężnymi, jeżeli w dalszym ciągu będą się wzbraniali wykonywać roboty pańszczyźniane na rzecz klasztoru szczyrzyckiego133. Nawet kiedy wydawał wyrok przeciw chciwemu opatowi tynieckiemu i niby na ko­rzyść chłopów, stylizacja wyroku utwierdzała pańszczyznę i poddaństwo:

„Stawili się przed nami — pisze król 3 czerwca 1531 roku — mieszkańcy wsi Zborowice, należącej do wielebnego Ojca Andrzeja, opata klasztoru ty­nieckiego i skarżyli się, że opat zmusza ich do nie­zwykłych robót i ciężarów wbrew starym zwycza­jom…

Postanawiamy więc, aby ci mieszkańcy nie byli zmuszani do większych robót, niż jeden dzień w ty­godniu… natomiast chłopom nakazujemy, aby wo­bec opata byli we wszystkim powolni i ulegli, jak to przystoi poddanym — ut ei in omnibus, uti subditos decet, sint morigeri et obsequentes” 134.

Szczególnie okrutną gnębicielką chłopów była prze­łożona (abbatissa, ksieni) klasztoru w Imbramowicach, która wespół z prepozytem

„uciskała chłopów niezwykłymi robociznami, bardziej niż to jest słuszne” — laboribus insolitis per abbatissam ac praepositum monasterii plus aequo gravari — a kiedy chłopi sprzeciwiali się temu, ka­zała ich propterea incarcerari — zam­knąć za to w lochu klasztornym 135.

W trzy lata później znów przed oblicze królewskie sta­wili się chłopi z Nowej Wsi i Dębołęki ze skarga na przeo­ryszę klasztoru w Imbramowicach z powodu wyrządzanych im ciężkich krzywd — magnis et gravibus se affici iniuriis 136. Spór ciągnął się jeszcze przez wiele lat. Zmieniło się tylko to że mniej więcej od roku 1561 wyroki królew­skie wydawane są w języku polskim. Z późniejszych wyro­ków szczególnie interesujący jest wyrok Zygmunta III Wazy „króla jezuitów”, z dnia 17 kwietnia 1592 roku, w którym król wmawia w chłopów, że odrabianie pańszczy­zny dwa dni w tygodniu jest według Boga. Chłopi polscy sły­szeli ciągle od biskupów, plebanów, opatów, przeorysz i. świeckich dziedziców, że poddaństwo i pańszczyzna są ustanowione przez Boga, a kto się przeciw poddaństwu i pańszczyźnie buntuje, ten się samemu Bogu sprzeciwia i ściąga tym samym sam na siebie karę mąk piekielnych. Król Zygmisnt III wiedział nawet dokładnie, ile dni pańszczyzny na tydzień wyznaczył Bóg chłopom polskim.

132 Kutrzeba, j. w. str. 35, wyrok 27

133 Kutrzeba, j. w, str. 25, wyrok 20

134 Kutrzeba, j. w. str. 36, wyrok 28.

135 Kutrzeba, j. w. str. 50, wyrok 42 z 28 lipca 1542 roku.

136 Kutrzeba, j. w. str. 59, wyrok 50 z 27 maja 1545 roku.

Z wyroków króla Zygmunta III okazuje się jednak, że mię­dzy 2 a 13 lipca 1592 roku Bóg wydał w tej sprawie nowa decyzję, ponieważ do 2 lipca 1592 chłopi musieli — jak twierdził król Zygmunt — według Boga odrabiać po dwa dni pańszczyzny na tydzień, a od 13 lipca 1592 — również rze­komo według Boga — po trzy dni pańszczyzny na tydzień.

Chłopi reagowali na zwiększanie ciężarów pańszczy­źnianych strajkami. Wtedy właściciele folwarków — bez względu na to czy byli nimi wielcy magnaci, drobni szlachcice, biskupi, zakonnice czy król — podnosili od ra­zu wielki gwałt, że chłopi buntują się przeciwko Bogu i prze­ciwko prawu. Strajk chłopa pańszczyźnianego uchodził w oczach jego ciemięzców w kontuszach, sutannach i habi­tach za największe świętokradztwo, ponieważ uszczuplał do­chody bogatych darmozjadów. W grodzkich archiwach lu­belskich zachował się niezmiernie interesujący dokument, w którym król Zygmunt III daje wyraz swemu oburzeniu z powodu strajku chłopów pańszczyźnianych w Woli Tar­nowskiej:

„Powinności   wszystkich   (pańszczyźnianych) w dekretach naszych wyraźnie opisanych oddawać nie chcecie… co się dzieje przeciwko Panu Bogu, przeciwko prawu i przeciwko zwierzchności naszej… ku szkodzie wielkiej i ujmie dochodów królew­skich”.137

„Bóg” i „dochody” — słowa te wymieniane były jednym tchem. Dla klas posiadających religia była narzędziem umacniania ich panowania klasowego i domagali się od księ­ży, aby ci wbijali w głowy chłopskie, że to, co jest „ku szko­dzie” i „ujmie dochodów dziedzica”, to jest zawsze „prze­ciwko Panu Bogu”.

137 Władysław Adamczyk, „Rozruchy agrarne włościan w Konopnicy w 1615—1616 r.” Roczniki dziejów społecznych i gospodarczych, Lwów 1937, str. 13 i 14.

Powoływanie się na wolę Boga znakomicie ułatwiało utrzymywanie chłopa w poddaństwie i powiększanie co kil­kadziesiąt lat ciężarów pańszczyzny. Na pobożności chłopa polskiego żerowała szlachta, biskupi i przeorysze. Tym się tłumaczy hojność szlachty wobec kościołów i klasztorów. Nie szczędzili zapisów testamentowych na kościoły, ponie­waż katolicyzm był doskonałą podporą ich klasowego pano­wania nad chłopem polskim.

Tym się również tłumaczy gorliwość w czuwaniu nad pobożnością chłopów. „Wilkierze” (zbiory ustaw wydawa­nych przez pana dla wsi) nakazywały chłopom pod różnymi karami chodzenie do kościoła i spowiadanie się. Np. w wilkierzu Działyńskiego dla starostwa tokarskiego czytamy m. in.:

„powinni będą poddani tak w niedzielę, jako i inne święta od kapłana zapowiedziane chodzić do kościoła… z dziatkami i czeladzią… całej mszy świę­tej i kazania albo katechizmu wysłuchać pod ka­rą 10 groszy do kościóła, z których je­den grosz idzie na organistę, który niedbałych i nieobecnych ma spisywać i do księ­dza plebana i sołtysa odnosić” 138.

Była to kara na ówczesne ceny bardzo wysoka. Za uchy­lanie się od spowiedzi wspomniany wilkierz przewidywał karę jeszcze wyższą w postaci dostarczenia 5 funtów wosku. Wy­sokie kary pieniężne za nieuczęszczanie w niedzielę do ko­ścioła nakłada na chłopów Anna Wielopolska, dziedziczka wsi Suchej w Galicji 139, a kodeks klasztoru kasińskiego przewidywał za niechodzenie do kościoła karę 12 k i j ó w 140. Przez wiele stuleci szlachta polska

138  Baranowski i Piątkowski, „Dokumenty chłopskiej doli”, ł-ódź 1948, str. 36—39.

139 Świętochowski, „Historia chłopów polskich”, str. 153.

140 Świętochowski, j. w., str. 154.

uczyła chłopów — we własnym interesie — pobożności za pomocą kijów.

Istnieje interesujący szkic Janiny Bieniarzówny o trwa­jącej przez wiele stuleci walce chłopów wsi Olszanicy i Bi­bic z klasztorem norbertanek na Zwierzyńcu. „Wieś przez wieki prowadzi z klasztorem spo­ry o nadmierne przeciążenie pańszczyzną… przez wieki walczy z uporem i zaciętością, mimo że czynniki państwowe biorą zwykle stronę klasztoru. Wieś walczy próbując wszelkich środków: biernego oporu, nieraz jawnego buntu, procesów, odwoływania się do króla itd.” 141

Chłopi tych wsi zostali oddani na własność klasztorowi jeszcze w roku 1254 i od tego czasu pracowali na utrzyma­nie zakonnic. W wieku XVI wymagania klasztoru tak się zwiększyły, że w roku 1565 gromada wytoczyła przed króla Zygmunta Augusta zażalenie przeciwko klasztorowi o „nie­znośnie nakładane robocizny i więzienie włościan” w lochach klasztornych. Sprawa ciągnęła się wiele lat. W roku 1581 doszło tam do strajku chłopskiego, za który komisa­rze królewscy skazali przywódców strajku i rozruchów, Sta­nisława Respondka i Wojciecha Kruczka, chłopów z Bibic na karę śmierci. Król Stefan Batory, do którego chłopi za­apelowali, zmienił karę śmierci na karę sześciotygodniowego więzienia w lochu klasztornym.

W roku 1602 proces chłopów przeciwko przeoryszy kla­sztoru toczy się przed sądem biskupim. Biskup Maciejowski wydaje wyrok nakazujący chłopom odrabianie pańszczyzny na rzecz klasztoru po 3 dni w tygodniu, oraz płacenie dzie­sięciny klasztorowi. Dalej biskup decyduje, że gdyby chłopi odmawiali jeszcze kiedy posłuszeństwa, to zostaną na łasce i niełasce ksieni klasztoru, która ma im wymierzyć karę według własnego uznania. Wyrokiem biskupim zostało stwierdzone prawo klasztoru do sądzenia swoich poddanych. Chłopom zamknięto drogę wszelkiej prawnej obrony. Ale walka trwa dalej. Zakonnice nie mogą sobie dać rady ze strajkującymi chłopami i raz po raz wzywają pomocy wła­dzy państwowej (m. in. w r. 1604 za Zygmunta III), aby do­konała pacyfikacji chłopów sprzeciwiających się zwiększa­niu ciężarów pańszczyźnianych. Spór chłopów z klasztorem trwał aż do zniesienia pańszczyzny w roku 1835 142.

141 Janina Bieniarzówna, „W walce o chłopskie prawa. Karta z dziejów Olszanicy, wsi powiatu krakowskiego”, „Wieś i Państwo”, listopad 1946, str. 657—674.

142  Bieniarzówna j. w.

 

Rozdział VIII

MAJĄTKI KOŚCIELNE

Mam pod ręka monografię diecezji chełmińskiej, wyda­no w roku 1928 nakładem kurii biskupiej. Zawiera ona nie­zmiernie interesującą statystykę podziału majątków kościel­nych między poszczególne instytucje. Okazuje się, że w obrębie diecezji (chełmińskiej) instytucje kościelne przed sekularyzacją posiadały razem około 293 888 hektarów zie­mi, lasów i jezior, mianowicie:

biskupi chełmińscy                         57 522 ha

kapituła chełmińska                        28 289

cystersi pelplińscy                          23 099

biskupi płoccy                                 22 216

cystersi oliwscy                              21 915

biskupi włocławscy                         20 653

cystersi koronowscy                      18 966

arcybiskupi gnieźnieńscy               18 527

kartuzjanie                                      17 809

norbertanki żukowskie                    16 765

benedyktynki źarnowieckie               8 735

benedyktynki chełmińskie                7 455

benedyktynki toruńskie                     6 192

kapituła włocławska                         5 628

benedyktynki grudziądzkie               2 962

benedyktynki bysławskie                 2 535

jezuici chojniccy                              2 079

kapituła gnieźnieńska                      1 923

cystersi lędzcy                                1 676

miechowici gnieźnieńscy                1 141

misjonarze chełmińscy                   1 141

jezuici grudziądzcy                          1 073

jezuici toruńscy                               1 034

kapituła płocka                                 1 033

brygidki gdańskie                                690

dominikanie toruńscy          .              669

prepozytura brodnicka                       330

franciszkanie w Chełmnie                 281

paulini w Topólnie                              235

dominikanie gdańscy około               200

dominikanie w Tczewie około           100

augustianie w Chojnicach około        25

franciszkanie w Chełmży około         20     143

Podobnie było w innych diecezjach. Według Szelągowskiego ” Kościół był po panującym druga osobą co do ilości ziemi posiadanej w Polsce… W Małopolsce i w Wielkopolsce liczba wsi duchownych przewyższała liczbę wsi królewskich; na Mazowszu kościół był dwukrotnie silniejszy majątkowo, niż skarb… Majątki kościelne były to uposażenia biskupów, kapituł, opactw i klasztorów… Niektóre z nich są nawet im­ponujące co do swoich rozmiarów” 144.

Arcybiskup gnieźnieński posiadał 360 wsi i miast 145, biskupstwo krakowskie przeszło 300 wsi i 4 miasta 146, bi-

143 „Diecezja chełmińska”. Zarys historyczno-statystyczny, Pelplin 1923, str. 23.

144 Szelągowski, „Wzrost państwa polskiego”, str. 364—365.

145 Według relacji nuncjusza papieskiego Ruggieri z roku 1565, patrz „Relacje nunuszów apostolskich”, Paryż 1864, tom l, str. 162.

146  Szelągowski, j. w., str. 364.

skupstwo płockie wraz z kapitułą płocką posiadało na sa­mym Mazowszu 232 wsi i 6 miasteczek 147.

Na sejmie 1544 roku twierdzono, że własnością duchowieństwa są dwie trzecie całego królestwa polskiego 148.

Benedyktynki staniątkowskie posiadały 92 wsi 149, kla­ryski sądeckie 48 wsi, opactwa bledzyńskie i trzemeszyńskie po 40 wsi 150, cystersi oliwscy 50 wsi 151, norbertanki żukowskie 31 wsi152 itd.

Razem do duchowieństwa katolickiego, które w końcu XVIII wieku liczyło około 12 500 osób (w tym 5 tysięcy za­konników i zakonnic) należało, według Smoleńskiego 860 000 chłopów 153.

Dla całej tej masy chłopskiej bezpośrednim gnębicielem, ciemięzcą, wrogiem klasowym byli biskupi i opaci — dziedzice w sutannach, fioletach i habitach.

Jako obszarnicy, biskupi byli osobiście zainteresowani w tłumieniu powstań chłopskich i nierzadko stawali sami na czele krwawej pacyfikacji tych wsi, które się zerwały do wal­ki z ustrojem krzywdy chłopskiej.

Tradycje krwawego pacyfikatora, arcybiskupa Stefana z XI wieku, kontynuowali w XVII wieku biskup krakow­ski, Piotr Gembicki, i biskup poznański, Kazimierz

147 Adolf Pawiński, „Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym”, tom V, Warszawa 1892, str. 56.

148 Anna Dembińska, „Zygmunt I”, str. 236.

149  Natalia Gąsiorowska, „Historia zakonów w Polsce”, str. 71.

150 Szelągowski, j. w., str. 365.

151 i 152 Ksiądz Władysław Łęga, „Obraz gospodarczy Pomorza gdańskiego w XII i XIII wieku”, Poznań 1949, str. 114—122.

153 Władysław Smoleński, „Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII”, wyd. 3, PIW Warszawa 1949, str. 223.

książę Czartoryski, a w XVIII wieku uśmierzał powstanie chłopskie biskup żmudzki 154.

Przywódcę chłopskiego. Kostkę Napierskiego, który organizował chłopów Podhala do walki wyzwoleńczej prze­ciw poddaństwu i pańszczyźnie, schwytał biskup Gembicki dzięki judaszowej zdradzie księdza Kaszkowica i kazał go wbić żywcem na pal 155.

Nie było okrucieństwa ani podłości, przed którymi chci­wi biskupi powstrzymaliby się, kiedy chodziło o ich majątki.

„Wszak to zbyteczne biskupów dochody — mó­wili posłowie na Sejmie Czteroletnim — i nadzieje ich posiadania sprawiły, że niektórzy biskupi odda­wali się na usługi zagranicznym posłom i wyrabiali sobie u nich pomoc do intratnej infuły” 156. „Wybrane żywoty książąt kościoła polskiego” 157 dostarczają obfitego materiału na ten temat. Okazuje się, że w drugiej połowie XVIII wieku ogromna większość najwyż­szych dostojników kościelnych — arcybiskup Łubieński, arcybiskup Podoski, arcybiskup Ostrowski, biskupi Młodziejowski, Kossakowski, Massalski i inni — pobierali stały żołd z kasy obcych ambasad za szpiegostwo i działalność no szkodę państwa polskiego. Niektórych ukarali za to po­wstańcy warszawscy i wileńscy szubienica.

Również większość zakonów doprowadziła chciwość do rozkładu moralnego, kompromitacji i upadku.

„Pieniądze są trucizna dla klasztorów — pisał ksiądz Euzebiusz Stateczny w „Miesięczniku Ko­ścielnym”, piśmie duchowieństwa archidiecezji gnieź-

154 Stanisław Szczotka.. „Przyczynki do dziejów buntów chłopskich”, str. 465.

155 Andrzeja Komonieckiego „Dziejopis żywiecki”, wyd. Szczotka, str. 208.

156 Smoleński, „Przewrót umysłowy”, str. 230.

157 Kraków 1937; IIl wydanie, „Książka i Wiedza” 1949.

nieńskiej i poznańskiej, w roku 1911 — a dla zakon­ników samych są podwójną trucizną… Bogaci zakon­nicy nigdy dobrze nie kończyli…” 158.

Przykładem może być najsławniejszy ze wszystkich pol­skich klasztorów, mianowicie częstochowski klasztor oo. pau­linów na Jasnej Górze. Nieszczęściem dla tego klasztoru było, według księdza Statecznego, to, że na jego czele sta­nął „człowiek o nadzwyczajnych zdolnościach finanso­wych… ksiądz Euzebiusz Rejman… który wszelkimi siłami starał się o splendor Jasnej Góry”.

„Pielgrzymki się mnożyły — pisze ksioidz Sta­teczny — lud płynął falami, złoto płynęło potokami. Blichtr splendoru i majestatu pochłonął jego ducha i poniekąd zaślepił… Zakonnicy pędzili życie roz­luźnione… Byli tacy, którzy się oddawali nałogowe­mu pijaństwu; inni zawiązywali stosunki miłosne… Na zewnątrz był blask, a wewnąfrz robak i mokra­dło… Ojciec Rejman, taki bystry finansista i organi­zator nie widzi, jak jego ciemni lecz przebiegli bra­cia kradną. Kradną jałmużny, śmieją nawet bodaj rękę wyciągnąć po wota i kosztowności, które lud wierny składa Królowej Niebieskiej…

Ta szajka — pisze dalej ksiądz Stateczny o oj­cach paulinach jasnogórskich — morduje, kradnie, używa, oddaje się rozpuście… Rośnie buta zakonni­ków z Jasnogóry czujących się nietykalnymi” 159.

Aż wreszcie przyszło najgorsze: zbrodnie ojców pauli­nów doszły do wiadomości publicznej. Ojciec Damazy Ma­coch, nazwany przez księdza Statecznego ” ignorantem, zbrodniarzem i lubieżnikiem”, dostał się do więzienia i wte-

158 „Tragedya jasnogórska”, artykuł księdza Euzebiusza Statecz­nego w „Miesięczniku Kościelnym” (Unitas), Rocznik III, tom V, zeszyt 25-30, str. 12-19.

159 Ksiądzv Stateczny, j. w. str. 14-17.

dy „Jasnogóra zadrżała”. Zaczęto szukać winnych, którzy dopuścili do kompromitacji.

Przecież powszechnie wiedziano, jakie życie pędza ci zakonnicy — woła ksiądz Stateczny:

„Przecież musiano widzieć, jak zakonnicy trwo­nili bajeczne sumy w mieście Częstochowie, w Łodzi, w Warszawie, Krakowie, Abazyi i po innych miej­scowościach; jak marnotrawili grosz święty dla dogo­dzenia niegodnych zachcianek. Dlaczegóż nie ostrze­gano (że prawda może wyjść na jaw)? Czy nie było przełożonych w klasztorze? Czyż nie było kurii bi­skupiej?” 160

Kuria biskupia była, ale zajmowała się ważniejszymi sprawami: walką z organizującym się ruchem ludowym. Kuria biskupia stwierdzała, że do klasztoru jasnogórskiego napływają

„fale krociowe ludu polskiego, który oblega obraz cudowny, modli się, płacze i składa ofiary ciężko za­pracowanego grosza” 161, a więc wszystko w porządku. „Chciwość, rozpusta i zbro­dnie” 162 ojców paulinów nie powodowały interwencji bisku­pów, zaabsorbowanych walką z chłopami. Świętokradztwa i zbrodnie zakonników były dla biskupów drobiazgiem wo­bec niebezpieczeństwa rozwoju prasy ludowej i robotniczej.

„Polskiej prasie ludowej — pisze Henryk Syska — wy­dał bezlitosną walkę cały obóz zachowawczy. Przodującą rolę w tej niesławnej robocie odegrał kler katolicki”.

„Na terenie Galicji zaistniała całkowita współ­praca konfesjonałów i ambon z (austriackimi) urzędami śledczymi… Duchowieństwo wzbraniało się

160, 161, 162 Ksiądz Stateczny, j. w.

udzielać rozgrzeszenia prenumeratorom (prasy ludo­wej), odmawiało chrztów, ślubów i pogrzebów” 163. Raz po raz publikowane były z kazalnic zbiorowe listy biskupów, wymierzone przeciw prasie ludowej i robotniczej. W walce tej wsławili się zwłaszcza biskup kujawski Zdzitowiecki, biskup kielecki Łosiński i arcybiskup krakowski książę Puzyna, który wyklął księdza Stojałowskiego za orga­nizowanie chłopów w samodzielną partię polityczną.

163 Henryk Syska, „Od Kmiotka do Zarania”, Warszawa 1949, str. 241.

 

Rozdział IX

REAKCYJNE DUCHOWIEŃSTWO PRZECIW REFORMIE ROLNEJ

Ustrój poddańczo-pańszczyźniany, ustrój krzywdy wielu milionów chłopów, funkcjonujący w interesie kilkunastoty­sięcznej warstwy bogatej szlachty i biskupów, zahamował rozwój gospodarczy Polski i stał się jednoą z głównych przy­czyn utraty niepodległości w końcu XVIII wieku. Drugą przyczyną utraty niepodległości było otoczenie państwa pol­skiego przez trzy mocarstwa o tendencjach zaborczych.

Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa, któ­ra uznała prawo narodów uciskanych przez carat do stano­wienia o sobie i proklamowała prawo narodu polskiego do niepodległości, umożliwiła w listopadzie 1918 roku powsta­nie państwa polskiego.

Z wewnętrznych przyczyn upadku Polski wynikało dla odrodzonego państwa polskiego wskazanie, że warunkiem rozwoju gospodarczego, społecznego i kulturalnego jest przejście ziemi, fabryk i aparatu państwowego w ręce mas robotniczo-chłopskich.

Na porządku dziennym stanęła więc kwestia reformy rolnej. Wielka własność rolna, obejmująca wiele milionów hektarów i należąca do 50 tysięcy rodzin obszarniczych, sta­nowiła źródło nędzy, ucisku i wyzysku 15 milionów chłopów; natychmiastowe przeprowadzenie radykalnej reformy rolnej było więc jednym z niezbędnych warunków rozwoju gospo­darczego i zagwarantowania niepodległości Polski. W takiej sytuacji kler, jako największy obszarnik i najgorliwszy obroń­ca stanu posiadania całej klasy obszarników, oświadczał ustami posła księdza Józefa Kurzawskiego:

„My nie widzimy tąk gwałtownej potrzeby wy­właszczenia i przeprowadzenia reformy rolnej” 164.

W granicach z roku 1919 majątki kościelne zajmowały według obliczenia księdza Kazimierza K o t u l i:

w byłym zaborze austriackim         129.028 hektarów

w byłym zaborze pruskim              50.000 hektarów

w byłym zaborze rosyjskim            39.700 hektarów

Razem w całej Polsce                   218.728 hektarów

Obliczenie z roku 1924 dawało łączny obszar również około 220 tyś. hektarów. W nowych granicach, według obli­czenia z roku 1949, majątki kościelne wynosiły 180 tysięcy hektarów.

Majątek kościelny w Polsce obliczają niektórzy na półtora tryliona (1.500.000.000.000.000) zło­tych. Toteż słusznie powiedziano na posiedzeniu Sejmu Ustawodawczego — jeszcze trzydzieści lat temu — że

„Nie jest to wcale rzeczą przypadku, że z taką energią i z takim entuzjazmem przedstawiciele ko­ścioła bronią interesów obszarników i kapitali­stów” 166.

W debacie sejmowej z roku 1919 posłowie w sutannach, których wówczas było około trzydziestu, zastosowali takty­kę straszenia:

164 Sprawozdania stenograficzne z posiedzeń Sejmu Ustawodawczego, stenogram z 13.6. 1919, str. IL—40.

165 Stenogram z 26.6. 1919, str LVI—11.

166 Stenogram z 26.6. 1919, str. LVI—45.

„Reforma rolna — wołał ksiądz arcybiskup Teodorowicz — może zepchnąć kraj po równi pochyłej ku zawrotnym przepaściom… Postęp rolni­czy będzie w kraju zahamowany… Nastąpi ogłodze­nie miast… Jaka groza złowróżbna zawiśnie nad Polska, gdy żywotne arterie miast przez brak do­wozu ze wsi zaczną usychać… Za ogłodzonym miastem pójdzie w tropy ogłodzenie przemysłu, bo robotnik, który będzie musiał przepłacać swój kawałek chleba, rościć będzie tak wysokie pretensje do płacy, że im nie podoła fabrykant… A wtedy przemysł polski zostanie śmiertelnie podcięty i ska­zany na zagładę… Ostrzegam więc przed każdym za pośpiesznym i gorącym krokiem, który tak łatwo mógłby być skokiem w przepaść” 167. Wbrew tym złowieszczym proroctwom — dyktowanym arcybiskupowi przez interes klasowy obszarników — prze­prowadzona w latach 1944—1945 reforma rolna stała się, wprost przeciwnie, jedną z podstaw rozwoju rolnictwa, pod­niesienia dobrobytu wsi i rozwoju przemysłu.

Jednocześnie przeprowadzona przez władzę ludową re­forma rolna była wielkim krokiem naprzód od ustroju krzyw­dy chłopskiej do ustroju sprawiedliwości społecznej. Dla reprezentanta interesów obszarniczych, arcybiskupa Teodorowicza, ustrojem „sprawiedliwości” społecznej był jednak właśnie ustrój krzywdy chłopskiej. Reformę rolną na­zywał arcybiskup „pierwszym wyłomem w ustroju społecznej sprawiedliwości i własności” 168. Nie pierwszy raz i nie ostatni dowiadywali się chłopi, w czym widza biskupi „sprawiedliwość”. Nie pierwszy raz i nie ostatni przekony­wali się chłopi, że wszelkie biskupie słowa o Bogu i spra-

167 i 168 Stenogram z 46 posiedzenia z czerwca 1919 roku, str. XLVI—39—59.

wiedliwości mają na celu utwierdzanie obszarniczego po­siadania i panowania, że są dyktowane przez wspólny, biskupio-obszarniczy interes klasowy i że są wymierzone swym ostrzem właśnie przeciw dążeniom chłopów do sprawiedli­wości.

W obronie biskupiego stanu posiadania arcybiskup Teodorowicz grozi wojną religijną 169.

l to również nie było dla chłopów żadną nowością. Za­wsze bowiem, ilekroć w grę wchodziły doczesne, materialne interesy biskupów, tylekroć grozili oni rozpętaniem wojny re­ligijnej. K s i ą d z Kurzawski nazwał projekt parcelacji majątków kościelnych między chłopów „zamachem na elemen­tarne zasady wiary katolickiej” 170, a „ludowiec”, k s i ą d Kotula, uważając, że ponad polskim prawem państwowym i ponad uchwałami polskiego Sejmu stoją kanony kościelne oświadczył, że „dla prawa kościelnego (czytaj: majątków kościelnych) gotów jest nawet pożegnać się ze swą partią”171. Tenże ksiądz Kotula zgłosił „niewielką” poprawkę, że „zabór” majątków kościelnych zostanie ewentualnie do­konany dopiero „po uzyskaniu zgody Stolicy Apostolskiej”. Jak wiadomo Stolica Apostolska nie zgodziła się na parce­lację dóbr kościelnych i przyjęta przez Sejm poprawka „piastowca”, księdza Kotuli, oznaczała w gruncie rzeczy prze­kreślenie całego artykułu 4.

„Sprawa ta została otwarta do roku 1939 — pi­sze prof. Sawicki — Kościół i Państwo nie osiągnęły porozumienia i reforma rolna w stosunku do majątków kościelnych nie została wykonana” 172.

169 Stenogram z czerwca 1919 t., str. XLV1—39 do 59.

170 Stenogram z 13.6. 1919, str. IL—53.

171 Tzn. z „Piastem”. Stenogram z 26.6. 1919, str. LVI—12.

172 Prof. dr Jakub Sawicki, „Historia stosunku kościoła do państwa”, Warszawa 1947, skrypt uniwersytecki, str. 174

Co więcej, mimo tej poprawki wyłączającej dobra ko­ścielne od reformy rolnej, solidarność kleru z obszarnikami kazała głosować 27 księżom-posłom do Sejmu Ustawodaw­czego (z roku 1919) przeciwko projektowi reformy rolnej, mimo jego kompromisowości. Księżmi, którzy w lipcu 1919 roku głosowali w interesie 50 tysięcy obszarników przeciw interesowi 15 milionów chłopów, byli m. in.:

arcybiskup Józef Teodorowicz, przywódca skrajnie prawicowego Związku Ludowo-Narodowego,

ksiądz Stanisław A d a m s k i, obecny biskup, przedwrześniowy prezes banków i spółek akcyj­nych, za okupacji kolaboracjonista wzywający do zapisywania się na volkslistę, przywódca Chadecji,

ksiądz Zygmunt Kaczyński, przedwrześniowy szef brukowej, antysemickiej i profaszystowskiej Katolickiej Agencji Prasowej; podczas wojny mi­nister oświaty reakcyjnego rządu londyńskiego

i inni.

 

(…)

Za: http://legaba.6te.net/chlopi_a_biskupi.htm

Bez komentarza!
.
opolczyk
.

iii

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

O Słowianach, lingwinistyce, etnogenezie, genach i przyległościach…

.

 

601452_482239285176503_42016190_n

.
Poniższy tekst pochodzi  z linku podrzuconego w komentarzu przez „ktosia” – opolczyk.

– – –

Etymologia nazwy SŁOWIAN wywodzi się od słowa SOWA.

Słowianie

Część pierwsza

SŁÓW  KILKA   Z  PRZERÓŻNYCH  DZIEDZIN  WIEDZY  I  SPOSTRZEŻEŃ  WŁASNYCH NA TEMAT  POCHDZENIA  I  PRZESZŁOŚCI  SŁOWIAN.

Historia jak i inne dyscypliny naukowe bardzo niechętnie wkraczją na pole wiedzy o Słowianach traktując ich co nieco po macoszemu. Nawet w czasie kiedy genetyka bezsprzecznie udowadnia, że haplogrupa R1a1a  od wielu dziesiatków tysięcy lat  istnieje i rozwija się, że nie wspomnę o typowo polskiej R1a1a7. Na temat Słowian znawcy historii  jak i filozofowie cywilizacji komponowali teorie, nawet pozbawione dobrego smaku i taktu wykazując, prymitywność tego ludu, co świadczy o  braku elementarnej wiedzy.

Początek rozważań na temat  Słowian determinuje sama nazwa jako taka,tak przez polskich jak i obcych badaczy  nie dość, że błędnie wnioskowana to najczęściej wulgarna i obraźliwa.  Z nikim nie zamierzam podejmować polemiki, gdyż obecna nauka przyjmuje stanowisko jedynie poprawne politycznie znacznie odbiegające od prawdy historycznej. Celowe i tendencyjne zamazywanie historii  i osiągnięć Słowian  na przestrzeni tysiącleci prowadzone równolegle z ciągłym ich podbojem, a raczej z rozbijaniem ich od wewnątrz przez wrogie haplogrupy wpisuje się dokładnie w ów schemat poprawności politycznej.

Etymologia nazwy SŁOWIAN wywodzi się od SŁOWA  SOWA, tak też i termin SŁOWO pochdzi od tejże SOWY.  Prześledziwszy zapisy historyczne z wykorzstaniem tej nazwy spotkamy się bardzo często w formie znanej nam jako sowa jak i pochodzące od nazwy zwyczajowej i regionalnej tego ptaka. Analiza nazwy Sowa w innch językach,  czy też w zapisie odwrotnym może dokonać wielu zmian w historii  wszystkich cywilizacji.

W polskich nazwach geograficznych Sowa obecna jest w nazwie Mazowsza – Masovia, regionu Rzeszowskiego – Resovia, czy w nazwie stolicy Warsovia, przy dogłębnej anlizie słowa Warsovia możemy się dopatrzeć zwrotu „ czekająca sowa” bądź „gotująca czy też gotowa sowa” jako że źródłosłów „war” obecny jest w słowie warzyć-gotować. ( od słowa war- warzyć-gotować pochodzi angielskie słowo wojna -„gotuj się”). Przeniesienie stolicy do Warszawy odbyło się w dość enigmatycznych okolicznościach, tu wyrażam przypuszczenie, że taka kolej rzeczy była przewidziana przez Lechitów i nazwa GOTOWA SOWA = WARSZAWA, była przygotowana wczesniej  przez owych.

W językach Słowian Wschodnich; rosyjskim, ukraińskim czy białoruskim sowę nazywają „sicz” , „sawa” czy też  „sowopodobna”   podddawszy analizie owe nazwy w połączeniu z wiedzą z innych dziedzin możemy wysnuć ciekawe wnioski. Wziąwszy pod uwagę nazwę „sicz” kojarzy się nieodłącznie z Kozakami, dla których sowa była bardzo ważnym zwierzęciem, jednak historia przypisała im nazwę związaną z kozą chcąc przedstwić  ich w złym świetle. Dziś w niektórych społecznościach koza budzi różne skojarzenia, najczęściej jest synonimem biedy i zacofania  jakby nikt nie pamiętał, że Zeusa Gromowładnego wykarmiła Koza Almatea  z rogiem obfitości,  a Djonizje odbywały się w przebraniach z kozich skór.  Tarcza Ateny pokryta była kozią skórą,  zaś na jej ramieniu siedziała Sowa symbol mądrości.  Wyrażenie mądrość, czyli sofia (SOFIA) , a także podobnie brzmiące imię Zofia,skąd już tylko mały krok do filozofii , wywodzi się od słowiańskiego wyrażenia S O V I A-S O W A.

Mleko kóz wolnego chowu ma właściwości lecznicze. Wiedza o tym przetrwała do dziś ale cała tajemnica tkwi w tym, że koza przy swobodnym chowie na naturalnych pastwiskach żywi się bardzo wybiórczo i może zjadać nawet rośłiny trujące, a organizm jej jest tak zbudowany, że potrafi przetworzyć je na substancję leczniczą. Przy dzisiejszym chowie kozy zjadają to co im dostarcza człowiek i z właściwości leczniczych pozostała legenda. Genetyka zaś twierdzi, że wszystkie gatunki kozy na całym globie pochodzą od niewielkiej grupy tzw. pionierów, których występowania w stanie dzikim nie stwierdzono.

Nastepna nazwa sowy „Sawa” jest imieniem bardzo często przyjmowanym przez osoby duchowne w Cerkwi Prawosławnej, co jest bez wątpienia echem dawnej tradycji religijnej czcieli wody- wody z lodu, którzy dziś nazywają się chrzescijanami ( z czasem spróbuje udowodnić czy wszyscy zasługują na to miano).

Naukowa nazwa sowy w tychże językach brzmi sowopodobna; z wyjaśnieniem tej nazwy proponuję wycieczkę w przestrzeń kosmiczną do gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy, bądź Wielkiego Wozu , gdzie we wnętrzu tego obiektu znajduje się Mgławica Sowy z towarzyszącymi jej gwiazdami Sową Północną i  Sową Południową. Będąc przy gwiazdozbiorze Wielkiego Wozu, chciałbym zaznaczyć, że taka nazwa teraz astronomiczna wczesniej astrologiczna obowiązuje tylko w Polsce i Chinach i czy czasem nazwa chińskiej prowincji Syczuan nie jest dalekim echem nazwy „sicz”. W takim przekonaniu może nas utwierdzić fakt, że ligatura głagolicowa oznaczająca Sowę  jest w nazwie Chin. Głagolica jest to najbardziej rozbudowany system pisma z dotychczas poznanych i jest „o zgrozo” uznawany z najstarsze pismo słowianskie utworzone jako pomoc w chrystjanizacji Słowian, przez Braci Sołuńskich Cyryla i Metodego. Całe rzesze historyków róznych dziedzin przechodziły do porzadku dziennego po zaznajomieniu się z tym pismem. Zamazywanie historii  Słowian jest już widoczne w nazwie całego systemu piśmienniczemu odpowiadającemu Głagolicy. System nazywał się BOHOMAZY czyli boskie znaki, z czasem upodlono tą nazwę i ma on oznaczać coś pisanego bez ładu i składu. Nazwę Głagolica wyprowadza się od znaku litery „G” przy, której stoi znak pisarski głagolicy bedący jednocześnie ligaturą wyrażenia GŁAGOŁ wyjaśniając , że w jezyku starocerkiewnosłowiańskim tak brzmi nazwa ‘SŁOWO’. W dalszej części owego alfabetu znajduje się znak pisarski oznaczający literę „S” a zarazem ligaturę oznaczającą „SŁOWO”.  Takie zachowanie paleografów może budzić poważne wątpliwości co do ich kompetencji. Przy tym wszystkim we wszystkich językach słowiańskich wyraz ‘SŁOWO’  brzmi „SŁOWO”  bądź  „SLOWO” i jego etymologia wywodzi się od SOWY, zaś  to SŁOWO jest tym samym SŁOWEM  z Ewngelii Janowej. Natomiast wyrażenie GŁAGOŁ oznacza Chochoła  postać mityczną  bądź pierwszego człowieka.  System piśmienniczy BOHOMAZY jest potężnie rozbudowany i wszystko ma w nim znaczenie ponieważ nie dość, że posiadał on 46 znaków pisarskich( tyle ile chromosomów ma człowiek oraz tyle ile usypano kopców-piramid w Krakowie) , to również w nim zawarty był dziesiętny system liczbowy. Za pomocą tego systemu piśmienniczego możliwe było opisanie wszystkich zjawisk przyrodniczych na ziemi jak i na niebie do czego służyły opisane znaki pisarskie,  jak też około 20 000 ligatur na , których to podstawie utworzono pismo chińskie jak też inne znane i nie znane systemy pisarskie. Pozostałością pisma węzełkowego są znane wici – wieści tak  te same, których używali Chińczycy oraz Inkowie.  Wszystkie znaki oznaczające ciała niebieskie, oraz relacje między nimi  do dziś stosowane w astrologii i astronomii są ligaturami G Ł A G O L I C O W Y M I, nie mam żadnych wątpliwości kto był twórcą astronomii  i astrologii  na pewno nie Kaldejczycy tylko Słowianie. Znaki stosowane w matematyce „plus”, „minus” itp., stary zapis nutowy to też BOHOMAZY. Jaki cel i czym kierowali się Cyryl i Metody tworząc tak skomplikowany system piśmienniczy mając za zadanie  misję chrystianizacji  niezbyt rozgarniętej„bandy obdartusów”( Słowian)  całe przedsięwziecie komplikując dodatkowo potrójnym systemem zapisu czyli: kursywnym, kwadratowym i okrąagłym.

Artefakt archeologiczny tzw.  Waza z Bronocic datowana przez naukowców amerykańskich na 3500 lat p.n.e, którzy twierdzą , że ornament tam umieszczony jest dowodem na pierwsze w dziejach ludzkości użycie koła jest niczym innym jak zapis literowo – ligaturowy w sysemie BOCHOMAZÓW, o czym dokładnie wiedzą,  a ztym kołem chcieli się obłudnie podchlebić. Władcy Słowiańscy od zawsze nazywani byli  P I A S T A M I – K O Ł O D Z I E J A M I, co ma bezpośredni związek z kołem i jego piastą jak też wytwarzaniem. Jakiekolwiek wątpliwości powinien rozwiać fakt , że pierwsze rydwany zaczęto produkować w ARKAIM (bardzo blisko ARKI) w południowej części Uralu, gdzie  odnalezione szczątki ludzkie  zawierały kod genetyczny R1a1. Profesor Jasienica twierdił, że VII w p.n.e na terenie Polski istniało dobrze zorganizowane Państwo Rydwanów,  tym samym należy wykonać ukłon w stronę Wincentego Kadłubka, a dzieło nieznanego nikomu Galla  Anonima uznać  za apokryf i poddać gruntownej analizie w czyim interesie napisał swoją kronikę.

Po dziś dzień wykorzstywana jest magia zawarta w Bohomazach.  Wszyskie inncjacje w reiki odbywaja się za pomocą  tajemnych znaków,  jest to nic innego jak ligatury Głagolicowe, w nieco innej formie dokonuje ksiądz katolicki odwiedzający swych parafian podczas corocznej kolędy, obecnie pisząc litery łacińskie a wcześniej pisano ligatury na odpędzenie złych mocy.

Jednoznakowe oznaczenie walut USA to jest dolara $ z dwoma kreskami,  oraz funta Wielkiej Brytanii stylizowaną literą Ł jest niczym innym jak ligaturami, jakiś cel musiał temu przyświecac aby do języka angielskiego wprowadzić polskie ł, te ligatury zapisane są prawidłowo. Nieco inaczej ma się sprawa z euro, które jest również oznaczone ligaturą głagolicową oznaczającą literę „E” a także wyrażenie „jest” z tym , że zapisaną odwrotnie wówczas oznacza on wyrażenie „niema” i zapewne tak potoczą się losy owej waluty.

Prowadzona obecnie likwidacja szkół oraz inne działania administracyjne, medialne itp. prowadzące do ogłupiania społeczeństwa, można porównać do czasów zaborów i okupacji , takie rzeczy nie działy się nawet w PRL. Początek takich działań można datować dość precyzyjnie i podaję dwie do wyboru; pierwsza to 04.06.1989r. i druga , która wydaje się bardziej adekwatna 22.12.1990r. , kiedy to prezydeturę  objął ” próżny ignorant’’ (Oriana Fallaci).

W swojej, można przypuszczać  utopijnej twórczości Orwell niewiele pomylił się w datowniu istniejącemu status quo, co ciekawe brzmienie jego pseudonimu jako źródłosłów odpowiada wyrażeniu  „Sowa” w języku angielskim i po usnięciu liter „r” i „e” otrzymamy owl-sowa. Twórca „Wielkiego Brata” przwidział również, że wielu bardzo pośpiesznie będzie kręcić bat na własną dupę, a twórcy istniejącego systemu poniosą dotkliwe konsekwencje.

Preferowane  dziś  prymitywne języki zachodu, w stałym słownictwie posiadające wyrażenia onomatopeiczne zbliżające je do języka mlasków; w angielskim krowa to MUU,  a baran to BEE, nie posiadające własnego nazewnictwa gramatycznego  z iście akrobatycznym słowotwórstwem, które bardzo ogranicza myślenie o rzeczach abstrakcyjnych, jest jednym z elemetów ogłupiania społeczeństw. Wszystkie języki zachodnie   zresztą jak i spłeczności nie radzą sobie z dziesiętnym systemem liczbowym.

Ciekawe co na to ścigacze z IPN, których ustawa zobowiązuje do ścigania działań skierowanych przeciwko Narodowi Polskiemu, a także co na ten temat powiedzą historycy z sympozjum na temat Miecza św Piotra, że o organizacjach pozarządowych nie wspomnę.

C………D……….N……….

Trzebnica dnia 24.01.2012r.

Tadeusz Mroziński

Zapraszm na swój bloog także tych, którzy zaniżają jego ocenę z bezinteresownej zawiści. Apokalipsa-eden.bloog.pl

Za: http://www.eioba.pl/a/3l8p/slowianie#ixzz2PcQoAw96

.

– – –

.

Akurat podobny choć o wiele obszerniejszy tekst podrzucił mi mailem Mezamir.

Oto jego fragment:

ETNOGENEZA SŁOWIAN

„Jednak najnowsze badania wskazują, że Słowianie byli w Europie na długo przed narodzinami Chrystusa [uporczywe i bezmyślne tytułowanie obrzezanego cieśli „chrystusem” pokazuje, do jakiego stopnia zażydzono ducha Polaków – przyp.  opolczyk] Jest to wiadomość bardzo niewygodna dla zwolenników allochtonicznej teorii wyjątkowo mocno lansowanej przez niemieckich historyków i ich polskich filogermańskich zwolenników, oraz wszechobecnych w Polsce w każdej dziedzinie mającej wpływ na życie Polaków, żydów aszkenazyjskich. Z badań wynika wręcz że Słowianie żyli na terenie dzisiejszych Niemiec dużow cześniej niż Germanie:
„(…) Rozwój europejskiej POPULACJI R1a1a i R1a1a7 (podgrupa polska, zachodniosłowiańska). SŁOWIANIE
Populacja R-M17, obecna na Bałkanach od dziesiątego tysiąclecia przed Chr. (ale nie jej późniejsza podgrupa R-M458) na pewno uczestniczyły jakoś w procesach rewolucji neolitycznej od około 5500 lat przed Chrystusem: w powstaniu i upowszechnianiu się rolnictwa, którego skutkiem był szybki rozwój demograficzny i migracje ludności. Wynikiem tych migracji był udział R1a1a w powstaniu rozmaitych kultur archeologicznych nad Dunajem, np. ceramiki wstęgowej, oraz na północ i wschód od Karpat, np. kręgu ceramiki sznurowej z kulturami grobów jednostkowych i amfor kulistych. Nad Dniestrem Bohem i Dnieprem dochodzi do symbiozy z ostatnia fazą kultury Cucuteni-Trypolie u wschodnich Karpat, od rzek Prut i Seret do Dniepru. Następuje teraz rozwój kultury Prasłowian dalej w kierunku wschodnim, ku Wołdze i Uralowi, powstanie około 4000 lat przed Chr. kurhanowego kręgu kulturowego Jamna. Na stepach pontyjsko-kaspijskich słowiańskim kulturom trzeba przypisać udomowienie konia, stosowanie powozu i upowszechnianie hodowli zwierząt domowych (zob. Renfrew, Archeologia i język, PWN 2001, s. 249)
Te kultury były wynikiem pierwszej ekspansji R1a1a ku środkowej i Wschodniej Europie; z tego terenu dokonała się około 3000 lat przed Chr. także dalsza migracja w różne rejony Europy, zwłaszcza na zachód i wschód. Czas i kierunek wędrówek jest dziś rozpoznawany przez warianty haplotypów w STR w haplogrupie R1a1a, zakodowane w Y-DNA dzisiejszych mieszkańców Europy lub w znalezionych kopalnych szczątkach praprzodków, choć rzadko (bowiem niektóre nowsze plemiona Prasłowian paliły swoich zmarłych; zresztą nie tylko Prasłowianie).
Genealogia Y-DNA (A.Klosow) ustaliła, że przodek dzisiejszych wschodnich Słowian z hg R1a1a (M17) żył na ziemiach Ukrainy i Rosji od około 2750 lat przed Chr,
(Uwaga. Nie znaleziono dotąd w rejonie Ukrainy i Rosji oczekiwanych przez naukowców genetycznych śladów starszej ludności R1a1a, zwłaszcza takich, których by można datować na czasy ukraińskiego refugium podczas LGM, którego domyślał się już O.Semino i zesp. 2000, tak jak je znaleziono na Bałkanach. Ukraina nie jest więc pierwotną kolebką wszystkich Słowian. Zwłaszcza nie wolno ich genezy datować tam na czasy niedługo przed V wiekiem po Chr., jak to głoszą niektórzy archeolodzy polscy, tzw. skrajni allochtoniści („dnieprowcy”) np. K. Godłowski, a za nimi także niektórzy genetycy (zob. Dyskusja n.5), chyba wprowadzeni w błąd publikacjami znanego niemieckiego archeologa i rasisty Gustawa Kossiny (+1931). Około VI-VII w. po Chr., a więc już w czasach historycznych, ówcześni Słowianie z Ukrainy swoją reemigracją tylko może nieco zasilili osadnictwo południowych Słowian na Bałkanach, przerzedzone klęskami w wojnach z cesarstwem wschodnim oraz na terenie Polski i krajów sąsiednich).
Dziś na Ukrainie, Białorusi i w Rosji żyje około 50% ludności naszych haplogrup (w niektórych starych miastach do 70%). Genealogia Y-DNA prowadzona przez A. Klosowa zidentyfikowała nawet starożytnych założycieli dziewięciu plemion ruskich z czasu około 2000 lat p.n.e i późniejszego, nazwanych imiennie dopiero we wczesnośredniowiecznych zabytkach pisanych, m.in. bliscy nam Wołynianie, Bużanie i Biali Chorwaci (kilka kopalnych szczątków ludzi owego osadnictwa hg R1a1 zidentyfikowano nawet w Krasnojarsku w południowej Syberii).
Równie stare jak na Ukrainie i Rosji, bo z około 2700 lat p.n.e. korzenie plemion R1a1a (M17) znajduje sie na terenie Niemiec, a więc jest tam daleko wcześniejsze niż geneza Germanów, zwłaszcza tam, gdzie dziś nadal żyje skondensowane osadnictwo także słowiańskiej hg R1a1a7 Serbołużyczan (choć zwykło się je datować dopiero na wiek VII po Chr.). Potwierdza to np. niedawne, dokonane w 2005 r., odkrycie cmentarzyska kilkunastu zmarłych, a wśród nich trzech męskich osób z hg R1a1a w Eulau, 40 km za Lipskiem nad rzeką Soławą (niem. Saale) w dorzeczy Łaby w Saksonii. Owe groby ofiar jakiejś starożytnej przemocy pochodzą z około 2600 lat p.n.e i wyróżniają się świadectwami bogatej kultury życia rodzinnego i małżeństwa egzogamicznego. Plemię to prezentowało kulturowe środowisko tzw. ceramiki sznurowej, kojarzonej powszechnie z Indo-Europejczykami. Wśród ludności niemieckiej do dziś około 10% wykazuje haplogrupę R1a1, których wspólny przodek żył tam już około 2700 lat p.n.e.
Czyżby owi nadłabscy Serbowie, a zwłaszcza ich bałkańscy protoplaści, zanotowani przez tzw. geografa bawarskiego jako Zeriuani (Serbianie?), byli tymi, „z których wszystkie plemiona słowiańskie powstały i ród swój – jak zapewniają – wywodzą”?
Można ich śmiało identyfikować z tzw. kulturą grobów jednostkowych, która pojawia się około 2700 przed Chr. w ramach paneuropejskiej kultury ceramiki sznurowej. Jej południowy region rozciągał się od Małopolski przez śląsk i Czechy po Solawę (dopływ Łaby), z Serbołużyckim Eulau. Północny region tej kultury przylegał do Bałtyku i rozciągał się od Kujaw i dolnej Wisły, przez Wielkopolskę, rejon dolnej Odry i Meklemburgię po Dolną Łabę (z tym horyzontem można kojarzyć późniejsze R1a1a w jaskini Lichtenesteinhohle (Księstwo Lichtenstein) z ok. 1000 przed Chr.), zob. Dyskusja, n.16. Także słynna kultura łużycka może być bez zastrzeżeń przypisana głównie (choć nie tylko) słowiańskiej hg R1a1a. Populacje haplogrupy R1a1a i jej podgrupy żyją dziś w Polsce w największym w całej Europie jednorodnym zagęszczeniu, bo blisko 60% ludności Polski.(…)”.
Badania I. Rożanskiego z Ukrainy zdają się nie potwierdzać tezy niektórych archeologów o naddnieprzańskim pochodzeniu Polaków hg. R1a, i to dopiero w V wieku po Chr. Co więcej, wyraźnie zauważa się, że Polska leży w centrum starożytnego osadnictwa słowiańskiego haplogrupy R1a.
Najstarsze haplotypy R1a1a-M17 w Europie zostały w 2008 r. zidentyfikowane przez Klosowa wśród ludności niektórych krajów bałkańskich: Serbia, Bośnia, Kosowo i Macedonia, w materiale, który zebrali i opublikowali M. Perićić i L.Barać. A. Klosow datuje je na około dziesiąte tysiąclecie przed Chr. (około 9600 r.). Zespół genetyków P. Underhill et al. (listopad 2009, zob. niżej) wykrył zaś ważną europejską mutację R-M458, tworzącą nową haplogrupę R1a1a7, datując ją, z grubą przesadą, na dziewiąte tysiąclecie przed Chr. i (dość trafnie) wskazując na rejon Polski jakby na teren jej powstania i jakby na praojczyznę znacznej populacji Słowian środkowoeuropejskich, zwłaszcza polskich. Underhill zidentyfikował też dwie inne haplogrupy, R1a1a6 i R1a1a7a. ale niewielkiego znaczenia.
ROŻANSKIJ i KLOSOW w swoich obszernych publikacjach dokonują uporządkowania i genealogicznego opracowania obecnej wiedzy o populacjach haplogrupy R1a1a i podgrup R1a1a2, R1a1a3 i R1a1a7 oraz ich historii w Europie i Eurazji. Autorzy mają aktualnie do dyspozycji około 2000 haplotypów z bazy YSearch i geograficznych projektów FTDNA oraz z laboratoriów rosyjskich i prywatnych, najwięcej 25-markerowych. Prowadzą w tej chwili jedyne takie prace w świecie.
A. Najdawniejsze populacje R1a1a i podgrupy w Europie (od około 10000 lat przed Chr.) (po modernizacji drzewa i datowania 30.03.2010 przez Igora Rożańskiego)
– trzy gałęzie w postaci trzech starych haplogrup: R1a1a (zob. wyżej, drzewo: gałąź środkowa, dolna część), R1a1a2 wraz z R1a1a3 (gałąź dolna po lewej) oraz wydzielona seria z DYS392=13 lub14 (gałąź dolna po prawej). Wspólny przodek tych trzech gałęzi żył około 8-10 tysięcy lat przed Chr.
1. Haplogrupa R1a1a1-M17. Ta haplogrupa jest jakby na osi ewolucji całej haplogrupy R1a1a i jej podgrup. Jej dzisiejszym etapem rozwoju są trzy gałęzie centralnoeurazyjskie.
2. Haplogrupy R1a1a2 i R1a1a3. Powstanie populacji haplogrup R1a1a2 i R1a1a3 datowane jest na lata około 2400 przed Chr., zapewne na nowym miejscu, po migracji z pierwotnej ojczyzny w południowowschodniej Europie. Są nieliczne i praktycznie nierozdzielne. Wspólny przodek ich i centralnoeurazyjskiej gałęzi żył około 11000 lat przed Chr. Jest to zapewne zarazem czas powstania ich mutacji
(Przy okazji informacja: Kolejne haplogrupy R1a1a4 i R1a1a5 są puste – nie znaleziono osób, a odkrytą przez Underhilla haplogrupę R1a1a6 reprezentuje tylko kilkanaście osób w Pakistanie i Omanie).
3. Oddział z DYS392=13; datować go trzeba na 125 i 175 lat przed Chr., w zależności od haplotypów 25 czy 37 markerowych; jego wspólny z gałęzią środkowoeurazyjską przodek żył 5000 lat przed Chr. Jest charakterystyczne, że grupa DYS392=13 z oddziałów R1a1a2 i -a3 ma też trzy haplotypy spośród trzynastu w starej bałkańskiej gałęzi z 9 tysiąclecia przed Chr.
Niesprzyjające warunki bytowe (tzw. szyjka butelki) lub dryf populacji zdziesiątkowały ich liczebność i nie pozwoliły im na pełny rozwój demograficzny. Zanim jednak do tego kryzysu doszło, prawdopodobnie około polowy trzeciego tysiąclecia przed Chr., mieli zapewne wydatny wpływ na rozwój archeologicznych kultur naddunajskich, środkowoeuropejskich i dalszych. Archeogenetyka zapewne będzie miała szansę wypowiedzieć się na ten temat, jak to się stało już odnośnie szkieletów z Eulau, Lichtenstein-Hohle, Krasnojarsk itd.
B. Młodsze gałęzie R1a1a (od około 3100 lat przed Chr.) Nazwy gałęzi są tylko orientacyjne, ustalone arbitralnie. Gałęzie, które otrzymały orientacyjną nazwę „europejskie” (sześć), wydzielają się wyraziście, a „eurazyjskie” (drugie sześć) – wydzielające się mniej wyraziście. Pięć z nich, a właściwie sześć (dzieląc R1a1a7 na dwie gałęzie) oddzieliło sie od osi R1a1a około 3100 lat przed Chr.
4. Gałąź północno-zachodnia, tzw. dziesiętniki (z DYS388=10) – głównie na Wyspach Brytyjskich i w Norwegii. Wspólny przodek ich linii starszej żył około 925 lat przed Chr., a linii młodszej – 575 po Chr. Wspólny przodek ich obydwu linii żył około 1700 lat przed Chr., natomiast wydzielenie się mutacji DYS388=10 z populacji R1a1a nastąpiło 3100 lat przed Chr.
5. Gałąź starsza skandynawska, obecna w krajach skandynawskich, Anglii i Szkocji, ale jej starsza linia zahacza o Europę środkową. Grupę cechują niektóre markery: DYS19=15, DYS3891=14, DYS447=23 i YCAII=19-21, gdy w pozostałych regionach dominują wartości: 16, 13, 24 i 19-23. Wspólny jej przodek żył około 2100 lat przed Chr.. Do niej wpisano populację z Eulau nad Solawą (zob. mapa gałęzi starszej skandynawskiej I.R), datowaną izotopowo na rok około 2600 lat przed Chr., nosicieli kultury ceramiki sznurowej.
6. Gałąź zachodnioeurazyjska, rozproszona niemal po całej Europie. Jej MRCA można datować na 750 lat przed Chr.
7. Gałąź „Trawickiego”, skoncentrowana jest wyraźnie nad Dolną Wisłą.

8. Gałąź zachodniosłowiańska R1a1a7-M458, wyróżniająca się – podobnie jak środkowoeuropejska – mutacją M-458, rozmieszczona jest głównie w Polsce, Czechach, Słowacji i na Rusi Zakarpackiej. Powstała zapewne nieco na północ od Karpat. Stanowią ją populacje głównie w dorzeczach Wisły, Odry i Łaby (Polska, Czechy i Słowacja). Miała ona swojego wspólnego przodka w latach około 575 przed Chr. Jest bratnią lub ojcowską gałęzią w stosunku do środkowoeuropejskiej, która swojego wspólnego przodka, MRCA, miała około 500 lat przed Chr., a więc trzy pokolenia później. Ale wspólny przodek ich obydwu gałęzi żył około 1900 lat przed Chr. (zapewne w rejonie między Dunajem a Karpatami) i z tego czasu pochodzi mutacja M458, definiująca całą haplogrupę R1a1a7. Obydwie gałęzie dość długo żyły w pewnej od siebie separacji, skoro środkowoeuropejska gałąź migrowała na wschód i północ raczej sama.
9. Gałąź środkowoeuropejska R1a1a7-M458, obecna w krajach Europy środkowej, głównie w trójkącie od Czech do ukraińskiego Zakarpacia i Basenu Dunaju (także Małopolski i śląska, a nawet Wielkopolski, kraju Polan); jest liczna – ponad 20 milionów mężczyzn w Europie. Wyłoniła się prawdopodobnie na południe od Karpat, zapewne w Basenie Dunaju. Wyróżniają ją rzadkie markery DYS464e-f-g, a zwłaszcza mutacja M-458, wspólna z gałęzią zachodniosłowiańską. Jej wspólny przodek żył około roku 500 przed Chr. W dunajsko-karpackiej ojczyźnie tej gałęzi mógł się zrodzić jakiś „kult” cesarza Karola niemieckiego i stąd upowszechnić się ogólnosłowiańskie słowo „król”. W dunajsko-karpackiej ojczyźnie mogła być też praojczyzna Polan polskich i naddnieprzańskich (zob. u Nestora). Interesujące jest i to, że ekspansja części tej populacji (zwł. z DYS464e-f-g), zapewne w połowie I tysiąclecia n.e., szła – jak wskazuje drzewo genealogiczne – w kierunku z zachodu na wschód, na Ruską Równinę i ku Morzu Białemu, więc w przeciwnym kierunku niż inne, znane w tradycyjnej literaturze naukowej, migracje w czasie wędrówek ludów – ze wschodu na zachód (s.1026).
(Tak więc ten jak i inne fakty nie potwierdzają tezy skrajnych allochtonistów polskich o nieobecności Słowian na naszych ziemiach przed połową pierwszego tysiąclecia naszej ery i o jedynym tylko kierunku ich ekspansji: znad Dniepru ku Wiśle i Odrze!).
UWAGA 1. Gałęzie zachodniosłowiańska i środkowoeuropejska, których wspólny przodek żył około 1900 lat przed Chr., są spokrewnione z gałęzią centralnoeurazyjską (CEA), ale miały gorsze niż ona warunki do rozwoju i dlatego ich populacja po przejściu przez demograficzną „szyjkę butelki” rozwinęła się dopiero w połowie pierwszego tysiąclecia przed Chr. Autorzy uważają bowiem, że haplogrupa R1a1a7 powstała w okresie znacznego przerzedzenia się (ale nie zaniku!) wcześniejszego osadnictwa haplogrupy R1a1a w rejonie środkowej Europy. Ten kryzys demograficzny R1a1a trwał od około 2500 do około 1000 r. przed Chr. Był on związany zapewne z naddunajską ekspansją populacji celtyckiej haplogrupy R1b1b2 około 2500 lat przed Chr.
UWAGA 2. Na ojczystym terenie gałęzi środkowoeuropejskiej i zachodniosłowiańskiej, a właściwie zapewne już wśród ich dalekich przodków, dokonywało się formowanie języka i etnosu prasłowiańskiego, a zarazem różnicowanie się języków indoeuropejskich. (Klosow jednak przypuszcza (Wiestnik t.3, nr 1, styczeń 2010, s. 2-56), że kentumowa odmiana języków i.e. powstała po spotkaniu się w Europie pierwotnie turkojęzycznej haplogrupy R1b1b2 ze słowiańską R1a1a około 2500 roku przed Chr. – teza z wielu względów nie do przyjęcia!). Ostatecznie ludności R1a1a7 środkowoeuropejskiej i zachodnio-słowiańskiej należy przypisać już skrystalizowany język prasłowiański, wydzielony w ramach satemowej odmiany języków indoeuropejskich, rozwiniętej w populacji centralnoeurazyjskiej (CEA) i jej przodków.
C. Haplogrupa R1a1a od około 2800 lat przed Chr.
10.11.12. Trzy gałęzie centralnoeurazyjskie.
To trzy duże populacje, upowszechnione od Wysp Brytyjskich poprzez Europę środkową i zachodni rejon Ruskiej Równiny do Indii (zob. mapa Rożanskiego, gałęzie rozróżnione kolorami). Wspólnych przodków tych trzech podgałęzi datuje się na około 1875 (żółty), 1700 (niebieski) i 1575 lat przed Chr. (czerwony kolor), zarówno w Europie, jak i w Azji środkowej i na Półwyspie Indyjskim. Ekspansja tych populacji prawdopodobnie zasilała w pierwszym tysiącleciu p.n.e. inne, zwłaszcza środkowoeuropejskie populacje, które wcześniej przeżywały demograficzną „szyjkę butelki”.
Po około 2800 r. przed Chr. dokonało się przybycie pierwszych populacji CEA z naddunajskiej Europy na Ruską Równinę (i dalej, na teren całej „postsowieckiej” Rosji). Haplotypy modalne trzech gałęzi centralnoeurazyjskiej, jak i ich MRCA, są prawie identyczne. Wschodnim ich populacjom R1a1a można przypisać m.in. wielkie wschodnioeuropejskie kultury archeologiczne (horyzont) Jamna, Poltavka, grobów zrębowych i wielką kulturę Andronowo ze słynnym „grodem” Arkaim (1800 lat przed Chr). Przedłużeniem ich ekspansji była migracja Ariów ku Azji Centralnej, Iranowi i Indiom. Zapewne z rejonu nadwołżańskiej i nadkaspijskiej Rosji dokonała się ekspansja R1a1a ku Kirgizji i Skandynawii (młodsza gałąź z około połowy pierwszego tysiąclecia naszej ery).
Gałęzi centralnoeurazyjskiej (CEA) na pewno przysługuje nazwa „Satemowcy”, czyli lud języka indoeuropejskiego odmiany satem (od satem ‚sto’ w językach słowiańskich i indoirańskich; w odróżnieniu od centum ‚sto’ w językach zachodnioeuropejskich).
13. Gałąź północnoeurazyjska, młoda, rozpowszechniona zwłaszcza na północny-wschód od Polski: Białoruś, Ukraina i Rosja. Jej MRCA datowany jest na około 425 lat n.e.
14. Gałąź zachodniokarpacka, niewielka i bardzo rozproszona. Jej MRCA żył około 150 lat przed Chr., a wspólny jej przodek z gałęzią środkowoeuropejską żył około 2700 lat przed Chr.
15. Młodsza skandynawska datowana jest na 100 lat po Chr. Jej przybycie do Skandynawii z Ruskiej Równiny (zza Donu stepów nadkaspijskich, czyli „z Azji” – jak głoszą skandynawskie eposy) trzeba datować na czas wędrówek ludów około połowy pierwszego tysiąclecia n.e. Natomiast wspólny przodek pochodzącego od niej „klanu Donaldów” na Wyspach Bryt. – 1175 (lub 1225) lat po Chr.
Wspólni przodkowie tych linii datowani są na czas około 2700-2200 przed Chr., a więc analogicznie do większości europejskich gałęzi. Zob. Migracja z południowej Syberii i Azji środkowej do północnej Europy z punktu widzenia genealogii Y-DNA
16. Gałąź północnokarpacka, rozpoznana głównie na terenie Polski. Jej MRCA datowany jest na 800 lat przed Chr.
17. Gałąź bałto-karpacka, mało wyraziście oddzielona i skoncentrowana. Jej MRCA żył około 625 lat przed Chr. Zaś jej przodek wspólny z gałęzią zachodniosłowiańską żył 2900 lat przed Chr.
D. Haplogrupa R1a1a – dwie gałęzie niepowiązane.
18. Gałąź kirgiska. Wspólny przodek gałęzi kirgiskiej żył około 800-1000 lat przed Chr.
19. Gałąź żydów aszkenazyjskich, rozpowszechniona zwłaszcza w pasie między wschodnim Bałtykiem a północno-zachodnim brzegiem Morza Czarnego. Ta populacja, datująca swojego przodka na 900 rok n.e., miała wspólnego przodka (ale wówczas jeszcze nieżydowskiego) ze środkowoeuropejską gałęzią około 4100 lat przed Chr., a z zachodniosłowiańską – z około 4250 lat przed Chr.
(Uwaga. Powyższe 1q9 gałęzi wymagają pewnych korekt). Inne badania europejskiej i polskiej części haplogrupy R1a1a i R1a1a7
1) Gwozdz i Mayka.
Z wynikami pracy A. Klosowa w dużym stopniu harmonizują badania amerykańskich genealogów polskiego pochodzenia, Piotra Gwoździa (Peter Gwozdz) i Wawrzyńca Majki (Lawrence Mayka).
L. Mayka prowadzi program FTDNA Polish Project . Rejestruje tam się wyniki analiz przeprowadzonych w pracowniach FamilyTreeDNA dotyczących materiałów z DNA, dostarczonych przez Polaków ; internetowa strona przedstawia rezultaty badań i identyfikacje haplogrup Polaków (aktualnie, w lutym 2010 – 1202 osób), a w haplogrupie R1a1a – podział na klastry, w zależności od haplotypów STR.
Dokładnym rozpracowaniem polskich haplotypów z haplogrup R1a1a i R1a1a7 zajmuje się P. Gwozdz.
Na swojej internetowej stronie Polish clades prowadzi analizę haplotypów, grupuje, oblicza czas populacji i ich migracji. W opublikowanej w JOGG Journal of Gnetic Genealog 5/2 2009 jego pracy i pojawia się więcej informacji na temat metody pracy i jej rezultatów (część II). Czas wspólnego przodka haplotypu P (u Klosowa: gałąź zachodniosłowiańska) z haplogrupy R1a1a7 Gwozdz datuje ogólnie na pierwsze tysiąclecie przed Chr. Ekspansje tej populacji z ziem polskich datuje na lata 400-500 po Chr. W innym miejscu pierwszego przodka tego haplotypu datuje na 400 lat po Chr. Słowiański haplotyp K, odpowiadający haplogrupie R1a1a, łączy nieśmiało z „kulturą” kurhanów (4000 lat przed Chr.), ale dopuszcza i wcześniejsze tysiąclecia, jak to zakładał Underhill.
Publikacja Underhill et al. (publikacja 4.11.2009), znacznie zmieniła dane wcześniejszych autorów, wskazały na Polskę jako na praojczyznę Słowian i miejsce powstanie polskiej mutacji R-M458 dla słowiańskiej populacji Europy.
UDZIAŁ SŁOWIAN w TWORZENIU STAROŻYTNYCH KULTUR
Populacje haplogrupy R1a z jej podgrupami są wraz z populacjami haplogrupy R1b głównymi twórcami nie tylko języków z rodziny indoeuropejskiej, ale także wielkiego dziedzictwa kultur duchowych i materialnych świata starożytnego i nowożytnego, zwłaszcza Europy.
Ubogi i prymitywny materiał ceramiczny tzw. kultury praskiej, korczakowskiej i podobnych, przypisywany przez archeologów wzorem G. Kossiny Słowianom VI w. n.e. i następnych, już teraz, w świetle wiedzy o haplogrupach R1a1a i R1a1a7, już nie niepokoi. Ta kulturowa prostota mogła być wytworem tylko niektórych, do V w. zapewne jakoś odseparowanych, niewielkich populacji słowiańskich, poruszonych ówczesnymi migracjami i zmianami demograficznymi; nie może ona więc świadczyć o prymitywizmie całej olbrzymiej populacji słowiańskiej wcześniej i w połowie pierwszego tysiąclecia po Chrystusie, obecnej przecież w mniejszym lub większościowym procencie na terytorium od Pirenejów, Islandii, wybrzeży Norwegii (Wikingowie) i Bałkanów – po Ural i daleko dalej na wschód, twórców wielu wielkich, znanych i wyrafinowanych kultur.
Ci właśnie, żyjący na terenach Europy środkowej i Południowo-Wschodniej Prasłowianie R1a1a i R1a1a7 (oraz populacje z nich wydzielone) byli na tych ziemiach twórcami lub współtwórcami wielu kultur archeologicznych, jak to ukazują mapy na portalu Eupedii.
Uwzględniwszy dotychczasowe dane antropologii, archeologii i językoznawstwa historycznego, wielu może odczuwać ogromne zaskoczenie dostarczonymi przez genealogię genetyczną, zwłaszcza geno-geografię danymi i powyższymi wnioskami. Ale trzeba też zachować ostrożność, przynajmniej do czasu przebadania ludzkiego materiału archeologicznego oraz udoskonalenia metod datowania, które nadal doprowadzają do wielu rozbieżności pozostawiają wiele niepewności chronologicznych.
W każdym razie teraz od wielu archeologów, zwłaszcza skrajnych słowiańskich allochtonistów, powyższe fakty będą wymagały wiele przysłowiowej wielkoduszności i przyznania się do pomyłek, zrozumiałych przecież z powodu dotychczasowej niewystarczalności narzędzi do ustalania etnicznego i czasowego znakowania kultur.

W nowym i korzystnym dla nas świetle staje także wyjątkowa zwartość i liczebność etniczna oraz tożsamość słowiańska Polaków, obecnych od wielu tysięcy lat na tej ziemi (Underhill ustalił nawet blisko 12 tysięcy lat), choć może z okresami znacznego regresu demograficznego, tzw. pustki osadniczej. Widać to szczególnie na tle sąsiednich krajów, zwłaszcza Niemiec (gdzie Germanów z normańskiej haplogruopy I-1 – nieco ponad 40%, ze zgermanizowanej części celtyckiej hg R1b 40%, a ze słowiańskiej R1a1a i R1a1a7 – 20%) oraz mieszkańców Czech i Słowacji (gdzie oprócz Słowian żyje dość liczna grupa celtycko-germańska z R1b odpowiednio Czechy 28% i Słowacja 17% oraz hg południowoeuropejska I-2, po 18%). I zadziwia nadto, zwłaszcza wobec genetycznej różnorodności w haplogrupie zachodnioeuropejskiej, genetyczna jednolitość całej haplogrupy słowiańskiej R1a1a, w której dotąd nie doszło do żadnej dalszej mutacji i wydzielenia się osobnej podgrupy genowej; na kontynencie europejskim (Polacy, Słowacy, Macedończycy, Ukraińcy, Rosjanie…) różnimy się tylko osobniczymi allelami w STR.
Szkoda tylko, że ci Słowianie, choć tak liczni, nie utworzyli wcześniej, już w starożytności, jednej zwartej grupy politycznej i własnego wielkiego i trwałego państwa. Teraz trzeba ich identyfikować nie tylko z późniejszymi Sklawinami, Antami i Wenedami (odVI w. po Chr.), ale i pod wieloma innymi, wcześniejszymi nazwami ludów starożytnej Europy, może łącznie z niektórymi „Sarmatami” (od III w. przed Chr. po późne średniowiecze), niektórymi „Scytami” (znanymi co najmniej od VII w. przed Chr.), Aorsami, Neurami, Budynami, Melanchlajnami, a zwłaszcza Ariami (ok. 1500 lat przed p.n.e.). Trzeba ich więc widzieć, i to już w starożytności, na Bałkanach i nad Dunajem, na rozległym terenie od Bałtyku po Morze Czarne, od ziem Rusi po Morze Aralskie, a nawet od Uralu po ziemie północnych Indii, Pakistanu i Iranu – wszędzie tworzących niekiedy prymitywne, ale niekiedy i bardzo rozwinięte i wyrafinowane kultury archeologiczne (zob. wyżej i na mapach Eupedii:
http://www.eupedia.com/europe/neolithic_europe_map.shtml) oraz systemy protopaństwowe.
Dzisiejsza przestrzenność i niemal jednolitość języków słowiańskich, nakładająca się na przestrzenność haplogrup R1a, każe nam zakładać podobną przestrzenność wcześniejszego, niezróżnicowanego jeszcze języka prasłowiańskiego. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że język jest głównym czynnikiem różnicującym ludzi i wytwarzającym świadomość odrębności etnicznej, ta wielka jednolitość i przestrzenność prajęzyka była zarazem hamulcem procesów politycznych. To tłumaczy trudności w identyfikacji i niewielką obecność Słowian w tekstach starożytnych historyków i geografów. Brak wyraźnego czynnika zagrożeń i między etnicznej rywalizacji nie wpływał na przyspieszenie integracji społecznej i mobilizacji gospodarczej. Dopiero w bliższym zetknięciu się z południowo i zachodnioeuropejskimi, zorganizowanymi społecznościami i państwami Słowianie uświadamiają sobie swoją odrębność, a nawet nadają sobie nazwę etniczną: Słowianie, jako ci mówiący zrozumiałymi słowami, w przeciwieństwie do „niemówiących” (psł. „niem”) lub mówiących niezrozumiałą mową, czyli Niemcami. Nazwą tą określano początkowo zapewne prawie wszystkich Nie-Słowian.”

.

Za:  http://upadeknarodu.cba.pl/etnogen-slowian.html

.
– – –

Ponadto podesłał mi Mezamir jeden z komentarzy na pewnym portalu:

„Dagome i inni apologeci hatatowcow/ss manow/banksterow i innych kossin,
takze wy archeologowie z Krakowa, oplacani z niemieckich i jewropejskich grantow – czytac co linkuje, kulic ogony i milczec, bo nic po za klamstwem nigdy nie mieliscie i nie macie i nie bedziecie mieli do powiedzenia.
Na szczescie, jak smierdzacy bak, przemijacie z wiatrem dziejow wy i wasza obzydliwa ideologia. Juz sie z was wszyscy smieja i juz niedlugo beda was, jak smierdzace skunksy z daleka wytykac palcami. Oby Slowianie nie potraktowali was kijem, lub co gorsza, jak wasi nazistowscy mocodawcy – gazem-strachem paralizujacym! Nie ma w NAS poprawnosci politycznej, ale za to budzi sie sluszny gniew po 2000 lat klamstwa, ludobojstwa i oszustwa!
I jak by bylo malo, to zaraz zamieszcze cytaty (link ponizej) z forum historykow z http://www.archeowiesci.pl, gdzie w przeciagu kilku lat od 2008, poznanscy i warszawscy archeologowie, historyct, antropologowie itd, sami profesjonalisci, zmielili na pyl i wdeptali w bloto wasze zaklamane faszystowsko-zydowskie klamstwa. Sami tego chcieliscie, tylko sie nie przerazac i obrazac! Jest tam tego okolo 750 postow i nie ma to tamto!
Od pokolen, cale zycie siedzicie w mentalnym szambie, wiec juz najwyzszy czas wrzocic do waszego wychodka granat, zeby was troche rozerwac, przy okazji zamykajac drzwi od wychodka, zeby nic sie z was nie ulalo!
KONIEC POBLAZANIA ZDRAJCOM POLSKI I SLOWIANSZCZYZNY!
SLAWA! SLAWA! SLAWA!”

.

Przytaczam też treść artykułu (z roku 2008):

.

Od kiedy Słowianie żyją nad Wisłą i Odrą?

Wojciech Pastuszka – 12 listopada 2008

Pogląd o przybyciu Słowian na ziemie polskie dopiero w VI wieku (tzw. model allochtonistyczny) jest już tak popularny, że uchodzi niemal za pewnik. Ale nie wszyscy się z nim zgadzają. Najnowsze argumenty przeciwko tej teorii przedstawił w Muzeum Archeologicznym w Poznaniu prof. Janusz Piontek z Instytutu Antropologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w wykładzie „Etnogeneza Słowian: od mitów ku faktom?”

Według allochtonistów praojczyzną Słowian były bagna Prypeci, z których ten nie odgrywający większej roli lud miał zupełnie nagle rozpocząć olśniewającą karierę historyczną i rozprzestrzenić na wielkim obszarze. Archeolodzy posłużyli się w tym przypadku pewnym założeniem demograficznym. Dowodem na brak ciągłości zasiedlenia i przybycie nowego ludu nad dorzecze Odry i Wisły ma być domniemane dwustuletnie wyludnienie na obszarach obecnej Polski między okresem wpływów rzymskich a wczesnym średniowieczem.

– Ci którzy mówią, iż z bagien Prypeci wyszły bardzo liczne grupy słowiańskie, które zasiedliły pół Europy w krótkim czasie – ok. 200 lat, nigdy nie wykazali, że doszło wśród nich do transformacji demograficznej, czyli istotnych przekształceń struktury społeczno-ekonomicznej w trakcie których dochodzi do raptownego spadku wymieralności osobników dorosłych i przedłużania życia osobników w okresie reprodukcyjnym, co przy nie zmienionym systemie płodności dawałoby bardzo wysoką liczbę dzieci w rodzinach i skutkowało wzrostem liczebnym populacji – wyjaśniał prof. Piontek

Profesor wykonał symulację demograficzną, uwzględniając poziom migracji i asymilacji. Następnie zagłębił się w materiale osteologicznym – badając szczątki kostne. Korzystał przy tym z wyników nowych wykopalisk, zwłaszcza badań autostradowych, któe dostarczyły nowych danych z odkrytych cmentarzysk. Dzięki temu badacz uzyskał materiały porównawcze (osteologiczne) zwłaszcza dotyczące okresu wpływów rzymskich z takich stanowisk jak Kowalewko, Rogów, Pruszcz Gdański.

Na tej podstawie oszacował jaka była dynamika rozwoju populacji w okresie wpływów rzymskich i wczesnego średniowiecza. Porównał dane dotyczące kultury wielbarskiej i te dotyczące wczesnego średniowiecza. Wyniki badań okazały się sprzeczne z poglądem allochtonistycznym.

Z ustaleniami antropologa idą w parze wyniki badań dr Roberta Dąbrowskiego, który zebrał bogaty materiał kraniologiczny dotyczący okresu wpływów rzymskich i wczesnego średniowiecza. Stosował metodę odległości Mahalanobisa, jaka uwzględnia poszczególne, indywidualne czaszki, a nie średnią arytmetyczną. Okazało się, że czaszki przedstawicieli kultury wielbarskiej (I w n.e. – V w. n.e.), przeworskiej (III w. p.n.e. – V w. n.e.), czerniachowskiej (III w n.e. – V w. n.e.) są bardzo podobne do czaszek Słowian.

Zdaniem prof. Piontka na podstawie jego badań i badań jego zespołu nie można obronić założenia wedle którego miała nastąpić dyskontynuacja morfologiczna wśród ludności zamieszkującej tereny obecnej Polski między okresem wpływów rzymskich a wczesnym średniowieczem. Podobieństwo jest niezwykle wysokie.

– My, antropolodzy nie twierdzimy, że wyjaśniamy tymi analizami zjawiska polityczne, historyczne, etniczne. Wskazujemy, że założona hipoteza allochtonistyczna zakładająca wyludnienie obszaru dorzecza Odry i Wisły i ponowne zaludnieniu nie jest właściwa – tłumaczył profesor.

– Brak różnic międzygrupowych między populacjami z okresu wpływów rzymskich a Słowian zachodnich w cechach kraniometrycznych i odontologicznych świadczy o podobnej strukturze genetycznej tych grup – zakończył wykład prof. Janusz Piontek.

Na podstawie Nauki w Polsce.

Za: http://archeowiesci.pl/2008/11/12/od-kiedy-slowianie-zyja-nad-wisla-i-odra/

.

***

.

Od siebie dodam – kompletnie nie przejmuję się germanofilskimi teoriamii allochtonicznymi dotyczącymi ziem słowiańskich. Jest w nich dokładnie tyle samo prawdy co w żydłackiej propagandzie, jakoby Słowianie byli dziczą żyjącą w lesie i dopiero żydo-chrześcijaństwo dało im rzekomo cywilizację i uczyniło ich ludźmi.
Odnośnie badań genetycznym mam też pewne opory. Etnogenezę Słowian bada się wyłącznie na podstawie męskiego chromosomu. A przecież do prokreacji i przekazania życia kolejnemu pokoleniu  potrzebna jest i kobieta – matka. A o niej badania milczą. W ten sposób „naukowo” czyni się nas „półsierotami” mającymi ojców, a pozbawionymi matek.

A na koniec dodam, że dla mnie Słowiańszczyzna to przede wszystkim Duch, a nie geny.
.

04_LadaLelaLejla
.
opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Dżuma znad Jordanu

.

Za: http://www.eioba.pl/a/42ku/jesli-szatan-nie-wymyslil-religii-to-znaczy-ze-nie-istnieje#ixzz2PbzppxNR

.

Jeśli szatan nie wymyślił religii to znaczy, że nie istnieje

„Przez osiemnaście wieków płynie rzeka krwi, a na jej brzegach mieszka chrześcijaństwo”.

Ludwig Boerne, niemiecki filozof i pisarz, 1786–1837

 

PRZEZ półtora tysiąclecia chrześcijaństwo kształtowało Europejczyków, pokolenie za pokoleniem, rządzących i rządzonych, kapłanów i ludzi świeckich, nauczycieli i uczniów. Chrześcijaństwo przenikało wszędzie, wszystko determinowało, miało wpływ na życie prywatne, publiczne, na rodzinę, małżeństwo, miłość, kształcenie, gospodarkę, prawodawstwo i państwo. A jednak jeszcze w XX wieku chrześcijańskie narody toczyły największe w dziejach wojny, w których zginęło więcej ludzi niż kiedykolwiek przedtem.

Jak to było możliwe? Jak te narody osiągały dojrzałość? Jak wychowywano owych ludzi? Jak rządzono nimi?

Najlepszej odpowiedzi na te pytania udziela przeszłość Kościoła. Kościół bowiem wpływał dłużej i przemożniej na mieszkańców Europy, dłużej determinował ich losy niż wszelkie królestwa, dynastie, ustroje społeczne, a był to wpływ pod każdym względem wysoce negatywny, tak też oceniany zgodnie — czego nie należałoby lekceważyć — przez myślicieli całkowicie odmiennych od siebie: Goethego, Nietzschego, Marksa, Kierkegaarda, gdy tymczasem historycy, z nielicznymi wyjątkami, nadal go nie dostrzegają, a w najlepszym razie ów wpływ bagatelizują. A przecież właśnie to jest istotne,

Niech wykaże to zaprezentowana tu zwięzła prehistoria dwudziestowiecznego barbarzyństwa: jedynie zarysowana i być może jednostronna, ale w tym tylko, że dalej będzie wciąż mowa o regule, nie zaś o wyjątkach. Naświetlam bowiem wyłącznie decydujące, przesądzające o orientacjach politycznych oddziaływanie miarodajnego chrześcijaństwa reprezentowanego przez Kościół powszechny, a ignoranci, pochlebcy, najrozmaitsi piewcy religijnej idylli zechcą je na pewno poddać w wątpliwość.


 

1. USTAWICZNE PODŻEGANIE DO WOJEN

Dla najdawniejszych chrześcijan służba frontowa była nie do pomyślenia. Nigdzie w ich piśmiennictwie z pierwszych stuleci nie ma zgody na to. Co więcej, wszyscy Ojcowie Kościoła zakazywali zabijania w obronie koniecznej — i oto w 313 roku cesarz Konstantyn obdarzył chrześcijan pełną swobodą praktyk religijnych, po czym — w 314 roku — uchwalono ekskomunikę dla dezerterów. Kto porzucał broń, narażał się na wykluczenie z Kościoła. Przedtem wykluczano tych, którzy broni nie porzucali. Dawnych pacyfistów zastąpili więc kapelani polowi, a zabijanych chrześcijan uchylających się od udziału w wojnie — zabijający chrześcijańscy wojownicy. Sprzyjający armii Kościół wykreślił spiesznie wszystkich żołnierzy-męczenników ze swych kalendarzy i odtąd wspierał władców dopuszczających się masowych mordów, a nawet niebawem sam ich zaczął do takich mordów nakłaniać — i czyni to po dziś dzień.

Papież Stefan II, w worku pokutnym i z głową posypaną popiołem, wyżebrał od króla Franków Pepina wojnę przeciw Longobardom, z którymi Frankowie żyli przedtem w najlepszej zgodzie. Gigantyczne klerykalne fałszerstwo (wyznane po jedenastu wiekach) oraz dwie krwawe kampanie doprowadzają do założenia Państwa Kościelnego, które było uznawane i powiększane przez kolejnych władców frankijskich i saskich.

Ale i papieże zaczęli niezadługo pokazywać się w hełmach, zbrojach, z mieczami. Mieli własne wojska lądowe, marynarkę wojenną, fabrykę broni. Walczyli o każde hrabstwo, każdy zamek, każdą twierdzę. Zagrabiali całe księstwa. Wszędzie werbowali żołdaków i dokonywali rzezi na własnych ziomkach.

.

.

Chrześcijanie od wieków trudnili się rzemiosłem wojennym, „naśladując Jezusa, strzelającego z karabinu maszynowego”.

.

Leon IX zignorował w 1053 roku uchwały pokojowe z Cluny, zignorował wydany przez siebie zakaz służby wojskowej duchownych, zignorował obiecaną mu przez chrześcijańskich Normanów przysięgę na wierność oraz wasalne uzależnienie i rozpoczął wojnę przeciw nim. Kluniacki teolog Hildebrand — jako Grzegorz VII (jego ulubiona dewiza: „Niech będzie przeklęty ten, kto nie chce miecza umaczać we krwi!”) — wezwał cały świat do stworzenia armii, którą chciał poprowadzić w roli „wodza i biskupa”. Grzegorz IX zwrócił się zbrojnie przeciwko powracającemu jako zwycięzca z krucjaty cesarzowi Fryderykowi II. Urban VI, który między innymi rękoma byłego pirata mianowanego generałem zakonu joannitów — nakazał zamordowanie po straszliwych torturach biskupa Akwilei oraz egzekucję pięciu kardynałów, wziął ze swymi żołdakami udział w sycylijskiej wojnie sukcesyjnej. Pius V i Sykstus V stoczyli wielkie bitwy morskie: pierwszy pod Lepanto przeciw Turkom, drugi na kanale La Manche przeciwko Anglikom.

Juliusz II (jego dewiza; „Jeśli nie pomogą klucze Piotrowe, to niechaj pomoże jego miecz!”) prowadził wojny niemalże w każdym roku swojego pontyfikatu, i to tak skutecznie, że cesarz Maksymilian rozważał, czy nie zostać papieżem. Paweł IV wyznał w połowie XVI wieku, że ma ręce „po łokieć unurzane we krwi”, był jednak takim moralistą, iż kazał zamalować „nieprzyzwoite” fragmenty Sądu ostatecznego Michała Anioła.

Jeszcze nieco ponad sto lat temu (w wieku XIX) Pius IX werbował żołnierzy. I jeszcze w latach czterdziestych, dwudziestego wieku, mogliby papieże powtórzyć słowa Pawła IV, mając więcej podstaw po temu — chociaż i oni bardzo dbali o moralność; na przykład Pius XII, który w wystosowanym pod koniec 1939 roku liście do hierarchii kościelnej USA dopatrzył się przyczyny „dzisiejszych nieszczęść” bynajmniej nie w faszyzmie, który właśnie pogrążył świat w największej wojnie w dziejach ludzkości, lecz między innymi w krótkich spódnicach pań. Nie jest to kuriozalny epizod historii Kościoła, raczej fakt świadczący o istniejącej również dzisiaj moralności — jeśli nie brać pod uwagę owych stuleci, w których niejeden klasztor żeński był częściej odwiedzany niż burdele, a wszyscy duchowni — od szczytów hierarchii po wiejskiego proboszcza — mieli konkubiny.

Co zaś czynili papieże, to powtarzali biskupi, opaci. Byli oni synami, braćmi, kuzynami świeckich przedstawicieli szlachty, nie mniej pazernymi i żądnymi władzy niż ta ostatnia, zapewne też równie znienawidzonymi, o czym świadczą częste w średniowieczu morderstwa spotykające biskupów i opatów, wojny przeciw klechom i polowania na nich, a także niezliczone dokumenty literackie.

.

.

Błogosławienie żołnierzy bombowca, przed misją, mającą na celu zamordowanie jak najwięcej ludzi, przy pomocy wielotonowych bomb.

.

W dawnym państwie niemieckim duchowni bywali ministrami, podskarbimi, dowódcami królewskich wojsk. Za czasów cesarza Ottona II Kościół wystawił dwukrotnie więcej rycerzy niż wszyscy książęta świeccy. I na Północy, i na Południu kardynałowie i biskupi dowodzili całymi armiami. Niektórzy wyżsi duchowni dokonywali własnoręcznie krwawej zemsty. Nie było też takiej diecezji, w której choćby jeden z biskupów nie toczyłby długoletniej wojny lokalnej. Często nie oszczędzali ani kobiet, ani dziewcząt, zabijali starców i dzieci, czasami nawet ręka w rękę z „kacerzami” (heretykami), jak w wypadku arcybiskupa Kolonii Dietricha von Moers. Wykłuwali wrogom oczy, tak jak to uczynił w 1368 roku opat klasztoru w Reichenau z każdym obywatelem Konstancji, który wpadł mu w ręce. Posyłali na tamten świat wszystkich jeńców, jak tego w 1379 roku dopuścił się biskup Osnabrück Dietrich. Zmuszali powstańców do błagania na klęczkach o litość, a potem jednak kazali ich masowo zabijać, tak jak to uczynił w roku 1415 biskup Liège, Johann von Wittelsbach. „Z kleszym stanem bywało tak, iż gdy słyszano o czymś złym czy o jakiejś wojnie i pytano, kto by owo sprawił, to pokazywało się, że biskup, klecha”.

Biskupi sprzymierzali się z królami przeciw książętom, walczyli u boku książąt przeciw królom, u boku papieża przeciwko cesarzowi, u boku cesarza przeciw papieżowi, po stronie jednego papieża przeciwko innemu (aż sto siedemdziesiąt jeden lat !), po stronie duchownych duszpasterzy przeciw duchownym z zakonów, ale i przeciw innym duszpasterzom — biskup Dietrich z Osnabrück przeciw biskupowi Gerardowi z Minden; biskup Eryk z Osnabrück przeciw biskupowi Henrykowi z Münster itd. — na polu bitwy, na ulicy, we wnętrzu świątyni, sztyletem, trucizną, na wszelkie sposoby…

Przez całe wieki kler propagował też świętą wojnę, do której Urban II jeszcze w roku 1095 — właściwie rzecz oceniając — nakłaniał zbójców. Papież zapewniał odpuszczenie grzechów, obfity łup, krainę mlekiem i miodem płynącą i krzyczał: „To nakazuje Chrystus!”

I wyruszyli z krzyżami na odzieniu i na sztandarach. Już nad Renem i nad Dunajem wymordowali tysiące Żydów. Potem dopuszczali się gwałtów i mordów na chrześcijańskich Węgrach. Podczas zwycięskiego ataku na Jerozolimę, latem 1099 roku w piątek, w godzinie ukrzyżowania, o czym donoszą urzeczeni tym kronikarze — zmasakrowali blisko siedemdziesiąt tysięcy Saracenów… Zabijali, bo, jak pisze arcybiskup Wilhelm z Tyru, postanowili grabić zawsze i wszędzie, „każdego mieszkańca miasta”. Ociekali krwią i u wejścia do każdego „oczyszczonego” domu wieszali, na znak przejęcia na własność, swoje tarcze — jest to jedno z najstarszych świadectw używania tarcz herbowych jako dowodów tożsamości. W świątyni urządzili taką jatkę, że — jak pisze ksiądz Rajmund z Agiles — „za sprawą cudownego, sprawiedliwego zrządzenia bożego aż po kolana, a nawet aż po końskie siodła, nurzali się we krwi”. A następnie, co odnotował autor Gesta Francorum, świadek naoczny, „szczęśliwi, z radości roniąc łzy, poszli nasi oddać cześć grobowi Zbawiciela”.

Żaden artysta kabaretowy nie potrafiłby lepiej sparodiować tego chrześcijaństwa.

Tabula rasa! Wojna totalna. Ich ideał od średniowiecza po faszystowskie krucjaty w Abisynii, Hiszpanii, Chorwacji, Rosji. Aż po masowe mordowanie w Wietnamie z udziałem kardynała Spellmana. Aż po moralno-teologiczne placet cieszącego się zaufaniem Pacellego (papieża — Piusa XII) — niemieckiego jezuity Gundlacha dla masowej zagłady poprzez wojnę atomową. Aż po „odwagę” jezuity Hirschmanna „przyzwolenia na ofiarę zbrojeń atomowych w obecnej sytuacji, mimo perspektywy utraty życia przez miliony ludzi”, co — według niego — jest bliskie „postawy świętego Franciszka” oraz „ducha teologii krzyża”. Aż po książkę Die sittliche Ordnung der Völkergemeinschaft (Ład moralny społeczności międzynarodowej), w której spora grupa teologów katolickich pochwala „stworzenie zapasu broni jądrowej” i bagatelizuje masową śmierć niewinnych ofiar jako dopuszczalne „działanie uboczne”, co — według nuncjusza apostolskiego, arcybiskupa Muencha, który okazywał już swą sympatię hitlerowcom, „stanowi odpowiedź zgodną z zaleceniami ojca świętego”.

„Wyznawca nihilizmu i wyznawca chrystianizmu — te określenia się rymują, ale ich obu łączy więcej […]”.

Krucjaty stały się wkrótce dla świata katolickiego jedną wielką klęską. Całe armie znikały niemalże bez śladu, zniknęło nawet pięćdziesiąt tysięcy dzieci; potem już tylko Hitler i Chomeini posyłał dzieci na wojnę. Umocnił się natomiast islam i to był najtrwalszy efekt wypraw krzyżowych. Muzułmanie bywali zresztą nierzadko skorzy do rokowań i kompromisów. Po odzyskaniu przez nich w roku 1187 Jerozolimy nawet chrześcijańscy kronikarze przyznawali, że sułtan Saladyn okazał się wspaniałomyślny, ludzki. Islamska obyczajność zrobiła zresztą niebawem pozytywniejsze wrażenie na wielu krzyżowcach niż obyczaje ich własnych dowódców.

Ale papieże nie ustawali w nakłanianiu do nowych krucjat. Była to myśl przewodnia całej ich polityki zewnętrznej, nie „tylko” w XII i XIII wieku, lecz aż po schyłek średniowiecza. Eugeniusz III, Innocenty III, Grzegorz IX, Klemens VI, Urban V, Klemens VII — który podczas wyprawy krzyżowej do Tunisu już wypróbował proch strzelecki, co stanowi jeden z najwcześniejszych wypadków użycia go w dziejach świata — oraz Benedykt XIII, Bonifacy IX i Eugeniusz IV niezmordowanie propagowali świętą wojnę, w której — jak wiadomo — coraz bardziej liczyły się aspekty polityczne, militarne, gospodarcze; „wyższe stadium piractwa — mówi Nietzsche — i nic więcej”! Jeszcze pod koniec XV wieku Pius II żądał od wszystkich europejskich monarchów powszechnej krucjaty. A przekonanie Piusa, iż „państwa trwają dzięki broni, nie dzięki prawom”, podzielała bez wątpienia większość papieży, którzy przecież zawsze pozwalali na to, żeby wierni wykrwawiali się właśnie dla dobra państw, choćby istniały tam okrutne, zbrodnicze reżimy. Podczas gdy wierni giną jako ofiary coraz straszliwszych rzezi, papieże pozostają przy życiu. To nazywa się dziejami zbawienia!

Ach, „jakież to wspaniałe przykłady niezłomnej wierności wobec monarchów, które nie mogły nie wyniknąć z przestrzegania świętych zasad religii chrześcijańskiej”. Tak zachwyca się Grzegorz XVI, właśnie ten, który — wyraziwszy to, co ojcom świętym leży na sercach od 1789 roku — gani wolność sumienia jako „szaleństwo”, jako „zaraźliwy błąd”, który zjadliwie wypowiada się przeciw wolności handlu książkami, „zasługującej na ciągłe potępianie i odrazę”, który jeszcze w wydanym w 1836 roku Indeksie ksiąg zakazanych uzależnia czytanie Biblii w językach narodowych od zgody rzymskiej inkwizycji. To rozporządzenie odwołał definitywnie dopiero Leon XIII w 1897 roku.

„Duchowieństwo — pisze Schiller (dla chrześcijaństwa, tego „szaleństwa, które skorumpowało świat”, mający równie mało estymy, jak Goethe, któremu „nauki Chrystusowe” nie wydawały się „nigdzie bardziej poniewierane niż w Kościele chrześcijańskim”, któremu protestantyzm jawił się jako „stek bredni”, a katolicyzm przypominał teatr, karnawał, „hokus-pokus”) — było od niepamiętnych czasów podporą władzy królewskiej i musiało nią być. Złote czasy duchowieństwa i królów przypadały zawsze na czas zniewolenia umysłów — i duchowni, i monarchowie zbierali żniwo głupoty i nonsensu”.

.

 

2. MORDOWANIE INACZEJ MYŚLĄCYCH

.

.

Strach przed czarownicami doprowadził do stracenia wielu tysięcy niewinnych ludzi.

Przed Stalinem i Hitlerem nikt w Europie nie gardził tak bezwstydnie ludzkim życiem, nie pomiatał nim tak, jak czynił to chrześcijański Kościół, powołując się wręcz, co jest szczytem cynicznej przewrotności, na „wolę bożą”.

Świadczy o tym także rozprawienie się z pogaństwem. Początkowo odnoszono się wprawdzie do pogan, jako do znikomej mniejszości, z wyraźną rezerwą, czasem tylko polemizowano z nimi, a co więcej: z anielską słodyczą w głosie opowiadano się za wolnością religijną. Ale poczucie większej siły każe — na przełomie II i III wieku — działać bardziej stanowczo, atakować całą mocą własnych słów. Deprecjonuje się, choć bynajmniej nie jednomyślnie, tradycyjną kulturę, filozofię, z której czerpie się korzyść, jeszcze gwałtowniej atakuje się widowiska i oczywiście najokrutniej szydzi się z pogańskiej religii, z kultu dla kosmosu, z deifikacji wody, ognia, gleby, nie mówiąc o uznawaniu zwierząt za święte.

I ledwo się przełom dokonał — komentuje to teolog von Campenhausen — „dawna kościelna ideologia męczeństwa i prześladowania zniknęła bez śladu, przemieniając się prawie że we własne przeciwieństwo”. Już za czasów pierwszego chrześcijańskiego cesarza proklamowana w 313 roku koegzystencja i stanowiąca zasadę wolność wyznania, ustępują miejsca uciskowi. Już i Konstantyn zabrania stawiać nowe posągi bóstw, zabrania kultu dla istniejących, radzenia się wyroczni oraz wszelkich nabożeństw pogańskich. Już Konstantyn każe zamykać, ograbiać, demolować, burzyć świątynie, na przykład sanktuarium Eskulapa w Egeis, świątynię Afrodyty na Golgocie, Afakę w Libanie, Heliopolis. Jego syn, arianin Konstancjusz przeciwstawia się jeszcze radykalniej „zabobonowi”, „bezsensowi ofiar”. Jest pierwszym z cesarzy chrześcijańskich, który wyznacza karę śmierci za uprawianie pogańskiego kultu i zarządza konfiskatę mienia skazanych. Dochodzi już wówczas do ataków na świątynie, tortur, terroru sądowniczego. A katolicki cesarz Teodozjusz I zwalcza pogaństwo nie tylko mnóstwem surowych przepisów prawnych, lecz i prowadzoną zaciekle wojną.

Krótko mówiąc, już w IV, a jeszcze wyraźniej w V wieku, Kościół idzie ku triumfowi krzyża po zgliszczach i trupach.

W Aleksandrii, ariański biskup-autokrata Jerzy nakazuje atak na świątynię Mitrasa, obrazoburstwo, plądrowanie sanktuariów. Jego następca, katolicki patriarcha Teofil własnoręcznie niszczy toporem słynny posąg Serapisa i poleca, by w sąsiednim ośrodku handlu, mieście Kanopos, zrównano wszystkie świątynie z ziemią. Jego z kolei bratanek i następca, Ojciec Kościoła święty Cyryl, wielki adorator Maryi, który uciekając się do przekupywania ogromnymi sumami, przeforsowuje dogmat o Bogurodzicy, poleca w 415 roku napad na znaną i czczoną w całym ówczesnym świecie kobietę-filozofa Hypatię, zakończony sprowadzeniem jej do jednego z kościołów, rozebraniem do naga i dosłownie rozerwaniem na strzępy kawałkami szkła. Wyznawców dawnej wiary zwalcza też fanatycznie patriarcha Jan Chryzostom, inny Ojciec Kościoła. W budzących podziw mowach, dzięki którym stanie się patronem kaznodziejów, nie tylko lży pogan, lecz również nakłania do zburzenia wielu fenickich świątyń.

.

.

.

Spalenie dwóch starszych kobiet, należących do ruchu waldensów.

.

Szczególnie w prowincjach wschodnich, gdzie chrześcijanie byli początkowo najliczniejsi, już pod koniec IV wieku niszczono coraz więcej świątyń, a podjudzane tłumy nierzadko masakrowały pogan. Nieomal zawsze działo się to pod przewodem biskupów czy opatów, przy czym najaktywniejsi byli mnisi, „świńskie czarne habity”, jak nazywali ich Grecy, wyglądali bowiem jak ludzie, lecz żyli jak świnie. Atakują oni świątynie — twierdził Libaniusz w napisanej w 389 roku, adresowanej do cesarza rozprawie Pro templis — „obładowani drewnem albo uzbrojeni w kamienie i miecze, czasem nawet bez tego, tylko z siłą rąk i nóg. Potem, tak jakby chodziło o dobro bezpańskie, zrywają dachy, burzą mury, roztrzaskują wizerunki bóstw, rozbijają ołtarze. Kapłanom pozostaje tylko wybór między milczeniem a śmiercią. Po zniszczeniu pierwszej świątyni spieszą ku drugiej i trzeciej, i gromadzą łupy, drwiąc z prawa”.

Jednym z najgorzej osławionych niszczycieli świątyń był Szenute (= syn Boga), przeor „Białego Klasztoru” w Tebaidzie, klasztoru męsko-żeńskiego, mieszczącego w pewnych okresach bez mała dwa tysiące dwustu braci oraz tysiąc osiemset sióstr zakonnych. Jako „wielki opat”, „prorok”, „apostoł” nie cofał się ani przed oszustwem, ani przed własnoręcznym zabijaniem, morderstwami. Na czele wystarczająco wygłodzonych hord wdzierał się do świątyń, rabował, dewastował i wyrzucał „obrazy bożków” do Nilu. Wszystko, co cenne, co nadawało się do spieniężenia, zabierał ze sobą. Zdarzało się — tak było w Achminie — że ograbiał całe miasto, po czym je podpalał, a mieszkańców okrutnie masakrował.

Nie ustawano w wymuszaniu okupów za ocalenie świątyń od podpalenia, w przemienianiu ich w świątynie chrześcijańskie, niszczono unikatowe dzieła sztuki, urządzano szydercze procesje, pogańskich kapłanów spotykała śmierć i wreszcie — w VI wieku — wszyscy poganie zostali uznani za ludzi bez majątku i bez praw, „iżby — jak głosi dekret chrześcijańskiego cesarza — ograbieni z mienia, popadli w nędzę”.

Ale dwudziestowieczny katolicki teolog Jean Daniélou stwierdza: „Kościół zawsze podkreślał swój szacunek dla wartości religijnych świata pogańskiego”.

.

.

Rycina z XIX w., przedstawiająca koszmar inkwizycji, budzącej powszechne przerażenie w XVI w.

.

W rzeczywistości żaden kościelny autorytet nie wystąpił przeciw owej eksterminacji. Przeciwnie: zachęcano do niej, z pozorną dbałością o interes państwa apelowano do władców: „Najświętsi cesarze, zabierajcie, zabierajcie bez skrupułów świątynne ozdoby” — judzi już około roku 347 Ojciec Kościoła Firmicus Maternus. „Niechaj ogień mennicy albo płomień pieca hutniczego roztopi posągi owych bożków, obróćcie wszystkie dary wotywne na swój pożytek i przejmijcie je na własność. Po zniszczeniu świątyń zostaniecie przez Boga wywyższeni”. Ten sycylijski renegat spośród senatorów zaleca chrześcijańskim monarchom „najsurowsze prawa”, stosowanie „ognia i żelaza”, prześladowanie „na wszelkie sposoby”, „iżby nie zachowała się nawet najmniejsza część tego diabelskiego nasienia […], by nie zachował się żaden ślad po owym pogańskim plemieniu”.

I Augustyn był wśród tych doctores Ecclesiae (ojców kościoła),którzy występowali przeciw poganom — przeciwstawiał się „najrozmaitszym monstrualnym bożkom”, „bluźnierczym kultom”, „bałwochwalczemu motłochowi”, mówił o „zarazie” i „zbrodni”. Zapalał się, szydził, wciąż na nowo podsycał furię niszczycieli, w swoim magnum opus pod tytułem O państwie bożym przedstawia politeizm jako przyczynę wszystkich okropności, wszystkich mala, bella, discordiae w dziejach Rzymu, nie cofa się nawet przed świadomym przeinaczaniem, mówiąc o poganach, pozwala sobie wręcz na stosowanie „wszelkich środków” aż po „fałszowanie cytatów” (Andresen).

Owe pogromy przebiegały więc nieporównywalnie bardziej krwawo i okrutniej niż jakiekolwiek wcześniejsze prześladowania chrześcijan. Tabula rasa! Totalna „czystka”, Usunięcie wszystkich elementów szkodzących społeczeństwu. „To, co nie jest zgodnie z prawdą czy z normą obyczajową — poucza jeszcze w 1954 roku papież Pius XII — nie ma prawa istnieć”.

Dlatego też likwidacja pogaństwa temu Kościołowi nie wystarczyła.

Z początku zwracano się przeciw niekatolikom. Zakazywano im nabożeństw, niszczono piśmiennictwo, grabiono kościoły, rabowano mienie i skazywano ich na banicję. Ale już w 385 roku, w Trewirze, katoliccy biskupi polecili po raz pierwszy ściąć innych chrześcijan z powodów wyznaniowych.

Od Augustyna, prekursora łowców kacerzy (heretyków), wiedzie prosta linia ku inkwizycji, ta zaś już w epoce Karolingów zainicjowała tworzenie specjalnych sądów biskupich i stopniowo doprowadziła do prześladowania sekt, z premedytacją rozpętała terror, który w ciągu następnych stuleci pozbawił życia niezliczone masy ludzi i który odnowił się w czasach faszystowskich, kiedy to nawet uczniowie Franciszka z Asyżu stali się ludobójcami, prowodyrami strasznych pogromów, komendantami obozów koncentracyjnych.

.

.

Koło — ulubione narzędzie Inkwizycji, nazywanej przez katolików — świętą.

.

Kulminacją zbrodni inkwizycji było wycinanie języków, duszenie, palenie na stosie, uprawomocnione najpierw — w 1194 roku — w Hiszpanii, a następnie we Włoszech, Niemczech, Francji i wreszcie także w Anglii. W bulli Ad extripanda z 1252 roku papież Innocenty IV przyrównał wszystkich chrześcijan-niekatolików do zbójców i zobowiązał władców do tego, by winnych heretyków zabijano w ciągu pięciu dni. Dominikanie, uczniowie Tomasza z Akwinu, oficjalnego filozofa tego Kościoła, który sam domagał się wykluczenia „ludzi dotkniętych zarazą” ze społeczeństwa, zaczęli tresować psy do polowań na kacerzy i przez pół tysiąclecia przewodzili inkwizycji.

I oto zaczęły się tortury, oblewanie wodą święconą, układanie na specjalnych ławach, sadzanie na huśtawce, na rozżarzonych węglach, zakładanie butów hiszpańskich. Robiono znak krzyża i robiono miazgę z ludzi. Gdy zbierał się trybunał, odwoływał się do Ducha Świętego, po czym zezwalał na wszelkie oszustwa. „Dla dobra sprawy — skomentował zbiór zeznań, przez szesnaście dni coraz okrutniej torturowanego Savonaroli, jeden z jego sędziów — to i owo pominięto, to i owo dodano”. Podobnie fałszowano protokoły zeznań świadków obrony.

Każdy katolik był zobowiązany składaną przez siebie przysięgą do prześladowania heretyków i musiał tę przysięgę powtarzać co dwa lata, rodzice musieli denuncjować dzieci, te zaś swoich rodziców, mężowie denuncjowali żony, a te ostatnie — swoich mężów. Tak rozpoczęły się donosicielstwo, działalność konfidentów, szpiegowanie i zastraszanie, co później bardzo rozwinęły nowoczesne państwa policyjne, tak rozpoczęło się na wielką skalę wymuszanie pozornej uległości i zarazem owo niepowtarzalne, ohydne połączenie strusiej polityki z obłudą, charakterystyczne odtąd dla mentalności narodów chrześcijańskich.

Jakże tolerancyjne były — w porównaniu z nimi — kulty pogańskie! Jakże wspaniałomyślni bywali często sami Rzymianie wobec chrześcijan, którym po dziś dzień zdarza się w groteskowy sposób wyolbrzymiać zaciekłość doznanych prześladowań. Reskrypt Trajana z roku 112, który przesądza o stosunku do chrześcijan przez następnych sto kilkadziesiąt lat, nie zezwala na śledzenie ich ani też na anonimowe donosy. „Albowiem byłby to zły przykład, niegodny naszej epoki”. „Nie chcę — dekretuje później cesarz Hadrian — by dręczono niewinnych, i trzeba uniemożliwić oszczercom bezkarne uprawianie ich haniebnego procederu”.

A tysiąc lat później: jakiż postęp w obyczajowości czasów chrześcijańskich! Przy tropieniu „kacerzy” dopuszczalne jest wszelkie oszustwo. Ludzie są wszędzie podjudzani do polowań na heretyków, otwarcie zaszczepia się okrucieństwo. Dużo płaci się za miejsca w oknach z widokiem na stos, a wiernym, którzy zgromadzą drewno, zapewnia się odpust zupełny. Urządzane są imponujące autodafe, stanowiące okazje do masowego mordowania ludzi — czasem na oczach dwustu tysięcy widzów. Na ostatnią drogę zakłada się skazanym nawet czapki błazeńskie, przytyka im się do ciała rozżarzone obcęgi, niekiedy ucina się im prawą rękę, a potem słychać śpiew, podczas gdy ofiary — zależnie od kierunku wiatru — już to się duszą, już to z wolna się palą: „Chwalimy Cię, wielki Boże”. „Budujący przykład społecznej doskonałości” — tak chwali jeszcze w 1853 roku inkwizycję wydawane przez jezuitów watykańskie czasopismo.

.

.

Zdarzało się, że umierające kobiety zabierano w łóżkach na miejsce egzekucji i tam wrzucano je w ogień.

.

Sam wielki inkwizytor, Torquemada, osobiście posłał w Hiszpanii dziesięć tysięcy dwieście dwadzieścia osób na stos oraz dziewięćdziesiąt siedem tysięcy trzysta siedemdziesiąt jeden osób na galery. I jeszcze w połowie XX wieku chrześcijanie torturują we frankistowskiej Hiszpanii, w Korei, Algierii, Grecji, Wietnamie i w więzieniach Republiki Federalnej Niemiec. W hitlerowskich Niemczech zostaje przywrócona straszliwa kara odpowiedzialności rodzinnej — papież Grzegorz IX ekskomunikował aż do siódmego pokolenia, a papież Urban II nie uważał za morderstwo zabicia osoby ekskomunikowanej, „gwoli przysłużenia się Kościołowi — naszej matce”.

Nie wszystkich heretyków palono. Skruszonym okazywano łaskę. Bito ich w niedziele podczas mszy, raz w miesiącu w każdym domu, gdzie spotykali się z podobnymi sobie, oraz w czasie procesji, na każdej stacji. Czasem pędzono ich też nago po ulicach, po czym byli biczowani przy ołtarzach i nawet legaci papiescy nie uważali udziału w tym za uwłaczający im. Inni skruszeni trafiali pod „mur”. Skazywano ich na murus largus, dosyć łagodne ograniczenie wolności, albo na murus strictus, co oznaczało dożywotnie przykucie rąk i nóg do ściany pozbawionej okien celi, zgodnie z nakazem papieża, jak najmniejszej i jak najciemniejszej, a więc karę nie stosowaną nawet za Hitlera. Jeszcze straszniejszy był murus strictissimus, o którym protokoły inkwizycji jednak milczą.

Znani nam są katolicy, którzy w XIII wieku zaświadczali swoją prawowierność następującą przysięgą: „Nie jestem kacerzem, bo mam żonę i śpię z nią, mam dzieci i jem mięso, kłamię, przeklinam i jestem wierzącym chrześcijaninem, tak mi dopomóż Bóg!”

Zmarłych, których „herezja” wychodziła na jaw dopiero po ich śmierci, trzeba było ekshumować i traktować tak, jak gdyby jeszcze żyli. Niesławnym wczesnym przykładem na to jest postępowanie z papieżem Formozusem. Stefan VI kazał go w 897 roku wykopać, wydał nań wyrok i pozbawił go dwóch palców prawej ręki. Sergiusz III zarządził w 905 roku ponowną ekshumację zwłok Formozusa, polecił przyodziać je w szaty papieskie, posadzić na tronie, po czym — skazawszy go jeszcze raz — kazał odrąbać mu kolejne trzy pąlce oraz głowę.

Gdy zadźgano Zwingliego, został poćwiartowany i spalony, a dla zbezczeszczenia jego prochów dorzucono do ognia świńskie łajno. Pod stosem Husa umieszczono natomiast potajemnie zgniłego muła, żeby zademonstrować ludowi odór diabła.

Ale sporadyczne akcje przeciw „kacerzom” nie zadowalały papieży. Pogrążyli oni całą Europę w wojnie. Na południe i na północ wysyłali krucjaty. To, co nie było katolickie, musiało zniknąć, i tak samo działo się jeszcze w XX wieku w klerykalno-faszystowskiej Hiszpanii oraz w Chorwacji.

Pierwsza krucjata przeciwko chrześcijanom odbywała się od 1209 roku i dotknęła albigensów, „zakałę i hańbę rodu ludzkiego”, jak pisał jeszcze w XIX wieku papież Grzegorz XVI, albigensów, którzy ewidentnie i w takiej mierze nawiązywali do pierwotnego chrześcijaństwa, że nawet doktor Kościoła Bernard z Clairvaux mówił o nich: „Nie ma pewno bardziej chrześcijańskich kazań niż wygłaszane przez nich, czyste były też ich obyczaje”. A tymczasem Innocenty III wezwał, w niecałe dwa miesiące po intronizacji, cały świat chrześcijański do palenia „kacerzy”, którzy by się nie wyrzekli swojej wiary. Szlachcie północnofrancuskiej obiecał posiadłości, królowi Francji (który wyraził swoje wątpliwości co do krucjaty!) panowanie nad krainą zamieszkiwaną przez albigensów, a wszystkim katolickim krzyżowcom, nawet najgorszym grzesznikom, wieczną szczęśliwość w raju.

.

.

Wyprawy krzyżowe — czy na pewno Bóg tego chciał?

.

Po owym wezwaniu chwycili za krzyże władcy duchowni i świeccy, całe hufce rycerzy, włóczęgów, tysiące łupieżców zwłok, najemni żołdacy, ladacznice z przewoźnych świątyń Wenery. Z pieśnią Przyjdź Duchu Święty atakowali miasta, wyrzynali mieszkańców, i „heretyków”, i katolików, jak popadło. Wyrzynali trzymających monstrancje kapłanów przy ołtarzach, wyrzynali niemowlęta i starców: w samym tylko Beziers — dwadzieścia tysięcy ludzi. Już wówczas matki tuliły dzieci do piersi, by nie widziały wrzucania w ogień, tak jak to było później w komorach gazowych Auschwitz. Ale że jeszcze po dwudziestu latach tej rzezi jacyś albigensi się uchowali, Kościół płacił dwie marki srebrem jako premię za każdego żywego lub martwego „kacerza”, dostarczonego już po zawarciu pokoju.

Krucjaty i wojny religijne szaleją odtąd w Europie przez całe stulecia. Kontynuowane jest również nawracanie pogan na Wschodzie, zainicjowane już w 782 roku nakazaną przez Karola „Wielkiego” egzekucją czterech i pół tysiąca Sasów. W roku 1147 odbywa się krucjata na ziemie Wenetów. Hasło: „Kto nie zechce się ochrzcić, niech zginie”.

U schyłku średniowiecza rycerze w habitach wymordowują na Wschodzie mieszkańców całych regionów. I w końcu katolicy staczają dziewięć bitew między sobą, bo papież żąda dla siebie — jako „dziedzictwa Matki Boskiej” czegoś, co rycerze też chcą sobie zatrzymać.

W połowie XV wieku ofiarą trwającej wojny prowadzonej przez Zakon Krzyżacki w Polsce padło tysiąc dziewiętnaście kościołów i siedemnaście tysięcy dziewięćset osiemdziesiąt siedem wsi. Pięćset lat później „europejska krucjata” (jak określa ją katolicki kapelan polowy Wehrmachtu), kampania rosyjska Hitlera, której postępy odnotowują „z satysfakcją” wszyscy biskupi niemiecko-austriaccy i którą papież Pius XII pochwala jako „obronę podstaw cywilizacji chrześcijańskiej”, otóż ta „krucjata” pociąga za sobą zniszczenie ponad tysiąca siedmiuset miast i siedemdziesięciu tysięcy wsi i pozbawia dwadzieścia pięć milionów ludzi dachu nad głową, nie mówiąc już o zabitych. O dalszych perspektywach pisze katolik Friedrich Heer: „Planowanie, obmyślanie, przygotowywanie nowej wojny przez chrześcijański Kościół — chcący odegrać rolę wspólnika w tej zbrodni — jest prostą kontynuacją poparcia dla wojny prowadzonej przez Hitlera, udzielonego przez przywódców obu głównych Kościołów”.

.

.

Spuścizną chrześcijaństwa są nieustające krwawe walki w imię ”miłości” do Boga.

.

Sześćset lat prześladuje się waldensów — tylko dlatego, że poważniej traktują Biblię. W roku 1234 papież Grzegorz IX nakłania do krucjaty przeciw chłopom ze Steding, którzy odmawiają arcybiskupowi Bremy nadmiernej daniny. Pięć tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci ginie z rąk krzyżowców, a zagrody owych chłopów zajmują osadnicy obdarzeni nimi przez Kościół.

Na początku XV wieku Marcin V i Eugeniusz IV propagują krucjaty przeciw husytom, podczas których dochodzi do strasznych wyczynów obu stron: katolikom rzeźbi się na czołach krzyże, a husytom — kielichy; kapłanów piecze się w beczkach pełnych smoły albo zasztyletowuje się ich przy ołtarzach. Dokonywane rzezie wyludniają całe miasta, setki wiosek płoną, już wtedy zostaje wypróbowana taktyka spalonej ziemi. Ale jeszcze po drugiej wojnie światowej zostajemy pouczeni przez protestanckiego teologa Thielickego: „Chrześcijanie, którzy swą służbę frontową odbywają pod okiem Boga, zawsze pojmowali rzemiosło wojenne jako wykonywane w imię miłości [!]”. A jego kolega Künneth oświadcza w trzynaście lat po Hiroszimie: „Nawet bomby atomowe mogą służyć okazywaniu miłości bliźnim”.

W 1538 roku Paweł III wzywa do krucjaty przeciw odszczepieńczej Anglii, której „kacerzy” chciałby przemienić w niewolników — wszystkich razem i każdego z osobna.

W roku 1568 hiszpański trybunał inkwizycji postanawia likwidację trzech milionów Niderlandczyków, którzy — jak brzmi hasło wypisane na kapeluszach „gezów” — wolą być „raczej Turkami niż papistami”. Gdy książę Alba ma już za sobą wymordowanie wielu tysięcy ludzi, papież przesyła mu dla podtrzymania ducha poświęconą szpadę i od tej chwili rozpoczyna się wyludnianie całych miast, nie oszczędzające nawet jednego dziecka, a towarzyszą temu wymyślne okrucieństwa, na przykład dławienie córek krwią ich ojców.

We Francji dochodzi, w 1573 roku, okrzyk bojowy: „Niech Żyje msza! Zabijajcie, zabijajcie!”. W ciągu jednej nocy do zmasakrowania dwudziestu tysięcy hugenotów. „wyplenienia” ich — żądał Pius V; Grzegorz XIII zaś urządza z uciechy publiczne festyny i każe wybić okolicznościowy medal z wizerunkiem anioła, który zabija hugenota, na awersie i własną podobizną na odwrocie.

Potem, po roku 1685, opuszcza Francję dwieście tysięcy hugenotów. Masowe przesiedlenia, banicje, emigracje obserwowane w XX wieku mają swoje wielkie precedensy już w średniowieczu, kiedy to w różne strony świata uciekają waldensi, humaniści, luteranie, erazmianie, baptyści, socynianie, antytrynitarze itd.

W roku 1584 papież Grzegorz XIII stawia w bulii In coena Domini protestantów na równi z piratami i zbrodniarzami. A gdy po toczonej przez trzydzieści lat XVII wieku wojnie religijnej, która pochłonęła od czterdziestu do siedemdziesięciu procent ludności krajów zaangażowanych w nią, całkowicie wyczerpane strony walczące zawierają traktat westfalski, z oficjalnym protestem występuje papież Innocenty X.

 

3. PRZEŚLADOWANIA i EKSTERMINACJA

Pokrótce tylko wspomnimy tu o krwawej działalności misyjnej Kościołów chrześcijańskich poza Europą: w Indiach, Afryce, Ameryce, gdzie eksterminacja spotkała wiele milionów ludzi, na Kubie, gdzie objęła wszystkich mieszkańców, a wszystko to działo się oczywiście również — jak szydzi Schopenhauer — „in maiorem Dei gloriam i gwoli ewangelizacji, a ponadto dlatego, że kto nie był chrześcijaninem, tego nie uważano za człowieka”.

Teoretycznie chrześcijaństwo jest najbardziej pokojową, ale w praktyce najkrwawszą religią w dziejach świata. Uczciwi badacze podkreślali to niejednokrotnie. Angielski historyk William E. H. Lecky nie uważa bynajmniej za przesadne stwierdzenia, iż „Kościół zadał ludziom więcej niezasłużonych cierpień niż jakakolwiek inna religia”. A niemiecki teolog Bruno Bauer przyznaje: „Żadna religia nie pochłonęła tylu ofiar w ludziach, i tak haniebnie ich wymordowując, jak ta, która szczyci się przezwyciężeniem śmierci na zawsze”.

Oni toczyli wojny i nakłaniali innych do prowadzenia wojen, które im właśnie służyły. Rozprawili się z pogaństwem. Stworzyli inkwizycję. Wywoływali krucjaty przeciw Turkom i chrześcijanom. Ale tego im nigdy nie wystarczało.„Przed rzucaniem nas w ogień powstrzymuje dzisiejszych chrześcijan nie ich miłość do innych ludzi, lecz to, że nie mają jak tej miłości okazać”

 

Od wieku XIII do XIX chrześcijański Kościół palił czarownice — podczas gdy w starożytnej Babilonii palono tylko ich wizerunki. Charakteryzująca nawet najsławniejszych katolików nader prymitywna, obsesyjna wiara w zjawy (Augustyn wierzy mocno w faunów napastujących kobiety; Tomasz z Akwinu — w demony wpływające na pogodę; papież Grzegorz I — uczczony przydomkiem Wielkiego i rzadkim tytułem doctor Ecclesiae, przyznanym prócz niego jednemu tylko papieżowi, przez z górą pięćset lat źródło chrześcijańskiej inspiracji i „nauki” — wypełnia cztery książki stekiem nonsensów, od których włos się jeży, na przykład doniesieniem o zakonnicy, która nieopatrznie połyka szatana siedzącego na liściu sałaty itp.; wszystko najzupełniej serio!), owa nader prymitywna wiara w zjawy, groteskowa psychoza strachu przed diabłem, tłumiony popęd seksualny i bezgraniczna żądza wzbogacania się sprowadziły na miliony ludzi, zwłaszcza na kobiety, śmierć w strasznych męczarniach.

Papieże Grzegorz IX, Aleksander VI, Leon X, Juliusz II, Hadrian VI i wielu innych wierzyli w istnienie czarownic, w istnienie mężczyzn i kobiet, którzy — jak to formułuje Innocenty VIII w swojej bulli O czarownicach, „obcują cieleśnie z nocnymi duchami”, czyniąc tym wielką szkodę ziemi, ludziom i zwierzętom. Tak więc prócz pogan, Turków i „kacerzy” polowano już też na czarownice i wyznaczano nagrody za schwytane kobiety — w katolickim Offenburgu, na przykład, dwa szylingi za sztukę — podczas gdy trzy tysiące lat wcześniej babiloński władca Hammurabi grozi w §2. (najstarszego kodeksu świata) każdemu, kto fałszywie oskarży kogoś o uprawianie czarów, śmiercią i konfiskatą mienia.

.

.

Niemiecka rycina, przedstawiająca grzebanie czarownicy żywcem.

.

W czasach nowożytnych ofiary oskarżeń poddawano bezlitosnym torturom, zmuszano dzieci i matki do wzajemnych denuncjacji, wymuszano torturami kłamliwe zeznania i nazwiska kolejnych ofiar, z których potem, również torturami, wydobywano następne nazwiska. W podziemnych lochach przywiązywano owe nieszczęsne kobiety do drewnianych krzyży, przykuwano je od zewnątrz do murów, narażano je na ataki szczurów, na wszelką pogodę, a ponadto znęcano się nawet nad dziećmi, często bliskimi śmierci po oćwiczeniu przez duchownych i oprawców. Były one na łańcuchach wywieszane z wież na zewnątrz, głodzone, pozwalano, by zamarzły, a potem smażono je na ogniu. Jedno z haseł towarzyszących rozprawianiu się z czarownicami brzmiało: „Będziesz torturowana, dopóki twoje ciało nie zacznie przepuszczać promieni słonecznych”.

Wsłuchajmy się w krzyki tych nieszczęsnych ludzi! Wczytajmy się w to, co niektórzy pisali z więzień, żony do mężów, ojcowie i matki do dzieci: zapewnienia o własnej niewinności, słowa pożegnania na zawsze. Trzeba to poznać, by zrozumieć, że diabeł jest chrześcijaninem, a chrześcijanin często diabłem, albo inaczej: że — jak mówi Kierkegaard — chrześcijaństwo to „wynalazek szatana”.

Zaraza wśród bydła, w archidiecezji salzburskiej, doprowadziła w 1678 roku do śmierci dziewięćdziesięciu siedmiu kobiet na stosie. Biskup Bambergu, Fuchs von Dornheim, wymordował około roku 1630 blisko sześćset osób płci obojga, które oskarżono o czary, oraz wszystkich pięciu burmistrzów miasta. Jego kuzyn, arcypasterz Würzburga — Adolf von Ehrenberg, posłał na stos około tysiąca dwustu czarownic i magów, po czym zarządził odprawianie mszy świętych za ich dusze. Arcybiskup Trewiru, Jan, zlikwidował w 1585 roku tyle czarownic, że w dwóch wioskach ocalały tylko dwie kobiety. „Niechybnie zginie całe miasto” — skarży się w połowie XVII wieku pewien ksiądz z Bonn, gdzie pod naciskiem arcybiskupa Kolonii, bawarskiego księcia krwi Ferdynanda palono nawet trzyletnie dzieci za rzekome obcowanie z diabłami.

.

.

Przerzynanie piłą.

 .

Jak pisze się w chrześcijańskich kronikach, wszędzie „sprzątano” i „usuwano brud”, pozbywając się owych kobiet. „Jako że ze starymi nieomal się uporaliśmy i zostały one na nasze polecenie pozbawione życia — informuje landgraf Jerzy z Darmstadt w roku 1582 swojego przedstawiciela w augsbruskim Reichstagu — teraz zabierzemy się do młodych […]„. W ogień wrzucano stuletnie kobiety, roczne dzieci, kalekich i ślepych, śmiertelnie chorych, kobiety ciężarne, całe klasy szkolne, nawet duchownych i zakonnice. Szkody czynione w poszczególnych krajach były większe niż na skutek wojen. A każdy, kto przeciwstawiał się temu szaleństwu, jako uznawany za „protektora czarownic”, najczęściej sam służył za „opał” (że użyjemy tu określenia z czasów hitlerowskich, zilustrowanego przez długą praktykę Kościoła). Bo przecież w archidiecezji bamberskiej i w diecezji wrocławskiej istniały już piece krematoryjne dla czarownic!

Po uśmierceniu owych nieszczęśników kler zagrabiał ich mienie i nierzadko był to prawdziwy powód wszczynania procesów o kacerstwo i czary. Jeden z mogunckich dziekanów zarządził spalenie ponad trzystu osób z dwóch wsi po to tylko, by móc przyłączyć ich ziemie do swoich. Pewien skryba w Fuldzie, którego przełożony, opat, był znanym łowcą czarownic, groził zwłaszcza bogatym i pysznił się tym, że w ciągu dziewiętnastu lat trafiło na stos siedemset osób płci obojga. Każdy z licznych wyroków wydanych w diecezji augsburskiej kończył się formułą: „Ich majątek przepada na rzecz fiskusa Jego Książęcej Wysokości, przewielebnego Marquarda, biskupa w Augsburgu i proboszcza katedry w Bambergu”. Cesarz Ferdynand II przestrzegał biskupa Bambergu: „Co się jednak tyczy niegodnej zaiste konfiskaty, My nie możemy już bynajmniej pod żadnym pozorem pozwolić Wam na takie poczynania”.

Skropione krwią pieniądze inkasowali też inkwizytorzy i spowiednicy. Kata czarownic, Geifßa — który działając w Wetteru, nie tylko wspominał w swoich rachunkach o pokryciu kosztów „gorzałki wypitej tam w ciągu dwóch dni polowania na czarownice przez członków komisji”, ale również zabierał dla siebie jedną trzecią mienia ofiary — uratowała przed gniewem ludu jedynie ucieczka; lecz gdy zwolniono go ze służby, zażądał dalszego wypłacania poborów, postępując bardzo podobnie, jak wielu sędziów hitlerowskich w Republice Federalnej. Najszybszy i najłatwiejszy sposób wzbogacenia się — mawiano — to palenie czarownic. Często ustawało ono, gdy znikała perspektywa obłowienia się.

.

.

Rozrywanie na strzępy.

 .

Reformacja nie zahamowała tego szaleństwa. Wręcz przeciwnie. Tak jak zwolennicy reformacji w Holandii w barbarzyński sposób zdziesiątkowali katolików, tak jak plądrowali, burzyli ich kościoły i klasztory, wrzucali w ogień krucyfiksy, wizerunki świętych oraz księży i zakonników, tak jak w 1527 roku w Rzymie luterańscy lancknechci uśmiercili tysiące papistów i nawet w bazylice Świętego Piotra zmasakrowali dwieście osób, po czym pod groźbą palenia domów wymuszając ogromne okupy albo — jak uważają sami luteranie — „dzięki łasce bożej wzbogacili się tak, że niepodobna tego opisać”, tak zabijali teraz również czarownice. Luter, który wszędzie widział szatana, zgadzał się na spopielenie „diabelskich ladacznic” równie łatwo jak papież albo powtórzmy jego określenie — jak ta „papieska świnia”, której zresztą także chciał — podobnie jak całej Kurii — wyrwać język przez gardło na zewnątrz, a potem wszystkich tych dostojników według starszeństwa w takim stanie przygwoździć do szubienicy. Kalwin zaś, który swoich krytyków z zapałem uspokajał torturami i mieczem, a ponadto posłał na stos Serveta, chętnie przyznawał genewskiej radzie miejskiej wielkie zasługi w łowieniu czarownic i zwracał uwagę na to, że „jest takich jeszcze wiele”, domagając się, by „wypleniono […] tę rasę”.

Na wielu ziemiach zamieszkanych przez protestantów zabijano w istocie więcej czarownic niż na ziemiach katolickich. W Brunszwiku, w okolicy Wolfenbüttel, gdzie pod koniec XVI wieku palono często nawet dziesięć kobiet dziennie, słupy, przy których stawały one trafiając na stos, wyglądały jak zwęglony las. Prześladowania osiągnęły punkt kulminacyjny dopiero po okresie reformacji. Jeszcze w XVII wieku ich ofiarą padło w Europie przypuszczalnie około miliona ludzi, głównie kobiet. I nawet u schyłku XVIII wieku ewangelicki biskup Troilus, ze szwedzkiej diecezji Dalarna, wyraził głębokie zatroskanie „naszą epoką obojętności i wolnomyślności”, w której nie chciano już palić kobiet oskarżonych o czary.

W całych dziejach świata chrześcijańskiego kobieta była w ogóle źle traktowana, co też stało w sprzeczności z postawą Jezusa. Rozpoczął to Paweł, stawiający mężczyznę znacznie wyżej niż kobietę, a prócz Pawła również inni Dawni teologowie, wypaczając nauczanie apostoła Pawła, racjonalnie nawołującego do podporządkowania, w duchu miłości i partnerstwa — dopatrywali się w kobiecie tylko istoty niższego rzędu, uosobienia cielesności, istoty uwodzącej mężczyznę, po prostu Ewy i grzesznicy, którą najchętniej ostrzyżono by do gołej skóry, co zaleca święty Hieronim, której czasem zabrania się nawet śpiewu w kościele, a często i wchodzenia doń i przyjmowania komunii w czasie menstruacji, i to pod groźbą surowych kar. Kontynuatorem tej postawy okazuje się Luter i znajduje ona swoje odzwierciedlenie w wielu dyskryminujących przepisach prawnych — aż po XX wiek.

.

.

Rycina przedstawiająca spalenie trzech czarownic w Niemczech, w górach Harzu.

 .

Parlament niemiecki odrzuca projekt ustawy o prawie głosu dla kobiet jeszcze w sierpniu 1918 roku. We Francji kobiety uzyskują czynne i bierne prawo wyborcze dopiero w roku 1955. A w kraju pochodzenia papieża istniało i po tej dacie dwojakie ustawodawstwo dotyczące jednej i drugiej płci, a mianowicie zdrada męża — jak jeszcze niedawno uznał Sąd Najwyższy Włoch, powołując się na stare prawo, w rażącej sprzeczności z konstytucją — nie była nawet wykroczeniem, natomiast zdrada kobiety uchodziła za przestępstwo.

 

4. PROGRAMOWY ANTYSEMITYZM KOŚCIOŁA

Kościołowi nie wystarczało jednak także nabożne polowanie na pogan, muzułmanów, „kacerzy”, czarownice — dołączono do nich Żydów.

Co prawda wszystko w chrześcijaństwie, co nie pochodziło od pogan, było żydowskie, od Starego Testamentu począwszy, poprzez zastępy aniołów, praojców, proroków,Modlitwę Pańską, aż po całą liturgię słowa. Ale właśnie dlatego, że Żydzi nie potrafili pojąć rzekomo chrześcijańskiego charakteru swojej wiary, dlatego że pozostawali „uparci”, w ciągu dwóch tysiąclecipłonął ogień nienawiści do Żydów.

.

.

Chrześcijanie w średniowieczu wierzyli, iż mycie się przywołuje Diabła (np. Hiszpańska królowa, Izabela, chełpiła się tym, iż tylko raz w życiu wzięła kąpiel !). Wynikiem tego przesądu i życiu w brudzie były częste epidemie, zbierające obfite żniwo śmierci, za które winą obarczano… Żydów, gdyż ci — zgodnie z nakazami Prawa — zawsze skrupulatnie dbali o higienę.

I ta nienawiść wciąż przybierała na sile. Już w II wieku, najwybitniejszy podówczas apologeta Kościoła powszechnego, święty Justyn uznaje Żydów nie tylko za winnych zła, jakie sami wyrządzają, „ale i tego, które wyrządzają wszyscy inni ludzie” — czego nie zdołał przelicytować nawet Streicher. Doktor Kościoła, Efraim — „cytra Ducha Świętego” — lży naród żydowski jako ludzi o naturach niewolników, szaleńców, sług szatana, morderców; ich przywódcy są nazywani zbrodniarzami, a sędziowie niegodziwcami; „oni są dziewięćdziesiąt dziewięć razy gorsi niż nie-Żydzi”. Doktor Kościoła Jan Chryzostom uważa Żydów za „nie lepszych niż świnie i barany”, a o synagodze mówi: „Choćby ją nazwać domem publicznym, miejscem rozpusty, przybytkiem diabła, twierdzą szatana, zgubą duszy, otchłanią pełną wszelkiego zła albo jakkolwiek inaczej, to nie powie się jednak wszystkiego, na co synagoga zasługuje”.

Nie ma więc nic dziwnego w tym, że już w IV wieku dymią żydowskie bożnice, że również rzymscy chrześcijanie podpalają już wówczas jedną synagogę, a inną każe zburzyć biskup Dertony Innocenty, że nawet święty doktor Kościoła biskup Ambroży deklaruje żarliwą solidarność z podpalaczami z Kallinikon i utrzymuje, iż spopieliłby także synagogę mediolańską, gdyby nie zniszczyło jej uderzenie pioruna. Nic dziwnego, że w V wieku staje w płomieniach następna rzymska synagoga; że patriarcha Aleksandrii Cyryl, również święty i doktor Kościoła, konfiskuje wszystkie synagogi Egiptu i że pod jego przewodem, co prawda bez żadnej podstawy prawnej, synagoga w jego mieście rezydencjonalnym staje się obiektem szturmu ogromnego tłumu i ulega zniszczeniu, majątek Żydów zostaje rozgrabiony, a oni sami, obarczeni żonami i dziećmi, lecz wyzuci ze wszystkiego i głodni, muszą opuścić miasto; było ich ponoć z górą sto tysięcy, a możliwe, że i dwieście, i tak przedstawiało się to pierwsze „ostateczne rozwiązanie” Endlösung.

.

.

Żydów zmuszano do noszenia szpiczastych czapek. Chrześcijanie wierzyli, iż Żydzi mają rogi, które musza ukrywać właśnie pod takim nakryciem głowy.

.

Już u schyłku starożytności uchwala się na dziesiątkach synodów kolejne surowe restrykcje antysemickie, aż wreszcie w 638 roku szósty sobór w Toledo nakazuje przymusowe ochrzczenie wszystkich Żydów; zamieszkałych w Hiszpanii. Natomiast siedemnasty sobór toledański roku 694 uznaje wszystkich Żydów za niewolników. Ich kapitały ulegają konfiskacie, zostają im też odebrane dzieci od siódmego roku życia wzwyż.

Zdarzało się oczywiście i tak, że władcy świeccy i duchowni ochraniali Żydów, ale na ogół tylko z motywów ekonomicznych albo politycznych; kazali sobie za to słono płacić, a ponadto często żądali zmiany wiary. Kiedy Ojcowie Kościoła występujący u schyłku starożytności wprowadzili pojęcie żydowskiego zniewolenia, servitus Judeorum, listy żelazne cesarzy i królów z czasów ostatnich Karolingów ustanawiały coraz większą zależność Żydów, najpierw w zachodniej Francji, a potem w Anglii, gdzie w XII wieku zadekretowano: „Żydzi i wszystkie rzeczy, jakie posiadają, należą do króla”. W Niemczech byli odpowiednio własnością „komory” cesarza, który uważał siebie za właściciela żydowskiego mienia, a przynajmniej miał do niego stałe prawo hipoteczne i odstępował to prawo episkopatowi, szlachcie, miastom, przez co sytuacja Żydów destabilizowała się coraz bardziej, biskupi pochwalali stosowanie przemocy wobec Żydów i zapewniali im ochronę tylko w wypadku ochrzczenia się, choćby ci ludzie zdychali na ich oczach.

.

.

Od 1103 roku ochrona królewska została przyznana wszystkim Żydom — z niewielkim pożytkiem dla nich — na sto dwadzieścia, sto trzydzieści lat, a ustanowił to Henryk IV, którego panowanie zapoczątkował spór z papiestwem o inwestyturę. Za ową ochronę Żydzi musieli co rok płacić wysokie podatki, co więcej, za „łaskę” ocalenia od stosu przychodziło im wyzbywać się jednej trzeciej majątku przy okazji wyboru każdego kolejnego króla Rzymu oraz koronacji każdego cesarza rzymskiego.

Byli co prawda chronieni ponadto bullami protekcyjnymi niejednego papieża: Aleksandra III w końcu XII wieku, Grzegorza IX w roku 1237, Innocentego IV w roku 1247, ale ten ostatni już w 1244 roku kazał spalićTalmud. W innych jednak bullach — z roku 1279, 1577, 1584 itd. — papieże regularnie zmuszali Żydów do słuchania ściśle kontrolowanych kazań nawracających, przy czym byli oni bici laskami, żeby nie zasypiali.

„Złe traktowanie Żydów uważa się za dzieło miłe Bogu” — donosi w XII wieku Abelard. „Gdy chcą udać się do następnej miejscowości, muszą wysokimi sumami zapewniać sobie ochronę ze strony Kościołów chrześcijańskich, które w istocie pragną ich śmierci, by przywłaszczyć sobie spuściznę. Ziemi uprawnej ani winnic Żydzi posiadać nie mogą, bo nie ma komu gwarantować ich mienia. Jako źródło zysku pozostaje im więc tylko lichwa, a to z kolei naraża ich na nienawiść chrześcijan”.

W 1179 roku trzeci sobór laterański dekretuje, że „chrześcijanie, którzy ważyli się współżyć z Żydami, podlegają ekskomunice”. Innocenty III nazywa ich w roku 1205 „wyklętymi przez Boga niewolnikami” i pisze do hrabiego Tuluzy, którego obłożył ekskomuniką: „Na pohańbienie chrześcijaństwa obdarzasz Żydów urzędami […]. Nasz Pan zmiażdży Cię!”, a ponadto pragnie widzieć ich w wiecznej niewoli. Sobór w Zamorze w roku 1313 ponownie zarządza zniewolenie ich i pod groźbą ekskomuniki żąda wykonania tego postanowienia przez władze świeckie. Krótko mówiąc, antysemickie dekrety kościelne pojawiają się aż do wieku XIX. Jeszcze Leon XII, intronizowany w 1823 roku (papież tak moralny, że zakazuje walca jako tańca nieprzyzwoitego), tworzy nowe getta i poddaje ich mieszkańców inkwizycji.

Nic dziwnego, że stale podjudzany chrześcijański motłoch zaczął również likwidować Żydów. Byli oni kamienowani, topieni, łamani kołem, wieszani, rąbani na kawałki, paleni żywcem i grzebani żywcem. Na postronkach i za włosy zaciągano ich do chrzcielnicy i czynny udział w tym przymusowym chrzczeniu brał wyższy kler, który ciągle domagał się coraz zacieklejszych prześladowań.

.

.

Pierwsze rzezie Żydów na większą skalę były następstwami krucjat. Wyprawy krzyżowe finansowano w znacznym stopniu, pożyczonymi lub zagrabionymi żydowskimi pieniędzmi, tak więc zabijanie Żydów uwalniało od zwrotu kapitału z procentami. Pierwszy taki wypadek to ograbienie przez krzyżowców w 1096 roku gminy żydowskiej w Rouen, po czym spalono domy i wymordowano ludność żydowską miasta. To samo spotkało Żydów nadreńskich w Kolonii, Wormacji, Trewirze, gdzie biskup Egilbert uratował tylko tych, którzy się ochrzcili, a pozostałych zamordowano. W Moguncji arcybiskup Ruthard obiecał Żydom ochronę w zamian za wysoką sumę, a potem jednak kazał ich zlikwidować — od siedmiuset do tysiąca dwustu osób. Podobny los zgotowano im w Ratyzbonie, Pradze i innych miastach. Podczas szturmu na Jerozolimę 15 lipca 1099 roku, kiedy to krzyżowcy nurzali się we krwi po kolana i po siodła koni, zapędzono ludność żydowską do synagog i tam spalono żywcem.

.

.

Obraz Józefa Mitlera „Po pogromie”.

.

W czasie tak zwanej drugiej i trzeciej krucjaty również doszło do prześladowania Żydów, do czego we Francji zachęcał opat Cluny Piotr, wielce czcigodny i święty, w Niemczech natomiast inicjatorem działań terrorystycznych był brat zakonny Rudolf. W Anglii rzezie rozpoczęły się podczas trzeciej krucjaty lat 1189/1190; jak się twierdzi, tamtejsze gminy żydowskie nigdy nie przezwyciężyły w pełni skutków owych rzezi.

W wieku XIII i XIV wybuchy antysemickiej nienawiści, które wstrząsnęły całą Europą, były inicjowane przede wszystkim przez sobory laterańskie. Czwarty z nich, który obradował za czasów Innocentego III, najpotężniejszego papieża w całych dziejach — „Żyd — napisał on w 1205 roku do biskupa Paryża — jest jak ogień w łonie, jak mysz w worku, jak żmija u szyi” — otóż ten sobór potwierdził, powołując się na Augustyna, tezę o wiecznym podporządkowaniu, zniewoleniu Żydów i wydał szereg antysemickich dekretów. I tak zakazano Żydom sprawowania funkcji publicznych, co rok w okresie Wielkiejnocy musieli płacić specjalny podatek i pozostawać w domach, mając zamknięte sklepy. Nie wolno im było współżyć z chrześcijanami, a ponadto musieli nosić zarówno określoną odzież lub znaki rozpoznawcze, jak też wysokie stożkowate kapelusze, tak zwane kapelusze żydowskie (wierzono, że owe kapelusze są dlatego wysokie, bo zakrywają rogi), później zaś żółty pierścień; stąd wzięła się hitlerowska gwiazda dla Żydów. Surowo zakazane były stosunki płciowe między Żydami a chrześcijanami. Taka kopulacja, potem tępiona przez nazistów, uchodziła za zbrodnię przeciw chrześcijaństwu, zaparcie się wiary, czasem też objaw zezwierzęcenia. Prawo miejskie Moguncji karało to ucięciem członka i pozbawieniem jednego oka, prawo jihlavskie — pogrzebaniem za życia, praskie — wbiciem na pal i konfiskatą mienia, augsburskie prawo miejskie oraz Zwierciadło szwabskie — spaleniem ułożonych warstwowo „winnych”.

W 1235 roku zabito w Fuldzie trzydzieści cztery osoby, mężczyzn i kobiety, ponieważ dwoje spośród tych Żydów zamordowało jakoby piątkę chrześcijańskich dzieci, co później zwołana cesarska komisja uznała za oskarżenie całkowicie bezpodstawne. W latach 1257 i 1267 wymordowano członków gmin żydowskich w Londynie, Canterbury, Northampton, Lincoln, Cambridge i innych miastach. W roku 1281 wtrącono do więzień wszystkich Żydów Kastylii i wymuszono na nich horrendalne kontrybucje: metoda stosowana równie chętnie jak banicja, jeśli biskup albo władca świecki zapragnął większych pieniędzy. Z Francji wypędzano Żydów pięciokrotnie między rokiem 1182 a 1322, za każdym razem ograbiając ich i ponawiając wypędzenie. W 1290 roku pogrom dokonany w Czechach pozbawił życia około dziesięciu tysięcy Żydów.

.

.

Czasami z Żydami dyskutowano. Jednak częściej bywało tak, jak zanotował polski kronikarz, Jan Długosz, pod rokiem 1407 swej Kroniki: „Gdy kanonik wiślicki, mistrz Budek, po wygłoszeniu kazania do ludu w kościele św.Barbary, miał schodzić z ambony, powiedział, że kartka, która położono na ambonie, zawiera prośbę i napomnienie, żeby ogłosił ludowi pewne nowe wydarzenie, straszny występek […] Ta prośba zaś zawierała wiadomość, iż Żydzi mieszkający w Krakowie, zabiwszy poprzedniej nocy chrześcijańskie dziecko, w jego krwi czynili bezbożne niegodziwości…”

 

We Frankonii, Bawarii oraz Austrii doszło, jak się utrzymuje, w 1298 roku, po oskarżeniu o mord rytualny, do eksterminacji stu czterdziestu sześciu gmin żydowskich, przy czym pierwszą większą gminą, którą spotkały prześladowania, była wspólnota würzburska: dziewięćset ofiar. W katolickim Bambergu zginęło wówczas około stu trzydziestu pięciu Żydów, w katolickiej Norymberdze — sześćset dwadzieścia osiem osób: mężczyzn, kobiet i dzieci. W roku 1328 następuje niemal całkowita likwidacja gmin żydowskich w Królestwie Nawarry. W 1337 roku z Deggendorfu rozprzestrzenia się na Bawarię, Czechy, Morawy i Austrię fala mordów, która obejmuje pięćdziesiąt jeden miejscowości. W roku 1348 zostają na jednej z wysp reńskich spaleni Żydzi bazylejscy, strasburscy zaś — na cmentarzu.

W 1349 roku w ponad trzystu pięćdziesięciu niemieckich miastach i wsiach giną niemalże wszyscy Żydzi, na ogół paleni żywcem. W tym jednym roku chrześcijanie wymordowali o wiele więcej Żydów niż niegdyś, w ciągu dwustu lat prześladowań, poganie zdążyli wymordować chrześcijan! Wielu Żydów mogłoby ocaleć dzięki ochrzczeniu się, ale prawie zawsze przedkładali męczeńską śmierć nad życie w katolicyzmie. W Moguncji katolicy zlikwidowali podówczas największą gminę żydowską Niemiec: sześć tysięcy osób. Po wymordowaniu Żydów norymberskich następuje konfiskata ich domów i mienia, z czego biskup Bambergu inkasuje osiemset guldenów. W samym Bambergu część Żydów wybito, a inni z rozpaczy dokonywali samospalenia z całym majątkiem. Wszystkie niemalże domy ofiar przypadają bamberskiemu biskupowi Fryderykowi, a synagoga zostaje zamieniona w kaplicę ku czci Maryi. W Würzburgu następuje zbiorowe samospalenie w domach całej ludności żydowskiej.

W Hiszpanii wielkie rzezie rozpoczynają się w XIV wieku straszliwymi krwawymi orgiami w Geronie i Barcelonie. W Sewilli likwiduje się w 1391 roku, pod przewodem arcybiskupa koadiutora Martineza, cztery tysiące Żydów, a bez mała dwadzieścia pięć tysięcy zostaje sprzedanych w niewolę. Potem pogromy objęły liczne inne miasta, wszystkie dzielnice żydowskie zamieniły się w zgliszcza, a ich mieszkańcy zostali poćwiartowani bądź wypędzeni.

Wydana 1 listopada 1478 roku bulla papieża Sykstusa IV upoważnia monarchów hiszpańskich do ustanowienia trybunału inkwizycyjnego, który 17 września 1480 roku otrzymuje polecenie rozpoczęcia „pracy” w Sewilli. Potem całkiem otwarcie odbywają się istne festyny ludowe z okazji palenia na stosach. Jeszcze Za pontyfikatu Sykstusa inkwizycja pali w Toledo, w ciągu trzech dni, dwa tysiące czterystu marranów — tak nazywano przechrzczonych Żydów, a słowo to oznacza świnię. W krótkim czasie egzekucje objęły, jak się oblicza, blisko trzydzieści tysięcy osób.

W roku 1389 ginie w Pradze jednego tylko dnia trzy tysiące Żydów, w roku 1420 w Austrii — tysiąc trzystu Żydów, w 1453 roku na Śląsku, w następstwie agitacji generała kapucynów Jana Kapistrana — zaciekłego antysemity, orędownika krucjat, inkwizytora i świętego Kościoła katolickiego, który czci go po dziś dzień 28 marca — wybito wszystkich Żydów, a w 1648 roku w Polsce — około dwustu tysięcy Żydów (z czego 100 tys. wymordował Chmielnicki). Takich danych liczbowych można by podać więcej.

Reformacja nie zmieniała ani na jotę chrześcijańskiego antysemityzmu. Wręcz przeciwnie. Po wczesnym okresie filosemityzmu, kiedy to urzeczeni Lutrem Żydzi rozgłaszali, iż nastał czas pojawienia się Mesjasza, ów reformator zalecał w zjadliwych pamfletach „surowe miłosierdzie” i ze swadą powtarzał gwoli przekonania wyznawców prawie wszystkie kłamstwa i straszliwe opowieści katolików, między innymi posądzenie o zatruwanie studni i o mordy rytualne. Utożsamiał Żydów ze świniami, uznawał ich za „gorszych niż prosięta”, żądał dla nich kary śmierci za odprawianie nabożeństw, domagał się zakazu publikacji, zniszczenia domów, spalenia szkół i bożnic, „iżby nikt nigdy nie zobaczył pozostałego po nich kamienia czy popiołu. I niechaj to się dzieje na chwałę Pana naszego i chrześcijaństwa, by Bóg widział, że jesteśmy chrześcijanami”. Jeszcze na krótko przed swoją śmiercią namawiał Luter władców niemieckich do wypędzenia Żydów. Ale z większości dużych miast wypędzono ich już wcześniej.

Kontrreformacja, zapoczątkowana w 1540 roku utworzeniem zakonu jezuitów — żądali oni od każdego kandydata udowodnienia braku koligacji żydowskich najpierw do piątego, potem zaś do trzeciego pokolenia wstecz — ze szczególnym fanatyzmem tępiła Żydów. Paweł IV, który — jeszcze jako kardynał Caraffa był świadkiem zarządzonego przez siebie w 1553 roku spalenia na rzymskim Campo dei Fiori wszystkich znalezionych w mieście egzemplarzy Talmudu (na tym samym placu spalony został kilkadziesiąt lat później jeden z największych geniuszów czasów nowożytnych Giordano Bruno), w roli papieża restytuował wiele średniowiecznych dekretów antysemickich, narzucił Żydom noszenie żółtych kapeluszy, zakazał im posiadania ziemi i pełnienia urzędów, uniemożliwił im wykonywanie wszelkich profesji akademickich — te rozporządzenia zachowały się we Włoszech, prawie bez wyjątków, aż po wiek XIX — i kazał spalić publicznie dwudziestu czterech mężczyzn oraz jedną kobietę spośród marranów. Gdy wielu marranów po odkryciu Ameryki przeniosło się pospiesznie do „Nowego Świata”, Stary Świat dopadł ich tam niebawem, urządzając okrutne autodafe — to słowo, pochodzące od łacińskiego actus fidei, oznacza „akt wiary”.

.

.

Zwykłym ludziom wpajano takie historyjki, jak przedstawiona powyżej, że Żydzi porywają chrześcijańskie dzieci, piją ich krew, a ciała krzyżują.

Podobne brednie funkcjonują i dzisiaj w stosunku, na przykład, do Świadków Jehowy, którym zarzuca się orgie seksualne i mieszanie krwi podczas wspólnych zebrań. Kościół katolicki niejednokrotnie takie baśnie rozpala.

We Francji los Żydów uległ poprawie dzięki rewolucji, w większości miast niemieckich zaś, ale nie w Bawarii, dzięki wydarzeniom roku 1848. Natomiast w Rosji, gdzie w XIX wieku żyły dwie trzecie Żydów całego świata, przy czym w znacznej liczbie byli to potomkowie ludzi, którzy w średniowieczu salwowali się ucieczką przed krzyżowcami i innymi pobożnymi chrześcijanami, otóż w Rosji dochodzi do pogromów wynikłych z kaznodziejstwa, postawy wrogości i jawnego szczucia ze strony kleru prawosławnego. Nie był to przypadek, iż owe ekscesy zaczęły się na Wielkanoc 1881 roku, a w następnych latach zabijano, wypędzano, na przykład w roku 1903 usunięto Żydów z dwustu osiemdziesięciu czterech rosyjskich miast i zapowiedzią akcji stało się bicie kościelnych dzwonów, czasem też na czele ludu stawał pop ze sztandarem ukazującym Chrystusa ukrzyżowanego: przy aprobacie rządu wymordowano pięćdziesiąt tysięcy ludzi.

I na Zachodzie antysemityzm trwa, nadal dochodzi do oskarżeń o mordy rytualne, tortur, ofiar krwi. W Państwie Kościelnym zostaje ze wszystkimi szczegółami odtworzony system gett. W Niemczech powstaje pod koniec XIX wieku protestancki związek antysemicki na czele z kapelanem nadwornym Adolfem Stoeckerem z Berlina; jako gadzinówki antysemickie funkcjonują przede wszystkim protestancka „Kreuzzeitung” i katolicka „Germania”, której głównym udziałowcem jest w 1924 roku późniejszy zastępca Hitlera i szambelan papieski Franz von Papen.

Na wzór niemiecki powstaje również w Austrii Partia Antysemicka, której przywódcy książę Liechtenstein i Karl Lueger otrzymują przed wyborami placet papieża. Lueger był potem długoletnim burmistrzem Wiednia, antysemityzm zaś stał się jedynym niezmiennym punktem programu austriackiej Partii Chrześcijańsko-Społecznej, a „bezpośrednią negatywną pochodną” (według katolika F W Foerstera, autora jednej z publikacji katolickiego wydawnictwa Herder Verlag): Adolf Hitler.

Przyjmując 26 kwietnia 1933 roku w Berlinie biskupa Berninga oraz wikariusza generalnego, księdza prałata Steinmanna, powiedział on, „w pełni przekonany o wielkiej potędze i głębokim sensie religii chrześcijańskiej”: „Atakowano mnie za sposób rozwiązywania kwestii żydowskiej, Kościół katolicki uważał Żydów przez tysiąc pięćset lat za szkodliwych, umieszczał ich w gettach itd., bo rozumiano, jacy są Żydzi (…]. Ja nawiązuję do tego, co robiono przez tysiąc pięćset lat […], widzę w przedstawicielach tej rasy ludzi szkodzących państwu i Kościołowi, i możliwe, że największą przysługę wyświadczę chrześcijaństwu”.

Owi duchowni nie zaprotestowali ani jednym słowem. A przecież w tym samym miesiącu redaktor teologiczny miesięcznika „Seele” skarżył się w liście do arcybiskupa Monachium, kardynała Faulhabera, „że w tych czasach rozniecania skrajnej nienawiści do — zapewne w ponad dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach niewinnych — obywateli żydowskich, jak widzę, żadne pismo katolickie nie miało odwagi głosić katolickiej nauki katechetycznej, iż nie wolno nienawidzić ani też prześladować innych ludzi — a już najmniej ze względu na ich rasę”. Faulhaber zareplikował z zażenowaniem, rozdrażnieniem, ironią i wyjaśnił, że każdy chrześcijanin musi występować przeciw prześladowaniu Żydów; natomiast „najwyższe władze Kościoła” mają do czynienia z „o wiele ważniejszymi aktualnymi sprawami” i nie uważają za stosowne „dać rządowi pretekst do przeorientowania nagonki — z Żydów na jezuitów”.

Ale Kościół katolicki niejednokrotnie w przeszłości inicjował i popierał nagonkę na Żydów. Jeszcze w XX wieku Pius X oświadczył dosłownie: „Religia żydowska była podstawąnaszej religii; została jednak zastąpiona nauką Chrystusa i nie możemy uznać dalszej racji istnienia tamtej”. Dlatego też papież, którego Pontyfikat przypadł na lata drugiej wojny światowej, Pius XII, sprzeciwiał się stanowczo utworzeniu państwa izraelskiego. Gdy zaś powstało, „wciąż” nalegał na „umiędzynarodowienie Jerozolimy i miejsc świętych w całej Palestynie. Watykan nigdy nie uznał państwa Izrael i z tego właśnie powodu nie utrzymuje z nim stosunków dyplomatycznych” (Günter Stemberger). [Watykan uznał państwo Izrael dopiero w 1993 roku — Rumburak]

W czasach hitlerowskich Kościół często wygrywał dla siebie antysemityzm i narodowosocjalistyczną teorię ras.

.

.

„Niemiecki katolik, oczekujący od przywódców religijnych duchowego przewodnictwa i wskazówek, co do udziału w hitlerowskiej wojnie, otrzymywał odpowiedzi, które równie dobrze mogłyby pochodzić od samego nazistowskiego wodza” — wypowiedź katolickiego profesora Gordona Zahn’a

 

Na zdjęciu: Biskupi niemieccy oddający cześć Führerowi, rok 1935

 

I tak w opatrzonej kościelnym imprimatur książce katolickiego teologa Johannesa Petem Junglasa z roku 1935 pod tytułem Christus und der deutsche Mensch (Chrystus a naród niemiecki) cały jeden rozdział omawia naukowo, politycznie i światopoglądowo temat: „chrześcijaństwo a rasa”. W wywodzie naukowym czytamy: „Kościół nie ma nic do zarzucenia temu nowemu rozumieniu kwestii. Bo Kościół błogosławi wszelkie dążenie do prawdy. Musi on więc przyjąć z uznaniem tę nową naukę […]”.

Wywód polityczny wręcz piętnuje — „ze zrozumieniem” fakt, że „w warunkach dotkliwego kryzysu gospodarczego tyle dziedzicznie zdrowych ludzi pozostaje w stanie bezżennym i bezdzietnym bądź ma niewiele dzieci, gdy tymczasem ludzie dotknięci chorobami dziedzicznymi rozmnażają się bez skrupułów i obarczają naród osobami niepełnowartościowymi pod względem duchowym i cielesnym”.

Trzeci wywód, światopoglądowy, poucza nas jak następuje: „Rasa żydowska istotnie od zarania dziejów odnosiła się z największą wrogością do chrześcijaństwa. W dzisiejszej ewangelii sam Zbawiciel [!] zapowiada odtrącenie plemienia Izraela […], Zbawiciel mówi: «Dzieci tego królestwa zostaną wrzucone w najciemniejszą otchłań, będzie słychać płacz i zgrzytanie zębów»”. Chrześcijański Kościół jest tu gloryfikowany jako „Kościół ludów pogańskich”. „Wszystkie wartości rasy potwierdzają się i wzmagają”, ale „według tego, co zaświadcza teoria ras, najszlachetniejszymi przedstawicielami rasy nordyckiej w dotychczasowych dziejach świata byli średniowieczni rycerze epoki Hohenstaufów”, przy czym oczywiście „właśnie rycerstwo ukształtowało się pod wpływem chrześcijańskiego Kościoła”.

Zbiór kazań Lebendige Predigt (Kazania żywe), wydany z kościelnym imprimatur w 1936 roku, proponuje na niedziele wielkopostne homilię O wyższości rasowych chrześcijan, a w niej fragment opatrzony podtytułem Krew Chrystusa przeważyła nad religijnością Żydów. Po wysunięciu na plan pierwszy „rasowości”, „rasowych chrześcijan” oraz „najautentyczniejszych rasowych chrześcijan”, świętych, następuje podsumowanie: „(…] religia żydowska musiała zostać przezwyciężona. Chrystus może sobie przypisać dokonanie tego nadludzkiego dzieła (…]. Kto żyje we krwi Chrystusa, ten przezwycięża w sobie stopniowo ducha i formy zewnętrzne religii żydowskiej”.

Jeszcze w 1941 roku jezuita Peter Browe dokumentuje obszernie na łamach „Archiv fur katholisches Kirchenrecht” sytuację Żydów ochrzczonych oraz ich dzieci z punktu widzenia prawa kanonicznego, przy czym wciąż jest mowa o „potomstwie Żydów”. Ani w starożytności, ani w szczytowym okresie średniowiecza nie istniała co prawda dyskryminacja tych konwertytów de facto czy de iure, ale jednak pleniąca się wszędzie, zwłaszcza w Hiszpanii i Portugalii, pogarda dla Żydów dotyczyła również „nowych chrześcijan”.

Na przełomie XV i XVI wieku zaczęło się usuwanie takich „potomków Żydów” z większości zakonów rycerskich, na przykład z zakonu alkantarskiego, z zakonu świętego Jakuba od Miecza, a poza Półwyspem Iberyjskim z rycerskiego zakonu joannitów oraz zakonu rycerzy świętego Stefana. Ale i inne zgromadzenia zakonne występowały po okresie średniowiecza przeciw chrześcijanom krwi żydowskiej, na przykład kanonicy regularni, trynitarze, mercedarianie, karmelici, benedyktyni, cystersi, eremici świętego Hieronima, franciszkanie, teatyni, dominikanie szczególnie po to, „by móc usłużyć inkwizycji”; ewidentnie chodziło o nieskazitelną czystość rasową inkwizytorów.

.

.

Papież Klemens XIV, pod naciskiem monarchii świeckich i w następstwie niesławy za zbrodnie Inkwizycji, którym przewodniczył zakon Towarzystwa Jezusowego (Jezuitów), po wypędzeniu ich, kolejno: w 1759 z Portugalii, w 1764 z Francji, w 1767 z Hiszpanii i Neapolu — zmuszony został, w 1773r. do kasacji tego zakonu.

 

W 1814 Pius VII przywrócił istnienie zakonu w całym Kościele, a papież Urban VIII, w swojej bulli z 1623 zaliczył założyciela tego zakonu — I.Loyolę w poczet świętych kościoła (czyli na wzór do naśladowania!!!).

 

Aktualnie jezuici prowadzą własne uniwersytety oraz seminaria, wychowujące elitę duchowieństwa. Wydają

czasopisma w 50 językach, mają własne rozgłośnie radiowe i ośrodki telewizyjne. Nadal zajmują się zwalczaniem wszelkiej opozycji wobec papieża, zarówno w płaszczyźnie teologicznej, jak i społecznej.

 

Założyciel zakonu jezuitów był co prawda niechętny przyjmowaniu „potomków Żydów”, ale dwa razy stwierdził, że uważa pochodzenie od Żydów za wielką łaskę Pana, bo „czyż spokrewnienie z naszym Panem i Najświętszą Marią Panną nie miałoby być wielką łaską?”. Niebawem jednak, już w roku 1592, przełożeni jezuitów na Półwyspie Pirenejskim zaczęli odtrącać ludzi „których ród nie jest rasowo czysty […]; musimy bowiem oczyścić z nich społeczeństwo, bo są tylko ciężarem, przynoszą szkody i wielu poważnym kręgom, zwłaszcza Świętemu Oficjum, sprawiają kłopoty”. W rok później, w 1593 roku, zwołana do Rzymu piąta kongregacja generalna rozciągnęła ów zakaz niemalże jednogłośnie na całe Towarzystwo Jezusowe, przy czym nawet generał zakonu nie mógł w żadnym przypadku udzielić dyspensy. Bo przecież generałowie jezuitów niejednokrotnie postanawiali, że kandydaci, których żydowskie pochodzenie było znane, nie mogą zostać przyjęci, „choćby ich antenaci byli dobrymi chrześcijanami do szesnastego pokolenia i jeszcze dawniej” i „choćby ród wydał dwóch kardynałów”.

Jezuita Browe kończy w roku 1941 swoją rozprawę jak następuje: „Według prawa powszechnego, jakie dzisiaj obowiązuje, ta przeszkoda wynikająca z krwi już nie istnieje; jedynie dla neofitów pozostaje aktualny, zgodnie z §6. artykułu 987., okres próby, żądany przez sobór nicejski. Mimo to zapewne i dziś ludzie pochodzący od Żydów, których rodowód jest znany, nie zostaliby w wielu krajach tak łatwo wyświęceni na księży ani nie doczekaliby się wyższych dostojeństw, jak inni kandydaci, których rodzice i wcześniejsi przodkowie byli bez wyjątku chrześcijanami”.

Kościół ewangelicki Niemiec, który już w roku 1933 stworzył antysemicki paragraf dotyczący pochodzenia aryjskiego, ogłosił 17 grudnia 1941 roku następujący komunikat na temat stanowiska Kościoła wobec ewangelickich Żydów (podpisany przez biskupów bądź prezesów Kościołów krajowych Saksonii, Hesji, Meklemburgii, Szlezwika-Holsztynu, Anhaltu, Turyngii oraz przez prezesa ewangelicko-luterańskiego Kościoła Lubeki):

„Narodowosocjalistyczne kierownictwo państwa dowiodło niezbicie za pomocą licznych dokumentów, że ta wojna o zasięgu światowym została wywołana przez Żydów. Dlatego też podjęło ono skierowane przeciw Żydom decyzje wewnętrzno- i zewnętrznopolityczne, niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa Niemcom.


“Jako elementy niemieckiej wspólnoty narodowej, niżej podpisane niemieckie ewangelickie Kościoły krajowe oraz ich przywódcy znajdują się na froncie tej historycznej walki obronnej, która m.in. uczyniła niezbędnym zarządzenie policji Rzeszy dotyczące znaków rozpoznawczych dla Żydów jako naturalnych wrogów całego świata i Rzeszy, podobnie jak już doktor Marcin Luter [!] wysunął, nauczony doświadczeniem, żądanie, by podjęto jak najsurowsze kroki przeciw Żydom i skazano ich na banicję z krajów niemieckich.
Od dnia ukrzyżowania Chrystusa aż po dzień dzisiejszy Żydzi zwalczali chrześcijaństwo bądź też wykorzystywali je lub wypaczali dla osiągnięcia swoich egoistycznych celów. Chrzest nie zmienia niczego w rasowej odrębności Żydów, ich przynależności narodowej i egzystencji biologicznej. Niemiecki Kościół ewangelicki musi dbać o życie religijne niemieckich współobywateli i sprzyjać mu. Chrześcijanie rasy żydowskiej nie znajdą dla siebie miejsca w tym Kościele ani żadnych praw
Niżej podpisane niemieckie Kościoły ewangelickie oraz ich kierownictwa zniosły dlatego wszelką wspólnotę z Żydochrześcijanami. Kościoły te nie będą tolerować żadnego wpływu ducha żydowskiego na niemieckie życie religijne i kościelne”.

I stąd wiedzie prosta droga do komór gazowych Auschwitz, utorowana tysiącami traktatów, kazań, listów papieskich, postanowień soborowych. Biskupi i święci chrześcijańscy już w czasach antycznych masowo konfiskowali lub palili synagogi, już wówczas pisali, że ojcem Żyda jest diabeł, co powraca u Streichera, już w IX wieku antycypowali dosłownie nazistowski slogan: „Nie kupujcie u Żydów!”, w wiekach średnich stworzyli precedens hitlerowskiej gwiazdy dla Żydów i uznali odpowiednie zarządzenie soborowe za część prawa kanonicznego. Już oni wyjmowali Żydów spod prawa, ograbiali ich, umieszczali w gettach, przepędzali z niezliczonych społeczności i krajów i setki tysięcy tych ludzi zmasakrowali.

 

5. WYZYSKIWANIE i BOGACENIE SIĘ

Kościół zwalczał i eksploatował wszystkich, w niemałym stopniu również własne owieczki, co niech zostanie w proponowanych teraz rozważaniach o dziejach społeczeństw przedstawione nieco szczegółowiej choćby dlatego, że wielka chęć wzbogacania się, widoczna u wyższego duchowieństwa, czyni nieuchronnym jego sprzymierzanie się z państwami oraz obligatoryjne sankcjonowania masowej zagłady — od Konstantyna po Wietnam. Gdy Kościół stanął po stronie bogatych, to chwycił także za ich miecz po czym szybko obrastał w dostatek…

.

.

„Publicznie oznajmiają, iż znają Boga, lecz swymi uczynkami się go zapierają”

(Tytusa 1:16)

Biblijny Jezus pojawił się co prawda jako przyjaciel pariasów i ludzi wyzutych z praw, poborców ceł i grzeszników, kalek, ludzi napiętnowanych. Chwalił biednych i groził bogatym. Żądał rezygnacji z wszelkiego majątku. Potępiał „niesprawiedliwą mamonę”, „ułudę bogactwa”, a jego „dobra nowina” dla ujarzmionych zapewne przyspieszyła działania misji chrześcijańskich, zapewne przyciągała niewolników, wyzwoleńców, robotników, drobnych rzemieślników, wygnanych chłopów, z których w większości składała się najdawniejsza wspólnota chrześcijańska. Zniewoleni przez rzymski kapitalizm agrarny i dyktatury cezarów, ci ludzie tęsknili od pokoleń do wybawienia z nędzy i dostrzegali w chrześcijaństwie nie tylko idealną religię, ale i spełnienie proletariackich nadziei, wyzwolenie z niedostatku.

Ale później kler nie zamierzał bynajmniej zmieniać struktur społecznych. Podczas gdy nauka Chrystusa była wręcz ekstremalnie rewolucyjna, Kościół stawał się potęgą na wskroś konserwatywną, tłumił kompromisami i relatywizacją ewangeliczny radyka1izm, całkowicie odżegnał się od tradycji pierwotnego chrześcijaństwa, natomiast przejął antyczny ustrój gospodarczy ze wszystkimi jego elementami.

Najjaskrawiej wykazuje to utrzymywanie przez Kościół niewolnictwa. Niewolnicy powinni „na chwałę Boga jeszcze gorliwiej wykonywać pracę niewolniczą”! — tego żąda w II wieku biskup Ignacy. Doktor Kościoła Ambroży nazywa, zaś, niewolnictwo „darem Boga”. A inny doktor Kościoła, Augustyn, już bez zastrzeżeń stoi po stronie bogatych i propaguje ideał „pracowitości w biedzie” — pozostać biednym i dużo pracować to jedna z najistotniejszych rad, jakich udziela biednym; otóż Augustyn z jednej strony pociesza (jak mutatis mutandiswszystkie encykliki społeczne ostatnich stu lat) niewolników stwierdzeniem, że ich los to przejaw woli Boga, a z drugiej strony uświadamia właścicielom niewolników korzyści płynące dla nich z takiego uzależnienia.

Równouprawnienie religijne niewolników, przyznane im już wcześniej w kulcie Dionizosa, ustaje jednak niebawem, w roku 257, w chrześcijaństwie, z chwilą gdy papież Stefan I zabrania im ubiegania się o godność kapłańską. „Podły niewolnik nie jest przecież godzien takiego zaszczytu” — pisze w 443 roku doktor Kościoła, papież Leon I „Wielki”. Otóż to — w czasach pogańskich, przede wszystkim dzięki stoickiej doktrynie równości ludzi, nastąpiła wreszcie pewna poprawa losu niewolników, ale w IV wieku Kościół znowu pogorszył ich status prawny. I nie tylko przodował w liczebności posiadanych niewolników, lecz również — co nie istniało nigdzie indziej — uniemożliwiał ich wyzwolenie. Jako „dobro kościelne” byli oni niezbywalni. Mało tego. W każdym kolejnym stuleciu zwiększało się zniewolenie i niewolnictwo utrzymało się za sprawą Kościoła przez całe średniowiecze. Tomasz z Akwinu jednoznacznie je usprawiedliwiał, Egidiusz Rzymianin zaś wysławiał je wręcz jako „instytucję chrześcijańską”.

U schyłku średniowiecza ta chrześcijańska instytucja nawet rozwinęła się w Europie Południowej. Spośród wielkich miast zachodnioeuropejskich najdłużej zachował ją — konsekwentnie papieski Rzym. Niesłuszne to, ale zrozumiałe, jeśli się pomyśli o ogromnym majątku Kościoła, choć przecież groteskowe, gdy wspomnimy Jezusa i „komunizm miłości” głoszony przez apostołów, do którego nawiązują nie tylko liczne sekty chrześcijańskie, lecz również wielu Ojców i doktorów Kościoła, jak Jan Chryzostom, żądający niejednokrotnie wspólnoty dóbr zamiast własności prywatnej i nakazujący, by wszystko „posiadano na sposób komunistyczny”. Albo doctor Ecclesiae Bazyli, jeden z najlepszych chrześcijan wszechczasów, który cały swój majątek oddaje biednym, a potem dołącza do tego ogromne dziedzictwo i wreszcie przekazuje ludziom będącym w potrzebie większość dochodu z bardzo bogatej diecezji; chrześcijanin, który innych chrześcijan posiadających cokolwiek stawia na równi ze zbójcami. Ale gdy ci doktorzy Kościoła jeszcze radykalnie krytykowali kapitalistyczny ustrój gospodarczy, domagali się jego likwidacji od podstaw i głosili jako główną naukę chrześcijańską: „komunizm miłości” pierwotnej gminy — zdążyła się już ukształtować sytuacja najbezwzględniejszej eksploatacji w całych dziejach ludzkości. I była to też eksploatacja najbardziej bezwstydna.

.

.

Jezus — w przeciwieństwie do katolickich biskupów — nie potrzebował zbrojnej obstawy, by wygłosić swe „Kazanie na górze”

Już za czasów pierwszych cesarzy chrześcijańskich majątek Kościoła znacznie się powiększył. W VI wieku pobiera się kościelną dziesięcinę, zawarowaną prawnie za Karola „Wielkiego” i ściąganą aż do XIX wieku. W VIII wieku oszustwem i wojnami zostaje uzyskane Państwo Kościelne. I w średniowieczu co najmniej jedna trzecia całej ziemi uprawnej w Europie znajduje się w rękach duchowieństwa, a pracują na niej niewolni chłopi.

Kuria przechodzi wcześniej niż większość dworów monarszych od gospodarki naturalnej do pieniężnej i rychło, dzięki nawiązaniu ścisłych kontaktów z nowo powstającymi bankami, staje się jedną z największych potęg finansowych świata. Inkasuje, co jej się należy, uciekając się do ekskomuniki albo interdyktu, czasem też egzekwuje należności od opornych dłużników przy pomocy władców, z którymi proporcjonalnie dzieli się przychodem. W podziemiach zamku papieskiego w Awinionie, „najohydniejszym i najbrudniejszym mieście, jakie zdarzyło mi się poznać” — jak pisze Petrarca, gromadzone są skarby ze wszystkich stron świata. Alvarez Pelajo, szczerze dochowujący papieżom wierności dostojnik Kurii, opowiada, że ilekroć przybywał na pokoje papieskie, zawsze zastawał duchownych przy liczeniu pieniędzy.

Już około roku 1000 wypomina biskup Orleanu tę „hańbę”, że w Kurii prawie wszystko jest do kupienia i wyroki wymierza się według wagi złota. W wieku XIII skarży się biskup Jakub z Vitry: „Wszystko dotyczy tylko spraw przyziemnych i doczesnych, królów i królestw, procesów i sporów. Rzadko kiedy pozwalano na rozmowę o sprawach duchowych”. Pod koniec XV wieku wykrzykuje we Florencji Savonarola: „Oni handlują beneficjami i nawet sprzedają krew Chrystusa”. A w połowie XX wieku francuski ksiądz-robotnik Henri Perrin dziwi się, „jak niewielką wagę przywiązywały w przeszłości środowiska chrześcijańskie do problemu losu robotników. Z roku na rok nic prócz nabożnych słów” — co potwierdzają dobitnie papieskie „encykliki społeczne”: Rerum novarum(1891), Quadragesimo anno (1931) oraz łagodniejsza tylko w tonie, ale merytorycznie prezentująca to samo,Mater et magistra (1961).

Ale równocześnie papież Pius XII (który pisze ponadto o robotniku i przedsiębiorcy co następuje: „Tworzą oni coś wspólną pracą. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że jedzą przy tym samym stole. Bo przecież żyją z ogólnego dochodu gospodarki swego kraju”.) stwierdza: „Kościół Chrystusowy idzie drogą wyznaczoną mu przez boskiego Zbawiciela […]. Nie wtrąca się do spraw czysto politycznych i gospodarczych”. Mniejsza o to, że należące do Kościoła ziemie, w sumie kilka milionów hektarów, w niektórych krajach stanowią prawie dwadzieścia procent wszystkich pól i jeszcze dziś jest to największa posiadłość w świecie chrześcijańskim; że Kościół posiada kilka najbardziej wpływowych rzymskich banków oraz udziały w przerażająco wielu spośród najpotężniejszych zakładów przemysłowych w Ameryce Północnej i Południowej; że niektóre z nich są nawet prawie wyłączną własnością Kościoła, jak czołowe włoskie towarzystwo lotnicze Alitalia, jak zakłady samochodowe Fiat (gdy tymczasem rokrocznie umierają z głodu miliony ludzi i tylko w Ameryce Południowej, gdzie żyje trzydzieści trzy procent wszystkich katolików, trzydzieści procent ludzi to bezdomni) — również trzej bratankowie Piusa XII są wysokimi dostojnikami watykańskimi, prezesują liczącym się bankom, firmom monopolistycznym, i gromadzą, w mało którym wielkim skandalu finansowym we Włoszech nie umoczywszy palców, majątek rzędu stu dwudziestu milionów marek. A sam papież Pius XII, którego beatyfikacja jest już bliska, pozostawia w spadku mienie osobiste wartości osiemdziesięciu milionów marek, w złocie i walucie.

.

.

Napis po francusku, nad obrazem z 1680 roku, brzmi: ”Pewne i słuszne sposoby nawracania heretyków na katolicyzm” — czyli: szubienica łamanie kołem, stos oraz galery.

Zaiste: wśród wszystkich dziwnych świętych Kościoła katolickiego — a są w tym gronie znani fałszerze dokumentów, jak doktor Kościoła Atanazy („doktor Kościoła” to największe wyróżnienie dla katolika; spośród dwustu sześćdziesięciu papieży tylko dwóch otrzymało ten tytuł); znani specjaliści od przekupywania, jak doktor Kościoła Cryl Aleksandryjski, znani złodzieje i podpalacze, jak Marcin z Tours, patron Francuzów — wśród wszystkich dziwnych świętych Ecclesiae Catholicea Eugenio Pacelli byłby jednym z najdziwniejszych, gdyby został kanonizowany. I nie tylko ze względu na słowa Łukasza (12,33 albo 14,33) bądź Jana Chryzostoma, doktora Kościoła: „Bez niesprawiedliwości nie sposób się wzbogacić” oraz „Człowiek godny czci nie może, nie może być bogaty”.

Papieże przemieniali w pieniądze prawie wszystko, dając w każdym stuleciu przykład wielkiej korupcji i demoralizacji. Mimo zakazu sprzedawali każdą nominację na biskupa, każdą godność opata, każde probostwo katedralne. Co więcej, sprzedawali już samą możliwość ubiegania się o to, czasem nawet kilku chętnym jednocześnie, przy czym opłata rosła proporcjonalnie do prawdopodobieństwa uzyskania tego, o co chodziło. Sprzedawali każdą bullę, każdą łaskę, wszelkie dokumenty, wszelkie decyzje. Sprzedawali najświętsze relikwie i jeszcze w czasach antycznych zaczęli rozprowadzać je masowo, na przykład już w IV wieku produkowano w Rzymie relikwie będące replikami całunu. Kościół zamkowy w Wittenberdze posiadał około roku 1510 aż pięć tysięcy pięćset relikwii. A po dziewiętnastu sprawdzonych świętych pozostaje po dziś dzień w kościołach i klasztorach sto dwadzieścia jeden głów, sto trzydzieści sześć torsów oraz zadziwiająca obfitość innych części ciała. „Napletek Chrystusa — pisze Alfonso de Valdes — widziałem osobiście w Rzymie, Burgos i Antwerpii” ponoć występuje on jeszcze w czternastu innych miejscowościach — „w samej tylko Francji znajduje się pięćset zębów Dzieciątka Jezus. Mleko Matki Boskiej, pióra Ducha Świętego przechowuje się w wielu miejscach”.

Tak oto z górą tysiąc lat ogłupiali oni ludzi. Nic dziwnego, że i w XX wieku ludzie są podatni na wszelkie ideologiczne szalbierstwo! Nic też dziwnego, że hierarchia kościelna, już od czasów apostołów i zacieklej niż hitlerowcy, zakazywała wszelkich pism krytycznych, paliła taką literaturę, przez pół tysiąclecia zabraniała nawet ludziom świeckim lektury księgi nad księgami, zwłaszcza poszczególnych Ewangelii, i to „z całą mocą”, jak pisano jeszcze w XVI wieku, gdy za pontyfikatu Juliusza III w mieście biskupim Würzburgu skracano o głowę chłopów, którzy czytali Biblię; hitlerowcy nie musieli tego stosować w wypadku Mein Kampf, bo i ta książka zawierała tylko opis czynów faktycznie przez nich popełnianych.

Papieże inkasowali czynsz dzierżawny i świętopietrze z ziem im podległych, z podporządkowanych im bezpośrednio kościołów, klasztorów, miast, ze wszystkich krajów objętych obowiązkiem daninyy. Inkasowali cały majątek wszystkich „kacerzy” skazanych w Państwie Kościelnym i od każdego kościoła na świecie dziesiątą część jego dochodów, a od niejednego nawet znacznie więcej. Inkasowali dochody biskupów zawieszonych w czynnościach oraz mienie duchownych zmarłych bez sporządzenia testamentu.

Inkasowali pieniądze za przyznanie i potwierdzenie prawowitości władzy królewskiej, za obowiązkowe wizyty książąt Kościoła ad limina apostolorum, za uchylenie niepożądanych wizytacji. Inkasowali ogromne łapówki, na wielką skalę handlowali odpustami, coraz częściej ogłaszali lukratywne lata jubileuszowe, kiedy to zdarzało się, że pieniądze zgrabiano z ołtarzy. Stale zwiększali podatki i wymyślali coraz to inne, jeden tylko papież Urban VIII aż dziesięć. Wymyślali dziesięciny od wypraw krzyżowych, które nigdy się nie odbyły, i tymi pieniędzmi finansowali, cokolwiek zechcieli — Jan XXII, jeden z największych w dziejach świata geniuszów w obracaniu pieniędzmi, sfinansował w ten sposób swoją wojnę z Ludwikiem Bawarskim; Grzegorz IX długoletnią wojnę z Fryderykiem II, na którego państwo ten papież dokonał wręcz inwazji, gdy cesarz odbywał krucjatę. Bonifacy IX anulował w 1402 roku wszystkie wnioski o beneficja, by móc każdego, kto już coś zapłacił, zaszantażować po raz drugi. Papież Sabinian gromadził zboże, i w 605 roku, gdy panował głód, sprzedawał je po lichwiarskiej cenie. Papież Sykstus IV, niegdyś franciszkanin, który współżył fizycznie ze swoja siostrą i z własnymi dziećmi, zakładał w Rzymie domy publiczne, wydzierżawiał je kardynałom i, co więcej, obłożył specjalnym podatkiem ladacznice. A Benedykt IX sprzedał — kiedy już wyzbył się wszystkiego — Grzegorzowi VI godność papieską w zamian za dożywotnią rentę.

Skoro wielu papieży, tak jak większość potentatów, wydawało duże sumy na reprezentację, luksus, metresy, bratanków, synów, córki, skoro dzięki łupieżczym wyprawom wojennym, lichwiarskim zyskom, kłamstwom handlarzy odpustami, wznosili kościoły, które świat podziwia jeszcze dzisiaj; skoro Eugeniusz IV nabył koronę wartości dwóch milionów franków; skoro Leon X (jego motto: „Niechaj nasz pontyfikat będzie radosny!”) trwonił miesięcznie od dziesięciu do dwunastu tysięcy dukatów na jadło; skoro Mikołaj III rozdawał swym krewnym jedno księstwo po drugim i skoro jeszcze w ciągu siedemdziesięciu pięciu lat XVII wieku „namiestnicy” przeszastali ogromną sumę bez mała siedemnastu milionów złotych skudów — oznacza to, że pieniądze stawały się w ich rozumieniu coraz ważniejszym środkiem sprawowania władzy, najważniejszym instrumentem rządzenia aż po dzień dzisiejszy, kiedy wygląda na to, że nie chcą oni już ewangelizować, lecz kupić cały świat, co miałoby zresztą większe szanse powodzenia (jeśli zważymy, że nawet w Rzymie aż siedemdziesiąt procent ludności umiera bez ostatniego sakramentu).

Grzegorz IX polecił — już w XIV wieku — by Kościoły poszczególnych krajów zasilały bezpośrednio papieską kasę wojenną, a jego następcy zbroili się na coraz większą skalę. Bo nawet gdy utrzymywali trójkę nieślubnych dzieci oraz dwudziestu nepotów,jak Pius IV, to nie zapominali o subwencjonowaniu wojenreligijnych przeciw hugenotom i Turkom. I jeśli nawet, mimo olbrzymich dochodów, zastawiali swoje korony, tapety Rafaela, serwisyi zostawiali po sobie milionowe długi, jak w wypadku LeonaX, to już kolejni papieże gromadzili nowe skarby, na przykład — znowu mimo wielkiego marnotrawstwa osobistego — Paweł III zgórą siedemset tysięcy dukatów, która to suma zniknęła po jego śmierci tak szybko, że to, co zostało, starczyło tylko na żołd dla gwardii potrzebnej na następne konklawe.

Dość. Ta gospodarka pieniężna, trwająca sporo ponad tysiąc lat i naśladowana przez biskupów, opatów, świeckich możnowładców, była i jest oczywiście prowadzona kosztem ludu, najwcześniej włoskiego, który przez całe średniowiecze był wyzyskiwany najbardziej i ze wszystkich stron, ale szczególnie przez kler. „Śmierć klechomi mnichom! — krzyczano w Perugii. „Śmierć Kościołowi!” — to w Bolonii. „Precz z papieżem!” — a to w Neapolu. Florentyńczycy szturmowali siedzibę inkwizycji i karmili psy księżym mięsem. Rzym stał się najbardziej buntowniczym i najbardziej eksploatowanym miastem w świece zachodnim. Głód, despotyczne rządy, rewolty powtarzają się bez końca. W roku 1585, gdy rozpoczął się pontyfikat Sykstusa V, toczyło się ponoć po ulicach Rzymu więcej głów niż trafiło melonów na targ. Rygorystyczne ustawy wyjątkowe i akcje polityczne to odpowiedź papieża na rewolucję francuską, którą Kant powitał łzami radości. „[…] wolne Włochy!” — woła jeszcze lord Byron. „Czegoś takiego nie było od czasów Augusta”. W 1849 roku stu trzydziestu sześciu spośród stu czterdziestu jeden włoskich delegatów głosuje za pozbawieniem papieża suwerennej władzy nad Państwem Kościelnym.

.

.

Apostoł Piotr — w przeciwieństwie do powołujących się na jego sukcesję papieży — nigdy nie pozwoliłby, by jakikolwiek człowiek oddawał mu hołd.

 

Na rycinie: Poddańcze całowanie papieskich stóp.

 

Nie mogą go już uratować zmobilizowane przeciw rodakom, sprowadzone z połowy Europy wojska. W roku 1870 papiestwo popada w „niewolę watykańską”, z której wyzwalają je dopiero faszyści.

Główny ciężar ery arystokratyczno-hierarchicznej spoczywał jednak, również przez dłuższy okres epoki nowożytnej, nie na mieszczanach, lecz na chłopach czy raczej niewolnikach rolnych.

Nieliczne wolne chłopstwo zniknęło bowiem wkrótce całkowicie na skutek rozpowszechnienia się prawa rzymskiego w Europie — zostało wchłonięte przez latyfundia świeckie bądź kościelne. Postęp cywilizacji chrześcijańskiej pociągał za sobą coraz większy ucisk chłopów, najpierw przemienionych w ludzi przypisanych do ziemi, a później w odrabiających pańszczyznę. Mogli być razem z ziemią dziedziczeni, sprzedawani, wymieniani, darowani i dla swoich panów znaczyli często mniej niż bydło. Wielki mistrz zakonu krzyżackiego Siegfried von Feuchtwangen zwykł, około roku 1300, mawiać, że nie smakuje mu ani jeden kęs, jeśli przedtem nie każe powiesić kilku chłopów.

W świecie zachodnim powstania chłopskie rozpleniły się tak, że historycy wolą ich nie dostrzegać aż do wieku dwudziestego.

W roku 997 burzą się chłopi Normandii, w 1008 roku chłopi bretońscy. We Fryzji, Holandii, Francji bunty chłopskie powtarzają się w ciągu całego XI wieku. Jeden niewolnik rolny kosztował wówczas we Francji trzydzieści osiem, a koń — sto sous.Francuska wojna chłopska rozpoczyna się w roku 1358, szlachta doprowadza do egzekucji dwudziestu tysięcy osób, ale zamieszki nie ustają przez następnych pięćset lat. W Anglii król Ryszard II tłumi krwawo wielkie powstanie chłopów, które wybuchło w 1381 roku. W roku 1437 buntują się chłopi siedmiogrodzcy. W 1514 roku szczególnie liczne i okrutne egzekucje kładą kres groźnemu powstaniu chłopów węgierskich. A w Rumunii bunty uciśnionych zdarzają się jeszcze w XIX i XX wieku.

W Niemczech niepokoje zaczynają się na długo przed wojną chłopską i prowodyrzy są wszędzie paleni, wieszani, ścinani, ćwiartowani. W roku 1460 przeciwstawiają się opatowi chłopi z Kempten. W 1476 roku szesnaście tysięcy chłopów manifestuje nocą przy blasku pochodni pod zamkiem biskupa Würzburga, który każe do nich strzelać z ustawionych na wałach dział. W 1490 roku chłopi augsburscy zwracają się przeciw biskupowi Fryderykowi z rodu Hohenzollernów. W roku 1493 zostaje zawiązany alzacki Bundschuh; ich hasło brzmiało: „Ruszajcie, cóż to za żywot? Przez klechów i szlachtę nie ma dla nas życia”.

Duchowni i szlachta, tron i ołtarz — za ich sprawą całe narody były przez tysiąc lat otaczane pogardą, uciskane, wyzyskiwane. Każdy mógł budować na tyranii tamtego drugiego. I chociaż często występowali przeciw sobie nawzajem, z socjologicznego punktu widzenia stanowili jedność, w układzie społecznym trzymali się razem, byli klasą zorientowaną na władzę i zysk, żyjącą z potu i krwi innych ludzi, zdemoralizowaną mniejszością, jak pisze ze Strasburga o władcach swoich czasów Büchner, mniejszością, która „przemienia masy obywateli w harujące bydło”.

Niemiecka wojna chłopska wybuchła nieprzypadkowo na południowym zachodzie kraju, gdzie austriacki arcyksiążę Ferdynard i biskup Konstancji, wspólnie prześladowali „kacerzy” w sposób szczególnie barbarzyński. I tak jak wielu innym mającym podłoże socjalne powstaniom chrześcijan przyświecały rewolucyjne idee wczesnego chrześcijaństwa — na przykład powstaniu chłopów angielskich, którym przewodzili księża pozostający pod wpływem nauk Wiklefa; niektórym rewoltom proletariatu włoskiego albo husyckiej infiltracji na Węgrzech, w Polsce, Niemczech, Belgii oraz Francji — tak przyświecały one też niemieckiej wojnie chłopskiej, we Frankonii i w Tyrolu skierowanej przede wszystkim przeciw wyższemu duchowieństwu. Chłopi walczyli jako „bractwo ewangeliczne”, jako „wojsko chrześcijańskie i ewangeliczne”, na ich sztandarach były wizerunki Ukrzyżowanego i imię Jezusa. Ich manifest, napisany przez spalonego w 1528 roku w Wiedniu byłego kaznodzieję katedralnego z Ratyzbony Balthasara Hubmaiera, profesora i prorektora jednego z uniwersytetów, uzasadniał wszystkie skargi natury ekonomicznej powołując się na Biblię i w artykule dwunastym deklarował nie wysuwanie żądań niezgodnych ze słowem bożym.

.

.

Zdarzali się władcy, którzy byli nastawieni pokojowo, skłonni do rokowań, którzy długo się wzdragali naruszyć to, co uzgodnili z chłopami, jak na przykład władca Palatynatu, książę-elektor Ludwik, którzy nawet uważali bunt za sprawiedliwą karę bożą i chcieli go „uśmierzyć po dobroci”, tak jak książę-elektor Fryderyk Mądry i jego brat, książę Jan. Ale biskupi oraz znów Marcin Luter — bo, jak mówi Paracelsus, „czyż jest ktoś mniej miłosierny dla biednych niż duchowieństwo?” — nie ustawali w perswadowaniu, zachęcali, powtórzmy za reformatorem, „do rychłego chwycenia za miecz”, do atakowania z „czystym sumieniem” (które kler pozostawia mordercom zabijającym podczas wszelkich wojen), do zasłużenia sobie „na niebo przelaną krwią” (to też jeden z ulubionych chrześcijańskich wątków), zachęcali, żeby „dławić, dźgać, po kryjomu i otwarcie, co komu będzie zręczniej zrobić, tak jak trzeba zabić wściekłego psa”. „Dźgaj, bij, duś, kto może” — szczuje Luter kiedy indziej, prawie że bardziej papieski w tym niż papież — „a jeśli wówczas zginiesz, to dobrze; lepszej śmierci nie dostąpiłbyś nigdy, bo tak umarłbyś posłuszny słowu bożemu”.

Tak oto chrześcijańska szlachta rozprawiała się z chłopami, tysiące ich zabijając ciosami skierowanymi w dół z wysokości końskiego grzbietu, wciąż oszukiwała ich, pozwalała, by się dobrowolnie rozbrajali, po czym dokonywała na nich rzezi; tylko pod Zabern zginęło osiemnaście tysięcy chłopów. Chłopi byli oślepiani, wieszano ich, ścinano, wbijano na pal, byli ćwiartowani, rozrywani przez konie, paleni żywcem. Gdy się zdarzyło, że mogli sobie posmarować buty hrabiowskim tłuszczem, gdy masowo grabili, przetrzebiali zamki i klasztory — „Dość długo wnosiliśmy, teraz możemy chociaż raz wynieść”. — to jednak lała się prawie wyłącznie ich krew. Nawet Luter uznał w końcu uciskanie chłopów za „okropne” i „godne pożałowania”. „Ale co robić? Tak trzeba i Bóg też tego pragnie”.

„Bóg tego chce!” — tak krzyczeli już papieże przy okazji krucjat. I nadal się tak krzyczy. Jeszcze nawet hitlerowski atak na Rosję był przedstawiany przez cały episkopat niemiecki jako „święta wola Boga”. A protestancki biskup Lilje wołał jednocześnie: „Z Bogiem! Tę ofiarę można ponieść tylko w imię boże”. Im więcej mordują, tym głośniej powołują się na Boga.

„Niechaj was to tak nie smuci”, pociesza reformator szlachtę i zachęca: „Osioł chce być bity, a gmin rządzony przemocą” — oto chrześcijańska recepta na rządzenie, stosowana od dwóch tysięcy lat.

I wojna jest Lutrowi tak samo potrzebna, jak Tomaszowi czy Augustynowi, który szydzi z cyniczną beztroską człowieka raczej nie zagrożonego: „Cóż powiedzieć przeciw wojnie? Chyba tylko to, że giną na niej ludzie, którzy przecież muszą kiedyś umrzeć”. Od tych diabłów przejmuje Luter teorię „wojny sprawiedliwej”, dziś możliwą już tylko jako numer kabaretowy (albo teologia moralna) i poucza: „Na takiej wojnie chrześcijańską jest rzeczą i dziełem miłości, jeśli się wrogów bez skrupułów dusi, ograbia, podpala, i jeśli czyni się wszelkie szkody służące pokonaniu ich. A gdyby się miało wydawać, że duszenie i grabież to nie dzieło miłości, i gdyby jakiś prostak [!] pomyślał, że to nie po chrześcijańsku i chrześcijaninowi tak czynić się nie godzi: zapewniam, że to też jest dziełem miłości”. Dlatego właśnie Luter zaleca i nakazuje chrześcijanom wyruszającym do boju, by nie zwlekali długo, by odmówili Wierzę w Boga… i Ojcze nasz… i „tego niech wystarczy […], a potem dobądź broni i bij w imię boże”.

Podobnie jak Kościół papieski, Luter pozostawił biednych samym sobie, zdradził sprawę chłopów pańszczyźnianych, uczynił z reformacji ruch znowu korzystny tylko dla władców, nowe narzędzie despotyzmu, stąd też już Thomas Münzer protestuje gorąco przeciw tej „cichej wodzie”, temu „żyjącemu w dostatku cielsku”, tej wittenberskiej „tucznej świni”, i ma całkowitą rację, kiedy pisze: „Prawdziwe złodziejstwo uprawiają nasi książęta i magnaci, którzy przywłaszczają sobie wszelkie stworzenie, ryby w wodzie, ptaki w powietrzu, rośliny na ziemi, wszystko to musi należeć do nich. A biednym mówią: «Bóg przykazał, żebyś nie kradł». Oni sami pastwią się nad wszelkimi istotami żyjącymi i zabierają je dla siebie; ale jeśli biedak ukradnie byle rzecz, to zostaje skazany. Temu fałszywy doktor przyklaskuje i mówi «amen»”.

Po stronie papieskiej nie dopatrzył się Luter tak naprawdę „niczego, co by służyło chrześcijaństwu”, widział „tylko sprawy pieniężne i spory”. „Na to byłoby stać byle rozbójnika”. A potem zaczęła się reformacja z grabieniem na wielką skalę dóbr Kościoła katolickiego przez luterańskich książąt, „niemieckie królewiątka”, jak drwiąco nazywa ich Theodor Lessing, przez książąt, którzy byli gotowi „przyłączyć się do tego nowego ruchu aż do granic własnej korzyści”. I przytoczmy jeszcze wyznania zawarte w broszurze zapowiadającej zjazd ewangelików niemieckich w Stuttgarcie w roku 1952: „Nie jest zadaniem ewangelii w jakikolwiek sposób zmieniać istniejącą sytuację”.

Klęska wojny chłopskiej, nad którą potem wciąż ubolewano — a czynił to jeszcze Alexander von Humboldt na zamku poczdamskim, tuż obok apartamentów króla, z którym codziennie rozmawiał — należy do tych przekleństw niemieckiej historii, które okazały się szczególnie brzemienne w skutki. Południowoniemieccy chłopi pozostali w pańszczyźnie, a północnoniemieccy, według prawa uznani za wolnych, na powrót popadli w nią i odtąd wszyscy są nękani jeszcze brutalniej — aż do początku XIX wieku.

Wojewoda sandomierski chce w 1586 roku, by terroryzowani przez szlachtę chłopi inflanccy zostali zrównani „przynajmniej z polskimi chłopami pańszczyźnianymi”. A zgromadzenie stanów frankowskich zastanawia się w roku 1583, gdy znowu trzeba zapłacić „podatek turecki”, czy „nie byłoby łatwiej żyć pod rządami Turków”. I faktycznie Turcy zaoferowali węgierskim chłopom wolność, w zamian za co ci ostatni chętnie wyrzekli się chrześcijaństwa.

Na Śląsku, w Saksonii, w Prusach dochodzi około roku 1790 do rozruchów chłopskich. Hrabia Mirabeau opowiada o niewolnej egzystencji północnoniemieckich robotników rolnych: dziewiętnastogodzinny dzień pracy w lecie i w zimie. Baron vom Stein, który dobrze zna „tych łajdaków, niemieckich władców”, obserwuje w 1802 roku w Meklemburgii pewnego szlachcica, który traktuje swoich chłopów jak bydło. W roku 1812 Friedrich List patrzy nad Renem, Neckarem i Menem na chłopów pracujących zamiast koni i wołów, „ale bez pożywnej strawy tych zwierząt pociągowych”. Najbiedniejsi mieszkańcy Holsztynu koczują razem z chorymi i niemowlętami pod gołym niebem albo żyją w oborach. Gdyby jednak nie opłacili podatków, to groziła im licytacja i pozbawienie dobytku. Jeszcze w Zgromadzeniu Narodowym 1848 roku wśród sześciuset deputowanych znalazł się tylko jeden chłop.

W Anglii, gdzie aż do XVIII wieku miewa się niewolników, gdzie aż po XI wiek rządzi kilkaset rodów feudalnych, gdzie do 1832 roku spośród piętnastu milionów mieszkańców prawo wyborcze posiada czterysta tysięcy i gdzie jeszcze za czasów Schopenhauera „dwie trzecie narodu nie umieją czytać”, kler i wielcy posiadacze ziemscy odnoszą się do chłopów gorzej niż do wszelkiej trzody. Jeszcze w końcu XIX wieku chłop jada o połowę mniej, a pracuje dwa razy więcej niż więźniowie w angielskich zakładach karnych. „W rachunkach arendarza równa się on zeru” — odnotowuje w roku 1865 pewien oficjalny raport. „Nie obawia się o przyszłość, bo niczym nie dysponuje prócz tego, co jest bezwzględnie konieczne do życia. Cokolwiek by się działo, dla niego nie ma ani szczęścia, ani nieszczęścia”. Prasa liberalna szydzi bezlitośnie ze szlachty i państwowego Kościoła anglikańskiego (High Church) w związku z wysyłaniem do dalekich krajów „misji dla poprawy obyczajności dzikich ludzi znad Południowego Pacyfiku”. „Odważę się teraz zapewnić — kończy swój artykuł pewien korespondent «Morning Chronicle» — że położenie tych ludzi, ich bieda, ich nienawiść do Kościoła, ich zewnętrzna uległość i wewnętrzne rozżalenie na dostojników kościelnych, stanowią regułę we wszystkich wiejskich gminach w Anglii, a odmienne okoliczności są wyjątkowe”. Pomagały tylko niektóre sekty chrześcijańskie. Ale Kościół oficjalny — jak pisał Marks — wybaczyłby „raczej podważenie trzydziestu ośmiu spośród trzydziestu dziewięciu artykułów wiary niż zamach na jedną trzydziestą dziewiątą jego dochodów”.

 

6. OBŁUDA i POLITYKA

Europa obchodziła się nie lepiej z robotnikami przemysłowymi, o czym świadczy przede wszystkim sytuacja w kraju pochodzenia wielkiego przemysłu.

.

.

Jeszcze w połowie XX wieku noszono dumnego papieża na tronie.

.

Jeszcze w połowie XIX wieku niejeden „wolny Anglik” stanowi tańsze zwierzę robocze niż starożytny niewolnik. Ci ludzie, półnadzy, mieszkają w nieprawdopodobnych wręcz norach na zgniłej słomie i żywią się zepsutym jedzeniem. Wszędzie brud, nieczystości, wilgoć, umierające dzieci, chorzy i kalecy, suchoty, tyfus, ślepota. Podczas gdy zyski fabrykantów urastają do gigantycznych sum, nędza robotników jest coraz straszliwsza, a w 1834 roku ustawa o biedocie z roku 1601 zostaje zastąpiona inną, w której nie przewiduje się już pomocy socjalnej.

Już William Blake, który uznaje za winnych Kościół i państwo, słyszy dobiegający od kominów i z ulic krzyk nękanych istot. W 1866 roku mieszka tam dwieście tysięcy ludzi, „których nędzne położenie — jak czytamy w obszernym raporcie Juliana Huntera o zdrowotności — przekracza wszystko co kiedykolwiek widziano w Anglii”. Torysowska gazeta „Standard” upomina w 1867 roku:

„Przypomnijmy sobie, jak cierpi ta ludność. Umiera ona z głodu. I to jest fakt: oczywisty, straszny. Tych ludzi jest czterdzieści tysięcy […].Na naszych oczach w jednej dzielnicy tej cudownej metropolii tuż obok miejsc największej w dziejach świata akumulacji bogactwa, tuż obok umiera bezradnie czterdzieści tysięcy ludzi”. Na nic zdaje się poszukiwanie pracy i żebranina, bo „miejscowe ośrodki zobowiązane do wspierania biednych same się spauperyzowały na skutek żądań parafii”.

W 1840 roku średni czas życia robotnika w Liverpoolu wynosi piętnaście lat. W Manchesterze pięćdziesiąt siedem procent dzieci robotniczych umiera przed piątym rokiem życia. Dziewięcio-, dziesięciolatki nierzadko harują bez przerwy po dwadzieścia cztery, po trzydzieści sześć godzin. Pędzi się ich nocą do fabryk i pejczami zmusza się ich do zachowania przytomności umysłu. Jeszcze w 1860 roku zdarzają się listy otwarte domagające się ograniczenia czasu pracy do osiemnastu godzin. Dzieci w wieku trzech, czterech lat, zatrudnione przy wyrobie koronek, stoją na krzesłach. W zakładach wikliniarskich miewają często mniej miejsca niż pies w swojej budzie. Marks nazywa to „przemianą dziecięcej krwi w kapitał”. W kopalniach cztero- i pięcioletnie dzieci, razem z mężczyznami i kobietami, półnagie albo całkiem nagie, na łańcuchach, czołgają się przez o wiele za wąskie chodniki. Kto się skarży, ten zostaje zwolniony i jako „napiętnowany” nie dostaje pracy nigdzie indziej. Zmarłych wyrzuca się do rowów przydrożnych i grzebie w jamach, w bagnie. „Wykształcenie” tych ludzi jest prawie żadne; dostępują jedynie nauki religii.

.

.

Kościół katolicki od zawsze rościł sobie prawo do koronowania cesarzy i królów.

.

W Irlandii umiera w 1848 roku z głodu ponad milion ludzi. Dwa miliony emigrują.

Na Śląsku, gdzie katolicy i protestanci są podjudzani przeciw sobie nawzajem, tkacze popadają w coraz gorszą nędzę, mimo bardzo ciężkiej pracy. Byliby szczęśliwi — zapewnia w 1844 roku Wilhelm Wolff — gdyby mogli uszczknąć coś dla siebie z obfitej porcji ziemniaków, którą dostają tuczniki ich chlebodawców. I mieszkają w lokalach, w porównaniu z którymi „obora w majątku ordynata musi uchodzić za wytworny apartament”. Chrześcijański rząd nakazuje stłumienie buntu.

W Kolonii jedna trzecia ludności trudni się około roku 1800 żebraniną. W Bawarii doliczono się pod koniec lat trzydziestych stu czterdziestu pięciu tysięcy dziewięciuset dziewięćdziesięciu trzech żebraków, między innymi dwudziestu czterech tysięcy dziewięciuset sześćdziesięciorga dzieci. Prusy zakazują wszystkim wykładowcom uniwersyteckim (zresztą tradycyjnie prawomyślnym) prowadzenia dyskusji politycznych.

W latach czterdziestych emigruje z Niemiec rocznie sto tysięcy, a po roku 1849 dwieście pięćdziesiąt tysięcy ludzi.

We Francji w roku 1801 Napoleon I zawiera konkordat. Bo przecież nie zna nikogo, kto by rozumiał innych „tak dobrze, jak rozumieją się księża i żołnierze”. Jest też świadomy tego, że kiedy ma się dobre stosunki z papieżem, to „jeszcze dziś posiada się władzę nad sumieniami stu milionów ludzi”; zacytował to potem Mussolini, gdy zawierał układy laterańskie. W roku 1808 Napoleon czyni podstawą całego kształcenia, po pierwsze, nakazy religii katolickiej, po drugie zaś, wiernopoddańczy stosunek do cesarza — to zawsze były główne przyczyny nieszczęść narodów europejskich. Około roku 1830 dwie trzecie Francuzów nie jadają mięsa. W fabrykach marnieją mężczyźni, kobiety, dzieci, harując za psie pieniądze od piątej rano do ósmej, dziewiątej wieczór. Średni wiek robotników francuskich wynosi dwadzieścia jeden lat.

.

.

Od zawsze duchowieństwo zabiegało o panowanie nad władzami świeckimi. I dzieje się tak do dzisiaj.

 .

Na zdjęciu: Premier Quebecu — Maurice Duplessis — publicznie klęczy przed kardynałem Villeneuve i zakłada na jego palec pierścień, jako dowód ścisłych związków, pomiędzy Kościołem a państwem (koniec lat trzydziestych, XX wieku)

 

W roku 1848 tysiące z nich giną w Paryżu. W Berlinie dochodzi do zamieszek na ulicach. W Badenii, w Poznańskiem i w Pradze zostają stłumione powstania. W Rzymie panuje sytuacja zmuszająca papieża do ucieczki, a jego minister hrabia Rossi pada ofiarą morderstwa. Po zażartych walkach reakcjoniści odzyskują dla siebie Wiedeń. Giną mężczyźni, kobiety, dzieci. Friedrich Hebbel, świadek naoczny, nie omieszkał opowiedzieć swoich wrażeń księciu Schwarzenbergowi: „[…] w ustach zwłok mężczyzn tkwiły niczym cygara członki tych ludzi; to już jest coś, niewątpię, że ten fakt zachowa się w historii”.

Uciśnieni wszędzie się buntują i wszędzie strzela się do nich, są wtrącani do więzień, zmuszani do emigracji. W całej Europie oparcie dla religii stanowi policja i aż po XX wiek pozostaje ograniczona do możliwego minimum liczba uprawnionych do udziału w wyborach.

Wiktor Hugo, niegdyś ultrarojalista i chrześcijanin, woła 8 kwietnia1850 roku w Zgromadzeniu Narodowym, gdzie przewagę mają katolicy: „Powstańcie wreszcie, katolicy, księża, biskupi, duchowni, wy, którzy siedzicie w tym Zgromadzeniu Narodowymi których widzę wśród nas! Powstańcie! Taka jest wasza rola! Cóż robicie na tych ławach?” Jedyna reakcja: śmiech. W1851 roku zostają na rozkaz Napoleona III krwawo stłumione kolejne próby powstańcze. „Ma się za sobą Kościół, armię i banki!” — oto komentarz Wiktora Hugo, wymieniający wszystko, co i dziś jeszcze rządzi światem. W 1871 roku zostaje krwawo zlikwidowane następne powstanie — Komuny Paryskiej. W odwecie za rozstrzelanie sześćdziesięciu czterech zakładników rząd morduje sześć tysięcy komunardów.

.

 

Już w połowie XIX wieku reakcjoniści wszystkich zainteresowanych państw pragną likwidacji europejskiego proletariatu w wielkiej wojnie. Zabiegają o to gorączkowo na początku XX wieku. Niebawem pojawia się Chrystus niemiecki, rosyjski, francuski — jeszcze przed 1914 rokiem niemiecki nieprzyjaciel ma po swojej stronie dwadzieścia siedem tysięcy dział Kruppa, natomiast wszystkie patenty I. G. Farben na gazy trujące zostają sprzedane francuskiemu koncernowi chemicznemu. Co więcej, gdy niemieccy żołnierze umierają z hymnem na ustach, firma Thyssena, który później finansował Hitlera, dostarcza tarcze ochronne dla piechoty, prawie o połowę taniej do Francji niż na potrzeby armii niemieckiej. W ciągu jednego tylko półrocza 1916 roku niemiecki trust stalowy przekazuje trzydzieści siedem milionów cetnarów stali i żelaza do Francji. A Krupp otrzymuje zaraz po zakończeniu wojny sto dwadzieścia trzy miliony marek w złocie za sprzedany przed wojną do Anglii — za wiedzą niemieckiego Ministerstwa Wojny i z udziałami w zysku od każdego granatu! — patent KPz 96/04 na zapalniki do granatów, dzięki czemu firma kwitnie po dziś dzień.

A kler spieszy z miejsca na miejsce na tyłach wszystkich frontów po tysiąckroć pochwala masowe wybijanie się jako „przejaw religijnego uduchowienia”, „odrodzenie religijne, moralne i społeczne”, „krucjatę”, „świętą wojnę”, „służbę Bogu”, „nakaz naszego Boga”, „wolę bożą” itd. Od „Tego chce Bóg!” z czasów wojen krzyżowych oraz „Tego pragnie też Bóg!” z okresu wojny chłopskiej, poprzez „wolę bożą” podczas pierwszej wojny światowej aż do „świętej woli Boga” w czasie drugiej wojny światowej. Kto nie brzydzi się tym chrześcijaństwem, ten sam jest takim chrześcijaninem. I podczas gdy nad ogłupionymi, sprzedanymi głowami wiernych zderzają się ze sobą bezwstydne frazesy biskupie, jezuickie i protestanckie, zawarte w mnóstwie kazań i obficie przenoszone na papier, za zabicie jednego tylko żołnierza inkasuje się ogromną sumę stu tysięcy marek, z czego przemysł zbrojeniowy dostaje każdorazowo sześćdziesiąt tysięcy — czysty zysk. Dwanaście milionów poległych.

.

.

Przerażające, krwawe żniwo pierwszej, a następnie drugiej wojny światowej, w samym sercu „miłującego pokój” chrześcijaństwa.

 .

A więc wybuchła ta wojna. Wreszcie. „Wojnę przygotowywano solidnie i poważnie od lat. Przez całe lata armia pozostawała w nieustającej gotowości do walki. Ale jednym z najważniejszych kroków przygotowawczych był Kongres Eucharystyczny w Wiedniu”. To stwierdza w 1916 roku ktoś na pewno dobrze poinformowany, austriacki biskup sufragan Waitz, który później, w 1938 roku, już jako książę arcybiskup, razem z kardynałem Innitzerem z Wiednia chwali wkroczenie Wehrmachtu do Austrii, widząc w tym spełnienie „tysiącletniej tęsknoty naszego narodu” [zobacz artykuł w uStroniu, pt. Hitler a Papiestwo]. W tym samym roku odbywa się Kongres Eucharystyczny w Budapeszcie, podobnie jak tamten w 1912 roku w Wiedniu, zapowiadający coś. Adherent faszystów Eugenio Pacelli wskazuje przy tej okazji, jako legat papieski, na „niebezpieczeństwo bolszewizmu”. W rok później wybucha druga wojna światowa, dwadzieścia pięć tysięcy poległych każdego dnia, dzienne obroty: dwa miliardy marek. W 1960 roku, w jednym z okresów nasilenia zimnej wojny, obraduje Kongres Eucharystyczny w Monachium. Cieszący się zaufaniem Pacellego (Piusa XII), kardynał Spellman, jeden z najaktywniejszych reakcjonistów świata, prorokuje nadejście czasów, w których obecni władcy komunistyczni zostaną zmieceni, leci helikopterem nad żelazną kurtyną i odprawia dla wojska mszę pontyfikalną „wśród huku dział”, nie zapominając o nazwaniu żołnierzy swoimi „drogimi przyjaciółmi”. (Księża i żołnierze… — wiedział to Napoleon, wiedział to już nawet Konstantyn). A katolicki federalny minister obrony Strauß, który pragnie, by „okólniki papieskie stały się podstawą niemieckiego ustawodawstwa”, wyznaje otwarcie: „Jesteśmy po to żołnierzami […] by władza przeszła z rąk ateistów z powrotem w ręce chrześcijan”.

Już średniowieczni krzyżowcy śpiewali o chęci ruszenia na Wschód (Nach Ostland woll’n wir reiten…). I papiestwo miało w każdym kolejnym stuleciu nadzieję — powtórzmy to za katolikiem de Maistre’em — na przejęcie w spadku rozkładającego się trupa Kościoła wschodniego. Ten tak upragniony cel wydaje się znowu bliski podczas pierwszej wojny światowej, gdy państwa centralne, popierane przez Watykan, chcą zdobyć tereny dla osadnictwa na Wschodzie, na ziemiach polskich, na Ukrainie i nad Bałtykiem. W czasie drugiej wojny światowej wywołuje entuzjazm kampania rosyjska antyklerykalnych hitlerowców. I te miliony Niemców, którym się wydaje, że giną za ojczyznę, zdychają tylko za największych zbrodniarzy w dziejach ludzkości.

Krótko mówiąc: po tym systematycznym chrześcijańskim wychowaniu dla fizycznego i duchownego barbarzyństwa, kontynuowanym przez półtora tysiąclecia, nie mogło wcale nastąpić nic innego niż to, co nastąpiło. Papież Leon XIII nie zawahał się co prawda stwierdzić w swojej encyklice Immortale Dei z roku 1885: „Wszystko, co sprzyja osobistej godności człowieka, co podtrzymuje równouprawnienie obywateli, wszystko to powołał do życia, otaczał troską i zawsze chronił Kościół katolicki”.

Prawdziwe jest jednak twierdzenie przeciwne. Prawda jest taka, że wszystkie udogodnienia socjalne czasów nowożytnych zostały stworzone nie przez Kościół, lecz przeciw niemu. Że ludzkość zawdzięcza prawie wszystkie bardziej humanistyczne formy i reguły współżycia świadomym swojej odpowiedzialności czynnikom pozakościelnym. Że Kościół, jak pisze nie wróg chrześcijaństwa, lecz wybitny teolog protestancki, Martin Dibelius, zawsze stanowił „straż przyboczną despotyzmu i kapitalizmu”. „Dlatego też wszyscy, którzy pragnęli poprawy warunków życia na tym świecie, musieli — jak wyznaje ten chrześcijański uczony — walczyć przeciw chrześcijaństwu”.

GM

I to by było na tyle…

Opracowano na podstawie książki Karheinza Deschnera: „Opus diaboli”.


Za: http://www.rumburak.friko.pl/ARTYKULY/religia/zbrodnie/dzieje_zbawienia-1.php

.
Za: http://www.eioba.pl/a/42ku/jesli-szatan-nie-wymyslil-religii-to-znaczy-ze-nie-istnieje#ixzz2PbzppxNR
.

***

.

Lubię takie artykuły. „Zwalniają” mnie z konieczności pisania obszernych komentarzy i szperania w sieci. Jedynie ze sprawą przyczyny nienawiści do Żydów podanych przez autora całkowicie nie zgadzam się. Goim – nie tylko chrześcijanie – reagowali tak na pogardę Żydów do wszystkich „nieobrzezanych, nieczystych wieprzy”. Polecam w tej kwestii tekst pt. „Osobliwość żydowska” część I i część II.

Nawet Żyd Karol Marks nie cierpiał swoich pobratymców za ich pazerność, nienasyconą chciwość i przecherkę.

„Jaka jest świecka podstawa żydostwa? Praktyczna potrzeba, własna korzyść. Jaki jest świecki kult Żyda? Handel. Jaki jest jego świecki bóg? Pieniądz.[…] Pieniądz jest tym zazdrosnym bogiem Izraela, wobec którego żaden inny bóg ostać się nie może. „Tak więc za plecami każdego tyrana odnajdujemy Żyda, jak za papieżem jezuitę. Naprawdę marzenia uciskających byłyby bez nadziei, a praktyczna możliwość wojny poza kwestią, gdyby nie było armii jezuitów duszących myśl i garstki Żydów rabujących kieszenie.
.
Kolejną sprawą są mordy rytualne. Otóż:
„Ariel Toaff urodził się w rodzinie głównego rabina Rzymu. Będąc profesorem religijnego uniwersytetu żydowskiego „Bar-Ilan”,znajdującego się w okolicach Tel Avivu, zyskał sławę dzięki fundamentalnym badaniom średniowiecznej historii Żydów. Trzytomowa praca Toaffa „Miłość, praca i śmierć” (podtytuł „Życie Żydów w średniowiecznej Umbrii”) jest prawdziwą encyklopedią tego stosunkowo wąskiego tematu. Pracując nad książką, uczony odkrył, że średniowieczne gminy Żydów aszkenazyjskich w północnych Włoszech praktykowały szczególnie okrutną formę ofiarowywania ludzi. Czarownicy i ich wspólnicy łapali i zabijali chrześcijańskie dzieci, a krew ich wykorzystywali w magicznych rytuałach, starając się sprowadzić ducha zemsty na znienawidzonych Gojów.”
.
Tak więc oskarżanie żydo-chrześcijan o „antysemityzm” jest uprawnione jedynie wtedy, gdy równocześnie pisze się o rasistowskim antygoiźmie Żydów. Którzy ich nienawiść do Goim czerpali z ich „świętych” żydowskich pism:

“Ziemię do której przybywasz jako przychodzień… dam tobie i twojemu potomstwu na wieczne posiadanie.
Rodzaju 17, 8

“I stawią się obcy, aby paść wasze owce, a cudzodziemcy będą waszymi oraczami i winiarzami, a Wy będziecie nazwani kapłanami Pana, sługami naszego Boga mianować was będą ; zużyjecie bogactwa narodów i w ich sławę odziewać się będziecie.”

Izajasza 61, 5-6

“Tak mówi Pan Bóg: “Oto skinę ręką na pogan i między ludami podniosę mój sztandar. I odniosą twych synów na rękach, a córki twoje na barkach przyniosą I będą królowie twymi żywicielami, a księżniczki ich twoimi mamkami. Twarzą do ziemi pokłon ci będą oddawać i lizać będą kurz z twoich nóg.
Izajasza 49, 22-23

“Przyjdą do Ciebie i będą twoimi; chodzić będą za tobą w kajdanach; na twarz przed tobą będą padać i mówić do ciebie błagalnie.”
Izajasza 45, 14

Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi.
Powtórzonego prawa 7, 2 (I to mówi miłosierny, dobry i sprawiedliwy “bog”).

“Ja wzmocnię cię i rozmnożę cię bardzo. Z ciebie wyjdą królowie i będą rządzić wszędzie, gdzie tylko dojdą ludzkie ślady. Twemu potomstwu dam całą ziemię pod niebem i będą rządzić wszystkimi narodami, tak jak bedą tego pragnęli…”

Jub. 32, 18-19

Tak więc żydo-chrześcijanie odpłacali jedynie ich starszym braciom w wierze pięknym za nadobne. Inną sprawą jest to, że żydowska biblia jest nie tylko księgą zbrodni, ale i księgą programującą nienawiścią wszystkich, którzy traktują ją  jako „pismo święte”. Bez względu na to, czy są to Żydzi „właściwi”, obrzezani „na ciele”, czy tylko „żydzi duchowi” – czyli żydo-chrześcijanie , obrzezani na sercu, duchu ( i umyśle):

„Bo Żydem nie jest ten, który nim jest na zewnątrz, ani obrzezanie nie jest to, które jest widoczne na ciele, ale prawdziwym Żydem jest ten, kto jest nim wewnątrz, a prawdziwym obrzezaniem jest obrzezanie serca, duchowe, a nie według litery. I taki to otrzymuje pochwałę nie od ludzi, ale od Boga”.
Rz 2, 28-29

A już na koniec przypomnę jedynie, że znacznie bardziej niż Żydów tępili i mordowali żydochrześcijanie pogan.
Dowód?
Żydzi w zjahwizowanej euro-Judei przetrwali. Pogaństwo natomiast zostało nieomal całkowicie wytępione. Dopiero dzisiaj, gdy żydłactwo utraciło wpływy i potęgę polityczną możliwe jest odradzanie się pogaństwa. Nadal zresztą nienawidzonego, dyskredytowanego i obrzucanego absurdalnymi oskarżeniami i zarzutami przez żydłactwo.

.
opolczyk
.
precz z jahwizmem
.
Ręce Boga

Duch pogaństwa

.

7890_482661778467587_1980388025_n

.

O cywilizacji, o kulturze, o żywiole słowiańskim pisałem już wielokrotnie. Był on na terenie Europy niepowtarzalny. Przez tysiąclecia trwał na naszych ziemiach. Nie próbował podbić go Rzym, nie zniszczyli Hunowie. Przechodzili przez nasze ziemie Celtowie, Goci. Okresowo miały miejsca wahania klimatu, zdarzały się klęski naturalne. Niszczycielskie żywioły są bowiem integralną częścią Natury. Każdorazowe znieszczenie tworzy nową niszę do zasiedlenia jej po ustaniu kataklizmu. Tak upływały tysiąclecia, a nasi przodkowie trwali na ich Ziemi.

Cywilizacja wytworzona przez naszych przodków koncentrowała się na kulcie Przyrody i sił Natury, na solidarnej wspólnocie rodowo-plemiennej i na obronie wolności przed zakusami zewnętrznej autorytarnej władzy. Słowiańszczyzna nie wytworzyła społeczeństwa stanowego, obce jej były ogromne różnice w poziomie życia najbogatszych i najbiedniejszych. Nie było w niej garstki uprzywilejowanych i rzesz podporządkowanych elicie. Nie było u Słowian zwłaszcza fanatyzmu religijnego. Wyrocznie w Arkonie czy Radogoszczy znane były poza granicami słowiańskiego żywiołu. Do Arkony przybywali wysłuchać wyroczni pogańcy Wikingowie, Celtowie, Germanie, a nawet dogmatolubni jahwiści. Nikogo z przybyszy spoza słowiańskiego świata nie zmuszano do wiary w Świętowita (lub w Swarożyca w Radogoszczy). Słowianie, sami wolni od fanatyzmu, pozwalali też jahwistom osiedlać się na ich terenach, a nawet wznosić ichnie żydłackie kościoły – zawsze z tym samym skutkiem: gdy tylko jahwiści wybudowali ich kościół, zaczynali domagać się likwidacji świątyń pogańskich, wycinania świętych gajów i likwidacji wiary w „bałwany”. Nigdy, w ani jednym przypadku, nie byli gotowi tolerować obok siebie prawowitej rodzimej, pogańskiej wiary.

Wypływało to z chorej, dualistycznej, żydłackiej wizji świata – na świecie wg ich ideologii walczą ze sobą dobro i zło. Dobro to jahwizm, Jahwe, żydo-biblia, żydo-chrześcijaństwo. Zło to pogaństwo, „bałwany” (oraz jahwistyczne herezje)  i szatan kryjący się za nimi. Jahwiści nie są w stanie tolerować pogan, dlatego że ich chora doktryna wszystko co nie jest ortodoksyjnie jahwistyczne ogłasza złem, dziełem szatana – które należy wytępić.

Kult Przyrody i sił Natury cechujący życie naszych przodków łatwo jest zrozumieć – byli oni doskonałymi obserwatorami Przyrody, czytali w księdze Natury – i dlatego wiedzieli, że Przyrodzie, Naturze zawdzięczają wszystko. Ziemia była dla nich Matką, Domem, Żywicielką –  i Boginią.
Czcili też Słońce – życiodajny Ogień Swarożyca na niebie. Bez sond kosmicznych wiedzieli, że słoneczne światło i ciepło jest warunkiem życia na Ziemi. Uważali je za dar Natury. Dar bogów Natury.

W panteonie Słowian znajdziemy wielu innych bogów – i to nie tylko bogów Przyrody. Także bogów losu, zaświatów itp. Mam przy tym ogromne wątpliwości, czy wymieniony w panteonie Czarnobóg nie został Słowianom dopisany przez żydłactwo. Bogów programowo złych poganie raczej nie znali. Złe, złośliwe duchy już tak. Ale i te można było darami, magią czy amuletami trzymać w ryzach. Choć nawet, jeśli „zły” Czarnobóg (o tym czy innym imieniu) istniał w słowiańskim panteonie, to nie był on ani najwyższym, ani jedynym bogiem. I programowego ludobójstwa nie nakazywał. Gdyby tak było, żydłackie kroniki zapewne by to odnotowały.

Bogów Przyrody nazywanych „bałwanami” tępiło fanatyczne żydłactwo w imieniu żydowskiego, wyssanego z palca przez żydowskich kapłanów bałwana – ludobójcę Jahwe. U którego ludobójstwo było programowe:

„Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi”

Powtórzonego prawa 7, 2

Spotykam się z zarzutami, że zbyt wiele piszę o jahwiźmie i że zbyt gorliwie z nim walczę. Zarzuty te padają z różnych stron. Obawiam się jednak, że ludzie tak myślący nie dostrzegają nieuleczalnego fanatyzmu nadjordańskiej dżumy i nieuleczalnej jej nienawiści do wszystkiego, co z nią jest sprzeczne. Nawet jeśli my będziemy dżumie okazywali życzliwość i tolerancję – to dżuma odpowie pogardą, bzdurnymi oskarżeniami i będzie starała się nas wytępić.

Bo taka jest już jej chora i zboczona natura.

Znalazłem w sieci sążnisty elaborat żydłackiego doktora, wykładowcy żydłackiego uniwersytetu, Stanisława Krajskiego. Pisze on o pogaństwie:

„Było więc (…)  jak to z pogaństwem, przegniłe moralnie, dotknięte wieloma chorobami duchowymi, skazane, z tego powodu, na zagładę. Królował w nim relatywizm poznawczy (nie ma prawdy), relatywizm moralny (nie ma dobra), pycha, kult anarchii (róbta co chceta), obojętność i bierność (tzw. tolerancja), konsumpcjonizm, kult użycia, przeświadczenie o tym, że człowiek jest najwyższa istotą, Panem Świata i Prawodawcą (to, co ustalimy jest prawda i dobrem) itp., itd.”

Ani jeden z jego „zarzutów” nie ma w odniesieniu do Słowiańszczyzny ani odrobiny zasadności. Wszystko to są żydłackie propagandowe brednie. Co najśmieszniejsze – wytwór chrześcijaństwa – masonerię – próbuje doktor żydłak Krajski wrobić w pogaństwo.

Tekst jest zbyt długi i zbyt wiele w nim bełkotu, kłamstw i demagogii, aby wszystko to zdemaskować. Podam jednak kilka fragmentów tego bełkotu i pomówień:

Doktor żydłak pisze:

„Pogaństwo rozpadło się wtedy, umarło w wyniku działania trzech czynników. Po pierwsze, więc zniszczyły je jego własne wartości powodując degenerację i skarłowacenie ludzi. Po drugie chrześcijaństwo zaczęło przejmować dusze ludzkie, uzdrawiać je i kierować w stronę Chrystusa i Jego kultury i cywilizacji. Po trzecie przyszli barbarzyńcy, które wykończyli pogaństwo fizycznie.”

– Pogaństwa Arkony, Radogoszczy, Ślężan, Wiślan, Polan nie zniszczyły jego własne wartości – Arkona i Radogoszcz padły pod ciosami toporów i mieczy żydłackiej dziczy. A pogaństwo Ślężan, Wiślan, Polan niszczyły żydłackie wojska tłumiące reakcję pogańską.

– Chrześcijaństwo „przejmowało dusze” i „uzdrawiało je” obcinaniem języków i rąk, wyłupywaniem oczu, torturami, mieczem i przemocą.

– Jedynym prawdziwym stwierdzeniem jest, że przyszli barbarzyńcy, które wykończyli pogaństwo fizycznie. Szkoda tylko, że doktor żydłak Krajski nie zauważa, iż tym barbarzyńcą, który fizycznie wykańczał pogaństwo na naszych ziemiach to właśnie  jego ukochana żydłacka nadjordańska dżuma.

A wszytkim tym, którzy mnie krytykują za moją „krucjatę” antyżydłacką polecam poniższy fragment bełkotu żydłackiego doktora, wykładowcy uniwersyteckiego:

„Dziś pogaństwo wraca, odradza się podnosi głowę. To, co niektórzy nazywają neopogaństwem jest “neo” tylko w sensie czasowym. Jest czymś nowym w dwudziestym wieku. W istocie jest to jednak dokładnie to samo pogaństwo, co wtedy. Historia powtarza się w pewnych perspektywach “toczka w toczkę”.
To pogaństwo dziś tak jak pogaństwo wczoraj ma tysiące twarzy i imion. Pamiętajmy, że tylko prawda jest jedna i jedno jest dobro, jedna mądrość i sprawiedliwość. Kłamstw, fałszów, postaci zła i głupoty jest wiele
[zgadza się – odprysków żydochrześcijaństwa jest ponad 42 tysiące – AS].
Masoneria to tylko jedna z form doktrynalnych i organizacyjnych pogaństwa. Oczywiście poganie trzymają się razem, współpracują ze sobą. Dzieli ich wiele, ale mają też wspólne fundamenty ideowe i, przede wszystkim, wspólnego wroga. Każdy poganin, gdy kieruje się swoim pogaństwem (a nie swoim człowieczeństwem) odrzuca prawdę, dobro, Boga, uznaje za swojego wroga chrześcijaństwo, a przede wszystkim Kościół katolicki
[biedny ten kościół katolicki – taki szlachetny, dobry, humanitarny, cywilizowany – a poganie go tak nie cierpią – AS].
Trudno żyć pod jednym dachem chrześcijanom i poganom tym bardziej, że poganie nigdy nie grają czysto
[wychodzi na to, że to skurwysyńska, zbrodnicza, ludobójcza, krwiożercza dzicz spod znaku rzymskiej szubienicy zawsze grała „czysto”. I że to poganie napadali na odwiecznie katolickie ziemie, zagrabiali i niszczyli ich święte miejsca, a opornych tępili krucjatami, szpiclowali i sądzili inkwizycją i palili na stosach – AS]. Mówią o tolerancji, ale zaraz też mówią: “Nie ma tolerancji dla przeciwników tolerancji. Mówią o nieograniczonej niczym wolności, ale zaraz też mówią o tym, że nie ma wolności dla tych, którzy chcą w jakikolwiek sposób tę wolność ograniczyć, dla tych więc, którzy powtarzają za papieżem Janem Pawłem II: “Nie ma wolności bez prawdy.” Mówią o demokracji, której nic nie ogranicza, a zaraz stwierdzają, że kończy się ona wtedy, gdy ich“wartości” są zagrożone lub, choćby, przestają dominować.
Dzisiejszy świat, pogański świat budowany jest na wzór RPA sprzed kilkunastu lat tylko, że to chrześcijanie mają tu być murzynami, zamykać się w gettach, być obywatelami piątej kategorii, najemnymi pracownikami, sługusami pogan
[nie słyszałem o ani jednym żydłackim księdzu, biskupie lub zakonniku, który niewolniczo pracuje u „poganina” – AS], tymi, którzy nie mają nic do powiedzenia, bo są obcy, bo to nie jest ich świat, kultura i cywilizacja. Ten świat coraz bardziej konsekwentnie budowany jest przez pogan tylko dla pogan [brednie – budowany jest przez starszych braci w wierze dla starszych braci w wierze – na podstawie żydowskiej biblii, która jest dla katolików „pismem świętym” – AS] .
Oczywiście prędzej czy później musi się rozpaść. Taka jest jego logika. Mysłę, że na jego “twarzy” widać już pierwsze oznaki “trądu”. Pogaństwo jak rak niszcząc ludzki i społeczny organizm niszczy samo siebie
[żydłak projektuje na pogaństwo jego własną żydłacką dżumę – AS]. Mam nadzieję, że ch5rześcijanie, szczególnie katolicy nie będą czekali aż pogaństwo wykończy się samo. Jeśli bowiem tak się stanie przyjdzie jako kolejny etap tylko barbarzyństwo. Myślę, że Bóg znowu daje nam szansę. Powinniśmy zacząć od nowa powoli i systematycznie odbudowywać nasz ludzki świat, kulturę i cywilizację chrześcijańską [Może jeszcze inkwizycję i stosy przywrócicie, bandyci? Niedoczekanie – żydłacka ludobójcza dżumo – AS].
Pogaństwo to przecież powrót do jaskini, to fałsz, głupota i zło ubrane w atrakcyjne szaty.Szaty te często zwodzą chrześcijan, także katolików. No, bo jak to? “Przecież to elity”, “Przecież to intelektualiści”, “Przecież to wielka kultura”. Tak, wszystko to prawda. Tylko, że to elity, intelektualiści i kultura pogańska. Już dziś widzimy negatywne owoce tego. Już dziś świat pogański się sypie. Jego kultura “pada”, staje się obrazkową kulturą jaskini, tasiemcowych seriali telewizyjnych dla kucharek i komiksów, hamburgerów i coca-coli.. Poganie nie ustają zaś w swojej pracy niszczenia Europy, eliminowania resztek cywilizacji i kultury chrześcijańskiej. Pracują równolegle we wszystkich możliwych porządkach. Tworzą pogańską, nieludzką kulturę
[za to ich wielomilionowe ludobójstwo, okaleczanie ludzi, stosy i palenie żywcem było „ludzkie”- AS], duchowość, “moralność”, gospodarkę, państwo, szkołę itp., itd.
O tym są te szkice. Są to “Szkice”, bo prezentują tylko, w niektórych aspektach pewien wycinek jednego z wielu problemów, które wiążą się z masonerią i pogaństwem. Są to zarazem w większości materiały, które ukazały się już na łamach “Naszego Dziennika”.

(…)


Tak. Pogaństwo ma wiele twarzy. Masoneria to pogaństwo. “Społeczeństwo otwarte” to pogaństwo. Teozofia i aotropozofia, jak również każde odwoływanie się do tych “nauk” czy poważne ich traktowanie to pogaństwo. Globalizm to pogaństwo. Feminizm to pogaństwo. “Niech Moc będzie z tobą” – to pogaństwo.”

I w tym miejscu życzę moim krytykom pokojowej koegzystencji z biednym, niepotrzebnie i niesłusznie „atakowanym” przeze mnie żydłactwem. W którego oczach jesteśmy masonerią, RPA, „jaskinią” i „nieludzką kulturą”. A także globalizmem, feminizmem i wszystkim złem na świecie. Które sprzysięgło się przeciwko jedynej jedynie dobrej, sprawiedliwej i prawdziwej wierze – katolicyzmowi. Będącemu jedynym gwarantem pokoju, sprawiedliwości i cywilizowanego życia.

Najbardziej absurdalne jest oskarżanie nas – pogan – o globalizm. Przecież watykańskie żydłactwo samo jest globalistyczną i kosmopolityczną ideologią (jeden pasterz i jedna owczarnia), marzącą o „chrześcijańskim globaliźmie„.

Konkurentami katolików w globalistycznych zapędach są ich starsi bracia w wierze, którzy budują NWO na bazie żydowskiej biblii.

Dlaczego Polak (?), wykszałcony, doktor, wykładowca uniwersytecki, osoba publiczna pisząca i występująca w rebe-rydzykowych me(n)diach może być tak ślepy, tępy, durny i odmóżdżony? Odpowiedź jest tylko jedna – tak właśnie działa nadjordańska dżuma.

Ciekawą opinię na temat przyczyny upadku Polski znalazłem w innym miejscu. Choć opinia ta dotyczy w zamyśle autorki jedynie terenów dawnych Prus Wschodnich. Autorka (sama mocno zaczadzona poprawnością polityczną) pisze tak:

„A może to zemsta pradawnych, pogańskich bóstw – zemsta za wybicie czczących je plemion, za ich zapomnienie, za zapominanie o tych ciemnych kartach chrześcijaństwa, kiedy w imię Boga wyżynano całe plemiona (a na marginesie – o podobnym problemie mówi w swej akcji dwaesha).
Gdy przestano oddawać im część, skończył się na tych ziemiach urodzaj. Dawna bogini płodności została przekształcona w pokorną, niewinną panienkę – służebnicę.”

Zemstą pogańskich bogów upadek Polski nie jest. Nasi bogowie nie są mściwi jak nadjordański Jahwe. Choć trudno nie zauważyć (znając rzeczywistą historię pogaństwa w Polsce) tego, że w miarę przybywania fanatyków katolików i zmiejszania się liczby pogan – gdy przestano oddawać im (bogom słowiańskim) część, skończył się na tych ziemiach „urodzaj” – przynajmniej w tym sensie – że miliony żyły w głodzie i biedzie. Na pewno zaś dawna bogini płodności została przekształcona w pokorną, niewinną panienkę – służebnicę.
W tym przypadku zadziałało po prostu zwykłe prawo naturalne! Dokąd Matka Ziemia była czczoną boginią, dokąd ją szanowano, dbano o nią – dotąd była ona boginią Żywicielką, żywiącą jej lud. Nadjordańska dżuma Matkę Ziemię uczyniła przedmiotem, danym przez plugawego Jahwe jego wyznawcom do czynienia Jej im poddaną. Matkę Ziemię zaczęto eksploatować, niszczyć, truć, wykorzystywać dla zaspokojenia własnej chciwości. Stała się obiektem handlu i spekulacji. Zalewa się ją betonem, asfaltem, posypuje chemicznymi nawozami, pryska pestycydami i chemtreilsem. Zamienia się ją w śmietnisko. I z tych właśnie powodów Matka Ziemia nie odpłaca – jak w przeszłości – płodnością gardzącym Nią i niszczącym Ją wyrodnym dzieciom.

Odpowiedzialność zaś za to ponosi kolejna nadjordańska dżuma – NWO – instalowana na Ziemi zgodnie z planem opisanym w żydowskiej biblii.
O ile dla naszego Ducha śmiertelnym zagrożeniem jest żydo-katolicyzm oraz poprawność polityczna (tego samego chowu), o tyle naszej biologicznej egzystencji, zdrowia, politycznej wolności zagraża żydowskie NWO. Opowiada o nim poniższy długi film. Uważam jednak, że warto poświęcić mu dwie godziny.
.

.
Pozwolę sobie jedynie na garść uwag…

I tak, David Icke mówi (ok.  54 min.), że udzielając kredytu banki nie dodrukowują pieniędzy. Jest to nieprawda. Każdy „kredyt” udzielony przez bank podległy bankom centralnym jest dodrukowaniem pieniędzy – rzeczywistych lub wirtualnych. Pieniądz ten jest tworzony z powietrza po to, aby kredytobiorcy mieli czym spłacać zapisane im na ich kontach dług.

Pisałem już o tym w innym miejscu:


“Im Eurosystem entsteht Geld vor allem durch die Vergabe von Krediten…”

(“W systemie euro pieniądz powstaje przede wszystkim poprzez przydzielanie kredytów”.)

Techniczne szczegóły tej grabieży nie są istotne. Ważne jest zrozumienie faktu, że przyznając komukolwiek na cokolwiek “kredyt” bank tworzy z powietrza, z niczego, nowy pieniądz – a nie pożycza nam pieniądze własne czy cudze trzymane w depozycie. Suma wszystkich “kredytów” zostaje bowiem przez banksterski bank centralny dodrukowana. Banki wysokości przyznanego “kredytu” nie odpisują z własnego konta, a jedynie jako dług do spłaty zapisują na koncie “kredytobiorcy”. Po czym informują bank centralny o nowym udzielonym kredycie, a ten dodrukowuje nowe banknoty.
W uproszczony, obrazowy sposób można to przedstawić tak: idziesz do banku po kredyt/pożyczkę w wysokości 100 000 zł. Bankster przyznaje ją tobie, po czym idzie po pieniądze na zaplecze. Nie idzie jednak do kasy czy sejfu a do pomieszczenia z drukarką. Dodrukowuje tam 100 000 zł, po czym je tobie wręcza. Tak w uproszczeniu funkcjonuje system bankowo-kredytowy.”

Jest w tym miejscu rzeczywiście nieistotne, czy nowo tworzony poprzez tzw. „kredyty” pieniądz dodrukowany zostanie fizycznie, czy stworzony pozostanie jedynie wirtualnie – w momencie rzekomego udzielania każdego kredytu banksterzy tworzą z niczego, z powietrza, nowe pieniądze, które „kredytobiorca” zobowiązany jest odnieść/spłacić im w ich banku. Naturalnie z „należnymi” odsetkami.

Kolejna uwaga…
Film zbyt słabo podkreśla fakt, że politycy i tzw rządy zachodu są marionetkami banksterów. Płatnymi marionetkami banksterów. Polityków kreują usłużne banksterom, najczęściej do nich należące mass-media. Tylko gorliwie wypełniające polecenia banksterów marionetki osiągają najwyższe marionetkowe urządy – zostają marionetkowymi prezydentami, premierami, kanclerzami. I jewropejskimi komisarzami. Zbuntowanych, samodzielnych, nieposłusznych eliminuje się medialnie lub w ostateczności fizycznie (JF Kennedy, J. Haider, A. Lepper). Nie zapominajmy, że prezydenci, premierzy, kanclerze, komisarze przychodzą i odchodzą. A klany banksterskie pozostają – i wszystko trzymają w ich łapskach.

Niepotrzebnie dorzucono wstawkę o iluminatach. Iluminaci od początku byli tylko i wyłącznie wykonawcami poleceń banksterów. Nigdy nie byli decydentami.

Przypominam…

W roku 1773 Mayer Amschel Rothschild we Frankfurcie na spotkaniu z kilkunastoma innymi żydowskimi banksterami przedstawił im projekt NWO – projekt przejęcia władzy nad światem przez żydowską lichwę. Poinformował ich też, że ma odpowiednią osobę do pomocy w realizacji jego planów. Tą osobą był Adam Weishaupt, który trzy lata później założył “zakon” iluminatów.

Kolejna istotna dezinformacja: narrator mówi (1 godz. 14 mim.,) że globalny spisek nie jest żydowski, bo banksterzy finansowali w II wojnie III Rzeszę.
Albo nie dokopał się on do wszystkiego, albo boi się oskarżenia go o „antysemityzm”.
Wszystkie największe banki są pod całkowitą kontrolą żydowskich klanów banksterskich. I to one finansowały m.in, i III Rzeszę. Nawet  koncerny III Rzeszy zarabiające na obozach koncentracyjnych częściowo przynajmniej były własnością żydowskich kapitalistów.
We władzach III Rzeszy roiło się od Żydów. A tym bardziej w Wehrmachcie!

.

.
A gdy była okazja ratować pobratymców, to syjoniści – „żydowscy patryjoci” – odmówili (jedna krowa w Palestynie jest więcej warta niż polscy Żydzi) .

Najwięcej moich zastrzeżeń budzi końcówka filmu i zaprezentowany program naprawy świata. Jest on po prostu naiwny i nierealny. Proponuje wiele elementów współczecnej chorej antycywilizacji zachować, a ją tylko „zreformować”, ulepszyć i poprawić, odrzucając jedynie banksterski globalizm i totalitaryzm. Nie tędy jednak droga. Przytoczę w tym miejscu sen Mezamira:

„Śnił mi się gnijący trup na ulicy i słyszałem czyjś głos który mówił że aby wybudować nowe,najpierw trzeba zlikwidować stare.
Budowanie na trupie spowoduje że to co nowe zacznie gnić i śmierdzieć razem z trupem.”

Mezamir ma całkowitą rację – aby budować nowe, należy zlikwidować stare. Film natomiast chce zaadoptować do nowego kult bogacenia się, znaczenie pieniądza, liberalizm skojarzony z konserwatyzmem (wynalazki żydo-anty-cywilizacju) czy kult indywidualizmu, zamiast poczucia solidarności wspólnotowej.

Niemniej opis planów, metod i narzędzi stosowanych przez banksterów w podboju świata jest jak najbardziej poprawny i dlatego film godny jest, aby poświęcić mu uwagę.

Aby zbudować rzeczywiście wolny i sprawiedliwy świat należy powrócić do kultury i cywilizacji przed-żydowskiej – czyli pogańskiej. Najlepiej wzorowanej na Słowiańszczyźnie. Która uchroniła się od wielu „chorób” pogaństwa np. rzymskiego. Słowiańszczyzna wolna była od imperialnych zapędów, militarnych podbojów, niewolnictwa, wyzysku i rządów bogatej elity – co zapewniło Rzymowi początkowo wzrost i potęgę, ale ostatecznie doprowadziło do jego nieuchronnego upadku. Bo nie da zbudować się trwałego i stabilnego państwa i ładu społecznego bazujących na ucisku, wyzysku i zniewoleniu.

.
opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga