Demaskowanie katolickiej mitologii – domniemana konieczność chrztu Mieszka I

.

Perun

.

Epitafium Bolesława Chrobrego

W tym grobie spoczywa wódz –  szlachetna gołębica

Zwano ciebie Chrobrym, po wieki bądź błogosławionym
Choć z ojca pogana, lecz matką twą chrześcijanka
Krople świętej wody sprawiły, żeś sługą bożym
Gdy cię postrzyżono, w Rzymie twe włosy złożono
Odtąd pośród waśni tyś był Chrystusa zapaśnik
Zwyciężałeś ziemie walk i wojen czynąc wiele

Imię twoje w sławie, więc chwała ci Bolesławie
Tak królestwo Słowian, Jaćwingów, a także Polan
Cesarz wyniósł wyżej, byś księciem już nie był dłużej
Za to tyś z wdzięczności hojnych mu darów nie skąpił
I jakie sam chciałeś, z radoścą ofiarowałeś
By przydać ci sławy Otto koroną obdarzył

Za czyny wspaniałe obyś zbawiony był. Amen

.

Anonimowy utwór, określany jako Epitafium Bolesława Chrobrego był umieszczony na gotyckim sarkofagu władcy w nawie głównej katedry poznańskiej. Grobowiec ten po połowie XVIII wieku (pomiędzy 1755 – 1766) przeniesiono do kaplicy bocznej, gdzie – w wyniku katastrofy budowlanej – w 1790 roku uległ zniszczeniu. Tumba Bolesława Chrobrego znana jest z nielicznych świadectw ikonograficznych natomiast umieszczony na niej napis doczekał się wielu odpisów.
Ostatnio ich korpus powiększył się o kolejny przekaz, odkryty we włoskim kodeksie z I połowy XV wieku przechowywanym w Huntington Library (San Marino; Kalifornia), w którym z foliału 206 usunięto tekst, wpisując w jego miejsce wiersz sławiący Piusa II. Jednakże niestarannie wykonana razura pozwala odczytać pierwotny zapis, będący najstarszym z zachowanych odpisów.
(…)

.

„Choć z ojca poganina

Gdyby Mieszko I się rzeczywiście ochrzcił – czy na sarkofagu jego syna napisano by – z ojca poganina?

.
Jednym z najgorliwiej kolportowanych przez żydo-katolików, wspieranych przez większość historyków – a raczej chistorykóf – jest ten o konieczności przyjęcia chrztu przez Mieszka I. Gdyż inaczej naszych przodków czekał rzekomo los PoŁabian, gdyż przed potęgą cesarstwa niemieckiego nie było ratunku.

Największą trudność w rzetelnej ocenie tamtego okresu sprawia to, że mapa Europy zmieniała się wówczas nieustannie, dzień w dzień; ciągłe trwały wojny, najazdy i podboje nowych terenów przez głównie chrześcijańskich władców (choć i pogańskich też), notorycznie konkurujących pomiędzy sobą, a różne państwa powstawały i upadały. Albo słabły stając się lennikiem potężniejszych sąsiadów.

Samo cesarstwo niemieckie powstało zaledwie cztery lata przed domniemanym chrztem Mieszka. Na temat samego chrztu powiem w tym miejscu jedynie tyle, że być może była to historia wymyślona i fikcyjna. Tak ważne dla jahwizmu wydarzenie zostałoby zapewne przez żydłackich kronikarzy dokładnie opisane. A tymczasem nie jest znana ani data, ani miejsce owego rzekomo „wiekopomnego” wydarzenia. Datę chrztu jedynie „zakłada się”, natomiast na temat jego miejsca istnieją jedynie gdybania:

„Obecnie zakłada się, iż Mieszko I przyjął chrzest na terenie swojego państwa w Poznaniu, na Ostrowie Lednickim lub w Gnieźnie; w dwóch pierwszych miejscach znaleziono bowiem baptysteria datowane na II poł. X wieku. Część historyków sądzi jednak, że mogło się to stać na terenie Niemiec (wielu uczonych wskazywało na Ratyzbonę), Czech bądź też w samym Rzymie.”

Mamy więc sytuację taką, że chrzest Mieszka uwżany jest w historiografii (i to nie tylko katolickiej) za „narodziny państwowości polskiej”, ale nikt nie wie kiedy i gdzie Mieszko został „ochrzczony”.

Co do fikcyjności chrztu Mieszka odsyłam jeszcze do komentarza Dobrogosta, z którym w tej sprawie dokładnie się zgadzam.

“Tak ważne dla jahwizmu wydarzenie zostałoby zapewne przez żydłackich kronikarzy dokładnie opisane.” – więcej dodam nie tylko było by opisane jako “cudowne zwycięstwo wiary nad błędami pogaństwa” powstały by hagiografie Mieszka a on sam niewątpliwie byłby “Mieszkiem Świętym” rocznica jego śmierci byłaby wielkim świętem katolickim podobnie jak “Włodzimierz I Wielki” i o mieszku pisano by i mówiono tak jak o Włodzimierzu “Do tej pory okrutny, wojowniczy i rozpustny (…), zmienił się całkowicie po przyjęciu chrztu i ślubie z Dobrawą. Po nawróceniu zniszczył pogańskie chramy i po przybyciu duchownych kazał przeprowadzić masowy chrzest ludności.”

Dokładnie tak! Gdyby Mieszko rzeczywiście przyjął chrzest, zostałby kanonizowany. A przynajmniej otrzymałby przydomek „wielki”, „wspaniały” czy  w ostateczności choćby  „pobożny”. A tym czasem, jak wiemy pozostał tylko „Mieszkiem pierwszym”. Czyli chrztu nie było, a wymyśliła go późniejsza żydłacka „historiografia”. Najważniejszym dowodem w tej sprawie jest epitafium Chrobrego z jego sarkofagu, na którym przez wieki widniał napis „z ojca poganina„. Nie wiadomo, jak było naprawdę z „katastrofą budowlaną”, która zniszczyła sarkofag. Natomiast wyraźne zacieranie śladów pogaństwa Mieszka miało miejsce przy usunięcie z foliału 206 włoskiego kodeksu epitafium Chrobrego i zastąpienie go wierszem sławiącym herszta Watykanu Piusa II.

Utworzone cztery lata wcześniej cesarstwo niemieckie dalekie było od przypisywanej mu potęgi. Powstało ze wschodniej części wcześniejszego cesarstwa Karola „Wielkiego”, które samo rozpadło się na mocy traktatu z Verun w roku 843 „inaugurującym”  ponad tysiącletnią rywalizację Francuzów i Niemców.

Same tereny niemieckie jeszcze pod koniec VIII wieku nie były do końca skatoliczone. Nordalbingowie trwali w pogaństwie i dopiero nierozważna/haniebna pomoc udzielona Karolowi „Wielkiemu” przez księcia Obrodytów Drożka złamała ich opór.

Triumf Drożka trwał niedługo. Krótko później jego ziemie najechali Duńczycy (pod wodzą Godfreda) i Wieleci, a sam Drożko został zamordowany w roku 809.

Po rozpadzie cesarstwa Karola „Wielkiego” na ziemiach „niemieckich” królestwa wschodniofrankijskiego pomiędzy lokalnymi władcami trwała nieustanna walka o zdobycie dominacji, a królestwo dalej dzieliło się na mniejsze państewka:

„Po śmierci Ludwika w 876, królestwo wschodniofrankijskie uległo podziałowi między jego synów.”

Gdy wreszcie powstało „święte” Cesarstwo Rzymskie/Niemieckie w roku 962 z Ottonem I jako cesarzem, pozycja cesarza nie była niepodważalna. Już jego syn, kolejny cesarz, musiał tłumić bunty i walczyć o koronę.

„Przez 7 pierwszych lat swych rządów walczył przeciw niemieckim książętom o utrzymanie niemieckiej korony. W latach 974-977 występował przeciwko niemu brat stryjeczny, książę Bawarii, Henryk II Kłótnik, który cieszył się poparciem władców Polski (Mieszka I) i Czech (Bolesława II).”

Na południu od naszych ziem sytuacja także zmieniała się jak w kalejdoskopie, a panowanie rzymskiej szubienicy nie było ani ugruntowane, ani pewne. Państwo Wielkomorawskie istniało jeden wiek i padło w roku 907 pod ciosami Węgrów. Skatoliczone zostało ono przez Niemców, choć na krótko poddane było wpływom żydłaków Cyryla i Metodego. Których żydłacki słowiańskojęzyczny jahwizm z uporem maniaka jahwiści nazywają „obrządkiem słowiańskim„. A przecież wszystkie jahwizmy są obrządkiem żydowskim, bez względu na to czy ich gusła odprawiają żydłacy po łacinie, niemiecku, po polsku, chińsku czy na migi (dla niesłyszących).

Powstałe z części Wielkomaraw Czechy zostały zjahwizowanenie nie bardzo wiadomo kiedy i gdzie. Załgana żydłacka mitologia nazywa Borzywoja I  pierwszym chrześcijańskiem księciem Czechów. Ale nikt nie wie, kiedy gdzie i kto go ochrzcił. Przypisuje się ową „zasługę” Metodemu.

„Borzywoj I został ochrzczony przez arcybiskupa Metodego na terenie Moraw.

Data chrztu Borzywoja I nie jest pewna. Kosmas z Pragi podał rok 894, jednak jest to niemożliwe, gdyż Metody, który ochrzcił Borzywoja I, zmarł już w 885 roku. Proponuje się rok 884″

I tak wygląda żydłacka farsa… Tak tworzą oni „historię”: „proponuje się rok 884”. Aby Metody mógł Borzywoja „ochrzcić” zanim umarł. Czyli podobna fikcja jak ze chrztem Mieszka.

W każym bądź razie ostatecznie Czechy dostały się pod wpływy żydo-katolicyzmu niemieckiego i watykańskiego, a Niemcy ciągle ingerowali w sprawya czeskie napuszczając często Czechów przeciwko sobie. Choć gwoli sprawiedliwości dodać należy, że i Niemcy walczyli pomiędzy sobą o wpływy polityczne w  Czechach. Ciągle zmieniały się więc koalicje i sytuacja polityczna. Jahwizm doprowadził do totalnego skłócenie w Czechach każdego z każdym. Skatoliczenie Czech nie wszystkim się podobało. Drogomira/Drahomira wywołała w roku 921 bunt pogański. Istotne jest to, że nie była ona kobietą „z ludu” a księżniczką Stodoranów. Pokazuje to, że nawet wysoko postawione osoby, którym jahwizm teoretycznie gwarantował większą i pełniejszą władzę „z woli boga” trwały przy pogańskiej wierze, kulturze i tożsamości. Wywołany przez Drogomirę bunt słtumiony został przez połączone siły bawarskiego Arnulfa i saskiego Henryka I. Niemniej można spokojnie założyć, że panowanie jahwizmu było w Czechach niepewne i gwarantowane jedynie przez Niemców. Bez nich pogaństwo w Czechach miało wszelkie szanse na odrodzenie się. O stosunku Czechów do „świętej wiary katolickiej” najlepiej świadczy ponadto fakt, że żydłacki fanatyk biskup Vojtěch dwukrotnie musiał uciekać z Czech, które odmówiły mu prawa powrotu sprzeciwiając się nawet woli papieża. I tego fanatyka żydłactwo w Polsce przerobiło na „patrona Polski”.

Jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja panowała na południowym wschodzie naszych ziem – na Rusi. Tam ścierały się przeróżne wpływy – słowiańskie, chazarskie, waregowskie (wikingowskie). Pierszą próbę jahwizacji Rusi podjęła Olga przyjmując w roku 957 chrzest (za co została kanonizowana). Ku ubolewaniu jahwistów po jej śmierci jej syn Światosław pozostał władcą pogańskim. Ale już jego syn, Włodzimierz I „Wielki” okazał się ruskim odpowiednikiem Mieszka I i Bolesława Chrobrego w jednej osobie. Ochrzcił się w roku 988 w Konstyntynopolu (dwadzieścia dwa lata po domniemanym chrzcie Mieszka) i natychmiest po tym fakcie stał się nadgorliwym zżydzaczem jahwizmem Rusi.

„Po powrocie do Kijowa zniszczył pogańskie chramy, wrzucił własnoręcznie posąg Peruna do Dniepru i po przybyciu duchownych z Bizancjum kazał przeprowadzić masowy chrzest ludności w Dnieprze.”

Za jego zasługi dla jahwizmu – głównie za faktyczne przyjęcie chrztu –  nie tylko go kanonizowano, ale jeszcze dodatkowo otrzymał przydomek „wielkiego” (proszę porównać to z tytulaturą Mieszka, który też rzekomo się „ochrzcił”).

Niemniej na Rusi jeszcze w przez kilka wieków wybuchały lokalne bunty pogańskie pod wodzą wołchwów:

„Wołchwowie cieszyli się wśród ludu wielkim poważaniem, chociaż nie mieli takiego wpływu na władzę jak żercy[1]. W początkach chrześcijaństwa na Rusi kierowali buntami przeciwko nowej religii i porządkowi społecznemu, na przykład w Suzdalu w 1024 czy w Nowogrodzie i ziemi rostowskiej w 1071. Podczas buntu w Nowogrodzie w 1071 po stronie chrześcijaństwa opowiedział się tylko książę Gleb z drużyną, podczas gdy mieszkańcy stanęli po stronie wołchwa.
Władza państwowa i kościelna surowo tępiły wołchwów. W 1227 w Nowogrodzie czterech z nich spalono na stosie. Jeszcze w II połowie XIV wieku św. Stefan z Permu musiał walczyć z silnymi wpływami wołchwa Pama wśród Zyrian.
Wołchwowie byli także strażnikami tradycji ustnej – dzięki nim znamy antropogeniczną opowieść o Bogu pocącym się w łaźni.”

Na północnym zachodzie Polska graniczyła z pogańskimi Bałtami. Od nich jahwizacja nam nie groziła. Wręcz przeciwnie – Masław w obronie pogańskiego Mazowsza przeciwko połączonym siłom Kazimierza Odszczepieńca, Niemców i Rusinów szukał wsparcia i sojuszu z Prusami i Pomorzanami. Hańbą dla Polski jest fakt, że Piastowie brali aktywny udział w narzucaniu znienawidzonej rzymskiej szubienicy ludom Prusów. Co robili gorliwie, ręka w rękę z krzyżakami, których zresztą do tego celu Konrad Mazowiecki sprowadził do jego księstwa.

Najistotniejsza jednak dla zrozumienia ówczesnej sytuacji „geopolitycznej” państwa Mieszka jest znajomość tego, co działo się u plemion Słowian Połabskich.  I otóż w momencie domniemanego (w rzeczywistości wyssanego z palca przez żydłacką propagandę) chrztu Mieszka I plemiona te, sąsiadujące bezpośrednio z katolickm żywiołem niemieckim były jeszcze o całe lata świetlne oddalone od ujarzmienia i skatoliczenia.

Dobrym przykładem tego może być np. plemię Obodrytów.

Od czasu kolaborującego z katolickim Karolem „Wielkim” księciem Drożkiem (bitwa nad Święcianą 798 rok) do śmierci bohatera Niklota w roku 1160 minęło prawie 400 lat! Prawie cztery wieki potrzebowali jahwiści, aby ostatecznie skatoliczyć Obodrytów. Choć i synowie Niklota początkowo bronili pogaństwa. Dopiero gdy jahwiści powiesili Wracisława w roku 1164 , Przybysław załamany poddał się rzymskiej szubienicy.

W momencie domniemanego chrztu Mieszka Połabie już od wieków było terenem ekspansji niemieckiej. Ale losy tego regionu wcale nie były jeszcze przesądzone na korzyść niemiecko-watykańskiego buldożera jahwizmu. Niemcy odnosili wprawdzie sukcesy, udawało im się tu i tam osadzić na tronie powolnego im księcia żydłaka, ale najczęściej szybciej tracił taki władzę, niż go na tronie osadzono. Odnosili też Niemcy sukcesy w zdobyczach terytorialnych osiąganych siłą militarną, które następnie tracili. Najczęściej jednak stosowali oni podstępy.

Klasycznym tego przykładem jest margrabia Geron. Gdy zachodziła konieczność, walczył bronią. Ale więcej zdziałał podstępami i intrygami. Aby osłabić opór Słowian otruł on 30 zaproszonych przez niego na ucztę słowiańskich przywódców plemiennych. Albo udał się do Arkony, udając powrót do pogaństwa i łatwowiernych Ranów wciągnął do sojuszu z Saksonią przeciwko Wieletom i Obodrytom.
Niemniej wszystkie te „sukcesy” niemieckie zostały w jednym zdecydowanym ataku słowiańskim unicestwione. W czerwcu 983 roku połączone siły Wieletów i obodrytów zaatakowały Niemców.

„29 czerwca – wybuchło wielkie powstanie Słowian połabskich, w wyniku którego Cesarstwo Niemieckie utraciło tereny na wschód od Łaby. Powstańcy wywalczyli niepodległość i utrzymali ją do XII wieku.

Tak pisał o tym powstaniu słowiańskim niemiecki Spigel:

„Jest rok 983, kiedy to cesarstwo rzymskie na niemieckich ziemiach w taki właśnie sposób zatrzęsło się w posadach. 29 czerwca płonie siedziba biskupa w Havelbergu w pobliżu Łaby, 1 lipca w płonie (siedziba biskupa) w Brandenburgii.

“Barbarzyńcy” ze wschodu przekraczają nawet Łabę, plądrują klasztor Kalbe nad rzeką Milde w pobliżu dzisiejszego Salzwedel w Saksonii-Anhalt i niszczą wiele wiosek. Plądrują Hamburg, a biskupstwo  Aldenburg w Ostholstein położone naprzeciwko Fehmarn zostało wgniecione w ziemię/zrównane z ziemią. Jedynie dzięki ucieczce na łeb na szyję w kierunku na zachód uratowali swoje życie dostojnicy kościelni i polityczna elita.

Atak Słowian ze wschodu wywołał takie zaskoczenie, że ówcześni kronikarze jeszcze lata później filozofowali/zastanawiali się – kim są ci atakujący i skąd się oni wzięli – jak to sformułował na początku następnego stulecia biskup Thietmar z Merseburga, kronikarz z tamtych czasów.”

Większość wcześniej utraconych terenów Połabianie odzyskali, powstrzymując ponadto na ponad 150 lat ekspansję niemiecką. Jedynie Łużyce trzymane żelazną łapą przez zabójcę Słowian Gerona pozostały w niemieckim ręku. Niemcy próbowali w dorocznych wyprawach od 985 roku przy pomocy wspierających ich (zdrajców słowiańszczyzny – przypis mój)  Mieszka I a następnie Bolesława Chrobrego ponownie podbić te tereny, ale bezskutecznie.

„Ab 985 unternahmen die Reichsfürsten gemeinsam mit den polnischen Fürsten Mieszko I. und später Boleslaw I. jährliche Kriegszüge, um das Gebiet fest zu unterwerfen. Die Feldzüge erwiesen sich als wirkungslos.”

Natomiast Wieleci odnosili nad Niemcami chwalebne zwycięstwa militarne. W roku 1033 rozbili Sasów pod Wierzbnem. A w roku 1056 całkowicie rozgromili i unicestwili armię saską pod Przecławą.

 Na wieść o rozmiarach klęski niemiecki cesarz zmarł na apopleksję.

Więcej o Wieletach pisze tutaj.

Tak więc widzimy, iż w momencie domniemanego chrztu Mieszka cesarstwo niemieckie ani nie było niepokonaną potęgą, ani sprawa podboju Słowian nie była przesądzona.

Zastanówmy się w tym miejscu, jak by mogło przebiegać powstanie Słowian połabskich z roku 983, gdyby do Wieletów i Obodrytów przyłączył się Mieszko z całą jego silną armią? Otóż nie trzeba być specjalistą od wojskowości, aby móc przypuszczać, że z cesarstwa prawdopodobnie nie pozostałby kamień na kamieniu. Był to taki moment w historii, kiedy istniała realna szansa unicestwienia cesarstwa niemieckiego, a przynajmniej rozbicia go na małe, skłócone ze sobą państwka i utrzymywanie Niemiec w takim stanie przez następne wieki. Istniała nawet szansa  na reaktywowanie pogaństwa w Niemczech, oraz ogromna szansa odzyskania przez czeskich pogan suwerenności i kontroli nad ich krajem uwolnionym od niemieckiej żydo-katolickiej kurateli. Można byłoby nawet przeciwstawić się jahwizacji Rusi, a jahwistów wypędzić z Europy nad Jordan.

Tak więc, opierając się na faktach, a zwłaszcza na sytuacji cesarstwa i siły plemion Połabian można i należy wyciągnąć konieczny wniosek, iż w roku 966 nie istniało najmniejsze, realne zagrożenie dla plemion żyjących na obecnych ziemiach polskich ze strony dopiero co powstałego i szarpanego konfliktami wewnętrznymi cesarstwa niemieckiego. Które dodatkowo toczyło spory z zachodnim królestwem frankońskim oraz zażartą walkę z papiestwem o polityczną dominację nad katoliczoną watykańskim odpryskiem jahwizmu częścią Europy. Klęski zadawane cesarstwu przez Wieletów i Obodrytów już po domniemanym chrzcie Mieszka pokazują, że cesarstwo było „kolosem” na glinianych nogach. Gdyby Mieszko połączył się z plemionami Połabian w solidarnym sojuszu w obronie pogaństwa, jahwiści nie mieliby absolutnie żadnych szans, aby ziemie Słowian zachodnich podbić i skatoliczyć.

Niemniej jak wiemy, historia potoczyła się inaczej. Na klęskę Słowiańszczyzny nałożyło się kilka różnych przyczyn.

Pierwszą z nich była ogromna różnica pomiędzy mentalnością i sposobem postępowania naszych przodków a mentalnością i postępowaniem wyznawców nadjordańskiej dżumy. Nasi przodkowie wolni byli od chęci totalnego podboju wszystkich nie-Słowian  i od chęci totalnego zniszczenia kultury sąsiadów. Natomiast nadjordańska dżuma była od zawsze i nadal jest w jej najgłębszym sensie ideologią totalitarną – nie spocznie, dokąd nie podbije i nie skatoliczy wszystkich, niszcząc podbitym ich wiarę, kulturę i rabując im ich tożsamość. Słowianie np. po odniesionym zwycięstwie nie zamierzali unicestwić wroga. A po przegranej pragnęli jedynie zebrać siły aby powrócić do status quo ante bellum. Dżuma natomiast po porażce natychmiast podejmowała kolejne wysiłki nadal zmierzające do podbicia i zadżumienia pogan. A zwycięstwa dodawały jej jedynie animuszu i dlatego po każdorazowym  zwycięstwie planowała kolejne podboje i inwazje.
Podejrzewam, że nasi przodkowie nie do końca pojmowali tę właśnie tatalitarną i globalistyczną naturę jahwizmu. Gdyby ją pojęli, zapewne podjęliby wojnę prowadzącą do wyniszczenia i wytępienia zagrażającej im totalitarnej dżumy.
W tym miejscu dodam tylko, nie ma się co dziwić naiwności naszych przodków, skoro i dzisiaj, nawet wśród rodzimowierców nie ma pełnej świadomości co do totalitarystycznej natury dżumy. Z nią nie można zawrzeć kompromisu. Ona nie zna kompromisów. Ona chce pokonać i skatoliczyć wszystkich, by opanować i zadżumić cały świat.

Kolejną przyczyną porażki Słowian była ich etyka i prostolinijność. Wychowywani byli na ludzie kochających prawdę i uczciwość. Im po prostu nie mieściło się w głowie, aby z założenia oszukiwać innych. Natomiast dla wyznawców dżumy każda, nawet najbardziej zbrodnicza i nieuczciwa metoda podbojów była dobra – byleby przynosiła efekty. Stąd często np.  zachowywali się oni na obcym terenie początkowo jak gołąbki pokoju, a prawdziwą ich  naturę –  koszmarną mordę jahwizmu  – pokazywali dopiero wtedy, gdy na obcym terenie się zakorzenili. Oszustwa, skrytobójstwa czy podstępne napuszczanie na siebie zwalczanych plemion słowiańskich było w repertuarze dżumy na porządku dziennym. Klasycznym tego przykładem był wspominany już przeze mnie Geron. Potrafił walczyć zbrojnie, ale potrafił podstępnie wymordować zaproszonych na ucztę słowiańskich „gości”; potrafił też podstępnie udawać powrót do pogaństwa, aby Ranów oszukać i napuścić ich na Wieletów.
Stosowanie podobnych, niegodziwych czy wręcz zbrodniczych podstępów dla uczciwych i prostolinijnych Słowian po prostu było nie do pomyślenia. Uczciwość i prostolinijność Słowian przegrywała z podstępnością, zbrodniczością i oszustwami jahwizmu.

Kolejną przyczyną porażki Słowian były spory pomiędzy ich plemionami. Zapewne spory takie miały miejsce u nich i wcześniej. Nigdy jednak nie trwały długo i nie były prowadzone z założenia w celu podbicia i wyniszczenia przeciwnika. Podstępność i mściwa zawziętość dżumy wykorzystywała fakt istnienia wielu plemion słowiańskich nie podlegających centralnemu władcy.  Dżuma celowo, świadomie i z premedytacją konfliktowała przy pomocy wszelkich dostępnych jej środków podbijane, czy wręcz eksterminowane plemiona (tę samą metodę stosowała dżuma wobec Indian) . I niestety nasi przodkowie często dali się dżumie nabierać, oszukać i pozwalali sobą manipulować. Ich nieświadomość rzeczywistej natury,  istoty i celów podstępnej, mściwej, zachłannej i totalitarnej  dżumy, jej nienasyconej ekspansywności, była ich wielką słabością. Dlatego naiwnie i łatwowiernie dawali się napuszczać przeciwko sobie.

Następną z przyczyn porażki Słowiańszczyzny były narastające w miarę naporu dżumy przypadki zdrady i renegacji kolejnych słowiańskich wodzów/władców. Skuszeni korzyściami pełniejszej i bardziej autokratycznej władzy dziedzicznej oferowanej przez dżumę kolejni książęta zdradzali wiarą i tradycję przodków przyjmując dobrowolnie nadjordańską zarazę. Gorzej jeszcze, bo po jej przyjęciu stawali się często gorliwymi neofitami zwalczającymi pozostających w tradycji przodków pogańskich braci.

Powyższe faktory miały decydujący wpływ na porażkę słowiańszczyzny. Rzekoma potęga niemieckiego cesarstwa to wymyślony katolicki mit mający bronić zdrady renegata Mieszka i dostarczać jego zdradzie alibi „konieczności dziejowej”. Takiej konieczności nie było. Mieszko był renegatem i chciał jedynie poprzez przyjęcie dżumy zapewnić dynastyczne panowanie jego rodu i powiększyć  zakres władzy panującego.

Słowianie byliby w stanie – gdyby udało się im zjednoczyć na wzór Mapuczydać trwały odpór dżumie. Przykład Mapuczy jest o tyle ciekawy, gdyż ich sukces w walce przeciwko hiszpańskim konkwistadorom pokazuje ciekawą rzecz – silne i scentralizowane państwo Inków padło bardzo szybko pod naporem zbrodniczych i chciwych Hiszpanów. A solidarny związek małych plemion Mapuczy powstrzymał na 300 lat zapędy żydłackiej dżumy. Dopiero republikańskie Chile, wzmocnione emigracją z Europy i dysponujące dużo nowocześniejszą bronią Mapuczy ujarzmiły.

Przykład Mapuczy w ich walce przeciwko Hiszpanom pokazuje nam, że solidarny związek wielu plemion może stanowić większą siłę niż jedno scentralizowane państwo. Naturalnie pod warunkiem dochowania solidarności i udzielania pomocy wszystkich  plemion każdemu spośród nich zagrożonemu agresją z zewnątrz.

Mieszko nie uratował Polski przed losem Wieletów czy Ranów. Mieszko i jego następcy ponoszą współodpowiedzialność za ich tragiczny los. Wszak całkowite podbicie i zniewolenie Połabian bez wydatnego wspierania cesarstwa niemieckiego przez zdradzieckich Piastów było praktycznie wykluczone. To skatoliczeni Piastowie pomagając żydłackiemu cesarstwu przypieczątowali ponury los naszych połabskich braci.

.
opolczyk

.

ps. Chciałbym jeszcze wyjaśnić, dlaczego tak cząsto odwoływałem  się w powyższym tekście do wikipedii – choć uważam ją za stronniczą, najczęściej mało wiarygodną, a często wręcz  zafałszowaną. Otóż w cytowanych z niej fragmentach opierałem się na bogatej częstokroć bibliografii dołączanej do wikipedycznych tekstów. Ponadto znam opisywaną historią i z innych źródeł – i stąd wiem, że opisywane np. notoryczne konflikty o władzę pomiędzy żydłackimi władcami i możnowładcami miały faktycznie miejsce. Pokazuje to też, że przyjęcie żydłackiej dżumy nie zapewniało ani rozwoju ani pokoju. Skutkowało jednym – ciągłymi walkami pomiędzy sobą w łonie skłóconych żydłacki elit. W tamtych czasach, tak zachwalanych przez żydłacką mitologię, należąc do elit często kończyło się życie otrutym, z nożem w plecach, lub z głową roztrzaskaną toporem – a nie ze starości. Taka była rzeczywistość w średniowiecznej euro-Judei z królującymi w niej tzw. „chrześcijańskimi wartościami”.

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Zapomniana bohaterka Słowiańszczyzny – Drahomira/Drogomira – księżna Czech.

.

Drogomira

.

Badając historię Słowiańszczyzny w kontekście oporu stawianego przez nią buldożerowi jahwizmu natrafiamy na osoby szczególne.
Z jednej strony, wśród wrogów Słowiańszczyzny  mamy zbrodniarzy, jak żydłacki margrabia Marchii Wschodniej Geron, który zaprosił do siebie „na ucztę” w 939 roku 30 naczelników plemion łużyckich i serbskich, podczas której ich po prostu otruł.
Ale znajdziemy w historii  także krwawe ślady bratobójczych walk wśród Piastów ogarniętych rządzą władzy z papieskiego „pomazania”, zwłaszcza w okresie „rozbicia dzielnicowego

„Po śmierci Salomei Władysław II zwany Wygnańcem zajął jej dzielnicę wbrew woli braci. W wyniku wojny między nim i jego braćmi, Władysław II uciekł z kraju w 1146 roku i udał się do Niemiec prosić o pomoc cesarza. Dzielnicę senioralną objął Bolesław Kędzierzawy – w ten sposób to on stał się seniorem. Bolesław nie potrafił utrzymać suwerenności państwa i w wyniku wyprawy cesarskiej w 1157 roku musiał złożyć hołd cesarzowi Fryderykowi Barbarossie. Oddał państwo w lenno oraz zgodził się, aby po śmierci Władysława II Wygnańca jego synowie (Bolesław Wysoki, Mieszko Plątonogi) mogli powrócić do jego dzielnicy dziedzicznej – Śląska.

W roku 1173, po śmierci Bolesława Kędzierzawego, jego rolę jako seniora, księcia oraz pana Krakowa przejął trzeci syn Bolesława Krzywoustego – Mieszko Stary. Po czterech latach ponownie doszło do walki o tron. Mieszko został wygnany, a Kraków opanowany przez najmłodszego z braci, pogrobowca Bolesława III Krzywoustego: Kazimierza II Sprawiedliwego, co oznaczało złamanie zasady senioratu (władza zwierzchnia dla najstarszego z rodu). Kazimierz, w przeciwieństwie do Mieszka, nie próbował przeciwstawiać się możnowładztwu i Kościołowi.

Po śmierci Kazimierza w Krakowie rządził jego syn Leszek Biały. Wraz z jego śmiercią w Gąsawie w 1227 roku ostatecznie zanikła władza centralna (pryncypat). Stopniowo postępowało rozdrobnienie ziem Polski, powiązane z umacnianiem się separatyzmu księstw dzielnicowych. Nie istniały żadne ponaddzielnicowe urzędy ani prawa. Około połowy XIII wieku Polska składała się z kilkunastu księstw, bez żadnej władzy centralnej. Okres dzielnicowy był okresem walk wewnętrznych pomiędzy rywalizującymi książętami – o władzę i o terytorium.”

Ale i wcześniej, przed rozbiciem dzielnicowym, też. Już Bolesław Chrobry wypędził przyrodnich braci, aby nie dzielić się z nimi królestwem i władzą:

 
„Po śmierci Mieszka I (25 maja 992), Bolesław w nieznanych okolicznościach szybko przejął władzę nad całym krajem, a następnie wygnał macochę i swoich przyrodnich braci.”

Podobne walki znajdziemy u Czechów, gdzie rody Przemyślidów, Sławnikowiców czy Wrszowców mordowały się niekiedy nawzajem bezlitośnie.

„W 28 września 995 doszło do otwartego konfliktu między oboma rodami. Książę czeski Bolesław II Pobożny siłami innego rodu Wrszowców zaatakował Libice i zajął prawie pozbawiony obrony gród, który otwarto mu po przyrzeczeniu nietykalności mieszkańców. Szukające azylu w kościele rodziny braci zostały z niego wywleczone i wymordowane. Z siedmiu synów Sławnika ocaleli jedynie najstarszy Sobiesław będący na wyprawie wojennej przeciw Obodrzycom wraz z Ottonem III i Chrobrym, przebywający na Zachodzie biskup Pragi Wojciech (późniejszy święty) oraz towarzyszący mu najmłodszy, przyrodni brat Radzim.”

Podobne bratobójcze walki miały miejsce u skatoliczonych Niemców

„Otton został królem Niemiec w drodze elekcji w roku 936. Uroczysta koronacja odbyła się w Akwizgranie[1] w tym samym roku. Po koronacji musiał zwalczyć bunt książąt Saksonii, Bawarii, Lotaryngii i Frankonii wspieranych przez braci Ottona Thankmara i Henryka. Po zwycięstwie w 939 roku rozpoczął proces umacniania władzy opierając się na Kościele i związkach dynastycznych.”

czy Duńczyków.

 
„Aby uczcić zakończenie wieloletnich walk, Swen zaprosił współrządzących (Kanuta, Waldemara i Absalona) na spotkanie pojednawcze w Roskilde (9 sierpnia 1157). Podczas spotkania ludziom Swena udało się zamordować Kanuta, natomiast ranny Waldemar i Absalon zdołali zbiec. 23 października tego samego roku Waldemar i ścigający go Swen spotkali się ponownie i odbyli krótką, ale brutalną bitwę pod Grathe Hede. Swen został wzięty do niewoli i stracony ciosem topora.”

Znajdziemy w historii „bohatera” zbrodniczej nadjordańskiej dżumy, Albrechta Niedźwiedzia, mordercy i gnębiciela Słowian Połabskich, którego cechowała taka nienawiść do Słowian, że został za to dla NSDAP przez  führera obrany jej „patronem”.
Aż dziw bierze, że nie został on do tej pory za jego „zasługi” w krzewienie dobrej nowiny kanonizowany. Należałoby zwrócić uwagę na to niedopatrzenie hersztowi Watykanu…

Znajdziemy w historii także okrutnych zdrajców i renegatów słowiańskich. W naszej historii największą hańbą okrył się Kazimierz Odszczepieniec, żydłacki mnich, wasal katolickiego cesarstwa, który do tłumienia pogańskiego buntu naszych przodków otrzymał od niemieckiego cesarza wsparcie finansowe i oddział 500 ciężkozbrojnych wojów. Jak opisał jego ekspedycję karną Gall Anonim „Polska stała się jedna wielką pustynią, bezlud­nym opuszczonym pustkowiem, cmentarzyskiem ruin i zgliszcz”. A Joachim Lelewel skonstatował: “Powrotem nowego porządku do Polski zajmują się cesarz niemiecki i papież”.

Tak więc zbrodniarzy spod znaku rzymskiej szubienicy znajdziemy zarówno wśród obcych, jak i wśród swoich.
Na przeciwległym biegunie stoją bohaterowie Słowiańszczyzny. O Masławie pisałem już wspominając przy tej okazji o Mieszku II i Bolesławie Zapomnianym. Pisałem też o Niklocie, bohaterskim Słowianinie, który obronił jego księstwo przed żydłacką krucjatą połabską (której jeden z dowódców po wiekach stał się patronem NSDAP)

Ale w obronie Słowiańszczyzny stawali nie tylko mężczyźni. W Czechach rebelią pogańską dowodziła bohaterka Słowiańszczyzny – Drahomira/Drogomira.

„Polska” wiki wspomina o niej zdawkowo (i jak zwykle kłamliwie).

„Po śmierci męża w 921 roku, wspierana przez młodszego z synów (który powrócił do niej, opierając się próbom zaszczepienia mu chrześcijańskich wartości przez babkę) objęła władzę w imieniu nieletniego Wacława. Wraz z Drahomirą i Bolesławem do głosu doszło stronnictwo wrogie niemieckim wpływom oraz wspierające tradycje pogańskie. Zgodnie z czeską tradycją historiograficzną rozpoczęto z inicjatywy Drahomiry niszczenie kościołów oraz prześladowania duchowieństwa chrześcijańskiego. Ofiarą pogańskiego przewrotu padła m.in matka Wratysława I – św. Ludmiła (według tradycji, zanotowanej w Żywocie św. Ludmiły i Kronice Kosmasa, została uduszona 15 września 921 r. na zamku w Tetinie przez siepaczy nasłanych przez synową).”

Owe „chrześcijańskie wartości” to wypaczona strachem przed ogniem piekielnym i gniewem bożym osobowość, a ponadto fanatyzm, niszczenie własnej kultury, rzezie, zbrodnie i wielowiekowy ucisk „pospólstwa”. Oraz hipokryzja (miłość bliźniego na ustach a nienawiść w sercu) i tępa wiara w nadjordańskie brednie objawione.

Drogomira zgodnie z ówczesnym zwyczajem i prawem po śmierci męża była legalną regentką w imieniu syna.
„Zgodnie jednak ze średniowiecznymi zasadami już po śmierci księcia Wratysława władzę w imieniu nieletniego Wacława objęła jego matka Drahomira…”

Jako regentce przysługiwało jej wydawanie wyroków śmierci. Teściowej nie zamordowała podstępnie, jak chce tego żydłacka „tradycja”. Dużo bardziej prawdopodobne jest, że jako regentka wydała na nią za konszachty teściowej z Niemcami legalny wyrok śmierci. A uduszenie było wówczas jedną z metod dokonywanych, zgodnych z prawem egzekucji. Kościoły jahwistyczne i owszem, kazała zburzyć. Całkiem zresztą słusznie. Dlaczego obiekty kultu ludobójczego obcego bożka miały kalać słowiańską ziemię? A klerowi dała trzy dni czasu na opuszczenie Czech. Nie była więc „krwiożerczą morderczynią”. Broniła słowiańskiego porządku i słowiańskiej tożsamości. Oraz Ducha Słowiańszczyzny.
Niestety wzniecony przez nią bunt szybko został zdławiony siłami niemieckimi. Wspierał je skatoliczony przez babkę syn Drogomiry, Wacław. Nawet jej młodszy syn, Bolesław, który początkowo stał po stronie matki , po stłumieniu przez niemieckich najeźdźców buntu dał się skatoliczyć. W późniejszym czasie wspierał nawet niemieckie wojska walczące z innymi plemionami Słowian.
Tak to służba rzymskiej szubienicy czyniła ludzi zdrajcami i renegatami.

Szukałem w internecie więcej informacji na temat tej bohaterskiej Słowianki. Która rzuciła otwarte wyzwanie rzymskiej szubienicy. Niestety znalazłem niewiele o niej informacji. Np. to:

„Brutalne wprowadzanie chrześcijaństwa przez czeskich Przemyślidów również spotkało się z pogańską reakcją, na czele której stanęła wdowa po Wratysławie I, sławna Drogomira (Drahomira). Pogańska księżniczka (nie dała się nawrócić) okazała się godna swojego smoczego imienia i pod jej dowództwem niszczono kościoły oraz wypędzano z kraju duchowieństwo.”

Niestety i na czeskich stronach niewiele jest informacji o Drogomirze.
Czeska wiki niewiele więcej pisze o niej niż jej „polski” odpowiednik.
Nieco więcej informacji znalazłem za to tutaj i tutaj:

Ciekawy jest zwłaszcza drugi tekst, zatytułowany „Książę Wacław – historia zdrajcy„. Wacław to skatoliczony przez babkę starszy syn Drogomiry, który okazał się zdrajcą Słowiańszczyzny, bezwolnym żydłakiem i uległym wasalem Niemców – za co ostatecznie go kanonizowano.

Mimo niewielkiej wiedzy o niej, Drogomira/Drahomira zasługuje na pamięć i szacunek jako Słowianka broniąca Ducha Słowiańszczyzny.

Słowiański świat może być z niej dumny.

Szukałem w internecie rycin przedstawiających Drogomirę. Oto kilka z nich:

Drogomira z synami (żydłaka Wacława rozpoznać można po „aureoli”).

.

Smíchov_729,_Drahomíra

.

Drogomira wypędza żydłacki kler:

.

Drahomira_Ludmila

.

A tutaj typowa jahwistyczna propaganda:

.

Josef_Mathauser_-_kněžna_Drahomíra,_kníže_Václav_a_Ludmila

.

Ten obraz olejny pokazuje, do jakiego stopnia żydłacka propaganda ma wpływ na „sztukę”. Obraz przedstawia Drogomirę, jej zżydłaczonego  syna Wacława i zdrajczynię teściową. Drogomira przedstawiona jest jako gorliwa katoliczka wychowująca syna w duchu niewolniczej dżumy (niewolniczej dosłownie – syn, przyszły władca, na kolanach ze złożonymi rękami nabożnie czyta żydłackie brednie objawione).

Tak fałszować rzeczywistość i historię tylko watykańczycy potrafią…
.
opolczyk
.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Duchowość Słowian

.

Natura

.
Termin „duchowość”, czy „uduchowienie” robi współcześnie karierę. Za uduchowionych i oświeconych uważają się zwolennicy przeróżnych szkół i kultów ezoterycznych, gnostycy, new-agowcy, spirytyści, miłośnicy hinduizmu, buddyzmu czy zwolennicy praktyk którejkolwiek ze ścieżek jogi.

Wielu tym ludziom nie można odmówić uduchowienia. Przy czym, jeśli ktoś obnosi się z własnym „uduchowieniem”, jakby chciał powiedzieć (czy nawet tak rzeczywiście mówi) – patrzcie jaki jestem uduchowiony – taki ktoś jest zwykłym błaznem, bęcwałem i zakomleksionym hochsztaplerem. Osoba rzeczywiście uduchowiona nigdy z tym się nie obnosi.

Termin „duchowość” zawłaszczyło sobie i splugawiło żydo-chrześcijaństwo. Funkcjonariuszy kk – kler – nazywa się „duchownymi”. Tylko co to za „duchowny”, który po przejściu pogłębionego prania mózgu i indoktrynacji w tzw. „seminarium duchownym” (pralnia mózgów jest u nich nazywana „duchowna”) staje się etatowym funkcjonariuszem kosmopolitycznego Watykanu, którego zadaniem jest trzymanie owieczek w strachu przed karą bożą i piekłem. Oraz dbanie o interes Watykanu. Czy ewentualnie o wpływy protestantyzmu lub prawosławia – które są podobnie odmóżdżającymi dżumami nadjordańskimi, tyle że konkurencyjnymi z Watykanem.
Katoliccy „duchowni”  w przeszłości dowodzili wyprawami wojennymi, zbrodniczymi krucjatami, wydawali wyroki śmierci, skazywali na stosy, czy ustalali cenniki za tortury inkwizycji (cennik z czasów inkwizycji z roku 1757 regulujący opłaty za usługi kata).

A „duchowny” herszt Watykanu Marcin V nawoływał do mordowania „heretyków”:

“Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów (…) … pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.“

I czy można współczesnego zwyrodnialca pedofila w sutannie nazywać „duchownym”?

O gorliwych żydłackich „mistykach” mówi się, że są/byli „uduchowieni”. Zwłaszcza o tych, którzy mieli tzw. „stygmaty” (na dłoniach w niewłaściwym miejscu, zasugerowanym błędną żydłacką ikonografią) , lub doznawali „objawień”.
No cóż – muzułmanie też mają ichnich „stygmatyków”, mających na ciele niewytłumaczalne krwawe rany odpowiadające ranom Mahometa, jakich tamten doznał w  wielu bitwach. A na temat psychiki niejednego mistyka mającego „objawienia” można powiedzieć jednoznacznie, iż była/jest to osoba chora psychicznie, cierpiąca na halucynacje i apokaliptyczną manią prześladowczą. Zwłaszcza objawienia, w których żydówka Miriam potępia noszenie spodni przez kobiety to wymysły chorej wyobraźni „mistyka” czy „mistyczki”. Ciekawe zresztą, dlaczego owa żydówka nie potępia noszenia sukienek (do kostek) przez facetów – pedofilów.

Wracamy jednak  do „duchowości” stawiając pytanie – czym jest więc duchowość, uduchowienie i jak to wyglądało u Słowian?

W tym miejscu zacytuję obszerny komentarz Dobrogosta:

„(…) Mnie osobiście spodobało się między innymi nawiązanie do podobieństw między Słowianami a Indianami. Te podobieństwa są o wiele większe niż się wydaje i omówienie ich wymagało by obszernego tekstu więc wspomnę tylko o kilku drobiazgach. Otóż wśród znalezisk archeologicznych Słowian bardzo wiele było woreczków z roślinami, futrem zwierząt itp. które później ewoluowały w szkaplerzyki. Nie potrafiono wyjaśnić ich znaczenia i funkcji w życiu Słowian. Identyczne przedmioty używane przez Indian to woreczki z “lekami” – nie słyszałem aby podobne rzeczy były znane gdzieś indziej poza Słowianami i Indianami ameryki północnej. Jak słusznie zauważasz ustrój społeczny i sposób życia Słowian był podobny do tego jaki prowadzili Indianie, podobny był też system wartości, filozofia i co dziwniejsze wiele zwyczajów co wydaje się zadziwiające. Kiedyś też słuchałem wypowiedzi Sat Okha i zdziwiło mnie, że stwierdził, że właśnie my Slowianie mamy indiańskiego ducha, którego brak innym białym. Podobnej wypowiedzi udzielił “Brat Kruk”. Oczywiście “fizycznie” z Indianami nic nas nigdy nie łączyło a jednak podobieństwa były zadziwiające. Słowianie podobnie jak i Indianie nie uznawali kłamstwa fałszu itp.
Kiedy czyta się dawną historię Indian można się dowiedzieć, że w odległej przeszłości Indianie ameryki północnej umieli obrabiać metal jak i wiele innych rzeczy, które później zarzucili co jest zagadką.
Myślę teraz, że po prostu Indianie wznieśli się na wyższy stopień rozwoju cywilizacyjnego i zarzucili te wynalazki by odnaleźć równowagę i jedność z przyrodą tworząc bliskie ideałowi społeczeństwo. Myślę, że Słowianie postąpili podobnie i nasze społeczeństwo było równie doskonałe wiodąc szczęśliwe życie dlatego podobieństwa te nie były przypadkowe. Niewątpliwie i u nas istniał szamanizm podobny do szamanizmu Indiańskiego a jego ślady można znaleźć do dzisiaj, w wierzeniach i legendach ludowych, zwyczajach i szczątkowo zachowanych tradycjach. Jeśli się głębiej nad tym zastanowić wynika z tego wiele implikacji wymagających przewartościowania pewnych wyobrażeń na temat naszych przodków z drugiej strony staje się bardziej zrozumiałych wiele rzeczy z odległej historii.
Niewiele wiemy o naszej dawniejszej historii a to co wiemy pochodzi z okresu ok. 1000 lat temu kiedy narzucano nam obce fałszywe wyniszczające ideologie – zresztą podobnie jak o wiele później Indianom – przy tym patrząc na nas, opisując nas i interpretując to co widziano z perspektywy tych ideologii. Nawet Otton zadziwiony opisywał “przyrodzone cnoty” słowiańskie bolejąc, że tak cnotliwi ludzie żyją w “błędnej wierze”. Thietmar jak i inni kronikarze zadziwieni byli pięknem finezją i niezwykłymi kolorami naszych świątyń (w sumie nie rozumiem dlaczego teraz kiedy przedstawia się coś Słowiańskiego to są to prymitywne niemalowane rzeźby podczas gdy kroniki mówią o pięknych żywych kolorach, zresztą Słowian też przedstawia się w szarych łachach z prymitywnymi ozdobami z kości mimo iż kochali się w kolorach a kronikarze podają, że opływali w złoto i misterne ozdoby – podobnie kronikarze opisują niezliczone grody a przedstawia się naszych przodków żyjących w prymitywnych chatkach rozsianych z rzadka po lasach). Przede wszystkim zaś Słowianie żyli w zgodzie z naturą, którą kochali i czcili z uwielbieniem a wszędzie wokół nich zamieszkiwały przyjazne duchy natury z którymi utrzymywali kontakt. Dlatego myślę, że próby jakie podejmują rodzimowiercy mające na celu stworzyć jakiś panteon Słowiański na wzór greckiego czy innych zinstytucjonalizowanych religii idą w zupełnie niewłaściwym kierunku jako, że wśród Słowian nic takiego nie istniało i nie mogło istnieć. Panteony stanowią odzwierciedlenie stosunków społecznych i służą do ich uzasadniania. Kultura ludzi wolnych i równych, nie zniewalająca i nie poniżająca innych nie mogła czegoś takiego stworzyć tak jak nie stworzyli niczego podobnego Indiane, którzy czcili wiele potężnych duchów natury, ale nie były one powiązane hierarchicznie zaś każdy Indianin indywidualnie był związany z określonym Duchem czy też kilkoma, ale darzył czcią i szacunkiem wszystkie Duchy i oddawał cześć każdemu Duchowi kiedy znalazł się np. w świętym miejscu poświeconym jakiemuś Duchowi. Jestem przekonany, że podobnie było u Słowian, Słowianin darzył szacunkiem każdego z Bogów, oddawał cześć również każdemu Bogowi jeśli znalazł się w miejscu mu poświęconym zaś szczególną czcią darzył Boga, który go wybrał i z którym miał bezpośredni kontakt. Dlatego wywyższanie lub promowanie konkretnego Boga jest sprzeczne ze Słowiańskim duchem i mentalnością, nie może być też mowy o nawracaniu, narzucaniu jakiś zasad. Wiemy też, że każdy Indianin musiał udać się na osobiste poszukiwanie wizji gdzie miedzy innymi pościł, medytował, modlił się i spał w świętych miejscach by odnaleźć swojego Ducha Opiekuńczego. Wiadomo też, że u nas był znany zwyczaj spania na kurhanach w podobnym celu. Podobnie w Grecji i Egipcie poszczono i spano w świętych miejscach by nawiązać kontakt z Bogiem w celu otrzymania rady czy pomocy w określonych sprawach. Praktyki te w antycznych kulturach były pozostałościami z czasów gdy każdy człowiek nawiązywał osobisty bezpośredni związek z Bogiem [podkreślenie moje – opolczyk] , który go wybrał i opiekował się nim, radził mu i był z nim w bliskim kontakcie do końca życia. To były prawdziwe religie w przeciwieństwie do późniejszych gdzie tylko opowiada się farmazony a nikt żadnego Boga nigdy nie widział a tylko każe mu się wierzyć w dziwaczne historyjki opowiadane przez samozwańczych kapłanów 🙂 Myślę, że najważniejszą rzeczą jaką utraciliśmy to właśnie utrata osobistego bliskiego kontaktu z naszymi Dobrymi Bogami i dopóki go nie odzyskamy nie może być mowy o odrodzeniu Słowiańszczyzny.”

Czym jest więc duchowość?
Osobiście uważam, że duchowość zawierać musi dwie komplementarne cechy czy dwa wyznaczniki:
1. właściwy stosunek do samego siebie,
2. właściwy stosunek do świata.

Ad 1) Osoba duchowa/uduchowiona postrzega samą siebie jako przede wszystkim istotę duchową. Osoba taka wie – powtarzam z naciskiem  – wie – a nie tylko „wierzy„, że jej ciało fizyczne jest tylko „ubraniem” wypożyczonym jej duszy-duchowi do przeżycia w nim aktualnej inkarnacji. Osoba taka wie (a nie tylko wierzy), że śmierć fizyczna jest jedynie przejściem uwolnionego od ciała fizycznego ducha do niematerialnej rzeczywistości. Osoba taka wie, że spotka tam duchy przodków, bliskich, znajomych. A także, że może tam osiągnąć np. wgląd w jej wcześniejsze inkarnacje. Choć duchy słabo rozwinięte, przywiązane do życia fizycznego nawet i tego nie potrafią osiągnąć w Nawii – one tęsknią do kolejnego fizycznego wcielenia i nic innego ich nie interesuje.

Ad 2) Osoba duchowa/uduchowiona dostrzega i widzi  duchową osnowę rzeczywistości fizycznej/materialnej. A sam świat fizyczny postrzega jako jedynie wycinek większej rzeczywistości. Dla niej nie ma „przedmiotów martwych” – bo wszystko przepełnione jest Duchem. Ziemia i świat nie są tylko i wyłącznie „przedmiotami” stworzonymi przez boga ale są jego fizycznym przejawem, przenikniętym i wypełnionym jego duchową Istotą. Prawa fizyki to nie matematyczno-fizyczna abstrakcja a przejaw działalności i aktywności bożego Ducha.
Słowianie nie tworzyli bzdurnych dogmatycznych teologicznych spekulacji dotyczących „dobra i zła”. Noc i dzień to nie przeciwieństwa a wzajemne uzupełnienie się i tworzące jedną całość części składowe Całości. Mieli też zdrowe i naturalne podejście do śmierci – po prostu akceptowali ją jako naturalny fakt. Dostrzegali w Naturze wszechobecne życie i wszechobecną śmierć. Wszystko co się fizycznie rodzi – także kiedyś fizycznie umiera.
Zresztą, gdyby śmierć fizyczna w materialnym świecie nie istniała – nie byłoby nas na ziemi. Po prostu zabrakłoby na niej dla nas miejsca. Wyobraźmy sobie, że wszystkie żyjące w przeszłości stworzenia byłyby nieśmiertelne, a „dobry” bóg nie stworzyłby drapieżników. Po paru milionach lat ery beztrosko rozmnażających się dinozaurów nie byłoby na ziemi ani milimetra wolnego miejsca. A oceany już dawno wypełnione byłyby bakteriami, algami i rybami po same brzegi.
Duchowość, uduchowienie niekoniecznie musi implikować w sobie potępianie wszelkiego zabijania. Łotrów, przestępców, najeźdźców Słowianie zabijali. Wiedzieli przy tym, że zabijają jedynie ciało fizyczne, a nie ducha człowieka. Zabijali też zwierzęta, choć nie robili tego bezmyślnie jak to robi się dzisiaj w masowym uboju. Duchom zabijanych zwierząt tłumaczono, dlaczego je zabito, prosząc o wybaczenie. Tak traktowane duchy zwierząt miały szansę na szybszą ewolucję i osiągnięcie poziomu pozwalającego im na inkarnację w ludzkim ciele.
Przede wszystkim zaś nie zabijali Słowianie dla przyjemności czy „dla sportu”, jak to ma miejsce w przypadku większości myśliwych czy wędkarzy. A już najmowanie się do wojska za żołd i zabijanie ludzi dla pieniędzy było dla nich czymś niewyobrażalnym.

.

Księga Natury

.

Słowianie w wymiarze indywidualnym mieli wszelką szansę na to, aby korzystając z rad szamanów, wiedźm, czy doświadczonych starszych współbraci rozwijać własną duchowość. Od urodzenia byli wychowywani w wiedzy o duchowej naturze rzeczywistości i stąd nawiązanie indywidualnego kontaktu z duchowym wymiarem było dla nich łatwiejsze.

Niestety o praktykach duchowych Słowian wiemy niewiele. Prymitywne żydłactwo podbijające tysiąc lat temu słowiańską cywilizację było zbyt durne i prymitywne, aby te praktyki zrozumieć i właściwie opisać. Pisano więc brednie o czarach, magii i o opętaniach. Niemniej praktyki duchowe naszych przodków – jak zauważył Dobrogost – zapewne podobne były do tych znanych nam praktyk duchowych z życia Indian. Gdy niszczono cywilizację Indian znalazło się na szczęście sporo wolnych od religijnego zaślepienia badaczy-etnografów, którzy o tych praktykach pisali. Ponadto w rezerwatach nadal te praktyki są w użyciu. A w Ameryce Południowej praktykowane są nawet i poza rezerwatami, wśród plemion Indian żyjących nadal jeszcze na wolności.

Duchowość Słowian była to wiedza o własnym Duchu, o Duchu przenikającym materialny świat i o duchach z którymi można nawiązać kontakt.
Duchowość Słowian był to szacunek dla Natury i właściwe postrzeganie własnego w niej miejsca. Było to respektowanie praw Natury, a nie stawianie siebie ponad Nią.
Był to też solidaryzm i poczucie równości z innym ludźmi (co wykluczało np. niewolnictwo). Była to również afirmacja życia akceptująca jednak śmierć jako coś z natury normalnego. No i było to dążenie do tego, aby być mądrzejszym, lepiej znającym wiedzę zawartą w Księdze Natury. Uczono się poprzez praktykę, a nie przez napełnianie głowy teoriami, doktrynami czy „prawdami objawionymi” wymyślonymi przez oszustów.

.

las-dziewczyna-kwiaty-zwierzeta-magiczny

.

opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Czy Stowarzyszenie „Niklot” nie schodzi niechcąco na manowce?

.
Promowanie Słowiańszczyzny, kultury, tożsamości i słowiańskiego Ducha jest priorytetem mojej publicystyki na tym blogu. Zarzuca się mi wprawdzie, że zbyt wiele piszę o nadjordańskiej dżumie, ale w moim przekonaniu demaskowanie jej uzurpacji do „polskości” i „patriotyzmu” nadal jest niezwykle ważne. Miliony zaczadzonych jahwizmem Polaków tę właśnie żydowską, nadjordańską dżumę uważa za synonim „polskości”, „patriotyzmu” a nawet za synonim Słowiańszczyzny. Wystarczy wygooglować hasło „słowiański papież„, aby przekonać się, że herszta  Watykanu, żydłaka JP nr 2 katoliko-polactfo nazywa „słowiańskim papieżem”. A przecież watykański odprysk nadjordańskiej dżumy jest zabójcą i niszczycielem Słowiańszczyzny i słowiańskiego Ducha. Jedynie wytrwałości i uporowi katoliczonych Słowian – Polaków – Duch Słowiański nie został przez buldożer jahwizmu zamordowany i wytępiony doszczętnie.
Odmóżdżające i bełkotliwe hasło „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem – Polska jest Polską, a Polak Polakiem” nadal ma miliony zwolenników w Polsce.
Watykański odprysk jahwizmu, dominujący w Polsce posuwa się w jego kłamstwach i pomówieniach pod naszym adresem do granic absurdu. Pomawia się nas o satanizm, „bezbożnictwo”  (co jest zwyczajnym absurdem),  czy o „opętanie” przez diabła. Szczytem zaś żydłackiej kampanii kłamstw jest nazywanie nas „neopoganami”, a następnie dorzucanie do naszego grona „neopogan” zbrodniarzy typu Hitler czy Stalin – (wychowanych zresztą w żydo-anty-kulturze chrześcijańskiej). Takiej obrzydliwej manipulacji dopuścił się nie kto inny niż naczelny inkwizytor Watykanu, abp. Gerhard Müller. W artykule rebe-rydzykowego „Naszego żydłackiego Dziennika” pod tytułem: „Neopogaństwo karmi się krwią chrześcijan” onże naczelny inkwizytor powiedział m.in. tak:

„Dziś neopogaństwo jest nastawione na niszczenie chrześcijaństwa, katolicyzmu. Ci, którzy są jego przywódcami, sami nie są zadowoleni z własnego życia, dlatego przenoszą swoje kompleksy i brak wewnętrznego spokoju na innych. Przede wszystkim atakują chrześcijan, obwiniając ich za wiele rzeczy. Obserwujemy też silną tendencję do niszczenia wszystkiego, co katolickie.

Kiedy analizujemy historię, możemy zauważyć, że ci XX-wieczni protagoniści, w osobach m.in. Hitlera czy Stalina, byli osobami psychicznie niezrównoważonymi…”

Oszukańcze i fanatyczne żydłactwo pisze nawet książki na ten temat: „Inwazja neopogaństwa. Zagrożenia wiary„.

„Pogaństwo jest to najstarsza struktura duchowa, która odwołuje się bezpośrednio do pomocy i przewodnictwa świata duchów, stąd pierwotnym doświadczeniem takiej duchowości jest opętanie. Zasadą podstawową jest także rytualne układanie się ze światem duchów, którym składa się ofiarę, często nie tylko w postaci zwierząt, ale i ludzi. Z tego punktu widzenia zarówno w pogaństwie, jak i w gnozie i satanizmie mamy do czynienia z pokrewnymi zjawiskami duchowymi, które stanowią najbardziej radykalne formy zagrożeń duchowych.”

Także publiczną tv żydłactwo (dysponujące ponadto własną żydłacką tv Trwam) wykorzystuje do insynuacji pod adresem pogan. Pisałem o tym niedawno:

„Podczas audycji tej na uwagę zasługuje bełkot żydłackiego klechy, który mówi, że pogaństwo w oczach kościoła jest niebezpieczne, a ponadto powołuje się na żydowskie przykazanie dane rzekomo w dekalogu żydom – nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. A przecież – czego ten żydłak nie dostrzega – onże żydowski bóg jest dla nas, Słowian właśnie bogiem cudzym. Dlaczego więc my Słowianie mamy czcić cudzego boga (psychopatę i ludobójcę na dodatek) zamiast bogów własnych, słowiańskich?
.
http://patrz.pl/filmy/o-rodzimowiercach-w-pr-pytanie-na-sniadanie-533196
.
Na pewno za to miał rację klecha, że pogaństwo jest niebezpieczne. Jest ono rzeczywiście niebezpieczne – dla dominacji żydłackiej dżumy nad Duchem i umysłami  owieczek. Oraz dla uprzywilejowanej pozycji kleru. Kościół bazuje przecież na wzbudzanym w owieczkach strachu – mają się one bać szatana, grzechu, gniewu bożego, kary bożej i wiekuistego potępienia. To wzbudzanie i utrzymywanie w owieczkach strachu jest podłą, podstępną i barbarzyńską psychomanipulacją okaleczającą psychikę ludzką. Człowiek, którego fundamentem osobowości jest wmówiony mu strach przed gniewem bożym i piekłem jest osobą okaleczoną psychicznie i duchowo.

Wredną manipulacją klechy w audycji była wstawka o tym, że rzekomo czy rzeczywiście Tuchaczewski wspierał neopogaństwo. Chodziło naturalnie o wykazanie “powiązań” pomiędzy neopoganami i żydo-bolszewizmem. Uważajcie na neopogaństwo – bo bolszewik Tuchaczewski je wspierał.

W audycji była mowa i o “rodzimowierczym” nacjonaliźmie. Naturalnie że takie niebezpieczeństwo istnieje. Mamy na własnym podwórku podszywającą się pod pogaństwo szowinistyczno-rasistowską NS Zadrugę, która głosi:

“Zatem obowiązkiem każdego Lechity jest strzec genetycznego dziedzictwa Słowiańszczyzny i będziemy go strzec za wszelką cenę”

Czy owa “wszelka cena” może oznaczać także sterylizację, wypędzenia a nawet czystki etniczne?

Ciekawe, dlaczego klecha przy domniemanym nacjonaliźmie w kontekście pogan nie wspomniał o katolickim nacjonaliźmie –  na przykład chorwackich Ustaszy. Którzy w czasach II wojny światowej wymordowali setki tysięcy nie-katoliów nie-Chorwatów, głównie Serbów. Było to jednym z większych katolickich ludobójstw w historii tej żydłackiej dżumy.
Mamy więc tutaj przykład niewyobrażalnej hipokryzji żydłackiego klechy – o zbrodniczym katolickim nacjonaliźmie nie wspomina, a nacjonalizm pseudorodzimowierców, będących na szczęście marginesem w odrodzeniu pogańskim, uwypukła jako “zagrożenie”.”

Wobec podobnych bredni nie można po prostu milczeć. Należy tę załganą żydłacką propagandę demaskować. I dlatego o tej nadjordańskiej dżumie piszę tak często. Wbrew optymizmowi wielu rodzimowierców wojna o Ducha Słowiańszczyzny, wojna brutalna i bezwzględna nas nie ominie. Na jej brutalność i bezwzględność wpływa właśnie owa żydłacka załgana propaganda. Przecież, kto zna nieuszminkowaną historię papiestwa, bez trudu dopatrzy się podobieństw pomiędzy totalitaryzmem watykańskim, nazistowskim i żydo-bolszewickim. Potencjał zbrodniczości był w nich identyczny. Bezwzględność w niszczeniu i mordowaniu przeciwników i ludzi uznanych za wrogów była identyczna. Nietolerancja, fanatyzm, terror, tortuty – podobne. Cenzura – identyczna. A mimo to naczelny inkwizytor nas – pogan – stawia w jednym szeregu z Hitlerem i Stalinem. Zamiat papieży, którzy na przestrzeni wieków robili dokładnie to samo, co Hitler i Stalin. I takimi samymi metodami.

Poruszam ponadto od czasu do czasu problematykę polityczną. Nie czynię tego zbyt często, ale nie zamierzam z publicystyki politycznej rezygnować całkowiecie. Chodzi po prostu o to, aby nie skupiać się wyłącznie na tematyce słowiańskiej tworząc coś w rodzaju „skansenu” słowiańskiego, w którym nie zauważa się tego, co dzieje się obecnie w Polsce, Unii Jewropejskiej i na świecie. Także i my, Słowianie, poganie, powinniśmy brać aktywny udział w publicznej debacie na temat problemów współczesności. Zajmując się tylko sprawami Słowiańszczyzny sami spychamy się na margines społeczeństwa.

Promowanie Ducha Słowiańszczyzny to po prostu przypominanie o tym, iż dla naszych przodków Natura, Przyroda były czymś uduchowionym. Były postrzegane jako boskie, przesiąknięte boskim duchem i wypełnione duchami. Nie przywiązuję przy tym zbytniej wagi do odtwarzania np. panteonu słowiańskiego, gdyż w pełni zgadzam się z opinią Dobrogosta wyrażoną przez niego w jednym z jego komentarzy:

„Dlatego myślę, że próby jakie podejmują rodzimowiercy mające na celu stworzyć jakiś panteon Słowiański na wzór greckiego czy innych zinstytucjonalizowanych religii idą w zupełnie niewłaściwym kierunku jako, że wśród Słowian nic takiego nie istniało i nie mogło istnieć. Panteony stanowią odzwierciedlenie stosunków społecznych i służą do ich uzasadniania. Kultura ludzi wolnych i równych, nie zniewalająca i nie poniżająca innych nie mogła czegoś takiego stworzyć tak jak nie stworzyli niczego podobnego Indiane, którzy czcili wiele potężnych duchów natury, ale nie były one powiązane hierarchicznie zaś każdy Indianin indywidualnie był związany z określonym Duchem czy też kilkoma, ale darzył czcią i szacunkiem wszystkie Duchy i oddawał cześć każdemu Duchowi kiedy znalazł się np. w świętym miejscu poświeconym jakiemuś Duchowi. Jestem przekonany, że podobnie było u Słowian, Słowianin darzył szacunkiem każdego z Bogów, oddawał cześć również każdemu Bogowi jeśli znalazł się w miejscu mu poświęconym zaś szczególną czcią darzył Boga, który go wybrał i z którym miał bezpośredni kontakt. Dlatego wywyższanie lub promowanie konkretnego Boga jest sprzeczne ze Słowiańskim duchem i mentalnością, nie może być też mowy o nawracaniu, narzucaniu jakiś zasad.”

Myślę podobnie. Szanuję wszystkich naszych słowiańskich bogów. Ale nie uważam, że znajomość całego panteonu, czyli imion rzeczywistych i domniemanych bogów słowiańskich, a zwłaszcza domniemanych powiązań pomiędzynimi czyni kogokolwiek Słowianinem i poganinem. Duch Słowiańszczyzny to coś innego.

Na marginesie jedynie dodam… Dla mnie osobiście ulubionym słowiańskim bogiem jest Swarożyc. Sam dźwięk jego imienia obudził we mnie świadomość i tożsamość słowiańską. Ponadto niezwykle szanuję boginię Mokosz uosabiającą naszą Świętą Matkę Ziemię. Na Kupalnockę czczę Kupałę, w Jare Gody Jaryłę, a podczas burzy Peruna. A gdy myślę o Arkonie  – Świętowita.
Duch poganstwa to dostrzeganie duchowego wymiaru Natury i Rzeczywistości. To wolność od dogmatów.  To duma z kultury i cywilizacji naszych przodków. To odrzucenie obcej, nadjordańskiej dżumy.

W mojej publicystyce unikam jak mogę krytykowania rodzimowierczych związków, stowarzyszeń i indywidualnych osób propagujących Słowiańszczyznę. Choć z pewnymi  propagowanymi przez te związki czy osoby treściami niekoniecznie się zgadzam. Martwi mnie np. rozbicie rodzimowierstwa na kilka oddzielnych związków, co krytykom rodzimowierstwa daje do ręki argument „sekciarstwa” czyli istnienia domniemanych  różnych „sekt” wśród pogan. Niemniej popieram wszystko co jest na korzyść Słowiańszczyzny i co pomaga w rozbudzaniu słowiańskiej tożsamości. Wyjątkowo jedynie krytykuję przypadki wykorzystywania  Słowiańszczyzny do haniebnych celów. Tak było z NS „Zadrugą” wykorzystującą Słowiańszczyznę do promowania rasizmu i szowinizmu. Z niedowierzaniem wyczytałem u nich rasistowski bełkot:

“Zatem obowiązkiem każdego Lechity jest strzec genetycznego dziedzictwa Słowiańszczyzny i będziemy go strzec za wszelką cenę”.

Za wszelką cenę wierchuszka III Rzeszy strzegła „czystości” aryjskiej rasy i krwi (genetyka była wówczas w powijakach) – i NS „Zadruga” idzie w jej ślady.
Wobec takiego plugawienia Ducha Słowiańszczyzny nie można milczeć. Słowianie nigdy nie byli rasistami. Pisałem tamten tekst z oporami – ale uważam, że postąpiłem słusznie.

Obecnie przydarzył się incydent, który wywołał moje wzburzenie, konsternację i niedowierzanie. Sprawa dotyczy Stowarzyszenia na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”. Otóż przed trzema dniami podesłano mi film z prelekcją zorganizowaną przez to Stowarzyszenie. Tematem prelekcji była „cywilizacja żydowska” w ujęciu żydłackiego ideologa, zaczadzonego nadjordańską dżumą naókofca – Feliksa Konecznego.
.

.

Naturalnie uważam, że krzewienie wiedzy jest rzeczą pożyteczną. Ważne jest, aby była to wiedza obiektywna i nie zafałszowana ideologicznie. W przypadku Koneczego, piewcy anty-żydo-„cywilizacji łacińskiej”, czyli żydo-katolicyzmu w wydaniu watykańskim na obiektywizm nie ma jednak co liczyć.

W tym miejscu przyznam się, że próbowałem kilkakrotnie wysłuchać żydłackiego bełkotu w wykonaniu prelegenta – dra Roberta Marszałka, ale po 20-30 minutach po prostu wyłączałem film. W końcu jednak zacisnąłem zęby i „zgwałciłem” siebie, aby film obejrzeć w całości.

Przypomnę w tym miejscu, że patron Stowarzyszenia bądącego organizatorem odczytu- Niklot – był księciem Obodrytów. Zasłynął z heroicznej obrony jego ziem przez żydłacką krucjatą połabską. Nie pozwolił skatoliczyć jego pogańskiego państwa. Na koniec zginął w zasadzce z rąk siepaczy rzymskiej szubienicy:

„Zginął w bitwie pod Orłem w sierpniu 1160 roku.  Próbował tam zastawić pułapkę na Saksończyków, ale sam wpadł w pułapkę. Zabili go podstępnie saksońscy rycerze przebrani za pachołków. Zabitemu księciu odrąbali głowę i zabrali ją ze sobą jako wojenne trofeum. To pokazuje brutalizm tamtej walki.”

.

śmierć Niklota

.

Z niedowierzaniem więc obejrzałem ten długi film zastanawiając się, jak Stowarzyszenie „Niklot” może patronować przedsięwzięciu, które stało się de facto promocją żydłackiego ideologa Konecznego. Jego działalność jako naókofca można scharakteryzować tak  – wykazać należy za wszelką cenę, że tzw. „cywilizacja łacińska” (żydo-katolicyzm) jest najwspanialszą, najlepszą i najwyższą formą cywilizacji. Metoda Konecznego polegała przede wszystkim na sztucznym etykietowaniu i szufladkowaniu pojęć. Marginalne sprawy często uwypuklał, a zbrodnicze wyczyny katolicyzmu albo ignorował, albo przedefiniował jako konieczną i chwalebną „chrystianizację” oraz „głoszenie dobrej nowiny”. Przmilczając naturalnie, że często robiono to gwałtem, przemocą i siłą, zostawiając po drodze miliony trupów.

O ile sam temat prelekcji nie budzi moich zastrzeżeń, o tyle fakt, iż wybrano do niej żydłackiego ideologa i żydłackiego prelegenta – już tak. Nie wierzę przy tym, że nie ma w Polsce kilku przynajmniej osób, które znacznie lepiej, składniej i obiektywniej wygłosiłyby prelekcję na ten sam temat. Z uwzględnieniem niezmiernie istotnego, a negowanego przez Konecznego faktu, że zarówno tzw. „cywilizacja łacińska” jak i „bizantyjska” są heretyckimi odłamami „cywilizacji” a raczej anty-cywilizacji żydowskiej. Z kultem żydowskiego Jahwe ludobójcy, z uznaniem żydowskiej księgi zbrodni za „pismo święte”  – słowem – z kultem żydzizmu typowym wszystkim odpryskom jahwizmu.
Od siebie dodam w tym miejscu, że tylko ślepiec nie dostrzega bliźniaczego podobieństwa istoty judaizmu i żydo-chrześcijaństwa, a zwłaszcza jego watykańskiego odprysku. Tu i tam podobna jest rola kapłanów – jako jedynych i niezbędnych pośredników między Jahwe a owieczkami i jako strażników ortodoksji. Tu i tam „ekskluzywizm” żydowski. W judaiźmie „narodu wybranego”, a katolicyźmie „nowego narodu wybranego” czyli katolików. Tu i tam nienawiść i pogarda wobec obcych – w judaiźmie wobecnie-żydów, w katolicyźmie wobec nie-katolików. Nawet biblijne rzezie dokonywane przez Izraelitów przy podboju Kanaanu znajdziemy w katolickim wydaniu – jak choćby rzeź Béziers:

„W kościele św. Marii Magdaleny wyrżnięto w pień 7000 ludzi, w tym mężczyzn, kobiety i dzieci, a nawet odprawiających mszę kapłanów. Podobnie było w kościele Saint-Nazaire i w miejskiej synagodze. Na ulicach miasta zabito dalsze kilka tysięcy. Ludzi mordowano w domach, które po obrabowaniu podpalano. Dopiero w tym momencie wojsko zdecydowało się wkroczyć do akcji. Rycerstwo zajęło się głównie odbieraniem ciurom zrabowanych dóbr i przeszukiwaniem tych miejsc, które uszły uwagi pierwszej fali rabusiów. Tymczasem miasto płonęło coraz większym ogniem. Wkrótce hełmy i kolczugi zaczęły parzyć. Oślepieni dymem zdobywcy rzucili się do ucieczki w panice tratując się nawzajem, zostawiając na pastwę płomieni tych mieszkańców Béziers, którzy przeżyli masakrę.

W czasie ucieczki z miasta runął do rzeki most miejski, grzebiąc kilkudziesięciu niedawnych rabusiów.

Na wieść o rzezi obrońców Béziers, część katarskich zamków poddała się bez walki.

Arnaud zdał papieżowi listownie następującą relację: „Dzisiaj Wasza Świątobliwość, dwadzieścia tysięcy mieszkańców wydano mieczowi, niezależnie od posady, wieku, czy płci.”

Czy rzeź Magdeburga podczas Wojny Trzydziestoletniej:

„W okresie wojny trzydziestoletniej Magdeburg był zdominowany przez protestantów. Miasto stawiło opór w 1629 podczas oblężenia przez wojska Albrechta Wallensteina. W 1631 wojska cesarskie pod dowództwem Tilly’ego zaatakowały miasto, po jego zdobyciu żołnierze dokonali rzezi, w wyniku której zginęło ok. 20 000 mieszkańców, zaś majątki zostały złupione, a miasto spalone.”

Bełkotliwe rojenia Konecznego o prawdzie, dobru, zdrowiu, dobrobycie i pięknie w żydo-katolicyźmie są szyderstwem ze zdrowego rozsądku i u uczciwości ludzi znających historię i fundamenty tej totalitarnej i kosmopolitycznej ideologii udrapowanej w żydowską religię głoszącą żydowskie brednie objawione.
Prawda to właśnie owe brednie objawione i tępa wiara w bzdurne dogmaty. O „dobro” żydo-katolicyzmu zapytajmy miliony mordowanych, palonych, torturowanych, okaleczanych i uciskanych na przestrzeni ponad 1,5 tys. lat. Zdrowie natomiast było przez wieki traktowane jako łaska boża, medycyna była zwalczana, a choroby traktowano jako dopust i karę bożą. Jedynym zalecanym „lekarstwem” były modlitwy. Dobrobyt zaś dawało żydo-chrześcijaństwo klerowi i garstce uprzywilejowanej arystokracji/szlachcie. Cała reszta żyła głównie w biedzie i ubóstwie. I to wszystko do kupy jest w przekonaniu Konecznego „pięknem” tej odmóżdżającej i zbrodniczej ideologii.
Fundamentem katolicyzmu jest strach przed plugawym, biblijnym, żydowskim Jahwe ludobójcą, przed „karą bożą”, przed „gniewem bożym” i przed wiekuistym potępieniem. Cechą zasadniczą jest nienawiść i pogarda wobec wszystkich nie-katolików oraz fanatyzm w narzucaniu dżumy wszystkim „niewierzącym”, „innowiercom” i poganom. W razie konieczności siłą, przymusem i rzeziami. Drugą istotną cechą zasadniczą dżumy jest obowiązek ślepej, tępęj i bezrefleksyjnej wiary w „brednie objawione” i w „naukę kościoła”. Jakiekolwiek próby samodzielnego myślenia są zakazane.
I taka jest „cywilizacja łacińska” czyli heretycki odprysk „cywilizacji żydowskiej” dla nieobrzezanych Goim – duchowych Żydów.

Najlepiej istotę żydo-katolicyzmu oddaje list kardynalskiego bękarta, papieża Marcina V do polskiego króla Władysława Jagiełły:

“Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo [Watykan do XIX w. akceptował niewolnictwo]; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.

Dyskusja po prelekcji była równie żenująca, co i sama prelekcja. Jeden ze słuchaczy wygłosił wręcz tasiemcowy pean pochwalny pod adresem żydłaka Konecznego wyrażając dodatkowo ubolewanie, że nie sprzedaje się przy okazji prelekcji jego książek. Na przestrzeni blisko dwóch godzin ani razu nie padło określenie „cywilizacja słowiańska” czy „kultura słowiańska„. Jedynie na sam koniec ostatni zadający patania słuchacz stwierdził: „Słowianki są piękniejsze” ratując odrobinę honor tej żydłackiej debaty.

Nawet prowadzący imprezę przedstawiciel Stowarzyszenie „Niklot” (nie znam jego nazwiska) nie wypadł wiele lepiej. Na początku stwierdził, że Stowarzyszenie  „Niklot” ma dość jednoznaczną opcję ideową, stojącą po przeciwnej stronie ideowej (niż katolicyzm). Ale przecież Słowiańszczyzna nie była  ideą – była rzeczywistą, piękną, szlachetną cywilizacją. Natomiast katolicyzm nie jest ideą – a zbrodniczą, fanatyczną  i odmóżdżającą ideologią z łapskami ubabranymi w ludzkiej krwi po pachy.
Po prelekcji natomiast „skontrował” on jedynie „katechizmową” definicję człowieka przytoczoną za Konecznym przez prelegenta, żydłaka dra. Marszałka odwołując się do Arystotelesa. Mam z tym jednak problem polegający na tym, że dla Arystotelesa każdy nie-Grek był barbarzyńcą, wobec czego zdaniem tego filozofa „słuszną rzeczą jest, by Hellenowie nad barbarzyńcami panowali, jako że barbarzyńca, a niewolnik to z natury jedno i to samo”. Odwoływanie się więc do kogoś, dla kogo także Słowianie byli barbarzyńcami z natury równymi niewolnikom nie jest pomysłem zbyt dobrym, jeśli ma się promować Kulturę i Tradycję Słowiańską. Z Niklotem jako patronem Stowarzyszenia.

Zdziwiony byłem brakiem zdemaskowania żydłackiej bzdury wygłoszonej podczas prelekcji, jakoby Polska należała do „cywilizacji łacińskiej”.
Gdybym ja był obecny na tym żydłackim spektaklu, to już podczas prelekcji zrobiłbym prelegentowi burdę o to kłamstwo. Polska jest krajem słowiańskim i należy do cywilizacji słowiańskiej a nie żydo-watykańsko-łacińskiej. Niestety na sali nie znalazł się nikt, kto na tę brednię byłby gotów właściwie zareagować.

Powyższy tekst pisałem niechętnie. Nie chcę wywoływać w środowiskach sympatyków i zwolenników kultury i tradycji słowiańskiej  „wojny domowej”. Pochwalam Stowarzyszenie „Niklot” za jego zdecydowaną postawę w sprawie profesora Krzysztofa Jasiewicza. Niemniej prelekcja, którą opisałem w powyższym wpisie okazała się raczej szerzeniem kultu żydłackiego ideologa Konecznego, niż propagowaniem słowiańskiej kultury i tradycji.
.
opolczyk
.
ps.
Pod filmem trzy dni temu umieściłem komentarz następującej treści (do dzisiaj się nie ukazał):

„Nie mogę zrozumieć jednej rzeczy: Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot” za patrona obrało sobie bohatera Słowiańszczyzny, księcia Obodrytów Niklota – który bronił słowiańskiej tożsamości, słowiańskiej kultury i słowiańskiego Ducha. Odparł żydo-katolicką krucjatę wymierzoną przeciwko Słowianom Połabskim. Nie pozwolił skatoliczyć, zżydłaczyć katolicyzmem jego kraju. Zginął na polu walki w obronie pogaństwa z rąk siepaczy rzymskiej szubienicy.
„Bohaterowie Słowiańszczyzny – Niklot”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/06/bohaterowie-slowianszczyzny-niklot/
Noszące imię bohatera Słowiańszczyzny Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot” organizuje tymczasem „wykłady” na temat żydłackich bzdurnych wymysłów żydłaka-tępego katolika, Konecznego. Który zaślepiony i zaczadzony żydo-katolicyzmem nie zauważył, że jego ukochana „cywilizacja łacińska” to nic innego jak „heretycka” cywilizacja żydowska. Cechująca się fanatyzmem i szowinizmem religijnym („nowy naród wybrany”), która przez wieki prześladowała i mordowała wszystkich mających odwagę myśleć nieortodoksyjnie. Szczególnie tępiła naszą słowiańską tożsamość, czyniąc z Polaków żydłaków – czcicieli obrzezanego cieśli i żydowskich bredni objawionych.
Czy Stowarzyszenie Niklot zaprosi wreszcie kiedyś prelegenta, który zdemaskuje żydowskość, fanatyzm, durnotę, obłudę, hipokryzję i szkodliwość żydo-katolicyzmu uważanego przez Konecznego za „prawdę”.
Stowarzyszenie Niklot powinno promować Tradycje i Kulturę pogańską, słowiańską – a nie żydowską, żydłacką, nadjordańską. I wszelkie jej szkodliwe przejawy – jak zajmowanie się bełkotliwymi wymysłami żydłaka Konecznego.  I traktowanie go jako „autorytetu”.

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

W obronie prawdy historycznej i dobrego imienia Polaków cd.

.
Komentarz jaki napisał pod poprzednim wpisem  „tenhi” wymaga obszernej odpowiedzi. Oto rzeczony komentarz:

„Wywiad z prof. Jasiewiczem ciekawy, aczkolwiek przedostatnie zdanie dość niepokojące, dla przypomnienia: “Na Holokaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów, a nie Kościół katolicki.” Otóż krk zapracował sobie i to całkiem nieźle (nieświadomie raczej, choć kto wie ilu przechrzczonych żydów uwiło sobie ciepłe gniazdka na łonie kościoła:)), mianowicie kościół wpłynął na zakaz nabywania ziemi i trudnienia się przez żydów rzemiosłem co było główną przyczyną wzrostu potęgi żydów dzięki handlowi i obrocie pieniądzem, jak również przyczyniło się do znacznej izolacji żydów w społeczeństwach zachodnich (inna sprawa, że z punktu widzenia ich religii taka izolacja była na rękę). Ciekaw jestem też czy prof. Jasiewicz przez zwykłą nieuwagę nie podał w jaki sposób owi żydzi zapracowali sobie na holokaust. Być może zbyt paranoicznie podchodzę do pewnych spraw, ale w kraju w którym prowokacje i manipulacje dziennikarskie są na porządku dziennym takie zdania, bez choćby próby uzasadnienia wydają się być darmową amunicją dla zagranicznych polakożerców chcących pogorszyć wizerunek Polski nie mówiąc już o krajowych gnidach, które podłapią każdą okazję do wyprodukowania kolejnego tematu zastępczego.”

A więc – czy na holokaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów (krk rozpatrzymy później oddzielnie).

Najpierw jednak z innej beczki..

Już zarezerwowanie terminu „holokaust” pisanego z dużej litery przez propagandę żydowską wyłącznie dla Żydów jest uzurpacją. II wojna to były holokausty wielu nacji. A Żydzi nie byli nacją najbardziej poszkodowanąi. Nie ponieśli też największych strat ani w ilości bezwzględnej, ani procentowo (Romów procentowo wymordowano przynajmniej tyle samo – ich było łatwiej „identyfikować”).
W czasie gdy w III Rzeszy nadal jeszcze istniały legalne obozy szkoleniowe dla syjonistów, w Polsce po 1 września 1939 zaczęto w sposób metodyczny i planowy mordowanie polskiej elity. Był to ewidentny holokaust elity polskiego narodu.
Realizowała go III Rzesza w ramach tzw. „Intelligenzaktion” będącej częścią zbrodniczego planu Generalplan Ost.

W czasie, gdy otwierano dla Polaków obóz w Auschwitz (1940) syjonistyczne obozy szkoleniowe nadal istniały na terenie III Rzeszy.

I już w tym miejscu zapytam „prowokacyjnie” – co zrobili Żydzi, aby ratować Polaków? Np. ci syjoniści z obozów szkoleniowych wspieranych przez III Rzeszę? A co zrobili dla mordowanych Polaków bogaci Żydzi z USA, Wlk. Brytanii, Szwajcarii? I co zrobili dla Polaków Żydzi z Wehrmachtu czy z NKWD? Poza tym, że ci ostatni mordowali Polaków i za „pierwszego” sowieta po 17 września,  i po 1944 roku. Ich największym zbrodniczym jednostkowym wyczynem był Katyń.

Podstępnie i oszukańczo pytają często żydowscy propagandyści – co Polacy zrobili dla ratowania Żydów? A tymczasem Polacy nie byli w stanie ratować milionów swoich rodaków. Sami byli zwierzyną łowną, ginęli rozstrzeliwani na ulicach, wieszani w masowych egzekucjach, w obozach koncentracyjnych, w katowniach Gestapo. Polacy sami byli wyjęci spod prawa i ginęli podczas tej okupacji milionami. Ntomiast żydowscy propagandyści zachowują się tak, jakby Polacy podczas okupacji mieli cokolwiek w okupowanym kraju do powiedzenia i jakby mieli szansę na ratowanie Żydów – ale tego nie robili – no bo byli „antysemitami”. O tysiącach uratowanych Żydów i o tysiącach Polaków zamordowanych za ukrywanie Żydów żydowscy propagandyści na ogół milczą.

Tym bardziej milczą o tym, że Żydom na Zachodzie i w Palestynie wiadome było o losie ich pobratymców. I co – pomogli im? Ani palcem nie ruszyli w obronie swoich pobratymców. A dzisiaj Polakom żydowscy propagandyści  zarzucają – nie zrobiliście nic, aby Żydów ratować.
A Polacy to robili!

„Polska była jedynym krajem w okupowanej Europie, w którym Niemcy wprowadzili najokrutniejszy sposób karania za jakąkolwiek pomoc Żydom. Według okupacyjnego prawa, za „zbrodnie wykroczenia przeciwko dziełu niemieckiej odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie”, mordowano całe polskie rodziny, które tej pomocy udzielały.”

Polacy życiem płacili za pomoc Żydom. Przy czym ginęli niejednokrotnie dlatego, że zadenuncjonowali ich u Niemców Żydzi.

Po tym wprowadzeniu wracam do tematu: czy na holokaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów?

W tym miejscu pamiętać należy o kilku sprawach. Np. o tym, że okrzyczane przez żydowską propagandę jako kłamstwa i insynuacje pod adresem Żydów mordy rytualne dokonywane przez nich na nie-żydach są faktem.
Żydowski historyk przyznaje: „rytualne mordy” to prawda – tzn. żydowskie rytualne składanie ofiar i kanibalizm ‘gojowskich’ dzieci.

Kolejna kwestia (cytat):

„W 1848 r. mówiono o wychowanku żydowskiego getta we Frankfurcie Nathanie Rothschildzie (1777-1836): „Właściciel bezgranicznych bogactw chełpi się tym, że decyduje dziś o wojnie i pokoju na świecie, a pozycja poszczególnych krajów zależy od jego jednego skinienia. Koresponduje z niezliczoną liczbą osób, a do swej dyspozycji ma więcej kurierów niż którykolwiek książę lub monarcha. Ma na swoim żołdzie licznych ministrów. Potężny i posiadający wpływy w gabinetach rządowych na kontynencie, chce także przejąć kontrolę nad naszym rządem”.

A sam Nathan Rothschild powiedział:

„Żadna intryga nie osłabi N.[athana] M.[eyera] Rothschilda, który ma pieniądze, potęgę i władzę […]. Król pruski, książę Hardenberg i minister [Skarbu Christian] Rother powinni być wdzięczni Rothschildowi, który posyła im tak wiele pieniędzy [i] udziela Prusom tak dużej pożyczki”. oraz: „Nie dbam o to jaka marionetka jest umieszczana na tronie królewskim by panować nad tym wielkim imperium, nad którym nigdy nie zachodzi słońce. Ten, kto kontroluje podaż pieniądza w Imperium Brytyjskim, ten kontroluje Imperium Brytyjskie. A tym człowiekiem jestem ja”.

Następny „klocek” układanki… Biograf Rothschildów, Marcus Ravage napisał  (1929 r.) – cytuję:

„(…)Wy nawet nie zaczęliście oceniać głębi naszej winy.  Jesteśmy intruzami. Jesteśmy burzycielami. Jesteśmy wywrotowcami. Opanowaliśmy wasz naturalny świat, wasze ideały, wasze cele i spowodowaliśmy w tym spustoszenie. Byliśmy u źródła nie tylko Wielkiej Wojny (I wojny światowej przyp. AS) ale u źródła prawie wszystkich waszych wojen. Nie tylko rewolucji rosyjskiej ale prawie każdej z głównych rewolucji w waszej historii. Wnieśliśmy niezgodę,  zamieszanie i frustracje w wasze personalne i publiczne życie. W dalszym ciągu to czynimy. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jak jeszcze długo będziemy to czynić.”

Dorzucę jeszcze garść cytatów o Żydach:

Tacyt, najwybitniejszy historyk starożytnego Rzymu: „Między sobą są niezachwianie uczciwi i zawsze gotowi okazać współczucie, resztę ludzkości poczytują jednak za znienawidzonych wrogów”.

Cycero: „Żydzi należą do sił ciemności i zła. Wiadomo, jak liczna jest ich klika, jak się popierają i jaki wpływ wywierają. Jest to naród łobuzów i oszustów”.

 Seneka: „Obyczaje tej najbardziej zbrodniczej nacji osiągnęły takie wpływy, że dosiegają wszelkich krajów.
Jezus Chrystus: Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma”.

Voltaire: „Dlaczego Żydzi są znienawidzeni? Jest to nieuchronny skutek ich praw. Naród żydowski ośmiela się ujawniać nieprzejednaną nienawiść do wszystkich innych narodów”.

Denis Diderot: „Ty zły i brutalny narodzie, podły i wulgarny ludzie, niewolnicy godni jarzma… Idźcie, weźcie swoje księgi i odejdźcie!”

 Maria Teresa: „Nie znam gorszej zarazy dla państwa od narodu, który poprzez oszustwa doprowadził lud do stanu żebraczego”.

Johann Wolfgang von Goethe: „Naród żydowski nigdy nie był wiele wart… Mało posiada cech szlachetnych, a wszystkie wady razem wziąwszy innych narodów”.

Franciszek Liszt: „Nadejdzie dzień, gdy wszystkie narody, pośród których mieszkają dziś Żydzi, będą musiały stanąć przed problemem całkowitego ich wypędzenia – problemem życia i śmierci, zdrowia lub chronicznej choroby, pokojowej egzystencji albo nieustających niepokojów społecznych”.

Geroge Washington: „Oni [Żydzi] działają przeciwko nam skuteczniej, niż armie wroga… Należy żałować, iż każdy stan, dawno temu, nie przegonił ich jako dżumę społeczną i najwiekszych wrogów szczęścia dla Ameryki”.

Helmut von Moltke: „Żydzi zawsze i wszędzie tworzą państwo w państwie, a w Polsce stali się głęboko jątrzącą raną na ciele tego pieknego kraju”.

Benjamin Franklin: „W jakimkolwiek kraju by się osiedlili w większej liczbie, Żydzi demoralizowali go, niszczyli integralność ekonomiczną, segregowali się od reszty społeczeństwa, wyszydzali i podkopywali chrześcijańską wiarę, na jakiej oparty jest kraj”.

George Sand: „Żydzi bogactwo zawdzięczają swej prymitywnej chciwości. Ze swym hardym sercem w stosunku do innych ras chcą uczynić siebie królami świata”.

 Ryszard Wagner: „Żydzi zdobyli wpływn na nasze życie umysłowe, co objawia się w załamaniu i sfałszowaniu naszych najwyższych tendencji kulturowych”.

 Jan Matejko: „Wy hebrajczycy, żyjąc w naszym kraju od wieków, nie poczuwacie się do szlachetniejszych dla kraju uczynków, wynoście się!”

Otto von Bismarck: „Bezmyślność charakteru polskiego pod względem dóbr doczesnych czyniła zawsze z Polski eldorado dla Żydów”.

Wilhelm II: „Żyd nie może być prawdziwym patriotą. On jest jak złośliwy owad. Trzeba go trzymać z dala od miejsc, gdzie może czynić szkody. Nawet za pomocą pogromów”.

Roman Dmowski: „Antysemityzm to prostest przeciw potędze Żydów i ich zabójczemu wpływowi na społeczeństwo europejskie”.

Charles Lindberg: „Irytują nas bardzo wpływy żydowskie na kino, prasę i radio”.

Norman Davies: „Wśród kolaborantów i donosicieli, jak i personelu sowieckich sił bezpieczeństwa, był szokująco wysoki procent Żydów”.

Jan Dantyszek (Błędy talmudowe, 1520 r.): „Naród Żydów jest gruby, bez wszelkiej ludzkości. Pełen wszelkiej rozpusty, także i wściekłości. Trwa w nim upór niezmierny, naród to zdradliwy. Pusty pochlebiający, czołem nie wstydliwy. Wszędzie stroi zasadzki, jednak nierozumny, omylny i zwodzący, obmierzły i dumny”. 

Giordano Bruno: „Żydzi są rasą działającą na podobieństwo dżumy i cholery, rasą dla ogółu tak niebezpieczną, że zasłużyła na wytępienie zanim się jeszcze zrodziła. Żydzi są wyrzutkiem ludzkości, najbardziej zepsutym i niegodziwym narodem na świecie, o mentalności i skłonnościach najpodlejszych z podłych i najbrudniejszych z brudnych”.

Wolter: „Mały narodek żydowski ośmiela się okazywać nieprzejednaną nienawiść do wszystkich ludów, jest zawsze zabobonny, zawsze pożądliwy cudzych dóbr, czołobitny w nieszczęściu, a zuchwały w szczęściu”.

Immanuel Kant: „[Żydzi są] narodem lichwiarzy … oszukującym ludzi wśród których znaleźli schronienie … Stworzyli slogan: „Niech kupujący ma się na baczności” – swą najważniejszą zasadą prowadzenia z nami interesów”, „Żyjący pomiędzy nimi Żydzi dzięki swemu lichwiarskiemu duchowi, od najdawniejszych czasów w nich tkwiącemu, stali się najsłynniejszymi oszustami i sobie tylko  samym tę świadomą famę oszustw zawdzięczają. Zdawało by się trudnym do pojęcia, iż może istnieć naród składający się z samych kupców, którzy wciskając się pomiędzy inne narody, nie myśli o pozyskiwaniu wśród nich czci obywatelskiej, ale jedynie jak dany naród nieżydowski obłupić, wyzyskać a nie stracić nic z pozyskanych praw obywatelskich”.

Edward Gibbon: „Od rządów Nerona do Antoninusa Piusa, Żydzi okazywali ogromne zniecierpliwienie rzymskimi rządami, które wciąż wybuchało w postaci najwścieklejszych rzezi i powstań. Jesteśmy wstrząśnięci w naszym człowieczeństwie szczegółowym wyliczaniem przerażających okrucieństw, jakie popełnili w miastach Egiptu, Cypru i Cyreny, które zamieszkiwali, żyjąc w fałszywej przyjaźni z niczego nie podejrzewającymi autochtonami”.

Stanisław Staszic: „Żydostwo to letnia i zimowa szarańcza naszego kraju, która zaraża powietrze zgnilizną, roznosi próżniaczego ducha swych ojców, wśród pracowitego ludu utrzymać się nie może i tam tylko się gnieździ i mnoży, gdzie próżniactwo ma ochronę” („Przestroga dla Polski”, 1770 r.), „Żydzi byli zarazą wewnątrz, zarazą ciągle polityczne ciało słabiącą i niedzniącą. Chociażby nawet to ciało nie było podzielone, chociażby po podziale zjednoczone zostało, przecież z tą wewnętrzną skazą nigdy nie nabierze właściwych sobie sił, ani czerstwości, musi być zawsze tylko słabe, wynędzniałe i nikczemne” („O przyczynach szkodliwości Żydów”, 1816 r.)

Johann Gottlieb Fichte:  „Prawie we wszystkich krajach europejskich rozszerza się potężne wrogie państwo, które wojuje stale z innymi państwami i uciska okrutnie obywateli. Państwem tym jest żydostwo”.

Napoleon Bonaparte: „Państwo nie może na to spokojnie patrzeć, gdy naród godny pogardy, niszczy dwa departamenty Francji. Musimy uważać Żydów nie tylko za odmienną sektę, lecz traktować ich wprost jako osobny naród. Byłoby to zanadto wielkim upokorzeniem dla ludu francuskiego, gdyby się miał dostać pod rządy najniższego ze wszystkich plemion. Żydzi są rozbójnikami naszych czasów, istnymi krukami. Może by nie było źle przenieść ich z prowincji pogranicznych i rozpędzić po całym kraju; można by im także wytrącić z rąk handel, w którym się lichwą zniesławiają” (z wystąpienia w Radzie Państwa, 6 kwietnia 1806 r.), „Niedawno dopiero minął ten czas, w którym rząd widział się zmuszonym położyć tamę działalności czynnej tej nieużytecznej dla francuskiej społeczności kasty żydowskiej która byłaby doszła do zupełnego zawładnięcia majątkami i nieruchomościami całych departamentów przez wzrastającą co godzina potęgę swą pieniężną środkami lichwy i z niej wypływających zastawów hypotecznych. Celem więc naszym będzie zniszczyć skłonności żydowskiej ludności, a przynajmniej wykorzenić o ile się tylko da tę niepohamowaną chęć do zatrudnień, szkodliwych nie tylko dla Francyi, ale dla całego świata, dla wszystkich krajów, dla cywilizacyi i dla porządków społecznego życia”,  „Nie możemy skończyć pod rządami najlichszego z narodów. Żydzi to główni rabusie doby współczesnej, to sępy ludzkości.”

.
Karol Marks – Żyd: „Jaka jest świecka podstawa żydostwa? Praktyczna potrzeba, własna korzyść. Jaki jest świecki kult Żyda? Handel. Jaki jest jego świecki bóg? Pieniądz.[…] Pieniądz jest tym zazdrosnym bogiem Izraela, wobec którego żaden inny bóg ostać się nie może”. „Tak więc za plecami każdego tyrana odnajdujemy Żyda, jak za papieżem jezuitę. Naprawdę marzenia uciskających byłyby bez nadziei, a praktyczna możliwość wojny poza kwestią, gdyby nie było armii jezuitów duszących myśl i garstki Żydów rabujących kieszenie”; był zdecydowanym przeciwnikiem ruchu syjonistycznego i utworzenia państwa żydowskiego; powszechnie znany jest jego negatywny stosunek do pieniądza”.

Werner Sombart: Żydzi byli „od najdawniejszych czasów osamotnioną, i dlatego oddzieloną i odseparowaną grupą. Wszystkie narody były wstrząśnięte ich nienawiścią do innych”, „Stany Zjednoczone za lat pięćdziesiąt lub sto […] Żydzi naturalnie będą zajmowali stanowisko ekonomicznie przodujące”.

Henry Ford: „Dokądkolwiek się udał szła za nim jak przekleństwo odraza innych narodów. Żyd nie był nigdy popularny jako rasa, nawet najzagorzalszy Żyd nie zaprzeczy temu, jakkolwiek chciałby to zjawisko tłumaczyć. […] Żydzi nie dbali nigdy o pozyskanie mas nieżydowskich […] posiadają oni wrodzone przeświadczenie, iż należą do wyższej rasy […] starali się zawsze pozyskać przyjaźń królów i możnych […] nawet w najcięższych dla Żydów czasach istniał typ „nadwornego Żyda”, „Żydzi zawsze kontrolowali biznes. Wpływ kina amerykanskiego jest pod wyłączną kontrolą Żydów, manipulujących umysłami obywateli”.

Antoni Słonimski – Żyd, poeta, prezes Związku Literatów Polskich: „Oprócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew, fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić” (Wiadomości Literackie nr 35 z 31 sierpnia 1924 r.)

David Irving: „(Żydzi) Powinni zadać sobie sami pytanie: „Dlaczego są tak nienawidzeni przez 3000 lat, dlaczego w każdym kraju gdzie byli, miały miejsce pogromy za pogromami przeciwko nim?” (w wywiadzie udzielonym 20.12.2006 r.),

Mel Gibson: „Pierdoleni Żydzi… Żydzi są odpowiedzialni za wszystkie wojny na tym świecie!” (słowa pijanego Gibsona skierowane do oficera policyjnego Jamesa Mee który go aresztował za jazdę pod wpływem alkoholu).

Polecam jeszcze na koniec tej wyliczanki tekst pt: „Wszystkie wojny są banksterskie!

Na tym kończę tę wyliczankę i pozostawiam każdemu do indywidualnej oceny odpowiedź na pytanie : czy na holokaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów. Zwrócić uwagę chciałbym jedynie na to, że wśród cytowanych powyżej osób byli starożytni rzymscy poganie, katolicy, protestanci, ateiści. Ponadto byli to przedstawiciele różnych nacji i krajów. A nawet… Żydzi.

A teraz sprawa krk w kontekście holokaustu – czy krk ponosi za niego w jakimkolwiek sensie odpowiedzialność.

Jestem jedną z ostatnich osób zainteresowanych w obronie krk, będącego nadjordańską żydowską dżumą. W powyższej sprawie jednak stwierdzam, że w mojej ocenie krk z holokaustem nie miał nic wspólnego. Zresztą, we władzach III Rzeszy byli nie tylko katolicy, ale i protestanci, agnostycy oraz „niewierzący”. Oskarżanie krk przez Żydów jest śmieszne z kilku powodów:

– krk przejęło żydowski rasizm-szowinizm – ideologię narodu wybranego – tyle że nie etnicznie a ideologiczno-religijnie, uznając siebie za „nowy naród wybrany”. Postępował więc krk często zgodnie ze starotestamentową zasadą:

„Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi.”

– W pogardzie i w nienawiści do Żydów krk w mojej ocenie nie dorównywał pogardzie i nienawiści Żydów do Goim. Gdyby np. krk tępił i mordował Żydów tak jak tępił i mordował pogan, heretyków czy „bezbożników”, lub gdyby postępował z nimi tak, jak na kartkach ST postąpili Żydzi z mieszkańcami Jerycha, Aj, Kaspinu, Karnionu czy Efronu ( „Z woli Bożej  opanowali miasto i urządzili nieopisaną rzeź do tego stopnia, że leżące obok jezioro, szerokie na dwa stadia, wydawało się pełne krwi, która tam spłynęła.”; ” Stamtąd [Juda] wyruszył przeciwko Karnion i przeciwko świątyni bogini Atargatis, gdzie zabił dwadzieścia pięć tysięcy ludzi.”; „Oni jednak wezwali Władcę, Tego, który z mocą łamie siły nieprzyjaciół, opanowali miasto i położyli trupem z tych, którzy byli wewnątrz, około dwudziestu pięciu tysięcy.”) –  to w euro-Judei (Europie pod butem rzymskiej szubienicy) Żydów by po prostu nie było. A oni, mimo pogromów jednak przetrwali.

Podobnie stwierdzenie z komentarza „tenhiego”, że kościół wpłynął na zakaz nabywania ziemi i trudnienia się przez żydów rzemiosłem nie jest w moich oczach oznaką katolickiego „antysemityzmu”. „Własnym” mieszczanom i chłopom także przez wieki nie można było w krajach katolickich nabywać ziemi. Nie tylko Żydów dotyczył więc ten zakaz. Chłopom nie tylko zabraniano kupowania ziemi i uprawiania rzemiosła (poza tym na własne potrzeby), ale i handlu oraz obrotem pieniędzmi. W stosunku do nich Żydzi byli i tak uprzywilejowani. Rzemiosła natomiast broniły cechy, gildy, zazdrośnie strzegąc dostępu do nich obcym – nie tylko Żydom.

Jest prawdą, że krk robił wiele, aby Żydów „nawrócić”. Zarażony był szowinistycznym jahwizmem dla nieobrzezanych Goim – uważał się za „nowy naród wybrany”. Pogromy, nawet te spontaniczne, miały na Żydów wywrzeć nacisk w tym kierunku. Ale w takiej np. I RP za konwersję na katolicyzm za sprawą biskupów Żydów „wynagradzano” często nobilitacją. A już prawosławynych, protestantów czy muzułmanów (okresowo w wojnach mordowanych jak Żydów) takim przywilejem za konwersję na katolicyzm nie nagradzano. Tak więc pod tym wzglądem Żydzi byli wręcz uprzywilejowani przez krk. Ta durna polityka sprawiła jednak, że polską warstwę szlachecką zaczęła infiltrować V kolumna udających „nawrócenie” Żydów. Co do dzisiaj bokiem wychodzi Polsce.

W krajach katolickich przez wieki heretycy np. mieli trzy wyjścia – zwiewać, „nawrócić się” lub zostać wymordowanymi. Z katarami, hugenotami czy husytami krk nie patyczkował się. To samo tym bardziej dotyczyło pogan. Natomiast Żydów to wyganiano, to sprowadzano spowrotem; naciskano na nich, po czym przyznawano im przywileje. I choć okresowo i miejscowo urządzano im pogromy, ale nigdy nie prowadzono wobec nich polityki całkowitej ich eksterminacji – takiej „biblijnej” – jak w Jerychu, Aj, Kaspinie i innych miastach, które wg Tanach/Starego Testamentu wymordowano doszczętnie.
Z drugiej strony – znając dalszy bieg historii oraz fakt, że gdy w krajach protestanckich po okresie wściekłego „antysemityzmu” Żydom przyznano prawa do ziemi i równouprawnienie, natychmiast zabrali się oni za organizowanie NWO – które od roku 1773 realizują metodycznie i z niezmordowaną energią. Zgonie z założeniami z ich „świętych pism”:
“Przyjdą do Ciebie i będą twoimi; chodzić będą za tobą w kajdanach; na twarz przed tobą będą padać i mówić do ciebie błagalnie.”

Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi.

“Ja wzmocnię cię i rozmnożę cię bardzo. Z ciebie wyjdą królowie i będą rządzić wszędzie, gdzie tylko dojdą ludzkie ślady. Twemu potomstwu dam całą ziemię pod niebem i będą rządzić wszystkimi narodami, tak jak bedą tego pragnęli…”

 

Żydzi wciąż na okrągło przypominają II wojnę światową i wcześniejsze jeszcze pogromy. O tym, że za większością wojen i rewolucji stoją oni sami (co przyznał biograf Rothschildów) żydowscy propagandyści już nie wspominają. A przecież w ostatecznym rozrachunku za dziesiątki milionów ofiar większości wojen i rewolucji w sumie oni ponoszą winę.  A nam każą się kajać za pogromy, które najczęściej ich pogardą do Goim, ich chciwością oraz mordami rytualnymi sami prowokowali.
.

opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

W obronie prawdy historycznej i dobrego imienia Polaków…

.
„Więcej niż 3 mln Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. Nigdy na to nie zezwolimy. Będziemy ich nękać tak długo, dopóki Polska się znów nie pokryje lodem. Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym.

Israel Singer, dnia 19 kwietnia 1996r. na światowym kongresie Żydów.

Ogromną wściekłość środowisk żydowskich i żydofilskich od lat szczujących na Polaków wywołał wywiad profesora Krzysztofa Jasiewicza poruszający ukrywane przez żydowską propagandę niewygodne dla niej fakty z historii.

Co takiego „skandalicznego” czy „szokującego” powiedział profesor Jasiewicz? Najlepiej jest samemu przeczytać jego wypowiedzi.

ŻYDZI BYLI SAMI SOBIE WINNI?

FOKUS:

Jak wyjaśnić fakt, że Polskie Państwo Podziemne, istniejące przecież prawie od początku okupacji, praktycznie wyłączyło się ze sprawowania swojej funkcji wobec części obywateli – polskich Żydów? Szczególnie kiedy Żydzi zostali fizycznie oddzieleni przez okupantów hitlerowskich od reszty obywateli polskich.

Krzysztof Jasiewicz:

Nie zgadzam się z twierdzeniem, że ten problem umknął z pola widzenia władz konspiracyjnych. Wystarczy przypomnieć Żegotę, jedyną taką organizację w okupowanej Europie, która była agendą PPP i różne inne starania. Od misji Karskiego po wystąpienie prezydenta Raczkiewicza do Piusa XII (3 stycznia 1943 r.). „Ojcze Święty! – pisał wtedy prezydent o sytuacji w Polsce. – Prawa boskie sponie­wierane, godność ludzka zdeptana, setki tysięcy pomordowanych”. A dalej wprost Raczkiewicz apeluje, by „w imię zasad chrześcijańskich [wystosować protest do władz niemieckich] przeciw poniewieraniu mordowaniu Żydów”.

Także Kościół w Polsce w osobie arcybi­skupa Sapiehy upominał się o Żydów, zwra­cając się do hr. Ronikiera, prezesa legalnie działającej Rady Głównej Opiekuńczej, ze sło­wami: „Konieczna jest interwencja w sprawie żydów, którzy przyjęli katolicyzm i według nauki Kościoła św. należą do jednej z nami wspólnoty wiernych”. Problem represji, tak­że wobec Żydów, poruszał Sapieha w rozmo­wach z władzami niemieckimi. Gdyby jednak ktoś zauważył, że chodzi tylko o Żydów na­wróconych, to przypomnijmy, że społeczeń­stwo polskie, podobnie jak wszystkie inne europejskie, było podzielone konfesyjnie i od wieków obowiązywała zasada, iż każda konfesja dba o swoich wiernych. Według tej zasady funkcjonowała sfera dobroczynności i inne typy wsparcia (fundacje, przytułki itd.).

A już – ku przypomnieniu – nie słyszałem, by za Polakami w sowieckiej strefie okupa­cyjnej (1939-1941) na Kresach Wschodnich wstawił się choć jeden rabin. A działy się tam straszne rzeczy. Niestety przy licznym udzia­le Żydów, co miało w okresie późniejszym wpływ na akcję ratowania tego narodu, bo wieść o postawach naszych Żydów i ich niegodziwościach rozlała się szeroko po całym kraju, gdy Niemcy w 1941 r. odbili Sowietom zagrabione polskie ziemie.

W narracji żydowskiej pojawia się mnó­stwo hipokryzji, bo niektórzy Żydzi usiłowa­li ratować się, przechodząc na katolicyzm, sądząc, że Kościół nie powinien wnikać w szczerość nawrócenia, lecz dawać im jedynie stosowny glejt na przeżycie. Tymczasem ludzie wierzący, a zwłaszcza hierarchowie nie mogą robić szopki z wiary, chociaż prze­cież tysiące Żydów skorzystało z fałszywych metryk chrztu wydawanych przez polskich duchownych. Chciałbym też zauważyć, że sami Żydzi, bardzo wpływowi w niektórych państwach, prawie nic dla swoich współbra­ci nie robili, biernie przyglądając się ich za­gładzie i zapewne kalkulując, co by na tym można było ugrać.

Jest jeszcze jeden motyw w różnych wy­powiedziach i publikacjach żydowskich. Za­wsze wszystko, co dla nich robiono, robiono źle lub było to o wiele za mało. Przypominają mi się sceny z paru filmów lub książek, gdzie i w związku z przygotowaniami do powstania w getcie warszawskim padają w dialogu zarzuty, że Polacy – naturalnie antysemici – nie dają Żydom broni, tak bardzo potrzebnej do walki. PPP nie miało wprawdzie magazynów broni w Puszczy Kampinoskiej czy in­nych miejscach, ale w pojmowaniu Żydów to bez znaczenia. Im się wydawało, że mamy tysiące sztuk rozmaitej broni. No a skoro oni umyślili sobie powstanie, to my im wszystko oddajemy – jeśli tego nie robimy, to tylko dlatego, że byliśmy antysemitami. Ten chory tok rozumowania żydowskiej narracji jako takiej wywołuje zjawisko projekcji – swoje zło i zaniechania Żydzi przerzucaj ą na innych, zwłaszcza na Polaków.

Przypomnijmy fakty. „Bracia – resztki Żydów w Polsce żyją z przeświadczeniem, że w najstraszniejszych dniach naszej histo­rii, wy nie udzieliliście nam pomocy – pisze Żydowski Komitet Narodowy w Polsce do organizacji żydowskich w Ameryce 1 stycznia 1943 r., a więc wkrótce po wymordowaniu większości Żydów z getta warszawskiego w Treblince. – Odezwijcie się przynajmniej w ostatnich dniach naszego życia. Jest to nasz ostatni apel do was”.

„Niemcy wywieźli i zamordowali lub spalili żywcem dziesiątki tysięcy Żydów – czy­tamy w innym piśmie Żydowskiego Komitetu Narodowego z Warszawy do Joint Distribu­tion Committee w Nowym Jorku z 15 maja 1943 r. – Część Żydów uratowała się. W całej Polsce z trzech milionów Żydów pozostało nie więcej niż 10 proc., resztę Niemcy wy­mordowali. W najbliższych tygodniach wy­mordują pozostałych. Można jeszcze ratować tysiące Żydów [podkr. K.J.], Przyślijcie na­tychmiast sto tysięcy dolarów. Od was zależy ratunek tysięcy ludzi. Czekamy”.

„Nie rozumiemy waszego milczenia – piszą znowu Żydzi polscy do Żydów ame­rykańskich. – Na pięć wysłanych depesz nie otrzymaliśmy odpowiedzi i mimo apelów i alarmów żadne fundusze dla nas nie nad­chodzą. Dlaczego Joint nie przesyła pienię­dzy? Możemy jeszcze uratować od zagłady i niechybnej śmierci tysiące Żydów, kobiet i dzieci. Musimy mieć znaczne fundusze. Zaalarmujcie natychmiast Joint i wszystkie inne organizacje żydowskie. Na ratowanie resztek Żydów musimy mieć sto tysięcy do­larów. Czekamy na waszą pomoc”.

.

Josef-Szerynski-Chief-of-the-Jewish-ghetto-police-overseeing-the-actions-of-police-in-the-Warsaw-ghetto.

W gettach funkcjonowały żydowskie siły porządkowe kolaborujące z hitlerowcami Wspólnie rabowali i wywozili mieszkańców
.
A tego jest więcej. No i na apele do środowisk żydowskich pospieszył z pomocą jedynie… Rząd RP na Uchodźstwie, przezna­czając dodatkowe fundusze i wzywając pol­skie społeczeństwo do udzielania pomocy w przechowywaniu Żydów po aryjskiej stro­nie. Zachęcam do przejrzenia dokumentacji w Studium Polski Podziemnej, np. teka 78, z której pochodzą powyższe cytaty.

I jeszcze jedno w kontekście „rozlicze­niowych” książek Grossa. Owe żydowskie bzdury i dane wzięte z sufitu o Żydach zamordowanych głównie przez polskich chłopów to właśnie projekcja zmierzająca do ukrycia największej żydowskiej tajem­nicy. Otóż skala niemieckiej zbrodni była możliwa nie dzięki temu, „co się działo na obrzeżach Zagłady”, lecz tylko dzięki aktywnemu udziałowi Żydów w procesie mordowania swojego narodu. Tu kłania się bierność powszechna samych Żydów i postawy Judenratów, okrutne żydow­skie policje w gettach – bo to one wyła­pują, spędzają na różne Umschlagplatze i upychają w wagonach swoich sąsiadów, rodziny i przypadkowych Żydów. Wreszcie to żydowskie komanda zapędzają Żydów do komór gazowych, a potem oprawiają ich zwłoki, grzebiąc w pochwach, odbytnicach, wyrywając złote mostki i koronki.

FOKUS:

W książce „Pierwsi po diable…”  (2002) przedstawia pan zupełnie inne poglądy, m.in. odżegnujące się od przypisywania Ży­dom winy za większość zbrodni sowieckich na terenach okupowanych Kresów. Wykorzys­tał pan wszystkie dostępne archiwa, w tym dostępne w latach 90. archiwa radzieckie.

Krzysztof Jasiewicz:

Niestety myślę, że uległem wów­czas pewnej modzie – że w dobrym tonie jest krytykować przedstawicieli własnego naro­du. Zdecydował także proces ponownego przyjrzenia się źródłom, sięgnięcie do źró­deł wcześniej niewykorzystanych lub wyko­rzystanych słabo.
Jest też element czysto ludzki. Zrozu­miałem, że przypadkowo znalazłem się po niewłaściwej stronie barykady. Szokujące bowiem dla mnie było, gdy moja znajoma, Żydówka, zafascynowana moimi prożydow- skimi wywodami, usiłowała mnie zaprosić na spotkanie, na którym – jak to ujęła – róż­ni ludzie mówią, jak powrócili do swoich żydowskich korzeni. Stąd nietrudno wy­wnioskować, że moje wywody sugerowały tzw. wrażliwość żydowską, a zatem budzenie się we mnie Żyda.

Być Żydem to żaden wstyd, ale ja nim nie jestem, a ta konstatacja dość mocno mnie zreflektowała. Zwłaszcza gdy kolejny przedstawiciel tegoż narodu, a zarazem re­dakcji bardzo znanego pisma zagranicznego, zajmującego się tematyką żydowską (pew­nie kierując się podobną interpretacją mo­ich poglądów), zaproponował mi napisanie artykułu o stosunku polskiego Kościoła do zagłady Żydów. Sugerując, by napisać o tym mocno – cytuję z pamięci – „żeby Kościoło­wi dokopać”. Zrozumiałem, że niekoniecznie może tu chodzić o dialog lub poszukiwanie prawdy, lecz o zupełnie inne rzeczy.

FOKUS:
Jednak lektura tamtej książki po­ruszała głęboko. Pana stanowisko, ocena źró­deł, stosunek do własnej profesji i własnych ograniczeń budzą szacunek. Zastosował pan kilka nowatorskich interpretacji danych statystycznych, wynikających z osobistych relacji kilku tysięcy uczestników wydarzeń. Skutecznie falsyfikuje pan i nazywa prostac­ką tezę o odpowiedzialności Żydów pod oku­pacją sowiecką za straszliwe nieszczęścia Po­laków. Domaga się pan nawet wprowadzenia pojęcia „kłamstwo jedwabieńskie” (wobec zaprzeczających tej zbrodni) na podobień­stwo „kłamstwa oświęcimskiego”. Opisuje pan sytuacje nieuczciwego przepływu dóbr od Żydów do Polaków. Ten proceder nazy­wa „pseudoszmalcownictwem”. Oto kilka cytatów: „okupacja sowiecka 39-41 jako pol­skie alibi dla obojętności wobec zagłady”, „Żydzi szukali konsensusu z każdą władzą, byle dawała jakoś żyć”, „Ukrywanie Żydów nie było postrzegane jako akt bohaterstwa czy humanitaryzmu, ale jako akt zdrady, działanie przeciwko polskiemu interesowi narodowemu”, „Niebezpieczeństwem byli sąsiedzi-Polacy”, „Żydom, którzy przeżyli, brakowało u Polaków bezinteresowności”, „musimy przyjąć, że udawanie iż nie par­tycypowaliśmy w Holokauście, jest kłam­stwem jedwabieńskim”.

Dokumentuje pan lęk przed żydowskim komunizmem. Publikuje pan wysłany do Londynu dokument kościelny, którego fragment brzmi: „Niemcy oprócz mnóstwa krzywd jakie wyrządzili, pod jednym wzglę­dem dali dobry początek, że pokazali możliwość wyzwolenia polskiego społeczeństwa spod żydowskiej plagi i wytknęli nam dro­gę, którą mniej okrutnie oczywiście i mniej brutalnie, ale konsekwentnie iść należy” (sprawozdanie kościelne z Polski z czerwca- -lipca 1941 r.).

Krzysztof Jasiewicz:

Miło, że mnie pan komplementuje, ale – jak w piosence – to już było. Ponadto brzmi to trochę tak: jak to możliwe, że pan, zdawałoby się, człowiek wykształcony, profe­sor zwyczajny PAN, stoczył się nisko i został, nazwijmy rzecz po imieniu, „antysemitą”.

Mam zbyt mało miejsca, aby wszystko wyjaśnić, bo to jest temat na książkę, a nie na wywiad. Pragnę jednak zwrócić uwagę na inny mój tekst, w którym 7 lat później ustosunkowałem się do swojej książki. No i jeszcze jedno – każdy tekst/źródło odczytuje się na nowo wraz z upływem czasu, dziś pew­nie jeszcze bym coś dorzucił. Siedem lat póź­niej napisałem o wadliwie skonstruowanej perspektywie badawczej i wynikającym stąd błędzie: „Sprowadzał się on do skrótu myś­lowego, że mój opis chrześcijanina i jego wia­ry, a także Polaka i jego patriotyzmu – mam na myśli drugi plan książki – w sposób ja­sny precyzuje moją pozycję metodologiczną (….). Przyjąłem bowiem założenie (…), że istnieją dwie wizje człowieka. Pierwsza – ewangeliczna: w myśl tej wizji człowiek jest zobowiązany przestrzegać Dekalogu i nauk Chrystusa w każdej wyobrażalnej naszymi zmysłami i doświadczanej rzeczywistości. W tej perspektywie konfrontacja człowieka z systemem okupacyjnym, z wyjątkiem bar­dzo nielicznych (vide o. Maksymilian Kol­be) kończy się katastrofą. Człowiek niemal na całym froncie przegrywa – żeby przeżyć, musi kraść, wystawiać fałszywe świadectwa, zabijać. Co więcej – do realizacji swoich celów czasu wojny wykorzystuje bezpośrednio i po­średnio Boga, bo modli się do Niego o swoje przetrwanie, a tam mieści się prośba, nawet nieświadoma o powodzenie w działaniach niedekalogowych (…). Druga wizja człowie­ka – nieewangeliczna-jest wersją »żydową«. Nie można więc (…) mieć do człowieka pre­ tensji, że »zawiesza« Dekalog lub przynaj­mniej przymruża nań oko. Jest w końcu tylko człowiekiem, a nawet więcej – jest zawsze Człowiekiem”.

Niestety, Żydów gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, że są narodem wybranym. Czują się oni upoważnieni do interpretacji wszystkiego, także doktryny katolickiej. Cokolwiek byśmy robili, i tak będzie poddane ich krytyce – że za mało, że źle, że zbyt mało ofiarnie. W moim najgłęb­szym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Żydami, bo on do niczego nie prowadzi. W nauce należy odrzucić empatię, sympa­tię czy antypatię, a skoncentrować się na faktach oraz niezbywalnym prawie do ich różnych interpretacji. Ludzi, którzy używa­ją słów „antysemita”, „antysemicki”, nale­ży traktować jak ludzi niegodnych debaty, którzy usiłują niszczyć innych, gdy brakuje argumentów merytorycznych. To oni tworzą mowę nienawiści.

Prawdziwym nieszczęściem są nawie­dzeni – a przeważnie tylko tacy są – bada­cze żydowscy, którzy nie dążą do opisania takiej czy innej rzeczywistości, lecz piszą pod z góry założoną tezę. A mówiąc bez ogródek – zwyczajnie i świadomie rozmija­ją się z prawdą. Ten nieszczęsny dokument „kościelny”, który pan z taką przyjemnością zacytował, niczego nie przesądza. Bo nie wiemy, kto go napisał i w jakich okoliczno­ściach, i nie wyraża on nic innego niż opinię autora i… strach przed Żydami – normalny, ludzki i uzasadniony. Bo ja głęboko jestem przekonany, że za zbrodnią w Jedwabnem i innymi pogromami nie stoi chęć zdoby­cia pierzyn i nocników żydowskich, nawet mniej jest tam odwetu za różne podłości żydowskie (a było ich sporo w latach 1939— -1941 na terenie Łomżyńskiego i we wszyst­kich innych miejscach, gdzie Żydzi mieszka­li) – stoi tam wielki strach przed nimi. I ci zdesperowani mordercy być może w duchu mówili sobie: robimy rzecz straszną, ale może wnuki nasze będą nam wdzięczne. Myślę, że jest możliwa taka interpretacja, choć ona ze zbrodni nie rozgrzesza.

Warto jeszcze dopowiedzieć, że popra­wa stosunków polsko-żydowskich wymaga prowadzenia równolegle dwóch wątków, także stosunku Żydów do Polaków i Państwa Polskiego. To nie jest jednostronny proces polegający na epatowaniu polskimi zbrod­niami, przy jednoczesnym blokowaniu prze­dostawania się wiedzy o zbrodniach Żydów na Polakach. Jeszcze przed II wojną w okre­sie Wielkiej Czystki w ZSRR zamordowano 111 tys. Polaków, głównie na Białorusi i Ukrainie. Na tej pierwszej Żydzi stanowili ponad połowę wszystkich funkcjonariuszy NKWD, na tej drugiej aż dwie trzecie (we­dług oficjalnych danych). Nie ma więc moż­liwości, by nie wzięli w tej zbrodni udziału, nie wspomnę o okresie 1939-1941, bo nie chcę być oblany fekaliami.

Jest też problem badaczy żydowskich, którzy ukrywają, że są Żydami, i udają, że są np. Polakami, Francuzami czy Węgra­mi. Oni często świadomie fałszują historię i biją się w piersi w imieniu Polaków, Fran­cuzów czy Węgrów, przepraszając siebie za wyolbrzymione przez siebie zbrodnie i inne przewinienia.

FOKUS:

To znaczy, że wszystkie tek­sty „skażone” pochodzeniem autora są nienaukowe?

Krzysztof Jasiewicz:

Sięgnąłem do Talmudu i uważ­na lektura przekonała mnie, że istnieje wiele interpretacji sformułowanych tam  „prawd”. Na przykład słynne zdanie: „Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat” nie precyzuje, o czyje życie chodzi, i tak może to być interpretowane nie tylko w dysku­sjach rabinackich, lecz w głowach prze­ciętnych Żydów. Może to być życie własne albo członka rodziny, życie Żyda. Naród ży­dowski został ponoć „wybrany”, a to niesie wiele konsekwencji. To talmudyczny sposób myślenia Żydów, niekoniecznie religijnych. W środowisku żydowskim nabywa się ja­kiejś specyficznej świadomości grupowej. Znane są fakty entuzjastycznego witania podczas pierwszej wojny światowej Niem­ców w Kongresówce czy Rosjan w Galicji. Takie powitania odbywały się po klęsce Na­poleona i Księstwa Warszawskiego, podczas wkraczania wojsk zaborczych po upadku Polski, a nawet w trakcie potopu szwedz­kiego. Lecz wszyscy badacze żydowscy albo temu przeczą, albo przydają nieprawdopo­dobne interpretacje.

FOKUS:

Może Żydzi nie są zadowoleni z żadnej władzy i każdą nową witają z nadzie­ją, że będzie dla nich lepsza, a przynajmniej nie gorsza.

Krzysztof Jasiewicz:

Brzmi to fatalnie, bo co powiedzieć Żydach, którzy witali Niemców (albo jak się narodowo mówi „nazistów”) w 1939 r. w Polsce? A były takie przypadki – w Krako­wie, Łodzi i innych miastach. W Zarębach Kościelnych na czele witających stał rabin w odświętnym stroju.

Żydów zaślepia ich nienawiść i chęć odwetu. To podstawowy powód, dla którego zasilili aparat bezpieczeństwa Bolszewii, potem sowiecki na Kresach i wreszcie UB po wojnie. Mam wrażenie, że człowiek w miarę wykształcony i średnio bystry zorientuje się, że niekoniecznie relacja żydowska jest prawdziwa  Że wywód badacza żydowskiego nie zawsze jest mądrzejszy. I że jeśli jakiś badacz nie podziela tego poglądu, to wcale nie musi być antysemitą pozbawionym empatii.
Grupę badaczy nieżydowskich, która się identyfikuje z etosem żydowskim, złośli­wie nazwałbym ludźmi intelektualnie ułom­nymi. Często jest to spowodowane manierą stosowania nadmiernego krytycyzmu w sto­sunku do rodaków, przy bezkrytycznym stosunku do dywagacji żydowskich, z nadzieją, że to pomoże im w karierze. Ja bym wybrał Polskę. I myślę, że bycie krytycznym wobec Żydów – zwłaszcza gdy mordują dziś swo­ich sąsiadów na Bliskim Wschodzie – jest bardziej trendy i ma sens niż ich obrona i rozgrzeszanie. Na Holokaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów, a nie Kościół katolicki. I Żydzi z tego – jak się wydaje-nie wyciągnęli wniosków..

.

Za: http://gazetawarszawska.com/2013/04/05/zydzi-byli-sami-sobie-winni-w-edycji/

***

.

Tyle wypowiedzi profesora Krzysztofa Jasiewicza. A tutaj mamy przykład medialnej żydowskiej nagonki na niego.
.

.
Dla równowagi przypominam film o książce mówiącej o udziale Żydów w strukturach III Rzeszy.
.

.

Mit/religię o 6 milionach ofiar żydowskich wymyślono już w 1869!

.

a230

.

Gazety żydowskie już od roku 1869 WIELOKROTNIE “prorokowały” śmierć 6 milionów Żydów.

Zamordowany przez Mossad dr. Dariusz Ratajczak twierdził, że tę liczbę wymyślili Żydzi błędnie odczytując “proroctwo” z Tory, która rzekomo zapowiadała ich powrót do Palestyny – minus 6 milionów.

“Niektórzy Żydzi uważali, że za pozwolenie powrotu do Ziemi obiecanej Bóg zażądał od nich 6- milionowej ofiary Holokaustu. Oczywiście była to nieprawda wynikająca ze złej interpretacji proroctwa Tory. Brzmiało ono: “Powrócicie”, natomiast prominentni kapłani, ofiary błędu ortograficznego, tłumaczyli ją: “Powrócicie, minus 6 milionów”.”

No i w momencie zakończenia wojny, kiedy nikt jeszcze nie był w stanie policzyć jej ofiar propaganda żydowska natychmiast ogłosiła, że w holokauście zginęło 6 milionów ich pobratymców. Tę ich “świętą liczbę” narzucili wszystkim Goim w ich propagandzie noszącej znamina “religii holokaustu”.

OW rzeczywistości żydowskich ofiar terroru niemieckiego było przynajmniej o połowę mniej.  Cytowany już wcześniej śp. dr. Ratajczak szacował ich liczbę na ok. 2,5 miliona.

„Zsumowując poszczególne kategorie, uwzględniając żydowskie ofiary pacyfikacji, obozów koncentracyjnych, tragicznego, okupacyjnego bytu, wydaje się, że liczba 2,5 miliona Żydów – ofiar Holocaustu – nie będzie daleka od prawdy.”

Przy czym III Rzesza nie planowała wcale na początku wojny eksterminacji Żydów. Do roku 1942 w Niemczech istniały legalnie wspierane przez władze III Rzeszy organizacje syjonistyczne.

“Władze niemieckie udzieliły wsparcia syjonistycznym obozom szkoleniowym i kibucom organizowanym na terenie III Rzeszy (było ich kilkadziesiąt, działały do roku 1942, powiewały nad nimi dumnie „Gwiazdy Dawida”), Gestapo służyło wszelką pomocą żydowskim emigrantom, a dzięki tak zwanemu układowi o transferze przekazano z Niemiec do Palestyny około 70 milionów dolarów, co miało wielkie znaczenie dla ekonomicznej stabilizacji żywiołu żydowskiego na tym obszarze.”

Wątpliwe jest masowe gazowanie Żydów w obozach. Cyklon B do tego nie nadawł się.

“Cyklon B był w czasie wojny stosowany przez Niemców jako środek zabijający wszy. Stosowano go w komorach do odwszawiania (ale nie gazowania ludzi!), w koszarach itd. (…)
Podsumowując ten wątek możemy więc stwierdzić bez popełniania większego błędu, że Cyklon B stosowano w obozach do dezynfekcji, nie zaś mordowania ludzi (tak więc słynna “selekcja do gazu” była zwykłym podziałem nowoprzybyłych według wieku, płci, stanu zdrowotnego)”

Żydzi – syjoniści w Palestynie mieli możliwość ratowania swoich pobratymców. Mogli ich tysiące wykupić. Odmówili!

“Gruensbaum miał także powiedzieć, że: “Jedna krowa w Palestynie jest ważniejsza niż wszystcy Żydzi w Polsce.”

Z godnie z propagandą “religii holokaustu” obozy koncentracyjne były dla przedstawicieli wszystkich innych nacji tylko „zwykłymi” koncentracyjnymi obozami pracy, a jedynie dla Żydów były “obozami śmierci”. Jest to kolejne żydowskie propagandowe kłamstwo.

Podam dwa konkretne przykłady:

– Laureat literackiej nagrody Nobla, “węgierski” Żyd Imre Kertész został deportowany w 1944 roku do Auschwitz – Birkenau. Nie zagazowano go tam, a wysłano dalej do Buchenwaldu. Gdy w Buchenwaldzie zachorował – został wysłany – nie nie – nie do “gazu” – a do lazaretu i w nim doczekał wyzwolenia obozu (czytałem jego obozową autobiografię). Tak więc w “obozie śmierci” chorego Żyda Kertésza nie tylko nie zagazowano, a wysłano go do obozowego szpitala.

A Szymon Wiesenthal, znany “tropiciel nazistowskich zbrodniarzy przeżył aż sześć obozów śmierci!

“Przechodząc kolejno 6 obozów koncentracyjnych (m. in. Płaszów, Gross-Rosen, Buchenwald), cudem unikając egzekucji, dotarł Wiesenthal do obozu w Mauthausen w górnej Austrii. Tam 5 maja 1945 został uwolniony przez wojska amerykańskie. Wówczas za swój życiowy cel przyjął ściganie zbrodniarzy hitlerowskich.”

A przecież – skoro obozy te były dla Żydów obozami śmierci, to Wisenthal powinien pójść do gazu i pieca już w pierwszym.

Można odnieść wręcz wrażenie, że jakaś niewidzialna ręka zadbała i o “turystykę obozową” Wiesenthala, i o to, aby przeżył! Po to, aby po wojnie mógł być tropicielem/łowcą zbrodniarzy.

Żydzi ginęli naturalnie w obozach. Jak  więźnowie wszystkich innych nacji. Ale przede wszystkim z powodu wyniszczającej pracy, głodu i chorób – a nie od “gazu”.

Na koniec dodam, że gdyby oficjalna żydowska wersja “religii holokaustu” była prawdziwa, nie kneblowano by “rewizjonistów” procesami. Które zresztą wykazały, że niepodważalnych dowodów na istnienie komór gazowych po prostu nie ma.

Dlatego Mossad musi niekiedy podkładać bomby lub nasyłać bandytów na “rewizjonistów”:

“To nie Francois Duprat, jeden z pierwszych francuskich rewizjonistów Holocaustu, podkładał bomby. To jemu podłożono ładunek wybuchowy pod samochód. W następstwie zginął on, a jego żona została poważnie ranna. To nie David Irving szalał z młotem w ręku po ulicach Londynu. To jemu politycznie poprawny drań wywrócił do góry nogami mieszkanie, a inny pobił w restauracji. To nie Ernst Zuendel – cokolwiek by o nim nie powiedzieć – zabawiał się w bombiarza. To jemu fachowo wysadzono w roku 1995 w powietrze dom w Toronto. To nie członkowie Institute for Historical Review z Kaliforni nawoływali do gwałtu. To im w roku 1984 zafundowano wybuch, ofiarą którego padł budynek Instytutu oraz magazyn ksiązek. To nie Robert Faurisson w towarzystwie psa pobił w parku bandę opryszków. To oni skatowali ciężkimi buciorami nobliwego profesora, deformując mu twarz. To nie Michel Cagnet, student Sorbony i rewizjonistyczny badacz-amator, zaczaił się na żydowskie komando z butelką kwasu solnego w kieszeni. To jemu spalono twarz. To nie rewizjoniści Holocaustu anulują uczonym uczciwie uzyskane tytuły doktorskie. To oni są ich pozbawiani. To nie oni wyrzucają niepokornych z wyższych uczelni i z gimnazjów. Sami są wyrzucani. To nie, to nie, to nie…”

Samego Dariusza Ratajczaka też dopadli i zamordowali!

Szczucie na Polskę i Polaków uprawiają różne szumowiny. Nie tylko pismacy typu Gross, przy głośnym poklasku wielu pejsatych „patryjotów” i usłużnych szabasgojów. Przypomnę wypowiedź żydowskiego patrioty i polakożercy Władysława Bartoszewskiego który powiedział w wywiadzie dla „Die Welt”, że podczas okupacji bardziej bał się „polskiego donosicielstwa” niż Niemców. Było to oczywiste szczucie na Polskę i Polaków – i to przez człowieka, który pełnił w Polsce ważne funkcje polityczne. I który przez żydowską propagandę wykreowany został na ałtorytet moralny.

Bartoszewskiem zależało na wywołaniu wrażenie, że Polcy nic – tylko kolaborowali z Niemcami i wydawali biednych Żydów. W rzeczywistości żydowskich kolaborantów i szmalcowników było znacznie więcej niż polskich.  I to Polacy ukrywający Żydów mieli powody się bać – zarówno Niemców jak i żydowskich szmalcowników. A że wywiad AK rozpracowywał i likwidował kolaborantów i szmalcowników – także żydowskich – tak więc Żydzi będący niemieckimi kolaborantami mieli faktycznie powody, aby bać się polskiego AK.

Szumowiny – przestańcie pluć na Polskę i Polaków!
.

opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga