Rewolucja JOW w Bajolandii

.
W pewnym państwie które nazwiemy Bajolandią mieszkańcom udało się wymusić na politycznej yelicie zaakceptowanie ordynacji wyborczej zwanej JOW – co oznacza jednomandatowe okręgi wyborcze. Rewolucja przyniosła opłakane skutki. Okazało się bowiem, że dwie główne partie, mające najlepiej rozbudowane zaplecze partyjne, posiadające najbogatszych sponsorów i posiadające uprzywilejowany dostęp do stronniczych mediów wyeliminowały wszystkie pozostałe organizacje i partie polityczne spychając je na margines opozycji pozaparlamentarnej. Państwo to dorównało standardom panującym w Dużym USraelu za Wielką Wodą.

Mędrcy, wyznawcy JOW w Bajolandii nie chcieli jednak zrezygnować z ordynacji JOW, która na papierze jest przepiękna – zgodnie z jej wyidealizowaną teorią  do parlamentu w ordynacji JOW wybierani są przecież najlepsi przedstawiciele Narodu. Zepchnięci z kretesem na margines polityczny Mędrcy i Wyznawcy JOW zauważyli wreszcie ich błąd – JOW-y mogą funkcjonować dobrze wtedy, jeśli wszyscy kandydaci startujący w wyborach dysponują takimi samymi finansami, zapleczem organizacyjnym i dostępem do mediów – które powinny być przy tym neutralne i obiektywne.

Poderwali więc Mędrcy, Wyznawcy JOW mieszkańców Bajolandii do kolejnej rewolucji JOW, podczas której wymuszono na nowej/starej yelicie kolejną rewolucyjną zmianę – ordynacja wyborcza stanowiła, że w każdym okręgu wyborczym w kampanię wyborczą Kandydaci mogą angażować tylko tyle finansów i tylu pomocników, iloma dysponuje najbiedniejszy i nie posiadający zaplecza organizacyjnego Kandydat. Ponadto Dekretem zmuszono media do obiektywizmu i bezstronności w przedstawianiu Kandydatów.

I w tym dniu narodziła się w Bajolandii prawdziwa demokracja parlamentarna.

Już pierwsze wybory na nowych zasadach okazały się prawdziwym politycznym tsunami, które zmiotło z powierzchni Parlamentu dotyczasowy dwupartyjny układ. Parlament zaludnił się nowymi twarzami. Weszli do niego przedstawiciele ponad pięćdziesięciu lokalnych organizacji i ugrupowań (nie tylko politycznych) a ponadto około trzystu Rzeczywiście Niezależnych i Najlepszych Przedstawicieli Narodu. Reprezentanci dotychczasowego układu politycznego stanowili jedynie niewielką domieszkę parlamentu.

Układanie porządku obrad pierwszego posiedzenia nowo wybranego Parlamentu zajęło ponad miesiąc. To drobne opóźnienie wynikało z ogromnej ilości wniosków formalnych i merytorycznych zgłaszanych przez Nowych Niezależnych Przedstawicieli Narodu. Następnych kilka miesięcy toczyła się batalia o wybór Marszałka sejmu. Parlament okazał się prawdziwym placem boju o tę funkcję. Nie znalazł się ani jeden Kandydat, który uzyskałby wymaganą demokratyczną większość 50% plus jeden głos. Nie tylko każdy region blokował Kandydatów przedstawicieli innych regionów. Nawet przedstawiciele meta-regionów blokowali się nawzajem.  Pomorze nie chciało nikogo ze Śląska, Bajolandia  Wschodnia nikogo z Zachodniej, a większość Parlamentarzystów nie chciała nikogo z Bajolandii centralnej z Warszawą na czele, która zbyt długo już ich zdaniem rządziła. Posłowie rozbici byli też wg klucza „społecznego” – Reprezentanci Wsi chcieli swego Kandydata, Reprezentanci Robotników i Dołów Pracowniczych chcieli swego, a Reprezentanci Inteligencji nie chcieli być rządzeni w sejmie przez „ciemniaków z ludu”. Na te podziały nakładały się  różnice religijne i światopoglądowe. Ani zwolennicy nadjordańskiej dżumy obdiencji watykańskiej, ani zwolennicy Bajolandii  laickiej (obie te frakcje skłócone były zresztą wewnętrznie w przeróżnych sprawach) nie byli w stanie przeforsować swojego Kandydata. Rusofile blokowali rusofobów, Uniofile Uniofobów, zwolenicy legalizacji narkotyków i małżeństw jednopłciowych  ich przeciwników, a cykliści blokowali feministki i na odwrót.

Ostatecznie Pan Prezydent Bajolandii zmuszony był postawić Parlamentowi ultimatum – albo znajdziecie Marszałka, albo rozwiążę Parlament. Nie mogąc nadal znaleźć wspólnego mianownika Posłowie zgodzili się na propozycję miłośnika gier losowych, aby Marszałka wyłonić w drodze losowania. Nie było to rozwiązanie najlepsze, ale większość Posłów przestraszonych widmem utraty foteli w Parlamencie propozycję miłośnika gier losowych zaakceptowała. Następnie po burzliwej dwutygodniowej debacie ustalono medotę losowania i Marszałka Sejmu wyłoniono w ten właśnie sposób. Podobną procedurę użyto do „wyboru” Wicemarszałków, Konwentu Seniorów i wszystkich Komisji Sejmowych.

Następnie Parlament przystąpił do wyłonienia Kandydata, któremu miano powierzyć misję utworzenia nowego Rządu. Zadanie to okazało się trudniejsze niż wszystkie 12 prac Heraklesa razem wziętych.

Z powodu reprezentowania przez większość Parlamentarzystów odmiennych interesów lokalnych, grupowych, ideologicznych i innych znalezienie wspólnego Kandydata na Premiera okazało się niemożliwe. I znów Parlament pod naciskiem Pana Prezydenta musiał posłużyć się metodą losową. Ostatecznie rzut monetą – orzeł czy reszka – wyłonił Premiera. Ale i utworzenie przez niego Rządu nie było łatwiejsze. Nawet, gdy Gabinet już był sformułowany, rozpadał się przy próbach układaniu jednolitego rządowego Planu Ratowania Bajolandii.

Historia rewolucji JOW zakończyła się symbolicznym „pożarciem” i przez tę rewolucję jej własnych dzieci.

Ale na tym jeszcze nie kończy się historia Bajolandii…

Nad Krajem zawisła groźba recydywy rządów systemu partyjnego betonującego parlament wybrańcami kilku uprzywilejowanych ugrupowań służących obcym interesom. Na szczęście na prowincji Bajolandii zaczęła odradzać się tęsknota za systemem Solidarnych Wspólnot Lokalnych istniejących na terenach Bajolandii w czasach pogańskich.
I tak w tym przełomowym momencie dziejów wspólnoty takie zaczęły powstawać na terenie całej Bajolandii. Wspierając siebie solidarnie nawzajem wywalczyły one dla siebie szybko Całkowitą Autonomię we wszystkim, co dotyczyło ich życia codziennego. We wspólnotach rządziły Wiec i Rada Starszyzny Wspólnoty, wybierana na Wiecu. Sprawy wykraczające poza jedną wspólnotę (np. budowa lokalnej drogi łączącej sąsiednie wspólnoty) realizowały Solidarnie zainteresowane Wspólnoty na szczeblu Rad Starszyzny zainteresowanych Wspólnot. Sprawy regionalne podlegały kompetencji przedstawicielskiej Rady Regionalnej wyłonionej przez Starszyznę lokalnych Wspólnot. Rada Regionalna nie miała prawa ingerowania w kompetencje Wieców i Starszyzn lokalnych Wspólnot. Na jeszcze wyższym szczeblu istniała Rada Bajolandii skupiająca reprezentantów Regionów. Rada Bajolandii nie miała prawa ingerowania w kompetencje Wieców i Starszyzn lokalnych Wspólnot.

Zaraza Ludowładztwa i Lokalnej Demokracji Bezpośredniej zainfekowała następnie kraje ościenne Bajolandii. Krótko później rozwiązano banksterską Unię Jewropejską. Następnie padł Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i im podobne ponadnarodowe banksterskie instytucje. ONZ przetrwała „czystki”. Skupiała przedstawicieli Rad Centralnych państw członkowskich – bez prawa narzucania państwom w nim reprezentowanym własnej woli.

W Bajolandii ponadto wprowadzono nową Konstytucję.

Była ona krótka i zwięzła.

Artykuł 1.

Autonomia Lokalnych Wspólnot w zakresie wszystkiego co dotyczy ich codziennego życia jest niepodważalna.

Lokalne Wspólnoty decydują same o sobie, za siebie i dla siebie.

Artykuł 2.

Jakiekolwiek próby narzucania Wspólnotom Lokalnym jakichkolwiek decyzji, praw i przepisów  z zewnątrz, a zwłaszcza przez ludzi inspirowanych zza granicy, są zamachem na wolność mieszkańców Bajolandii i traktowane będą jako Zdrada Stanu.

Artykuł 3.

Bajolandia jest krajem, w którym szczególną opieką otoczone jest dziedzictwo Kultury Słowiańskiej.

I na tym kończę opowieść o rewolucji JOW w Bajolandii…

.

opolczyk

.

roman_zmorski_tablica_na_slezy

.

 

Swarożyca

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Advertisements

5 thoughts on “Rewolucja JOW w Bajolandii

  1. Poważnie zastanawiam się czy dobrze robię komentując ten art… nasze poglądy są diametralnie różne, a… kłótnia czy spory niczemu dobremu nie służą. Moja prawda jest „mojsza niż twojsza” nie jest mą dewizą 🙂
    W innym arcie zapodałeś swoje postulaty, poniekąd słuszne i mądre, jednakże… jak je w życie wdrożyć? Kto i w jaki sposób tego dokona?
    Kluczem jest ordynacja wyborcza. Obecna krew mi gotuje. By nie powielać i nie rozwlekać komentarza podaję link http://ag.108.pl/index.php/polska/134-jow-i-zmieleni-rewolucja-ustrojowa-w-polsce głównie chodzi mi o art.104 i 105, na co zwróciłem uwagę
    Me pytanie brzmi: czy według aktualnej Ordynacji np Opolczyk ma możliwość dostać się do Sejmu i reprezentować interesy braci Rodzimowierczej? Czy jest szansa, że gdyby nawet jakimś niewyjaśnionym zrządzeniem losu dostał się do Sejmu byłby w stanie coś zdziałać? Odpowiedź brzmi NIE. Albo buźka w kubełek i nie bulgocze czyli reprezentowałby interesy partyjnego bossa, albo… ręka, noga, doopa, brama. Krótka piłka. Mierny, bierny, ale wierny
    Kluczem jest zmiana aktualnie obowiązującej Ordynacji Wyborczej na taką, która z jednej strony rozwali obecną dyktaturę partyjną i urwie łeb kolesiostwu, a z drugiej umożliwiłaby np Opolczykowi „wbicie” się do Sejmu. Podaję link do propozycji takiej ordynacji http://www.jow.pl/sites/default/files/Ruch_JOW-Projekt_ordynacji.pdf
    Zgodnie z nową ordynacją Opolczyk w swoim „małym” okręgu potrzebował by zaledwie 10 głosów! by wejść na listę kandydatów z danego okręgu! Jeśli byłby w moim okręgu, to już ma jeden głos 🙂
    Reasumując:JOW to tylko pretekst do ukręcenia łba kolesiostwu, które odbyłoby się poprzez diametralną zmianę Ordynacji Wyborczej. Twary wiedzą o tym i trzęsą portami, dlatego sieją popelinę i dezinformację. Opierają się na paralogizmach oraz lenistwie społecznym. Ludzie nie są zainteresowani dogłębnym weryfikowaniem wszystkiego. Kupią każdą bajkę, która wygląda na wiarygodną, np bajkę o „dwupartyjności”.
    Plan jest następujący:Doprowadzić do referendum i je wygrać, zmienić Ordynację, uświadomić społeczeństwu, że koniec partyjności, czas odpowiedzialności, wykorzystać możliwość i obsadzić swymi ludźmi „stołki”, przejąć kontrolę. Dopiero w takiej sytuacji, gdy już „nasi ludzie” będą osobami decyzyjnymi – wprowadzić sugerowane przez Ciebie postulaty, które muszę przyznać, że i tak są bardzo liberalne w porównaniu z moimi, dlatego ich nie będę wymieniał 🙂
    Opolczyk na Prezydenta! 😉

    Lubię

  2. Fajna bajka, ale tylko bajka, ponieważ nie ma w niej najważniejszego – gwarancji, że Wiec i Rada Starszyzny Wspólnoty, wybierana na Wiecu oraz Rady Regionalne i najwyższa Rada Bajolandii będą funkcjonowały lepiej niż dzisiejsze Rady, Sejmiki i Sejm. Zmiana nazw nie uzdrowi patologii polskiego systemu politycznego. Lokalna absolutna niezależność sparaliżuje gospodarkę kraju, jakiekolwiek większe inwestycję będą niemożliwe, systemowa ochrona przyrody (która powinna być bliska rodzimowierczym sercom) oparta na Parkach Narodowych i sieciach takich jak Natura 2000 runie. Co robić? Nie mam leku na całe zło, ale na razie radzę wszystkim moim znajomym po prostu nie chodzić na wybory w sytuacji, kiedy nie czują, że ktokolwiek z kandydatów reprezentuje ich interesy. Oddanie głosu na tzw. mniejsze zło to faktycznie „największe zło”, bo legitymizuje władzę, której faktycznie nienawidzimy. Ciekawie co powiedzą popisiacy, gdy do urn pójdzie 0.1% narodu, samych ich krewnych i beneficjentów tego chorego partyjniactwa? Może i „legalnie” będą rządzić, ale wszyscy się wtedy przekonają, że „ONI” moralnego prawa do sprawowania władzy nie mają – i o to chodzi!!! Na początek, a potem się zobaczy, co dalej 😉

    Lubię

  3. n_one

    Przypominam, że u mnie nie obowiązuje zadekretowana jednomyślność i każdy ma prawo mieć diametralnie inne poglądy niż ja.
    Nie mam pomysłu na to – jak wdrożyć owe „postulaty” o których wspomniałeś, ale na pewno nie uda się to za sprawą JOW-ów.

    Nie chcę się powtarzać, ale przypominam, że w USA odrynacja to właśnie JOW-y. I to nimi zabetonowano Kongres.
    Ostatnie „wybory” u nas, w „naszym” knessejmie do senatu były też w ordynacji JOW-ów.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_parlamentarne_w_Polsce_w_2011_roku#Wybory_do_Senatu_RP
    I co dały JOW-y? POPiS zabetonował senat – 94 % senatu to POPiS!

    Odrynacja obniżająca próg poparcia dla kandydata do10 głosów jest nadal na rękę POPiS-owi. Będzie tak – w każdym okręgu wyborczym dzięki niskiemu progowi wystartuje 50 -100, a może i więcej kandydatów. Na kandydatów POPiS-u zagłosuje ich stały elektorat – bydełko wyborcze od lat głosujące ne te dwie agentury. Czyli jakieś 60-70 % bydełka wyborczego (jedynie w regionach wiejskich szansę ma agenturalny wobec brukseli PSL). Reszta wyborców – 30 -40 % – rozbije ich głosy na owych 50-100 kandydatów, którzy po prostu są bez szans.

    Przy urnach w obecnej sytuacji – a więc bogate główne agentury polityczne, mające zaplecze organizacyjne i uprzywilejowany dostęp do mediów – nie ma takiej ordynacji wyborczej, która ten układ rozbije! JOW-y też nie. To ślepa uliczka.

    Piszesz – doprowadzić do referendum...
    No właśnie… Doprowadzić… Jak ? A potem jeszcze je wygrać… Jak? Bo „cuda z urnami” to specjalność okupanta naszego kraju.

    Sam szukam rozwiązania, realistycznej metody do uwalenia nas od tego okupacyjnego systemu – i niestety jej nie widzę. To znaczy widzę – Unia Jewropejska musi zbankrutować, paść na pysk, rozkraczyć się gospodarczo i finansowo. Wtedy dojdzie do masowych buntów w całej Jewropie. Podejrzewam, że ostatecznie zadecyduje „kryterium uliczne”. Unia będzie zajęta pacyfikowaniem buntów na całym jej terenie, ale spora część wojska i policji widząc co się dzieje może przejść na naszą stronę. I wtedy będzie po okupancie.
    Jedynie musimy zadbać o to, aby na czele buntów nie pojawili się ich podstawieni nowi liderzy. Bo tę metodę – stawianie na czele buntów kolejnych ich agentów – oni mają także opanowaną do perfekcji.

    Piszesz: Dopiero w takiej sytuacji, gdy już “nasi ludzie” będą osobami decyzyjnymi – wprowadzić sugerowane przez Ciebie postulaty, które muszę przyznać, że i tak są bardzo liberalne w porównaniu z moimi, dlatego ich nie będę wymieniał 🙂

    No cóż – ja także nie odkrywam wszystkich kart. Nie chcę być ścigany za podżeganie do czynów karalnych…

    Piszesz (hihihi) – Opolczyk na Prezydenta! 😉

    Odpowiadam – Opolczyk na Przewodniczącego Trybunału Ludowego do sądzenia zdrajców i renegatów. To mi wystarczy.;)

    Aha, wrzuciłem u Ciebie trzy kometarze i gdzieś je wcięło.
    .

    Wiedmir:

    Jak każda bajko to tylko bajka.
    Zaakcentowałem lokalną niezależność ale nie pisałem, że musi być ona absolutna. Jedynie w sprawach dotyczących codziennego życia każdej konkretnej wspólnoty – niech o jej życiu codziennym ona sama decyduje.
    Odebranie nadmiaru kompetencji instancjom centralnym, a zwłaszcza prawa do narzucania nam ich zbrodniczych pomysłów (przymusowe szczepienia, GMO, obce siły porządkowe strzelające do Polaków, przymus pracy po 12 godzin) i równoczesne rozszerzenie kompetencji władz lokalnych to jedyne w moim przekonaniu realne zabezpieczenie się przed jakąkolwiek dyktaturą – także tą obecną – dyktaturą agenturalnej sitwy rządzącej Polską.
    Przy czym autonomia polityczna nie musi przeszkadzać gospodarce ani jej spraraliżować. Gospodarka ma własną „autonomię” (u nas za dużą i jest niemal całkowicie w obcych łapskach – to też należy zmienić). To samo dotyczy np. ochrony środowiska – wspólnoty kierowane przez mądrych ludzi będą się nawzajem w tym wspierać.

    Piszesz: nie ma w niej najważniejszego – gwarancji, że Wiec i Rada Starszyzny Wspólnoty, wybierana na Wiecu oraz Rady Regionalne i najwyższa Rada Bajolandii będą funkcjonowały lepiej niż dzisiejsze Rady, Sejmiki i Sejm.

    Ja widzę to tak (zaznaczam że jest to do pewnego stopnia idealizacja, oraz że dotyczy to zwłaszcza małych lokalnych wspólnot, gdzie ludzie rzeczywiście nawzajem się znają: Wiec małej wspólnoty wybiera Radę Starszyzny. Jeśli wybrano złych ludzi, na następnym Wiecu (powiedzmy – za miesiąc) wywala ich ten sam Wiec na zbity pysk. Po kilku takich przypadkach członkowie Rady Starszyzny będą wiedzieli, że nie ma żartów. Ostatecznie po stosunkowo krótkim czasie w Radzie będą ludzie, którzy rzeczywiście robią coś dla wspólnego dobra.

    W tym modelu nie ma „wyborów” czy „kampanii wyborczej” i uprzywilejowanych kandydatów agenturalnych partii, z pieniądzmi, zapleczem partyjnym i dostępem do mediów. Którzy wykonują polecenia ich partyjnych kacyków. W tym modelu wybrani przez Wiec ludzie odpowiadają tylko przed Wiecem i przez Wiec są rozliczani!

    Lubię

    • Zapodany art jest bardzo stronniczy i mało ambitny, a autor nie wykazał się elementarną wiedzą lecz przedstawia własne uprzedzenia i mity, jakie sobie utworzył. Jednakże zwraca uwagę na bardzo niepokojące zjawisko – dawną wiedzę zaczyna traktować się w sposób w jaki potraktowano ezoterykę, wiedzę, która przez wieki była chroniona i zarezerwowana tylko dla nielicznych, którzy dysponowali określonymi predyspozycjami psychofizycznymi. Z jednej strony wprowadzanie dezinformacji i tworzenie nieskończenie wielu „lipnych teorii”, które społeczeństwo bezkrytycznie i bezmyślnie „łyka jak młode pelikany”. Z drugiej zaś znajdują się cwaniaczki, które zwąchały interes.
      Dlaczego tak się dzieje? Opisane jest to w Księdze Światła, na samym końcu Harati Wedy 4:
      Szczególnie ważną rolę zaczęła
      zajmować Ziemia-Midgard, znajdująca się
      pośrodku między Światem a Ciemnością.
      Z tego powodu Ciemne moce postanowiły
      dać Biesom władzę nad ludźmi.

      Oto dlaczego na Ziemi-Midgard
      odbywa się walka między Ciemnymi i
      Jasnymi siłami, w której biorą udział ludzie
      z różnych Rodów i Narodów.

      Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.