Jare Gody, Jare Święto, Święto Jaryły-Jarowita, Święto Wiosny…

.

Jaryło

.
Początek wiosny był ważnym świętem w większości kultur i cywilizacji naturalnych – pierwotnych, żyjących w bliskich związkach z przyrodą. Jedynie ludy żyjące w strefie tropikalnej i subtropikalnej, które nie znały zimy nie świętowały uroczyście nadejścia wiosny. U nich świętowano raczej nadejście pory deszczowej po porze „suchej”. Im dalej na północ (lub na południe) od tropiku, tym (na ogół) bardziej wyraziste były pory roku z wiosną, latem, jesienią i zimą. W naszej strefie klimatycznej zima trwała nawet 3-4 miesiące, a przyroda w tym czasie zapadała w „zimowy sen”. Wiosną przyroda ponownie „budziła się” do życia – co Słowianie i inne ludy, zwłaszcza rolnicze, żyjące w podobnym klimacie uroczyście świętowali.

U naszych przodków uroczyste witanie wiosny było jednym z czterech najważniejszych świąt solarnych. Święto wiosny różnie nazywano – Jarym Świętem, Jarymi Godami czy Świętem Jaryły/Jarowita – boga wiosny, płodności i miłości uosabiającego siły młodości.
Przygotowania do Jarych Godów zaczynały się już od początku marca „wzywaniem” wiosny.  21 marca odprawiano obrzędy „przepędzania zimy”. Było to znane i obchodzone do dzisiaj palenie i/lub topienie Marzany/Marzanny/Mareny. Witanie wiosny trwało wiele dni, niekiedy kilka tygodni i towarzyszyły temu przeróżne obrzędy i zwyczaje. Długość trwania Jarych Godów każdorazowo uzależniona była od fazy księżyca pierwszego dnia wiosny. Obrzędy Jarych Godów trwały do pierwszej niedzieli (w czasach słowiańskich nazywała się inaczej; niestety nie wiemy jak) po pierwszej wiosennej pełni księżyca.

Przy tej okazji nasuwa mi się pewna refleksja. Nasi przodkowie przedstawiani są często przez żydo-katolicką propagandę jako dzicz odziana w skóry, żyjąca w gęstych lasach, prymnitywna, nie posiadająca własnej kultury ani żadnej wiedzy. A tymczasem nasi przodkowie posiadali kalendarz, znali siedmiodniowy tydzień, wiedzieli dokładnie – co do dnia – kiedy wypada pierwszy dzień wiosny i bazując na tej wiedzy wiedzieli też do kiedy mają danego roku świętować Święto Jaryły-Jarowita. Zadaje to oczywisty kłam jahwistycznej propagandzie przedstawiającej naszych przodków jako prymitywną dzicz.

Wracam do Jarych Godów.

Jak podaje wikipedia:

„Okres zwyczajów i obrzędów magicznych (znanych z przedchrześcijańskiej kultury ludowej Słowian) rozpoczynały przygotowania do symbolicznego przepędzenia zimy, które polegało na topieniu lub spaleniu w pierwszy dzień wiosny – zwykle (nie uwzględniając roku przestępnego) 21 marca – słomianej kukły zwanej Marzanną. Czyniono to przy szczególnym wszczynaniu hałasu – trzaskaniu z batów, terkocie i klekocie grzechotek, śpiewie i grze na wszelkiego rodzaju instrumentach.[2][1].

Dalsza część przygotowań i zabiegów magicznych dotyczyła powitania wiosny i trwać mogła nawet do pierwszej niedzieli po równonocnej pełni Księżyca. Chcąc przyspieszyć oczekiwane przyjście wiosny i słonecznych dni mężczyźni na wzgórzach rozpalali ogniska. Młodzi wyruszali na łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych witek, z których następnie „budowali” wiechy. W celu „przepędzeniu starego, zasiedziałego zła” wietrzono i sprzątano domostwa oraz tzw. obejście, prano i szykowano świeże odzienie. Całe gospodarstwo obchodzono i ziołami okadzano każdy jego zakątek. Pieczono również placki (szczególnie wiosenne kołacze). Najważniejsze prasłowiańskim zwyczajem było jednak malowanie jajek – mających wnieść do domostw energię i radość życia oraz mających zapewnić urodzaj i powodzenie na cały nowy rozpoczynający się wiosną nowy rok wegetacyjny.[2][1]

Kulminacją tych przygotowań były zazwyczaj urządzane na świętych wzgórzach uroczyste uczty, podczas których organizowano igrzyska połączone ze śpiewem i tańcem oraz obdarowywano się kraszankami. Nazajutrz dzień rozpoczynano od obmywania się w świętej wodzie. Obchodzono również Śmigus – rytuał polegający początkowo na uderzaniu się nawzajem rozkwitłymi witkami. W późniejszym okresie oba te zabiegi magiczne – mające oczyśćić oraz przyniść siłę i zdrowie – połaczono w znany nam wspołczęśnie zwyczaj Śmigusa Dyngusa. Wieczorem udawano się natomiast na mogiły przodków, gdzie pozostawiano dla nich jadło i wspominano zmarłych”

Jare Gody opisuje Ratomir Wilkowski (cytuję fragmet):

„Jare Święto to etniczne święto Słowian przypadajace na równonoc wiosenną 21 marca (pierwszy dzień wiosny) lub pierwszą niedzielę po równonocnej pełni Księżyca.

Jare Święto poświecone jest szczególnie Matce Ziemi. Towarzyszące mu obrzędy magiczne miały wnieść do domostw energię i radość życia oraz zapewnić dobry urodzaj i powodzenie na cały rozpoczynający się wiosną rok. Najbardziej powszechnym i znanym zwyczajem było (symbolizujące przepędzenie zimy) topienie lub spalenie słomianej kukły, zwanej Marzanną. Zazwyczaj czyniono to przy szczególnym wszczynaniu hałasu – trzaskaniu z batów, terkocie i klekocie grzechotek, śpiewie i grze na wszelkiego rodzaju instrumentach.

Po rytualnym symbolicznym przepędzeniu zimy, przychodziła kolej na powitanie i przyjęcie wiosny. Na wzgórzach mężczyźni rozpalali ogniska mające dodatkowo przyspieszyć oczekiwane przyjście wiosny i słonecznych dni. Młodzi wyruszali na łąki i do lasu w poszukiwaniu wierzbowych i leszczynowych witek pokrytych pąkami bazi z których następnie „budowali” wiechy. Sprzątano i wietrzono całe domostwa oraz tzw. obejście, prano pościel i szykowano świeże odzienie, pieczono placki a szczególnie wiosenne kołacze.

Najważniejsze było jednak malowanie jajek – m.in. prasłowiański symbol życia, płodności i magicznej siły witalnej. Pisanka była bowiem szczególnym elementem magicznych obrzędów mogących zapewnić zdrowie i dorodność nie tylko domownikom ale i zwierzętom gospodarczym (w tym celu zwykło się np. pocierać nimi chore miejsca lub toczyć po grzbietach zwierząt).

Dla przepędzenia złych mocy, po zakończeniu wszelkich (mogących trwać nawet kilka dni) przygotowań do właściwego święta, w wieczór przedświąteczny obchodzono całe gospodarstwo i ziołami okadzano każdy jego zakątek. Nazajutrz obchodzono Śmigus – rytuał który początkowo polegał na uderzaniu się nawzajem rozkwitłymi witkami wierzbowymi, baziami. Wierzono, iż pozwala wygonić to tzw. złe, oczyszcza człowieka i daje mu siłę.

Kulminacją Jarego były zazwyczaj urządzane na świętych wzgórzach uroczyste uczty podczas których obdarowywano się kraszankami oraz igrzyska połączone ze śpiewem i tańcem. W pewnych regionach resztki jadła z tych uczt zakopywano w miedzach, celem zwiększenia płodności ziemi. Następny dzień rozpoczynano od obmywania się w świętej wodzie – z czasem rytuał ów przekształcił się w przedpołudniowy zwyczaj oblewania się zimną wodą zwany Dyngusem – miało to moc dodawania ludziom siły życiowej analogicznie tak, jak deszcz daje tę siłę roślinom (w jeszcze późniejszym okresie Śmigus i Dyngus połączono w jeden zwyczaj zwany dziś powszechnie Śmigusem Dyngusem). Wiele z tych tradycji zostało następnie przejęte przez późniejsze święto Wielkanocy. (…)”

http://interia360.pl/artykul/jare-wieto-pierwszy-dzien-wiosny-i-wielkanoc,32154

Jeszcze inaczej opisuje je „Analityk” (przytaczam fragmenty):

„(…) Jare święto to starosłowiańskie święto poświęcone Matce Ziemi i jej płodności, związane z równonocą wiosenną (20/21 marca). Wielkanoc obchodzona w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca przejęła obrzędy święta Jare pozostawiając na dzień równonocy tylko topienie Marzan(n)y (Mory, Mareny, Śmierciuchy) – starosłowiańskiej bogini zimy i śmierci. Imię Marzanna wywodzi się z indoeuropejskiego mar-, mor-, czyli śmierć.

Święto Jare zaczynało się od generalnych porządków, wietrzenia ubrań, pościeli i wypędzania zimy z domostw. W wigilię równonocy ludzie zbierali się na placach głównych wiosek, gdzie wśród tańców, śmiechów, zabaw i niemożebnego hałasu czynionego wszystkim, co się do tego nadać mogło, starano się odstraszyć zimę, a z drugiej strony obudzić leniwego Perkuna, boga błyskawic, który owinięty w zimowe pierzyny nijak nie chciał się zabrać do aktu miłosnego z Matką Ziemią. A jak bez zapłodnienia Ziemi ziarno w jej łono siać? Ewidentnym dowodem spełnienia boskiej miłości był pierwszy piorun pojawiający się na wiosnę. Przed tym znakiem nie wolno było rozpocząć prac polowych.

Jare święto to starosłowiańskie święto poświęcone Matce Ziemi i jej płodności, związane z równonocą wiosenną (20/21 marca). Wielkanoc obchodzona w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca przejęła obrzędy święta Jare pozostawiając na dzień równonocy tylko topienie Marzan(n)y (Mory, Mareny, Śmierciuchy) – starosłowiańskiej bogini zimy i śmierci. Imię Marzanna wywodzi się z indoeuropejskiego mar-, mor-, czyli śmierć.

Święto Jare zaczynało się od generalnych porządków, wietrzenia ubrań, pościeli i wypędzania zimy z domostw. W wigilię równonocy ludzie zbierali się na placach głównych wiosek, gdzie wśród tańców, śmiechów, zabaw i niemożebnego hałasu czynionego wszystkim, co się do tego nadać mogło, starano się odstraszyć zimę, a z drugiej strony obudzić leniwego Perkuna, boga błyskawic, który owinięty w zimowe pierzyny nijak nie chciał się zabrać do aktu miłosnego z Matką Ziemią. A jak bez zapłodnienia Ziemi ziarno w jej łono siać? Ewidentnym dowodem spełnienia boskiej miłości był pierwszy piorun pojawiający się na wiosnę. Przed tym znakiem nie wolno było rozpocząć prac polowych. (…)

Marzannę Kościół zwalczał od dawna. Już w 1420 synod poznański nakazał duchowieństwu „Nie dozwalajcie, aby w niedzielę odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topią”. Jednak było to święto młodych, to oni z kukłą po wioskach biegali, śpiewali, radowali się z odejścia zimy. A wiadomo, młodzi nigdy nakazów nie szanowali, więc dlaczego mieli tego usłuchać. Stąd w XVII/XVIII w Kościół podjął jeszcze jedną próbę zmiany znaczenia tego święta. Chciał zastąpić słowiański obyczaj nową tradycją chrześcijańską, zrzucaniem kukły Judasza z wieży kościoła, lecz ta inicjatywa nie została zaakceptowana. Dzięki temu po dziś dzień palimy i topimy właśnie boginię zimy i śmierci w tradycyjnym czasie jej poświęconym. W noc z 20/21 marca. (…)

Zdobienie jajka ma symbol magiczny, poświęcone jest dobrym duchom, duchom ziemi i ma świadczyć o możliwości odrodzenia się. Zdobione jajka toczono po grobach zmarłych, aby zapewnić im zmartwychwstanie, później jajka te rozdawano biednym. Liczne ślady skorup naczyń znajdowanych przy grobach świadczą o tym, że Słowianie mieli zwyczaj konsumowania posiłków na grobach zmarłych. A właśnie okres Wielkanocy to tradycyjny czas u Słowian poświęcony zmarłym. Wieczorem w drugi dzień świąt udawano się na groby zmarłych, aby spożyć z nimi posiłek. (…)

Każda tradycja, każde święto ma swoje głębokie korzenie, o których pamięć zadbali nasi ojcowie. Czy i my będziemy w stanie przekazać ją naszym wnukom? Czy też zastąpimy ją jakąś barwną, obcą nam, nową, importowaną tradycją? Jak to próbujemy robić ze świętem zakochanych.”

http://interia360.pl/artykul/wielkanoc-czy-jare-swieto,20135

Na pytanie Analityka – „…czy też zastąpimy ją jakąś barwną, obcą nam, nową, importowaną tradycją” – zdecydowanie odpowiadam – NIE!

Przy czym żydochrześcijaństwo jest też obcą nam, importowaną tradycją. Niezbyt barwną przy tym, czarno-czerwono-białą.
Czerń – kolor „sukiennek” kleru.
Czerwień – kolor krwi przelanej milionów pogan, innowierców, „bezbożników”, „bluźnierców”, „heretyków”.
Biel – kolor służbowej sukienki herszta Watykanu.

Jeszcze w innym miejscu znalazłem krótki tekst Mieczysława Cenina (cytuję fragmenty):

Autentyczne prasłowiańskie święto, przypadało na czas po równonocy wiosennej, czyli po 21 marca. Ziemia ożywała po zimowej nocy, a ludzie odzyskiwali siły witalne. Cała natura budziła się do życia.To też naturalny początek nowego roku. Zwyczaje takie jak malowanie pisanek, robienie palm wielkanocnych czy śmigus dyngus mają swoje etniczne, a nie chrześcijańskie korzenie. Głównym obrzędem w czasie tego święta ziemi było topienie lub palenie słomianej kukły – Mory (Marzanny). Wszczynano wtedy wielki hałas, śpiewano i grano na instrumentach. Marzanna była słowiańską boginią – symbolem śmierci i zimy. Takie przepędzanie demonicznej postaci było zarazem przywołaniem i radosnym powitaniem wiosny. (…)

Kulminacyjną częścią Jarego Święta była uczta, w trakcie której śpiewano, weselono się i bawiono. Po niej resztki jedzenia zakopywano w ziemi, by zapewnić urodzaj. U Słowian nie było więc metafizycznych bóstw lub jakiegoś jednego boga lecz czczono wspaniałe siły natury, a przede wszystkim siły przynoszące życie, największy cud natury, którego człowiek jeszcze nie rozumiał. Sfera sacrum była więc szeroka i autentyczna.

Słowianie stanowili społeczność agrarną: uprawa ziemi oparta była na bacznej obserwacji przyrody, próbach jej zrozumienia i wykorzystania do zapewnienia sobie życia bez jej dewastacji jak to się działo w społecznościach koczowniczych. Człowiek w siodle nie miał dobrej pozycji do obserwacji i dostrzegania cykliczności życia. Dla niego ważny był np. herszt plemiennej bandy i ślepe posłuszeństwo wobec niego, nic więc dziwnego, że w tych społecznościach wymyślono boga jako swoistego nadherszta o osobowości odpowiadającej tym co łupili, zniewalali i zabijali.

To tacy wojownicy wprowadzali u nas chrześcijaństwo przy pomocy ognia i miecza. Palili święte gaje i kontyny razem z ludźmi do nich przywiązanymi. Ale agrarnej duchowości słowiańskiej w nas nie zabito. Jak to jest możliwe? Bo ona jest zapisana i utrwalona w języku. Z tego to powodu zawsze germańscy najeźdźcy próbowali wytrzebić naszą mowę ojczystą.

Tę zależność wykorzystuje także Kościół katolicki w zaszczepianiu religijnego światopoglądu małym dzieciom. Myślenie odbywa się przy pomocy języka, zatem wprowadzone choćby najbardziej absurdalne pojęcia są już zagnieżdżone w umyśle i takimi kategoriami jako dzieci zaczynamy patrzeć na świat.

A święta Wielkiej Nocy, ustanowione na pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca musiały zastąpić pierwotne Gody Jaru, które w naturalny sposób wyznaczały także początek nowego roku Dzisiaj takie stare słowiańskie tradycje są podtrzymywane i rozwijane przez rozmaite związki wyznaniowe jak Rodzima wiara i związki słowiańskie. Ruch ten ciągle się rozwija i korzysta z coraz liczniejszych opracowań naukowych obejmujących tę tematykę. Należy też zauważyć, że jest on znacznie bogatszy i aktywny u wszystkich naszych słowińskich sąsiadów, nie wyłączając Niemiec, na terenie których pięknie kultywuje się tradycje Słowian łużyckich.

Sądzę, że warto poznawać nasze korzenie i źródła tożsamości, bo wtedy lepiej zrozumiemy siebie i będziemy potrafili mądrze kierować swoim życiem. Rzecz nie w tym, abyśmy powracali do wierzeń i postaw już historycznych, ale by je nieustannie aktualizować, twórczo przetwarzać i na nich budować wspólną kulturę jutra.”

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jare_gody_czyli_prawdziwe_swieta_wielkanocne_131973-2–1-d.html

A tak kończy jego tekst „Fred” z portalu „Prawda2 info„.

„Siedząc przy świątecznym, wielkanocnym stole nakrytym białym obrusem każdy może zadać sobie pytanie i spróbować na nie odpowiedzieć. Co przetrwało, a co zaginęło bezpowrotnie? Ile jeszcze zaginie i kiedy przestaniemy być sobą? Czy możemy działać właściwie dla Przyszłości, zerwawszy więzy z dawną Wiarą, a więc i z Przyrodą? Co wiemy o sobie samych, własnych korzeniach i wspaniałej 3500-letniej tradycji? Czy Drzewo odcięte od Korzeni może wydać Owoce? Jesteśmy owym Drzewem jako Słowiańska Wspólnota Kulturalna i Religijna, jesteśmy Jego wielkim Konarem jako Naród, jesteśmy Jego Gałęziami jako małe, plemienne Grupy (lokalne czy o wspólnych celach), wreszcie jesteśmy Jego Pędami (Pągami) jako jednostki, indywidualne byty, cząstki Światła Świata, Boga Bogów – Świętowita. Tak właśnie jest, czy tego chcemy, czy nie.”

Nie za bardzo jedynie rozumiem, dlaczego „Fred” pisze:

„Jest to czas naszych świąt wielkanocnych”.

Jakich – „naszych”?. Od kiedy to żydłackie  „święta wielkanocne” są „nasze”? Zostały nam podstępnie wciśnięte/narzucone, są obce, znad Jordanu – a nie „nasze”.
Nie wiem też, co ma on na myśli pisząc:

„By przeżywać w całej pełni i całkowitej harmonii z Przyrodą owo wielkie święto, Święto Wielkiego Dnia i Wielkiej Nocy”.
Czy pisząc „Święto Wielkiego Dnia i Wielkiej Nocy” – ma on na myśli nasze pogańskie Jare Gody, czy też żydłacką „wielkanoc”?
Niemniej jego opis Jarych Godów godny jest uwagi.

Jare Święto obchodzą uroczyście wszystkie Związki Rodzimowiercze w Polsce. Zarówno te trzy najbardziej znane – Rodzima Wiara, ZZW Słowiańska Wiara i Rodzimy Kościół Polski. Ale i mniej znane związki rodzimowiercze – Nadwarciański Krąg Rodzimowierczy czy Wspólnota Rodzimowierców Watra.

Zamieszczam jeszcze wiersz Wiktora Karola Lwowskiego o Jarych Godach z portalu ZZW Słowiańska Wiara:

Jare Gody

Wyrwani ze snu szeptem Swarożyca,
Żercy w ofierze złożyli Marzannę.
Świat ukazał ospale swe lica,
By móc rosy podziwiać poranne.

Wiosna z burzą w orszaku przybyła,
Perun gromem niebo upomniał,
I ziemię zielenią żywą pokryła,
A deszcz napoić jej nie zapomniał.

Strzybóg przegonił suche i stare,
Odsłonił świeże, wypędził chłód,
Jak matka ze snu dziecka marę,
Swym ciepłym oddechem stopił lód.

Nowym życiem woda wezbrała,
Pani Mokosz wilgotna i płodna,
Wszelka natura do godów jest śmiała,
Oto pora, co chuci jest żądna.

Dnie nocom skąpią czasu okrutnie,
Słońce z luną spór o władze toczy,
Dopóki lato kłótni nie utnie,
I przesilenie rozjemczo nie wkroczy.

Będzie zuchwale świecić nam w oczy

Za: http://www.slowianskawiara.pl/relacje/poezja.html

.

I jeszcze jeden wiersz – Masława znad Warty:

Jaryło

Czas zimny przeminął, mrozy już hen w tyle
Życie czas rozbudzić nowymi mocami.
Dlatego dziś pokłony oddajmy Jaryle
By wybudzał życie dniami i nocami.

O, Młody Jaryło! Tańczże z Rusałkami
Tańcem rozpędź chmury, wróć światłe niebiosa!
Zostań już na dobre, zagość między nami
Niech w kolorach tęczy lśni perłowa rosa!

Rok zatoczył już pełne koło
Światło zyskuje przewagę nad ciemnością.
Witajże Jaryło! Jakże nam wesoło!
Młody Boże witamy! Jak zwykle z radością!

Na drzewach pojawił się pierwszy pąk młody,
Znikają szarości, jaśnieją błękity
Życie wraca w las, łąki oraz w wody!
Witajże Jaryło zielenią spowity!

Uczcijmy dziś wszyscy nasze Święto Jare!
Rodzime to święto, Młodego Jaryły!
Już ustępują kolory biało-szare,
Jaryło! Młody boże! W wiośnie twoje siły!
.

Masław znad Warty

Za: http://mojaslowianskafilozofia.blogspot.de/2012/04/swieto-jare-20-26-marzec-i-moja.html

.
opolczyk
.

Dołączona grafika

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Advertisements

4 thoughts on “Jare Gody, Jare Święto, Święto Jaryły-Jarowita, Święto Wiosny…

  1. Szanowny Autorze. Dowiedziałem się od Ciebie kilku fajnych rzeczy o Jarych Godach – na to liczyłem i za to dziękuję. Szkoda tylko, że artykuł naznaczony jest agresywnym językiem i negatywnymi emocjami – tego sie nie spodziewałem. Nas pogan, można i trzeba traktować poważnie i z sympatią pod warunkiem, że damy do tego powód i nie będziemy sobie strzelać w stopę ! Taki strzał chyba wykonałeś, bo użyłeś kontrowersyjnych i obraźliwych sformułowań. Chrześcijanie nie dbają o swoj wizerunek, bo może czują że nie muszą. Ale my możemy i powinniśmy – do tego zachęcam ! Szanujmy się wszyscy, pozdrawiam !

    Michał,
    Dlaczego prawdę o nadjordańskiej dżumie wyrażoną dosadnie, ale zgodnie z prawdą miałbym uważać za „agresywny język” i „negatywne emocje”?
    A szanuję tych, którzy szanują nas – pogan. Natomiast zawistników, fanatyków gardzących pogaństwem i wyzwywających nas od bezbożników, a naszych przodków od barbarzyńców tępię i tępić będę!
    I mam w nosie, co o mnie myśli żydłactwo.
    Pozdrawiam.
    opolczyk

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.