Złota Baba, lisowczycy i katolicka miłość bliźniego…

.

Nie daje mi spokoju historia pogańskiej bogini nazywanej Złotą Babą. Znacznie więcej w niej jest domysłów i niepewności, niż faktów.
I tak np. angielska wiki podaje, że Złota Baba to postać z w „polskiej” mitologii:

„In Polish mythology, Złota Baba is a goddess called „Golden Woman”. She received many sacrifices and gave oracles, depicted in gold.”

Jej świątynia miała być ponadto znaną słowiańską wyrocznią.

W polskiej wiki to hasło (Złota Baba) jest nieznane.
Angielska wiki utożsamia Złotą Babę z Babą Jagą/Jędzą i z Żywią/Siwą.

Boginię Babę Jagę zohydzono, straszono nią dzieci (bądź grzeczny bo inaczej zabierze cię Baba Jaga), a w bajkach przedstawia się ją jako wstrętną i okrutną staruchę pożerającą np. zabłąkane dzieci (bajka Jaś i Małgosia).

Tylko częściowo zgadzam się z Zygmuntem Krzakiem z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk , wg którego chodziło tu o zohydzonie postaci dawnej bogini przez męskie elity religijne i świeckie, zwalczające religię matriarchalną. Jest to prawda tylko połowiczna – nadjordańskie religie jahwistyczne/abrahamowe, w tym i żydo-chrześcijaństwo rzeczywiście są ultra-patriarchalne i dlatego tzw. cywilizacja łacińska zdominowana była przez długie wieki przez samców. Kult bogini zagrażał ich dominacji społecznej.
Ale Babę Jagę zohydzono przede wszystkim dlatego, że była ona boginią pogańską – słowiańską. Jahwiści chcieli aby Słowiańszczyzna kojarzyła się z czymś tak odrażającym jak Baba Jaga.

A Żywię/Siwę zepchnięto całkiem w niepamięć – po prostu ją „skasowano”. Hasło kosynierów – żywią y bronią – z boginią Żywią nie miało nic wspólnego.

O Złotej Babie pisał m.in. Maciej z Miechowa. Umiejscawiał on pogańskie święte miejsce na północnym wschodzie ówczesnej Rosji.
W jego traktacie o dwóch sarmacjach z roku 1517  napisanym łaciną pisał on tak:

„Za ziemią zwaną Wiatka, przy drodze do Scytii, stoi wielki bożek pogański Złota Baba […]. Okoliczne ludy czczą tego bałwana i każdy przechodząc w pobliżu czy polując na zwierzęta nie odejdzie stamtąd bez złożenia ofiary. Nawet wtedy kiedy nie ma cennego daru, to składa bałwanowi futro zwierzęcia lub choćby nitkę wyciągniętą z odzieży i skłoniwszy się ze czcią odchodzi”.

Nieco później, w roku 1549 austriacki baron i dyplomata Zygmunt Herberstein w książce  Rerum Moscoviticarum commentarii  tak opisuje tę słowiańską boginię:

 „Złota Baba […] to idol, który stoi przy ujściu rzeki Ob w prowincji Obodra na tamtym (ulterior, jenig) brzegu […]. Powiadają, a mówiąc ściślej bajają, że ponoć bałwan Złotej Baby to posąg o wyglądzie staruchy, trzymający na kolanach syna i jeszcze jedno dziecko, o którym mówią, że to jej wnuk. Co więcej, mówi się, że niby ona postawiła tam niejakie instrumenty, które nieprzerwanie wydają dźwięki podobne do dźwięku trąb. Jeżeli to prawda, to sądzę, że to dzieje się za sprawą silnego wiatru, który cały czas dmie w owe instrumenty”.

Jeszcze w XVII wieku o Złotej Babie  informował holenderski naukowiec, lingwinista Marcus Zuerius van Boxhorn.

„W swoim kompendium zatytułowanym Respublica Moscoviae, a wydanym w roku 1630 w Lejdzie, dał on dość dokładny opis posągu tej bogini i omówił zwyczaje związane z jej kultem. Według uczonego przedstawiano ją jako starą kobietę trzymającą na rękach dziecko. Natomiast mieszkańcy wschodnich rubieży państwa carów, bo tam jeszcze kult miał się utrzymać, w ofierze najczęściej składali jej skóry sobolów bądź innych cenionych zwierząt. Przy tej okazji posąg miano także smarować zwierzęcą krwią. Jak często w takich sytuacjach bywa, pogańskiej bogini przypisywano również moc wieszczenia przyszłości, a Boxhornius podaje, że często zwracano się do niej właśnie w celach wróżebnych.”

Znalazłem przy okazji tropienia śladów tej pogańskiej bogini niepokojącą, choć wyssaną z palca wiadomość o złupieniu świątyni Złotej Baby przez lisowczyków. Tę historię zmyślił w żydłackim poemacie „Władysław IV” Samuel Twardowski.

„[Lisowski] doszedł przy dalekiej Baby Złotej Obie,
która, boki rozparszy by koczkodan sobie,
na słupie magnesowym przeciw słońcu siedzi,
a trzykroć zaklinana, wieszcze odpowiedzi
tamtym dawa narodom. Widzieć tam kosztownych
pełno po niej ciężarów, które od wędrownych
ma pielgrzymów, a snadź jej nie tylko te kraje,
ale dalszy Gronlandzi, Lapi, Bakkalaje
kłaniają się i wielkie upominki znoszą,
przy tym-że o potrzeby różne jej swe proszą,
ale oraz tam słyszeć około świszczących
pełno hyder i wężów strasznie kszykających,
skrzeczą gdzieś nietoperze, muchy w uszu brzęczą
niezwyczajne i na kształt wołów bitych jęczą
ciężkie drzwi na zawiasach, które przy chodzeniu
zaległ brytan w modrawym srogo tchnąc płomieniu.
Ów jednak, rozpłoszywszy szablą te poczwary,
bierze się wprzód za Babę, potym za ofiary,
gdzie, bałwan on rozbiwszy, złota wziął tak siła,
ile wziąć mógł, a ona zwyczajną znosiła
lekkość jego.

Samuel Twardowski (indoktrynowany i odmóżdżany przez watykańskie psy – jezuitów) byłby zapewnie kontent, gdyby Lisowski rzeczywiście zniszczył świątynię Złotej Baby. Tej świątyni Lisowski jednak nie znalazł i nie zniszczył-złupił-obrabował. Twardowski jedynie dorobił Lisowskiemu ową „katolicką” zasługę zniszczenia pogańskiej świątyni. Inną sprawą to fakt (o tym za chwilę) że szlaki przemarszu/rajdów lisowczyków znaczyły spalona ziemia i śmierć.

Będąc na tropie Złotej baby znalazłem ciekawą historię/legendę związaną i ze Złotą Babą i z lisowczykami. Jest to poplątana opowieść o dwóch polskich szlachcicach, z których jeden – lisowczyk – został zbójem i grasantem, a drugi (zamordowany przez podkomendnych pierwszego) mnichem i świętym prawosławnym.

Nazwisko szlachcica-lisowczyka-zbója nie jest znane. Po zakończeniu wojny polsko-rosyjskiej w 1618 roku nie powrócił on z resztą oddziału do Polski. Utworzył bandę grasantów-zbójów złożoną z Polaków, Rosjan i kozaków. Banda pustoszyła wsie, rabowała i mordowała. Hersztowi zbójów ludność nadała przydomek „Podpalacz” (Zażoga). Podczas bandyckich wypraw dotarła do niego wieść o świątyni Złotej Baby (czyli Lisowski nie mógł jej złupić, bo lisowczyk-zbój-„Podpalacz” by o tym wiedział). Szukając świątyni i szczerozłotego posągu bogini „Podpalacz” trafia na szlachcica-Polaka – prawosławnego mnicha.

Pomiędzy rodakami wywiązuje się emocjonalna dyskusja.  Mnich może ocalić  życie okazując posłuszeństwo i gotowość pomocy zbójowi . Potępia jednak zbója i  pomocy mu odmówia. Rozzłoszczony zbój wydaje na koniec mnicha-rodaka w łapska podkomendnych-oprawców. Mnich zostaje zamęczony na śmierć. Krótko potem cała banda grasantów zostaje zlikwidowana.

No dobrze… Ale co jest,  co stało się z posągiem Złotej Baby?

Otóż, według artykułu z „Komsomolskiej Prawdy” metrowej wielkości posążek Złotej Baby wykonany ze szczerego złota ukryty jest gdzieś na półwyspie Tajmyr.


„Legenda głosi, że Złota Baba to odlana z czystego złota metrowej wysokości figura nagiej kobiety. Nieznane jest dokładne miejsce jej pochodzenia. Według najpopularniejszej wersji była to statua rzymskiej bogini Junony, którą ze złupionego Rzymu wywieźli barbarzyńcy. Później przechodziła z rąk do rąk aż w końcu w jej posiadanie weszli wikingowie, którzy przywieźli ją w rejony jeziora Ładoga. Lecz nie jest jasne kiedy to się stało. Jednak mniej więcej wiadomo kiedy rozpoczęła swoją podróż po Syberii. W X-XI w. do północno-zachodniej Rusi dotarli pierwsi chrześcijańscy misjonarze. Oddawanie czci nagiej kobiecie, choćby była ze złota stało się niebezpieczne, dlatego też figura została wywieziona gdzieś w rejony rzeki Kamy. W XIII wieku chrześcijaństwo dotarło i tam. Czciciele zmuszeni byli wywieźć Złotą Babę jeszcze dalej, tym razem na Ural, na terytorium plemienia Mansów. Potem na Syberię przybyli Kozacy i rzeźbę ukryto podobno w dorzeczu Obu.

Faktem jest, że sam Jermak Timofiejewicz (kozacki ataman, historyczny zdobywca Syberii – przyp. tłum.) poszukiwał tego artefaktu. W 1552 roku jeden z jego oddziałów pod dowództwem atamana Iwana Briazgi zdobył miasteczko, w którym według zeznań zwiadowców z powodu lokalnego święta szamani przywieźli Złotą Babę. Miasteczko spalono, a figury nie znaleziono. Legenda głosi, że szamanom udało się ją ukryć a potem wywieźć daleko na północ aż do ujścia Obu. Wraz z ekspansją chrześcijaństwa artefakt wciąż trzeba było przewozić co raz dalej na wschód i według ostatnich śladów ostatecznie ukryta została właśnie na półwyspie Tajmyr.”

Kto wie – być może jest to prawda. Ważne jest, że ten pogański obiekt kultu najprawdopodobniej nie wpadł w łapska jahwistów. Bo ci by go przetopili na ichnie monstrancje i kielichy używane w ich symbolicznym kanibaliźmie – spożywaniu „ciała” i piciu „krwi” obrzezanego cieśli podczas guseł nazywanych mszą świętą.

Historia Złotej Baby znana jest naturalnie i w Rosji. Tam też zastanawiają się ludzie – co ze Złotą Babą się stało.
Choćby tutaj, czy tutaj.

Interesującą informację mówiącą o tym, że pogaństwo utrzymało się w Karelii do lat 50-tych XX wieku podaje drugi z powyższych tekstów:

„Однако языческие верования оказались столь живучими, что сохранились до 50-х годов двадцатого столетия”

Można przypuszczać, że pogaństwo przetrwało tam i do dzisiaj – czyli  posiada nieprzerwaną ciągłość od czasów prehistorycznych. A to oznacza, że pełna jahwizacja Europy nie udała się jahwistom nigdy!

Znalazłem zaledwie zdjęcia dwóch posągów Złotej Baby. Są to naturalnie rekonstrukcje – wyobrażenia współczesne. Jeden z nich to rzeźba przedstawiająca boginię Babę w koronie.

.

27785.

Tutaj ta sama rzeźba w innym ujęciu:

.

c5bcc582ota-baba-c59brecza-a5b0e211db6e

.

Drugi posążek jest chyba bardziej zbliżony do oryginału – postać bogini jest naga.

.

69949427_143896.

Tyle o pogańskiej bogini Złotej Babie…
A teraz jeszcze zwięźle o lisowczykach.

Ich historia zaczyna się w roku 1607, kiedy to Aleksander Lisowski podczas sterowanej z Watykanu Wielkiej Smuty służy pupilkowi jezuitów – podstawionemu Samozwańcowi.

Już na początku do lisowczyków przylgnął przydomek „straceńcy”. Kazimierz Korkozowicz w trzytomowej powieści nazwał ich „Jeźdźcami Apokalipsy„.

Byli formacją najemną utrzymującą się z łupów.

„Celem utworzenia oddziałów lisowczyków było odciążenie skarbu Rzeczypospolitej od obowiązku wypłacania im żołdu. Werbowano ich, zapewniając im pełną swobodę zagarniania łupów wojennych, które były ich jedynym wynagrodzeniem za służbę.”

Walczyli (i łupili) przeciwko Rosji, Siedmiogrodzianom, Turkom, Szwedom. Brali czynny udział w gigantycznej żydo-chrześcijańskiej rzezi – Wojnie trzydziestoletniej – w której konkurencyjne odpryski wyznawców  plugawego Jahwe ludobójcy mordowały się nawzajem zaciekle i bezlitośnie. Chociaż przed bitwami/rzeziami obie strony modliły się do tego samego nadjordańskiego bożka – „…i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.”
Lisowczycy w Niemczech tak dali się we znaki ludności, że jeszcze przez dwa wieki, do czasów rzeźnika z Korsyki, straszono nimi niegrzeczne dzieci.

W samej Rzeczypospolitej najchętniej widziano lisowczyków walczących i łupiących poza granicami kraju. Byli bowiem uciążliwi i dla polskiej ludności. Głośnym ich wyczynem było splądrowanie i spalenie Radomska. W roku 1624  Sejm orzekł, że każdy lisowczyk to infamis i każdemu go wolno pojmać i zabić impune [bezkarnie], a na nieruchome i sumy pieniężne kaduk sobie otrzymać. […] …kto by był banitem, a takiego zabił, eo ipso od banicyi wolen będzie…

Mimo obłożenia ich infamią historia lisowczyków nie kończy się w roku 1624. W obliczu wojen Rzeczypospolita „zapominała” o ich infamii i korzystała dalej z ich usług. W Niemczech zaś w religijnej rzezi trzydziestoletniej brali udział do końca – do roku 1648.

Ale co najciekawsze – lisowczycy posiadali swojego kapelana, franciszkanina, późniejszego doktora teologii, Wojciecha Dębołęckiego. Który – tutaj ciekawostka – był przekonany, że mitologiczne (wyssane z palca) postacie z żydowskiej biblii – Adam i Ewa – w raju rozmawiali…po polsku. Do takiego stopnia nadjordańska dżuma zżarła mu rozum.

Ktoś mógłby w tym miejscu zapytać – tylko po co tym żołnierzom-najemnikom-łupieżcom potrzebny był kapelan?
Jak to po co? Naturalnie po to, aby zabijali i grabili po katolicku. Nazywani byli wszak przez ich kapelana „wojownikami bożymi„.

A Małgorzata Szczygielska w obszernym tekście wybielającym lisowczyków nazywa ich nawet „Rycerzami Chrystusa„.

Szukałem potwierdzenia podanej przez autorkę w tekście informacji o tym, jakoby byli lisowczycy „oficjalnym ramieniem zbrojnym zakonu rycerskiego pod nazwą Zgromadzenia Rycerzy Chrystusowych (Milites Christi)” ale nie znalazłem go. Odnalazłem jedynie wzmiankę o „milicji chrześcijańskiej” w biogramie kapelana lisowczyków, w której on sam działał.
Nie oznacza to jednak, że informacja o owym oficjalnym ramieniu zbrojnym zakonu rycerskiego (milicji chrześcijańskiej?) jest nieprawdziwa. Może po prostu jeszcze nie zamieścił jej nikt w internecie. Ale za to zamieszczone w tekście M. Szczygielskiej wierszyki świetnie oddają mentalność i moralność katolików, oraz ukazują nam tak zachwalane przez nich „wartości chrześcijańskie„.

…Nie litowałeś dusze twej wylać przez rany,
bijąc po wszystkich stronach waleczne pogany.(…)
A żeby heretycy ślepi nie błądzili,
Wyście je od złej drogi za łeb odwodzili,
Wyście lutrom do nieba porobili mosty,
Obudziwszy pokutę i wskrzesiwszy posty. (…)
Słusznie się też was boją, słusznie dla was trwożą,
Słusznie was nazywają dziwną pomstą Bożą.

oraz:

Tu szesnaście tysięcy Czechów legło krwawie,
Kędy męstwo lisowskich zakwitnęło w sławie;
Skąd wziąwszy dzielność śmiałą, męstwem słyną wszędzie,
Dobry znak, Pan Bóg z nami, któż przeciw nam będzie?

No i mamy tutaj katolicką „moralność” jak na dłoni – mordowanie pogan, heretyków to zajęcie cne i godne chwały. A rzeźnicy/mordercy to słuszna i dziwna pomsta boża. Choć ponoć ten ich plugawy ludobójca jest nieskończenie dobry i miłosierny, a nie mściwy…
A wymordowanie 16 tysięcy Czechów jest oznaką – „dobrym znakiem” – że plugawy ludobójca jest z nimi.

Ale taką mentalność prezentowali nie tylko żydłacy piszący te wierszyki w XVII wieku. Sama autorka stwierdza tak:

„Zauważmy, że lisowczycy nigdy w swej historii nie walczyli przeciwko krajom katolickim, nawet jako najemnicy.”

Zgodnie z powyższym naganne, godne potępienia, a nawet hańbiące mogą być jedynie wojny przeciwko katolikom. Natomiast wojny przeciwko nie-katolikom są jak najbardziej w porządku. Kto by tam się przejmował jakimś luteranami, prawosławnymi, poganami czy muzułmanami. Toż to nie są katolicy (tutaj widać, jak stosunek katolików do nie-katolików bliźniaczo przypomina stosunek biblijnych Izraelitów do nie-Żydów).

Dalej pisze autorka:

A jeśli zdarzyło im się raz splądrować katolicką Lotaryngię, to tylko dlatego, że wiele tamtejszych miejscowości nosiło w nazwie słowo „luter” (Kaiserslutern, Luterek, Luterburg…), co wedle relacji kapelana miało ich zmylić… „

Tak więc autorka przyznaje, że „rycerze chrystusa” splądrowali Lotaryngię – natomiast nie wspomina o tym, aby głosili tam dobrą nowinę i nadstawiali drugi policzek.  Co rzekomo obrzezany cieśla nakazał.
Jeszcze ciekawiej wypadł przy tej okazji kapelan lisowczyków – zamiast ubolewać nad wojną i rozlewaną krwią, daje on  zbójom-plądrownikom alibi.. .Zmyliły ich nazwy zawierające człon „luter„. Czyli szafa gra i nie ma o czym gadać…

I taka oto żydłacka, krwiożercza, łupieżcza i fanatyczna dzicz uważana jest przez żydłaków-katolików za najlepszą i najbardziej etyczną cywilizację.

Natomiast pokojowy, wolny od fanatyzmu i rzezi religijnych kult Swarożyca, Mokoszy, Świętowita czy Złotej Baby uważa ta sama fanatyczna i krwiożercza dzicz za prymitywne barbarzyństwo.

.

opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Advertisements

30 thoughts on “Złota Baba, lisowczycy i katolicka miłość bliźniego…

  1. Przez analogię Złota Jaga wydaje się być lokalną wersją kultu Izydy – spełniającej wszelkie życzenia „Świętej Krowy” (Macierzy Świata) opisanej w Mahabharacie.

    I zagwozdka, na pierwszej rekonstrukcji widać trójząb zarówno w reku jak i na czapce na czole. Ciekawe czy jest jakiś związek między nim a tym słynnym narysowanycm na górach trójzębem z Ameryki Południowej. Bardzo ciekawe.

    ktoś:
    Trójząb znany był w wielu regionach świata. W mitologii słowiańsko-aryjskiej występuje już na Atlantydzie:

    „Na ziemi tej wielki wódz zbudował świątynię Boga z Trójzębem, Boga mórz i oceanów (boga Nija), który posyłał im niezmierzone dary i zabezpieczał tę ziemię przed wpływami zła.”

    http://www.eioba.pl/a/3wmq/slowianskie-odrodzenie#ixzz2KmAVBzfb

    Znany był w Indiach – a jeśli w Indiach to i u Słowian.
    opolczyk

    Lubię

    • Nie chodzi o trójząb jako trójząb tylko, ze ten Andyjski Okaz był poddawany jakimś ezo-wyliczenim co do znaczeia tych wszystkich węzełków na nim a oba rysowane są podobnie. I w tym znaczeniu te „wyliczenia” można sobie jak i reszte „ezo-kodów” New Age wsadzić.

      Lubię

  2. To szerszy temat matriarchat vs patriarchat…..i związek z wszystkimi starymi religiami świata….
    Kult istniejący obecnie w Polsce to ewidentnie zakamuflowany ciąg do starych religii.


    Warcisław:

    Kult żydówki Miriam to nie ciąg do starych religii. To była dla żydłaków konieczność – nie mogli kultu bogiń wytępić to i podsunęli owieczkom żydowską quasi boginię – żydówkę „matkę boską”.
    opolczyk

    Lubię

    • Dokładnie w IV wieku na soborze efeskim.Wcześniej Jahwe nie miał matki/żony i nagle pyk,już ma.

      Miriam to nie „małżonka” Jahwe a jego nieślubna, zapłodniona przez niego/jego ducha „ulubienica”. Czyli po prostu kochanka.
      opolczyk

      Lubię

  3. Cioty (złote baby, wróżki, czarownice[1]) – kobiety zajmujące się u niektórych plemion słowiańskich magią. Jak większość informacji dotyczących wierzeń słowiańskich informacje na ich temat przetrwały w tradycji ustnej i zostały spisane dużo później, tak więc informacje nie są stuprocentowo pewne. Kobiety, które nie posiadały magicznych mocy, ale posiadały rozległą wiedzę, nazywano wiedźmami.

    Praktykującymi magię seid były głównie kobiety (seiðkonur). Bogowie, na czele z Freją również uprawiali seid. Jedynym mężczyzną-bogiem zajmującym się seid był Odyn. Z seidr miała związek żona Odyna – Frigg Wszystkowiedząca. Za przykład odmiany seidr – spae mogą posłużyć wikińskie Norny. Seidkone u wikingów była uważana za świętą.
    Podczas seansu seiðkone (kobieta seid, żona seid) wchodziła w pewien rodzaj transu, podczas którego doświadczały uczucia „odcieleśnienia”, lub „pożyczania” ciała, podróży przez czas i przestrzeń do innych światów (por. płaszcz bogini Freyji z ptasich piór, oraz koń Odyna – ośmionogi Sleipnir – jako archetypy sposobów podróży astralnych) itp. Odmianą seid jest galdr, czyli inkantowanie run i pieśni mających wprowadzać w stan transu, jednak galdr ma znaczenie również mnemotechniczne. Galdr było raczej domeną mężczyzn, tak jak seid – kobiet.

    Dakini (sanskryt: trl. ḍākinī; (tyb. མཁའ་འགྲོ་མ་, Wylie: mKha’-‚gro-ma, ZWPY: kanzhoima, wymowa: khandroma, dosł. „posłanka niebios”) – w buddyzmie tybetańskim istota personifikująca żeńskie aspekty oświecenia. W tantrze personifikuje żeńską energię seksualną stanowiącą archetyp stworzenia.
    W buddyzmie tantrycznym reprezentują one inspirujący impuls świadomości, który praktykującemu pomaga osiągnąć oświecenie. Dakinie przedstawiane są w formach łagodnych, na wpół gniewnych oraz gniewnych. Męscy odpowiednicy (albo partnerzy) dakiń są nazywani daka (skr.), wira (skr.), pało (tyb.), albo heruka.

    Baba Jaga, zła starucha? Bzdura!

    “Joga oznacza połączenie – człowieka, przyrody, boga,
    w staropolskim było natomiast słowo jug co oznaczało “łączyć”,
    we współczesnym języku pozostała nam chyba z tego tylko baba jaga,
    leśna pustelniczka oddająca się praktykom jogi”

    “Klechy katolickie to tak wynaturzyły. To jest opiekunka pewnego konkretnego świata astralnego.” “Baba Joga” , Baba – oznacza “Bogini” – każdy kto zaczyna wędrówkę do światów Nawii i Prawii ją spotyka – ona prowadzi wędrowców, pomaga. Wszystko to jest w staroruskich bajkach.”

    “Innym aspektem mitologicznym, na który zwraca uwagę Składankowa, jest interpretacja postaci Baby Jagi, jako istoty boskiej. Badaczka ta identyfikuje tą postać ze słowiańską boginią śmierci [Jaga = Jędza, tj. choroba; por. w języku staro-cerkiewno-słowiańskim jęзa = choroba, postacią smoczą (pożerającą!), ale też z istotą pomagającą w przejściu ze stanu śmierci do ponownego narodzenia. Byłaby więc Baba Jaga swoistą „matką inicjacyjną”, której aspekt groźny i destrukcyjny związany jest z aspektem rytualnej śmierci, natomiast aspekt twórczy, związany jest z faktem ponownych narodzin.”
    http://zalmoxis-mitologiaiantropologia.blogspot.com/2010/08/basn-o-trzech-braciach.html

    Baba Jaga to potężna postać, przez kk zepchnięta na bok w strefę diabelską,
    ale uważam, że to wielka inicjatorka, fascynująca i przerażająca.
    Zygmunt Krzak pisze wprost, że jest Ona reliktem kultów matriarchalnych.

    Baba w sanskrycie oznacza boginię

    bhawa [bhAva; bhava] — istnienie, sansara, uczucia; pojawienie się, narodziny, wytwarzanie, stawanie się.
    bhakta [bhakta] — wielbiciel.

    juga [yuga] — wiek, epoka w dziejach świata.
    joga [yoga] — związek, unia; dyscyplina duchowa.
    jaga [yAga] — obrządek z darami ofiarnymi.

    Lubię

  4. Sam w swoich prywatnych badaniach, na temat „wiedźm” słyszałem dużo, zarówno w folklorze Polskim jak i Ukraińskim. Znane są wciąż żywe przypadki wyciągania złych duchów, lęków, chorób przez owe kobiety za pomocą jajek, ziół, wosku pszczelego (sam byłem poddawany takiemu obrzędowi) i innych specjalnych dla nas „darów życia” do których „lgną” złe duchy. Jest to szalenie ciekawy temat, bo pozwala nam jeszcze lepiej zrozumieć wiele aspektów naszego życia.
    Należy brać też pod uwagę to, dlaczego wiarołomcy zachodnio-jordańscy przedstawiali (i wciąż to robią) właśnie „babę jagę”, właśnie w taki sposób.
    Dodam: tacy ludzie to dla nas skarbnica cennej wiedzy, którą możemy odczytać, bądź uzupełnić, właśnie dzięki naszej pięknej słowiańskiej duszy, kulturze i przychylności Bogów.

    Lubię

  5. Widzę, że niektórzy w sprytny sposób przemycają pewne treści na stronę Opolczyka 🙂

    warcislaw:

    Dorzucę do owych treści to:

    opolczyk

    Lubię

  6. Zochydzono, bo była babą 🙂 do tego posiadającą pewną mądrość i niosła wiedzę a wśród pedofili w sukienkach, każda kobieta jest i była czymś nieczystym, nie mówiąc już o takich co
    posiadały wiedzę, szkoda gadać …. 🙂 sama tego doświadczyłam dyskutując kiedyś z kilkoma takimi, normalnie średnowiecze.
    Swoją drogą dlaczego w szkołach nie uczą o Aleksanderze Lisowskim i jego wybitnych uczynkach?
    pozdrawiam

    Lubię

  7. Polecam filmik pt. boski cielec na szynach 🙂

    Jahwistyczna głupota nie zna granic. Przepraszam, że nie na temat, ale musiałam wam podrzucić 😉

    Lubię

    • Dobrosława:

      Aż wstyd mi się przyznać – ale ja pochodzę z Kluczborka. Znam tę linię kolejową (do Strzelec Opolskich).
      Jak widać jahwiści stali się wygodni i do żydowskiego nieba chcą dojechać pociągiem…

      Lubię

  8. Pytanie nieco osobiste panie Andrzeju,
    i może nie w tym temacie, ale wywołał je Kluczbork,
    Gogolin, góra św. Anny, okolice to znane mi i co nie co miejscowe klimaty.
    jak Pan odbiera relacje na Śląsku? Ściślej na Górnym Śląsku. Z tego co czytam o Panu to Pana ojcowizna, choć dziad jak pamiętam z Prus…. Choć może ustosunkować się Pan znacznie szerzej….
    W kontekście trudnej historii polsko-niemieckiej- i w nawiązaniu do wieków średnich i wcześniej. W prehistorii osadnictwo celtyckie wg oficjalnej historiografii, wg Pana Białczyńskiego, plemiona słowiańskie były tam od zawsze.Trudno pogodzić ze sobą te informacje. Fakty są szczątkowe. Ale prześledźmy to w średniowieczu. Plamiona słowiańskie:
    Ślężanie, Gołęszyce, Bobrzanie itp. Choć poza Ślężanami trudno o jakieś mocne dowody historyczne poza wzmiankami. I dalej. Wieki średnie ruchy migracyjne i aneksje Polityczne!
    Czechy, Polska,Niemcy (głownie Dolny Śląsk) – choć formalnie takich organizmów narodowych nie było- aczkolwiek trudno nie zgodzić się, że mimo iż narody powstały w obecnym ujęciu w XIX wieku (formacja) to istniały już w pewnej formie od zawsze…
    Ale skupmy się na GŚ. W wiekach średnich liczne zarazy i później tez aż do XIX wieku…..
    Poza terenami wiejskimi praktycznie zarazy wytrzebiały ludność miejską do zera. Wojna XXX letnio podobnie (5-10% stanu osadnictwa zwartego przetrwało). Ostatnia zaraza w XIX wieku- mało kto wie, że zbiornik goczałkowicki powstał na jednym z ognisk zarazy (taki off top). Ruchy migracyjne na GŚ były zewsząd- te znane wszystkim po 1945 to zaledwie jedna z migracji jakie miała miejsce na Śląsku. Na GŚ mamy obecnie prawdziwe multikulti choć tego nie widać. Są : Polacy, Niemcy, Ślązacy, Czesi, Tatarzy, Wegrzy, Morawianie, Włosi, Szwedzi, Rosjanie, teraz dochodzą do tego Turcy i Chińczycy. Wymieniłem niektóre spośród zwartych i rozproszonych przekrojów w osadnictwie.
    Kto wie, że na GŚ występuje zwarte osadnictwo: potomków Tatarskich,Węgrów, Szwedów czy Włochów? I to wcale nie są małe grupy- tylko sięgające od kilku do kilkunastu % lokalnych społecznoci. jaki Pana zdaniem ma sens w tym aspekcie rozpatrzywanie problemów GŚ wyłącznie w aspekcie polsko-niemieckim?
    Inna sprawa, że gdy na Dolnym Sląsk jeszcze w XX wieku w niektórych powiatach mówiło się lokalną gwarą słowiańską to n GŚ było już wiele powiatów gdzie praktycznie nie używano już gwar słowiańskich…..Na terenach Opolszczyzny mówiło się już praktycznie po niemiecku.
    Druga sprawa: praktycznie cały kompleks przemysłowy od Gliwic do Mysłowic to ludność
    w większości migracyjna. Takie ciekawe porównanie: może się spotkać mieszkaniec powiatu wodzisławskiego którego korzenie sięgają Mongolii, ale jego etnos śląski sięga XII wieku, może się z nim spotkać mieszkaniec powiatu rybnickiego, którego etnos śląski sięga XV i XVI wiecznego osadnictwa włoskiego, może do nich dołączyć Szwed którego etnos śląski sięgia wojny XXX letniej….Ciekawe prawda… I teraz spotyka się z sytuacje gdzie np. Ślązak „XIX” wieczny czuje się lepszy od dajmy na to Ślązaka XVI wiecznego…ciekawe kwestie
    Prawdopodobnie dużo się tu jeszcze będzie działo. jak Pan widzi te kwestie?
    Profesor Marek ciekawie zawsze mówi o tych sprawach…

    Lubię

    • Warcislaw:

      Problematyka poruszona przez Pana jest zbyt obszerna, abym mógł ustosunkowć się (tym bardziej – obszernie) do wszystkich kwestii.

      Śląsk to rzeczywiście tygiel. Zgadzam się z opinią CB o słowiańskości Śląska. Celtowie pokazali się tutaj, przywędrowali na tereny już zasiedlone wiele wcześniej przez plemiona Słowian. Po czym po kilku wiekach powoli pociągnąli dalej. Słowianie pozostali.

      Narody w obecnej formie nie istniały od zawsze. Plemiona żyjące na Śląsku tworzyły przede wszystkim zwarte, solidarne wspólnoty rodowo-plemienne a nie „naród” we współczesnym znaczeniu. Niewiele zmieniło się po zjahwizowaniu Przemyślidów i Piastów. Skatoliczeni władcy tworzyli drogą podbojów i aneksji coraz większe księstwa czy królestwa, ale ludność nadal trwała – i to przez wieki – w związkach rodowo-plemiennych. Widać to nawet wieki później u rycerstwa, które ten rodowy zwyczaj przejęło tworząc „rody rycerskie” z własnymi herbami i zawołaniami podczas bitew. Nie wiadomo kiedy zaniknęła świadomość rodowo-plemienna u Ślężan, Bobrzan, czy Gołęszycan. Kroniki jahwistów te prasłowiańskie związki ignorowały. Podejrzewam jednak że świadomość bycia Ślężaninem czy Bobrzanem trwała jeszcze długie wieki.

      „Pełzająca” germanizacja Śląska zaczęła się już w czasach Piastowskich w trojaki sposób:
      – Piastowie szukali żon i mężów dla potomków często na niemieckich dworach,
      – promowali niemieckie osadnictw, ściągając Niemców na ich ziemie i lokują na niemieckich prawach miasta,
      – żydłacki kler i mnisi cząsto pochodzili z Niemiec.

      Politycznie od czasu tworzenia pod wpływem jahwizmu państw z jahwistycznym władcą, Śląsk podlegał zawsze naprzemiennie pod wpływy – mówiąc w dużym uproszczeniu – czeskie, polskie i niemieckie (nigdy natomiast nie wybił się na suwerenne państwo). I te wspomniane wpływy były i są tu dominujące. Lokalne domieszki – Tatarzy, Wegrzy, Morawianie, Włosi, Szwedzi, Rosjanie – są tylko domieszkami. Jestem daleki od tego, aby tych ludzi przymusowo polonizować, ale tym bardziej nie uważam za zasadne rozpatrywanie „tatarskości” czy „włoskości” Śląska. Tamci osiedlili się się tutaj, wręcz częściowo przynajmniej zostali przymusowo osiedleni – na Ziemi Śląskiej. O tym powinni pamiętać.

      O Śląsk stoczono wiele wojen. Także i w średniowieczu. I tutaj widać jak na dłoni hipokryzję jahwizmu jak i to, czym są tzw. „wartości chrześcijańskie”. Katoliccy monarchowie czescy, polscy i niemieccy, oficjalnie głosząc miłość bliźniego wyrywali sobie nawzajem Śląsk, a ich wojska mordowały się nawzajem. Najbardziej cierpiała zaś „cywilna” śląska ludność .

      Na daleko idącą germanizację Śląska wpływ miało dwuwiekowe panowanie Habsburgów i dwuwiekowe panowanie Hohenzollernów na Śląsku. No i „niemiecki” katolicyzm.
      Sprytnie i podstępnie zagarnął Śląsk arcykatolicki Maksymilian I Habsburg. Adoptował czeskiego króla, ożenił go dodatkowo z własną wnuczką, a następnie wyprawił na wojnę. Dwudziestoletni głupiec Ludwik II Jagielończyk poległ a jego królestwo stało się włościami Habsburgów.
      Inaczej w posiadanie Śląska weszli drapieżni Hohenzollernowie – w serii wojen śląskich wydarli Śląsk pobratymcom Habsburgom. Za ich panowania germanizacja Śląska prowadzona była z rozmachem i pełną parą w myśl obłudnej zasady – raz germańskie – od zawsze germańskie.

      Dla mnie jakikolwiek „etnos śląski” ignorujący słowiańskość Śląska jest nieporozumieniem. Zwłaszcza „etnosy” związane z okresami panowania Habsburgów czy Hohenzollernów. Niemiecka naleciałość ze śląskością nie ma nic wspólnego.

      Drażliwą sprawą jest uparte nazywanie Ślązaków Polakami. Jeśli ktoś czuje się w pierwszym rzędzie Ślązakiem – pozwólmy mu nim być. Ale zdecydowanie odrzucam roszczenia proniemieckich ” Ślązaków”. Śląskość z niemczyzną nie ma nic wspólnego a ” Ślązacy” prący ku Niemcom są zwyczajną niemiecką agenturą a nie Ślązakami.

      Osobiście nie miałbym nic przeciwko autonomii śląskiej – pod warunkiem wszakże, że byłaby ona słowiańska i związana z żywiołem słowiańskim, a nie germańskim. Niestety słowiańska świadomość na Śląsku nie jest zbyt powszechna. Wieki panowania germańskiego, jak i daleko idące skatoliczenie zabiło w potomkach Ślężan, Bobrzan, Dziadoszan, Trzebowian, Opolan, Golęszyców czy Głubczyców poczucie ich rodowo-plemiennej, słowiańskiej tożsamości.

      Lubię

      • Tu pada jedno niezwykle interesujące pytanie. Kiedy zanikła świadomość plemienna? Na pewno w wiekach średnich jeszcze była. W Polsce najstarsze zachowane metryki to z tego co pamiętam koło XVI wieku. Nomen omen kopie w posiadaniu pewnej organizacji w USA…ciekawe na jakiej zasadzie weszła w ich posiadanie…Być może kluczem do istniejących podziałów jest ustalenie kiedy zanikła świadomość plemienna i rodowa…w tej kolejności..ta ostatnia już nie istnieje….moim zdaniem…rodziny się atomizują. Coś takiego jak ród jest już w zaniku…

        Na pewno nawet i dziś zasięg wspólnot plemiennych można odtworzyć na podstawie badań gwary….. Oraz różnic w zwyczajach.Czasem jedna małą rzeka i już słychać różnice w mowie…i w zwyczajach…

        Co do tego wątku mnie np. zawsze interesowało coś co funkcjonowało w obrębie Mazowsza, Podlasia i Lubelszczyzny, nie wiem czy dobrze napisze: szept-uchy lub szeptunki. Tu i owdzie można się natknąć na informacje
        o skuteczności tych kobiet. W aspekcie tego czym zajmuje się CB i inni ma to jakiś wymiar realny.

        warcislaw:
        Dużą wiedzą o szeptuchach i płanetnikach dysponuje Dobrogost.
        To jest link jego blogu:
        http://dragontn.blog.pl/
        opolczyk

        Lubię

    • Zbigniew 1108:

      Przyznam się szczerze, że mnie osobiście ta prezentowana na filmie mitologia nie jest potrzebna. Ja po prostu posiadam świadomość tego, że Słowiańszczyzna była wspaniałą, naszą własną cywilizacją, trwającą tysiąclecia – i to mnie całkowicie satysfakcjonuje.

      Lubię

    • „Budowa zajęła pięć lat, wzbudzała kontrowersje, była wstrzymywana z powodu braku środków, potem wznawiana i w końcu, pochłonąwszy około 20 mln koron (ok. 11 mln zł), doczekała się na królową.”

      Czyż to nie dziwne?
      W o wiele zamożniejszej Norwegii (choć też jest powoli wpędzana przez bilderbergowców, agentów banksterów, w zadłużenie i bankructwo) wstyrzymywano budowę muzeum z powodu braku środków. A w zbankrutowanej i rozszabrowanej Polsce nie zabrakło środków ani na monstrum ze Świebodzina,

      ani na budowę „Świętej Świątyni Opatrzności Bożej”.

      Przy czym na czym owa „opatrzność plugawego Jawhe ludobójcy” polega – widać gołym okiem – na tym, że plugawy Jahwe zgodnie z zapowiedzią z księgi zbrodni oddał Polskę jego ludowi wybranemu:

      “Ziemię do której przybywasz jako przychodzień… dam tobie i twojemu potomstwu na wieczne posiadanie.” Księga rodzaju 17, 8

      “I stawią się obcy, aby paść wasze owce, a cudzodziemcy będą waszymi oraczami i winiarzami, zużyjecie bogactwa narodów i w ich sławę odziewać się będziecie.” Izajasza 61, 5

      “Tak mówi Pan Bóg: “Oto skinę ręką na pogan i między ludami podniosę mój sztandar. I odniosą twych synów na rękach, a córki twoje na barkach przyniosą. I będą królowie twymi żywicielami, a księżniczki ich twoimi mamkami. Twarzą do ziemi pokłon ci będą oddawać i lizać będą kurz z twoich nóg.“ Izajasza 49, 22-23

      „Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi” Powtórzonego prawa 7, 2

      Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.