Kultura Słowian i żydo-chrześcijan…

.

W wielu dyskusjach o naszej pogańskiej przeszłości jahwiści często szermują propagandowym komunałem, jakoby Słowianie nie wytworzyli własnej kultury. Według nich nasi przodkowie byli żyjącą w lasach dziczą, odzianą w skóry i dopiero żydłacka dżuma znad Jordanu przyniosła im „cywilizację” i „kulturę” czyniąc z nich cywilizowanych ludzi.

Tak na marginesie dodam, że w wielu środowiskach i dzisiaj ubrania ze skór zwierząt są „szczytem” elegancji.
A więc płaszcze, kurtki, spódnice, spodnie, a nawet bielizna „erotyczna”. Można dodać do tej wyliczanki rękawiczki, czapki i kapelusze, torebki, czy ogólniej mówiąc galanterię (portfele, paski, krawaty itp.), a nawet „biżuterię„. Dorzucę jeszcze do komletu obite skórą mebl i szczególny rodzaj skór czyli futra oraz kożuchy.
No i mamy jeszcze książki obite skórami, w tym i żydowskie biblie oprawiane w skórę.
Inną sprawą jest to, że przez długie wieki do pisania tej żydowskiej „prawdy objawionej” używano pergaminu – czyli wyprawionej skóry zwierząt. Szczególnym zaś barbarzyństwem jahwistów był wyrób welinu.

„Ponadto szczególną postacią pergaminu był welin – bardzo cienki i miękki, wyrabiany ze skór płodów jagnięcych lub świeżo urodzonych jagniąt. Stosowano go do niewielkich, za to wielokartkowych wyrobów, szczególnie tych przeznaczonych do używania w czasie podróży, jak modlitewniki czy Biblie niewielkich rozmiarów.”

Jeśli już jesteśmy przy skórach/futrach zwierząt, to nie zapominajmy o koronacyjnych szatach wielu chrześcijańskich władców, na które szły dziesiątki, a nawet setki gronostajów. W „gronostajach” paradują też rektorzy wyższych uczelni i uniwersytetów, oraz papieże.

Nawet husaria nosiła na zbroi narzucone skóry zwierzt.

„Oprócz piór, widoczną ozdobą husarzy były skóry dzikich zwierząt. Towarzysze husarscy nosili zazwyczaj jako okrycie wierzchnie zbroi skóry lamparcie lub tygrysie, a pocztowi – dla odróżnienia – wilcze lub niedźwiedzie.”

Tak więc można by w tym przypadku powiedzieć, że katolicka horda husarzy okryta skórami zwierząt uratowała przed hordami Turków katolicki Wiedeń.  A ten w ramach krzewienia chrześcijańskich wartości i katolickiego bóg zapłać 100 lat później wziął udział w rozbiorach swojego wybawcy sprzed wieku.

Wracamy jednak do kultury…

Z terminem tym często się spotykamy, ale jego znaczenie jest wieloznaczne. Wiki tak piszeo kulturze:

„Kultura (z łac. colere = „uprawa, dbać, pielęgnować, kształcenie”) – termin ten jest wieloznaczny, pochodzi od łac. cultus agri („uprawa ziemi”), interpretuje się go w wieloraki sposób przez przedstawicieli różnych nauk. Kulturę można określić jako ogół wytworów ludzi, zarówno materialnych, jak i niematerialnych: duchowych, symbolicznych (takich jak wzory myślenia i zachowania).

Najczęściej rozumiana jest jako całokształt duchowego i materialnego dorobku społeczeństwa. Bywa utożsamiana z cywilizacją. Również charakterystyczne dla danego społeczeństwa wzory postępowania, także to, co w zachowaniu ludzkim jest wyuczone, w odróżnieniu od tego, co jest biologicznie odziedziczone.

Całość wiedzy na temat kultury próbuje badać dziedzina wiedzy, jaką jest kulturoznawstwo, jednak także na poszczególnych aspektach kultury uwagę skupiają: filozofia kultury, historia kultury, antropologia kulturowa, socjologia kultury, etnografia czy memetyka.

W nauce, inaczej niż w języku potocznym, termin „kultura” nie ma charakteru wartościującego.”

Bardzo istotną definicję kultury sformułował Stanisław Ossowski, wg którego kultura we właściwym sensie tego słowa obejmuje jedynie wzory zachowania i myślenia.
Jestem podobnego zdania – cała reszta (w tym tzw. „kultura materialna„) to tylko upiększające dodatki.

Definicji terminu kultura jest wiele.

Ja jednak pozostaję przy definicji podstawowej i fundamentalnej: „Kultura jest to złożona całość zawierająca nawyki nabyte przez człowieka jako członka społeczeństwa.”

Gdybyśmy wytwory materialne (kultura materialna: wszelkie wytwory człowieka, technika, umiejętności praktyczne)  traktowali jako element kultury to natychmiast rodzą się wątpliwości.

Wytwory człowieka…

Piramidy w Gizie czy piramidy Majów wywierają na ludziach nadal ogromne wrażenie. Czy świadczą one jednak o wysokiej kulturze budujących je ludów? Bez przymusu, bez niewolniczej pracy tysięcy nieszczęśników budowle te byłyby nie do zrealizowania. Wprawdzie przy ich budowie pracowali i „wolniacy”, dobrze opłacani fachowcy, rzemieślnicy – ale stanowili oni mniejszość „budowniczych”. Reszta była tanią siłą roboczą. Podobnie jest zresztą i na współczesnych budowach, gdzie większość budowniczych stanowią „silni i głupi”, zarabiający grosze w stosunku do poganiaczy i nadzorców. Nie inaczej było przy wspaniałych budowlach Grecji czy Rzymu. I je wznosili głównie niewolnicy. Zwłaszcza prace w kamieniołomach nie cieszyły się dobrą sławą.
Mamy jeszcze przepiękne pałace, zamki, rezydencje europejskich monarchów, możnowładców i arystokracji. Często są to tzw. „perły architektury”. Tyle że… tuż obok nich przez wieki w cieniu tego przepychu panowała bieda, smród brud i ubóstwo, wyzysk, ucisk i zniewolenie.
Gdybyśmy mieli rzeczywiście budowlane i architektoniczne wytwory człowieka zaliczyć do panującej w danym okresie na danym terenie kultury –  powinniśmy czynić to oceniając – ilu ludzi żyło w pałacach, a ilu w folwarcznych barakach, ziemiankach i walących się chałupach. Których chłopi nie zawsze mieli czas reparować, bo odwalali pańszczyznę i dziesięcinę.

No i mamy jeszcze „wspaniałą” architekturę tzw. „sakralną”. Niby jest przepiękna i często pompatyczna – czyż nie?
Tylko … do czego ona służyła?
A więc była oznaką panowania na danym terenie żydowskiej dżumy znad Jordanu, służyła do odprawiania guseł ku czci ludobójczego Jahwe, była miejscem do indoktrynacji, odmóżdżania i straszenia owieczek wiecznym potępieniem (jeśli nie będą posłuszni „naukom” kościoła). Zbierano w niej dodatkowe haracze (tzw. ofiary i opłaty za „usługi”). Przede wszystkim zaś, zwłaszcza wielkie kościoły, katedry i bazyliki budowano ku chwale kościoła. Ich zadaniem było przytłoczenie owieczek wielkością tych budowli – miały pokazać owieczkom jakie są małe i nic nie znaczące – a jak potężny jest kościół.
Bzdurą jest że były budowane ku chwale boga.
W porównaniiu z cudami natury wszystkie wytwory człowieka, nawet te uznawane za perły architektury to tylko nieudolna imitacja.

Nasi przodkowie nie bawili się w zadufanych w siebie imitatorów. Nie próbowali rywalizować z Naturą, nie potrzebowali dowartościowywać się „wspaniałą” architekturą. Zabrakło też u nich satrapów zdolnych do zapędzenia ich do budowy piramid, przepysznych pałacy, czy „niebosiężnych” katedr. Ich świątyniami były święte gaje, ich pałacemi Przyroda.
W cywilizacji Słowian i wytworzonej przez nich kulurze (wzory zachowania i myślenia) nie zaistniały warunki społeczne sprzyjające powstawaniu wielkich prestiżowych budowli zaspakajających egoistyczne aspiracje władców, możnowładców i kleru.

Co mamy dalej?

Technika…
A więc ten wytwór człowieka, który nie tylko ułatwia nam życie ale i zatruwa i niszczy środowisko naturalne.
I który służy przede wszystkim wojnom i zbrojeniom. W zasadzie głównym motorem napędowym rozwoju techniki były i są wojny.
To technika dała ludzkości armaty, czołgi, bombowce, lotniskowce, głowice jądrowe, satelity szpierowskie.
To technika dała zbrodniczym służbom drony służące do mordowania przy ich pomocy przez CIA ludzi broniących ich krajów.
Dała też wyrafinowana technika urządzenia do szpiclowania własnych obywateli. No i czekające nas chipy służące do totalnej kontroli ludzkiego bydła roboczego to także dzieło wysokiej techniki (i technologii).

To ja już dziękuję za taką „technikę”. Wolałbym tę z epoki Słowiańszczyzny czy nawet tę z epoki kamienia łupanego. Nie była taka mordercza, niszczycielska, zniewalająca i niszcząca Ziemię.

A co do umiejętności praktycznych to nasi przodkowie górowali nad nami w niewyobrałlny sposób. Byli równocześnie rolnikami, zbieraczami, myśliwymi, rzemieślnikami, wojownikami, lekarzami, zielarzami, budowlańcami (sami sobie domy budowali), cieślami, stolarzami, krawcami, kuśnierzami, tkaczami – byli po prostu wielostronni. I to bez prądu, robotów, maszyn, rurociągów, techniki, samochodów, traktorów, elektrowni/elektrociepłowni; bez szkół, oświaty  dyplomów. I tak przetrwali tysiąclecia.
A dzisiaj?
Gdyby tak dzisiaj zabrakło w Polsce/Jewropie/żydo-Zachodzie/na świecie na rok prądu elektrycznego – byłby to koniec tej skurwionej, zachłannej, chorej i niszczycielskiej anty-cywilizacji. Przeżyliby to bez uszczerbku tylko Buszmeni, Pigmeje, Aborygeni, Eskimosi, Indianie żyjący „naturalnie i im podobne enklawy. A w „cywilizowanym” świecie wymarłaby większość populacji. W większości z powodu niekontrolowanych walk o żywność, o ochłapy, o przeżycie.
I to tylko dlatego, że ta obecna, tak wychwalana „cywilizacja” stała się ona niewolniczo zależna od własnych produktów.

W tym miejscu wracamy do właściwego znaczenia terminu kultura czyli do wzorów zachowania i myślenia ludzi żyjących w jej obrębie.

Jakie wzorce zachowania i myślenia znajdziemy u Słowian i u żydo-chrześcijan?
Zacznijmy od zachowań i zwyczajów Słowian.

Oddaję w tym miejscu głos kronikarzom.

…nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu...”
Prokopiusz

„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. Jest ich bardzo wielu, są wyniośli [wysocy] […], łatwo znoszą spiekotę, głód, deszcz i niedostatek w jedzeniu. Do przybywających do nich cudzoziemców odnoszą się przyjaźnie, pokazując im drogę z jednego miejsca do drugiego, chronią ich od nieprzyjemności, tak że jeżeli by się okazało, iż z powodu niedbalstwa tego, który przyjmował u siebie cudzoziemca, ten ostatni poniósł jakąkolwiek szkodę, przyjmujący go wcześniej rozpoczyna wojnę przeciwko winnemu, uważając za punkt honoru mścić się za cudzoziemca. Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
Pseudo-Maurycy

Natomiast żydo-chrześcijaństwo funkcjonowało jako społeczeństwo hierarchiczne z garstką uprzywilejowanych i rzeszami despotycznie rządzonych i uciskanych, którym siłą  i przymusem narzucano wolę władców i kleru. Niewolnictwo było w żydo-chrześcijaństwie powszechnie akceptowane przez prawie dwa tysiąclecia. A i zależność pańszczyźniana chłopstwa stanowiącego zdecydowaną większość ludności żydo-chrześcijańskiej Europy niewiele od niewolnictwa się różniła.

Kolejne cytaty…

Kronikarz wyprawy Ottona pisał o Słowianach, cytuję:
 “Taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”

Kronikarz zanotował też odpowiedź mieszkańców Szczecina daną biskupowi Ottonowi Mistelbachowi
“Między chrześcijanami spotykają się złodzieje i piraci. Jednych ludzi pozbawia się stopy, innych oczu; pełno w nich zbrodni i kar wszelkiego rodzaju; chrześcijanin nienawidzi chrześcijanina: zdala od nas z taką religią.”

A Helmold, kronikarz z drugiej połowy XII w. o Słowianach z Wolina pisał:
“Poza tym, jeśli chodzi o moralność i gościnność, trudno by znaleźć lud bardziej zacny i szlachetny.

O plemieniu Ranów pisał zaś tak:
Nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku. Skoro tylko podeszły wiek czyni któregoś z nich słabym i ułomnym, zostaje on powierzony opiece potomka, obowiązanego sprawować ją z największą starannością.”

Natomiast widok żebraków żebrzących w pobliżu kościołów towarzyszył żydo-chrześcijaństwu przez cały okres jego panowania.

A o ludzie Prusów Helmold pisał tak:
“Nadzwyczaj ludzcy wobec potrzebujących pomocy, wychodzą nawet na morze na ratunek znajdującym się w niebezpieczeństwie lub napadniętym przez piratów. Wiele uznania godnych rzeczy można by powiedzieć o tym ludzie odnośnie ich moralności, gdyby tylko posiadali wiarę w Chrystusa, którego misjonarzy okrutnie prześladują.”

Z tym prześladowaniem „misjonarzy” to naturalnie przesada. Taki żydłak Vojtěch, wykreowany przez żydłactwo na „patrona Polski” obrażał wiarę Prusów:

“Z pochodzenia jestem Słowianinem. Nazywam się Adalbert, z powołania zakonnik; niegdyś wyświęcony na biskupa, teraz z obowiązku jestem waszym apostołem. Przyczyną naszej [tu] podróży jest wasze zbawienie, abyście – porzuciwszy głuche i nieme bałwany – uznali Stwórcę naszego, który jest jedynym Bogiem i poza którym nie ma innego boga; abyście, wierząc w imię Jego, mieli życie i zasłużyli na zażywanie w nagrodę niebiańskich rozkoszy w wiecznych przybytkach”

Prusowie nakazali mu opuszczenie ich ziem:

„Nas i cały ten kraj na którego krańcach my mieszkamy, obowiązuje wspólne prawo i jeden sposób życia; wy zaś, którzy rządzicie się innym i nieznanym prawem, jeśli tej nocy nie pójdziecie, jutro zostaniecie ścięci”

Dopiero gdy ten namolny „misjonarz” – żydłak zignorował ten nakaz – i dodatkowo zbeszcześcił święty gajzostał zabity. Ale już jego towarzyszom życie darowano i puszczono ich wolno.

I teraz sobie wyobraźmy, że do Watykanu w XI wieku przychodzi pogański „misjonarz” i nawołuje katolików do porzucenia czczonych przez nich żydowskich bałwanów.
Pytanie – czy i jemu daliby żydo-katolicy szansę na opuszczenie żywym żydłackiego terytorium Watykanu?

Dalej…

Do wyroczni w Arkonie i Radogoszczy przybywali obcy. Zwłaszcza Arkona była znana w ówczesnym świecie – była słowiańskimi Tebami. Przybywali do niej nie tylko Słowianie, ale też także Germanie, Celtowie, Wikingowie. A nawet żydo-chrześcijanie. I jeśli tylko zachowywali się nienagannie – nie doznawali żadnych krzywd. Nawet nie zmuszano ich do „konwersji” na wiarę w  Świętowita czy Swarożyca.

A jak to było z tolerancją u żydo-chrześcijan?

Podam dwa tylko przykłady.

Na sobór w Konstancji zaproszono Jana Husa. Głównym celem tego soboru było zakończenie wielkiej schizmy, podczas której urzędujących równocześnie trzech papieży nawzajem obrzucało się klątwami. Celem dodatkowym soboru była walka z „herezją”.
Zaproszonego Husa, mimo iż posiadał on „żelazny glejt” podstępnie aresztowano, osądzono i spalono żywcem na stosie.

Ten haniebny postępek dał początek krwawym „wojnom husyckim

Drugi przykład żydłackiej tolerancji to unicestwienie katarów. Aby ich zwalczyć papiestwo ogłosiło przeciwko nim krucjatę. Okazała się ona 20-letnią wojną.

Najbardziej haniebnym i zbrodniczym epizodem tej krucjaty była rzeź mieszkańców Béziers.

„W kościele św. Marii Magdaleny wyrżnięto w pień 7000 ludzi, w tym mężczyzn, kobiety i dzieci, a nawet odprawiających mszę kapłanów. Podobnie było w kościele Saint-Nazaire i w miejskiej synagodze. Na ulicach miasta zabito dalsze kilka tysięcy. Ludzi mordowano w domach, które po obrabowaniu podpalano. Dopiero w tym momencie wojsko zdecydowało się wkroczyć do akcji. Rycerstwo zajęło się głównie odbieraniem ciurom zrabowanych dóbr i przeszukiwaniem tych miejsc, które uszły uwagi pierwszej fali rabusiów. Tymczasem miasto płonęło coraz większym ogniem. Wkrótce hełmy i kolczugi zaczęły parzyć. Oślepieni dymem zdobywcy rzucili się do ucieczki w panice tratując się nawzajem, zostawiając na pastwę płomieni tych mieszkańców Béziers, którzy przeżyli masakrę.

W czasie ucieczki z miasta runął do rzeki most miejski, grzebiąc kilkudziesięciu niedawnych rabusiów.

Na wieść o rzezi obrońców Béziers, część katarskich zamków poddała się bez walki.
Arnaud zdał papieżowi listownie następującą relację: „Dzisiaj Wasza Świątobliwość, dwadzieścia tysięcy mieszkańców wydano mieczowi, niezależnie od posady, wieku, czy płci
.

I taki oto ludobójczy żydo-katolicyzm przedstawiają nam żydłacy jako wzór kultury godnej szacunku, pochwał i naśladowania.

Mamy więc tutaj do czynienia z dwiema różnymi cywilizacjami mającymi diametralnie odmienną kulturę (wzory zachowania i myślenia) – wolność, równość, solidarność wspólnotowa, brak biedy i żebraków (oraz złodziei) oraz tolerancja u Słowian – i na przeciwnym biegunie żydłacki fanatyzm, rzezie, zbrodnie, podstępność, ale i bogactwo (wypływające z kultywowanej chciwości) obok nędzy oraz zniewolenie ogromnych rzesz przez garstkę uprzywilejowanych – także wypływające z wzorów zachowania i myślenia typowych dla żydo-katolicyzmu.

Co tam jeszcze zalicza się do „kultury” ?
Zdaniem jahwistów (i nie tylko) naturalnie piśmiennictwo.

I tak, zgodnie z żydłacką propagandą żydo-chrześcijaństwo przyniosło Polsce oświatę i piśmiennictwo. Za co w przekonaniu żydłaków powinniśmy być nadjordańskiej dżumie niezmiernie wdzięczni.
Przyjrzyjmy się jednak uważniej tej propagandzie domniemanego dobrodziejstwa jahwistycznego piśmiennictwa.
Zacznijmy przy tym od początków panowania żydo-chrześcijaństwa w Rzymie czyli od IV wieku. Od samego początku, gdy tylko doszli do władzy, zaczęli żydłacy zamykać wszystkie pogańskie szkoły. Zamknięto nawet blisko tysiącletnią Akademię Platońską. Wszelkie księgi i pisma „heretyckie” były palone. Za trzymanie ich w domu groziła kara śmierci.

„Kościół rzymskokatolicki od chwili prawnego uznania przez Cesarstwo Rzymskie jego istnienia w IV wieku sam lub za pośrednictwem sprzyjającej mu władzy świeckiej wydawał zakazy przechowywania i czytania różnych dzieł postrzeganych jako heretyckie. Cesarz Konstantyn pod karą śmierci zażądał od poddanych oddania wszystkich dzieł napisanych przez Ariusza i jego zwolenników. Podobnie też Teodozjusz II oraz Walentynian III w 435 roku nakazali spalenie wszystkich ksiąg Nestoriusza oraz w innym dekrecie ogłosili najsurowsze kary dla wszystkich, którzy nie oddadzą pism manichejskich.”

Palono i niszczono też piśmiennictwo świeckie i pogańskie, zwłaszcza dzieła filozofów. Ich winą było to, że nie były zgodne z jedynie słuszną doktryną. W 496 r. ukazał się przypisywany papieżowi Gelazjuszowi I dekret „De libris recipiendis et non recpiendis” („O księgach dopuszczalnych i niedopuszczalnych”). Niedopuszczalne były naturalnie wszystkie te, które choć na jotę odbiegały od akurat obowiązującej ortodoksji.
Przez kilka wieków w Europie przybitej do rzymskiej szubienicy zapanował prawdziwy mrok średniowiecza. Tylko garstka ludzi potrafiła czytać i pisać, a jakakolwiek literatura niejahwistyczna była niszczona. Można było pisać jedynie zgodnie z ortodoksją.
Istniała nieliczna sieć szkół kościelnych szkolących żydłacki kler. Dla ludzi świeckich oświata była zamknięta. Dopiero król Franków i Longobardów Karol nazwany  (za zasługi dla buldożera jahwizmu) „wielkim” zarządził dopuszczanie do szkół osób świeckich. Sam otworzył szkołę pałacową. Ale i w niej „nauczycielami” byli żydłaccy klerycy.

Pierwszy uniwersytet w łonie tzw. „cywilizacji łacińskiej” powstał w Salerno pod koniec X wieku.
Kolejny – dużo bardziej znany – powstał wiek później w Bolonii w roku 1088.
Powstały one w dużym stopniu jako katolicka odpowiedź na szkolnictwo i oświatę w łonie islamu i częściowo Bizancjum (które wprawdzie zlikwidowało Akademię Platońską, ale na „zwolnionych obrotach” konkurując z islamem uruchomiło uniwersytet konstantynopolski w połowie IX w.).
Na uniwersytetach wykładano wprawdzie „nauki wyzwolone” (od czego wyzwolone?) ale jako przygotowanie do studiowania teologii i filozofii (usłużnej wobec teologii i dogmatów). Nawet świeckie szkoły musiały podporządkować „naukę” obowiązującej ortodoksji. Teologia była przez wieki królową nauk, a hagiografia jedyną dopuszczalną „literaturą piękną”.
Na marginesie należy dodać, że nawet mnisi przepisujący w średniowieczu ręcznie żydowską biblię często byli analfabetami. Oni nie „pisali” a „rysowali” literki, których znaczenia nie znali.

Tak wyglądała europejska chrześcijańska „oświata” średniowiecza.

A jak wyglądała sytuacja z katolicką „oświatą” i literaturą w Polsce?
A więc…
Przez pierwszych kilka wieków piśmiennictwo ograniczało się głównie do jahwistycznych kronik. Kroniki pisano po łacinie (Słowianie przeistaczali się w łacinników).  Przede wszystkim zaś kroniki te  – i o tym musimy pamiętać – służyły propagandzie jahwizmu, fałszowaniu naszej historii, oczernianiu pogaństwa i gloryfikacji kreatur i kanalii zasłużonych dla żydowskiej dżumy.

Przykłady:
– Z historii wymazano nam Bolesława „Zapomnianego„.
– Nieomal zepchnięto w niepamięć wielki bunt pogan zakończony całkowitą likwidacją żydłackiego zabobonu na naszych ziemiach.
– Kreaturę żydłacką, Vojtěcha, wypędzonego z Czech za fanatyzm, wykreowano na patrona Polski.
– Kreaturą żydłacką, zdrajcę Stanisława wykreowano na „patrona” Polski.
– Kreaturę żydłacką, zdrajcę, cesarskiego wasala, Kazimierza Odszczepieńca (dowodził niemieckim ciężkozbrojnym wojom topiąc we krwi pogański bunt rodaków) wykreowano na bohaterskiego obrońcę żydłackiego zabobonu.
– szkalowano pogaństwo:„Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa…”.
– Rzezie i zbrodnie żydłackiej dżumy przedstawiano jako „chwalebną” i „wiekopomną” chrystianizację.
– Fanatyzm katolików na fali kontrreformacji przedstawiano jako patriotyzm.
– Tumulty (łącznie z ohydnym bezczeszczeniem zwłok) przedstawiano jako obronę jedynie prawdziwej wiary.
– Gigantyczny arcy-szkodliwy tumult przeciwko równouprawnieniu prawosławnych i protestantów – konfederację barską – przedstawiano jako patriotyczny zryw.

Podobne przykłady można by jeszcze długo, długo przytaczać.

Przyznać należy w tym miejscu uczciwie, że i w przedrozbiorowej Polsce istniała w miastach sieć szkół. Ale nie był to system powszechnej nauki, a sama „nauka” była ściśle podporządkowana żydłackiej doktrynie. Ogromna większość mieszkańców Rz’plitej z domniemanej oświaty i piśmiennictwa katolickiego nie miała kompletnie nic. Powszechne szkoły dla wszystkich – łącznie z dziećmi mieszkającymi na wsi – wprowadzili u nas dopiero zaborcy w XIX wieku (głównie w celu indoktrynacji). Wcześniej ani katoliccy królowie, ani kler o tym nie pomyśleli. Choć już w XVI w. propozycję taką zgłosił Frycz Modrzewski.

Jego dzieło „O naprawie Rzeczypospolitej” wylądowało na indeksie ksiąg zakazanych. Znalazło się on tam w doborowym towarzystwie – obok ksiąg Kopernika, Mickiewicza czy Mikołaja Reja. Ale i wielu innych światowej sławy pisarzy i naukowców.

Przy tym wszystkim – i o tym nie powinniśmy zapominać – piśmiennictwo i szkolnictwo żydo-katolickie służyły przede wszystkim indoktrynacji, ogłupianiu, odmóżdżaniu i otumanianiu owieczek żydłacką teologią i dogmatyką. Już choćby z tego tylko powodu przyniosły ono o wiele więcej szkód niż domniemanych korzyści.
A mino to żydłaccy wyznawcy watykańskiego odprysku jahwizmu uważają za wielki wkład w naszą kulturę przyniesienie do Polski załganego żydłackiego piśmiennictwa i szkolnictwa. Które to w ogromnym stopniu przyczyniły się do zrabowania wielu naszym przodkom i współczesnym Polakom słowiańskiej tożsamości czyniąc ich duchowymi żydami.

Piśmiennictwo nie jest elementem kultury (wzory zachowania i myślenia), ale wywiera na nią ogromny wpływ. To piśmiennictwo jahwistów wytworzyło u owieczek fanatyzm i nietolerancję, dogmatolubstwo i ślepą wiarę w bzdurną, naciąganą i wyssaną z palca doktrynę. Samo pismo można wykorzystać w dobrych celach, ale i w złych. Cywilizacje dysponujące pismem można oceniać m.in. i po tym, w jaki sposób i do jakich celów wykorzystywano w nich pismo. Jeśli wykorzystywano je do ogłupiania, fałszowania historii, fałszowania rzeczywistości – takie cywilizacje były cywilizacjami złymi, załganymi i chorymi.
Miał rację Sokrates, gdy stwierdził, że wynalezione pismo sprawiło, iż nie ma już mędrców bo zastąpili ich mędrkowie.

A już całkiem na marginesie przypomnę jeszcze, że Słowianie posiadali własne pismo – czyli słowiańskie runy. Jednak miały one w ich życiu o wiele mniejsze znaczenie, niż np. pismo u Greków, Rzymian czy żydo-chrześcijan. Dla naszych przodków podstawowe znaczenie miała Naturalna Księga Przyrody. W której każdy z nich potrafił „czytać”. A ta księga tym góruje nad księgami pisanymi ludzką ręką, że jest pisana przez Boskie Siły Natury. Przez co nie jest zafałszowana. Ona daje mądrość. Natomiast pisane ludzką ręką „księgi święte” wyrosłe nad Jordanem są propagandą i kłamstwami.

Krótko jeszcze napomknę o tzw. sztuce sakralnej. Była ona uzupełnieniem indoktrynacyjnej funkcji żydłackiego piśmiennictwa. Miała poprzez wizualne bodźce wzmacniać podsuwane przez pismo zatrute treści. Obrazy, freski czy rzeźby (a nawet muzyka) o tematyce jahwistycznej miały wtłaczać do mózgownic i duszyczek owieczek strach przed wiecznym potępieniem oraz wdzięczność wobec obrzezanego cieśli za to, że rzekomo „odkupił” nasze grzechy. Bez względu na to, jak oceniamy ich wartość artystyczną – była to podstępna, załgana i zatruta sztuka będąca orężem indoktrynacyjnym.

O tym natomiast, że owa sakralna sztuka łamie żydłacki dekalog – będący teoretycznie podstawą jahwizmu – nadmieniam tylko z poczucia publicystycznej rzetelności.

Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą; a czyniący miłosierdzie tysiącom tych, którzy mię miłują i strzegą przykazań moich.”

Jahwistyczni teologowie i kler naturalnie pokrętnie tłumaczą, że kult obrazów i figurek nie jest sprzeczny z tym przykazaniem. Ale ono wyraźnie i jednoznacznie mówi : Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny i Nie będziesz się im kłaniał

A tymczasem owieczki na codzień używają sformułowań „obraz cuda czyniący” (Nie chciał wyjeżdżać bez czyniącego cuda obrazu).
A więc to nie żydówka Miriam czyni cuda – a jej obraz. I jemu się kłaniają

Albo też „łaskami słynąca figurka” Anny, matki Miriam, babki Joszue. Czyli nie sama Anna słynie łaskami, a jej figurka.
I dlatego owieczki jej się kłaniają.
Jest to oczywiste bałwochwalstwo przypisywane pogaństwu. Do tego łamie przykazania z dekalogu zakazujące nie tylko czynienia obrazów i rzeźb (i kłaniania się im), ale zakazujące czczenia kogokolwiek poza samym Jahwe.

Najważniejszy czynnik wpływającym na zbrodniczy i zachłanny charakter żydo-chrześcijaństwa, kształtującym także chorą kulturę (a raczej anty-kulturę) tej dżumy znajduje się w „piśmie świętym”. Zwłaszcza w części zwanej „starym testamentem. Należy tylko się tego doczytać. Pisałem o tym już wielokrotnie
Ostatnio znalazłem dodatkowe potwierdzenie moich stwierdzeń, że stary testament to wymyślona przez żydowskich kapłanów księga zbrodni.
Otóż kilka dni temu zwrócono moją uwagę na książkę żydowskiego pisarza, eseisty i profesora Artura Sandauera pt. ” Studia biblijne Bóg, Szatan, Mesjasz i…?

(Na marginesie przypominam jedną ze znanych wypowiedzi Sandauera: „w czasie wojny wymordowano polską elitę i żydowską biedotę. A po wojnie na polskim tułowiu osadzono żydowską głowę.”).

W książce tej Sandauer przypomina m.in. postać żydowskiego rabina Scimona/Szlomo Icchakiego zwanego Raszi, żyjącego w XI wieku. Przytaczam fragment z tej książki:

„Kompozycja Pięcioksięgu, którego temat zasadniczy stanowią: przemiana Izraela w czasie czterdziestoletniej tułaczki po pustyni z narodu barbarzyńskiego w cywilizowany oraz przygotowania do osiedlenia się w Kanaan, jest dogłębnie przemyślana.
Nie bez kozery redaktor otwiera dzieje owej wędrówki szeroko rozbudowanym wprowadzeniem, którym jest właśnie Księga Rodzaju. Zamysł, w jakim to uczynił, wyczuł z zadziwiającą bystrością Raszi (Szimon Icchaki), komentator z XI wieku n.e.

„Czyż nie można było – pyta – zacząć Pisma od słów „Ten miesiąc” [mieiąc w którym Jahwe wydaje nakaz świętowania Paschy – Księga Wyjścia 12, 2 – przyp. opolczyk], skoro jest to pierwszy nakaz, jaki otrzymali synowie Izraela?”
Chodziło jednak – odpowiada – o to, by „jeśliby powiedziały kiedy narody świata: „Rabusiami jesteście, którzy przywłaszczyli sobie ziemię należną innemu ludowi„, móc im odrzec: „Cała ziemia należy do Wiekuistego, który ją stworzył i dał, komu za stosowne uważałZe swej woli dał ją wam i ze swej woli odjął, dał zaś nam„.

W świetle tego sformułowania Księga Rodzaju okazuje się rzutowaną wstecz motywacją podboju oraz rodzajem dokumentu własnościowego. Nie tylko dlatego, że „Wiekuisty dał ziemię, komu uważał za stosowne”; ale i dlatego, że wędrówki praojców, Abrahama, Izaaka, Jakuba, po tym kraju stanowią prawną przesłankę dla późniejszego objęcia go przez Jozuego.
Dzięki Księdze Rodzaju najście to zyskuje charakter powrotu.”.

Tyle Sandauer…
Nie ze wszystkim co napisał zgadzam się. Np. stwierdzenie przemiana Izraela w czasie czterdziestoletniej tułaczki po pustyni z narodu barbarzyńskiego w cywilizowany jest w moim przekonaniu nieprawdziwe. Wszystko zależy w nim od definicji terminu „barbarzyństwo”. Przed ową (wymyśloną) tułaczką Żydzi nie posiadający własnego państwa byli „tylko” złodziejaszkami i rabusiami.

„Synowie Izraela uczynili według tego, jak im nakazał Mojżesz, i wypożyczali od Egipcjan przedmioty srebrne i złote oraz szaty. Pan wzbudził życzliwość Egipcjan dla Izraelitów, i pożyczyli im. I w ten sposób [Izraelici] złupili Egipcjan”.

Uczynili to oczywiście przy wydatnej pomocy plugawego Jahwe, który później utopił w morzu pogń ścigającą złodziejaszków.
Natomiast wchodząc do Kanaanu ze złodziejaszków przedzierżgnęli się Izraelici w ludobójców masowo stosując rzezie i czystki etniczne.Czyż można nazywać to przemianą w naród cywilizowany?

Na uwagę natomiast zasługują stwierdzenia Sandauera (który nie był żydowskim fundamentalistą religijnym) demaskujące motywy i autorów piszących Torę. (Zresztą nawer Raszi to potwierdza – o tym za chwilę):

Kompozycja Pięcioksięgu (…) jest dogłębnie przemyślana
redaktor otwiera dzieje owej wędrówki szeroko rozbudowanym wprowadzeniem
Zamysł, w jakim to uczynił
rzutowana wstecz motywacja podboju oraz rodzaj dokumentu własnościowego

Zgodnie z propagandą jahwizmu cała biblia, czyli i tzw. „Stary Testament”, a więc i przejęte przezeń księgi żydowskiej Tanach, w  tym i Tory – to pismo objawione. Pisane pod natchnieniem samego Jahwe. A tutaj współczesny Żyd pisze o zamyśle kompozytora tekstu wypływającego z dogłębnych przemyśleń – a ani słowem nie wspomina o „boskim natchnieniu”. I podaje od razu na tacy wyjaśnienie owego zamysłu redaktora tekstu Tory: Tora to motywacja podboju oraz rodzaj dokumentu własnościowego , dająca  Żydom alibi na ich podboje, grabież ziemi (i idące w parze z tym rzezie).
Jeszcze wyraźniej przyznał to XI-wieczny rabin Raszi cieszący sią ogromnym szacunkiem:

Chodziło jednak o to, by „jeśliby powiedziały kiedy narody świata: „Rabusiami jesteście, którzy przywłaszczyli sobie ziemię należną innemu ludowi„, móc im odrzec: „Cała ziemia należy do Wiekuistego, który ją stworzył i dał, komu za stosowne uważałZe swej woli dał ją wam i ze swej woli odjął, dał zaś nam„.

Ichnią księgę zbrodni i rasizmu wymyślili żydowscy kapłani po to, aby ich naród miał alibi do przywłaszczania sobie cudzej ziemi.
A jako że żydo-chrześcijaństwo, w tym i żydo-katolicyzm wyrosły z judaizmu i jego księgę zbrodni uznały za część własnego „słowa bożego” tak więc i żydo-chrześcijanie stosowali metody znane im z żydowskich ksiąg -przywłaszczanie obcych ziem, rzezie, mordowanie, umiłowanie złota.

Owe zagrabianie obcych ziem przez jahwistów poznali Słowianie na własnej skórze. Np. podczas krwawego stłumienia reakcji pogańskiej z czasów Mieszka II, Bolesława Zapomnianego i Masława. Ale i przy okazji wielowiekowego zagrabiania nam naszych świętych pogańskich miejsce.
https://opolczykpl.wordpress.com/zagrabione-swiete-miejsca/

Kultura we właściwym sensie tego słowa obejmuje jedynie wzory zachowania i myślenia żyjących w jej obrębie ludzi

A na nie w tzw. „cywilizacji łacińskiej” przemożny wpływ wywarła żydowska księga zbrodni. Stąd też żydo-chrześcijaństwo wytworzyło taką a nie inną, chorą anty-kulturę. Z fanatyzmem, nietolerancją, hipokryzją, ciemnotą, kołtuńskimi kultami „świętych” relikwii, obrazów i figurek, z brakiem zdolności do samodzielnego myślenia, z uzasadnianymi „wolą bożą” rzeziami, terrorem, uciskiem i wyzyskiem.

Wybitnie szkodliwy wpływ żydo-katolickiej i ogólniej żydo-chrześcijańskiej anty-kultury nadal boleśnie odczuwamy.
A co najgorsze – jahwiści nie zamierzają z narzucenia nam ich nadjordańskiej dżumy zrezygnować. Nadal uważają ją za najpiękniejszy i najbardziej wartościowy wytwór ludzkości – za „dzieło boże”.

.

opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

24 thoughts on “Kultura Słowian i żydo-chrześcijan…

  1. Dziekuje za nie samowity wyklad histori dziejow, nie jsstem nowy w tym temacie dlatego wysoko oceniam Pana artykuly, powodzenia w dalszej pracy

    Stefan:
    A ja dziękuję za pochlebną ocenę i za życzenia powodzenia.
    opolczyk

    Lubię to

  2. Wszytko fajnie ale czy szanowny oświecony autor artykułu wieży że piramidy zbudowano ręką ludzką, jeśli tak to gratuluję popychania takich komunałów, z całym szacunkiem dla Pana wiedzy i krzewienia kultury sowiańskiej.

    Ziomek:
    „oświecony autor” nie „wieży„, że piramidy budowano ludzką ręką, a wie, że przynajmniej mniejsze z nich budowali ludzie.
    Co do tych największych (w Gizie i Meksyku) to znam koncepcje budowy ich przez kosmitów, Atlantów czy olbrzymów. Ale i w tym przypadku kosmici, Atlanci czy olbrzymi obsługiwani byli przez – i wykorzystywali do brudnych robót – niewolników.
    Jeśli będę w tekstach wrzucał takie wzmianki, to niejeden uzna mój blog za „odlotowy” i przestanie go poważnie traktować.
    opolczyk

    Lubię to

  3. Bardzo dobry i cenny tekst Opolczyku jednak moim zdaniem za mało wyeksponowaleś pewne rzeczy posluże się cytatem:
    „Historia jest jedyną nauką, którą piszą zwycięzcy.
    TO NAUKA MANIPULACJI FAKTAMI.
    „PATRIOTYCZNY RUCH POLSK I ” NR 193 , 15 MAJ 2008 R .
    JESZCZE POLSKA NIE ZGINĘ ŁA!!!

    Nawet przy pobieżnej analizie historii Polski, mam wrażenie, że pisali ją patrioci innych narodów, wrodzy narodowi polskiemu. Co gorsza, w tej chwili, mamy niby „wolność” a antypolonizm jak wściekły, hasa nie tylko w środkach masowego przekazu, w polityce, gospodarce, ale i w nauce. Gdy ktoś próbuje przedstawić fakty w korzystnym świetle dla interesów polskich, jest wyśmiany i zakrzyczany.
    (…)Mieliśmy, jak wykazują nieliczne wykopaliska oraz historycy obcy, poczynając od Herodota, swoje państwo i swoją kulturę, swoją gospodarkę opartą na żelazie i drewnie. Nasza religia dopracowała się wysokiej etyki, przewyższając etykę chrześcijańską. Np. Szczecinianie wzbraniali się przed przyjęciem boga chrześcijan zarzucając że, „chrześcijanie kłamią, kradną i mordują”, utożsamiając te cechy z Bogiem chrześcijańskim.
    U Polaków gościnność, pomoc potrzebującym i honor, były cechami naturalnymi. Nie wyobrażano sobie życia w innych warunkach. Takich cech dopracowują się kultury wysoko rozwinięte, które b. często padają pod ciosami barbarzyńców.
    (…)Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować Wawrzyńca Surowieckiego, piszącego w „Rocznikach Historycznych Towarzystwa Naukowego Królewskiego” w 1822 r.: „Herodot, który na cztery wieki przed naszą erą zwiedzał na północ Morza Czarnego i Dunaju, i tam poznał różne Narody ówczesne, świadczy wyraźnie: że Barbarzyńcy używali pisma; że po większej części pisali na skórach; że u nich widział różne napisy na wystawionych pomnikach. Vellejus sam się przekonał że w obu Panoniach [ówcześnie słowiańskich] za jego czasów Litteratura iuż była rozkrzewiona.(…)Zaprzeczyć nie można, że pojedyncza roślinka, czy pojedynczy włos z runa, „runą” zwiemy.
    Zapisana skórapergamin, naszym przodkom z runem się skojarzyła. Natomiast jest pewnym: runa to słowiańska nazwa litery. (…) Polskie runy, trzymały się konsekwentnie swej zasady i dzięki temu były łatwe do rozszyfrowania, pomimo niewielkiej ilości pozostawionej nam przez historię. Każde nowe wykopalisko runami opisane, jest czytelne, pomimo iż nieraz by słowo zrozumieć, sięgnąć należy do słownika etymologicznego, co jest naturalnym dla języka żywego.
    Ostatnim zabytkiem polskimi runami zapisanym, jest ogólnie znana moneta Sieciecha [1100 r.]. Wcześniejsze monety Mieszka I, bite dwoma stemplami, nieznacznie różniącymi się między sobą, są również runami zapisane.
    Dla wyjaśnienia. Pismo europejskie głosowe, jest budowane, według zasady identycznej z zasadą budowy run polskich.
    Najmniej przetworzonym jest alfabet polski, następnie fenicki. Etruskowie i Grecy zasady tej nie rozumieją, jednak odchyłek jest niewiele. Łacina dostosowując alfabet etruski do swoich potrzeb, literki uprościła nie zważając na żadne zasady, których prawdopodobnie nie znała.
    Kanonik Jan Długosz opisując czasy Bolesława Chrobrego, pisze iż: „król wydał nakaz spalenia wszystkich polskich ksiąg”.(…)Ci, którzy opowiadali Gallowi Anonimowi historię Polski, musieli ją znać z zachowanych egzemplarzy ksiąg polskich, lub z opowiadań dziadów, którzy je czytali. Sprytny kronikarz, w obawie zniszczenia swego dzieła, dawne dzieje opisuje w formie legendy. Gani w niej Popielca a wywyższa rodzinę Piastów, z nadzieją, że inteligentny czytelnik sam prawdę między wierszami wyczyta.
    Księgi ukryte przed wyrokiem królewskim, jakie niewątpliwie musiały się zachować do czasów Galla Anonima – zniszczył sam czas, a może i ludzie, którzy już nie potrafili ich odczytać. Zapisane nieznanymi znakami, brane za wytwór szatana, szły na stos zgodnie ze zwyczajami kapłanów nowej wiary.
    Na nasze tereny wkroczyła nowa religia i nowa kultura, gdzie umiejętność pisania przysługiwała jedynie kapłanom. Panowie a nierzadko i książęta, w miejsce podpisu, odciskali swój pierścień. Po zamordowaniu Bolesława Śmiałego, powróciły zwyczaje z czasów Popijelca, przeciwko którym podnieśli bunt pierwsi Piastowie. Napisy słowiańskie na broni, z czasów przedchrześcijańskich, świadczą o znajomości sztuki pisania kowalom, sztuki która musiała być powszechną.
    Winicjusz Kossakowski”
    Pismo wśród Slowian było powszechne i dobrze znane o paleniu ksiąg znajdujemy też informacje w kronikach Ruskich tak więc rzeczywistość jest taka, że to przyjęcie obcej religii uczyniło nas analfabetami praktycznie do czasów współczesnych. Ktoś może się dziwić dlaczego zbrodniczy Piastowie tak tępili umiejętności pisania u poddanych – nie czynili tego tylko ze względow religijnych, aby to rozumieć wystarczy spojrzeć na historię Korei. Początkowo używano tam pisma Chińskiego, ktore ze względu na swą trudność dostępne było tylko elicie. Ktoryś z wielkich królów Korei polecił swoim mędrcą opracowanie prostego pisma, ktore dostępne było by dla każdego. Mędrcy przeanalizowali wszystkie systemy pisma i opracowali koreański alfabet, ktory stal się dostępny dla każdego. Jednak po pewnym czasie, ktoryś z kolejnych władców wydał mu wojnę i robił wszystko by wytępić umiejętność pisania wśród ludu przywracając Chiński – zrobił tak dlatego, że był tyranem a umiejętność pisania i czytania u ludu była największym zagrożeniem dla tyrani – u nas było tak samo.
    Co do architektury Słowian to była ona przepiękna i niezwykła pisze o tym Saxo Gramatyk jak i inni kronikarze. Co się z nią stało? Otóż Chroby spalił wszystkie jej wytwory w walce z reakcją pogańską a póxniej niszczono do spodu wszystko by narzucić nam prymitywną paskudną „unijną” architekturę – podobnie było ze strojami, ktore były piękne bogate i kolorowe, a ktore w sredniowieczu zastępowano zunifikowanymi łachami – Chociaz trzeba przyznać, że piekno i kolor naszych strojów w formie na ubiorow szlacheckich przetrwala u nas do rozbiorów, kiedy w końcu uczyniono nas przynajmniej w zakresie stroju „europejczykow” czyli szaro czarnych łachmaniarzy a teraz za sprawą żydowskiej propagandy (patrz „Stara Baśń”) wciska nam się, że nasi przodkowie chodzili w skórach i lapciach z kory 🙂

    Lubię to

    • Dobrogost:

      „… Opolczyku jednak moim zdaniem za mało wyeksponowaleś pewne rzeczy…”.

      No i widzisz mój Przyjacielu – ja po prostu wiem, że w takich sytuacjach mogę liczyć na Ciebie i na Twoje komentarze. Które są zawsze cennym uzupełnieniem, dopełnieniem i podkreśleniem rzeczy ważnych i istotnych.

      Serdeczne dzięki za komentarz!

      Sława!

      Lubię to

  4. Kiedyś uważałam, że w bibli jahwistycznej jest za dużo zbrodni. Teraz uważam, że biblia jest instrukcją obsługi dobrego mordercy.
    Poza tym urojona ideologia żydochrześcijaństwa buntuje ludzi przeciw sobie samym i innym ludziom, zabija w człowieku poczucie godności, niszczy w człowieku to, co najbardziej wartościowe.
    Często zastanawiałam się jak taki wrzód na społeczeństwie, jakim jest żydochrześcijaństwo, mógł rozlać się aż tak bardzo? ……
    Cóż, a czy tysiące much siedzące na kawałku łajna może też się mylić? 😉

    Lubię to

    • Dobrosława:

      Często zastanawiałam się jak taki wrzód na społeczeństwie, jakim jest żydochrześcijaństwo, mógł rozlać się aż tak bardzo? ……

      Dokładnie tak! Mnie też sukces tej żydowskiej dżumy wprawia w osłupienie. Ale pokazuje on jedynie, jak łatwo jest ludzi ogłupiać i nimi manipulować.

      Przed nami jest jeszcze wiele, wiele ciężkiej pracy do zrobienia, aby to wszystko „odkręcić”…

      Lubię to

  5. Często zastanawiałam się jak taki wrzód na społeczeństwie, jakim jest żydochrześcijaństwo, mógł rozlać się aż tak bardzo?

    Brak odporności organizmu na wirus,po drugie naturalna kolej rzeczy,Kalijuga trwa więc władze nad światem sprawują wrzody.

    Lubię to

  6. Judeochrześcijaństwo widziane z pozycji buddysty tybetańskiego
    Lama Anagarika Govinda CRYSTAL MIRROR, vol. IV, Dharma Publishing w Berkley w 1975
    “Znaczące i głębokie myśli religijne i filozoficzne nie są dziełem jednostek, mimo, że mogły zostać przez nie przekazane.
    Wyrosły one jednak z nasienia twórczych idei, wielkich doświadczeń i głębokich wizji,
    podobnie jak drzewa rozwijały się przez pokolenia zgodnie z własnym, wewnętrznym prawem.
    Są tym, co moglibyśmy nazwać “naturalnym rozwojem ducha”.Lama Govinda “Podstawy mistyki tybetańskiej”Aby zrozumieć stosunek budyzmu tybetańskiego do chrześcijaństwa, musimy przede wszystkim zrozumieć, czym jest dla niego religia. Najbliższym tybetańskim odpowiednikiem słowa “religia” jest czo (chos, skt. Dharma),
    które oznacza duchowe i uniwersalne prawo, zasadę, która podtrzymuje (dhar) wszystko, co istnieje.
    Najwyższym celem człowieka jest życie w harmonii z tym prawem, a to oznacza ciągłe przebywanie w stanie prawdy i cnoty.
    Dlatego dla Tybetańczyków religia nie oznacza trzymania się określonych zasad i dogmatów,
    lecz naturalne wyrażanie wiary w wyższe przeznaczenie człowieka,
    czyli w jego zdolność wyzwolenia się z sieci iluzji i ograniczeń własnego ego w celu realizacji uniwersalności swej prawdziwej natury
    w Oświeconym Umyśle. Istnieje tak wiele różnych metod i sposobów osiągnięcia tego stanu, ile jest różnych typów ludzkich istot, dlatego też Tybetańczyk uważa wielość religii za niezbędny czynnik rozwoju ludzkości,
    a nie powód do kłótni i obustronnych nienawiści.
    W konsekwencji tego Tybetańczyk, który posiada wysoko rozwiniętą indywidualność, uznaje i szanuje różne formy praktyk religijnych.
    I faktycznie, w Tybecie istnieje tyle szkół buddyjskich, co sekt w łonie chrześcijaństwa;
    nie są one jednak wrogo wobec siebie nastawione. Współżyją ze sobą w pokoju, szanując swoją wartość.
    Akceptując nauczyciela z jednej szkoły, nie neguje się wartości nauczycieli z innych szkół.
    W praktyce bardzo często nauki i metody różnych szkół dopełniają się,
    dzięki czemu można je wykorzystać w najbardziej skuteczny sposób.
    Indywidualistyczne nastawienie do spraw religijnych wyjaśnia dobrze znane tybetańskie przysłowie:
    (Każdy region posiada swój własny dialekt, Każdy lama posiada swoją własną doktrynę)
    Zgodnie z tą zasadą ludzie posiadają wolność wyboru lub odrzucenia wierzeń bądź praktyk
    i bez obaw wyrażają swe opinie na ten temat.Dyskusje na tematy religijne są zawsze mile widziane, zaś ludzie, którzy potrafią w przekonywujący sposób wyrazić swe idee,
    cieszą się uznaniem i szacunkiem. Sztuka publicznych dysput była kultywowana przez wielkie uniwersytety klasztorne,
    takie jak Gnden, Drepung czy Sera.
    Równocześnie Tybetańczyk nie jest aż tak naiwny, by wierzyć, że prawdy religijne można udowodnić przy pomocy logiki,
    czy ustalić je przy użyciu argumentów.
    Tybetańscy nauczyciele zawsze podkreślali fakt, że ostatecznej prawdy nie można wyrazić słowami,
    można ją jedynie urzeczywistnić w sobie. Dlatego nie jest ważne to, w co wierzymy, ale to, czego doświadczamy i co praktykujemy,
    jak to coś wpływa na nas i na nasze otocznie.W Tybecie świętego ceni się bardziej niż króla; człowieka, który jest w stanie porzucić światowe dobra ceni się bardziej niż bogacza,
    a człowieka, który potrafi poświecić swe życie wypełniając je współczuciem i miłością w stosunku do innych, ceni się bardziej,
    niż wielką osobistość. Opowieści o poświęceniach Buddy, gdy jeszcze jako Bodhisattwa przebywał na ziemi,
    do dziś opowiada się przy ogniskach, z okazji różnych uroczystości religijnych, w domach i pustelniach,
    na pustynnych szlakach karawan i zatłoczonych placach targowych, a mimo to nigdy nie przestaną budzić emocji,
    czy to u szorstkiego kierowcy, czy u doświadczonego drobnomieszczanina,
    ponieważ opowieści te nie są wspomnieniem przeszłości, która już dawno minęła,
    lecz nadal istnieją w postaciach tybetańskich świętych, inspirując pokolenia przeszłości i teraźniejszości.
    Można więc łatwo zrozumieć, że opowieść o cierpiącym na krzyżu Chrystusie
    głęboko przemawia do uczuć religijnych przeciętnego Tybetańczyka.Lecz jeśli ktoś powiedziałby mu: “Musisz wyrzec się wszystkich innych świętych i zbawicieli
    i czcić tylko tego jednego” byłby zdziwiony i urażony takim żądaniem.
    Ponieważ dla niego dowodem na istnienie prawdy jest to, że zawsze i wszędzie pojawiali się religijni przywódcy i święci,
    którzy przybywali z posłaniem miłości i współczucia i na nowo wdrażali poznanie ostatecznej Rzeczywistości,
    którą chrześcijanie utożsamiają z Bogiem, Hindusi z Brahmanem, a buddyści ze stanem poza słowami i koncepcjami – Oświeceniem.
    Jeśli mimo ciepłego przyjęcia pierwszych misjonarzy, chrześcijaństwu nie udało się zakorzenić w Tybecie,
    nie stało się to za przyczyną Jezusa Chrystusa i Jego istotnych nauk; przeciwnie –
    to, czego nauczał Jezus zgadzało się w pełni z ideałem Bodhisattwy i było praktykowane w Tybecie o wiele bardziej,
    niż gdziekolwiek w Europie.
    Innym powodem było to, że ci, którzy próbowali zaszczepić chrześcijaństwo na tybetańskim gruncie,
    nie byli w stanie rozpoznać i uznać wielkich myślicieli i świętych tego kraju,
    a zajmowali się bardziej sobą i stworzonymi przez ludzi dogmatami, niż uniwersalnym przekazem Chrystusa.

    Nic nie zilustruje lepiej stosunku Tybetańczyków do chrześcijaństwa jak kilka faktów historycznych,
    które potwierdzają moje rozważania. Pierwszym chrześcijańskim misjonarzem, który przybył do Tybetu,
    był Portugalczyk Padre Antonio de Andrade.
    Został on bardzo gościnnie przyjęty w Tsaparangu przez króla Gule z zachodniego Tybetu.
    Król przyjął go z wielkim szacunkiem i zgodnie z duchem buddyjskiej tolerancji pozwolił mu nauczać nowej religii.
    Dla niego człowiek, który w imię swej wiary przepłynął pół świata, zasługiwał na najwyższe uznanie i szacunek.
    Był przekonany, że prawda nie może skrzywdzić prawdy, dlatego też wszystko, co prawdziwe w religii obcego, mogło w jego przekonaniu jedynie umocnić, uwydatnić i potwierdzić nauki tybetańskich świętych, Buddów i Bodhisattwów. Dlaczego nie miało by się pojawić wielu Bodhisattwów na Zachodzie, w krajach nieznanych dla ludzi Wschodu
    ? Dlatego wiedziony sercem król Gule wysłał w roku 1625 ojcu Antonio de Andrade list treści następującej:

    “My, Król Potężnych Królestw, radując się z przybycia do naszego kraju Padre Antonio Franguim
    (jak w Indii nazywano Portugalczyków – przyp. A.G.), który pojawił się, by nauczać nas świętego prawa,
    uważamy go za głównego Lamę i udzielamy wszelkich pełnomocnictw do nauczania naszego ludu.
    Równocześnie nie pozwalamy, by ktokolwiek próbował mu w tym przeszkodzić. Wydamy także odpowiednie polecenia,
    dzięki którym otrzyma on parcelę i wszelką pomoc niezbędną do wybudowania domu modlitwy”.

    Król przeznaczył nawet cudzoziemcowi swój własny ogród; prezent ten jak na tybetańskie warunki,
    gdzie ogrody są drogim i rzadkim luksusem, był czymś więcej, niż tylko uprzejmym gestem.
    Lecz król, w swej wielkiej dobroci nie przewidział niestety, że obcy przybył nie po to,
    by wymienić prawdę i wspaniałe myśli z tymi, którzy dążą do podobnych ideałów, lecz po to,
    by wyplenić nauki Buddy i zastąpić je tym, co uważał za jedyną prawdę.
    Konflikt był nieunikniony: niezadowolenie szerzyło się w kraju, a przeciw królowi powstali jego przeciwnicy polityczni.
    Podczas gdy Padre Andrade, zadowolony ze swego sukcesu w Tsaparang, wybrał się do Lhasy z zamiarem rozszerzenia swej działalności na cały kraj, w Zachodnim Tybecie wybuchło powstanie, król został obalony, a wraz z nim dynastia Gule.
    Nadszedł koniec świetności Tsaparang. W jakieś sto lat później, w 1716 przybył do Lhasy jezuita Padre Desideri.
    Przyjęto go z szacunkiem, otrzymał wspaniały dom, pozwolono mu także głosić swoją religię mową i piórem.
    W rzeczywistości napisał książkę, mającą na celu obalenie pewnych nauk buddyjskich, co wywołało wielkie zainteresowanie.
    Jak napisał to Desideri: “Przez mój dom przewinęło się wielu ludzi, przeważnie uczonych i profesorów,
    którzy przybyli z klasztorów i uniwersytetów, szczególnie z tych najważniejszych – Sera i Drepung,
    by uzyskać pozwolenie na przeczytanie książki”.
    Tybet był wtedy o niebo bardziej cywilizowany, niż współczesna mu Europa,
    gdzie heretyków palono na stosach razem z ich książkami.
    Można by sobie wyobrazić, co działoby się w Rzymie, gdyby jakiś obcy próbował publicznie obalić chrześcijańskie dogmaty!
    Nie ma się więc co dziwić, że przedstawiciele chrześcijaństwa nie byli w stanie uznać wartości ducha tolerancji,
    wykorzystać otwartych im drzwi i odwzajemnić się w tym samym duchu. Stracono wielką szansę! “

    tłum. Karma Mipham Zangpo

    „Słowian cechowała wolność – również w wyborze bogów, których
    zmieniano,
    jeśli było to korzystne dla społeczności. Przy łączeniu się różnych plemion,
    wszystkich bogów włączano do kultowych obrzędów, bez urażania uczuć religijnych
    nawet małych grup społecznych. I nikomu nie przeszkadzała mnogość kultów
    sprowadzająca się przecież do zapewnienia ludziom spokoju sumienia, a plemieniu
    – wszelkiej pomyślności. Dlatego pomorscy poganie nie atakowali chrześcijan,
    nie prześladowali ich i nie przeciwstawiali się im, rozumiejąc, że każdy
    człowiek ma prawo do swojego boga, wyznania i miejsca religijnego kultu. Po
    prostu szanowali wolność wyznania.

    Misjonarze bez przeszkód znajdowali u Pomorzan gościnę w myśl pogańskiej zasady,
    aby spragnionego napoić, głodnegonakarmić, a wędrowcowi zapewnić dach nad głową.
    Goście mogli bez przeszkód głosić chrześcijańską religię,chwalić swojego boga,
    a nawet wznosić jemu świątynie, byleby nie szargali miejscowych świętości. (…)
    Uroczysty chrzest przez zanurzenie się w wodzie, obrządek a nawet i ofiara dla nowego boga
    były interesującym uzupełnieniem kultu starych pogańskich bogów.
    Stanowiły też dodatkowe urozmaicenie monotonii codziennych zajęć pełnych trudu i znoju
    związanego z pracą na roli. (…)Słowianie nie znali siedmiodniowego tygodnia z wolną od zajęć niedzielą.
    A lubili uroczystości i uczty, więc cieszyli się z kolejnych dni świątecznych, jakie niosło chrześcijaństwo.
    Nie widzieli przeszkód dla zgodnej koegzystencji wielu bogów,
    z których każdy wnosił dobro i pomyślność w ich pracowite życie.
    Wkrótce po misji chrystianizacyjnej w Szczecinie jeden z pogańskich kapłanów doradził,
    aby obok chrześcijańskiego kościoła „pobudować przybytki należne dawnym bogom,
    przez co i jego, i ich przychylność mieć będziemy”.
    I Słowianie ten pomysł niezwłocznie zrealizowali.Dopiero, gdy kapłani chrześcijańskiego boga zaczęli szkalować
    pogańską wiarę oraz żądać, aby Słowianie innych bogów odrzucili, stanowczo
    domagając się zniszczenia ich świątyń i posągów, zaczynają się protesty oraz
    baczniejsza obserwacja nowej religii.A gdy do tego dochodzą dużo wyższe datki i ofiary dla nowego boga
    oraz dziwne wymagania dotyczące życia osobistego i rodzinnego, małżeństwa i pochówku,
    jedzenia z wymuszonym postem wreszcie niezrozumiały zakaz pracy w niektóre dni
    nawet w najgorętszym okresie żniwnym, pogański opór staje się wyraźny i jawny.”
    Pogańskie tajemnice Pomorza – Wrzesław Mechło

    http://bialczynski.wordpress.com/2013/01/29/29017/#comment-18731

    Lubię to

  7. Opis chrystianizacji pomorza jest dość dobrze znany i nie byl tak sielankowy jak w tym cytacie nie był też dobrowolny jak ten cytat Mezamira sugeruje. Przede wszystkim pomorzanie dobrze znali chrześcijan i nie cierpieli fałszywych zbrodniarzy jak psów mając z nimi wiele doświadczeń dlatego odbywalo się to nie tak sielankowo jak Wrzesław Mechło sugeruje – wystarczy przeczytać żywot św. Ottona. Owszem Słowianie mieli wielu Bogów, ale Ci prawdziwi Bogowie pozostawali z sobą w ścisłym związku rodzinnym i w zasadzie byli rożnymi formami tych samych Bogów więc w istocie nie bylo między nimi wielkiej różnicy nie jest więc prawdą jak ów pan sugeruje, że brali co popadnie 🙂 Nie potrzebowali też urpozmaicać swoich pięknych, licznych i barwnych obrzędów jakimiś dziwactwami importowanymi z Niemiec i nie robili tego. Poza tym patrzenie na codzienne zajęcia „monotonii codziennych zajęć pełnych trudu i znoju
    związanego z pracą na roli.” to już typowe żydochrześcijańskie podejście całkowicie sprzeczne z duchem Słowiańszczyzny. Słowianie byli radośni i cieszyli się swoim codziennym życiem a uprawa roli była święta przepelniona ceremoniami i radością. Wbrew temu co pisze Wrzesław Mechło Słowianie nie byli chłopami pańszczyźnianymi pracującymi katożniczo na roli od świtu do zmierzchu do upadłego:-) Wtedy nie było wielkoobszarowych gospodarstw ani monokultur tylko coś co można by przyrownać do ogródków działkowych. Przy tym uprawiali oni ziemię dla siebie a nie dla pana ani na eksport – była to radosna wspólna praca dla wspólnego dobra a nie monotonny pelen znoju trud niewolnika. Poza tym Slowianie nie byli tylko rolnikami, ale rownocześnie rzemieślnikami, artystami itp. oraz oczywiscie wojownikami. Ich życie było barwne i radosne a dzuma znad jordanu (jak nazywa ją opolczyk) byla im absolutnie do niczego nie potrzebana a przy tym odrażajaca.
    W czasie misji Ottona (za którym stała armia i naciski króla) pomorzanie musieli bo nie kieli wyjścia zaakceptować nową religię a przy tym Otton skrajnie róznił się od wszystkich wcześniejszych i późniejszych misjonarzy. Przede wszystkim znał on język i znał Słowian dlatego jego misja była bardzo łagodna i pokojowa przy czym w żaden sposob nie zwalczał ani nie atakował Slowiańskiej religii tylko prezentował nową religię w aspekcie etycznym tak iż Słowianie wogóle nie uważali, że ma to coś wspólnego z religią Niemców. On uwypuklal podobieństwa w etyce z jednej strony z drugiej subtelnie straszył królem i przedstawiał korzyści materialne jakie niosło akceptowanie nowej religii dlatego odnosił sukcesy. W jego prezentacji nowa religia nie róznila się specjalnie od starej i tak to postrzegali nawracani dlatego jak tylko wyjechał to w kościele obok krzyża postawili posąg Trygława oddając obu cześć bo dla Slowian to było to samo. Później zaś przestalo być miło i jak się to skończyło wszyscy wiemy 🙂

    Lubię to

    • Tzw. misja Ottona była wynikiem zdradzieckiej polityki renegata Bolesława Krzywoustego.
      Wiki cytuje nawet służalczy i dupolizowski list tego żydłaka do Ottona:
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Otton_z_Bambergu#List_od_Boles.C5.82awa_Krzywoustego
      Niemiecka wiki podaje, że ten żydłak, „apostoł Pomorza” niszczył świątynie słowiańskich bogów (zerstörte die Tempel der slawischen Götter).

      Pomorzanie wiedzieli, że jahwista Krzywousty prędzej czy później ich ponownie zaatakuje. Pamiętali rzeź mieszkańców Szczecina dokonaną przez tego renegata zimą 1121/1122. Podczas tamtej kampanii żydłak Krzywousty współdziałał i kooperował z żydłakiem Niemcem Lotarem (późniejszym cesarzem), który nacierał na Pomorzan od strony Łaby.
      Nad Pomorzem wisiał żydłacki topór piastowsko-niemiecki.
      Pomorzanie mieli dwa wyjścia – walka do końca i unicestwienie, albo udawanie „nawróconych” na żydzizm i prawo do życia – jako poddani rzymskiej szubienicy.

      Lubię to

  8. a ja co nieco napisalem cos na ten temat u siebie 😉
    http://jaksar.wordpress.com/2013/01/29/falszywa-wiara-czy-obsesja/

    Przy okazji, to co przeżyli Pomorzanie i Prusowie to już „wyszkolona zdobyta w praktyce” misja chrystianizacji. Porównując do chrystianizacji Saxów i Połabian, niektórzy naukowcy uważają, że podboje Pomorzan, Prusów i Jadzwingów byly bardziej liberalne ale za to też o wiele bardziej okrutne. Z poczatu chrystianizacji zważano jeszcze na to, by to chrześcijaństwo nie kojarzyło się zbytnio z brutalnością, więc do mordów dochodziło skrytobojczo, czesto za bramami zakonów i w lochach dygnitarzy. Póńniej, kiedy chrześcijanie okrzepli, sposoby mordów i chrystianizacji stały się poprzez papieskie bulle zalegalizowane, poganin nie był człowiekiem, nie trzeba bylo go torturowac i wymuszac zgody na chrzest…wystarczylo jego i jego rodzine wyciac…jako slugow szatana…. reszta uwazano, ze strachu sama kleknie przed „kaplanem” Na szczescie pomylili sie…jeszcze wiele wiekow walczyli nasi Przodkowie o Wiarę Rodzimą!

    Lubię to

    • Hana

      Dzięki za ten link. Jest to dobra analiza okaleczeń psychicznych, jakie nadjordańska dżuma wywołuje celowo u zastraszanych i odmóżdżanych owieczek.
      Pozdrawiam

      Lubię to

  9. To co ja uważam za cenne to właśnie stosunki społeczne i ogólnie kultura słowiańska i tego brak obecnie- tzn. łotrów, złodziei i kur…y każde społeczeństwo które chce zachować zdrowy rdzeń powinno wystawiać za nawias społeczny….w tym sensie poza wioskę, miasto….i nie ma tu żadnego znaczenia wyznawana religia….

    Jeszcze jaśniej jeśli ktoś jest złodziejem, łotrem, kur….a to niezależnie od wyznawanej religii, nacji, koloru czy poglądów powinien być usuwany ze społeczeństwa…tylko i aż usuwany.

    Działa tu bardzo prosty mechanizm- jednostki aspołeczne pasożytują na zdrowym ciele społecznym- poza nim pasożyty degenerują inne pasożyty lub obumierają bez żywicieli….

    Złe postawy się replikują społecznie błyskawicznie, tzn. jak ktoś widzi że ktoś kradnie bezkarnie to i on zaczyna, znane przysłowie „ku….a k…wie łba nie urwie” etc…..

    Przeciwnie postawy dobre trudno znajdują naśladowców z uwagi na wrodzony ludziom egoizm….oraz trud w ich podejmowaniu….naśladownictwa….

    W tym sensie ideologia chrześcijańska stoi w sprzeczności z tą kulturą tzn. słowiańską
    gdyż w chrześcijaństwie akcent położony jest „czarne owce i ich powrót na łono”.
    łono „żywiciela” ????? A co z żywicielem????.

    Nigdy np. nie kwestionowałem idei prawa BOGA w chrześcijaństwie do ratowania tzw. „czarnych owiec” tym niemniej zawsze zastanawiało mnie dlaczego taki proces odbywa się kosztem zwykłych owiec…..???? tu się aż roi od sprzeczności np „wolna wola”…

    Można albo działać dla dobra społeczeństwa albo dla dobra odszczepieńców- pogodzić się tego nie da….są to sprzeczne interesy, resocjalizacja jest mitem.

    Każdy w miarę rozgarnięty człowiek, który zacznie rozważać prawdy kościelne zaczyna dostrzegać sprzeczności i rzeczywiste skutki oddziaływania tej religii.

    Ja np. nie zgadzam się z sensem odpuszczenia win przez osobę trzecią, a nie ofiarę na której popełniono zbrodnię….uważam to za działanie skrajnie demoralizujące….aspołeczne…
    Tzn. moim zdaniem odpuszczenie komuś grzechów bez weryfikacji moralnego lub innego typu zadośćuczynienia na/ w stosunku do ofierze/y jest demoralizujące i szkodliwe społecznie.

    Dla przykładu: sąd orzeka (w teorii) na podstawie zeznań, dowodów, poszlak itp…. i dopiero potem wydaje decyzje. W kościele mamy do czynienia z decyzją oderwaną od jakiegokolwiek racjonalnego myślenia (zeznaje jedna strona i składa czcze deklaracje). Dosłownie: sądźcie jak się wam podoba….. jeśli się mylę chętnie posłucham sprostowania drugiej strony….

    Problemy poruszane w tym aspekcie, na tej stronie są niezwykle płaskie…dotyczą wyłącznie kościoła. A to nie jest właściwa perspektywa……..Moim zdaniem za degenerację postaw społecznych odpowiada znacznie szerszy krąg zainteresowanych……To jest hydra, której przybywa nieustannie głów, zdecydowanie ludzkość może uratować jedynie powrót do korzeni….ale nie politeizm…..powrót do źródeł moralnych……


    Warcisław:

    „Nigdy np. nie kwestionowałem idei prawa BOGA w chrześcijaństwie do ratowania tzw. “czarnych owiec”

    I tutaj nasze drogi się rozchodzą – ja całkowicie odrzucam żydłacką ideę „prawa boga” do ratowania tzw. „czarnych owiec”.

    I to z kilku powodów!

    – chrześcijański bóg jest starobiblijnym psychopatą i ludobójcą. Nikogo nie chce on „ratować” a stawia jedynie żądania, zakazy i nakazy. Ponadto jest mściwy:

    „Ja jestem Pan, Bóg twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą”

    Co ma wspólnego sprawiedliwość, dobro i miłosierdzie z karaniem prawnuków za „winy” pradziadów.

    – Tzw. „ratowanie” polega na doprowadzeniu „czarnej owcy” do tzw. „nawrócenia się”. We wszystkich odpryskach jahwizmu najważniejszym kryterium oceny człowieka jest to, czy on „wierzy”. Może być szują i kanalią – ale jeśli tępo wierzy w obowiązującą w danym odprysku interpretację żydo-biblii – (a w katolicyźmie i w tzw. „naukę” kościoła) to jest już zdaniem współwyznawców na „drodze do zbawienia”.

    – Tzw. „ratowanie” np. mnie rabuje mi moją wolność. Ja sam odpowiadam za siebie i swoje czyny. I nie życzę sobie, aby ktokolwiek mnie jako czarną owcę „ratował”. Tym bardziej żydłackiemu, wyssanemu z palca przez żydowskich kapłanów bogu odmawiam do tego prawa

    – W gruncie rzeczy w ocenie innych ludzi powinno brać się pod uwagę wyłącznie to – jacy oni są – dobrzy czy źli, porządni czy kanalie, prospołeczni czy pasożyty. A to w co wierzą nie powinno mieć żadnego znaczenia!
    Natomiast u jahwistów wszystkich odprysków (łącznie z judaizmem i islamem) tępa wiara w biblijne bzdury o Jahwe (u chrześcijan dodatkowo w bajki o obrzezanym cieśli) jest najważniejszym kryterium oceny człowieka. I dlatego w dziełaniu każdy odprysk jahwizmu największy nacisk kładzie na „udowodnianie”, że jego ideologia jest jedynie słuszna. I na nią próbują „nawracać” każdego, kto jeszcze do ich odprysku nie należy. Czyli rzekomo w imieniu boga chcą „ratować” czarne owce. Które bezczelnie nie chcą wierzyć w podsuwaną im jedynie słuszną i prawdziwą „prawdę objawioną”!

    „Problemy poruszane w tym aspekcie, na tej stronie są niezwykle płaskie…dotyczą wyłącznie kościoła. A to nie jest właściwa perspektywa……..Moim zdaniem za degenerację postaw społecznych odpowiada znacznie szerszy krąg zainteresowanych……”

    Załóż własnego bloga i pisz we „właściwej perspektywie”.
    Poza tym przeoczyłeś, że np. o globalnej sitwie, spisku banksterów, chorej zachodniej antycywilizacji jako całości, czy o podstępnej „poprawności politycznej” podsuwanej nam przez koczowników też wspominałem.
    Niemniej katolicyzm uważam za najgroźniejszego przeciwnika stojącego na drodze do odtworzenia naszej słowiańskiej tożsamości. A to dlatego, że ta żydłacka dżuma samą siebie uważa za szczyt polskości i patriotyzmu. I dlatego tej żydłackiej ideologii poświęcam tyle uwagi.

    „zdecydowanie ludzkość może uratować jedynie powrót do korzeni….ale nie politeizm…..powrót do źródeł moralnych……”

    A dlaczego nie politeizm? U politeistów odpada spór o to, który „jedyny bóg” jest prawdziwy, a który nie. Ja mam moich bogów, Ty masz Twoich – i nikt nikomu nie narzuca swojego „jedynego”.
    Utożsamianie powrotu do źródeł moralnych z koniecznością odrzucenia politeizmu śmierdzi mi czystym jahwizmem.

    Na koniec powtarzam – moralność człowieka nie ma nic wspólnego z tym, czy wierzy on w jednego czy w wielu bogów. Ludzi i ich moralność ocenia się po ich postępowaniu, a nie po tym, w co i jak i w ilu bogów wierzą.
    opolczyk

    Lubię to

  10. We wszystkich odpryskach jahwizmu najważniejszym kryterium oceny człowieka jest to, czy on “wierzy”.

    🙂 nie tyle „czy jest wierzący”,tylko „czy jest współwyznawcą” duchowych i genetycznych żydów.

    Morduj,kradnij,kłam,(podświadomość nie rozumie zaprzeczenia np nie zabijaj,dla podświadomości wszystko jest na tak i w dodatku dosłownie,czyli podświadomość nie rozróżnia udawania od szczerości)nie ważne jakim jesteś człowiekiem,ważne żebyś był współwyznawcą,wtedy możesz się wyspowiadać i robić dalej czego dusza zapragnie.
    Chulaj dusza mamy spowiedź.

    „Wierni”to osoby które nieustannie afirmują swoją grzeszność,ciągle mantrują(nie) zabijaj,(nie)kradnij,(nie)mów fałszywego świadectwa np świadectwa piane na zamóienie

    „TYGODNIK PODLASKI” 20 IV 2012

    Był satanistą, jest księdzem

    W minioną niedzielę w bialskim kościele Narodzenia NMP miała miejsce niezwykła msza trydencka. Sprawował ją niedawno wyświęcony ks. Sergiusz Orzeszko, który kiedyś był… satanistą.

    Jak doszło do tego, że ksiądz przeszedł tak daleką drogę – od satanizmu do kapłaństwa?
    Jestem synem dyplomaty z lat 60. Po urodzeniu zostałem rytualnie ofiarowany szatanowi, bez wiedzy rodziców, którzy byli ateistami. W dzieciństwie, gdy mieszkałem we Francji i Włoszech, słyszałem głosy i zacząłem szukać odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Błądziłem i wpadłem w praktyki okultystyczne, byłem w stanie nawiedzenia. Wtedy nie wiedziałem, co to jest. Później zdałem sobie sprawę, że głosy w mojej głowie pochodzą od szatana, który wykorzystuje moje problemy w rodzinie i kompleksy, by stać się autorytetem. To proste – gdy człowiek jest zraniony, nie doświadczył miłości i żyje w grzechu, ma skłonność do czynienia zła.
    Czy to właśnie jest satanizm?
    Satanizm nie polega na bieganiu z odwróconym krzyżem i zarzynaniem nocą kur na cmentarzu. W kult satanistyczny człowiek angażuje się życiem, ciałem, myślą i wolą. Początkowo nie zdawałem sobie sprawy, że jestem satanistą. Byłem nieszczęśliwy, mimo, iż potrafiłem wpływać na decyzje i emocje innych ludzi. To nie były sztuczki, lecz kontakt ze złym bytem duchowym.
    Co sprawiło, że ksiądz się nawrócił?
    Spotkałem siostrę Michaelę Pawlik, która jest specjalistką od spraw hinduizmu. Byłem wtedy zaangażowany w kult Hare Kriszna. Mieliśmy długą rozmowę. Myślałem, że ją przekonam do swoich racji, tymczasem to ona przekonała mnie. Zrozumiałem, że się pomyliłem. I wtedy otrzymałem łaskę wiary.
    Czy to wtedy ksiądz spotkał bialskiego dziekana, księdza Mariana Daniluka?
    To stało się dzięki mojej narzeczonej, Ani, która należała do drużyny harcerskiej księdza Daniluka w Międzyrzecu Podlaskim. Ania modliła się za mnie i gdy nastąpiło moje nawrócenie, zwróciła się do księdza o pomoc, poprosiła, by udzielił mi chrztu. Jeździłem do niego zdawać egzaminy z katechizmu i otrzymałem od razu trzy sakramenty: chrzest, bierzmowanie i Eucharystię, byłem też egzorcyzmowany. Wtedy narodziłem się na nowo.
    I wtedy pojawiła się myśl o kapłaństwie?
    Dwa tygodnie przed chrztem doznałem pragnienia zostania kapłanem. Powiedziałem o tym ks. Marianowi, który poradził, by poczekać do chrztu, do czasu, gdy mi całkowicie spadną łuski z oczu. To pragnienie narastało. W końcu rozeznałem, że nie mam powołania do życia w małżeństwie. Tuż przed ślubem wyjaśniłem Ani, że głos Jezusa jest silniejszy i nie mogę Mu odmówić. Zrozumiała to. I tak zostałem księdzem.

    Małgorzata Brodowska

    „TYGODNIK PODLASKI” 12 I 2013

    Listy i opinie

    Kim jest Owsiak?
    Droga Redakcjo. Ośmielona zaproszeniem postanowiłam wyrazić swoje zdanie na temat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jest faktem, że niektóre szpitale otrzymują nowoczesny sprzęt dzięki tej akcji. Jednak to tylko jedna strona medalu pod tytułem „działalność pana Jerzego Owsiaka”, która nawiasem mówiąc jest o tyle piękna, że pokazuje wrażliwość ludzi, chęć pomocy chorym dzieciom. Druga strona medalu, to Woodstock, gdzie celem jest deprawacja polskiej młodzieży, alkohol, narkotyki, prezerwatywy – słowem totalny odlot w najgorszym tego słowa znaczeniu. Wszystko to w rytmie agresywnej muzyki i w scenerii pacyfek, które są też satanistycznym znakiem, symbolem walki z chrześcijaństwem. A sam Owsiak jest przecież związany z Hare Kryszna, o czym mało kto wie. Jestem przeciwnikiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Popierając Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy siłą rzeczy popiera się i tę drugą działalność Owsiaka. Szeroko porównując to trochę tak, jakby gloryfikować kogoś, kto nie jest w porządku, ale kto poprzez fakt zorganizowania jakiejś charytatywnej akcji jest przecież dobroczyńcą. Dla mnie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest po prostu przykrywką czarnej działalności Owsiaka. Jeszcze jedno pytanie – czy aby wszystkie pieniądze z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy idą na pomoc szpitalom?

    Mirosława (nazwisko do wiadomości redakcji)

    „Wierni” każdej niedzieli jedzą ciało i krew na swoich czarnych mszach(bo na poziomie podświadomym nie istnieją metafory i symbole,wszystko dzieje sie dosłownie,kler o tym wie,trzoda już nie).
    Wierni popierają globalizacją i wprowadzenie jednej światowej religii judeochrześcijańskiej.
    Czyli popierają etnobójswto i kulturobójstwo.

    Musisz się nawrócić na nasze,w przeciwnym razie nie ma tu dla ciebie miejsca.
    Typowa syjonistyczna ideologia rasistów.

    Lubię to

  11. Mnie ten tekst wydał się interesujący jako prezentujący odmienne spojrzenie. Jak wiesz jestem głeboko przekonany, że ktoś taki jak Jezus nigdy nie istniał i jest tylko i wyłacznie postacią literacką stworzoną na bazie mitów Amona zaś wszystkie opisane w nowym testamencie historyjki to czysta beletrystyka przerabiana zresztą non stop dopóki Konstantyn nie stworzył dla potrzeb politycznych z tego religii.
    Mimo roznorakich żydowskich dopisków jak i wtrentow do tej powieści i tak nijak nie klei się to z żydowskimi zbrodniczymi tekstami i mowienie o nowym i starym testamencie jako całości to czysta shizofrenia slużąca tylko i wyłącznie robieniu wody z mozgu gojom urągajaca elementarnej logice.

    Lubię to

  12. Pingback: systemmatrix

Możliwość komentowania jest wyłączona.