Alternatywna historia chrześcijaństwa..

.

Ale na początek tej nadjordańskiej dżumy historia rzeczywista…

Dawno dawno temu, za górami, za rzekami, na wschodnim wybrzeżu Mare Nostrum w kraiku podbitym przez Rzym pojawił się kolejny samozwańczy mesjasz.
Był galilejskim wieśniakiem, cieślą. Ale że w biednej rzymskiej prowincji życie z ciesielki na wsi nie zawsze zapewniało pełny brzuch cieśla postanowił być wędrownym nauczycielem. Jeśli będę ludziskom opowiadał to, czego oczekują, zapewne nie poskąpią mi jadła i napitku – pomyślał.
Jego nauki kierował do biedoty takiej jak on sam. Opowiadał o niebie dla biednych i uciśnionych, gdzie wynagrodzone zostaną biedakom wszelkie niedostatki na ziemi. Biedocie podobała się ta wizja. Była chwilowym oderwaniem się od znojnego i ubogiego życia. W nagrodę dawano więc cieśli garść bobu, daktyli czy niedopieczony placek.
Najbardziej lubili jego nauki nieroby. Ileż pocieszenia znajdowali w słowach:

„Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją, ani nie żną, ani nie zbierają do spichlerzów – a Ojciec wasz niebieski żywi je.”

Cieśla i nieroby nie brali pod uwagę jednego. Weźmy na przykład wróble – para wróbli lęguje 2-4 razy w roku składając za każdym razem 5-6 jaj. Wróble żyją do dziesięciu lat. Gdyby wszystkie pisklaki każdej pary wróbli żywił ojciec niebieski to po krótkim czasie zabrakłoby dla samych tylko wróbli miejsca na ziemi. W rzeczywistości ojciec niebieski żywi tylko bardzo nieliczne ptaki niebieskie. Reszta ich ginie. Ale nierobom było to obojętne. Nauka cieśli podobała się im i utwierdzała ich w nieróbstwie.

W przeciwieństwie do innych mesjaszy cieśla nie podjął walki zbrojnej z Rzymem. Zamiast niej wolał ględzić o niebie dla ubogich. Ale nie tylko „nauczał”. Zadarł też z uczonymi w piśmie i ze świątynią. To były powody, dla których na koniec go zlikwidowano.
Za jego życia cieśla, wyznawca judaizmu i obrzezany Izraelita, zgromadził  wokół siebie ledwo garstkę słuchaczy. Ale i z tej garstki niewiele miał pożytku. Jego prawa ręka, Szymon zaparł się go, a Juda nawet go zdradził.
Jego grupka była jedną z sekt w łonie judaizmu. Członkami jej byli początkowo wyłącznie obrzezani Izraelici. Gdyby wszystko potoczyło się normalną koleją losu sekta ta pozostałaby marginalną żydowską sektą.

Jednakże Los a raczej Sanhedryn postanowił inaczej i zmienił bieg historii. Gorliwy faryzesz Szaweł z Tarsu, uczeń i agent członka Sanhedrynu Gamaliela zasymulował „nawrócenie” na heretycki judaizm sekty cieśli, a zaraz potem przeforsował przyjmowanie do spółki nieobrzezanych Goim. Z tego powodu nadano mu przydomek apostoła pogan.

I tak to Szaweł/Paweł z Tarsu wymyślił chrześcijaństwo, czyli judaizm zaadoptowany dla nieobrzezanych Goim.

Istnieją różne domysły co do zamierzonych celów Szawła. Czy liczył na to, że pacyfizm sekty osłabi Rzym militarnie? A może miał nadzieję, że przyjmując wiarę w żydowskiego boga Rzym uwolni z poddaństwa Palestynę i „naród wybrany”?
Jednak bez względu na to, czym kierował się Szaweł jedno jest pewne – to on wykreował żydo-chrześcijaństwo podrzucając sektę cieśli poganom.

Tak naprawdę to dopiero po śmierci cieśli sekta powoli zaczęła się rozrastać. Ale w samej Plestynie nigdy nie zdobyła masowej popularności i była sektą marginalną. Natomiast na terenie rzymskiego imperium obiecanki nieba dla ubogich sprawiły, że wśród biedoty i niewolników sekta rozprzestrzeniała się jak epidemia dżumy. Przy czynnym udziale Szawła i jego wychowanków cieślę wykreowano na zbawiciela i odkupiciela.

Dalszą historię podrzuconej poganom sekty obrzezanego cieśli znamy – jej doktryna stała się oficjalną religią Rzymu. A potem – nadal jak epidemia dżumy –  rozniosła się na plecach żydo-chrześcijan po całym świecie. Przy czym od momentu wejścia na pałace hierarchia nowej sekty zaczęła na masową skalę stosować przymus, prześladowania, rzezie i ucisk. Nawracano siłą, ogniem i mieczem. Utworzone w ten sposób państwo boże na ziemi spłynęło krwią milionów ofiar nowego porządku. A wszystko to robiono pod hasłami miłości bliźniego i wybaczania win winowajcom.

.

483px-Gustave_dore_crusades_entry_of_the_crusaders_into_constantinople

.

szczególna miłość bliźniego

.

metoda radykalnej chrystianizacji

.

Palenie czarownic

.

jahwizm

.

miłość bliźniego po chrześcijańsku

.

jako i my odpuszczamy naszym winowajcom

.

A teraz przyszedł czas na historię nierzeczywistą, alternatywną. Oto i ona:

Alternatywna historia żydo-chrześcijaństwa

W czasie, gdy dżuma nowej wiary zarażała Rzym daleko na północy, wśród borów, kniei i pól złocistych żyli sobie Słowianie. Byli ludem wolnym, pogodnym i radosnym. Nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że daleko na południu narodziła się złowroga zaraza, która zniszczy ich piękną kulturę. Z jednym wszakże wyjątkiem – otóż pewnego młodzieńca o imieniu Dobromir nagle zaczęły prześladować podczas snów koszmary. Widział w nich nadciągającą od południa nad jego krainę mściwą i zawistną zarazę, który niszczy i pali święte gaje, chramy i kupiszcze oraz zwalcza i prześladuje lokalną wiarę i kulturę. Nie cofa się przed mordowaniem żerców, szamanów i wiedźm. Okalecza też ludzi uparcie trwających przy starych bogach i prastarej tradycji, obcinając im ręce, uszy, wyrywając języki i wydłubując oczy. Zaraza występuje pod symbolem podobnym do solarnego krzyża, tyle że jej krzyż symbolizuje śmierć a nie życiodajne Słońce. Młodzieniec opowiedział o wszystkim mieszkającej w jego opolu mądrej pięknej wiedźmie, w której się podkochiwał i którą zamierzał pojąć za żonę . A ta bez wahania zawyrokowała – musisz udać się na południe. Być może uda ci się odwrócić zły Los. Nauczyła przy okazji chłopaka, jak warzyć zioła odurzające i moc mające. Mścisława, bo tak nazywano wiedźmę, przygotował Dobromirowi spory zapas ususzonej jemioły, muchomorów wizje sprowadzających i sporyszu. A także i innych ziół znanych tylko wtajemniczonym.

Po dotarciu do Rzymu młodzieniec szybko nauczył się mowy i pisma wyznawców sekty cieśli. Bardzo szybko też zdobył sobie w niej mir i poważanie. Był bardzo wymowny, skupiony, poważny, chętny do pomocy. Ale był też postawny i urodziwy. Niejedna chrześcijanka na jego widok doznawała grzesznych pokus cielesnych. Dobromir ignorował jednak jego nowe „siostry w wierze” pamiętając o Mścisławie i o jego misji. Dodatkowym powodem jego chłodu wobec zalotnic były rygorystyczne zwyczaje sekty cieśli, w której wstrzemięźliwość seksualna była dowodem naśladowania nadjordańskiego idola.

Z biegiem czasu Dobromir występując pod nowym imieniem Salomon stał się wielkim autorytetem zarówno w sprawach interpretacji pism o cieśli, jak i wcielania w życie jego ideologii. Przychodzili do niego po porady wszyscy chrześcijanie z całej okolicy, a jego słowo ważyło nieomal tyle co wyrocznia. O czym chrześcijanie nie wiedzieli – to właśnie do realizacji jego celu zamierzał Dobromir osiągnąć i osiągnął.

I wtedy właśnie – gdy zdobył sobie niepodważalną pozycję w sekcie, przystąpił do realizacji planu uwolnienia świata od tej dżumy. Zrobił to zaś tak…

Pewnego razu na zebraniu starszyzny gminy rzymskiej Dobromir/Salomon  odezwał się tymi słowami:

– Bracia moi kochani w wierze. Jak wiecie, kocham naszego pana i nauczyciela z Nazaretu, znam i praktykuję jego nauki i zalecenia. To znaczy wydawało się mi, że tak postępuję, ale z ogromną goryczą i bojaźnią bożą muszę stwierdzić publicznie, że oszukiwałem samego siebie, was – czcigodni bracia w panu naszym –  i co gorsza – oszukiwałem samego pana naszego znad Jordanu, który umarł za nasze grzechy, a który jest w niebiesiech u naszego ojca.

Było w zwyczaju w rzymskim zborze, że zawsze, gdy Dobromir zabierał głos, panowała w zgromadzeniu cisza. Ale tym razem, po tym jego zagajeniu wśród zebranych czuło się zaskoczenie, napięcie i szok. Jak to – myśleli sobie wszyscy zgromadzeni – czyż jest to możliwe, że tenże mądry i szanowany Salomon, którego wszyscy tak cenimy, słuchamy i naśladujemy rzeczywiście oszukiwał nas i naszego pana ?”

Tymczasem po chwili milczenia Dobromir tak kontynuował jego wystąpienie.

– Kolejny już raz czytałem pisma o naszym panu i nagle znalazłem w nich coś, co mnie przeraziło i co mi uświadomiło, że jestem symulantem a nie prawdziwym chrześcijaninem. Znacie zapewne wszyscy ten fragment nauk naszego pana – i tutaj Dobromir z pamięci wyrecytował fragment jednej z jewangelii:

„Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. Powiedziano też: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy. A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę – poza wypadkiem nierządu – naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa”

Recytując fragment z jewangelii mówca ze szególnym naciskiem wymawił zdania o konieczności samookaleczeń w celu uwolnienia się od części ciała do grzechów wiodących – aby nie wylądować w piekle (które stworzył też – co wszyscy wiemy – jak i wszysko inne nieskończenie miłosierny i kochający nas ojciec w niebie).

Kolejny raz Dobromir zawiesił głos (celowo, aby jeszcze bardziej zwiększyć napięcie u słuchaczy) i po dłuższej chwili milczenia kontynuował:

– Próbowałem z tym walczyć, próbowałem pokonać pokusy modlitwą pańską, której nauczył nas pan nasz znad Jordanu, a którą wielokrotnie dziennie odmawiam: „Ojcze nasz któryś jest w niebie…i nie wódź nas na pokszenie…”. I nie wódź nas na pokuszenie… Niestety ojciec w niebie nie chce wysłuchać tej mojej modlitwy i ciągle wodzi mnie na pokuszenie. Za każdym razem, gdy widzę kobiety, zwłaszcza młode i urodziwe, a szczególnie gdy nie osłaniają całkiem ich grzesznej nagości, budzą się we mnie żądze. Wielokrotnie też o mało nie zacząłem dotykać ręką ich nieczystych, grzesznych części ciała wywołujących we mnie pokusy i pożądliwość – taki czułem do nich pociąg. Jestem przerażony własną słabością, własnymi żądzami i pokusami, a nie chcę wylądować w piekle, które dla słabych i grzesznych przygotował nasz nieskończenie dobry i miłosierny ojciec w niebie. Dlatego postanowiłem wcielić w życie zalecenia pana naszego, Joszue znad Jordanu. Chcę być i będę prawdziwym chrześcijaninem. Zdecydowałem się wydłubać sobie oczy i uciąć grzeszną rękę, którą pragnąłem obmacywać wstydliwą nieczystość kobiet. Jutro, ktokolwiek do mnie przyjdzie, zastanie mnie bez oczu i bez prawicy. Nauki naszego mistrza i nauczyciela są dla mnie ważniejsze niż oczy i ręka. Postanowiłem!

Po tych słowach Dobromir powstał i opuścił zgromadzenie. A w nim przez długi jeszcze czas panowała cisza. A potem nagle zawrzało jak w ulu…Doniosłość planowanego czynu Dobromira/Salomona najpierw sparaliżowała, a następnie wzburzyła szacowne towarzystwo. Wielu z nich nagle poczuło się jak w pułapce – kto wie, czy nie trzeba będzie naśladować tego gorliwego współwyznawcy.

Jeszcze tego wieczoru Dobromir przy pomocy kilku jego wiernych czcicieli dokonał samookaleczenia – uciął sobie prawą dłoń oraz wydłubał oczy.

Gwoli ścisłości należy nadmienić, że już wcześniej przyjmując gości i słuchaczy w jego skromnej izdebce Dobromir częstował ich napojami z ziół podarowanych mu przez Mścisławę. Podczas rozmów opisywał im bardzo plastycznie rozkosze w niebie u tronu biblijnego Jahwe, ale i straszliwe katusze i cierpienia dusz potępionych w piekle. Napoje z narkotykami sprawiały, że słuchacze podczas snów pod wpływem tych opowieści przeżywali intensywnie zarówno niebiańskie rozkosze jak i piekielne katusze. Do tych pierwszych tęsknili, drugich bali się panicznie.

Od dnia samookaleczenia się popularność Dobromira wśród gorliwych chrześcijan jeszcze wzrosła. To ci dopiero święty człowiek – powtarzali. Aby być posłusznym naukom Joszue pozbawił się grzesznej dłoni i oczu.
Już następnego dnia kilku jego gorliwych naśladowców wydłubało sobie oczy i obcięło ręce. Znaleźli się i tacy, którzy obcinali sobie języki (plotkarze) czy uszy (podsłuchiwacze) – a więc te części ciała, które ich najbardziej wodziły do grzechów. Obcinali też sobie i inne części ciała, ale nie miejsce tutaj na sprośne szczegóły.

Jego dom stał się miejscem pielgrzymek. A on nauczał nadal. Podkreślał z uporem, że każdy, kto chce być prawdziwym chrześcijaninem musi postępować zgodnie ze wszystkimi naukami pana. Także tymi niewygodnymi i bolesnymi. Nie wystarczy tylko modlić się i pokornie nadstawiać drugi policzek do obicia. Nie wystarczy tylko przedkładać pana nad rodzinę (Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem). Należy też odrzucać te części ciała, które wiodą nas go złego.

Dzięki osobistemu autorytetowi, oraz dzięki naśladowcom (działającym nieświadomie w dużej mierze pod wpływem aplikowanych im narkotyków) dobromirowy model prawdziwego chrześcijanina stał się obowiązkowy.

Opozycja przeciwko Dobromirowi naturalnie też istniała – zwłaszcza wśród starszyzny rzymskiego zboru. Dla nich przywództwo w sekcie ważne było ze względu na rosnące wpływy sekty, eksponowaną pozycję w sekcie i związane z tym poważanie ze strony współwyznawców. Nie do pogardzenia był też rosnący majątek i zamożność tworzącej się starszyzny/hierarchii. Niemniej pod wpływem gorliwych a krzykliwych naśladowców Dobromira także i oni musieli ostatecznie poddać się presji dołów. Zażarte debaty ze zwolennikami samookaleczeń kończyły się zawsze takimi samymi ich okrzykami – nawet nasz pan znad Jordanu kuszony był przez diabła. On wprawdzie pokusom się oparł, ale z nas nikt nie jest jemu równy. Nie ma wśród nas nikogo, kto nie jest wodzony na pokuszenie. I jeśli ktoś jest wodzony na pokuszenie i nie postępuje zgodnie z zaleceniem pana – Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie – ten jest oszustem a nie prawdziwym chrześcijaninem.

Tak więc starszyzna, chcąc nie chcąc musiała także pozbawić się tego czy tamtego. Inaczej groziło jej odrzucenie przez doły.

I  w ten oto sposób już rok później nie było w sekcie nikogo, kto nie byłby okaleczony. A i zgłaszający się nowi musieli przyznać się, które ich części ciała wiodą ich najbardziej na pokuszenie. I musieli się z nimi pożegnać. A to sprawiło, że popularność sekty zaczęła gwałtownie spadać. Dwa lata po czynie Dobromira do sekty nie zgłaszał się już nikt nowy. Nawet niewolnicy, mimo mirażu wieczystej szczęśliwości niebiańskiej nie byli gotowi wydłubywać sobie oczy czy obcinać rąk.

Alternatywna historia żydo-chrześcijaństwa szybko dobiegła końca. Zakończyła się wymarciem nadjordańskiej sekty.
Kilkadziesiąt lat później zmarł ostatni samookaleczony prawdziwy chrześcijanin. A z nim wymarła ostatecznie sekta obrzezanego cieśli znad Jordanu. Tym samym podstęp Szawła/Pawła spalił na panewce. A ziemie Słowian uchroniły się od zalania dżumą duchową rodem znad Jordanu.
Dzięki temu do dzisiaj nasze ziemie pozostały słowiańskie i pogańskie.

.

rodzima-wiara-kupaly

.

Dobromir zaś do końca jego dni myślał i marzył o jego ukochanej Mścisławie. Mimo ślepoty oczami wyobraźni widział ją ciągle – zarówno w marzeniach na jawie, jak i w snach.

W tych wizjach pieścili się czule, całowali i używali doczesnej cielesnej rozkoszy. Bez strachu przed wiekuistym potępieniem – którego nie ma.

.

namiętność

.

SONY DSC

.

arte-fm-9508-namietnosc
Jej obraz, wygląd i zapach jej ciała na trwałe wryły się w jego pamięci. Zwłaszcza ich wspólna noc nad wodą i w lesie podczas ostatniej Kupalnocki.

.

akt-naga-kobieta-namietn_3456.

Dobromir zmarł na obczyźnie. Do jego ukochanej Ziemi Słowiańskiej i do Mścisławy już nie powrócił.
Ale spotkali się ponownie w Nawii i tam pozostają razem szczęśliwi do dzisiaj.

Epilog

Niestety historia alternatywna żydo-chrześcijaństwu nie przydarzyła się. Dzieje świata potoczyły się jak wiemy inaczej.
Nauki obrzezanego cieśli jego sekta werbalnie – ale tylko werbalnie – głosi do dzisiaj. Natomiast praktykuje najczęściej ich przeciwieństwo. Nie inaczej było i z okaleczeniami ciała. Nadjordański obrzezany cieśla zalecał (ewentualnie wymyślił to jewangelista) dokonywać ich na samym sobie. A mściwe i fanatyczne żydłactwo okaleczało bliźnich. Których mieli nakaz kochać jak siebie samych. Przy czym nie czynił tego tylko prymitywny żydłacki motłoch. Także papieże osobiście nadzorowali okaleczanie i mordowanie innych.

Przypomnę w tym miejscu mowę biskupa orleańskiego Arnulfa, wygłoszoną w roku 991 na soborze w Reims, we Francji.
Opisuje ona stosunki panujące w Rzymie w momencie “chrystianizacji” Polski.
To świadectwo jest o tyle istotne, że wypowiada je nie wróg kościoła i poganin, a hierarcha.

“O Rzymie, pożałowania godny, który naszym przodkom ukazałeś jaśniejących chwałą ojców, nasze zaś czasy napełniłeś strasznymi ciemnościamihańbiącymi nas po wieki!… Czegóż bowiem nie widzieliśmy w tych czasach? Widzieliśmy, jak Jan z przydomkiem Oktawian, żył w bagnie rozpusty;on też uknuł spisek przeciwko temu Ottonowi, którego przedtem koronował na cesarza. Gdy Jan został wypędzony, wybrano papieżem Leona Neofitę. Lecz kiedy cesarz Otto opuścił Rzym, Oktawian wrócił do miasta, zmusił do ucieczki Leona, Janowi Diakonowi  ociął nos, palce prawej ręki i język i dokonawszy w mieście rzezi wielu wybitnych ludzi wkrótce zmarł. Na jego miejsce wybrali Rzymianie Bebedykta Diakona z przydomkiem Gramatyk. Na niego też wkrótce uderzył Leon Neofita ze swoim cesarzem, obległ, pojmał, złożył z urzędu i skazał na dożywotnie wygnanie do Niemiec. Po cesarzu Ottonie I nastąpił Otto II, przewyższający wszystkich władców naszych czasów siłą oręża, rozumem i wiedzą. W Rzymie na stolicy papieskiej zasiadł zaś straszliwy potwór, Bonifacy, najbardziej nikczemny ze wszystkich ludzi, splamionyrównież  krwią poprzedniego papieża. Lecz i ten, jakkolwiek wygnany i potępiony na wielkim synodzie, wrócił po śmierci świątobliwego Ottona do Rzymu. Piotra, znakomitego męża apostolskiego, który był przedtem biskupem padwii, przysięgą zapewniwszy mu bezpieczeństwo, usunął z zamku rzymskiego, złożył z urządu i pohańbionego ohydą więzienia zabił. Czy istnieje nakaz, aby takim potworom ludzkim, pełnym hańby, pozbawionym wiedzy o rzeczach boskich i ludzkich, podlegał nieprzeliczony zastęp kapłanów Boga znanych na świecie z nauki i życie pełnego zasług?”

Jan “Oktawian” – Jan XII. Papieżem został mając 17/18 lat. Urzędował w latach 955-964 Pozbawiono go urzędu za morderstwa, kradzieże i świętokradztwo. Ostatni z papieży okresu tzw. „pornokracji„.

Leon “Neofita” – Leon VII (963-965). Pupil Ottona I.

Benedykt “Diakon” – Benedykt V (964-956). Zdetronizowany i zesłany do Niemiec przez Ottona I.

Bonifacy VII – wybrany 974 rok. Potem wygnany. Ponownie papieżem w latach 984-985. Mordował przeciwników. Zamorzony głodem.

Piotr (“znakomity mąż apostolski”) – prawdopodobnie zamordowany w więzieniu Benedykt VI.

Dżuma znad Jordanu zalała ogromne połacie świata. Przyniosła fanatyzm, ucisk, rzezie, wojny religijne.
Największe szkody spowodowała w psychice ludzi. Bazowała na strachu przed wiecznym potępieniem i na konieczności ślepego posłuszeństwa tzw.”naukom” kościoła. W ten sposób wychodowała religijne bydło nienauczone samodzielnego myślenia. Przy tym wszystkim zadżumione bydło religijne uważa się za posiadacza jedynie słusznej prawdy objawionej. Nadal chce jego dżumą na siłę „uszczęśliwiać” niezadżumionych.
W wielu przypadkach zadżumienie jest nieodwracalne. Ludzie, którym przez lata zabraniano samodzielnie myśleć, nie nauczą się tego już nigdy.
Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał…

.

opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Reklamy

15 thoughts on “Alternatywna historia chrześcijaństwa..

  1. Iluminizm – doktryna religijna uznająca Boga za najważniejsze źródło wszelkiego poznania (nie tylko religijnego ale też np. moralnego). Stworzona przez Platona, doktryna zyskała popularność w judeochrześcijaństwie za sprawą św. Augustyna Plagiatoriusza 😀

    Lubię to

  2. Ludzie Wiedzy – Wiedźmy, Znachorki, Uzdrowicielki
    Wiele lat temu, kiedy jeździłem po ukraińskich wsiach poznając folklor, zafascynowała mnie mądrość i wewnętrzna radość zwykłych wiejskich kobiet – znachorek,
    często nazywanych wiedźmami

    . Choć większość z nich nie umiała nawet czytać, to
    w swoich praktykach w sposób naturalny potrafiły one wykorzystywać zaawansowane
    techniki psychoterapeutyczne i używać sił nadprzyrodzonych tak, jak my na co dzień
    używamy telefonów komórkowych ..
    Zazwyczaj znachorki i wiedźmy wykonywały obowiązki lekarzy, akuszerek,
    doradców, wróżek i pośredników w obcowaniu z siłami przyrody w czasie żniw czy
    orki, przewidywały mrozy, ulewy czy czas posuchy

    .
    Na pozór wiedźmy niczym szczególnym się nie wyróżniały – tak samo pracowały, dbały o dom i rodzinę ..Kiedy jednak przychodziła ciężka chwila ludzie przypominali sobie o tym, że jest wśród nich wiedźma – osoba, która wie więcej, która służy
    pomocą i radą ..

    Nazwa „wiedźma” pochodzi od słowa „wiedza”, „wiedzieć”. Czasami na Ukrainie
    wiedźmy nazywane są również „wiedun’ jami”, „szeptun’ jami”, a najczęściej po prostu
    „babkami” – dopiero w czasach późniejszego chrześcijaństwa nazwy te nabrały pejoratywnego znaczenia.
    Wśród „wiedźm” wyróżniano:
    znachorki lub uzdrowicielki – osoby, które w sposób świadomy poświęciły swoje umiejętności wyłącznie uzdrawianiu (najczęściej przy pomocy ziół i terapii manualnej);
    szeptun’je – osoby, które zajmowały się zaklęciami, „zagoworami” i odczynianiem uroków przy pomocy modlitw;
    wróżki – przewidywały przyszłość i opowiadały o minionych zdarzeniach;
    wiedźmy – osoby posiłkujące się wszystkimi wyżej wymienionymi środkami i dodatkowo
    wykorzystujące rytuały, czary, hipnozę, wróżenie, przywoływanie duchów i inne rodzaje
    komunikacji z siłami nadprzyrodzonymi.

    Kobiety (wiedźmy) pełniły również rolę służb meteorologicznych – przewidywały pogodę, uprzedzały o ulewach, powodziach lub burzach czy zamieciach. Niezwykle rzadko ingerowały w przebieg zdarzeń, a i to na małą skalę. Globalne sterowanie żywiołami
    było raczej domeną mężczyzn – „kołdunow”, „chmarników” (płanetników), „wiedunów”
    lub „szamanów”, którzy „na zamówienie” wywoływali deszcz w czasie posuchy czy przeganiali chmury w czasie żniw.

    Prawie nigdy „wiedźmiarstwo” nie było uprawiane jako odrębna profesja ..
    Nigdy też nie było traktowane jako źródło utrzymania ..Codzienne zajęcia zapewniały
    byt i uczyły szacunku do pracy, a przy tym szereg społecznych funkcji, takich jak uprawa pola, prowadzenie gospodarstwa domowego, wychowywanie dzieci lub inne równie pożyteczne obowiązki, gwarantowały znachorkom stały kontakt z rzeczywistością
    oraz chroniły przed wpadaniem w wyimaginowany świat wizji i halucynacji ..
    Uważano, że prawdziwe wiedźmy posiadały moc już od momentu urodzenia ..Dalsza nauka koncentrowała się na doskonaleniu umiejętności wykorzystywania swoich naturalnych predyspozycji dla dobra innych, kontrolowania swoich my-
    śli, uczuć i reakcji oraz eliminowania przejawów spontanicznego rozładowywania
    negatywnych emocji ..
    Wiedźmy zwykło się dzielić według pochodzenia na „rodzone” (kiedy dziecko
    rodzi się wiedźmą) i „nauczone” lub „przyjęte”, czyli te, które przeszły inicjację i zosta-
    ły wtajemniczone ..Nauka również była udzielana w różny sposób: wiedźmy „rodzone”
    uczono rozpoznawania i określania swoich doznań pozazmysłowych – słuchania głosu intuicji jak również panowania nad nim ..Wiedźmy „nauczone” krok po kroku były
    wprowadzane w nową dla nich rzeczywistość z jej przepisami i modelami zachowania
    zapewniającymi bezpieczeństwo zarówno samej wiedźmie, jak i jej otoczeniu ..
    Wiedźmy rodzone
    U wiedźm rodzonych szczególne uzdolnienia i predyspozycje ujawniały się
    często w sposób naturalny i spontaniczny już we wczesnym dzieciństwie

    ..Zadaniem
    osoby prowadzącej (opiekunki) było nauczenie dziewczynki panowania nad myślami i emocjami wypełniającymi młody umysł, ukształtowanie stabilnego systemu
    wartości, przekonań i wiary ..Ważną częścią nauki było uświadomienie tego, że każ-
    da myśl wzmocniona emocją staje się rzeczywistością – materializuje się i wprowadza zmiany ..Uczono więc dziewczynki odpowiedzialności za siebie i za innych ..
    Najczęściej dziecko nawet nie wiedziało, że jest wiedźmą ..Było uczone w ten sposób,
    by uświadomienie swoich niezwykłych zdolności nie zawróciło mu w głowie lub nie
    doprowadziło do załamania ..

    Według ludowej tradycji wiedźmy rodzą się w rodzinie, w której:
    • „siedem dziewcząt nie zostało przełożonych żadnym chłopcem”
    6
    ;
    • babka-znachorka nie opuściła rodziny i nie zamieszkała sama;
    • dziecko urodziło się w młynie lub w chacie stojącej nad urwiskiem;
    • księżyc zaglądał przez okno i oświetlał łóżko położnicy;
    • księżyc stale świecił na łóżko niemowlęcia;
    • dziecko było po raz drugi przystawione do piersi
    7
    .
    Wiedźmę rodzoną łatwo jest rozpoznać:
    • po znamionach na ciele (lub kalectwie – „oddany palec za zdolności”);
    • po oczach: są czarne, zielone lub jedno niebieskie a drugie zielone lub ciemne,
    a spojrzeniu w jej oczy towarzyszy uczucie, jakby się do studni wpadało;
    • po gęstych czarnych włosach i smużce owłosienia na plecach idącej od głowy do
    pasa;
    • po tym, że we śnie mówią i czasami chodzą prowadzone księżycem;
    • po przenikliwym błysku w oku;
    Wiedźmy „nauczone” lub „przyjęte”
    Wiedźmy nauczone przechodziły szereg inicjacji i wtajemniczeń, podczas
    których przekazywano im kolejne stopnie wiedzy ..W ten sposób uzyskiwały one moc
    i uczyły się panowania nad poszczególnymi aspektami natury ..
    Uczennicami zostawały tylko dziewczynki wyjątkowo zdolne i tylko te, które
    same poszukiwały wiedzy i możliwości pomocy ludziom ..
    Przyszłe wiedźmy uczone były sztuki przyjaźni i współczucia, jak również
    asertywności, posłuszeństwa i umiejętności poświęcania uwagi innym .. Rozwijana

    była zdolność obserwacji i kontrola nad emocjami, trenowano pamięć ..Tej samej nauki
    dwa razy nie powtarzano ..Jeśli uczennica za pierwszym razem czegoś nie zrozumiała,
    to znaczyło, że jeszcze nie dojrzała do przyswojenia tej wiedzy ..Na stawiane pytania
    bardzo rzadko odpowiadano wprost ..Odpowiedź przekazywana była po jakimś czasie
    i najczęściej w formie metafory lub przykładu ..
    Słowiańskie tradycje przekazywania wiedzy mają dwie formy: tradycję
    rodzinną i niebezpośrednią linię przekazu ..
    Tradycja rodzinna
    Wczasach, gdy nie istniały telefony, głównym źródłem informacji była intuicja
    i obserwowanie znaków ..Klucz do ich interpretacji i wykorzystywania chroniony był
    jako wiedza rodzinna, ściśle strzeżona przed obcymi, bowiem gwarantowała rodowi
    zdrowie, dobrobyt i bezpieczeństwo ..
    Zazwyczaj wiedza ta przekazywana była nie córce lecz wnuczce
    – prawdopodobnie dlatego, że kontakt między tymi pokoleniami był lepszy ..Ponadto
    większy dystans uczuciowy pozwalał – przy zachowaniu opiekuńczego stosunku do
    dziecka – na niezmąconą emocjami obserwację jego rozwoju oraz kształtowanie jego
    modelu myślenia i sposobu zachowania ..
    Nauka udzielana była wyłącznie wtedy, gdy uczennica-pomocnica była gotowa
    zrozumieć i odpowiednio wykorzystać nowo zdobyte umiejętności .. Uważano, że
    prawidłowe korzystanie z wiedzy polega na radzeniu sobie w każdej sytuacji, działaniu
    na korzyść rodziny i całego społeczeństwa ..
    Poprzez wykonywanie codziennych zajęć wpajano określony sposób bycia,
    model myślenia i postępowania ..W zależności od poziomu świadomości uczennica
    dostępowała kolejnych etapów wtajemniczenia .. W ten sposób tysiące lat tradycji
    przekazywania wiedzy z babci na pierworodną wnuczkę lub na ostatnią urodzoną
    w rodzinie dziewczynę stworzyło ciągłość stosowania metod terapii ludowej

    http://akasha.com.pl/sklep/excerpt/zdejmowanieUrokowJajem.pdf

    Lubię to

    • To nie są WIEDŹMY tylko inkarnowanme na Ziemi DAKINIE.
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Dakini ;p

      Z uwagi na aurę Ziemii nie zawsze pamiętają czym
      są ale pamietają co umieją i starają się tą wiedzę
      dawać innycm. ;p[

      Zasada 7 – rodzenie ma znaczenie tylko w rodzinach „nieplanowanych”.
      Dzieci z próbówek czy spedzane aborcją niszcza sukcesje. ;p

      Na podobnej zasadzie działają inne 7 z bajek. 😉

      I nie pytaj mnie SKĄD TO WIEM. ZAUFAJ, ŻE TO PRAWDA. 😀

      Lubię to

      • Poniekąd dla niej (reguły 7) „semici sie mnożą jak te no (bez urazy) szkodniki” zapominąc, że „7 bachor w rodzinie” to nie wszytkie konieczne warunki bo trzeba mieć także to coś we krwi by się w naszym dziecku taka DAKINIA zechciała odrodzić.

        A tym czymś jest posiadanie SŁOWIAŃSKIEJ CZYSTEJ, nie spedalonej yudeokatosemickimi „wartościami”, DUSZY. 😀

        Lubię to

  3. Mezamir !

    Tak pięknie opisał Pan co znaczyło słowo „wiedźma”, że z miejsca je pokochałem..Może Pan wie coś na temat słowa „kaznodzieja”? Czy znany jest może Panu jego kontekst słowiański ? Zwracam się do Pana z tym pytaniem ze względów osobistych. Dawno temu , gdy stawiałem pierwsze kroki w wojsku ktoś starszy kogo chętnie słuchałem i do kogo miałem wielki szacunek nazwał mnie tym słowem. Wówczas tego nie analizowałem.. Dzisiaj, po przeczytaniu pana wypowiedzi sprawa ta ni stąd , ni zowąd mnie zainteresowała.

    Lubię to

  4. Kaznodzieja to osoba kazania gadająca 😀
    Odpowiednik Wieszcza lub Barda…poszukam czegoś więcej 🙂

    Kołodziej, dawniej zwany również stelmachem (z niem. Stellmacher) – rzemieślnik zajmujący się wyrobem drewnianych wozów, sań i części do nich, głównie kół.

    Kaznodzieja to rzemieślnik zajmujący się gadaniem 😀 znający psychologię i socjologię,stosujący sztuczki nazywane dziś NLP 😉

    Lubię to

  5. „Kazać,przekazywać- ale kazanie to jest przykaz a nie tylko opowieść stąd i kara – kaźń i kazić – karać. prawdopodobnie nie chodzi tutaj o barda tylko o przekaziciela ustnej wiedzy o przeszłości. To wyraz słowiański a więc zapożycony przez nową religię od starej.”-Czesław Białczyński

    Lubię to

  6. „JP 2 ogłosił samorozwiązanie “ideologiczne” kk i w ogóle chrześcijaństwa, judaizmu i islamu w encyklice “Fides et Ratio” w 1998 roku.”- CB

    Lubię to

    • Pomysł z Norwegią uważam za niezbyt szczęśliwy.
      W roku 2011 na zlocie Bilderberga był. m.in. następca tronu Norwegii, książe Haakon.

      „Norwegia
      Myklebust Egil, były przewodniczący rady dyrektorów SAS, sk Hydro ASA
      H.R.H. Haakon, koronowany książę Norwegii
      Ottersen Ole Petter, rektor Uniwersytetu Oslo
      Solberg Erna, lider Partii Konserwatywnej”

      http://www.prisonplanet.pl/polityka/bilderberg_2011_pelna,p1344284058

      Tak więc Norwegia, mimo iż nie jest w Unii Jewropejskiej także podlega banksterskiej koczowniczej sitwie.

      Lubię to

  7. najciekawszy jest koncept odpuszczenia grzechów. Ciekawe czy ktoś z tzw. chrześcijan w ogóle myśli nad tym problemem. Co oznacza w praktyce odpuszczenie grzechów. Jaki sens ma odpuszczenie grzechów nawet przez samego BOGA (jakikolwiek ON by nie był), skoro nie ma przebaczenia ze strony ofiary. Prawdopodobnie w oryginale przebaczenie ofiary było warunkiem odpuszczenia grzechów. Po drodze jakoś to umknęło. Podobnie jak umyka w tych czasach coś takiego jak pokuta i żal za grzechy albo jest zgoła czymś innym niż miało być.
    Chrześcijan trzeba zmartwić…tych myślących…. nie ma czegoś takiego jak odpuszczenie grzechów…to fikcja…chociażby w aspekcie fizykalnym….Jeśli by nawet było coś takiego jak zmazanie grzechów (odpuszczenie win) to czyni to kreację zupełnie nowego świata w aspekcie czego nie ma taki akt żadnego sensu. Jedyny sens jest w odpuszczeniu win ze strony ofiary…a te podobno mają wolną wolę i koło się zamyka. Czy miliony ofiar terroru ze strony jedynie słusznej religii odpuszczą…. Sama idea choćby najszczerszego żalu nie ma zupełnie sensu… chrześcijanie powinni iść najpierw do swoich ofiar….. tak nazywała by logika.

    Lubię to

    • warcislaw wromotowicz:

      najciekawszy jest koncept odpuszczenia grzechów

      Z tym tzw: „odpuszczeniem grzechów” to wcale nie jest taka prosta sprawa. Miłosierdzie plugawego Jahwe jest co najmniej dwustopniowe. Otóż „odpuszczenie” WINY za grzechy nie jest jednoznaczne z darowaniem KARY za nie. Sama tzw. „spowiedź” nie jest wystarczająca. Oprócz niej należy jeszcze uzyskać tzw. „odpust” – i dopiero wtedy nieskończenie miłosierny jest na tyle udobruchany, że owieczka nie idzie ani do piekła ani do czyśćca.

      „Odpust – w teologii katolickiej pojęcie oznaczające darowanie przez Boga kary doczesnej za grzechy, które zostały odpuszczone co do winy.
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Odpust

      Mamy więc kompletnie porąbaną ideologię – Jahwe wodzi wyznawców na pokuszenie – o czym mówi jego domniemany synalek w tzw. „modlitwie pańskiej” (Ojcze nasz…i nie wódź nas na pokuszenie), a następnie karze tych, których sprowadził na manowce. A aby go udobruchać należy się i tzw. „spowiedź” i dodatkowo tzw „odpust”.
      A zdanie ofiar nikogo nie interesuje. Jak będą podskakiwać, to wylądują w piekle.

      Lubię to

  8. Znalazłem w sieci. Temat koresponduje z problematyka tego blogu. Polecam uwadze :

    Lubię to

  9. Tak, jakby było tak jak napisałeś, to by nas dawno podbili Germanie, z zachodu i z północy, a nawet gdyby nas nie ruszyli, to byśmy przez wieki, może nawet do dzisiaj żyli na poziomie afrykańskiego kraju. jakby ci przyszło rzeczywiście żyć dzisiaj wśród ludzi czczących bałwany, żyjących bez prawa i porządku, to byś wolał zostać w chrześcijańskiej Europie. interesuje mnie trochę religia Słowian, ale nigdy nie wpadło mi do głowy coś tak głupiego żeby w to wierzyć.
    Jesteś śmieszny, że piszesz o jakiejś Nawii. Nawet jeśli Bóg(Jahwe) nie istniałby, to chrześcijaństwo jest już bardziej sensowną religią niż ta słowiańska. no i krytykujesz religię chrześcijańską w średniowieczu przez pryzmat zbrodni 1% chrześcijan, których zresztą trudno tak nazwać.

    Balvan

    Jesteś rzeczywiście bałwanem. Pod Przecłwą w 1056 roku kilka plemion Wieleckich rozniosło w pył armię saską liczniejszą niż armia krzyżacka 3,5 wieku później pod Grunwaldem.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Przec%C5%82aw%C4%85

    Gdyby jahwizm nie rozbił jedności Słowian, rozwaliliby w pył Niemców, Rzym, Konstantynopol.

    Słowianie nie żyli na poziomie „afrykańskiego kraju”.
    https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/

    A nawet gdyby – wolałbym „afrykański kraj” od rozszabrowanego, zniewolonego unijnego baraku z garstką miliarderów i milionami biedaków pozbawionych prawa głosu.
    Wolę czcić „bałwany” – one symbolizują Boskie Siły Natury – niż kłaniać się żydowskim idolom – żydówce Miriam, obrzezanemu galilejczykowi włóczędze Joszue czy żydowskiemu psychopacie i ludobójcy Jahwe.

    Prawo i porządek były u Słowian przez skatoliczeniem o wiele lepsze niż kiedykolwiek później:

    „… te plemiona, Sklawinowie [plemiona naddunajskie] i Antowie [plemiona osiadłe między Dniestrem a Dnieprem], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”

    Prokopiusz z Cezarei (VI w. – historyk grecki)

    „Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […] Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”

    Pseudo-Maurycjusz (VI-VII w. – pisarz bizantyjski)

    “Poza tym, jeśli chodzi o moralność i gościnność, trudno by znaleźć lud bardziej zacny i szlachetny.”

    „…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”

    Helmold, kronikarz z drugiej połowy XII w



    “…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”

    „U was, chrześcijan ucina się ludziom ręce i nogi, wyłupuje oczy, torturuje w więzieniach. U nas, pogan, tego wszystkiego nie ma, toteż nie chcemy takiej religii” (odpowiedź Wolinian dana żydłackiemu biskupowi Mistelbachowi)

    Kronikarz biskupa Ottona Mistelbacha

    A żydo-chrześcijaństwo to stek żydłackich bzdur i bredni. Tylko ktoś odmóżdżony może w nie wierzyć.

    I nie wybielaj waszej zbrodniczości – ludobójstwo ultrakatolickich ustaszy na Serbach podczas II wojny to nie średniowiecze. Tym bardziej ludobójstwo w Rwandzie – gdzie katolicy i protestanci mordowali się nawzajem. Bilans – 800 000 – 1 000 000 ofiar. Ku chwale „chrystusa”.
    opolczyk

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.