Piękno kosmosu…

.

ziemia-kosmos-ksiezyc

.

mglawica_orzel

.

M42

.

505px-Blackeyegalaxy

.

astro5

.

g1

.

gg

.

gm_m57_hst_big

.

saturn

.

jowisz

.

milky_nowa_2012

.

księżyc

.

21212107211000519090438
Wyjrzyjmy za opłotki codziennej, ziemskiej rzeczywistości…

Jako dziecko często spoglądałem w gwiaździste niebo. Zastanawiałem się wówczas, czym są i jak wysoko na niebie wiszą gwiazdy. I kto oraz jak je tam zawiesił. Gdy dowiedziałem się później, że są one po prostu odległymi „słońcami” byłem niezmiernie zdziwiony. Później zapomniałem o gwiazdach i interesowałem się innymi, bardziej przyziemnymi sprawami.
Ale gwiazdy nie zapomniały o mnie…
Lata później czytałem akurat książkę o procesie inkwizycyjnym Galileusza. Książka opisywała szczegółowo odkrycia tego uczonego dokonane przez niego przy pomocy małej lunety. Zapaliłem się i postanowiłem pójść jego śladami. Kupiłem sobie amatorski teleskop (Saturn 45) i zacząłem długie wieczory, noce i ranki spędzać przy jego obiektywie.
Jak Galileo zauważyłem kratery i góry na księżycu. Przy czym dobrze widać je i rzucane przez nie cienie jedynie wtedy, gdy księżyc nie jest w pełni. Przy pełni księżyca cienie rzucane przez kratery znikają i sprawia on wrażenie gładkiej kuli upstrzonej ciemnymi i jasnymi plamami.

Swoim urokiem zaczarował mnie Saturn. Podziwiałem jego pierścień, a nawet obserwowałem największego z jego satelitów – Tytana.

W zdziwienie wprawił mnie Jowisz. Wprawdzie moim małym teleskopem nie dostrzegłem jego znanej wielkiej czerwonej plamy, ale za to świetnie widać było jego cztery największe odkryte przez Galileusza księżyce. Fascynująca była ich „ruchliwość”. Każdego następnego wieczoru ustawienie ich względem Jowisza było inne niż dzień wcześniej. Niekiedy nawet Io widziana wieczorem po lewej stronie parę godzin później, nad ranem, była już po prawej stronie Jowisza.

Wenus natomiast podczas jej obiegu wokół Słońca przechodzi wszystkie znane nam „fazy księżyca”, tyle że trwają one wielokrotnie dłużej niż ich księżycowe odpowiedniki. Gdy planeta ta wyłania się zza Słońca jako gwiazda wieczorna  jest małą okrągłą tarczą. W miarę pozornego oddalania się w bok od Słońca tarczy Wenus powoli z jednej strony ubywa, ale rośnie jej średnica . Jej tarcza powoli staje się świecącym półkolem a później coraz cieńszym, ale za to mającym większą średnicę sierpem (rogalikiem). Gdy Wenus dogania Ziemię, znika z pola widzenie (nów). Po jakimś czasie pojawia się jako sierp świecący rano przed wschodem Słońca. Po czym powoli sierp „grubieje” ale maleje jego średnica. Miesiące później jako mała okrągła tarcza Wenus kryje się za Słońcem (w „pełni” nie jest z Ziemi widoczna, gdyż przesuwa się za Słońcem lub tuż nad/pod nim).

Mars jest ze wszystkich planet widocznych małym amatorskim teleskopem najmniej ciekawy do obserwacji. Nie widać na jego niewielkiej tarczy żadnych szczegółów, księżycy, pierścieni czy faz (Mars jest zawsze widoczny jako tarcza – choć i ona zmienia jej wielkość).
Planety zza orbity Saturna (Uran i Neptun) są trudne do obserwacji. Nie różnią się niczym od słabych „zwyczajnych” gwiazd i namierzenie ich nie jest łatwe bez znajomości ich aktualnego położenia na niebie. A „zdegradowanego” Plutona małym teleskopem jest jeszcze trudniej znaleźć.

Poza planetami tylko kilka najbliższych galaktyk udało się mi przez teleskop zaobserwować i jako galaktyki zidentyfikować. Widać jest jako maleńkie rozmyte plamki jądra tych galaktyk. Wyjątek stanowi Andromeda – najdalszy obiekt kosmiczny widoczny z Ziemi gołym okiem. Patrząc na nią zawsze sobie uświadamiam, że światło akurat oglądane przeze mnie wysłane zostało z Andromedy w daleką podróż dwa i pół miliona lat temu. Aby zobaczyć galaktykę Andromedy gołym okiem, wystarczy wyjechać poza miasto, odszukać nad głową Kasjopeję („wykoślawione” W) i w lewo nieco w dół od dolnego jej „wybrzuszenia” ujrzymy dosyć dużą plamę – centralny region tej galaktyki.

Jeszcze większe wrażenie sprawia nasza własna Droga Mleczna. Ale i ją można obserwować tylko poza miastem. Rozproszone światło ulicznych latarni, reklam i neonów uniemożliwia dostrzeżenie jej w mieście. Ostatni raz w pełnej krasie widziałem ją parę lat temu, gdy byłem u kolegi w Beskidzie Niskim. Siedziałem na stoku jednego z „pagórków”, na skraju lasu i z zachwytem oglądałem ciągnącą się przez całe niebo pasmo dysku naszej galaktyki.

Same gwiazdy oglądane przez mały teleskop niczym nie różnią się widocznych gołym okiem. Są jedynie jaśniejsze i jest ich dużo więcej. Na wycinku nieba o średnicy kilku tarcz księżyca, gdzie gołym okiem widać ledwo kilka gwiazd, przez teleskop dostrzec można oprócz nich  dziesiątki, a nawet setki innych maleńkich świecących punkcików.

Ale dopiero korzystając z ogromnych współczesnych teleskopów widać jest ogrom widzialnego kosmosu (czy też raczej naszego kosmicznego „bąbla”) – setki miliardów galaktyk zawierających dziesiątki, setki a nawet tysiące miliardów gwiazd.

Zagłębiając się w historię astronomii zauważyłem ewolucję jaka nastąpiła w świadomości ludzi (niestety nie wszystkich).
Przez tysiąclecia ludzie wyobrażali sobie, że Ziemia stanowi centrum wszechświata, choć już w starożytności istniały koncepcje heliocentryzmu (Arystarch). Po Koperniku, a zwłaszcza po Galileuszu Ziemia została „zdetronizowana”, a centrum wszechświata przeniesiono na Słońce. Ale i ono zostało zdetronizowane. Okazało się przeciętnej wielkości gwiazdą leżącą na peryferiach naszej galaktyki w jednym z jej ramion (ramię Oriona). Niektórzy pocieszali się, że przynajmniej nasza galaktyka jest pępkiem świata. Odkrycie miliardów galaktyk, pośród których nasza jest jedną z wielomiliardowej rzeszy innych, jej podobnych, uzmysłowiło – a przynajmniej uzmysłowić powinno nam nasze własne proporcje: nasza galaktyka jest tylko pyłkiem w gigantycznym kosmosie. A nasze Słońce jest tylko zwyczajną, przeciętną żółtą gwiazdą, jedną z miliardów w naszej galaktyce.

Obserwując niebo zainteresowałem się naturalnie i tym, dlaczego gwiazdy świecą, jak powstają i jak umierają, skąd biorą się galaktyki i jak nauka to wszystko tłumaczy. Przyszedł więc czas na astrofizykę i kosmologię. Zapoznałem sią z całym kosmicznym ZOO – brązowe, białe i czarne karły, pulsary/gwiazdy neutronowe, czarne dziury, mgławice, gromady kuliste, kwazary, galaktyki. Oraz „zwykłe” gwiazdy – czerwone karły, białe i czerwone olbrzymy, oraz nadolbrzymy. A także nowe, supernowe i hipernowe.

Przy okazji zrozumiałem też, że astronomia obserwacyjna jest spoglądaniem w przeszłość. Gdy oglądamy zdjęcie kwazara odległego o kilka miliardów lat świetlnych widzimy do takim, jakim był on miliardy lat temu – wtedy, gdy emitował on światło docierające dzisiaj do nas . Być może w międzyczasie przestał on już istnieć.

Dowiedziałem się też, że astronomia optyczna dawała nam fałszywy obraz kosmosu. Optyczne teleskopy pokazywały obraz spokoju i stabilności. Dopiero radioastronomia, a później teleskopy ultrafiotetowe, rentgenowskie i rejestrujące promieniowania gamma pokazały kosmos wstrząsany straszliwymi wybuchami i galaktycznymi kataklizmami.

Jeszcze jedną niezwykle ważną rzecz odkryła astronomia podczerwieni. W kosmicznych żłobkach (np. w mgławicy w pasie  Oriona), gdzie rodzą się setki nowych gwiazd,  praktycznie zawsze posiadają one dyski protoplanetarne. Planety, systemy planetarne nie są więc czymś wyjątkowym, a są czymś powszechnym. Trudności z ich zaobserwowaniem są zrozumiałe. To tak, jakbyśmy chcieli z odległości wielu kilometrów dostrzec robaczka świętojańskiego latającego obok reflektora świecącej nam w oczy latarni morskiej.

Wielu ludzi, zwłaszcza wyznawcy religii abrahamowych, uważają życie (nie zawsze, niestety) inteligentne na Ziemi za coś niepowtarzalnego. Niemniej wielu ludzi zastanawia się, czy na innych planetach istnieje życie rozumne, inteligentne.
Dyskusje te przypominają mi rozmowę pcheł na psim ogonie – zastanawiają się  one, czy na innych psich ogonach możliwe jest pchle życie. Po czym ogromna większość z nich dochodzi do wniosku, że pchle życie na ich psim ogonie jest tak niepowtarzalne i wyjątkowe, że wyklucza to istnienie pcheł na obcych psich ogonach.

.

opolczyk
.

ps. Ziemia widziana z orbity Wenus byłaby „gwiazdą” słabszą od Wenus widzianej z Ziemi. Z orbity Jowisza byłaby maleńkim punkcikiem. Z krańca naszego systemu słonecznego (gdzieś z orbity Plutona) byłaby gołym okiem niewidoczna.

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Reklamy

3 thoughts on “Piękno kosmosu…

  1. Poniżej są trzy filmy, które mają dodatkową opcję wyświetlenia napisów w jęz. angielskim (aby je włączyć, po uruchomieniu filmu należy kliknąć w specjalną ikonkę „Napisy” na dolnym pasku z prawej strony i zaznaczyć opcję „Angielski”). :

    Polubienie

    • “Bóg jest albo dobry, ale nie wszechmocny, albo wszechmocny, ale niedobry”

      Bóg biblijny to partacz, psychopata i ludobójca.

      Stworzył świat i na począku wszystko było niby bardzo dobre. Tak stoi w piśmie.
      A chwilę potem wszystko okazało się niedobre. Konieczne okazały się rzezie (Sodoma i Gomora) oraz totalna depopulacja (potop).

      Bóg stworzył człowieka na swój obraz. Tak stoi w piśmie.
      Ale ten człowiek nie znał różnicy pomiędzy dobrem a złem. Czyżby więc Jahwe też jej nie znał?
      Dopiero gdy człowiek zjadł owoc poznania dobra i zła, otworzyły mu się oczy. Ale ta znajomość dobra i zła okazała się „grzechem” i zagrożeniem dla Jahwe, który wypędził człowieka z raju.

      Bóg jest nieskończenie dobry i sprawiedliwy.
      To dlaczego wybrał sobie jednych i pomagał im masowo mordować i ograbiać innych?

      Bóg jest nieskończenie miłosierny.
      Ale żeby udobruchać samego siebie, żądał krwawej ofiary z Joszue – inaczej nie był gotów odpuścić ludziom grzechów. Do których sam ludzi wodzi (Ojcze nasz…I nie wódź nas na pokuszenie…)
      No i nieskończenie dobry i miłosierny za jeden jedyny tzw. „grzech ciężki” zsyła ludzi, których rzekomo ukochał, na całą niekończącą się wieczność do piekła. A tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

      I taka odmóżdżająca doktryna nazywana jest „prawdą objawioną”, „jedynie prawdziwą wiarą” i „słowem bożym”.

      Obłęd i paranoja…

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.