Dziady – słowiańskie święto pamięci o przodkach

.

.

Różne kalendarze podają różne daty jesiennych Dziadów. W niektórych podawana jest data 24 października:

24.10 Dziady – dzień pamięci o zmarłych, równocześnie święto Welesa; palono grumadki na grobach zmarłych, spożywano obiaty (rytualne bezmięsne posiłki dla zmarłych), prośby do Welesa o opiekę nad duszami

W innych 2 listopad.

2 listopada – Dziady Jesienne.
Święto zmarłych poświęcone przodkom. W święto palono ogniska na cmentarzach by ogrzać zmarłych, organizowano obiaty (uczty ku czci zmarłych) by zmarli nie głodowali, na rozstajach dróg palono “grumadki”, drewniane polana. Święto poświęcone bogu Welesowi i bogini Marze

Bez względu na datę było to u Słowian bardzo ważne święto. Cześć oddawana przodkom – dziadom i babkom – była gwarancją trwania przy ich wierze i tradycji.

W internecie znaleźć można wiele informacji o tym święcie. Zarówno na portalach związków rodzimowierczych, jak i na stronach i blogach propagujących pogaństwo i Słowiańszczyznę.

Znalazłem taki właśnie tekst:
.

Dziady w tradycji Sławian
.
Dziady to świto szczególne – w ten magiczny czas, gdy świat żywych i martwych dzieli szczególnie cienka granica, staramy się zapewnić duchom przodków strawę i napitek, a przede wszystkim ciepło ognisk. Co więcej, podczas tej wyjątkowej nocy, to właśnie żywi oddać mogą największą przysługę zagubionym duszom – wskazać drogę do Nawii. Przypomina nam to jedno z ważniejszych przesłań naszej rodzimej wiary – nie tylko duchy mogą oddać przysługę żywym ale i żywi duchom… Dzięki temu, że jedni i drudzy istnieją w wiecznym, nieskończonym i nieograniczonym Świętowicie…

Kult zmarłych istniał zawsze, wiara w życie pośmiertne jest rówieśnicą ludzkości. To więcej niż wiara, to przeświadczenie, wrodzony instynkt. Święto Zmarłych czyli dzień poświecony ich pamięci obchodzony był przez ludy Słowiańskie kilka razy w roku, przy czym najważniejsze przypadało pierwotnie w okresie kwietniowym.

Kościół Katolicki został zmuszony zaakceptować (zresztą nie po raz pierwszy próbując zaanektować to, czego do końca nie był wstanie “wykorzenić”) święto jesienne, ustalając je na konkretny dzień – 2 listopada. Cześć i pamięć dla zmarłych była bowiem szczególną cechą Słowian i ich rodzimych zwyczajów.

Szczątki dawnych świąt przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość powszechnie jeszcze w latach 30-tych specjalne rodzaje pieczywa, które rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji zmarłych), a pierwotnie przeznaczone były dla dusz. Podobno były takie okolice w kraju gdzie przywożono całe wozy chleba, który rozdzielano za dusze konkretnych zmarłych. “Był zwyczaj, że w Dzień Zaduszny gospodarze przywozili na wozie kilkadziesiąt bochenków chleba żytniego i pszennego podłużnych, i takowy chleb na cmentarzu kościelnym rozdawali ubogim z warunkiem, aby ciż ubodzy odmawiali pacierze za dusze wskazanych im po nazwisku lub imieniu zmarłych, do czego wzywali ich mówiąc np. za duszę Andrzeja cieśli z potomstwem; za duszę Jana i Teofili; za duszę Idziego i Idziny; za duszę Barnaby i jego baby; za duszę Margośki; za dusze puste (tj. opuszczone, zapomniane, które nie mają nikogo, co by się za niemi upomniał)”. W umocnienia się pozycji KRK lud wiejski wierzył, że w noc poprzedzającą Dzień Zaduszny powstaje w kościele wielka jasność i wszystkie duszyczki modlą się przed wielkim ołtarzem. Chwila ta nastaje o samej północy, po czym każda dusza przybywa do swej rodziny w domowe progi.

Na równi ze światem antycznym nasi przodkowie wierzyli, że pewna część zmarłych zazdrości żywym pozostawania na ziemi. Usiłowano ich przekupywać darami składanymi do grobu. Daremne to były zabiegi! Świat duchów wkraczał w świat żywych na każdym kroku. “Dziady” zajmowały najświetniejszy kąt izby, chowały się w blacie stołu, domagając się dla siebie szacunku. Stąd też uderzenie pięścią w stół było uważane za rzecz gorszącą, ale w razie zagrożenia gospodarz stukał palcem w spód stołu, budząc w ten sposób czujność “dziadów” i prosząc je o ochronę przed nieszczęściami.

Jeszcze w XIX wieku, zwłaszcza na wschodnich krańcach Polski, na pograniczu litewskim i białoruskim, dość powszechnie odprawiane były obrzędy ku czci zmarłych, zwane “Dziadami”. Uroczystość sięga czasów pogańskich i nazywała się kiedyś przypuszczalnie ucztą Kozła, w której przewodził Koźlarz, Guślarz poeta oraz kapłan. Wyobraźnia ludowa w tym dniu tak dalece ożywiała zmarłych, że stawiano na grobach nie tylko pieczywo, ale i kaszę, miód, jajka. Często urządzano na grobach ucztę, w której brali udział krewni zmarłego. Resztki potraw pozostawiano żebrakom. Drugim obok “karmienia dusz” akcentem tego święta było palenie ogni. Początkowo zapalano ogniska na rozstajnych drogach, aby wskazywały kierunek wędrującym duszom. Przy tych stosach zziębnięte dusze mogły się też ogrzać. Od XVI/XVII w. ogniska te zaczęto palić na cmentarzach – stąd dzisiejsze świeczki i znicze na mogiłach.

W innych regionach “Dziady” odwiedzające swe rodzinne domy ugaszczano gorącym, parującym posiłkiem przy czym nie mogło przy stole zabraknąć miejsca dla żadnego z przodków. Gdy owa uczta odbywała się w domu, po powrocie z cmentarza; wieczorem gospodarz trzykrotnie obchodził chatę niosąc przed sobą bochenek chleba, a usadowiona w oknie gospodyni wypowiadała rytualne słowa: – Kto idzie? – Sam Bóg – odpowiadał gospodarz. – Co niesie? – Boski dar. Po tych formułkach gospodarz wchodził do izby, wraz z domownikami odmawiał modlitwę i wszyscy zasiadali do stołu. Bywało, że podczas wieczerzy łyżka spadła pod stół. Zgromadzeni przy posiłku patrzyli wówczas na siebie z lękiem, ale i porozumiewawczo, wiedząc, że to “święci porwali łyżkę z rąk, nie trzeba jej podnosić. Niechaj oni jedzą, skoro są głodni”. A jeśli ktoś niewtajemniczony sięgał ręką pod blat, to powinien był na miejsce łyżki położyć kawałek chleba. Przed udaniem się na spoczynek rodzina raz jeszcze klękała do modlitwy w świętym kącie izby. Po raz ostatni tego dnia odmawiano modlitwy za zmarłych przodków. Gospodynie zamiatały izby, słały białe ręczniki albo obrusy na stołach i kładły chleb, sól i nóż, aby zmarli odwiedzający w tę noc chałupę nie odeszli głodni.

Kościół katolicki starał się wykorzenić te zwyczaje, ale w efekcie świętowano Dziady potajemnie w domach opuszczonych niedaleko cmentarzy. Zastawiano w nich uczty z różnego rodzaju dań, trunków, owoców i wywoływano dusze zmarłych, rzucając za każdym imieniem nieco jadła w ogień. Cel był tak poważny i święty, iż obrzędy te przemawiały bardzo głęboko do ludzkiej wyobraźni. Wierzono, że zmarli zwołani przychodzą, że posilają się jak niegdyś. Ta jedna, jedyna noc pozwala duchom stać się podobnymi do żywych. Zostawiano więc na noc otwarte furtki, uchylone drzwi do domu, aby duchy mogły bez najmniejszych przeszkód przekroczyć progi swych dawnych domostw. Dziady – zwyczaj ludowy Słowian i Bałtów, wywodzący się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Dziady obchodzono dwa razy w roku – na wiosnę i na jesieni.

W najbardziej pierwotnej formie obrzędu dusze należało ugościć (np. miodem, kaszą i jajkami) aby zapewnić sobie ich przychylność i jednocześnie pomóc im w osiągnięciu spokoju w zaświatach. Wędrującym duszom oświetlano drogę do domu rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich. Ogień mógł jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp. W tym celu rozpalano go na podejrzanej mogile – echem tego zwyczaju są znicze. W niektórych regionach Polski, np. na Podhalu w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono.

W tym dniu wspierano jałmużną żebraków (początkowo ofiarowując im dary w naturze, później także pieniądze) aby wspominali dusze zmarłych. W tym dniu niektóre czynności były zakazane np. wylewanie wody po myciu naczyń przez okno, by nie oblać zabłąkanej tam duszy i palenie w piecu, bowiem tą drogą dusze dostawały się niekiedy do domu.

Dusze wzywano także podczas obrzędu, odbywającego się w opuszczonym miejscu kultu (kaplicy, kościele) lub na cmentarzu. Obrzędowi przewodniczył Guślarz (Koźlarz, Huslar), wzywający dusze zmarłych przebywających w czyśćcu, aby powiedziały, czego potrzeba im do osiągnięcia zbawienia i aby posiliły się z żywymi. Do tego zwyczaju nawiązuje Adam Mickiewicz w Dziadach.

Powyższy opis zwyczaju oparty jest głównie na literackim przekazie zawartym w dramacie Mickiewicza. Etnologia zna jednak święto “Dziadów” w trochę innej postaci. Obrzędy z okazji Dziadów odbywały się za czasów chrześcijańskich w miejscach związanych archetypowo (a często również i lokalizacyjnie) z dawnymi ośrodkami kultu – na wzgórzach, wzniesieniach, pod świętymi drzewami, w miejscach uważanych za święte (czasem rzeczywiście przy kaplicach, które często były budowane na dawnych miejscach kultu pogańskiego). Z racji swojego charakteru Dziady często odbywały się również przy grobach przodków, na cmentarzyskach. Mickiewiczowskie nawiązania do terminów takich jak “czyściec” i “zbawienie” są wynikiem nałożenia i przemieszania prastarych zwyczajów żywych od wieków wśród ludu oraz narzuconego chrześcijaństwa.

Po przyjęciu chrześcijaństwa zwyczaje związane z pogańskimi źródłami zaczęły wygasać lub przybierać znane dziś formy – współczesnym odpowiednikiem dziadów są Zaduszki. Jednakże do dzisiaj na terenach wschodniej Polski, Białorusi, Ukrainy i części Rosji kultywowane jest wynoszenie symbolicznego jadła, w symbolicznych dwójniakach, na groby zmarłych. Dziady kultywuje też większość współczesnych słowiańskich ruchów neopogańskich (rodzimowierczych), zwykle pod nazwą Święta Przodków. W Krakowie co roku odbywa się tradycyjne Święto Rękawki (Rękawka), bezpośrednio związane z pradawnym zwyczajem wiosennego święta przodków. Zaduszki Zaduszki – współczesny odpowiednik pogańskiego święta Dziadów i tradycyjna nazwa katolickiego wspomnienia wiernych zmarłych. Przypada ono 2 listopada, w dzień po dniu Wszystkich Świętych. Tego dnia katolicy modlą się za wszystkich wierzących w Chrystusa, którzy odeszli już z tego świata, a teraz przebywają w czyśćcu; Rodzimowiercy słowiańscy (odprawiając Dziady) zaś za Wele, które z różnych przyczyn nie mogą odnaleźć drogi do Nawii. W Zaduszki odwiedza się cmentarze, groby zmarłych z rodziny i uczestniczy się w mszach, modląc się w intencji zmarłych. Tego dnia istnieje tradycja zapalania świeczek czy zniczy na grobach zmarłych oraz składania kwiatów, wieńców lub też innego typu ozdób mających być symbolem pamięci o tychże zmarłych. Inne oryginalne kulturowo sposoby obchodzenia tego święta to anglosaski Halloween i latynoski Dzień Wszystkich Zmarłych. Obchody Dnia Zadusznego zapoczątkował w chrześcijaństwie w roku 998 św. św. Odylon, opat z Cluny, jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków czczących zmarłych. Na dzień modłów za dusze zmarłych – stąd nazwa ,,Zaduszki” – wyznaczył pierwszy dzień po Wszystkich Świętych. W XIII wieku ta tradycja rozpowszechniła się w całym Kościele katolickim. W XIV wieku zaczęto urządzać procesje na cmentarz do czterech stacji. Przy stacjach odmawiano modlitwy za zmarłych i śpiewano pieśni żałobne. Piąta stacja odbywała się już w kościele, po powrocie procesji z cmentarza. W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się tworzyć już w XII wieku, a z końcem XV wieku była znana w całym kraju. W 1915 r. papież Benedykt XV, na prośbę opata benedyktynów zezwolił, aby tego dnia każdy kapłan mógł odprawić trzy msze: w intencji poleconej przez wiernych, za wszystkich wiernych zmarłych i według intencji papieża. Potoczna nazwa Święto Zmarłych została wypromowana w czasach PRL i była elementem prób laicyzacji państwa. Używanie tej nazwy szczególnie na określenie Uroczystości Wszystkich Świętych (1 listopada) jest w opinii Kościoła rzymskokatolickiego błędne.

umieściła Ola

Za: http://mitologie.wordpress.com/dziady-w-tradycji-slowian/

.

*****

.

Dlaczego tak ważna jest pamięć o przodkach pisze Žiarislav (tłumaczenie Malwy – Joanny):

  •  Czcij swoich przodków już choćby z tego względu, że są twoi i bez nich nie byłoby ciebie.
  •  Oddawanie czci jest bramą poznania. Poznaj swoich przodków, a znajdziesz w sobie ich ślady. Jeśli będziesz je w sobie zabijać, zabijesz siebie. Jeżeli będziesz je uszlachetniać, uszlachetnisz samego siebie.
  •  Oddawaj przodkom cześć i naucz tego swoje dzieci. Nie na siłę, tego się nie da zrobić na siłę; tylko przyjaźń jest bramą poznania i miłości. Nie czekaj na wnuki, dla których będziesz miły i cierpliwy, „przetestuj” to już na swoich dzieciach, staraj się być dobrym, nie wymagającym na siłę nauczycielem  i nie żądaj już dziś wyników, na które „w komplecie” czeka się wiele lat.
  •  Jeżeli jeszcze nie masz dzieci, badaj to sam na sobie. Postaraj się uregulować swoje stosunki z rodzicami. Nie rób rzeczy, do których nie jesteś całkiem przekonany i również nie rób niczego z zasady na opak. [Nerob veci celkom tak isto bez uváženia a takisto nerob veci ani zo zásady naopak.] Postaraj się zrozumieć ich, a może oni będą później w stanie zrozumieć ciebie. Nie bądź dla nich mniej wyrozumiały, niż jesteś względem swoich przyjaciół, tylko dlatego, że tak długo cię pouczali. Przyjaciół sobie wybierasz spomiędzy znanych sobie ludzi. Rodziców dostałeś – oni wybrali ciebie, a ty ich. To wielka szkoła/wyzwanie, zaakceptować to i zrozumieć. [Je to vysoká škola, zvládnuť to.]
  •  Kiedy opanujesz relacje ze swoimi rodzicami, masz możliwość dobrze przygotować potomków. Jeżeli nie opanujesz, przekazujesz im niedobre „wiry” [nedobrú krútňavu]. Czcij swoich przodków, póki są żywi, staraj się ich zrozumieć już teraz, nie czekaj, aż będziesz płakać nad ich grobem.
  •  Póki nasi przodkowie żyją, często nadwrażliwie postrzegamy konflikty z nimi, przeoczamy natomiast to, co w nich dobre, a to błąd. Lepiej pozwolić wzrastać szacunkowi niż upadać do lekkomyślnej krytyki, która się bierze z niewiedzy. Nie żądaj od przodków tego, czego ty sam jeszcze nie dałeś potomkom. Nie bądź egoistą. Jeżeli lepiej od swoich przodków rozumiesz rodowe zależności, czcisz, a nie wystawiasz na pohańbienie tych, którzy to [zrozumienie] umożliwili wspólnym łańcuchem. [Ak zvládneš rodové veci lepšie, ako tvoji predkovia, to ti slúži ku cti, ale nie k pohaneniu tých, ktorí ti to umožnili spoločným reťazcom.]
  •  To, jakie są nasze powiązania względem rodziców, prarodziców i rodowego drzewa, to odnosi się również do narodu, własnego słowackiego a dalej indoeuropejskiego sunárodiu, do ogólnoludzkiego rodu i ziemskiego wszechbytowego życia (także do drzew, roślin) i do wszechświatowego koła (także do żywiołów i bogów) Żyj w poszanowaniu i świadomości a dotrzesz do raju. [To, čo sme vztiahli k rodičom, prarodičom a k rodostromu, to vztiahni aj k národu, svojmu, slovanskému a potom indoerópskemu sunárodiu, k všeľudskému rodu a k pozemskému všebytostnému životu (aj k stromom, rastlinám ) a k všehomírnemu kolu (aj k živlom a divom). Buď v úcte a vedomí a nájdeš raj.]

Jeżeli nie możesz pójść na groby czy ogniska [k žiarom] swoich przodków, znajdź krzesiwo, zapałki albo zapalniczkę i świeczkę. Tak, jak przodkowie z uświęcającym szacunkiem [s posvätnou úctou] rozpalali na kurhanach ognie [vatry], tak ty wstrzymaj oddech, wypowiedz mudrę, i poproś stworzyciela kosmicznego ognia o świętą iskrę, która zapali ogień na pochodni poświęconej duchowi albo ogólnie duchom/duchowości [alebo duchovnu] przodków. Živa s tebou, aj s tvojimi predkami.

Na dušičky r. 10., Žiarislav

Za: http://bialczynski.wordpress.com/2012/10/31/czesc-i-slawienie-pamieci-zmarlych-w-kulturze-polski/

.

*****

.

Przodkom naszym cześć oddaję

.

.

– Tym, którzy przed wiekami żyli jeszcze w pogańskich czasach.
– Tym, którzy pod rządami rzymskiej szubienicy uparcie trwali przez długie wieki przy wierze naszch praojców.
– Tym, którzy oddali życie za Słowiańszczyznę.
– A nawet tym, którzy od niej dali się odwieść. Mam szansę naprawić ich odstępstwo.

Jedynie tym, którzy zwalczali Słowiańszczyznę i którzy służyli gorliwie obcym (dawniej i dzisiaj) czci nie oddaję. Pamiętam o nich, ale czcić ich pamięci nie będę.

Sława Przodkom! Sława Bogom!

.

opolczyk

.

ps.

Perunchmura podesłał mi mailem dokument – pismo żydłaka abp. Głódzia:

.

.

Ten parszywy tekst dokumentuje niewyobrażalną hipokryzję katolików. Nie mogąc zwalczyć pogańskiego kultu zmarłych i przodków jahwiści wymyślili sobie ichnie „święto zmarłych” podszywając się pod pogańską tradycję. No i obecnie, uzurpując sobie wyłączne prawo do przywłaszczonego pogańskiego święta, atakują ludzi za Halloween. Na domiar ich obrzydliwej hipokryzji pomawiają Halloween o związki z satanizmem i lucyferianizmem, choć poganie ani szatana ani Lucyfera nie znali. To jahwiści – wierząc w szatana i Lucyfera – sami są satanistami i lucyferianami.

Ja osobiście Halloween ignoruję z dwóch powodów:

– Mamy nasze własne, słowiańskie Dziady i nie musimy małpować czczenia przodków od innych.

– Wspólczesny Halloween jest zamerykanizowaną i skomercjalizowaną (a więc splugawioną) formą celtyckigo obrzędu. W czymś takim nie muszę brać udziału.

.

.

Advertisements

20 thoughts on “Dziady – słowiańskie święto pamięci o przodkach

  1. Kilka własnych refleksji z tej nocy :

    „każdy z nas żyć będzie dopóty, póki pamięć o nim nie zginie”

    „pamięć czyni ludzi nieśmiertelnymi”

    „wejście do zbiorowej pamięci nie jest łatwe , niekiedy kosztuje życie”

    W mojej pamięci ,oprócz śmierci najbliższych , pozostają inni wcześniej znani mi ludzie:
    kolega z wojska pilot ppor.Ryszard Żabczyński vide:

    http://detektyw.xip.pl/index.php?option=com_content&task=view&catid=1&task=view&id=102&addcomment=1

    jak również Ci, których wcześniej nie znałem jak śp. Dariusz Ratajczak.

    Nastrój tego dnia oddaje żałobny rapsod Norwida w wykonaniu Niemena. Niesie on przesłanie i jednocześnie nadzieje , iż śmierć jednych budzi do życia innych.

    Lubię

  2. Świetna scena gdy dzieci spotykają zmarłych dziadków.
    Dowiadują się że dziadkowie budzą się w zaświatach gdy dzieci o nich myślą,gdy przestają myśleć/pamiętać,dziadkowie zasypiają.

    Lubię

  3. Niestety dziś i to święto jest przez większość skatoliczonych mas błędnie kojarzone z katolicyzmem.Katolicyzmem ,który jak wszyscy wiemy zmielił na swoje potrzeby wszystkie Nasze Słowiańskie Świeta i obrzędy,nawet daty są zbliżone- ale o tym opolczyk pisał więcej i dokładniej w innych tekstach.

    Chciałem Wam pokazać w kilku poniższych linkach, jaką metodę walki-prania mózgów sekta przyjmuje teraz w odnośnie do „dziadów”,w jak sprytny wyrachowany sposób socjotechnicznymi narzędziami ATAKUJE Nas, strasząc takimi „pismami” dzięki którym w tych mniej świadomych lek,strach będzie budzić samo słowo Pogaństwo a nawet Słowiaństwo.

    To przemyślane działanie,klechy wiedzą doskonale że okaleczony duch słowiański budzi się dlatego zrobią wszystko,powtarzam wszystko aby ludzi od słowiaństwa odciągnąć każda możliwą metodą…

    http://katoliktradycjionline.blogspot.com/2012/10/halloween-zabawa-czy-kult-szatana.html

    http://www.diecezja.gda.pl/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=628

    http://www.google.pl/imgres?hl=pl&client=firefox-a&sa=X&rls=org.mozilla:pl:official&biw=1152&bih=725&tbm=isch&prmd=imvns&tbnid=hOIfnhowH3KfPM:&imgrefurl=http://teresa.pl/home,36,0&docid=m5qESuLm_2ADVM&imgurl=http://teresa.pl/Editor/assets/kurenda.jpg&w=686&h=960&ei=GDiSUNTDIcfi4QTU9oHQDw&zoom=1&iact=hc&vpx=118&vpy=121&dur=552&hovh=266&hovw=190&tx=99&ty=160&sig=114466569248020234113&page=1&tbnh=150&tbnw=105&start=0&ndsp=24&ved=1t:429,i:68

    Perunchmura:
    Ten jahwistyczny „dokument” z własnym komentarzem dorzuciłem do tekstu w postscriptum.
    Dzięki za podesłani mi tego linku w mailu.
    opolczyk

    Lubię

    • Niccolo Machiavelli
      Dopóki ludzie są ze sobą skłóceni, nie są niebezpieczni.
      A w takim razie każdy, kto chce nas kontrolować, musi się zatroszczyć o klimat stresu,
      lęku i powszechnej agresji.

      John Lennon:

      Naszym społeczeństwem kierują chorzy umysłowo ludzie dla chorych celów.
      Myślę, że rządzą nami obłąkańcy dla obłąkanych celów i myślę,
      że za powiedzenie tego mogą mnie zamknąć w szpitalu dla wariatów.
      Na tym właśnie polega obłęd tego wszystkiego.

      Lubię

  4. Gadaniem kk nie warto się przejmować,kiedyś głosili że Ziemia jest płaska 😀
    Czy może być leprzy dowód na to jak sztuczna i fałszywa jest ta sekta i jej bożek?

    Lubię

  5. Katolicy to kryptosataniści,ciągle propagują istnienie jakiegoś infantylnego księcia piekieł,wierzą w niego,ba,nawet WIEDZĄ że on istnieje 😀 a jak sie nazywa osobę która wierzy w istnienie Szatana?Satanista/katolik 🙂 żaden katolik nie wątpi w istnienie Szatana.

    Ciemnota i zabobon

    Lubię

  6. Unijna świętość
    Żadnych obchodów niezgodnego z nauką katolicką Halloween w tym roku w szkole ani w przedszkolu w Rudzie Śląskiej Bykowinie nie będzie.
    Bo i po co, kiedy w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 23 odbędzie się dofinansowana ze środków unijnych (sic!) i zorganizowana przez parafię pw. NSPJ w Rudzie Śląskiej Bykowinie katolicka „zabawa w świętość”. Mający błogosławieństwo proboszcza „bal wszystkich świętych” udało się włączyć w Program Rewitalizacji Społecznej „Nowe życie Starej Bykowiny”. Dzięki pozyskaniu pieniędzy ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego podczas „zabawy w świętość” parafia obiecuje zapewnić dzieciakom atrybuty w postaci aureoli i pomoc w przebieraniu się za świętych. Zapewnia też, że lepiej niż w ubiegłym roku przygotuje dekoracje i konkursy oraz będzie więcej paczek i słodkiego poczęstunku.
    Za: http://www.faktyimity.pl/News/ObjectId/3281/

    Księża zalecają
    Wypominki-zalecki – jednorazowe, oktawalne, nowennowe, roczne… Wymienienie przez księży imienia i nazwiska zmarłych pomaga im podobno „jak najszybciej osiągnąć bramy nieba”.
    Za to „przyśpieszenie” księża co roku pobierają od owieczek stosowny haracz, skrupulatnie odnotowując, kto, ile i za kogo dał. „Wypominki roczne prosimy osobiście składać w biurze parafialnym przez cały miesiąc listopad – dołączając do nich ofiarę, o ile to możliwe, w wysokości 100 zł” (za jedną „duszę” – AK) – zapowiada proboszcz parafii Niepokalanego Serca Maryi w Gdyni. „Wypominki listopadowe są na białych kartkach. Prosimy o czytelne wypełnianie, a kartki można wrzucać na tacę tylko w zaklejonej kopercie z godną ofiarą” – podaje do wiadomości wielebny z parafii pw. św. Michała w Wielgowie. „Na wypominki roczne składamy ofiarę za jedną osobę tak jak na Msze św. Przy wypominkach jednorazowych składamy dowolną ofiarę niezależnie od liczby zmarłych” – dopomina się od owieczek pleban w Skawicy. A żeby zwyczaj „zalecek” w katolickim narodzie nie zaginął, parafia pw. Chrystusa Króla w Radomiu zachęca, by kartki na wypominki wypisywać razem z dziećmi, niech się uczą płatnych czarów od małego.
    Za: http://www.faktyimity.pl/News/ObjectId/3290/

    Kult śmieci
    null
    Zbliżają się listopadowe święta Wszystkich Świętych i Zaduszki, czyli apogeum polskiego kultu śmierci i… śmieci.
    Za: Tygodnik “Fakty i Mity” – Nr 43/2012

    null

    Przeczytaj też opis (z linkiem) do poniższego filmu :

    Lubię

    • Jaksar:
      Nie mogę tego sprawozdania przeczytać – nie mam konta na fb.

      U mnie w pobliżu byłe ważne centrum celtyckiego kultu w Maulbronn. Niestety zjahwizowane. Tak więc pozostaje mi komunalny cmentarz i własna „improwizacja” bazująca na naszej słowiańskiej tradycji.

      Lubię

  7. ja już przestałem się przejmować tym co katole wyprawiają, gdybym miał wszystko brać do serca to bym już wielokrotnie zawału dostał 😉 Dla nas najważniejsze jest CZUWANIE nd tym co oni robią i rozważne filtrowanie słomy od tego co godzi w nasza Wiarę i prawo. Dlaczego to robimy ? by adekwatnie zareagować gdy będzie taka potrzeba….
    Ostatnio nawiózałem dodatkowe kontakty ze Związkami Wiary Rodzimej i zastanawiamy się nad stworzeniem ogólno-Rodzimowierczego projektu „kompletów (szkoleń) Rodzimych” czyli nauczania Wiary Rodzimej, jej filozofi, panteonu itd…. Osoby po pozytywnym ukończeniu takiego kompletu będą miały upranienia do prowadzenia grupy Rodzimowierczej ale też nauczania. Narazie Projekt jest w powijakach ale o ile niektore Zwiazki przeskoczą ponad swoją własną przeszkodę to może uda się coś zrobić.

    Lubię

    • Jaksar:

      Pomysł „kompletów” jest jak najbardziej OK.
      Natomiast mam wątpliwości co do pomysłu wydawania „uprawnień” do zakładania grup rodzimowierczych i do „nauczania”. Dlaczego ktoś ma mieć prawo do wystawiania innym „pozwoleń” na zakładanie grup czy na „nauczanie”?
      Jeśli ja będę chciał założyć własną grupę rodzimowierczą – to po prostu to zrobię. „Nauczać” nie mam wprawdzie zamiaru, ale aby pisać o Słowiańszczyźnie nie będą zabiegał o jakikolwiek „certyfikat”.
      Zresztą certyfikat na „nauczanie” sugeruje, że istnieje kanon, który należy przestrzegać. A to jest przesada.

      Cieszy jedynie to, że wszystkie związki rodzimowiercze razem ze sobą spotykają się, rozmawiają i coś tam wspólnie próbują robić. Istnienie kilku oddzielnych związków może bowiem sprawiać wrażenie, że rodzimowiercy rozbici są na „sekty”.
      Proponuję, aby związki pomyślały o tym, co zrobić, aby utworzyć jeden wspólny pogański związek/ruch rodzimowierczy.
      To byłoby rzeczywiście bardzo korzystne dla naszej wspólnej pogańskiej sprawy.

      Lubię

  8. choć poganie ani szatana ani Lucyfera nie znali.

    To nie do końca tak.
    Lucyfera zastąpili swoim mesjaszem a pierwowzór utożsamili ze swoim Szatanem.

    Gdy neojudaizm/katolicym rozprzestrzenia się w jakiejś kulturze
    wspiera swój rozwój zniesławianiem rdzennych tradycji
    zachęcając do ich całkowitego odrzucenia.

    Lucyfer/Fosforos/Prometeusz itp
    nie mają nic wspólnego z neojudaistycznymi/katolickimi zmyślonymi szatanami.

    W liturgii Wielkiej Soboty Luciferem(czyli niosącym światło) nazwany jest sam Chrystus.

    O Szatanie nie mówią również teksty, które tradycja judechrześcijańska
    związała z jego osobą.
    Chodzi tutaj o fragmenty ze ST (Iz 14 i Ez 28), w których Ojcowie Kościoła
    widzieli opis buntu Szatana. Problem w tym, że tekst z Izajasza jest satyrą
    upadku władcy babilońskiego i w ogóle nie mówi o Szatanie.

    Pojawiający się w tym tekscie Hellel ben Szahar (dosł. Jaśniejący syn Jutrzenki)
    został przetłumaczony przez św. Hieronima jako Lucifer (Niosący światło)
    co dało póżniej podstawę do nieuprawnionych twierdzeń
    że tak właśnie brzmi imię Szatana.

    Istnienie Szatana jest uznawane tylko przez neojudaistów
    osoby które wierzą w istnienie Szatan to satanisci.


    Mezamir:

    Pisząc, że poganie nie znali szatana czy Lucyfera miałem na myśli to, że nie znali oni „niosącego światło” Prometeusza/Lucyfera jako jahwistycznego „księcia ciemności” i symbolu zła.
    opolczyk

    Lubię

  9. niektorzy uwazaja, ze Slowianie w wizerunku Czarnoboga widzieli katolickiego diabla a w wizerunku Bialoboga czy Bialobogi aniola…. zauwazyc nalezy, ze ani Czarnobog ani Bialobog nie wystepowali w panteonie Slowianskich Bogow do XII a moze nawet i XIII wieku, te formy Bostw powstaly zapewne dopiero wowczas, kiedy kontakt naszych Przodkow z chrzescijanska doktryna zla i dobra stal sie faktem. Zdaje sie, ze nie tyle Slowianie zachodni co Wschodni poddali sie tej demagogi Bizantynskiego kosciola. Faktem jest jednk, ze nie ma zadnych wzmianek o tym, ze wierzyli Slowianie w diabla lub podobna mu istote, Weles odgrywal te sama role co w Mitologi Greckiej Hades…byl i jest straznikiem swiata umarlych decydujacym o tym ktora dusza ma moznosc upuszczenia Nawii a ktora nie. Nie poddawajmy sie tej demagogi katolickiej i unikajmy wogole doszukliwania sie w nazych Wierzeniach filozofi jahvistycznych baje i straszakow ! Przy okazji, wspolstraznikiem Nawii jest wilk w pozniejszym czasie w ludowych wyobrazeniach zmieniajacy sie w Wilkolaka…..stworzenie ktore tez nie ma nic wspolnego z Rodzimowierstwem… Napotkalem tez wzmianki, o „Welesie kosmatym” i przedstawianiu go w formie Wilkolaka lub polzwierza, mialem na ten temat dosc ostra dyskusje z Ropsyjskimi Rodzimowiercami ale fakty jakie im przedlozylem szybko pokazaly, ze ulegaja oni legendom nie filtrujac mitu od faktu…

    Lubię

  10. Jeśli Słowianie cokolwiek widzieli w Czarno i Białobogu to było to analogiczne do Ying Yang.

    Lubię

  11. Jeśli w wierzeniach Przodków występowała jakaś „czarna” strona, to raczej reprezentowała bardziej gwałtowny i destrukcyjny, niemniej nieodłączny aspekt sił przyrody. Analogii można by się doszukiwać do skandynawskich Jotunów, pod wpływem chrześcijaństwa zepchniętych do roli demonów, co jest absurdem bo choć Jotunowie byli przeciwnikami Bogów, byli ludziom tak samo niezbędni (w sensie sił przemiany, które reprezentowali). W ogóle z diabłem jest o tyle śmiesznie, że jego średniowieczny wizerunek całkowicie nie pasuje do tego biblijnego. Mówiąc wprost, jahwiści na potrzeby swojej własnej zwyrodniałej ideologii, zdemonizowali wizerunek greckiego Pana, boga lasu. Ot esencja ich przekonań – głównym przeciwnikiem jest las. Trudno się dziwić w końcu chrześcijaństwo ukształtowało się w brudnych slumsach antycznych miast. Dla odszczepieńców tam wyrosłych, siły przyrody musiały wydawać się straszne i nie pojęte. Natura była demoniczna i należało ją ujarzmić. Z jakim skutkiem widzimy dzisiaj. Co do wilkołaków to pierwotnie byli to wojownicy, którzy odziewali się w wilcze skóry, aby budzić popłoch u wrogów. Było zresztą o tym w którymś wpisie dotyczącym wojen Wieletów i Obodrytów z jahwistyczną nawałą.

    Lubię

  12. To by bardziej pasowalo chyba do Swaroga , Boga Swiatla i Welesa Boga ciemnosci…ale to moja interpretacja z takim porownaniem sie nigdzie nie zetknalem 😉

    Lubię

    • Przypuszczam że wątpię 😀 ponieważ ciemność to światło któego nie widzimy 🙂
      Ciemność po prostu nie istnieje,ciemność jako brak światła.

      Istnieje tylko światło a my postrzegamy pewien jego przedział od-do.
      Reszta jest dla nas niewidzialna,ciemna,ukryta.
      Światło jest przestrzenią która o nic nie jest zaczepiona.

      Mamy też ciemną materię albo energię próżni
      w tym można się doszukiwać Czarnoboga i Białoboga jeśli już 🙂
      W pierwiastku męsklim i żeńskim lub energi elektrycznej i magnetycznej.

      Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.