Tysiącletnie niszczenie Słowiańszczyzny zakończone porażką

.

Mająca na naszych ziemiach tysiące lat tradycji Słowiańszczyzna pod wszystkimi względami była inna i lepsza, niż przywleczone tutaj nieco ponad tysiąc lat temu żydo-chrześcijaństwo.

Słowianie czcili przyrodę, jako boską Matkę Naturę, żyli na jej łonie i w takt jej rytmów. Czcili Ziemię wyobrażaną jako bogini Mokosz. Im nawet do głowy by nie przyszło, aby dewastować ziemię zgodnie z biblijnym nakazem – czyńcie ziemię sobie poddaną. Czcili też niebo, słońce, różne siły przyrody, a ich panteon znał wielu bogów, którzy łączyli się w jednego najwyższego boga.
Przyroda była dla nich uduchowiona, żywa, a oni sami byli jedynie jej częścią  – a nie jej właścicielami.

Słowianie nigdy nie stworzyli dogmatycznego kanonu. Nigdy nie prowadzili nawracania na siłę. Nigdy nie prowadzili wojen religijnych. Nigdy nie zwalczali „herezji”, bo w ich kulturze herezja była niemożliwa. Słynęli z tolerancji wyznaniowej. Ich tolerancja kończyła się dopiero tam, gdzie narzucano im obcą religię i odbierano ich własną wiarę.
Przy czym w zależności od lokalnych temperamentów albo podejmowali oni zdecydowaną walkę zakończoną klęską i wynarodowieniem (Ranowie, Redarowie, Obodryci) albo pozornie godzili się na panowanie żydowskiej religii, po cichu wiekami pozostając przy wierze praojców (Polanie, Mazowszanie, Wiślanie, Ślężanie i inni).
Czcili też przodków i kultywowali ich tradycje i pamięć o nich.
U Słowian nie było biedy i głodu obok bogactwa i sytości, ani podziału na rządzących i rządzonych. Owszem, Słowianie wybierali sobie kniazia/księcia, ale jego rola i funkcja była inna niż w krajach zjahwizowanych. Kniaź był bardziej opiekunem plemienia i strażnikiem tradycji niż despotą narzucającym poddanym siłą własną wolę.
Na co dzień każda lokalna wspólnota była w sprawach dotyczących jej życia w pełni autonomiczna. Nie narzucali naszym przodkom ich woli ani książęta, ani cesarze, ani biskupi czy papieże. Ani komisarze unijni.
U Słowian nie było zbytniej różnicy w statusie materialnym. W ich życiu wspólnotowych dobra materialne (ziemia, plony, zwierzęta hodowlane) były wspólną własnością rodu, osady, opola czyli lokalnej wspólnoty.
Słowianie potrafili być waleczni, choć plemiona otoczone żywiołem słowiańskim, przez wieki żyjące w pokoju, były ludem typowo pokojowym i rolniczym. Plemiona na obrzeżach Słowiańszczyzny, pod naporem obcych musiały być z konieczności bardziej wojownicze. Ale zapędów do tworzenia imperiów bazujących na podbojach i zniewalaniu innych ludów także i u nich nie było. Tradycja życia w harmonii z Naturą, rozciągała się na harmonię i z sąsiadami.
Słowianie bronili swojego, obcego nie chcieli. Woleli współpracę i harmonię z sąsiadami, aniżeli wojny, zabory i zniewalanie innych.

Chrześcijaństwo jako głównego czci wymyślonego przez kapłanów żydowskich bożka, który na kartach ST jest mściwy, zazdrosny, podejrzliwy, ciągle nękający karami, plagami i śmiercią. Wybrał on sobie też rzekomo jednych i pomagał im rabować i mordować innych. Dodatkowo czci chrześcijaństwo wędrownego samozwańczego rabbiego, reformatora judaizmu, którego wykreowano na „Chrystusa” i syna mściwego Jahwe. Chrześcijaństwo było i jest fanatyczne, dogmatyczne i od samego początku zwalczało i prześladowało jakiekolwiek odchylenia od obowiązującego kanonu. Swoją doktrynę narzucało najczęściej siłą i przemocą. Dało ludzkości prześladowania, fanatyzm, wojny religijne, inkwizycję i przymusowe „nawracanie” na żydowskie wymysły.
Chrześcijaństwo uprzedmiotowiło Matkę Naturę, było fanatyczne i pełne hipokryzji. Jego ideologia głosiła miłość bliźniego i przebaczanie win, a w praktyce chrześcijanie mordowali, torturowali, okaleczali, uciskali i zniewalali. Toczyli nawet krwawe wojny pomiędzy sobą w imię tego samego plemiennego Jahwe i obrzezanego cieśli. Ta nadjordańska ideologia zniszczyła naszą wspaniałą kulturę pogańską, zaburzyła zdrowe i naturalne stosunki międzyludzkie, a duchowo przyniosła podbitym plemionom słowiańskim nienawiść, fanatyzm, tępotę a przede wszystkim zażydzenie i upadek wolnego słowiańskiego Ducha.

Mimo to żydo-chrześcijanie uważają się za nosicieli postępu i cywilizacji.

Tępota i zaślepienie jahwistów są wręcz niepojęte. Zamiast wstydzić się ich własnego fanatyzmu, prymitywizmu i własnej zbrodniczej historii żydłactwo kłóci się między sobą o to, który odprysk (katolicyzm czy prawosławie) pierwszy zaczął zażydzać Ducha naszych przodków.
I tak katolicy chcą, aby najstarszym na naszych obecnych ziemiach kościołem żydo-chrześcijańskim była ichnia katolicka kaplica w Poznaniu.
Ale bizantyjczycy upierają się, że do Polski przypałętało się jako pierwsze prawosławie, zwane obrządkiem wschodnim.
Na wielu religijnych wątkach bizantyjczycy próbują wysunąć się przed watykańczyków w sporze o to, skąd jako pierwszy przywleczony został do nas jahwizm (zwalczający na przestrzeni wielu wieków Słowiańszczyznę) – z Rzymu czy z Konstantynopola. Przy czym obie strony sporu o palmę pierwszeństwa w niszczeniu własnych korzeni stosują prymitywny anachronizm bredząc o chrzcie Polski lub o chrześcijaństwie w Polsce w czasach, gdy Polski jeszcze nie było. Mieszko, gdy dał się ochrzcić, był księciem Polan, a jego księstwo było niewielkich jeszcze rozmiarów.

.

Jego domniemany chrzest (kroniki jahwistów nie podają ani daty, ani miejsca owego „wiekopomnego” wydarzenia) był chrztem Mieszka a nie chrztem „Polski”. A ewentualny jahwizm bizantyjski pojawić się mógł u Wiślan czy Ślężan, ale nie w Polsce, której jeszcze nie było. I dotyczyć mógł pojedynczych ludzi, renegatów i odszczepieńców, którzy jahwizm przyjęli, a nie całego plemienia czy regionu.
Inną sprawą jest to, że gdy bizantyjczycy docierali na nasze ziemie, to formalnie obrządki wschodni i łaciński nadal były jednym kościołem. Schizma pomiędzy nimi nastąpiła w roku 1054. Tak więc prawosławni i katoliccy jahwiści wiodą spór (o ich domniemaną zasługę w pierwszeństwie zażydzania Polski) dotyczący okresu, gdy oba owe odpryski jahwizmu oficjalnie były nadal jeszcze jednością.

Mnie osobiście obrzydzeniem i przerażeniem napełnia ów spór. Czy rzeczywiście powodem do dumy i zaszczytu może być to, który z tych odprysków żydzizmu ma większe „zasługi” w zażydzaniu Ducha Słowiańszczyzny? Tych tępaków-fanatyków-renegatów należałoby wyekspediować na półwysep Synaj i/lub nad Jordan. Tam jest ich miejsce.

Od miesięcy trzymam w „archiwum” pewien obrzydliwy tekst wynoszący pod niebiosa „zasługi” prawosławia w niszczeniu Słowiańszczyzny:

Proszę zwrócić uwagę na te parszywe, załgane, poniżające Słowiańszczyznę propagandowe sformułowania:

„Jednym z najważniejszych wydarzeń, które należy przypisać wpływowi Bizancjum, jest nawrócenie Słowian i ludów z nimi spokrewnionych. Wydarzenie to ma tym większe znaczenie, że zbiega się z wyjściem tych ludów z pierwotnego barbarzyństwa i z wejściem ich do cywilizacji.”

„Jest rzeczą zupełnie naturalną, że Kościół zainteresował się tymi jeszcze barbarzyńskimi ludami.”

Otóż żydłacy-jahwiści sami byli prymitywną, odmóżdżoną i barbarzyńską dziczą, niszczyli przepiękną kulturę, nieśli śmierć, ucisk, wyzysk i fanatyzm i uważają to jeszcze za wielką zasługę! I na dodatek za misję cywilizacyjną!

Albo to załgane sformułowanie:

„Pierwszym krajem zdobytym dla Chrystusa było państwo Wielkomorawskie”

To państwo było zdobytym dla żydowskiej ideologii słowiańskim przyczółkiem, oddanym w łapska kleru obdzierającego ludzi z ich Ducha, tożsamości, praw, wolności i owoców pracy ich rąk. Bo tym była w rzeczywistości „cywilizacja” żydo-chrześcijańska.

Niedopuszczalną propagandową bzdurą i oszustwem jest przy tym nazywanie żydzizmu spod znaku Cyryla i Metodego „obrządkiem słowiańskim”.
Tak robi np. „Władysław IV Waza” i inni w dyskusji na portalu Historycy.org.

To co ci żydłacy (Cyryl i Metody) propagowali był to słowiańskojęzyczny obrządek żydowski i nic poza tym. Obrządek słowiański to cześć oddawana Mokoszy, Swarożycowi, Świętowitowi, Jaryle, Kupale i innym słowiańskim bogom, bóstwom i duchom.
Cześć oddawana plemiennemu Jahwe czy obrzezanemu cieśli nie była i nie będzie „obrządkiem słowiańskim”. Była, jest i pozostanie żydowskimi gusłami.

Cyryl i Metody byli to podstępni zażydzacze Słowiańszczyzny. Ich metodą był zwykły szantaż – albo przyjmiecie żydzizm od nas „dobrowolnie”, albo przyjdą po nas inni, z mieczami. I wtedy zostaniecie „nawróceni” wbrew waszej woli. Jeszcze gorszym ich podstępem było werbowanie do żydo-chrześcijaństwa po słowiańsku, co tę dżumę miało czynić dla „nawracanych” bardziej swojską.

Załganą propagandę żydo-chrześcijańską w sprawie domniemanych zasług Cyryla i Metodego uprawia także zakłamana Wikipedia:

„Działalność świętych okazała się niezwykle ważna dla kultury Słowian, zapoczątkowując rozwój języka i piśmiennictwa.”

W rzeczywistości ich działalność niszczyła kulturę Słowian, język Słowian był już od tysiącleci rozwinięty – bez ich pomocy; Cyryl i Metody jedynie ten język zażydzili biblizmem i katechizmem. A piśmiennictwo słowiańskie – runy – były niszczone. Zastępowano je żydłackim katechizmem pisanym wymyśloną cyrylicą.

Czy to są rzeczywiście „zasługi”?

Albo ten cytat z wiki:

„Działalność Cyryla i Metodego uważana jest za wzór wolnej od partykularyzmu, wyłączności etnicznej, uprzedzeń rasowych, czy narodowej pychy działalności misyjnej Kościoła odwołującej się do naturalnych uczuć ludzkiego serca.”

Same bzdury. Działalność wszystkich jahwistów niszczyła strukturę rodową i plemienną pogan, zastępując ją odmóżdżoną amorficzną „owczarnią” wyznawców Jahwe i scentralizowanymi państwami opartymi o ucisk i wyzysk poddanych. Chrześcijaństwo samo siebie obwołało nowym narodem wybranym szerząc „rasizm religijny”. Z pogardą patrzało na pogańskich nie-żydłaków. Z nienawiścią zwalczało „heretyków”. Wzmagało i podsycało fanatyzm i nienawiść.
Przede wszystkim zaś chrześcijaństwo – także to w wydaniu Cyryla i Metodego – niszczyło wiarę, kulturę i tożsamość Słowian, czyniąc z nich fanatycznych i odmóżdżonych żydłaków.

Tak więc ani watykańczycy, ani bizantyjczycy nie mają się czym chwalić.
Inna sprawa to kompletnie fałszowany w oficjalnej propagandzie jahwistów fakt, że Słowiańszczyzna przez długie wieki na naszych ziemiach stawiała zdecydowany opór jahwizmowi – najczęściej bierny. A co najważniejsze – że nigdy nie skatoliczono-zjahwizowano Polski całkowicie.

Najdłużej opierała się katoliczeniu polska wieś. Zapiski kościelne – te do „użytku wewnętrznego” – pełne są informacji o tym, że jeszcze w wiekach XVIII i XIX lud miejscami był w całości pogański. Najlepszym tego przykładem jest raport z 1793 roku opisujący lustrację biskupią we wsi Kałdus na Ziemi Chełmińskiej.

“…nieliczni mają zwyczaj uczestniczyć w […] nabożeństwie, cały zaś lud, w tych najwięcej prawowierną religię obrażających czasach, częściowo składa ofiary Bachusowi w dolinie wsi Kałdus, a częściowo Wenerze w sąsiednim gaju. Dlatego z takiego też powodu, jak i zniszczenia niniejszej kaplicy, musiał kult zostać przeniesiony do chełmińskiego kościoła parafialnego.”

Ale i na Ziemi Kaliskiej nie było dużo lepiej. Jeden z księży odnotował tam w roku 1720:

“…nastawszy do kościoła godzieskiego (koło Kalisza) zastałem ludzi tak bezbożnych jak w Sodomie i Gomorze (ledwo) się tak wieś z nimi nie zapadła. Nie spowiadali się po lat dziesięciu, dwudziestu. O pacierzu trudno było pytać i o przykazaniu boskim, bo go nie umieli….

Także Wiślanie w Małopolsce pamiętali o ich prastarych bogach. W Kazimierzu nad Wisłą koniecznością okazało się w roku 1708 skatoliczenie Góry Trygława poprzez umieszczenie na niej trzech rzymskich szubienic i przechrzczeniu jej na „Górę trzech krzyży”. A i górale w Zakopanem oddawali pod koniec XVIII wieku cześć świętym drzewom.

Dlatego nie może dziwić fakt odnalezienia przez Zoriana Dołęgę Chodakowskiego żywej wiary pogańskiej na polskiej wsi na początku XIX wieku. Dziwić natomiast powinien obraz litewskiej wsi, jaki w „Panu Tadeuszu” przedstawił Mickiewicz. Trudno jest tam znaleźć wzmianki o nadal żywym pogaństwie na Litwie. Zamiast tego mamy bohatera-patriotę-zakonnika/bernardyna – Jacka Soplicę. I inwokację do żydówki na początku tej „epopei narodowej”:

Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!

Trzeba w tym miejscu uczciwie przyznać, że jakoś tak nieszczególnie ochraniała żydowska „święta panienka” jej lud, skoro oddała go pod obce zabory.
Przy czym w stosunku do Litwy można śmiało założyć, że jako skatoliczona („ochrzczona”) wieki później niż Korona, Litwa dłużej trwała w pogaństwie. Ale w Panu Tadeuszu tego nie widać.

Znacznie szybciej katoliczono miasta. Już w czasach piastowskich do lokowanych na niemieckich prawach miast ściągali Piastowie niemieckich katolików. To oni na czele wójta Alberta/Albrechta wywołali w roku 1311 bunt przeciwko Władysławowi Łokietkowi. W Krakowie od co najmniej roku 1000 znajdowała się siedziba biskupstwa. Ale jeszcze XIII wieczna bulla papieska potępiała pogańskie praktyki utrzymujące się w Krakowie. Po reformacji miasta polskie stały się miejscem tzw. tumultów. Były one najczęściej inspirowane przez polskich katolików. Ludność niemiecka polskich miast w tym czasie przeszła już na protestantyzm.
Haniebnym był tzw. tumult cmentarny, połączony z wykopywaniem trumien i profanacją zwłok.
Jeszcze głośniejszy był tumult toruński. Rozpoczęli go katolicy. Wyrokami śmierci ukarano wyłącznie ich „braci w obrzezanym cieśli” – protestantów.

Jednak najbardziej haniebnie w niszczeniu słowiańskiego Ducha na naszych ziemiach (pomijając kler) zapisała się polska szlachta. Jest to o tyle ważniejsze, że to właśnie szlachta będąca suwerenem politycznym wspominana i opisywana jest w literaturze kształtującej naszą współczesną świadomość. Jesteśmy chcąc nie chcąc jej „spadkobiercami”.

Szlachta wytworzyła się ze stanu rycerskiego. Warte jest pamięci to, że jeszcze w XV wieku polskie rycerstwo ślubowało na słońce a nie na rzymską szubienicę. Dopiero wiek XVI, reformacja w Niemczech i przywleczenie do Polski jezuitów miało katastrofalny wpływ na szlachtę.

Schizofrenicznie szlachta polska odwoływała się do sarmackich korzeni. Ale ten  jej „sarmatyzm” był pokracznym dziwolągiem – był mieszaniną niektórych cech sarmatyzmu i fanatycznego katolicyzmu. Sarmaci byli wszak poganami. A szlachta odwołując się do sarmackich korzeni była fanatycznie katolicka. Uważała się nawet za „przedmurze chrześcijaństwa”. Czyli hołdowała ideologii, która zabiła w niej samej pogaństwo – czyli fundament sarmackiego Ducha.

Nie można odmówić szlachcie innej sarmackiej cechy – wojowniczości. Tylko, że ta jej wojowniczość nie zawsze była z korzyścią dla Rzeczypospolitej. „Sarmackie” rokosze Zebrzydowskiego czy Lubomirskiego, wojna domowa w Polsce w latach 1704-1706, czy krwawa wojna religijna znana jako Konfederacja barska przynosiły Polsce wyłącznie szkody. Szkodliwa zwłaszcza była konfederacja barska. Była ona wojną religijną wymierzoną przeciwko równouprawnieniu z katolickimi konfederatami ich prawosławnych i protestanckich braci w wierze w obrzezanego cieślę.  Dała ona rzekę wylanej polskiej krwi i I rozbiór Rzeczypospolitej.

Z sarmacką walecznością, i owszem, tłumiono np. bunty kozackie. Tylko gdyby Kozaków i ogólniej Rusinów (Ukraińców) traktowano po sarmacku (braterstwo, pogański solidaryzm i tolerancja) – to tychże buntów kozackich wcale by nie było. Jednakże skatoliczona szlachta polska chciała skatoliczyć i Rusinów, a ponadto chciała z Kozaków uczynić chłopów pańszczyźnianych. I stąd były owe bunty.

Natomiast na początku szwedzkiego potopu zabrakło szlachcie sarmackiego animuszu. Gremialnie przechodzili oni na stronę Karola Gustawa. Co jest tym bardziej zastanawiające, że na stronę tego protestanckiego Szweda przechodzili i katolicy, zdradzając Szweda katolickiego, którego wcześniej sami sobie na króla wybrali. Dopiero gwałty i rozboje oraz łupiestwo Szwedów ocuciło katolickich sarmatów z amoku zdrady.

Jest jeszcze jedno podobieństwo pomiędzy „sarmacką” szlachtą a pogańską tradycją. Była to wolna elekcja wprowadzona po wygaśnięciu dynastii jagiellońskiej. Wolna elekcja mogłaby jako żywo przypominać wybór księcia/kniazia na słowiańskim wiecu.
Tylko, że Słowianie wybierali na kniaziów swoich. Natomiast w wyniku wolnych elekcji częściej oddawano tron obcokrajowcom. Ponadto udział zagranicznych kandydatów sprawiał, że wolne elekcje dawały możliwość mieszania się obcych monarchów i obcych państw oraz  Watykanu w wybór polskiego króla.

Za to w traktowaniu chłopstwa i mieszczaństwa postępowanie polskiej szlachty było zaprzeczeniem i sprzeniewierzeniem się tradycji Słowiańszczyzny. Wcześniejsza troska o wspólne dobro wszystkich członków całej wspólnoty u szlachty wyrodziła się w zazdrosne dbanie o interesy wyłącznie własnego stanu kosztem stanów niższych. Nie należały do rzadkości nawet przypadki sprzedaży chłopów pańszczyźnianych. Chłopi harowali, żywili i utrzymywali szlachtę posesyjną, a darzeni byli za to przez nią pogardą. Nawet podczas powstań w czasie zaborów szlachta nie zdecydowała się na rezygnację z pańszczyzny, co mogłoby zachęcić chłopów do masowego poparcia tychże powstań.

Na temat polskich tradycji sarmackich także i Wikipedia pisze propagandowe bzdury:

„Jako jeden z mitów narodowych – polskie tradycje sarmackie początkami tkwią w późnym średniowieczu. Fakt ten miał niebagatelny wpływ na spójność i solidarność narodu polskiego.”

A przecież jeszcze w XIX wieku, pod zaborami, szlachta nie wykazywała żadnej spójności i solidarności z resztą narodu polskiego. Chciała odbudowy Rzeczypospolitej katolickiej, szlacheckiej z dominacją katolicyzmu i stanu szlacheckiego.

Najbardziej zgubnym wpływem szlachty na dzisiejszą świadomość milionów Polaków było utożsamienie przez nią katolicyzmu z polskością, patriotyzmem i polską racją stanu. Do dzisiaj hołdujący temu absurdowi katolicy uważają tę dżumę za synonim patriotyzmu i polskości. A przecież katolicyzm i ogólniej chrześcijaństwo jest to hołdowanie żydowskiej ideologii narodu wybranego, czczenie żydowskich mitów jako słowa bożego i prawdy objawionej, kult żydowskiego bożka Jahwe i żydowskich idoli (Joszue, Miriam, apostołowie, prorocy). Jest to po prostu odrzucenie i zdrada własnej tożsamości, własnej kultury i własnej prastarej wiary przyrody – wiary naszych ojców. Którzy trwali przy niej przez tysiąclecia.

Na szczęście katoliczenie Polski, nazywane eufemistycznie „chrystianizacją” nigdy nie zakończyło się pełnym sukcesem jahwistów. Już w Polsce międzywojennej powstała odwołująca się do rodzimej wiary pogańskiej Zadruga.

Jeszcze lepsza jest dla rodzimowierstwa sytuacja obecnie. Mamy w Polsce kilka oficjalnych związków rodzimowierczych i dodatkowo wielu niezrzeszonych sympatyków pogaństwa oraz pogan. Ich liczba wciąż wzrasta.

Do tych ostatnich mam zaszczyt i ja się zaliczać.
Jestem poganinem, Słowianinem, Polakiem…

.

opolczyk

.

.

Reklamy