Demaskowanie demagogii – walka z wiatrakami?

.

Czyli o załganej propagandzie i dezinformacjach – nie tylko katolickich…

Pewien nawiedzony katolik podpisujący się nickiem „Antyiluminati” wrzucił krótki komentarz:

„Polska od zawsze była Katolicka!
Przed 966 rokiem nie było Polski, były plemiona! Tak więc Polska od samego początku była Katolicka!

Jest to oczywista typowa katolicka demagogia.

Jakoś tak dziwnie się składa, że na temat chrztu Mieszka I nie ma żadnych dokładnych informacji. Nie jest znana ani jego data, ani jego miejsce. Wprawdzie zakłada się, że chrzest Mieszka (a nie Polski – tej nazwy zresztą jeszcze wówczas nie było) miał miejsce 14 kwietnia 966 – ale tylko ZAKŁADA się tę datę. Pewności nie ma. Nie wiadomo też, gdzie ów chrzest miał miejsce.

Obecnie zakłada się, iż Mieszko I przyjął chrzest na terenie swojego państwa w Poznaniu, na Ostrowie Lednickim lub w Gnieźnie; w dwóch pierwszych miejscach znaleziono bowiem baptysteria datowane na II poł. X wieku. Część historyków sądzi jednak, że mogło się to stać na terenie Niemiec (wielu uczonych wskazywało na Ratyzbonę), Czech bądź też w samym Rzymie.

Tak więc katolicy za powstanie Polski uważają wydarzenie, którego data ani miejsca nie są znane.
Ponadto, bez względu na datę i miejsce tego wydarzenia – był to chrzest tylko i wyłącznie Mieszka, a nie „chrzest Polski„.
Mieszko nigdy nie powiedział – Polska to ja. A  zasada cuius regio, eius religio nie była wówczas jeszcze znana (powstała w XVI w. na fali reformacji).

No i państwo Mieszka nie powstało w momencie chrztu, gdyż istniało już wcześniej. W tym dniu zmieniło się w państwie Mieszka jedynie to, że jego pogański władca zdradził Słowiańskiego Ducha i z powodów politycznych przyjął obcą wiarę.

Jak bardzo ten mit znaczenia chrztu Mieszka dla rzekomego powstania państwowości polskiej wbili katolicy do głów ludzi świadczyć może fakt, że nawet ateistyczne władze PRL w roku 1966 urządziły wielkie obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego. Tak więc nawet ateiści-komuniści uznali znaczenie chrztu Mieszka. Choć oni czynili to z innego powodu. Polska powojenna za sprawą Stalina miała granice mocno zbliżone do granic państwa pierwszych Piastów (ale nie państwa Mieszka z roku 966!) i stąd odwoływali się oni do „piastowskiego dziedzictwa”.

Znalazłem mapkę pokazującą domniemany zasięg księstwa Mieszka w roku 985, a więc prawie 20 lat po jego chrzcie.

.

.

A tutaj kolejna mapa zrekonstruowana na podstawie bardzo niejasnego dokumentu Dagome iudex.

.

.

Tutaj mamy mapę państwa za Chrobrego.

.

.

A tutaj za Krzywoustego.

.

.

Na marginesie przypomnę, że sam termin „Polska” powstał dużo później. Prawdopodobnie po raz pierwszy użyty był w XII wieku – i to literami hebrajskimi – na monecie Mieszka III wybitej w jego mennicy „zawiadowanej” przez Żydów.

Kompletną bzdurą jest uwaga Antyiluminati:

„Przed 966 rokiem nie było Polski, były plemiona! Tak więc Polska od samego początku była Katolicka!”

Plemiona były przed 966 rokiem i po nim. Mieszko był księciem Polan. Całe jego panowanie poświęcone było podbojom terytorialnym. Narzucał on swoją władzę sąsiednim plemionom – najczęściej przemocą i wbrew ich woli. To dzieło kontynuował jego następca Bolesław Chrobry. Historycy nigdy nie próbowali ustalić, do którego wieku na terenie państwa piastowskiego, a później jagielońskiego poczucie tożsamości plemiennej utrzymywało się wśród naszych przodków. Ale oceniając przez analogię do ich upartego trwania przy pogaństwie przez długie wieki możemy założyć, że jeszcze długo po chrzcie Mieszka wielu naszych przodków identyfikowało się bardziej „plemiennie” (Polanie, Wiślanie itp) niż „państwowo” (Polacy).

Kłamstwem i demagogicznym mitem związanym z chrztem Mieszka jest kolportowana przez katolików ich propagandowa bzdura, jakoby nasi przodkowie po przyjęciu przez Mieszka chrztu od razu stali się przykładnymi wyznawcami żydo-katolicyzmu. Pisałem o tym wielokrotnie, przypomnę jeszcze raz.

– Już za Chrobrego, w roku 1022 miał miejsce pogański bunt.

– Kolejny, znacznie większy miał miejsce nieco ponad dekadę później. Do historii przeszedł on jako reakcja pogańska.
Przy tej okazji jahwiści „skasowali” z naszej historii Bolesława II.

– XIII-wieczna bulla papieska potępiała pogańskie praktyki w Krakowie

– XV wiek – rycerstwo nadal składa ślubowanie na słońce.

– XV wiek – synod biskupów w Poznaniu potępia praktyki pogańskie w Polsce.

– XV – Jan Długosz potępia utrzymujący się zwyczaj słowiańskich obchodów Kupalnocki.
(“odprawiano [te obrzędy] przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się, oraz inne miłosne pienia…”)

– wieki XV – XVII – kler z ambon piętnuje pogańskie obrzędy utrzymujące się wśród jego nieposłusznych owieczek.

– XVI wiek – W kościelnym sprawozdaniu z 1595 roku czytamy o naszych pogańskich przodkach (zwłaszcza chłopach) co następuje:

”ten rodzaj mało się nabożeństwem porządnym wedle Boga bawi, okrom swych zwyczajów a nałogów dawnych. A woli do lasu (iść) niż do kościoła, gdy na nie zadzwonią; a idzieli do kościoła, tedy się cmentarzem zabawia na rozmowach a pokładszy się drudzy, takieć ich nabożeństwo. A będąli w kościele, a spytasz z nich którego, czego się nauczył, wnet odpowie zasię ja ksiądz? Tak ci ten rodzaj niepojęty w nauce bożej; nie darmo powiadano o nim: chłop w kościele głuchy.”

– XVII wiek – kler próbuje zastąpić pogańskie powitanie wiosny – topienie Marzanny – zrzucaniem z wież kościołów kukły Judasza – bez powodzenia.

– XVIII wiek – zapiski katolickiego klechy z roku 1720:

“nastawszy do kościoła godzieskiego (koło Kalisza) zastałem ludzi tak bezbożnych jak w Sodomie i Gomorze (ledwo) się tak wieś z nimi nie zapadła. Nie spowiadali się po lat dziesięciu, dwudziestu. O pacierzu trudno było pytać i o przykazaniu boskim, bo go nie umieli…”

– XIX wiek – Adam Czarnocki znany bardziej jako Zorian Dołęga Chodakowski prawie milenium po chrzcie Mieszka odnalazł na wsi polskiej żywą pogańską wiarę i tak to opisał:

„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”

– XIX wiek – w roku 1897 władze zaboru austriackiego zakazały urządzania obchodów pogańskiej Rękawki.

Na nic się to jednak na dłuższą metę nie zdało. Rękawka została reaktywowana.

.

.

A mimo to katolicy z uporem maniaka powtarzają jak mantrę ich brednie, jakoby w momencie chrztu Mieszka nasi przodkowie gremialnie przyjęli żydo-katolicyzm i byli jego gorliwymi wyznawcami. Prawda jest dokładnie odwrotna – nasi przodkowie przez długie wieki trwali przy wierze ich ojców. Rzeczywiste katoliczenie Polski zaczęło się dopiero w XVI wieku na fali kontrreformacji. Początkowo katoliczona była przez dwa wieki szlachta. Skatoliczeniu ulegli też częściowo i mieszczanie, choć nadal hołdowali oni wielu pogańskim tradycjom. Najdłużej przy Przyrodzonej Wierze Przyrody naszych słowiańskich praprzodków trwało chłopstwo.

To tyle na temat demagogii żydo-katolickiej.

Niestety i Mezamir wrzucił komentarz z jedną informacją odbiegającą od rzeczywistości:

„Iluminaci to jezuici :) zaskoczony?

Nie śledziłem nigdy na poważnie domniemanych powiązań pomiędzy jezuitami – watykańskimi psami – a iluminatami z jednego powodu: jezuici jako narzędzie papieskie powołani zostali do życia w 1540 roku.

Iluminaci bawarscy powstali jako narzędzie banksterów w 1776 roku.

A że interesy Watykanu i banksterów nie są zbieżne – tak więc jezuici nie są iluminatami.

Istniały wprawdzie pewne „powiązania” pomiędzy jezuitami a masonerią, ale były one czymś, co można by określić wojną wywiadów. Zarówno jezuici chcieli przeniknąć i kontrolować masonerię, jak i masoneria chciała to samo robić z jezuitami. Cele i zamiary obu tych instytucji były całkowicie przeciwstawne. Niemniej zdarzały się osoby będące jednocześnie masonami i jezuitami. I tylko one wiedziały, komu naprawdę służą, a kogo zwodzą i oszukują.

Jeszcze gwoli wyjaśnienia…

W roku 1773 Mayer Amschel Rothschild zorganizował we Frankfurcie spotkanie kilkunastu żydowskich oligarchów bankowych. Przedstawił im plan przejęcia przez banksterów kontroli i władzy nad całym światem – pod warunkiem, że połączą siły i będą działali wspólnie. Poinformował także pobratymców, że ma już odpowiedniego człowieka do rozpoczęcia realizacji tego długofalowego planu. Człowiekiem wytypowanym przez Rothschilda okazł się Adam Weischaupt.

– Założony przez Weishaupta zakon iluminatów od początku był finansowanym przez banksterską sitwę ich narzędziem i nigdy  nie był sam samodzielnym ośrodkiem władzy. Iluminaci wykonywali wyłącznie polecenia ich „chlebodawców”.

– Dla kamuflażu organizacja Weishaupta wzorowała się na powstałej nieco wcześniej loży Iluminatów Awiniońskich. W rzeczywistości niewiele wspólnego miała ona z hermetyzmem i ezoteryką, a była tworem politycznym.

– Jedynie oficjalnie zakon Weishaupta rozwiązany został w Bawarii w 1785 roku. Konspiracyjnie i poza Bawarią działał nadal. Korzystając z protekcji i pieniędzy banksterów iluminaci bawarscy przejęli kontrolę nad ruchem masońskim. Wykorzystując naiwność wolnomularzy wykorzystywali ich do realizacji planów banksterskiej sitwy.

Wykorzystanie masonów przez banksterów za pośrednictwem iluminatów okazało się niezwykle łatwe. Dziełem masonów był m.in. ruch oświeceniowy. Potępiał on społeczeństwo stanowe i związany z nim wyzysk chłopstwa przez szlachtę i kler, potępiał panującą ciemnotę, szerzył idee równouprawnienia politycznego i sekularyzacji państw. Były to zresztą postulaty jak najbardziej słuszne. Banksterzy z ich strony wiedzieli, że w systemie stanowym nie są oni w stanie dojść do pełnej władzy ze względu na ich „niewłaściwe pochodzenie”. Dlatego wspierali oni masonerię, pragnącą zlikwidować niesprawiedliwy sytem stanowy chrześcijańskiej Europy. Pierwszym etapem banksterskich planów było doprowadzenie do utworzenia w Europie państw republikańskich, ewentualnie monarchii konstytucyjnych z monarchą jako tytularną głową państwa pozbawionym realnej władzy politycznej. Równolegle do tego programu politycznego realizowano promowanie kapitalizmu, liberalizmu i tzw. „wolnego rynku” – co miało ułatwić im stopniowe przejmowanie na prywatną własność majątków narodowych Goim. W tym celu okrzyczeli księżkę Adama Smitha propagującą wolny rynek  „biblią” nowoczesnej ekonomii.

Najważniejszym jednak punktem ich programu podboju świata było utrwalenie i rozprzestrzenienie na terenie Europy i USA podstępnego, przestępczego i po prostu bandyckiego systemu bankowego (istniejącego w Anglii od roku 1694 r.), który banksterom oddawał prawo tworzenia/emisji pieniądza. Największym ich sukcesem na tym polu było podstępne zainstalowanie żydowskiego FED-u w USA w roku 1913.

Najśmieszniejsze jest to, że pieniądze produkują banksterzy po prostu „z powietrza” i tak stworzone pieniądze, jako dług do spłacenia wręczają rządom, przedsiębiorcom i prywatnym kredytobiorcom. Po czym żądają zwrotu „pożyczonych” pieniędzy (zrobionych „z powietrza”) z odsetkami.

.

.

.

Sprawa utrzymania pełnej kontroli nad pieniądzem i nad monopolem do jego emisji jest dla banksterów na tyle ważna, że w przeszłości dokonali oni kilku zamachów na prezydentów USA.

Ostatnim zamordowanym na ich polecenie prezydentem USA był Kennedy. Nieopatrznie podniósł on rękę na banksterski uzurpatorski monopol na emisję pieniądza.

Innym ważnym etapem do zdobycia władzy nad światem było przechwycenie przez banksterów kontroli nad mediami. Mając pod kontrolą media, zaczęli banksterzy masowo ogłupiać i okłamywać Goim. Stworzyli medialny załgany  matrix, w którym ogromna większość ludzi jest kompletnie zagubiona, zdezorientwana i bezradna. Mając pod kontrolą media mogą też banksterzy kreować posłusznych i obalać niepokornych polityków. Ostatecznie na naszych oczach sprowadzili oni tzw. demokrację parlamentarną do systemu fasadowego. Nie ma w nim ani źdźbła rzeczywistej demokracji:

– wybory wygrywają promowane medialnie partie agenturalne, lub posłuszne marionetki polityczne, mające duże zaplecze partyjne, pieniądze i poparcie wiodących mediów. Niezależni i nieagenturalni kandydaci nie mają w farsach wyborczych praktycznie żadnych szans.

– Ludziom odebrano prawo do decydowania o samych sobie. Mogą jedynie w farsach wyborczych wybrać agenturalne wobec globalistów „władze”. A cała ta fasadowa „demokracja parlamentarna” sprowadza się do coraz większego krępowania społeczeństwa jako całośc, jak i poszczególnych obywateli ogromem praw, przepisów, z narastającą ilością zakazów i nakazów, ingerujących w życie codzienne szarego człowieka. Ostatnio nawet narzucono nam „prawo” o przymusowych szczepieniach – i to  jedynie na podstawie zarządzenia byle patałacha/urzędasa z państwowej inspekcji sanitarnej.

Aktualnie trwa na naszych oczach masowe przejmowanie przez prywatną sitwę naszego majątku narodowego na prywatną własność. Drugą dominantą życia politycznego jest wyposażanie policji i tajnych służb z jednej, a biurokracji i urzędników (zwłaszcza tych z Brukseli) z drugiej strony w coraz to większe kompetencje.

Ciekawą wypowiedź wrzucił Mezamir w poniższym filmiku:

.

.

Dziwię się jedynie, że Krzysztof Jackowski naiwnie twierdzi, że obecny kryzys wziął się nie wiadomo skąd, nie wiadomo dokąd prowadzi i że nie ma on nic wspólnego z kryzysem z lat 30-tych.
Nic bardziej błędnego. Obecny kryzys został celowo sprokurowany przez banksterów zgodnie z planem Rockefellera:

„Wszystko, czego teraz potrzebujemy to odpowiednio wielki kryzys, a wtedy narody zaakceptują nowy porządek świata”.

Tak więc wiemy – skąd się ten kryzys wziął i dokąd on prowadzi – jest on wynikiem realizowanego z żelazną konsekwencją planu banksterów, którego celem jest doprowadzenie świata do odpowiednio wielkiego kryzysu.
A kryzys z lat 30-tych też był wywołany ich celowym działaniem! Miało on kilka celów, m.in. konfliskatę złota przez prywatne FED-y.

Nie bez znaczenia było też przejęcie za bezcen tysięcy zbankrutowanych małych prywatnych banków i przedsiębiorstw.

Kolejną dezinformacją w powyższym filmiku jest twierdzenie, że państwa dodrukowują ogromne ilości pieniędzy (bez pokrycia). Otóż nie robią tego państwa, a banksterzy, którzy owe dodrukowane z powietrza pieniądze wręczają agenturalnym rządom jako dług do spłacenia. Stąd ten dług nieustannie rośnie.

Co do konieczności pokrycia pieniędzy w złocie – uważam to za niepotrzebnie. Jest to relikt epok, gdy monety bite były z metali, w tym ze złota. Wartość monet określała wówczas wartość zawartego w nich metalu. Dzisiejszy pieniądz ma wartość umowną i pokrycia w złocie nie potrzebuje. Jestem w stanie wyobrazić sobie dobrze urządzone państwo, bez biedy i milionowych rzesz bezrobotnych, ze stabilną gospodarką i walutą, które nie posiada żadnych rezerw złota. Z drugiej strony państwo może mieć duże rezerwy złota, ale dokąd o jego finansach, gospodarce i polityce decyduje złodziejska sitwa, państwo takie dotykane będzie kryzysami i inflacją (która jest zamierzona). Zwolennicy pokrycia wartości pieniądza w złocie powinni pamiętać i o tym, że ceną złota można manipulować na giełdach. A to powodować może niekontrolowyny wzrost lub spadek wartości pieniądza.

Natomiast w pełni zgadzam się z K. Jackowskim, że prowokowanie masowych wybryków chuligańskich jest celowe. Obok prokurowania czy wmawiania nam innych zagrożeń (terroryzm, pandemie, katastrofa klimatyczna itp.) chodzi w tym wszystkim o wyposażanie policji, tajnych służb i wojska w coraz szersze kompetencje – rzekomo dla naszego własnego dobra. Ostatecznym celem tych manipulacji jest całkowita/totalna  kontrola zarówno całych społeczeństw, jak i pojedynczych ludzi.

Szczególnie dużo nieprawdziwej propagandy krąży w związku z domniemanym zagrożeniem dla Polski ze strony Niemiec.
Celuje w tym wielu publicystów. Taki Michalkiewicz np. ciągle epatuje jego czytaczy domniemanym kodominium niemiecko-rosyjskim rządzącym i rozkradającym Polskę. Ja sam zresztą w jednym z ostatnich tekstów przypomniałem o niemieckim przekręcaniu historii i o rewizjonistycznych zapędach co niektórych Niemców odnośnie części polskich ziem. Niemniej to nie Niemcy są dla nas obecnie zagrożeniem. Więcej jeszcze… Niemcy, jak i Polska same są zagrożone przyz tę samą globalną sitwę (o tym później).

Szczyt głupot o domniemanym wpływie wywiadu niemieckiego na Polskę wygaduje w filmiku wrzuconym przez Słowianina w jednym z jego komentarzy dr. Rafał Brzeski.

.

.

Przyznam się szczerze, że nie wiem, czy dr Brzeski jest tylko taki głupi lub ślepy, czy też nie mamy w tym miejscu do czynienia z celową dezinformacją. Mimo fatalnej akustyki wyłapałem kilka największych bzdur Brzeskiego.

A więc jest kompletnym nonsensem, jakoby nazwa Służba Bezpieczeństwa nadana bezpiece PRL w 1956 roku miała cokolwiek wspólnego z domniemanym przez Brzeskiego niemieckim (hitlerowskim) wpływem na nią. Na fali destalinizacji zlikwidowano wówczas bezpiekę jako samodzielne ministerstwo, dołączając ją do MSW jako jeden z „pionów”. No i trzeba było znaleźć dla bezpieki  jakąś nową nazwę. A ponieważ potoczna nazwa MBP – Urząd Bezpieczeństwa – była skompromitowana i kojarzyła się z terrorem stalinowskim, dlatego słowo „urząd” zastąpiono „służbą”. Natomiast palenie dokumentów dotyczącym agenturalnych powiązań z Gestapo było zacieraniem przez bezpiekę własnych śladów kolaboracji wielu czołowych komunistów z Gestapo podczas wojny.
Obszernie pisze o tym Robert Spałek.

Przypomina on wiele faktów dotyczących kolaboracji czołowych „polskich” komunistów, najczęściej agentów NKWD, z hitlerowcami. Przy czym z niezrozumiałych dla mnie względów już w podtytule strzela Spałek gafę pisząc o dwóch żołnierzach kolaboranckiej formacji rosyjskiej. W odniesieniu do owego okresu można – i poważny historyk ma obowiązek – mówić wyłącznie o formacjach sowieckich a nie rosyjskich.
Gdy w 56 roku Polskę destalinizowano, wielu funkcjonariuszy aparatu władzy mogło obawiać się zemsty ze strony przywróconego do łask Gomułki. Z tego powodu „trefne” dokumenty świadczące o ich wcześniejszej kolaboracji z Niemcami palono.

Co do pozwolenia na werbowanie Polaków do współpracy przez wschodnioniemiecką Stasi powiem tylko tyle: ekipa Honeckera panicznie bała się przeniesienia solidarnościowej „zarazy” do DDR. Panująca przed Solidarnością liberalna jak na owe czasy polityka ułatwionego ruchu turystycznego pomiędzy Polską a DDR sprawiła, że ludzie po obu stronach granicy nawiązali kontakty. I tychże właśnie kontaktów obawiał się Honecker po powstaniu Solidarności. Znane były Honeckerowi i Stasi ucieczki na Zachód rodzin z DDR via Polska przy pomocy ich polskich znajomych. Dlatego Honecker zapragnął „prewencyjnie” kontrolować te kontakty i po polskiej stronie, na co mu zezwolono. Ot i cała tajemnica werbowania polskich agentów Stasi po polskiej stronie granicy.
Dodam w tym miejscu jako ciekawostkę pewne osobiste doświadczenie związane z tym akurat tematem.
W kwietniu 1983 przesłuchiwany byłem przez bezpiekę w Kluczborku. Jedną ze spraw ich interesujących były moje domniemane kontakty z DDR. Lata wcześniej, w piątej klasie podstawówki wyjechał na stałe do DDR mój ówczesny najlepszy kolega, Alfred D. Naszym kolegą klasowym był wówczas także Bogusław H – późniejszy SB-k. Wiedział on o mojej przyjaźni z Alfredem, a nawet o tym, że Alfred przyjeżdżał w latach 70-tych na odwiedziny do Polski kontaktując się przy tych okazjach ze mną. No i na przesłuchaniu w 1983 właśnie Bogusław H. interesował się tym, czy z Alfredem D nadal utrzymuję kontakty.
Pamiętając, że Kluczbork był małym miasteczkiem powiatowym, leżącym blisko 200 km od niemieckiej granicy, to zainteresowanie SB moimi domniemanymi kontaktami z obywatelem DDR było co najmniej dziwne. Wyobrażam więc sobie, jak panicznie takich kontaktów obawiała się wschodnioniemiecka Stasi.

Kolejną nieuczciwą manipulacją Brzeskiego było jego krótkie ogólnikowe zdanie o szefie zachodnioniemieckiego kontrwywiadu, który nagle zniknął i po czterech dniach pojawił się w Berlinie Wschodnim. Przy tej okazji spekulował Brzeski – który wywiad był filią drugiego – wschodnioniemiecki zachodnioniemieckiego, czy odwrotnie.
Historia tajemniczego wypłynięcia w Berlinie Wschodnim Otto Johna do dzisiaj nie została do końca wyjaśniona.
Jest b. prawdopodobne, że został on do Berlina Wschodniego po prostu podstępnie zwabiony. Przy czym nawet jeśli pojechał tam dobrowolnie, zatrzymano go tam już wbrew jego woli.

Przez cztery miesiące przysłuchiwany był John przez KGB w Moskwie. Następnie powrócił do Berlina Wschodniego. Odmówił przyjęcia proponowanych mu stanowisk. Nie został aresztowany, ale pozostawał pod ścisłym dozorem wschodnioniemieckiej bezpieki. Rok po powrocie z Moskwy do Berlina przy pomocy dziennikarza duńskiego w operacji przygotowanej z pomocą BfV uciekł John do Berlina Zachodniego.

Aresztowano go 10 dni po powrocie. Oskarżony został o zdradę i skazany na cztery lata więzienia.
Wyrok był prawdopodobnie zemstą na nim za publiczne napiętnowanie przez niego podczas przymusowego pobytu w DDR praktyk powierzania ważnych funkcji w Niemczech Zachodnich wysokim funkcjonariuszom hitlerowskiego aparatu władzy. Imiennie wymienił on Reinharda Gehlena, szefa BND (a wcześniej wysokiego oficera Wehrmachtu) oraz Theodora Oberländera (ministra ds. „wypędzonych”), będącego wcześniej gorliwym nazistą.
Nadmienię w tym miejscu, że to USA wymusiła na władzach niemieckich „immunitet” dla tych byłych nazistów, którzy podjęli kolaborację z wywiadem amerykańskim i dbali o amerykańskie (czytaj – banksterskie) interesy w Niemczech.
Istotną informacją w tym miejscu jest i ta, że CIA tylko oficjalnie jest agencją rządową, podlegającą pod Biały Dom i Kongres. W rzeczywistści CIA jest prywatną tajną policją banksterów z Wall Street i realizuje polecenia finansowej sitwy rządzącej w USA. Mimo iż CIA podlega w rzeczywistości banksterom, finansowana jest przez amerykańskich podatników. Banksterzy nie lubią wydawać niepotrzebnie pieniędzy. Dodatkowo dorabia sobie CIA na boku m.in nielegalnym handlem bronią i narkotykami.

Zastanawia mnie, dlaczego znawca wywiadu niemieckiego dr Brzeski nie poinformuje jego publiczności o tym, że niemiecki wywiad jest de facto filią CIA. I dlaczego nie przypomni on np. o operacji Gladio?
http://en.wikipedia.org/wiki/Operation_Gladio

Oraz o roli BND i BfV w zacieraniu śladów działalności „Krwawego miecza CIA„.

Niemcy są unijnym barakiem i państwem w najwyższym stopniu niesuwerennym. Istnieją co do tego faktu namacalne dowody.
Po ujawnieniu przez włoskiego premiera faktu istnienia w Europie Zachodniej „tajnych armii NATO” wszystkie tzw. rządy państw Zachodu sprawę starały się jak najszybciej wyciszyć.
Tak pisałem kiedyś o tym w kontekście posunięć i enuncjacji „rządu” Helmuta Kohla:

Zadziwiająca była postawa tzw. rządu Niemiec kanclerza H. Kohla. Najpierw zaprzeczał on zdecydowanie istnieniu Gladio w Niemczech. Następnie ówczesny minister kancelarii H. Kohla stwierdził, że magazyny broni organizacji Gladio zostały w Niemczech zlikwidowane już w 1972 roku (o magazynach broni “samobójcy” Lembke z roku 1981 minister gabinetu Kohla widocznie zapomniał).
A w grudniu 1990 tzw. rząd Helmuta Kohla podał do publicznej wiadomości, że organizacja Gladio staraniem rządu Bundesrepubliki Niemiec zostanie rozwiązana do kwietnia 1991.
Tak więc tzw. rząd obiecał społeczeństwu zlikwidowanie organizacji, której istnienie wcześniej zdecydowanie zaprzeczał.

Mamy więc tutaj sytuację, gdy bez wiedzy niemieckiego rządu i parlamentu amerykańskie służby prowadzą działalność terrorystyczną i przeprowadzają zamachy na terenie Niemiec. A niemieckie służby milczą i co najwyżej likwidują niewygodnych świadków. Tak było z Heinzem Lembke, którego powieszono w areszcie po tym, gdy oświadczył na policji, że przed prokuratorem ujawni jego mocodawców.

Na marginesie dodam, że Ali Ağca także był członkiem tureckiego odprysku Gladio. A zamach na JP2 był najprawdopodobniej  jedynie bolesną, ale niezbyt groźną mistyfikacją made in CIA.

„Jeden z tych „cudów” polegał na tym, że strzelającemu z bardzo bliska, z odległości 2-3 metrów Ali Agcy, już po drugim wystrzale zaciął się „niezawodny” pistolet, i ta druga wystrzelona przezeń kula, odbiwszy się od ramienia papieża raniła rykoszetem jeszcze dwie stojące w pobliżu osoby. Czyżby „niewidzialna ręka” która dostarczyła Agcy niesprawny pistolet oraz spowodowała i inne, obficie opisywane w prasie katolickiej „cuda”, nie podmieniła także kul stalowo-ołowianych na gumowe, łatwo się odbijające nawet od miękkich przedmiotów?”

Od czasów Kohla w niemieckim unijnym baraku sprawy się jeszcze pogorszyły. Merkel jest gorliwą wykonawczynią planów globalnej lichwy. To ona zabiega zdecydowanie m.in. o utworzenie europejskiego rządu gospdarczego, co byłoby oficjalną i faktyczną likwidacją i tak iluzorycznych kompetencji „rządów” poszczególnych unijnych baraków. Nadto chce ona w pełni unijnej kontroli nad finansami i budżetami unijnych baraków. A „pomysły” te są przecież realizacją postanowień Grupy Bilderberga, w obradach której przedstawiciele niemieckiego baraku aktywnie uczestniczą od samego początku istnienia tego banksterskiego gremium .
Poniższa lista nie jest kompletna, ale pokazuje ona, jak aktywnie marionetki polityczne oraz przedstawiciele gospodarki, bankowości i mediów niemieckich konspirują przed własnym społeczeństwem.

Przypomnę w tym miejscu, że już na trzecim zlocie Bilderbergowców w Niemczech (Garmisch-Partenkirchen) w 1955 roku uchwalono utworzenie Unii Jewropejskiej ze stopniowym powiększaniem jej wpływów, oraz postanowiono już wówczas narzucenie Jewropie w przyszłości jednej wspólnej waluty.

Jako ciekawostkę podam w tym miejscu, że zabiegi Merkel o wspólny jewropejski rząd gospodarczy z „polskiej” strony podbija jeszcze bardziej agent rockefellerowskiej Komisji Trójstronnej Janusz Palikot.

.

.

Brzeski zamiast epatować słuchaczy (i czytelników) jego wymysłami powinien ujawnić wpływy CIA w naszym baraku unijnym. A te są ogromne, jeśli pamiętamy o tym, że w czasach rządów domniemanych postkomuchów CIA bezkarnie urządziła sobie tajne więzienie w naszym kraju. A stosunkowo niedawno prokurator prowadzący śledztwo smoleńskie konspiracyjnie spotykał się z agentami CIA i FBI.

Powinien także Brzeski zainteresować się spotkaniem w Telawiwie Lecha Kaczyńskiego z szefem Mossadu.
Gdy przed laty zmontowano intrygę o domniemanym spotkaniu ówczesnego premiera Oleksego z agentem rosyjskich służb, intryga ta wymusiła na Oleksym dymisję. Dlaczego natomiast nikt nie domagał się dymisji prezydęta Kalksteina za fakt jego kontaktów z szefem wywiadu izraelskiego? Nawet nikogo nie zainteresowało to, o czym obaj panowie rozmawiali…

Sprawa wasalskiej zależności Niemiec od globalnej sitwy istotna jest w kontekście domniemanego zagrożenia Polski ze strony zachłannych Niemców, jak i w kontekście kaszubskich i śląskich separatystów.

.

.

.

To nie Niemcy zagrażają Polsce, a globalna sitwa, której podlegają polityczne marionetki niemieckie.

Na marginesie dodam jeszcze…
Sytuacja gospodarcza w Niemczech jest, o czym wielu Polaków nie wie – fatalna. Zadłużony gigantycznie jest nie tylko „rząd” federalny. Bankrutami są landy i komuny.

Rząd federalny zmuszony jest do zaciągania wielomiliardowych kredytów na spłatę zaległych odsetek. Mimo propagandy wzrostu PKB dług rośnie szybciej niż PKB. W ostatnim ćwierćwieczu miała miejsce w Niemczech masowa „prywatyzacja” – sprywatyzowano energetykę, pocztę, telekomunikację, koleje, linie lotnicze a nawet szpitale. Prywatyzuje się komunikację miejską. Z drugiej strony z roku na rok wzrasta margines biedy. Miliony ludzi pracujących na pełnym etacie zarabia miesięcznie głodowe pensje poniżej minimum socjalnego.
Niemiecki cud gospodarczy dobiegł już dawno końca. Dzisiejsze Niemcy za sprawą agenturalnych parii są kochającą i troskliwą matką dla banksterów i giga-kapitału, a macochą dla szarego człowieka.
Mimo narastającej biedy Niemcy realizują plan „ratowania” euro, który to plan w rzeczywistości jest ratowaniem interesów banków i napychaniem banksterskich kieszeni pieniędzmi. Na renty i zasiłki dla bezrobotnych, a nawet na opiekę nad niepełnosprawnymi pieniędzy nie ma i tnie się praktycznie wszystkie świadczenia. Ale na duży kontyngent okupacyjny w Afganistanie pieniądze są. I na dozbrajanie za pół darmo Izraela okrętami podwodnymi (wbrew konstytucji zakazującej dostaw broni w regiony zagrożone konfliktami zbrojnymi) pieniądze też są.
Fikcja parlamentarnej demokracji w Niemczech jest identyczna jak w Polsce. Od dziesiątek lat rządzą w tym kraju wyłącznie agenturalne partie. Jedyna nieagenturalna obecnie frakcja w Bundestagu – Die Linke – szpiclowana jest nielegalnie przez niemiecką bezpiekę BfV – czego ujawnienie było niedawno skandalem. Oficjalnie służby podlegają pod parlament i są przezeń kontrolowane. A w praktyce niemieckie służby szpiclują potajemnie i nielegalnie niepokornych parlamentarzystów z niepokornej partii „postkomuchów”. Jest to jedyna frakcja Bundestagu protestująca przeciwko okupacji Afganistanu i przeciwko ratowaniu banków;  jedyna domagająca się narzucenia  politycznej kontroli nad bankami, finansami i giełdą. Jest to też jedyna partia z Bundestagu nie jeżdżąca na zloty Bilderberga. I przez to jest szpiclowana i uznawana przez służby za zagrożenie dla „demokracji”.

O wpływach globalnej sitwy w Niemczech świadczyć może nagła zmiana tzw. wymiaru sprawiedliwości w sprawie rytualnego obrzezania chłopców. Przy czym Niemcy nie ugięli się przed muzułmanami, a przed protestami rabinów, którzy przekonywali, że zakaz obrzezania doprowadzić może do wynarodowienia mniejszości żydowskiej mieszkającej w Niemczech.

Zresztą, niemiecki wymiar sprawiedliwości wsławił się kilka lat temu absurdalnym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego, pozwalającym na karanie ludzi jedynie na podstawie domniemania możliwości popełnienia przez nich w przyszłości czynu karalnego. Pisałem o tym niedawno:

„Uzasadnieniem TK było stwierdzenie, że wprawdzie zainteresowany nie brał udziału w bijatyce, ale istnieje prawdopodobieństwo, że w kolejnej bijatyce mógłby ewentualnie brać udział!”

Wracam do spraw polskich…
Rozróby garstki separatystów kaszubskich i śląskich, prowadzonych agenturalnie, są niczym innym niż próbą realizacji programu „Europy regionów„.

Ta podstępna metoda idzie ręka w rękę z planami utworzenie jednolitego rządu gospodarczego Jewropy i ma docelowo doprowadzić do likwidacji państw europejskich. Zamiast do nich rozkazy z Brukseli będą płynąć bezpośrednio do „regionów„.

Na marginesie dodam, że Niemcy też mają zostać poszatkowane.

W sprawie „regionalizacji” Jewropy trwa powolna przygotowawcza agitacja – i to nie tylko u nas.

Inną zupełnie sprawą jest to że zadymy RAŚ czy garstki separatystycznych Kaszubów mają i inne zadania. Na przykład wciąganie Polaków w konflikty z separatystami. Polacy wciągnięci w walkę o jedność terytorium „ich” kraju tracą z oczu inne, ważniejsze nawet sprawy. A więc np. to, że „ich” kraj i tak do nich już dawno nie należy. Ponadto mało kto z wciągniętych w ten konflikt zauważa, że wszystkie strony tego konfliktu, a więc zarówno separatyści, jak i Polacy – jeśli nic się nie zmieni – zostaną w komplecie wywłaszczeni i zaczipowani jako ludzkie bydło robocze. Czego być może niektórzy z nich nawet w ich zacietrzewieniu nie zauważą.

Globalna sitwa przychylnym okiem patrzy zarówno na separatystów jak i na rewizjonistów granic. Spory takie sprzyjają polityce opierającej się na zasadzie „dziel i rządź”. Dla wierchuszki NWO ogromnym zagrożeniem byłby zanik takich konfliktów i wspólne polsko-niemieckie działania wymierzone przeciwko globalistom. Dlatego takie konfliktowanie sąsiadujących ze sobą krajów i grup etnicznych jest jedną z ich ulubionych metod ich działania.

Polityka dziel i rządź realizowana jest w wielu różnych formach i na różnych płaszczyznach. Na polskim podwórku widać to na przykładzie inscenizowanego konfliktu pomiędzy PO a PiS-em.
Zadziwiło mnie oburzenie Ryszarda Śnieżko rzekomym złamaniem obietnicy przedwyborczej prezesa Jarosława dotyczącej obiecywanego sojuszu jego agenturanej partii z agenturalną PO.

Po pierwsze – poważna osoba nigdy nie bierze na poważne obietnic przedwyborczych.
Po drugie – i ważniejsze – PiS i PO zostały zaprojektowane przez specjalistów od „inżynierii społecznej” z konkretnym celem. Głównym zadaniem tych agenturalnych partii jest utrzymywanie społeczeństwa polskiego w stanie rozbicia i podziału na zwolenników i przeciwników każdej z tych partii. Sojusz ich groziłby zniesieniem tego podziału.
Scenę polityczną Polski przy pomocy PO-PiS w dużym stopniu „zamerykanizowano”. Gdyby jeszcze wybory do sejmu odbywały się wg ordynacji większościowej, zostałby on zabetonowany na wzór amerykański kompletnie tymi dwoma agenturalnymi partiami. Ale i tak te dwie partie zgromadziły pod ich sztandarami większość aktywnego „elektoratu”  – a raczej bydełka wyborczego biorącego udział w wyborczych farsach.
Aby z PO-PiSem związać większość społeczeństwa, a następnie ją ze sobą skłócić, celowo i z premedytacją dobrano PO-PiSowi ich ideologie. Na PO głosują zachłyśnięte „wolnością” i „demokracją” proeuropejskie zlaicyzowane wykształciuchy. Elektoratem PiS są bogoojczyźniani patryjoci-katolicy.
I w ten podstępny sposób doprowadzono do głębokiego rozbicia Polaków na dwie zwalczające się wielomilionowe grupy politycznych ślepców.

Prawie cała reszta aktywnego bydełka roboczego popiera pozostałe agenturalne partie. A to powiększa jeszcze rozbicie polskiego społeczeństwa. I w ten sposób interesy banksterów są w naszym baraczku zabezpieczone.

Wyprzedaż ziemi osobom obcym, mającym powiązania z niemieckimi rewizjonistami, powinna w tych warunkach skutkować procesami przed trybunałami ludowymi wobec tych, którzy do tego dopuszczają. Ziemia ta przez tysiąclecia była słowiańską i taką powinna pozostać.

Ogromna większość „informacji” w mediach i w internecie to zwykłe bzdury lub dezinformacje. Część z nich bierze się z głupoty i niewiedzy, inne to celowa dezinformacja. Tylko ogłupionym społeczeństwem można bezkarnie manipulować i rządzić wbrew jego własnym interesom. Niestety nie jestem w stanie demaskować wszystkich tych bzdur i kłamstw. Choć gdy je czytam czy  ich słucham, to aż mnie podnosi…

Dokąd nie przepędzi się z Polski obcej agentury (politycznej, medialnej, finansowej i gospodarczej) dotąd nic się nie zmieni…

Polskę trzeba zdecydowanie i od samych fundamentów przebudować.
Fundamentem tym nie może być ani żydowska religia znad Jordanu, ani złodziejski kapitalizm.
Powrót do starego porządku świata – czyli do pogańskich korzeni, do oddolnej demokracji na szczeblu lokalnym i do solidarności wspólnotowej jest bodajże jedyną alternatywą dla współczesnej, chorej i przesyconej żydowskim duchem antycywilizacji.

.
opolczyk

.

ps.

Przypomnę, że PO spotykała się z PiS-em i SLD w fundacji żydowskiego filantropa i aferzysty Sorosa. Tematem spotkań, odczytów i dyskusji była m.in. – a jakże – „naprawa” Rzeczypospolitej.

http://jozefbizon.wordpress.com/2011/06/17/pis-w-fundacji-batorego-georgea-sorosa-uaktualnienie/

Tylu mamy „naprawiaczy”, a Rzeczypospolita ginie!

.

 

.

Reklamy

12 thoughts on “Demaskowanie demagogii – walka z wiatrakami?

  1. kompletnym nonsensem, jakoby nazwa Służba Bezpieczeństwa nadana bezpiece PRL w 1956 roku miała cokolwiek wspólnego z domniemanym przez Brzeskiego niemieckim (hitlerowskim) wpływem na nią.”-Od jakiegoś czasu skrót SB kojarzy mi się z organizacją Skull & Bones.Wiadomo że niemiecki a hitlerowski to zupełnie co innego,nie trzeba być Niemcem aby być nazistą/hitlerowcem,wyznawca ideologii iluminackiej/jezuickiej.
    Hitler i Himmler byli jezuitami/iluminatami,Skull&Bones to jedna z iluminackich organizacji.
    O Stalinie można powiedzieć to samo.Stać po obu stronach barykady,teza i antyteza,to sa metody działania jezuitów/templariuszy/bankierów/iluminatów.Nie wazne czy jesteś za czy przeciw,i tak ich wspierasz.

    Polubienie

  2. „Bóg Rydzyka ma w oczach błyski chciwego sklepikarza z mojej ulicy, co to sprzedał mi przeterminowane jogurty, a potem bezczelnie wypierał się jakobym kupił je u niego. Bóg Rydzyka nosi w swych łapskach kij bejsbolowy i tylko przemyśliwa nad tym, jak tu zdzielić mnie przez łeb w ciemnej uliczce. Bóg Rydzyka przemawia do mnie głosem nieobliczalnego fanatyka z sejmowej trybuny, któremu wygadywanie górnolotnych frazesów w stylu: bóg, honor, ojczyzna, nie przeszkadza uczestniczyć w przeróżnych machlojkach i przekrętach.”
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5391

    ‚Liberalizm jako ustrój był rajem dla mocnych i bogatych, piekłem dla słabych, dla biednych, dla warstw ludowych. Niech nas Bóg broni przed powrotem do ustroju, który sobie imaginował liberalizm. Musielibyśmy powtarzać na nowo od początku wszystkie rewolucje, wszystkie bunty mas, wszystkie walki społeczne, które stanowiły historię XIX wieku’.
    Czyje to słowa? Nie, to nie Ikonowicz na jakimś czerwonym wiecu, ale też nie cytat z kazania Rydzyka. To sam ks. Jan Piwowarczyk – założyciel i pierwszy redaktor naczelny ‚Tygodnika Powszechnego’. Notabene, polecam owo przesłanie gromadce dziennikarzy majstrujących w konającym już krakowskim tygodniku.”

    Obrona Rydzyka : http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5334

    Katolicka Nauka Społeczna , socjalizm i kapitalizm :
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3489

     

    NAJSYMPATYCZNIEJSZY KSIĄDZ

    On jest rodem, z miasta Olkusza
    to nasza ponoć bratnia dusza
    przez lata na nieszczęście nie trwale
    zawieruszył się w niemieckim kahale

    REF:
    Najsympatyczniejszy ksiądz w Polsce
    kochają go katolików miliony
    ojciec TADEUSZ RYDZYK
    Niech będzie pochwalony!

    Wrócił do Polski kochanej szczerze
    do swoich braci starszych w wierze
    dostał na media wszystkie koncesje
    aby na braci głosowały, całe procesje

    REF:

    Czasem na swoich trochę pokracze
    aby mówili ty antysemicki łajdacze
    aby dla srebrnych talentów mamony
    mówić głośno cierpię za miliony

    REF:

    Leszek Henryk Bubel



    null

    Polubienie

  3. Nestle promuje akcję czip RFID dla każdego. Nowa, “czekoladowa” promocja odbywa się pod hasłem “Znajdziemy Cię”. Konsument musi tylko odpakować słodki batonik, co uruchomi nadajnik GPS. Nestle obiecuje że w ciągu 24 godzin brygada specjalna odnajdzie “szczęśliwca” i dokonując nalotu w stylu grupy antyterrorystycznej, wręczy mu nagrodę pieniężną. Batoników jest kilka,ale miliony konsumentów zatrzyma opakowanie, mając nadzieję na bycie śledzonym.

    Polubienie

    • Chciwość na wygraną, porządanie słodkiego i niski wiek konumentów domagajacych się zakupu „batoników” – idealne połączenie. Telewizyjne PRANIE POGLĄDÓW dopełni role namawiając lemingi na bezrefleksyjne „skorzystanie z promocji” „CZIP W KAZDYM CIELE”.

      Polubienie

  4. „Mimo narastającej biedy Niemcy realizują plan “ratowania” euro, który to plan w rzeczywistości jest ratowaniem interesów banków i napychaniem banksterskich kieszeni pieniędzmi. Na renty i zasiłki dla bezrobotnych, a nawet na opiekę nad niepełnosprawnymi pieniędzy nie ma i tnie się praktycznie wszystkie świadczenia.” – bo plan żydostwa jest prosty zagłodzić ludzi by nie mieli pieniedzy na obronę. W tym samym celu się w Polsce „publikuje rankingi oszczedności w bankach” by lichwiarze wiedzieli ile jeszcze kasy jest do wywiezienia do nazilandów syjonu. Niemcy są przez nazioli przewidziani tylko do walki z Polakami i Rosjanami o IV Rzesze Syjonistyczna. Chwilowo trwa ogałacanie niemieckich rezerw w złocie na „ratowanie UE”. Ale temu nazitworowi Niemcy nigdy do końca nie miały przewodzić. Przewodzą teraz puki mają kasę w Bundesbanku. Jak się skończy pałeczka władzy przejdzie tam gdzie planowano od zarania powstania UE do angielskich (nazistowsko-syjonistycznych) rodzin królewskich (dlatego angole są ZAWSZE Z BOKU UE, przyglądaja się czekając na swoją chwilę). Tylko się „Helmuta i Helgę” wygotuje z oszczędności podobnie jak to uczyniono z krajami PIIGS.

    Takie głodzenie społeczeństw to klasyczne gotowanie „żywej zaby” gdzie obciażenia fiskalne i ceny to wrzątek a oszczędności w bankach bufor (wielkość garnka z zabą). Jednych to tyka wcześniej innych później ale w intencji jest wygotowanie nawet tych którzy w tym procederze pomagają. A powolność procesu ma tylko zabezpieczyć świnie u koryt przez rozstrzelaniem przez wkór… żołnierzy. Bo rząd się boi tylko wojska, na strajkujących ma ZOMO i inne Antify. Czy pseudomanifestacje kolejnych kłamczyńskich obiecujacych żabom kolejne gruszki na wierzbie by siedziały dalej spokojnie w swoich kociołkach .

    Polubienie

    • Ktoś:

      „Chwilowo trwa ogałacanie niemieckich rezerw w złocie na “ratowanie UE”.”

      Gadanie…

      Ogromna większość „niemieckiej” rezerwy złota trzymana jest w sejfie żydowskiego FED-u na Manhattanie. Nawet żont niemiecki to przyznał.
      Kilkanaście lat temu ówczesny minister finansów Oskar Lafontaine domagał się od banksterów prawa nowego oszacowania tej rezerwy przez żont. Dostał po łapach, bo mu banksterzy powiedzieli, że złota politykom nie pokażą.
      Ponadto nie wiadomo, ile tam mają Niemcy złota a ile wolframu.
      http://lubczasopismo.salon24.pl/tajemnice/post/450051,zloto-frajerow
      Na mój nos, to już dawno FED-ziaki prawdziwe złoto podmienili…
      Niemcy są rujnowane podatkami i prywatyzacją.
      A złoto to koczownicy zbierają dla siebie.

      Polubienie

      • To zaniedługo Niemcy pożegnają się z „przewodnictwem w UE”. Sa tylko jak za 2 wojny swiatowej – koniem pociągowym do wprowadzeniu nazizmu w Europie. Raju dla żydów (syjonistów).

        Polubienie

  5. Najpierw szanowny autor pisze zarzut(słuszny), że banksterzy robią pieniądze z niczego, a parę zdań później stwierdza, że pieniądz ma wartość umowna i że nie potrzeba, żeby był oparty na złocie(czy czymkolwiek innym).
    Pytam więc, o co autorowi właściwie chodzi? Jakiej sytuacji by chciał? Pogubiłem się już.
    Tak samo z atakowaniem idei wolnego rynku. Najpierw szanowny autor, że wolny rynek jest po to, żeby ograbić ludzi, a później, że narzucane jest jarzmo przepisów, koncesji i kontroli.

    Ja uważam, że pieniądze powinny być oparte na złocie albo czymkolwiek innym co ma realną wartość, której nie można podrobić(w przypadku złota zapewnia to rzadkość tego kruszcu). To zapewnia brak możliwości ograbienia ludzi. Przypominam, że Kaddafi chciał wprowadzić u siebie złotą walutę i m.in. dlatego został odstrzelony.

    Wolny rynek natomiast zapewnia spadek cen(z powodu konkurencji) i wzrost jakości, a co najważniejsze, daje wolność ludziom, każdemu z osobna. Obecnie wolnego rynku nie ma nigdzie, bo jest on nie na rękę banksterom.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    • Krzesisław:

      W moim przekonaniu nieszczęściem i ślepą uliczką ludzkości jest dyktat ekonomii i pieniądza. Gospodarka, produkcja, rynek to tylko wycinek ludzkiej egzystencji, a nie jej cel i sens.

      Gospodarka powinna spełniać dwa podstawowe cele :
      – dawać ludzim możliwość zarobienia na własne utrzymanie,
      – powinna produkować przedmioty potrzebne do życia.

      Pamiętam w czasach PRL, gdzie złotówka nie miała pokrycia w złocie, że przez szereg lat nie było drożyzny, inflacji, chleb kosztował 6 złotych a papierosy „Sporty” 3,50. Przez szereg lat. Dokąd gospodarki nie sabotowali koczownicy, chcący uzależnić polską gospodarkę od Zachodu, hulało to nienajgorzej. Przede wszystkim ludzie mieli poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa socjalnego. No i powoli, powolutku, ale jednak żyło się „materialnie” rzeczywiście powoli lepiej. Dzisiaj jest odwrotnie.

      Dla mnie realną wartością jest np. czyste powietrze, czysta woda, a z innych kategorii np. wolność. Złoto, srebro, pieniądze, mieszkanie, dom, „papiery wartościowe” – to wszystko są tak naprawdę „wartości” umowne. Także i złoto. Ono samo w sobie nie ma żadnej wartości. Jedynie my jemu ją nadajemy. Gdy biali przybyli do Ameryki to oszaleli na widok złota, które dla Indian wcale nie miało aż takiej wartości. A u Murzynów „pieniądzem” były m.in koraliki lub muszelki.

      Pieniądz nie musi mieć „pokrycia” w czymś materialnym. Może być ekwiwalntem pracy. Bądź też jednosta pieniądza może posiadać „wartość” np. bochenka chleba lub cegły.

      Jakiej sytuacji bym chciał?
      Ano takiej, abyśmy nie byli niewolnikami pieniądza, rachunku ekonomicznego i ofiarami czyjejś żądzy zysku za wszelką cenę. Oraz abyśmy nie byli ofiarami manipulacji giełdowych i celowo prokurowanych kryzysów gospodarczych. I aby pieniądz przestał być podmiotem, a stał się tylko i wyłącznie przedmiotem ułatwiającym życie.

      Narzucane nam jarzmo przepisów dotyczy nie tylko i nie tyle gospodarki i koncesji. Bruksela czy Warszawa ingerują praktycznie w każdą dziedzinę życia. Narzucają nawet odgórnie, co „samorządom” wolno, a czego im nie wolno; na co nie mogą a na co mogą, czy wręcz na co muszą wydawać pieniądze. I ile na co mają wydawać, choć większość pieniędzy i tak płynie do Warszawy.

      Co do „rynku” – to dla mnie obojętne są przymiotniki, jakimi go nazwiemy. Rynek ma służyć ludziom, społeczeństwu. I powinien być tak ustawiony, aby nie było garstki miliarderów i milionów bezrobotnych oraz tysięcy wywalanych na ulicę.

      Za bardzo daliśmy się wychować na ludzi, dla których głównie czy wręcz tylko tzw. „wartości” materialne są ważne. Zrobiono z nas ludzi zapatrzonych w Mammona.
      To przede wszystkim należy zmienić.
      Koczownicy narzucili nam ich własne chore, chciwe „wartości”.
      Z ludzi staliśmy się homo Mammon-owcami.

      Polubienie

  6. Oczywiście. Zgadzam się, że pieniądz to tylko narzędzie, a nie cel. Zgadzam się również z tym, że nic nie ma danej wartości samo w sobie i to my ją nadajemy. Jednak spójrz na to w ten sposób. Kiedyś dawno temu, był handel wymienny. Wymieniane towary były raczej zbliżone wartością do siebie(jakkolwiek by na to nie patrzeć), najwyżej strona inicjująca(kupująca, czyli ta której zależało na transakcji) trochę dopłacała. Później była woluta złota, co tak naprawdę nadal było tym samym, złoto jedynie uzyskało pewną popularność jako środek wymiany.
    Teraz natomiast zostało to rozchwiane, ponieważ wymieniamy przedmioty na nic nie warty papier czy impulsy elektryczne, czym można dowolnie manipulować. Dodatkowo została narzucona legalność tego środka płatniczego, a nielegalność reszty.

    Ludzie stali się chciwi, uczyniono z nich niewolników pieniądza, ponieważ regularnie ich oszczędności okazują się niczym. 10 zł dziś jest znacznie mniej warte, niż jeszcze kilka lat temu. Czy sądzisz, że byłoby to, aż tak drastyczne, w przypadku pieniądza opartego na złocie czy czymkolwiek innym co ma realną wartość? Jasne, jakieś wahania miałyby miejsce, to nieuniknione, ale byłoby to na pewno na mniejszą skalę i rozciągnięte w czasie.

    W ten sposób doprowadzono, do tego, że ludzie cały czas, każdego dnia walczą o przetrwanie, ponieważ nie mogą zgromadzić kapitału. Złoto jednak na to pozwala, papier nie.
    Ekwiwalent pracy do mnie nie przemawia. Bo kto będzie decydował, która praca równa się której? Dla mnie ekwiwalentem mojej pracy jest to, że dostaje za nią np. skrzynkę jabłek. Banknotami się nie najem. Używam ich, bo jestem do tego zmuszony.
    Właśnie, BANK-notami. Kiedyś banki były jedynie magazynami, które przy okazji dawały zaświadczenie, że faktycznie masz w nich coś zgromadzone.

    Jeśli chodzi natomiast o to, że pieniądz nie jest celem. Oczywiście, jest tylko środkiem do osiągania celu. A jaki jest cel? Każdy obiera sobie inny.
    Ja osobiście nie przykładam do pieniędzy wagi(bo wiem, że są umowne i obecnie nic nie znaczą). Staram się być, jak to się mówi człowiekiem idei, uważam, że nasze osiągnięcia są treścią życia. Niestety, często jest to wykorzystywane, jednak nie będę się tu żalił.

    Jeśli chodzi o miliarderów oraz rzesze bezrobotnych i wyrzucanych na bruk. Problem leży w systemie ekonomicznym, który pozwala nic nierobom, pasoŻydom kraść owoce cudzej pracy. W normalnej sytuacji to oni by wylądowali na bruku, ponieważ „kto nie pracuje ten nie je”.
    Czy będę nieludzki, jeśli powiem, że nie czuje się w obowiązku, aby wszyscy mieli co jeść i nie chodzili głodni? Jeśli ktoś nie pracuje(czyli nic z siebie nie daje), nie stara się, to nie powinien dostawać niczego.

    Odnoszę wrażenie, że jesteś socjalistą. Bez obrazy.

    PS. Napisałeś „Złoto, srebro, pieniądze, mieszkanie, dom, “papiery wartościowe” – to wszystko są tak naprawdę “wartości” umowne.”
    Umówmy się jednak, że mieszkanie i dom, to są realną wartością, w przeciwieństwie do reszty z wymienionych, które owszem są umowne 😉 .

    Polubienie

    • Uważam, że samo usunięcie bandyckiego systemu bankowego, finansowego, oraz likwidacja złodziejskich giełd z anulowaniem „długów” wobec bandyckich banków byłoby wystarczającym krokiem w kierunku uzdrowienia gospodarki.
      Kolejnym krokiem powinna być likwidacja ponadnarodowych koncernów i korporacji. Główne gałęzie przemysłu powinny być upaństwowione/uspołecznione. Prywatna działalność gospodarcza byłaby mile widziana, ale z zastrzeżeniem maksymalnej ilości zatrudnianych ludzi przez jednego i tego samego prywatnego przedsiębiorcę. Chodzi o zabezpieczenie nas przed odrodzeniem się niekontrolowanego globalistycznego kapitalizmu.

      Kontrola pieniądza i jego emisja ma być w gestii państwa, a nie prywatnych banksterów.
      Polityków w normalnych warunkach moglibyśmy sobie zmienić. Banksterów nie.

      Problem jest jeden – jak to wszystko przeprowadzić? Póki co to oni dyktują nam warunki gry.

      Nadal nie widzę konieczności zasady pokrycia pieniądza w złocie.
      Zresztą – jak to przeprowadzić?
      Należałoby zważyć i oszacować wartość wszystkiego złota będącego własnością skarbu państwa.
      I już mamy problem – czy cenę złota ustalamy sami (i według jakiego kryterium), czy bierzemy ją np. ze złodziejskiej giełdy?

      Następnie należałoby zebrać i policzyć wszystkie „złotówki” będące w obiegu (także te będące za granicą w rękach giełdowych manipulatorów).
      Następnie należałoby zliwidować te złotówki, które nie mają pokrycia w złocie.
      Ponieważ jednak Polska nie ma imponującej ilości rezerwy złota, na rynku pozostałoby b. mało pieniądza mającego rzeczywiste pokrycie w złocie.
      Tylko – jak może funkcjonować gospodarka prawie 40-milionowego państwa, jeśli w obiegu pozostałby ułamek dzisiejszej ilości pustego pieniądza?
      A na dokupywanie potrzebnej nam ilości złota na razie nas nie stać..

      Banknotami się nie najesz. Zgoda!
      Złotem też nie.
      W dobrze urządzonej gospodarce, wolnej od okradających ją banksterów umowne pieniądze są wystarczające. Ważniejsze niż złoto (którego ceną można manipulować) jest zaufanie ludzi do własnej gospodarki – i własnej waluty.

      Problem niepracujących (pomijam okradających nas pasożydów) nie jest zbyt dotkliwy w zdrowej gospdarce. Margines nierobów istniał i będzie istniał. W dobrze urządzonym państwie można im nawet dawać niewielkie zasiłki (a koniecznie wyżywienie) aby zminimalizować drobną przestępczość (kradzieże żywności czy alkoholu). Jeśli nieroby dostaną dziennie coś do zjedzenia i ze dwa-trzy litry taniego wina, nie bądą kradli. Poważniejszymi nierobami-kryminalistami zajmuje się policja i sądy.

      Nie przywiązuję znaczenia do „etykietek”. Kiedyś byłem zagorzałym wrogiem komunizmu i socjalizmu. Wmówiono mi, że kapitalizm jest lepszy. Dzisiaj wolę uchodzić za socjalistę, niż gardłować w interesie obrabiających nas banksterów.
      Przeczytaj sobie analizę „Antyka” (ostatni na dole dokument na tej stronie). To jest o mnie i o mojej „antysocjalistycznej” działalności.
      http://www.nadstobrawa.za.pl/dokumenty%20ipn.html

      U Słowian w okresie przedpaństwowym istniała wspólnota majątkowa oraz solidarność plemienna. Nie było u nich biednych sierot, niedożywionych starców, bezdomnych i głodnych.
      Dlaczego nie mamy powrócić do NASZEJ pięknej, solidarnej, słowiańskiej tradycji?

      Domy, mieszkania to obiekty rzeczywiste i materialne. Ale przypisywana im wartość „rynkowa” – tyle a tyle tysięcy – to już sprawa umowna.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.