Jeszcze o tożsamości narodowej Polaków

.
Kolejny już raz niestrudzony Słowianin znalazł w sieci i podrzucił w komentarzu ciekawe teksty. Jeden z nich zajmuje się problematyką tożsamości narodowej Polaków. Oto ten tekst:

.

*****
.

sobota, 8 marca 2008

O TOŻSAMOŚCI NARODOWEJ POLAKA

.

 Zwolennik przedwojennej, neopogańskiej Zadrugi mówiłby i pisał o świadomości narodowej Polakatolika, bowiem to, co stanowi o polskości, co najmniej od czasów zwycięstwa kontrreformacji na ziemiach polskich, jest wyłącznie katolickie (i jakoś tutaj nawet obrońca polskiej mowy protestant Mikołaj Rej wcale to a wcale nie pasuje).
.
Zatem prawda o polskości jest przerażająca. Nic bowiem poza językiem polskim, należącym do rodziny języków indoeuropejsko – słowiańskich, nie pozostało z samorodnej kultury słowiańsko-polskiej, która, co prawda, była prymitywna, ale własna. I jak każda kultura w zetknięciu z innymi cywilizacjami i kulturami miała wszelkie dane na samodzielny rozwój. Warunki jednak obiektywne sprawiły, że się nie obyło bez konieczności amputacji tego wszystkiego z prapolskiej kultury, co nie dało się pogodzić z nową religią. W wyniku – dodajmy: umotywowanej wyłącznie politycznie – propagandy chrześcijaństwa na naszych ziemiach, nazywanej działalnością misjonarską, niemal wszystko, co było „pogańskie”, ale i własne, zostało zmiecione z powierzchni ziemi. Możemy dziś tylko z zazdrością spoglądać na tych odległych, azjatyckich wyspiarzy, Japończyków, którzy pomimo szerzenia się na ich ziemiach jakby nie było obcych, ale i uniwersalistycznych religii (buddyzmu i chrześcijaństwa), zapewnili życie swym rodzimym i odwiecznym kultom, które od najdawniejszych czasów przetrwały tam po dziś dzień. Japończycy chyba jakoś nie specjalnie przejmują się tym, że wyznawcy religii objawionych nazywają ich z pogardą czcicielami bożków – poganami. Tym bardziej że ich rodzimy politeistyczny kult szinto nie zatrzymał ich kultury w epoce kamienia łupanego. A oni sami potrafili przejąć z cywilizacji Zachodu to, co jest najlepsze, nie rezygnując przy tym z własnej tożsamości, i nie pozwalając na to, by jakakolwiek religia, nawet ich własna, rościła sobie pretensje do wyłącznego depozytu „prawdziwej wiary”. Czy i tak nie mogło być z nami? Z przykrością musimy stwierdzić, że nie. Dziś bowiem nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, że kiedyś nasi praojcowie, by przetrwać, musieli zgodzić się na rezygnację z własnej, rodzimej tożsamości i kultury (to, że książę Mieszko poślubiając katoliczkę Dobrawę, musiał odprawić siedem swoich „pogańskich” żon, nie jest w tym wszystkim największym dramatem państwowo-narodowym). Przetrwanie za cenę tożsamości – to była myśl przewodnia kierujących nawami wielu średniowiecznych państw przedchrześcijańskich w Europie, w tym państwa Polan.
.
Jak słusznie zauważył założyciel i przywódca wspomnianej we wstępie Zadrugi, Jan Stachniuk: „z postaw wegetacji wydedukowany system duchowy – chrześcijaństwo, niszczy cywilizację antyczną, nie pozwala jej przyjść do siebie, a na jej gruzach zakłada swoje niepodzielne władanie. W ramy tego systemu zostają wciągnięci Słowianie. Młodszość cywilizacyjna mści się na nich okrutnie. Ludy romańskie i germańskie, ogarnięte przez chrześcijaństwo o parę wieków wcześniej, w rękach kościoła służą jako narzędzia do zniszczenia rdzenia duchowego kultury Słowian.
Dzieją się tu rzeczy brzemienne w następstwa dziejowe. Chrześcijaństwo, ogarniając Germanów, jest w stosunku do nich jako barbarzyńskich zdobywców słabe i nieporadne. Na wiele rzeczy, acz niechętnie, musi się zgodzić. Wiele cech tych ludów, ich obyczajów, tradycji chrześcijaństwo musi respektować, zgodzić się na ich zachowanie, mimo iż z ideałami ewangelii nie są zgodne. Inaczej jest ze Słowianami. W stosunku do nich posiada się całą potęgę Cesarstwa, stworzoną przez Karola Wielkiego. Kompromisy są tu zbyteczne, gdyż w oparciu o siłę oręża całej zachodniej – od paru wieków już chrześcijańskiej – Europy można spróbować pełnej chrystianizacji. Tam gdzie Słowiaństwo ulega chrześcijaństwu, nic nie pozostaje z jego dorobku cywilizacyjnego, z jego samorodnej, oryginalnej kultury. Sławia jest przeznaczona na kolonię chrześcijaństwa w najczystszej postaci. To, co nie ginie od miecza wyznawców krzyża, nie spłonie na stosie, jest już czysto chrześcijańskie. Tradycja ulega całkowitemu zerwaniu. Dzieje plemion lechickich rozpoczynają się od dnia chrztu, od r. 966. Ni mniej, ni więcej. Wszystko co istnieje przed tym jest obce. Nie zachowują się nawet nazwy dawnych bogów, obrządków, wierzeń. Na tym straszliwym, wyjałowionym pustkowiu, spychającym Lechitów na poziom bezwolnego bydlęcia, montuje się fałszywy obraz przeszłości, jako bogobojnych eunuchów z tęsknotą wyczekujących na proroków z Palestyny, via Rzym zdążających. Wmawiają w nas, iż tacy byliśmy zawsze. Że pobożne mazgajstwo, w które nas wtrącono chytrze w wyniku stuletnich wojen przegranych, było naszą cechą rasową, chlubę nam przynoszącą, bo importowanym ideałom bliską. W starciu zbrojnym z zachodnią, chrześcijańską Europą, przegraliśmy. Zostaliśmy zepchnięci na linię rozwoju, u podstaw którego leżą zasady wegetacji. Zasady te dokonały w rasowej duszy lechickiej spustoszeń dogłębnych. Skutki ich zaważyły w dziejach przełomowego wieku XVI”.
[_1_]
.
Religia oraz system wartości moralnych, czyli wartości chrześcijańskie, które stanowią dziś o tożsamości narodowej Polaka, nie są dziełem ani Polan, ani innych Słowian, ani nawet ludów romańsko-germańskich zachodniej Europy. Ale jest to system etyczny, którego ojcem duchowym jest żyd Jeszua z Nazaretu, czyli Jezus Nazareński, spolszczając. Dodajmy, że wskazania moralne Jezusa zostały przyjęte tylko przez garstkę żydów i właściwie nigdy nie przyjęły się w cywilizacji żydowskiej jako „niemożliwe do zastosowania”, jak mówi talmud (pomijamy kwestię tego, że dla prawowiernych żydów Jezus był bluźniercą podając się za Syna Bożego i Boga zarazem). Za to „nauki Chrystusowe” udało się z powodzeniem wyeksportować na szersze wody – do tzw. pogan-politeistów. W końcu prawie po czterystu latach z najniższych warstw społecznych dotarły one aż do elity panującej w największym ówcześnie państwie europejskim, tj. Imperium Romanum. Ale to już nie była zasługa ani Jezusa, ani apostoła Piotra ex-rybaka przeciwnego zresztą nawracaniu nie-żydów, ale Szawła, który porzucił swój faryzeizm i został oddanym uczniem Pana, jak nazywają do dzisiaj Chrystusa-Zbawiciela jego wyznawcy. Za zasługi dla rozszerzenia chrześcijaństwa w świecie został nazwany św. Pawłem (to on powiedział, że „nie masz już ani Żyda, ani Greka, ale wszyscy są braćmi w Chrystusie”).
.
Od tego epokowego wydarzenia z IV wieku po Chrystusie – jakim była chrystianizacja Europy, mówi się o chrześcijaństwie jako duchu Europy. Zapomina się jednak o tym, że i „przed Chrystusem” Europa miała swojego ducha – pierwszy opis „igrzysk olimpijskich” odnajdujemy w Iliadzie Homera, która omawia dzieje wojny grecko-trojańskiej z ok. 1200 p.n.e. (wg szacunków współczesnych archeologów); wieczne miasto Rzym powstało w 753 roku p.n.e. Od brzemiennej w skutki chrystianizacji Europy tożsamość Europejczyka miał konstytuować wyłącznie katolicyzm (dopiero reformacja z XVI wieku, która była właściwie rejudaizacją chrześcijaństwa i powrotem do wartości moralnych przedchrystusowych, bo starotestamentowych, zmieniła to na dobre). Ale w naszym kraju – podobnie jak we Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, częściowo Francji, Irlandii – pomimo reformacji – nadal katolicyzm konstytuuje naszą tożsamość narodową. Jak niewiele i dziś potrzeba, by z Polaka szybko przedzierzgnąć się w Hiszpana czy Włocha i vice versa! Wystarczy właściwie zmienić język, nasiąknąć nieco innymi obyczajami, i mamy w pełni udaną naturalizację. O wiele trudniej byłoby wykonać ten sam zabieg – co za paradoks! – z Polakiem-Słowianinem jakby nie było – oraz przedstawicielem innego słowiańskiego narodu na wschodzie czy południu (Rosjaninem lub Serbem). Tutaj mamy różnicę religii, która decyduje niemal o wszystkim, pomimo dużego podobieństwa języka. Obca religia, tyle że w różnych obrządkach, sprawiła, że dziś Polakowi cywilizacyjnie jest o wiele dalej do innych Słowian niż np. do Niemców (nb. nazwa od niemy, tj. taki z którym się nie można porozumieć) czy mieszkańców „zielonej wyspy” na zachodnich krańcach Europy – Irlandczyków. O naszej tożsamości decyduje dziś nadal religia importowana z Judei via Rzym, którą, jakby nie było, nasi praprzodkowie przyjęli z konieczności (powtórzmy: wszystko co „pogańskie”, było w owym czasie w Europie tępione ogniem i żelazem). I tylko po to, by nie podzielić losu – jak to później pokazała historia – wyrżniętych i częściowo schrystianizowanych oraz zgermanizowanych plemion zachodniosłowiańskich. [_2_]
.
Niewątpliwie przyjęcie chrztu było kiedyś dziejową koniecznością, lecz dlaczego religia, która kiedyś odarła naszych przodków z ich tożsamości, wciąż wyznacza naszą tożsamość narodową? Uświadamiam sobie ten dramat, kiedy widzę zubożałych i całkiem zmarniałych potomków potężnych i prężnych, a co istotne samorodnych, niegdyś cywilizacji, których tożsamość narodową, tak jak naszą, konstytuuje dziś tylko i wyłącznie judeochrześcijaństwo w rzymskim obrządku i… Matka Boska różnych wsi i miast.
.
W umysłach krytycznie myślących, rodzą się też pewnie pytania, m.in.: czy obrona wartości religii przyjętej przez naszych przodków z politycznego przymusu, nadal ma być uznawana za dowód patriotycznej miłości do kraju i narodu oraz politycznej mądrości? Czy dla takiej różnicy, jak różnica dogmatów i obrządków importowanych religii, warto było popełniać w Europie i poza nią tyle zbrodni?
.
Dotąd nie doczekaliśmy się religijnego kultu wartości rodzimych: polskich i słowiańskich, a także niezależnych od tych obcych i importowanych. Dlatego polecam lekturę dzieł Jana Stachniuka, abstrahując od jego – moim zdaniem błędnych – koncepcji gospodarczych i ustrojowych, a pozostając tylko i wyłącznie w świecie najwyższych wartości życiowych, znajdziemy przykład naprawdę wzniosłej, heroicznej, kulturotwórczej, humanistycznej i, co ważne, rodzimej twórczości filozoficzno-religijnej. Polecam również bezkompromisową książkę mojego przyjaciela Kaza Dziamki pt. „Słowiańska Wolność!
.
PS. Rozmawiałem dziś (2007-09-11) z ponad osiemdziesięcioletnim mężczyzną – polskim patriotą i narodowcem, jak się sam przedstawia, który stwierdził, że nie jest wierzący, ale do kościoła chodzi. Dlaczego? Dlatego, że naród polski jest rozbijany przez wrogów zewnętrznych i wewnętrznych, trzeba go jednoczyć wokół jakichś pozytywnych wartości. Ów pan wszędzie węszy antypolskie, przede wszystkim żydowskie spiski, zagrażające naszej polskiej tożsamości narodowej, lecz kiedy uświadomiłem mu, że chrześcijaństwo stworzyli żydzi, i że sam Jezus był Żydem, żachnął się tylko: – Co też Pan opowiada!
Niechaj za puentę naszych wywodów posłuży owa obrazoburcza trawestacja z Mickiewicza:
Tylko pod krzyżem
Tylko pod tym znakiem
Polska jest Polską
A Polak Polakiem.
Żyd jego Bogiem.
A matka – dziewicą.
Tylko pod krzyżem zdarzają się cuda!
.
.
.
Przypisy:
[_1_] Jan Stachniuk, Dzieje bez dziejów, Warszawa 1939, rozdział 4 „Zagadnienie wielkości w dziejach”.
[_2_] Symbolem tej Słowiańszczyzny jest po dziś dzień bohaterski i antychrześcijański książę obodrzycki Niklot, przeciwko któremu Zachodnia Europa przeciwstawiła nawet wyprawę krzyżową w 1147 roku. Niklot zginął w czasie bitwy pod Orłem (dziś Wurle k. Butzow w Meklemburgii) w 1160 roku, podczas najazdu Henryka Lwa na jego ziemie. Zajęte tereny stały się lennem niemieckiego księcia, które nadał synom poległego władcy Słowian: Przybysławowi i Warcisławowi. Od jego syna, Przybysława (Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.
.

Inne moje teksty znajdziesz w serwisie Racjonalista.pl – Lista publikacji autora
.
.
Za:

.

*****

.

.

Powyższy tekst jest interesujący ze względu na niezwykle trafną diagnozę, mówiącą, iż „Nic bowiem poza językiem polskim, należącym do rodziny języków indoeuropejsko – słowiańskich, nie pozostało z samorodnej kultury słowiańsko-polskiej.” Jest to stwierdzenie całkowicie zbieżne z moim.
Z tym, że zgodnie z moją opinią i „język, który rzekomo przez chrzest uratowaliśmy, jest w łapskach katolików narzędziem do niszczenia naszej własnej pogańskiej, a więc i słowiańskiej, tożsamości.”

Natomiast stwierdzenie, że kultura Słowian była „prymitywna” jest nieprawdziwe. Kultura słowiańska była po prostu adekwatnym odbiciem struktury i filozofii życia ludów słowiańskich. Była pochodną ich kultu Natury. Słowianie czcząc Naturę żyli bardzo blisko niej. Nie budowali wielkich miast – bo tam traciliby z Naturą kontakt (jedyny wyjątek – Wolin – było raczej wielkim targowiskiem niż wielkim miastem). Słowianie nie mieli potrzeby budowania np. potężnych akweduktów – żyli blisko czystej wody w małych społecznościach. Piramid też po sobie nie pozostawili – nie było wszak wśród nich faraonów, którzy do takich budowli by ich zapędzili. Nie mieli także potrzeby budowania wielkich zigguratów – ich świątyniami była Natura.

Osiągnęli za to Słowianie – w przeciwieństwie do np. Grecji czy Rzymu kulturę wolną od ucisku, niewolnictwa, biedy jednych i bogactwa innych, kulturę wolną od ideologii podboju i narzucania innym siebie samej.
Przypomnę w tym miejscu, że przedstawiciel podziwianej przez wielu Polaków kultury rzymskiej, cesarz Trajan, potrzebując pieniędzy na modernizację i rozbudowę największego i najstarszego cyrku rzymskiego – Circo Massimo – podbił Dację z jej zasobami złota.

Cyrki były Rzymowi potrzebne do trzymania własnego rzymskiego motłochu w posłuszeństwie. Podbitą Dację złupiono i narzucono jej podatki. Z których musiała ona m.in utrzymywać okupacyjne legiony.
Takich haniebnych rzeczy Słowianie nie robili – żyli po swojemu i nikomu swojej kultury i stylu życia siłowo nie narzucali.

Nie zgadzam się też ze stawianiem przez autora w jednym szeregu buddyzmu i chrześcijaństwa. Buddyzmu nie narzucano „chrześcijańskimi” metodami, a i on sam nie był ortodoksyjną religią a raczej indywidualną drogą rozwoju. W Chinach np. przez długie wieki buddyzm pokojowo koegzystował z taoizmem i konfucjonizmem.

Nie jest też do końca prawdą zacytowana opinia J. Stachniuka, że „Inaczej jest ze Słowianami. W stosunku do nich posiada się całą potęgę Cesarstwa, stworzoną przez Karola Wielkiego. Kompromisy są tu zbyteczne, gdyż w oparciu o siłę oręża całej zachodniej – od paru wieków już chrześcijańskiej – Europy można spróbować pełnej chrystianizacji. „

Także i u Słowian żydo-katolicyzm musiał iść na kompromisy. Przez wieki był zbyt słaby, aby wytępić słowiańskiego Ducha. W związku z tym tradycje Słowian przejmowano nadając im katolicką „interpretację”. Zwalczanie ich było często po prostu skazane na porażkę. Nie udały się np. jahwistom w XVII wieku ich usilne próby zastąpienia pradawnej słowiańskiej tradycji topienia 21 marca  Marzanny zrzucaniem kukły Judasza z kościelnych wież. Marzanna zwyciężyła.

Nie jest też prawdą opinia Stachniuka, że wśród plemion lechickich „Nie zachowują się nawet nazwy dawnych bogów, obrządków, wierzeń.” Wszak Zorian Dołęga Chodakowski jeszcze w XIX wieku znalazł pod wiejskimi strzechami żywą wiarę pogańską.

„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”

W pełni zgadzam się natomiast z opinią autora, że katolicyzm to żydowska religia. Dla mnie jest to po prostu żydowski podrzutek, który zniszczył naszą prawdziwą kulturę i Ducha Słowiańskiego.

Przy czym jestem przekonany, że gdyby Rzym nie był imperium zbudowanym na niewolnictwie, biedzie i ucisku, chrześcijaństwo nie miałoby w nim żadnych szans na masowe rozprzestrzenienie się. Przez trzy wieki w imperium rzymskim żydo-chrześcijaństwo było religią niewolników i biedoty, zanim Konstantyn nie dostrzegł przydatności tej ideologii do wzmocnienia własnej władzy. Rzym własnym systemem politycznym i społecznym przyczynił się do popularności tej duchowej dżumy rodem znad Jordanu wśród własnej biedoty. Słowiańszczyzny w podobny sposób podbić jahwizm nie był w stanie. Ją musiano miażdżyć jahwizmem jak buldożerem. Musiano stosować siłę, przymus, terror i prześladowania. Choć i tak przez długie wieki pogaństwo było najbardziej powszechną wiarą oficjalnie katolickiej Polski.

Nie zgadzam się też do końca z twierdzeniem, iż Niewątpliwie przyjęcie chrztu było kiedyś dziejową koniecznością…”

Gdyby podrzutek Mieszko zamiast siłowo podbijać sąsiednie plemiona zawiązał sojusz z nimi, gdyby dodatkowo nawiązał sojusz z Połabianami, takiej słowiańskiej unii jahwiści nie byliby w stanie pokonać. Do dzisiaj bylibyśmy poganami.
A zresztą, nawet jeśli uznamy przyjęcie chrztu jako coś, co było wówczas w jakimś tam stopniu usprawiedliwione, to dlaczego dzisiaj mamy nadal przy nim trwać? Dzisiaj nie grożą Polsce podboje ze strony obcych hord nieobrzezanych  jahwistów. Dzisiaj jest ona zagrożona przez globalną lichwę. Która ma ten sam rodowód co żydo-katolicyzm.

Bezsprzecznie ma autor rację w ogólnej wymowie jego tekstu – a mianowicie, że przywleczony do Polski via Rzym jahwizm jest dla nas całkowicie obcy i szkodliwy. Z tego względu należy go odrzucić i powrócić do naszej własnej słowiańskiej kultury.
Obcych, rzymskich czy greckich wzorców także nie potrzebujemy. Nasze były piękniejsze i lepsze.
A przede wszystkim były one po prostu nasze.

.

opolczyk

.

ps.

Na szczególną uwagą zasługuje zakończenie tekstu Wojciecha Rudnego:

Ów pan wszędzie węszy antypolskie, przede wszystkim żydowskie spiski, zagrażające naszej polskiej tożsamości narodowej, lecz kiedy uświadomiłem mu, że chrześcijaństwo stworzyli żydzi, i że sam Jezus był Żydem, żachnął się tylko: – Co też Pan opowiada!”

No cóż – ja znam wielu wierzących, w tym nawet niezwykle gorliwych „tradycyjnych” katolików, którzy twierdzą, że od Żydów nie mogło wyjść nic dobrego, że niszczą oni Polskę.  A mimo to modlą się ci katolicy do żydowskiego Jahwe, do żydowskiego „mesjasza-chrystusa” i do żydówki Miriam – oddając im Polskę pod opiekę.

Mamy w tym przypadku niezwykle dobitny przykład schizofrenii, jaką wywołuje w umysłach owieczek żydo-katolicyzm i ogólniej żydo-chrześcijaństwo.

.

.

Advertisements

3 thoughts on “Jeszcze o tożsamości narodowej Polaków

  1. Pingback: FILOZOFIA JANA STACHNIUKA / Etos pogański vs chrześcijański « Pagans / Poganie ( Rodzimowiercy słowiańscy ) – Poganin i Słowianin

  2. Bo żaden sędzia nie zawisł

    „Trafiła się jedna czarna owca” – to słynne zdanie wypowiedział Michał Listkiewicz, były prezes PZPN, po zatrzymaniu pierwszego sędziego piłkarskiego w 2005 r. „Nigdy nie słyszałam tak usłużnego sędziego” – to słowa Moniki Olejnik po ujawnieniu afery sędziego Ryszarda Milewskiego.

    Czyje zaskoczenie uznać należy za bardziej zabawne?

    Bohdan Smoleń żartował, że niezawisłość sędziowska polega u nas głównie na tym, że żaden sędzia jeszcze nie zawisł. Peerelowski wymiar sprawiedliwości – podobnie jak PZPN – nie przeszedł po 1989 r. weryfikacji także w łagodniejszej formie. Sprawą, która pokazała w sposób najbardziej drastyczny, że środowisko to żadnego oczyszczenia nie chce, była historia prokuratora Andrzeja Kaucza, wsławionego wsadzaniem opozycjonistów do więzienia w stanie wojennym. Gdy w 1998 r. miał on zostać odwołany z funkcji prokuratora wojewódzkiego, list w jego obronie podpisała, jak ogłoszono, „cała załoga” wrocławskiej prokuratury. Zaprotestowała przeciwko temu Katarzyna Burzyńska – młoda, odważna asesor wywodząca się z rodziny o niepodległościowych tradycjach. Szybko straciła pracę w prokuraturze.

    Polskie państwo przyjęło, że ludzie, którzy w komunizmie oskarżali i wydawali wyroki na zamówienie władzy, po odzyskaniu wolności się poprawią. Nie tylko nie będą skazywać za politykę, ale i brać łapówek albo ulegać naciskom władzy wykonawczej.

    Do tego zamknięcie prawniczych korporacji spowodowało, że w ciągu ostatnich 23 lat do prokuratury i sądów trafiały przeważnie dzieci prawników z PRL. Wychowane w domach tych, którzy tuszowali zbrodnie, zamykali opozycję albo przynajmniej nie protestowali, gdy robili to ich koledzy. I uprzywilejowane, bo pozbawione konieczności konkurowania z rówieśnikami.

    http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/449606,bo-zaden-sedzia-nie-zawisl

    jowram:

    Po pierwsze – wrzucasz komentarz nie na temat. Co ma on wspólnego z tożsamością Polaków?
    Poza tym tekst ten jest czystą hasbarską dezinformacją.

    A więc…

    Bzdurą jest stwierdzenie:

    „Polskie państwo przyjęło, że ludzie, którzy w komunizmie oskarżali i wydawali wyroki na zamówienie władzy, po odzyskaniu wolności się poprawią.”

    „Polskie państwo” po żydowskim spisku z Magdalenki i po tzw. „transformacji” jest tworem w pełni kontrolowanym przez koczowników pełniących obowiązki Polaków. Tyle że:

    – odrzucili oni wcześniejszą obowiązkową w PRL ideologię socjalizmu i stali się wyznawcami kapitalizmu. Bo kapitalizm daje koczownikom szansę i pretekst na rozszabrowanie naszego majątku narodowego.

    – Ci z koczowników, którzy byli agentami Kremla, pozostali nadal agentami – tyle że służą teraz nowym pryncypałom. Nie Moskwie – a Telawiwowi, Waszyngtonowi i Brukseli.

    Ponadto koczownikom nigdy nie zależało na niezawisłym sądownictwie i uczciwych, niezależnych sędziach. Wręcz przeciwnie – potrzebują oni sędziów dyspozycyjnych. I tacy właśnie są promowani i awansowani. Pod warunkiem naturalnie, że posłusznie wypełniają zalecenia płynące zza kulis.

    A to, że wielu dzisiejszych sędziów i prokuratorów ma korzenie wśród prawniczej sitwy PRL bierze się stąd, że była ta sitwa bardzo mocno „korzenna”. No i dzisiaj potomkowie PRL-owskich koczowniczych prawników jako wyznawcy kapitalizmu, wiernie służący interesom ich pobratymców ze szczytu piramidy NWO robią kariery.
    Z samym PRL-em nie ma to NIC wspólnego.
    W tej sprawie ma znaczenie i liczy się ich koczownicze pobratymstwo.
    opolczyk

    Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.