Zamęt ze świętym Ogniem Swarożycem

.

O tym, że jahwiści nie mają zielonego pojęcia o pogańskiej wierze, nie trzeba nikogo rozsądnego przekonywać.
Wydawać by się mogło, że tylko dogmatolubca mógł napisać coś takiego:

„Ustalono, że w mitologii słowiańskiej Swaróg oznacza boga wszechświata (nieba, ziemi, ognia i wody), natomiast jego syn Swarożyc – boga słońca.”

Koniec! Kropka! Ustalono!

Tak samo, jak ustalono, że wymysły żydowskich kapłanów w ST to objawione słowo boże, prawda, prawda i tylko prawda. Jedyna, święta, objawiona, jedynie słuszna i jedynie prawdziwa. Wieczna i ostateczna…

Jak to często w jahwistycznej propagandzie bywa, autor tekstu pisze o „ofiarach z ludzi” składanych Swarożycowi:

„W miejsce dawnej świątyni i posągu bóstwa postawiono na kopcu w Przemyślu kaplicę pod wezwaniem św. Leonarda jako zadośćuczynienie ofiarom składanym z ludzi (Chrześcijan)…”

Jak widać słowo „chrześcijan” autor pisze z dużej litery. O poganach z dużej litery raczej by nie pisał. O muzułmanach pewnie też nie. Wygląda na to, że jedynie chrześcijanie na taki zaszczyt i wyróżnienie u autora zasługują. Ponadto z kontekstu wypowiedzi wynika, że jedynie chrześcijanie są ludźmi…

W innym miejscu autor pisze:

„Przeprowadzone badania archeologiczne na kopcu potwierdziły składanie ofiar z ludzi. U podstawy kopca od strony północnej odkryto czaszki ludzkie i szkielety.”

Gdy za tysiąc lat archeolog nie znający zwyczajów w międzyczasie dawno już wymarłego żydo-chrześcijaństwa obok ruin spalonego wiejskiego kościoła lub cmentarnej kaplicy znajdzie zakopane tysiące ludzkich szkieletów i czaszek, być może wysunie przypuszczenie, że bożkowi chrześcijan – wisielcowi na dziwnej szubienicy – w ofierze składano tysiące ofiar, które grzebano w sąsiedztwie miejsca krwawego kultu.

A przy okazji zacytowanego tekstu niechcąco jahwiści potwierdzają kult Swarożyca istniejący w przeszłości w Przemyślu.
Dzisiaj sam szczyt prastarego kopca nie jest już skatoliczony, jak to było do czasu II wojny światowej. Jak wiemy, „tradycyjnie” niejako na świętych pogańskich miejscach jahwiści budowali kościoły, kaplice czy klasztory. Niewielki wymiar platformy na szczycie kopca spowodował, że jahwiści szarpnęli się na nim jedynie na „kaplicę” św. Leonarda. Ciekawe – którego?
Po wojnie na szczęście kaplicy nie odbudowano. Niemniej ichni „krzyż zawierzenia” postawiony w roku 2000 w pobliżu kopca  jest nieodmiennym ich sygnałem: „Krzyż Zawierzenia króluje nad miastem ..

.
Czyż możemy się dziwić, że dogmatolubczy jahwista pisze:

„Ustalono, że w mitologii słowiańskiej Swaróg oznacza… bla, bla, bla”.

Aż dziw bierze, że podobnie do sprawy podchodzą ludzie, których trudniej jest skojarzyć z jahwistami.
Np. admin tejże strony – Maciek.

Nie deklaruje się on wprawdzie jako rodzimowierca, ale jahwistycznych inklinacji u niego nie widać. Pewnie jego inne hobby – matematyka – sprawiają, że musi on wszystko jednoznacznie zaszufladkować. Dlatego pisze on:

„Należy przyjąć, że Swaróg jest bogiem słońca i ojcem Dadźboga czyli Swarożyca – boga ognia ofiarnego i domowego. Swaróg – Dadźbóg jest jedynym przypadkiem w mitologii słowiańskiej, gdzie określony jest stopień pokrewieństwa między bóstwami (wątek teogoniczny).”

Należy przyjąć…

Należy ???

Po co należy cokolwiek „przyjmować”?
Aby „szufladka” ze zgromadzoną „wiedzą” bez kłopotu się zamykała?

Ja niczego nie „przyjmuję”, tylko dlatego, że ktoś inny to zalecił.
A to z tej prostej przyczyny, że Swarożyca nie pojmie się na podstawie „przyjęcia”, że był np. synem Swaroga i że jest Dadźbogiem.
Toż to zakrawa na czyste słowiańskie dogmatolubstwo. Jest to zwykłe wymyślanie „prawdy przyjętej”. I ujawnia wpływy „logiki” potrzebnej np. przy matematyce, ale zwodnej w świecia Ducha.

Zamiast z czcią pokłonić się słońcu, z czcią pokłonić się przed ogniem widząc w jego płomieniach Boga Natury, Swarożyca, traci się czas na kombinacje logiczne prowadzące do nikąd.

W innym miejscu w sieci znalazłem to:

„Z arabskiej relacji Ibn Rusta z drugiej połowy IX wie­ku dowiadujemy się, iż wszyscy Słowianie byli czci­cielami ognia, a według Masudiego (X wiek) — słoń­ca. Czcili więc zarówno ogień ziemski, jak i niebieski pod postacią błyskawicy czy płonącej tarczy słonecz­nej, zwąc to bóstwo ognia niebieskiego Swarożycem — Dadźbogiem. Nauka próbuje rozszyfrować te nazwy…”

Hehehe – nauka próbuje rozszyfrować…
Nauka wciąż nie rozszyfrowała wszystkich tajemnic współczesnej historii, nie wie też, dlaczego pojedynczy elektron interferuje sam ze sobą przechodząc przez dwie szczeliny równocześnie – ale nie robi tego,  gdy jest „podglądany” przy jednej ze szczelin detektorem. Ale tamte nazwy chce nauka  „rozszyfrować”…

I będą sobie naukowcy łamać ich naukowe łepetynki, będą organizować badania, sympozja, sesje naukowe, aby przyrodzonym rozumkiem pojąć to, co tylko sercem i Duchem pojąć można.

Ale ostatecznie jest to ich sprawa.

Obszerny tekst pt. „Bóg Słońca – Bóg Ognia Swaróg – Swarożyc – Radogost – Dadźbóg” znalazłem tutaj:

Ta strona jest wyraźnie pro-pogańska. Ale i ona za bardzo – jak na moje pojmowanie pogańskiego Ducha –  zajmuje się analizą lingwinistyczną a nie samym Duchem pogaństwa. Choć końcówka tego obszernego tekstu jest już krokiem we właściwym kierunku:

„W tym miejscu najlepiej widać wstępne założenie o wzajemnym powiązaniu naszych tytułowych bogów, gdyż momentami nie sposób jasno oddzielić jednego od drugiego. Czynić jednak tego nie trzeba, a jedynie pamiętać, że religia to nie matematyka i nie wszystko jest w niej poddane jasnemu wzorowi, że czasami w otchłani czasu i przestrzeni jeden aspekt przechodzi w drugi. Przecież Słowianie w swej wielkiej masie i na ogromnym terytorium nie posiadali jednego centrum, które serwowało jedyną właściwą wykładnię wierzeń. Nic to także wyjątkowego w świecie dawnych religii, bo wielu bogów posiadało różne wcielenia, w których to poszczególne cechy nabierały wartości pierwszoplanowej, z drugiej zaś strony bywało, że z kilku postaci boskich z biegiem czasu w końcu wyłaniała się jedna, choć wieloznaczna. Pozostańmy więc przy stwierdzeniu, że Swaróg, Swarożyc, Radogost i Dadźbóg zawiadują Słońcem, Ogniem i naszym dostatkiem. Pamiętajmy, że to nie istoty ludzkie, by autorytatywnie przesądzać o stopniu ich pokrewieństwa, skoligacenia i zadaniach.”

Pogaństwo, naturalna i przyrodzona wiara Słowian to przede wszystkim inne niż współczesne podejście do Matki Natury. Pogaństwo to nie ilość wiedzy o bogach i o powiązaniach i relacjach pomiędzy nimi. Pogaństwo to cześć oddawana Naturze pojmowanej jako coś żywego, napełnionego Duchem i duchami. Cześć oddawana bogom była czcią oddawaną boskiej Naturze. Imiona bogów i powiązania pomiędzy nimi nie były istotą wiary słowiańskiej. Były i są nadal – w moim przekonaniu – rzeczą raczej drugorzędną.

Szukając czegoś o duchu i istocie kultu Swarożyca natrafiłem w sieci na taką oto piosenkę:
.

Starożytna krew
.
Powrócą dni kiedy starożytna krew
Obudzi się pośród białych synów i kobiet
Nasze sztandary uniosą się w górę
A wiatr załopocze nimi wysoko
Powróci pradawna siła i moc
Rozbity naród stanie się jednością
A krzyk wydarty z tysięcy gardeł
Rozproszy ciemności mrok
.
Otworzą się wrota do źródeł naszej potęgi
Na rozpędzonych świetlistych rydwanach
Bohaterzy narodu przywrócą nam nasza dumę
Ogień który zostanie wskrzeszony
Nie zagaśnie już po wieki…
W jego cieple i blasku płomieniach,
Hartować się będą kolejne pokolenia…
.
Kiedy starożytna krew przodków
przywróci nam naszą siłę i wolę…
A mroki nocy rozproszy Swarożyca promień
W krwawym boju, walcząc zaciekle
Śmierci nieustannie spoglądając w oczy
Poprzez odwagę swą i dzielnością w walce
Staniemy u boku naszych przodków…
.
My nigdy nie byliśmy niewolnikami kościoła !
My nigdy nie padaliśmy na kolana przed kościelnymi hierarchami !
My nigdy nie zdradziliśmy własnej krwi i pogańskiej wiary
My zawsze byliśmy wierni naszej matce ziemi i gotowi do walki !
.
Niechaj zapłoną stosy
Na których złożymy
Naszą chrześcijańską przeszłość
Niechaj zapłoną stosy
Na których spalimy
Naszą chrześcijańską tożsamość !
Niechaj płomień Swarożyca
Obudzi w nas pragnienie zemsty !
Niechaj ogień który wzniecimy
Obudzi w nas dumę pogańskiego wojownika !
.
W ciężkim boju krew swą przelewając
Poniesiemy sztandary zwycięstwa…
Symbole naszego tryumfu…
Symbole naszego odrodzenia
.
W blasku promieni Swarożyca
Kiedy starożytna moc przebudzi się w nas….
Słowa pełne honoru i dumy…
przywrócone zostaną nam….

.

.

Tekst jest niby słuszny, bojowy, ale boję się, że jest ideologizacją Swarożyca.

Nie będę analizował całego tekstu, pozwolę sobie jedynie na dwie uwagi.

1) W tekście pada stwierdzenie:

„Obudzi się pośród białych synów i kobiet…”

Przyznam się, że nie lubię podkreślania koloru skóry, zwłaszcza „białej”. To „biali” sami sobie narzucili ideologię znad Jordanu,  masowo mordując opornych. Następnie od XVI wieku tę zarazę duchową rozwlekli po całym świecie.

Oto, jak „biali synowie” chrystianizowali  Amerykę:


„Hiszpański nadworny kaznodzieja, Gregorio, nazywał Indian „mówiącymi zwierzętami”. Jezuita José de Anchieta twierdził: „Miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje”. I tego oto człowieka Jan Paweł II beatyfikował w 1980 roku, nazywając go „apostołem Brazylii, wzorem dla całej generacji misjonarzy”.

Posłuszni Rzymowi katolicy bili, dźgali, dusili, zatapiali, palili. Wszystko to w imię Boże i w imieniu Najświętszej Marii Panny. Palili królów, wodzów plemion, całą warstwę rządzącą dawnego Meksyku. Spalili mnóstwo wsi, miast, świątyń, wizerunków bogów, dzieł sztuki; zniszczyli prawie całą kulturę Azteków. Kobiety i mężczyzn szczuto psami (karmionymi ludzkim mięsem – ćwiartowanymi żywcem indiańskimi niemowlętami). Wbijano ciężarne kobiety na pale, przywiązywano ofiary do luf armatnich i puszczano je z dymem. Ucinano ręce, nosy, wargi, piersi etc…”

.

.

 

Biskup Las Casas: „Robili oni też szerokie szubienice, takie że stopy prawie dotykały ziemi, na każdej z tych szubienic wieszali na cześć i chwałę Zbawiciela i dwunastu apostołów, po trzynastu Indian, potem podkładali drewno, rozniecali ogień i palili wszystkich żywcem.”

 

A tak chrześcijańskie ludobójstwo białych synów dokonane na czerwonoskórych zachwalał podwójnie „biały” herszt watykańskiego odprysku jahwizmu – JP2.

„Panie prezydencie, umiłowani bracia w biskupiej posłudze, bracia i siostry! Dziękuję Bogu, że pozwala mi wstąpić na ten skrawek ziemi amerykańskiej” […] „przyjść tutaj drogą, którą obrali pierwsi krzewiciele wiary po odkryciu tego kontynentu […]”.

Za każdym razem, gdy słucham słów tego mądrego Indianina

.

odczuwam po prostu wstyd, że należę do białej ludobójczej rasy, która nieomal doszczętnie wyniszczyła piękną kulturę naszych braci Indian.

2) Jest w piosence taka oto zwrotka:

My nigdy nie byliśmy niewolnikami kościoła !
My nigdy nie padaliśmy na kolana przed kościelnymi hierarchami !
My nigdy nie zdradziliśmy własnej krwi i pogańskiej wiary
My zawsze byliśmy wierni naszej matce ziemi i gotowi do walki !

W tym miejscu przytoczę, co o białych chrześcijanach pisał biograf Rothschildów, Marcus Ravage:


„Ale my nie pozostawiliśmy was samych. Wzięliśmy was w swoje ręce i obaliliśmy piękny i wzniosły gmach, któryście zbudowali. Zmieniliśmy cały przebieg waszych dziejów. Nałożyliśmy wam swoje jarzmo tak dobrze, że żadna z waszych potęg nie ujarzmiła nigdy Afryki lub Azji w podobnym stopniu.”…

„Zrobiliśmy z was powolnych, nieświadomych nosicieli naszego posłannictwa po całym świecie, wśród dzikich ludów ziemi i niezliczonych jeszcze nienarodzonych pokoleń. Bez pełnego zrozumienia tego, cośmy z was uczynili, staliście się głównymi pośrednikami tradycji naszej rasy, nieśliście naszą ewangelię w nieodkryte dotąd części świata”.

„Nasze obyczaje plemienne stały się trzonem waszego prawa obyczajowego. Nasze prawa plemienne dostarczyły materiału pod fundamenty wszystkich waszych wzniosłych konstytucji i systemów prawnych. Nasze legendy i podania ludowe stały się świętymi opowieściami, o których tajemniczym głosem szeptacie waszym, uważnie słuchającym dziadkom. Wasze śpiewniki i modlitewniki są przepełnione tworami naszych poetów. Nasze narodowe dzieje stały się niezbędną częścią nauki, której udzielają wam wasi pasterze, księża i nauczyciele. Nasi królowie, nasi prorocy i nasi wojownicy są waszymi postaciami bohaterskimi. Nasz dawniejszy kraik stał się waszą ziemią świętą. Nasza narodowa literatura jest waszym pismem świętym. Przedmiot myśli i propagandy naszego narodu został nierozerwalnie sprzęgnięty z waszą mową i tradycją tak, że żaden z was nie może uchodzić za wykształconego, jeżeli nie jest obeznany z naszym narodowym dziedzictwem”.

„Żydowscy rzemieślnicy i rybacy są waszymi nauczycielami i świętymi, których wyobrażenia zostały uwiecznione w niezliczonych wizerunkach i ku pamięci których wzniesiono niezliczone katedry. Żydowska dziewczyna jest waszym ideałem macierzyństwa i dziewictwa. Żydowski prorok – buntownik jest centralnym punktem waszego kultu. Obaliliśmy wasze bożyszcza, zepchnęliśmy w kąt wasze rasowe dziedzictwo, a na to miejsce podrzuciliśmy naszego boga i naszą tradycję. Żadna zdobycz w dziejach nie da się choćby z grubsza porównać z tym całym dziełem, którego dokonaliśmy poddając was pod swoje panowanie”.
http://toporzel.pl/teksty/swiatof.html

Aby odrodzić się Duchem, nie jest konieczne zaprzeczanie niewygodnym faktom z naszej białej przeszłości…

A już całkiem na marginesie…
Skoromy nigdy nie byliśmy niewolnikami kościoła, nigdy nie padaliśmy na kolana przed kościelnymi hierarchami, nigdy nie zdradziliśmy własnej krwi i pogańskiej wiary i zawsze byliśmy wierni naszej matce ziemi i gotowi do walki”  – to po co ma obudzić się w nas starożytna krew, po co ma powrócić pradawna siła i moc, bohaterzy narodu mają przywrócić nam nasza dumę, a Ogień ma zostać (dopiero) wskrzeszony?

Skoro my nigdy nie byliśmy niewolnikami kościoła...itd.

No i po co mają zapłonąć stosy na których spalimy naszą chrześcijańską tożsamość skoro nigdy nie zdradziliśmy własnej krwi i pogańskiej wiary?

Buńczuczne pokrzykiwanie i żerowanie na modzie nie jest pogaństwem.
A Swarożyc – święty Ogień – nie jest ideologiczną pałką. Zwłaszcza nie jest on własnością białej rasy.

Ogień można wykorzystać jako źródło światła (oświecenia), ciepła i bezpieczeństwa. Można wykorzystać go też do niszczenia, do palenia miast i ludzi.

Gdy po bitwie pod Przecławą Redarowie wdali się w bratobójczą wojnę z Czrezpienianami Ogień-Swarożyc został wykorzystany do niewłaściwego celu. Dziesięć lat później świątynia Swarożyca została zniszczona. A jeszcze później Redarowie i Czrezpienianie po prostu zniknęli z oblicza Matki Ziemi.

Ogień-Swarożyc można wykorzystać do walki w szczególych przypadkach – w obronie wiary i prawowitego porządku. Nie można jednak przy jego pomocy podbijać innych i narzucać im własnego porządku. Wtedy Ogień-Swarożyc zostaje sprofanowany.

Ogień-Swarożyc nie dzieli ludzi oddających mu cześć na kolorowych i białych. Wszystkie rasy są częścią i wytworem Natury. Wszystkie są równe. Ludzie dzielą się jedynie na mądrych, mniej mądrych i głupców; na dobrych, mniej dobrych i złych.
Przy czym „białą rasę” na podstawie jej czynów z ostatniego tysiąclecia ja osobiście uważam zdecydowanie za rasę głupców i złych ludzi. Naturalnie dostrzegam dosyć liczne wyjątki od tej reguły.

Dla mnie każdy z czcią patrzący w Ogień jest duchowym bratem. Bez względu na kolor skóry.

.

.

Czy bliżsi mają być mi czerwoni, siedzący przy ognisku,

.

.

czy białe polskie żydłactwo katoliczące indiańską ziemię?

.

.

Odbudowa naszej duchowej tożsamości nie nastąpi po wykuciu na blachę panteonu bogów, ich „działek” i ich wzajemnych powiązań. Nie nastąpi od śpiewania w piosenkach: „Niechaj zapłoną stosy na których spalimy naszą chrześcijańską tożsamość” !

Zresztą… jak mogę spalić coś – czego nie mam.

To co było przed wiekami naszą tożsamością – pogański sposób patrzenia na świat i na Matkę Naturę – nie jest wbrew pozorom czymś prostym do odbudowania. Poganinem jest się sercem i Duchem.
Należy święty Ogień Swarożyca rozpalić we własnym sercu i oświecić nim umysł, aby ten nie blokował Ducha.

Rozpalając ogień we własnym sercu nie zapominajmy, że ogień użyty w złym celu działa na naszą własną niekorzyść.

Jeszcze jedna niezbyt pomyślna ciekawostka…

Szukając czegokolwiek o Ogniu-Swarożycu natknąłem się na informację o Polskim Kościele Słowiańskim, który formalnie istnieje, ale od kilu lat nie prowadzi żadnej działalności.
No i zastanawia mnie, co stało się z Polskim Kościołem Słowiańskim?

Wypalił się jego zapał?
Czy też długie rączki rebe Rydzyka spacyfikowały toruńskich archeologów…

*****
.
W ciszy i samotności  długo wpatrywałem się w płomień ogniska. Nasłuchiwałem. Pomyślałem sobie – być może Ogień-Swarożyc ma mi coś do przekazania…
.
.
Ogień-Swarożyc zauważył moją obecność i chyba nawiązał ze mną kontakt. Nie były to słowa, ale myśli, obrazy, odczucia…
Jedyną rzeczą, na którą masz rzeczywisty wpływ to stan twojego Ducha…
Inne sprawy w życiu są też ważne, ale mniej istotne. I na nie nie zawsze masz wpływ…
Pamiętaj o Duchu. O twoim Duchu. On się liczy. Jest twoją esencją. Reszta przemija…
Przemijają cywilizacje, państwa, rasy, gatunki, generacje, życie ludzkie. Przemijają planety, galaktyki, fizyczne wszechświaty. Potem rodzą się nowe…
A Duch trwa…
Może słabnąć i spadać na niższe poziomy…
Może też wzmacniać się i wznosić na wyższe poziomy. Idąc w moją stronę. Do prawdziwego domu…

Pamiętaj też o tym, że tylko wiedzący może prowadzić innych…
Bo inaczej ślepy prowadzi ślepych…

A potem  Ogień umilkł i słychać było jedynie trzask palącego się drewna… I od czasu do czasu w górę strzelał snop iskier.

.
.

A może to był… tylko sen…

.

opolczyk

.

.

.

Reklamy

26 thoughts on “Zamęt ze świętym Ogniem Swarożycem

  1. „Ustalono, że w mitologii słowiańskiej Swaróg oznacza”-Kto ustalił?
    Szamani czy naukowcy w oparciu o skorupy,kroniki i domysły? 😉
    Gdyby nie ustalono to co wtedy?
    Trzeba by przejść na ateizm?

    Lubię to

  2. Podstawowe Założenia Doktrynalne Polskiego Kościoła Słowiańskiego:
    Istnieje Jeden Bóg – Stwórca Wszechrzeczy, obecny w każdym Swoim Dziele Ożywionym i Nieożywionym. 🙂

    A gdzie bogini?Bóg jest obojniakiem?

    Na Zachodzie, ponieważ jesteśmy wykształceni zgodnie z judeochrześcijańskim światopoglądem, uważamy, że na początku ktoś musiał wszystko stworzyć. Jednak nasz prawdziwy stan jest poza czasem. Kiedy jesteśmy poza czasem, znajdujemy się w stanie oświecenia.

    Lubię to

  3. “Przeprowadzone badania archeologiczne na kopcu potwierdziły składanie ofiar z ludzi. U podstawy kopca od strony północnej odkryto czaszki ludzkie i szkielety.” 😀 ah,znaleziono kości i wymyślono dogmat że to ofiary z ludzi tak?
    Nikt nie wpadł na pomysł że kogoś w tym miejscu po porstu pochowano?
    Zbyt trudne?Za mało sensacyjne?Zbyt prawdziwe by mogło być prawdą?Za mało dyskredytujące Słowian?

    Lubię to

    • Jak najprościej wyprzeć się własnego barbarzyństwa zrzucając je na innych? Przekalkować na nich własne zachowania. Obdazyć je (w propagandzie) własnymi „religijnymi” rytami. Koło jerozolimy są miliony szkieletów po dzieciach złozonych zywcem w całopalnej ofierze jahwe zwanemu inaczej Molohowi czy „ochydzie amonitów” (amonici – czciciele AMONA brata Mojrzesza). To jest wyparcie by samemu we własnych oczach uchodzić za świętego.

      Lubię to

  4. Jedna yuga trwa 4 300 000 lat. Jeśli pomnożymy tę liczbę przez tysiąc, to otrzymamy długość trwania dwunastu godzin Brahmy na planecie Brahmaloka. Drugi taki dwunastogodzinny okres stanowi jego noc. Trzydzieści takich dni składa się na jeden miesiąc, dwanaście miesięcy na rok, a Brahma żyje sto takich lat. Życie na takiej planecie jest faktycznie długie, ale mimo to po trylionach lat mieszkańcy Brahmaloki muszą stanąć w obliczu śmierci. Dopóki nie udamy się na planety duchowe, nie możemy umknąć śmierci.

    avyaktad vyaktayah sarvah
    prabhavanty ahar-agame
    ratry-agame praliyante
    tatraivavyakta-samjnake

    „Kiedy zaczyna się dzień Brahmy, jawi się cały ten ogrom żywego istnienia, a gdy noc zapada, wszystko ono ponownie łączy się z niezamanifestowanym”. (Bg. 8.18) U schyłku dnia Brahmy wszystkie niższe systemy planetarne zalewane są wodą, a ich mieszkańcy ulegają unicestwieniu. Po tej dewastacji, gdy noc Brahmy dobiegnie końca, rankiem, gdy Brahma wstaje, znowu następuje stworzenie i wszystkie te żywe istoty pojawiają się na nowo. Tak więc podleganie stwarzaniu i unicestwianiu jest naturą tego materialnego świata.

    Literatura wedyjska zawiera dużą ilość informacji o niebie materialnym i duchowym. W Drugim Canto Śrimad-Bhagavatam znajdują się opisy nieba duchowego i jego mieszkańców. Podana jest nawet informacja, że w duchowym niebie są duchowe samoloty i że wyzwolone istoty podróżują tymi samolotami niczym błyskawice. Wszystko, co widzimy tutaj, można znaleźć również tam w rzeczywistej formie. Tutaj, w niebie materialnym, wszystko jest imitacją, czy cieniem tego, co istnieje w niebie duchowym. Śrimad-Bhagavatam mówi, że tak jak w kinie oglądamy po prostu widowisko czy kopię tego, co prawdziwe, podobnie ten materialny świat ukształtowany jest na wzór rzeczywistości – niczym manekin w oknie wystawowym, który zrobiony jest na podobieństwo jakiejś dziewczyny. Każdy normalny człowiek wie, że manekin jest tylko imitacją. Śridhara Swami mówi, że ponieważ świat duchowy jest rzeczywisty, dlatego ten świat materialny, który jest imitacją, wydaje się być rzeczywistym. Musimy zrozumieć, co to znaczy rzeczywistość – rzeczywistość oznacza istnienie, które nie ma końca. Rzeczywistość oznacza wieczność.

    http://biblioteka.nama-hatta.pl/poza_narodzinami/pnis.htm

    To jest po porstu niesamowite 😀

    Świat duchowy nazywany jest niezamanifestowanym, ponieważ nie można go postrzec materialnymi zmysłami.
    „Kiedy zaczyna się dzień Brahmy, jawi się cały ten ogrom żywego istnienia, a gdy noc zapada, wszystko ono ponownie łączy się z niezamanifestowanym”.

    Koniec nocy Swaroga?

    Mezamir:

    „Świat duchowy nazywany jest niezamanifestowanym, ponieważ nie można go postrzec materialnymi zmysłami.”

    Powiedz to racjonalistom. Albo materialistycznie nastawionym naukowcom. Okrzyczą Ciebie oszołomem wierzącym w bajki i duchy.

    O „planetach duchowych” – innych niematerialnych systemach energetycznych pisał Robert Monroe.
    http://www.oobe.pl/ksiazki_online/Dalekie_Podroze_R.A.Monroe/013-11.htm
    Chociaż jest tam i opis innej fizycznej zamieszkałej planety.

    Jest w książce mowa o „wycieczkach” organizowanych w świecie niezamanifestowanym. Wycieczkowicze zwiedzają inne systemy niezamanifestowane, ale mogą też odwiedzać „iluzję czasoprzestrzeni” – czyli wymiar fizyczny.

    Różnica pomiędzy Wedami a książką Monroe polega jedynie na jego „świeckim” podejściu i słownictwie. Ale w sumie jest to ta sama wiedza. Tyle, że język jej jest przystępniejszy. Opisane przez niego „pierścienie” to nasza słowiańska Nawia.

    Fajny jest opis Ziemi po 3000 roku.
    http://www.oobe.pl/ksiazki_online/Dalekie_Podroze_R.A.Monroe/013-16.htm

    Tak więc nadzieja na zwycięstwo Ducha jest uzasadniona.

    Ja osobiście „dzień” i „noc” Brahmy rozumiem tak:

    Dzień Brahmy to okres, kiedy w czasoprzestrzeni fizycznej (w „naszym” kosmicznym bąblu) panują warunki sprzyjające życiu biologicznemu. Kiedyś jednak wypalą się wszystkie gwiazdy, nawet te, które jeszcze się nie utworzyły.

    Wtedy nastąpi noc Brahmy, czyli okres, gdy życie biologiczne w fizycznym kosmosie jest niemożliwe.

    Podczas nocy Brahmy Brahman ponownie skupi rozproszoną materię i energię fizyczną.

    A potem nastąpi kolejny Big Bang i nastanie kolejny dzień Brahmy.

    Noc i dzień Swarożyca to pod-cykle kosmicznego rytmu i dotyczą życia duchowego na naszej planecie.
    Dzień – panowanie mądrości i dobroci.
    Noc – panowanie głupoty i zła.
    opolczyk

    Lubię to

  5. „Najbardziej zajmująca w owych świadectwach jest niewątpliwie sama nazwa: Swarożycz (Svarožičь). Niestety niełatwo poddaje się ona objaśnieniu. Jedno nie ulega oczywiście żadnej wątpliwości: urobiono ją od wyrazu svarogъ przy pomocy ogólnosłowiańskiego pospolitego sufiksu -itje-. Już jednak jeżeli zechcemy rzucić światło na semantyczny stosunek obu obchodzących nas wyrazów: svarogъ i Svarožičь, lub, mówiąc inaczej, na stosunek obiektu nazwanego swarogiem do obiektu nazwanego Swarożyczem, natrafiamy niepokonane trudności. Sufiks bowiem -itje- służył Słowianom do wcale różnych celów i w jego świetle Svarožičь może oznaczać zarówno syna czy potomka lub w ogóle istotę wzgl. obiekt pochodzący od swaroga, jak i młodego swaroga, albo wreszcie zgoła – mniejszego, małego swaroga [2] (przy czym gdyby tu zachodził ostatni wypadek, nie byłoby może nawet całkiem wykluczone, że Svarožičь to tylko pieszczotliwa forma nazwy Svarogъ, a w takim razie obiekt-Swarożycz byłby identyczny z obiektem-swarogiem (por. s. 240 § 180).”

    Łączenie SWAROGA i SWAROŻYCA więzami krwi jest równie sensowne co dokonywanie tego wobec oskarżonego i sędziego w sądzie. Wszystkiemu winien jest nieszczesny SWAR.

    SWAROŻYC – SWAR ROŻYC – SWAR ROŻYĆ
    SWAROG – SWARÓG – SWAR RÓG

    SWAR – z niemym S mamy – WAR (wojna) i WAR.RIOR (czyniący wojne, wojownik)
    (S)WAR – po naszemu – WOJ i WOJ.NA (i mamy na odwrót to co wyzej).

    Problemem techniczym w rozumieniu znaczenia słów SWAROŻYC i SWARÓG jest wieloznaczne słowo SWAR.

    W pierwszym będzie oznaczało wojnę. SWAR.RÓG – wojenny róg, ten który dmie w wojenny róg, ten który prowadzi innych na wojnę. Przykład rogu zagrzewającego innych do boju znamy chociażby z mitologi nordyckiej. Przykładem postaci jest chociażby NINUTRA (http://pl.wikipedia.org/wiki/Ninurta) czy GARUDA.

    Czym jest zatem SWAROŻYC – nie bratem ani nie córką, nie mężem, zoną ojcem, matką czy teściem czy nawet teściowa SWAROGA. Tu w sukurs przychodzi to magiczne coś związane z OGNIEM a opisane chociazby tu:

    „Na Białorusi, podobnie zresztą jak i w innych stronach, nawet jeśli rodzina przenosiła się do nowego domostwa, zabierała ze sobą żywy ogień z opuszczanej chaty. Mężczyzna, będący głową rodziny, kładł wtedy żar do garnka i niósł go podczas przeprowadzki przodem, a za nim postępowali inni domownicy z całym dobytkiem. Wszedłszy pod dach nowej siedziby, przodownik obnosił żar wzdłuż wewnętrznych ścian izby, stawiał naczynie na nalepę i sam własnoręcznie rozniecał z przyniesionego żaru pierwsze ognisko.”

    SWAR ROŻYĆ (a nie durnie SWAROŻYCZ jak niektórzy tłumaczą) SWAR ROZNOSIĆ. Ten swoisty IST opisany u p Białczyńskiego. Czym on był? Tu niestety znowu nie będzie po mysli katolikom (i reszcie satanistycznych sekciaży). SWAR.ROŻYĆ – pokój głosić, dobrą nowine roznosić, tą BOŻĄ ISKRĘ po chałupach nosić. Ten pierwotny IST STWÓRCY w ludzkich sercach rozniecać. Nie nie nie, to nie są pojęcia wziete z katoobłedu katoli ale przez nich z zamysłem ukradzione i przysposobione do kultu szatana mieniącego się „chrześcijaństwem”. Wybaczcie wykastrowane w własnej religi eunuchy pradawnego kłamstwa. Zdrajcy wiary waszych ojców. To słowiański czy też BUDDYJSKI IST. Nie wasz judeokatosodomiczny do jakiego się przyssaliście gorzej niż zyd do cudzego złota. W pierwotnym znaczeniu SWAROŻYC był historycznym BUDDĄ (dzieckiem ŚWIATOWIDA) jaki przybył na świat by poskromić waszego satanistycznego bożka któremu, w ramach waszej religii, w mszy swiętej, składacie w ofierze swojego ukochanego (podobno) boga Jezusa ćwiartując go i pożerając na ołtarzu dla otrzymania zbawienia poprzez dozywotną służbę czartom w piekle. We wtórnym znaczeniu oznaczał żerców (mnichów) nauczających ludzi prawa cnotliwego życia (roznoszących nauki Buddów po siołach). W trzecim znaczeniu oznacza ŻAR DOMOWEGO OGNISKA, żar szczęśliwej nie wykolejonej yewropejskimi zboczeniami rodziny. Rodziny w której sercach mieszkał BÓG obdazając ich swoim ciepłem, miłością i pomyślnością. Czyli tym wszystkim z czego was katole chrztem wykastrowano oddając we władanie semickiemu szatanowi.

    (oba cytaty z http://taraka.pl/kultognia)

    Ktoś:
    Podejrzewam, że ktoś (nie mam na myśli Ciebie) wpędza nas w lingwinistyczne zawiłości i szukanie jedynie słusznej interpretacji imion Swarożyca i Swaroga.
    Odpowiadam tym wszystkim odwracaczom uwagi od rzeczywistej natury pogaństwa i kultu Swarożyca słowami J-23: nie ze mną takie numery, Brunner.
    opolczyk

    Lubię to

    • SWAR – z niemym S mamy – WAR (wojna) i WAR.RIOR (czyniący wojne, wojownik)”-ale w jeżyku angielskim 🙂

      Co z naszym słowem warunek,albo piwowar,warga,wartość,warkot/dźwięk,stWARzać,tWARdy,wartki,gwara,WARszawa,warząchew,warta?

      Lubię to

      • Czepiasz sie. ;p

        SWAR – to nie jest literalnie WOJNA czy OGIEŃ. SWAR to taka wewnętrzna siła znana z religi wschodu czy ichnich sztuk walki. Wewnętrzny żar. Nie da się tego literalnie przetłumaczyć na jakąś rzecz czy czynność. To stan ducha.

        W katoplagiacie masz „napełnieni duchem świetym” czyli naszym SWAREM, „noszenie gromnic z ogniem” to SWAROŻYCENIE po domach.

        tWARdy -> sWARdy -> wypełniony SWAREM, hardy, prezentujący PEŁNĄ GROZY POSTAWĘ (z buddyzmu)

        Reszta słów poza może stWARzać nie ma związku ze SWARem. Przynajmniej jak dla mnie.

        PS. Skoro angole byli niemi to skadś te swoje słowa musieli ukraść, nie? 😀

        Lubię to

  6. Chodzi Ci o Czi/Pranę/Kia/Kundalini,nazwane w neojudaizmie „duch świety”?

    U nas ta energia nazywa się(z tego co kojarzę) Żiwatma.

    Lubię to

  7. Swar jest związany przede wszystkim z warzeniem,dźwiękiem i ciepłem.
    Wytwarzaniem czegoś,kształtowaniem,utwardzaniem.
    Stwardnienie,hartowanie żelaza i dlatego mówi się w mitologii o Swarogu kowalu 🙂

    Lubię to

    • Błąd – chodzi o wykuwanie duszy. O cnotliwe wzgledem profesji życie. O hartowanie swojego JA. Pojęcia naszej religi sa zapaskudzone wpływami greckich bogów od których bezmyślnie poprzepisywano znaczenia.

      Co jest celem zycia? Zachowanie człowieczeństwa z awansem wyżej.
      Co ku temu prowadzi? Życie wedle zasad. Hartowanie ciała i duszy by były oporne na materialne i niemateralne pokusy (demony jakie pokonał Kryshna będące tak naprawdę etapami w rozwoju duchowym). Czym to jest? KUCIEM SWARA. Rozwijaniem swojego wewnętrznego żaru. Tej cząstki ISTA będącego częscią boskiego ISTA jaka jest źródłem naszego istnienia. Kując je, oczyszczajac z przywar, czy po new-ageowemu podnosząc jego wibracje powodujemy iż coraz bardziej współbrzmi ze swoim pierwowzorem. Coraz bardziej rezonmuje. Czy też na końcu staje się jednością (harmonią) kończącą proces KUCIA.

      PS. Kucie żelaza kojarzy się z wojną. „Kuj żelazo puki gorące” – Bij wroga puki słaby. etc

      Lubię to

      • Bij wroga puki słaby.”-Ale dlaczego zaraz takie wojenne skojarzenia? 😀
        Chodzi o to żeby nie marnować czasu.
        Co jest celem życia?Oświecenie.

        Lubię to

    • Nie zauważasz, iż nazywanie wojownika KOWALEM ubliża mu?
      Być może i pewnie był to ktoś na miarę antycznych herosów. Jakiś wielki mocarz (od mocy mięśni bądź prędzej ISTU). Być może jego narzędziem walki był młot (jak Thor). Więc pewnie z mocarza i młota zrobiono młocarza (posługującego się młotem) a to jak wiadomo jest domena kowali. Więc wojownik został eunuchem zajmującym się kuciem dla kogoś broni. Zupełnie jak cyklopi królewscy (Dedal i Ikar)(u BIAŁCZYŃSKIEGO był artykuł w którym wywiódł on Dedala i Ikara ze Scytów z Krymu) zmuszeni do budowania potęgi Krety (wtedy już jak mniemam opanowanej przez najeżdźców jahwe – stąd daniny płacone w dzieciach przez Spartan (bodajrze) Kreteńczykom corocznie po 7 chłopców i 7 dziewczynek na święto zapalania (palenia ich zywcem) menory).

      Spójrz jak w mitach sprofano Hefajstosa, nie dość ze wygnany z Olimpu to jeszcze kulawy i ożeniony z kobietą która go non stop zdradzała. Kim był naprawdę? Według ULESZKA jednym z półboskich władców EGIPTU z okresu sprzed faraonów. Kim był w innych religiach nie wiem ale wątpie by całe życie sobie tylko grzebał w palenisku. Był wrogi tym którzy wygrali wojnę i uwiecznili go w mitach więc zgodnie z metodologią uwłaczono jego godności.

      Lubię to

  8. Mezamir :Bij wroga puki słaby.”-Ale dlaczego zaraz takie wojenne skojarzenia? Chodzi o to żeby nie marnować czasu.Co jest celem życia?Oświecenie.

    Błąd, zachowanie człowieczeństwa.

    Lubię to

    • To nie błąd,każdy dąży do czego innego.

      „Wszechświat, w którym żyjemy, obok poziomu fizycznej materii zawiera w sobie wiele innych wymiarów – duchowych, zamieszkiwanych przez istności ponadludzkie. Świat materii jest najbardziej gęstą i chropowatą, a zarazem najmniej doskonałą sferą wszechświata. Posiada zdolność wywoływania iluzji, a ducha zwabionego w pułapkę bytu pogrąża w stanie uśpienia, każe mu zapomnieć o jego możliwościach i pochodzeniu.
      Chociaż człowiek jest istotą duchową, znalazłszy się w ciemnościach materii zaczyna identyfikować się ze swoim ciałem, staje się niewolnikiem jego potrzeb i pragnień, szuka szczęścia wierząc, że znajdzie je w przyjemnościach
      życia.
      W rzeczywistości jednak przyczyna jego cierpień tkwi w tym, że jego postrzeganie zostało zniekształcone,świadomość silnie zawężona, a możliwości, którymi duch dysponuje z natury, ograniczone.
      Toteż ani materialny dobrobyt, ani zaawansowana technologia, dająca ludziom iluzję mocy, nie zapełni jego wewnętrznej pustki, nie zaspokoi poczucia niedosytu.
      Bezbronność wobec okrucieństw i przemocy powoduje, że jest on zwyczajnie zmęczony
      swoim istnieniem.
      Często osoby, które marzyły o zdobyciu bogactw w przekonaniu, że uczyni je to szczęśliwymi, po zdobyciu największych fortun stwierdzały, że życie je rozczarowało. Pozostały znudzone światem, niezadowolone, nie szczędziły przykrości sobie ani innym.
      Dlaczego więc doszło do zejścia w materię? W filozofii wieczystej odpowiedź na to pytanie ujmowana jest najczęściej w trzech metaforach, jako: „wygnanie”, „zamroczenie” i „sen”. Ich wspólnym mianownikiem jest „upadek” człowieka, który utracił więź z tym, co boskie i nieskalane.
      Nasze przebywanie w sferze materii uważane jest za
      ważną, ale i bardzo ryzykowną misję, której celem ma być oświecenie podporządkowanego śmierci, ciemnego świata
      materii fizycznej i stworzenie dla ducha jakościowo nowej powłoki – ciała świetlistego.
      Z osiągnięciem tego celu wiązane jest nastanie Królestwa Bożego na Ziemi.
      Na etapie, na którym jesteśmy, musimy korzystać z takiej powłoki
      cielesnej, jaką znamy. Jest ona bardzo źle przystosowana do naszej duchowej natury, w dużym stopniu warunkuje
      nasze poczynania i nie daje sobą kierować.

      Głównym celem człowieka jest więc pokonanie stanu zapomnienia, w
      jakim się znajduje, odzyskanie więzi ze źródłem boskości oraz poskromienie ciała, podporządkowanie cielesnych
      żądz i pragnień Wyższemu Ja.
      Zadanie to nie jest łatwe. Jednak większość praktyk religijnych i mistycznych zmierza
      ku jego rozwiązaniu, a to niejednokrotnie oznacza wejście w trudny i bardzo bolesny proces przemiany.
      Sukces praktyki i przemiany zależy w dużym stopniu od zrozumienia wielowymiarowości wszechświata, mechanizmów
      przenikania ducha w materię i jego związków z cielesną powłoką.”-Eugeniusz Fajdysz

      Lubię to

      • Po co dążyć do czegoś co już masz od urodzenia. Trzeba tylko usiąść, otworzyć oczy i wyzbyć się chcęci POŻĄDANIA OSWIECENIA a się samo odnajdzie. ;p

        Ten świat jest dwubiegunowy, ludzi sie od małego koduje w biało-czarnym odbieraniu świata. A prawdziwa zabawa polega na odnajdywaniu 3 drogi. ;D

        CHCE – NIE CHCĘ
        CHCĘ – NIE CHCĘ
        ….
        ….
        CHCĘ – NIE CHCĘ

        wtedy to MAM OD URODZENIA znika w tle przywalone rozterką wyboru ku zadowoleniu demonów bo wraz z emocjami znika PRAWDA.

        PS. Chcesz moge ci oddac swoje. Załapiesz sie na kilka tysiecy lat w jakiś niższym boskim swiecie. Pohasasz z nimfami, popijesz abmrozje i takie tam, chcesz? Dobre, prawie nieuzywane OSWIECENIE.

        Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.