Strona główna > Uncategorized > Swarożyc – bóg ognia, życiodajnego słońca, czy bóg wojny?

Swarożyc – bóg ognia, życiodajnego słońca, czy bóg wojny?

.

Badacze Słowiańszczyzny, sami nie będący poganami, wyuczeni w nowoczesnym, naukowym “szufladkowaniu” wszystkiego, w przypinaniu wszystkiemu etykietek nie mają łatwego życia. Wierzenia Słowian są dla nich węzłem gordyjskim, którego nijak rozsupłać nie mogą.
Taki np. Swarożyc jest powodem ich koszmarów – jak go zaszufladkować? Do której szuflady pasuje lepiej. Co obciąć jemu, aby szuflada zamykała się bez oporu. I jaką opatrzyć ją etykietką? Swarożyc? A może Swaróg-Swarożyc? A co z Dadźbogiem? Czy Dadźbóg to tylko regionalne imię Swarożyca, czy jego boski brat? A co z Radogostem? Swarożyc to czy nie?

Kolejnym problemem dla badaczy jest ustalenie,  patronem czego był spędzający im sen z powiek i przyprawiający ich o ból naukowych głów Swarożyc. Raz jest patronem słońca, innym razem jest patronem zwykłego tylko ziemskiego ognia, pojawia się jako patron ogniska domowego, jako patron kowali, a bywa nawet patronem niosącej śmierć wojny. Co jest raczej sprzeczne z ewentualnym patronatem życiodajnego słońca.

Niejeden z badaczy marzy zapewne o tym, aby przenieść się przy pomocy wehikułu czasu  w przeszłość, spotkać kilku Słowian i sprawę Swarożyca raz na zawsze wyjaśnić – czyli Swarożyca zaszufladkować i opatrzyć “właściwą” etykietką. Tak  aby wszystko było jednoznaczne i pasowało do siebie – jak to naukowcy lubią.
Wyobrażam sobie minę naukowca/badacza, który przeniesiony w przeszłość i rozmawiając ze Słowianami po prostu wpada w osłupienie.
Okazało się bowiem podczas tej podróży w przeszłość, że Słowianie nie mieli najmniejszej ochoty na szufladkowanie i przypinanie etykietek. Dla jednych Swarożyc i owszem, mógł być identyczny ze Swarogiem, dla innych już niekoniecznie. Dla jednych był identyczny z Dadźbogiem, dla innych nie. Dla jednych był bratem Welesa i toczył z nim walkę o schedę po ojcu Swarogu. Dla innych walczył o to samo z Chorsem, bogiem księżyca.

Co najbardziej przeraziło naukowca – Słowianie nie przejawiali  najmniejszej nawet ochoty na uporządkowanie tego galimatiasu. Nie toczyli sporów, nie kłócili się o to, kto ma rację, nie ustalili kanonu – a każdy czcił Swarożyca, jak mu się to podobało. I nikogo za herezję nie spalono na stosie.
Jedna rzecz była wspólna dla wszystkich Słowian – słońce było dla nich święte, było bogiem – obojętne jakie nadawali mu imię. Tak samo było z ogniem – był on przejawem boskości, darem boga/bogów. O to, jakim imienim ogień nazywać sporów nie toczono. Ważne było, aby ogień czcić.
W tej wiedzy widać ogromną mądrość Słowian. Bez teleskopów i sond kosmicznych, bez pracy tysięcy astronomów, fizyków i biologów wiedzieli oni o życiodajnym znaczeniu słońca.
Wiedzieli też o znaczeniu ognia w życiu człowieka. Stąd rozpalanie ognia na wiosnę było świętym rytuałem.

Dzisiaj raczej nie ma wątpliwości co do tego, że sztuka opanowania ognia była fundamentalnym krokiem na naszej drodze od hominida do człowieka. Bez korzystania z ognia bylibyśmy nadal hominidami.
Stąd utożsamianie ognia ze Swarożycem jest wyrazem czci dla tego patrona boskich płomieni dających światło, ciepło i ochronę przed dzikimi zwierzętami.

Swarożyc nie był bogiem lokalnym. Był znany i czczony w całym świecie słowiańskim.

Najbardziej znanym miejscem kultu Swarożyca była Rethra/Radogoszcz.
Swarożyc miał tam własnych kapłanów i wojów, a Redarowie (czołowe plemię Wieletów) nie jeden raz solidnie przetrzepali skórę wrogom i rozbijali hordy jahwistów.

Najszczytniejszym ich zwycięstwem była bitwa pod Przecławą.

Kronikarze-jahwiści niewiele o tej klęsce ich katolickich hord pisali. Wiadome jest tylko tyle, że Związek Wielecki doszczętnie rozgromił pod Przecławą wojska saskie:

“„Barbarzyńcy, których zwą Lutykami, zadali wielką klęskę chrześcija­nom ,  z których jedni polegli od miecza, inni w ucieczce potonęli. Między nimi zginął Wilhelm, margrabia Marchii Północnej, w pobliżu grodu, który zwą Przecława, położonego nad brzegiem Łaby w miejscu, gdzie wpada do niej rzeka Hawela (Hobola)…” (Annales Sax. r. 1056).

Wiadome jest też, że cesarz Henryk III na wieść o rozmiarach tej klęski ze zgryzoty i wściekłości zmarł.
Niestety, to świetne zwycięstwo Wieletów doprowadziło do rozbicia ich związku. Wywołało ono spory o to, komu przypada największa zasługa. Odżyły stare animozje. Związek po bratobójczej walce w 1057 roku rozpadł się.

Dziesięć lat później w wyprawie zimowej 1067/68 wojska niemieckich katolików pod wodzą biskupa z Halberstadtu, Burcharda II splądrowały i zniszczyły świątynię Swarożyca w Radogoszczy. Biskup-dowódca na świętym koniu Swarożyca powrócił do domu. W ten sposób chciał dodatkowo upokorzyć Redarów.
Nie wiadomo, co później działo się z Redarami. Kroniki jahwistów  ich po prostu przemilczają. Albo ewentualne zapisy zostały zniszczone. Ale coś musiało się u nich dziać, i to coś takiego, co zmusiło to Niemców w roku 1125 do ataku na Radogoszcz. Została ona zdobyta i całkowicie zburzona przez niemieckiego  króla Lothara III. Powód do najazdu musiał być znaczący. W tym samym czasie Lothar miał przecież na głowie walkę o cesarską władzę ze Staufami (Hohenstaufami).
W tym miejscu dygresja…
Po prostu popuszczę sobie wodze fantazji…

Powstanie Słowian z roku 983 (któremu polska wiki nie poświęca uwagi) było wielkim sukcesem dla Wieletów. Parcie niszczycielskiego buldożera jahwizmu na ich ziemie zostało odrzucone, rzymskie szubienice  w dużym stopniu przepędzone. Co istotne, w powstaniu tym nie brali udziału Serbołużyczanie.

Tak więc sami tylko Wieleci byli w stanie zadać potężny cios prącej na nich z Niemiec rzymskiej szubienicy.
Pamiętajmy też o tym, że w samym czasie, gdy Wieleci gromili niemieckich jahwistów Mieszko katoliczył od 966 roku Polskę. A Czechy były już po ich buncie pogańskim z lat 921-924. W Polsce bunt naszych przodków, połączony ze zniszczeniem wszystkich kościołów i wypędzeniem naziemnego personelu Jahwe – sutanników i habitników dopiero miał nastąpić. O buntach wołchwów na Rusi też pamiętajmy. Powstania Prusów to także dopiero “daleka” przyszłość (czyż to nie podejrzane, że niemiecka wiki o nich kompletnie milczy?). Wielowiekowy opór Litwy przed jahwizacją również niech nie umyka naszej uwadze w tym momencie.

No i wyobraźmy sobie taką sytuację: plemiona słowiańskie i ich sąsiedzi Bałtowie zawiązują związek-sojusz-koalicję-sprzysiężenie-unię-konfederację – obojętnie jak ten twór nazwiemy. Ma on bardzo prostą “konstytucję”:

- wszystkie wchodzące w skład sojuszu samodzielne plemiona nadal są w pełni samodzielne,
- wszystkie one są równoprawe i sobie równe,
- żadne plemię nie narzuca innemu swojej woli,
- wojny pomiędzy plemionami wchodzącymi w skład związku są zabronione,
- każde plemię ma obowiązek bronić jakiegokolwiek innego plemienia wchodzącego w skład związu przed agresją jahwistycznego buldożera.

W takiej sytuacji buldożer jahwizmu nigdy nie miałby szans na podbicie Słowian i Bałtów.
Byłaby nawet szansa na to, aby zniszczyć Watykan i Konstantynopol oraz zetrzeć z powierzchni Europy rzymskie szubienice. A sam jahwizm wypędzić tam, skąd przewleczony został do Europy przez podstępnego faryzeusza udającego “apostoła narodów“.

Poganie ukrywający się nadal wśród Celtów, Germanów, Romanów, Latynów, Achajów i Jonów zapewne z radością powróciliby do ich naturalnych wierzeń.

Naszym przodkom zabrakło wyobraźni i jedności. Inna sprawa to fakt, że oni chyba nie zdawali sobie sprawy z natury jahwizmu i z tego, że ich cywilizacja zostanie podbita i zniszczona.

Choć wygrali wiele bitew i powstań, choć wydali wielkich wodzów i bohaterów – zostali ostatecznie pojedynczo podbici, pokonani i stopniowo zjahwizowani. Wiele z tych plemion całkowicie wynarodowiono. Zaginęły nawet ich języki.

My powinniśmy o nich pamiętać. O tych z powstania słowiańskiego z 983 roku, o tych spod Przecławy, o tych z Radogoszczy i z Arkony. Oraz o Drahomirze i jej synu Bolesławie, o naszym Bolesławie Zapomnianym i o Masławie, o Niklocie,  o Herkusie Monte i o Diwanie Klekine. A także o wielu dzielnych Litwinach opierających się przez wieki jahwizacji.
My, mądrzejsi o wiedzę historyczną, powinniśmy z niej wyciągnąć właściwe wnioski.

Wracam do Swarożyca…

Czyż nie jest zastanawiające to, że na miejscu świątyni Swarożyca jahwiści nie wybudowali żadnego ich kościoła czy klasztoru, jak to z reguły już od VI wieku czynili profanując kolejne pogańskie święte miejsca na kolejnych podbitych terenach?
Owszem, na Arkonie nie wybudowali żadnego kościoła – z oczywistego jednak powodu – wiedzieli, że miejsce świątyni za 200-300 lat pochłonie morze. W Radogoszczy podobne “naturalne” rozwiązanie problemu nie wchodziło w rachubę.
Otwartą sprawą jest właśnie odpowiedź na pytanie – dlaczego Radogoszczy nie splugawiono stawiając w miejscu świątyni Swarożyca jahwistyczny obiekt guseł ku czci żydowskiego Jahwe? Zrobiono wręcz odwrotnie – do takiego stopnia zniszczono Radogoszcz i świątynię Swarożyca, że do dzisiaj nie ma pewności, gdzie ona się mieściła.

Odpowiedź na tę wątpliwość znajdziemy najprawdopodobniej w istocie kultu Swarożyca. Swarożyc był, jak pamiętamy patronem ognia. A ogień to nie tylko ognisko domowe, ciepło, śwatło i obrona przed drapieżnikami. Ogież jest także jednym z niszczycielskich żywiołów. Ogień-Swarożyc dla jego wyznawców był przyjazny i życiodajny. Ale już dla jego wrógów potrafił być niszczycielski i niebezpieczny. Niemieccy katolicy musieli to zauważyć. Dlatego po zniszczeniu samej świątyni w zimie 1067/68 utrzymujący się w Radogoszczy pogański duch podsycany pamięcią o Ogniu-Swarożycu zmusił niemieckich katolików do kolejnego najazdu i starcia Radogoszczy z powierzchni ziemi. Chciano zatrzeć w ten sposób pamięć o tej świątyni i o jej bogu-Ogniu-Swarożycu. Niszczycielskie działania mające na celu unicestwienie pamięci o Swarożycu prowadzono tak zaciekle i tak gruntownie, że nie przechowała się do naszych czasów ani jedna figurka czy rycina pokazująca posąg Swarożyca czczony w Radogoszczy. Zniszczono wszelkie jej kopie i wyobrażenia.

Ogień-Swarożyc, Swarożyc-Ogień był dla jahwistów śmiertelnym zagrożeniem.

.

Na szczęście wszelkie wysiłki jahwistów zmierzające do wymazania Swarożyca z pamięci Słowian nie powiodły się. Pamięć o Swarożycu przetrwała do dzisiaj. Ma on nawet magiczną moc rozpalania niekiedy w słowiańskiej duszy na nowo prastarego Ducha.

Tak było w moim przypadku. Wiarą naszych przodków nie interesowałem się specjalnie. Uważałem ją po prostu za relikt przeszłości. Za coś, co bezpowrotnie przeminęło. I wtedy, jedynie na dźwięk imienia Swarożyca coś we mnie “eksplodowało”. Z głębin podświadomości wypłynęły na wierzch ukryte i zapomniane przywiązanie i szacunek dla tego boskiego Ognia. W jednym krótkim momencie przebłysku zrozumiałem, że go znam, pamiętam, że był kiedyś moim bogiem-Ogniem – moim boskim Swarożycem.
I tak już pozostało…

Do dzisiaj, gdy patrzę na ogień, w mojej świadomości budzi się jakieś dziwne uczucie. Jest to mieszanina atawistycznej nabożności, poczucia bezpieczeństwa i tęsknota, ogromna tęsknota za czymś minionym…

.

opolczyk

.

.

Kategorie:Uncategorized
  1. Mezamir
    Sierpień 13, 2012 o 4:44 pm | #1
  2. Ktoś
    Sierpień 14, 2012 o 12:30 am | #2

    Jahwiści mają prawo nie kochać Swarożyca gdyz to on osobiscie połamał kręgosłup ich poprzedniego Królestwa Szatana ale do rzeczy..

    Zacznijmy od słówka SWAR które wszyscy jak jedna papuga wiążą z OGNIEM.
    Moim zdaniem SWAR – to -> KŁÓTNIA, ZAMĘT a w znaczeniu najbardziej zblizonym do czcicieli Giejsztora – POŻOGA WOJENNA. Innymi słowy ŁUNY POŻARÓW (od CZERWONEGO KURA) rozpościerające się po horyzoncie. Łuny bo ZŁE bóstwo jahwistyczne postanowiło sięgnąć po władzę nad Ziemią wyzywając to dobre na wojnę a jak wiemy ZŁEMU jahwiści składali ofiary paląc je żywcem w ogniu (Moloh i te sprawy). Wojna ZŁEGO z DOBRYM to wedle chińczyków walka CZERWONEGO CESARZA z ZÓŁTYM (króla uzurpatora południowej krainy z centrum). W tradycji antycznej walkę tą znamy jako pojedynek Ozyrys (prawowity król południa)- Set (uzurpator z Wysp Polinezji – kosmiczny intruz (przybłęda)).

    Pierwszą cześć konfliktu bogów wygrał jak wiemy SET. Ozyrys wielokrotnie składany zamieszkał pod ziemia jako Władca Krainy Umarłych. Czyli po naszemu WELES. Ale wiadomym jest, iz na tym walka się nie zakończyła.

    Do akcji wkracza HORUS, CHORS, CHRYSTUS czy wreście po naszemu SWAR-ROŻYC – mitologiczny pogromca SETA boga wszelakich jahwistów. Przywracacz Światowego Pokoju, Rozjemca. Ugasiciel wojennej zawieruchy. Swarozyc jest bóstwem SOLARNYM ale przybył na ZIEMIE na Księżycu ok 4 tyś lat pne (tak twierdzą chińscy astronomowie). Stąd czasem jest traktowany jako bóstwo lunarne od środka lokomocji czasem od AURY jako bóstwo solarne bo BŁYSZCZAŁ NIBY SŁOŃCE W PEŁNI. SWAROŻYC, znany tez z legend o Królu Arturze (kolejne kradziejstwo intelektualne z indoeuropejczyków, był jednym, z historycznych BUDDÓW z 12 pomocnikami (co sobie złodzieje przysposobili jako 12 plemion istraela). Jako WCIELONEMU W CIAŁO BUDDZIE nie wypadało mieć Welesa / Ozyrysa za tatusia jak go łączą bajkopisarze. Buddowie łączą się w JEDNOŚĆ w ADI-BUDDZIE (OJCU WSZYSKICH BUDDÓW) – po naszemu ŚWIATOWID. Teraz rozumiecie czemu jahwiści prędzej się wyrzekną chciwości niż przyznają iż walcząc ze słowiańskimi bogami popełnili świętokradztwo w ramach swojej własnej religii (tego oszukańczego nastawionego na zwiedzenie miksu jahwistycznego satanizmu i pradawnej wiary).

    TRYGŁAW jak dla mnie to etykieta funkcyjna oznaczająca władcę trzech światów (to samo znaczenie maja kolory słowiańskie jak i potrójna korona papieska) – boskiego, ziemskiego i podziemnego. Jest to tytuł należny Bóstwom Solarnym. Solarności nie nalezy rozumieć dosłowne – AMON też jest traktowany jako bóstwo solarne chociaż nim nie jest mimo iż się objawił na dysku słonecznym. Faeton tak samo. W każdym razie jak ktoś ma wiarę to patrząc nad ranem w Słońce ma szanse dostrzec to co starają się dostrzec wszelcy jogini czy inni mistycy wschodu. I myślę, że jak nawiążę kontakt to będzie tym faktem niezmiernie szcześliwy. ;p

    SWARÓG to dla mnie GARUDA.
    PERUN – INDRA.

    Ktoś:
    Ja raczej rozdzielam naturalną wiarę-wiedzę przyrody od mitów i legend zawierających pamięć o wojnach fizycznych bogów-kosmitów. Tego jest cała masa w hinduiźmie, u Chińczyków i u Egipcjan. Także u wielu plemion indiańskich to znajdziemy. W Afryce też (np. Dogoni). Polinezja pełna jest podobnych opowieści. Znane są opisy broni bogów, które łatwo skojarzyć z bronią atomową, laserową i im podobnymi. Opisane są nawet w wedach (w zerżniętej od Babilończyków biblii też) choroby popromienne. Są wzmianki w hinduiźmie o planetach półbogów i bogów. Tyle że oni na ich planetach też są śmierteli. Gdy wyczerpie się im ich “dobra” karma, muszą zejść ponownie do “niższych” światów – jak np. Ziemia.
    Naturalna wiara-wiedza uczy o Bogu, którego fizycznym przejawem jest materia. Uczy o tym, że materia przesiąknięta jest duchem. Uczy też o Nawii, o duchach i o powrotach na ziemię aż do osiągnięcia zrozumienia. Wtedy oświeconemu przysługuje wybór – iść wyżej czy pomagać dalej na ziemi mniej mądrym.
    Wielu aspektom Boga nadaje się imiona własne, które sprawiają wrażenie politeizmu. W rzeczywistości na duchowym poziomie wszystko jest jednością.
    Dla mnie Swaróg jest Swarogiem, Perun Perunem…
    A Swarożyc Swarożycem…Czyli Boskim Ogniem oświecającym umysł.
    Tylko należy wiedzieć – jak na ten Ogień należy patrzeć.
    Do bycia poganinem i do zrozumienia (oświecenia) znajomość mitów o wojnach fizycznych bogów nie jest konieczna.
    A tego, co chcą dostrzec jogini i mistycy obserwując wschodzące słońce nie zobaczy się samymi tylko fizycznymi oczami. Do tego potrzebny jest czysty umysł i odpowiednio “nastrojony” duch. Inaczej jest to strata czasu.
    Tak ja to widzę…
    opolczyk

    Dodaj do ulubionych

  3. Mezamir
    Sierpień 14, 2012 o 7:23 am | #3

    Zacznijmy od słówka SWAR które wszyscy jak jedna papuga wiążą z OGNIEM.
    Moim zdaniem SWAR – to -> KŁÓTNIA, ZAMĘT “-Co zrobić ze słowem swarga/swarzyca symbol szczęścia?

    Swarloka, Swarga – w hinduizmie to sfera w zaświatach , trzecia pośród saptaloka. Jest siedzibą i niebem Indry.
    Nazywana jest Światem Mahendry ( Światem Wielkiego Indry ) w komentarzu Jogabhaszja do wersu III.26 Jogasutr Patańdźalego.

    Mitologia bramińska swarlokę określa terminami :
    Swarga
    Trinaka,
    Triwisztapa
    Nakaprisztha.
    Niezależnie jednak od formy, terminy te oznaczają raj boga Indry

    W treści Bhagawadgity (9.20), swarga to pośrednia kraina niebiańska. Zamieszkują ją bóstwa i zmarli , którzy za życia prowadzili cnotliwe życie , modlili się do bóstw i spełniali dedykowane bóstwom ofiary jadźńa. Pełni dla nich rolę raju. Jednak gdy wyczerpie się ich karma nagromadzona wskutek pobożnego życia w zgodzie z dharmą, będą zmuszeni opuścić swargę i ponownie reinkarnować na Ziemi . Według wykładni nauk z Bhagawadgity, osiągnięcie swargi nie jest równoznaczne z uzyskaniem wyzwolenia

    Wjasa opisuje, iż swarlokę zamieszkuje sześć klas istot niebiańskich ( dewaicznych ) :
    grupa trzydziestu trzech
    agniszwatta
    jamja
    tuszita
    aparinirmitawaśawartin
    parinirmitawaśawartin
    Wszystkie posiadają samorodne ciała, umiejętności aiśwarja czyli osiem wielkich siddhi a siłą woli potrafią spełniać swoje pragnienia. Czas ich życia to jedna kalpa. Mieszkańcy świata Indry doświadczają rozkoszy ( kama ). Ich życzenia spełniają najpiękniejsze i najczulsze z nimf ( apsary )

    Swargaloka , jako Sfera Nieba zawiera się w przestrzeni pomiędzy Słońcem a Gwiazdą Polarną ( Dhruwa ). Tak jak i na bhurloce ( czyli Ziemi ), mieszkańcy tej sfery nie są wolni od odpowiedzialności za skutki swoich czynów ( obowiązuje prawo karmy )

    Filozofia krijajogi nazywa swarlokę terminem mahaśunja (Wielka pustka).

    Dodaj do ulubionych

    • Ktoś
      Sierpień 14, 2012 o 4:24 pm | #4

      Dobrze, w takim razie jednoznacznie określ czy najpierw
      ludzie nadali nazwe BOGOWI a dopiero przez analogię
      KRAJOWI Z JAKIEGO POCHODZIŁ czy było wręcz odwrotnie
      znając NAZWĘ KRAJU nadali mu nazwę identyfikującą go
      JAKO MIESZKAŃCA TEGO KRAJU.

      Tak to jest klasyczna zagadka: co pierwsze jajko czy kura.
      W pierwszym przypadku nazwa jako nazwa własna bedzie oddawać
      cześć bóstwu. W drugim będzie równie tytularna co (na przykład)
      ślązak, pomorzanin, ….

      PS. Bez względu na tłumaczenie ON i tak tu przybył GASIĆ SWARY
      czy mówiąc inaczej ŁAGODZIĆ SPORY, TŁUMIĆ POŻOGI (wojenne).
      Słowem przywrócić ład i pokój. No i skopac tyłki jahwistom. ;p

      Odpowiadam:
      Jest mi KOMPLETNIE obojętne czy:

      “najpierw ludzie nadali nazwe BOGOWI a dopiero przez analogię KRAJOWI Z JAKIEGO POCHODZIŁ czy było wręcz odwrotnie
      znając NAZWĘ KRAJU nadali mu nazwę identyfikującą go JAKO MIESZKAŃCA TEGO KRAJU.”

      Ja czczę nie NAZWY a opisywane nimi SIŁY NATURY będące przejawem czy emanacją BOGA. Można je nawet czcić “bezimiennie”, zwracając się do nich w języku potocznym – ogień, wiatr, słońce, dąb, przestrzeń, życie, wieczność itp.

      A co do Swarożyca – zgadzam się na 200%

      “ON i tak tu przybył GASIĆ SWARY czy mówiąc inaczej ŁAGODZIĆ SPORY, TŁUMIĆ POŻOGI (wojenne). Słowem przywrócić ład i pokój. No i skopac tyłki jahwistom
      opolczyk

      Dodaj do ulubionych

      • Mezamir
        Sierpień 14, 2012 o 4:38 pm | #5

        co pierwsze jajko czy kura.”-nic,jako i kura zawsze były razem :)

        Dodaj do ulubionych

  4. Malwa
    Sierpień 14, 2012 o 12:05 pm | #6

    Ja się najbardziej odnajduję w panteonie zaproponowanym przez Czesława Białczyńskiego. Jest w nim jakiś taki, hmm… kosmiczny i logiczny ład, który do mnie przemawia.

    Ale słowiańska wiara, to nie tylko czerpanie wiedzy z doświadczeń innych, to także zdobywanie jej poprzez własne doświadczenia, własny, osobisty kontakt z bogami… Ta osobista więź MUSI odbijać się tym, że każdy będzie pojmował/widział/rozumiał bogów nieco inaczej.

    Inaczej na rozkwitły kwiat patrzeć będzie dziecko, inaczej, kobieta, inaczej mężczyzna, inaczej artysta, inaczej matematyk, a jeszcze inaczej lekarz, znający jego lecznicze właściwości. Każda z tych osób zobaczy w nim coś innego – swojego – choć będzie to wciąż ten sam kwiatek…

    Dla mnie na przykład Jaryło stał się bardzo ważnym bogiem, tak ważnym, że wybrałam go na opiekuna mojego małżeństwa, co może niektórym wydać się dość dziwne. A wybrałam go ze względu na to, że jest to bóg pory wiosennej, że dzięki niemu wszystko się odradza…

    Jakże często miłość, która jest taka piękna, gdy się rodzi i dojrzewa, potem zaczyna jakby obumierać – między dwojgiem ludzi coraz więcej jest chłodu, barwy jej przygasają, jasny horyzont obleka się w ciemne, mokre chmury… aż wreszcie wszystko w ludziach zamarza, nie ma już ciepła, tylko zawieje wzajemnych wyrzutów błąkają się po nieprzebytych śniegach – miłość jest martwa.

    Właśnie dlatego wybrałam Jaryłę – żeby pod jego opieką miłość nigdy się nie zestarzała, nigdy nie zamarzła… A jeśli nawet kiedyś z jakiegoś powodu przyjdzie nam przeżywać zimę… – żeby on był naszą nadzieją na odrodzenie, na nową wiosnę, na stopnienie lodów…

    W dzień mojego ślubu napisałam modlitwę (ostatnia zwrotka powstała później):

    Lasem, polem, gęstym borem
    Wił się bluszczem, snuł zielenią
    Bóg o twarzach jasnych dwóch.
    Już nam w oczach łzy się mienią,

    Coś zapiera w piersi dech.
    Połącz nas, Jaryło miły,
    W jedno ciało, w jeden Duch!
    By aż po sam kres w nas tliła

    Wiosna uczuć; w oczach blask!
    Pannę Młodą i Młodego
    W Wieczniemłodą Parę zmień!
    Dzisiaj Cię, boga jarego,

    Chcemy pośród gości mieć.
    Na wesele więc prosimy!
    Z trunku, jadła, łez radości -
    Świętą żertwę Ci złożymy!

    ***
    Byłeś z nami – i zostałeś
    Choć zaślubin minął czas.
    Miłość! Magia! Bogi Żywe!
    Wiosna wiecznie żyje w nas!

    Hmm, i tak odnośnie Twojego artykułu, Opolczyku, myślę sobie, co by było, gdybym napisała tę modlitwę jakieś 1000 lat temu. Mieliby naukowcy kolejny problem :D Jak by to sklasyfikować… Do której szufladki upchać? A może ja się pomyliłam? Może miałam na myśli innego boga? :D

    Dodaj do ulubionych

    • Malwa
      Sierpień 14, 2012 o 12:11 pm | #7

      *tliły ;) bo mi mój częstochowski rym uciekł ;)

      Dodaj do ulubionych

      • roomzeis
        Sierpień 14, 2012 o 12:54 pm | #8

        Byle nie “częstochowski” ;-)

        Dodaj do ulubionych

    • Sierpień 14, 2012 o 3:42 pm | #9

      Malwa:

      “Ale słowiańska wiara, to nie tylko czerpanie wiedzy z doświadczeń innych, to także zdobywanie jej poprzez własne doświadczenia, własny, osobisty kontakt z bogami… Ta osobista więź MUSI odbijać się tym, że każdy będzie pojmował/widział/rozumiał bogów nieco inaczej.”

      Dokładnie tak samo widzę to i ja.

      Dąb dla spragnionego wędrowca to schronienie przed słoneczną spiekotą w jego cieniu. Dla urwisa miejsce do wspinaczek i skakania po gałęziach. Dla miłośnika przyrody piękny “pomnik natury”. Dla botanika taki a taki gatunek, dla drwala kawał roboty, dla kupca – tyle a tyle kasy zysku za sprzedane deski, dla stolarza surowiec na meble, dla ptaka miejsce na gniazdo, dla kornika żarcia skolko ugodno.
      A dla rodzimowiercy święty dąb.

      Jeśli w Jaryle czcisz przyrodę odradzającą się wiosną to wiedz, że ja robię to samo. Przy czym nie imię Jaryły ma dla mnie największe znaczenie, a odradzająca się przyroda. I temu zjawisku nadano imię Jaryły.

      Miłość… no cóż ona też podlega pewnym prawidłom. Rodzi się jako stan przecudnego i romantycznego zakochania się. Ten stan niestety kiedyś przemija, a przynajmniej mocno się zmienia. Miłość staje się dojrzała, albo umiera, a człowiek szuka nowego zakochania się. Dojrzała miłość też jest piękna, choć inna. Przy czym większa intensywność zakochania się – “umieranie z miłości” – jest raczej dowodem na silniejsze przed zakochaniem się poczucie samotności i izolacji. Zakochanie się tę samotność zamienia w bycie we dwoje (a każda osoba dodatkowo to na początku wstrętny intruz, który tylko przeszkadza). Piękne jest w zakochaniu się przełamywanie kolejnych barier wcześniejszej obcości. Ale je można z tą samą osobą przełamać jedynie jeden raz. Jeśli ktoś chce to przeżyć ponownie, musi szukać innej osoby, dotychczas obcej.

      Zazdroszczę Ci z jednej strony, a z drugiej cieszę się, że mogłaś w dniu ślubu napisać modlitwę do Jaryły.

      Ja w dniu mojego ślubu byłem jeszcze lata świetlne od Jaryły i Swarożyca.
      A do pisania czegokolwiek i tak nie miałem wtedy głowy. Moja żona siedziała w areszcie (druk i kolportaż nielegalnej prasy) a ja walczyłem z prokuraturą i SB o jej warunkowe zwolnienie. Ostatecznie 22 godziny przed ślubem moją żonę warunkowo zwolniono. Wydarłem ją bezpiece strasząc ich, że o naszym ślubie w areszcie będzie mówiła Wolna Europa. Bezpieka nie chciała rozgłosu tej sprawy, no i udało się. Ale na pisanie wtedy czegokolwiek i tak nie miałem czasu.

      Wracam do Jaryły. Myślę Malwo, że przede wszystkim miałaś i masz na myśli “domenę” Jaryły – czyli budzącą się po zimie, czy też odradzającą się po niej na wiosnę przyrodę. Gdyby boga odradzającej się przyrody nazwano innym imieniem, przypuszczam, że wówczas to inne imię wybrałabyś sobie za patrona. Dlatego że dla Ciebie nie samo imię, a domena Jaryły jest istotna (dla mnie tak właśnie jest).
      Tak to odczułem.
      A naukowcy niech se łamią łepetynki…

      Dodaj do ulubionych

      • Malwa
        Sierpień 14, 2012 o 4:41 pm | #10

        Tak, dobrze to odczułeś :) W moim życiu bogowie pojawili się na długo, zanim poznałam ich słowiańskie imiona :) Wcześniej byli bezimienni – ale byli.

        Imiona nie są najważniejsze… Marek Grechuta w Niebieskim Młynie śpiewał: “By nazwać Światło nie trzeba języka – wystarczy oczu przed nim nie zasłaniać.”

        Chociaż powiem Ci, że w tej chwili imiona tak mi się splotły z domenami bogów, napełniły się ich potęgą, że samo wypowiedzenie ich głośno jest jak wypowiadanie zaklęcia :) Są jak tytuły ukochanych wierszy, które tak mocno zapadły człowiekowi w duszę, że wystarczy ledwie zerknąć na tytuł, żeby cały wiersz nagle w niej ożył…

        ___

        Straszne, co musieliście przejść z żoną… Okropne…
        Ale mi nie masz czego zazdrościć – na moim (cywilnym) ślubie nie było moich ukochanych rodziców, bo… oni wciąż czekają na ten “prawdziwy”. Dla nich jeszcze nie mam męża, żyję z mężczyzną “w grzechu” :( Tak mi to psuje krew, że sobie nie wyobrażasz!


        Malwa:
        Dla mnie także imiona naszych bogów są jak święte mantry czy zaklęcia. Zwłaszcza imię Swarożyca tak na mnie działa. Po prostu słysząc czy wypowiadając jego imię czuję się, jakbym po długiej tułaczce powrócił DO DOMU!

        Kłopoty z rodzicami są sprawą trudną, ale zapewniam Ciebie, że są gorsze rzeczy.
        Przede wszystkim ślub bierzesz dla siebie i dla męża a nie dla rodziców.
        Ja np. do dzisiaj nie mogę sobie wybaczyć, że parę tygodni po cywilnym ślubie (tym po areszcie żony) zgodziłem się na “ślub kościelny” – dla świętego spokoju! Naciskały matka, teściowa, no i trochę żona. A ja głupol ustąpiłem. No i pokarało mnie podwójnie:

        - do dzisiaj żyję ze świadomością, że ślubowałem przed ołtarzem plugawego Jahwe,

        - do dzisiaj żyję ze świadomością, że dla świętego spokoju kunktatorsko ustąpiłem (wtedy już byłem nie-jahwistą).

        A sam “ślub kościelny” to było pasmo kłopotów…
        Tuż przed “ślubem” dopadło mnie zapalenie płuc (w czerwcu!!!). SB zablokowała nam wszystkie sale i restauracje. W efekcie nie było (dzisiaj mówię – na szczęście) hucznego wesela. Żona musiała w tym czasie meldować się na milicji (tzw. “dozór milicyjny”), akurat też rozpoczął się jej proces (dostała dwa lata w zawieszeniu). Mnie dzień przed “ślubem” SB na siłę chciała zaciągnąć na komendę i przesłuchać. Ale wywaliłem wszystkich trzech z mieszkania. Do kościoła eskortowało nas ośmiu SB-ków w dwóch samochodach. Na koniec lekarza, który wystawił mi chorobowe nastraszyli, że pomaga “kontrrewolucji”. Choć byłem rzeczywiście chory. Nie pomagały mi najsilniejsze antybiotyki. Czerwiec, a ja mam gorączkę 39-40°. Dopiero “babka” – znachorka (miała ponad 90 lat) postawiła mi bańki i przeszło.
        I jeszcze na dodatek szyty na zamówienie ekstra na “ślub” garnitur był tak uszyty, że czułem się w nim fatalnie. Miałem go na sobie kilka razy i wywaliłem na śmieci.

        Tak mnie pokarało za ustępstwo.
        opolczyk

        Dodaj do ulubionych

  5. Malwa
    Sierpień 14, 2012 o 1:16 pm | #11

    Roomzeis: a właśnie że częstochowski! Strasznie mi się to podoba, że pojęcie “rymu częstochowskiego” znaczy tyle co marny, beznadziejny, tandetny! Z lubością używam tego określenia :D

    Dodaj do ulubionych

    • roomzeis
      Sierpień 15, 2012 o 8:44 am | #12

      A propos Częstochowy: w ramach obchodów intronizatorskich zabobonów, zamierzam gruntownie i hałaśliwie wysprzątać mieszkanie, podjechać do otwartej we wszystkie “święta” Żabki (pozdrawiam właściciela sklepu!), by później oddać się lekturze bloga.
      Pozdrawiam

      Roomzeis:
      A dałbyś radę zrobić z jednego obrusu sztandar pogański i wywiesić go w oknie?
      Może być na nim np. Swarga:

      http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/06/Kolovrat.jpg
      opolczyk

      Dodaj do ulubionych

  6. Sierpień 14, 2012 o 5:50 pm | #13

    “Jaksa po zajęciu Brenny automatycznie (chcąc nie chcąc) stanął na czele buntu przeciwko potężnemu władcy Saksonii, buntu do którego przyłączali się nawet sascy koloniści! Dlaczego chrześcijanie przyłączali się do pogan? Po prostu w pogaństwie ludziom żyło się znacznie lepiej niż w chrześcijaństwie. Podatki były znacznie niższe a wolność większa, kapłani pogańscy zaś nie odznaczali się tak nienasyconą chciwością jak duchowieństwo.”

    http://ryuuk.salon24.pl/338112,jaksa-z-kopnika-koniec-slowianskich-wilkow


    Słowianin:
    Jednym z nieszczęść dla Słowian była przyrodzona im i kultywowana tolerancja.
    To ona powodowała infiltrację i zasiedlanie ich terenów przez jahwistów.
    Tolerancja jest b. wskazaną cechą – ale jedynie wobec tych, którzy też kierują się tolerancją. Fanatyków należało i należy po prostu tępić. Jak gnidy…
    opolczyk

    Dodaj do ulubionych

    • Sierpień 14, 2012 o 6:44 pm | #14

      “Połabianie bowiem, wbrew twierdzeniom o całkowitym odrzuceniu nowej, obcej dla Słowian religii, przyjmowali chrześcijaństwo na swoje tereny (co było typowe dla pogańskiej tolerancji). Jednak chrystianizacja zawsze dewastowała kraj gospodarczo i deprawowała moralnie. To właśnie powodowało, że ich spokojni rodzimi bogowie (jak Swarożyc) nabrali wojowniczych cech. A także wywołało cały szereg reakcji pogańskich, mniejszych i większych (najsławniejsze wybuchały w 986 i 1066 roku), w wyniku których kościoły niszczono a duchowieństwo zabijano lub wypędzano.”
      fragm. tekstu z powyższego linku

      No właśnie. Po doświadczeniach z 986 roku Połabianie powinni z pokolenia na pokolenie przekazywać ostrzeżenie przed jahwistami i ich do siebie nie wpuszczać. Mieli gnać to tałatajstwo, gdzie pieprz rośnie. Wtedy kolejny bunt z 1066 byłby zbędny.
      opolczyk

      Dodaj do ulubionych

  7. Mezamir
    Sierpień 14, 2012 o 6:20 pm | #15

    „Słowian cechowała wolność – również w wyborze bogów, których
    zmieniano,
    jeśli było to korzystne dla społeczności. Przy łączeniu się różnych plemion,
    wszystkich bogów włączano do kultowych obrzędów, bez urażania uczuć religijnych
    nawet małych grup społecznych. I nikomu nie przeszkadzała mnogość kultów
    sprowadzająca się przecież do zapewnienia ludziom spokoju sumienia, a plemieniu
    - wszelkiej pomyślności. Dlatego pomorscy poganie nie atakowali chrześcijan,
    nie prześladowali ich i nie przeciwstawiali się im, rozumiejąc, że każdy
    człowiek ma prawo do swojego boga, wyznania i miejsca religijnego kultu. Po
    prostu szanowali wolność wyznania. Misjonarze bez przeszkód znajdowali u
    Pomorzan gościnę w myśl pogańskiej zasady, aby spragnionego napoić, głodnego
    nakarmić, a wędrowcowi zapewnić dach nad głową. Goście mogli bez przeszkód
    głosić chrześcijańską religię, chwalić swojego boga, a nawet wznosić jemu
    świątynie, byleby nie szargali miejscowych świętości. (…) Uroczysty chrzest
    przez zanurzenie się w wodzie, obrządek a nawet i ofiara dla nowego boga były
    interesującym uzupełnieniem kultu starych pogańskich bogów. Stanowiły też
    dodatkowe urozmaicenie monotonii codziennych zajęć pełnych trudu i znoju
    związanego z pracą na roli. (…) Słowianie nie znali siedmiodniowego tygodnia
    z
    wolną od zajęć niedzielą. A lubili uroczystości i uczty, więc cieszyli się z
    kolejnych dni świątecznych, jakie niosło chrześcijaństwo. Nie widzieli
    przeszkód dla zgodnej koegzystencji wielu bogów, z których każdy wnosił dobro i
    pomyślność w ich pracowite życie. Wkrótce po misji chrystianizacyjnej w
    Szczecinie jeden z pogańskich kapłanów doradził, aby obok chrześcijańskiego
    kościoła „pobudować przybytki należne dawnym bogom, przez co i jego, i ich
    przychylność mieć będziemy”. I Słowianie ten pomysł niezwłocznie
    zrealizowali. Dopiero, gdy kapłani chrześcijańskiego boga zaczęli szkalować
    pogańską wiarę oraz żądać, aby Słowianie innych bogów odrzucili, stanowczo
    domagając się zniszczenia ich świątyń i posągów, zaczynają się protesty oraz
    baczniejsza obserwacja nowej religii. A gdy do tego dochodzą dużo wyższe datki
    i ofiary dla nowego boga oraz dziwne wymagania dotyczące życia osobistego i
    rodzinnego, małżeństwa i pochówku, jedzenia z wymuszonym postem wreszcie
    niezrozumiały zakaz pracy w niektóre dni nawet w najgorętszym okresie żniwnym,
    pogański opór staje się wyraźny i jawny.” Pogańskie tajemnice Pomorza – Wrzesław Mechło

    Dodaj do ulubionych

  8. Sierpień 14, 2012 o 9:33 pm | #16

    “W okrucieństwie podczas chrystianizacji przodowali zawsze duchowni. Aleksander Świętochowski dość słusznie zauważa, że: ‘Kler podtrzymywał niewolę i rozszerzał. Za­prawiony do okrucieństwa w przymusowym nawra­caniu pogan nie czuł wcale wyrzutów sumienia z powodu ujarzmiania włościan. Nie cofał się nawet przed fałszowaniem przywilejów, ażeby mocniej wy­zyskiwać swych poddanych’. Akurat tu nie ma nic dziwnego – fałszerstwa przecież można uznać za znak rozpoznawczy instytucji kościelnych.”

    http://ryuuk.salon24.pl/277197,reakcje-poganskie

    Tutaj pełna zgoda!
    “Fałszowanie przywilejów” to fundamentalna “tradycja kościoła” – przypomnę choćby słynną “Donacją Konstantyna”.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Donacja_Konstantyna
    Najazdem na świątynię Swarożyca dowodził biskup. Wojskami, które zniszczyły Arkoną dowodził biskup.
    Duchowni nakazywali wyłupywanie oczu, obcinanie rąk, wyrywanie języków, palenie żywcem na stosach, tortury.
    Naturalnie wszystko w imię miłości bliźniego…
    W Rz’plitej w XVII i XVIII wieku podżegaczami do tumultów a nawet mordów byli jezuici.
    opolczyk

    Dodaj do ulubionych

  9. Dobrogost
    Sierpień 15, 2012 o 7:32 am | #17

    Swarożyc oznacza płomień nie jest to imię konkretnego Boga tylko świetego ognia poświęconego Bogom, symbolu Bogów choć być może uzywane było jako ogólny synonim Bogów np. Radogost – Swarożyc okreslając naturę Boga jako płomiennego w jego groźnym aspekcie lub poprostu oddające naturę Boga który jak ogień grzeje, ochrania, dając ciepło – szczęście, ale mogący też mieć niszczący aspekt ognia. Swarożyce to Bogowie a swargi to ich symbole. Natomiast słowo Swaróg to wtorne balkańskie słowo nie znane na reszcie słowiańszczyzny, które współczesnie zrobiło karierę jako rzekome imię Boga błędnie wiązane ze słowem Swarożyc. Na całej słowiańszczyźnie głównie na rusi istniało tylko slowo Swarożyc oznaczające ogień słowo Swaróg nie było znane i powstało ono z tego słowa na terenie Bułgarii gdzie indziej nie znane.


    Dobrogost:
    No i ja czczę święty Ogień. Który nazywam “Swarożyc”.
    W rękach dobrych ludzi święty Ogien daje światło, ciepło i bezpieczeństwo.
    Ludzie źli wykorzystują święty Ogien do palenia wsi, grodów, pogan, wiedźm, wołchwów, heretyków i nieszczęśnice oskarżone o czary.
    opolczyk

    Dodaj do ulubionych

  10. Dobrogost
    Sierpień 15, 2012 o 7:43 am | #18

    “Dziesięć lat później w wyprawie zimowej 1067/68 wojska niemieckich katolików pod wodzą biskupa z Halberstadtu, Burcharda II splądrowały i zniszczyły świątynię Swarożyca w Radogoszczy. Biskup-dowódca na świętym koniu Swarożyca powrócił do domu. W ten sposób chciał dodatkowo upokorzyć Redarów.” – to jest własnie fałszowanie historii przez przedstawianie jej w fałszywym świetle i pomijanie najistotniejszych informacji czyli tego, że ta wyprawa była rozpaczliwą akcją dywersyjną sasów na tyłach wroga którym groziła zagłada i wiedząc, że jest ona nie chroniona zdecydowali się na ten smiały rajd w nadziei, że wprowadzi to zamieszanie i powstrzyma ofensywę Słowian, ktorej obawiali się na wiosnę.

    Dodaj do ulubionych

    • Sierpień 15, 2012 o 8:14 am | #19

      Drogi Dobrogoście.

      Proszę wykaż mi, gdzie zafałszowałem historię:

      “Dziesięć lat później w wyprawie zimowej 1067/68 wojska niemieckich katolików pod wodzą biskupa z Halberstadtu, Burcharda II splądrowały i zniszczyły świątynię Swarożyca w Radogoszczy. Biskup-dowódca na świętym koniu Swarożyca powrócił do domu. W ten sposób chciał dodatkowo upokorzyć Redarów.”

      Czy była to “rozpaczliwa” akcja jahwistów – nie wiem. W każdym razie przyniosła jahwistom sukces – świątynię zniszczono!
      Dalej pisałem, że zapewne nadal coś działo się wśród Redarów i dlatego w 1125 roku Radogoszcz całkowicie zniszczono zacierając wrącz ślady jej istnienia.
      Jeśli jesteś w posiadaniu materiałów dotyczących szczegółów zniszczenia świątyni, to podrzuć je, a nie zarzucaj mi od razu “fałszowania historii”.
      Za zniszczenie świątyni wina spada w sumie w dużym stopniu na samych Wieletów. Bratobójcza wojna po zwycięstwie na Przecławą znacznie ich osłabiła. Sami się wykrwawili i skłócili. A to spowodowało, że podstępni jahwiści później po kolei, metodą salami połykali po kolei jednych za drugimi.

      Dodaj do ulubionych

      • Dobrogost
        Sierpień 15, 2012 o 10:31 am | #20

        Tak naprawdę to nie zarzucam Tobie fałszowania historii, moja wypowiedź miała bardziej ogólny wydźwięk – chodzi mi o martyrologię Słowian, którą przedstawia się, że biednych Słowian od poczatku męczono bo oni biedni słabi byli. Wręcz przeciwnie Słowianie byli (i są) potężni i nalezy o tym pamiętać. Słowianie zachodni w tym czasie również byli potężni nawet bardzo potężni i to należy uwypuklić, że spalenie Radogoszczy nie było wynikiem słabości Słowian, ale wręcz przeciwnie aktem rozpaczliwej desperacji w panicznym strachu przed ówczesną potęgą. Nalezy pamiętać, że Słowianie zachodni byli w tym okresie potęgą, która ciagle mogła zmiarzdzyć zachodnią zarazę. Spalenie Radogoszczy w wyniku panicznego strachu niemców nic tu nie zmieniło i nie to było powodem, że na wiosnę nie rozwiązano problemu niemieckiego ( a szkoda :-) Jak znajdę chwilkę czasu opiszę jak to było czyli kontekst tych wydarzeń bo był to okres z ktorego możemy być dumni. To że później sytuacja się potoczyła w złym kierunku to już inna historia, ale do tego czasu jak i jeszcze co najmniej przez kilkadziesiąt lat Słowianie zachodni byli w stanie zniszczyć cesarstwo i zmienić historię upadek zaczął się później po śmierci Kruta, zdradziecko zamordowanego przez wredną chrześcijańską żonę i jej chrześcijańskiego kochanaka. Można śmiało powiedzieć, że śmierć Kruta w konsekwencji oznaczała upadek Słowian zachodnich choć trwało to jeszcze jakiś czas.

        Kochany Dobrogoście:
        Odniosłem wrażenie, że wstałeś lewą nogą, i szukałeś, na kim tu wyładować zły humor. No i trafiło na mnie…
        Jesteś moim przyjacielem i nie mam do Ciebie żalu.
        Dalej…
        Jestem chyba ostatnim, któremu można zarzucić, że piszę o Słowianach, iż byli oni biedni i słabi.
        Wręcz przeciwnie – piszą o naszych słowiańskich (i pogańskich) bohaterach, o ich wielowiekowym oporze, o buntach, powstaniach i o ich walce z buldożerem jahwizmu.
        Niestety zabrakło im wyobraźni, zgody i wspólnej długoterminowej strategii zwalczenia tej dżumy duchowej.
        opolczyk

        Dodaj do ulubionych

  11. Dobrogost
    Sierpień 15, 2012 o 10:37 am | #21

    opolczykpl :

    Za zniszczenie świątyni wina spada w sumie w dużym stopniu na samych Wieletów. Bratobójcza wojna po zwycięstwie na Przecławą znacznie ich osłabiła. Sami się wykrwawili i skłócili. A to spowodowało, że podstępni jahwiści później po kolei, metodą salami połykali po kolei jednych za drugimi.

    Masz oczywiście rację, że za zniszczenie świątyni wina spada w sumie w dużym stopniu na samych Wieletów. Jednak bratobójcza wojna mimo wszystko w sumie wyszła na dobre Słowianom zachodnim bo choć był to koniec potęgo Wieletów zarazem zpowodowało to odrodzenie potęgi Obodrzytów skutkując zatłuczeniem zdradzieckiego księcia chrystianizującego ich i odrodzeniem pogaństwa i potęgi za Kruta.


    Niestety i Obodrzytów ostatecznie rozbito. Niklot zginął na polu chwały. Jego syna Warcisława powieszono w 1164, a drugi syn Przybysław po początkowych sukcesach w walce z jahwizmem został pokonany, skatoliczony i brał udział w zniszczeniu Arkony.
    Gdyby po glorii Przecławy Wieleci dogadali się z Obodrzytami i Serbołużyczanami (którzy też tylko na własną rękę walczyli z jahwizmem) – byłaby to potęga. Do której mogłaby dołączyć ponownie zbuntowana Polska i Czechy. Oraz Pomorzanie.
    A wtedy roznieślibyśmy na strzępy Watykan i Konstantynopol.
    opolczyk

    Dodaj do ulubionych

  12. Mezamir
    Sierpień 16, 2012 o 2:57 pm | #23

    „WICHER FALAMI OGNIA” F. Fenikowski

    …..Pękła topiel ostrzami cięta

    wielkich nożyc, wyplynął z dna klocem

    lipowego drewna w muł i zielsko obrosły,

    utopiony bożyc i ożył.

    Poddźwignął się w łumach ogniska,

    Poczwórna twarzą w 4 świata spojrzał strony

    Gromami – źrenicami niebiosa rozbłyskał,

    Straszny, z martwych powstały poganin

    Odnowiciel, mściciel, czrodziej i heros…

    Rozpętał on gusłem pożar, zbudził

    Żywioł ślepy – podskoczył, zawirował,

    Drzewa głową przerósł

    Na oślep ją miotać płomieni oszczepy…

    Powrót tym swój głoszac…
    http://www.tryglaw.com/piesni.htm

    Gdyby ktoś mógł wrzucić całość tekstu Sacrilegium to będę wdzięczny :)

    Dodaj do ulubionych

  13. Mezamir
    Sierpień 16, 2012 o 3:47 pm | #24

    Właśnie czytam Upaniszady i oto co znalazłem.
    Svara-ciepło,svar-dźwięk :)

    Mezamir:
    Svar-dźwięk.
    Syczenie płomieni ognia, głośne “strzelanie” iskrami, trzask palącego się drewna to nic innego jak… głos Swarożyca…
    opolczyk

    Dodaj do ulubionych

  14. Mezamir
    Sierpień 16, 2012 o 4:41 pm | #25

    Ciepły głos :) głos ciepła,ciepłe brzmienie itp

    Dodaj do ulubionych

  15. Ktoś
    Październik 15, 2012 o 1:58 pm | #26

    (z rysunku) “Jego święte zwierzeta to koń i kogut”. – Z tym kogutem to podobnie jak u jego odpowiedników z pawiem w przyrodzie FENIXY nie występują więc kogut jako wielobarwne zwierze został tym świetym zwierzęciem obwołany niejako w zastępstwie prawdziwego czyli FENIKSA.

    FENIKS ze swoim odradzaniem się z płomieni zresztą idealnie oddaje charakter SWAROZYCA.

    Dodaj do ulubionych

  16. Czerwiec 12, 2013 o 1:09 pm | #27

    Swarożyc to właśnie ogień – w starym słowiańskim języku to właśnie znaczy to słowo, ogień płomień. Ognie palono ku czci Bogów stąd niemieccy kronikarze błędnie święty ogień palony ku czci Bogów brali błędnie za imię Bóstwa. Jest też prawdopodobnie iż ogień symbolizował Bogów i ogólnie Bogów metaforycznie określano “Swarożycami” – ta symbolika jest głęboka tyle, że zupełnie błędnie rozumiana i wręcz przekręcana. Jak wiadomo pierwszy raz to slowo wymienił Bruno z Kwerfurtu w brzmieniu Zuarasiz diabolus czyli w wolnym tlumaczeniu “diabelski ogień” :-) Oczywiście Slowianie nie byli czcicielami ognia ani diabelskiego ani niebieskiego tylko święty ogień symbolizował Bóstwa, był symbolem energii, mocy, żywej obecności Boga, jego przedstawicielem dającym ciepło opiekę, światło. Thietmar pisał o świątyni Swarożyca w Radogoszczy, potem Adam z Bremy więc błędnie uważano iż czczono tam Swarożyca podczas gdy w istocie był to Radogost przed ktorym palono święty ogień czyli Swarożyca – jak zresztą ku czci każdego Boga :-)

    Dodaj do ulubionych

    • Czerwiec 12, 2013 o 8:53 pm | #28

      Dobrogost:

      Sprawa Swarożyca i jego “przyporządkowania” ciągle wywołuje zamieszanie. Jak zapewne wiesz to właśnie imię Swarożyca znalezione w dżungli internetu obudziło we mnie słowiańską tożsamość:
      “Pod prasłowiańskim zaś dębem, w bezimiennej mogile, spoczywa zapomniany Swarożyc.”
      http://dziupla-blotniaka.blogspot.de/2011/09/pielgrzymowac-do-polski.html
      I z tego powodu Swarożyc jest moim ulubionym bogiem.
      Masz oczywiście rację – Swarożyc to Święty Ogień. Gdy patrzę w ognisko, a nawet w płomyczek świeczki – widzę Swarożyca. Ogień zawsze działał na mnie magicznie. Dla mnie Słońce też jest Swarożycem. Bo to też swoista kula ognia, życiodajna, dająca nam życiodajne światło i życiodajne ciepło.
      Jak wiesz, są sprawy w których się różnimy. Choć jedno mamy wspólne – miłość do naszej Słowiańszczyzny.
      Dyskusji “teologiczno-dogmatycznej” dotyczącej Swarożyca nie będę podejmował. Każdy z nas ma prawo (a nawet i obowiązek) szukać własnego zrozumienia. Ty i ja widzimy to trochę inaczej. Ale czcimy Swarożyca oboje. I to się liczy.
      Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jak przeraźliwie nudno byłoby na świecie, gdyby wszyscy ludzie wszystko widzieliby identycznie, gdyby myśleli identycznie i czuli identycznie? Nie byłoby sensu i potrzeby z kimkolwiek rozmawiać.

      Dodaj do ulubionych

  17. Czerwiec 12, 2013 o 1:19 pm | #29

    W wiki jest dezinformacja: “(…) Henryk Łowmiański uważali, że Swaróg (czczony na Rusi) i Swarożyc (czczony na Połabiu), to w istocie ten sam bóg pogański, zaś imię Swarożyc to deminutivum, czyli zdrobnienie.”
    Henryk Łowmiański wyraźnie podkreśla iż na Rusi nie tylko nie czczono Swaroga, ale nawet nie było takiego słowa :-) Wyjaśnia iż słowo “Swaróg” pochodzi z Bułgarii gdzie powstało w wyniku ewolucji ze słowa “Swarożyc” – tylko tam tak się przekształciło podczas gdy w calej słowiańszczyźnie brzmiało “Swarożyc”. Właśnie z tamtąd pochodzi pierwszy tekst mówiący o Swarogu Hefajstosie (nie chce mi się szukać tytułu tego tekstu) – tekst pisany przez chrześcijanina mnicha, który później przepisywano bezkrytycznie tworząc nieuzasadnione fantazje i teorie przez wieki :-)

    Dodaj do ulubionych

  18. Grudzień 19, 2013 o 12:45 pm | #30

    Cześć i Chwała!
    Swarozyc to tytuł synów Svaroga, czyli Pieruna i Welesa, toczących swą walkę. Pierun to Słońce, Weles to Ciemność, noc, a Svarog to nasza Galaktyka. Svarogów jest wielu i każdy odpowiada za swoje życie w nim się rodzące i rozwijające się, a Swarozyce to ich synowie, realizujący ten plan opieki. I naszymi Swarozycami są Pierun i Weles, bo bez światła i ciemności ludzie nie mogliby się rozwijać i żyć, a przecież celem wszelkiego życia jest rozwój. Rozwijamy się my, razem z nami nasza planeta, nasz układ słoneczny oraz cała galaktyka, a razem z nią inne galaktyki oraz cała Jednia :)

    Dodaj do ulubionych

    • Grudzień 19, 2013 o 2:14 pm | #31

      de99ial99ial,

      Jako że nasi przodkowie nigdy nie toczyli wojen religijnych ani sporów “teologicznych” ja także takowych nie prowadzę. Postać Swarożyca wywołuje wiele zamieszania. Dla mnie jest on bogiem Słońca i świętego Ognia. Tyle że nikomu tej interpretacji nie narzucam.

      Tutaj jest jeden z mitów o Swarogu, Swarożycu i Welesie.

      Sława!

      Dodaj do ulubionych

  1. Czerwiec 22, 2013 o 3:08 am | #1

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: