Wspólnota słowiańska

.

Słowianie przez tysiąclecia żyli w systemie wspólnotowym. Początkowo skupieni byli w  niewielkich grupkach łowieckich składających się z kilku blisko spokrewnionych rodzin żyjących głównie z polowań na zwierzęta. Pojedyncze rodziny w łowach na grubszego zwierza były niewystarczające. Słowianie nie byli ludem wędrownym, choć nie mieszkali jeszcze w stałych osadach. Budowali sobie namioty/szałasy wykorzystując do tego drewniane paliki i skóry zwierząt. Zajmowali pewien teren łowiecki wystarczająco duży, aby wspólnotę wyżywił. Gdy grupa się powiększała nadmiernie, dzieliła się na dwie mniejsze, które wspólnie zajmowały ten sam teren. W ten sposób powoli z pojedynczych grupek tworzyły się klany i plemiona. Proces ten trwał tysiąclecia.

O tym jak żyli nasi przodkowie na naszych ziemiach na przestrzeni wielu tysiący lat obszerniej pisze Wieczan. Oto krótki fragment jego tekstu:

„W powiecie sandomierskim w dolinie rzeki Opatówki w miejscowości Wilczyce w 1994r. zostało odkryte miejsce osadnictwa sprzed 15-16 tys. lat.  Przez dziewięć lat prowadzone były tam  badania geologiczne,  paleobotaniczne,  archeologiczne oraz wiele innych . Krok po kroku naukowcy odkrywają  tajemnicę naszych praprzodków  zamieszkujących tereny Polski sprzed wielu  tysięcy lat.  Odkrycia dokonali dr Hanna Kowalewska-Marszałek oraz dr Piotr Włodarczak z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN.”
http://www.nawia.org.pl/16.html

Już bardzo wcześnie zauważyli nasi przodkowie zalety życia we wspólnocie. W razie choroby, czy odniesionych podczas łowów ran samotnicy skazani byli na głód, a nawet na śmierć. Natomiast żyjąc we wspólnocie można było liczyć na jej pomoc i wsparcie. To sprawiało, że wspólnota była dla Słowian tak ważna. Wiedzieli, że ich los każdego z nich zależy od jej losu i dlatego interes indywidualny podporządkowywali dobru wspólnemu. Wymagało to rezygnacji z egoizmu typowego dla dzieci i ludzi niedojrzałych duchowo i emocjonalnie. Słowianie ten poziom rozwoju osignęli.

Nasi przodkowie żyli z łowów, ale już tysiące lat temu zauważyli, że zwierzęta też posiadają ducha. Dlatego szamani słowiańscy po każdych łowach odprawiali specjalne obrzędy do duchów upolowanych zwierząt. Tłumaczyli im, dlaczego musieli je zabić i prosili o wybaczenie. Wiedzieli ponadto, że tak potraktowane duchy zwierząt odchodzą do ich Nawii. I że mogą ponownie wrócić na ziemię, nawet jako łowcy w ludzkiej postaci. Te obrzędy skierowane do duchów zabijanych zwierząt utrzymywały się u Słowian w czasach późniejszych, gdy z myśliwych stali się nasi przodkowie pasterzami, chodowcami zwierząt i rolnikami. Gdy z konieczności zabijali zwierzęta prosili ich duchy o wybaczenie tłumacząc, dlaczego muszą to zrobić.
Podobny zwaczaj znali też Indianie z prerii. Ich szamani także odprawiali obrzędy zwrócone do duchów upolowanych zwierząt.

Ważną zmianą ich trybu życia była hodowla zwierząt. Często znajdowano w lesie opuszczone młode zwierzęta, które przygarniano do siebie. Wiedziano, że jeśli nie uda się upolować wystarczającej ilości zwierzyny, będzie można zabić któreś z „własnych” zwierząt. Zwierzyny łownej wprawdzie nadal było dużo, ale powoli rosła ilość łowieckich grupek. Nie zawsze więc z łowów wracano z wystarczającą ilością upolowanej zwierzyny. Niedobory jedzenia uzupełniano wprawdzie różnymi bulwami, korzeniami, nasionami traw i owocami, ale w zimie tylko mięso gwarantowało przeżycie. Dlatego hodowla zwierząt stawała się sprawą tak istotną.
Hodowla zwierząt przyniosła kolejną zmianę. Potrzebowały one na zimę zapas karmy, głównie trawy. Zaczęto więc latem i jesienią zbierać karmę dla zwierząt i ją gromadzić.  W pewnym momencie część wcześniejszej karmy dla zwierząt zaczęto jeść samemu. To był początek rolnictwa i życia już całkiem osiadłego. Wcześniejsze niewielkie szałasy zastępowały domostwa większe, solidniejsze, początkowo ziemno-drewniane, później głównie drewniane.

Koniecznością okazało się też stopniowe karczowanie lasów. Wspólnoty osiadłe rozrastały się, wzrastała ilość trzymanych zwierząt, potrzeba było więc więcej pól uprawnych – na żywność dla ludzi i dla hodowlanych zwierząt.

Wycinka lasu nie przypominała dzisiejszych wycinek. Najpierw wołchw odprawiał obrzędy do duchów lasu, tłumaczył im konieczność wycięcia pewnej ilości drzew. Zwracał się też do duchów wycinanych drzew z prośbą o zrozumienie. Dopiero po takim obrzędzie drzewa wycinano. Wykorzystywano je do budowy domów, wozów, mebli. Szczególnie trwałe drzewo wykorzystywano do rzeźbienia z nich figur bogów.

Osiadły tryb życia i rolnictwo przyniosło z sobą kolejną nowość – rzemiosło. Wyrabiano narzędzia do prac polowych, do obróbki drewna. Ubrania ze skór i futer latem zastąpiły ubrania z tkanego lnu, konopii i pokrzywy, a jeszcze później z wełny. Do gromadzenia żywności robiono gliniane naczynia i drewniane beczki. W większych domostwach pojawiały się meble – stoły, skrzynie. Rozwinęła się metalurgia, a także rzemiosło artystyczne.

Wielokrotnie przez ziemie naszych przodków przeciągały obce ludy. Raz powoli, raz szybko, małymi grupkami albo dużymi chmarami, niekiedy pokojowo, innym razem paląc i zabijając. Tych, co nie palili, nie bano się. Od obcych można było coś podpatrzeć, czymś się wymienić. Gdy nadciągali źli obcy i było ich wielu, ludność chowała się w głębinach lasów. Czekała, aż obcy pójdą dalej. Mniejsze grupki grasantów były rozbijane przez myśliwych, którzy zamieniali się w wojowników.
Zdarzało się, że ten i tamten obcy nie wędrował dalej. Odłączał się od swoich i osadzał się w pobliżu Słowian. Jeśli okazywał szacunek dla bogów i był uczynny, włączano go do wspólnoty. Dobrych obcych nigdy nie wypędzano.

Przez wiele tysiącleci, mimo zmieniających się powoli waruków życia jedna cecha była typowa dla Słowian – ich poczucie wspólnoty. Każdy z nich miał świadomość, że żyjąc we wspólnocie nie tylko on, ale i jego rodzina oraz potomstwo mają większe szanse na przeżycie.
W przeciwieństwie do większości innych kultur Słowianie nie stworzyli ani struktury hierarchicznej (z uprzywilejowaną i autokratycznie rządzącą arystokracją), ani niewolnictwa. Wszystkie ważniejsze postanowienia zapadały na wiecach. Ziemia uprawna i zwierzęta chodowlane były wspólną własnością każej osady, opola, każdej lokalnej wspólnoty. Nawet gdy jako liczne plemię żyjące w wielu osadach wybierali sobie księcia, osady i lokalne wspólnoty były autonomiczne i gospodarowały wspólnie.

Władza księcia była mocno ograniczona. Łagodził ewentualne konflikty wewnątrzplemienne, ale przede wszystkim organizował obronę plemienia w razie zagrożenia z zewnątrz. W sprawy życia codziennego w opolach i osadach nie ingerował. One żyły na co dzień według własnego rytmu.
Ten system wspólnotowy trwał na naszych ziemiach przez tysiąclecia. Słowian cechowała solidarność grupowa oraz poczucie odpowiedzialności za wspólne dobro.

Słowiański świat solidarności wspólnotowej zniszczony i unicestwiony został przez hierarchiczny system, jaki przyniosło ze sobą żydo-chrześcijaństwo. Już pod samym jego naciskiem, zanim Słowiańszczyzna została przymusowo zjahwizowana, u schyłku pierwotnej słowiańskiej ery zaczęły i u Słowian powstawać warstwy uprzywilejowane. Wybieralnych wodzów/książąt zastępowali książęta dziedziczni. W ich cieniu tworzyła się kasta możnowładców. Wprowadzono daniny na księcia i na jego wojowników. Narastała nierówność majątkowa i społeczna. Do tego doszedł hierarchiczny, chciwy i okrutny kler.

W ogromnej większości przypadków  kronikarze katoliccy przedstawiali naszych przodków jako amoralną i niezorganizowaną dzicz. Tylko wyjątkowo, w chwilach niezwykle rzadkiej u nich szczerości i uczciwości (być może pod wpływem nadmiaru wina mszalnego) pisali prawdę.
Taki Helmold np. potrafił o naszych pogańskich przodkach pisać w czarnych barwach:

„Lud doświadczony w walkach na lądzie i morzu, przyzwyczajony żyć z rabunku i łupieży w przyrodzonej jakiejś dzikości zawsze nieposkromiony.

A w innym miejscu  przedstawiał naszych przodków w całkiem innym świetle:

„Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że całkiem nie znajdziesz między nimi złodziei lub oszustów”.

Podam jeszcze kilka cytatów z kronik katolickich kronikarzy o naszych przodkach podrzuconych przez Perunchmurę:

“taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”

“Poza tym, jeśli chodzi o moralność i gościnność, trudno by znaleźć lud bardziej zacny i szlachetny.”

” – nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku. Skoro tylko podeszły wiek czyni któregoś z nich słabym i ułomnym, zostaje on powierzony opiece potomka, obowiązanego sprawować ją z największą starannością.”

” nadzwyczaj ludzcy wobec potrzebujących pomocy, wychodzą nawet na morze na ratunek znajdującym się w niebezpieczeństwie lub napadniętym przez piratów. Wiele uznania godnych rzeczy można by powiedzieć o tym ludzie odnośnie ich moralności, gdyby tylko posiadali wiarę w Chrystusa, którego misjonarzy okrutnie prześladują.”

Niemniej najczęściej naszych przodków propaganda kościoła przedstawiała jako prymitywną i barbarzyńską dzicz.
Robią to zresztą jahwiści do dzisiaj.

Od czasu zniszczenia cywilizacji słowiańskiej nie wytworzyła się nigdy więcej w Europie cywilizacja rzeczywistej wspólnoty ludzi, żyjących w trosce o wspólne dobro, bez istotnych różnic w statusie społecznym i materialnych.

Poczucie wspólnoty międzyludzkiej jest zagrożeniem dla bandyckiego globalizmu i kapitalizmu. Banksterska sitwa może realizować ich plany narzucenia światu nowego, niewolniczego porządku świata bazując na tym, że zniewalani ludzie są rozbici i skłóceni. Z tego powodu promowany jest indywidualizm, egoizm, konkurencja, walka każdego z każdym o sukces, o stanowiska, o zarobki.

O tym, jak wielkim zagrożeniem dla globalizmu jest poczucie wspólnoty świadczy historia wspólnoty społecznej Jimi Jonesa znanej pod nazwą Świątyni Ludu.

Przy czym – co jest istotne – wspólnota ta nie była wbrew załganej propagandzie sektą religijną, a była zwykłą (a raczej niezwykłą)  wspólnotą społeczno-socjalną. Z tego względu już w czasie jej społecznej działalności w USA była zwalczana.
Banksterom zagrażała działalność wspólnoty Jonesa. Ludzie w niej pomagali sobie nawzajem, mieli własną tanią służbę zdrowia, szpital, domy starców, działali wspólnotowo, działali dla wspólnego dobra przeciwstawiając się kultowi indywidualizmu i troski tylko o własny indywidualny sukces. Z tego powodu organizowane były przez tajne służby USA zamachy, zabójstwa i podpalenia przeciwko wspólnocie Jonesa. Uciekając przed prześladowaniami w USA część wspólnoty przeniosła się do Gujany. Ale i tam amerykańskie służby nie dawały jej spokoju. Wtedy podjęto decyzję o emigracji do ZSRR. Wystąpiono nawet do ambasady ZSRR z wnioskiem o azyl polityczny.
Nie chcąc dopuścić do politycznej i propagandowej kompromitacji USA (tysiąc ludzi ucieka z „wolnego świata” do „imperium zła i ucisku”) członków wspólnoty Jonesa w Gujanie zamordowano.
Nie zapominajmy przy tym, że „grzechem pierworodnym” wspólnoty Jonesa, który ostatecznie doprowadził do masowego morderstwa upozorowanego na „samobójstwo” było właśnie to, że grupa ta propagowała życie we wspólnocie, odrzucając wpajany Gojom indywidualizm i egoizm – czyli troskę tylko o samego siebie i o własne interesy.

Zbrodnię na wspólnocie Jonesa opisał rosyjski portal.
http://www.rusproject.org/node/182;%20charset=utf-8

Z języka rosyjskiego przetłumaczył opis tej zbrodni Marek Głogoczowski.

Poniżej zamieszczam fragmenty jego tłumaczenia.

 

*****

Sobór Słowiański i jego Wróg Zaprzysiężony za Oceanem

(…)

Ta socjotechnika „zasłaniania” własnych zbrodni, zbrodniami dokonanymi (względnie tylko „przypisanymi”) wrogom, których planuje się wyniszczenie, w krajach uważających się za „liberalne” już od ponad stu lat rozwija się bez większych przeszkód. Komasacja bowiem elektroniczno-poligraficznych środków przekazu w rękach działających ‘sieciowo’ ponadnarodowych koncernów powoduje, że coraz bardziej żyjemy w świecie wirtualnym, w którym odpowiednio spreparowana fikcja tworzy społeczną rzeczywistość. Taką „fikcją na zamówienie Pana Świata” okazało się być na przykład gigantyczne „samobójstwo”, prawie dokładnie przed 38 laty, członków żyjących w izolacji w Gujanie pochodzącej z USA sekty o nazwie „Świątynia narodów”. Poniżej przetłumaczyłem co istotniejsze fragmentu artykułu, jaki niedawno się ukazał – oczywiście po rosyjsku – na portalu http://www.rusproject.org w dniu 20 listopada br. (Na wszelki wypadek sprawdziłem czy przytoczone przez sowieto-nostalgiczny „rusprojekt” dane są zgodne z tymi, jakie można znaleźć na portalach anglojęzycznych. Okazało się, że rząd USA wciąż odmawia ujawnienia szczegółów tej tragedii.)

Cytuję:

Amerykańska prasa szybko wytłumaczyła te tragedię, masowym samobójstwem popełnionym przez organizację „Świątynia Narodów” i oficjalnie zabroniła działalności tej sekty. (W internecie wyczytałem, że w szczytowym okresie jej powodzenia miała ona w USA aż 35 tysięcy członków i na początku lat 1970-tych miała znaczne wpływy polityczne, zwłaszcza w północnej Kalifornii, gdzie mieszkałem kilka lat wcześniej.)

Zwłoki 2

Natomiast w ukryciu pozostały następujące fakty:

– Wspólnota „Świątyni narodów” przybyła do Gujany w Ameryce Południowej w 1975 roku, z tego powodu, że w kraju jej powstania prześladowały ją spec-służby – były to zabójstwa, podpalenia, podłożenia bomb, o czym Wspólnota niejednokrotnie pisała w swej gazecie „Peoples Temple”.

– Te ataki służb specjalnych USA nie ustały po emigracji do Gujany (…) „nie zamykamy oczu na możliwość tego, że mogą nas dosłownie unicestwić”.

– 8 września 1977, na 14 miesięcy przed „samobójstwem”, CIA wysłało do Gujany specjalny oddział najemników, w celu porwania wszystkich dzieci Komuny i przewiezienia ich powrotem do USA. Przez dwa dni najemnicy obserwowali co się w tej komunie dzieje. Nie zauważyli jakichś specjalnych ograniczeń, ani uzbrojonych wartowników, niczego takiego na co byli przygotowani. (…) Na odwrót, usłyszeli pełne optymizmu amerykańskie pieśni narodowe i negro-spirituals śpiewane chórem. Widzieli jak rodzice odprowadzają dzieci do szkoły, a sami idą pracować polu względnie w swych warsztatach. Dowódca najemników Mejzor (?) przyznał się członkom komuny, że te obrazy tak wstrząsnęły i nim i jego „komandosami”, że nie potrafili wypełnić swojej misji.

– W ciągu całego swojego istnienia komunę odwiedzały oficjalne i nieoficjalne delegacje z USA, Gujany i innych krajów. Żadna z tych delegacji nie zauważyła jakichś form przemocy, prób zamiany jej członków w pozbawione samodzielności zombi, czy innych form zastraszania. W telegramie przesłanym do Kongresu, w imieniu wice konsula USA Richarda Mac-Koy’a, który odwiedził Jonestown 11 lutego 1978 roku czytamy: „Na podstawie swych osobistych obserwacji oraz rozmów z członkami  „Świątyni Narodów”, a także z przedstawicielami rządu Gujany, konsul jest przekonany o niewiarygodności oświadczeń, że ktoś jest w Jonestown zatrzymywany wbrew swojej woli.” Amerykański adwokat Charles Gerri, który odwiedził Jonestown 5 listopada 1977 pisał „Ja byłem w raju. Widziałem wspólnotę, gdzie nie było takiego zjawiska jak rasizm

– Wspólnota ta nie była organizacja religijną, „My jesteśmy nie religijną, ale w pełni świecką organizacją. Słowo „sekta” do nas nie pasuje. My potrzebowaliśmy go dla zamaskowania naszej działalności, gdy byliśmy w Stanach. Bez tego my nie moglibyśmy istnieć, nie mówiąc już o tym, by wspólnie wyjechać ze Stanów Zjednoczonych.” – mówił Jim Jones (twórca tej komuny) radzieckiemu konsulowi  Fiodorowi Michałowiczowi Timofiejewowi 27 września 1978, kiedy to przyjechał on wraz z doktorem N.M. Fedorowskim by zaznajomić się z Komuną.

– Jim Jones nie był jakimś odrażającym fanatykiem, jaki go przedstawiano po śmierci. Popierało go i w swoim czasie starało się o jego wsparcie wielu polityków w Kalifornii. W 1976 roku pomógł on Georgowi Moscone zostać wybranym na burmistrza San Francisco (itd.).

– Wszyscy członkowie Wspólnoty dwa razy w roku przechodzili obowiązkowe badania lekarskie.

– Główna ulica w Jonestown nosiła imię Lenina.

– Członkowie Wspólnoty uczyli się języka rosyjskiego, czytali w oryginale Puszkina, Tołstoja, uczyli się konstytucji ZSRR i radzieckiego prawa.

– W marcu 1978 roku, na 7 miesięcy przed „samobójstwem”, członkowie wspólnoty jednogłośnie przegłosowali na ogólnym zgromadzeniu, wniosek o przesiedlenie na stały pobyt w ZSRR, o zezwolenie na które oficjalnie poprosili konsulat radziecki w Gujanie.

– Niedługo przed swoją zagładą, w obawie o swój los, Wspólnota przekazała na ręce konsula ZSRR w Gujanie, F. Timofiejewowi wszystkie swoje środki finansowe – w banknotach, czekach oraz poręczeniach finansowych. Jej członkowie, posiadający prawo podpisu w bankach, zostawili potwierdzenia, według których wszystkie wkłady „Świątyni Narodów” można było przekazać Związkowi Radzieckiemu poprzez radzieckiego konsula w Gujanie. (Wszystkie te środki finansowe zostały następnie przekazane przez Timofiejewa władzom Gujany.)

– Na koniec listopada 1978 był zaplanowany pierwszy wyjazd delegatów Wspólnoty do ZSRR w celu wyboru miejsca przyszłego pobytu…

18 listopada 1978 życie tych, prawdopodobnie w jakiś sposób naiwnych ludzi, nieoczekiwanie się urwało…

– 17 listopada, na dzień przed masakrą, na lotnisko w stolicy Gujany Georgetown (nie mylić z Jonestown) przybyla grupa „turystów’ z USA – 50-60 mężczyzn w wieku 20-30 lat, o dobrej budowie fizycznej. Wynajęli on kilka lokalnych samolotów, odlecieli z lotniska i dalszy ich los jest nieznany.

– 18 listopada na stołecznym lotnisku wylądowały wojskowe samoloty transportowe USA. Czegoś podobnego nie widziano od czasu gdy został anulowany traktat „Atkinsofielda”, zgodnie z którym USA miało prawo wykorzystywać lotnisko w Georgetown (władze Gujany wymówiły ten traktat po tym, jak w 1977 agenci CIA zniszczyli nad Barbadosem kubański pasażerski samolot, który wystartował z Gujany.)

– Wojskowi z USA przez dwie doby (!) nie dopuszczali do miejsca tragedii organów prawnych Gujany.

– Wszystkie zwłoki leżały twarzą w dół, prawie w jednakowej pozycji. Jest to niemożliwe przy samo-otruciu jakim by to nie było środkiem, tym bardziej cyjankiem potasu, po przyjęciu którego śmierć następuje prawie natychmiast. Pozycje zwłok i ich przestrzenny układ został zmieniony przez kogoś po śmierci tych ludzi, co jest możliwe tylko w pierwszych 2-4 godzinach po śmierci.

– Obowiązkowa według praw USA sekcja zwłok o charakterze kryminalnym nie została przeprowadzona.

– Stany Zjednoczone proponowały władzom Gujany pochowanie wszystkich zabitych w specjalnie wykopanym rowie, bez zrobienia badania ich tkanek. Władze Gujany się z tym nie zgodziły.

– Tylko na trzeci dzień, kiedy zwłoki były już w stanie zaawansowanego rozkładu, na miejsce tragedii zostały dopuszczone władze Gujany i główny patolog Gujany, doktor Leslie Mootoo przeprowadził sekcję części zwłok. Zauważył on u zmarłych ślady wstrzyknięcia cyjanku potasu.

– Na zwłokach znajdowały się ukłucia w miejscach niedostępnych do zastrzyku wykonanego własnoręcznie (głównie od tyłu, w plecy na wysokości lewej łopatki – przyp. MG).

– Aby pozbawić się życia z pomocą cyjanku potasu wystarczy po prostu wypić tę truciznę. Nie ma żadnej potrzeby by sobie ja wstrzykiwać.

– Po długim zwlekaniu zwłoki zostały wywiezione na bazę wojsk lotniczych w Dower (USA, Pensylwania). Zostało zrobione tylko siedem sekcji zwłok (15 grudnia czyli w prawie miesiąc po śmierci), po czym wszystkie zwłoki zostały spalone przy zachowaniu ostrej tajemnicy.

– Na temat tej masowej śmierci nie przeprowadzono żadnego dochodzenia sądowego.

– 18 listopada, jednocześnie z „samobójstwem” w Jonestown, w stolicy Gujany (ponad 200 km od miejsca tragedii) zostali zamordowani pracujący tam członkowie „Świątyni Narodów”.

– W trzy dni później, w USA, w swoim gabinecie w pracy został zamordowany przyjaciel Jima Jonesa burmistrz San Francisco George R. Moscone. Prawdopodobnie zamierzał on wystąpić z oświadczeniem związanym z „samobójstwem” Jima Jonesa.

– 13 marca 1979 roku, 32 letni Michel Prokus (były agent CIA, zainstalowany w „Świątyni Narodów”, który później, przyznawszy się do tego, przeszedł na stronę Jima Jonesa) zorganizował konferencję prasową w numerze 106 motelu 6 na Kanas Avenue w miasteczku Mosto (Kalifornia). Rozdał on zabranym reporterom swoje oświadczenie na 42 stronicach, wyszedł do łazienki i się zastrzelił. W swym oświadczeniu stwierdził: „Prawda o Jonestown jest ukrywana z tego powodu, że organy władzy USA wzięły bardzo aktywny udział w jego likwidacji. Jestem o tym przekonany, gdyż w momencie mego wstąpienia do „Świątyni Narodów” sam byłem tajnym agentem…”

Tyle tłumaczenia z rosyjskiego. A oto moje (MG) uwagi.

– W tym wyliczeniu morderstw związanych z likwidacją Komuny Jonestown, dokonanym przez Mikołaja Poljakova, brakuje historii jeszcze jednego zbiorowego morderstwa. Cytuje za WkipediąSprawę badał wysłannik rządu, kongresman Leo Ryan. 18 listopada doszło do tragedii. Część członków Świątyni Ludu zgłosiła się do kongresmana, chcąc razem z nim wrócić do USA. Tuż przed powrotem, na pasie startowym lotniska w Port Kaituma, oddalonego od Jonestown o pięć kilometrów, Ryan, trzej towarzyszący mu dziennikarze oraz kilkoro uciekinierów, zostało zamordowanych strzałami z broni maszynowej.”

– Ta bardzo istotna, niewiarygodna wręcz dla rzesz Polaków marzących o „raju” w USA, sprawa planowanych przenosin „Świątyni Narodów” do ZSRR jest prawdziwa. Cytuję za Wikipedia po angielsku:

On October 2, 1978, Feodor Timofeyev from the Soviet Union embassy in Guyana visited Jonestown for two days and gave a speech.[76] Jones stated before the speech that “For many years, we have let our sympathies be quite publicly known, that the United States government was not our mother, but that the Soviet Union was our spiritual motherland,” ….[76] Timofeyev opened the speech stating that the USSR would like to send “our deepest and the most sincere greetings to the people of this first socialist and communist community of the United States of America, in Guyana and in the world,” followed by cheers and applause from the crowd.[76] (…)By October 1978, Temple members met almost weekly with Timofeyev discussing a potential exodus to the Soviet Union.[74]

Szukałem jeszcze dalej, w google po angielsku. Z raportu zrobionego przez „Johna Judge” (pseudo Joe Holsingera, bliskiego współpracownika zabitego 18 listopada 1978 na lotnisku koło Jonestown senatora Leo Ryana) wynika, że początkowo w Jonestown było martwych tylko zaledwie 400 osób, jednak 600 komandosów angielskich „przypadkowo trenujących koło Jonestown” wyłapało jeszcze 700 uciekinierów (w Jonestown mieszkało bowiem około 1100 osób), „uśpiło” ich i nadające się do ekspozycji zwłoki dołożono do wcześniejszych, tak że otrzymano oficjalną liczbę 914 ofiar tragedii:

It seemed the first reports were true, 400 had died, and 700 had fled to the jungle. The American authorities claimed to have searched for people who had escaped, but found no evidence of any in the surrounding area.[23] At least a hundred Guyanese troops were among the first to arrive, and they were ordered to search the jungle for survivors.[24] In the area, at the same time, British Black Watch troops were on “training exercises,” with nearly 600 of their best-trained commandos. Soon, American Green Berets were on site as well.[25 ]The presence of these soldiers, specially trained in covert killing operations, may explain the increasing numbers of bodies that appeared. Most of the photographs show the bodies in neat rows, face down. There are few exceptions. Close shots indicate drag marks, as though the bodies were positioned by someone after death.[26] Is it possible that the 700 who fled were rounded up by these troops, brought back to Jonestown and added to the body count?

Co więcej, główny patolog Gujany dr Mootoo przed trybunałem swego kraju stwierdził, iż “za wyjątkiem trzech przypadków, wszyscy zostali zamordowani przez nieznane osoby”:

While the American press screamed about the “Kool-Aid Suicides,” Dr. Mootoo was reaching a much different opinion.[29](…)Instead, Dr. Mootoo found fresh needle marks at the back of the left shoulder blades of 80-90% of the victims.[32 ] Others had been shot or strangled. One survivor reported that those who resisted were forced by armed guards.[33 ] The gun that reportedly shot Jim Jones was lying nearly 200 feet from his body, not a likely suicide weapon.[34 ] As Chief Medical Examiner, Mootoo’s testimony to the Guyanese grand jury investigating Jonestown led to their conclusion that all but three of the people were murdered by “persons unknown.”

Bardzo ciekawa jest konkluzja powyższego opracowania, zrobionego w 1985 roku przez „Johna Judge” (Joe Holsingera?) utrzymującego, że senator Leo Ryan, został zabity przez CIA wraz z dziennikarzami „za dużo wiedzącymi” na temat morderstwa Martina Luthera Kinga w 1968 roku. Cytuję w tłumaczeniu na polski: „Ostateczną ofiarą kontroli mózgów jaka miała miejsce w Jonestown jest naród amerykański. … jeśli rozbieżność między prawdą o Jonestown i oficjalną wersją wydarzeń jest tak wielka, to jakie kłamstwa się nam serwuje odnośnie wielkich wydarzeń?

No i już po publikacji – zapewne w prawie niedostępnych szerszemu ogółowi mediach – powyższego artykułu, mieliśmy i sztuczną „pierestrojkę” Gorbaczowa, która doprowadziła do instalacji baz US Army nie tylko w Polsce; i „islamski” atak na USA 11 września 2001, który otworzył drogę do podboju przez USA tak zwanego „heartland”, czyli samego ‘serca’ Euroazji…

zwłoki 2

Czy zatem powyższa fotografia nie jest zapowiedzią przyszłości nas wszystkich przeklętych przez Boga Izraela „gojów”, przyszłości jaką przygotowują Stany Zjednoczone dla symbolicznej ŚWIĄTYNI NARODÓW ŚWIATA? (Prawdopodobnie „komandosi” z USA/GB najpierw uśpili zgromadzoną, pod widzianym na zdjęciu Wielkim Dachem, społeczność Jonestown gazem anestezjologicznym – takim jaki zastosowano kilka lat temu w opanowanym przez Czeczeńców teatrze w Moskwie – a następnie wstrzykiwano nieprzytomnym ofiarom uśmiercający je cyjanek potasu. Zapewne dlatego z dopuszczeniem lekarzy i gujańskich oficjeli do miejsca tragedii zwlekano aż dwie doby, aż się ulotni gaz obezwładniający – no i oczyści się tereny przyległe do Komuny z rozkładających się trupów licznych uciekinierów.)

To, że bezpośrednia przyczyną likwidacji Wspólnoty Jima Jonesa była jej chęć emigracji do ZSRR wydaje się być całkiem prawdopodobnym. W okresie gdy maszyna propagandowa Zachodu wychwalała USA jakby jakiegoś „Boga Wolnych Narodów”, ucieczka ponad tysiąca Amerykanów do „Imperium Zła”, oznaczała by załamanie się planów „Re-konkwisty Europy Wschodniej przez Kapitalizm” na być może i dziesiątki lat. Rosyjski komentator artykułu Poljakowa zauważa, iż w roku 1978 średnie szczeble władzy w ZSRR – zwłaszcza w Ministerstwie Spraw Zagranicznych – zostały już opanowane przez wrogów ustroju tak, że informacja o ponad tysiącu obywateli USA pragnących uzyskać AZYL POLITYCZNY (dokładnie taki) w Związku Radzieckim, nie dotarła w ogóle do otoczenia Breżniewa.

(—)

Cały tekst Marka Głogoczowskiego jest tutaj.
http://wiernipolsce.wordpress.com/2010/11/29/sobor-slowianski-i-jego-wrog-zaprzysiezony-za-oceanem/

 

 

 

*****

 

Jedynie odbudowa międzyludzkiej solidarności i powrót do kultury wspólnotowej może uratować nas przed totalitaryzmem i nowoczesnym niewolnictwem, jaki szykują nam ideolodzy nowego porządku świata. W którym właścicielami wszystkiego będzie grupka supermiliarderów. A niedobitki po depopulacji będą zachipowanym ludzkim bydłem roboczym

O koszmarze nadciągającego niewolnictwa pisałem wielokrotnie. M.in tutaj, tutaj i tutaj.

 

opolczyk

.

.

Reklamy

15 thoughts on “Wspólnota słowiańska

  1. wedlug mnie proces odbudowy miedzyludzkiej solidarnosci sam z siebie nie nastapi w takim tempie jakim bysmy chcieli, do tego potrzebna by byla jakas rzecz( lub osoba) spajajaca ludzi a obecnie jedyna rzecz jaka łaczy Polakow to tylko to ze sa jednym narodem, nie mowiac o poczuciu szerszej wiezi jaka bylaby wiez miedzy cala Slowianszczyzna,
    ludzie sa bardzo podzieleni ,prawicowcy lewicowcy, katolicy islamisci oraz Poganie ktorzy zazwyczaj nawet nie sa wymieniani, do tego dochodza jeszcze konflikty w pogoni za pieniadzem, dopoki jahwizm nie opusci tego terenu osobiscie nie widze mozliwosci rozszerzenia miedzyludzkiej solidarnosci na jakis wiekszy obszar

    Dominik:
    Budowa, a raczej odbudowa międzyludzkiej solidarności to proces, który musi trwać. Z dnia na dzień, dekretem, tego się nie odbuduje.
    Ważne jest, że Ty to widzisz i ja to widzę. I jeszcze sporo innych ludzi. A to już jest zalążek tej przyszłej solidarności.
    Alternatywy dla niej nie ma.
    Albo się uda, albo zginiemy.
    opolczyk

    Lubię to

    • Dominiku,
      należy pamiętać, że ta „osoba” spajająca ludzi mogłaby doprowadzić do stworzenia się niebezpiecznej sytuacji sekciarskiej. Istniałoby bowiem niebezpieczeństwo powołania do życia organizmu kierowanego przez jedną osobę, której „władza” byłaby w tym ruchu bardzo znacząca. Doświadczeni historią wiemy, iż wiele ruchów religijnych i parareligijnych w przeszłości, kierowanych przez guru czy innego przywódcę w jednej osobie, kończyło w bardzo nieciekawy sposób, a to np. za sprawą działań służb specjalnych wewnątrz danej organizacji czy patologizacji struktury hierarchii.
      Wydaje mi się, że istotą i szansą na odrodzenie się naszej religii i słowiańskiej kultury w życiu codziennym jest INDYWIDUALNA praca każdego z nas, zaszczepiając słowiańskiego ducha w rodzinach, wśród bliskich – niestety opór w narodzie jest tak potężny, tak bardzo Polacy są mentalnie zniewoleni przez haniebnych krzewicieli intronizatorstwa, że ze strachu przed mitycznym „piekłem” bronią się rękami i nogami przed własną prastarą kulturą.
      Skoro żydłacy czekali kilkanaście stuleci na opanowania mózgów ludzi również inteligentnych, my również nie możemy wprowadzać zmian drastycznych z dnia na dzień.
      Pamiętajmy, że żyjemy w państwie kościelno-policyjnym (żeby nie powiedzieć milicyjnym..) – nagłe ruchy będą tłumione w zarodku.
      roomzeis

      Roomzeis:
      Widzę to podobnie. Oddolna mrówcza praca wielu z nas, bez „liderów” zaowocuje kiedyś „skokiem kwantowym”, czy „efektem setnej małpy”.
      Tyle że musimy indywidualnie, na co dzień, w naszych środowiskach propagować naszą słowiańską kulturę.
      Liderzy typu Rydzyk czy Natanek to niebezpieczne instytucje. Jeśli ktoś ślepo wierzy w lidera, to nawet nie zauważy, kiedy zawędruje za nim na manowce.
      Słowiańszczyzna to samodzielność a nie bycie prowadzonym za rękę…
      opolczyk

      Lubię to

      • mowiac o osobie majacej dzialac mialem na mysli kogos kto nie tworzylby wladzy dyktatora czy cos podobnego tylko krzewil w ludziach pamiec o naszych korzeniach
        nie rzadzilby i nie mowil co maja robic ale otworzyl
        przed nimi inny poglad na swiat, Slowianski poglad na swiat

        „niestety opór w narodzie jest tak potężny, tak bardzo Polacy są mentalnie zniewoleni przez haniebnych krzewicieli intronizatorstwa, że ze strachu przed mitycznym “piekłem” bronią się rękami i nogami przed własną prastarą kulturą.”

        wlasnie chodzi mi o to aby ktos oswiecil tych ludzi
        nie tworzac sekte ktora by tworzyla z nich bezmozgie zombi
        ale ludzi ktorzy znaliby swoja historie i kulture
        nierozsadne jest samodzielnie wchodzic po schodach
        jesli sie nie umie chodzic, potrzebny jest ktos kto wyltumaczy
        jak nalezy chodzic

        Dominik:
        To właśnie robimy – piszemy o Słowiańszczyźnie.
        Nie tylko ja. Podobnych stron przybywa.
        Zbieraj linki słowiańskie i wrzucaj je – gdzie tylko się da.
        W ten sposób nas przybywa…
        opolczyk

        Lubię to

  2. Pracuję obecnie nad artykułem dotyczącym życia i śmierci.

    Gdyby ktoś chciał wspomóc mnie jako współautor całości to interesuje mnie trzecia część Kultury Ludowej Słowian Moszyńskiego.
    Mam tylko cz 2,w trójce są ponoć opisane rytuały przejścia itp,mógłby mi ktoś podesłać jakieś fragmenty lub skany?


    Mezamirze:
    Nie czytałem tego, nie mogę więc pomóc.
    Ale dasz sobie radę…
    opolczyk

    Lubię to

  3. chomik jest platny ? bo jak chcialem zaladowac sobie te pliki najpierw zada bym jakis proglam sciagnal a potem bym wyslal smsa. Wyslalem i nic…zadnej odpowiedzi czy kodu….

    Lubię to

  4. Pliki są za duże aby je pobrać bez logowania.
    Nawet jak jesteś zalogowany,musisz sobie wykupić transfer czy coś tam,ja się nie znam,analogowy jestem 😀

    Lubię to

  5. wiesz co,cześć plików jest chyba płatna ale i tak z tego co mi się wydaje dłuzo tańsza niż książki,ściąganie plików w niektórych przypadkach jest też zależne od tego czy posiada się tam konto.

    Lubię to

  6. tak, na chomiku trzeba mieć konto i wtedy można wykupić transfer np. sms-em.
    Zassałem te pdf-y i mogę podesłać na mejla albo wrzucić na Rapid czy gdzieś…
    Okazało się, że teraz trzeba się zarejestrować na Rapidzie, by dzielić sie plikami, a prędkość ściągania też nie za duża…

    Lubię to

  7. ciekawy linki do Los Pedros :
    http://www.hradiska.sk/
    Przy okazji, jak juz wspominalem, mam kontakt do Niemca ze Slowianska dusza 😉 ktory prowadzi strone o pozostalosciach grodow Slowianskich na terenie Niemiec. Jest bardzo aktywny i chciwy wiedzy 😉 Kto zna Niemiecki znajdzie u niego mase ciekawego materialu. Wiekszosc odkrytych resztek Grodow jest do dzisiaj widoczna….jego celem jest odnalezienie Radogoszczy i owczesnej Swiatyni:
    http://slawenburgen.npage.de/index.html
    przy okazji, okreslam go jako „Mojego Przyjaciela ze Slowianska Dusza” zaskoczyl i mnie niedawno piszac mi o swoim snie i spotkaniami ze Slowianami. Snil mu sie grod w lesie….byl to Slowianski Grod, nasi Przodkowie przywitali go usmiechem i wpuscili do srodka…. Prosilem go by swoje sny tego rodzaju zapisywal, ze byc moze jest wybrancem duchäw naszych Przodkow i ma jakies zadanie….

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.