Bohaterowie Słowiańszczyzny – Niklot

.

O Niklocie, bohaterze Słowiańszczyzny zamierzałem napisać już wcześniej. Wspomniłem o nim zdawkowo przy okazji rocznicy pamięci bohaterów Arkony:

„Oblegana w 1168 roku Arkona opierała się hordom jahwistów przez 4 tygodnie. Wojskiem dowodził biskup Absalon. W najeździe na Arkonę wspomagali go książeta pomorscy Bogusław I oraz jego brat Kazimierz I.

Kolejnym słowiańskim zdrajcą pomagającym jahwistom w zdobyciu Arkony był Przybysław   – wyrodny syn bohatera SłowiańszczyznyNiklota.

Niklot pokonał jako jedyny władca słowiański wyprawę krzyżową przeciwko Połabianom i powstrzymał przymusową jahwizację jego ziem.

Zginął – jak na wojownika przystało – na polu bitwy.”

Do napisania więcej o Niklocie zmobilizowały mnie teksty o nim na stronie Słowianina:
„NIKLOT – Słowiański książę dzielny wielce / Książę Niklot i krucjata antysłowiańska / Obodrzycka epopeja”

Kroniki niewiele mówią o tym niezwykłym człowieku. Nie wiadomo nawet, jak nazywali się jego rodzice. Niemiecka wiki pisze o nim jako o założycielu dynastii książąt Meklemburgii. Określa go też jako ostatniego znaczącego reprezentanta Obodrytów:

„Niklot (* 1090 Herkunft unbekannt; † August 1160 bei Bützow auf der Burg Werle) war der letzte bedeutende Repräsentant des Volkes der Abodriten und ist der Stammvater der Herzöge und Großherzöge von Mecklenburg.”

Choć trzeba przyznać, że jak na założyciela 800-letniej dynastii niemiecka wiki pisze o Niklocie niezwykle krótko i powściągliwie. Powodem tego jest zapewne fakt, iż Niklot był Słowianinem.

Nadmienię w tym miejscu, że polska wiki za założyciela dynastii meklemburskiej uznaje syna Niklota, a nie jego samego:

„Od jego syna, Przybysława (
Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.”

Na scenie historii pojawił się Niklot w roku 1129, kiedy to Obodryci obrali go sobie za księcia. Choć w tym samym czasie oficjalnym księciem narzuconym Obodrytom przez cesarza Lotara III był Kanut Lavard.

W tym miejscu garść dygresji…
Kanut był ojcem kata Arkony Waldemara I (uhonorowanego przez jahwistów za zniszczenie Arkony przydomkiem „Wielki”).

Ironia Losu sprawiła, że Niklot dzielnie walczył przeciwko Kanutowi. Jego syn natomiast pomagał synowi tegoż Kanuta w zniszczeniu Arkony. Jeśli wczyta się ponadto uważnie w życiorysy Kanuta i jego syna Waldemara, to natychmiast uderza ilość intryg, walk, zdrad, zamachów i zabójstw w tych chrześcijańskich rodach panujących. Łatwiej było wtedy wśród chrześcijańskich władców zginąć z ręki zazdrosnego o władzę kuzyna czy nawet brata, niż dożyć w pokoju sędziwego wieku.

Niklot i tak miał szczęście, że uwięziony przez Kanuta uszedł ostatecznie z życiem. Kanut musiał być nadzwyczaj gorliwym jahwistą, skoro ogłoszono go nie tylko „świętym kościoła katolickiego”, ale jeszcze na dodatek „męczennikiem za sprawiedliwość„. Choć zamachu na jego życie dokonali zazdrośni o wpływy polityczne jego kuzyni. Naturalnie katolicy. Zamach na Kanuta z jego „wiarą” nie miał więc absolutnie nic wspólnego.

Po zabójstwie Kanuta Niklot z poparciem Obodrytów pozostał księciem.
Sytuacja Obodrytów była wówczas niezwykle trudna. Atakowani byli oni przez katolickich władców Danii, Saksonii, Marchii Północnej. Podbojem ludu Obodrytów zainteresowani byli cesarz i papież.
Już pod koniec VIII wieku Obodryci toczyli wojny obronne przed Saksonią. Na początku IX w. ich ziemie zaczynają najeżdżać Duńczycy.
W roku 821 Sławomir Obodrycki przyjął chrzest – jako pierwszy książę słowiański. Krótko potem zmarł.
Na przestrzeni następnych dwóch wieków losy Obodrytów były zmienne. Władców katolickich zastępowali pogańscy, obalani przez kolejnych jahwistów. W X wieku przez blisko 30 lat kraj Obodrytów kontrolował cesarz. Podbił ich w 955 roku tłumiąc pogański bunt z roku 954. W roku 983 wybuchło kolejne, tym razem zwycięskie antykatolickie i antyniemieckie powstanie (polska wiki o nim nie wspomina).

Miało ono doniosłe skutki – na blisko 2 wieki wstrzymało niemieckie osadnictwo na wschód od Łaby.
W XI w. sytuacja kraju Obodrytów była podobna – toczyli oni wojny obronne przed katolickimi Niemcami i Duńczykami, a na tronie książęcym władców pogańskich zastępowali chrześcijańscy zdrajcy i na odwrót.

Ostatnim do końca pogańskim księciem Obodrytów był właśnie Niklot.
Niklot był jak na owe czasy niezwykle rozsądnym i dalekowzrocznym władcą. Doskonale rozumiał, że nie jest w stanie walczyć przeciwko wszystkim jego wrogom. Dlatego zabiegał o dobre stosunki z cesarstwem, jak i z Saksonią. W jednej tylko sprawie był on niezłomny i nieugięty. Wierny był pogańskiej wierze jego przodków. To sprawiło, w roku 1147 wyruszyła przeciwko niemu i  jego państwu krucjata połabska.

Dużo bardziej szczegółowo opisuje ją niemiecka wiki.

Inicjatorem jej byli Saksończycy, którzy chcieli podbić kolejne tereny. Ideę krucjaty przeciwko Słowianom żarliwie wsparł Bernhard von Clairvaux, święty kościołów katolickiego, anglikańskiego i ewangelickiego, „mistyk”, członek zakonu cystersów. Krucjata ta była także dla niemieckich katolików możliwością wymigania się od udziału w zorganizowanej przez papieża w tym samym czasie krucjaty do Palestyny. Z tym, że i krucjata połabska miała „błogosławieństwo” herszta Watykanu połączone z „odpustem całkowitym” dla jej uczestników. Krzyżowcy podzieleni byli na dwie grupy. Wojska pod dowództwem saksońskiego Henryka Lwa ruszyły na Niklota. Natomiast wojska pod wodzą Albrechta Niedźwiedzia ruszyły dalej na wschód, na Pomorze, gdzie spotkała ich porażka przy oblężeniu chrześcijańskiego już w tym momencie Szczecina. Niemcy ponieśli pod Szczecinem duże straty, po czym zawarli z księciem Raciborem I rozejm.
Na marginesie dodam, że przywódca tej grupy krzyżowców, Albrecht Niedźwiedź, został przez Adolfa Hitlera wybrany na patrona NSDAP.

Także i wyprawa Henryka Lwa przeciwko Niklotowi zakończyła się fiaskiem. Mądry książę Nikolot wiedział, że nie ma szans w otwartej bitwie przeciwko większej armii saksońskiej, wspieranej przez Duńczykw.  Ufortyfikował więc najważniejsze swoje grody, sam zaatakował tereny wroga zdobywając m.in Lubekę, a  w bitwie morskiej pokonał Duńczyków, co osłabiło niemiecko-duńską koalicję. Na koniec schronił się w przemienionym na twierdzę Dubinie. Szturmy krzyżowców na świetnie ufortyfikowany gród zostały odparte.
Ostatecznie krzyżowcy zadowolić musieli się zawartym z Niklotem rozejmem. Dawał on wprawdzie teoretyczną zwierzchność Saksonii nad księstwem Niklota, ale ten nadal chadzał własnymi pogańskimi ścieżkami. Także złożona przez Niklota w ramach rozejmu obietnica chrystianizacji pozostała tylko obietnicą.
Zobowiązanie do chrystianizacji zawarte w rozejmie z krzyżowcami pokazuje przebiegłość Niklota. Nie zobowiązał się on w nim ani do osobistego przyjęcia chrztu, ani do udzielenia pomocy w budowie katolickiej infrastruktury w jego księstwie. Podpisał zgodę na chrystianizację jego kraju, ale do niej samej nie myślał nawet przyłożyć ręki. Na przykładzie jego księstwa widać ponadto doskonale, jak bezradny i bezsilny był kościół pozbawiony silnego wsparcia ze strony władz świeckich.  Wprawdzie rozejm dawał prawo jahwistom do misjonowania w księstwie Niklota, ale chętnych do tego nie było. Katolicki kler doskonale wiedział, jak bardzo był on w owych czasach u Słowian znienawidzony za zdzierstwa, prześladowania i nagminnie stosowaną brutalną przemoc. Dlatego bez wsparcia władz jahwiści nie mieli odwagi pchać się na pogańskie tereny Niklota.
Osłabieniem księstwa Niklota był bunt przeciwko niemu podległych mu Chyżan i Czerezpian w roku 1151. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że do buntu doszło w drodze zakulisowych intryg. Niklotowi udało się wprawdzie ten bunt zwalczyć, ale osłabił on i tak zagrożone z zewnątrz księstwo.
W roku 1156 Niklot zdecydowanie odrzucił żądania Henryka Lwa, aby sam Niklot jak i jego księstwo przyjęły chrzest. Niklot wiedział, że ryzykuje tym samym kolejny najazd Saksończyków. Ale w sprawie obrony pogaństwa był nieugięty.
Na jego szczęście Henryk w tym samym czasie wplątany był w feudalne walki o władzę w Danii. Potrzebował do tego wsparcia i zwrócił się o pomoc do Niklota. A ten, wypełniając jego obowiązki „wasala” przyłączył się do Henryka w wyprawie przeciwko Duńczykom.
Przy czym mądry Niklot realizował przede wszystkim własną politykę. Wiedział, że osłabienie Danii jest na korzyść jego księstwa. Do działań zbrojnych u boku Henryka wykorzystał Niklot własną flotę.
Jednak pomoc Niklota udzielona Henrykowi w jego wojnie z Duńczykami tylko na cztery lata odwlekła nieuchronną inwazję na księstwo Obodrytów. W Danii do władzy doszedł Waldemar I – syn tegoż Kanuta, przeciwko któremu zbrojnie wystąpił Niklot blisko 30 lat wcześniej.
W roku 1160 Waldemar I i Henryk Lew zawiązali koalicję. W uzgodniony sposób równocześnie  Duńczycy najechali od północy, a Saksończycy od zachodu ziemie Obodrytów. Niklot początkowo próbował przejąć inicjatywę i przenieść walkę poza jego księstwo, na tereny wagryjskie. Zmuszony został jednak do odwrotu i do spalenia kilku własnych grodów – aby nie wpadły one w ręce wroga. Zginął w bitwie pod Orłem w sierpniu 1160 roku.  Próbował tam zastawić pułapkę na Saksończyków, ale sam wpadł w pułapkę. Zabili go podstępnie saksońscy rycerze przebrani za pachołków. Zabitemu księciu odrąbali głowę i zabrali ją ze sobą jako wojenne trofeum. To pokazuje brutalizm tamtej walki.

„…unternahm Niklot selbst einen Vorstoß und wollte die Troßknechte des Herzogs beim Futterholen in einen Hinterhalt locken. Dabei wurde er von sächsischen Rittern, die sich als Knechte verkleidet hatten, überlistet und im Kampf erschlagen.
Dass die Sachsen das Haupt ihres gefallenen Gegners als Beute mit sich führten, zeigt die ganze Härte der Kämpfe.”

Z trzech synów Niklota znamy imiona i losy tylko dwóch – Warcisława i Przybysława.
Po śmierci ojca przez rok udawali pogodzonych z sytuacją. Otrzymali nawet od Henryka kawałek księstwa ich ojca. Ale natychmiast po tym oboje podjęli walkę przeciwko Henrykowi.
Warcisław dostał się do niewoli w zimie 1163 roku podczas zaciekłej obrony przed Saksończykami starosłowiańskiego grodu Orle, w pobliżu którego zginął jego ojciec.
Latem roku 1164 w odwecie za zdobycie rodzinnego grodu Meklenburg przez drugiego syna Niklota, Przybysława, na na rozkaz Henryka Wracisława powieszono. Szyderstwem tej kaźni było to, że dokonano jej na „górze pocieszenia” pod Malchowem.

Drugiemu synowi Niklota, Przybysławowi początkowo w 1164 roku sprzyjało szczęście. Zdobył rodowy gród Meklenburg i parę innych grodów. To niestety spowodowało powieszenie jego brata. Na domiar złego nikłe siły Przybysława rozbite zostały w bitwie pod Verchen. To go załamało. Trzy lata później przyjął Przybysław chrzest i odzyskał jako lenno z łaski Saksonii ziemie Obodrytów. W 1171 roku ufundował klasztor cysterski w Doberan. Finansowo wspierał utworzone w międzyczasie  biskupstwo W Schwerinie. W roku 1172 udał się z Henrykiem na pielgrzymkę do Jerozolimy. Ostatnie lata jego panowania nacechowane były nasiloną jahwizacją ziem Obodrytów i nasilonym niemieckim osadnictwem lennego księstwa Przybysława.

Krótko po śmierci Niklot, bohater Słowiańszczyzny, popadł w niepamięć. Bronione przez niego pogaństwo zaginęło. Jego księstwo i założona przez niego dynastia uległy szybkiemu skatoliczeniu i zniemczeniu.

O Niklocie, bohaterskim księciu słowiańskim, do końca wiernym wierze przodków, przypomniano sobie dopiero w połowie XIX wieku. Wywodząca się od niego dynastia w połowie XIV w uwolniła się spod saskiego lenna, a w roku 1815 uzyskała status wielkich książąt. Była jedną z najdłużej i nieprzerwanie panujących dynastii.
Po awansie Meklemburgii na Wielkie Księstwo siedzibę rodową w Schwerinie postanowiono od-, roz- i przebudować. Miała ona zaspokoić ambicje wielkich książąt.
Sam zamek o pierścieniowatym kształcie ma ponad tysiącletnią historię. Był wielokrotnie burzony i budowany na nowo. Pierścieniowa zabudowa zamku  spoczywa na wałach starego słowiańskiego grodu.

Aby niemieckiemu rodowi wielkoksiążącemu przydać splendoru sięgnięto do samego Niklota, jako założyciela dynastii, nie nagłaśniając specjalnie jego słowiańskiego pochodzenia. W planach nowej rezydencji zarezerwowano eksponowane miejsce dla jego pomnika. Pomnik z gipsu przedstawiający Niklota na koniu wykonał Christian Friedrich Genschow w roku 1855.

Niestety i w przypadku uhonorowania Niklota tak pięknym pomnikiem nie oszczędzono mu upokorzenia. Piękną fasadę pałacu w Schwerinie nad głową Niklota wieńczy kopuła. A na jej szczycie – i nad Niklotem – góruje posąg archanioła Michała.


W ten symboliczny sposób architekci ukazali zwycięstwo obcej, przywleczonej znad Jordanu wiary, nad słowiańskim protoplastą niemieckiej dynastii.

Jedynie w legendzie związanej z zamkiem w Schwerinie doszukać się można pogańskich jego korzeni. Mam tutaj na myśli legendę o koboldzie o imieniu Petermännchen, który zgodnie z legendą mieszka w zamkowych piwnicach. Figura tego kobolda znajduje się w fasadzie zamku. W związku z Petermännchen krążą np. opowieści o tym, jak generał Wallenstein podczas Wojny Trzydziestoletniej po spędzeniu jednej tylko nocy w zamku w Schwerinie tak został nastraszony przez kobolda, że rankiem odjechał i w Schwerinie nigdy więcej już się nie pokazał.
Petermännchen stał się znaną maskotką w okolicy Schwerina. Znajduje się nawet w herbie gminy Pinnower.

Kto wie, być może nadejdzie kiedyś ta chwila, że posąg żydowskiego archanioła Michała na kopule zamku zastąpi posąg Swarożyca lub Świętowita. To byłoby zaprawdę właściwe i godne uczczenie Niklota.

opolczyk

.

ps. Zapomniałem w tekście umieścić informację o tym, że w krucjacie połabskiej w roku 1147 w szeregach krzyżowców był polski książę Bolesław Krzywousty. Sam skatoliczony, brał udział w niszczeniu wiary jego przodków.  Tak to potomek dumnych Słowian stał się watykańskim kundlem…

.

.

6 komentarzy do “Bohaterowie Słowiańszczyzny – Niklot

  1. Od dawna interesuję się dziejami Słowiańszczyzny Połabskiej. Udział Słowian w krucjatach antysłowiańskich jest bardzo, bardzo smutny.

    Krucjaty przeciw muzułmanom jako obcym Polakom czy nawet przeciw Prusom nie pobudzają aż tak bardzo do zastanowienia nad zbrodniami rzymskokatolickimi jak właśnie krucjaty przeciw naszym braciom Połabianom, a jeszcze bardziej krucjaty przeciw Pomorzanom, a jeszcze bardziej krucjata Kazimierza Odnowiciela przeciw Polakom. Może dlatego im bliższe Polski były krucjaty, tym mniej o nich w „naszej” „historii” się mówi.

    Dzisiejsze Niemcy Wschodnie to przecie Lechia Zachodnia. Część Polaków ojczyzny większej i starszej. Ale o tym sza, bo sprzed chrztu Mieszka I nie może być nic podziwu godne i wzbudzające pragnienie przywrócenia. Bo to było pogańskie.

    W ogóle jest niesłychane, że w polskich szkołach uczy się dziatwę o jakichś odległych dziejach dalekich ludów, a gdy omawia się tak bardzo z Polską związane dzieje sąsiadów, o Połabianach i Prusach ledwie się wspomina.

    Aż dziw bierze, że nie cenzuruje się tak samo wojen polsko-krzyżackich. To byłoby trudniejsze, choć i o nich ważne rzeczy się przemilcza. A krzyżackie dzieje wielce pewnym czynnikom niewygodne, bo niezgodne z dość nowym porzekadłem, że niby „tyko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska będzie Polską, a Polak Polakiem”. Co by na nie powiedzieli pogromcy krzyża spod Grunwaldu?

    Dobrze, że są ludzie, którzy pielęgnują pamięć słowiańską.

    Polubienie

    • Mocniejszy:

      Widzisz – ja na to patrzę tak: przypominając o Połabianach, Pomorzanach, ale i o Prusach, przypominamy sobie równocześnie o naszych własnych korzeniach i odzyskujemy naszą własną tożsamość.
      Nie wiem, jak widzisz to Ty, ale ja dostrzegam, że milionom Polaków brak drogowskazu, kompasu. Nam potrzebny jest FUNDAMENT. Ja go znalazłem. Jest nim nasz Słowiański Duch.
      Pamiętasz słowa Zoriana Dołęgi Chodakowskiego:
      „Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi.”

      On to napisał na początku XIX wieku. I nadal jest to aktualne.
      Dokąd nie powrócimy do naszych korzeni, będziemy sobie samym cudzymi z osłabłym duchem niepodległym

      Polubienie

  2. Osobiście dla mnie, wszystko co jest słowiańskie i pogańskie powinno być nam drogie. Stamtąd wyrastają nasze korzenie duchowe.Właśnie wiele z tego, co chcemy widzieć w charakterze nowoczesnego Polaka, w jego zwyczajach i obyczajach, łatwiej się zaleci jego chłonnej wyobraźni, jeśli przemówi do niej poprzez symbolikę słowiańską. w moim przekonaniu uważam za wskazane, by dziecko polskie z imieniem Swaroga łączyło w swej wyobraźni obraz najwyższego dobra, mocy i piękna. Tysiąc razy bliższe winno się stać dziecku polskiemu pojęcie Swaroga, niż obcego, katolickiego Jahwe. W miarę dorastania dziecka Swaróg przybierze nazwę Woli Tworzycielskiej; w dalszej kolejności Słowiaństwo upostaciuje się w Narodzie własnie jako Wola Tworzycielska.ja to pojmuje w ten sposób,każdy ma prawo inaczej.

    pozdrawiam

    Polubienie

  3. Rzymski katolicyzm został użyty do wciągnięcia Polski do Unii Europejskiej i jest używany do przytrzymania Polski w tym dziwnym imperium. Szantażuje się polskich rzymskich katolików, że wyjście z UE byłoby zniszczeniem projektu chrześcijańskiego zjednoczenia. Które jest niby powrotem do średniowiecznej wspólnoty narodów chrześcijańskich. Jaka to była jedność pokazują spisy wojen między krajami chrześcijańskimi i zwłaszcza wojny polsko-krzyżackie. Zresztą wtedy kraje chrześcijańskie były tylko luźno zależne od cesarstwa i papiestwa. Więzy były bardziej psychologiczne i dyplomatyczne. Raczej szachowe niż biurokratyczne. A teraz UE jest bizantyńskim molochem. Więc to powrót nie do średniowiecza chrześcijańskiego, ale do schyłku starożytności chrześcijańskiej tuż po tym, gdy cesarz Konstantyn Wielki upaństwawiając chrześcijaństwo założył rzymski katolicyzm. Wtedy też wiara rzymska była uspokajaczem „mas”, by zbyt gwałtownie nie reagowały na rzeczywistość polityczno-społeczną.

    Tak więc w Polsce z poddaństwa Watykanowi i UE oraz odwiecznego pragnienia niepodległości wytwarza się schizofrenia, której rezultatem skłócenie i marazm. Rzymscy katolicy głośno wołają o wolność dla Polski, a jednocześnie nie chcą sobie uświadomić roli Watykanu w jej odebraniu. W tym też rola duchownych rzymskokatolickich, którzy zaślepieni hierarchicznym posłuszeństwem powtarzają wyuczone na pamięć bajki o niemożności istnienia Polski bez poddaństwa Watykanowi.

    Już w III RP zaktywizowały się w Polsce ruchy obrony cywilizacji łacińskiej nastawione na wciąganie ludzi z nastawieniem społecznickim. Te ruchy nawet sprzeciwiały się wciąganiu Polski do UE. Ale jednocześnie bezwiednie wzmacniały wpływy papieskie, które zostały w końcu wykorzystane do skoku „od unii lubelskiej do unii europejskiej”. I tak łacińsko cywilizowani obrońcy III RP oddali ją UE będąc przeciw a nawet za. I jakoś to wcale ruchom obrony cywilizacji łacińskiej nie przeszkadza dalej mamić własnych zaangażowanych i publikę.

    Polska potrzebuje ruchów odnowy cywilizacji słowiańskiej. Chodzi o słowiański styl życia, słowiańską praworządność, wspólnotowość, rodowość, równość, poszanowanie życia ludzi i biosfery, słowiańską gospodarkę.

    Co do religii słowiańskiej, to żadnej religii nie powinno się narzucać. Natomiast pochwalanie zła w ramach nauczania religijnego powinno być zakazane. A co za tym idzie, pochwalanie złego nauczania Starego Testamentu, Talmudu oraz innych „świętych ksiąg” czy „szatańskich wersetów” powinno być karane. Osobiście wspieram odrodzenie słowiańskie cywilizacyjne w kwestii religii słowiańskiej zachowując neutralność. Powinno się w szkole nauczać, w co wierzyli Słowianie przed chrystianizacją, ale to powinno być nauczanie, a nie nawracanie. Szkoły winny się zajmować przekazywaniem wiedzy, a nie wiary.

    Mocniejszy:
    Słowianie nigdy nikomu nie narzucali ich przyrodzonej wiary-wiedzy.
    Ja też nie zamierzam tego robić. Natomiast zdecydowanie tępię uzurpację katolicyzmu do „polskości” i „patriotyzmu”.
    Katolicyzm to kosmopolityczna ideologia z żydowskimi korzeniami, żydowskim duchem i żydowską mitologią. Katolicyzm zabił polskość i zrobił z Polaków duchowych żydów – żydłaków.
    Jedyne, co leży mi na sercu, to odtworzenie Ducha Słowiańskiego – bo jest to nasze dziedzictwo.
    Kto nie chce pokłonić się Swarożycowi – nie musi. I nie będzie do tego zmuszany.
    Wystarczy, że będzie szanował prastarą tradycję, kulturę i wierzenia naszych Przodków jako nasze duchowe dziedzictwo i jako naszą tożsamość. Naszą własną – a nie obcą, przywleczoną znad Jordanu i siłą narzuconą.
    opolczyk

    Polubienie

  4. Też nie słyszałem, żeby rodzima wiara wykazywała onegdaj zaczepną drapieżność właściwą dla różnych jahwizmów czy rzymskiego katolicyzmu (który uważam za wybuchową mieszankę jahwistyczno-pogańską). Więc te moje ostrożne zastrzeżenie w stosunku do odrodzenia religii słowiańskiej pewnie jest dmuchaniem na zimno. Od pokoleń Polakom wmawiano, iż wiarę trzeba wmuszać i usprawiedliwiano nawracanie mieczem. Po takim urabianiu każda religia wzbudza podejrzliwość. Hebrajczycy czyścili etnicznie ziemię obiecaną, chrześcijanie miłosiernie wyrzynali nawet wierzących inaczej innych chrześcijjan, muzułmanie nakaz obrony krajów muzułmańskich stosowali w myśl zasady, że najlepszą obroną jest atak, nawet pogańscy Prusowie zamiast ignorować Wojciecha, uświęcili go włóczniami w obronie wiary swojej, a teraz co i rusz słychać o rozruchach wszczynanych przez hinduistów, czy zabijaniu czarownic w Czarnej Afryce. Jest tyle śmiercionośnych wierzeń, że powodują bezwarunkowy odruch obronny przy każdej, nawet łagodnej religii.

    Mocniejszy:
    Prusowie ukarali Wojciecha wyłącznie za to, że ten dzikus bezcześcił i niszczył ich święte pogańskie miejsca. Jakby nie podniósł on ręki na ich świętości i ich nie niszczył, to by go Prusowie tylko wygonili.
    Na surową karę sobie jak najbardziej zasłużył.
    Niech się cieszy, że trafił na Prusów, a nie na katolików.
    Prusowie mu po prostu obcięli łeb.
    Katolicy za podobne rzeczy wyłupali by mu oczy, obcięli język, nos, ręce – i dopiero wtedy by go zabili.

    Tolerancja religijna Słowian była znana w całym ówczesnym świecie. Do wyroczni w Radogoszczy, a jeszcze bardziej w Arkonie przybywali poganie z całej Europy. A nawet po kryjomu przybywali tam władcy chrześcijańscy. Aby wyroczni zapytać o radę. I nigdy nie zdarzyło się, aby Redarowie w Radogoszczy przybyłych zmuszali do wiary w Swarożyca, a Ranowie w Arkonie do wiary w Świętowita. Przybywających traktowano zawsze gościnnie – pod jednym wszakże warunkiem. Przybywający mieli obowiązek okazywania szacunku gospodarzom i ich świątyni. I nie mogli podnosić ręki na miejscowego boga czy z niego szydzić!
    Bo wtedy był koniec z gościnnością i tolerancją.
    opolczyk

    Polubienie

  5. Pingback: Połabscy i Łużyccy Strażnicy Wiary Słowian oraz bohaterowie narodowi – Książę Obodrytów Niklot (1090 – 1160) | białczyński

Możliwość komentowania jest wyłączona.