Słowiańskie pogaństwo – religia, wiara czy coś znacznie więcej?

.

Osobiście mam opory przed nazywaniem pogańskiej wiary-wiedzy, pogańskiej filozofii życia, pogańskiej życiowej mądrości  religią czy wiarą.
Niestety nie mam pod ręką na jej określenie krótkiego, jasnego i jednoznacznego terminu.
Religią trudno jest nazwać pogański system „wierzeń” – czyli wiedzę naturalną i pierwotną. Termin religia wywodzi się z łacińskiego religare i oznacza „re” – ponowne, powtórne, „ligare” – połączenie się”.
Nasi przodkowie jednak nie musieli się re – (ponownie)  ligare (łączyć) –  w domyśle – z Bogiem. Oni od urodzenia żyli w łączności z Nim/Nimi.
Także termin „wiara” nie jest adekwatny do „wierzeń” – wiedzy Słowian. Wiara oznacza przyjęcie czegokolwiek na wiarę.  Małe dzieci np. wierzą w św. Mikołaja. Dopiero kiedy podrastają, dochodzi do ich świadomości – jak to z tym św. Mikołajem rzeczywiście jest. A chrześcijanin wierzy np., że biblia to „słowo boże” – choć nie ma na to ani jednego dowodu. Tymczasem lektura bez uprzedzeń Tory przekonałaby każdego rozsądnego człowieka, że jest to „dzieło” chorego psychopaty, a nie „słowo boże”.

Dobrym terminem dla określenia „wiary” pogańskiej byłoby po prostu słowo „wiedza”. Niestety w dzisiejszym technicznym świecie słowo to oznacza szczególny przypadek „wiedzy”. Jest to przede wszystkim wiedza dotycząca świata materialnego, fizycznego, odartego z duchowości. Jest to wiedza rozumowa, racjonalna, pełna teorii, a nie wiedza intuicyjna, bezpośrednia i pozazmysłowa.
Nawet połączone określenie „wiara-wiedza” na oznaczenie mądrości duchowej pogan zostanie zakwestionowane przez ogromną większość tzw. „naukowców” i tzw. „racjonalistów”. Dla nich wiedzą jest jedynie to, co ich ograniczonym rozumkiem wspomaganym urządzeniami technicznymi i teoriami pojąć mogą.

 

Być może termin rodzimowiedztwo byłby najbardziej adekwatnym i najlepiej opisywał pogaństwo.

Obawiam się zresztą, że już samo zrozumienie istoty pogańskiej „wiary” – wiedzy przerasta możliwości większości współczesnych ludzi. Być może nawet i części rodzimowierców.
Czym jest więc „wiara”-wiedza pogańska – w tym i ta nasza, słowiańska, przedchrześcijańska.

Aby to zrozumieć, musi się znać różnicę pomiędzy wykorzystywaniem mózgu przez poganina, człowieka żyjącego w kulturze pierwotnej, naturalnej, a tym, jak wykorzystuje (a raczej jak nie wykorzystuje) potencjału mózgu przeciętny człowiek współczesny żyjący w  tzw. „cywilizowanym” świecie zachodnim.
Ogromną większość ludzi Zachodu stanowią „półmózgowcy” i „bezmózgowcy”. Ludzie wykorzystujący/starający się wykorzystywać cały mózg stanowią niewielki procent populacji.

Do bycia półmózgowcami korzystającymi na co dzień przede wszystkim z lewej półkuli zmuszają nas cywilizacja technicza, praca zawodowa, fabryki, biura, sklepy, urzędy, kodeksy. Domenami lewej półkuli mózgu są logika, myślenie analityczne i „szufladkowanie”. To lewa półkula dała nam tabliczkę mnożenia, kodeks drogowy, samochód, komputer i głowice nuklearne. Najbardziej wyróżniającą się grupką półmózgowców (a mówiąc mniej salonowo – półgłówków) są tzw. racjonaliści. Ubzdurali sobie oni, że ich obciętym o (ważniejszą) połowę rozumkiem umiejscowionym w lewej półkuli są w stanie wszystko zrozumieć, pojąć i wyjaśnić.
W Polsce wśród racjonalistów dominują chyba uciekinierzy z trzody katolików. Logicznie posługując się ich lewą połową mózgową zrozumieli, że biblijny bóg Jahwe jest oszustwem. Popełnili jednak przy tym jeden podstawowy błąd utożsamiają biblijnego Jahwe z Bogiem. Wyszli oni z fałszywego założenia, że skoro uważanego przez chrześcijan za jedynego boga Jahwe nie ma, to musi to z konieczności oznaczać, że Boga nie ma wcale. Prawidłowym wnioskiem powinno być natomiast – boga Jahwe wprawdzie nie ma, to jest rzeczywiście oszustwo – ale nie oznacza to równocześnie, że Boga nie ma wcale. Bóg może dalej istnieć, ale nie jest nim Jahwe.
No i racjonaliści wyrzucili za burtę razem z biblijnym „bogiem” Jahwe rzeczywistego Boga. A na opustoszałym ołtarzu umieścili ich rozumek z lewej półkuli mózgowej. I oddają mu boską cześć. Wierzą tylko w to, co eksperymentalnie „namacalne”, mierzalne, „udowodnione”, fizyczne. Zagadywani na temat duchów, OOBE, astrologii, telepatii, reinkarnacji pukają się znacząco w czoło, pokazując co myślą o tych „irracjonalnych bzdurach”. Osobę opowiadającą o wizjach i kontaktach z duchami odeślą do neurologa. Aby sprawdził, gdzie wizjoner ma guza w mózgu.

Wielu racjonalistów hołduje nadal XIX-wieczneu nastawieniu nauki, która chciała udowodnić, że Bóg do funkcjonowania wszechświata jest niepotrzebny. Wcześniej, przez wieki nauka była w Europie dodatkiem do teologii. Rozłam pomiędzy teologią a nauką zapoczątkował spór o miejsce Ziemi we wszechświecie. Ostatecznie astronomia Ziemię zdetronizowała. Nasza planeta przestała być pępkiem teologicznego wszechświata. Następnie geologia podważyła biblijną datę stworzenia świata ok. 6 tys. lat temu. A kości dinozaurów i humanoidów podważyły raj i biblijnych pierwszych rodziców. Nauka przez wieki uciskana przez teologię w rewanżu postanowiła udowodnić, że Boga nie ma, a przynajmniej, że naukowy wszechświat go nie potrzebuje (przy czym ówcześni naukowcy za „boga” uważali wyłącznie biblijnego Jahwe). I udowadnianiu tego dogmatu naukowego poświęciła XIX-wiecza  nauka wiele potu i wysiłku.
Dzisiaj na szczęście coraz więcej naukowców przyznaje, że wszechświat coraz mniej przypomina im maszynę, a coraz bardziej wydaje się być inteligentnym umysłem.

Jeszcze gorzej przedstawia się sprawa dogmatolubców czyli bezmózgowców (w najlepszym przypadku ćwierćmózgowców). Podobnie jak racjonaliści wyłączoną mają oni prawą półkulę odpowiedzialną za intuicję, przeczucia i uzdolnienia nazywane parapsychologicznymi czy mediumicznymi. Wprawdzie u religijnych dogmatolubców pojawiać się mogą wizje, ale okrzyczane będą one jako podszepty szatana. Chyba że okażą się przydatne kościołowi i wtedy uznane zostaną za proroctwa z natchnienia „ducha świętego”, tego biblijnego…
Laiccy dogmatolubcy (ślepo wierzący w postęp, technikę, demokrację, kapitalizm, liberalizm gospodarczy, własność prywatną, wyższość „cywilizacji zachodniej”) wizjonerów okrzyczą oszołomami i czubami.

Krytyczne, logiczne myślenie lewej półkuli w sprawach dogmatyki i ideologii u dogmatolubców jest podobnie zablokowane, jak i prawa półkula mózgowa. Są to nieszczęsne bioroboty, powtarzające wyuczone na pamięć „prawdy objawione”, czy wbijane im przez media „prawdy medialne” oraz „prawdy naukowe”. Zawsze mają pod ręką niepodważalne ałtorytety katechizm, rebe Rydzyka, TVN, GW, Gazetę (żydo)Polską, PAN, naukowców-noblistów, teorię względności.

Zdarzają się wśród nich ćwierćmózgowcy. Są nimi ci, którzy np. przejrzeli medialny matrix, ale nadal wierzą w jahwistyczne „prawdy objawione”. Pojawiające się u nich sporadycznie przeczucia czy intuicyjny kontakt ze światem duchowym interpretować będą zgodnie z jedynie słuszną wykładnią ich religijnego odłamu. Wiara w dogmaty, wiara w autorytety umożliwia i znacznie ułatwia dogmatolubcom i miłośnikom autorytetów bezmyślne życie. Zwalnia bowiem ich z konieczności samodzielnego szukania odpowiedzi na wszelkie pytania i wątpliwości, jakie życie niesie nam wszystkim ze sobą.

A jak to było w czasach pogańskich? Czy nasi praprzodkowie używali prawej półkuli mózgowej?
Ano, używali jej i to znacznie częściej niż lewej półkuli. Lewa była im potrzebna jedynie do spraw związanych bezpośrednio z biologiczną egzystencją. Budowa sochy, oszczepu, domu, koła. Choć i w tych sytuacjach korzystali często z intuicji, przeczuć i z pomocy duchów. Nie tylko zresztą duchów ich własnych przodków. Wychowanie korzystne dla prawej półkuli mózgowej zaczynało się wówczas od najwcześniejszych lat. Dzieci przysłuchiwały się opowieściom starszych o spotkaniach z duchami, o kontaktach z bóstwami, widziały moc i talenty szamanów. Ukazywany im świat był światem pełnym duchów i duchowości. To aktywizowało prawą półkulę. Prędzej czy później praktycznie każdy poganin doświadczał w różnym stopniu (w zależności od stopnia własnego rozwoju) przeżyć i doświadczeń z zakresu percepcji ponadzmysłowej. Potwierdzane przeczucia wzmacniały ten proces. W razie czego poradą służył doświadczony i mądry żerca, wołchw-szaman, czy wiedźma.

Poganie poznawali otaczający ich świat w sposób bezpośredni przy pomocy czy  za pośrednictwem całego mózgu, a zwłaszcza jego prawej półkuli. To pozwalało im dostrzegać i osobiście doświadczać jego duchowy wymiar i duchową naturę. Oni to po prostu widzieli. Nie musieli w to wierzyć.

Oby to lepiej opisać posłużę się mataforą. Ich świat fizyczny, materialny był wieżą stojącą na wyspie. Najwięcej z nich mieszkało na parterze To był ich świat materialny. Ale przez okna (prawe półkule mózgowe) dostrzegali oni rzeczywistość na zewnątrz – czyli świat duchowy. Widzieli niebo, słońce. A gdy otwierali okno, dośwadczali wiejącego wiatru, czuli zapach kwiatów, słyszeli szum drzew, a nawet szum morza, którego z parteru nie było widać. Ale wiedzieli, że gdzieś tam trochę dalej jest szumiące morze.
Mieszkający na pierwszym piętrze widzieli jeszcze większy kawałek nieba oraz większy obszar wyspy – czyli pełniejszą duchową rzeczywistość „na zewnątrz” ich materialnego świata. A mieszkający na kolejnym piętrze widzieli jeszcze więcej.
Najwyższe piętra zajmowali mędrcy – głównie żercy, szamani, wiedźmy. Ci z najwyższego piętra, a raczej platformy na samym szczycie wieży widzieli całe niebo. Słońca nie zasłaniały im mury, ani powała. Mieli oni nie zasłonięty niczym widok aż do samego horyzuntu, gdzie niebo stykało się z wodą. Widzieli całą wyspę i oblewające ją morze. Widzieli każdą chmurkę, gwiazdy, fale na morzu, przypływy i odpływy. Mieli bezpośredni wgląd w otaczającą ich duchową i fizyczną rzeczywistość.

W powyższej metaforze nasza „cywilizacja” mieszka w ogromnej i mrocznej piwnicy pod wieżą. Ciemności rozświetla nieco rozproszonego światła przenikającego przez szpary w suficie. Piwnica pełna jest nisz, zakamarków i korytarzy. Jej mieszkańcy, piwnicznicy podzieleni są na zwalczające się grupki etniczne, rasowe i religijne. Jedna z tych grupek wymyśliła przed wiekami świecznik, menorę i uznała go bogiem. Inna, znacznie liczniejsza grupa wymyśliła modyfikację menory w kształcie krzyża. I ten krzyż uważa za źródło światła i życia. Jeszcze inną modyfikacją menory jest półksiężyc. Wszyscy wyznawcy tych świeczników uważają ich świeczniki za jedynego boga, a światło przenikające przez szpary w suficie za królestwo ich świecznika. Inną grupą piwniczników są laicy, którzy odrzucili wiarę w świeczniki. Wymyślili żarówkę, prąd elektryczny, banknoty i kapitalizm. Ich bogiem jest wiara w postęp, kult techniki, oraz kult zysku i własności prywatnej. Nie wiedzą przy tym, że kilku wyznawców menory chce zawładnąć całą piwinicą. W tym celu wymyślili banknoty i kapitalizm. Chcą wszystko wykupić na własność. Tylko oni mogą drukować banknoty. Zmonopolizowali produkcję świeczników, świeczek, żarówek. Monopolizują zbierającą się w dołkach wodę pitną spływającą po ścianach piwinicy. Nałożyli nawet kary za wydychanie CO2. Aktualnie szykują się do napaści na kilka nieposłusznych piwnicznych nisz.

Mieszkający w piwnicy racjonaliści przekonani są, że jest ona jedyną rzeczywistością. Odrzucili wiarę w świeczniki, twierdząc ponadto, że nie ma na zewnątrz żadnego nieba, słońca, światła. Wierzą, że istnieje tylko ich piwnica. Uzbrojeni w ich lewomózgowy rozumek wspomagany urządzeniami technicznymi badają rozkład nisz, korytarzy, analizują budulec ścian działowych i zewnętrznych, opukują podłogę i sufit. Są przekonani, że w ten sposób rozwiążą tajemnicę istnienia ich piwnicy.

Nasi pogańscy przodkowie posiadali jedynie znikomy ułamek zgromadzonej dzisiaj na Zachodzie wiedzy encyklopedycznej. Nie znali składu chemicznego skał, ale dostrzegali ich duszę. Nie znali trygonometrii, nie umieli całkować, nie budowali rakiet kosmicznych. Ale w przeciwieństwie do człowieka współczesnego znali instrukcję życia. Posiadali mądrość życia, jakiej dzisiaj na Zachodzie praktycznie już prawie nie ma. Wiedzieli czym życie jest. Nie dążyli za wszelką cenę do budowy większej wieży, nie chcieli więcej komód do przechowywania coraz większej ilości rzeczy niepotrzebnych. Wiedzieli, że celem życia jest wspięcie się na najwyższe piętro wieży, na platformę na jej szczycie. Skąd widać całe niebo, cały horyzont, całą wyspę.

Tę wiedzę naszych pogańskich przodków zagubiliśmy. Jej siedliskiem, a raczej pośrednikiem do jej uzyskania jest prawa półkuła mózgowa. Pogrążona w naszej antycywilizacji w głębokim uśpieniu.

Nasi przodkowie tym ponadto różnili się od nas, że ich umysły wolne były od ogromu napchanej tam najczęściej niepotrzebnej „wiedzy” szkolnej. Wolni też byli od przeróżnych ideologii, wolni byli od dogmatolubstwa – religijnego, politycznego czy nawet „naukowego”. To sprawiało, że ich głowy, ich umysły było po prostu mniej przeciążone i bardziej otwarte.
Posiadali oni też ich święte miejsca, święte gaje, świątynie. Były one zawsze umieszczane w specjalnie dobranych przez ich mędrców miejscach. W nich łatwiej było osobie o otwartym umyśle, z aktywną prawą półkulą mózgową dostrzegać, czuć, poznawać bezpośrednio duchowy wymiar rzeczywistości.
Na świętych Chełmach ludzie tacy zawsze nawiązują kontakt z bytami duchowymi, ze sferą duchów i Boga/Bogów.
Stąd nasi przodkowie nie byli zmuszeni wierzyć w Boga, czy wierzyć w życie po śmierci. Oni o tym po prostu wiedzieli z własnych kontaktów z duchami, z sacrum. Ich kontakty ze światem Ducha miały miejsce najczęściej na łonie przyrody. I stąd przyroda, natura były dla nich sacrum. Były czymś napełnionym duchem Boga/Bogów.
Wprawdzie tylko niektórzy dostrzegali Jedność wszystkich Bogów, a większość postrzegała poszczególne Aspekty jako oddzielnych Bogów – ale o to nie stoczono ani jednej wojny religijnej. Nie uchwalono też o tym dogmatu, w który należało pod karą wierzyć. Ci najmądrzejsi wiedzieli, że inni sami kiedyś to pojmą. Bez konieczności przyjmowania najwyższej wiedzy „na wiarę”.

Przeróżne obrzędy pogańskie miały za zadanie aktywizację prawej półkuli, a przez to osiągnięcie pozazmysłowej percepcji.
Podobnie jest i dzisiaj u osób praktykujących rozbudzanie umysłu. Np. uzdolniona osoba wpatrująca się w krystałową kulę rozbudza pozazmysłową percepcję. Kula jest w tym wszystkim tylko „rekwizytem”, wyzwalaczem, który w tym pomaga. Gdy w umyśle pojawi się informacja, aktywizuje ona nerw wzrokowy i wówczas odnosi się wrażenie widzenia postaci czy sekwencji zdarzeń w kuli. Ale jest to tylko iluzja. W rzeczywistości „widzi” – czyli odbiera przekaz prawa półkula mózgowa, którą kryształowa kula wzbudziła i zaktywizowała.
Osoby szczególnie uzdolnione nie potrzebują nawet kryształowej kuli. Im wystarczy miseczka czy talerz z wodą. W nich też „zobaczą” ten sam pojawiający się w umyśle za pośrednictwem prawej półkuli przekaz.

Obrzędy w świętych miejscach, w czakramach Ziemi, ułatwiały nawiązanie kontaktu każdego ich uczestnika ze światem Duchowym, który przenika, wypełnia i ożywia świat fizyczny. Dla naszych przodków nawet kamienie posiadały  świadomość. Dzisiaj co niektórzy fizycy eksperymentalni zaczynają twierdzić, że nawet elektrony posiadają specyficzną formę świadomości. Wiedzą np. natychmiast, w czasie „zerowym”, co robią inne elektrony. Nawet bardzo odległe.
Jest to piękne i naukowe potwierdzenie wiedzy naszych przodków o tym, że nawet „materia nieożywiona” jest ożywiona i posiada świadomość.

Czy Słowianie mieli jednego, czy więcej Bogów ?

To zależało od „zajmowanego piętra na wieży”, w którym akurat się mieszkało. Na samym jej szczycie, na platformie mędrzec uwalniał się od iluzji indywidualizmu. Widział, że wszystko jest Jednym I Tym Samym. Nawet on sam przestawał być czymś indywidualnym, innym, oddzielonym od Całości.
Na niższych piętrach iluzja indywidualizmu sprawiała, że Całość widziało się podzieloną na Fragmenty. I im nadawano imiona czcząc je jako poszczególnych Bogów.

A w piwinicy wymyślono atrapy bogów i im oddaje się cześć. Do dzisiaj. W niej też kultywowany jest indywidualizm, który oddziela nas od Rzeczywistości i Całości. Uporczywie fałszuje on nam prawidłową percepcję rzeczywistości.

 

opolczyk

.

Advertisements

42 thoughts on “Słowiańskie pogaństwo – religia, wiara czy coś znacznie więcej?

  1. kongres wielkiej polski, mesjanizm i nowoczesność: http://www.youtube.com/watch?v=j-YAPeQcqIs oczywiście ani słowa o prasłowiańszczyźnie i prawdziwych fascynacjach autora słów „Polska Chrystusem Narodów”. A co do zmiany orientacji w pOlskiej polityce (z zachodu na południe i wschód) to podrzuciłbym jeszcze zupełnie nową orientację : WGŁĄB! Daleko poza „magiczne” 966

    Sam widzisz – „kongres Wielka żydowska Polska”.
    Co tam robi żydowski agent Kalkstein?
    I co robi żyd Wildstein?

    A o prawdziwej Polsce, słowiańskiej, pogańskiej, odżydzonej ani słowa.
    opolczyk

    Lubię

    • szczególnie te subtelne dywagacje teologiczne mnie rozłożyły. ale dobrze dobrze, niech pompują mesjanizm. akurat z mesjanizmu sporo osób uciekło „do mrocznego pralasu”. to taki piękny etap przejściowy.

      Jak sam wiesz, „mesjanizm” to żydowski wymysł związany z obietnicą Jahwe dot. zesłania „masjasza”. Niech sobie pompują mesjanizm – nad Jordanem, a nie nad Wisłą.
      Ich czas dobiega końca.
      Polska potrzebuje Swarożyca, a nie żydowskiego mesjasza.
      opolczyk

      Lubię

      • może to tylko ja tak miałem, ale przez mesjanizm wyszedłem z paradygmatu katolickiego proste w ciepło Swarożyca. Taki paradoks. Jak sobie policzyć, to archetyp Jaźni, tratata, jeden dwa trzy i gotowe. W Naszym interesie jest by polakokatolicy dryfowali myślami w stronę Mickiewicza bo to jest taka sfera przejściowa. Mickiewicz uwrażliwia na praduchowość słowiańską, na tajemnicę starszą niż najstarszy Kościół a przy tym rdzennie tutejszą. Oczywiście, fajnie gdy ktoś dozna przebudzenia gwałtownego ale tak na skalę masową to mesjanizm jest nam na ręke i po drodze. No i przecież sam pisałeś o tym ,jest ta intuicja że „istnieje coś ukrytego w Słowiańszczyźnie” jakiś skarb „jak Lawa” a to jest właśnie w tym mesjaniźmie, nie ma tego w szeregowym tru katolicyźmie który od czapy neguje całe dziedzictwo tej „strasznej pogańszczyzny”

        Lubię

        • No cóż, obawiam się, że chyba należysz jednak do wyjątków. Od mesjanizmu do Swarożyca prowadzi bardzo zawiła droga.
          Mickiewicz jest w moim przekonaniu podstępny i może zwieść na manowce. Owszem, on przemyca sporo słowiańskich treści, ale sama koncepcja mesjanizmu jest jednak czysto żydowska. Po co nam mesjanizm? I ile razy Polska ma się jeszcze odradzać. Joszue tylko raz rzekomo zmartwychwstał. A Polska już oficjalnie trzy razy – 1918, 1944 i 1989. To co ci mesjaniści – w gumę grają? Ile jeszcze będzie odgrzewania tego mesjanizmu?
          Trzy razy się nie powodło, bo na żydowskim wzorcu powieść się nie może. No więc mesjanizm należy odesłać nad Jordan i zacząć szukać odnośników w polskiej tradycji. Choćby u Bolesława II czy u Masława. Wtedy się nie udało, bo jahwizm był zbyt silny, ale dzisiaj jest inaczej.

          Wrócę jeszcze do Mickiewicza. On przemyca złe i podstępne treści. Już na początku Pana Tadeusza jest to:

          Panno Święta, co jasnej bronisz Częstochowy
          I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
          Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
          Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
          (Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
          Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
          I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu
          Iść za wrócone życie podziękować Bogu),
          Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.

          A więc w polskiej „epopei narodowej” na początku jest inwokacja do żydowskiej „świętej panienki” i czekanie na cud z jej strony, że nas powróci cudem na ojczyzny łono.
          Albo to co Mickiewicz pisał dalej o Jankielu – „Stary Żyd co Polskę jak ojczyznę kochał”. Ale karczmę dzierżawił. I na rozpijaniu Polaków robił kasę. I to Mickiewiczowi nie przeszkadzało. Bo on jak wielu romantyków uważał, że szlachcic ma się bić w obronie wiary i ojczyzny (przy czym „wiara” czyli dominacja katolików była na pierwszym miejscu, przed ojczyzną), żyd ma handlować i dzierżawić, a chłop ma tyrać na tamtych w polu. I taki to był polski romantyzm.

          Co mnie jeszcze złości u Mickiewicza…
          Dlaczego on tylko na Rosję tak szczuł? Tylko ona zrobiła zabory? Tylko w zaborze rosyjskim były powstania? I dlaczego nie pisał Mickiewicz, że wierchuszka „rosyjska” była w tym czasie totalnie zgermanizowana. To byli Niemcy, którzy zawładnęli rosyjskim tronem.
          Patrz – Katarzyna (ta od rozbiorów) to czysta Niemka, Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbst,:
          http://pl.wikipedia.org/wiki/Katarzyna_II_Wielka
          Jej poprzednik i mąż to czysty Niemiec, Karl Peter Ulrich von Holstein-Gottorp.
          http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_III_Romanow
          Następca Katarzyny, jej niemiecki syn znów dwie Niemki wziął sobie za żony.
          http://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_I_Romanow
          Patrz dalej – ile było powstań w Wielkopolsce:
          http://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_wielkopolskie_%28ujednoznacznienie%29
          A „wieszcz narodowy” o nich nie pisał poematów. Nie organizował legionów do walki z Prusami. A przecież to Prusy okupowały kolebkę państwa Polskiego.
          Albo ten kult Napoleona…
          Jak można tego zakompleksionego kurdupla i rzeźnika, który krwią zlał całą Europę, nazywać „bogiem wojny”?
          I co to za „bóg wojny”, który zapomniał miliona kożuchów i futer dla żołnierzy przygotować, jak ruszał na Moskwę. Nie mówiąc już o rękawiczkach, ciepłych czapkach i butach. Patałach i pętak, a nie „bóg wojny”.
          Polaków wycyckał z pieniędzy, tysiące z nich niepotrzebnie straciło życie w prywatnych wojnach Korsykanina, a Mickiewicz go czcił.
          Wiesz co Napoleon zrobił z niedobitkami szwoleżerów? Pod Samosierą szaleńczą szarżą pomogli mu stłumić bunt walczącej o wyzwolenie spod francuskiego buta Hiszpanii (Polacy byli częścią armii okupacyjnej). Tych co przeżyli Napoleon zesłał później do tłumienia buntu niewolników na Haiti.

          Tak więc ja Mickiewicza, mimo jego słowiańskich wstawek, odrzucam. Bo on bardziej zatruwa niż oświeca. A to jego poplątanie słowiańszczyzny i jahwizmu bardziej niż słowiańszczyźnie służy jahwizmowi. Który sobie przywłaszcza nasze tradycje, „udowadniając”, że są one „katolickie”.

          Lubię

      • no może i marnie wygląda Mickiewicz gdy patrzymy na niego z góry dwóch stuleci. Miał dostęp do tego w czym obracał się, nie miał prasłowiańskich blogów ani internetu. A i to przecież nie gwarantuje sukcesu:D Akurat też elementy Jahwizmu widzę jako przyczynę niepowodzenia WIelkiego Planu naszych szalonych mesjanistów ale oni chyba nie mogli sobie pozwolić na luksus myślowego odcięcia się od Jahwizmu. Zresztą np to że pomylił się i mu wyszło 44, wyszło z pomyłki a miało być 43. I to pomylone, zwiedzione 44 zawładnęło wyobraźnią. Idąc tropami nieczystymi chciał coś napisać a tu wyszło mu coś innego, jakby coś go pchnęło albo odwróciło uwagę w odpowiednim momencie. Ja lubię.

        Lubię

  2. Dziękuję opolczyk za ten blog. Śledzę go od jakiegoś miesiąca i to co piszesz trafia do mnie wielce. Część już wiedziałem dzięki własnym „badaniom” (jak działa system pieniądza, marionetkowa demokracja itp), część podejżewałem (Jahwe i jego biblia), lecz sporo faktów to nowości dla mnie.

    Muszę przyznać, że przez dobre 15 lat byłem „półgłókiem” ze sparaliżowaną prawą półkulą. Czas na zmiany!

    Witaj Vladimirze.
    Ja też byłem okresowo półgłówkiem, wcześniej nawet bezmózgowcem, ale się obudziłem…
    Masz rację – czas na zmiany…
    opolczyk

    Lubię

    • nie no dyskurs opolczyka rządzi. Szczególnie „straszliwy buldożer wyznawców Jahwe” zawładnął moją wyobraźnią, czekam jeszcze na animacje inspirowane tutejszym klimatem.

      Lubię

  3. a tak jeszcze taka myśl: tutejsze wydanie Jahwizmu wchłonęło wiele prasłowiańskich tradycji i sprzedaje je jako katolickie ale zarazem tutejsze. No, zrosło się w taki niemiły sposób. Kto wie czy nie jest jakąś metodą akcja w drugą stronę tj taktyczne wchłanianie Jahwizmu np poprzez taki mesjanizm by na sam koniec ukazać to jako rdzennie słowiańskie (raz że mnóstwo miłych rzeczy w „tradycji katolickiej” to wchłonięte momenty prasłowiańskie a dwa, że przez bliski wschód przetoczyły się odpryskie prasłowiańskiej mądrości która objawiła się w postaci gnostyckich prądów które zostały użyte do ulepienia broni ideologicznych takich jak Jahwizm który jest zlepkiem czczenia demona z różnych starożytnymi prądami myślowymi). Wtedy byłaby to akcja w stylu Aikido, wykorzystanie siły Jahwitów jako „użytecznych idiotów”, tak jak Jahwizm wchłonął nasze tradycje tak można spacyfikować w drugą stronę. Slava!

    Lubię

  4. Być może termin rodzimowiedztwo byłby najbardziej adekwatnym i najlepiej opisywał pogaństwo.

    No właśnie,po co nam etykiety i opisy?Żeby kto mógł zrozumieć lepiej to całe”pogaństwo”?

    Etykiety i nazwy są potrzebne tym,którzy „poganami”nie są,a więc trzeba używać takich etykiet i opisów żeby były jasne dla tych z zewnątrz.
    Mnie nie potrzeba niczego tłumaczyć i nazywać,wiem kim jestem 😉

    Skoro chcemy być rozumiani przez”niepogan”,musimy do nich mówić ich językiem.
    Czyli niech będzie Rodzimowierstwo,”religia etniczna”.Jaki mamy stosunek do religii i wiary,co te słowa dla nas oznaczają,w to można się zagłębiać przy okazji jakiś spotkań czy artykułów ale w języku potocznym niech już będzie Rodzimawierca.
    Można też powiedzieć Wiedun i wiadomo że rodzimy,etniczny 😀

    Ewentualnie Rodzimowierców można by było nazywać animistami.
    Animizm (łac. anima – dusza) – zespół wierzeń występujący w religiach archaicznych bądź tradycyjnych zakładający istnienie świata materialnego i duchowego, współistnienie duszy z ciałem, przypisujący duszę lub rzadziej ducha zmarłych ludzi, wszystkim roślinom, zwierzętom, minerałom i żywiołom.-wiki

    Fizyka udowodniła niedawno że wszystko jest energią/duszą,a materia to częstotliwość wibracji.

    “To co nazywamy nauką tak naprawdę jest nauką fizyczności.To co nazywamy duchowością tak naprawdę jest naukami wewnętrznymi lub naukami niezajmującymi się światem fizycznym.Proces,który ma za zadanie połączyć naukę z duchowością jest już w toku.”-Choa Kok Sui

    Sir John Eccles
    Jeden z największych w świecie autorytetów w zakresie badań ludzkiego mózgu, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny (1963), australijski neurofizjolog John Carew Eccles (1903 – 1997), w oparciu o wyniki swoich naukowych dociekań doszedł do wniosku, że każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę.

    John Eccles, opierając się na wynikach swoich wieloletnich naukowych obserwacji i analiz, stwierdza, że materia nie jest w stanie wytwarzać zjawisk psychicznych i nie ma przechodzenia energii fizycznej w psychiczną.
    Tym samym tylko duchowa rzeczywistość może wytwarzać zjawiska psychiczne.
    Australijski noblista uświadamia nam, że z naukowego punktu widzenia trzeba jednoznacznie odrzucić twierdzenie materialistów, że ludzka świadomość jest produktem materii.
    Dla J. Ecclesa stało się oczywiste, że umysł człowieka, jego osobowe ja, istnieje jako duchowy wymiar człowieczeństwa i jest nieśmiertelną duszą.
    Ten wybitny naukowiec podkreśla, że współczesna nauka przekazuje nam orędzie pokory w obliczu cudu życia i wspaniałości ludzkiej osoby.
    Prawdziwymi cechami człowieczeństwa są nie tylko inteligencja i mózg, ale przede wszystkim kreatywność i zdolność wyobraźni.
    Eccles pisze o dwóch pewnikach, a są nimi: niepowtarzalność osoby ludzkiej w jej cielesności i w duchowym istnieniu nieśmiertelnej duszy.

    Bazując na wynikach swoich badań, profesor Eccles zdecydowanie odrzuca materialistyczną teorię umysłu, według której mózg jest rozumiany jako super-skomplikowany komputer, w którym kora mózgowa generuje wszystkie myśli i uczucia.

    Określa tę teorię jako “zubożałą i pustą”, ponieważ posługuje się ona niejasnymi ogólnikami, a przede wszystkim nie jest zdolna uzasadnić cudu i tajemnicy istnienia niepowtarzalności ludzkiego ja wraz z jego duchowymi wartościami: kreatywnością i zdolnością wyobraźni (How the Self Controls Its Brain, ss. 33, 176).

    “Skoro materialistyczną koncepcja – pisze Eccles – nie jest w stanie wyjaśnić i uzasadnić doświadczenia naszej niepowtarzalności, jestem zmuszony przyjąć nadprzyrodzone stworzenie niepowtarzalnego, duchowego, osobowego «ja», czyli duszy. Wyjaśniając w terminach teologicznych: każda Dusza jest nowym Bożym stworzeniem wszczepionym w ludzki zarodek” (Evolution of the Brain, Creationofthe Self, s. 237).

    Profesor J. Eccles stworzył nową, genialną teorię funkcjonowania ludzkiego umysłu, znaną jako dualistyczny interakcjonizm (dualist-interactionism).

    Jej autor wyjaśnia: “Stwierdzam, że tajemnica człowieka jest niewiarygodnie pomniejszona przez naukowy redukcjonizm z jego roszczeniem «obiecującego materializmu», który miałby wytłumaczyć istnienie całego duchowego świata w kategoriach wzorców aktywności neuronów.

    Tego rodzaju wiara powinna być traktowana jako przesąd.

    Musimy uznać, że jesteśmy istotami duchowymi z duszami istniejącymi w duchowym świecie i równocześnie istotami materialnymi z ciałami istniejącymi w materialnym świecie” (Evolution of the Brain…, s. 241).

    Twierdzenie materialistów, że myślenie jest wynikiem materialnych procesów, Eccles odrzuca jako przesąd, który nie ma nic wspólnego z ustaleniami nauki: “Im bardziej naukowe badania odkrywają prawdę o pracy ludzkiego mózgu, tym jaśniej możemy rozróżnić jego funkcjonowanie i myślenie – i w tym kontekście widać, jak wspaniałe jest zjawisko myślenia.
    Przekonanie, że myślenie jest efektem materialnych procesów, jest po prostu przesądem utrzymywanym przez dogmatycznych materialistów.

    Ma ono cechy mesjańskiego proroctwa z obietnicą przyszłości uwolnionej od wszelkich problemów – coś w rodzaju nirwany dla naszych pechowych następców.

    Materialistyczni krytycy argumentują, że nieprzekraczalne trudności sprawia hipoteza, iż niematerialne umysłowe wydarzenia mogą oddziaływać na materialną strukturę neutronów.
    Takie oddziaływanie jest rzekomo niezgodne z zachowaniem praw fizyki, a w szczególności z pierwszym prawem termodynamiki.
    Ta obiekcja z pewnością mogła być podtrzymywana przez dziewiętnastowiecznych fizyków, neurologów i filozofów, ideologicznie związanych z dziewiętnastowieczną fizyką, która nie jest świadoma rewolucji dokonanej przez fizykę kwantową w dwudziestym wieku” (A unitary hypothesis of mind-brain interaction in the cerebral cortex (1990); art. opublikowany w Proceedings ofthe Royal Society B 240, ss. 433-451).

    Wieloletnie naukowe badania ludzkiego mózgu doprowadziły Johna Ecclesa do stwierdzenia, że wszyscy mamy osobowe ja – czyli niematerialny umysł, który działa poprzez materialny mózg.
    Tak więc oprócz świata fizycznego w człowieku istnieje umysłowy – czyli duchowy – świat i obie te rzeczywistości wzajemnie oddziałują na siebie (por. How the Self Controls Its Brain, s. 3Cool.
    Profesor Eccles podkreśla zdumiewający fakt, że samoświadomość osobowego ja u każdego człowieka trwa niezmiennie przez całe jego życie, “a ten fakt musimy uznać za cud” (tamże, s. 139).

    Film w gruncie rzeczy prezentuje Rodzimowiedztwo 😉 nie tylko Słowian.Nie ma tutaj niczego z czym można by się było nie zgodzić,to co „prymitywne dzikusy”wiedziały doskonale,dziś nagle odkrywa nauka 😀 Nauka niczego nie odkrywa,naukowcy powtarzają to co już było.

    “Duszy nie dotyczą ani narodziny, ani śmierć. Nie powstała ona, nie powstaje, ani też nie powstanie. Jest nienarodzona, wieczna, zawsze istniejąca, nigdy nie umierająca i pierwotna. Nie ginie, kiedy zabijane jest ciało.
    Bhagavad-gita (2.20) Co Wy na to?

    „Czy życie rozpoczyna się w momencie narodzin, a kończy w momencie śmierci? Czy żyliśmy już wcześniej? Tego typu problematyka identyfikowana jest zazwyczaj z religiami Wschodu, gdzie uważa się, że życie trwa nie tylko od kołyski do grobu, lecz miliony lat, a akceptacja zjawiska ponownych narodzin jest prawie powszechna. Jak zauważył kiedyś wielki filozof niemiecki XIX wieku, Artur Schopenhauer: “Gdyby Azjata poprosił mnie o opis Europy, zmuszony byłbym odpowiedzieć: ťJest to część świata nawiedzona niewiarygodnym złudzeniem, że człowiek został stworzony z niczego i że jego obecne narodziny są jego pierwszym wejściem w życie”. ”

    „Wzmianki o reinkarnacji są także powszechne w judaizmie i wczesnym chrześcijaństwie.
    Jehoshue oznajmił, że Jehohanan ben Zekarijahu, skazany na ścięcie przez Heroda, był wcieleniem proroka Eliasza. Mówiąc kiedy indziej o Jordanie, Jehosue powiedział: “To on jest Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha! “.

    W okolicznościach, które po dzień dzisiejszy owiane są tajemnicą, w 553 r. n.e., cesarz bizantyjski Justynian zakazał w Kościele nauk o preegzystencji duszy. Wtedy zostały zniszczone liczne zapiski kościelne dotyczące reinkarnacji, a wielu badaczy uważa, że wzmianki o reinkarnacji usunięto także z Biblii”.”

    Więcej w komentarzach do tego artykułu
    http://bialczynski.wordpress.com/2012/03/20/lekcja-6-narodziny-nowa-wiara-slowianska-i-nowy-narod-na-swieto-swiat-w-wielka-noc-nowego-roku/

    Wracając do Rodzimej Wiary.
    Innym dobrym określeniem byłby chyba mistycyzm,czyli brak przynależności do konkretnej instytucji religijnej a jedynie własne doświadczenia i wiedza na ich temat,lub na temat świata w wyniku doświadczeń mistycznych.
    Mnie nazwy nie są potrzebne,bez nich nadal jestem sobą,nie wiem jak trafić do świadomości innych.Okultyzm i mistycyzm to właściwie to samo,tylko że ludzie są nauczeni by widzieć w okultyzmie satanizm a w mistycyzmie chrześcijaństwo.Ilu ludzi tyle definicji,im więcej definicji tym większy chaos…nie wiem co zaproponować,jaką etykietę.
    Może po prostu wiedzący?Dążący do wiedzy?Wtajemniczeni i wtajemniczani?Szukający bogów w nauce?

    Lubię

  5. Pojawiające się u nich sporadycznie przeczucia czy intuicyjny kontakt ze światem duchowym interpretować będą zgodnie z jedynie słuszną wykładnią ich religijnego odłamu. Wiara w dogmaty, wiara w autorytety umożliwia i znacznie ułatwia dogmatolubcom i miłośnikom autorytetów bezmyślne życie.

    Wszelkie systemy opisujące życie i „prawdy”, są arbitralnie wymyślone w oparciu o określone decyzje co do przyjęcia określonych interpretacji doświadczeń.

    Naprawdę liczy się więc nie to czy jakiś system jest prawdziwy(pojęcie arbitralne)lecz to jak dobrze działa dla Ciebie.
    Każdy Rodzimy system uważa się za równie arbitralny co inny, dlatego nie przedstawia się go jako Prawdę Objawioną lecz jako zbiór hipotez które pozwalają praktykować „pogańskie”/szamańskie/animistyczne/rodzime rzemiosło/duchowość.
    Z tego też powodu Rodzimowierstwo nie jest, nie było i nigdy nie będzie misyjne.

    Hipotez Rodzimej/”pogańskiej” filozofii nie przedstawia się jako dogmatów i dlatego nie trzeba ich bronić czy narzucać komuś posiadającemu własne hipotezy.
    Jeśli zasady/system, wg których żyjesz i postrzegasz świat sprawdzają się, używaj ich; jeżeli nie, stosuj coś innego.Mądry szaman nie ma oporów by zgodnie z własną wolną wolą zmienić system stosownie do danej sytuacji(np. pomagając ludziom różnych wyznań, innych niż jego własny system).

    Wniosek ten dopuszcza również wiele tolerancji dla innych systemów ponieważ nie postrzega się ich jako przeciwstawnych ani stwarzających jakieś zagrożenie lecz po prostu jako odmienne punkty widzenia.

    Wyjątkiem jest jahzwizm,wszystkie jego odnogi(włoski katolicyzm,chrześcijaństwo i islam).Jahwizm propaguje rodzimofobię/etnofobię i etnobójstwo.Dekulturację,światową religię Jest jeden bóg-NWO,nie pozwolisz żyć czarownicy itp szowinistyczne,ksenofobiczne brednie.

    Z Apokryfów Apostoła Filipa znalezionych w 1945 roku
    4. Poganin nie umiera, bo nie ożył nigdy, aby mógł umrzeć. Kto uwierzył prawdzie(prawda=”jedyniesłuszna” religia-przyp Mezamir), ożył i ten właśnie naraża się na śmierć, gdyż żyje, odkąd nadszedł Chrystus.

    Czysty syjonizm/nazizm.

    „Dzięki niej jestem z urzędu sługą Chrystusa Jezusa wobec pogan sprawującym świętą czynność głoszenia Ewangelii Bożej po to, by poganie stali się ofiarą Bogu przyjemną, uświęconą Duchem Świętym”.

    „Poganie”nie potrzebują bożka żydów,mają własnych.Tu gdzie mieszkasz do tych bogów się módl,naród kładzie na swych bogach pieczęć swej narodowości,misyjność polega na niszczeniu narodów i różnorodności kulturowej na świecie.Zniszczenie religii etnicznej danego narodu oznacza właśnie etnobójstwo,którym tak się chełpią dogmatolubcy.

    Jezus wysyłając z misją swych apostołów nakazuje im odwiedzać tylko Żydów: „Nie idźcie do pogan — mówi — i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela.” (Mt 10, 5-6). I nieco dalej: „Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie syn człowieczy” (Mt 10, 23).
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,200

    Lubię

    • akurat nauki Jezusa to jest miszmasz tamtejszych nurtów gnostyckich i sporo w nich prawdy. Wiele osób „nie żyje” bo zachowuje się jak roboty, cechą życia według Fromma jest spontaniczność, kreatywność. Gdzie spontaniczność u klepiących pacierze katolików? Gdzie? Oczywiście, jest jedna oficjalna wykładnia tego „co poeta miał na myśli”. Ale jeżeli rozumieć to tak że „kto jest robotem ten nie umiera bo nie żył a kto odkrył życie itd”. I to jest akurat prawda. Ale niestety nie można innym ludziom narzucać „prawdy o ich własnym życiu” tak jak robi to Jahwizm, doktryna schizoidalna jak widać. Np odcięcie człowieka od żądz (siedliska diabła) to rodzaj lobotomii przerywającej ważne połączenia w mózgu. Wiadomo, człowiek po lobotomii jest łagodny i nie ma z nim problemów.

      Lubię

  6. Zaglądam w tu od pewnego czasu i jestem pełna podziwu!
    Pozwolę sobie na komentarz odnośnie tego wpisu; choć trochę mi głupio, bo zacznę od nieco niewygodnego i kontrowersyjnego tematu…
    Ale po pierwsze – rewelacyjnie wyszła Ci, Opolczyku, ta metafora!!! Podpisuję się pod nią rękami i nogami! Bardzo fajnie, że znalazłeś w „piwnicy” miejsce dla racjonalistów/ateistów. Czasami mam z nimi większy kłopot jak z katolikami! (A z katolikami mam kłopot ogromny – wyobraźcie sobie, że mój ojciec jest franciszkaninem w cywilu i dopiszcie sobie moją historię – wieloletnią historię, że się tak wyrażę, próby wyzwolenia 😉 ) Więc jeśli o ateistów chodzi, ci to dopiero potrafią mieć fanatyczne podejście do własnej, urojonej wyższości i racji, czując palącą potrzebę wylania swojej pogardy względem „otumanionych” wiarą. Nie przejdzie taki obojętnie obok wyznawcy jakiejkolwiek religii, wszędzie musi wcisnąć swoje pogardliwe trzy grosze. W dodatku, tak jak w którymś miejscu zauważył Mezamir, ich ateizm jest właściwie postawą negującą boga-Jahwe, co mnie podwójnie wkurza, bo czuję się jakbym obcowała jednocześnie z ateistą i katolikiem 😉
    Czymś, z czym się ostatnio często stykam, są twory, które można by określić jako ateistyczni(racjonalistyczni) członkowie słowiańskich grup wyznaniowych.
    Że co proszę? No albo wierzę, albo nie wierzę!
    Powiecie, że to i tak lepsze, niż katolicy, bo twór taki przynajmniej kultywuje rodzime tradycje etc.
    Ja też tak myślałam, dopóki jeden z tych niewierzących wyznawców zaczął krytykować moją wiarę, bo nie podobało mu się, że sympatyzuję z poglądami pana Białczyńskiego (tego bezczelnego łgarza-fantasty!), a powinnam wszak trzymać się wyłącznie tego, co ustalił imć Gieysztor & Co. Powiem szczerze – krew mnie zalała. Jakiś czas później znalazłam na facebooku wypowiedź jakiegoś światłego licealisty-ateisty: „Wiem, że Białczyński się z prawdziwą religią Słowian mocno rozmija…” Trzy dni siedziałam przed komputerem, chcąc coś odpisać. Ale odpuściłam. Nie mnie się przecież równać z tym, który WIE; który wie, jaka jest PRAWDZIWA religia Słowian! A ostatnio znalazłam jeszcze lepszy kwiatek: w dyskusję, dotyczącą patriotyzmu wplotła się wypowiedź, że patriotyzm dla rodzimowiercy powinien być ważniejszy, niż – cytuję – „ZABAWA W PRZYRODĘ”. Tego już nie skomentuję, bo mogłabym napisać o jedno mocne słowo za dużo, a nie wypada tak od razu z grubej rury, w pierwszym moim komentarzu na tym blogu 😉
    Chcę tylko zwrócić waszą uwagę na to, że nie jest to zdrowy objaw, że ateiści (ubrani w rodzimowiercze szatki) zaczynają osobom wierzącym narzucać jakieś ograniczenia, dogmaty…
    Jeszcze jedna uwaga ciężkiego kalibru – odnoszenie się li tylko do tego, co można potwierdzić (chrześcijańskimi!) kronikami, prowadzi do odtworzenia słowiańskiego wczesnego średniowiecza. Ja natomiast mam jakąś niewytłumaczalną potrzebę sięgania głębiej w ostępy czasu. W czasy naprawdę przedchrześcijańskie. Tutaj również często spotykam się z dziwnymi reakcjami rodzimowierców.
    Staram się słuchać, co sama Natura lub język mogą mi przekazać, słucham też głosu własnej intuicji… Są czasami takie momenty, sekundy wypełnienia się światłem, które nadają sens mojemu istnieniu, które sprawiają, że wszystko rozumiem, ogarniam… To trwa tak krótko, że nie sposób nawet spamiętać, co się widziało, czuło… Ale te chwile dają mi pewność siebie w tym, żeby nie pozwolić spętać się narzucanymi przez kogoś doktrynami. I kiedy rozbijam się o Gieysztorowo-Brücknerowy doktrynalny beton wśród rodzimowierców, jest mi zwyczajnie przykro.
    ______
    A propos wiary-wiedzy – nie przeszkadza mi słowo wiara – można wierzyć lub wierzyć ślepo; dopiero to drugie wyrażenie brzmi w moich uszach negatywnie. Wiara-wiedza… Czy te dwa słowa nie są jakoś etymologicznie spokrewnione? A może dla Słowianina WIARA=WIEDZA?
    _____
    Na koniec – bo się nie mogę powstrzymać – też chcę dołożyć Mickiewiczowi! 😉
    Do – jak się okazuje długiej listy zarzutów dopisuję zniszczenie Słowackiego.
    Słowacki, jako rosnąca konkurencja, zagrażająca wieszczowi na jego piedestale „Duchowego Ojca Emigrantów” musiał zostać wyeliminowany z gry. Jak to najlepiej zrobić w społeczności ultra katolskiej? Ano, można na przykład napisać o konkurencie, że jego twórczość to „Kościół bez Boga” i wiadomo, że to chwyci – szanujący się Polak-Katolik takiego czegoś czytać nie będzie. I pozamiatane. Dołóżmy jeszcze zarzut jakże niepatriotycznego unikania w twórczości tematów związanych z ojczyzną (zarzut oczywiście bezpodstawny) i po rozdeptanym konkurencie nawet mokra plama nie zostanie.
    „Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna…” 🙂
    Kiedy po raz pierwszy czytałam, że na pogrzeb Słowackiego w Paryżu przyszło zaledwie 40 osób (Mickiewicz się nie pokwapił) – ryczałam jak bóbr krokodylimi łzami 😉
    Dziś myślę, czy aby Mickiewicz nie miał po części racji, mówiąc o tym „kościele bez Boga”… Może ten zarzut powinien brzmieć „kościół bez Boga Jahwe”?… A Słowacki sam dolewa oliwy do ognia:
    „Idź tam, skąd boskie płynie ci natchnienie,
    Nie tam, gdzie krzyż widzisz, deski i kamienie” 🙂

    Zajrzyjmy jeszcze do „Genesis z Ducha” Słowackiego. Poeta przedstawia tu swoją wizję ewolucji, ale nie ewolucji, jaką kojarzymy z Darwinem, tylko EWOLUCJU DUCHA. Rozwija się więc byt od tak zwanej „nieożywionej” natury (kamienie, minerały), następnie wciela się w rośliny, ludzkie ciała, potem w coś, co Słowacki określał mianem „anioła” (byt wyższy od człowieka), a potem, kto wie – może w Światło, może staje się częścią Boga?
    Jakby tego było mało, poeta zauważa pewne podobieństwo Duchów w obrębie członków rodziny, rodu, narodu i do zobrazowania tego podobieństwa posługuje się przykładem kwiatka stokrotki, gdzie poszczególne płatki zbiegają się do jednego, wspólnego centrum (czy nie nasuwa się wam tu skojarzenie z Rodem?)
    Jakże inaczej brzmi w tym kontekście „Testament mój”:
    „Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
    Co mi żywemu na nic…tylko czoło zdobi;
    Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
    Aż was, zjadacze chleba – w aniołów przerobi.”

    Krótki fragment „Genesis z Ducha”, który gorąco polecam przeczytać w całości:
    „Tu mi pozwól, o Boże, że wydam jedną z małych ducha tajemnic na przedwczesne może szyderstwo sądu. – Oto zmysł woni świadectwem mi jest – przedwiekowego w formach roślinnych pobytu, gdzie duch ciała (które mam teraz) krwiste naczynka zarazem z uczuciem piękności lub bezkształtu i jadu wypracowywał. Uczuwszy woń róży, zapominam na chwilę, jakby w odurzeniu, żądz i smutków ludzkiej mojej natury, a powracam niby w te czasy, w których celem dla ducha mego było utworzenie piękności, a odetchnięcie wonią było mu jedyną ulgą w pracy i rozkoszą… A tak, o, Panie, powracam niby na chwilę w dzieciństwo moje – i przychodzi mi niby z otchłani Genezyjskich wiatr orzeźwienia i młodości… A na próżno mi, o! Panie, nauka tłomaczyła ten fenomen – przez działanie woni na zmysł powonienia; jam pytał o działanie zmysłu na duszę moją, która w uczuciu woni rozwesela się lub smętnieje.”

    Kiedy to czytam, od razu stają mi przed oczyma i w uszach Wedy i wiele z Trehlebova i Rudolf Steiner… a Jahwe jakoś nie 😀

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
    Zależy mi na waszych opiniach, głównie odnośnie rodzimowierców-ateistów.

    Lubię

    • Malwa:

      Przyjmij moje wyrazy podziwu i uznania dla Ciebie. Wyzwolenie się z pęt jahwizmu przy ojcu franciszkaninie, choćby tylko w cywilu, to prawdziwa próba ognia. Zdałaś ją brawurowo.

      Racjonaliści/ateiści bardziej jeszcze niż katolicy zasługują na „piwnicę”, a raczej na ciemny loch. Są równie dogmatolubczy, ale dodatkowo zaprzeczają istnieniu duchowej rzeczywistości. Katolicy przynajmniej mówią o świecie ducha, choć utożsamiają duchowość z jahwizmem i bajkami o niebie i piekle.

      Z tworami, które można by określić jako ateistycznych (racjonalistycznych) członków słowiańskich grup wyznaniowych sam mam ogromny problem. Trzeba będzie chyba przygotować im oddzielny loch w naszej „piwnicy”. Fakt ich istnienia pokazuje ponadto, że nasi Bogowie stwarzając stopniowo człowieka mieli dużo dobrego humoru i dla zabawy dopuścili istnienie rodzimowiercy-ateisty. Ponury Jahwe takim jajcarzem nie był. On by takich od razu ogniem i siarką wyplenił. Jak tych z Sodomy i Gomory.
      Dogmatyzm nie-wiary rodzimowierców-ateistów-racjonalistów jest czymś zaiste szczególnym. Po prostu nie da się tego w żaden sposób ani logicznie, ani intuicyjnie wytłumaczyć. Te typy tak mają – tylko tyle można o nich powiedzieć.
      Dogmaty na temat słowiańskiej wiary (Gieysztor & Co) przerażają mnie. Ci ludzie niczego ze Słowiańszczyzny nie zrozumieli. Ja powiem tak: rację mają ci, którzy twierdzą, że Słowianie mieli – i mają nadal – jednego Najwyższego Boga. Ale rację mają i ci, którzy twierdzą, że Słowianie mieli i mają nadal wielu Bogów. Rację mają ci, dla których najwyższym Bogiem jest Świętowit. Ale rację mają i ci, dla których najwyższym Bogiem jest Swaróg. A także ci, dla których jest nim Trygław, Perun, Weles czy Swarożyc.
      Jak to możliwe? Ano po prostu tak – skoro nie jesteśmy w stanie przyrodzonym rozumkiem pojąć, jak może elektron być raz cząstką, a raz falą

      to jak chcemy tym samym przyrodzonym rozumkiem pojąć Niepojęte!
      Dalej – skoro najprostsza cząstka elementarna może być raz cząstką a raz falą (albo i cząstką i falą jednocześnie) tak i Jedyny Najwyższy Bóg może być mnogimi Bogami, Świętowitem, Swarogiem, Trygławem i Swarożycem (moim ulubieńcem) jednocześnie. Proste to jak budowa cepa. I wolne od dogmatyzmu.
      A dogmatolubcy „słowiańscy” niech sobie kruszą kopie. I łamią ich łepetynki walcząc o jedynie słuszną, „prawdziwą” wiarę Słowian. Tyle tylko, że nie u mnie. Tutaj dla dogmatyków obojętnie jakiej prowiencji miejsca nie ma.
      Natomiast przepędzać ich od rodzimowierców raczej się nie powinno. Może Swaróg lub jego boski syn Swarożyc promieniami słońca ich kiedyś oświecą.

      Czesława Białczyńskiego niezwykle sobie cenię za ogrom jego wiedzy i za jego wkład w badania nad starożytnością tradycji Słowiańskiej. Choć sam jestem w tym względzie niezbyt ambitnym „minimalistą”. Chcę pojąć Słowiańszczyznę przede wszystkim intuicyjnie, duchem. Ogrom wiedzy o niej jest dla mnie sprawą ważną, ale nie pierwszorzędną.

      Patriotyzm bez „ZABAWY W PRZYRODĘ” może zakończyć się spaloną Ziemią. Albo zabetonowaną.
      Niech będzie zatruta, martwa, byle biało-czerwona. Brak słów na taki ciemnogród…

      Odtwarzanie Słowiańszczyzny bazujące na kronikach jahwistów to nonsens. Jedynie osoby mądre, potrafiące czytać między wierszami mogą coś takiego próbować. Tylko – po co to robić? Słowiańszczyzna to tysiące lat tradycji, którą można odnaleźć w runach. Albo i we Własnej Duszy. Tyle, że do tego należy ją właściwie „dostroić”.

      „Staram się słuchać, co sama Natura lub język mogą mi przekazać, słucham też głosu własnej intuicji… Są czasami takie momenty, sekundy wypełnienia się światłem, które nadają sens mojemu istnieniu, które sprawiają, że wszystko rozumiem, ogarniam… To trwa tak krótko, że nie sposób nawet spamiętać, co się widziało, czuło… Ale te chwile dają mi pewność siebie w tym, żeby nie pozwolić spętać się narzucanymi przez kogoś doktrynami.”

      I to jest najlepsza droga szukania naszych korzeni, tożsamości i naszej wiary.

      „I kiedy rozbijam się o Gieysztorowo-Brücknerowy doktrynalny beton wśród rodzimowierców, jest mi zwyczajnie przykro.”

      Oni wciąż nie pojmują Ducha Słowiańszczyzny. Trzymają się „litery” i „autorytetów”. To jest niestety spuścizna po dogmatycznym jahwiźmie, która nadal zatruwa słowiańskie duszyczki.

      Termin wiara wywodzi się wg. Trehlebova od słowa wiedza o Ra – świetle.

      Dla mnie pogaństwo to wiedza o duchowej naturze świata, o duchach i Bogu/Bogach. Kto tego nie dostrzega, nie „czuje”, jest zmuszony przyjąć to na wiarę. Istotne jest, aby była ona wolna od nakazanych i jedynie słusznych kanonów.

      Słowacki miał rację:

      „Idź tam, skąd boskie płynie ci natchnienie,
      Nie tam, gdzie krzyż widzisz, deski i kamienie”

      A Mickiewicz pokazał, że jest żydłakiem, katolakiem – katoliko-polakiem.

      Z ewolucją Ducha Słowacki też ma całkowitą rację. Przecież to jest oczywiste i jasne jak słońce. Nawet elektrony posiadają elementarną świadomość. Kamienie też. A gdy kruszą się i wietrzeją, ich atomy wciągane są przez rośliny otrzymując udział w świadomości rośliny. Później jest wyższy poziom zwierzęcy, po nich ludzki, potem, po oświeceniu ewolucja ducha na poziomie niematerialnym trwa dalej. Dotąd, aż staniemy się ponownie integralną częścią Jedności. Nawet Gautama po oświeceniu to zauważył i powiedział, że wszystko co żyje jest buddą, tylko jeszcze sobie tego nie uświadamia.

      Podobieństwo czy pokrewieństwo Duchów w obrębie członków rodziny, rodu, klanu, czy narodu to b. skomplikowana sprawa. Większość wraca rzeczywiście tam, gdzie żyła poprzednio. Są jednak Duchy ciekawskie, podróżujące tu i tam. Dla mnie np. ten Indianin jest mi bliższy Duchem, niż moja matka – katoliczka.

      W nim czuję i widzę rzeczywiście mojego bratniego Ducha. Sam kiedyś byłem Indianinem-poganinem.

      Na Rudolfa Steinera bym uważał. Przed wielu laty fascynowała mnie jego antropozofia. Do czasu gdy zauważyłem jego antropocentryzm – wzięty żywcem z ST (gdzie człowiek rzekomo stworzony został na obraz i podobieństwo Elohim). No i te jego badania biblii i koncepcja dwóch Joszue/Jezusów. A dla mnie jeden zbeletryzowany i zmitologizowany Joszue to już o jednego za dużo. Jak może rozsądny człowiek pisać o Joszue jako „chrystusie”. Jak może rozsądny człowiek ufać napisanym na zamówienie ewangeliom, w których Joszue przerobiono na posłańca i syna Jahwe. Przecież żydzi pisali ewangelie po to, aby zaczadzić i zadżumić nimi dusze Rzymian.

      Rodzimowierców-ateistów pozdrawiaj imieniem światłego Swaroga i Swarożyca. To mądrzy Bogowie. Dają światło, oświecają, ale dają i ogień – który rozpala umysły i serca.
      Albo traktuj ich po prostu jako Słowianolubców. Ostatecznie mają prawo takimi być. Na siłę „nawracać” ich nie ma sensu. To nie nasza specjalizacja.

      Lubię

  7. a powinnam wszak trzymać się wyłącznie tego, co ustalił imć Gieysztor & Co.”- 😀 jeśli dla kogoś TEZY i DOMYSŁY Gieysztora i Bruckner są prawdą objawioną to niech wybudują świątynie proroka Gieysztora oraz reszty słowianologów,i niech wyznają ich naukowe dogmaty 😉

    Nie każdy ateista jest racjonalny,ateizm wcale nie jest równoznaczny z racjonalizmem to że ktoś się za takiego racjonalnego uważa to mało ważne,jeśli ateista tworzy swoje dogmaty i nazywa je racjonalnością,jest po prostu śmieszny.

    Wiara/wiedza…Rodzimowiercy nie wierzą w bogów tylko bogom.Na tym polega różnica między Rodzimowiercą a dogmatolubcą teistycznym lub ateistycznym.

    czuję się jakbym obcowała jednocześnie z ateistą i katolikiem”- katolicy wierzą w istnienie Jahwe,ateiści wierzą w nieistnienie Jahwe 😀 katolik=ateistolik.Ich wiara odnosi się do tego samego boga,mentalnie są równi.Tak bo tak albo nie bo nie-racjonalność 2012 😄

    „Wiem, że Białczyński się z prawdziwą religią Słowian mocno rozmija…” -a skąd to wie?Skąd zna prawdę?Bo przeczytał jakąś tezę Brucknera i mu się nie zgadza z tym co czyta u Białczyńskiego?:D

    Mnie w ogóle nie interesuje to co pisali w kronikach bo wiedzy duchowej szukam w sobie i w bogach a nie w tezach fantastów i spekulantów,Gieysztorów itp.

    Wyznawcom kronik współczuję.Kto pisał kroniki?Władza,ci którzy robili wszystko by naszą kulturę niszczyć i zachwaszczać.

    Chcę tylko zwrócić waszą uwagę na to, że nie jest to zdrowy objaw, że ateiści (ubrani w rodzimowiercze szatki) zaczynają osobom wierzącym narzucać jakieś ograniczenia, dogmaty…”-większość tych ateistów to krypto katole,stosują ubeckie metody manipulacji i prowokacje.

    odnoszenie się li tylko do tego, co można potwierdzić (chrześcijańskimi!) kronikami, prowadzi do odtworzenia słowiańskiego wczesnego średniowiecza. „- 😀 i to są ci prawdziwi rodzimowiercy którzy wierzą w to co im ksiądz napisał 😀

    Staram się słuchać, co sama Natura lub język mogą mi przekazać, słucham też głosu własnej intuicji… „-to właśnie jest prawdziwa tradycyjna wiara/wiedza Słowian.Tej żywej wiary najbardziej boi się i nienawidzi kk dlatego przeszkoleni w socjotechnikach katole bawią się w ateistów i podpuszczają innych żeby niszczyli prawdziwą żywą wiarę Słowian.

    kiedy rozbijam się o Gieysztorowo-Brücknerowy doktrynalny beton wśród rodzimowierców, jest mi zwyczajnie przykro.”-nie potrzebnie,to nie są rodzimowiercy tylko Gieysztorwiercy i Brucknerolubcy.

    Bruckner postawił tezę i to jest prawda 😉 ale jak Białczyński napisze o tym w co wierzy to już jest nie prawda 😀 poniewaz Bruckner Rodzimowiercą nie był i dlatego prawde znał,a Białczyński Rodzimowiercą jest i się nie zna na swej duchowości 😀 to ma sens.

    Lubię

  8. Do – jak się okazuje długiej listy zarzutów dopisuję zniszczenie Słowackiego.”-Mickiewicz był żydem,kogoś to dziwi że miał problem ze Słowackim?W POlsce pierwszeństwo ma tylko to co PRAWDZIWE czytaj żydowskie,takie z którego „Ziemia święta”ma korzyści.

    Lubię

  9. Niech będzie zatruta, martwa, byle biało-czerwona. Brak słów na taki ciemnogród…”-nie nie,to jest racjonalizm 😀 do ciemnoty jeszcze nie dotarło że przyroda bez nas poradzi sobie doskonale,my bez niej umrzemy.Racjonaliści 😀
    Tak samo jak katolicy którzy są tak oświeceni że aż strach,światłość której doznali jest tak silna że już dawno wypaliła im oczy 🙂

    Lubię

  10. Na Rudolfa Steinera bym uważał.”-żeby czytać Steinera trzeba sporo wiedzieć na wstępie.Steiner inspirował się orientem a jego antropozofia to owoc buntu przeciwko teozofii.
    Fajnie się go czyta dopóki nie zacznie mówić o jedynejsłuszności 😉

    Jego wykład na temat snu i śnienia był bardzo ciekawy.
    Steiner to nie jest lektura dla początkujących.
    W tekstach Steinera możemy wyczytać że Thor=Szatan 😀 no cóż…jeśli ktoś nie może żyć bez hebrajskich pism”świętych”, to niech się ograniczy tylko do nich i nie miesza w cudzych tradycjach.

    Lubię

  11. Dzięki, Opolczyku, za miłe słowo 🙂

    Staram się iść drogą, która sama mnie wzywa 🙂 Szkoda tylko, że czas, który mogłam poświęcić na zdobywanie wiedzy, spędziłam walcząc o prawo do zejścia z wybranej dla mnie odgórnie ścieżki (w dalszym ciągu odmawia mi się tego prawa, z tym, że ja już po prostu nie zwracam na to uwagi). Moja wiedza jest więc mocno ograniczona, co w pewien sposób zmusza mnie do uruchamiania prawej półkuli mózgu i intuicyjnego szukania odpowiedzi. 😉 Zazdroszczę wam ogromu wiedzy, jaki w tym blogu tryska niezliczonymi źródełkami, ale też nie żałuję tych moich „zmarnowanych” lat, bo one w pewnym sensie też były wartościową lekcją, darem losu.

    „Na Rudolfa Steinera bym uważał. Przed wielu laty fascynowała mnie jego antropozofia. Do czasu gdy zauważyłem jego antropocentryzm – wzięty żywcem z ST (gdzie człowiek rzekomo stworzony został na obraz i podobieństwo Elohim). No i te jego badania biblii i koncepcja dwóch Joszue/Jezusów.”

    Tak, tu się zgodzę. Też, kiedy trafiłam u niego na antropocentryzm, po prostu automatycznie przerwałam lekturę 🙂 Antropocentryzm jest postawą, której szczerze nie znoszę. Do dwóch Joszue/Jezusów już więc nie dotarłam 😉
    Trehlebow w którymś miejscu nazywa „Kronikę Akashy” grochem z kapustą i tu też się zgodzę – zaczęłam ją czytać i bardzo szybko – świadomie – skończyłam.

    Tym niemniej jest to dla mnie ciekawa postać, na przykładzie której można zaobserwować, co się dzieje z chrześcijaninem, który chcąc chrześcijaninem pozostać, wybiera drogę mistyki, duchowego zbliżania się do Boga, poznawania go. Co ciekawe droga ta wiedzie jakby „wstecz” – prosto do wiedzy zawartej w Wedach, o których już wiemy, że mają słowiański rodowód. Chrześcijanin, opisując zdobyte na tej drodze doświadczenia i wizje, pozostaje oczywiście wierny chrześcijańskiemu słownictwu i pewnym utrwalonym dogmatom (choć niektóre sypią się mu się przed oczyma jak domki z kart, o czym również donosi). Ale jeżeli wymazać to chrześcijańskie słownictwo… Krótko mówiąc, zaintrygowało mnie to, że chrześcijanin Steiner poprzez ćwiczenia/wizje duchowe dotarł w wielu miejscach (nie wszędzie oczywiście) do hinduskiej->słowiańskiej wiedzy/wiary.

    Dodam może jeszcze, że na Steinera trafiłam zupełnie przypadkiem, szukając ciekawej biografii mojego ulubionego niemieckiego poety – Novalisa, którego racjonalni biografowie kompletnie nie rozumieli. Novalis był mistykiem i wizjonerem; brakowało mi do tej pory opracowania i analizy jego dzieł, uwzględniających ten fakt. Steiner, co prawda, popłynął po bandzie, konstruując tezę, jakoby Novalis w poprzednich wcieleniach był Eliaszem, Janem Chrzcicielem i malarzem Rafaelem 😀 , ale wiele innych jego tez naprawdę rzuciło jaśniejsze światło na te miejsca w utworach poety, z którymi nikt do tej pory sobie nie poradził.

    Nie będę teraz wnikać w temat, za jakiś czas planuję skrobnąć komentarz na blogu Białczyńskiego, zapewne pod jakimś artykułem o Kwiecie Paproci, gdzie przedstawię parę moich wniosków i spostrzeżeń odnośnie Novalisa i właśnie Kwiatu Paproci. Ale jeszcze nie teraz – teraz mam takie urwanie głowy, że wyszłoby mi to chaotycznie i nieczytelnie, a tego nie chcę. Popracuję nad tym, jak zdarzy mi się wolna chwila, i podlinkuję też tutaj 🙂

    Wracając do Steinera: podoba mi się u niego podział na epoki kulturowe, bo wypływają z tego optymistyczne dla nas wnioski – po epoce „germańskiej” (opartej na technokracji i odrzucaniu duchowości kosztem „rozumu” <- lewej półkuli mózgowej?) podobno nadchodzi już nowa epoka – epoka „słowiańska”, czyli ponowne zwrócenie się w stronę duchowości.

    Ale nie, nie będę się w niego szczególnie wczuwała, bo mamy dziś lepiej strawne źródła, niż jego „groch z kapustą”. Jedyne, co bym jeszcze z jego menu wrzuciła na ruszt 😉 to pozycja pod tytułem „Egipskie mity i misteria”. Jestem zwyczajnie ciekawa jego poglądów w tym temacie.
    A może ktoś w was już to czytał?

    @Mezamir:
    „Innym dobrym określeniem byłby chyba mistycyzm,czyli brak przynależności do konkretnej instytucji religijnej a jedynie własne doświadczenia i wiedza na ich temat,lub na temat świata w wyniku doświadczeń mistycznych.
    Mnie nazwy nie są potrzebne,bez nich nadal jestem sobą. (…) Okultyzm i mistycyzm to właściwie to samo,tylko że ludzie są nauczeni by widzieć w okultyzmie satanizm a w mistycyzmie chrześcijaństwo.Ilu ludzi tyle definicji,im więcej definicji tym większy chaos…”

    Bardzo mądra uwaga!

    Pozdrawiam!

    Antropocentryzm stawia człowieka ponad przyrodą. A my jesteśmy przecież „tylko” jej integralną częścią. I to wcale nie najważniejszą. Dlatego uważam antropocentryzm za zatrutą ideologię rodem z Genezis. I dlatego Steinera odrzuciłem…

    opolczyk

    Lubię

    • Bardzo mądra uwaga!”-czy ja wiem czy taka mądra,normalna 😀 a zwróć uwagę że satanizm i chrześcijaństwo to przecież jedno.Nie ma chrześcijaństwa bez Szatana.Nikt na to uwagi nie zwraca a satanista to po prostu zbuntowany chrześcijanin.
      Nie żaden „poganin niewierny”(jak innowierca może być niewierny?Jest wierny ale nie Jahwe), tylko wyznawca biblijnego Szatana.
      Tego samego w którego istnienie wierzą i katolicy i chrześcijanie-jedyni sataniści w gruncie rzeczy,bo kim jest człowiek który wierzy w Szatana?
      Czy któryś katolik neguje jego istnienie?Nie,każdy w niego wierzy i chodzi do kościoła ze strachu przed nim a wmawiają swoje diabły innowiercom bezczelne typy.

      Tak więc Steinera nie polecam początkującym i radzę traktować jego tezy wyłącznie jako tezy i poglądy Steinera a nie prawdy objawione które znał Steiner 😀 bo nie znał.
      Lepiej poczytaj sobie Mahabharatę albo Upaniszady 🙂
      http://chomikuj.pl/yuka_gir

      Lubię

  12. Z ostatniej chwili 🙂
    http://bialczynski.wordpress.com/2012/06/12/dzisiaj-przekraczmy-granice-12-06-2012

    Koczownicy na siłę chcą sprowokować zamieszki i starcie Rosjan z Polakami. Nie w smak im, aby Słowianie bratali się ze sobą!
    W Rosji żydo-opozycja urządza w tym samym czasie protesty przeciwko Putinowi. Jednym z jej przywócóf jest żyd Kasparow – uczestnik ostatniego zlotu Bilderberga pod Waszyngtonem:

    https://opolczykpl.wordpress.com/2012/06/01/doroczny-zlot-grupy-biderberga/
    opolczyk

    Lubię

  13. Jeszcze coś,chodzi o Indianina którego można posłuchać na filmie powyżej.
    Ten sam człowiek zagrał w Przystanku Alaska 🙂

    Sezon 2 Odcinek 2

    Opis: „Ten, który czeka” mądry indiański duch, który objawia się tylko rodowitym Indianom, nawiązuje kontakt z Edem. Wspólnie z duchem Ed przemierza całe miasto w poszukiwaniu wiadomości o swoich prawdziwych rodzicach.

    Genialny dialog w barze 😀 „Dlaczego nikt Cię nie widzi?To są biali,oni są ślepi ” 😀

    Mezamir – Ed to przecież administrator „stacji wejścia” (z zaświatów na ziemię).
    Funkcję tę opisuje R.A. Monroe w II części jego książki:

    http://www.oobe.pl/ksiazki_online/Dalekie_Podroze_R.A.Monroe/013-ind.htm
    opolczyk

    Lubię

  14. Ed to przecież administrator “stacji wejścia” -o kurcze,nie wiedziałem,a mógłbyś podać jakiś cytat i sznurek do rozdziału z Edem?

    Kurcze, Mezamir, Ed był w kilku rozdziałach II części. Ale w których – po prostu nie pamiętam. Przekartkuj ją a znajdziesz. Zacznij od rozdziału „Nowy przyjaciel”.
    opolczyk

    Lubię

  15. Bardzo ciekawa rozprawka egzystencjalno-naukowa, „Opolaninie”. Osobiście uważam również, iż człowiek „wie, iż nie wie nic” o otaczającym go bycie… Nie potrafi okiełznać własnego układu gwiezdnego, a wydaje mu się iż posiadł wiedzę na temat gigantycznej całości; nie potrafi dotrzeć na Księżyc, a jest w stanie „zajrzeć do najdalszych zakamarków Wszechświata, a nawet ostatnio i dalej – do samego Wieloświata”, i… „tam również nie zauważył podobno boga”… Jest to lekkomyślne, jest to śmieszne, jest to krnąbrne.

    I NUDA VERITAS CZYLI RODZIMOWIERSTWO

    Co zaś tyczy się rodzimej wiary prasłowiańskiej, to w tym temacie również „błąkamy się z zawiązanymi oczami po ciemnym gęstym lesie i to w dodatku w najciemniejszej porze nocnej; potrafimy namacać wokół występujące drzewa, ale nie jesteśmy w stanie wyczuć jakie to dokładnie drzewa i ile ich dokoła Nas się znajduje”. Szczególnie niepokojąca staje się doskonale widoczna ostatnimi czasy tendencja na masową zamianę we wszelkich tekstach spisanych nazewnictwa „Światowid” w „Świętowit” (rzekomo źle odczytana pierwotnie nazwa), i tym samym próba wmówienia Słowianom, iż czcili oni „jedynego boga pod różnymi nazwami”; że „Święty Wit” (pierwotnie od „Świętowit”), to według średniowiecznych zapisków, „pozostałości kulturowe po zamierzchłych wierzeniach zakorzenionych w mentalności ludzkiej tamtej doby, więc nie ma innego wyjścia jak uznać to właśnie nazewnictwo za oficjalne i zamknąć ostatecznie temat”… Niepokojące jest również, iż takich to bzdur naucza się obecnie na wyższych uczelniach, na kierunkach humanistycznych typu: „kulturoznawstwo, historia literatury, historia Polski”, etc. …

    To prawda, są to „pozostałości kulturowe po zamierzchłych czasach”, ale… pozostałości będące wynikiem mutacji kultury prasłowiańskiej z kulturą katolicką, kiedy to subtelnie starano się wyrugować poczet dawnych bogów na rzecz jednego – katolickiego. „Świętowit” jest więc nie spuścizną, a kompromisem, mającym dyplomatycznie pogodzić stare z nowym.

    To prawda. Nie mamy obecnie zbyt wiele „twardych” dowodów mogących być namacalnym świadectwem tego, komu i w jakiej liczbie oddawaliśmy cześć, jednak krocząc drogą dedukcji, możemy z całą pewnością stwierdzić iż nie był to jeden bóg. Dlaczego?
    Dlatego, że…

    Po pierwsze:

    Słowianie jako ludy rolnicze, całą swoją kulturowość opierali o przyrodę: faunę, florę, zjawiska pogodowe. Skoro więc tak zbudowali swoją kulturowość, w identyczny sposób skonstruowali swoją filozofio-religię. Nie może więc być mowy o jakimś jednym
    „Bogu Ojcu – Stworzycielu Wszystkiego”, a raczej o duchach opiekuńczych pól, lasów, łąk, zwierząt, roślin i domostw, duchach opiekuńczych pór dnia i roku.

    Po drugie:

    Słowianie to ludy rolnicze; wszyscy ludzie pracujący na równi z innymi bez jakiegokolwiek podziału na pana i niewolnika. Nie było zatem mowy o jakimkolwiek zjawisku „egocentryzmu/ indywidualizacji wewnątrzspołecznej” jako czynniku niezbędnym do narodzin tzw. „poezji górnolotnej” (poezjo-religii), wdzierającej się na pułap samego egzystencjalizmu (postrzeganie bytu z perspektywy poezji czyli wspomniany wcześniej „Bóg Ojciec – Stworzyciel Wszystkiego”)

    Podsumowując:

    Wiary monoteistyczne są zatem rezultatem bardzo dojrzałej myśli poetycko-filozoficznej. Wywodzą się one z kultur Bliskiego Wschodu o wieloletniej (rzędu kilku tysięcy lat) tradycji na tej płaszczyźnie.

    II NUDA VERITAS CZYLI „SWASTYKA”

    Kolejnym niepokojącym zjawiskiem towarzyszącym „ruchowi neopogańskiemu” w Polsce i na Ukrainie, jest systematyczne i wyjątkowo bezczelne wmawianie ludziom, iż „swastyka to rodzimy symbol słowiański”… ręce opadają (można przeklinać). Ktoś, kto odpowiedzialny jest za szerzenie publicznie takich bzdur, jest albo „arcyprosty”, albo też „arcypodły” (osobiście obstawiam to drugie) – innej możliwości nie ma. Owszem! Swastyka obecna stała się w pewnym momencie w kulturowości słowiańskiej (po najazdach agresywnych Germanów czyli Celto-Wikingów) lecz nie jest to „rodzimy symbol słowiański”! ZOSTAŁ ON SŁOWIANOM WETKNIĘTY NA SIŁĘ! Wetknięty wtedy tak samo, jak wtykany jest obecnie… zwłaszcza w czasach, w których antysemityzm stał się niemodny, a dawne zbrodnie kłopotliwe dla współczesnego wizerunku pewnego „tolerancyjnego” europejskiego państwa. Którego – każdy wie. Więc?! Więc szuka się „prostodusznego naiwniaka”, któremu możnaby „wcisnąć do ręki broń, z której przedlaty popełniono ciężką zbrodnię”.

    Definicja „swastyki” zaczerpnięta z Wikipedii:

    „(…) Jedno z najstarszych malowideł z motywem swastyki pochodzi z paleolitu – ma więc około 10 000 lat. Swastykę odkrywano w znaleziskach z późnego neolitu na Bliskim Wschodzie, w późniejszych w Babilonie i u Hetytów. (…)”

    Wniosek?!

    CI SAMI LUDZIE, KTÓRZY WETKNĘLI PRZEDLATY I WTYKAJĄ OBECNIE SWASTYKĘ DO KULTUROWOŚCI WSPÓŁCZESNOSŁOWIAŃSKIEJ, ZNISZCZYLI NIEMALŻE DOSZCZĘTNIE KULTURO-RELIGIĘ PRASŁOWIAŃSKĄ KRZEWIĄC MYŚL KATOLICYZMU W CZECHACH, NA SŁOWACJI, W POLSCE, NA UKRAINIE, NA BIAŁORUSI I NA LITWIE, SĄ ODPOWIEDZIALNI ZA ZBRODNIE INKWIZYCJI W CZASACH PÓŹNIEJSZYCH, ORAZ SĄ ODPOWIEDZIALNI ZA LUDOBÓJSTWO Z LAT 1939-1945.

    KIM SĄ CI LUDZIE? CI LUDZIE TO JEZUICI, KTÓRYCH Z JEZUSEM ŁĄCZY JEDYNIE NAZWA.

    III NUDA VERITAS CZYLI „RĘCE BOGA”

    Kolejnym jezuickim „knotem” serwowanym Słowianom jako ich „rodzimy symbol”, są tzw. „Ręce Boga” (zdjęcie medalionu które zamieściłeś na końcu swojej rozprawki), czyli krzyż zakończony pięcioząbkowymi grabkami, niekiedy również z czterema swastykami widniejącymi kolejno na czterech polach tego krzyża. Otóż… Słowianie nie mieli nigdy w swej kulturowości żadnych „haków, grabek, skrzyżowanego oręża, piór, krzyży, triskelionów ani swastyk”. Słowianie posługiwali się tylko i wyłącznie symboliką przedstawiającą naturę: „kwiaty, zboża, zwierzęta, fale, płomienie, pioruny, słoneczka, księżyce, falbanki” – te ostatnie są doskonale widoczne na obecnej fladze Białorusi.

    „RĘCE BOGA” SĄ CHYTRZE PRZEROBIONYM KRZYŻEM JEROZOLIMSKIM JAKIM POSŁUGUJE SIĘ BRACTWO JEZUICKIE. Nie wierzysz – sprawdź w wyszukiwarce.

    IV NUDA VERITAS CZYLI BRACTWO JEZUICKIE

    Poniżej zamieszczam tytuł wraz z odnośnikiem do ciekawego (bardzo ciekawego) dokumentu filmowego dostępnego na YouTUBE:

    Tajemnica Tajemnych Stowarzyszeń


    O filmie…
    Ten oszołom-jahwista professore judaica Veith jest po prostu szajbnięty. Wierzy tępo i bezkrytycznie w najbardziej załgane żydowskie wypociny – „biblię”. I największego żydowskiego podstępu nie dostrzega.
    Pisałem o nim już wielokrotnie – ostatnim razem w ostatnim tekście:
    „Ogromnym ułatwieniem w tym podstępie były wielowiekowe spory i wojny o dogmaty wśród Gojów. Goje tak zajęci byli walkami o “prawdy objawione”, tak byli zajęci narzucaniem “własnej” (podstępnie im podrzuconej) religii innym, że nie zauważyli, iż zostali zdominowani i zniewoleni przez władców pieniądza.”

    Katolicy walą się po pyskach z protestantami (pomiędzy sobą zresztą też) o monopol na „prawdę objawioną”, a banksterzy nakładają im kajdany i ich okradają. Na tym polega podstęp żydo-chrześcijaństwa.
    Amerykańscy protestanci tępo dążą do apokalipsy, aby ich żydowski „mesjasz” zbudował „Nowe Jeruzalem”. Palanty myślą, że się na nie załapią. A nie są przecież obrzezani.
    Do tego stopnia odmóżdżono żydo-chrześcijan.
    Protestanci niech tak nie pyszczą na katolików. Sami spalili więcej czarownic niż watykaniści, a w rzezi Indian z prerii mieli największy udział.
    opolczyk

    Lubię

    • Piszesz Naga Prawdo o rzeczach, o których nie masz pojęcia.

      Nie mam czasu ani ochoty na wyprowadzanie Ciebie z błędów. Każdy sam sobie sterem i żeglarzem. Ty chcesz żeglować po utartym przez innych szlaku prowadzącym do jedynie słusznego portu. Twoje prawo.

      Piszesz: „…to według średniowiecznych zapisków…”.
      Dla mnie wszystkie średniowieczne zapiski to obłuda, fałsz i podszywanie się jahwizmu pod tradycje pogańskie, aby je zniszczyć. A gdy niemożliwe okazało się ich wykorzenienie, to je przejmowano nadając im jahwistyczną „oprawę” erystyczno-teologiczną.

      Kultura Słowiańska jest o wiele starsza niż myślisz. I o wiele starsza od wyssanych z palca jahwistycznych ideologii religijnych zwanych „monoteistycznymi”.
      https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/

      Piszesz:

      „Podsumowując:

      Wiary monoteistyczne są zatem rezultatem bardzo dojrzałej myśli poetycko-filozoficznej. Wywodzą się one z kultur Bliskiego Wschodu o wieloletniej (rzędu kilku tysięcy lat) tradycji na tej płaszczyźnie.”

      A to czysta propaganda. Załgana po dziurki w nosie

      Wiary monoteistyczne to wynik oszustwa kapłanów żydowskich. Oparte na erystyce i pokrętnej dogmatologii służących interesom kasty kapłanów. Sami kapłani żydowscy zerżnęli ich mitologię od Sumerów. A jedno z bóstw – Jahwe – wykreowali najpierw na głównego, a poźniej na jedynego boga. Zastanawiałeś się dlaczego w dekalogu Jahwe mówi – nie będziesz miał bogów cudzych przede mną? Jahwe nie zaprzecza istnieniu innych bogów. Tylko chce być czczony przed nimi. To znaczy – kapłani Jahwe chcieli, aby Izraelici tylko u nich szukali pośrednictwa z bogami. I byli ślepo im posłuszni. Dlatego wymyślili Jahwe jako bóstwo mściwe, zazdrosne i za byle co karzące śmiercią i pogromami. Czy chcesz, aby myślący człowiek plemiennego psychopatę uważał rzeczywiście za boga?

      Jeśli tak, to trafiłeś pod zły adres.

      Celto-Wikingowie i Germanie przejmowali od Słowian symbole, w tym swastykę, a nie odwrotnie. Wciąż, metodą jahwistów, starasz się wpędzić Słowian w kompleks kopciuszka.

      Ciągle podkreślasz ten Bliski Wschód. Widać, jest on Ci duchowo bliski. Cywilizacja nasza rozwinęła się na stepach Azji i stamtąd zawędrowała m.in. do Indii, Iranu i na ziemie dzisiejszej Polski. A Twój ukochany Bliski Wschód był jedynie kopistą i nieudolnym plagiatorem Wiedzy-Wiary, który tę kulturę sobie podpatrzył, przeinaczył i rozwinął w zbrodnicze dogmatolubstwo judaizmu-chrześcijaństwa-islamu.

      Nie zwalaj wszystkiego na Jezuitów. Są oni integralym wytworem żydo-chrześcijaństwa. Ich gorliwością przypominali Zelotów. Zbrodnicze jest całe żydo-chrześcijaństwo, a nie podrzucani tłumowi „chłopcy do bicia” – jezuici.

      „Ręce Boga” istniały na tysiące lat przed tzw. „krzyżem jerozolimskim”. To on jest podróbą, a nie Ręce Boga.

      Jesteś albo zindoktrynowanym „óczonym” ignorantem, albo podstępnym manipulatorem.

      Odsyłam Ciebie na blog do doktora Słowiańszczyzny, Czesława Białczyńskiego.

      http://bialczynski.wordpress.com/

      Poducz się, podciągnij w wiedzy, odrzuć ignorancję i wiarę w prawdy objawione rodem z „Bliskiego Wschodu”.

      Wtedy pogadamy.

      Jeszcze jedno…

      Piszesz:

      „KIM SĄ CI LUDZIE? CI LUDZIE TO JEZUICI, KTÓRYCH Z JEZUSEM ŁĄCZY JEDYNIE NAZWA.”

      Odpowiadam!

      Cytat z jewangelii:

      „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową” (Mt 10:34-35)

      Ten mąciciel, przerobiony na syna bożego, „chrystusa”, symbol pokoju i miłości dotrzymał obietnicy.
      Przyniósł miecz i wszystkich skłócił.
      Ku chwale jego psychopatycznego „ojczulka” Jahwe.
      Jabłko pada blisko jabłoni…

      Lubię

  16. Veith …jego film jest ciekawy,nie dlatego że ocenia jak ocenia pogan z pnktu widzenia judeochrześcijanina,nic nowego 🙂 dla nich bóg śmierci to bóg zsyłający śmierć 😀 a nie opiekun zmarłych,dusz.

    Film jest ciekawy ponieważ mówi o tym kim są jezuici/iluminaci/bankierzy i co planują.
    Swastyka faktycznie nie jest Słowiańska,Swarzyca/Swarga jest Słwoiańska 🙂

    Jezuici są pionkami. Dzisiaj liczą się wyłącznie banksterzy i Mędrcy Syjonu oraz ich agentura i wykonawcy ich planów. Watykan jest podporządkowanym globalistom szabas-gojem. A protestanci grają w drużynie globalistów i sami chcą „Nowego Jeruzalem”.
    Veith powinien mówić o żydowskim spisku, a nie o Watykanie. Podrzucenie Gojom żydo-chrześcijaństwa było kluczowym elementem podboju świata. Dlatego tę żydowską ideologię należy odrzucić i zwalczać. W komplecie – katolicyzm, protestantyzm, prawosławie. Czyli cały odmóżdżający jahwizm.

    Swastyka – ta kojarząca się z Hitlerem – to jedna z uproszczonych form Swarożycy/Swargi. Ostatecznie wyraz „swastyka” oznacza nie tylko tę „hitlerowską” ale wiele innych jej form.
    Swarga, kołowrót, Ręce Boga, swastyka


    opolczyk

    Lubię

  17. Krzyż jerozolimski był wzorem Rąk Boga 😀 dobre.
    a pentagram to symbol pięciu ran nazarejczyka 😉 super.

    Marna prowokacja,ktoś chciał z nas idiotów zrobić ale się przeliczył 🙂
    Tutaj parafian/ciemniaków nie ma,takie kity prosze na oazie dzieciom wmawiać 😀

    Lubię

  18. Jest jeszcze druga wersja etymologii słowa „religia”, według mnie bardziej prawdopodobna: „re-ligo” = „uwiązanie” (gdzie „uwiązanie” w przeciwieństwie do „przywiązania” ma charakter pejoratywny). Oczywiście, również nie pasowałoby to chyba do tego, co nazywamy rodzimowierstwem.

    Lubię

    • Rob:

      Nie znałem tej drugiej etymologii. Ale do żydłaków pasuje jak ulał – uwiązani strachem przed „karą bożą” i wieczystym potępieniem w piekle do odmóżdżających dogmatów, ortodoksji i bzdurnej doktryny.

      Lubię

    • Duchowość 🙂
      Czyli taki rodzaj wiary w którym nie ma instytucji
      kogoś komu trzeba płacić za to że w coś wierzysz.

      Wiara bogom a nie w bogów.

      Liked by 1 osoba

  19. Pingback: Mitologia słowiańska. Skradzione święta | Przyszłość Historii

  20. Mnie zastanawia jedno… co się stało że nasi przodkowie zostali tak otumanieni że zatracili własną wiedzę na rzecz wiary?

    Jeżeli ja wiem że białe jest białe, to nikt nie wmówi mi że białe jest czarne. A myślę że krystowiercy i ich krewniacy karzą nam wierzyć że białe jest czarne, a czarne jest białe.

    Lubię

    • Są pewne teorie dotyczące konstrukcji ludzkiego DNA (MtDNA) i zawartych tam informacji. Osoby posiadające „starożytną” wiedzę na ten temat doskonale wiedzą jakich należy używać kodów, obrazów, dźwięków by uaktywnić pewne reakcje i zachowania. Klawisze takie pozwalają „władcom ludzkości” bez problemu kontrolować setki milionów (a raczej miliardy) ludzi zmieniając ich w bezmyślne, właściwie reagujące na odpowiednio mocne uderzenia strun bydło hodowlane. Ma to także związek z konstrukcją umysłu człowieka a właściwie wszystkich „połączonych” umysłów oddziaływających na siebie nawzajem, żeby było ciekawiej to można wliczyć w to także ludzi martwych którzy nie zostają wyłączani z tego połączenia 🙂 (ta wiedza także jest „władcom ludzkości” znana lepiej niż komukolwiek). Moglibyśmy tu
      rozwinąć temat archetypów Junga: najwyższy bóg, zbawiciel, królestwo bogów, piekło, złe moce, dobre moce to wspólne dla wszystkich ludzi „bagna”, wystarczy uaktywnić świadomą wiedzę na takie różne tematy i ludzkie umysły wpadają w pułapkę, potem nawet już nie widzą innej rzeczywistości, podążają nią i chronią za wszelką cenę…Jednym z najbardziej niewinnych (pozornie) a także jednym z najpopularniejszych słów kluczy jest wyjątkowo nadużywane słowo „love”, czy też „miłość”, większość piosenek muzyki rozrywkowej opiera się na tej konstrukcji, często tworzone i wykonywane jest to przez ludzi którzy w ogóle nie są zdolni do żadnej miłości, no może czasem do samego siebie. Jednakże ta najnaturalniejsza i najsilniejsza emocja w istotach ludzkich jest zwykłą przysłowiową rybką, na którą bardzo łatwo zarzucić haczyk, mniejsza już z treściami i „normami” jakie wprogramowywuje się z dziecinną łatwością w człowieka (szczególnie bezbronne dzieci i młodzież), bo samo uaktywnianie tych sfer przez osoby które nie powinny tego robić (bo z jakiej racji?) i bardzo często zarzucanie na nich (chwilowo nawet) tych emocji, jest już szkodliwe dla indywidualności i siły umysłu człowieka a to przecież tylko jedna ze szpileczek wbijanych w mózg. Moglibyśmy także podciągnąć tu temat sportu i już kłaniają się odpowiednie kody: my i oni, zwycięzcy i przegrani, niesprawiedliwi sędziowie, korzyść sportowego sprytu (czyt.oszustwa), wzbudzanie agresji, smutku, wrogości, żerowanie na uwielbieniu dla idoli sportowych traktowanych jak „bożkowie”. Piękni i silni „półbogowie” mieszkający w swoich zamkach, otoczeni świtą adoratorów, utwierdzających ich stale w poczuciu „wyjątkowości” i „wspaniałości” a doskonale wiemy że są potrzebni „władcom świata” tylko do odwracania uwagi ludzi, do zajęcia ich rączek i główek zabaweczkami, są po prostu opłacani jak „ekskluzywne dziwki”, z usług których mogą korzystać miliony obsesyjnie „napalonych” osobistości tego świata, tak jak z usług aktorów którzy w imię wyższych celów (czy.sława, pieniądze, seks), gotowi są do zatrucia umysłów ludzi każdym rodzajem bredni i zgnilizny duchowej. Z kolei osoby które zwracają uwagę ludziom na pewne kwestie, przedstawiają je w inny niż „powinni” sposób są skutecznie eliminowani z życia publicznego, często ze śmiercią włącznie (jeśli spektrum ich działania jest szerokie). Za przykład niech posłuży typowy „satanista” John Lennon, tysiące osób właśnie od niego usłyszało pierwszy raz jakieś „szokujące” poglądy, uderzające w spokojny sen w bagienku i unoszące posłańców zwątpienia i analizowania nie tam gdzie powinny. Możemy się zastanawiać co tak najbardziej rozjuszyło „hodowców ludzi”, czy słynne „God is a concept”, czy może „I just believe in me
      Yoko and me”, (wspomniałby w tym miejscu też pewnie o dzieciach jakby je mieli), może jednak po prostu „Imagine all the people, living life in peace.”. W tym miejscu można dać upust myślom i od piosenkarza i tytułu jednej z piosenek odbić się do wprost do koncepcji prestiżu pewnych zawodów. Praca fizyczna dzięki której ludzkość żywi się, buduje i pielęgnuje swe osady została sprowadzona do tematów wstydliwych, którą parać mogą się mogą z czystym sumieniem tylko totalnie „nieambitni” debile, alkoholicy i inne kaleki życiowe. Naturalnie system wynagrodzeń i pozycji społecznej jest totalnie nieadekwatny w stosunku do pożyteczności z wkładania swej energii w rozwój świata i międzyludzkich korzyści. Robotnik budujący most, który będzie służył następnym pokoleniom latami, przez rok pracy zarobi mniej niż adwokat przez tydzień, adwokat dzięki któremu do społeczeństwa wracają mordercze, psychopatyczne jednostki znowu gotowe wyrządzać krzywdy następnym rodzinom. Sprzedawca przez ręce którego przechodzą dziennie tysiące produktów tak potrzebnych dla życia ludzi, to osoba którą publicznie straszy się dzieci: zobacz jeśli nie będziesz się uczył to tak skończysz! Pracownicy fastfoodów i restauracji karmiąc dziennie setki osób są wyśmiewani już chyba nawet przez bezdomnych narkomanów, pracownicy stacji benzynowych są chyba jeszcze niżej. Tymczasem żołnierz który bez mrugnięcia okiem morduje na życzenie banksterów mężczyzn, kobiety i dzieci gwałcąc ich przy tym i torturując, jest uznawany za wzór męskości, bohaterstwa, honoru i odwagi. Jeśli przyjrzeć się temu procederowi bliżej to spostrzega się pewną bardzo korzystną dla „władców świata” regułę, mianowicie chodzi o frustrację, smutek, głupotę, stres, nietrzeźwy błądzący gdzieś w „strefach demonicznych” umysł. Energia ludzka osiada na przedmiotach, wpływa na inną energię, wirus zaraża zdrowych. Kostka brukowa kładziona przez półmózgów na kacu myślących tylko o tym by jak najszybciej wypić już jedno piwko (dla rozrywki marzących sobie i mówiących o tym jak to by „ostro” nie przelecieli jakiejś tam przechodzącej skąpo ubranej kobiety – jakby ci pół-impotenci w ogóle się do tego nadawali) jest już nasiąknięta tą właśnie energią. To oczywiście bardzo subtelne i ten wpływ jest praktycznie nieodczuwalny, szczególnie po tygodniach, latach od położenia kostki ale tak jest praktycznie stale ze wszystkim dookoła: ulice, chodniki, budynki, samochody, krzesła, stoły, ubrania wszystko to jest tworzone właśnie w takiej atmosferze: poniżenia, braku mądrości, słabości, nieszczęścia, bólu, złości, te produkty spożywcze wydawane w pośpiechu przez umęczone i niedocenione kobiety. Ba nawet drzewa, owoce i warzywa są sadzone i zbierane właśnie w takim smogu negatywnej energii. A przecież nie zawsze tak było, człowiek kochał to jak współpracuje z otaczającym go światem, kochał i dziękował za to jak jest w stanie go kształtować, udoskonalać i czerpać z jego zasobów, żyć w symbiozie z planetą, symbiozie miłości o której się wtedy nie mówiło, bo to było oczywiste i tym się żyło i oddychało…A może to tylko bajki powie ktoś, może nigdy tak nie było, nawet jeśli tak nie było to nie znaczy że tak nie może być.

      Liked by 1 osoba

      • Jest coś tym – jest pewna różnica w odczuwaniu podświadomym między mieszkaniem w blokowisku a w domu zbudowanym rękoma dziadka, ojca, swoimi. Np. ja mieszkając w bloku czuje się często zmęczony, śpiący, a gdy wyjadę na wieś albo na łono natury, to mogę spać krócej, wstawać wcześniej. NIe męczą mnie nawet niewygody.

        Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.