Mój ulubiony bóg słowiański, Swarożyc…

.
W zasadzie mam kilku ulubionych bogów słowiańskich – Swarożyca,Trygława, Świętowita. Należy do nich i Swaróg, boski ojciec Swarożyca. Podejrzewam, że lubię ich z prozaicznego powodu – w ich imionach występują nasze „polskie” litery (ł, ę, ś, ż, ó). Dlatego ich imiona brzmią dla mnie tak jakoś swojsko, uderzają w jakąś ukrytą głęboko w duszy prasłowiańską strunę.
Spośród tych bogów z polskimi literami w imionach największym jednak sentymentem darzę Swarożyca.

O zapomnianym przez Polaków, zwłaszcza katolików, Swarożycu tak pisał Błotniak z Bronnej Góry:

Uzasadnienie dla takich i innych wyborów odnaleźć możemy w zaniechaniu pielgrzymowania do Polski.
Tutaj, na rozstajach dróg i dylematów, wciąż czeka i trwa nasz świątkowy, umęczony i opuszczony Chrystus Frasobliwy. Pod prasłowiańskim zaś dębem, w bezimiennej mogile, spoczywa zapomniany Swarożyc
(wytłuszczenie moje).
http://dziupla-blotniaka.blogspot.de/2011/09/pielgrzymowac-do-polski.html

Pozorny spokój i beznamiętność tych słów – prasłowiański dąb, bezimenna mogiła, zapomniany Swarożyc, jak grzmot Peruna, jak salwa armatnia, jak dzwon Zygmunta powinne zabrzmieć w duszy każdego Słowianina. U mnie to zadziałało…
Zacząłem szukać…

Niestety nie znalazłem dotąd nigdzie wiarygodnej rzeźby przedstawiającej Swarożyca. Dlatego jako logo wybrałem sobie wizerunek Świętowita. Ostatecznie jego imię też brzmi tak swojsko. Myślę, że Swarożyc nie będzie miał do mnie o to pretensji.

Wikipedycznie o Swarożycu nie dowiemy się wiele.

„Swarożyc – słowiański bóg ognia ofiarnego i domowego (wg Gieysztora), czczony na Połabiu.

Jego imię wskazuje na patronimicum od Swaróg, co dało początek przypuszczeniom, że jest prawdopodobnie synem Swaroga, a tym samym podstawy do utożsamiania go z Dadźbogiem. Aleksander Brückner i Henryk Łowmiański uważali, że Swaróg (czczony na Rusi) i Swarożyc (czczony na Połabiu), to w istocie ten sam bóg pogański, zaś imię Swarożyc to deminutivum, czyli zdrobnienie.

Pierwszy raz imię bóstwa w tradycji Słowiańszczyzny zachodniej wymienił Bruno z Kwerfurtu w liście do cesarza Henryka II z 1008/9 r. w formie Zuarasiz diabolus.[1] Według kroniki Thietmara świątynia Swarożyca (Zuarasici) znajdowała się w Radogoszczy, co dało podstawę do utożsamiania Swarożyca z Radogostem.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Swaro%C5%BCyc

W internecie jest cała masa sprzecznych informacji dotyczących Swarożyca. Wątpliwości i przeróżnych utożsamień wokół niego jest ogromnie dużo. Czy był on synem Swaroga, czy samym Swarogiem? Czy był on Dadźbogiem czy Radogostem? Czy miał więcej rodzeństwa? Czy walczył z Welesem (w większości wersji z Welesem walczył Swaróg a nie Swarożyc, ale Swarożyca utożsamiano niekiedy ze Swarogiem)? Czy walczył Swarożyc o władzę na Niebie z Chorsem? I jeśli jego ojcem był Swaróg – to kto był jego matką? Czy Dennica była jego siostrą, ciotką czy babką?

Myślę, że na te pytania nie znajdziemy nigdy jednoznacznej odpowiedzi. Bo takiej być może po prostu nie ma. Chodzi w tym wszystkim o to, że wierzenia Słowian nie były skodyfikowane i jednolite dla wszystkich plemion. Słowianie po prostu nie stworzyli instytucji typu „Świętego Oficjum – Kongregacji Kardynalskiej Świętej Rzymskiej i Powszechnej Inkwizycji” która zajmowałaby się tropienim i zwalczaniem nieprawomyślności, herezji i odstępstw od jedynie słusznej wykładni prawd wiary. Stąd u jednych plemion Swarożyc mógł być utożsamiany ze Swarogiem, a u innych mógł być uważany za jego syna. Istota wierzeń słowiańskich nie polegała na sporach – kto ma rację, a na oddawaniu czci bogom będących personifikacją Sił i Ducha Natury. Ponadto była łącznością z duchami przodków odpoczywającymi po dokonaniu żywota w Nawii.

Swarożycowi przypisuje się różne atrybuty i zasięg jego „kompetencji”. Jest on i bogiem Słońca, i bogiem Ognia jako takiego; jest opiekunem Ognia Domowego, jest też boskim Kowalem. Kto wie, czy nie wykuwał piorunów Perunowi (w jednej z wersji greckiej mitologii pioruny wykuwał Zeusowi Hefajstos). Był też Swarożyc postrzegany np. u Redarów jako bóg wojny.
http://www.tryglaw.org/bogowie_slowian_bog_slonca
http://fronsac.republika.pl/mitologiaslowianska/solarne.htm

O Swarożycu krążą różne legendy. Jak choćby ta o kochającej go dziewczynie, Sołnce, która stała się w wyniku tej miłości słonecznikiem:

„Powiadają, że wszystkie ziemskie słoneczniki są potomkami Sołnki zamienionej w ten kwiat przez Swarożyca. Dlatego zawsze obracają swoje głowy za słońcem, gdy ono w wędruje po niebiosach, bo darzą go takim samym uczuciem jako ich matka.”
http://efantastyka.pl/historie_i_mity_slowianszczyzna_mity_slowianskie_o_solnce_i_swarozycu

Znalazłem kiedyś piękną legendę o walce Swarożyca z Chorsem (niestety obecnie „na zawołanie” nie mogę jej w kosmosie internetu odnaleźć).
Było to (mniej więcej) tak: Swaróg – bóg Słońca panujący na niebie, będąc w podeszłym wieku postanowił przekazać władzę nad niebem swojemu synowi Swarożycowi. Ale aspiracje do panowania na niebie miał i Chors (zanim został bogiem Księżyca). Pomiędzy Swarożycem a Chorsem rozpętała się straszliwa wojna o panowanie na nieboskłonie. Mimo wysiłków obu bogów wojna nie przynosiła żadnego rozstrzygnięcia – ani jeden z nich nie był w stanie pokonać rywala. Podczas wojny Ziemia straszliwie cierpiała z jej powodu, bo nie miał kto regularnie poruszać na niebie słońcem i księżycem. Panował więc na Ziemi haos. Wreszcie po długotrwałych walkach obaj rywale uzgodnili pomiędzy sobą, że będą panować wspólnie – Swarożyc miał panować na niebie w dzień, będąc bogiem Słońca. Chors przejmował natomiast władzę nad niebem w nocy jako bóg Księżyca. Wojna ustała, a na na Ziemi wszystko wróciło do starego porządku…

Jak się wydaje, Swarożyc był czczony nie tylko u Połabian, ale na całej Słowiańszczyźnie.
Na terenach dzisiejszej Rosji Swarożyc był bogiem znanym i najczęściej utożsamianym ze Swarogiem – był przeobrażeniem Swaroga. Toczył on też i tam wielkie wojny. Pisze o tym szczegółowo Cz. Białczyński (fragment):

Rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu. Rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra łabędzicy poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu. Zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą, i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię. Rozniosło Kriwdę po całej Ziemi, po całym Podniebnym Carstwie. Pobieżał Swarog (Ogień Niebieski) ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi. Żmij ma tysiąc głów i tysiąc ogonów, a Ogień Niebieski tysiąc pałających oczu i tysiąc ognistych zębów. Zbiegły się ciemne chmury a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą pali. Nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga (Swarożyca – według Kącin Zachodu i Południa) i jako sokół rzucił się na swego wroga. Od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały  się Ćmiste Morza a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.
http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/ksiegi-apokryficzne/tajemnik-burowijski/o-tajemniku-burowijskim-i-wielkim-tajemniku-nuruskim/bitwa-swaroga-czarnoglowa-z-wronem-%E2%80%93-czarnym-zmijem/

Ogromnego znaczenia nabrał Swarożyc u Połabian z powodu nadciągającej na ich ziemie nawały obcego rycerstwa z „rzymską szubienicą” (krzyżem z Golgoty) w godle. Symbol ten chrześcijaństwo sobie przywłaszczyło.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/04/07/chrzescijanstwo-ideologiczna-bron-masowego-razenia-o-swiatowym-zasiegu/

O wzroście znaczenia Swarożyca u Połabian wobec zagrożenia podbojem ze strony zakutych w żelazo wyznawców Jahwe być może zadecydowało i to, że Swarożyc był nie tylko bogiem Słońca, ale także boskim Kowalem – patronem kowali, kuźni i ognia płonących w nich palenisk. Bez tego ognia, bez tych kuźni i kowali nie byłoby toporów, mieczy, pancerzy. A do obrony ziemi, wiary i wolności przed nawałą wyznawców boga znad Jordanu Słowianie potrzebowali dużo dobrych mieczy, toporów i pancerzy. No i nad tym właśnie czuwał boski Kowal Swarożyc. Będąc boga Słońca przeistoczył się dodatkowo w boga wojny.
Ponadto był Swarożyc patronem znanej wyroczni u Redarów w Radogoszczy, w której główną rolę odgrywał czarny (w innych wersjach siwy czy nawet biały) rumak Swarożyca.
W przypadku rumaka Swarożyca jako wyroczni w Rodogoszczy widać bliskie pokrewieństwo zwyczajów Redarów do podobnej wyroczni u Ranów w Arkonie, gdzie los odczytywano przy pomocy białego świętego  rumaka Świętowita.

Konie w owych czasach nabierały znaczenia szczególnie ze względu na ich coraz szersze zastosowanie do prowadzenia wojen. Jednak były one traktowane u Słowian też jako „konie wróżebne i święte wierzchowce boże„:
Konie w owych czasach nabierały znaczenia szczególnie ze względu na ich coraz szersze zastosowanie do prowadzenia wojen. Jednak były one traktowane też jako „konie wróżebne i święte wierzchowce boże”:

„Konie w wierzeniach słowiańskich, bałtyjskich, germańskich, były łącznikami między światem bogów a ludzi, widziały niewidzialne, wieszczyły o przyszłości, ochraniały przed nieszczęściem. Motyw konia widnieje na froncie Światowida ze Zbrucza (postać z koniem uważa się za Peruna), na babach pruskich, a najpopularniejszy jest we wierzeniach Słowian połabskich i pomorskich. [4] Konie były wierzchowcami bogów, choć znamy imiona głównie tych z mitologii nordyckiej: Odyna nosił ośmionogi Sleipnir, Ryngfaks bogini nocy pokrywał ziemię pianą i szronem, Synfaks boga dnia jaśniejącą grzywą oświetlał niebo i ziemię; sługi Odyna, walkirie, jeździły konno i ich symbolem była końska czaszka na żerdzi[21].

Konie wróżebne. Użycie konia do przepowiadania przyszłości wynika z wiary w to, że widzi świat pozazmysłowy, niewidzialne przeszkody, widma, demony i zjawy. Z zachowania koni wróżyli nie tylko Słowianie, ale też Bałtowie i Germanie (Tacyt wspomina, że interpretowali jako znaki rżenie i parskanie świętych białych koni; wolne od pracy, mieszkały one w świętych gajach i nosiły bogów na wyprawach wojennych). Koń wróżebny nie był składany w ofierze, należał do oznak władzy boga, był z nim łącznikiem i przekazicielem woli. [7] Obrządek wróżenia był ten sam- przeprowadzanie przez włócznie- w Szczecinie, Arkonie i Wolinie- był to powszechny sposób wróżby.[4]. Thietmar pisze: ?wbiwszy w ziemię na krzyż dwa groty od włóczni, przeprowadzają przez nie z gestami pokory konia, którego uważają za coś największego i czczą jak świętość?[11]. A Gieysztor [3] podkreśla związek tych wróżb z innymi rytuałami indoeuropejskimi, np Rzymianie wróżyli o pokoju i wojnie z poruszenia włóczni w świątyni Marsa. Konie wróżebne trzymano w świątyniach:

a) Swiętowita na Rugii (koń biały), w pobliżu jego posągu znajdowało się siodło i uzda. [18]. Saxo Grammatyk zanotował, że Świętowit w Arkonie posiadał ?wierzchowca białosza, a za grzech uchodziło wyrywać włos z grzywy czy ogona. Tylko kapłan śmiał tego konia paść i jeździć na nim, aby nie zmniejszyła się zwierza boskiego cena, gdyby go częściej zażywano. Wedle wiary Rugian walczył Świętowit […]na tym koni przeciw wrogom swej czci, a dowodziło tego, że koń, acz na noc zamknięty w swej stajni, rano nieraz tak zziajany, a ubłocony wyglądał, jakby w powrocie z wyprawy bardzo znaczną przebiegał drogę. Wróżono również tym koniem, a to tak: gdy zamierzali podjąć walkę przeciw jakiej ziemi, rozstawiali kapłani przed świątynią włócznie w trzech rzędach; w każdym z nich dwie włócznie na krzyż, z grotem na dół, były wbite do ziemi, a rzędy były w równej od siebie odległości. W czasie przygotowań do wyprawy wyprowadzał kapłan po uroczystej modlitwie konia z przedsionka w uździenicy, a jsliś koń przekraczał rzędy wpierw prawą niż lewą nogą, uchodziło to za pomyślną wróżbę do toczenia walki; jeśli zaś choć raz tylko lewą, pierwej niż prawą, przekraczał, zaniechiwano napadu na obcą ziemię! Również nie podejmowano wyprawy morskiej rychlej, dopóki nie spostrzeżono trzykrotnego raz po raz przekroczenie dobrej wróżby.?[3]

b) Trzygłowa w Szczecinie (kary koń). Trzygłowa, bóstwo Słowian połabskich i Pomorzan, czczono w Szczecinie i Wolinie. Herbord (XII w) pisze, że Pomorzanie mieli ?konia nadzwyczajnej wielkości, tłustego, czarnej maści i bardzo dzikiego; cały rok był on wolny od zajęć, a w takiej był świętości, że żaden nie był godny na nim jeździć, miał natomiast jednego z czterech kapłanów świątyń jako gorliwego dozorcę.?[18]. Również w X -wiecznym Wolinie istniała duża świątynia ze stajnią dla konia wróżebnego. [4]

c) Swarożyca lub Radogosta w Radogoszczy (koń kary). Po zdobyciu Radogoszczy i zniszczeniu świątyni w 1068 dosiadł go zwycięski biskup Burchard.”

http://www.dzikibez.pl/index.php/news/50/63/Rumaki-Wczesnego-sredniowiecza

Pod wpływem zagrożenia z zewnątrz u Słowian następowały niekorzystne zmiany. Wcześniejszych szamanów zastępowali powoli kapłani. Bezpośrenie kontakty szamanów ze sferą Ducha przeradzały się w coraz bardziej sformalizowane obrzędy.

Plemiona Słowian Połabskich próbowały jednoczyć się we wspólnej walce przeciwko najeźdźcom. Kilka ich plemion połączyło się w Związku Wieleckim. Były to plemiona Chyżan, Czrezpienian, Dołężan i Redarów. Najważniejszym plemieniem Związku ze względu na znaną świątynię Swarożyca byli Redarowie. Oprócz tych plemion do Związku  należały mniejsze plemiona Nieletyków, Doszan, Wkrzan, Ratarów, Doleńców, Rzeczan. Okresowo włączali się do niego Morzyczanie, Glinianie, Wkrzanie.
http://ftp.fpr.nazwa.pl/www.vineta/saga%202003/historia/wieleci.htm

Wieleci odnieśli wiele spektakularnych sukcesów militarnych. W roku 1033 pokonują Sasów w bitwie pod Wierzbnem. W 1055 roku przeprawiają się przez Łabę, wyrzynają saskie załogi zbrojne po czym pustoszą kraj i uprowadzają jeńców.
Chyba największym ich sukcesem było jednak zwycięstwo pod Przecławą w bitwie stoczonej 10 września 1056 roku (90 lat po przykuciu Polski do watykańskiego rydwanu). Armia saksońska została praktycznie unicestwiona. Niemcy ginęli od miecza i topora, lub topili się podczas ucieczki wpław przez Łabę.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Przec%C5%82aw%C4%85
To zwycięstwo byłoby sławione na miarę naszego Grunwaldu, gdyby Wileci wydali z siebie odpowiednika naszego Mieszka i dali się skatoliczyć. Mieliby szansę na utworzenie chrześcijańskiego państwa słowiańskiego na wzór piastowskiej Polski. Ponieważ nie poszli oni na ugodę z jahwizmem, starto ich z powierzchni Ziemi i nieomal wymazano ich z historii.
Alternatywą dla nich było jedynie słowiańskie państwo zamieszkałe przez ludzi z ukradzioną i podmienioną duszą.

U nas w historiografii Grunwald traktowany jest jako skruszenie potęgi niemieckiego zakonu krzyżackiego. Ze względu na identyczność wyznania krzyżaków i Jagiełły nie podkreśla się zagrożenia dla Polski ze strony ekspansywnego niemieckiego katolicyzmu. Bitwa pod Gruwaldem była ważnym epizodem wojny religijnej katolików niemieckich z katolickim władcą słowiańskim, a nie tylko ważnym epizodem wojny (z polskiego punktu widzenia) anty-germanizacyjnej. Do dzisiaj u pruskich nacjonalistów Grunwald/Tannenberg wywołuje zgrzytanie zębami – pochód katolickiej germańszczyzny został wówczas przyhamowany. Polska połączona z Litwą uratowała swoją państwowość. Ale nie uratowała swojego ducha. Choć wtedy, w 1410 roku, nie było jeszcza tak źle.

W czasach  Grunwaldu polscy rycerze ślubowali nadal jeszcze na Słońce a nie na „rzymską szubienicę”.

Jest rok 1405, za kilka lat rycerstwo polskie ma rozgromić Krzyżaków w bitwie pod Grunwaldem. Tymczasem… Kaznodzieje nadal strofują Polaków za jawne czczenie bogów polskich o imionach Łado, Jasz, Lela, Nyja i Kuj. A będą to robić jeszcze kilkadziesiąt lat! Do tego nie kto inny jak wspomniani polscy rycerze nadal przysięgają na Słońce, które uważają za święte i darzą powszechnym szacunkiem. Następnie w wieku XVI Marcin z Urzędowa wspomina o wciąż obchodzonym święcie bogini Dziewanny (w czas Nocy Sobótkowej), a imię Matki Boskiej wymawia się w tym czasie nadal jako Marza.

http://www.bogowiepolscy.net/bogowie-polakow.html

Duszę Polakom zrabowali i podmienili jezuici i ogłupieni nimi fanatycy na fali kontrreformacji. To oni zrobili z Polaka katolaka – czyli katoliko-Polaka. Katolak to ten, który zaparł się, wyrzekł, zdradził i zwalcza własnych bogów i własną religię. A wręcz nią gardzi.

Można jedynie spekulować i gdybać o tym, jak ewentualnie wyglądałoby zjednoczone chrześcijańskie państwo Polabian (w tym Wieletów), gdyby takie utworzono. Byłoby ono na pewno zerwaniem z tradycją wiecu ludowego jako najwyższej władzy u Słowian z okresu przedpaństwowego. Wybieranych na okres wojen wodzów zastąpiłby autokratycznie i dziedzicznie rządzący władca. Słowianie byliby ubezwłasnowolnionymi poddanymi własnego króla, musieliby też zrezygnować z własnej wiary. Czyż ta cena nie jest jednak zbyt wysoka – życie za wolność i duszę?
Drugą ewentualnością byłby sojusz wszystkich Słowian Zachodnich opierających się nadciągającym z zachodu i południa hordom plemiennego Jahwe w wersji watykańskiej oraz prącym od wschodu hordom jahwizmu bizantyjskiego. Wtedy jedynie silna centralna władza (likwidująca demokrację plemienną) byłaby w stanie opierać się nowej, obcej wierze. Słowian czakałaby wielowiekowa walka z niewiadomym epilogiem. Kto wie, czy chcąc wzmocnić władzę centralną, władca nie skodyfikowałby wierzeń Słowian, aby je ujednolicić i wykorzystywać je instrumentalnie do swoich celów. Tak więc i wiara słowiańska mogłaby stać się wtedy narzędziem polityki…

Ale to tylko gdybanie i domysły.

Bóg przeznaczenia i losu Rod chciał inaczej…

Plemiona słowiańskie skłócone były pomiędzy sobą. Związek Wielecki rozpadł się. A wtedy najeźdźcy po kolei, pojedynczo ujarzmiali kolejne plemiona Słowian. Kto się nie „nawrócił” – szedł pod topór.

Świątynia Swarożyca była zapewne imponująca. Opisał ją kronikarz niemiecki Thietmar:

„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”

http://pl.wikipedia.org/wiki/Radogoszcz_%28gr%C3%B3d%29

W podobny sposób opisuje ją Stefan Żeromski. Dodatkowo znaleźć można u niego opis samego posągu  Swarożyca. Był to posąg ozdobiony złotem. Posągowy Swarożyc trzymał w lewej ręce topór dwusieczny, na głowie jego siedział ptak z rozpuszczonymi skrzydłami. Na piersiach wyobrażone było godło narodowe: czarna tura głowa.
http://literat.ug.edu.pl/wiatr/0007.htm

Dwusieczny topór – straszliwa broń w rękach wyćwiczonego wojownika – trzymany przez Swarożyca pokazuje, że był on dla Redarów rzeczywiście bogiem wojny. Pod jego przewodnictwem Redarowie szli do boju.

Germańscy katolicy zapamiętali doskonale ich klęskę pod Przęcławą, w której armia saksońska została praktycznie unicestwiona. Wiedzieli też zapewne, że siłą Wiletów była ich wiara w Swarożyca.

Dziesięć lat po tej klęsce, zimą roku 1066-67 jeszcze większe wojska niemieckie pod wodzą biskupa (i to ma być  „duchowny” – „pasterz”) Burcharda z Halberstadtu najeżdżają w odwecie i pustoszą kraj osamotnionych Redarów. Zniszczeniu uległa świątynia Swarożyca w Radogoszczy. Na koniec biskup bezcześci świętego rumaka Swarożyca, którego porywa i wraca na nim do Saksonii.

Po tym najeździe Redarowie odbudowali ich świątynię Swarożyca. Według niektórych pogłosek miała ona po odbudowie posiadać trzy razy trzy, a więc dziewięć bram. Niemcy widząc odradzający się opór Słowian ponownie ich zaatakowali. Ostateczne unicestwienie świątyni Swarożyca nastąpiło w roku 1125, kiedy to Niemcy pod wodzą Lotara III, późniejszego cesarza, ostatecznie podbili ziemie Redarów.

Aby odebrać Słowianom (nie tylko Redarom) pamięć ich boga wojny, boga Słońca i ognia, boskiego Kowala od mieczy, toporów i zbroi, ich wyrocznię posyłającą ich do walki – Swarożyca – jego świątynię w Radogoszczy kompletnie unicestwili.  Do tego stopnia, że do dzisiaj nie wiadome jest, gdzie ona się znajdowała.
Niemccy katolicy zrobili to świadomie i z premedytacją – wiedzieli, że Swarożyc mógłby być dla Słowian symbolem dalszej walki i oporu wobec wrogów niszczących ich wiarę i kulturę.
Dlatego tak starannie Swarożyca wymazano z pamięci.

Chrześcijański krzyż – „rzymska szubienica” pokonał (prawie?) ostatecznie słowiański krzyż – symbol boga Słońca  – Swarożyca-Swaroga.

A sam Swarożyc od tamtego czasu zapomniany, wymazany z pamięci katolików, spoczywa pod prasłowiańskim dębem, w bezimiennej mogile.

Czyż nie nadszedł już czas, aby Swarożycowi wybudować nową świątynię? Choćby we własnym sercu i duszy…

Jako i ja uczyniłem…

Boże Swarożycu
boga Swaroga boski Synu i Dziedzicu
jako bóg Słońca oświecaj nam nasze umysły
i oświetlaj nam naszą drogę.

Jako bóg Ognia
rozpal w nas ogień miłości
do Tradycji, do Wiary Ojców,
do Kraju, do Plemienia, do własnego Rodu

Jako boski Kowal
zahartuj nasze serca
nasze umysły i nasze dusze
Abyśmy wytrwali…

opolczyk

ps.

Fanatyk i fundamentalista jahwizmu, ks. Natanek zabiega o intronizację jako „króla Polski” syna plemiennego Jahwe – Joszue/Jezusa.
A może by tak zamiast Joszue Swarożyca intronizować?

Swarożyc też był synem boga! Do tego naszego, własnego, swojskiego, słowiańskiego! Znad Wisły, Odry i Bałtyku!
A nie mściwego i zazdrosnego (cytat z biblii) obcego przybłędy znad Jordanu.

.

Reklamy

12 komentarzy do “Mój ulubiony bóg słowiański, Swarożyc…

  1. Moi ulubieńcy to Weles i Raraszek 😀 a jeśli chodzi o język to przydało by się większą uwagę przykładać do dialektów i gwar.Tłumaczyć niektóre wiersze i modlitwy.Nie znalazłem żadnych książek z których mógłbym się nauczyć chociaż jednego dialektu

    Polubienie

  2. Propsuję intronizację Swarożyca! Jakie to ma brzmienie niepokojące – Swarożyc! Jak moc w tym jest! Niemcy jakiego mają fioła na punckie swoich germańskich przodków – Hitler szukał ich nawet w Tybecie:D Wogóle bardzo mi się (w pewnym sensie) podobało to jak Trzecia Rzesza ożywiła świadomość przedchrześcijańską Germanów sprzęgając to z najnowszą techniką. Trzeba przyznać że to bardzo ciekawy setting był. Próbuję sobie wyobrazić coś takiego w Polsce dziś, oczywiście w jeszcze inny – nowy sposób. Jest wiele technik szamańskich dzisiaj dostępnych, wiele metod terapeutycznych które po lekkim przerobieniu można by użyć do budzenia Bogów w świadomości społecznej. Najśmieszniejsze jest to że Jezus nie był żadnym „nowym” bogiem ani rodzajem religijności jak się wmawia ludziom, to przerobiona duchowość słowiańska przepakowana dwa razy via Iran i narzucona siłą! Myślę że to wymaga edukacji tak samo jak kwestia konopii wymaga edukacji bo ludzie są niedoinformowani i odczuwają różne „słowianofobie” albo „naturofobie”

    Polubienie

    • Jest wiele technik szamańskich dzisiaj dostępnych, wiele metod terapeutycznych które po lekkim przerobieniu można by użyć do budzenia Bogów w świadomości społecznej. ”

      „Nie jest to wcale tak że budzisz się pewnego ranka i mówisz:”chciałbym zostać szamanem”.
      Nie działa to w ten sposób.Jest coś odmiennego w osobie która ma zostać uzdrowicielem.Rodzisz się ze specjalnym rodzajem mocy,darem.Nie jest to Twoja moc;ona należy do Wielkiego Stwórcy oraz do ludzi.Jest ona Tobie jedynie wypożyczona,musi być wykorzystywana we właściwy sposób aby nikogo nie skrzywdzić.

      Tak jestem narzędziem Wielkiego Stwórcy,tradycyjnym Indiańskim szamanem,duchowym nauczycielem i prowadzę ceremonie.
      Mówię o sobie w ten sposób bez przechwalania się,ponieważ to Wielki Stwórca,Duchy i moi starsi nauczyciele powiedzieli mi kim jestem.
      Jeżeli ludzie nazywają mnie szamanem,jest to dla mnie zaszczytem ale prawdziwy szaman nie powinien siebie tak określać,nie leży to w Indiańskiej tradycji.

      Nie mieszczę się w wyobrażeniach większości osób mówiących o tym w jaki sposób powinien wyglądać szaman.

      Nie obudziłem się któregoś dnia postanawiając przybrać imię które uczyniło by mnie stuprocentowym Indianinem.
      Uzyskałem je stosując głodówki,wypoty i dziesięciodniowe poszukiwanie na szczycie świętej góry.Nie zdobyłem sam swojego imienia,a nawet w rzeczywistości nie wybrałem swojego zajęcia.Wszystko zostało mi dane w zaszczytny i nieskalany sposób.Nie chciałem zostać szamanem-zostałem na niego wybrany.Cztery razy w moim życiu na sposób indiański zwracałem się do szamańskiej Starszyzny i prosiłem o oddalenie tego daru ode mnie.
      Dawałem im masę pieniędzy,prezentów,a nawet ofiarowałem ciężką pracę w zamian za odebranie mi mocy.Nie chciałem brać na siebie odpowiedzialności,trudności,poświęcenia i bezkompromisowej szczerej prostoty życia które się z tym wiążą.
      Dwóch spośród Starszych odmówiło,jeden próbował zrobić to o co prosiłem i umarł dokładnie rok później.
      Czwarty Rolling Thunder po prostu mnie zbeształ.Powiedział:”To nie Twój wybór.Nie masz prawa sprzeciwiać się temu o czym zdecydował Wielki Duch.Zostałeś wybrany na szamana na długo przed tym zanim przybyłeś na Ziemię w tym ciele.Masz obowiązek podążać za wezwaniem.Jeżeli nie,zranisz swoją rodzinę,swój lud oraz „duchowe działanie i obraz Uniwersum”

      Oczywiście jest to twarde życie,Twój własny indiański lud będzie się z Ciebie naśmiewał,będą Cię prawdopodobnie nazywali oszustem lub kimś takim ale Wielki Stwórca wie,Matka Ziemia wie,Twoje związki z Naturą o tym wiedzą,liczni ludzi nadciągający ze wszystkich stron których będziesz leczył nauczał i którym będziesz pomagał,będą wiedzieć i Ty będziesz o tym wiedział.
      Kiedy Twoje życie stanie się ciężkie będziesz musiał je znosić z uśmiechem,bo taka jest jedna z dróg prawdziwego szamana.
      Bierzesz na siebie cierpienie,lęk,nienawiść,gniew,ból,pomieszanie i choroby innych ludzi.To stanowi o Twojej odmienności i nie możesz przed tym uciec,ukryć się.Chcesz czy nie,musisz być silny i po prostu to robić”.

      W dawnych czasach Starszyzna plemienna znał z wyprzedzeniem czas nadejścia szamana.Dowiadywali się o tym ze snów,znaków,omenów i ceremonii.Czasami wiedzieli o tym zanim urodziło się dziecko,czasami dowiadywali się o tym przy narodzinach dziecka.
      Dzisiaj bardzo mało osób zdaje sobie z tego sprawę.Plemiona w których kultywuje się tradycje i Indiański styl życia,posiadają jeszcze wiedzę,ale plemiona zasymilowane oraz zindoktrynowane chrześcijaństwem nawet o to nie dbają.

      Wódz Harry Watt powiedział mi iż wiadome mu było że młody człowiek z jego plemienia odziedziczy moc leczenia i powróci do swego ludu,ale-mówił-jest smutny,gdyż ludzie nie będą gotowi na przyjście tej osoby,miał racje.Mówił że wiedział o mnie od czasu gdy byłem dzieckiem.

      W dniu moich urodzin wydarzyło się coś niezwykłego,błyskawice oraz grzmoty przewalały się ponad górami Six Nations i ponad terytorium Indian Seneka.

      Była to burza gradowa z gradem wielkości piłek baseballowych.
      To samo działo się za każdym razem gdy umierałem.Dotychczas cztery razy stwierdzono mój zgon.Oprócz tego umarłem jeszcze dwa razy ale poza moją żoną nie było w pobliżu nikogo aby to potwierdzić.

      Oczywiście byłem martwy tylko przez krótki okres czasu ale być martwym tzn nie żyć ,niezależnie od tego czy dzieje się to chwilowo czy na stałe.

      Stawanie się szamanem jest ścieżką pełną prób i udręki,cierpienia i poświęcenia.Zawiera w sobie wszystkie strony życia i ludzkiej natury.
      Wymaga działań fizycznych i duchowych umysłowych i emocjonalnych,ta ścieżka ma kilka etapów.

      1 Odziedziczony spadek-genetyczny potencjał.
      2 Wezwanie w formie snu lub serii snów.
      3 Inicjację która zdarza się podczas ciężkiej choroby,cierpienia,wskutek wypadku,odniesionych ran,podczas poważnych umysłowych lub emocjonalnych problemów,głębokich paranormalnych czy mistycznych doświadczeń,podczas śmierci klinicznej.
      4 Poszukiwanie Wizji i duchowa praktyka w specyficznym miejscu mocy Natury.
      5 Ocena i potwierdzenie otrzymane od Starszyzny
      6 Praktyka Szamańska która sama w sobie jest nigdy niekończącym się procesem,ponieważ neofita lub ktoś z jego lub jej rodziny często choruje.Choć może się to wydać nieuczciwe,dziwne relacje z „mocą”oraz spotkania z nowymi chorobami służą szamanowi jako podstawa do uzyskania nowych doświadczeń i wiedzy.
      Na nieszczęście czasami tracą oni swojego pacjenta lub nawet członka rodziny,lecz jest to zaprojektowany przez Kosmos plan nauki szamana”.

      „Mój trening został określony przez Wielkiego Stwórcę,Duchy Przodków i Starszyznę.Zaczynałem jako „widzący we śnie”,stałem się zielarzem,później jasnowidzem i wizjonerem,następnie uzdrowicielem co ewoluuje w postać duchowego lekarza-szamana.
      Zasadniczo oznacza to że widzę duchy,słyszę duchy,pracuję z duchami a one działają przeze mnie przy czym nie wpadam w trans.

      Może ludzie powinni ponownie dowiedzieć się o tym że to nie oni mają władzę wybierania i decydowania o tym kto zostanie szamanem.
      Nie aspiruję do godności świętego i nie chcę być czyimkolwiek guru ale usiłuję być bardziej uduchowioną osobą.

      Chcę być uduchowiony ponieważ miałem dobrych nauczycieli którym chciałbym dorównać.
      Góry kształtują taką osobę,Duchy Gór są magiczne i tajemnicze.Potrzebujemy gór jako symboli duchowości i jako przypomnienia o świętości.Każdy wędrujący po Ziemi człowiek powinien kierować się w stronę duchowego rozwoju i zmiany ponieważ na Początku byliśmy duchami,większość ludzi zapomniała o tym fakcie kiedy stali się „cywilizowani”.Zapomnieli że nadal jesteśmy duchami w ludzkiej skorupie.

      Podobnie jest z obrazem całego naszego istnienia.Mamy umysł,ciało i duszę,KAŻDY z nas ma swojego rodzaju Ducha Opiekuńczego.
      Od momentu znalezienia się na tej planecie mamy towarzystwo,prawdopodobnie bez niego nie moglibyśmy istnieć.
      Kiedy umieramy i opuszczamy nasze ciało,nasz Duch Opiekuńczy pomaga nam przejść na drugą stronę do świata duchów.

      Czasami zdarza się że popełniamy tak wiele nieprawości że nasz duch opuszcza nas(lub porywa go jakiś czarownik).
      Duch Opiekuńczy czy sprzymierzeniec jest realny.Jest to archetypowa cześć naszej nieświadomości i w większości przypadków przybiera postać zwierzęcia.
      Jesteśmy ludźmi i jesteśmy zwierzętami,zgodnie z z prawem kosmicznej dualności
      Dzięki poszukiwaniu wizji możemy dowiedzieć się jakie jest nasze duchowe zwierze mocy lub jakie może być.
      Kryzys życiowy,wypadek,choroba,cierpienie,wynoszą tę cześć nas na wierzch.
      Gdy się to wydarza musimy się z nią skonfrontować,stać się Jednym z nią i kultywować ją.

      Są to duchowe środki które zostały nam dane jako pomoc w odnajdywaniu odpowiedzi na pytanie:kim naprawdę jestem i dla rozwoju wyższej duchowości.

      Spotkałem ludzi mówiących że zidentyfikowali swój”totem”podczas medytacji lub odczytując karty tarota.
      lecz oni jedynie oszukują samych siebie.

      Istnieje wiele rodzajów symboli-zwierzęta,duchy,nawet upiory i demony*-żyjących w naszej podświadomości
      Nie ma łatwej drogi w procesie odkrywania samego siebie i wszystkie rasy ludzkie używają głodówek i poszukiwania wizji w celu skontaktowania się ze swoim prawdziwym Ja lub tym co niektórzy nazwali „wyższym Ja”-.Grizzlybear Lake

      * „To co nazywamy demonem,to co wydaje się być demonem,to co rozpoznajemy jako demona
      żyje w nas dopóki żyjemy my i znika razem z nami”-

      tak samo jak kwestia konopii wymaga edukacji bo ludzie są niedoinformowani”-zgadza się,ludzi się nie informuje o tym że toksyny powstałe w trakcie spalania maryśki,nie są usuwane z organizmu,kumulują się i powodują schizofrenię.Pewnie dlatego próbuje się ją zalegalizować a inne zioła nie powodujące uzależnień i skutków ubocznych,są wpisane na listę zakazanych i niezwykle niebezpiecznych substancji.Histeria wzbudzona przez lobby medyczne i chęć koncernów na zdobycie monopolu,spowodowały że np maki zostały wytępione,że niby walka z narkomanią,bzdura.Ćpuny i tak ćpają a zioła i rośliny się niszczy,co za tym idzie niszczy się owady,w efekcie niszczy się zwierzęta,potem rolnictwo i na końcu nas.

      Polubienie

      • nie wiem skąd masz takie informacje o tym że schizofrenia jest powodowana przez komulację jakiś „toksyn” powstałych w wyniku „spalania maryśki” ale sprawdź je lepiej:D Nie zauważyłem by „oni” chcieli legalizować, właśnie owi najgorsi „oni” nie chcą tego robić. Rozumiem fenomen choroby szamańskiej i tego że nie każdy jest szamanem ale też nie każdy musi być. Mi wystarczy psychologia i zajęcie się terapeutyczne np traumą chrztu ( w sensie narodowym). Bo jeżeli naprawdę tak jest że naturalnie mamy potrzebę realizowania pewnych wartości a nie możemy tego robić bo natrafiamy jako dzieci na zamkniętą skorupę „polactwa” to pojawia się trauma, pojawia się frustracja gdyż nie realizujemy naszych potrzeb albo realizujemy i spotykamy się z reakcją taką a nie inną. I gdy podchodzimy z odpowiednim kluczem do tej sprawy, rozumiejąc sprawę dziejowo w horyzoncie tego tysiąca lat itd wtedy zaczynamy odkrywać własną tożsamość, stosujemy metody typu praca z wewnętrznym dzieckiem i to są te metody które określam jako „szamańskie” i często dają one niesamowite rezultaty. I tylko tyle. Wiele osób tak robi, są prowadzone terapie i nie mówimy o jakiś wielkich podróżnikach do innych wymiarów ale o ludziach którzy nawiązują kontakt z własnym sercem a że serce jest słowiańskie to i wrażliwość się zmienia i statystyki Tuskowi spadają. Resztę robi Duch Dziejów.

        Polubienie

  3. Pingback: Jestem poganinem , Słowianinem ! « Pagans / Poganie ( Rodzimowiercy słowiańscy ) – Poganin i Słowianin

  4. Pingback: Walki z profanacją Słowiańszczyzny cd. … Korespondencja z drem Brzostowiczem – Odpowiedź dra Piotra Beina « Pagans / Poganie ( Rodzimowiercy słowiańscy ) – Poganin i Słowianin

  5. tak samo jak kwestia konopii wymaga edukacji bo ludzie są niedoinformowani”-zgadza się,ludzi się nie informuje o tym że toksyny powstałe w trakcie spalania maryśki,nie są usuwane z organizmu,kumulują się i powodują schizofrenię.Pewnie dlatego próbuje się ją zalegalizować a inne zioła nie powodujące uzależnień i skutków ubocznych,są wpisane na listę zakazanych i niezwykle niebezpiecznych substancji.Histeria wzbudzona przez lobby medyczne i chęć koncernów na zdobycie monopolu,spowodowały że np maki zostały wytępione,że niby walka z narkomanią,bzdura.Ćpuny i tak ćpają a zioła i rośliny się niszczy,co za tym idzie niszczy się owady,w efekcie niszczy się zwierzęta,potem rolnictwo i na końcu nas.

    nie wiem co począć czytając takie stwierdzenie …

    boli taka ignorancja, brak powiązań, skoro maryśka dla Ciebie służy do palenia to coś jest nie tak nie tyle z Tobą przyjacielu al i z Twoimi twierdzeniami …

    Sława!

    Polska Rzeczpolspolita:

    Konopia indyjska była przez tysiąclecia znanym i stosowanym w medycynie naturalnej ziołem. Nie posiada trucizn magazynujących się w organizmie. A dlaczego ją zakazano?
    Poczytaj: http://web.archive.org/web/20130822211025/http://gramzdrowia.pl/choroby/nalog-uzaleznienie/dlaczego-zabroniono-uprawy-cudownej-rosliny-%E2%80%93-konopii-indyjskiej.html

    Sława!
    opolczyk

    Polubienie

  6. dziekuje również za ten blog…wstańmy przebudzmy się odbudujmy nasza wiare…


    Czarownica:

    „wstańmy przebudzmy się odbudujmy nasza wiare”

    Dokładnie tak!
    opolczyk

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.