Jestem poganinem, Słowianinem

.
…i odczuwam z tego powodu satysfakcję.

W ustach katolika termin „poganin” ma wybitnie pejoratywne zabarwienie. Dla „wierzącego” poganin to ktoś gorszy, prymitywniejszy, pozbawiony kultury, „nieucywilizowany”, nieomal dzikus.
Sam termin „poganin” powstał już na początku V wieku, krótko po tym, gdy Rzym za Teodozjusza I został ostatecznie skatoliczony, a rzymskich rodzimowierców i „heretyków” wyjęto spod prawa. Stali się oni ściganą, wywłaszczaną, a nawet bezkarnie mordowaną zwierzyną łowną. Większy opór niż mieszczanie stawiali katolicyzmowi mieszkańcy wsi (łac. pagus – wieś), przywiązani do ich wiary. Ale i z miast wielu rodzimowierców uciekało przed prześladowaniami na wieś, później w trudno dostępne góry. I to własnie w stosunku do tych, którzy nie chcieli tępo i bezrefleksyjnie wierzyć w dogmaty o nowym bogu wykuto pogardliwy termin poganin. Oznaczał on kogoś, kto w oczach fanatyka-katolika nie chciał przyjąć „jedynie prawdziwej wiary”, a wolał żyć w „błędach i bałwochwalstwie”.
Teologicznego uzasadnienia do prześladowania pogan dostarczali katolikom nawet tacy giganci teologii jak Augustyn. Pokrętnie, zasłaniając się miłością bliźniego i troską o dusze pogan twierdził on, że „nawracanie” na siłę, a nawet zabijanie upartych pogan – jeśli uratuje ich dusze przed piekłem – jest uzasadnione i dopuszczalne.
Jeszcze przed ukuciem pogardliwego terminu poganin katolicy wytworzyli inne pogardliwe określenia.  Np. pod adresem jahwistów – nie-katolików. Każdy chrześcijanin nie-katolik był dla nich obrzydliwym heretykiem.
Równie pejoratywnymi określeniami były kacerz, bezbożnik, bluźnierca, bisurmanin (muzułmanin).  W naszych czasach doszły komuch, ateista, modernista i in.

Katolicyzm nie był odosobniony w wynajdywaniu obraźliwych, deprecjonujących etykietek. Już starożytny Rzym, a nawet wcześniej Grecja wszystkich obcokrajowców uważały za barbarzyńców – czyli za ludzi gorszych, dzikich. Przy czym nazywanie przez Rzymian obcokrajowców „barbarzyńcami” było idiotyczne. Bo takiego zdziczenia, jak masowe rzezie na arenach rzymskich cyrków, urządzane jedynie ku uciesze i rozrywce rozwydrzonego tłumu u „barbarzyńców” nie było.

W czasach PRL pejoratywne zabarwienie miały takie terminy jak prywaciarz, badylarz, burżuj. Dzisiaj pejoratywne określenia to lewak, socjalista, komuch, marksista. Marksem i socjalizmem straszy się nas celowo, aby nikomu nie przyszło do głowy wywłaszczenie banksterów, likwidacja giełdy, nacjonalizacja banków i kluczowych gałęzi gospodarki. Banki, kapitał, ponadnarodowe koncerny i giełdy są podstawą potęgi i gwarantem wpływów globalnej sitwy.

O rodzimowiercach lekceważąco wypowiadają się dzisiaj przeróżnej maści „postempowcy”, zaślepieni blichtrem nowoczesności i europeizacją (glajchszachtowaniem kultury na modłę amerykańską) naszego niesuwerennego unijnego baraku. Ale i „racjonaliści”, którzy na najwyższy piedestał wynieśli ułomny ludzki rozumek ogłaszając dogmat o tym, że boga/bogów nie ma, uważają rodzimowierców za cokolwiek niepoważnych. Bo kto „racjonalnie” myślący (wierzący, że myśli „racjonalnie”) wierzyłby w jakiego Swarożyca. Czy innego Peruna.

Najbardziej jednak rodzimowierców nie cierpią w Polsce katolicy. Katolicyzm tracący obecnie wpływy i wyznawców zaciekle walczy o utrzymanie monopolu na polskość i patriotyzm, chcąc nadal sprawować rządy dusz nad Polakami.
Ludzi wracających do tradycji naszych ojców, do kultury słowiańskiej nazywają katolicy pogardliwie m.in „neopoganami” (ew. neo-Słowianami).
Jest to pokrętne i oszukańcze określenie. Ostatecznie 95 % obrzędów, rytuałów, świąt i symboli chrześcijaństwo przejęło od nas – pogan. Sami  oni są  nieświadomymi poganami pomalowanymi pokostem judaizmu.
Jeśli więc w tej sytuacji ktoś odrzuci jedynie chrześcijańskie/katolickie interpretacje pogańskich tradycji i konynuuje je w ich pierwotnym znaczeniu, nie jest neopoganinem. Jest uwolnionym od obcych naleciałości i obcej interpretacji świadomym własnych korzeni poganinem. Nie musimy na siłę niczego tworzyć i wymyślać. Nie budujemy jakiegokolwiek „neo-„. Jedynie naszej tradycji nadajemy jej pierwotną treść i znaczenie.

Najbardziej haniebną metodą walki katolików o utrzymanie wpływów jest nazywanie budzących się Słowian renegatami, odszczepieńcami czy zdrajcami świętej wiary naszych ojców. A przecież to oni zdradzili wiarę naszych ojców. To oni są renegatami i zdrajcami.

Przypominam, że nasi ojcowie przez długie wieki opierali się skatoliczeniu. Czyż Zorian Dołęga Chodakowski byłby w stanie w XIX wieku rozpocząć jego misję rekonstrukcji wierzeń i zwyczajów słowiańskich, przedchrześcijańskich, gdyby na polskiej wsi one przez ponad osiem wieków nie przetrwały? A one tam przetrwały mimo zaciekłego zwalczania ich przez katolickich fanatyków.

Pokrętność katolików nie zna granic. Używają np. sloganu „wartości chrześcijańskie”. A przecież najbardziej rzucającymi się w oczy wartościami chrześcijańskimi były i są fanatyzm, nietolerancja, tępy i bezrefleksyjny dogmatyzm oraz hipokryzja.
Naucza chrześcijaństwo o miłości bliźniego, o konieczności przebaczania (jako i my odpuszczamy naszym winowajcom), o nadstawianiu drugiego policzka – a łapska ma po pachy ubabrane w ludzkiej krwi.
Naucza kler o cnocie wyrzeczenia się dóbr materialnych (prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niźli bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego), a jest pazerny i chciwy na mamonę, majątek kościelny i świecidełka.

Podobnych przykładów kompletnego rozdźwięku między głoszonymi hasłami a praktyką jest multum.

Pokrętna jest etyka stosowana u chrześcijan. Najwyższą etyczną wartością jest dla nich słuszna wiara. Można być szują, draniem – ale jeśli się słusznie wierzy (w jedynie słuszne dogmaty, w „tradycję”, w „naukę kościoła”) to takiego uznają oni za dobrego chrześcijanina. Wprawdzie ułomnego i grzesznego (a kto z nas jest święty, bez grzechu – powiedzą?) ale za to właściwie i słusznie wierzącego w jedynie prawdziwą wiarę.
A człowiek porządny, uczciwy, dobry – jeśli tylko odrzuci katolicyzm, okrzyczany zostanie wiarołomcą, sługą szatana, wrogiem kościoła, wrogiem jedynie świętej wiary, kimś złym i podstępnym.

Przy całym tym jazgocie katolików jedno jest dla mnie raczej pewne – ślepa, bezrefleksyjna wiara w wymyślone dogmaty nie jest nie tylko zaletą, ale jest intelektualnym kalectwem i niewolnictwem. Po to Bóg/Bogowie/Natura obdarzyły nas rozumem, aby z niego korzystać. Człowiek ma nie tylko prawo, ale i powinność samodzielnego myślenia, poszukiwania prawdy, poddawania w wątpliwość wymysłów tzw. autorytetów. Kto z tego rezygnuje, staje się intelektualnym kaleką i niewolnikiem.

Ja uwolniłem się już dawno z łańcucha jahwizmu i dogmatyzmu, z pęt ślepej i bezrefleksyjnej wiary w tzw. „prawdy objawione”. Byłem jednak cokolwiek „bez własnych korzeni”. Ale je odnalazłem. Powrót do słowiańskich tradycji naszych praojców był moją świadomą decyzją.
Z niewolnika „wiary objawionej” stałem się wolnym poganinem. I odczuwam z tego powodu satysfakcję.

opolczyk

Reklamy

15 komentarzy do “Jestem poganinem, Słowianinem

  1. to już było poruszane, ale warto podkreślić że prasłowiańszczyzna była kultem szamańskim a kult szamański to nie to samo co tępe czczenie różnych idoli. Kult szamański kontaktujący człowieka z geniuszem, z sub-świadomą strefą z naszą grzybnią naszym systemem korzeniowym wpuszczonym w głębiny Ducha to absolutne przeciwieństwo „religii” powstałej w celu kontroli tłumów poprzez wszczepienie im jakiegoś „czipa” mentalnego typu „strach przed piekłem” itd. Dlatego absolutnie nie chodzi o to byśmy zaczęli czcić prasłowiańskie bóstwa tak jak teraz czci się Jahve, nie idzie o to by klepać modlitwy tylko do kogoś innego (choć i to byłoby przyjemne). Odtworzenie prasłowiańskiego szamaństwa nie może być anachroniczne, trzeba szukać zbierać wskazówki w różnych innych kultach przetrwałych, w misteriach starożytnego świata które przetrwały w lasach europy ścigane jako „kulty czarownic”. Pierwszym etapem jest uświadomienie sobie tego co się stało, tego że tkwimy w niewidzialnej klatce ale potem gdy przybędą z pod ziemi hufce duchów by w noc zorganizowanej ucieczki której wyczekujemy jak Noe deszczu (tfu, jahwickie metafory:D) co się wtedy stanie? Napewno podskoczy PKB 😀

    Kult bogów u słowian nie był kultem idoli typu złoty cielec pod górą Synaj, czy domniemany syn boży Joszue. Ale i nie obwarowany dogmatami Jahwe. Swaróg był personifikacją słońca, był bogiem – życiodajnym słońcem. Mokosz była personifikacją Matki Ziemi, była przepełnioną duchem przyrodą, naturą. Czcząc ich bogów czcili Słowianie „głębinę Ducha” – a nie konkretnego idola.
    Tasiemcowych różańców na kolanach przed obrazkami nasi przodkowie też nie klepali. Woleli tańczyć i skakać nad ogniskiem. Albo ucztować. W ich ucztach bogowie też symbolicznie uczestniczyli. Bogom składano ofiary, po czym „wspólnie z bogami” ucztowano, ciesząc się życiem.
    opolczyk

    Polubienie

    • tak tak, tylko że chyba trudno ludziom wogóle wyobrazić sobie taki typ duchowości i często myślą że w miejsce starych dogmatów chcemy wprowadzić jakieś inne i klepać będziemy „inne pacierze”

      Tak naprawdę to nie obchodzi mnie, czy ludzie sobie to potrafią wyobrazić czy nie. Nie ponoszę odpowiedzialności za to, co i jak sobie inni wyobrażają. Odpowiadam tylko za własną świadomość. Jeśli ktoś tępo uogólnia – nic na to nie poradzimy.
      Mądry zapyta, będzie szukał i starał się zrozumieć. Tępy przyklei nam etykietkę, wsadzi nas do ciasnej „szufladki”. Ale to jego problem – nie nasz.
      opolczyk

      Polubienie

      • Wiesz ilu takich „rodzimowierców”mamy w Polsce?Całkiem sporo,myślą że jak zamienią słowo Jahwe na Świętowit to już są rodzimi.Żeby być Rodzimowiercą trzeba myślenie zmienić a nie ubranie.Jeżeli ktoś chce być sługą to szybko znajdzie się ktoś kto zechce być jego panem.

        Polubienie

        • BÓG NA DRUGIE IMIĘ MA PRAGNIENIE—JEZUS CHRYSTUS INACZEJ ŚWIADOME CIAŁO –DALEJ PROGRAM JEZUSOWY


          Spadaj nad Jordan.
          Masz szlaban. Dla żydłackeij propagandy nie ma tu miejsca.
          opolczyk

          Polubienie

  2. „Szamanizm to praca z duchami natury, nauka komunikacji z innym wymiarem poprzez wróżby, sny, medytacje. Kiedy rozwinie się już pewien związek ze światem duchów, można stamtąd uzyskać opiekę, pomoc w leczeniu. Oświecone istoty mogą być przewodnikami w rozwoju duchowym. Lokalne bóstwa, związane z drzewami, skałami, rzekami dostarczają oparcia. Szamanizm polega przede wszystkim na zrozumieniu tej wiedzy(…) We współczesnym społeczeństwie ludzie powinni zrozumieć jak ważne jest utrzymanie natury we właściwym stanie, dbanie o nią. Relacja pomiędzy naturą, a szamanem jest wspaniała. Szaman ma szacunek do drzew, gór, wody, ponieważ wie, że w tych miejscach istnieją duchy i moce, które są ważne dla przetrwania ludzi. Nie trzeba być szamanem, żeby mieć szacunek do natury i myślę, że współcześni ludzie mogą się tego nauczyć. Związku z naturą brakuje w całym naszym społeczeństwie. Natura nie pomaga ludziom tak jakby mogła. Ludzie nie mają w niej oparcia. Ogień może spalić, ale także może oświetlać, ogrzewać. Wodę można pić , jak również może ona stanowić przyczynę powodzi. Na ziemi można hodować rośliny, ale trzęsienie Ziemi może także niszczyć życie. Wszystko zależy od tego jaki się ma stosunek do natury, ponieważ zachowuje się ona w zależności od tego stosunku. Tracąc kontakt z naturą tracimy kontakt ze sobą, ze swoim własnym ciałem. Uważam, że współcześni ludzie powinni zrozumieć na czym polega związek szamana z naturą. I sami powinni rozwinąć podobny związek. Dzięki szamanizmowi możemy zrozumieć nasze środowisko, duchy natury, żywioły, leczącą moc żywiołów, zioła, astrologię, wróżby… Najważniejszą rzeczą w szamanizmie, jest respektowanie, szanowanie natury, tak samo jak szanuje się innych ludzi. Współcześnie uważamy, że jeśli kupi się kawałek ziemi i załatwi się to formalnie, to można tam robić wszystko; wycinać drzewa, kopać ziemię, niszczyć skały, robić różne rzeczy. Nie bierze się wcale pod uwagę tego, że mogą tam być inne istoty. Przecież na drzewach żyją ptaki, w lesie mieszkają zwierzęta – trzeba je szanować. Jeśli nie szanujemy środowiska, pojawiają się choroby powodowane zanieczyszczeniem. Najpierw niszczymy wodę, a później ją pijemy, niszczymy powietrze, a później nim oddychamy, niszczymy ziemię, a później z niej jemy. W tradycji szamańskiej traktuje się drzewa jak inne istoty, jak duchy. Istnieje też aspekt rytualny… Zwykle w szamanizmie mówi się, że jeśli ktoś nie czuje się dobrze fizycznie powinien pójść do lekarza, natomiast jeśli nie czuje się dobrze energetycznie powinien udać się do szamana. Kiedy pójdziesz do szamana zobaczysz, że będzie on robił inne rzeczy niż lekarz. Lekarz analizuje mocz, sprawdza jego kolor i banieczki powietrza, patrzy na kolor twojego języka, na usta, oczy.(…) Jest to fizyczna diagnoza. Szaman natomiast robi wróżbę, udaje się w podróż podczas snu. Stara się spotkać duchy i zobaczyć gdzie występują zakłócenia. Opiera się na wróżbach, korzysta z podróży i astrologii.Musi wykonywać rytuały, a rodzaj rytuału zależy od tego jaki jest cel szamana. To co próbuję tu zrobić to przekazać wam esencję tych nauk i sprawić byście ją mogli pojąć. Dla tych osób, które zajmują się uzdrawianiem i dla tych, którzy chcą uzdrowić samych siebie te nauki są bardzo wartościowe. Nauki Bon są niezwykle bogate w tego typu nauki. Myślę że bogactwo tej wiedzy istnieje wszędzie na świecie, jednak w wielu miejscach z różnych powodów nauki te zaniknęły. W Tybecie inwazja Chińczyków zniszczyła prawie wszystko. Wciąż jednak istnieje mnóstwo praktyk związanych z uzdrawianiem, z siłami natury, z duchami, z medycyną, astrologią, astronomią. … na poziomie energetycznym kiedy szaman koncentruje się i porusza symbolem pięciu świateł w trakcie poszukiwania duszy, przywołuje siłę życiową. Dwie praktyki przywoływania duszy i siły życiowej są wykonywane razem. Jeżeli czyjaś dusza jest zakłócona to bardzo prawdopodobnie, że siły życiowe również są pomniejszone. Jeżeli zakłócone są siły życiowe, to zapewne dusza będzie cierpiała na różne zakłócenia. Różne choroby przychodzą wtedy, kiedy jesteśmy słabi, nie ugruntowani, kiedy nie jesteśmy w sobie. Gdy czujemy się silni nie mogą nas zaatakować. Przywołując siłę życiową z powrotem, ponownie jednoczymy siły i duszę”.-Tenzin Wangyal Rinpocze

    Polubienie

  3. „Innym ważnym środkiem obcowania ze światem subtelnym jest miejsce,w którym znajduje się Duch.
    Funkcję tego urządzenia bardzo dobrze określił pewien szaman ewenkijski.
    Powiedział że idole ,wizerunki i inne święte przedmioty są „siedzeniem dla Ducha,które człowiek powinien przygotować nie tylko dla Ducha ale i dla swojego gościa” jeżeli chce aby gość był w stanie prowadzić rozmowę z gospodarzem.
    Takim”siedzeniem”może być figurka ducha wyrzeźbiona z drewna lub innego materiału,jego narysowany wizerunek,szczególne drzewo,dziupla,pieczara,nora itp.
    Do dłuższego przebywania można przygotować domek,może nim być np szamański bęben,zawieszki na ubraniu,kostur,miecz itd.

    W szeregu tradycji np Tajlandii,przygotowywane są specjalne domki dla duchów podobne do maleńkich świątyń gdzie przynosi się ofiary”(ofiary z jedzenia,czasem z roślin a nawet z intencji,ofiarowuje się własną modlitwę)

    Kosmos Mistyczny – Eugeniusz Fajdysz

    „Nie jest to wcale tak że budzisz się pewnego ranka i mówisz:”chciałbym zostać szamanem”.
    Nie działa to w ten sposób.Jest coś odmiennego w osobie która ma zostać uzdrowicielem.Rodzisz się ze specjalnym rodzajem mocy,darem.Nie jest to Twoja moc;ona należy do Wielkiego Stwórcy oraz do ludzi.Jest ona Tobie jedynie wypożyczona,musi być wykorzystywana we właściwy sposób aby nikogo nie skrzywdzić.

    Tak jestem narzędziem Wielkiego Stwórcy,tradycyjnym Indiańskim szamanem,duchowym nauczycielem i prowadzę ceremonie.
    Mówię o sobie w ten sposób bez przechwalania się,ponieważ to Wielki Stwórca,Duchy i moi starsi nauczyciele powiedzieli mi kim jestem.
    Jeżeli ludzie nazywają mnie szamanem,jest to dla mnie zaszczytem ale prawdziwy szaman nie powinien siebie tak określać,nie leży to w Indiańskiej tradycji.

    Nie mieszczę się w wyobrażeniach większości osób mówiących o tym w jaki sposób powinien wyglądać szaman.

    Nie obudziłem się któregoś dnia postanawiając przybrać imię które uczyniło by mnie stuprocentowym Indianinem.
    Uzyskałem je stosując głodówki,wypoty i dziesięciodniowe poszukiwanie na szczycie świętej góry.Nie zdobyłem sam swojego imienia,a nawet w rzeczywistości nie wybrałem swojego zajęcia.Wszystko zostało mi dane w zaszczytny i nieskalany sposób.Nie chciałem zostać szamanem-zostałem na niego wybrany.Cztery razy w moim życiu na sposób indiański zwracałem się do szamańskiej Starszyzny i prosiłem o oddalenie tego daru ode mnie.
    Dawałem im masę pieniędzy,prezentów,a nawet ofiarowałem ciężką pracę w zamian za odebranie mi mocy.Nie chciałem brać na siebie odpowiedzialności,trudności,poświęcenia i bezkompromisowej szczerej prostoty życia które się z tym wiążą.
    Dwóch spośród Starszych odmówiło,jeden próbował zrobić to o co prosiłem i umarł dokładnie rok później.
    Czwarty Rolling Thunder po prostu mnie zbeształ.Powiedział:”To nie Twój wybór.Nie masz prawa sprzeciwiać się temu o czym zdecydował Wielki Duch.Zostałeś wybrany na szamana na długo przed tym zanim przybyłeś na Ziemię w tym ciele.Masz obowiązek podążać za wezwaniem.Jeżeli nie,zranisz swoją rodzinę,swój lud oraz „duchowe działanie i obraz Uniwersum”

    Oczywiście jest to twarde życie,Twój własny indiański lud będzie się z Ciebie naśmiewał,będą Cię prawdopodobnie nazywali oszustem lub kimś takim ale Wielki Stwórca wie,Matka Ziemia wie,Twoje związki z Naturą o tym wiedzą,liczni ludzi nadciągający ze wszystkich stron których będziesz leczył nauczał i którym będziesz pomagał,będą wiedzieć i Ty będziesz o tym wiedział.
    Kiedy Twoje życie stanie się ciężkie będziesz musiał je znosić z uśmiechem,bo taka jest jedna z dróg prawdziwego szamana.
    Bierzesz na siebie cierpienie,lęk,nienawiść,gniew,ból,pomieszanie i choroby innych ludzi.To stanowi o Twojej odmienności i nie możesz przed tym uciec,ukryć się.Chcesz czy nie,musisz być silny i po prostu to robić”.

    W dawnych czasach Starszyzna plemienna znał z wyprzedzeniem czas nadejścia szamana.Dowiadywali się o tym ze snów,znaków,omenów i ceremonii.Czasami wiedzieli o tym zanim urodziło się dziecko,czasami dowiadywali się o tym przy narodzinach dziecka.
    Dzisiaj bardzo mało osób zdaje sobie z tego sprawę.Plemiona w których kultywuje się tradycje i Indiański styl życia,posiadają jeszcze wiedzę,ale plemiona zasymilowane oraz zindoktrynowane chrześcijaństwem nawet o to nie dbają.

    Wódz Harry Watt powiedział mi iż wiadome mu było że młody człowiek z jego plemienia odziedziczy moc leczenia i powróci do swego ludu,ale-mówił-jest smutny,gdyż ludzie nie będą gotowi na przyjście tej osoby,miał racje.Mówił że wiedział o mnie od czasu gdy byłem dzieckiem.

    W dniu moich urodzin wydarzyło się coś niezwykłego,błyskawice oraz grzmoty przewalały się ponad górami Six Nations i ponad terytorium Indian Seneka.

    Była to burza gradowa z gradem wielkości piłek baseballowych.
    To samo działo się za każdym razem gdy umierałem.Dotychczas cztery razy stwierdzono mój zgon.Oprócz tego umarłem jeszcze dwa razy ale poza moją żoną nie było w pobliżu nikogo aby to potwierdzić.

    Oczywiście byłem martwy tylko przez krótki okres czasu ale być martwym tzn nie żyć ,niezależnie od tego czy dzieje się to chwilowo czy na stałe.

    Stawanie się szamanem jest ścieżką pełną prób i udręki,cierpienia i poświęcenia.Zawiera w sobie wszystkie strony życia i ludzkiej natury.
    Wymaga działań fizycznych i duchowych umysłowych i emocjonalnych,ta ścieżka ma kilka etapów.

    1 Odziedziczony spadek-genetyczny potencjał.
    2 Wezwanie w formie snu lub serii snów.
    3 Inicjację która zdarza się podczas ciężkiej choroby,cierpienia,wskutek wypadku,odniesionych ran,podczas poważnych umysłowych lub emocjonalnych problemów,głębokich paranormalnych czy mistycznych doświadczeń,podczas śmierci klinicznej.
    4 Poszukiwanie Wizji i duchowa praktyka w specyficznym miejscu mocy Natury.
    5 Ocena i potwierdzenie otrzymane od Starszyzny
    6 Praktyka Szamańska która sama w sobie jest nigdy niekończącym się procesem,ponieważ neofita lub ktoś z jego lub jej rodziny często choruje.Choć może się to wydać nieuczciwe,dziwne relacje z „mocą”oraz spotkania z nowymi chorobami służą szamanowi jako podstawa do uzyskania nowych doświadczeń i wiedzy.
    Na nieszczęście czasami tracą oni swojego pacjenta lub nawet członka rodziny,lecz jest to zaprojektowany przez Kosmos plan nauki szamana”.

    „Mój trening został określony przez Wielkiego Stwórcę,Duchy Przodków i Starszyznę.Zaczynałem jako „widzący we śnie”,stałem się zielarzem,później jasnowidzem i wizjonerem,następnie uzdrowicielem co ewoluuje w postać duchowego lekarza-szamana.
    Zasadniczo oznacza to że widzę duchy,słyszę duchy,pracuję z duchami a one działają przeze mnie przy czym nie wpadam w trans.

    Może ludzie powinni ponownie dowiedzieć się o tym że to nie oni mają władzę wybierania i decydowania o tym kto zostanie szamanem.
    Nie aspiruję do godności świętego i nie chcę być czyimkolwiek guru ale usiłuję być bardziej uduchowioną osobą.

    Chcę być uduchowiony ponieważ miałem dobrych nauczycieli którym chciałbym dorównać.
    Góry kształtują taką osobę,Duchy Gór są magiczne i tajemnicze.Potrzebujemy gór jako symboli duchowości i jako przypomnienia o świętości.Każdy wędrujący po Ziemi człowiek powinien kierować się w stronę duchowego rozwoju i zmiany ponieważ na Początku byliśmy duchami,większość ludzi zapomniała o tym fakcie kiedy stali się „cywilizowani”.Zapomnieli że nadal jesteśmy duchami w ludzkiej skorupie.

    Podobnie jest z obrazem całego naszego istnienia.Mamy umysł,ciało i duszę,KAŻDY z nas ma swojego rodzaju Ducha Opiekuńczego.
    Od momentu znalezienia się na tej planecie mamy towarzystwo,prawdopodobnie bez niego nie moglibyśmy istnieć.
    Kiedy umieramy i opuszczamy nasze ciało,nasz Duch Opiekuńczy pomaga nam przejść na drugą stronę do świata duchów.

    Czasami zdarza się że popełniamy tak wiele nieprawości że nasz duch opuszcza nas(lub porywa go jakiś czarownik).
    Duch Opiekuńczy czy sprzymierzeniec jest realny.Jest to archetypowa cześć naszej nieświadomości i w większości przypadków przybiera postać zwierzęcia.
    Jesteśmy ludźmi i jesteśmy zwierzętami,zgodnie z z prawem kosmicznej dualności
    Dzięki poszukiwaniu wizji możemy dowiedzieć się jakie jest nasze duchowe zwierze mocy lub jakie może być.
    Kryzys życiowy,wypadek,choroba,cierpienie,wynoszą tę cześć nas na wierzch.
    Gdy się to wydarza musimy się z nią skonfrontować,stać się Jednym z nią i kultywować ją.

    Są to duchowe środki które zostały nam dane jako pomoc w odnajdywaniu odpowiedzi na pytanie:kim naprawdę jestem i dla rozwoju wyższej duchowości.

    Spotkałem ludzi mówiących że zidentyfikowali swój”totem”podczas medytacji lub odczytując karty tarota.
    lecz oni jedynie oszukują samych siebie.

    Istnieje wiele rodzajów symboli-zwierzęta,duchy,nawet upiory i demony*-żyjących w naszej podświadomości
    Nie ma łatwej drogi w procesie odkrywania samego siebie i wszystkie rasy ludzkie używają głodówek i poszukiwania wizji w celu skontaktowania się ze swoim prawdziwym Ja lub tym co niektórzy nazwali „wyższym Ja”.- Grizzlybear Lake

    * „To co nazywamy demonem,to co wydaje się być demonem,to co rozpoznajemy jako demona
    żyje w nas dopóki żyjemy my i znika razem z nami”-Milarepa

    Lista duchów

    Lista istot egzystujących równolegle w świecie według tradycji bon:
    (fragment z tekstu J. Reynoldsa „Surcho: Burnt Food Offering in the Bonpo Tradition”,
    który zostanie opublikowany nakładem wydawnictw wewnętrznych)

    Istnieją rozmaite klasy duchów. Duchy owe mogą się nosić z zamiarem zemsty lub odwetu, żywić niechęć czy po prostu złośliwe albo szkodliwe intencje. Te są w życiu źródłem przeszkód (giek, bgegs) i choroby ponieważ blokują witalność osoby, która owe duchy uraziła. To karmiczny odwet na sile życiowej (sogi lenczak, srog-gi lan-chags). Poniżej widnieje częściowa lista takich duchów:

    1. Bhutowie (dziunkpo, ‚byung-po), w dosłownym brzmieniu „duchy zasadnicze”, które ogólnie rzecz biorąc stanowią odpowiednik tego, co zwiemy „duchami” w języku angielskim czyli duchów nawiedzających miejsce albo osobę.
    2. Don (gdon) albo ogólnie rzecz biorąc „złe duchy”. Terminem don określa się również negatywną prowokację energii bądź atak psychiczny (człowieka na człowieka-przyp Mezamir).
    3. Matriki (mamo, ma-mo), w dosłownym brzmieniu „boginie matki”, nie będące jednak szczególnie matczyne albowiem przybierają postać szkaradnych wiedźm, częstokroć obdarzonych zwierzęcym łbem. Reprezentują one żeńskie energie tłumione i nadużywane przez męską społeczność oraz patriarchalny ład, dlatego też duchy owe są wyjątkowo niebezpieczne, zwłaszcza dla mężczyzn.
    4. Dakinie (kandroma, mkha’-‚gro-ma), w dosłownym brzmieniu „chodzące po niebie”, stanowią odpowiednik tego, co w zachodniej tradycji określa się mianem „czarownic”. Reprezentują kobiety oraz żeńskie energie, które wymykają się kontroli konwencjonalnego społeczeństwa i patriarchalnego ładu.
    5. Demony/Daimony Górnych Krain (jadu, ya-bdud).
    6. Demony/Daimony Dolnych Krain (madu, ma-bdud).
    7. Duchy Jen, które zamieszkują pośrodku (parien, bar-g.yen).
    8. Męskie i żeńskie duchy (podon modon, pho-gdon mo-gdon): Podobnie jak w sferze ludzi i zwierząt, płeć i rodzaj pozostają nawet w Innym Świecie. Po drugiej stronie nikt nie uwalnia się od płci.
    9. Nagowie (lu, klu) albo wężowe duchy wodne zamieszkują zbiorniki wodne, źródła wody takie jak krynice lub wodospady albo pod powierzchnią ziemi. Z natury chtoniczne kontrolują dostatek, pomyślność, moce płodności jak również sprowadzanie okresowych deszczów. Mimo, iż są one zasadniczo życzliwie usposobione wobec ludzkości, urażone wywołują choroby skóry. (nasza warszawska Syrenka to właśnie taka Nagini,mało kto o tym wie ale jej rybi ogon to stosunkowo nowy wynalazek,pierwotnie Syrenka miała ogon smoczy-przyp Mezamir)

    10. Rakszasowie (synpo, srin-po) albo ludożercze demony zwane są tak z powodu swojego zamiłowania do pożerania ludzkiego ciała. Powiada się często, że zamieszkują one odległe wyspy wielkiego oceanu południowego.
    11. Gandharwowie (tryza, dri-za), w dosłownym brzmieniu „żywiący się woniami”, to sylfy lub duchy powietrza kojarzone z kierunkiem wschodnim. Często służą bogom lub dewom jako pieśniarze i muzycy. Tym samym mianem Tryza określa się ducha w bardo i ducha albo świadomość łączącą się z czerwonym elementem matki i białym elementem ojca po to, by utworzyć w macicy embrion, gdyż zgodnie z tradycją powiada się, że żywią się one dymem i wonią z ofiar całopalnych dla zamarłych.
    12. Jakszowie (nodzin, gnod-sbyin), w dosłownym brzmieniu „powodujący szkody”, to zasadniczo duchy ziemi i drzew. Podobnie jak nagowie strzegą one bogactw i skarbów ziemi ucieleśniają natomiast moce płodności i urodzaju.
    13. Jamowie (szyndzie, gshin-rje) to potężne, rogate bóstwa o zwierzęcych łbach władające krainami zmarłych.
    14. Wajudewowie (lungla, rlung-lha) to duchy szybujące na wietrze.
    15. Kumbhandowie (trulbum, grul-bum) to upiory nawiedzające cmentarze oraz pola kremacyjne.

    16. Dewowie (chla, lha) to niebiańscy bogowie zamieszkujący niebiosa. Podobnie jak aniołowie na Zachodzie reprezentują oni moce światła oraz ładu
    17. Asurowie (chlamajin, lha-ma-yin) albo tytani to rasa starszych bogów zdetronizowanych i strąconych przez Dewów. Przebywają oni obecnie w wielkich podziemnych miastach pod kosmiczną górą Sumeru.
    18. Mara albo dud (du, bdud) to nazwa głównej rasy demonów będących ucieleśnieniem sił ciemności i chaosu, które toczą nieustanną wojnę z chla albo niebiańskimi bogami. Oba określenia du i dre (‚dre) mogą odnosić się zarówno do demonów w ogóle jak i do czającej się w duszy ludzkiej skłonności do zła.
    19. Mu (dmu) to bóstwa albo chla niebiańskiego pochodzenia, które w zamierzchłych czasach zstąpiły z niebios na ziemię dając początek licznym rodom królewskim.
    20. Wighnowie (giek, bgegs) to ogólnie rzecz biorąc duchy stwarzające przeszkody, utrudnienia oraz wywołujące niezgodę.
    21. Bhumipati albo sadak (sa-bdag), w dosłownym brzmieniu „posiadacze gruntu”, to lokalne duchy ziemi i gruntu, które zamieszkują szczególne, ściśle określone miejsca i obszary.
    22. Cen (btsan), w dosłownym brzmieniu „ci potężni”, to czerwone duchy zbrojnych wojowników konnych, które dzierżą długie włócznie z zatkniętymi czerwonymi chorągwiami oraz inny oręż. Kojarzy się je zwykle z czerwonymi skałami i często powiada, że zamieszkują górskie przełęcze. To zazwyczaj duchy dzielnych i szlachetnych wojowników, którzy stracili życie w walce. Urażone wywołują różne odmiany raka, szczególnie zaś w dzisiejszych czasach z powodu postępującej dewastacji środowiska naturalnego.
    23. Bogowie gór (juchla, yul-lha), zazwyczaj rasy cam [; cen (btsan) – przyp. J.SZ.], zamieszkują główną górę wyrastającą ponad dany obszar albo rejon. Kontrolują w danym rejonie lokalne duchy natury i sprawują nad nimi władzę.
    24. Mencun (sman-btsun) albo menmo (sman-mo) to partnerki wojowniczych bogów, często kojarzone z jeziorami. Każdemu potężnemu bogowi gór albo juchla, panującemu nad danym obszarem odpowiada właściwa bogini jeziora.
    25. Nie-ludzkie duchy (mimajin, mi-ma-yin), tym ogólnym mianem określa się wszystkie duchy natury.
    26. Ze (gzed) to rodzaj ducha skał lub ziemi podobny do to (gtod), ogólnie rzecz biorąc wrogiego usposobienia potrafi sprawić, że człowiek staje się głuchy albo niemy.
    27. Dzialpo (rgyal-po), w dosłownym brzmieniu „królowie”, to duchy osób o wyjątkowych zdolnościach, zwykle kapłanów albo magów, którzy zmarli gwałtowną śmiercią. Powracają one aby powodować kłopoty i niepokoić, znane są natomiast z tego, że wyjątkowo trudno nad nimi zapanować.
    28. Wisznu (czabdziuk, khyab-‚jug) znane również jako za (gza’) to duchy kojarzone z elektrycznością. Urażone wywołują paraliż i epilepsję.
    29. Tełrank (the’u-rang) to starożytna rasa duchów, które podobnie jak nagowie, często krzyżowały się z ludźmi dając początek wielu szlachetnym rodom.
    30. Szyndre (gshin-‚dre) to demony zsyłające śmierć.
    31. Sy (sri) lub tamsy (dam-sri) to wampiryczne duchy a celem ich ataku bywają często niemowlęta w kołysce.
    32. Senmo (bsen-mo) to rodzaj ducha matrika albo mamo. Według niektórych lamów to one są przyczyną AIDS.
    33. Pretowie albo idak (yi-dwags), tym mianem określa się ogólnie niespokojne głodne duchy. Pretaloka lub wymiar duchów uważa się za jedną z sześciu głównych sfer odradzania się lub predestynacji.

    tłum. Katarzyna Niemczyk-Sielimowicz
    http://a.bongaruda.pl/biuletyn/publikacje/garuda_11/1232110813/

    Polubienie

  4. Winicjusz Kossakowski – o znaczeniu słowa “poganin”

    W chrześcijaństwie – Poganin.

    U muzułmanów – Niewierny pies.

    U judaistów – Goj-Antysemita.

    W tych trzech kulturach zakotwiczonych w mozaizmie, ideologie religijną wykorzystuje się do działań politycznych. Te trzy powyższe synonimy służą ekspansji politycznej.

    Poganin, niewierny pies i goj-antysemita w praktyce, to człowiek przeznaczony do zniewolenia lub likwidacji.

    Nie wiedzą co czynią ci, którzy swoje Towarzystwa nazywają pogańskimi.

    Jesteście patriotami pragnącymi ocalić od zapomnienia wierzenia i kulturę swoich praprzodków a do tego ma prawo każde społeczeństwo. Powinniście używać właściwego nazewnictwa. Nie było, nie ma i nie będzie religii nazywanej pogaństwem lub jego synonimami. Każdy naród wytworzył swą własna kulturę i religię. Religia jest ideologią polityczną, mającą za zadanie zapanować nad umysłami i uczuciami wiernych. Dać im etykę i prawo, tworząc w ten sposób społeczności i narody. Narody liczne, rozrośnięte, zajmujące duże przestrzenie świadczą o doskonałości religii ich przodków. Strata własnej religii na korzyść innej jest dowodem zniewolenia przez obcych.

    Słowianie, ze szczególnym uwzględnieniem Polaków, przeszli w swej historii okresy zniewolenia dążące do wynarodowienia. Szkoła chrześcijańska doprowadziła do podziału narodu na panów i poddanych niszcząc poczucie narodowe. Polski chłop spod Warszawy nie wiedział, że jest Polakiem, jak pisze Bolesław Prus. Był miejscowym katolikiem w którego chrześcijaństwo wmówiło, że „władza pochodzi od Boga”. Polski chłop w powstańcach styczniowych widział „synów diabła” przeciwstawiających się „boskiej władzy” cara. Za „Prawilne” nauczanie co piąty ksiądz dostał medal carski za „Unicztożenie buntu”. O tym cicho w „naszej” historiografii.

    Dlaczego?

    Odpowiedzcie sobie sami.

    Religia słowiańska, która w miejscowym języku nosiła miano „Sławienie Prawa”, oczywiście boskiego, miała w sobie coś, co pozwoliło Słowianom na rozrost do tego stopnia że nazwano nas Wenetami, Welietami, czyli wielkim narodem.

    Rozrost swój zawdzięczaliśmy rozwojowi gospodarczemu i umiejętności wytopu żelaza. Nasi wojowie okuci byli stalowymi płytkami, które skutecznie zabezpieczały przed ówczesną bronią. Jeszcze skuteczniejszą bronią była ideologia religijna o etyce przewyższającej nauczaną (nie mylić z praktyką) etyką chrześcijańską. Polacy nie prowadzili wojen zaborczych. Nie wyrzynali pokonanych w walce. Ludność miała jednakowe prawa i obowiązki. Pokonany napastnik po odpracowaniu zniszczeń jakich dokonał, mógł swobodnie wrócić do domu lub poślubić miejscową dziewczynę. Religia i zwyczaje były atrakcyjne dla sąsiadów, którzy w wypadku najazdów zewnętrznych chronili się w silnym państwie słowiańskim. W ten sposób, bez podboju, naród rozrastał się.

    http://bialczynski.wordpress.com/2012/01/31/winicjusz-kossakowski-o-znaczeniu-slowa-poganin/

    Polubienie

  5. Odmiana Doli i Strażnicy Doli Odmienionej u Romajów-Greków i Persów potomków Parnów i Dahów oraz u Draków-Traków (Staroeuropejczyków, Ilmerów i Ilirów) a także u Hindusów i u Słowian – TO naprawdę JEDNOŚĆ wierzeń, sądów i obrzędów a niejednokrotnie jedność mian, ale przede wszystkim to jedność współodczuwanego stanu emocjonalnego i intelektualnego Człowieka – dokonany przez Człowieka opis i wyraz tego samego stanu świadomości i tego samego mentalnego uczucia (emocji+racjonalizacji owej emocji).
    Tak prastary jest wasz język i wasz lud i wasze podania i wasza Wiara – tak prastara jest Wasza Cywilizacja, tak prastare macie Korzenie – wy dzisiejsza Wiecha, Zwieńczenie, Wierszba Dzrewa Świata – owoce Prastarego Drzewa Osi Świata – Kłódzi-Koleby – Owalu-Uwalu-Jaja Świata, Dzieci Sołńca i Dzieci Sokołów.
    Powiedzcie, czy wy nadajecie się na Niewolników, czy chcecie być Niewolnymi Nowych Panów – To WY JESTEŚCIE PANAMI ŚWIATA.
    Obudźcie się!!!

    http://bialczynski.wordpress.com/2012/04/09/odolan-i-cerber-trujace-drzewo-czyli-o-odmianie-doli-u-slowian-hindusow-i-scytow/

    Polubienie

  6. „Zrozum, szaman nie jest jedynie chorym czy wariatem.
    Jest chorym człowiekiem, który uzdrowił sam siebie.
    Jest uleczony i musi być szamanem, by pozostać zdrowym”.
    (The Invisible Landscape, 1993)

    „Szaman jako uzdrowiciel
    Rolą szamana w dawnych społecznościach było opuszczanie swego fizycznego
    ciała, udawanie się do innej rzeczywistości, do Centrum Wszechświata,
    by połączyć ziemską egzystencję z rzeczywistością niebiańską. Droga ta,
    od jednego świata do drugiego, często była przedstawiana symbolicznie jako
    Drzewo Życia, Góra lub Drabina. Podróże takie szaman odbywał w celu odzyskania
    duszy chorej osoby lub uwolnienia jej od negatywnych energii powodujących
    chorobę. Nawiązywał kontakt z siłami natury. Przynosił swym
    społecznościom uświadomienie i dostęp do ogromnych ukrytych mocy.
    Szamani uzdrawiali z psychoz i neuroz, halucynacji, histerii i innych umysłowych
    zaburzeń tylko wtedy, gdy przeszli przez nie sami. Szaman jest mitem,
    centralną postacią, mózgiem i duszą „prymitywnych” społeczeństw”.

    ‚Mit w nowoczesnym społeczeństwie
    W naszym zachodnim społeczeństwie jesteśmy skupieni na celach materialnych.
    Porzuciliśmy nasze mitologiczne i duchowe korzenie. Zostaliśmy odseparowani,
    oddzieleni od Ziemi, więc na wiele lat zbezcześciliśmy i zatruliśmy
    ją swymi działaniami. Technologiczne zaawansowanie na wiele sposobów
    spowodowało alienację od nas samych, od innych ludzi i od naszego środowiska.
    Joseph Campbell (1993) wielki znawca mitologii w „The Hero with a Thousand
    Faces” mówi o naszym nowoczesnym społeczeństwie z pewną troską:
    „Więzy łączące świadomość z nieświadomymi sferami naszej psychiki zostały
    przecięte, a my pozostajemy rozdarci na dwoje.” (str.388).
    Szamani żyją w mitologii nieświadomości. Przywracają naszemu społeczeństwu
    duszę. Łączą te dwa elementy wewnętrznego i zewnętrznego świata
    i pozwalają nam odzyskać równowagę. Przywracają świętość dnia powszedniego”-Most Między Światami

    Polubienie

  7. Aby nie było wątpliwości, jakie korzenie ma katolicyzm…

    „Błogosławieństwo Ks. Biskupa.

    Wrocław, dnia 20.03.2012

    Udzielam Pasterskiego Błogosławieństwa Wspólnocie Mężczyzn Świętego Józefa w działaniu polegającym na zorganizowaniu spotkania o charakterze modlitewnym opartym o elementy celebracji tradycyjnej żydowskiej Wieczerzy Paschalnej prowadzonej przez Rabina Michaella Schiffmana przedstawiciela wspólnoty Judaizmu Mesjańskiego. W dniach 24 i25 marca 2012 roku

    Niech Wam błogosławi Bóg wszechmogący i miłosierny Ojciec, Syn i Duch Święty.

    Ks. Biskup Andrzej Siemieniewski”

    http://mezczyzniwewroclawiu.pl/swiadectwa/blogoslawienstwo-ks-biskupa/

    Polubienie

  8. Jesli się nie podobuje to proszę usunąć.

    Hihihi – dobre! Kwintesencja koczowniczej pseudo-demo(n)kracji.
    Dzięki.
    opolczyk

    Polubienie

  9. Wrzucam taki film dalsze odc. do znalezienia na stronie.

    „Podczas pobytu we Wrocławiu nasza ekipa telewizyjna zadała pytanie 60-ciu mieszkańcom woj. dolnośląskiego
    – co to jest Ślęża? Nie musicie się wstydzić, bo nie tylko Wy nie wiecie. Nikt z 60-ciu zapytanych osób nie znał odpowiedzi.

    Góra Ślęża, uznawana za jeden z czakramów świata, była dla Europejczyków tym samym, czym jest Mekka dla Muzułmanów albo Jerozolima dla Żydów. Tu biali Europejczycy oddawali cześć Bogu do czasu sprowadzenia wiary azjatyckiej, kiedy to za uprawianie wiary prasłowiańskiej ucinano najpierw rękę, a potem głowę i tak przez wieki, z wilka zrobiono barana. Dzisiaj Ślęża jest zapomniana i tylko nielicznych obchodzi to, że znajdują się tu kurhany białych Prasłowian, które przetrwały od 3000 lat przed narodzeniem Chrystusa.

    Zatem azjatycka bakteria jest rozsiewana po świecie przy pomocy religii chrześcijańskich, które w swej formie pozornie nie stanowią żadnego zagrożenia, a nawet podobno są antysemickie.

    W imię nauki Jezusa, wybacza się Żydom wszystko, od mordowania polskich patriotów i wysyłania Polaków na Sybir, aż po komunistyczny terror w okresie powojennym i wreszcie rozgrabienie Polski po okresie transformacji żydokomuny w UE, kiedy dzieci żydowskich morderców z NKWD przejęły władzę w Europie, bo katolik wybacza wszystko, nawet morderstwo Ojczyzny i wyrywanie narodowych korzeni…” Edward Maciejczyk

    Polubienie

  10. czytając takie teksty, nawet jeśli czerpię z nich nową wiedzę, zawsze zastanawiam się, dlaczego jedni drugich zawsze wszystkich wrzucają do tego samego worka. Ja jestem katoliczką i kompletnie nie przeszkadza mi innowierność – wolnoć Tomku w swoim domku. To, że instytucje religijne mają swoją misję głoszenia słowa, nie znaczy, że przeciętny katolik szykuje się na kolejną wyprawę krzyżową. No, i nie tylko „katolicyzm nie był odosobniony w wynajdywaniu obraźliwych, deprecjonujących etykietek”, bo i nie tylko inne religie, wiary czy wierzenia – choćby ten jeden wpis pokazuje, że tak samo poganie nie są wolni od tej wady. Po co więc wzajemnie na siebie najeżdżać? 🙂

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.