Zatrute korzenie chrześcijaństwa

Oraz – czy Jezus/Joszue był Żydem…

Truizmem jest stwierdzenie, że żydowska Tora jest fundamentem chrześcijaństwa. Z niej wzięło chrześcijaństwo plemiennego Jahwe, przerabiając go na jedynego, uniwersalnego, dobrego, miłosiernego, sprawiedliwego „Boga”.
Z Tory pochodzi (przerobiony przez chrześcijaństwo) dekalog. Wyrzucono z niego jedynie jedno z przykazań (nie uczynisz sobie podobizny…itd), a inne przykazanie rozbito na dwa, aby zgadzała się liczba 10 przykazań.

W Genezis mamy upadek pierwszych ludzi, co chrześcijańskim uczonym w piśmie dało pretekst do wymyślenia doktryny grzechu pierworodnego. Aby od niego się uwolnić i nie wylądować w piekle konieczny jest „chrzest”.
Upadek pierwszych ludzi i spowodowane tymże nieposłuszeństwem wobec zakazu Elohim zepsucie rodzaju ludzkiego, przesiąkniętego od tego momentu „grzechem” zaowocowało też doktryną odkupienia. Konieczny okazał się w niej mesjasz, chrystus, który odkupi grzechy ludzkości. No i go wymyślono…

Już sama tradycja judaistyczna, przedchrześcijańska  zaczęła fałszować własną Torę. Stworzenie świata, a w ogóle pierwsze rozdziały Genezis, łącznie z Potopem przejęte zostały przez żydowskich kapłanów z mitologii Sumerów. O Potopie wspomina epos o Gilgameszu, który jest starszy od Tory. O tym „słowo boże” wyznawców Jahwe jednak nie informuje.
Przy micie o raju wycięły kolejne pokolenia żydowskich kapłanów wzmiankę o pierwszej żonie Adama – Lilith, która od męża uciekła. Nie chciała być jego „służebnicą pańską” i seksualną niewolnicą.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Lilith

Odbicie tego znajdujemy do dzisiaj w Torze. I tak w Genezis 1,  27 jest napisane: „I stworzył Bóg człowieka na obraz swój (…) jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich.”
Potem – i to  skasowano – niewiasta Lilith uciekła od Adama. Co skłoniło Elohim (bogów) do stworzenia drugiej kobiety, żony Adama – Ewy. I to opisuje Genezis w rozdziale 2, 21-22. gdzie pisze, jak Bóg zesłał na Adama głęboki sen (narkoza?), a następnie wyjął z jego boku żebro, z którego ukształtował Ewę.

Oszustwem tłumaczeń chrześcijańskich biblii jest uporczywe używanie od samego początku określenia „Bóg” w miejscach, gdzie oryginały hebrajskie mówią o bogach w liczbie mnogiej – Elohim. Bo Tora zaczyna się zdaniem, że na początku bogowie (Elohim) stworzyli niebo i ziemię.

Judaizm początkowo był politeistyczny, znał wielu bogów. Potem przeszedł fazę henoteizmu (dominujący jeden bóg przy istnieniu innych), co widać nawet w dekalogu. W pierwszym przykazaniu Jahwe nie twierdzi, że jest jedynym bogiem. Nie. Zabrania on jedynie czczenia cudzych bogów przed nim (nie będziesz miał bogów cudzych przede mną). Jeszcze później przerobiono  Jahwe, jednego z wielu bogów  na jedynego „Boga” i tę wersję mono-teizmu uznającego Jahwe jako jedynego boga przejęło chrześcijaństwo (dorabiając boga nr. 2 – Joszue/Jezusa).

Jednym z większych przekrętów  chrześcijaństwa było przerobienie mądrego i dobrego Lucyfera – niosącego światło w symbol zła,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Lucyfer
i jednoczesne przerobienie psychopatycznego zbrodniarza, podstępnego i mściwego Jahwe w symbol dobra i sprawiedliwości. Lucyfer przejrzał psychopatę Jahwe i dlatego się przeciwko niemu zbuntował. Walka światłości i dobra (Lucyfer) z ciemnością i złem (Jahwe) toczy się nadal. Póki co jahwiści górują.

Już jako dziecko na lekcjach religii zastanawiałem się, dlaczego „Bóg” (w rzeczywistości bogowie – Elohim – z plemiennym Jahwe na czele) zakazał Adamowi i Ewie spożycia owocu poznania dobra i zła. Jakiś czas później zrozumiałem, że chciał mieć on ludzi jako posłusznych i bezmyślnych niewolników, pozostających na przedludzkim, zwierzącym poziomie. Bo tym, co różni nas od świata zwierzęcego jest przede wszystkim etyka. A aby ją mieć, istnieje potrzeba posiadania takich pojęć jak dobro i zło. Oraz konieczna jest zdolność, aby je od siebie odróżniać.
A stworzeni przez „Boga” (rzekomo na jego obraz i podobieństwo) Adam i Ewa początkowo nie potrafili rozróżniać pomiędzy dobrem a złem.
Szyki zazdrosnemu Jahwe & reszcie żydowskich Elohim popsuł zbuntowany anioł Lucyfer. Pod postacią węża podpowiedział Ewie, jak ze zwierzęcia stanie się ona istotą ludzką odróżniającą dobro od zła. Ewa na szczęście węża posłuchała. Zerwała owoc, sama go ugryzła i podała Adamowi. I wtedy otworzyły się im oczy. Poznali dobro i zło.

Mit skuszenia Ewy (i Adama) zadaje też kłam stwierdzeniu, że ludzi stworzyli Elohim od razu na obraz i podobieństwo swoje.
Już po skuszeniu Ewy Elohim stwierdzili (Gen. 3, 22) : „I rzekł Pan Bóg: oto człowiek stał się jak my: zna dobro i zło…”. Oznacza to jednoznacznie, że przed spożyciem owocu człowiek nie był jeszcze jak „Pan Bóg” – bo nie znał dobra i zła. Czyli cytat „I stworzył Bóg człowieka na obraz swój”  jest naciągany. Podobni „Bogu” – potrafiący odróżniać jak on dobro od zła – ludzie stali się dzięki wężowi/Lucyferowi.

Najbardziej zbrodniczość i psychopatyczność Jahwe widać w doktrynie o „narodzie wybranym”. Zgodnie z nią Jawhe wybrał sobie Hebrajczyków jako swój naród wybrany. Gdyby Izraelici pozostali przy politeiźmie, ta zbrodniczość Jahwe byłaby ich plemienną sprawą. Uczynienie przez chrześcijan Jahwe bogiem jedynym i uniwersalnym sprawiło, że chrześcijaństwo czci zbrodniczego potwora.
Przypomnijmy sobie kilka faktów z żydowskiej i chrześcijańskiej biblii, z Tory i  z księgi Jozuego.
Tuż przed „wyprowadzeniem swojego ludu z niewoli egipskiej” Jahwe życzliwie usposobił do Izraelitów Egipcjan, którzy Izraelitom pożyczyli kosztowności, złoto i srebro. I z tymi kosztownościami Izraelici czmychnęli z Egiptu. Przy bezpośredniej pomocy Jahwe.
Jest to oczywiście mit. „Wyjścia z niewoli egipskiej” nie było. Jednak sporo dzisiejszych Izraelitów wierzy w ten mit. I co gorsza, uważają oni, że grabienie i okradanie Goim jest ich prawem, że nawet Jahwe im w tym pomaga.
Jeszcze gorszy był podbój Kanaanu, opisany w księdze Jozuego.
Przy bezpośrednij pomocy Jawhe Izraelici mordowali mieszkańców zdobywanych miast, nie oszczędzając nawet kobiet, dzieci, starców.

„I wyrżnęli do nogi ostrzem miecza wszystko, co było w mieście, mężczyzn i kobiety, młodych i starych, woły, owce i osły.” (Jozue 6, 21)

Wyobraźmy sobie, że nasz sąsiad ma gromadkę dzieci. I jednemu z nich, swojemu „wybrańcowi”  pozwala, aby okradał on, a nawet zabijał rodzeństwo. Co gorsza, ten chory psychopata nie tylko na to przyzwala, ale „wybrańcowi” w tym pomaga.

Czy takiego zbrodniczego psychopatę można nazwać ojcem dobrym, sprawiedliwym, miłosiernym?

U chrześcijan tak!

Chrześcijaństwo akceptuje to, że ich (wspólny z judaizmem) bóg Jahwe wybrał sobie Hebrajczyków jako naród wybrany. O to tylko nie można mieć do chrześcijaństwa jeszcze pretensji. Jednak oczywistym oszustwem jest przedstawianie przez chrześcijaństwo plemiennego Jahwe jako boga dobrego, sprawiedliwego, miłosiernego, jako dobrego Ojca w niebie wszystkich ludzi.
Ostatecznie chrześcijaństwo przedstawia Jahwe jako boga jedynego, uniwersalnego, jako stwórcę wszystkich ludzi. W związku z tym wszyscy ludzie byli/są jego stworzeniem, jego dziećmi. Dlaczego więc ten psychopata pomagał jednym dzieciom mordować i okradać innych?
Co ma to wspólnego z bogiem miłosiernym, sprawiedliwym, dobrym, kochającym własne stworzenie…?

Specjalnością chrześcijaństwa i jego „nadbudową”, odróżniającą go od judaizmu jest kult Joszue/Jezusa. Są tacy, którzy twierdzą, że Joszue nie był Żydem. W jego czasach tego określenia naturalnie nie było. Żydzi nazywali wówczas samych siebie Izraelitami, domem Izraela lub Hebrajczykami. Ich wspólnym wyznacznikiem była wiara w plemiennego Jahwe. Izraelitą – czyli przy użyciu współczesnej terminologii – Żydem był każdy, kto wyznawał plemiennego Jahwe i kto uważał siebie i resztę Izraelitów za naród wybrany. Było przy tym obojętne, czy wyznawca Jahwe był Judejczykiem (mieszkańcem Judei), Galilejczykiem czy też mieszkał w istniejącej już wówczas diasporze.

Imię Joszue/Jezus  w języku aramejskim (wówczas codziennym języku Hebrajczyków) oznaczało Jahwe jest zbawieniem. Dogmat o poczęciu Joszue z ducha świętego wymyślono, aby podnieść jego rangę ze zwykłego śmiertelnika do „syna bożego”. Ale nawet, jeśli pozostaniemy przy jego poczęciu z ducha świętego, był Joszue też materialnym, fizycznym człowiekiem mającym ziemską matkę – Miriam. A ona była Izraelitką, czyli mówic współczesną terminologią – była Żydówką. No a ponieważ wg ortodoksyjnego judaizmu Żydem jest ten, kogo urodzi Żydówka – Jezus fizycznie, materialnie był Żydem.

A skąd wiemy o tym, że Miriam była Żydówką? Ano, ewangelie kilkakrotnie pokazują ją w świątyni plemiennego Jahwe. A to, jak poświęca w świątyni Jahwe syna Joszue i poddaje się jednocześnie obrzędowi „oczyszczenia” po porodzie.  A to ponownie jest w świątyni z dwunastoletnim Joszue. Gdyby nie była Żydówką nie mogłaby pokazywać się w świątyni Jahwe, a tym bardziej nie poddałaby się typowo jahwistycznemu obrzędowi „oczyszczenia”.
Samego Joszue też widzimy w ewangeliach w świątyni Jahwe w Jerozolimie, czy w syngodze w Nazarecie – gdzie nawet jako Żydowi pozwolono mu czytać z żydowskiej księgi proroków.

Jezus/Joszue był żydowskim szowinistą.

Dowód:
Wysyłając z misją apostołów nakazał im (Mt, 10, 5-6) „…Na drogę pogan nie wkraczajcie i do miasta Samarytan nie wchodźcie. Ale raczej idźcie do owiec które zginęły z domu Izraela.”

U tego samego Mateusza znajdujemy opis, gdy Joszue nie chce przyjąć kobiety kananejskiej, stwierdzając „Jestem posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela”. A gdy kananejka nie ustępuje, mówi jej „Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom”. Ostatecznie wobec jej uporu niechętnie spełnia jej prośbę i uzdrawa jej córkę.
Jednak przyrównanie przez Joszue/Jezusa Żydów (owiec Izraela) do dzieci a nie-Żydów  do zwierząt – szczeniąt – jest wymowne.

Joszue był wyznawcą plemiennego Jahwe. Ewangelie opisują, jak przepędził on ze świątyni Jahwe bankierów i handlarzy mówiąc „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska.” (J 2, 16).

Przy czym Joszue wiedział, że Jahwe jest bogiem podstępnym. W „modlitwie pańskiej”, której nauczył on uczniów padają takie słowa: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie…i nie wódź nas na pokuszenie… amen.”
Joszue głupcem nie był. Gdyby wiedział, że kusi ludzi do grzechów zły duch, to w modlitwie byłoby mniej więcej tak: ” …i nie pozwól kusić nas złemu duchowi”. Ale w modlitwie pańskiej skierowanej do Jahwe jest wyraźnie stwierdzone:  i nie wódź nas na pokuszenie…
Dlaczego Joszue wiedząc, że to Jahwe jest podstępnym kusicielem, nadal każe go czcić i kochać jako Ojca w niebie?

Niezwykle pokrętna jest chrześcijańska doktryna przedstawiająca Joszue jako zbawiciela, jako odkupiciela naszych grzechów. Doktryna ta mówi mniej więcej tak: Bóg (Jahwe) tak umiłował człowieka, że własnego syna posłał na Ziemię dla odkupienia naszych grzechów.
Prawda jaki to miłosierny i wspaniałomyślny Bóg? Jak o nas dba i jak nas kocha?
Istotnym pytaniem dla mnie jednak jest – kogo musiał ubłagać i u kogo musiał odkupić nasze grzechy syn boży Joszue?
Jak to – kogo musiał ubłagać i u kogo musiał odkupić nasze grzechy Joszue? Przecież to jest oczywiste! U swego Ojca w niebiesiech…
A więc Bóg (Jahwe) tak ukochał człowieka, że posłał własnego syna na odkupienie naszych grzechów, aby samego siebie ubłagać, udobruchać, bo inaczej za żadne skarby nie chciał nam (miłosierny, dobry i sprawiedliwy Ojciec w niebie) darować naszych grzechów. Do których zresztą sam nas wodzi (co stwierdził jego syn Joszue w jego modlitwie pańskiej).
I taką podstępną bestię przerobiono na nieskończenie miłosiernego Boga. Bo w chrześcijańsko-jahwistycznej propagandzie Jahwe jest przedstawiany na nieskończenie miłosierny.
Miłosierdzie Boże jest nieskończone, ponieważ leży w samej naturze Boga, który miłuje nas nieskończoną miłością.
http://www.voxdomini.com.pl/vox_art/milosierdzie.htm

No cóż, gdyby Jahwe był miłosierny, nawet tylko skończenie, to – biorąc pod uwagę fakt, że to on wodzi nas na pokuszenie (modlitwa pańska) – powiniem nam nasze winy odpuścić i to bez tej krwawej jatki, bez biczowania i bez krzyżowania nieszczęsnego Joszue. Ja, gdy dzieci są nieposłuszne, trochę pofukam na nie, ale ostatecznie „odpuszczam im ich winy”, przy czym nie muszą one składać mi nawet żadnych ofiar. A nieskończenie miłosierny Jahwe, bez ofiary nie ustąpi nawet na krok. Taki to on nieskończenie miłosierny. Zastanawiam się też, dlaczego wymyślił on wieczne potępienie. Za każdy grzech „śmiertelny” w zależności od jego ciężaru gatunkowego powinno być od – powiedzmy – miesiąca do tysiąca lat piekła. A potem grzesznik powinien dostać szansę na poprawkę. A tu miłosiernie za jeden jedyny grzech śmiertelny Jahwe przygotował nam ogień piekielny na całą nie kończącą się wieczność.
Przy czym za to, że jesteśmy słabi, że się potykamy, że „grzeszymy” , to on ponosi odpowiedzialność. Nie tylko dlatego, że to on wodzi nas na pokuszenie. Wszak to on stworzył nas takimi, jakimi jesteśmy. Wprawdzie Genezis pisze, że wszystko co on stworzył było „dobre”, ale to przesada. My jesteśmy tego dowodem. Odwalił fuszerkę, stworzył nas podatnych na pokusy, wiele przyjemnych rzeczy zakazał jako grzech, wodzi nas na pokuszenie i na koniec wywala nas do piekła. Na całą wieczność.

Tak przynajmniej wynika z doktryny chrześcijaństwa i z biblii.

Jeszcze słówko co do doktryny odkupiciela….
Skoro Joszue umarł za nasze grzechy i je odkupił – dlaczego nadal istnieje piekło? No i jeśli zgodnie z doktryną grzesznicy idą nadal do piekła – to jakie grzechy Joszue w ogóle odkupił?
Same wątpliwości…

Fundamentem chrześcijaństwa jest strach. Paraliżujący strach przed wiecznym potępieniem. Po to zresztą piekło wymyślono. A potem wymyślono jeszcze, że bez kościoła, bez posłuszeństwa wobec nauk „duchownych” (czy bez „wiary” w ewangelie u protestantów) nie ma zbawienia. I wierny całe życie boi się wiecznego potępienia. Doktryna mówi wprawdzie o kochającym i nieskończenie miłosiernym bogu, ale jej prawdziwym fundamentem jest strach. Piekielny strach. Ja sam jako małe dziecko wielokrotnie płakałem – bałem się iść do piekła.

Było niewyobrażalnym sukcesem Sanhedrynu i jego agenta Szawła, apostoła pogan, że udało się im wcisnąć Gojom ich plemiennego psychopatycznego Jahwe jako uniwersalnego, jedynego i nieskończenie miłosiernego „Boga” wszystkich ludzi.

Podobnym sukcesem było przerobienie unikającego nie-Żydów Joszue, posłanego tylko do zagubionych owiec z domu Izraela, w „zbawiciela” całej ludzkości. Przy czym owo zbawienie jest uwarunkowane ślepą wiarą i posłuszeństwem wobec wyssanego z palca „słowa bożego” – czyli całej biblii. Obojętne przy tym, czy dotyczy to katolików, prawosławnych czy protestantów. Wszyscy oni czczą psychopatę Jahwe i wyimaginoiwanego odkupiciela grzechów naszych, zbawiciela Joszue jako syna bożego.

Chrześcijaństwo okazało się najlepszym towarem eksportowym wymyślonym przez judaizm. Heretycką sektę judaizmu, wyznającą w nieortodoksyjny sposób plemiennego Jahwe, a założoną przez Joszue przerobiono na jahwizm dla nieobrzezanych Gojów. I oni, nieobrzezani jahwiści wiarę w żydowskiego Jahwe, a przy okazji i fakt istnienia narodu wybranego, roznieśli na cały świat.

Jeszcze słówko o hipokryzji chrześcijan…
Chrześcijanie, zwłaszcza katolicy z pogardą patrzą na muzułmanów, wytykając im fakt, że Koran w paru miejscach dopuszcza czy wręcz nakazuje zabijanie niewiernych. Takie nakazy w Koranie rzeczywiście są. Przy czym dopuszczają one zabijanie niewiernych tylko wtedy, gdy zaatakują oni islam. Ponadto Koran zastrzega, aby  w zabijaniu niewiernych nie okazywać nadgorliwości, gdyż jest ona (jeśli idzie o zabijanie) niemiła Allahowi.
No i katolicy (choć nie tylko) wydziwiają na barbarzyństwem i krwiożerczością islamu.
A ja uważam, że islam po prostu jest uczciwszy od chrześcijaństwa. Nie udaje świętoszka, który ględzi tylko o miłości, o nadstawianiu drugiego policzka i o odpuszczaniu win (jako i my odpuszczamy naszym winowajcom).
Nie – islam mówi – gdy trzeba – można, a nawet trzeba  niewiernego zabić.
Katolicy, chrześcijanie reklamują natomiast samych siebie jako religię miłości i przebaczania win. Ale w rzeczywistości chrześcijaństwo ma łapska ubabrane w ludzkiej krwi aż pod pachy. Bardziej niż islam. A mimo to uważa się za religię lepszą.

Trudno przy tym dziwić się wielowiekowym zbrodniom chrześcijaństwa. Skoro za boga obrało ono sobie psychopatycznego,  mściwego i zazdrosnego Jahwe (tak Jahwe w „słowie bożym” sam o sobie mówi),  to jakie owoce mogło chrześcijaństwo wydać?

Wyrosło ono z korzeni zatrutych zbrodniczą ideologią  „narodu wybranego” (dającą prawo do mordowania nie-Żydów z woli Jahwe). Z tego powodu, głosząc oficjalnie miłość, chrześcijaństwo samo siało śmierć i zniszczenie. Niszczyło tępo i  bezwzględnie wszystko, co było „niechrześcijańskie”.
Ta nieustępliwa, mściwa i zazdrosna natura chrześcijaństwa widoczna jest i dzisiaj jeszcze gołym okiem u gorliwych chrześcijan. Którzy nadal głoszą jahwizm zwalczając wszystko, co jest z nim niezgodne. Zwalczają nawet własne korzenie – wiarę swoich pra-Ojców.
Zatruwanie umysłów Gojów jahwizmem trwa więc nieprzerwanie od dwóch tysięcy lat.
U nas – w Polsce – trwa to od tysiąca lat. Przy czym ostatnie czterysta lat przyniosło prawdziwe spustoszenie naszej kultury i tradycji. No i doprowadziło do upadku państwa. Z którego do tej pory się nie podnieśliśmy.

Choć na szczęście tu i tam Słowiaństwo nie zaginęło…

opolczyk

ps.

Aby nie zarzucano mi, że atakuję tylko katolików polecam książkę mówiącą o tym, że protestanci spalili na stosach więcej „czarownic” niż ich konkurencyjna sekta watykańska.
http://www.odk.pl/historia-czarow-i-czarownic,16894.html
Także prawosławie nie jest bez skazy.
Dla patriarchy Aleksjeja II poganie to terroryści i ekstremiści.
http://www.ekumenizm.pl/content/article/20041112141615779.htm