Nie zmogła rzymska szubienica naszego Boga Swarożyca

Nieokiełznana Przyroda – nasza Matka

Styczeń 1, 2014 11 uwag

.

mother-earth-by-paul-morley

.

Ta sprawa fascynowała mnie zawsze – mam na myśli żywotność Przyrody. Znamy dobrze z telewizji i prasy zarośnięte dżunglą świątynie np. w Kambodży:

.

Zdjęcie0234.

świątynia zarośnięta dżunglą - Kambodża.

Czy pochłonięte przez dżunglę całe miasta np. Majów:

.

IMGP7720.

Tikal - miasto Majów zarośnięte dżunglą.

Ale nie tylko w tropikach, gdzie wegetacja trwa nieprzerwanie cały rok Przyroda jest żywotna i nieokiełzana. W naszym klimacie też. Doświadczyłem tego już w podstawówce, gdy co roku zaganiano nas do “plewienia” trawy zarastającej boisko czy chodniki przed szkołą. Zwiedzałem też podczas wycieczek rowerowych opuszczone gospodarstwa w okolicznych wioskach. Widziałem jak Przyroda obejmuje powoli w posiadanie teren wydarty jej wcześniej przez ludzi. Wystarczy tylko na jakiś czas przestać ją tłamsić i zwalczać, aby zobaczyć – jak jest żywotna. Ta walka człowieka tzw. “cywilizowanego” z Przyrodą w naszych nienaturalnych betonowo-asfaltowych dżunglach zwanych miastami prowadzona jest nieustannie i na okrągło. Wystarczy jednak przez jeden rok nie “tępić” roślinności, aby pojawiała się ona w miejscach najbardziej nieoczekiwanych i przez betonowo-asfaltową “cywilizację” niepożądanych, a nawet zakazanych.

.

21413chwasty_na_chodniku.

1355418.3.

bolkow-stacja-kolejowa.

ca0ab9d6-f5f8-11e1-a588-0025b511226e

.

drzewa14-kr-120936

.

dscf4772-60619.

żywotność roślin

.

z14405987Q,Tak-wyglada-chodnik-u-zbiegu-al--Boh--Warszawy-z-u

.

A wszędzie tam, gdzie przez dłuższy czas niż jeden rok Przyrody nie tępimy, odradza się ona bujnie, nieomal żywiołowo.

.tak24m

.

Znane są także tzw. “miasta widma” – w Polsce, Rosji, Chinach, Japonii USA, czy na Ukrainie. Widać w nich, jak Przyroda obejmuje w posiadanie zamieszkałe wcześniej przez ludzi całe miasta czy opuszczone ich dzielnice.

.

00dc45228578a9660c7af82279246699,641,0,0,0

.

japonia - wymarłe miasto

.

Kłomino.

pstraze

.

Niedaleko mnie jest też takie urocze miejsce, w którym Przyroda upomina się o swoją własność. Są to ruiny małego zamku Liebeneck. Jego historia jest w tej opowieści drugorzędna. Pierwsza udokumentowana wzmianka o nim pochodzi z roku 1236. Spalony podczas “wojny orleańskiej” w roku 1692 , “planowo” zniszczony został tuż po roku 1828 przez władze Badenii, gdyż służył za schronienie ludziom wypchanym na margines społeczny. W latach 1968 – 1977 odremontowano basztę obronną oraz wycięto roślinność bujnie zarastającą ruiny zamku. Obecnie wejście na basztę jest zamknięte, ale teren ruin zamku dostępny jest dla spacerowiczów i turystów. Koszona jest w jego obrębie trawa i “zielska”.
Droga do ruin zamku wiedzie przez las.

.

P1010394
.

P1010400

.
W pewnym momencie pomiędzy drzewami pojawia się baszta obronna zamku.

.

P1010405

.

P1010410

Dachu części mieszkalnej i większości ścian nie ma. Resztki murów w dużej części zarasta roślinność.

.

P1010421.

P1010414

.

P1010415

.

P1010419

.

P1010422

.

P1010408

.

P1010430

.

P1010444

.

P1010438

.

Szczególnie ciekawe są te zdjęcia, na których widzimy, jak drzewa wżerają się w szczeliny między kamieniami.

.

P1010433

.

P1010462

.

P1010461.

Jeśli tylko człowiek nie będzie ingerował w tę walkę Przyrody z dziełem ludzkich rąk kiedyś. za wiele wiele lat korzenie roślin rozsadzą kamienną budowlę. Pozostanie po niej wzgórek kamieni pokrytych naniesioną przez wiatr ziemią, ściółką leśną, porośnięty drzewami. Przyroda odzyska swój teren wydarty jej kiedyś przez człowieka.

Zamiast z Przyrodą walczyć, zamiast próbować ją ujarzmić – nauczmy się żyć w harmionii z nią. Bo czy tego chcemy czy nie – jest ona naszą Matką. I wszelkie próby wyznaczania jej przez nas granic czy barier prędzej czy później ona rozsadzi.

.

Przyroda rozsadza beton

.

łamanie barier i ograniczeń

.

Bo taka jest jej (na szczęście dla nas) nieokiełzana natura. Napisałem – “na szczęście”. I tak rzeczywiście jest. Gdyby Przyroda, Matka Natura nie była taka nieokiełzana, żywiołowa, mielibyśmy szansę ją zniewolić i unicestwić. I to byłby nasz koniec. Bo bez Przyrody nie przeżyjemy. Ona nas nie potrzebuje. My jej natomiast tak – sami jesteśmy jej częścią i jej wytworem. Niszcząc Przyrodę zabijamy samych siebie.

.

.
opolczyk

.

ps. Otrzymałem dzisiaj (06.01.14) od detektywa Michała Jarzyńskigo mailem dwa zdjęcia które doklejam do powyższego wpisu. Michał Jarzyński napisał tak:

“Mam podobną fasynację jak Pan Andrzej bardzo interesują mnie napotykane na drodze moich wędrówek miejsca starych siedlisk ludzkich  odebrane ludziom przez pierwotnego właściciela Matkę Przyrodę. Oto jedno z takich miejsc : stare poniemieckie godpodarstwo położone w m. Żółwino k/ Kołczewo /zachodniopomorskie/”

.

Żółwino

.

Żółwino1

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Kategorie:Uncategorized

Psychomanipulacje nadjordańskiej dżumy

Grudzień 31, 2013 101 uwag

.

gniew plugawego Jahwe

.

.

(Poniższy tekst autorstwa Świętobora pochodzi z jego blogu)
.

***

.

Psychomanipulacja Kościoła katolickiego cz.I. Msza i modlitwy

Nasz mózg poprzez wszystkie zmysły jest odbiornikiem sygnałów z otoczenia. I w zależności od dostrojenia i założonego filtra odbieramy taki a nie inny przekaz i staramy się wprowadzić go w życie.
Pomysł na poniższy artykuł chodził mi po głowie już dość dawno ale dopiero dyskusja jaka wywiązała się na forum http://www.kodczasu.pl skłoniła mnie do jego napisania. Jego bazą jest oczywiście mój wpis na tymże forum umieszczony. Rozważania oparte są przede wszystkim na modlitwach i nabożeństwach kościoła katolickiego w Polsce, ale właściwie problem ten dotyczy przede wszystkim religii wywodzących się z korzenia judaizmu.

 

Niedziele i święta kościelne to dni, w których chrześcijanie mają obowiązek udać się do kościoła i uczestniczyć aktywnie we mszy.  Poszczególne jej części składowe były tworzone i dodawane do siebie przez wieki a ostateczny jej kształt zwany rytem trydenckim(*4)  obowiązywał przez prawie 500 lat  a ci którzy to układali, doskonale wiedzieli co robią i jakie skutki dla podświadomości może przynieść, świadome bądź nieświadome (trzeba tu wspomnieć, iż do czasu Soboru Watykańskiego II, wszelkie nabożeństwa odbywały się w języku łacińskim, nieznanym dla większości) wypowiadanie różnych kwestii przez zgromadzonych w kościołach czy kaplicach uczestników. Ryt mszy, o którym w tym miejscu jest mowa, został uchwalony dekretem papieża Piusa V w 1570 roku. Zabronione zostało jej odprawianie w języku innym niż łaciński oraz jakiekolwiek modyfikacje. Zresztą na marginesie mówiąc, odłamy chrześcijaństwa powstałego w Rzymie za czasów cesarza Konstantyna, była bardzo odporna na wszelką wiedzę i dowody naukowe, stojące w jawnej sprzeczności z wymysłami żądnego władzy i pieniędzy wszelkiej maści kleru. Najbardziej znanymi tego przykładami są Giordano Bruno spalony na stosie i Galileusz zmuszony do odwołania swoich teorii, pozostając do końca życia pod kontrolą “świętej” inkwizycji. Wracając do tematu musimy zwrócić uwagę na fakt, że podczas każdej mszy wielokrotnie powtarza się: “Panie zmiłuj się nad nami“, “Moja wina, moja bardzo wielka wina“, “Niech się zmiłuje nad nami Bóg Wszechmogący“, “Odpuść nam nasze winy” itd. Ludzie powtarzają te zdania, lecz nikt nie zadaje sobie trudu by przeanalizować je pod kątem zawartych sugestii. Spójrzmy co na temat sugestii mówi nam wikipedia. Sugestia – rodzaj bezpośredniego przekazu, poprzez który dana osoba wywiera wpływ na decyzje, przekonania, myśli, opinie i zachowanie innej osoby lub grupy osób, nie odwołując się do racjonalnej argumentacji i nie stosując przymusu. (*2) Dzięki umiejętnemu wpleceniu w tekst negatywnie brzmiących zwrotów, autorzy uzyskują efekt kontroli podprogowej nad podświadomością modlących się.  Dlatego też 99% wyznawców wszelkich religii nie jest tego świadomych, bo programuje się ich niemal od momentu urodzenia i uważają to za zupełnie naturalne, gdyż nie znają po prostu nic innego.  Wszelkie zaś próby pokazania, że ta droga jest błędna i donikąd nie prowadzi powodują czasem nawet furię u słuchających. Od dzieciństwa wtłacza się w głowy “owieczek” poczucie winy, strach, obawy itd., a one codziennie podczas modlitw powtarzają słowa i zdania umacniające program zniewolenia umysłowego. Czyż uczenie takich zachowań już kilkuletnich dzieci nie pozostawia trwałego śladu w psychice i nie ma olbrzymiego wpływu na dalsze młodzieńcze i dorosłe życie? Zdecydowanie brakuje podczas tych liturgii afirmacji (*1), która polega na wmawianiu sobie pozytywnych stwierdzeń na temat własnej osoby. Natomiast przekonywanie siebie, że jest się istotą grzeszną, pełną przewinień, win i wszelkiego zła, prowadzi u większości jednostek właśnie do takiego pojmowania swojej natury. Nieakceptowanie siebie prowadzi w prostej linii do braku akceptacji otaczającego świata, a idąc dalej, do braku szacunku od innych ludzi, zwłaszcza nie wyznających religii judaistycznych oraz innych istot żywych. Tu aż się prosi, o zacytowanie fragmentu modlitwy o odpuszczenie grzechów naszych przodków (sic!): „Wyrzekam się wszystkich duchów nieczystych, a zwłaszcza:  złego ducha niewiary, przekleństwa, wróżb, czarów, spirytyzmu, okultyzmu, astrologii, jasnowidztwa, bioenergoterapii, medytacji transcendentalnej, kuszącego do praktyk religii Wschodu, buddyzmu, reiki, każdej innej formy nie podanej tutaj, ale szczerze za nią żałując, jeżeli taka była”. 

 

Trzeba zauważyć, że religie i ich odłamy, mające swe korzenie nad Jordanem, zawsze zwalczały samodzielne myślenie i poszukiwanie prawdy. Obowiązkiem ludzi je wyznających, jest ślepa wiara w to co powiedzą religijne autorytety. Istnieją byty, które żywią się strachem i innymi negatywnymi emocjami, i to właśnie kościoły podczas sprawowania tego rodzaju liturgii są idealnym miejscem na “ucztę”. Uważam, że za powstaniem chrześcijaństwa zinstytucjonalizowanego stoją właśnie one. To samo dotyczy oczywiście judaizmu i islamu jak i też innych wymysłów siejących w umysłach ludzi strach, zniechęcenie, złość czy nienawiść. To jest kilka miliardów ludzi, którzy są idealną pożywką.
Ale skupmy się na naukach i modlitwach katolickich, a właściwie dotyczy to całości chrześcijaństwa. Zauważcie, że w katechizmie KK jest coś takiego jak trzy cnoty boskie. Wiara, Nadzieja i Miłość. To również w bardzo negatywny sposób oddziaływuje na podświadomość. Pierwsza jest wiara, a więc powiązanie z działalnością KK. Drugie to nadzieja czyli coś, co CHCIAŁOBY SIĘ, a nie coś, co się chce, czyli wmówienie, że nie możemy kreować własnej rzeczywistości, a na końcu jest Miłość, czyli w tym zestawieniu rzecz jakby najmniej ważna, choć to Ona powinna być na pierwszym miejscu, a właściwie jedynym. Następną rzeczą są wszelkie koronki, różaniec itp. Tam również ludzie powtarzają słowa o winie, grzechu i czynią to dziesiątki razy pod rząd. Kropla drąży skałę. Jest to tak samo silne jak podczas mszy a kto wie czy nie silniejsze, bo dostojnicy bardzo zachęcają do ich odmawiania.

 

Fragmenty  modlitw mówią same za siebie: Ojcze nasz – “I odpuść nam nasze winy“, pozdrowienie anielskie – “Módl się za nami grzesznymi“, Wierzę w Boga – “…grzechów odpuszczenie“, i te trzy są w szczególny sposób połączone w modlitwę zwaną różańcem, gdzie te same kwestie powtarza się po kilka i kilkadziesiąt razy. Akt oddania się Matce Bożej Szkaplerznej – “Oto ja, niegodny zaszczytu nazywania się Twoim sługą“, modlitwa na święto wniebowzięcia NMP – “a my, nędzni grzesznicy” to tylko niektóre przykłady.

 

Zwróćmy też uwagę na wszystkie litanie. Do odmawiania dwóch z nich zachęca się w najpiękniejszych wiosennych miesiącach roku, maju i czerwcu. Powoduje to ciągłe duchowe “biczowanie się”. Nieodłącznym ich elementem jest powtarzanie  zdań na początku “Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami. Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami. Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami. Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami”. I na końcu “Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie. Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie. Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami , a po każdym wezwaniu prowadzącego, zgromadzeni odpowiadają “módl się za nami” lub “zmiłuj się nad nami”. Jaki jest tego efekt? Wmawianie sobie negatywnych cech, które by prawdopodobnie nigdy zaistniały. Nowenny, choć zdecydowanie rzadziej odmawiane, nie pozostają wolne podobnie do innych modlitw od odniesienia do grzechów i win. Przykładem niech będzie nowenna do św. Antoniego – “Święty Antoni zrozumiał, że Bóg nie żąda od niego śmierci męczeńskiej wśród pogan. Dlatego usunął się na puszczę w Monte Paulo we Włoszech i został męczennikiem pokuty. Biczował swe ciało aż do krwi i wycieńczał je rozmaitymi umartwieniami. Jeżeli św. Antoni, mimo świątobliwego życia tak ostrej i srogiej poddawał się pokucie, to jakże ja winienem pokutować, którego życie jest jednym pasmem grzechów?”.

 

Podsumowując, zapewnienia hierarchów chrześcijańskich o tym, że ich religia jest wyłącznie źródłem dobroci, miłości, tolerancji i innych tylko pozytywnych cech, są kłamstwem. Nawet jeśli główne założenia faktycznie oparte są przesłaniu miłości, to jednak szczegóły, w które wgłębiłem się w tym artykule temu jednoznacznie przeczą. Przypomina to łyżkę dziegciu w beczce miodu. Przez siedemnaście wieków istnienia religii instytucjonalnych, świat doświadczył tego aż nadto. Na koniec zacytuję Ludwiga Boerne (1786–1837), niemieckiego filozofa i pisarza: „Przez osiemnaście wieków płynie rzeka krwi, a na jej brzegach mieszka chrześcijaństwo”.

 

(*1)Afirmacja – w psychologii zdania wpływające na poziom samoakceptacji. Afirmować siebie to stymulować rozwój osobisty, poprzez akceptację siebie. Afirmacja polega zazwyczaj na powtarzaniu pozytywnych twierdzeń na temat własnej osoby, co ma prowadzić do identyfikacji z ich treścią. Afirmacja wykorzystuje mechanizm autosugestii i medytacji w celu wzmacniania poczucia akceptacji u osoby ją stosującej. http://pl.wikipedia.org/wiki/Afirmacja_%28psychologia%29

 

(*2)Sugestia Sugestia psychologiczna to proces, w którym idea (myśl) jest indukowana lub przyjęta przez drugiego człowieka, bez argumentów czy polecenia lub przymusu. W komunikacji interpersonalnej to sekwencyjny proces, w którym jedna myśl lub wyobrażenie prowadzi do drugiego. http://pl.wikipedia.org/wiki/Sugestia

 

(*3)Autosugestia – technika pozwalająca na pracę nad ograniczającymi przekonaniami osoby ją stosującej. Polega na wielokrotnym powtarzaniu afirmacji, co powoduje podniesienie poczucia własnej wartości i przezwyciężenie ograniczających przekonań. Autosugestia polega na powtarzaniu sobie pewnych wzorców, służących do osiągania celu. Wielu sportowców stosuje wizualizacyjną formę autosugestii. Wyobrażają sobie kilkukrotnie, że na przykład skaczą o tyczce i udaje im się nie zrzucić poprzeczki. Autosugestia praktykowana przez kilka lat daje ogromne efekty. http://pl.wikipedia.org/wiki/Autosugestia

 

(*4)O rycie Mszy Świętej. Podczas Soboru Trydenckiego orzeczono, że Msza Święta powinna być odprawiana po łacinie w niezmienionej formie, po wsze czasy (tzw. ryt trydencki).

 

Papież Pius V wydaje 12 lipca 1570 roku konstytucję apostolską „Quo Primum”, w której pisze: „Przez niniejszy nasz dekret, który ma być ważny nieskończenie, określamy i rozkazujemy, że nic nie może być dodane, ominięte lub zmienione w tym Mszale. Szczególnie ostrzegamy wszelkie osoby będące u władzy w Kościele, jakiejkolwiek godności czy rangi, nie wyłączając Kardynałów, im polecając jako sprawę ścisłego posłuszeństwa, nigdy nie używać lub też zezwalać na jakiekolwiek ceremonie lub modlitwy mszalne inne niż te zawarte w tym Mszale ustanowionym przez Sobór Trydencki i zawierającym wszystko, co jest potrzebne dla zachowania czystego i powszechnie jednolitego sposobu oddawania czci Panu Bogu. W żadnym czasie w przyszłości nie może ksiądz, czy to świecki czy zakonny, być zmuszony do innego odprawiania Mszy. I żeby wykluczyć raz na zawsze wszelkie skrupuły i obawy kościelnych kar czy cenzur, niniejszym stwierdzamy, że na mocy naszej apostolskiej władzy zarządzamy i określamy, że ten nasz obecny rozkaz i dekret jest nieodwołalny i wydany raz na zawsze i nie może być prawnie odwołany lub poprawiony w przyszłości. Jeżeli ktokolwiek mimo to ośmieliłby się spróbować działania sprzecznego z naszym powyższym rozkazem wydanym raz na zawsze, niech będzie mu wiadomo, że narazi się na gniew Wszechmogącego Boga i świętych Apostołów Piotra i Pawła”.

 

Od tego zakazu odszedł Paweł VI w konstytucji apostolskiej „Missale Romanum” z 1969 roku zezwalając na odprawianie mszy w językach narodowych, gdzie kapłan jest zwrócony przodem do wiernych (tzw. ryt rzymski). Papież Benedykt XVI pozostawia kapłanowi wybór, co do wyboru rytu.

http://www.filozofia.3bird.net/download/filozofia/religia/religia-spis-dogmatow-kosciola-katolickiego.pdf

.

.

Za: https://nexxblog.wordpress.com/2013/12/29/psychomanipulacja-kosciola-katolickiego-cz-i-msza-i-modlitwy/

.

***

.

Wielokrotnie w wielu tekstach i komentarzach pisałem o tym, że katolicyzm w wybitnie szkodliwy sposób deformuje psychikę człowieka – i to na wiele sposobów. Nigdy jednak nie poświęciłem tej sprawie oddzielnego tekstu, co uczynił właśnie Świętobór – i z tego powodu jego tekst jako ważny i istotny zamieściłem powyżej.

Sprawa jest rzeczywiście poważna, gdyż “wychowanie” katolickie to brutalne pranie mózgu kaleczące ludzką psychikę. Owieczki od niemowlęctwa wpędza się w kompleks winy, niższości i poczucia “niegodności”. Powtarzane jak mantra setki i tysiące razy zwroty “moja wina”, “nie jestem godzien”, “zmiłuj się nad nami” wżerają się w psychikę owieczek  i powoduje ich niską samoocenę. Jedynie w stosunku do “innowierców”, “heretyków”, “pogan” i “bezbożników” owieczki mają poczucie wyższości – wszak to one posiadają jedynie prawdzią “prawdę objawioną” – przez oszustów wymyśloną. Niskiej samooceny nie rekomensuje owieczkom nawet biblijne Stworzyli więc bogowie człowieka na swój obraz, na obraz Bogów go stworzyli” (w oryginale żydowskiej biblii są “bogowie” a nie “bóg”). Niby więc jest owieczka na obraz bogów, ale i tak wtłoczono jej do głowy, że jest winna i niegodna. Oraz zdana bezwarunkowo na “miłosierdzie boże”, a to uzależnione jest wyłącznie od “łaski bożej”. A tę można wyprosić, wyżebrać, wybłagać, wypościć – należy jedynie być  ślepo posłusznym “woli bożej” – czyli naukom kleru.

Nie trzeba być zawodowym psychologiem, aby rozumieć, że poczucie winy, niegodności kaleczy psychikę każdego człowieka. Ciekawie pisze o szkodliwym wpływie poczucia winy na życie ludzkie M.F. Long w książce “Magia kahunów”. Kahuni byli szamanami na Hawajach. Doskonale znali naturę człowieka oraz współzależności jego świadomości, podświadomości i nadświadomości. W ich systemie wiedzy wskazywali na wybitnie szkodliwy wpływ poczucia winy na duchowe i psychiczne możliwości człowieka, jego rozwój i – jakbyśmy to dzisiaj nazwali – samorealizację.

Przy czym pamiętać powinniśmy o tym, że poczucie winy jest dwojakiego rodzaju:

- pozytywne w tym sensie, że czyni nas wrażliwymi i uczciwymi ludźmi. Jeśli komuś zrobię świństwo, to odczuwam wyrzuty sumienia i mam poczucie winy. Dzięki temu pojmuję, że źle jest robić innym ludziom świństwa. A to zrobione naprawiam, przyznaję się do niego pokrzywdzonemu, przepraszam za nie, rekompensuję straty – i uwalniam się od poczucia winy.

- negatywne poczucie winy w tym sensie, że jest mi wtłaczane z zewnątrz – i to nawet wtedy, gdy nie jestem niczemu winny. Mam się po prostu czuć winnym – co czyni mnie “dłużnikiem” muszącym prosić o “wybaczenie”. Owieczkom wmawia się np. – to przez wasze grzechy Joszue cierpiał i umarł na krzyżu. I w ten sposów owieczki przez całe życie czują się winne.

Jeszcze bardziej perfidne i nikczenme jest wpajanie owieczkom strachu! Strachu przed “karą bożą”, “gniewem bożym” a zwłaszcza przed “wiekuistym potępieniem”. To strach przed piekłem – najstraszniejszą “karą bożą” – jest fundamentem nadjordańskiej dżumy. Nie miłość a strach. Przy tej okazji widać kompletną durnotę i zaślepienie owieczek. Wmówiono im wszakże, że psychopatyczny, mściwy Jahwe ludobójca jest nieskończenie dobry i nieskończenie miłosierny. No to jak ten nieskończenie miłosierny tak niemiłosiernie każe karami doczesnymi i wiecznymi kochające go, a raczej drżące przed jego gniewem owieczki (czy nieskończenie doby i miłosierny potrafiłby się w ogóle gniewać?).

Zniewalanie owieczek (bazujące na strachu przed piekłem) obejmuje także nakaz ślepej wiary w naukę kościoła – absurdalne dogmaty i zakaz samodzielnego myślenia. Jeśli ktokolwiek zaczyna powątpiewać w nieomylność “nauki kościoła” w najdrobniejszej choćby sprawie ściąga na siebie zarzuty “herezji”, “opętania” czy “bezbożnictwa”. Jedynie ślepo i bezrefleksyjnie wierząc w dogmaty i “nauki kościoła” i bezwzględnie posłusznie słuchając “pasterzy” można uniknąć piekła.

O tym, że dogmaty kościelne są absurdalne i wyssana z palca nikogo jako tako logicznie myślącego przekonywać nie trzeba. Podam kilka przykładów.

- Dogmat tzw. “trójcy świętej” będący jaskrawym zaprzeczeniem “jedynego boga”. Jest oczywistością, że “bóg ojciec” i “syn boży” to DWIE różne osoby. A mimo to owieczkom wmówiono, że mają jednego “jedynego boga”.

- Tzw. “grzech pierworodny”, który zgodnie z nauką kościoła z Adama i Ewy przeszedł na wszystkich ludzi. Zgładzić go może jedynie tzw. “chrzest” – zgodnie z doktryną kk konieczny do “zbawienia”. Nie dostąpi “zbawienia” z powodu “grzechu pierworodnego” nawet nieochrzczone niemowlę, które nie miało możliwości nagrzeszyć i zmarło. Ale przecież  – skoro człowiek zgodnie z żydowską biblią i nauką kk stworzony jest na obraz bogów, to jak jako “obraz bogów” może być jednocześnie obciążony “grzechem pierworodnym”? I dlaczego nieskończenie miłosierny grzechem pierwszych ludzi obciążył pokolenia następne – wszystkie – aż do końca ludzkości. Nawet u najgorszych tyranów represje na potomkach “wrogów” i “zbrodniarzy” miały swoją granicę i kiedyś ustawały. A u nieskończenie miłosiernego za grzech Adama i Ewy karę ponoszą wszystkie następne pokolenia.

- Tzw. “odkupienie grzechów” – najbardziej załgany dogmat – centralny w nadjordańskiej dżumie.

Dogmat “odkupienia grzechów” poprzez mękę i śmierć Joszue, który owieczkom rzekomo otworzył tym aktem drogę do “wiekuistego zbawienia” jest centralnym dogmatem całego żydo-chrześcijaństwa – wszelkich jego odłamów. Przy czym jest on tak samo bzdurny, załgany i naciągany, jak wszystko w nadjordańskiej dżumie.

Zacznijmy od pytania – kogo musiał obrzezany cieśla Joszue przebłagać – aby przed wyznawami jego i Jahwe otworzyły się wrota niebios? Naturalnie  nieskończenie miłosiernego Jahwe – jego własnego rzekomego ojca w niebiesiech. Nauka kk głosi wszak, że Jahwe tak ludzi umiłował, że nawet syna swojego na ziemię zesłał dla odkupienia ludzkich grzechów. Tyle, że na zdrowy rozsądek wygląda to tak – Jahwe był tak zapiekły w swej zawziętości, że nie zamierzał darować ludziom ich domniemanych grzechów dotąd, aż nie dokonana zostanie krwawa jatka, biczowanie i kaźń na krzyżu (palu). Jako ofiara za grzechy. No i tutaj rodzi się pytanie – czy tak żądnego krwawej ofiary z własnego domniemanego syna żydowskiego Jahwe można nazywać nieskończenie miłosiernym i dobrym? Czyż nie mógł Jahwe powiedzieć – dziatki moje, wprawdzie nagrzeszyliście, ale ja jako Dobry Ojciec odpuszczam wam wasze winy. Bez katowania kogokolwiek.

Mógł tak Jahwe zrobić? Mógł.

I gdyby rzeczywiście był dobry, kochający ludzi, nieskończenie sprawiedliwy – to tak by zrobił. Bez domagania się krzyżowania kogokolwiek. No i co to za poczucie sprawiedliwości, żeby za grzechy i winy jednych cierpiał ktoś inny?

Ale diaboliczność Jahwe jest jeszcze głębsza i polega na tym, że to on – Jahwe – jest złym duchem  kusicielem. Dowiadujemy się tego z ust samego obrzezanego cieśli  – jego domniemanego syna. W tzw. “modlitwie pańskiej”, której Jezus/Joszue/obrzezany cieśla nauczył uczniów jest takie  zdanie:

“Ojcze nasz, któryś jest w niebie…i nie wódź nas na pokuszenie…amen”.


I nie wódź nas na pokuszenie…

.
I teraz owieczki mają dwa wyjścia  – albo uznają, że Joszue był głupcem i nie wiedział co mówi  – no ale jakoś to nie pasuje, bo jako domniemany syn boży chyba nie był głupcem i wiedział co mówi. Albo też owieczki uznają, że Jezus/Joszue głupcem nie był i wiedział co mówi. I gdyby wiedział, że ludzi do grzechu kusił “szatan” a nie Jahwe, to w jego modlitwie zapewne byłoby – “i nie pozwól szatanowi wodzić nas na pokuszenie“. Albo -  “i chroń nas przed pokusami szatana”. Ale w tej modlitwie jest wyraźnie powiedziane i napisane – w “Piśmie Świętym”, w “Objawionym Słowie Bożym” – Ojcze naszi nie wódź nas na pokuszenie…”. Czyli jednak to “ojciec niebieski” bawi się w szatana i wodzi owieczki na pokuszenie.

Sprawa wygląda więc tak, że Jahwe wodzi jego wyznawców na pokuszenie, a gdy dadzą się skusić to idą do piekła. I to mimo rzekomego odkupienia grzechów przez obrzezanego cieślę. Dlatego że po jego ukrzyżowaniu piekło nie zostało zlikwidowane. Ono istnieje w dogmatyce kk nadal. Ale w związku  z tym osobie myślącej natychmiest nasuwają się pytania – jeśli Joszue “odkupił” ludzkie grzechy to po co jeszcze jest piekło? I skoro grzesznicy do niego nadal idą – to jakie grzechy Joszue “odkupił”?

.

unnamed

.

No i mamy na koniec sytuację, że owieczki korzą się przed żydowskim idolem, “odkupicielem” grzechów, żebrzą o jego miłosierdzie, łaskę i litość, gdyż mimo jego “ofiary na krzyżu” i “grzechów odkupienia” nadal zagrożone są piekłem. I tylko ślepe posłuszeństwo może je przed piekłem uchronić.

I miliony owieczek w te bzdury wierzą. I utrzymują pasożytniczy kler.

Reasumując – kk przy pomocy strachu, psychomanipulacji i prania mózgów zniewala setki milionów ludzi na całym świecie czyniąc ich psychicznymi i emocjonalnymi kalekami oraz niewolnikami strachu, dogmatów i pasożytniczej hierarchii.

.

.

opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Kategorie:Uncategorized

Biblia – żydowska księga zbrodni – wyssana z palca

Grudzień 29, 2013 16 uwag

.

kajdany jahwizmów

.

(Poniższy tekst wygrzebał w sieci i podesłał mi mailem Słowianin)

.

***

.

Roman Frister

Nie ruszajcie mitu

Archeolodzy podważają same podstawy Biblii. Pan Bóg nie przekazał Mojżeszowi Dekalogu, naród Izraela nigdy nie był w egipskiej niewoli, mury Jerycha nie rozpadły się na dźwięk trąb, bo Jerycho było miastem nieobwarowanym, pierwsza monoteistyczna religia nie ma swoich korzeni na Górze Synaj, a wielkie królestwa Dawida i Salomona to legenda dostosowana do potrzeb teologii.

Telawiwski dziennik “Ha´aretz” opublikował poważny artykuł znanego archeologa, autora dzieł o historii starożytnego Bliskiego Wschodu, prof. Zeeva Herzoga, który twierdzi, że sto lat badań archeologicznych w Palestynie, Syrii, Egipcie i Mezopotamii nie potwierdza biblijnego opisu wydarzeń. Poważne autorytety z tej dziedziny, archeolodzy i historycy, powiadają niemal jednogłośnie, że w kołach naukowych od dawna dyskutowane są rozbieżności między archeologicznymi wykopaliskami a tekstem Księgi nad Księgami. – Niestety, wokół wniosków, które należałoby wysnuć, panuje ogólna zmowa milczenia – twierdzi prof. Israel Finkelstein z uniwersytetu w Tel Awiwie. – Społeczeństwu trudno jest rozstać się z mitami, które przez liczne pokolenia kształtowały jego światopogląd.

Jednym z najbardziej wiarygodnych źródeł historycznych są egipskie papirusy i inne wykopaliska znad Nilu. Żadne z nich nie wspomina ani niewolniczej pracy Żydów, ani fascynujących dziejów Mojżesza. Starożytni Egipcjanie wspominali jedynie obcych pasterzy, którzy w okresach suszy wędrowali ze swoją trzodą na pastwiska w delcie Nilu. W Księdze Wyjścia znajdujemy szczegółowe sprawozdanie zarówno z pertraktacji Mojżesza z faraonem jak i z wędrówki Izraelitów przez pustynię Synaj, w drodze do Ziemi Obiecanej. Mimo iż archeolodzy brytyjscy, amerykańscy i niemieccy usilnie szukali od połowy XIX stulecia jakichkolwiek śladów tej wędrówki, nie dokopali się niczego. Nie udało się również ustalić, gdzie znajduje się Góra Synaj, na szczycie której Jahwe przekazał Mojżeszowi kamienne tablice z dziesięcioma przykazaniami.

Kiedy więc powstała pierwsza monoteistyczna religia? Tego nikt nie wie. Prof. Zeev Herzog wspomina wykopaliska z XVIII w. przed naszą erą, gdzie odnaleziono starohebrajskie napisy “Jahwe i Oszrat” oraz : “Jahwe i jego Oszrat”. Czyżby były to dwa bóstwa, czczone przez ówczesny lud? Herzog wyciąga stąd daleko idący wniosek: wszystko co napisano jest wymysłem autorów tekstu uwiecznionego setki lat później i podporządkowanego ściśle określonej ideologii.

Profesor Herzog nie ma praw wyłączności do tego stwierdzenia. Już pod koniec ubiegłego stulecia powstała w Niemczech szkoła biblijnego krytycyzmu, a jej czołowa postać, Julian Wellhausen, rzuciła wyzwanie ówczesnym archeologom, na ogół ludziom głęboko wierzącym, którzy – jego zdaniem – organizowali wyprawy archeologiczne do Ziemi Świętej głównie po to, aby znaleźć w terenie potwierdzenie prawd, na których opierała się religia chrześcijańska. Wellhausen dowodził, ze zmiennym powodzeniem, że historiografia biblijna sformułowana została dopiero podczas niewoli babilońskiej, a więc po pierwszym wygnaniu Izraelitów z Jerozolimy, za czasów Nabuchodonozora, z początkiem piątego wieku przed naszą erą. Niektórzy współcześni mu badacze dziejów posunęli się jeszcze dalej, pisząc, iż historia Izraelitów, począwszy od Abrahama, Izaaka i Jakuba, nie była niczym innym jak sztuczną rekonstrukcją wydarzeń, która służyć miała założeniom natury teologicznej.

Rzecz zrozumiała, że taka analiza historii musiała spotkać się z ostrym sprzeciwem społecznym. Godziła ona w samą istotę wiary. Żydzi, wciąż jeszcze zamknięci w swoich gettach duchowych, nie brali udziału w tych dysputach. Może wcale o nich nie wiedzieli. Bulwersowały one przede wszystkim fundamentalistów chrześcijańskich. W tym kontekście warto przypomnieć sprawę zwojów odkrytych w 1947 r. w jaskiniach Kumranu nad Morzem Martwym.

Dokumenty spisywane w okresie od trzeciego stulecia p.n.e aż do roku 68 n.e. znalezione zostały przez beduińskiego pasterza i sprzedane izraelskiemu archeologowi Jigalowi Jadinowi, późniejszemu szefowi ekspedycji archeologicznej na Masadę. Przez dziesiątki lat Izraelski Instytut Archeologiczny wzdragał się przed udostępnieniem znalezisk zagranicznym naukowcom. Przyczyna: zapisy dotyczyły, między innymi, życia Jezusa Chrystusa. Wynikało z nich, iż Jezus posiadał starsze rodzeństwo – fakt, który podważałby tezę o Maryi dziewicy.

Grono naukowców w Jerozolimie obawiało się, że chrześcijańska opinia publiczna oskarży Żydów o bezczeszczenie postaci Najświętszej Marii Panny. Dopiero w ostatnim dziesięcioleciu publikacje Uniwersytetu w Cincinnati przełamały zmowę milczenia. Ale, podobnie jak teorie Juliana Wellhausena w XIX w. i Zeeva Herzoga u progu trzeciego milenium, teksty te ze zrozumiałych względów nie wzbudziły powszechnego zainteresowania.

Opisy kraju podbitego w ciężkich walkach, prowadzonych z boskiego nakazu, stanowią podstawę ideologii religijno-narodowych osadników na Zachodnim Brzegu: “co nam Bóg nadał nie może być oddane Arabom”. Również fundamentalizm chrześcijański podpiera się biblijnymi wersetami i stąd poparcie liderów tego ruchu, udzielane izraelskiej religijnej prawicy. Nic dziwnego, że rozprawa prof. Herzoga wywołała falę głośnych protestów nie w gronie ludzi nauki, lecz przede wszystkim wśród polityków. Bo jeśli Ziemia Obiecana nie została zdobyta w krwawej walce, to skąd się na niej wzięli wyznawcy Jahwe i jakie mają do niej prawo?

Jednym z pierwszych naukowców, którzy próbowali zmierzyć się z wersją biblijną, był niemiecki badacz starożytności Albrecht Alt. Alt opierał swoją krytykę Starego Testamentu na sprzecznościach wykrytych w samej Księdze Jozuego. Herzog twierdzi, że prowadzone przez dziesięciolecia prace wykopaliskowe nie dowiodły istnienia licznych miast warownych, rzekomo zdobytych przez Izraelitów. Jego zdaniem, wszystko co znaleziono to groby i szczątki ceramicznych naczyń, świadczące, iż na terenie dzisiejszego Zachodniego Brzegu i dzisiejszej Jordanii istniały, przypuszczalnie od wczesnej epoki żelaza, setki małych osiedli. Dwaj amerykańscy naukowcy Georg Mandenhall i Norman Gottwald, autorzy tak zwanej teorii socjologicznej, doszli do przekonania, że pierwsi osadnicy na tej ziemi to wieśniacy, potomkowie Kananejczyków, którzy szukali schronienia przed wyzyskiem i okrucieństwem ówczesnych regionalnych władców.

“Wiele lat poszukiwań w Jerychu nie wykryło istnienia murów obronnych, które ponoć rozpadły się na dźwięk trąb”, pisze prof. Herzog. “Także dokładny opis zdobycia miasta Ai nie znalazł potwierdzenia w pracach archeologów”.

Pierwsza Księga Królewska przedstawia zjednoczone mocarstwo Dawida i Salomona jako apogeum politycznej i militarnej mocy narodu Izraela w czasach starożytnych: “Salomon panował od Rzeki (Eufrat) do kraju Filistynów i do granicy Egiptu”. Źródła egipskie natomiast wspominają Izrael tylko raz, w czasie panowania faraona Merneceptaha (1208 p.n.e.), jako małe, lenne państewko. – Co więcej – twierdzi Zeev Herzog – sto pięćdziesiąt lat wykopalisk w Jerozolimie nie przyniosło żadnych dowodów istnienia potężnej stolicy królestwa w okresie wspomnianym w Starym Testamencie. Znane nam wykopaliska potwierdzają istnienie obwarowanej, wielkiej Jerozolimy w 722 r. przed narodzeniem Chrystusa. Wydaje się, że Jerozolima uzyskała swój centralny status dopiero wówczas, po upadku jej północnego rywala Samarii. Pisarze biblijni przypisali ten fakt sytuacji znacznie dawniejszej.

Josi Sarid, izraelski minister edukacji z ramienia lewicowej partii Meretz, polecił szefom departamentu pedagogicznego zbadać treść dysertacji naukowej Zeeva Herzoga. – Jeśli okaże się, że jest to teoria oparta na rzetelnych badaniach, dobrze, aby znalazła się w podręcznikach licealnych. Młodzież winna poznawać wszystkie aspekty naszej historii – mówi minister. Jest jednak wątpliwe, czy pozostali uczestnicy nowej koalicji rządowej, wśród nich ministrowie reprezentujący partie religijne, umożliwią umieszczenie podobnych obrazoburczych teorii w programach szkolnych. W tym jednym wyjątkowym przypadku rabini znajdą chyba społeczne poparcie. Większość Izraelczyków, nawet ateistów, uważa Stary Testament za skałę i opokę swojej narodowej tożsamości. Bo przecież nowoczesne Państwo Izrael nie jest niczym innym jak odrodzoną kontynuacją Dawidowego królestwa. Najlepiej wyraziła to Naomi Szemer, popularna pieśniarka, patriotka, której pieśń o Jerozolimie stała się niemal drugim hymnem Izraela: “Mówią mi, że Biblia jest tylko mitem. Nawet jeśliby tak było, mit ten istotniejszy jest dla nas od wszystkich starych kamieni”.

za: http://web.archive.org/web/20100204083313/http://archiwum.polityka.pl/art/nie-ruszajcie-mitu,391933.html

.

***

.

Powyższy tekst zasługuje na szczególną uwagę z tego względu, że to żydowski naukowiec i badacz podważa żydowskie “brednie objawione”. Czyli potwierdza to, o czym ja piszę od dawna – żydowska “biblia” to oszustwo i wymysł chorej fantazji. Nie istnieje żydowski monoteistyczny Jahwe – jeszcze w VIII wieku przed naszą erą był on “żonaty”.
http://www.polskieradio.pl/23/266/Artykul/337763,Biblistka-Izraelski-Bog-mial-zone
Nie było “egipskiej niewoli”, Synaju i przekazania “dekalogu”. To wszystko jest wymysłem żydowskich kapłanów-oszustów, którzy jednego z politeistycznych bożków wykreowali na jedynego boga Izraela. Nie było biblijnego “stworzenia świata”, raju, potopu, Abrahama, Mojżesza, “proroków”. Ale w tym przypadku także okrzyczany “synem bożym” posłanym przez Jahwe ludobójcę i zapowiadanym rzekomo przez żydowskich “proroków” obrzezany cieśla (którego “życiorys” sfabrykowano tak, aby pasował on do rzekomych proroctw wyssanych z palca “proroków”) jest takim synem bożym – posłańcem Jahwe -  jak ja posłańcem Reptilianów.
Niewiele to zmieni wszakże, gdyż zaczadzone owieczki trzymane na łańcuchu wiary wierzą wbrew rozumowi i dowodom. Na tym zresztą polega wmawiana im  “łaska wiary” – wierzyć ślepo, tępo, bezrefleksyjnie i z uporem mimo iż rozum, logika i wiedza wykazują, że fundamentem judaizmu i żydo-chrześcijaństwa jest zwykła pospolta (a raczej niepospolita) żydowska blaga.
Tym bardziej konieczne wobec niezaprzeczalnych dowodów na oszustwo z żydowską biblią jest odżydzenie umysłów ludzi z tych oszukańczych żydowskich bredni – świat należy uwolnić z kajdan żydowskiej nadjordańskiej dżumy wszelkich odprysków!

.

mother-earth

.
Powróćmy do naturalnej Wiary Przyrody – która jest wiedzą a nie tępą i bezrefleksyjną wiarą w żydowskie brednie “objawione” – przez oszustów wymyślone.

.
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/
http://opolczykpl.wordpress.com/biblia-ksiega-zbrodni/
http://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/

.

.
opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

Kategorie:Uncategorized

Słowiańska Swarożyca kontra chrześcijański krzyż (rzymska szubienica)

Grudzień 24, 2013 39 uwag

.

609px-Kolovrat_(Коловрат)_Swastika_(Свастика)_-_Rodnovery.svg

.

Nie będzie to wyczerpujący prezentowaną tematykę tekst porównawczy Słowiańszczyzny  – Swarożycy – pogaństwa słowiańskiego z chrześcijaństwem – buldożerem jahwizu – rzymską szubienicą. Będzie to raczej krótki szkic porównujący wiele aspektów tych formacji – a więc wierzeń, życia społecznego, kultury, wychowania i głównych cech charakteru pogańskich Słowian i chrześcijan – judeochrześcijan. A raczej  żydo-chrześcijan (nie zapominajmy o tym,  że chrześcijanin to duchowy żyd – nawet wtedy, gdy temu zaprzecza).
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9128/ja-tez-jestem-zydem-duchowym
.
- W czasach przed najazdem buldożera jahwizmu na słowiańskie tereny Słowianie żyli w systemie plemiennym. Wspólnoty plemienne nie były rozwarstwione na uprzywilejowaną elitę i stojące niżej  niej “pospólstwo”. W zależności od plemienia “władzę” najwyższą stanowił albo wiec, albo obieralny książę, którego można było odwołać, jeśli plemię było z niego niezadowolone. Ważną rolę odgrywała starszyzna rodowa – ludzie cieszący się szacunkiem dla ich wiedzy, doświadczenia i zasług dla wspólnoty. Członkiem starszyzny rodowej miał szansę zostać każdy członek rodu- plemienia. Poszczególne plemiona cieszyły się własną “autonomią”. Tak samo cieszyły się nią pojedyncze osady, wioski, opola. O ich codziennym życiu decydowały one -  lokalne wspólnoty -  samodzielnie. Niewolnictwo u Słowian było praktycznie nieznane.


“Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. [...]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”

(Pseudo-Maurycjusz VI-VII w. – pisarz bizantyjski).

U chrześcijan, gdy tylko kler zagościł na pałacach i zdobył wpływy polityczne oraz bogactwa struktura społeczna krajów chrześcijańskich była rozwarstwiona na uprzywilejowaną elitę (świecką i kler) posiadającą władzę autorytarną oraz na pozbawione praw politycznych “pospólstwo”. Najgorzej mieli niewolnicy (niewolnictwo było przez chrześcijaństwo w pełni akceptowane, a papiestwo  akceptowało je do XIX wieku), oraz z biegiem czasu przywiązani do właścicieli chłopi pańszczyźniani. O losach prostych ludzi decydowali nie oni sami, a ich elity siłą i przymusem narzucając poddanym własną wolę.

- U Słowian przez wieki nie istniało większe rozwarstwienie majątkowe. Nie było u nich bogaczy obok biedaków. Zjawisko żebractwa było w słowiańskim świecie całkowicie nieznane.

“…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku…”

(Helmold, kronikarz z drugiej połowy XII w.).

U chrześcijan od momentu gdy wykształcił się kler, a jeszcze bardziej od momentu, gdy chrześcijaństwo (jakiegokolwiek odprysku) stało się religią panującą w jakimkolwiek kraju istniały tam obok siebie przepych i nędza, bogacze i biedacy. Widok żebraka nikogo nie dziwił.

- U Słowian w każdej lokalnej wspólnocie obok równości panował  system wspólnoty majątkowej. To sprawiało, że nie było u nich rozwarstwienia na bogaczy i biedotę.

U chrześcijan (pomijając krótki okres tzw. “chrześcijaństwa pierwotnego”) dominował system własności prywatnej. Rozbudzał on chciwość, przyczyniał się do złodziejstwa i zaowocował wykształceniem się opływającej we wszystko elity i rzesz biedaków. Także kler mimo propagandy ubóstwa (prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do “królestwa niebieskiego) był chciwy, zachłanny i zabiegał o majątek kościelny stosując oszustwa, fałszowanie dokumentów, nadań, przywilejów itp., lub urządzają wyprawy wojenne zwane krucjatami. Których jednym z celów było zdobywanie nowych terenów i nowych bogactw pochodzących z łupiestwa i rabunku.

- U Słowian (choć nie mieli “dekalogu” i osławionego “nie kradnij”) złodziejstwo było praktycznie nieznane. Złodziejami stali się Słowianie dopiero po ich “nawróceniu” na nadjordańską dżumę. Wcześniej nie znali nawet takiej “instytucji” jak więzienie.

“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”

(Kronikarz biskupa Ottona Mistelbacha ).

U chrześcijan złodziejstwo i kradzieże były na porządku dziennym. Pomimo dekalogowego “nie kradnij”. Winę za to ponosiła z jednej strony bieda, a nawet nędza pospólstwa, a z drugiej strony chciwość bogaczy, których “apetyt rósł w miarę jedzenia”. Instytucja więzień-lochów przejętych od Rzymu towarzyszyła chrześcijaństwu przez wszystkie wieki jego panowania w Europie i istniała wszędzie tam, dokąd nadjordańska dżuma dotarła. Ciekawostką jest to, że papiestwo samo stworzyło własny system represyjny – sądy, więzienia, tortury, egzekucje. Inną ciekawostką jest to, że dokumenty inkwizycji pokazują powszechne, ogromne donosicielstwo “owieczek” szpiegujących się i donoszących na siebie nawzajem.

- Słowianie tworzyli solidarną wspólnotę która wspierała się nawzajem. Najcięższą chyba karą u Słowian było skazanie członka wspólnoty na banicję.

Chrześcijanie mimo iż oficjalnie tworzyli wspólnotę wiernych nigdy rzeczywistą wspólnotą nie byli. I to nie tylko z powodu rozbicia na dominujący kler i pozbawione głosu owieczki. Kler byl instytucją przypominającą kadrę oficerską w wojsku:  papież – marszałek/generalissimus, kardynałowie – sztab generalny, biskupi – generałowie i reszta kleru różnej “rangi”. U prawosławnych brak było papieża, ale byli patriarchowie, czyli najrówniejsi z równych – biskupów – generałów i podporządkowany im prawosławny pomniejszy kler. Pomiędzy szczeblami hierarchii obowiązywało bezwzględne posłuszeństwo wobec zwierzchności. Same owieczki przypominały względem kleru nie wspólnotę wiernych a stado “baranów” (barany – przepraszam was za to porównanie) prowadzonych tam, gdzie chciał tego kler.
No i przez wieki donosicielstwo pomiędzy katolikami rozbijało tę niewydarzoną i zniewoloną “wspólnotę” owieczek.

- Słowiańszczyzna była afirmacją życia. Obrzędom związanym ze świętami towarzyszyły tańce, śpiewy, śmiech i uczty. Dzieci od najmłodszych lat chętnie brały udział we wszystkich obrządach. Obrzędy cechowała duża spontaniczność. Nie było w nich wyuczonych na pamięć i do znudzenia powtarzanych rutynowo dzień w dzień identycznych “obrzędów” . Słowianie nie znali ponadto umartwiania się bogom ku upodobaniu, będącego czymś całkowicie sprzecznym z ich afirmacją życia.
.
U chrześcijan krótkie, dozwolone, a nawet nakazywane “radosne święta” (tzw. “boże narodzenie” czy tzw. “wielkanoc”) poprzedzane były postami i koniecznością umartwiania się. Postny był ponadto każdy piątek. Ciągle też przypominano owieczkom o marności tego świata, o marności ich samych (prochem jesteś i w proch się obrócisz). Przez długie wieki popularne i podsuwane owieczkom przez kler były przeróżne sposoby umartwiania się – dobrowolne dodatkowe posty, niemycie się, unikanie radości, zabaw, samobiczowanie się. Chrześcijańskie tradycyjne codzienne i coniedzielne obrzędy/gusła – tzw. “msze św.” poza okresowymi niewielkimi detalami nie różniły się od siebie – było to rutynowe odtwarzanie tych samych nudnych “ofiar” chleba i wina i klepanie tych samych wyuczonych na pamięć formułek i modlitw. Przez ogromną większość istnienia chrześcijaństwa gusła te odprawiano po łacinie, której owieczki nie znały. Tak więc “modliły się” one po łacinie nie wiedząc do kogo, o co i jakimi słowami się modlą. Zasypianie a nawet chrapanie podczas guseł zwanych “mszą św.” nie było rzadkością. Zwłaszcza wśród zapędzanych pod karą grzywny do wiejskich kościołów chłopów przemęczonych całotygodniowym tyraniem i harowaniem na panów i kler. Dzieci najczęściej niechętnie chodziły początkowo same od siebie do kościoła. Jedynie tresura ich przy pomocy straszenia piekłem czy diabłem sprawiała, że po jakimś czasie dzieci przyzwyczajały się do nudnych guseł uznając udział w nich jako coś naturalnego.
.

- Słowianie byli ludem tolerancyjnym. Nie jest znana ani jedna wojna, w której Słowianie napadają i zniewalają jakikolwiek inny lud i “nawracają” go narzucają mu własną wiarę. Pozwalali nawet osiedlać się na ich terenie innym, niesłowiańskim poganom, a nawet jahwistom – chrześcijanom. Pod warunkiem, że tamci szanowali wierzenia lokalne i nie próbowali narzucać własnych. Znaną świątynię w Arkonie odwiedzali pogańscy nie-Słowianie a nawet chrześcijanie szukając rady u wyroczni. Nikogo z tych obcych nie zmuszano do przyjęcia wierzeń Redarów. Tortury i okaleczanie ludzi (wydłubywanie oczu czy obcianie rąk, języków, nosów) tylko dlatego, że odrzucają oni wierzenia słowiańskie było całkowicie wykluczone i niemożliwe z dwóch powodów:

1. Słowianie nie byli “barbarzyńcami” w pospolitym i pejoratywnym tego słowa znaczeniu.

2. Nie było to możliwe właśnie z powodu tolerancji cechującej Słowian – nigdy nikogo nie “nawracali” na własny system wierzeń nawet “po dobroci”, ani tym bardziej siłą kierując się powszechną u Słowian zasadą – my mamy bogów swoich – wy swoich”.

Chrześcijaństwo, jak każda religia abrahamowa było i  jest skrajnie nietolerancyjne. Nie tylko wobec pogan czy nie-chrześcijan – także wobec innych “heretyckich” odprysków chrześcijaństwa. Przez długie wieki towarzyszyły rzymskiej szubienicy w chrześcijańskiej judeo-Europie począwszy od ustalenia “jedynie słusznej” ortodoksji prześladowania “heretyków”. Oraz zalegalizowane prześladowania pogan począwszy od antypogańskich edyktów Teodozjusza I. Prześladowano także ateistów i agnostyków jako “bezbożników”. Prześladowana była nawet nauka i filozofia. W okresie panowania szególnie gorliwych cesarzy za posiadanie “zakazanych” ksiąg (pogańskich czy filozoficznych) karano śmiercią. Wieki później Watykan stworzył indeks ksiąg i autorów zakazanych. Na stosach palono i księgi zakazane i ich autorów – jeśli mieli pecha i wpadli w łapska inkwizycji i nie chcieli odwołać swoich “błędów” i “herezji”. Tzw. “święte wojny” – krucjaty – połączone z grabieżą i masowymi rzeziami judeo-Europa oglądała przez długie wieki. Krucjaty podejmowano nie tylko przeciwko muzułmanom – także przeciwko poganom – np. przeciwko Słowianom czy Bałtom. Ale i przeciwko “heretykom”. A nawet przeciwko… katolikom.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjaty
Brutalność krucjat wymierzonych przeciwko heretykom dobrze obrazuje krucjata albigeńska wymierzona przeciwko  katarom. Dokonywane w jej trakcie masakry i rzezie, nawet w kościołach, były wynikiem chrześcijańskiego morderczego fanatyzmu.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rze%C5%BA_B%C3%A9ziers
Ale masowe rzezie heretyków miały miejsce i bez “krucjat”. Doświadczyli tego np. hugenoci z rąk francuskich arcykatolików. Noc św. Bartłomieja była największą z takich rzezi hugenotów – ale nie jedyną.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_%C5%9Bw._Bart%C5%82omieja
Do mordowania heretyków nawoływali papieże (np. bękart kardynała Colonny Marcin V).

“Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo [Watykan do XIX w. akceptował niewolnictwo]; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.

Do tego samego nawoływali “ojcowie kościoła”, święci teolodzy:
.
“Heretycy popełniają grzech, którym zasłużyli sobie nie tylko na to, by karą klątwy zostali wyłączeni z Kościoła, lecz także usunięci ze świata karą śmierci. O wiele bowiem cięższą zbrodnią jest psuć wiarę, która daje życie dla duszy, niż fałszować pieniądze, które służą życiu doczesnemu. Skoro więc świeccy władcy od razu sprawiedliwie karzą fałszerzy pieniędzy i innych złoczyńców karą śmierci, tym bardziej heretyków można od razu, skoro tylko udowodni się im winę herezji, nie tylko ukarać klątwą, ale także sprawiedliwie uśmiercić..”
.
(Tomasz z Akwinu)
.
.Do zabijania “wrogów” kościoła i “wrogów” żydowskiego Jahwe nawoływali inni “święci” kościoła:

.
Saint-Bernard-de-Clairvaux1
.
Także żyjący w IV/V wieku Augustyn z Hippony uzasadniał teologicznie konieczność nawracania na siłę, a nawet zabijania pogan – pod warunkiem wszakże, że zabijający kieruje się interesem “wiary” i miłością do zabijanego (wytrawny erystyk wszystko jest w stanie udowodnić).
Płonące stosy z ludźmi znały katolicyzm, protestantyzm i prawosławie.
Oprócz krucjat i rzezi pogan, innowierców i heretyków judeo-Europa widziała regularne wojny religijne pomiędzy odpryskami nadjordańskiej dżumy. Największą z nich była Wojna Trzydziestoletnia z milionami ofiar. Znając fanatyzm jahwistów nikogo nie powinno dziwić to, że katolicy i protestanci modlili się do tego samego żydowskiego Jahwe słowami “…i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. A chwilę później mordowali się zawzięcie, z uporem i bez odrobiny litości czy miłosierdzia.
Ale nie tylko judeo-Europa spłynęła krwią ofiar chrześcijańskiego fanatyzmu. Wszędzie gdzie chrześcijanie docierali i mieli lub uzyskiwali przewagę/dominację polityczną bezlitośnie tępili ogniem i mieczem pogan (jedynym wyjątkiem były chyba Indie). Największą daninę krwi zapłaciła za “nawrócenie” Ameryka. Ale krew pogan lała się także w Afryce, Australii i na wyspach Pacyfiku. Najmniej ucierpiała od chrześcijan Azja. Ale dlatego, że wpływy chrześcijaństwa (poza rzadko zaludnioną Syberią) na tym kontynencie nigdzie nie były przez wystarczająco długi czas dominujące. Nie mogli więc chrześcijanie zwyczajowo siłą “nawracać” Azjatów zlewając i ten kontynent rzekami krwi nawracanych pogan.
Ludobójstwo w wykonaniu chrześcijan to jednak nie tyłlo starożytność i średniowiecze. To także czasy współczesne. II wojna światowa widziała ludobójstwa dokonywane przez nacjonalistów chrześcijańskich – prawosławnych i katolickich. Najnowsze wielkie ludobójstwo w Rwandzie także było ludobójstwem w wykonaniu jednych chrześcijan na innych chrześcijanach.
http://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/30/chrzescijanskie-wartosci-ludobojstwo-i-hipokryzja/
O ostatnich zbrodniach chrześcijańskiego NATO (Serbia, Afganistan, Irak, Libia) też nie zapominajmy.
.

- U Słowian ważnym elementem wychowywania było (obok wpajania im od dzieciństwa troski o wspólne dobro całej społeczności i lojalności wobec niej) także kultywowanie poczucia godności.

Chrześcijanom – owieczkom – wmawiano ich marność (prochem jesteś i w proch się obrócisz czy posypywanie popiołem głów w tzw. “środę popielcową”), niegodność (panie nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie…itd.) a także poczucie winy – to za twoje grzechy Joszue – obrzezany cieśla – umarł na krzyżu. To wypaczało charakter i osobowości owieczek.

- U Słowian fundamentem osobowości było wpajane im od małego  zaufanie wobec wspólnoty i wobec bogów.

U chrześcijan fundamentem osobowości najbardziej wypaczającym charakter owieczek był wpajany im od kołyski paniczny strach przed “karą bożą”, “gniewem bożym”, przed diabłem, a zwłaszcza przed “wiekuistym potępieniem”. Wychowywano w ten sposób zniewolone duszyczki podszyte wszechogarniającym je strachem. Ratowały się przed nim żebrząc u “nieskończenie miłosiernego” o miłosierdzie, litość i o zbawienie (ale był i taki czas, że bogacze po prostu kopowali “zbawienie” za złoto).

.

- Słowianie wolni byli od kłamstwa i hipokryzji. I wyczuwali je natychmiast u kłamców i hipokrytów. Dlatego odrzucali chrześcijaństwo głoszące rzekomo miłość bliźniego widząc postępowanie wyznawców rzymskiej szubienicy:

„U was, chrześcijan ucina się ludziom ręce i nogi, wyłupuje oczy, torturuje w więzieniach. U nas, pogan, tego wszystkiego nie ma, toteż nie chcemy takiej religii”.

.
Jeśli Słowianie ruszali na wojnę, np. na ekspedycję karną nazwaną w żydłackiej historiografii “powstaniem Słowian połabskich” nie przekonywali najechanych Niemców, że robią to kierując się ich dobrem czy miłością bliźniego. Nie dorabiali do własnego postępowania obłudnej ideologii, za którą kryła się chciwość, żądza władzy i bogactw oraz nienawiść do inaczej wierzących.

Chrześcijanie, a zwłaszcza kler to najczystszej wody hipokryci i oszuści. Na ustach mają miłość bliźniego, ale przez wieki bezwzględnie bliźnich milionami mordowali, prześladowali i uciskali. Propagowali ubóstwo (prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne…itd) a żyli w przepychu zabiegając o bogactwa, złoto i pieniądze. Nauczali o konieczności pokory (kto się wywyższa będzie poniżony) a kazali się tytułować waszymi świątobliwościami, waszymi eminencjami, waszymi przewielebnościami. Przez wieki “pokornych” biskupów witano klękając na kolano i całując w pierścień (ostatni raz widziałem to na własne oczy w Warszawie w roku 1975 – przechodzący obok biskupa młody kleryk przyklęknął na jedno kolano i pocałował go w pierścień).
.
- Wiara Słowian była raczej wiedzą, niż ślepą wiarą. Dzięki obserwacji Natury i przeróżnym praktykom osiągania kontaktów z “zaświatami” i wymiarem bogów znali oni otaczającą ich Rzeczywistość we wszystkich jej wymiarach – ludzkim/ziemskim/materialnym – Jawii, duchowym/zaświatami – Nawii i boskim – Prawii. Dzięki temu nie odczuwali panicznego strachu przed śmiercią bo wiedzieli o dalszym życiu (po śmierci fizycznego ciała) w postaci duchowej. Nie bali się też panicznie boga/bogów bo nie znaleźli wśród nich ani jednego boga mściwego i każącego za byle “przewinienie” plagami i nieszczęściami. Nie znali też ani jednego boga, który zapędzałby ich do ludobójczych rzezi. Owszem, wiedzieli o niższych od bogów bytach duchowych, które bywały złośliwe a nawet niebezpieczne, ale potrafili ograniczać ich szkodliwe działania (potrafili to szamani, szeptuni, wiedźmy). Znali też własne “miejsce” na Ziemi – wiedzieli, że są częścią Natury, dziećmi Matki Ziemi (dzisiaj wiemy i my, że każdy atom naszego ciała pochodzi od niej i do niej wraca). Nie wynosili się ponad Naturę i nie traktowali Matki Ziemi jako przedmiotu danego im do dowolnego używania (czyńcie ziemię sobie poddaną). Bogom oddawali cześć, składali im dary przed symbolizującymi ich posągami, ale kładli nacisk na indywidualny kontakt z bogiem/bogami – bez jakichkolwiek pośredników. Ważne było u Słowian samodzielne szukanie zrozumienia i wiedzy. Nie wytworzyli też Słowianie ortodoksji – czyli sztywnego systemu poglądów, dogmatów i “prawd wiary” narzucających im w jaki sposób i w co mają ślepo wierzyć.
.
Chrześcijaństwo przejęło wymyślonego przez oszukańczych ideologów judaizmu mściwego i ludobójczego, rasistowskiego Jahwe, tyle że tego psychopatę przerobiło na boga nieskończenie dobrego i miłosiernego. Dodatkowo dorobiło sobie boga nr 2 – żydowskiego wędrownego samozwańczego rabbiego – Joszuę. Wymyśliło ortodoksyjną, wyssaną z palca doktrynę o walce dobrego Jahwe ze złym Szatanem, wymyśliło rzeczy ostateczne – “sąd ostateczny i piekło albo niebo”. Wymyśliło bzdurną doktrynę o zbawieniu, kult świętych, kult relikwii. Zwalczane były i są w chrześcijaństwie wszelkie samodzielne praktyki i techniki nawiązywania kontaktów z Nawią i Prawią. Jest to zrozumiałe z tego względu, że np. osoby osiągające stany zwane OOBE/OBE zaprzeczają chrześcijańskim dogmatom o zaświatach – niebu i piekle czy sądzie ostatecznym. Jednym z najczęstszych doznań w tych stanach jest uświadomienie sobie faktu istnienia reinkarnacji – kolejnych wcieleń na Ziemi. Wiedza o reinkarnacji jest zaciekle zwalczana przez chrześcijaństwo. Jest to w sumie zrozumiałe – jak zmusić można do posłuszeństwa strachem przed “wiekuistym potępieniem” owieczkę, która wie, że na Ziemię wracamy wielokrotnie a żydo-chrześcijańskie wieczne piekło to bzdura? Jedną z najważniejszych cech chrześcijaństwa jest wymagana od wyznawców ślepa wiara w “nauki” kleru i teologów oraz  w wymyślone przez nich dogmaty. Samodzielne myślenie, samodzielna interpretacja pism, dogmatów i tzw. “prawd wiary” jest surowo zakazana i gorliwie tępiona.
.
- Panteon bogów Słowian nigdy nie był skodyfikowany w sposób dogmatyczny i obowiązkowy dla wszystkich. Ich system wiary/wiedzy miał (i ma) cechy zarówno politeizmu, panteizmu, henoteizmu, a nawet monoteizmu. Wszak wielu bogów słowiańskich można postrzegać jako szczególne emanacje jednego najwyższego Boga – Absolutu. A sam świat fizyczny jako jego fizyczną emanację. Nawet co do imienia najwyższego boga – Absolutu nie było u wszystkich Słowian jedności. Jedni nazywali go tak, inni inaczej. I nie było z tego powodu ani jednej wojny religijnej.
.
U chrześcijan natomiast żydowski bóg/bożek Jahwe z jednej strony określany jest jako niepojęty i nieogarniony (niezbadane są wyroki boskie), a z drugiej strony teolodzy opisali go w najdrobniejszych szczegółach – wiedzą jaki jest, czego od ludzi rzekomo wymaga i oczekuje, dlaczego stworzył wszechświat i ludzi (aby mu służyli). Wiedzą co go cieszy, co go smuci, za co nagradza a za co karze. To jaki on jest niepojęty i nieogarniony? W rzeczywistości zaś żydowski Jahwe jest despotycznym satrapą, który karze za najmniejsze nieposłuszeństwo. Jest podstępny i złośliwy ciągle wystawiając wierzących na przeróżne próby aby się upewnić czy wystarczająco gorliwie i bezwarunkowo w niego wierzą. Niby nieskończenie miłosierny bez krwawej jatki jego domniemanego synalka nie był gotów “odpuścić” grzechów grzesznikom. I chociaż jak głosi dogmat, Joszue zmazał grzechy ludzkie i je odkupił – nadal istnieje piekło i grzesznicy nadal w nim lądują. To jakie grzechy Joszue umierając na rzymskiej szubienicy odkupił?
.
W jednej tylko sprawie chrześcijanie przypominają pogan – choć temu gorliwie zaprzeczają – są politeistami! Kłamiąc przy tym na potęgę, że są monoteistami i że wierzą tylko w jednego boga. A mają ich trzech – bóg nr 1 – “osobowy” bóg ojciec – żydowski Jahwe, bóg nr 2 – osobowy syn boży – Joszue/obrzezany cieśla, bóg nr 3  – amorficzny “duch święty”. Tego ostatniego pomijam, bo jest zbyt nijaki i nieokreślony. Natomiast co do boga ojca i boga syna bożego nie ulega najmniejszej wątpliwości, że są to dwie różne osoby. Wystarczy uważniej przeczytać jewangelie, aby znaleźć dziesiątki przykładów tego, że Joszue nigdy nie nazywał siebie bogiem, a tym bardziej bogiem ojcem. Zawsze przedstawiał siebie jako oddzielną osobę i nie-boga. Widać to np. w haggadzie o ogrójcu, gdzie Joszue modlił się do jego domniemanego niemiłosiernego ojczulka “Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak ja chcę, ale jak ty”.
Jeśli uznamy, że Joszue jest tym samym “bogiem” co jego ojciec to musielibyśmy także przyznać, że w ogrójcu miał rozdwojenie jaźni i raz mówił o sobie Ja (w domniemaniu – syn), a raz Ty (ojciec). Jedyną alternatywą jest uznanie, że Joszue był oddzielną osobą. I kiedy na rozkaz Konstantyna uznano go bogiem od wtedy chrześcijaństwo ma co najmniej dwóch bogów – boga nr 1 – boga ojca i boga nr. 2 boga syna bożego. Którzy nie są tym samym bogiem. Każdy z nich to inna osoba. No to jak mogą chrześcijanie bredzić, że ich religia jest monoteizmem?
.
My poganie nie wstydzimy się politeizmu. M.in dzięki niemu byliśmy tolerancyjni i wolni od fanatyzmu. A chrześcijanie, choć są politeistami twierdzą że są monoteistami i w ich zaślepieniu i głupocie wytworzyli fanatyczną i nietolerancyjną, rzekomo “monoteistyczną” religię, której rozprzestrzenianie się przy pomocy miecza i ognia na świecie znaczone było milionami ofiar chrześcijańskiej miłości bliźniego.
.
.
opolczyk
.
.
ps. Mówiąc czy pisząc o Słowiańszczyźnie z jednej strony i żydo-chrześcijaństwie z drugiej nie powinniśmy zapominać i o tym, że Słowiańszczyzna – jej wiedza/wiara, system społeczny, kultura, obrzędy i zespół wartości duchowych i etycznych ją cechujących były wytworem własnym. Natomiast żydochrześcijaństwo jest tworem bazującym na  judaiźmie, wyrosłym z niego i z żydowskiej biblii – księgi zbrodni. Na przestrzeni pierwszych wieków przy tworzeniu “nauk kościoła” korzystało ono z myśli i pomysłów filozofów greckich, choć ich samych następnie zakazano. Politycznie i społecznie było kontynuacją Rzymu. Obrzędy, święta, zwyczaje i symbole (łącznie z krzyżem)  żydochrześcijaństwo przywłaszczyło sobie z tradycji, zwyczajów i kultury pogańskiej narzucając im własną jahwistyczną nadbudowę i interpretację. Jedynymi własnymi pomysłami i wytworami chrześcijaństwa to chyba tylko doktryna grzechu pierworodnego, tzw. “Nowy testament” (pisany zresztą przez żydów), przerobienie żyda Joszue na “boga” i “syna bożego” oraz symboliczny kanibalizm (picie “krwi” i spożywanie”ciała” obrzeznego cieśli podczas guseł zwanych “mszą św.”). Cała zaś praktycznie reszta (obrzędy i zwyczaje) to obce zapożyczenia, imitacje i  podróby podpatrzonych głównie u pogan pierwowzorów.
.
.
precz z jahwizmem
.
Ręce Boga
Kategorie:Uncategorized
%d bloggers like this: