Historię piszą zwycięzcy…

45394fe9a1df9a73.

Poniższy tekst będzie miał wymiar w dużej mierze czysto osobisty…

.

Detektyw Michał Jarzyński, były komandos LWP oraz były oficer kontrwywiadu wojskowego LWP (uważam go za przyjaciela) wrzucił w komentarzu linki dotyczące cmentarzy żołnierzy Armii Czerwonej w Łodzi. W jednym z tych linków zamieszczony jest godny uwagi tekst:

.
„Przez 50 lat na siłę zmuszano nas do  grabienia liści i malowania krawężników na biało…  Przez 50 lat wmawiano nam różne  dziwne historie…. Nagle okazało się , że wszystko jest inaczej…. Ci sami są jednak polegli … setki tysięcy bezimiennych żołnierzy, którzy  chcieli kiedyś wrócić do domów i napić się wódki  w rodzinnych stronach… Zginęli od kul wroga, ale i od kul swoich rodaków, od odmrożeń, od chorób i  z wycieńczenia … polegli na naszej ziemi…  wobec Śmierci wszyscy są równi….bez polityki i bez uprzedzeń…Poprostu żołnierski los… w każdej armi świata taki sam…

Niegdyś wypielęgnowane – dziś zarośnięte i zdewastowane – Cmentarze Żołnierzy Radzieckich…jedni powiedzą  skośnookich dzikusów, inni okupantów  a ja powiem : zwyczajnych ludzi, którzy nie pchali się tu z własnej woli… dostali rozkaz – jak żołnierze. Dziś za pieniądze zza zachodniej granicy tworzymy cmentarze żołnierzy niemieckich i szczycimy się tym , że  jesteśmy  częścią Europy, – nie chce gloryfikować  Armi Czerwonej… chce tylko aby dusze prostych zwyczajnych ludzi mogły spoczywać w pokoju…a bezmyślni idioci dewastujący  te miejsca  zastanowili się  choć przez chwilę , że pod  nagrobkiem , któy rozbiją spoczywa nie żaden  komuch nazista czy morderca, tylko zwykły człowiek, który chciał wrócić do domu. Do matki, żony, swoich dziciaków czy przyjaciół….”

http://www.nietoperz.militarni.pl/?lang=1&cat=163&galeria=74

W Kluczborku też jest cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej. W czasach PRL był zadbany, czego nie można z małymi wyjątkami powiedzieć o czasach współczesnych.

.

cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej

.

25921ace05f9729a

.

a4af6c79a2877b40

.

ec2bd37222ae4c7c

.

c5c242ecc3a70a83

.

5dbafa29c39bb2f9

.

071d686b45347b87

.

beb3289162065218

.

Choć są i wyjątki:

.

ecfb68450ecae639

.

f96d7d6c3f960646

.

Zdjęcia pochodzą ze strony:  http://eksploratorzy.com.pl/viewtopic.php?f=86&t=1278

.

Na tym cmentarzu spoczywa Nikołaj Rigaczin. Nie wiadomo, jak zginął naprawdę. Czy bohatersko, czy po prostu jak na wojnie „zwyczajnie” – od przypadkowej kuli, granatu, choroby…

„Takie były czasy, że wiele polskich miasteczek poczytywało sobie za punkt honoru posiadanie własnego bohatera Związku Radzieckiego. Kluczbork miał Nikołaja Rigaczina – tłumaczy Stefańczyk.
W Moskwie stworzono jego jedynie słuszną biografię, z której wynika, że zginął on z rąk Niemców, zasłaniając własnym ciałem gniazdo wrogich karabinów maszynowych w jednym z budynków w Rynku. W Kluczborku patronował potem jednej z podstawówek i głównej parkowej alei.
W ludzkiej pamięci zachowała się jednak inna wersja śmierci bohatera, która nie przysparza mu raczej chwały.
– Miał iść podchmielony po wódkę do sklepu kolonialnego tuż obok rynku, gdy dosięgła go przypadkowa kula – mówi o najbardziej znanej wersji śmierci radzieckiego żołnierza Kazimierz Stefańczyk.”

Ale nie zapomniano o nim:

„Niewiele osób wie, że trzy lata temu po garść ziemi z grobu Rigaczina, który spoczął na cmentarzu żołnierzy radzieckich, przyjechał sam Władimir Kuzniecow, konsul generalny Federacji Rosyjskiej w Poznaniu. Prosił go o to Prezes Rady Kombatantów Federacji Rosyjskiej Frontu Karelskiego w imieniu siostry Rigaczina, mieszkającej w Karelii.”

http://opolskie.regiopedia.pl/wiki/nikolaj-rigaczin

Ze wstydem muszę przyznać się w tym miejscu do pewnego występku w młodości. W Kluczborku rzeczywiście główna alejka w parku nosiła imię Nikołaja Rigaczina. Tablica o treści „Aleja Nikołaja Iwanowicza Rigaczina bohatera ZSRR który zginął w walkach o wyzwolenie kluczborka w styczniu 1945″ umieszczona była na metalowym słupie  wysokim na ok. 2 metry po prawej stronie na samym początku aleji widocznej na poniższym zdjęciu.

.

335512

.

Otóż z kolegą Markiem Sabadarzem w roku – dokładnie nie pamiętam – 1972 lub 1973 – wieczorem wyrwaliśmy tablicę razem ze słupem, poszliśmy z nią w głąb parku i w pobliżu stadionu KKS Kluczbork wrzuciliśmy ją do rowu melioracyjnego. Sprawa była o tyle prosta, że metalowy słup z tablicą (rura o średnicy ok. 7-8 cm) był po prostu wbity w ziemię niezbyt głęboko. Krótko później w tym samym miejscu pojawiła się kolejna tablica, tyle że słup wbetonowano tym razem w duży okrągły betonowy „kloc”. Początkowo zamierzaliśmy ponownie tablicę usunąć – przy pomocy brzeszczota. Tyle że obawialiśmy się, iż tablica jest obserwowana i możemy „wpaść” podczas jej ponownego usuwania.  Ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego aktu „desowietyzacji” Kluczborka.

Dzisiaj wstydzę się tego. Bez względu na to czy Rigaczin był bohaterem czy nie – wyrywanie tablicy pamiątkowej o nim i topienie jej w rowie melioracyjnym było wyrazem zaślepienia i czymś raczej nikczemnym.

Mimo mojego ówczesnego fanatycznego antysowietyzmu, antyradzieckości i ślepej rusofobii odwiedzałem niekiedy kluczborski cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej. Dokładniej pamiętam jeden taki przypadek. Było to 1 listopada 1983 roku. Udaliśmy się z żoną napierw na cmentarz komunalny (cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej był tuż obok – oddzielony dwoma parkanami i wąską alejką). Odwiedziliśmy groby bliskich i znajomych. Złożyliśmy też znicze na pewnym „specjalnym” grobie. Nie wiem, kiedy ten grób powstał. Podejrzewam, że w okresie Solidarności, choć byś może i wcześniej. Był to prosty grób  z lakonicznym napisem „Polakom poległym na wschodzie”. Ten grób odwiedzaliśmy często. Np. 17 września tegoż roku 1983 złożyliśmy tam wiązanki kwiatów i wykonaną przeze mnie z drutu „kotwiczkę” Polski Walczącej. Na wstążkach bukietów były napisy „Polakom poległym na wschodzie – NSZZ Solidarność” oraz „Ofiarom stalinowskiego reżimu – Konfederacja Polski Niepodległej”. Tym razem (1 listopada) złożyliśmy „tylko” znicze. Niemniej wcześniej tuż po wejściu na cmentarz umieściłem opartą o drzewo przy jednej z głównych alejek cmentarnych pomalowaną na biało metalową tabliczkę (ok. 20 na 30 cm) z czerwonym napisem „Poległym z rąk władzy ludowej  – rodacy” i postawiłem przed nią znicz.. Ale ponieważ „ciągnęliśmy ogon”, SB usunęła tabliczkę chwilę później. Niemniej tabliczka została zauważona. Kilka osób z opozycji pytało mnie czy coś o niej słyszałem. Nikomu z nich nie przyznałem się, że była ona moim dziełem. Po wyjściu z cmentarza komunalnego poszliśmy na sąsiedni cmentarz żołnierzy Armii Radzieckiej. Aż trudno opisać różnicę atmosfery panującej w tym samym dniu na dwóch sąsiadujących ze sobą cmentarzach – na pierwszym tysiące ludzi, tysiące kwiatów i zniczy, na drugim pustka. Gdy tam zaszliśmy nie było oprócz nas nikogo na tym cmentarzu. Groby były uporządkowane i na każdym z nich staraniem władz stało po jednym zniczu. A pod pomnikiem kobiety stojącym przed mauzoleum stało kilkanaście zniczy i kilka wiązanek kwiatów. Podeszliśmy pod pomnik stojący przed mauzoleum i zapaliliśmy dwa znicze. Obejrzałem się przy tym i zauważyłem stojących tuż za bramą cmentarza dwóch SB-ków. Byli zapewne kompletnie zaskoczeni – wrogowie kumunizmu zapalają świeczki „okupantom” – a może i przerażeni. Gdy wracaliśmy w stronę bramy tamci weszli na cmentarz, minęli nas udając, że oglądają groby. Gdy wyszliśmy za bramę obejrzałem się. A SB-cy stali już przy zniczach pod mauzoleum, podnosili je po kolei i patrzyli „opod światło” co w zniczach znajduje się. Pewnie obawiali się, że podłożyłem jakąś petardę czy własnoręcznie zrobioną „bombę”. To mnie zabolało. Nawet, jeśli byłem wściekłym antykomuchem i sowietofobem, nie należę do ludzi bezczeszczącach cmentarze. Nawet cmentarze „okupanta” – gdyż tak wówczas nazywałem ZSRR i Armię Czerwoną.

Kolejnym wątkiem tego wpisu jest pomnik wdzięczności żołnierzom Armi Czerwonej, który od lat 60-tych stał na/w kluczborskim rynku. Znalazłem dwa jego zdjęcia – jeden „w pełnej gali”, drugi z boku.

.

77094

.

3593316

.

Pomnik ten w latach 90-tych usunięto. Wylądował gdzieś na składowisku urzędu komunalnego i zarastał chwastami. W końcu – na szczęście – prywatna osoba zabrała go do własnego ogrodu:

„Inny żołnierz radziecki symbolizujący wdzięczność dla wyzwolicieli, stanął w latach 60. pod Ratuszem. Za pieniądze z publicznej zbiórki. A ci wyzwoliciele przez wiele miesięcy plądrowali miasto i okoliczne wioski, puścili z dymem budynki w Rynku, o czym przez dziesiątki lat nie było można mówić ani pamiętać. W latach 90. pomnik trafił na składowisko kluczborskiej komunalki. Zaległ tam na długo, tonąc w chaszczach i porastając mchem. Monument zabrał stamtąd mieszkaniec Kluczborka.

Mimo jego zupełnie nie proradzieckich poglądów nie podobało mu się, że pomnik symbolizujący śmierć bezimiennych młodych chłopców, którzy ginęli na obcej ziemi, spotkał taki los. Pomnik stanął na jego posesji. Jest widoczny od strony ul. Byczyńskiej.
To, że trafił w prywatne ręce, wzbudziło nieco kontrowersji. M.in. pojawiły się głosy, że został zdegradowany do roli ogrodowego krasnala.”

http://opolskie.regiopedia.pl/wiki/nikolaj-rigaczin

.

p40894963qu3wt

.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

.

Na marginesie wklejonego powyżej cytytu…

Przyznam się szczerze, że mam wątpliwości co do „wielomiesięcznego plądrowania” Kluczborka i okolicznych wiosek. Plądruje się raz, a nie przez miesiące. A co raz już zostało „splądrowane” tego nie sposób dalej przez miesiące plądrować. W ten sposób tworzy się czarny pijar Armii Czerwonej.

Inna rzecz – jeśli wszystko miesiącami plądrowano, to jak uchronił się sklep kolonialny, do którego zmierzać miał po wódkę Nikołaj Rigaczin gdy dosięgnąć miała go zabłąkana kula…

O ile osobiście wówczas cieszyłem się z usunięcia tego pomnika z rynku, o tyle oburzył mnie jego dalszy los. Pomnik, jeśli już go usunięto z rynku, powinien znaleźć godne dla niego miejsce na cmentarzu żołnierzy Armii Czerwonej. A nie w graciarni komunalki czy w prywatnym ogrodzie. Choć to drugie wyjście jest lepsze niż komunalna graciarnia. Dlatego wyrażam wdzięczność mieszkańcowi Kluczborka, który pomnik uratował od haniebnego zapomnienia. Tyle, że gdyby wówczas pomnika nie usunięto i chciano by to uczynić teraz, walczyłbym jak Dobrosława o jego pozostawienie w rynku. Jak by nie było, pomnik ten należy do historii miasta. Choć rzeczywiście uważałem go długo za pomnik okupanta.

Pamiętam taki incydent…

Był to 1983 lub 1984 rok. Pod pomnikiem A. Mickiewicza składaliśmy od jesieni 1982 kwiaty w kształcie litery V każdego 13 po mszach za ojczyznę. Byłem zresztą inicjatorem tych manifestacji. Bezpośrednio po jednej z nich SB usunęła nasze kwiaty. Niewiele myśląc napisałem do prokuratury wniosek o wszczęcie postępowania przeciwko funkcjonariuszom SB za kradzież kwiatów spod pomnika Mickiewicza (obecnie pomnik ten usunięty z Placu Niepodległości stoi na mniejszym cokole przy byłym „ogólniaku”).

.

396266

.

Pomnik-Adama-Mickiewicza-Kluczbork

.

Krótko później SB zwinęła mnie z zakładu na przesłuchanie w tej właśnie sprawie. No i podczas tego przesłuchania wypłynęła sprawa pomnika żołnierzy Armii Czerwonej w rynku. SB-kowi powiedziałem tak – „Gdy wy składacie kwiaty pod pomnikiem krasnorarmiejca w rynku my ich nie kradniemy. Choć dla nas pomnik ten symbolizuje okupanta. A wy kradniecie kwiaty spod pomnika wieszcza. Choć wasze dzieci w szkołach uczą się jego poezji na pamięć”.

Dzisiaj nie uważam już tego pomnika za pomnik okupanta. Dlaczego?

„…są jednak polegli … setki tysięcy bezimiennych żołnierzy, którzy  chcieli kiedyś wrócić do domów i napić się wódki  w rodzinnych stronach… Zginęli od kul wroga, ale i od kul swoich rodaków, od odmrożeń, od chorób i  z wycieńczenia … polegli na naszej ziemi…

(…)

Cmentarze Żołnierzy Radzieckich…jedni powiedzą  skośnookich dzikusów, inni okupantów  a ja powiem : zwyczajnych ludzi, którzy nie pchali się tu z własnej woli… dostali rozkaz – jak żołnierze.

(…)

- nie chce gloryfikować  Armi Czerwonej… chce tylko aby dusze prostych zwyczajnych ludzi mogły spoczywać w pokoju…a bezmyślni idioci dewastujący  te miejsca  zastanowili się  choć przez chwilę , że pod  nagrobkiem , któy rozbiją spoczywa nie żaden  komuch nazista czy morderca, tylko zwykły człowiek, który chciał wrócić do domu. Do matki, żony, swoich dziciaków czy przyjaciół…. 

A przede wszystkim dlatego, że nadejście od wschodu Armii Czerwonej zakończyło kilkuletni horror niemieckiej okupacji i milionowy ubój Polaków.

.

opolczyk

.

ps.

Nie cierpię cytatów z żydo-biblii – ale w tym przypadku aż się taki prosi – szukajcie a znajdziecie…

Od wielu starszych ludzi w kluczborku nasłuchałem się opowieści o tym, jak to żołnierze Armii Czerwonej spalili prawie cały kompleks ratusza nazywany „dwunastu apostołami”. Widać je na starej niemieckiej fotografii.

.
266558
.

A tak wyglądają odremontowane resztki tego kompleksu.

.
Centrum-miasta-Kluczbork
.

A w tekście regiopedii o Nikołaju Rigaczinie znajdziemy takie zdanie:

„A ci wyzwoliciele przez wiele miesięcy plądrowali miasto i okoliczne wioski, puścili z dymem budynki w Rynku, o czym przez dziesiątki lat nie było można mówić ani pamiętać.”

http://opolskie.regiopedia.pl/wiki/nikolaj-rigaczin

Udałem się na szperanie w sieci i znalazłem dokument z 1926 roku mówiący, cytuję:

„5 czerwca 1925 roku ogień, który wybuchł w budynku Maxa Blumenthal, zniszczył 8 „Apostołów”. Niestety pożar pochłonął też trzy istnienia ludzkie: żonę syna właściciela budynku Marthę Blumethal w wieku 43 lat i dwójkę jej dzieci Ernestine i Johannę w wieku 6 i 10 lat. Tylko ene rgicznemu zaangażowaniu kluczborskiej straży pożarnej i spieszącym z pomocą sąsiadom należy zawdzięczać to, że płomienie nie strawiły pozostałych „Apostołów” i ratusza. Jednak wysoka temperatura ognia i woda spowodowały starty na pozostałych budynkach i konieczne było podjęcie prac renowacyjnych. Uchwałą władz miejskich z 13 lub 15 lipca 1926 roku przyjęto do realizacji projekt przebudowy i otynkowania fasad autorstwa architekta Alfreda Lenz . Zgodnie z nim płaski dach skrzydła północno – wschodniego ratusza został umieszczony na tej samej wysokości co skrzydło południowo – wschodnie oraz wbudowano okna na poddaszu od czoła wschodniego. Najtrudniejszym zadaniem było upiększenie gołych ścian na zachodzie pozostałych „Apostołów”. To zadanie zostało z powodzeniem rozwiązane poprzez dobudowanie podcieni („kolonad”). Miejsce po pożarze z uwagi na niewielką powierzchnię nie zostało przeznaczone pod zabudowę i zgodnie z uchwałą władz miejskich zamienione zostało w klomby miejskie. Miasto wykupiło grunt.”

Tak więc stugębna plotka, kolportowana przez dziesięciolecia, karmiona rusofobią kazała dużą część zabudowy rynku spalić „sowietom”. Dopiero odnalezienie w roku 2012 w iglicy wieży ratusza przy okazji remontu starych poniemieckich dokumentów wyjawiło prawdę o tym pożarze!

http://bip.kluczbork.pl/informacje/aktualnosci/index.php?x=2411

Miał on miejsce faktycznie, ale 20 lat wcześniej. Tyle, że to nie Armia Czerwona była podpalaczem. Co nie przeszkadzało przez dziesięciolecia kolportować brednie o podpalaczach z Armii Czerwonej.

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

About these ads

12 thoughts on “Historię piszą zwycięzcy…

  1. Panie Andrzeju !

    Dzięki za przyjaźń i z wzajemnością. Stare porzekadło głosi: „Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem ci kim jesteś”. Miło jest mieć za przyjaciela kogoś takiego jak Pan. Przyznam, iż prowadzony wcześniej przez Pana blog Poliszynel otworzył mi oczy na wiele spraw, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Wydaje mi się, iż osób, które sądzą tak jak ja – jest więcej.
    Aktualnie prowadzony przez Pana blog polski jest bardzo dobrą kontynuacją poprzedniego bloga. Przyznam się, iż obecnie nie widzę w blogosferze konkurencyjnego bloga, a szkoda.

    Mnie też ujął tekst Nietoperza o rosyjskim cmentarzu w Łodzi. Wynika z tego, iż pomimo tej całej załganej propagandy tłoczonej codziennie do polskich umysłów z zamiarem ich zwichnięcia, są jeszcze mądrzy i normalni ludzie, a przy tym odważni, którzy nie boją się i potrafią powiedzieć co myślą. Sława im za to.

    Zbliża się wielkimi krokami dzień 1 listopada. Byłoby wskazane, by zastanowić się,
    w jaki sposób należałoby uhonorować te zapomniane, często zaniedbane groby.

    PS. Prawdziwa wiara w narodach nie ginie. W wyszukanej audycji jest mowa o znachorce z Ukrainy, współcześnie odwołującej się w ramach psychoterapii do starych bogów: boga Ognia i jego żony Wody. Jest to pocieszające. Audycja ta znajduje się na stronie oficera, byłego komandosa kapitana Jana Ciecińskiego:

    http://ciecinski.eco.pl/

    Audycja Reportaż Ewy Szkurłat: „Generał” – zawodowy wojskowy, ale człowiek Renesansu. Radio Kraków, 1 maja 2003 godz. 13.15.

    Zachęcam do jej odsłuchania.

    Lubię

    • Panie Michale,

      Cokolwiek napiszę o przyjaźni może zabrzmieć banalnie. Przez internet straciłem wielu dawnych znajomych. Głównie ze środowiska „fundamentalistów” solidarnościowych, najczęściej katolików, zaślepionych antykomunizmem i rusofobią. A miałem w tamtym środowisku mir i poważanie. Chciano mnie np. zgłosić do krzyża kawalerskiego za moją działalność opozycyjną. Jeszcze cztery lata temu sam byłem im podobny. Na szczęście obudziłem się z amoku i sam „wykluczyłem” się z tamtego środowiska. Poznałem za to grupkę ludzi, których cenię i szanuję. Pan do tej grupki należy.

      Dziękuję Panu za przyjaźń.
      Dziękuję też w tym konkretnym przypadku za linki o cmentarzach żołnierzy Armii Czerwonej w Łodzi. Dzięki temu dotarłem do dokumentów o spaleniu większej części zabudowy rynku w Kluczborku przed wojną.

      W tym miejscu dodam, że wyssana z palca plotka, jakoby to czerwonoarmiści rynek spalili znana a nawet powtarzana była w środowisku aktywu PZPR. Jedną z osób które w latach 80-tych (już o delegalizacji Solidarności) w tajemnicy mówiły mi o tym spaleniu rynku rzekomo przez wojska radzieckie był mój ówczesny przełożony, wcześniej wieloletni dyrektor MPGK, kuzyn wieloletniego sekretarza powiatowej PZPR i wujek jednego z kluczborskich SB-ków. Tak więc nawet on uwierzył w tę plotkę. Najprawdopodobniej wzięła się ona stąd, że ktoś gdzieś widział zdjęcie kluczborskiego rynku sprzed pożaru i wykombinował (albo celowo posiał dezinformację), że skoro teraz tych budynków nie ma to musieli je spalić sowieci. I w ten sposób kolportowano te bzdury z ust do ust. W czasach Solidarności wręcz jawnie i otwarcie, co nasilało i tak głęboko Polakom zaszczepione głównie przez kk i jego starszych braci w wierze wrogość do naszego wschodniego sąsiada. A ja, naiwny, młody, głupi wierzyłem w te brednie.

      Nie wiem, czy dam radę 1 listopada przyjechać do Polski. Jeśli tak, to na pewno odwiedzę kluczborski cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej.

      Audycję Ewy Szkurłat: “Generał” odsłuchałem. No cóż – kapitan Jan Ciechociński (podobnie jak Pan) burzy stereotyp wojskowego jako „trepa”, człowieka tępego, ograniczonego, kochającego jedynie poligony, strzelanie, wojny i broń. Jego fascynacja zwłaszcza przyrodą i roślinami jest naszą prawdziwą ludzką naturą.

      No i naturalnie cieszy nas, pogan, przytoczony przez niego fakt utrzymującej się na Ukrainie pogańskiej wiary/wiedzy i skuteczność prastarej słowiańskiej szamańskiej metody leczenia w czasach współczesnego zdziczenia, odmóżdżenia i depopulacji dokonywanej za pomocą m.in. big pharmy.

      Lubię

  2. Dzień Dobry i Sława! Chciałbym pokazać Moją prowokację pod Pomnikiem Wyzwolenia w Moim Mieście Sławnie. ;) Ten Młody Człowiek ze Świecą to Ja. Pełnoletność niedawno osiągnąłem, chociaż tam wyglądam może na jeszcze młodszego. Nieźle Towarzystwo PiSsmanów zareagowało… oto pokazik:

    Lubię

    • Brawo Oskar!
      Pokazałeś odwagę cywilną wchodząc samotnie pomiędzy pisowskie „szerszenie”. Tamci całkowicie zbaranieli, nie wiedzieli co robić. Zbiłeś ich z pantałyku. Choć i tak miałeś szczęście. Widziałem jak sfanatyzowane mohery od rebe Rydzyka atakowały parasolkami „wrogie” ekipy telewizyjne.
      Brawo!
      Sława!

      Lubię

  3. Sławomir Zakrzewski mówi m.in. o PRL-u a wyborca PiS-u robi awanturę:

    „Wystąpienie Sławomira Zakrzewskiego i Adama Bednarczyka przed Wojskowym Cmentarzem na Powązkach w dniu 1 sierpnia 2013 r. godz. 16:00, w Rocznicę Powstania Warszawskiego. Koczownicy, czyli prawdopodobnie rodziny i znajomi takich ‚wielkich’ Polaków jak np. Kalkstein, Kordblum, Lewartow, Stoltzman, Szechter i im podobni, próbowali zakłócać wystąpienie, ale polska Policja zapewniła należyty porządek. Oczywiście na wystąpienie Sławomir Zakrzewski miał zezwolenie władz miasta.
    Cieszy mnie to, że powoli Polacy przeglądają na oczy i ci koczownicy, którzy do Polski przyjechali zakładać nowy porządek na sowieckich czołgach, witanych przez miejscowych koczowników kwiatami, zostają ujawniani mimo, że wiele razy zmieniali nazwiska. Tu jest Polska i ma być Polska.”

    Jest też kwestia Rosji-Putina, Białorusi-Łukaszenki i Bułgarii – od 53 min.:

    Lubię

      • Ohydna propagandowa rzeźba w Gdańsku. Zapewna była to zorganizowana akcja ze względu na ciężar i wielkość tej „rzeźby”.

        Ale…

        Tylko idioci uważają Wehrmacht za armię rycerskich żołnierzy. A oni, a także SS, Gestapo, policja niemiecka gwałcili Polki przy każdej nadarzającej się okazji. Tylko o tym cicho sza, bo gwałciła tylko „dzicz” azjatycka z Armii Czerwonej.

        Przerażający jest bilans gwałtów w ZSRR, w tym głównie jak myślę na terenach etnicznie rosyjskich.
        „Szacunki dotyczące gwałtów na radzieckich kobietach przez Wehrmacht podają dane maksymalnie 10.000.000 przypadków, między 750.000 – 1.000.000 dzieci urodzonych w wyniku gwałtów.”
        Za: http://en.wikipedia.org/wiki/War_crimes_of_the_Wehrmacht#Mass_rapes

        Tak więc specjalnie nie dziwię się czerwonoarmistom za to, co robili z Niemkami.

        „Gwałty były także popełniane wobec polskich kobiet i dziewcząt podczas masowych egzekucji przeprowadzanych głównie przez Selbstschutz [...]„
        z: http://en.wikipedia.org/wiki/War_crimes_of_the_Wehrmacht#Rapes

        (chodzi tu o zbrodnie min. w Piaśnicy, Lesie Szpęgawskim, Fordonie, Barbarce itd- z lat 1939-40)

        „Od pierwszych dni powstania dochodziło w Warszawie do gwałtów na polskich kobietach i dziewczynkach[18]. Skala tego zjawiska jest bardzo trudna do oszacowania, choć szereg zeznań złożonych przed Główną Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, jak również wspomnienia świadków tych wydarzeń wskazują, że zgwałcenia były podczas tłumienia powstania zjawiskiem powszechnym. Dochodziło do nich najczęściej podczas wypędzania ludności z domów lub na punktach zbornych dla cywilów znajdujących się na terenie miasta – takich jak np. targowisko „Zieleniak” na Ochocie bądź kościół św. Wojciecha na Woli. Napastowane były nie tylko osoby cywilne, lecz również powstańcze sanitariuszki[190][191], a nawet pacjentki szpitali. Po dokonanym gwałcie ofiary nierzadko były mordowane i okaleczane w obsceniczny sposób[192].

        Szereg zeznań świadków wskazuje jednak, że również jednostki złożone z Niemców dopuszczały się licznych gwałtów na kobietach[198][199]. Dotyczy to w szczególności znanej z niskiego poziomu dyscypliny brygady Dirlewangera. „Za każdym razem, kiedy szturmowaliśmy piwnicę, a były w niej kobiety, dirlewangerowcy je gwałcili” wspominał w rozmowie z polskimi dziennikarzami weteran Wehrmachtu, Mathias Schenk[74]. Christian Ingrao wysunął tezę, iż skłonność żołnierzy Dirlewangera do dokonywania masowych gwałtów na kobietach – zwłaszcza tych, które posiadały emblematyczny status (sanitariuszki, zakonnice itp.) – wynikała z faktu, iż kierownictwo III Rzeszy postrzegało powstanie warszawskie jako ostatni akt niemal tysiącletniej rywalizacji żywiołów polskiego i niemieckiego. W tym kontekście gwałt był postrzegany jako uderzenie kulturowo-etniczną tożsamość narodu polskiego, za którego najważniejszego nośnika Niemcy uważali polską
        kobietę[200].”

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnie_niemieckie_w_powstaniu_warszawskim#Gwa.C5.82ty

        „Setki tysięcy kobiet zmuszono do prostytucji na rzecz Niemców i ich sojuszników podczas II wojny światowej
        (…)
        Temat prostytucji i seksualnej przemocy pod okupacją do niedawna stanowił wśród historyków tabu. Dopiero głośna afera z seksualnymi niewolnicami wojsk japońskich, które porywano do domów publicznych z Korei i Chin, sprawiła, że niektórzy historycy zainteresowali się tym problemem w okupowanej Europie. Wnioski są nie mniej wstrząsające. Amerykańska historyczka Wendy Jo Gertjejanssen z Uniwersytetu w Minnesocie w pracy „Sexual Violence on the Eastern Front during World War II” dowodzi, że przemoc seksualna ze strony sił wojskowych i policyjnych III Rzeszy była powszechna.
        Pierwsze wypadki gwałtów odnotowano już we wrześniu 1939 r. podczas inwazji Niemiec na Polskę. Niemiecki historyk Jochen Böhler w monografii „Przygrywaka do wojny na wyniszczenie – Wehrmacht w Polsce” pisze o rozkazie wydanym przez Główną Komendanturę Armii, w którym zwraca się uwagę na „wykroczenia przeciwko ludności cywilnej na zajętych obszarach, w tym wypadki gwałtów”.

        z: http://www.wprost.pl/ar/105285/Seksualne-niewolnice-III-Rzeszy/

        Pod okupacją III Rzeszy masowo gwałcono Polki. Masowo też zmuszano je do prostytucji w niemieckich burdelach. Ten okrutny i poniżający los dotknął i kobiety z ZSRR:


        „Kobiety zmuszane do seksualnego niewolnictwa przez władze niemieckie czasami próbował uciec. [ 5 ] Istnieje co najmniej jedna znana próba zbiorowej ucieczki przez polskie i rosyjskie kobiety z niemieckiego burdelu wojskowego znajdującego się w Norwegii . Po ich ucieczce, kobiety zwróciły się do lokalnego kościoła ewangelickiego o azyl . [...] Ruth Seifert, profesor socjologii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Regensburgu , utrzymywała, że kobiety zostały zmuszone do pracy w tych domach, jak pokazano w trakcie procesu głównych zbrodniarzy wojennych przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze w 1946 roku. [ 9 ]

        O realiach tego procederu w Europie Wchodniej (a więc napewno można odnosić to również do terenów II RP)

        [...]]W ZSRR wiele kobiet zostało porwanych przez siły niemieckie do prostytucji, jak również, jeden raport Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym podaje ” w Smoleńsku dowództwo niemieckie otworzyło burdel dla oficerów w jednym z hoteli, do którego setki kobiet i dziewcząt był zapędzanych ,[...]„

        z: http://en.wikipedia.org/wiki/German_military_brothels_in_World_War_II#Forced_prostitution


        „Jest rok 1940. Wielu żołnierzy Wehrmachtu angażuje się na okupowanych terenach w romanse „miedzy-rasowe”. Do Reichsführera SS Heinricha Himmlera docierają pogłoski o orgii w warszawskim hotelu Bristol, gdzie wysocy rangą oficerowie wojska i SS w październiku 1939 r. mieli zabawiać się z ponad 30 Żydówkami, zaciągniętymi tam siłą. Mnożą się przypadki chorób wenerycznych. Wehrmacht postanawia rozwiązać problem kompleksowo: powstaje ok. 500 przyfrontowych domów publicznych pod fachowym nadzorem medycznym. Niedługo później powstają również w obozach koncentracyjnych.

        Centralnym miejscem „przeładunku” kobiet kierowanych do obozowych puffów był kobiecy obóz Ravensbrück. Tutaj kobiety były poddawane ocenie, gwałcone przez SS-manów i rozsyłane do burdeli. Helga Luther, z którą rozmawiali dziennikarze „Frontal 21″, trafiła do Ravensbrück jako więźniarka polityczna, pracowała w izbie chorych i doświadczyła tam selekcji do burdeli. Wspomina: „Przyszli SS-mani i strażniczki, oglądali kobiety ze wszystkich stron, przyglądali się, jak były zbudowane. Życzenia obejmowały wszystkie możliwe typy – wysokie blondynki, niskie, grube, ciemnowłose, a nawet z kręconymi lub gładko zaczesanymi włosami. Były oglądane od przodu i tyłu, jak jędrne jest ich ciało, ile mają lat. Potem były wysyłane do izby chorych. Co mogło być wykorzystane, dzielono według kategorii: burdel dla oficerów, burdel dla podoficerów i szeregowych oraz dla męskich więźniów, czyli kapo”
        Matka Marii, Żydówka, była jedną z deportowanych. Przeżyła wojnę jako przymusowa prostytutka, podczas gdy jej rodzina zginęła w Oświęcimiu. Maria, która ze względu na rodzinę chce pozostać anonimowa, urodziła się po wojnie, dorastała pod opieką rodziców zastępczych i dopiero gdy dorosła, poznała swą prawdziwą matkę. – Matka wcześnie przybyła do Auschwitz, już w 1940 roku – wspominała Maria. – Pytałam ją, jak mogła przeżyć te pięć lat? Powiedziała mi, że była bardzo atrakcyjną, piękną kobietą, i że została wybrana do burdelu dla personelu SS, tak przeżyła.”


        „3 maja 1941 r. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rządu Polskiego na Uchodźstwie opublikowało dokument opisujący masowe naloty prowadzone w polskich miastach w celu przechwytywania młodych kobiet, które były później zmuszane do pracy w domach publicznych dla niemieckich oficerów i żołnierzy.
        Jednocześnie, polskie dziewczyny w wieku 15, zaklasyfikowane jako odpowiednie do niewolniczej pracy i wysłane do Niemiec, były wykorzystywane seksualnie przez żołnierzy niemieckich, z reguły na miejscu przeznaczenia.

        W 1941 taka łapanka miała miejsce na Żoliborzu, w raporcie RGO (z 1943 roku) alarmuje się że kobiety wywożone na roboty padają często ofiarą gwałtów ze strony konwojentów, niemieckich policjantów lub na miejscu przez mężczyzn u których są zatrudnine, lub przez których są nadzorowane np. w fabrykach, obozach pracy,gospodarstwach rolnych”

        http://en.wikipedia.org/wiki/War_crimes_of_the_Wehrmacht#Rapes

        Za: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=92619&view=findpost&p=1075297

        Lubię

    • Nie mam zaufania do tych danych.
      Raz – tuż po wojnie Żydzi we władzach żydo-komuny byli zainteresowani zawyżaniem strat własnych kosztem rzeczywistych strat Polaków. Nie za bardzo wierzę w 3 miliony „polskich” Żydów. Tyle być może ich zginęło – ale łącznie z całej Europy. Reszta się zakamuflowała i po wojnie grała rolę etnicznych mieszkańców – nie tylko w Polsce. Zawyżając straty po stronie żydowskiej przy zachowaniu ogólnej liczby strat „polskich obywateli” automatycznie zaniża się ofiary polskie.
      Dwa – Do żydowskiego IPN nie mam zaufania. Wiem, co zrobił ze śledztwem w sprawie Kielc czy Jedwabnego.
      Niemniej publikacja o tyle ciekawa, bo jednoznacznie dementuje kolportowane przez idiotów/hasbarę dane dotyczące ilości rzekomych polskich ofiar ze strony ZSRR. Bo ja już czytałem u nacjonalistów, że sowiecka okupacja pochłonęła więcej ofiar niż hitlerowska.

      Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.