O Słowianach, lingwinistyce, etnogenezie, genach i przyległościach…

.

 

601452_482239285176503_42016190_n

.
Poniższy tekst pochodzi  z linku podrzuconego w komentarzu przez „ktosia” – opolczyk.

- – -

Etymologia nazwy SŁOWIAN wywodzi się od słowa SOWA.

Słowianie

Część pierwsza

SŁÓW  KILKA   Z  PRZERÓŻNYCH  DZIEDZIN  WIEDZY  I  SPOSTRZEŻEŃ  WŁASNYCH NA TEMAT  POCHDZENIA  I  PRZESZŁOŚCI  SŁOWIAN.

Historia jak i inne dyscypliny naukowe bardzo niechętnie wkraczją na pole wiedzy o Słowianach traktując ich co nieco po macoszemu. Nawet w czasie kiedy genetyka bezsprzecznie udowadnia, że haplogrupa R1a1a  od wielu dziesiatków tysięcy lat  istnieje i rozwija się, że nie wspomnę o typowo polskiej R1a1a7. Na temat Słowian znawcy historii  jak i filozofowie cywilizacji komponowali teorie, nawet pozbawione dobrego smaku i taktu wykazując, prymitywność tego ludu, co świadczy o  braku elementarnej wiedzy.

Początek rozważań na temat  Słowian determinuje sama nazwa jako taka,tak przez polskich jak i obcych badaczy  nie dość, że błędnie wnioskowana to najczęściej wulgarna i obraźliwa.  Z nikim nie zamierzam podejmować polemiki, gdyż obecna nauka przyjmuje stanowisko jedynie poprawne politycznie znacznie odbiegające od prawdy historycznej. Celowe i tendencyjne zamazywanie historii  i osiągnięć Słowian  na przestrzeni tysiącleci prowadzone równolegle z ciągłym ich podbojem, a raczej z rozbijaniem ich od wewnątrz przez wrogie haplogrupy wpisuje się dokładnie w ów schemat poprawności politycznej.

Etymologia nazwy SŁOWIAN wywodzi się od SŁOWA  SOWA, tak też i termin SŁOWO pochdzi od tejże SOWY.  Prześledziwszy zapisy historyczne z wykorzstaniem tej nazwy spotkamy się bardzo często w formie znanej nam jako sowa jak i pochodzące od nazwy zwyczajowej i regionalnej tego ptaka. Analiza nazwy Sowa w innch językach,  czy też w zapisie odwrotnym może dokonać wielu zmian w historii  wszystkich cywilizacji.

W polskich nazwach geograficznych Sowa obecna jest w nazwie Mazowsza – Masovia, regionu Rzeszowskiego – Resovia, czy w nazwie stolicy Warsovia, przy dogłębnej anlizie słowa Warsovia możemy się dopatrzeć zwrotu „ czekająca sowa” bądź „gotująca czy też gotowa sowa” jako że źródłosłów „war” obecny jest w słowie warzyć-gotować. ( od słowa war- warzyć-gotować pochodzi angielskie słowo wojna -„gotuj się”). Przeniesienie stolicy do Warszawy odbyło się w dość enigmatycznych okolicznościach, tu wyrażam przypuszczenie, że taka kolej rzeczy była przewidziana przez Lechitów i nazwa GOTOWA SOWA = WARSZAWA, była przygotowana wczesniej  przez owych.

W językach Słowian Wschodnich; rosyjskim, ukraińskim czy białoruskim sowę nazywają „sicz” , „sawa” czy też  „sowopodobna”   podddawszy analizie owe nazwy w połączeniu z wiedzą z innych dziedzin możemy wysnuć ciekawe wnioski. Wziąwszy pod uwagę nazwę „sicz” kojarzy się nieodłącznie z Kozakami, dla których sowa była bardzo ważnym zwierzęciem, jednak historia przypisała im nazwę związaną z kozą chcąc przedstwić  ich w złym świetle. Dziś w niektórych społecznościach koza budzi różne skojarzenia, najczęściej jest synonimem biedy i zacofania  jakby nikt nie pamiętał, że Zeusa Gromowładnego wykarmiła Koza Almatea  z rogiem obfitości,  a Djonizje odbywały się w przebraniach z kozich skór.  Tarcza Ateny pokryta była kozią skórą,  zaś na jej ramieniu siedziała Sowa symbol mądrości.  Wyrażenie mądrość, czyli sofia (SOFIA) , a także podobnie brzmiące imię Zofia,skąd już tylko mały krok do filozofii , wywodzi się od słowiańskiego wyrażenia S O V I A-S O W A.

Mleko kóz wolnego chowu ma właściwości lecznicze. Wiedza o tym przetrwała do dziś ale cała tajemnica tkwi w tym, że koza przy swobodnym chowie na naturalnych pastwiskach żywi się bardzo wybiórczo i może zjadać nawet rośłiny trujące, a organizm jej jest tak zbudowany, że potrafi przetworzyć je na substancję leczniczą. Przy dzisiejszym chowie kozy zjadają to co im dostarcza człowiek i z właściwości leczniczych pozostała legenda. Genetyka zaś twierdzi, że wszystkie gatunki kozy na całym globie pochodzą od niewielkiej grupy tzw. pionierów, których występowania w stanie dzikim nie stwierdzono.

Nastepna nazwa sowy „Sawa” jest imieniem bardzo często przyjmowanym przez osoby duchowne w Cerkwi Prawosławnej, co jest bez wątpienia echem dawnej tradycji religijnej czcieli wody- wody z lodu, którzy dziś nazywają się chrzescijanami ( z czasem spróbuje udowodnić czy wszyscy zasługują na to miano).

Naukowa nazwa sowy w tychże językach brzmi sowopodobna; z wyjaśnieniem tej nazwy proponuję wycieczkę w przestrzeń kosmiczną do gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy, bądź Wielkiego Wozu , gdzie we wnętrzu tego obiektu znajduje się Mgławica Sowy z towarzyszącymi jej gwiazdami Sową Północną i  Sową Południową. Będąc przy gwiazdozbiorze Wielkiego Wozu, chciałbym zaznaczyć, że taka nazwa teraz astronomiczna wczesniej astrologiczna obowiązuje tylko w Polsce i Chinach i czy czasem nazwa chińskiej prowincji Syczuan nie jest dalekim echem nazwy „sicz”. W takim przekonaniu może nas utwierdzić fakt, że ligatura głagolicowa oznaczająca Sowę  jest w nazwie Chin. Głagolica jest to najbardziej rozbudowany system pisma z dotychczas poznanych i jest „o zgrozo” uznawany z najstarsze pismo słowianskie utworzone jako pomoc w chrystjanizacji Słowian, przez Braci Sołuńskich Cyryla i Metodego. Całe rzesze historyków róznych dziedzin przechodziły do porzadku dziennego po zaznajomieniu się z tym pismem. Zamazywanie historii  Słowian jest już widoczne w nazwie całego systemu piśmienniczemu odpowiadającemu Głagolicy. System nazywał się BOHOMAZY czyli boskie znaki, z czasem upodlono tą nazwę i ma on oznaczać coś pisanego bez ładu i składu. Nazwę Głagolica wyprowadza się od znaku litery „G” przy, której stoi znak pisarski głagolicy bedący jednocześnie ligaturą wyrażenia GŁAGOŁ wyjaśniając , że w jezyku starocerkiewnosłowiańskim tak brzmi nazwa ‘SŁOWO’. W dalszej części owego alfabetu znajduje się znak pisarski oznaczający literę „S” a zarazem ligaturę oznaczającą „SŁOWO”.  Takie zachowanie paleografów może budzić poważne wątpliwości co do ich kompetencji. Przy tym wszystkim we wszystkich językach słowiańskich wyraz ‘SŁOWO’  brzmi „SŁOWO”  bądź  „SLOWO” i jego etymologia wywodzi się od SOWY, zaś  to SŁOWO jest tym samym SŁOWEM  z Ewngelii Janowej. Natomiast wyrażenie GŁAGOŁ oznacza Chochoła  postać mityczną  bądź pierwszego człowieka.  System piśmienniczy BOHOMAZY jest potężnie rozbudowany i wszystko ma w nim znaczenie ponieważ nie dość, że posiadał on 46 znaków pisarskich( tyle ile chromosomów ma człowiek oraz tyle ile usypano kopców-piramid w Krakowie) , to również w nim zawarty był dziesiętny system liczbowy. Za pomocą tego systemu piśmienniczego możliwe było opisanie wszystkich zjawisk przyrodniczych na ziemi jak i na niebie do czego służyły opisane znaki pisarskie,  jak też około 20 000 ligatur na , których to podstawie utworzono pismo chińskie jak też inne znane i nie znane systemy pisarskie. Pozostałością pisma węzełkowego są znane wici – wieści tak  te same, których używali Chińczycy oraz Inkowie.  Wszystkie znaki oznaczające ciała niebieskie, oraz relacje między nimi  do dziś stosowane w astrologii i astronomii są ligaturami G Ł A G O L I C O W Y M I, nie mam żadnych wątpliwości kto był twórcą astronomii  i astrologii  na pewno nie Kaldejczycy tylko Słowianie. Znaki stosowane w matematyce „plus”, „minus” itp., stary zapis nutowy to też BOHOMAZY. Jaki cel i czym kierowali się Cyryl i Metody tworząc tak skomplikowany system piśmienniczy mając za zadanie  misję chrystianizacji  niezbyt rozgarniętej„bandy obdartusów”( Słowian)  całe przedsięwziecie komplikując dodatkowo potrójnym systemem zapisu czyli: kursywnym, kwadratowym i okrąagłym.

Artefakt archeologiczny tzw.  Waza z Bronocic datowana przez naukowców amerykańskich na 3500 lat p.n.e, którzy twierdzą , że ornament tam umieszczony jest dowodem na pierwsze w dziejach ludzkości użycie koła jest niczym innym jak zapis literowo – ligaturowy w sysemie BOCHOMAZÓW, o czym dokładnie wiedzą,  a ztym kołem chcieli się obłudnie podchlebić. Władcy Słowiańscy od zawsze nazywani byli  P I A S T A M I – K O Ł O D Z I E J A M I, co ma bezpośredni związek z kołem i jego piastą jak też wytwarzaniem. Jakiekolwiek wątpliwości powinien rozwiać fakt , że pierwsze rydwany zaczęto produkować w ARKAIM (bardzo blisko ARKI) w południowej części Uralu, gdzie  odnalezione szczątki ludzkie  zawierały kod genetyczny R1a1. Profesor Jasienica twierdił, że VII w p.n.e na terenie Polski istniało dobrze zorganizowane Państwo Rydwanów,  tym samym należy wykonać ukłon w stronę Wincentego Kadłubka, a dzieło nieznanego nikomu Galla  Anonima uznać  za apokryf i poddać gruntownej analizie w czyim interesie napisał swoją kronikę.

Po dziś dzień wykorzstywana jest magia zawarta w Bohomazach.  Wszyskie inncjacje w reiki odbywaja się za pomocą  tajemnych znaków,  jest to nic innego jak ligatury Głagolicowe, w nieco innej formie dokonuje ksiądz katolicki odwiedzający swych parafian podczas corocznej kolędy, obecnie pisząc litery łacińskie a wcześniej pisano ligatury na odpędzenie złych mocy.

Jednoznakowe oznaczenie walut USA to jest dolara $ z dwoma kreskami,  oraz funta Wielkiej Brytanii stylizowaną literą Ł jest niczym innym jak ligaturami, jakiś cel musiał temu przyświecac aby do języka angielskiego wprowadzić polskie ł, te ligatury zapisane są prawidłowo. Nieco inaczej ma się sprawa z euro, które jest również oznaczone ligaturą głagolicową oznaczającą literę „E” a także wyrażenie „jest” z tym , że zapisaną odwrotnie wówczas oznacza on wyrażenie „niema” i zapewne tak potoczą się losy owej waluty.

Prowadzona obecnie likwidacja szkół oraz inne działania administracyjne, medialne itp. prowadzące do ogłupiania społeczeństwa, można porównać do czasów zaborów i okupacji , takie rzeczy nie działy się nawet w PRL. Początek takich działań można datować dość precyzyjnie i podaję dwie do wyboru; pierwsza to 04.06.1989r. i druga , która wydaje się bardziej adekwatna 22.12.1990r. , kiedy to prezydeturę  objął ” próżny ignorant’’ (Oriana Fallaci).

W swojej, można przypuszczać  utopijnej twórczości Orwell niewiele pomylił się w datowniu istniejącemu status quo, co ciekawe brzmienie jego pseudonimu jako źródłosłów odpowiada wyrażeniu  „Sowa” w języku angielskim i po usnięciu liter „r” i „e” otrzymamy owl-sowa. Twórca „Wielkiego Brata” przwidział również, że wielu bardzo pośpiesznie będzie kręcić bat na własną dupę, a twórcy istniejącego systemu poniosą dotkliwe konsekwencje.

Preferowane  dziś  prymitywne języki zachodu, w stałym słownictwie posiadające wyrażenia onomatopeiczne zbliżające je do języka mlasków; w angielskim krowa to MUU,  a baran to BEE, nie posiadające własnego nazewnictwa gramatycznego  z iście akrobatycznym słowotwórstwem, które bardzo ogranicza myślenie o rzeczach abstrakcyjnych, jest jednym z elemetów ogłupiania społeczeństw. Wszystkie języki zachodnie   zresztą jak i spłeczności nie radzą sobie z dziesiętnym systemem liczbowym.

Ciekawe co na to ścigacze z IPN, których ustawa zobowiązuje do ścigania działań skierowanych przeciwko Narodowi Polskiemu, a także co na ten temat powiedzą historycy z sympozjum na temat Miecza św Piotra, że o organizacjach pozarządowych nie wspomnę.

C………D……….N……….

Trzebnica dnia 24.01.2012r.

Tadeusz Mroziński

Zapraszm na swój bloog także tych, którzy zaniżają jego ocenę z bezinteresownej zawiści. Apokalipsa-eden.bloog.pl

Za: http://www.eioba.pl/a/3l8p/slowianie#ixzz2PcQoAw96

.

- – -

.

Akurat podobny choć o wiele obszerniejszy tekst podrzucił mi mailem Mezamir.

Oto jego fragment:

ETNOGENEZA SŁOWIAN

„Jednak najnowsze badania wskazują, że Słowianie byli w Europie na długo przed narodzinami Chrystusa [uporczywe i bezmyślne tytułowanie obrzezanego cieśli "chrystusem" pokazuje, do jakiego stopnia zażydzono ducha Polaków - przyp.  opolczyk] Jest to wiadomość bardzo niewygodna dla zwolenników allochtonicznej teorii wyjątkowo mocno lansowanej przez niemieckich historyków i ich polskich filogermańskich zwolenników, oraz wszechobecnych w Polsce w każdej dziedzinie mającej wpływ na życie Polaków, żydów aszkenazyjskich. Z badań wynika wręcz że Słowianie żyli na terenie dzisiejszych Niemiec dużow cześniej niż Germanie:
„(…) Rozwój europejskiej POPULACJI R1a1a i R1a1a7 (podgrupa polska, zachodniosłowiańska). SŁOWIANIE
Populacja R-M17, obecna na Bałkanach od dziesiątego tysiąclecia przed Chr. (ale nie jej późniejsza podgrupa R-M458) na pewno uczestniczyły jakoś w procesach rewolucji neolitycznej od około 5500 lat przed Chrystusem: w powstaniu i upowszechnianiu się rolnictwa, którego skutkiem był szybki rozwój demograficzny i migracje ludności. Wynikiem tych migracji był udział R1a1a w powstaniu rozmaitych kultur archeologicznych nad Dunajem, np. ceramiki wstęgowej, oraz na północ i wschód od Karpat, np. kręgu ceramiki sznurowej z kulturami grobów jednostkowych i amfor kulistych. Nad Dniestrem Bohem i Dnieprem dochodzi do symbiozy z ostatnia fazą kultury Cucuteni-Trypolie u wschodnich Karpat, od rzek Prut i Seret do Dniepru. Następuje teraz rozwój kultury Prasłowian dalej w kierunku wschodnim, ku Wołdze i Uralowi, powstanie około 4000 lat przed Chr. kurhanowego kręgu kulturowego Jamna. Na stepach pontyjsko-kaspijskich słowiańskim kulturom trzeba przypisać udomowienie konia, stosowanie powozu i upowszechnianie hodowli zwierząt domowych (zob. Renfrew, Archeologia i język, PWN 2001, s. 249)
Te kultury były wynikiem pierwszej ekspansji R1a1a ku środkowej i Wschodniej Europie; z tego terenu dokonała się około 3000 lat przed Chr. także dalsza migracja w różne rejony Europy, zwłaszcza na zachód i wschód. Czas i kierunek wędrówek jest dziś rozpoznawany przez warianty haplotypów w STR w haplogrupie R1a1a, zakodowane w Y-DNA dzisiejszych mieszkańców Europy lub w znalezionych kopalnych szczątkach praprzodków, choć rzadko (bowiem niektóre nowsze plemiona Prasłowian paliły swoich zmarłych; zresztą nie tylko Prasłowianie).
Genealogia Y-DNA (A.Klosow) ustaliła, że przodek dzisiejszych wschodnich Słowian z hg R1a1a (M17) żył na ziemiach Ukrainy i Rosji od około 2750 lat przed Chr,
(Uwaga. Nie znaleziono dotąd w rejonie Ukrainy i Rosji oczekiwanych przez naukowców genetycznych śladów starszej ludności R1a1a, zwłaszcza takich, których by można datować na czasy ukraińskiego refugium podczas LGM, którego domyślał się już O.Semino i zesp. 2000, tak jak je znaleziono na Bałkanach. Ukraina nie jest więc pierwotną kolebką wszystkich Słowian. Zwłaszcza nie wolno ich genezy datować tam na czasy niedługo przed V wiekiem po Chr., jak to głoszą niektórzy archeolodzy polscy, tzw. skrajni allochtoniści („dnieprowcy”) np. K. Godłowski, a za nimi także niektórzy genetycy (zob. Dyskusja n.5), chyba wprowadzeni w błąd publikacjami znanego niemieckiego archeologa i rasisty Gustawa Kossiny (+1931). Około VI-VII w. po Chr., a więc już w czasach historycznych, ówcześni Słowianie z Ukrainy swoją reemigracją tylko może nieco zasilili osadnictwo południowych Słowian na Bałkanach, przerzedzone klęskami w wojnach z cesarstwem wschodnim oraz na terenie Polski i krajów sąsiednich).
Dziś na Ukrainie, Białorusi i w Rosji żyje około 50% ludności naszych haplogrup (w niektórych starych miastach do 70%). Genealogia Y-DNA prowadzona przez A. Klosowa zidentyfikowała nawet starożytnych założycieli dziewięciu plemion ruskich z czasu około 2000 lat p.n.e i późniejszego, nazwanych imiennie dopiero we wczesnośredniowiecznych zabytkach pisanych, m.in. bliscy nam Wołynianie, Bużanie i Biali Chorwaci (kilka kopalnych szczątków ludzi owego osadnictwa hg R1a1 zidentyfikowano nawet w Krasnojarsku w południowej Syberii).
Równie stare jak na Ukrainie i Rosji, bo z około 2700 lat p.n.e. korzenie plemion R1a1a (M17) znajduje sie na terenie Niemiec, a więc jest tam daleko wcześniejsze niż geneza Germanów, zwłaszcza tam, gdzie dziś nadal żyje skondensowane osadnictwo także słowiańskiej hg R1a1a7 Serbołużyczan (choć zwykło się je datować dopiero na wiek VII po Chr.). Potwierdza to np. niedawne, dokonane w 2005 r., odkrycie cmentarzyska kilkunastu zmarłych, a wśród nich trzech męskich osób z hg R1a1a w Eulau, 40 km za Lipskiem nad rzeką Soławą (niem. Saale) w dorzeczy Łaby w Saksonii. Owe groby ofiar jakiejś starożytnej przemocy pochodzą z około 2600 lat p.n.e i wyróżniają się świadectwami bogatej kultury życia rodzinnego i małżeństwa egzogamicznego. Plemię to prezentowało kulturowe środowisko tzw. ceramiki sznurowej, kojarzonej powszechnie z Indo-Europejczykami. Wśród ludności niemieckiej do dziś około 10% wykazuje haplogrupę R1a1, których wspólny przodek żył tam już około 2700 lat p.n.e.
Czyżby owi nadłabscy Serbowie, a zwłaszcza ich bałkańscy protoplaści, zanotowani przez tzw. geografa bawarskiego jako Zeriuani (Serbianie?), byli tymi, „z których wszystkie plemiona słowiańskie powstały i ród swój – jak zapewniają – wywodzą”?
Można ich śmiało identyfikować z tzw. kulturą grobów jednostkowych, która pojawia się około 2700 przed Chr. w ramach paneuropejskiej kultury ceramiki sznurowej. Jej południowy region rozciągał się od Małopolski przez śląsk i Czechy po Solawę (dopływ Łaby), z Serbołużyckim Eulau. Północny region tej kultury przylegał do Bałtyku i rozciągał się od Kujaw i dolnej Wisły, przez Wielkopolskę, rejon dolnej Odry i Meklemburgię po Dolną Łabę (z tym horyzontem można kojarzyć późniejsze R1a1a w jaskini Lichtenesteinhohle (Księstwo Lichtenstein) z ok. 1000 przed Chr.), zob. Dyskusja, n.16. Także słynna kultura łużycka może być bez zastrzeżeń przypisana głównie (choć nie tylko) słowiańskiej hg R1a1a. Populacje haplogrupy R1a1a i jej podgrupy żyją dziś w Polsce w największym w całej Europie jednorodnym zagęszczeniu, bo blisko 60% ludności Polski.(…)”.
Badania I. Rożanskiego z Ukrainy zdają się nie potwierdzać tezy niektórych archeologów o naddnieprzańskim pochodzeniu Polaków hg. R1a, i to dopiero w V wieku po Chr. Co więcej, wyraźnie zauważa się, że Polska leży w centrum starożytnego osadnictwa słowiańskiego haplogrupy R1a.
Najstarsze haplotypy R1a1a-M17 w Europie zostały w 2008 r. zidentyfikowane przez Klosowa wśród ludności niektórych krajów bałkańskich: Serbia, Bośnia, Kosowo i Macedonia, w materiale, który zebrali i opublikowali M. Perićić i L.Barać. A. Klosow datuje je na około dziesiąte tysiąclecie przed Chr. (około 9600 r.). Zespół genetyków P. Underhill et al. (listopad 2009, zob. niżej) wykrył zaś ważną europejską mutację R-M458, tworzącą nową haplogrupę R1a1a7, datując ją, z grubą przesadą, na dziewiąte tysiąclecie przed Chr. i (dość trafnie) wskazując na rejon Polski jakby na teren jej powstania i jakby na praojczyznę znacznej populacji Słowian środkowoeuropejskich, zwłaszcza polskich. Underhill zidentyfikował też dwie inne haplogrupy, R1a1a6 i R1a1a7a. ale niewielkiego znaczenia.
ROŻANSKIJ i KLOSOW w swoich obszernych publikacjach dokonują uporządkowania i genealogicznego opracowania obecnej wiedzy o populacjach haplogrupy R1a1a i podgrup R1a1a2, R1a1a3 i R1a1a7 oraz ich historii w Europie i Eurazji. Autorzy mają aktualnie do dyspozycji około 2000 haplotypów z bazy YSearch i geograficznych projektów FTDNA oraz z laboratoriów rosyjskich i prywatnych, najwięcej 25-markerowych. Prowadzą w tej chwili jedyne takie prace w świecie.
A. Najdawniejsze populacje R1a1a i podgrupy w Europie (od około 10000 lat przed Chr.) (po modernizacji drzewa i datowania 30.03.2010 przez Igora Rożańskiego)
– trzy gałęzie w postaci trzech starych haplogrup: R1a1a (zob. wyżej, drzewo: gałąź środkowa, dolna część), R1a1a2 wraz z R1a1a3 (gałąź dolna po lewej) oraz wydzielona seria z DYS392=13 lub14 (gałąź dolna po prawej). Wspólny przodek tych trzech gałęzi żył około 8-10 tysięcy lat przed Chr.
1. Haplogrupa R1a1a1-M17. Ta haplogrupa jest jakby na osi ewolucji całej haplogrupy R1a1a i jej podgrup. Jej dzisiejszym etapem rozwoju są trzy gałęzie centralnoeurazyjskie.
2. Haplogrupy R1a1a2 i R1a1a3. Powstanie populacji haplogrup R1a1a2 i R1a1a3 datowane jest na lata około 2400 przed Chr., zapewne na nowym miejscu, po migracji z pierwotnej ojczyzny w południowowschodniej Europie. Są nieliczne i praktycznie nierozdzielne. Wspólny przodek ich i centralnoeurazyjskiej gałęzi żył około 11000 lat przed Chr. Jest to zapewne zarazem czas powstania ich mutacji
(Przy okazji informacja: Kolejne haplogrupy R1a1a4 i R1a1a5 są puste – nie znaleziono osób, a odkrytą przez Underhilla haplogrupę R1a1a6 reprezentuje tylko kilkanaście osób w Pakistanie i Omanie).
3. Oddział z DYS392=13; datować go trzeba na 125 i 175 lat przed Chr., w zależności od haplotypów 25 czy 37 markerowych; jego wspólny z gałęzią środkowoeurazyjską przodek żył 5000 lat przed Chr. Jest charakterystyczne, że grupa DYS392=13 z oddziałów R1a1a2 i -a3 ma też trzy haplotypy spośród trzynastu w starej bałkańskiej gałęzi z 9 tysiąclecia przed Chr.
Niesprzyjające warunki bytowe (tzw. szyjka butelki) lub dryf populacji zdziesiątkowały ich liczebność i nie pozwoliły im na pełny rozwój demograficzny. Zanim jednak do tego kryzysu doszło, prawdopodobnie około polowy trzeciego tysiąclecia przed Chr., mieli zapewne wydatny wpływ na rozwój archeologicznych kultur naddunajskich, środkowoeuropejskich i dalszych. Archeogenetyka zapewne będzie miała szansę wypowiedzieć się na ten temat, jak to się stało już odnośnie szkieletów z Eulau, Lichtenstein-Hohle, Krasnojarsk itd.
B. Młodsze gałęzie R1a1a (od około 3100 lat przed Chr.) Nazwy gałęzi są tylko orientacyjne, ustalone arbitralnie. Gałęzie, które otrzymały orientacyjną nazwę „europejskie” (sześć), wydzielają się wyraziście, a „eurazyjskie” (drugie sześć) – wydzielające się mniej wyraziście. Pięć z nich, a właściwie sześć (dzieląc R1a1a7 na dwie gałęzie) oddzieliło sie od osi R1a1a około 3100 lat przed Chr.
4. Gałąź północno-zachodnia, tzw. dziesiętniki (z DYS388=10) – głównie na Wyspach Brytyjskich i w Norwegii. Wspólny przodek ich linii starszej żył około 925 lat przed Chr., a linii młodszej – 575 po Chr. Wspólny przodek ich obydwu linii żył około 1700 lat przed Chr., natomiast wydzielenie się mutacji DYS388=10 z populacji R1a1a nastąpiło 3100 lat przed Chr.
5. Gałąź starsza skandynawska, obecna w krajach skandynawskich, Anglii i Szkocji, ale jej starsza linia zahacza o Europę środkową. Grupę cechują niektóre markery: DYS19=15, DYS3891=14, DYS447=23 i YCAII=19-21, gdy w pozostałych regionach dominują wartości: 16, 13, 24 i 19-23. Wspólny jej przodek żył około 2100 lat przed Chr.. Do niej wpisano populację z Eulau nad Solawą (zob. mapa gałęzi starszej skandynawskiej I.R), datowaną izotopowo na rok około 2600 lat przed Chr., nosicieli kultury ceramiki sznurowej.
6. Gałąź zachodnioeurazyjska, rozproszona niemal po całej Europie. Jej MRCA można datować na 750 lat przed Chr.
7. Gałąź „Trawickiego”, skoncentrowana jest wyraźnie nad Dolną Wisłą.

8. Gałąź zachodniosłowiańska R1a1a7-M458, wyróżniająca się – podobnie jak środkowoeuropejska – mutacją M-458, rozmieszczona jest głównie w Polsce, Czechach, Słowacji i na Rusi Zakarpackiej. Powstała zapewne nieco na północ od Karpat. Stanowią ją populacje głównie w dorzeczach Wisły, Odry i Łaby (Polska, Czechy i Słowacja). Miała ona swojego wspólnego przodka w latach około 575 przed Chr. Jest bratnią lub ojcowską gałęzią w stosunku do środkowoeuropejskiej, która swojego wspólnego przodka, MRCA, miała około 500 lat przed Chr., a więc trzy pokolenia później. Ale wspólny przodek ich obydwu gałęzi żył około 1900 lat przed Chr. (zapewne w rejonie między Dunajem a Karpatami) i z tego czasu pochodzi mutacja M458, definiująca całą haplogrupę R1a1a7. Obydwie gałęzie dość długo żyły w pewnej od siebie separacji, skoro środkowoeuropejska gałąź migrowała na wschód i północ raczej sama.
9. Gałąź środkowoeuropejska R1a1a7-M458, obecna w krajach Europy środkowej, głównie w trójkącie od Czech do ukraińskiego Zakarpacia i Basenu Dunaju (także Małopolski i śląska, a nawet Wielkopolski, kraju Polan); jest liczna – ponad 20 milionów mężczyzn w Europie. Wyłoniła się prawdopodobnie na południe od Karpat, zapewne w Basenie Dunaju. Wyróżniają ją rzadkie markery DYS464e-f-g, a zwłaszcza mutacja M-458, wspólna z gałęzią zachodniosłowiańską. Jej wspólny przodek żył około roku 500 przed Chr. W dunajsko-karpackiej ojczyźnie tej gałęzi mógł się zrodzić jakiś „kult” cesarza Karola niemieckiego i stąd upowszechnić się ogólnosłowiańskie słowo „król”. W dunajsko-karpackiej ojczyźnie mogła być też praojczyzna Polan polskich i naddnieprzańskich (zob. u Nestora). Interesujące jest i to, że ekspansja części tej populacji (zwł. z DYS464e-f-g), zapewne w połowie I tysiąclecia n.e., szła – jak wskazuje drzewo genealogiczne – w kierunku z zachodu na wschód, na Ruską Równinę i ku Morzu Białemu, więc w przeciwnym kierunku niż inne, znane w tradycyjnej literaturze naukowej, migracje w czasie wędrówek ludów – ze wschodu na zachód (s.1026).
(Tak więc ten jak i inne fakty nie potwierdzają tezy skrajnych allochtonistów polskich o nieobecności Słowian na naszych ziemiach przed połową pierwszego tysiąclecia naszej ery i o jedynym tylko kierunku ich ekspansji: znad Dniepru ku Wiśle i Odrze!).
UWAGA 1. Gałęzie zachodniosłowiańska i środkowoeuropejska, których wspólny przodek żył około 1900 lat przed Chr., są spokrewnione z gałęzią centralnoeurazyjską (CEA), ale miały gorsze niż ona warunki do rozwoju i dlatego ich populacja po przejściu przez demograficzną „szyjkę butelki” rozwinęła się dopiero w połowie pierwszego tysiąclecia przed Chr. Autorzy uważają bowiem, że haplogrupa R1a1a7 powstała w okresie znacznego przerzedzenia się (ale nie zaniku!) wcześniejszego osadnictwa haplogrupy R1a1a w rejonie środkowej Europy. Ten kryzys demograficzny R1a1a trwał od około 2500 do około 1000 r. przed Chr. Był on związany zapewne z naddunajską ekspansją populacji celtyckiej haplogrupy R1b1b2 około 2500 lat przed Chr.
UWAGA 2. Na ojczystym terenie gałęzi środkowoeuropejskiej i zachodniosłowiańskiej, a właściwie zapewne już wśród ich dalekich przodków, dokonywało się formowanie języka i etnosu prasłowiańskiego, a zarazem różnicowanie się języków indoeuropejskich. (Klosow jednak przypuszcza (Wiestnik t.3, nr 1, styczeń 2010, s. 2-56), że kentumowa odmiana języków i.e. powstała po spotkaniu się w Europie pierwotnie turkojęzycznej haplogrupy R1b1b2 ze słowiańską R1a1a około 2500 roku przed Chr. – teza z wielu względów nie do przyjęcia!). Ostatecznie ludności R1a1a7 środkowoeuropejskiej i zachodnio-słowiańskiej należy przypisać już skrystalizowany język prasłowiański, wydzielony w ramach satemowej odmiany języków indoeuropejskich, rozwiniętej w populacji centralnoeurazyjskiej (CEA) i jej przodków.
C. Haplogrupa R1a1a od około 2800 lat przed Chr.
10.11.12. Trzy gałęzie centralnoeurazyjskie.
To trzy duże populacje, upowszechnione od Wysp Brytyjskich poprzez Europę środkową i zachodni rejon Ruskiej Równiny do Indii (zob. mapa Rożanskiego, gałęzie rozróżnione kolorami). Wspólnych przodków tych trzech podgałęzi datuje się na około 1875 (żółty), 1700 (niebieski) i 1575 lat przed Chr. (czerwony kolor), zarówno w Europie, jak i w Azji środkowej i na Półwyspie Indyjskim. Ekspansja tych populacji prawdopodobnie zasilała w pierwszym tysiącleciu p.n.e. inne, zwłaszcza środkowoeuropejskie populacje, które wcześniej przeżywały demograficzną „szyjkę butelki”.
Po około 2800 r. przed Chr. dokonało się przybycie pierwszych populacji CEA z naddunajskiej Europy na Ruską Równinę (i dalej, na teren całej „postsowieckiej” Rosji). Haplotypy modalne trzech gałęzi centralnoeurazyjskiej, jak i ich MRCA, są prawie identyczne. Wschodnim ich populacjom R1a1a można przypisać m.in. wielkie wschodnioeuropejskie kultury archeologiczne (horyzont) Jamna, Poltavka, grobów zrębowych i wielką kulturę Andronowo ze słynnym „grodem” Arkaim (1800 lat przed Chr). Przedłużeniem ich ekspansji była migracja Ariów ku Azji Centralnej, Iranowi i Indiom. Zapewne z rejonu nadwołżańskiej i nadkaspijskiej Rosji dokonała się ekspansja R1a1a ku Kirgizji i Skandynawii (młodsza gałąź z około połowy pierwszego tysiąclecia naszej ery).
Gałęzi centralnoeurazyjskiej (CEA) na pewno przysługuje nazwa „Satemowcy”, czyli lud języka indoeuropejskiego odmiany satem (od satem ‚sto’ w językach słowiańskich i indoirańskich; w odróżnieniu od centum ‚sto’ w językach zachodnioeuropejskich).
13. Gałąź północnoeurazyjska, młoda, rozpowszechniona zwłaszcza na północny-wschód od Polski: Białoruś, Ukraina i Rosja. Jej MRCA datowany jest na około 425 lat n.e.
14. Gałąź zachodniokarpacka, niewielka i bardzo rozproszona. Jej MRCA żył około 150 lat przed Chr., a wspólny jej przodek z gałęzią środkowoeuropejską żył około 2700 lat przed Chr.
15. Młodsza skandynawska datowana jest na 100 lat po Chr. Jej przybycie do Skandynawii z Ruskiej Równiny (zza Donu stepów nadkaspijskich, czyli „z Azji” – jak głoszą skandynawskie eposy) trzeba datować na czas wędrówek ludów około połowy pierwszego tysiąclecia n.e. Natomiast wspólny przodek pochodzącego od niej „klanu Donaldów” na Wyspach Bryt. – 1175 (lub 1225) lat po Chr.
Wspólni przodkowie tych linii datowani są na czas około 2700-2200 przed Chr., a więc analogicznie do większości europejskich gałęzi. Zob. Migracja z południowej Syberii i Azji środkowej do północnej Europy z punktu widzenia genealogii Y-DNA
16. Gałąź północnokarpacka, rozpoznana głównie na terenie Polski. Jej MRCA datowany jest na 800 lat przed Chr.
17. Gałąź bałto-karpacka, mało wyraziście oddzielona i skoncentrowana. Jej MRCA żył około 625 lat przed Chr. Zaś jej przodek wspólny z gałęzią zachodniosłowiańską żył 2900 lat przed Chr.
D. Haplogrupa R1a1a – dwie gałęzie niepowiązane.
18. Gałąź kirgiska. Wspólny przodek gałęzi kirgiskiej żył około 800-1000 lat przed Chr.
19. Gałąź żydów aszkenazyjskich, rozpowszechniona zwłaszcza w pasie między wschodnim Bałtykiem a północno-zachodnim brzegiem Morza Czarnego. Ta populacja, datująca swojego przodka na 900 rok n.e., miała wspólnego przodka (ale wówczas jeszcze nieżydowskiego) ze środkowoeuropejską gałęzią około 4100 lat przed Chr., a z zachodniosłowiańską – z około 4250 lat przed Chr.
(Uwaga. Powyższe 1q9 gałęzi wymagają pewnych korekt). Inne badania europejskiej i polskiej części haplogrupy R1a1a i R1a1a7
1) Gwozdz i Mayka.
Z wynikami pracy A. Klosowa w dużym stopniu harmonizują badania amerykańskich genealogów polskiego pochodzenia, Piotra Gwoździa (Peter Gwozdz) i Wawrzyńca Majki (Lawrence Mayka).
L. Mayka prowadzi program FTDNA Polish Project . Rejestruje tam się wyniki analiz przeprowadzonych w pracowniach FamilyTreeDNA dotyczących materiałów z DNA, dostarczonych przez Polaków ; internetowa strona przedstawia rezultaty badań i identyfikacje haplogrup Polaków (aktualnie, w lutym 2010 – 1202 osób), a w haplogrupie R1a1a – podział na klastry, w zależności od haplotypów STR.
Dokładnym rozpracowaniem polskich haplotypów z haplogrup R1a1a i R1a1a7 zajmuje się P. Gwozdz.
Na swojej internetowej stronie Polish clades prowadzi analizę haplotypów, grupuje, oblicza czas populacji i ich migracji. W opublikowanej w JOGG Journal of Gnetic Genealog 5/2 2009 jego pracy i pojawia się więcej informacji na temat metody pracy i jej rezultatów (część II). Czas wspólnego przodka haplotypu P (u Klosowa: gałąź zachodniosłowiańska) z haplogrupy R1a1a7 Gwozdz datuje ogólnie na pierwsze tysiąclecie przed Chr. Ekspansje tej populacji z ziem polskich datuje na lata 400-500 po Chr. W innym miejscu pierwszego przodka tego haplotypu datuje na 400 lat po Chr. Słowiański haplotyp K, odpowiadający haplogrupie R1a1a, łączy nieśmiało z „kulturą” kurhanów (4000 lat przed Chr.), ale dopuszcza i wcześniejsze tysiąclecia, jak to zakładał Underhill.
Publikacja Underhill et al. (publikacja 4.11.2009), znacznie zmieniła dane wcześniejszych autorów, wskazały na Polskę jako na praojczyznę Słowian i miejsce powstanie polskiej mutacji R-M458 dla słowiańskiej populacji Europy.
UDZIAŁ SŁOWIAN w TWORZENIU STAROŻYTNYCH KULTUR
Populacje haplogrupy R1a z jej podgrupami są wraz z populacjami haplogrupy R1b głównymi twórcami nie tylko języków z rodziny indoeuropejskiej, ale także wielkiego dziedzictwa kultur duchowych i materialnych świata starożytnego i nowożytnego, zwłaszcza Europy.
Ubogi i prymitywny materiał ceramiczny tzw. kultury praskiej, korczakowskiej i podobnych, przypisywany przez archeologów wzorem G. Kossiny Słowianom VI w. n.e. i następnych, już teraz, w świetle wiedzy o haplogrupach R1a1a i R1a1a7, już nie niepokoi. Ta kulturowa prostota mogła być wytworem tylko niektórych, do V w. zapewne jakoś odseparowanych, niewielkich populacji słowiańskich, poruszonych ówczesnymi migracjami i zmianami demograficznymi; nie może ona więc świadczyć o prymitywizmie całej olbrzymiej populacji słowiańskiej wcześniej i w połowie pierwszego tysiąclecia po Chrystusie, obecnej przecież w mniejszym lub większościowym procencie na terytorium od Pirenejów, Islandii, wybrzeży Norwegii (Wikingowie) i Bałkanów – po Ural i daleko dalej na wschód, twórców wielu wielkich, znanych i wyrafinowanych kultur.
Ci właśnie, żyjący na terenach Europy środkowej i Południowo-Wschodniej Prasłowianie R1a1a i R1a1a7 (oraz populacje z nich wydzielone) byli na tych ziemiach twórcami lub współtwórcami wielu kultur archeologicznych, jak to ukazują mapy na portalu Eupedii.
Uwzględniwszy dotychczasowe dane antropologii, archeologii i językoznawstwa historycznego, wielu może odczuwać ogromne zaskoczenie dostarczonymi przez genealogię genetyczną, zwłaszcza geno-geografię danymi i powyższymi wnioskami. Ale trzeba też zachować ostrożność, przynajmniej do czasu przebadania ludzkiego materiału archeologicznego oraz udoskonalenia metod datowania, które nadal doprowadzają do wielu rozbieżności pozostawiają wiele niepewności chronologicznych.
W każdym razie teraz od wielu archeologów, zwłaszcza skrajnych słowiańskich allochtonistów, powyższe fakty będą wymagały wiele przysłowiowej wielkoduszności i przyznania się do pomyłek, zrozumiałych przecież z powodu dotychczasowej niewystarczalności narzędzi do ustalania etnicznego i czasowego znakowania kultur.

W nowym i korzystnym dla nas świetle staje także wyjątkowa zwartość i liczebność etniczna oraz tożsamość słowiańska Polaków, obecnych od wielu tysięcy lat na tej ziemi (Underhill ustalił nawet blisko 12 tysięcy lat), choć może z okresami znacznego regresu demograficznego, tzw. pustki osadniczej. Widać to szczególnie na tle sąsiednich krajów, zwłaszcza Niemiec (gdzie Germanów z normańskiej haplogruopy I-1 – nieco ponad 40%, ze zgermanizowanej części celtyckiej hg R1b 40%, a ze słowiańskiej R1a1a i R1a1a7 – 20%) oraz mieszkańców Czech i Słowacji (gdzie oprócz Słowian żyje dość liczna grupa celtycko-germańska z R1b odpowiednio Czechy 28% i Słowacja 17% oraz hg południowoeuropejska I-2, po 18%). I zadziwia nadto, zwłaszcza wobec genetycznej różnorodności w haplogrupie zachodnioeuropejskiej, genetyczna jednolitość całej haplogrupy słowiańskiej R1a1a, w której dotąd nie doszło do żadnej dalszej mutacji i wydzielenia się osobnej podgrupy genowej; na kontynencie europejskim (Polacy, Słowacy, Macedończycy, Ukraińcy, Rosjanie…) różnimy się tylko osobniczymi allelami w STR.
Szkoda tylko, że ci Słowianie, choć tak liczni, nie utworzyli wcześniej, już w starożytności, jednej zwartej grupy politycznej i własnego wielkiego i trwałego państwa. Teraz trzeba ich identyfikować nie tylko z późniejszymi Sklawinami, Antami i Wenedami (odVI w. po Chr.), ale i pod wieloma innymi, wcześniejszymi nazwami ludów starożytnej Europy, może łącznie z niektórymi „Sarmatami” (od III w. przed Chr. po późne średniowiecze), niektórymi „Scytami” (znanymi co najmniej od VII w. przed Chr.), Aorsami, Neurami, Budynami, Melanchlajnami, a zwłaszcza Ariami (ok. 1500 lat przed p.n.e.). Trzeba ich więc widzieć, i to już w starożytności, na Bałkanach i nad Dunajem, na rozległym terenie od Bałtyku po Morze Czarne, od ziem Rusi po Morze Aralskie, a nawet od Uralu po ziemie północnych Indii, Pakistanu i Iranu – wszędzie tworzących niekiedy prymitywne, ale niekiedy i bardzo rozwinięte i wyrafinowane kultury archeologiczne (zob. wyżej i na mapach Eupedii:
http://www.eupedia.com/europe/neolithic_europe_map.shtml) oraz systemy protopaństwowe.
Dzisiejsza przestrzenność i niemal jednolitość języków słowiańskich, nakładająca się na przestrzenność haplogrup R1a, każe nam zakładać podobną przestrzenność wcześniejszego, niezróżnicowanego jeszcze języka prasłowiańskiego. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że język jest głównym czynnikiem różnicującym ludzi i wytwarzającym świadomość odrębności etnicznej, ta wielka jednolitość i przestrzenność prajęzyka była zarazem hamulcem procesów politycznych. To tłumaczy trudności w identyfikacji i niewielką obecność Słowian w tekstach starożytnych historyków i geografów. Brak wyraźnego czynnika zagrożeń i między etnicznej rywalizacji nie wpływał na przyspieszenie integracji społecznej i mobilizacji gospodarczej. Dopiero w bliższym zetknięciu się z południowo i zachodnioeuropejskimi, zorganizowanymi społecznościami i państwami Słowianie uświadamiają sobie swoją odrębność, a nawet nadają sobie nazwę etniczną: Słowianie, jako ci mówiący zrozumiałymi słowami, w przeciwieństwie do „niemówiących” (psł. „niem”) lub mówiących niezrozumiałą mową, czyli Niemcami. Nazwą tą określano początkowo zapewne prawie wszystkich Nie-Słowian.”

.

Za:  http://upadeknarodu.cba.pl/etnogen-slowian.html

.
– – -

Ponadto podesłał mi Mezamir jeden z komentarzy na pewnym portalu:

„Dagome i inni apologeci hatatowcow/ss manow/banksterow i innych kossin,
takze wy archeologowie z Krakowa, oplacani z niemieckich i jewropejskich grantow – czytac co linkuje, kulic ogony i milczec, bo nic po za klamstwem nigdy nie mieliscie i nie macie i nie bedziecie mieli do powiedzenia.
Na szczescie, jak smierdzacy bak, przemijacie z wiatrem dziejow wy i wasza obzydliwa ideologia. Juz sie z was wszyscy smieja i juz niedlugo beda was, jak smierdzace skunksy z daleka wytykac palcami. Oby Slowianie nie potraktowali was kijem, lub co gorsza, jak wasi nazistowscy mocodawcy – gazem-strachem paralizujacym! Nie ma w NAS poprawnosci politycznej, ale za to budzi sie sluszny gniew po 2000 lat klamstwa, ludobojstwa i oszustwa!
I jak by bylo malo, to zaraz zamieszcze cytaty (link ponizej) z forum historykow z http://www.archeowiesci.pl, gdzie w przeciagu kilku lat od 2008, poznanscy i warszawscy archeologowie, historyct, antropologowie itd, sami profesjonalisci, zmielili na pyl i wdeptali w bloto wasze zaklamane faszystowsko-zydowskie klamstwa. Sami tego chcieliscie, tylko sie nie przerazac i obrazac! Jest tam tego okolo 750 postow i nie ma to tamto!
Od pokolen, cale zycie siedzicie w mentalnym szambie, wiec juz najwyzszy czas wrzocic do waszego wychodka granat, zeby was troche rozerwac, przy okazji zamykajac drzwi od wychodka, zeby nic sie z was nie ulalo!
KONIEC POBLAZANIA ZDRAJCOM POLSKI I SLOWIANSZCZYZNY!
SLAWA! SLAWA! SLAWA!”

.

Przytaczam też treść artykułu (z roku 2008):

.

Od kiedy Słowianie żyją nad Wisłą i Odrą?

Wojciech Pastuszka – 12 listopada 2008

Pogląd o przybyciu Słowian na ziemie polskie dopiero w VI wieku (tzw. model allochtonistyczny) jest już tak popularny, że uchodzi niemal za pewnik. Ale nie wszyscy się z nim zgadzają. Najnowsze argumenty przeciwko tej teorii przedstawił w Muzeum Archeologicznym w Poznaniu prof. Janusz Piontek z Instytutu Antropologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w wykładzie „Etnogeneza Słowian: od mitów ku faktom?”

Według allochtonistów praojczyzną Słowian były bagna Prypeci, z których ten nie odgrywający większej roli lud miał zupełnie nagle rozpocząć olśniewającą karierę historyczną i rozprzestrzenić na wielkim obszarze. Archeolodzy posłużyli się w tym przypadku pewnym założeniem demograficznym. Dowodem na brak ciągłości zasiedlenia i przybycie nowego ludu nad dorzecze Odry i Wisły ma być domniemane dwustuletnie wyludnienie na obszarach obecnej Polski między okresem wpływów rzymskich a wczesnym średniowieczem.

- Ci którzy mówią, iż z bagien Prypeci wyszły bardzo liczne grupy słowiańskie, które zasiedliły pół Europy w krótkim czasie – ok. 200 lat, nigdy nie wykazali, że doszło wśród nich do transformacji demograficznej, czyli istotnych przekształceń struktury społeczno-ekonomicznej w trakcie których dochodzi do raptownego spadku wymieralności osobników dorosłych i przedłużania życia osobników w okresie reprodukcyjnym, co przy nie zmienionym systemie płodności dawałoby bardzo wysoką liczbę dzieci w rodzinach i skutkowało wzrostem liczebnym populacji – wyjaśniał prof. Piontek

Profesor wykonał symulację demograficzną, uwzględniając poziom migracji i asymilacji. Następnie zagłębił się w materiale osteologicznym – badając szczątki kostne. Korzystał przy tym z wyników nowych wykopalisk, zwłaszcza badań autostradowych, któe dostarczyły nowych danych z odkrytych cmentarzysk. Dzięki temu badacz uzyskał materiały porównawcze (osteologiczne) zwłaszcza dotyczące okresu wpływów rzymskich z takich stanowisk jak Kowalewko, Rogów, Pruszcz Gdański.

Na tej podstawie oszacował jaka była dynamika rozwoju populacji w okresie wpływów rzymskich i wczesnego średniowiecza. Porównał dane dotyczące kultury wielbarskiej i te dotyczące wczesnego średniowiecza. Wyniki badań okazały się sprzeczne z poglądem allochtonistycznym.

Z ustaleniami antropologa idą w parze wyniki badań dr Roberta Dąbrowskiego, który zebrał bogaty materiał kraniologiczny dotyczący okresu wpływów rzymskich i wczesnego średniowiecza. Stosował metodę odległości Mahalanobisa, jaka uwzględnia poszczególne, indywidualne czaszki, a nie średnią arytmetyczną. Okazało się, że czaszki przedstawicieli kultury wielbarskiej (I w n.e. – V w. n.e.), przeworskiej (III w. p.n.e. – V w. n.e.), czerniachowskiej (III w n.e. – V w. n.e.) są bardzo podobne do czaszek Słowian.

Zdaniem prof. Piontka na podstawie jego badań i badań jego zespołu nie można obronić założenia wedle którego miała nastąpić dyskontynuacja morfologiczna wśród ludności zamieszkującej tereny obecnej Polski między okresem wpływów rzymskich a wczesnym średniowieczem. Podobieństwo jest niezwykle wysokie.

- My, antropolodzy nie twierdzimy, że wyjaśniamy tymi analizami zjawiska polityczne, historyczne, etniczne. Wskazujemy, że założona hipoteza allochtonistyczna zakładająca wyludnienie obszaru dorzecza Odry i Wisły i ponowne zaludnieniu nie jest właściwa – tłumaczył profesor.

- Brak różnic międzygrupowych między populacjami z okresu wpływów rzymskich a Słowian zachodnich w cechach kraniometrycznych i odontologicznych świadczy o podobnej strukturze genetycznej tych grup – zakończył wykład prof. Janusz Piontek.

Na podstawie Nauki w Polsce.

Za: http://archeowiesci.pl/2008/11/12/od-kiedy-slowianie-zyja-nad-wisla-i-odra/

.

***

.

Od siebie dodam – kompletnie nie przejmuję się germanofilskimi teoriamii allochtonicznymi dotyczącymi ziem słowiańskich. Jest w nich dokładnie tyle samo prawdy co w żydłackiej propagandzie, jakoby Słowianie byli dziczą żyjącą w lesie i dopiero żydo-chrześcijaństwo dało im rzekomo cywilizację i uczyniło ich ludźmi.
Odnośnie badań genetycznym mam też pewne opory. Etnogenezę Słowian bada się wyłącznie na podstawie męskiego chromosomu. A przecież do prokreacji i przekazania życia kolejnemu pokoleniu  potrzebna jest i kobieta – matka. A o niej badania milczą. W ten sposób „naukowo” czyni się nas „półsierotami” mającymi ojców, a pozbawionymi matek.

A na koniec dodam, że dla mnie Słowiańszczyzna to przede wszystkim Duch, a nie geny.
.

04_LadaLelaLejla
.
opolczyk

.

precz z jahwizmem

.

Ręce Boga

About these ads

14 thoughts on “O Słowianach, lingwinistyce, etnogenezie, genach i przyległościach…

    • Wywłaszczać nie po cenie rynkowej tylko po takiej po jakiej koncern wydobywający łupki uzna za „godziwą”. Czyli uznaniowej.

      Lubię

  1. Witam.. Ktoś napisał w którymś (nie mogę odnaleźć i się tam ustosunkować do niego ) wątku że zachód/lichwa boi się własnie Polaków najbardziej, boi się Ducha Słowiańskiego, wiele w tym racji i dodam że III wojna przeciwko Słowianom zaczęła się w 1999 roku bombardowaniem Serbii. Pierwsza ostra wojna po niszczycielskiej drugiej też skierowanej głownie przeciwko Słowianom.

    Lubię

  2. Do poczytania (wybór artykułów):

    http://www.eioba.pl/tadek1/articles

    w tym:

    „”

    Przenosząc się na prerię Ameryki Północnej napotkamy Apaczów z bardzo bogato razwiniętą mitologią , w której to jedyny Bóg Stwórca Ulsen wysłał na ziemię Ducha Gór pokrytych lodem jako przewodnika i nauczyciela dla ludzi. Bardzo ważnym bóstwem dla owych Apaczów było wyobrażenie Biało Malowanej Kobiety i jej syna Dziecka Wody z lodu. Przesuwając się znacznie na południe dotrzemy do Inków, dla których najważniejszym świętem było Inti Raymi – Święto Słońca, a jego przebieg wyglądał dokładnie jak chrześcijańska msza uroczyście koncelebrowana w obecności relikwi. Dodać należy, że w wyrażeniu Raymi użyto sylaby staroegipskiej „RA”, a czytane wspak słowo Inka bardzo koresponduje z boginią indyjską Agni. Skrajna różnorodność społeczności jak i fakty podane w innych felietonach powoli, acz systematycznie przesuwają granice naszego poznania, umiejscawiając powstanie najstarszego przesłania filozoficznego dla mnie oczywistego, iż miało to miejsce w centrum postania haplogrupy „R” Y-DNA, zaś nosicielami tej ideii byli przedstawiciele haplogrup powinowatych do „R” czyli haplogrupy „A”, „B”, „C”, „D”, „E” oraz „Q” .

    Wprowadzona przez genetyków zagwozdka dotyczy haplogrupy „P” o bardzo znikomym udziale w obecnej populacji ludzkiej z której niby ma się wywodzić „R” jest bezzasadne ze względu na jej słabość genetyczną, raczej możliwe jest wywiedzenie tej haplogrupy od „R” czyli na odwrót. Wymienione haplogrupy wyprowadziły specyficzny rodzaj filozofii jaki dziś nazwalibyśmy na wskroś ekologiczny w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa, połączony z uprawą roli, uzyskiwania pożywienia pracą rąk, z wykorzystaniem wiedzy przyrodniczej do uzyskiwania postępu tak duchwego jak i materialnego. Przedstawiciele tych haplogrup kierowali się „SŁOWEM” i ono przedstawiało dla nich najwyższą wartość i oni są właśnie twórcami GLAGOLICY, co znaczy mowy i wiedzy zapisanej odpowiednimi znakami nazywanej przez nich Bożymi Myślami zawartymi także w jej ligaturach. Przedstawione powyżej społeczności nastawione były skarajnie pokojowo, można powiedzieć pacyfistycznie co odzwierciedlają zachowania dzisiejszych ortodoksów religijnych wymienionych również.

    (…)

    Przedstawiciele podmiotowych haplogrup biorą swój początek w Afryce, ich epigonami są plemiona Bantu, Buszmeni, Pigmeje, oraz lud Baka. Ich cechy chrakterologiczne altruizm z pacyfistycznym nastawieniem życiowym uzupełnia równość wszystkich członów, grupa społecznych jak też duża symbioza ze środowiskiem nauralnym połączona z doskonałą jego znajomością, łącznie z zakresem medycznym. Rozdział wprowadzony w haplogrupie „R” na R1a i R1b uważam jest również zwykłym krętactwem wprowadzonym dla skomplikowania wywodzenia prawdy obiektywnej.

    Przy określeniu kodu genetycznego Tutanhamona zakwalifikowano go do R1b (haplogrupa celtycka), przy czym Katalończycy odznaczający się niemalże 90% nasyceniem swojej społeczności tąże haplogrupą mówią o sobie El Polaco, a ich sowa płomykówka nazywa się Lechuza.

    Drugim a zarazem przeciwstawnym zespołem haplogrup genetycznych są : „F”, „G”, „H”, „I”, „J”, „K”, „L”, „M”, „N”, „O”, oraz haplogrupa „S”, gdzie dokonano również zwkłego krętactwa klasyfikując „S” w początkowej fazie jako „K5” i bardzo nieodpowiedzialnie z tejże haplogrupy wyprowadzono po raz drugi haplogrupę „R”, jest to całkowicie nie jasne , gdyż w takim układzie „R” winna wywodzić się z „K”, a nie z „S” jest to trochę zawiłe jednak bardzo ważne dla obrazu otaczającej nas rzeczywistości. Wydaje mi się, że dalszy ciąg wywodu rozjaśni te zawiłości. Niniejsze haplogrupy od „K” do „O” wywodzą się z haplogrupy „S”, która swój początek bierze na Papui Nowej Gwinei, tam też żyją ludy, które wzorce swych zachowań powstałe w zamierzchłej przeszłości przekazały swoim następcom, przekazowi uległy także skłonności do pewnego typu chorób. Nie uzasadnioną roszczeniowość przedstawicieli tych haplogrup ilustrują zachowania mieszkanców Papui Nowej Gwinei, którzy jako Bóstwa uznali samoloty dostarczające wszelakie dobra białym kolonizatorom budujac im odpowiednie posągi w postaci tychże samolotów. Bardzo mocno przestrzegany rytuał oddzielenia świata kobiet i mężczyzn spowodował wytworzenie u nich skłoności homoseksualnych u obu płci. Skłonności pedofilskie o podłożu homoseksualnym są wynikiem praktyk stosowanych przez dorosłych mężczyzn Papuańskich wobec dzieci i młodzieży. Te haplogrupy cechuje bezwzględne postępowanie z wrogami jak i z pobratymcami i nie obcy jest im kanibalizm. Wśród kobiet z Papui po raz pierwszy zdiagonozowano chorbę Kreuzfelda Jakoba, wywołaną zjadaniem mózgu ludzkiego. W przeciwieństwie do haplogrupy „R” dla których cennymi zwierzętami były krowa, koza, czy kot dla przedstawicieli haplogrupy „S” najceniniejsze zwierzęta to świnia i pies, na których wzorowano swe zachowania łącznie z wzjemnym karmieniem piersią.

    Przedstawiciele tych haplogrup rzadziej są wegetarianami, natomiast cześciej są myśliwymi co pokrywa się z ich zamiłowaniem do jedzenia mięsa również psiego, nie wyłaczając różnego rodzaju robactwa. Takie i cały szereg innch zachowań spowodowały braki w wytwarzaniu pewnych substancji koniecznych dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Organizmy przedstawicieli tych haplogrup nie wytwarzają laktazy, która jest warunkiem przyswajania mleka w wieku powyżej trzech lat, nie wytwarzają także dostatecznej ilości melatoniny co burzy wskazania zegara biologicznego, a także nie pozwala na osiąganie wyższych stanow świadomości, jak też nie rozbudza uczuć wyższych. Taki stan rzeczy bardzo często wyzwala zachowania skrajnie okrutne. Spotykane w terminologi medycznej schorzenia oraz zespoły schorzeń o podłożu genetycznym w ogromnej większości dotyczą własnie tych haplogrup, są to między innymi : choroby skóry, choroby wieku starczego Alzhaimer, demencja starcza, częste urazy scięgna Achillesa, a także różnego rodzaju braki w pełnym rozwoju tak fizycznym jak i psychicznym. Bardzo istotnym szczegółem dotyczącym tych haplogrup jest niedostateczne wykształcenie organu mowy, co przekłada się na zniekształcone wypowiadanie głosek lub niemożność wypowiadania niektórych z nich.

    Powyższe haplogrupy cechuje również korzystanie z pracy niewolniczej, stamtąd wywodzi się również rasizm i jego pochodne. Natarczywość w narzucaniu nam Słowianom rasizmu jest wynikiem obłudy charakterystycznej dla społeczności wyżej opisanych, a nie opisane same się przypomną.”

    fragment z http://www.eioba.pl/a/3mdp/nowy-porzadek-swiata

    Lubię

  3. „W sferze materialnej Watykan przewidując upadek Wiecznego Miasta, podobnie jak w roku 1000 wybudował potężną bazylikę w Polsce na miejscu dawnej pogańskiej świątyni Lecha (krętacze historyczni mówią Licha) w Starym Licheniu przy tym dokonując zabiegu magiczno- głagolicowego zmieniając nazwę miejscowości w 2012r na Licheń Stary.”

    – może ktoś to potwierdzić jakoś, że LECH z bajki o trzech braciach miał sanktuarium w Licheniu?

    (cytat z http://www.eioba.pl/a/3n3u/czesc-trzecia-nowy-porzadek-swiata)

    Lubię

  4. Jedna z Fatimskich przepowiedni mówi że neojudaizmy upadną
    gdy ludzie nauczą sie czytać ze zrozumieniem,czyli myśleć.

    Lubię

  5. Niklot (zm. 1160) – książę obodrycki (1131-1160), był jednym z możnych plemienia Obodrzyców, który walczył z Niemcami i Duńczykami o wolność swego ludu m.in. podczas krucjaty połabskiej w 1147. Jedyny słowiański władca, który pokonał wyprawę krzyżową i powstrzymał przymusową niemiecką akcję chrystianizacyjną. Wrogo usposobiony do chrześcijaństwa, starał się jednocześnie przez całe panowanie o przyjazne stosunki z cesarstwem i panami saskimi, uważając to za główną podstawę istnienia państwa obodrzyckiego.
    Stał, wspólnie z późniejszym księciem wagryjskim Przybysławem, w 1128 na czele zbuntowanych przeciwko narzuconemu przez cesarza Lotara III z Supplinburga księciu Kanutowi Lavardowi wschodnich plemion obodrzyckich (tj. Obodrzyców właściwych i Warnów). Wzięty do niewoli, został osadzony w twierdzy Szlezwik, i wypuszczony dopiero po uznaniu tego ostatniego za władcę obodrzyckiego, opłaceniu okupu i daniu za siebie zakładników.
    Po zamordowaniu Kanuta Lavarda w 1131 obwołany księciem Obodrzyców i Warnów. W wyniku wyprawy wojennej cesarza Lotara na jego państwo musiał uznać niemieckie zwierzchnictwo nad księstwem. Był lojalny i wspomagał cesarza w jego działaniach na pograniczu (m. in. pomoc przy budowie twierdzy Segeberg). Zachował się biernie także w latach 1137-1143, kiedy to wskutek niepokojów w Saksonii po śmierci Lotara, władca sąsiednich Wagrów – Przybysław usiłował zrzucić zależność od cesarstwa.
    Dopiero w obliczu wyprawy krzyżowej z 1147 aktywniej zaczął działać w kierunku obrony względnej niezależności swojego państwa. Zaczął fortyfikować najważniejsze grody, m.in. Dubin i starał się pertraktować ze swoimi sojusznikami w cesarstwie, głównie z Adolfem II z Schauenburga, grafem holsztyńskim, w celu ochrony swojego księstwa przed krucjatą. Wobec fiaska tych rozmów zaplanował najazd na sąsiednią, już saską, Wagrię (czerwiec-lipiec 1147), zakończony zdobyciem miasta Lubeki (zamek się obronił), twierdzy Segeberg i wzięciem do niewoli znacznej liczby kobiet i dzieci. Podczas krucjaty z tego roku Niklot dowodził osobiście obroną Dubina, zadając najpierw klęskę flocie duńskiej, w wyniku czego doszło do odstąpienia od oblężenia połączonych lądowych sił sasko-duńskich. Po zakończeniu działań wojennych zawarł pokój z wojskami krzyżowymi w Dubinie, na zasadzie status quo ante, i na mocy którego Obodrzyce mieli uznać zwierzchnictwo saskie i zobowiązać się do przyjęcia chrześcijaństwa.
    Wobec zdecydowanej wrogości Niklota w stosunku do wprowadzonej na mocy pokoju dubińskiego organizacji kościelnej na jego ziemiach, nie doszło do napływu księży chrześcijańskich do jego państwa. Wyczerpane walką z wojskami krzyżowymi państwo Niklota nie było w stanie samo poradzić sobie z secesją dwóch plemion: Chyżan i Czrezpienian w 1151 i został zmuszony do szukania pomocy w ich ujarzmieniu u grafa Adolfa. Wobec osamotnienia państwa obodrzyckiego po 1147, Niklot pozostawał uległym wasalem saskim, posyłając posiłki na wojnę z Danią w 1156. Rachuby, aby utrzymać istnienie państwa, zostały przekreślone wyprawą Henryka Lwa, księcia saskiego i bawarskiego, wnuka cesarza Lotara III.
    Śmierć Niklota (Niklots Tod) – obraz Theodora Schloepkego z lat 1855/1857 eksponowany w Staatliches Museum Schwerin
    Wobec zawiązania w 1160 koalicji między księciem saskim a królem duńskim Waldemarem I Wielkim, próbował dokonać ataku na ziemie wagryjskie i ponownie zdobyć Lubekę. Niepowodzenie tej akcji spowodowało konieczność spalenia kilku grodów, takich jak Iłów, Mechlin, Skwierzyn i Dubin, aby nie wpadły one w ręce wroga, i wycofanie się Niklota wraz z wojskiem do grodu Orle (Wurle) leżącego nad rzeką Warnawą na granicy ziemi Chyżan, gdzie pragnął się bronić. Zginął w czasie bitwy pod Orłem (dziś Wurle k. Butzow w Meklemburgii) w 1160 roku podczas najazdu Henryka Lwa na jego ziemie. Zajęte tereny stały się lennem niemieckiego księcia, które nadał synom poległego władcy Słowian: Przybysławowi i Warcisławowi.
    Od jego syna, Przybysława (Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.

    Jomswikingowie z Jomsborga. Chąśnicy, słowiańscy wikingowie.
    Jest druga połowa X wieku, gdy państwo Piastów krzepnie i rozwija swój obszar w kierunku morza. Po ciężkich walkach Pomorzanie ulegają. W 967 roku Mieszko I rozciąga swoje władztwo na ujście Odry i Pomorze z Wolinem. Około 970r. król duński Harald Sinozęby wchodzi w układy z Wolinianami i zakłada przy Wolinie warowny Jomsborg. Ta twierdza wikingów powstaje na Srebrnym Wzgórzu, gdzie znajduje się podgrodzie wielkiego Wolina. Pierwszym jarlem Jomsborga zostaje Palnatoki, który buduje ogromny port dla 300 statków! Wkrótce Wolinianie rozwijają istniejącą stocznię, aby zbudować solidne statki dla wikingów Jomsborga. Poszycie tych okrętów jest konstruowane na zakład, a dachówkowato zachodzące na siebie wzdłużne deski sięgają od dziobu do rufy. Zapewnia to okrętom lepszą stateczność na falach i niebywałą prędkość w sprzyjającym wietrze, gdyż powietrze zbierające się w załamaniach poszycia zmniejsza tarcie i opory okrętu nawet o połowę!
    Szukający przygód młodzi Wolinianie zaciągają się na służbę do tej wojskowej twierdzy, w której mogą mieszkać tylko silni i sprawni mężczyźni. Kobiety mają tam wstęp wzbroniony. Słabi nie wytrzymują trudów szkolenia w posługiwaniu się ciężkim bojowym łukiem, toporem czy mieczem i tarczą oraz wielogodzinnego wiosłowania, a także krwawych walk na morzu. Jeżeli ktoś nowy chce wziąć udział w morskiej wyprawie jomswikingów, musi walczyć na śmierć i życie. Dopiero gdy zwolni sobie miejsce zabijając konkurenta – może ruszać w rejs. Zostają tylko najlepsi, dlatego już wkrótce normańsko – słowiańscy jomswikingowie sieją postrach na Bałtyku.
    W 974r. powracający z Rusi norweski jarl Olaf Tryggvason toczy bitwę morską ze Słowianami. Wkrótce jarl zmaga się również z Duńczykami. Jego wojskowy talent dostrzega Mieszko I, który zaprasza młodego Norwega do swojej drużyny. W 984r. córka Mieszka Świętosława zostaje żoną szwedzkiego króla Eryka. To sprzyja wspólnej polsko – szwedzkiej polityce w obszarze Bałtyku. W 985r. wspólna wyprawa Duńczyków i jomswikingów pokonuje w cieśninach flotę norweskiego jarla Haakona. W tym samym roku, podczas wielkiej bitwy nad rzeką Fyris w Szwecji, wojowników Eryka wspomagają Polacy. Wojowie z licznego orszaku Świętosławy odcinają posiłki duńskie ciągnące na pomoc wrogowi Eryka, jarlowi Strybjornowi Starki. Również wojsko polskie obsadza wyludnioną warownię wikingów – Jomsborg na Srebrnym Wzgórzu w Wolinie! To uniemożliwia jomswikingom Palnatokiego powrót do warownego portu, który zbudował tutaj jarl. Od tej pory namiestnikami Jomsborga będą jarlowie sprzyjający piastowskim interesom nad Bałtykiem. Pierwszym z nich zostaje Olaf Tryggvason, który wcześniej przez rok lub dwa przebywa w drużynie Mieszka I. Zna więc Piastów i ich język. Przez pięć lat Tryggvason piastuje funkcję jarla Jomsborga – Wolina w służbie polskiej. Spisuje się znakomicie skoro jego imię jest coraz bardziej znane. Ceni sobie wyprawy z jomswikingami. Odmawia nawet niemieckiemu cesarzowi Ottonowi II, gdy ten chce uczynić go księciem w Saksonii. Jest ambitny. Rośnie w siłę i marzy o norweskiej koronie.
    W 986r. wskutek ran odniesionych w walce o tron ze swoim synem Swenem Widłobrodym, umiera w Jomsborgu – Wolinie król duński Harald Sinozęby. Tymczasem Tryggvason postanawia pokonać flotę władającego Norwegią jarla Haakona. Na czele jomswikingów płynie do wybrzeży Norwegii. Bitwa jest zażarta, jednak to starcie z jomswikingami w zatoce Hjoerungavag wygrywa Haakon. W 991r. zostaje zorganizowana wielka wyprawa króla Swena Widłobrodego i jomswikingów na Anglię. Tym razem wojownicy z Jomsborga odnoszą zwycięstwo nad angielskimi wojskami. W 995r. Olaf Tryggvason na czele własnej floty wspomaganej przez jomswikingów najeżdża Norwegię i pokonuje wreszcie jarla Haakona. Po wypędzeniu jego synów ogłasza się królem Norwegii, którą włada tylko pięć lat. Jego konflikt ze Świętosławą – Storradą sprawia, że Tryggvason rusza swoją wielką flotą na słowiańskie wody. Czyżby chciał panować również w Jomsborgu i ujściu Odry? Na wysokości wyspy Rany (Rugii) czekają już na niego królewskie floty Danii, Szwecji i Polski. Dnia 9 września 1000r . flota Słowian i polskiego Wolina uczestniczy w największej z bitew wikingów: morskiej bitwie królów pod Svoldern (Zwłodziem), zakończonej klęską floty norweskiego króla Olafa Tryggvasona i jego śmiercią.
    Tymczsem w Jomsborgu rządzi w imieniu Bolesława Chrobrego przebiegły jarl Sigwaldi. Musi solidnie pilnować piastowskich interesów skoro w 1007r. sami Wolinianie skarżą się cesarzowi na twarde rządy Bolesława Chrobrego. W 1012r. jomswikingowie uczestniczą w zwycięskiej bitwie pod Canterbury w Anglii. Rok 1043 przynosi wyprawy Słowian i jomswikingów na Duńczyków, zdobycie miast Hedeby i Arhus. Niezwykle silna, odwetowa wyprawa króla Magnusa dotkliwie niszczy Jomsborg i podgrodzia Wolina. Ale Jomsborg odbudowuje się, skoro w 1069r. flota Słowian i jomswikingów uczestniczy w zwycięskiej wyprawie morskiej na Anglię, zorganizowanej przez króla duńskiego Svena II Estrydsena. W roku 1106 młody norweski król Sigurd sprzymierza się z jomswikingami i wyrusza na wielką wyprawę krzyżową przeciwko Saracenom. Zwycięski król w chwale wraca do Norwegii. Co się stało z jomswikingami – o tym kroniki milczą. Może pozostali w słonecznej Italii, albo też na służbie u bajecznie bogatych arabskich książąt, we flotach których często pojawiają się żeglarze – dowódcy o słowiańskich i normańskich imionach.
    Niektórzy historycy twierdzą, że Jomsborg i jomswikingów wymyślili skandynawscy skaldowie u schyłku XIIw, zlepiając w jedną całość wszystkie dokonania słowiańskich chąśników z Wolina oraz innych pomorskich portów, aby przypisać je normańskim wikingom. Ale to już wyzwanie dla wnikliwych, ambitnych historyków.
    Wrzesław Mechło za http://www.wrzeslaw-legends.yoyo.pl/jj.html

    KRUCJATA NA SŁOWIAN
    W roku 1147 pod hasłami walki z niewiernymi rozpoczęła się kolejna wielka krucjata. Armie krzyżowców organizowały wyprawę na Jerozolimę. Władcy sascy postanowili wykorzystać sytuację, aby zająć ziemie należące do Słowian. Powszechnie rozgłosili, że pod bokiem, nad Bałtykiem mają pogańskich sąsiadów i muszą im przynieść chrześcijaństwo. Papież zezwolił książętom saskim zamianę Saracenów na Słowian. Chrześcijańskim rycerzom idącym za Łabę przysługiwały takie same przywileje, odpusty i nagrody w niebie jak krzyżowcom pod warunkiem, że żaden nie przyjmie od pogan okupu, bo to by umacniało niewiernych w błędach ich wyznania. Sasom było na rękę wymordować nieposłusznych, a pozostałych zniewolić pod pretekstem niesienia chrześcijaństwa. W porozumieniu z Duńczykami ruszyła wielka wyprawa krzyżowa na Obodrzyców i chrześcijańskich Pomorzan.
    Obodrzycki książę Niekłót (Niklot) zorientował się w sasko-duńskich knowaniach. Uznał, że nie ma sensu czekać na wojska krzyżowców, lecz należy wyprzedzić ich działania i zniszczyć zapasy, z których mogą korzystać. W tym celu potajemnie zebrał znaczne siły morskie. Nocą przeprawił się przez zatokę zwaną dzisiaj Meklemburską i skierował flotę do ujścia rzeki Trawny (obecnie Trawe). Postanowił zaatakować ziemię wagryjską zanim saskie wojska wtargną do jego państwa. O świcie dnia 26 czerwca słowiańska flota podążała ku wielkiej Lubece – miastu, które już w 1143r. wymusiło od Danii przywilej wyłączności solenia i rozprowadzania śledzi. Należy podkreślić, że Lubeka była pierwszym nadbałtyckim portem zdobytym przez Niemców na Słowianach.
    Mieszczanie dostrzegli niebezpieczeństwo i zorientowali się w sytuacji. Postanowili natychmiast powiadomić rycerzy grodu oraz ludzi w mieście o zagrożeniu. Jednak na niewiele to się zdało, bowiem wszyscy: i w porcie i w mieście, byli pijani od nocnego świętowania. Już cieszyli się na przybycie armii krzyżowców, która miała obrócić w perzynę grody słowiańskich sąsiadów. Dlatego niespodziewany obodrzycki atak był niezwykle skuteczny. Statki w porcie stanęły w płomieniach i wkrótce poszły z dymem. Podobnie nadbrzeżne zabudowania i magazyny. Zginęło ponad trzystu mężczyzn, którzy próbowali walczyć ze Słowianami. Inni poszli w niewolę. Ci, którzy zamknęli się w warownym grodzie musieli wycierpieć dwudniowe oblężenie. Słowiańskie oddziały konne przemieszczały się po ziemi wagryjskiej, rujnując, co tylko napotkały! Aby pozbawić krzyżowców zapasów żywności wzniecano pożary. Płomienie trawiły pola uprawiane przez osadników z Westfalii, Niderlandów i innych kolonistów. Kto próbował opierać się zbrojnie – zginął, a jego żony i córki uprowadzano w niewolę.
    Gdy tylko o słowiańskiej wyprawie dowiedział się niemiecki władca Holsztynu i Wagrii hrabia Adolf, natychmiast zaczął gromadzić wojska, z którymi ruszył, aby wypędzić najeźdźców. Skoro wieść o tym doszła do Słowian, powrócili na swoje śmigłe statki pełne niewolników i wspaniałych łupów, po czym wrócili do swoich siedzib.
    Dokładną relację z tej wyprawy znamy z kroniki Helmolda – ówczesnego proboszcza Bozowa w ziemi Obodrzyców, który pisze:
    “Niklot czując, że wyruszenie wyprawy zostało już bezapelacyjne postanowienie, przygotowuje potajemnie siły morskie i przepłynąwszy cieśninę [Meklemburską],skierowuje flotę do ujścia Trawny /Trawe/, pragnąc ugodzić ziemię Wagrów zanim by jeszcze wojska saskie wtargnęły do jego państwa. O świcie dnia, w który obchodzi się święto męczenników Jana i Pawła [tj. 26. VI], flota Słowian wpłynęła przez ujście Trawny. Wtedy mieszczanie niemieckiej Lubeki, usłyszawszy zgiełk wojska, przywoływali mężów grodu mówiąc: “Usłyszeliśmy odgłos wielkiej wrzawy nadchodzącego tłumu i nie wiemy, kto by to był?” Wysłali również gońców do miasta i na targowisko, zawiadomić o grożącym niebezpieczeństwie. Lecz lud pijany od mnóstwa trunków nie dał się oddalić ani z ulic, ani ze statków, dopóki otoczeni wrogami nie utracili przez podłożony pożar łodzi obładowanych towarem. Tego dnia zginęło powyżej trzystu mężów [...] Następnie ci, którzy byli w grodzie, musieli wycierpieć dwudniowe oblężenie. Natomiast oddziały konne przebiegające całą ziemię Wagrów rujnowały, co tylko zastały. Żarłoczny płomień strawił opole darguńskie i cokolwiek w dół Trawny uprawione było przez Westfalów, Holendrów i innych obcych kolonistów. Urządzili także rzeź tych dzielnych mężów, którzy przypadkiem próbowali opierać się zbrojnie, a ich żony i córki uprowadzili w niewolę [...] Dowiedziawszy się o tym hrabia Adolf, władca Holsztynu i Wagrii, zgromadził wojska do walki ze Słowianami i wypędził ich ze swej ziemi. Skoro wieść o tym doszła do Słowian, powrócili do statków i odpłynęli obciążeni pojmanymi ludźmi i różnym dobrem, które byli zrabowali w ziemi wagryjskiej”…
    Główne siły krzyżowców nie zdołały pomóc Lubece, gdyż z trudem oblegały słowiański gród Dąbin (Dobbertin) oraz położony w pobliżu Zwierzyn (obecnie Schwerin) W Zatokę Wyszomierską wpłynęło prawie dwa tysiące duńskich statków, które dostarczyły stutysięczną armię wojowników biorących również udział w oblężeniu. Duńczycy zajęli port w Wyszomierzu (obecnie Wismar). Tymczasem obrońców Dąbina postanowili odciążyć pobratymcy z Rany. Wróżba świętowita w Arkonie wypadła pomyślnie i wielka rańska flota przybyła Obodrzycom na odsiecz. Słowiański atak ugodził zaskoczonych Duńczyków tak silnie, że nawet ich dowódca Asker – wielki biskup Roskilde – stracił głowę i ze świtą uciekł na ląd, pozostawiając swoje statki. Stojąca na zewnątrz flota Skanów została całkiem zniszczona. Tymczasem Niekłót śmiałym wypadem z twierdzy rozbił wojsko duńskie oblegające Dąbin i wiele tysięcy Duńczyków “zgładziły słowiańskie miecze”. Do tego doszła wieść o napadzie Słowian na ich flotę. Przestraszeni Duńczycy wycofali wojska z oblężenia Dąbina, powrócili na statki i zaatakowali Ranów, którzy jednak na swoich znacznie szybszych statkach bez trudu umknęli pościgowi. A cel, jakim było odciążenie obrońców Dąbina, został w pełni osiągnięty. Obwiniający się wzajemnie za klęskę skłóceni Duńczycy nie powrócili już wspomagać krzyżowców, lecz na ocalałych okrętach uciekli do swoich grodów.
    Podobna, wzajemna pomoc Słowian ochroniła przed zdobyciem i zniszczeniem przez wojska krzyżowe warowny Dymin (obecnie Demmin) nad rzeką Trzebszą (Trebel) i pobliski Mechlin (obecnie Meklenburg). Słowianie coraz częściej robili wypady z obleganych grodów, a ich niewielkie odziały skutecznie nękały krzyżowców.
    Całkowitą militarną i moralną kompromitacją wyprawy krzyżowej na ziemie Słowian okazał się nadodrzański Szczecin, na wałach którego biskup Wojciech, dawny kapelan Bolesława Chrobrego umieścił chrześcijańskie krzyże. Następnie wyszedł z procesją przed wały grodu i wytłumaczył krzyżowcom, że chrystusowa religia trwa na tej słowiańskiej ziemi już od 1124 roku. A wprowadził ją nie kto inny, tylko sam biskup Otton z Bambergu. Zarzucił przy tym saskim książętom ich gwałty i grabieże podkreślając, że nawracanie jest sprawą pokoju, a nie oręża i rozlewu krwi. Po otrzymaniu wynegocjowanego okupu krzyżowcy odstąpili od miasta. Przy stracie wielu ludzi, bez większych łupów, z opuszczonymi głowami rycerze krzyżowi wracali spod Szczecina do domu. Dołączyły do nich bezskutecznie oblegające Dąbin i Dymin wojska krzyżowe, których jedynym osiągnięciem było to, że Niklot obiecał im przyjąć chrześcijaństwo i wypuścić jeńców. Tak właśnie wielka i szumna wyprawa krzyżowa na Słowian północy zakończyła się nieoczekiwanie marnym skutkiem, a nawet kompromitacją saskich wichrzycieli.

    Wrzesław Mechło za http://www.wrzeslaw-legends.yoyo.pl/kruc.html

    SLAWA! SLAWA!SLAWA!

    SŁOWIANSKA SIŁA ZBROJNA – SLAVIC ARMED STRENGHT

    Słowianie, najliczniejsza etnicznie i językowo indoeuropejska grupa ludnościowa w Europie, zamieszkująca obecnie środkową, wschodnią i południową część tego kontynentu. W średniowieczu, od Vw. Słowianie Zachodni zamieszkiwali ziemie między Morzem Bałtyckim, Łabą, Hawelą, Odrą i Wisłą. Zwani też byli Wenedami (raczej niesłusznie) lub Chąśnikami. Część plemion (Słowianie Połabscy) zajmowała tereny między Odrą i Łabą i dalej na zachód, w okolicach dzisiejszego Hamburga i do Bawarii i Tyrolu (Żytyce, którzy wymieszali się z Bawarami i Szwabami, Bawarzy pochodzą częściowo od Awarów, ludu ugro-ałtajskiego ale to inne zgadnienie). Ich łupieżcze wyprawy wojenne docierały do dzisiejszej Francji – Alzacja, złupienie i spalenie Strassburga (nękając tamtejsze plemiona germańskie Franków, Burgundów, Allemanów, Wizygotów, Herulów, Anglów, Jutów, Sasów, oraz celtyckich Galów i Belgów), Szwecji, Norwegii, Kurlandii, wysp Bornholmu i Gotlandii oraz Wysp Alandzkich. Systematycznie napadali na Duńczyków (Ranowie), docierali do Brytanii, wszędzie siejąc pożogę, śmierć i przerażenie. Ranowie, Obodryci i Wieleci a prawdopodobnie również Słowianie z dzisiejszego Pomorza, samodzielnie lub wspólnie z Waregami (wikingami szwedzkimi) penetrowali ziemie ruskie wzdłóż rzeki Wołgi aż do Konstantynopola. Słowianie Południowi pustoszyli Peloponez (Grecja), Bizancjum (Konstantynopol). Docierali do greckich wysp na Morzu Egejskim, wybrzeży Anatolii (Turcja) a nawet do Egiptu (złupienie Aleksandrii).

    Dlaczego piszę o Słowianach? Temat w czasie dzisiejszej globalizacji i postępu technologicznego tak niemodny, interesują się nim tylko naukowcy i nieliczni entuzjaści. Ja jednak odczuwam taką potrzebę, może to taki zew krwi, może to tzw. pamięć genetyczna. Może, mimo tego że przecież już od dość dawna nie jestesmy czyści rasowo na skutek zawirowań historycznych, wędrówek ludów, wojen, obcego osadnictwa. Mamy w sobie genotyp różnych ludów europejskich i azjatyckich, różne są też typy antropologiczne. Ja posiadam bardzo rzadką w Polsce i na świecie grupę (podgrupę) krwi: A1B Rh – (minus). Główna grupa AB na ogół nie przekracza 8 % w Polsce i na świecie, podgrupy 1 i 2 jeszcze mniej tylko to chyba, jak się wydaje, o niczym istotnym nie świadczy.

    Trochę mało znanych ciekawostek o Słowianach
    Słowianie, o czym nie wszyscy zdają sobie sprawę, byli ludem ekspansywnym. Ślady ich osadnictwa znajdowano w różnych krajach. Zasiedlili Grecję (Peloponez), Kretę, Azję Mniejszą, Syrię, Półwysep Iberyjski, Maroko. Liczni Słowianie występowali w Egipcie. Poza tym osady słowiańskie znaleziono w Skandynawii, na wyspach Bornholm i Gotlandii, które były też systematycznie przez nich napadane i łupione, oraz w północnych Włoszech. Ślady osadnictwa w Islandii datuje się mniej więcej na ten sam okres co osadnictwo Germanów skandynawskich. Przypuszcza się że mogli brać udział wspólnie z Norwegami Leifa Ericsona w wyprawach do Grenlandii i do Nowego Świata – czyli Ameryki nazwanej wtedy przez nich Vinlandią. * Słowianie, co było rzadkością w średniowieczu, dbali o higienę. Każda wieś posiadała przynajmniej jedną łaźnię. * Skandynawowie przejęli od Słowian topór. Nawet nazwa pozostała ta sama taparoex. * Berlin, Drezno, Lipsk, Greifswald, Brema, Wolgast, i wiele innych miast niemieckich zostało założonych przez Słowian.* Niektóre monety Bolesława Chrobrego miały napisy w cyrylicy. Na monetach Mieszka I, obok będącego w centrum krzyża, znajdują się swastyki, czyli symbole solarne. * Nieodłącznym elementem mody słowiańskiej były kabłączki skroniowe. Kobiety zawieszały je na opasce noszonej na głowie w ten sposób, że zwisały one na wysokości skroni. Po miejscu ich występowania możemy poznać, gdzie przebywali Słowianie, a gdzie nie. * Słowianie budowali wspaniałe łodzie przystosowane do podróży morskiej. Różniły się one od skandynawskich tym między innymi, że były mniej smukłe, czyli mniej szybkie i mniej zwrotne, ale za to mniej wywrotne i przystosowane do transportu koni (ogółem do łodzi wchodziło 40 ludzi i kilka koni). Na tych łodziach Słowianie łupili Wikingów i Brytów (Piktów, Szkotów, Anglów). Jedną z metod walki na morzu z Wikingami było taranowanie ich długich łodzi – drakkarów, które jako mniejsze i słabszej konstrukcji nie wytrzymywały uderzenia. Systematyczne wyprawy wojenne Ranów na Duńczyków doprowadziły do utraty jednej trzeciej części mieszkańców Danii. * Nazwy czterech rodzajów statków przejęli Wikingowie. Ich łodzie były budowane przy użyciu gwoździ, które w kontakcie z wodą morską szybko ulegały korozji. Słowianie natomiast używali drewnianych klinów i kołków co bardzo przedłużało ich trwałość. * Dzięki Słowianom Germanie południowi (np. Niemcy) zaznajomili się z ogórkami (gurken), a także z czereśnią turecką i brzoskwinią, hodowaną w Polsce już w IX w. * Słowianie byli mistrzami w budowie drewnianych mostów. Najdłuższy z nich na jeziorze Teterow (obszar dawnego RFN) liczy 3 m szerokości i 750 m długości. * Germanie przejęli od Słowian słowo gród. Widać to choćby w takich określeniach: asgard, gardarike itp.

    WIKINGOWIE I SŁOWIANIE. Najnowsze odkrycia.
    Jak dowiadujemy się z najnowszych odkryć archeologicznych przeprowadzanych przez polski zespół archeologów na Dalekiej Północy pod kierunkiem prof. Przemysława Urbańczyka, słowiańscy żeglarze, niewykluczone, że nawet z terenów położonych nad Wisłą, uczestniczyli w wyprawach Wikingów na północny Atlantyk a co więcej brali udział w zasiedlaniu dalekiej Islandii. Potwierdzają to, odkryte w ostatnich latach w Skandynawii ślady typowo słowiańskich chat z IX – X wieku, zupełnie odmiennych od ówczesnej zabudowy miejscowej. Takie chaty znajdują się w Danii, Szwecji, Norwegii oraz właśnie na Islandii. Polscy archeologowie zajmują się badaniami na Islandii od 1999 r., poszukując najstarszych śladów osadnictwa na wyspie. Profesor Urbańczyk prowadził także wiele badań m.in. na Lofotach, gdzie odkrył zaginione miasto Wikingów – Vagan, oraz za kręgiem polarnym, na przylądku Norkap. Jak podkreślał, od samego początku badań na wyspie lodu, pojawił się wątek słowiański, bowiem znanym jest faktem, że Słowianie wraz z Wikingami docierali do północnej Norwegii, i na Islandię, i tam też się osiedlali. Nie byli to ani jeńcy ani niewolnicy, bowiem w tradycji Wikingów budowa domów była atrybutem ludzi wolnych. Wikingowie nie tworzyli jeszcze jednorodnego narodu, byli raczej kastą czy grupą zawodowych kupców, żeglarzy i piratów. Nie wiemy też dokładnie jacy Słowianie zatem przystępowali do tej nordyckiej społeczności, choć mówi się o Połabianach. Wikingowie cenili ludzi potrafiących walczyć i budować okręty, ludzi znających się na żeglowaniu. Zatem Słowianie słynący z tych cech, a także znani z piractwa na Bałtyku i Morzu Północnym nie byli przez Wikingów odtrącani. Osadnictwo na Islandii doprowadziło jednak do znacznej dewastacji wyspy (m.in. wycięto lasy), choć sprowadzono na nią bydło, niezbędne do przeżycia w tamtych czasach.

    Wbrew romantycznym wizjom świtu naszej państwowości, którym tak chętnie ulegamy, powstanie Państwa Polskiego, które ostatecznie miało miejsce w połowie X wieku, nie mogłoby dokonać się bez udziału siły, a postępująca centralizacja władzy książęcej nie istniałaby bez wiernej siły zbrojnej – drużyny.
    IGOR D. GÓREWICZ 2004-05-06
    Niestety tworzeniu się tego istotnego aspektu państwowości słowiańskiej towarzyszą stwierdzenia o zewnętrznym czynniku “inspirującym” Słowian do organizacji siły wojskowej.

    “Pierwsza armia państwowa”
    Już w poprzedzających Mieszka I wiekach rozpoczęło się kształtowanie instytucji drużyny, a wybitny badacz słowiańszczyzny Henryk Łowmiański zauważył, iż “zjawisko drużyny w jego pierwotnej postaci jest znane społeczeństwom przedpaństwowym”[1]. Większość badaczy przyznaje ponadto, iż drużyna była głównym czynnikiem podpierającym władzę książęcą[2].Trudno więc obronić pogląd, iż utrzymywana w takich warunkach drużyna nie była wprawna w walce i wymagała zewnętrznego czynnika szkoleniowo-organizacyjnego w swoim składzie. Reasumując, wczesne drużyny grodowe znane były plemionom prapolskim od dawna, a przynajmniej od początku X wieku.

    W wyniku powiększania władzy książęcej mamy do czynienia z drużyną ściśle już państwową, która szczyt swej potęgi datuje od połowy owego wieku. Trzeba też dodać, że o informacje o wojskach Mieszka I i Bolesława I Chrobrego podaje szereg źródeł, ale żadne z nich nie wspomina o obcym jej pochodzeniu, czy importowaniu sposobów walki. Wręcz przeciwnie zawsze podkreślana jest siła władców słowiańskich, czy polskich i ich ludu. Te same źródła mówią o zaopatrywaniu drużyny przez księcia w sprzęt wojskowy, odzież, otaczaniem “opieką socjalną” ich rodzin, rozporządzaniem ich ożenkiem, co dowodzi, iż była to formacja stanowiąca w zasadzie zalążek armii państwowej, a nie najemnicy, którym płaci się za usługę. Czy więc rzeczywiście wcześni książęta polańscy i polscy mogli polegać na tak niezależnym i nietrwałym czynniku, jak opłacani najemnicy?

    Wybitny archeolog, prowadzący przez dziesiątki lat wykopaliska na Wolinie, były dyrektor Muzeum Narodowego w Szczecinie, znawca tematyki wczesnego średniowiecza prof. Władysław Filipowiak, w wywiadzie z 2000 roku zapytany o rzekomych najemników normańskich w drużynie Mieszka I powiedział: “Już była dyskusja na ten temat i nie ma co więcej dyskutować (…) Jeśli nawet uczestniczyli w niej (drużynie – przyp. I.G.) inni, to znaczną większość musieli stanowić miejscowi woje i ci decydowali o wszystkim”.[3] Zdecydowanie odrzucił też możliwość udziału najemników wskazując, iż mamy tu do czynienia z “pierwszą armią państwową”.

    Sztuka wojenna Słowian

    Jeden z najznakomitszych znawców Słowiańszczyzny Witold Hensel stwierdził, iż “prawie wszystkie przekazy pisane mówią o dużych umiejętnościach Słowian w zakresie sztuki wojennej”.[4] Słowiańska technika wojskowa była na tyle zaawansowana i skuteczna, że stanowili oni już w VI w. n.e. groźną siłę i prowadzili z powodzeniem walki z Bizancjum (oblegając nawet Konstantynopol), Awarami, czy Frankami. A były to nie tylko walki obronne, ale często i zaczepne, prowadzone na terytorium wroga. Jeden z kronikarzy bizantyjskich zanotował odpowiedź Dauritasa i innych wodzów Słowian naddunajskich gnębiących Bizancjum ok. 578/579 r. do posłów awarskich:
    “Jeszcze się taki nie urodził i nie pojawił pod słońcem, kto by potrafił ujarzmić nasza potęgę. Myśmy przywykli do tego, aby panować nad cudzymi ziemiami, a nie by kto inny nad naszą; i tego jesteśmy pewni, póki istnieje wojna i miecz.”[5]
    Wielu spośród średniowiecznych kronikarzy dawało świadectwo swego uznania dla skuteczności wojennej Słowian.
    Orderyk Vitalis opisał wyprawę króla duńskiego Swena na Anglię z 1069 roku, w której wspomagała go m.in. Polska, a także plemiona Luciców (Wieletów), o których wyraził się iż “lud ten był doświadczony w walkach na lądzie i na morzu”.[6] Wojowniczość Słowian podkreślało wielu kronikarzy, jak choćby wtedy, gdy wspominali, że: “ogólnie rzecz biorąc Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowni i gdyby nie ich niezgoda, wywołana mnogością ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołał by im sprostać w sile”.[7] Prawdopodobnie Słowianom nieobcy był także szał bitewny, który wywoływany bywał u wielu ludów w bardzo różnych czasach, a który najpowszechniej znany jest w przypadku wikińskich berserkerów.

    Takiego szału możemy dopatrywać się w opisie słowiańskiego ataku na Konungahelę autorstwa Snoriego Sturlasona, mówiącego, iż po wydaniu przez księcia Racibora rozkazu do szturmu, jeden z jego wojów samym tylko mieczem lub toporem, nie zważając na draśnięcia i rany, odrzuciwszy nawet tarczę przedarł się do samej bramy zabijając w niej wartowników. Obrońcy zarzucali go gradem pocisków, te jednak chybiały lub nie robiły wrażenia na rozjuszonym wojowniku. Obrońcy pomyśleli więc, że to magia go chroni, “na to ksiądz Andrzej wziął święcony ogień, pobłogosławił go i wsadził weń ostrze, aż się opaliło, to nabił na strzałę i podał Asmundowi. Ów wystrzelił ją na czarownika, a ta ugodziła go tak, że od razu miał dość i padł na ziemię””. Tak wydarzenia te tłumaczył autor sagi, my jednak możemy pokusić się o wyjaśnienie, że naczelnik Semund polecił wprawnemu łucznikowi Asmundowi ostateczne usunięcie wojownika, ten bowiem zdawał się w szale nie odczuwać pomniejszych draśnięć czy ran.[8]
    Na szczególną uwagę zasługuje rodzima taktyka prowadzenia działań zbrojnych, bowiem plemiona mające stworzyć wczesnośredniowieczną Polskę wyspecjalizowane były w dostosowaniu jej do warunków terenowych panujących na ziemiach polskich, pokrytych gęstą puszczą, rozległymi bagnami i szerokimi rozlewiskami rzek. Wykorzystywano więc ukształtowanie terenu i cieki wodne do budowania głębokich linii fortyfikacyjnych. Charakterystyczna dla Słowian (ale nie tylko, bowiem wykorzystywano ją za czasów panowania Mieszka i Chrobrego podczas budowy wałów) jest technika wznoszenia grodów obronnych, polegająca na usypywaniu potężnych wałów o konstrukcji hakowej i skrzyniowej, zakończonych na szczycie ostrokołem.
    O umiejętnościach wojennych Słowian i wadze (dla celów obronnych) grodów świadczy przekaz tzw. Geografa Bawarskiego z IX wieku, który wymienia m.in. prapolskie plemiona, podając ilość grodów, którymi dysponują (871)[9].Witold Hensel stwierdził wręcz, iż prapolskie fortyfikacje należały do najpotężniejszych tego typu w ówczesnej Europie. Skandynawia np. na tym tle wypada wyjątkowo mizernie, gdyż tam jeszcze do XIII wieku używano czasami prymitywnych ostrokołów[10], choć oczywiście nie można zapominać o przykładach skandynawskiego budownictwa warownego, jak choćby potężne obozy wojskowe tzw. grody typu “Trelleborg” wiązane z Haraldem Sinozębym. Wałami otoczone było też Hedeby i Birka, a poza tym całą Jutlandię odcięto od Niemiec potężnym wałem tzw. Danewirke.
    Podobnie zresztą wysoki poziom reprezentowali Słowianie w technice oblężniczej, gdyż już w walkach z Bizancjum, np. podczas zdobywania Salonik, posługiwali się różnymi machinami oblężniczymi. Gall Anonim pisze o używaniu przez Polaków, m.in. wyrzutni wielkich głazów działających na zasadzie łuków – samostrzałów. Znano je także na Rusi. Wiele z tego przejęto właśnie z Bizancjum lub czerpiącego z dorobku rzymskiego zachodu Europy.[11]
    Krystyna Pieradzka zwróciła uwagę, iż opisy ataku i zdobycia przez Słowian Konungaheli wspominają o miotaniu przez skandynawskich obrońców pocisków wyłącznie ręcznie, podczas gdy Saxo Gramatyk pisze, iż Słowianie broniąc Wołogoszczy w 1178 r. skutecznie używali machin miotających. W tym wypadku mamy jednak do czynienia z przykładem twórczego rozwoju słowiańskiej myśli technicznej, bowiem zgodnie z opisem kronikarza obrońcy “przygotowali nieznane dotychczas machiny”, które z niespotykaną celnością raziły okręty duńskiego króla Kanuta i arcybiskupa Absalona[12]. Także Andrzej Nadolski wskazuje na przekaz Thietmara dotyczący walk pod Niemczą w 1017 roku, mówiący o wykorzystywaniu machin oblężniczych przez wojska piastowskie i choć przekaz ten nie przybliża wyglądu machin to badacz nakazuje szukać analogii w innych krajach europejskich czerpiących z dorobku rzymskiego.[13]
    Słowianie do perfekcji opanowali także walkę podjazdową, którą wykorzystywali wobec silniejszego przeciwnika. Nawet niemiecki kronikarz Thietmar darzy uznaniem skuteczność słowiańskiej taktyki opisując walki Chrobrego z Niemcami na Śląsku, a wiadomo, iż te same sposoby używali Słowianie już w VI wieku, bowiem opisywał je bizantyjski cesarz Maurycjusz. Słowianie z powodzeniem łączyli działanie różnych rodzajów broni, jak Bolesław Chrobry, który wykorzystywał współdziałanie konnicy i łuczników, lub wcześniejsze, mieszkowe, mistrzowsko przeprowadzone działanie kombinowane przeciw potężnym ciężkozbrojnym oddziałom Niemców pod Cedynią. M.in. z opisów zdobycia Konungaheli wiadomo też, że Słowianie wykorzystywali strzelców wyborowych, osłanianych przez wydzielonych tarczowników i skutecznie rażących wybrane cele. Porównajmy to np. z wojownikami normańskimi, zwanymi wikingami, którzy przygotowani byli do zupełnie innego charakteru zadań bojowych, polegających głównie na szybkich wypadach, podczas których atakowali raczej bezładnie, bez konkretnej taktyki, by równie szybko dokonać odwrotu.

    Konnica i formacje piesze

    Około X wieku stopniowo na znaczeniu zyskiwała konnica, po długim okresie decydującej roli formacji pieszych. Nie był to proces swoiście polski, czy słowiański, lecz ogólnoeuropejski, gdyż w tym kierunku ewaluowała taktyka i technika wojskowa. Słowianie natomiast od dawna hodowali konie, oraz ujeżdżali je zarówno do celów transportowych, jak bojowych. Wiadomo, dzięki kronice Prokopa z Cezarei, iż już w latach 536/37 istniały oddziały konnicy w służbie Bizancjum, złożone z Hunów i Słowian.[14] Jest to oczywiste, gdy weźmie się pod uwagę, iż Słowianie stosunkowo późno opuścili tereny stepowe i przybyli na tereny środkowoeuropejskie. Poza tym przez setki lat, już na stanowiskach europejskich Słowianie sąsiadowali i walczyli ze stepowcami, a jak uczy historia wojskowości, technika w tym zakresie przenika od ludów z którymi toczy się najdłuższe walki (patrz przykład wschodniego sposobu uzbrojenia polskiego od XVI wieku, wraz z szablą; wcześniej natomiast, gdy walczyliśmy z europejską techniką wojskową rycerstwo polskie uzbrojone było w zachodnim stylu, choć ok. 50 lat spóźnione; uzbrojenie Rusi natomiast zawsze posiadało wyraźnie mieszany wschodnio-bizantyjski styl).
    Tak więc od ludów koczowniczych Słowianie przejęli strzemiona, a od VII, VIII wieku znali ostrogi z kolcami odgiętymi do środka, następnie przyjęły się strzemiona z kółkami, a od IX w. ze spłaszczonymi końcami ramion[15]. Niektóre ostrogi były bogato zdobione srebrem i złotem, które choć też zapożyczone (tym razem nie od ludów stepowych), produkowane były na miejscu, dawniejsza nauka twierdziła ponadto, że ostrogi znane były Słowianom już od okresu późnolateńskiego. Poza tym Ibrahim ibn Jaqub, uczony i podróżnik żydowski z Kalifatu Kordoby w Hiszpanii, pisał, iż “Prapolacy” wyrabiają siodła i uzdy. W ówczesnej Polsce żyła rodzima rasa koni, podobna do tarpanów, niewielkich, ale bardzo wytrzymałych, podobnie jak konie późniejszych Mongołów.
    Można znów odwołać się do porównań ze Skandynawami, wykazując zasadnicze różnice. Wiadomo z wielu źródeł, iż tzw. wikingowie używali koni głównie do transportu drogą lądową, natomiast do walki stawali w przygniatającej większości przypadków pieszo. Owi wikingowie, jako piraci, handlarze, najemnicy podróżowali na swoich łodziach (tzw. drakkarach, knorrach), z których to często bezpośrednio rzucali się do ataku, jak było m.in. po splądrowaniu klasztoru w Lindisfarne (Anglia). Potwierdzenie tej tezy odnaleźć można w wielu przekazach opisów walk np. na południowym brzegu Bałtyku, czy podczas ataku na Paryż w IX wieku. Else Roesdahl pisze: “liczne (…) opisy walk wikingów pozwalają nam wnioskować, że (…) przeważali wśród nich piesi wojownicy. Koni używano w wojsku do celów transportowych na lądzie…”.[16] Autorka nie wyklucza, że i Normanom zdarzało się walczyć “siedząc na koniu”, ale określa to jako sporadyczne, gdyż nawet większość podróży lądowych odbywali oni pieszo. Dodajmy, iż trudno dziwić się pieszej walce Normanów, gdy weźmie się pod uwagę górzystość i skalistość znacznych połaci Skandynawii, a także brak podstawowego pożywienia dla koni (tereny ubogie w roślinność) co nie sprzyjało rozwojowi konnej techniki walki.
    Inaczej Słowianie, o których wiadomo, że na każdej łodzi, która wchodziła w skład flotylli płynącej z wyprawą na Konungahelę, wieźli 44 ludzi i 2 konie. Poza tym na pieszą walkę Normanów wskazuje już ich uzbrojenie ochronne w postaci okrągłej tarczy, która trzymana była w dłoni za imacz, czyli żelazny lub drewniany pręt dzierżony w garści oraz umba, wypukłe elementy żelazne, chroniące z zewnątrz dłoń walczącego (które są najczęstszym znaleziskiem, świadczącym o używaniu tarcz). W związku z tym walczący miał zajętą lewą dłoń i nie mógł prowadzić konia. Poza tym cała konstrukcja tarczy przeznaczona była głównie do walk morskich i przybrzeżnych. Także jej kolisty kształt niedostatecznie kryłby jeźdźca. Natomiast słowiańskie tarcze z tego kresu wykonane były w całości z materiałów organicznych, bez metalowych okuć, i dzierżone były na pasach nasuwanych na przedramię tak, że dłoń pozostawała wolna i mogła prowadzić wodze. Przystosowane więc były dla konnicy.
    Niektórzy uważają, że tarcze okrągłe, a więc takie jakich używali wikingowie, służyły do ochrony podczas bitew morskich, podczas gdy owalne przy walkach lądowych.[17] Faktem jest, że dość szybko upowszechniły się u Słowian tarcze kształtu migdałowatego lub owalnego, które choć na pierwszy rzut oka kojarzone mogą być z ochroną konnego, to często pojawiają się na ikonografii w kontekście wojowników pieszych. Kronikarz Saxo Gramtyk pisze, że przed samym starciem Słowianie polewali swoje tarze wodą, bowiem skóra obciągnięta na tarczach wysychała i kurczyła się od słońca, co zwiększało jej podatność na rozłupanie. Z doświadczeń wiadomo, że tarcza choćby z mokrego drzewa, mimo, że łatwiej w niej o wgniecenia, znacznie trudniej ulega rozłupaniu niż egzemplarz suchy.
    W swoich przekazach Ibrahim ibn Jakub donosi o mizernej jakości słowiańskich tarcz. Skąd brała się ta opinia? Tarcza często służyła jednorazowo, trudno bowiem spodziewać się, że kilka desek oprzeć miałoby się ciosowi potężnego topora bojowego, zwłaszcza zaś dwuręcznego. Prawdopodobnie więc tarcze produkowano masowo i szybko, a więc “ekonomicznie”, skoro i tak chronić miała przy pierwszym zderzeniu lub przed ostrzałem łuczniczym czy procarzy. Zdanie takie zdaje się potwierdzać najnowsze odkrycie tarczy w Szczecinie (o kształcie sugerującym element przejściowy pomiędzy migdałem a trójkątem), której datacja choć dość rozciągła skłania się ku początkowi XIII wieku. Tarcza ta wykonana z sześciu deseczek drzewa olchowego ma grubość jedynie 5 mm (sic!) a o zniszczeniu czasem nie może być mowy, bowiem zachowały się malowidła na stronie zewnętrznej. Tarcza ta wpisuje się również w to co powiedzieliśmy wcześniej o braku okuć na szczytach słowiańskich, bowiem nie tylko jest ich pozbawiona, ale na stronie wewnętrznej zachował się skórzany pas – imacz.[18]

    Wracając do zagadnienia walki konnej – powyższe uwagi nie sugerują tego, że Słowianie nie stawali pieszo, bowiem rzeczywiście piechota stanowiła główną masę ówczesnych armii. Poza taktyką i wymogami terenu, wpływał na to także fakt, iż utrzymanie konnicy wiązało się z bardzo wysokimi kosztami. Konnicy dostarczali więc z jednej strony możni, z drugiej formacje drużynne, skupione wokół księcia i ważniejszych władyków plemiennych. Pieszo natomiast walczyła liczniejsza grupa pieszych tarczowników i masa pochodząca z pospolitego ruszenia, ona też była słabiej uzbrojona. Tekst kroniki Ibrahim ibn Ja’qub z połowy X wieku wspomina co prawda, iż Mieszko posiada drużynę pieszą, gdyż w jego kraju gęsto porośniętym lasem, trudno się było konnicy poruszać, ale wersja owa pochodzi z XIII-to wiecznego odpisu al-Kazwiniego, nie ma natomiast tego stwierdzenia w wersji al-Bekriego, który natomiast donosi o kraju Obodrzyców Nakona, iż obfituje w konie i że stąd się je eksportuje. Obie wersje natomiast donoszą, iż książę Mieszko daje swoim żołnierzom obok odzieży i broni, także konie.[19]
    Składały się na nie dwie kategorie, tj. uzbrojenie ochronne i zaczepne. Do pierwszej z nich należą hełmy (czyli rodzime “szłomy”), tarcze (szczyty – patrz wyżej) i pancerze, do drugiej zaś głównie miecze, topory i włócznie.
    W przypadku szłomów – w X wieku używanych głównie przez wojskową elitę – najczęściej używanym modelem był hełm z nosalem, tzw. stożkowy, błędnie zwany “normańskim”, gdyż dawniej łączono go głównie z północnymi wojownikami, podczas gdy był to typ używany w wielu krajach ówczesnej Europy.[20] Piękny egzemplarz takiego hełmu znany jest z Czech i łączony ze św. Wacławem. W tym przypadku dzwon hełmu pochodzi z wieku IX, nosal zaś dodano już w wieku X i to w dodatku błędnie, bowiem w tylnej części dzwonu! W Polsce szłomy znaleziono w Jeziorze Lednickim, ale te egzemplarze pochodzą już z XI wieku. Dzwony tych hełmów wykonane mogły być z jednego elementu, co dawało znakomite walory techniczne, ale trudność ich wykonania wpływała niekorzystnie na cenę. W związku z tym produkowano tańszą, pierwotną wersję w tzw. konstrukcji żebrowej.
    Innym modelem szłomu, używanym w państwie pierwszych Piastów były szyszaki, tzw. szłomy typu ruskiego, zwane też “wielkopolskimi”, gdyż właśnie tam odnaleziono grupę takich hełmów. Znane ze swej pozłoty, prawdopodobnie stanowiły jednocześnie rodzaj insygnium, na który mógł sobie pozwolić wyłącznie książę i najbliższe otoczenie. Nie posiadały one zresztą tak dobrych walorów technicznych, jak hełmy stożkowe.

    Pancerze i kolczugi
    Podobnie z pancerzami. One również przypadły w udziale wyłącznie możniejszych wojownikom oraz “pancernej” części drużyny Mieszka i Mieszkowica. Najdoskonalszą formą pancerza jest oczywiście kolczuga, ze względu na swoją przewiewność i giętkość. Do innych natomiast rodzajów należy zaliczyć wszelkie pancerze złożone z przynitowanych niewielkich blaszek do skórzanego najczęściej fartucha (tzw. karaceny), w różnych konfiguracjach – czy to dachówkowej, czy sąsiadującej oraz pancerze tzw. lamelkowe, czyli łączone ze sobą blaszki, lub zbrojniki skórzane pozbawione podłoża. Claude Blair, angielski znawca broni nazwał “epoką kolczugi” lata 1066-1250, gdyż dopiero wówczas stała się ona nieco powszechniejsza.[21] Wśród Skandynawów kolczuga, czy w ogóle pancerz także nie były regułą, gdyż większość z nich walczyła bez żadnego uzbrojenia ochronnego poza tarczą. Na mniejszą ilość znajdowanych pancerzy i tarcz słowiańskich wpływa fakt, iż słowiańskie zwyczaje pochówkowe nakazywały dawać zmarłemu jedynie jego broń, a czasami elementy uprzęży konnej, a nie np. kolczugę

    Miecze

    Najważniejszą, choć nie najpowszechniejszą bronią zaczepną był oczywiście miecz. Najczęściej znajdowanymi na ziemiach polskich mieczami są te, które wg systematyki J. Petersena należą do typu “X” i pochodzą z XI wieku. Nie jest to jednak miecz typowy wyłącznie dla Polski, gdyż – z soczewkowatą głowicą i dłuższym niż wcześniej jelcem – używany był w wielu krajach w ciągu XI wieku. Przypadało to na okres, kiedy miecze nie były już taką rzadkością jak wcześniej, produkowano je masowo, i w związku z tym mniej starannie. Ponadto pozbawione dawnego, przebogatego wystroju, przypadły w udziale szerszym grupom wojowników, a nie wyłącznie najmożniejszym. Dawniejsze miecze, mimo wspaniałego wyglądu i wysokiej ceny były słabo wyważone i używane mogły być wyłącznie do prostych cięć, podczas gdy nowszy typ (lepiej wyważony i lepiej leżący w dłoni) nadawał się do prostej szermierki. Miecz w tym czasie stał się bardziej narzędziem, stosunkowo tanim i poręcznym, niż dziełem sztuki. Wcześniejsze miecze o sztabkowej, czy choćby wachlarzowej głowicy, lub inne typy utożsamiano ze Skandynawią i stąd błędnie nazywano je “normańskimi”, natomiast Andrzej Nadolski, najwybitniejszy polski znawca broni, twierdzi – w czym zresztą nie jest odosobniony – że w większości produkowane one były nie przez Normanów, ale w pracowniach frankońskich w Nadrenii, gdzie korzystano z wielowiekowych tradycji, sięgających jeszcze rzymskiej prowincji. Głownie (brzeszczoty) wędrowały po całej Europie i jedynie oprawa (rękojeść: głowica i jelec) dorabiana była zgodnie z miejscową modą.
    Wiele mieczy znanych z Polski pochodzi z importu, ale tylko część dotarła tu za pośrednictwem Skandynawów, większość natomiast bezpośrednio z zachodu Europy. Nawet na Rusi, która miała bardzo bliskie związki ze Skandynawią, większość mieczy importowanych pochodzi z Zachodu.[22] Trzeba dodać, że i skandynawscy naukowcy przyznawali, iż miecze sporządzane na półwyspie były dużo gorszej jakości, niż frankońskie.[23] Zwróćmy również honor słowiańskim kowalom, których wyroby były dobrej jakości, skoro zaopatrywano je w znaki producenta, co czyniono, by swoje dobre wyroby odróżnić od innych. Słowianie znali też i potrafili wyrabiać najlepszy i najdroższy rodzaj ówczesnej stali, czyli tzw. dalmacen skuwany, albo dziwer i to w różnych odmianach, a szeregu celowego stosowania odmian dowodzi relacja wybitnego uczonego arabskiego al-Biruniego z Chorezmu.[24] Zdaniem Z. Vany Słowianie wytwarzali miecze stalowe oraz sztylety o stalowych krawędziach-ostrzach zgrzewanych z żelaznym trzpieniem, co wskazuje na znajomość u nich techniki damascenizacji już od IX wieku.[25]

    Topory
    Słowo topór, jak pisze Aleksander Brückner w Słowniku Etymologicznym Języka Polskiego, jest prasłowiańską pożyczką z perskiego “tabar”. Wiadomo też, że topór znany był Prasłowianom (wraz z nazwą) przynajmniej od V w. p.n.e. i to jak twierdzi J. Pieradzka właśnie od nich broń tę mieli zapożyczyć Normanowie wraz z nazwą, która brzmi u nich “taparoex”, a pojawiają się zresztą dopiero w 1031 roku.[26] Wielu wikingów walczyło toporem, gdyż był on wiele tańszy od miecza, a poza tym idealnie nadawał się do rozłupywania tarcz przeciwnika. Wykształciły się swoiste odmiany toporów, używane przez Normanów, jak np. tzw. “danax” – “topór duński” o symetrycznym ostrzu. Swoiste typy toporów, jak choćby typ z asymetrycznym długim ostrzem tworzącym tzw. “brodę”, wykształciły plemiona pomorskie i połabskie, dla których topór był ulubioną bronią.

    Włócznie
    Każdy woj, czy to pieszy, czy konny, i to w całej Europie, zaczynał walkę od posługiwania się włócznią, gdyż była to broń bardzo niebezpieczna i utrzymywała pewien dystans od wroga. Nadolski twierdzi, że na polu walki włócznia przeważa nad mieczem. O roli włóczni niech świadczy fakt, iż tzw. włócznię św. Maurycego podarował Chrobremu Otto III podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego, będącą później jednym z insygniów królów polskich, a przez podniesienie włóczni wojowie słowiańscy wyrażali swoją aprobatę na wiecach, włócznia zaś wbita w słup drewniany była w Wolinie symbolem Trzygłowa. Także germański Odyn miał za swój najważniejszy symbol właśnie ową broń drzewcową.
    Należy pamiętać, że uzbrojenia szeregowego woja pochodzącego z pospolitego ruszenia, lub co najwyżej z “niższej” lekkozbrojnej formacji tarczowników (działających obok “pancernych” wymienianych przez źródła) nie można stawiać do porównania ze sprzętem zawodowego wojownika z wyższej warstwy społecznej.
    Igor D. Górewicz
    Przypisy/Literatura
    H. Łowmiański, Podstawy gospodarcze i społeczne powstania państwa polskiego i jego rozwoju do początku XII w., w: “Kwartalnik Historyczny” 1960r., T 4., s. 962. Patrz: J. Bardach Polskie państwo wczesnopiastowskie (dorobek i perspektywy badań), w: “Kwartalnik Historyczny” 1960r., T.4 , s. 994 W. Filipowiak w “Myśl Polska” z marca 2000 W. Hensel, Słowiańszczyzna wczesnośredniowieczna. Zarys kultury materialnej, Warszawa 1965, s. 593. Menander Protektor w: G. Labuda Słowiańszczyzna starożytna i wczesnośredniowieczna. Antologia tekstów źródłowych, Poznań 1999, ss. 79-81 Orderyk Vitalis Historia ecclesiastica…, tamże, s. 237-238. Ibrahim ibn Jakub, w: G. Labuda, op. cit., s. 122-123 Opis najazdu podał Snorre Sturlason Heimskringsaga, w: G. Labuda, op.cit., s. 238-240 Obliczenie własne na podstawie danych “geografa” przytoczonych przez J. Gąssowski Dzieje i kultura dawnych Słowian (do X wieku), Warszawa 1964, s. 128. Sprawą oczywistą jest, iż tylko główne grody były najmocniej ufortyfikowane. Uczeni natomiast sądzą, iż chodzi tu o grody, które miały znaczenie w organizacji terytorialnej, a jako taki musiały być w jakimś stopniu warowne. J. Kostrzewski Kultura prapolska, s. 476. W. Hensel, op.cit. ss. 394-395. K. Pieradzka, Walki Słowian na Bałtyku w X-XII w., Warszawa 1953, s. 38, 93. A. Nadolski, Polskie siły zbrojne i sztuka wojenna w początkach państwa polskiego, w: “Początki Państwa Polskiego. Księga Tysiąclecia”, Poznań 2002 (reprint), s. 195 Słownik Starożytności Słowiańskich, hasło: Siły zbrojne, T. 5, s. 182. Z. Vana, Świat dawnych Słowian, Warszawa 1985, s. 167. E. Roesdahl, Historia Wikingów, Gdańsk 1996, s. 130. patrz też s. 76-77. K. Pieradzka, op. cit., s. 36-37. A. Uciechowska-Gawron “Obwałowania wczesnośredniowiecznego podgrodzia w Szczecinie…”, w: H. Panera, M. Fudziński (red.) “XIII Sesja Pomorzoznawcza. Od wczesnego średniowiecza do czasów nowożytnych” t. 2, Gdańsk 2003 oraz informacje uzyskane w Pracowni Archeologicznej Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. Ibrahim ibn Jakub o wczesnofeudalnych państwach słowiańskich w połowie X wieku, w: G. Labuda, op. cit., ss. 146-149. A. Nadolski, Broń i strój rycerstwa polskiego w średniowieczu, Wrocław 1979, ss. 47-48. tamże, s. 65. A. Nadolski, Polska broń. Broń biała, Wrocław 1984, ss. 27-48. W. Hensel, op. cit., s. 172. Tamże, ss. 174-175 Z. Vana, op. cit., s. 155-156. K. Pieradzka, op. cit., s. 34, J. Kostrzewski, op. cit., s. 298-301, o toporach patrz też m.in. SSS, T. 5, s. 164-167, hasło “Siekiera”

    Słowianie Połabscy – Jerzy Gąssowski, “Dzieje i kultura dawnych Słowian” Warszawa 1964
    Jednym z ważniejszych odcinków, na którym przejawiały się dążenia monarchii frankijskiej, było terytorium Słowian Połabskich. Już u schyłku VI w. zachodnie granice zwartego osadnictwa słowiańskiego dotarły do Łaby i ustabilizowały się nad tą rzeką w bezpośredniej bliskości takich ludów germańskich jak Turyngowie, Sasowie i Duńczycy. Mniejsze grupy Słowian przeszły na zachodni brzeg rzeki i zatrzymały się w głębi ziem germańskich.
    W zapiskach karolińskich znajdujemy niekiedy wyraźne ślady dosyć daleko na zachód osiedlonych grup słowiańskich. Z dokumentu cesarza Ludwika Pobożnego wydanego dla biskupa Wtirzburga w latach 826-830, a odwołującego się do wydarzeń z czasów Karola Wielkiego, znajdujemy wzmiankę o dwóch plemionach słowiańskich, nazwanych tu Moinvinidi i Radanzwinidi, mieszkających na terenie diecezji wiirzburskiej między rzekami Menem a Radencą. Słowianie ci byli ochrzczeni i zaleca się w dokumencie wybudowanie dla nich kościołów.
    Dokument księcia Bawarskiego Tassilona, wystawiony w 777 r. dla klasztoru w Kremsmtinster, mówi o nadaniu klasztorowi danin z osad słowiańskich położonych w górnej Austrii koło dzisiejszego miasta Steyer. Mowa jest tam m. in. o trzech żupanach (książętach) słowiańskich, których imiona brzmią Taliup, Sparuna i Fisso.
    Również roczniki klasztoru w Fuldzie wymieniają liczne grupy Słowian mieszkających obok Franków w różnych miejscowościach należących do klasztoru (m. in. Giesa, Sa1zungen, Hagen, Sommerda i in.) i płacących należną daninę. Wspomniane wyżej grupy ludności słowiańskiej żyły bądź to w zwartych grupach plemiennych pod przywództwem lokalnych książąt, bądź to rozproszone w osadach obok ludności germańskiej. Ludność ta nie była w stanie zachować odrębności politycznej, a jedynie przez długi czas zachowywała odrębność etniczną, językową i obyczajową. Nie przedstawiała też żadnej groźby dla Franków. Stopniowo przechodziła proces asymilacji, do czego przede wszystkim przyczyniało się walnie skłanianie jej do przyjmowania chrześcijaństwa.
    Poważny problem dla monarchii Franków stanowiły nie owe daleko wysunięte na zachód i rozproszone osady słowiańskie, a zwarte ich osadnictwo na ziemi, którą Słowianie przywykli uważać za swoją, na prawym brzegu Łaby i Solawy.
    Już w początkach VII w. trwały zabiegi Franków, zmierzające do podporządkowania sobie poszczególnych plemion czy związków plemiennych. Dowiadujemy się o tym ze wzmiankowanej już kilkakrotnie wiadomości o księciu związku plemiennego Serbów, Derwanie, w latach 30-tych VII w.
    Z kroniki Fredegara wynika, że do czasu klęski Franków pod Wogastisburgiem Derwan był trybutariuszem tego państwa. Liczne plemiona, zasiedlające prawy brzeg Łaby występują już w najdawniejszych wzmiankach frankijskich w postaci trzech ugrupowań zwanych: Obodrytami, Wieletami i Serbami. Poszczególne związki plemion podlegały zmianom na przestrzeni czasu. Niektóre mniejsze plemiona widzimy raz w jednych, raz w drugich ugrupowaniach. Tyczy to zwłaszcza związku wieleckiego i obodryckiego. Niektóre plemiona występowały ze związku plemiennego i zyskiwały czasową niezależność. Wreszcie też niektóre związki plemienne rozpadały się na swoje części składowe, tworząc szereg równoległych sobie, nie związanych organizmów politycznych. Wobec pewnych luk w źródłach, jak i nie zawsze dokładnym rozeznaniu u kronikarzy, podane niżej zasięgi i składy związków plemiennych nie mogą być: przyjmowane z absolutną dokładnością.
    Największe terytorium zajmował związek wielecki. Byli też Wieleci za czasów Karola Wielkiego uważani za najpotężniejszy lud nad południowym brzegiem Bałtyku. W źródłach karolińskich występują oni często pod nazwą Wiltzi, Vultzi, Welatabowie. Siedziby ich rozpościerały się nad środkową Łabą w górę od ujścia Eldeny. Na północy graniczyli ze związkiem obodryckim wzdłuż Stepienicy (prawego dopływu Łaby), Jeziora Moryckiego i rzeki Warnawy. Dalej granica szła brzegiem morza na wschód.
    Wschodnie i południowe granice związku wieleckiego trudne są do bliższego sprecyzowania. Ulegały one zresztą pewnym zmianom na przestrzeni dziejów. Do ludów należących bezspornie do związku wieleckiego możemy zaliczyć: Nieletyków, Doszan, Wkrzan, Ratarów, Doleńców, Rzeczan, Czrezpienian i Chyżan. Każde z tych terytoriów plemiennych posiadało swój ośrodek, przeważnie w postaci obronnego grodu. Źródło karolińskie z połowy IX w., tzw. “Geograf Bawarski”, pisze, że na terytorium Wieletów znajduje się 95 grodów na obszarze 4 ziem plemiennych.
    Związek obodrycki sąsiadował, jak już wspomnieliśmy, ze związkiem wieleckim. Jego granicą północną były wybrzeża Zatoki Lubeckiej, od ujścia Eldeny do rzeki Warnawy. Na wschodzie Obodryci sąsiadowali z Wieletami, na południu z Sasami. Na zachodzie najdalszy zasięg uzyskali w latach 804 do 809, kiedy to granica ich posiadłości docierała do Morza Północnego i ujścia Łaby. Podczas walk z Frankami granice te przesunęły się później na wschód. Na odcinku południowym granica, która osiągała dopływ Łaby, Stepienice, przesunęła się na północ aż do Eldeny. Stało się to wtedy, kiedy jedno z plemion związkowych, Glinianie, wystąpiło ze zrzeszenia. Właściwe ziemie związku ogarniały 4 plemiona: Wagrów, Połabian, Warnów i Obodrytów. W tym stanie mówi o nich w poł. IX w. “Geograf Bawarski” wyliczając im 53 grody, znajdujące się w posiadaniu ich książąt. W okresie wcześniejszym należały do związku plemiona Glinian, Smoleńców, Bytyńców i Morzyczan. “Geograf Bawarski” przypisuje Glinianom 7 grodów, a trzem pozostałym po 11. Wszystkie cztery wymienione tu plemiona wykazywały zawsze tendencje odśrodkowe wobec związku obodryckiego. W latach 811, 839 i 877 w wojnach Franków ze związkami Wieletów i Obodrytów plemiona Glinian i Bytyńców występowały oddzielnie.

    Najsłabszym związkiem plemion był związek serbski (czy sorabski). Liczne plemiona tego związku widzimy tylko dwukrotnie zjednoczone pod jednolitą władzą. Pierwszy wypadek zresztą nie jest pewny. Tyczy to Derwana, o którym nie wiemy, czy władał wszystkimi plemionami związku. Pewniejszym faktem jest panowanie księcia Miliducha. O istnieniu tego księcia dowiadujemy się w roku jego śmierci – 806: “…Wtedy to został zabity Miliduch, król zarozumiały, który rządził u Serbów…” (Chronicon Moissiacense pod r. 806). Sami Serbowie siedzieli nad Łabą na wysokości i powyżej ujścia Sali. Pozostałe plemiona serbskie zajmowały międzyrzecze Łaby i Sali. Do plemion tam występujących trzeba zaliczyć Koledyczan, którzy w 839 r. mieli swojego księcia i oprócz stołecznego grodu jeszcze 11 mniejszych i Nieletyków, na terenie których znajdowały się jeszcze mniejsze plemiona Nudyków i Niżan, Głomaczów (Daleminców), Susłów i Chutyców. Największymi plemionami serbskimi byli Łużyczanie i Milczanie, siedzący w międzyrzeczu górnej Łaby i Nysy Łużyckiej.
    “Geograf Bawarski” wyliczał na ziemi plemion związku serbskiego 50 grodów. Osobno uwzględnia 14 grodów na terytorium Głomaczów, Łużyczanom i Milczanom przypisuje po 30 grodów.

    Na przestrzeni VIII i IX w. w oporze stawianym Frankom najważniejsza rola przypadła najpotężniejszemu związkowi wieleckiemu. Wieletowie nie tylko występowali przeciw Frankom, ale nękali również poważnie Obodrytów, którzy pozostawali na ogół wiernymi sojusznikami frankijskimi. Sytuacja taka była źródłem stałej troski Franków. W 789 r. Karol Wielki zebrał wojska Franków, Sasów i Fryzów oraz sprzymierzonych Serbów i Obodrytów, którymi dowodził książę Wacan. Armie lądowe przekroczyły Ren koło Kolonii, po czym przez ziemie saskie dotarły do Łaby, przez którą przerzucono dwa mosty, zabezpieczone konstrukcjami obronnymi drewniano-ziemnymi. Fryzowie wyruszyli drogą wodną wpływając na Hawelę. Wojska Karola Wielkiego wkroczyły na ziemie Wieletów, siejąc mord i pożogę.
    Osaczeni ze wszystkich stron Wieleci nie zdołali wytrzymać długo naporu skoncentrowanego ataku, chociaż bronili się dzielnie. Walki toczyły się jednak do momentu, kiedy wojska najeźdźców zbliżały się do grodu Wielkiego Księcia, Drogowita. Drogowit, “który nad wszystkimi władcami Wiltzów (tj. Weletów – przyp. J. G.) górował tak szlachetnością rodu jak i powagą wieku” (Annales q. d. Einhardi), widząc bezsens dalszej walki, poddał swój gród, wydał Karolowi zakładników i złożył przysięgę na wierność Karolowi oraz Frankom. Za przykładem Drogowita poszli także i inni wielmoże oraz książęta plemion wieleckich.
    Opisane w kronikach karolińskich wydarzenia z roku 789 pozwalają nam wysunąć szereg interesujących wniosków. Związek wielecki u schyłku VIII wieku należał nie wątpliwie do najsilniejszych organizmów politycznych na terenie Słowiańszczyzny. Rozmiar wojsk zgromadzonych przez Karola Wielkiego dla zwycięstwa nad Wieletami jest dobitnym. wyrazem siły związku plemiennego. Był to też niewątpliwie okres silnego wzrostu politycznego wewnątrz związku plemion. Postać Drogowita, wielkiego księcia, rysuje się jako wyraz tendencji zjednoczeniowych nurtujących wewnątrz związku. Działały tu jednak i siły wsteczne, opóźniające możliwość wzrostu jedynowładztwa. Rolę taką odgrywał wiec, posiadający rozległe uprawnienia.
    W 823 roku dowiadujemy się o przybyciu przed oblicze Ludwika Pobożnego dwóch książąt wieleckich, pretendentów do tronu, Miłogosta i Całodroga. Byli oni synami księcia Liuba, który aczkolwiek otrzymał wraz ze swoimi braćmi władzę w związku plemiennym, sprawował ją sam z racji starszeństwa. Książę Liub zginął podczas walk prowadzonych ze wschodnim odłamem Obodrytów. Wtedy lud zgromadzony na wiecu powierzył władzę starszemu synowi Liuba – Miłogostowi. Rządy Miłogosta nie zadowoliły ludu, jako niezgodne z jego obyczajami. Został pozbawiony władzy przez lud, a tron książęcy oddano jego młodszemu bratu – Całodrogowi. Obydwaj bracia przedstawili cesarzowi prośbę o ostateczne rozpatrzenie sporu dynastycznego. Cesarz uznał jednak wolę wiecu i pozostawił przy władzy młodszego brata (Annales Regni Francorum, pod r. 823).
    Wzmianka ta niedwuznacznie wskazuje, że polityka Franków zmierzała do podtrzymania roli wiecu. Dopóki wiec zachował uprawnienia do składania z tronu książąt, nie istniała możliwość wytworzenia się jednolitej, silnej władzy dynastycznej. Widzimy wszakże, że wiec dobierał księcia spośród najdostojniejszego rodu. Istniały więc przesłanki dla wytwarzania się władzy dynastycznej. Jednak polityczną rolę władzy książęcej ograniczał poważnie wpływ wiecu.
    Wieletowie, jako związek plemion pozostających pod władzą wielkoksiążęcą występują wyraźniej w źródłach od 789 do 839 r. Po roku 839 aż do roku 937 nie posiadamy żadnych wiadomości o tych plemionach. Nie brały one udziału w walkach z Frankami, prowadzonych przez Obodrytów i Serbów. Jest to zastanawiające, skoro weźmiemy pod uwagę, że właśnie związek wielecki do roku 839 występował, najostrzej w walkach przeciw Germanom.
    Kiedy w pierwszej połowie X wieku dowiadujemy się znowu o Wieletach, stanowią oni nadal związek plemion, ale już bez władzy wielkoksiąż

    Lubię

  6. I po raz kolejny na „Rodzimowierczym” Forum RBI grupka z klubu wzajemnej adoracji niejakiego Triglawca i Wiesława, przywódcy grupki młodocianych ze „stowarzyszenia śertwa” jaki się tam stworzył robi sobie w kontekście dysksji na temat Genetycznego pochodzenia Słowian osobiste krucjaty przeciwko tym którzy nieco inaczej myślą aniżeli Ci „panowie”. Szczególnie okazuje się dla tych panów niewygodny pogląd który jest np. przezemnie reprezentowany a który brzmi następjąco: ” Słowianie to Naród który łaczy wspólny jezyk, Kultura, Obyczaje i Wiara! Co przez to rozumię ? Otóż moim zdaniem Słowianienem każdy z nas sie rodzi o ile ma Słowiańskie korzenie i jest nim tak długo, dopóki nie podejmie świadomego wyboru w kierunku np religi katolickiej czy innej wrogiej Filozofi Wiary Rodzimej religi. To, że zostaniesz ochrzczony samo nie deklasuuje Ciebie jako Słowianina gdyż chrzest dokonano bez Twojej wiedzy..nie miałeś wyboru jednakże jeżeli dorośniesz do okresu kiedy Twój rozwój pomaga Ci zrozumieć na czym polega filozofia krk i filozofia Wiary Rodzimej, masz wybór i ten decyduje, czy jesteś Słowianinem czy przestajesz nim być! Grupka o której wspominam uważa i czasami w dość bezdysksyjny sposób próbje wmówić, że Słowiannami są również katolicy, żydzi o Polskich kponieważ definicję Słowiańskości określają współcześni pisarze czy „naukowcy” nawet jeżeli noszą habity… ważne jest tylko jedno, byś był biały i miał Polski rodowód ;) Moja uwaga o tym, że JP II wypowiadał się na ten temat z okazji spotkania z rabinami w Watykanie, stwierdzając, że katolicy a nawet wszyscy chrześcijanie są „duchowymi żydami” jest dla dyskutantów nieistotne bo JP-II nie był ich zdaniem autorytetem… (?)
    Koledzy zapominają, że JP II był papieżem i dla wielomilionowej rzeszy chrześcijan oraz 90% Polaków był nie tylko wielkim autorytetem którego wypowiedzi są tak samo wyważane jak zapisy biblijne to w dodatku jest uważany za świętego..a więc osobę obdarzoną szczególnym autorytetem !
    W swojej krucjacie nienawiści wobec Opolczyka, Białczyńskiego i Kossakowskiego a zapewne i od dzisiaj i wobec mojej osoby ;) opierają się na sfybrykowanych we własnych głowach bredniach interpretjąc sobie tak nasze wypowiedzi by służyło to obelgom i wyśmiewaniu się pod adresem inaczej myślących…
    Uważnie obserwuje to co się dzieje w światku medialnym .Powroty i reinkarnacje wyrzuconych na łono niebytu samozwańczych teoretyków naszej Wiary, ale też, i to w większym zakresie, wypowiedzi rozsądnych głosów nowego rodzącego się ruchu Rodzimowierczego . To napawa mnie nadzieją, że ten klub internetowej inkwizycji opluwającej każdego kto nie pasuje do ich bagienka być może na forum RBI będzie się profilował, ale w szerszym kręgu Rodzimowierczym szans na byt nie ma… Zastanawiałem się o co tym ludziom chodzi ? Na ogół bywa tak, że najpierw tworzy się jakaś grupa i dopiero wtedy w wyniku różnic dzieli się, dochodzi czasami do rozłamu tymczasem tutaj jest na odwrót. Jeszcze Rodzimowiercy nie zdążyli się połączyć we wspólnym celu a już są wyzwiska, kłótnie, insynuacje, zarzuty, zwalczanie, obelgi i czepianie się odmiennych poglądów . Widząc to, nasuwa mi się jedna , jedyna diagnoza. Ktoś Chce nas skłócić… rozbić nie dopuścić do tego by ruch Rodzimowierczy zaczął mówić jednym głosem .Strzeżmy się samozwańczych kapłanów przewodzących kilkuosobowym grupom młodzieży, proroków Rodzimowierstwa gdyż szkoda jaką wyrządzają może w końcu przyczynić się do tego..że jeszcze wiele lat będziemy traktowani (i słusznie) jak sekty a nie poważne Związki wyznaniowe !. Strzeżmy się tych którzy nagle chcą zostać WODZAMI i po raz kolejny na naszych plecach wjechać na „salony” . Próbują nas napuścić na siebie , żeby nas jeszcze bardziej osłabić i wytykiwać palcami na ambonach mówiąc…”oto macie Pogan…czy jest to dobre miejsce dla Waszych dzieci?”. Możemy się różnić ale różnijmy się godnie .Dyskutujmy, sprzeciwiajmy się ale róbmy to razem. My msimy, jeżeli chcemy mieć coś do powiedzenia mówić na zewnątrz wspólnym głosem dlatego gorąco namawiam do udziału w organizowanym Wiecu Rodzimowierczym nie tylko po to by dowiedzieć się czegoś z pierwszej ręki od przedstawicieli Rodzimowierczych Związków i Grup ale też by z góry wybudować obronny gmach przed szkodnikami i samozwańcami którzy może wydawałoby się w mediach pięknie potrafią o Rodzimej wierze mówić ale w osobistych kontaktach a szczególnie na niektórych Forach zachowują się po szczeniacku . Wzywam wszystkich którzy czują się prawdziwymi Słowianami do wspólnego działania i budowy Rodzimowierczej wspólnoty bez skażonych chorą ambicją krzykaczy lecz z ludźmi którzy nie zważając na cenę poświęcają czas, Serce i siły dla dobra nas wszystkich !
    Poza wspomnianym Wiesławem z tej grupy, pozostali 3 niczego nie dokonali, niczego nie stworzyli a co najwyżej wyróżniają się swoim chamskim traktowaniem osób z którymi się nie zgadzają !

    Lubię

    • Jaksar:

      Szkoda mi tamtych ludzi, którzy Słowiaństwo traktują przede wszystkim czy wręcz wyłącznie biologicznie – jako sprawę genów. Tym samym dają nieświadomie dowód na to, że ich duchowość jest praktycznie zerowa. Postrzegają człowieka jako skórzany biologiczny worek wypchany genami. Jego Duch jest dla nich nieistotny.

      Sprawa ta ma szerszy wymiar i dotyczy tego, co jest istotą człowieka. Czy jego ciało fizyczne, które kiedyś wyląduje pod ziemią i zjedzą je robaki, czy jego niezniszczalny Duch. I dla mnie sprawa jest jednoznaczna – człowiek to Duch, świadomość uwięzione w materialnym ciele.

      Słowiańszczyzna to przede wszystkim Duch, duchowość. To wartości duchowe, a nie geny. To przywiązanie do własnej słowiańskiej tradycji, kultury i tożsamości. A dla tamtych biedaków, ślepaków Słowiańszczyzna to w pierwszej kolejności geny.
      Polak, posiadający nawet 200 % słowiańskich genów, wyznający nadjordańską dżumę jest duchowym żydem ze słowiańskimi genami. Dla mnie osobiście o wiele bliższymi duchowo są nasi pogańscy bracia bez względu na ich geny i kolor skóry. Bliźsi i droźsi są oni mi od polskojęzycznych duchowych żydów naszpikowanych od pięt po czubek głowy słowiańskimi genami. Bo tacy to nie tylko nie są w wymiarze duchowym Słowianami – są oni renegatami i zdrajcami Słowiańszczyzny, którą zaprzedali na rzecz rzymskiej szubienicy.

      Najgorsze w tym jest to, że przez takich ślepaków, biologiczno-genetycznych „rodzimowierców” Słowiańszczyzna może być postrzegana jako prymitywny w sumie biologizm, a nie jako dziedzina Ducha, duchowości, świadomości, kultury i tożsamości duchowej.

      Lubię

    • Jaskar Geny nie czynią Słowianina tylko jego dusza a więc mentalność, sposób myślenia, język i wiele innych rzeczy – nasza Słowiańska tradycja kiedy ktoś zaczyna mówić o genach i czystosci rasowej jest duchowym żydem a nie Slowianinem bo takie pojęcia i ten sposób myślenia istnieje tylko u żydów i jest antytezą Słowiańskości. Genetyka mówi tylko, że jestesmy tu od zawsze, że jesteśmy najstarszym ludem europy nie licząc neardeltarczyków i obala brednie i klamstwa którymi próbowano nas karmić od lat. Mówi nam też, ze nasi odlegli przodkowie dali historycznie początek wszystkim wielkim starożytnym cywilizacją. Nic więcej!
      Mowi jednak też miedzy innymi, że bramini w Indiach mają tyle samo tych genow co my a jednak nie są Słowianami od tysięcy lat i stworzyli calkiem odrębną kulturę zupełnie rózną od naszej pod wieloma względami będącą antytezą naszej Slowiańskiej kultury odrzucili też nas Slowiański język więc mimo genów nie są w żadnym ułamku Słowianami. Współcześni niemcy rownież mają dużo Słowiańkich genów w czym nie ma nic dziwnego gdyż zasymilowali wielu Słowian a jednak są antytezą i wrogiem Słowiańszczyzny zaś ich mentalność nie ma absolutnie nic wspólnego z mentalnością Słowian – geny nie mają więc żadnego znaczenia i jeśli ktoś łaczy geny ze Słowiańszczyzną to albo nie bardzo rozumie o co chodzi, albo ma mentalność żydowską więc jest w istocie żydem nie Słowianinem i z tego co piszesz takimi są Twoi oponenci. Sam bywalem na róznych forach „Słowiańskich” i zazwyczaj czytajac je bylem tylko zniesmaczony bo były to albo rasistowskie czyli żydowskie bandy, albo dziwaczne skanseny, albo grupy fantazy uważajace, że Słowianie chodzili w łapciach z łyka :-) Na większości też przestrzegali przed „samozwańczymi” Słowianami – przy czym „samozwańczy” to znaczyło nie przestrzegających „jedynych słusznych” zasad grupki wzajemnej adoracji :-)
      Do tej pory nie spotkałem żadnej grupy Słowiańskiej czyli kultywującej rezcywiste Slowiańskie wartości czyli gościnności, szczerosci, cieszących się życiem i wolnością, czczących przyrodę, sznujacą wszystkich prawdziwych Bogów i ze Słowiańską radością i fantazją zabawą i ucztami oddającymi im cześć. Samokrytycznie powiem, że grupka z którą jestem związany też jest niewiele lepsza :-) Owszem przy każdej okazji ucztujemy wzorem naszych przodków na chwałę Bogów :-) Nie wzniesiemy kielicha miodu nie ofiarując go Bogom i każdego miłego gościa jaki się nawinie podczas ucztowania wzorem przodków zapraszamy do naszego stołu by z nami wznosił toasty ku czci Bogom :-) Nie zdarzyło sie by ktoś odmówił :-) Wbrew pozorom nie jesteśmy jednak tylko stwowarzyszeniem wesołych pijaków wznoszących dziwne toasty :-) Oprócz ucztowania przy każdej okazji pielgrzymujemy do świętych miejsc gdzie oddajemy się medytacjom a te miejsca są co krok na naszej świętej ziemi jak i oddajemy się praktykom duchowym i w szczerości i zaufaniu dzielimy się tym czym możemy z naszych duchowych doznań co jest osnową i centum tego co robimy. To były plusy :-) Oprócz tego kłócimy się bez sensu, czasami bredzimy (może dość często nawet :-) i wyczyniamy najróżniejsze głupoty choć póki co nie jeszcze nie skaczemy sobie do gardeł :-) Ciężko nam cokolwiek zorganizować, wkurzamy się nawzajem bo jeśli chodzi o robienie czegoś na szerszym forum to jak ktoś coś wymyśli to reszta patrzy nań podejrzliwie :-) Nie obnosimy się ze swoją Słowiańskością o ile nie szukamy dymu by komuś dokopać :-) I choć podobno programowo przyjmujemy do naszego grona, każdego kto czuje się Słowianienem, chce z nami być to w parktyce oznacza to tylko, że każdy czujacy się Słowianinem może z nami ucztować wznosząc toasty na cześć Bogów, brać udział w niektórych ceremoniach i jeździć z nami na imprezy bo nie przypominam sobie aby w naszej wieloletniej historii, ktoś z poza ścisłego grona został zabrany na poważną pielgrzymkę do świętego miejsca z wyjątkami sytuacji, kiedy ktoś taki wskazał nam jakieś święte miejsce. Nie dzielimy się też z nikim swoją duchową wiedzą nawet jak prosi to zawsze go zbywamy tłumacząc to sobie tym, że nie gotowy choć sami tak naprawdę też nie jesteśmy gotowi :-) Programowo nie łaczymy się ani nie współpracujemy z żadnymi formalnymi związkami „bo to żydowskie wynalazki” :-)
      Dzięki temu jak mówi rozsądek nasza grupka pozostanie grupką i w żaden sposób nie przysłuży się Słowiańszczynie a ściślej mówiąc w żaden sposób Słowiańszczyzny nie promuje na zewnątrz bo szczere dzielenie się i wymiana doświadczeń z rodowintymi Indianami czy zaawansowanymi Buddystami we wzajemnym zrozumieniu w istoce służy tylko nam i nikomu więcej.
      Na pewne usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że dzięki temu nie wzbudzamy oficjalnie żadnych Sporów ani podziałów między Słowiańską bracią „wspierając duchowo” wszystkich – tyle, że w praktyce to wspieranie ogranicza się do tego, że mówimy na spotkaniach „super, że budzi się Slowiańska świadomość, że coraz więcej ludzi zainteresownych jest Słowiańszczyną i próbuje na swój sposób szukać korzeni nawet jak zdarzają im się potknięcia to świetne ruchy we właściwym kierunku”. Oprócz mnie nikt z naszego bractwa nawet nie zadaje sobie trudu by cokolwiek napisać w internecie a nawet do przeczytania tego co ja piszę muszę wszystkich zmuszać presją – dlatego z rzaka to robię :-) Choć może to i lepiej, że nie czytają wszystkiego co piszę bo po co kłótnie w czasie biesiadowania ku czci Bogów :-)
      Podsumowując to nie powinienem w żaden sposób krytykować różnej maści „rodzimowierców” bo oni przynajmniej coś robią na szerszym forum nawet jeśli to jest tylko bicie piany i pieprzenie głupot :-) Jednak od jakiegoś czasu niepokoi mnie genetyczny rasizm zakomleksionych „Arjo – Judeo – Słowian” obrażajacy Słowiańskiego Ducha bo to już są czysto żydowskie idee będące antytezą Słowiańskości. Choć tak naprawdę jesli rodzimowiercy zechcą pójść tą drogą to ten ruch stanie się kolejnym odpryskiem „Dżumy duchowej” niszczącej Słowiańskość tyle, że z inną naklejką. Słowiańszczyzna to przetrwa skoro przetrwała tysiąc lat chrześcijaństwa jednak ten wróg będzie o wiele gorszy i bardziej niebezpieczny od fanatycznego katolicyzmu ja zaś wrogów olewam :-) Dlatego nigdy nie walczyłem, nie walczę i nie zamierzam walczyć z upadającym kościołem, który choć lezy i zdycha jeszcze próbuje kąsać i tak samo nie podejmę walki z Arjo – Judeo – Słowianami, którzy się lęgną dopiero bo, że sparafrazuję pewien cytat: nie posłał mnie pan do domu Izraela :-)

      Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.